Antrykot z mamuta

Po zadaniu po raz nie wiem który tego samego pytania przez ludzi, co najwidoczniej nie chcą łączyć innych kropek niż te, które wiedzą że się łączą, po mailach z tymi samymi pytaniami, po… Postanowiłem napisać to drukowanymi literami, bo to jest pewien aspekt formalny działalności gospodarczej, której jak widzę, bardzo wiele osób nie jest w stanie przeskoczyć.
Mamy tu nieco hermetyczny język, żeby nam się byle kto w teksty nie wczytywał jak nie wie czego nie wie, ale tym razem nie będzie nawet talerza, będzie samo mięso i trzeba je będzie spożyć na surowo, postaram się nawet nie przyprawiać retorycznymi ozdobnikami i barokową formą. Jak macie słabe nerwy to tego nie czytajcie, bo będą drastyczne odniesienia i paralele.

Z przyczyn formalnych, jakimi jest brak trustów w “naszej” bezpośredniej przestrzeni formalnej oraz opresyjności komunistycznych państw policyjnych, w jakich przyszło nam funkcjonować, w których wszyscy są już tak okradzeni z majątku, że nie potrafią myśleć innymi kategoriami – na przykład większość ludzi jest przekonanych, że podatki muszą być przymusowe, że za pracę na rzecz społeczności należy się wynagrodzenie, a szczytem są kapłani twierdzący, że bez przymusu ludzie nie będą miłosierni – pełen odlot, 400 lat temu nikt by nie zrozumiał o czym w ogóle bredzą ludzie z takim stanowiskiem – funkcje publiczne były NIEODPŁATNE, podatki DOBROWOLNE, kapłani WIERZYLI w słowa Spasa Naszego, że to wszystko naprawdę. Opresyjność ta polega na tym, że skoro nie można pobrać grzywny i nawiązki materialnej (za różne materialne szkody) to kara musi być represją wobec osobowości represjonowanego (czyli długotrwała izolacja z ludźmi ciężko chorymi psychicznie z powodu długotrwałej izolacji). Co więcej jeszcze – ta banda obdartusów jest przekonana, że to tak ma być, że kary powinny być surowsze – kiedy pomiędzy człowiekiem zamkniętym dwa lata czy dwadzieścia lat nie ma już żadnej różnicy – jego osobowość jest już tak wykolejona, że wypuszczanie go na ulicę jest zagrożeniem powszechnym. 400 lat temu dwuletnia izolacja była karą za najcięższe zbrodnie – właściwie niestosowaną.
Ale ponieważ lemingi nic nie mają, to nie ma na nie żadnego bata, a przecież żeby zaczęły coś produktywnego robić, to muszą COŚ mieć. Można to w komunizmie nazwać dotacją (chce ktoś ode mnie dotację? – dam maszyny, niech sobie robi – zapłaci w produktach jak już zarobi se – po co Wam państwo? – macie mnie^^ – to mnie lepiej słuchać – tak funkcjonuje przedsiębiorczość, spółdzielczość). To COŚ nazywamy ulgą w zusie i podatkach na dwa lata, kredytem dla startupu czy inną bzdurą. Pan Kapitan łaskawie przez dwa lata nie będzie bił – potem już będzie. I ze skóry obedrze. Jeśli cokolwiek zarobisz – ze skórą komuniści to z Ciebie zedrą. Sami wiecie, jakie podatki są od Was wymagane. Jeśli nie będziecie nic mieli, albo już wszystko zabiorą, to jeszcze wsadzą do lochu i zdemolują Wam tożsamość, psychikę i zdrowie. Mimo to jeszcze nie publikujemy list urzędników wraz z adresami i nie rozdajemy dziurkaczy bez sugestii po co. Ale zarobimy se. Popatrzyliśmy jak to wygląda w innych krajach, jak wraca normalność, jak komunizm jest wypierany ogniem dzielnica po dzielnicy i już wiemy jak. Ale na razie jest jak jest.
I w tej sytuacji jak już dojdziecie do sytuacji, że nic nie macie, nigdzie nie mieszkacie, pourwaliście wszystkie nitki, nie macie kolegów z trzepaka, macie punkty zabazowania i dyslokacji, których nikt nie będzie pacyfikował póki nie sprowokujecie tego jakimi działaniami rzeczywiście zbrodniczymi, to powstaje Wam pewien problem – z tak czystą kartą nie możecie prowadzić firm, ponieważ potrzebna jest ekspozycja na stresory Kapitana, aby mógł Was bić. A ponieważ we własnym biznesie jesteście korelatorem, to jest absolutnie wykluczone, aby komunistom ujawniać kto jest korelatorem i ryzykować dekompozycją struktury zaopatrzenia rodu w łupy i branki.
To znaczy, że firmantem na drakkarze musi być ktoś inny.

I tutaj zaczynają się pytania czytelników – kto taki.
Przedstawiam najczęściej pojawiający się model, w jakim czytelnicy odnajdują luki i wątpliwości co do niego. Otóż czytelnicy zadający pytania uważają, iż słupem powinna być osoba obca, najlepiej bezdomny albo patol co powoduje, że nie mogą znaleźć na niego lewara – tak samo jak nie może znaleźć na niego Kapitan. To oczywiste. Padają kwestie co zrobić, gdy taki sypnie, zdradzi, ucieknie z kasą czy dokona inne feloni. To ślepa uliczka. Uliczka, na której sprowadzacie wycenę człowieka tak jak Kapitan do jego wartości materialnej, a stresorów do przemocy fizycznej. Taki aparat kontroli nie działa jeśli stosuje go Kapitan, a dla Was miałby działać? Macie co do tego całą masę wątpliwości – i bardzo słusznie, bo tego nie robi się tak. A skoro nie tak… to jak?
Bym się głupio mógł zapytać, kto według statystyki skazań w takich sprawach najczęściej jest firmantem – przecież to oczywista oczywistość.

Tutaj osobom wrażliwym proponuję wyłączenie neuronów lustrzanych, bo dalej będzie drastycznie dla emocji osób normalnych. Wracając więc do poprzedniego pytania – kto najczęściej jest kuplerem? Kogo najpierw podejrzewa się o mord? Kto najczęściej jest zamieszany w wykorzystywanie letnich, nieletnich i tego typu podobne sprawy nieszczęsne?
No kto? No jak? Dlaczego?
Filozoficzne pytania. Ale praktyczne odpowiedzi.

Osobami najczęściej zamieszanymi we wszystkie wymienione działalności są takie, które pozostają w bliskim związku emocjonalnym z ofiarą (podkreślmy to słowo), w podległości psychicznej, w podległości hierarchicznej, w stosunku mentor-uczeń, w zależności organizacyjnej, korelacyjnej, są poddani silnym stresorom społecznym, mogą być poddani silnym stresorom fizycznym w ramach zinternacjonalizowanych norm społecznych, często pozostają w zależności ekonomicznej. To są najczęściej osoby bliskie. Mordercami są najczęściej bliscy, pedofilami są najczęściej bliscy, żony najczęściej dostają w papę od mężów, a syndrom sztokholmski i uzależnienie emocjonalne ofiary od sprawcy jest powszechne. I w firmanctwie nie jest inaczej. Skuteczny, dobrze funkcjonujący, spełniający swoje zadania długo, wiernie i bez słowa skargi słup jest właśnie ofiarą w takiej matni. Ofiarą niekoniecznie przymusową – ludzie składają z siebie ofiary dla celów, które uważają za ważniejsze od swojego marnego żywota. Przecież nie będziemy zarzucać “chłopakom od Parasola”, że byli bandą naiwnych durni walczących o państwo ich marzeń, jakie nigdy nie powstało, że złożyli z siebie ofiary rzucając się jak kamienie na szaniec. I tak samo nie zarzucimy matce, że dla wyżywienia rodziny zgodziła się na firmanctwo biznesu prowadzonego przez męża czy konkubenta. Nie zarzucimy obywatelom, że w złej wierze wstępują do armii swojego państwa, że czynią to aby dopuszczać się zbrodni i palić sąsiadami w piecach?
Każdy działa w ramach swoich motywacji w szczytnym celu, nawet jeśli powoli wykańcza go dysonans. Z tym, że reguły prawne i metody postępowania komunistycznego aparatu opresji, jaki dla żartu nazywamy dzisiaj państwem narodowym (wydzielonego terytorium banksterskiej okupacji) nie uwzględniają w żaden sposób tego oczywistego faktu, że dobrowolność dopuszczenia się czynów osoby zależnej od sprawcy stawia tegoż firmanta w liczbie ofiar. No ale Pan Marcin P. jest na ławie oskarżonych, mimo że bezczelnie stawiane mu jest pytanie, czy był słupem.

Oczywiście co przytomniejsi czytelnicy postawią tutaj kwestię, czy ta ofiara to jest na pewno taka biedna bidulka i czy jej się krzywda działa kiedy w dostatki opływała? A potem padną pytania kolejne, z tym że jest to pytanie na poziomie tego, czy wykorzystywanemu dziecku godnie jest dać czekoladę na otarcie łez – bo tak w rzeczywistości wygląda firmanctwo. Jeśli jest dobrze zorganizowane, to przewaga sprawcy nad ofiarą jest oddzielona taką przepaścią, jak kategorie rozumowania dziecka i dorosłego. Albo i większą. Nie stawiam tego pytania, ponieważ odpowiedź w każdym przypadku jest indywidualna i subiektywna względem oceniającego “czy ofierze było dobrze jak była wykorzystywana”. No oczywiście, że gwałcone przez zwycięskich sołdatów kobiety są zachwycone – spróbowały by pisnąć, że nie są.
Krok po kroku dojdziemy do coraz ciekawszych pytań. Ale interesuje nas odpowiedź na to ostatnie. Zapewniam Was, że dzieci potrafią zracjonalizować doznawane krzywdy i uzasadnić swoje działania, utrzymanie tajemnicy etc., tak samo potrafią dorośli, tak samo potrafią ofiary porwań. Ludzie po prostu tak funkcjonują, ponieważ leży to w ich najlepszym interesie.

Ofiara pragnie stać się ofiarą, ponieważ polepsza to jej sytuację – bilans energetyczny. Samice prowokują samców, ponieważ mają wobec samców długoterminowe oczekiwania na poziomie metabolicznym. Ludzie wstępujący do armii mają zupełnie przytomne motywacje poprawiające ich byt “niech ktoś się nami zajmie – zrobimy wszystko”. A przecież nie powiecie mi, że unitarka to jest szczyt delikatności? Mimo to ludzie od zawsze tworzą armie i przechodzą tam rytuały inicjacyjne. Nie interesuje nas co tam z ofiarą – interesuje nas mechanizm jak się robi słupa.

Najprościej to oczywiście zesłupić osobę najbliższą (albo za taką się uważającą) pozostającą w zażyłości emocjonalnej (przynajmniej ze swojej strony), gotowej wspomóc bidulka-przedsiębiorcę w zarejestrowaniu tego czy owego bez żadnych przecież konsekwencji. Taką działalność można realizować na skalę masową. Tu padnie kolejne przytomne pytanie o technologię robienia wody z mózgu takiej liczbie samic, przygotowaniu bazy lokalowej, rozbujania emocjonalnego, planów wycieczek, zasilania na koszty takich operacji etc… to są przytomne pytania i zapewne pojawia się tu szereg kompetencji, jakich większość samców nie ma (ale nie krępujcie się – można im sprzedać kursy uwodzenia, któż przecież inny jak specjaliści od werbunku i odwracania wiedzą jak sprzedać gamoniom takie kursy – przecież nie zrobimy z nich mężczyzn opowiadając im duby smalone). Co od razu prowadzi Was do wniosku, że jeśli tych kompetencji nie macie, to tak słupa nie zorganizujecie. I od razu jeśli nasuwa Wam się ta wątpliwość i nie potraficie ludzi rozbujać i kontrolować emocjonalnie, nie jesteście gotowi tworzyć matni emocjonalnych i Wam to nie wychodzi, to po prostu tego nie róbcie, ponieważ nie utrzymacie pozbawionej dysonansów struktury i się cały ten domek z kart rozleci. Ludzie wstępują do sekt (na przykład politycznych), ponieważ (przyjmijmy polityków na potrzebę przykładu) prezencja, charyzma i ładny krawat (oraz otoczenie wpatrzonej w guru sekty) zapewniają na bazie automatyzmu emocjonalnego odnalezienie w tym człowieku swojego lidera. Nie ma żadnego znaczenia, czy ten lider w rzeczywistości wie jak się prowadzi biznes, wojny, wywiad, bank, warzywniak – to nieistotne – ludzie są przekonani o jego kompetencji na poziomie emocjonalnym, a kobiety często też na poziomie metabolicznym. Ludzie tak szukają sobie wodzów, tak czepiają się pańskiej klamki, tak szukają sobie księcia, pana, właściciela. I Kapitana. Szukają opieki od ognia, wojny, głodu i choroby. Jeśli więc nie macie takich kompetencji, to kupcie sobie kogoś kto ma, a nie ma pomysłu na biznes, bank, czy inne sprawy praktyczne. Tak jak “służby” werbują sobie polityków do kierowania nastrojami. Werbowników się zadaniuje. Bardzo rzadko osoba reprezentacyjna i korelator w sekcie to jest ta sama osoba – nawet lepiej jeśli nie jest. A najlepiej oczywiście jeśli żadne z nich to osoba.

Ludzie sami się zgłoszą szukając przywództwa, ponieważ spodziewają się poprawy bilansu w zamian za wierność, lojalność, oddanie. I jeśli aż tak wzbudzacie, to będą dla Was kłamać, kraść, mordować, a nawet ginąć. Komunistyczny aparat opresji i tak uniemożliwia im dysponowanie czymkolwiek. Ludzie automatycznie, odruchowo tworzą nowe hierarchie porzucając te, które ich nie zasilają: tworzą nowe państwa, nowe firmy, nowe cechy przeróżnego rzemiosła w tym występku. Nikt ludzi nie zmusza do wstępowania do gangów – oni są tam w domu, w rodzinie, wśród swoich – łączą ich więzi emocjonalne. Ludzie zostają słupami zupełnie świadomie, tak jak nie przez przypadek zostaje się żoną czy konkubiną. Ich wyobrażenie o konsekwencjach jest najczęściej “takie sobie”. Mam w rodzinie długą listę słupów z poprzednich pokoleń, które słupami zostawały dla innych członków rodu z pełną świadomością konsekwencji. Jest to zupełnie normalne zjawisko w zupełnie nienormalnym otoczeniu komuszego Kapitana.

Taką mamy rzeczywistość wdrażania formalnej odpowiedzialności – skrycie korelatora (bo pieniądze lubią ciszę – lepiej wtedy słychać brzdęki). To związki emocjonalne, a nie jakieś kombinacje na niezaangażowanych bezdomnych i patolach są podstawą czynów, jakich ludzie dopuszczają się we wszelkich organizacjach, w tym w “państwie prawa”. Ludzie dokonują przeróżnych czynów, ponieważ wierzą (dają wiarę), iż uczynią tym coś lepszym. Jeśli ludzie z jakiegoś powodu sami nie chcą oddawać się Wam pod komendę to znaczy, że nie powinniście werbować ich jakimkolwiek stresorem. Albo uważają Was za hierarchię sami z siebie, albo dajcie sobie spokój ze stosowaniem kija i marchwi. Źródłem podległości jest dobrowolność, samodzielny wybór słupa, że dobrowolnie oddaje się po rozkazy temu kogo ma za swojego hetmana. Następujący z tego wniosek jest taki, że jeśli nie potraficie sami zwerbować słupa i nie widzicie sensownej kwoty, jaką moglibyście zapłacić za taką usługę kupując spółkę z zagranicznym ogonem i kuromaku czy nawet korzystając z innych ofert, jakie pojawiają się na różnych forach zaprzaństwa i barokowej anarchii to znaczy, że właśnie dlatego – z powodu niedysponowania takim zasobem nie jesteście przez najbliższych uznawani za dość kompetentnego, aby za Was ginąć.
Nie szarpcie się z tym, jeśli pojawia się u Was jakiekolwiek pytanie dotyczące słupa z kategorii “if/else”, to nie macie kwalifikacji do operowania firmantem. To podwładny stawi się do Was z propozycją, jak może Wam ulżyć w troskach i trudach prowadzenia interesu – jak może odciążyć rękę, która go głaszcze i karmi.

Oczywiście czytelnicy z wykształceniem lewnym dobrze rozumieją, że cała koncepcja prawa pozytywnego oparta o świadomą dobrowolność dopuszczania się czynów występnych o charakterze ciągłym, cała koncepcja odstraszania karą, w ogóle wszystko co tam jest na głębokim odlocie wypisane w bzdurnych książkach teoretyków traci jakikolwiek sens w tak nieracjonalnej sytuacji, jak uzależnienie emocjonalne ofiary od sprawcy, do tego przeprowadzone w sposób świadomy przez ofiarę. Ale właśnie na tym opierają się skrypty (takie procedury dla odtwórczych rzemieślników niezdolnych do wirtuozerii) werbowania na potrzeby grubszych rozgrywek. Bo przecież dlatego szpiedzy zdradzają swe mocarstwa, w których przewagę wierzą, aby na świecie panował pokój i aby pomóc słabszemu “mocarstwu”, które może sobie nie poradzić i doprowadzi swoją słabością do wojny. Dlatego właśnie ofiary pomagają w tym komuszym aparacie opresji prowadzić firmy, bo przecież te biedne misie – przedsiębiorcy mogą zarabiać, jeśli im ten wredny Kapitan nie będzie mącił. Któż by nie pomógł swojemu przyjacielowi, członkowi rodziny, przedsiębiorcy, którego złe państwo gnębi? Przecież to małpie okrucieństwo nie udzielić pomocy w tak trywialnej sprawie – głupiej formalności. Bo przecież nie tworzymy społeczności o wysokich motywacjach formalnoprawnych, za to taką o zupełnie innych motywacjach, stawiających witalne pytanie “jak żyć?”