Bezkompromisowe ucieranie wspólnego stanowiska

Ten temat jest wprowadzającym do wyjaśnienia jak działa system rozliczeniowy i dlaczego (i że to nie jacyś czarownicy nami rządzą), a tutaj opisuję świństwa jakimi ucieramy między sobą chwilowe stanowiska co kto komu może.


Większość negocjacji jakie prowadzą ludzie jest w przymusach. Negocjacje o pracę, kiedy nie mają zbyt wielkiego wyboru ofert, negocjacje kredytu, który i tak muszą wziąć, negocjacje zakupu auta, kiedy i tak muszą czymś jeździć. Ze względu na działanie neuronów lustrzanych i innych naszych przystosowań do życia w grupie większość ludzi nie negocjuje z drugim człowiekiem, ale z jego wyobrażeniem w swoich rojeniach. Normalny (niepatologiczny) człowiek ma jakieś wyobrażenie z kim, o czym, po co będzie rozmawiał, uświadamia też sobie jakie propozycje mogą być dla drugiej strony racjonalne i jakie racjonalne argumenty do przekonania drugiej strony ma. Zakłada też, że te racjonalne argumenty mogą zostać przyjęte. Teoretycznie ofertę można przyjąć, odrzucić lub złożyć kontrofertę – to dość ubogi zakres i tu zaczynają się kpiny z niepatologicznych osobników.

Otóż można rozpocząć proces negocjacyjny nie stosując się do oferty (nie odrzucając, nie akceptując, nie kontr-oferując) zadając pytania jak sobie to oferent wyobraża, punktując wady i nieprzydatności oferowanych przedmiotów, zastanawiając się nad usługami (ale bez negowania czegokolwiek, odrzucania, umniejszania wartości – czysto informacyjnie, aby rozeznać się co konkretnie jest oferowane bez reakcji na ofertę). Niepatologiczny osobnik w reakcji na takie zachowanie dozna poważnej aktywności neuronalnej i zacznie analizować co w jego ofercie jest nie dość racjonalnego, aby nie doszło do jednej z trzech niepatologicznych odpowiedzi.
Właśnie dlatego na naszych wodzów wybieramy psychopatów, właśnie dlatego na władców chcemy starców o nieodgadnionych myślach. Dlatego że tacy ludzie są dla nas najbezpieczniejsi. Endodynamicy, szczególnie skrajni, nie mają nic do zaoferowania, ich myśli spłatane są wokół obrony tego co już jest (są to często rozważania na granicy fobii – i nie bardzo wiadomo po której stronie tej granicy). Endodynamicy są w paranoicznym strachu utraty mocy jaką dysponują – ryzyko to wróg. Dlatego spotkania szefów państw poważnych najczęściej są o niczym. Żaden nie ma nic do zaoferowania, ani też żadnej oferty nie oczekuje. Każdy w ciszy i tajemnicy buduje przednegocjacyjną przewagę na bazie zabezpieczenia już posiadanych zasobów. Dlatego dramaty zaczynają się gdy pojawia się osoba o innej dynamice u władzy – gotowa ryzykować, kalkulować rozrachunki i przeceny zasobów, ile ofiar kosztuje metr terytorium? Ile ciał tona rudy uranu? Ile stali przygięcie wrogich karków do gleby? Takie osoby uważamy za niebezpieczne, szalone, niewłaściwe u sterów imperiów. Wolimy psychopatycznych, starych endodynamików – z nimi przynajmniej wiadomo, że nie poprowadzą nas na konfrontację – najwyżej sobie powymieramy, ale nie będzie w tym żadnej gwałtowności.

Nasza, dominująca na planecie „cywilizacja” (choć jest to raczej barbaria jeśli brać pod uwagę metody działania Anglosasów – nie znają pojęcia ograniczanie własnej siły wobec słabszych, w efekcie czego sami sobie odebrali siłę niszcząc wszystkich, na których mogli pasożytować i pozostawiając jedynie zahartowanych w bojach i opornych na ich wpływy), dominująca cywilizacja wytworzyła taki właśnie beznegocjacyjny model cen umownych – macie podane ceny i płacicie albo wychodzicie. Negocjacje nie są nawet formalnością, dokonywana jest przedkontraktowa budowa pozycji, z której jedna strona narzuca wolę drugiej bez jakichkolwiek traktatów. Tak działała Rzeczpospolita – bito wroga w polu, a następnie dawano mu do podpisania traktat, jak się nie wywiązywał dostawał bęcki ponownie. To właśnie cywilizacja łacińska – każdy sam musi dojrzeć do decyzji, sam musi przyjąć wiarę, i dopiero wtedy, znając pozycję swoją i Boga – klęknąć (Hiob) lub wznieść pięści (Jakub). Cywilizacja łacińska jest pod względem negocjacji niezwykle uboga, wadliwa wręcz.


Zapewne Czytelnicy w większości pojęcie o teoriach ekonomicznych mają, wiedzą gdzie doczytać i co sobie przypomnieć, aby być zorientowanym względem teorii. Praktyka jednak jest jaka jest i jakkolwiek pokrywa się z modelami teoretycznymi, to jednak w praktyce rynek nie jest nieskończony, nie ma na nim nieskończonej ilości podmiotów, nie ma nieograniczonej liczby konsumentów, ludźmi kierują emocje na pętli zwrotnej z polityką (polityka to wyrażanie emocji między innymi właśnie), a do tego nie ma żadnych zasad i płaszczyzny są zmieniane w konwencji skuteczności, to znaczy że można użyć każdego środka do osiągnięcia celu i nie ma co liczyć na skrupuły przeciwnika – nie w samą ekonomię gramy, ale też w kradzież, wojnę, politykę, biurwę i aparat przemocy.

Osoba fizyczna może być niewypłacalna. I co jej zrobisz?

Jak zwróciłem uwagę w „ramce” nasza cywilizacja nie jest zbyt negocjacyjna, wyrosła w największym oddaleniu od warunków optymalnych dla homo sapiens. Wszystkie nasze zachowania, całe nasze myślenie, nasza historia są ukształtowane przez specyficzne zjawiska, jakim homo sapiens nie był poddany nigdzie indziej na planecie. Poza pewnym wyjątkiem – Japonią. Tam też natura wymusiła koncepcję dobrowolnego samo podporządkowania się strukturze i próby awansu w hierarchii w ramach struktury pozwalającej przetrwać bez (typowego dla Afryki czy Ameryki Południowej) tworzenia własnej struktury konkurencyjnej i wypieranie istniejącej. Nie mieliśmy nigdy tego luksusu nadwyżek, aby sobie robić równoległe struktury. Dlatego wytworzyliśmy dość bezkompromisową, ponurą, zbójecką strukturę, którą uważamy za uczciwą – życie jest brutalne, niesprawiedliwe i każda przewaga jest celem. To jedna z wielu przyczyn (obok geografii) z powodu których nasza cywilizacja zdominowała planetę. A co za tym idzie nasz model prowadzenia rozrachunku, negocjowania zobowiązań i ich egzekucji stał się dominującym i został szeroko przyjęty, mimo że w wielu lokacjach „na podłodze” funkcjonują systemy lokalne – to jednak zasady transferowe pomiędzy lokacjami są po naszemu, w sposób dla nas zrozumiały, taki jaki my uważamy za racjonalny (co nie znaczy, że zaraz uważamy za słuszny). Chińczycy zrobili na naszym modelu wspaniały eksploit.

Osoba prawna może być niewypłacalna, poszukasz wtedy winnej tego stanu osoby fizycznej do wysokości umowy spółki oczywiście jeśli nie było deliktu.

Negocjacje są zakończone sukcesem gdy wszystkie strony są RÓWNIE niezadowolone z rezultatu

Bo jeden uważa, że sprzedał za tanio, a drugi że kupił za drogo. Przykładem takiego ucierania stanowiska jest możliwość prowadzenia „biznesu” na przykładzie Polski. Niby strona jest tylko jedna – ta mająca przewagę totalną – państwo. Niby ono łaskawie ustawą zamożnego komucha Wilczka dopuściło wszystkich do stołu – każdy uzyskał od łaskawego pana robienia czego uważa. Ale później pan się srożył, że dwór nie może się nachapać w takim tłumie i żeby nie musieli się dworacy rozpychać łokciami, to ustawa rozepchnęła konkurencję pałami. A niektórych nawet odwiedził seryjny samobójca, ponieważ Polska to państwo zbrodnicze – mordujące swoich „obywateli” (niewolników).
Niby w takiej sytuacji uważamy że negocjacji nie ma – pan łaskawie pozwala. Ale jednak są, bo pan jest przymuszony do udzielania łaski, inaczej majestatowi źle się będzie działo – nie dość że sam będzie miał ograniczoną dostępność dóbr („rząd się wyżywi” – Uszaty) to jeszcze lud ciemny buntem grozi, a po kryjomu i tak robi co uważa za nic mają ustawki państewka. I aparat przemocy zamiast z tym walczyć to jeszcze udział w tym bierze i to chroni, bo też chce dostępu do dóbr i usług (wszak kto jak policja najlepiej wie gdzie obywatel może skorzystać z najstarszej usługi świata? – podejść – zapytać – oni polecą, sami działę z tego biorą).

Osoba fizyczna odpowiedzialna za zobowiązania spółki może być trudna do znalezienia.

Stan faktyczny (czyli co możemy) oraz stan formalny (na co z tego co możemy władzuchna nam niby pozwala) wynika z utarcia w ramach ciągłej przepychanki przy użyciu wszelkich możliwych środków stanowisk tego co my chcemy i tego jaki jest opór materii. Uporządkowując to z punktu widzenia przedsiębiorcy to władzuchna najpierw łaskawie przyzwalała wybranym na prowadzenie ograniczonego biznesu (więc nieograniczony prowadziło się niejawnie lub nawet pod szyldem państwowego), później była ustawa Wilczka i przy okazji zniknął system kontroli poboru podatków (i państwo nie zniknęło z mapy jak głoszą państwici od podatków, że one potrzebne do czegokolwiek są), później  (lata dziewięćdziesiąte) były przepychanki z urzędasami o zakładanie spzoo i zpch (zakładów pracy chronionej), po czym od około ’97 jak się zaczęły po Balcerowiczu walić finanse (z powodu napaści państwa na przedsiębiorców), to dokręcono śrubę i dopiero na początku XXI wieku EU zdjęła pokrywkę (w Polsce groził już rozpad struktur państwowych – Niemcy dobrze zmiękczyli „negocjacjami” napadniętego) i ludzie pouciekali z kraju zakładać „biznesy” w całej EU.

Osoba, której szukasz może być tym trudniejsza do znalezienia jeśli nie istnieje, a w szczególności jeśli jest postacią fikcyjną.

Na dzień dzisiejszy „biznes” to tożsamość formalna, przydająca numery identyfikacyjne pozwalające obracać fakturami vat – tak najogólniej. Ponieważ lokalnie przedsiębiorczość została zduszona w całej EU, to działa ona kosmopolitycznie (próg wejścia oddziela światło od ciemnoty), czyli poprzez rejestrację spółek gdziekolwiek się da, a następnie bazujących na niej klonów, filii, oddziałów. Dzięki temu przedsiębiorcy mają zdolność zapewniania sobie ciągłości działań faktycznych przy pourywanych „od opłaty do opłaty za pakiet spółek” stanach formalnych. Biurwa udaje, że to ściga, my udajemy, że lęk odczuwamy – a trzeba jakoś pół miliarda ludzi z okładem w EU wyżywić, ubrać, od deszczu uchronić. A ludzi przybywa.

Czyli to nie jest tak, że władzuchna robi sobie co chce – robi to co może i udaje że dużo może, a w rzeczywistości to najwięcej może w telewizji, gdzie czasem wytarga za uszy kogoś od paragonu za ksero.

Zobowiązania osoby prawnej mogą być jakie zechcesz, niekoniecznie jednak uda Ci się tymi zobowiązaniami zapłacić. Państwo jednak potrafi tym płacić, o czym niebawem w „zamrażarce społecznej”.

Źródło niezadowolenia stron

Wynika z faktu, że w naszej cywilizacji podchodzimy (jak zapewne w każdej) do stołu negocjacyjnego z oczekiwaniami, tęgą lagą, fałszywym słowem, lśniącą monetą (lub jej obietnicą w fałszywym słowie) oraz ramami formalnymi i czasowymi (uznajemy rzeczy za dokonane w wyniku czynności magicznej – złożenia podpisu, uściśnięcia dłoni, dania słowa – wyraża to naszą zgodę na „niech się stanie co ustaliliśmy”). Obcym wtrętem cywilizacyjnym jest rozszerzenie statusu interpretacji ustaleń (fałszywego słowa) oraz łamanie ramy czasowej (rozszerzenie roszczeń w czasie po dokonaniu transakcji – gwarancja, rękojmia, odpowiedzialność dostawcy, producenta – widziały przecie gały co brały i wiedzą ile za to dały) jak i formalnej (urzędziki sobie same potrafią triangularnie ustalić co było przedmiotem umowy, a nie to co strony zawarły binarnie). W kulturze arabskiej dla przykładu rama czasowa jest płynna, a formalna marginalna, natomiast struktura umów wynika z formy negocjacyjnej (serii gestów „dajemy abyś dał”) i wynika z tego masa nieporozumień (dla przykładu jak pani przyjmuje drinka, to w formie „dają abyś dał” oznacza to, że da – umowa jest zawarta i pozostaje tylko jej wyegzekwowanie – żaden przytomny sąd nie orzeknie więc po przyjęciu drinka gwałtu – pani wszak przyjmując wyraziła zgodę na karesy; tak samo istotny jest bakszysz – dajesz aby w ogóle rozmawiali, sam się zdziwiłem kiedy arabski sprzedawca nieproszony wręczył mi banknoty za sam fakt, że pofatygowałem się z ofertą i zostawiłem próbki).

Szukanie winnych jest ze stoperem w ręku – zapadnie dawność – przepadło.

Należy mieć na uwadze, że na różnych płaszczyznach wpływu obie strony dysponują „tęgą lagą” – jedni mniejszą, inni większą, ale ryzyko szkód zawsze występuje. To jest przyczyna, dla której lepiej się dogadać. Ponieważ korelator aparatu państwowego jest wadliwy (biurwy niskiego szczebla nie dysponują właściwością negocjacyjną), to rozwiązaniem jest gospodarski luksus autystyczny (zignorowanie aparatu państwa) o ile zabezpieczyłeś swoje środki a we wpływach biurwy (na kontach) hula wiatr. Biurwa oczywiście jest niezadowolona z tego braku wpływu (braku zaproszenia do stołu negocjacyjnego czyli zmarginalizowanie), ale i my jesteśmy równie niezadowoleni z biurwy na innych płaszczyznach i pozostaje we wspólnym – wynegocjowanym bez negocjacji niezadowoleniu żyć.

Pal diabli obowiązanych – ale żeby był jakiś majątek do objęcia.

Ciekawie robi się dopiero, kiedy do rozgrywki siada się z endodynamikiem – taki nie ma żadnych oczekiwań. Ponurzy starcy nie czują już radości ze zwycięstw, smaku pysznych potraw, nie czują bryzy na twarzy i wiatru we włosach. Odczuwają jedynie strach, bo ich doświadczenie jest zbudowane przez wrogie środowisko, w którym przeżyli, wszystko jest im zagrożeniem – wszystko trzeba prewencyjnie stłamsić, osaczyć, przewidzieć, unieszkodliwić. To patologiczne, paranoiczne, spłatane fobiami osobowości. Bardzo dobre na władców, gdyż tacy władcy aby zabezpieczyć swoje panowanie nigdy nie robią nic głupiego czy niespodziewanego. Nie mają oni jednak żadnych planów czy oczekiwań – umysł takiej osoby proaktywnie zabezpiecza sobie swobodę ruchów. I nic więcej właściwie nie robi. Siadanie do rozgrywki sprowadza się więc do wysuwania propozycji, które nie wzbudzą żadnego grymasu u starca, nie obudzą jego zaciekawienia, najwyżej zostaną zaakceptowane i bezgranicznie wyzyskane razem z oferentem – ofiarą.

Ponieważ to te typy osobowości (ze względu na metody działania, wynikłe z metod odporności na niszczenie i ze względu na wiek) najczęściej są dysponentami władzy i majątku oraz organizują życie innym osobnikom, to właśnie z nimi prędzej czy później trafiają się negocjacje. Nawet jeśli na końcu łańcucha jest jakiś kolektyw bez dominującej osobowości, to grupowo, w toku ustalania stanowiska tworzą takie rezultaty, jakby rządził nimi właśnie endodynamik. I dlatego tak czy siak dochodzi się do negocjacji, z których będzie się niezadowolonym, ponieważ sama konieczność ustalania czegoś z takimi typami to nic przyjemnego.

Szczególnie jak uda się „wygrać” negocjacje. Bo przecież fakty z formalnościami nie muszą iść w parze. Jest teraz takie popularne gusło, że dokumenty są dowodem czegoś, a wiedza o czymś nie jest tak istotna. Dokument musi być do wszystkiego wytworzony (słyszeliście, żeby BIS tworzył jakieś dokumenty ze spotkań i jakie archiwum dla potomnych prowadził? – no to zgodnie z dokumentacją nic tam przecież nie ustalają, a swapy między bankami wykonywane są przypadkiem) i jeśli go nie ma, to zdarzenie nie miało miejsca. Przyłapany na różnicy pomiędzy udokumentowanymi faktami a dokumentacją stary wyjadacz grzecznie się przyzna, że mogło dojść do pewnych nieścisłości i da nam wygrać. W konsekwencji nawet zapłaci, ale kiedy zapłaci, czym zapłaci i z czego to wyjdzie w kolejnych seriach faktów. Czasem nawet dla smaku zacznie płacić – komornicy są wszak mistrzami w pobieraniu 50pln miesięcznie na poczet spłaty zaległych milionów.

Za to korpia biurwa piany dostaje

Piany dostaje korpia biurwa jak musi się użerać budując strukturę biznesową na zapewnianiach gospodarstw i przedsiębiorstw w systemie formalnym zdemolowanym zarówno przez biurwę państwową, jak i państwową koncesjonowaną (banki) jak i przez pierwsze watahy zdziczałego korpo.

Jeśli prowadziliście kiedykolwiek rozmowy w niskomarżowych branżach (żywność, szary papier do…, szare mydło), to wiecie jaki to kabaret, kiedy biznes tworzy ofertę na przyszłość, oczekuje dostaw towarów w przyszłości, oczekuje zapłacenia za to w przyszłości, oczekuje zmniejszania cen w przyszłości (zwiększanie efektywności, deflacja cen), oczekuje gwarancji, że te marzenia się spełnią i liczy na to, że ktoś formalnie wejdzie pod taki prawny kij jaki kręcą z papieru. Tymczasem po drugiej stronie są przedsiębiorcy i gospodarze. Przedsiębiorcy towar zazwyczaj mają i płatności oczekują natychmiast (najwyżej sprzedadzą komu innemu, kto zapłaci natychmiast), ale skuszeni wolumenem kiedyś dawali na krechę, ale krecha umarła, kredyt nie żyje – kto nie ma kasy nie pije. Teraz się wolumenami nie kuszą i w nic nie wierzą, a i podpisać nic nie chcą na tym piętrze na którym jest towar (bo biznesowe przedsiębiorstwa owszem mogą wszystko obiecać i może się wywiążą, ale ci na dole, co przytomnie handlują tym co mają, a nie obiecankami za nic nie wydadzą towaru za obietnice, bo zbankrutują – a ci co już mieli tak nadstawić d, to nadstawili i już ich w biznesie nie ma razem z tymi co na krechę tuskostrady budowali).

Jeśli dłużnik się wali, to rwij co da się od ściany oderwać i nie czekaj końca – lepiej zabrać cokolwiek niż oczekiwać gotówki, której nigdy już tam nie będzie.

Piętrowe negocjacje dostaw tych podstawowych produktów są więc utrapieniem z braku kija, biznes na poziomie korpo musi dawać jakieś sensowne gwarancje, a że ich nie ma, to lobbuje w aparacie państwa ustawki, żeby producenci musieli spełniać jakieś urojone standardy (nie że ja produkuję co uważam, tylko mnie państwo mówi, że wie lepiej jak ja mam gwoździe wbijać). Rynek się więc dzieli na ten ryzykowny dla korpo z wymaganiami gwarancji i ten dla płacących od razu, tym taniej im mniej awanturujący się klient. Różnica cen na tym rynku jest pomiędzy dwu a siedmiokrotną i rośnie w kierunku dziesięciokrotnej na niekorzyść korpo. Korpo więc posiłkuje się drukarką, przedsiębiorcy podnoszą więc ceny i jakoś dajemy radę z inflacją negocjacjami, wymaganiami, a czasem się bankrutuje i zmienia klimat. Korpo też często wysyła „winnych & podejrzanych” na ekspację, żeby sobie odpoczęli i formalności się przedawniły. No taki mamy ustrój – taki klimat. Jakoś się to jednak kręci.

To że z kimś się na coś umówiłeś to nie znaczy że on się z Tobą umówił na to samo.

Utrapieniem są jednak dla korpo gospodarstwa – przepaść jaka dzieli biznes od gospodarstw bez przekładki na przedsiębiorstwach różnej skali jest morzem absurdu i niezrozumienia. To chyba najgorsze możliwe negocjacje w ujętej branży. Gospodarze wyprodukują to co im wyjdzie, mogą sprzedać, ale nie muszą, ponieważ sprzedaż oznacza dla nich koszt pracy, mogą mieć w nosie i przy braku spodziewanych zysków po prostu nie urządzić zbiorów, prowadząc do załamania cen (i często to robią). Załamania cen pracy sezonowej jak i eksplozji cen produktów sezonowych, co powoduje pewną demolkę MM (jeśli rzucicie okiem w roczne wahania kursów walut. to surowcowe do agrarnych właśnie takimi wahaniami się charakteryzują) i bardzo ciężko jest amortyzować to zjawisko. Co więcej, biznes obiecuje produkty, które niekoniecznie da się wytworzyć w oczekiwanym wolumenie w danym sezonie (przyczyny naturalne), więc musi dojść do nadprodukcji, selekcji i zbędności pewnych produktów (które można podejmować właściwie za bezcen, tylko trzeba mieć pomysł co z nimi zrobić). Rezultatem tego stanu rzeczy jest to, iż gospodarze mogą wytwarzać z nadwyżek przedsiębiorstwa o zupełnie niecelowych dla biznesu alokacjach, ale tak niskich kosztach i doraźności działalności, że nie da się tego regulować w ramach „praw rynku”, więc reguluje się to przemocą państwa i przemocą w ogóle.

Podaż regulowana tęgą lagą

Kopalnia jest dochodowa – dlatego trzeba ją bronić przed innymi silnorękimi co w swojej ziemi nie mają, a bardzo pragną naszego dobra. To że w systemie negocjowania „co je czyje” podstawową płaszczyzną jest przemoc prowadząca do stanu faktycznego (ja mam to w ręku, więc to je moje). Gdyby nie fakty to moglibyśmy sobie formalnie uznawać, że ktoś jest bogaty i sobie to po prostu przegłosować (gdyż nasze systemy polityczne i ekonomiczne oparte są o nasz metabolizm i co za tym idzie emocje, a o fakty to tak sobie, po to wymyśliliśmy zastępczy system punktacji celowości alokacji zwany kapitalizmem, też jest kulawy, ale lepszy niż nasze chciejstwo i marzenia).

Gdyby nie koszt żywienia silnorękich (za głupich do pracy, co drugi umie pisać, co trzeci czytać, dlatego te gospodarskie syny idą na psy, a nie na ludzi – bo się nie nadają), to moglibyśmy gospodarsko wytwarzać oddolnie pieniądze (i waluty z pełnym pokryciem), z tym że nie byłoby za bardzo na co je wydawać. Gospodarstwa mają pewną zdolność niecelowej tezauryzacji (co wielokrotnie ujawniło się w historii w różnych kulturach, w naszej też).

Zastępczy system punktacji oceniający zasadniczo użyteczność (ale nie obiektywnie tylko przez sumę ocen subiektywnych w ramach dynamicznie zmiennej punktacji) pozwala w miarę skutecznie sprawić, że nie toniemy w pasach do których brakuje spodni. Rozliczenia w ramach tego systemu ze względu na liczbę użytkowników, ich powiązania, ich dynamiczne grupowanie się są bardzo skomplikowane i najczęściej mają na celu wprowadzenie jakichś ram, stagnacji i statusów quo. Co w rezultacie kończy się tym, że system zostaje wpuszczony w maliny, z których wychodzi z kijem i okłada najsłabszych w celu odzyskania bilansu.

Postaram się napisać tekst wyjaśniający na chłopski rozum jak działa system clearingowy i po co są banki, oraz co to są waluty wymienialne i niewymienialne, ponieważ tutaj #glupi liznął trochę temat, ale podejrzewam, że niewiele to tłumaczy, szczególnie jak głupio zapytacie w kontekście banków centralnych o walutę niewymienialną i hawalę.

Aby wymiana w ogóle była możliwa przy zastosowaniu obietnic, musi być w użyciu tęga laga, ale nie po to aby wisiała nad garbem tych co mają pracować, tylko nad depozytem (oddanym w projekcję siły kredytującego) tego, który ma pracę innych wyzyskać. Jest to piętrowy (piramida) system wzajemnych depozytów gwarantujących (pod groźbą użycia lagi i pozbawienia assetu w projekcji tej siły). Nie jest to organizowane po to, aby sobie depozyty pozabierać, tylko po to, aby każdemu zależało na podtrzymaniu transakcji, aby zarabiać i aby nikomu nie przychodziło do głowy wywracać łódki i fikać koziołków (na przykład poprzez bankrutowanie na kwoty wyższe niż zabezpieczenia w depozytach u wierzycieli). Loch i bat jest tylko dla tych, którym nic już ponad ich pracę nie można odebrać.

Dobrowolne poddanie się reżimowi ma u gromadnych zalety praktyczne – pozwala na uniknięcie wielu dopustów jakich nie szczędzi nam środowisko. Im ostrzejsze środowisko tym silniej zorganizowane grupowo bez szkody dla indywidualności powstały tam metody wychowawcze – inne się nie sprawdziły, a samotnie tam przeżyć nie sposób. Z tej kolektywności i indywidualnej chęci poddania się reżimowi wynika cała struktura rozliczeniowa jaką stosujemy.

Tęga laga jest też w ruchu kiedy trzeba zastosować odpowiedzialność solidarną – zbiorową. Nie ma w tym krzty sprawiedliwości, ale jest skuteczność. To jest metoda, w której jeśli Ty nie zapłacisz, to okradniemy Twojego sąsiada. Sąsiad więc ma w interesie przymusić Cię do wykonywania podjętych zobowiązań. To taka metoda wrzucania granatu do kurnika w celu odzyskania jajek. Jest ona szeroko stosowana jako konfiskata rozszerzona w wielu krajach (opisuję to w właśnie w innym tekście, którego jeszcze nie ma „zamrażarka społeczna”) i prowadzi do natychmiastowego, dramatycznego załamania porządku prawnego z pełnymi tego konsekwencjami.
Wdrażanie siłowego rozwiązania zbiorowego jako pokazu bezsilności (strzelanie do cywilów za akcje partyzantów) jest desperackim krokiem mającym w teorii przymusić do wykluczenia szkodnika z rynku, a nie odzyskania czegokolwiek. Sprowadza się do wytworzenia narracji pozorującej „sprawiedliwość” wskazującą zbiorowo rozszerzony krąg korzystających z czynu (jakiego zabraniamy – winni mogą mieć pogląd, iż czyn był zasadny i sprawiedliwy), a następnie korzystając z tego pozoru uzasadnienia doświadczamy „winnych” okrutnie. Jakkolwiek jest to pozór wynegocjowania statusu quo, to już na etapie, kiedy przynajmniej jedna ze stron prowadzi działania zaczepne przeciwko eksponowanym zasobom strony przeciwnej (na przykład podejmuje eksponowane zwroty vat, albo dotacje na „rozwój & innowacje” nie wykazując rezultatów jakie roi sobie udzielający redystrybucji). Pozostaje jedynie tak zorganizować całą operację, żeby tęga laga spadła na przeświadczonych o własnej niewinności nie mających wpływu na jakiekolwiek zachowania beneficjenta. Wielokrotnie tak to właśnie zorganizowałem. To natychmiastowo i dramatycznie obniża poziom „praworządności” na terenie objętym lagą – gdy tam wrócisz, możesz rekrutować zawziętych Jędrusiów.

Spójność środków przewagi

W biznesie grzecznie zwana dywersyfikacją, czyli proporcjonalność środków w dyspozycji, tak żeby był zarówno dział prawny jak i dział bezprawny. Żeby w środkach rozliczeniowych była waluta na koncie, waluta w papierze, złoto, używki, a nawet metr gumy do wydawania reszty po nerach.

Ekspozycje środków nieproporcjonalnych pozwalają na penetrację obszarów będących poza naszym całościowym zasięgiem, ale narażają nas na ryzyko bezskuteczności tych środków (nawet utraty), oraz pozostawienia bez wsparcia innymi będącymi w dyspozycji. Co więcej pozycje wysunięte z natury rzeczy muszą być samodzielne, a to oznacza że stają się rozdzielne od całości również w zakresie celów doraźnie sobie stawianych. Odległość wpływa na kontrolę. Również odległość rozliczeniowa.
Jednak takie wysunięte i eksponowane na zniszczenie pozycje pozwalają zbadać środki i zagrożenia istniejące w danym środowisku.

Aby stanowisko było ucierane, nie ma żadnego powodu nawiązywania po temu formalnych kontaktów. Biali ludzie pozostawieni samym sobie bez dozoru potrafią w godzinach szczytu zorganizować ruch pojazdów niezgodnie z przepisami lepiej, niż gdyby reżim „prawny” był zachowany. Co więcej wcale tego nie ustalają między sobą – po prostu wyłamanie się z naturalnego reżimu powoduje stratę czasu, a tego nikt tracić nie chce.

Korzystanie ze środków nieproporcjonalnych (asymetrycznych) jest rozrzutnością, która potrafi zdusić kosztami nawet imperia. Jednym z najskuteczniejszych, najbardziej luksusowych, najtańszym i najrzadziej dostępnym (bo wymagającym przygotowań) jest luksus autystyczny – zdolność do niereagowania. Nie ujawnia to ani słabych punktów, ani czasu reakcji, ani zdolności w penetrowanym teatrze. Przygotowanie działalności tak, aby w odpowiedzi na działania zaczepne ze strony rynku można było grać swoje będąc zawczasu dostosowanym, a w przypadku opresji ze strony państwa aby podkuty, soviecki bucior trafiał w pustkę wymaga pewnych nakładów, ale w sytuacji krytycznej (a taka jest wpisana w timeline przedsięwzięcia zawsze – bo każda śmierć jest pewna) daje wiele radości, a osobowościom patologicznym przynajmniej nie przysparza kłopotu.

Spójność w przewidywanej przyszłości można sobie zapewnić przez wyprzedzającą inflację przestrzeni kontrolowanych. Docelowo przecież wszystkie zobowiązania zostaną przecenione w centy z dolara – należy więc dysponować prawem brania z wielu dolarów. Stawianie sobie oczekiwań 1:1 jeśli chodzi o stabilną tranzycję wkładu na dywidendę to naiwność. Po to ekspandujemy swoje wpływy, aby przy przecenie zająć jak największą przestrzeń w przyszłym rozdaniu. Ponieważ wszyscy tak rozdmuchują swoje roszczenia, trzeba rozepchnąć się łokciami na przyszłym rynku. Ma to sens o ile będziemy się wyceniać w przyszłych – lepszych centach na rozrośniętym rynku o sumarycznie większym wolumenie wszystkiego. No chyba że jest recesja i będziemy się wyceniać w kontrakcjach – wtedy brutalna siła, a nie formalność roszczeń zapewnia przestrzeń do życia ostatnim, którzy utrzymają się na nogach. Do obu scenariuszy trzeba mieć pewną dywersyfikację – dlatego banki trzymają depozyty metali i dzieł sztuki – ot tak na wypadek jakby jednak generałowie akurat nie brali wziątek w papierze.

Wstawianie kozy do przedpokoju

Inercja skołowanych i nie mających zdania jest bardzo istotna dla ekspresji nurtów peryferyjnych, jednakże zapewnia tym samym bazę zasobów na wypadek problemów wynikłych z błędnych alokacji tych peryferiów.

Status quo, to co wydaje się nam być normalnością wynika z tego, że większość ludzi „robi swoje”, tak robili zawsze, tak robili przodkowie – żyć jakoś trzeba. Jeśli wprowadzi się do środowiska wirusy informacyjnie i zacznie modyfikować wyobrażenie tego „jak powinno być” wspierane powolnymi zmianami tego „jak jest” przynajmniej w zakresie percepcji (mediów, ale ludzie się szybko uodparniają na rezultaty niezgodne z rzeczywistością), to można tę masę z olbrzymią inercją wykorzystać do stworzenia dysonansów stanowiska grupy prywatnej (czyli tej najistotniejszej dla Was – Waszych rodzin, znajomych) i zbiorowości oraz wywoływać rozłamy my/oni na bazie generowanych izmów. Wiele o takich metodach wspomina Pan Krzysztof Karoń, wiele jest też ujętych w cybernetyce społecznej wielu autorów.

Wstawianie kozy do przedpokoju sprowadza się na dociążeniu efektorów, korelatora, homeodyny, akumulatora różnymi wpływami powodującymi zazwyczaj ekspresję metaboliczną (zwiększenie wydatków). Ale nie można tego zrobić ot tak sobie – takie działanie ma sens (i jest najtańsze) wtedy, kiedy albo jest tanie w swej masowości, albo mimo ekskluzywności i kosztu będzie operować na systemie w stanie wysokiego wydatkowania i lichej alimentacji (na przykład urzędy warto atakować wtedy kiedy muszą one zwiększać wpływy, armie kiedy dokonują koncentracji lub nacierają). Dodanie im kilku dodatkowych zadań, bycie upierdliwym, przeciąganie spraw i absorbowanie ich uwagi powoduje, że przy skończonych środkach w jakiś sferach wystąpi deficyt. W przypadku systemów w stanie wysokiego wydatkowania (w natarciu) dochodzi wtedy do niespodziewanego, ale zawsze skrajnego, wzmacnianego w pętli rezultatu. Ma to wielkie zalety jeśli możemy porzucić nasze stanowisko i doprowadzić do niespójności środków przewagi manipulowanego. Jest to niezwykle skuteczny sposób ustalania stanowiska z biurwą, gdyż pozwala na przyklepanie tego co chcemy (mają inne, ważne sprawy na głowie), albo skupienie na sobie uwagi i przekierowanie całej mocy z celów planowanych wcześniej przez biurwi korelator na małego żuczka (wtedy dobrze jest cichcem opuścić atakowane stanowisko).

Konkurencja się nudzi – znajdźmy im zajęcie. Niech sobie ugaszą jaki pożar – a niech się pali. I nie żałujmy dywersji naszym winowajcom.

Ucieczka do przodu na wyczerpania zasobów

Jedną z metod uzyskiwania przewagi jest… wytwarzanie przewagi. Nie po to jednak aby jej użyć, ale aby przeciwnik symetrycznie też się wykosztował. Znacie to z rozszerzania przepisów, które nakazują Wam jakieś czynności (wstawiają kozę do przedpokoju), w odpowiedzi Wy wymagacie uzasadnień i rewizji (wstawiacie urzędowi kozę), a później idzie się ścierać w sądzie (sprawa trafia do zamrażarki na lata, o ile urzędzik nie ma Was jak skubnąć decyzjami administracyjnymi). Komuś się w końcu skończą środki. Tu oczywiście myślicie od razu że Wam.

Urzędom mogą się skończyć skuteczne rzeczywiście i skuteczne formalnie środki (sprawa może stać się bezprzedmiotowa), ale jeszcze szybciej może im się skończyć ławka kadrowa. Ponieważ w korpo (a urzędy to struktura korpo) są przeniesienia i awanse. A nawet zwolnienia. W rezultacie, zależnie od dynamiki danej lokacji możecie się doczekać że nikt z tej drugiej strony nie będzie miał przytomnej opinii, stanowiska, ani nawet nie będzie wiedział o co chodzi w sprawie i zacznie ona sobie dryfować w jakimś abstrakcyjnym kierunku. Teoretycznie takie sprawy należałoby umarzać zarzynając kozę w przedpokoju, ale nie w każdym kraju jest bezpiecznik kosztów (a ostatnio te bezpieczniki są zdejmowane – wszak kapitał jest za darmo) wykluczający sprawy bezsensowne – Wy na pewno taki bezpiecznik macie w swojej płynności i macie zdolność skorelowania kosztów z ryzykami i olania spraw o lichej istotności. Biurwy natomiast z takim bezpiecznikiem licho stoją, ponieważ u nich wycena stanowiska jest w liczbie prowadzonych spraw – im więcej masz do roboty tym bardziej jesteś potrzebny.
Nie żałujmy więc sobie – dodajmy im roboty, niech „pracują”, ktoś tego w końcu nie wytrzyma, obawiam się że nie niebieskie ptaki, a szarzy podatnicy tej stajni króla Elis nie zniosą.

Inną metodą ucieczki do przodu jest mnożenie tożsamości prawnych (podmiotów) w celu ich aktywacji w razie potrzeb i spalania w przypadku konfrontacji. Nie jest to tanie, ale o rząd wielkości tańsze od płacenia haraczy.

Nie ma wiecznego przymierza

Negocjacje nawet sformalizowane nie dają żadnych trwałych ustaleń. Stwierdzają one jedynie, że przy zaistniałych warunkach status quo na dzień dzisiejszy został ustalony taki a siaki – zmienią się warunki – status quo pożre więcej mocy do swojego podtrzymania lub stanie się bezprzedmiotowy.

Ucieranie stanowiska nigdy się nie kończy, nie ma tu zwycięstwa, zawsze należy zachować czujność. Ci, którzy schylają dziś głowę, za chwilę mogą ją podnieść wbijając nóż w plecy, urząd jak pism nie przysyła, to być może „doręcza je do akt”. Wszyscy zawsze przeciwko nam knują, niczym innym się nie zajmują a świat to wielki spisek czyhający na nasze marne życia ^^

To że z kimś coś ustaliliśmy, to nie jest jeszcze gwarancja, że warunki się nie zmienią. Modus vivendi obowiązuje do kolejnego przesilenia, do kolejnej konfrontacji, do kolejnego incydentu. W biznesie nigdy nie można spocząć na laurach. Utrzymanie osiągniętej pozycji kosztuje dostarczania jej mocy, tym więcej im większa liczba chce tę pozycje podkopać, a tych przybywa w funkcji czasu gdy wieść o naszej wczasie się roznosi.

Skoro więc i tak trzeba dostarczać pozycji mocy w czasie, to czyż nie lepiej nie mieć stałej pozycji, stałego stanowiska i dynamicznie się przemieszczać wyzyskując z wyprzedzeniem zaistniałe (miejmy nadzieję przewidywane) warunki. Tylko menhir nie zmienia zdania, nie żałujmy i my sobie, co to właściwie jest za koncepcja, żeby człowiek trzymał się jakiegoś niby swojego zdania i dotrzymywał słowa? Homo pravus jest istotą dynamiczną w świecie przepełnionym chaosem.

Założyciel szkoły sceptyckiej, Pyrron z tej Elidy od stajni Augiasza co je czyścił Herkules brał udział w wyprawie Iskandera, a gdy wrócił został uhonorowany zwolnieniem filozofów z podatków (powoływać się na greckie korzenie naszej kultury – to jest dobry cymes).

„nie wiadomo, jakie są własności rzeczy
nie mogąc dociec własności rzeczy – należy praktykować”

I to chyba najważniejsze właśnie – że ucieranie stanowiska jest stałe, dynamiczne, co chwilę rodzi się nowy człowiek, co chwilę jakiś umiera – zmienia się rozkład wpływów. Od nowa trzeba się policzyć, od nowa można konfrontować, od nowa można stroszyć pióra. Nie ma stanu ustalonego raz na zawsze – bo nie to jest celem. Celem jest zachowanie ciągłości w renegocjowaniu ustaleń, ich rewalidacji, ponownych wycen co jest, co jest możliwe, co jest już tylko mrzonką. Dzięki temu statki z towarem mogą wpływać do portów, bo przecież nawet jeśli nie mamy już nic czego im trzeba, to możemy jeszcze oddać port.

Negocjacje z samym sobą

To rzecz tak trudna, iż najczęściej otrzymując rezultat czujemy się zawiedzeni a nawet oszukani. To problem ustalania wewnętrznych cen transakcyjnych – czyli bez zewnętrznych pośredników kontrolujących przytomność naszych wycen i weryfikujących je akceptacją rynku. Owszem takie monopolizowanie łańcucha w pionie może prowadzić do poważnych osiągnięć ekskluzywnych (wytworzenia czegoś, czego nikt jeszcze nie zmonopolizował, a przynajmniej czego nie ma nadwyżek) i ich zyskownej sprzedaży. Jednak z powodu próby ogarnięcia tego jednym korelatorem seria podjętych decyzji najczęściej ma odrealnione komunikaty zwrotne, co powoduje supresję cen transakcyjnych w łańcuchu, ignorowanie kosztów, nieliczenie się z amortyzacją, a w rezultacie sprzedawanie pracy taniej niż kosztuje odtworzenie pracownika (taka presja występuje zawsze kiedy alokacja zaczyna być niecelowa). W rezultacie taki łańcuch następstw prowadzi do podejmowania nierealnych zobowiązań. Jest to powszechny problem w każdym łańcuchu scalonym. Nie znam ludzi, którzy uważają że zarabiają za dużo. Za to jak zarabiają za mało, to przedsięwzięcia natychmiast się fragmentują z braku zdolności do zamortyzowania strat powstających w czasie użytkowania środków. Problem potrafi mieć olbrzymią skalę w gospodarkach centralnie sterowanych – wszak banki centralne wykupują wszystko, więc będą musiały jakoś wszystkim zarządzać i ustalić sobie jakieś ceny transakcyjne bez korekt wprowadzanych przez rynek. W rezultacie takie scalanie łańcucha powoduje, że towary i usługi pojawiają się na rynku „za tanio”. Tak tanio, że zanika sam łańcuch. Jeśli łańcuch ma rozmiar państwa, to zaczyna być to problemem dla mieszkańców – niewolników.

Jest to zresztą jeden z częstszych problemów o jaki pytacie w mailach – jak wycenić przedsięwzięcie, pracę, ile zawołać od klienta przy złożonej liście zadań tak, żeby nie popłynąć z budżetem, ale też nie wyjść nad wycenę rynkową. Nie zawsze też wyceny rynkowe są racjonalne, nie zawsze też spoty podają realne ceny. Kapitalizm jakoś sprawdza się do przewidywania wycen i ustalania rozrachunków, ale gdy dochodzimy do problemu transakcji wewnętrznych cała układanka się rozsypuje. Jeszcze póki przestrzenie w rozrachunku dają jakąś swobodę ruchu (alimentacja jest dobra a płynność wysoka), to da się funkcjonować nawet przy pewnych błędach w przewidywaniach, ale kiedy swoboda ruchu jest wypierana przez haracze (no przecież masz to podziel się z potrzebującymi – no musisz się podzielić! oddawaj złodzieju! kto się nie dzieli ten złodziej! bo zabierzemy traktor sąsiadowi! weźmiemy zakładników! oddawaj! do lochu pójdziesz!), to bywa, iż kalkulacja wskazuje na zyski ujemne. A to są zyski na tyle abstrakcyjne, że zasadne jest rzucenie grabek, albo wykonywanie działań w sposób niejawny.

Ach tak wiele by się chciało

A tak niewiele w rzeczywistości wychodzi. Warstwowe przenegocjowanie całej piramidy zależności dającej na końcu oczekiwany rezultat często opiera się na tak nikłych wpływach, że jedyne na co możemy liczyć to jedna myśl, jedna wiara, powszechny kult kierujący ludzi do tego samego celu.

Do rzeczywistości przywraca nas jednak fakt, iż ten, kto dysponuje towarem (własnym bądź cudzym na forfaitingu), ma faktyczną władzę uznania naszego rachunku w swoim własnym bilansie. Oznacza to, że skoro państwo – gospodarstwo-monarchia, ani gospodarstwo-komuna nie jest zdolne wytworzyć domu rozliczeniowego opartego nie o politykę (emocje), a o faktyczny rozrachunek towaru (i odrobinę świństwa, ale taką żeby nie psuło interesu) i ewentualne kompensaty częściowej na usługach, skoro nie jest w stanie, to istotne jest tylko kto jest w stanie. No i okazuje się, że wyłącznie ludzie przytomni, przytomnie organizujący sieci handlu, przytomnie rozliczający co jest, co będzie i co być może oraz nie dający wiary gruszkom na wierzbie są w stanie nam dostarczyć rozrachunek z którego wynikają fakty zbliżone do zapewnień, a nie obietnice przyszłych wypłat (jak państwowe zusy). Z tego wynika, że odgórnie, nakazem administracyjnym państwo może sobie taką instytucję „stworzyć” „dając” kompetencje jakie już instytucja prywatna faktycznie posiada. Ten kto prowadzi rozrachunki jest faktycznie zdolny do emisji waluty, która będzie w użyciu. Nie emitent podatków samym przymusem, ale ten kto rozlicza towary i zapewnia płynność ich wymiany jest rzeczywiście posiadającym tę zdolność. I choć tak wiele by się chciało to emisja waluty przez państwo nie będące kupcem (merchant) jest mrzonką. Tutaj powinna Was zaciekawić kwestia czy możecie stworzyć własny shadow bank i czy Amber Gold udawało bank od fasady czy od rzeczywistych działań. Bo skoro nie państwo – to właściwie dlaczego nie Ty?

Przeciwnik jako zjawisko przyrodnicze

Odhumanizujmy kontrahenta, potraktujmy go jako siłę przyrody – wtedy interesują nas jedynie fakty. Rezultaty faktyczne jego działalności, nie rozważamy jakiejkolwiek złośliwości działań jedynie deterministyczne pożytkowanie energii na ekspansję.
Wyobraźcie sobie aparat państwa nie jako ludzi takich samych jak Wy, ale jako kolektyw organizmów nazwanych dla porządku „biurwy”. Nie zachowują się oni jak ludzie, mówią w obcym języku, mają inną historię, nie wnioskują jak ludzie. To taki typ zwierzęcia, z tym że wykazuje pewne przewagi nad człowiekiem (na przykład potrafi mu wcisnąć swoje stanowisku jako obiektywnie obowiązującą religię, wiarę w bóstwo – prawo).

W takim kontekście jakiekolwiek układy z tak obcym stworzeniem są bezprzedmiotowe, wszak nie da się nawiązać spójnej komunikacji, ustalić definicji i zakresu praw interfejsu do tych kontaktów. Organizm i tak robi swoje i twierdzi, że ma do tego obiektywne podstawy, komunikuje co tam sobie akurat skoreluje i twierdzi że tworzy rzeczywistość. I my sobie nie żałujmy – opierając się wyłącznie na faktycznych rezultatach, na bazie tego kto ma płaszcz wyzyskujmy pasożyta takiego jakim jest, wódźmy go na pokuszenie, bo to zwykłe zwierzę rzucające się na przynętę i nie wchodźmy z nim w dyskusję – gdyż bez sensu jest dyskutować z deszczem czy zasadnie pada.

Jest to utarta metoda traktowania spółek – firma po to jest, żeby z niej liczby wyciągać, a nie po to żeby była ładna, zorganizowana, potrzebna – jedyną funkcją jest wyciąganie z niej korzyści (parku maszynowego, pięknych pań i liczb – liczby najistotniejsze). Jeśli firma przestaje przynosić liczby, to trzeba sobie znaleźć nową.

Urojone cykle jako cezury podsumowań

Tak zwane przesilenia, czyli jakaś forma podsumowania „kto umarł najbogatszy do następnej razy” są potrzebne z psychologicznego punktu widzenia gromadnym, aby wytyczyć granice różnych przestrzeni gromady (terytorialną, ekonomiczną, wpływów niejawnych, przestrzeń penetracji niejawnej etc, perymetry alarmowe), natomiast w rzeczywistości mają one znaczenie marginalne – to bardziej masowe zjawisko psychologiczne niż jakiekolwiek pivotalne działania. Sam fakt przejęcia całych rynków jest formalnym posadzeniem wisienki na bardzo długo budowanym torcie. Działania są ciągłe w czasie i nie mają charakteru incydentalnego zawierającego nagłe, nieplanowane zwroty akcji. Wystarczy odrobina przytomności w analizie łańcuchów produkcyjnych, żeby prześledzić drogę pocisków spadających na upadającą stolicę Libii, aby stwierdzić jak dawno zostało polecone wytwarzanie siły – alokowano pracę rolników w żywność, którą nakarmiono oderwanej od innej roboty górników, pracowników przemysłu, zlecono transport, transport miał wolny fracht akurat na to, i w rezultacie po kilkunastu latach z rzucanych przez rolnika na glebę ziaren spadają pociski zmieniających nastawienie naszych winowajców do proponowanych przez nas rozwiązań w zakresie oddania nam czego nam trzeba. Nie ma w tym jednak żadnej innej niż urojona cezury. To tylko my na potrzeby narracji tworzymy sobie ramy czasowe, ale rolnik rzuca ziarna w każdym sezonie, w którym liczy, że sprzeda co zbierze, a ten co kupi liczy, że będzie kogo nakarmić (że górnik nie pójdzie w pole żywności szukać, a do kopalni; i chleb ma mieć gotowy i świnkę na talerzu), i że huta już czeka na urobek, i że odlewnia, i fabryki, i fracht gotowy, i na końcu lud żelazny to dobierze i że wtedy właśnie rozkaz przyjdzie aby zrzucić ogień i żelazo na naszych winowajców co darami bożymi nie chcą się wedle naszego uznania podzielić.

Dokładnie te same mechanizmy są w biznesie, w przejmowaniu przedsiębiorstw, na giełdach. Potencjały do wrogich przejęć i spłuczki na rynkach powstają w istotnej odległości czasowej od zaistnienia samego faktu. Owszem czasem trafi się trzęsienie ziemi czy inny czarny łabędź i należy korzystać, ale są to raczej zdarzenia incydentalne, natomiast to, że Saddam przejął Kuwejt wynikało z wieloletnich przygotowań aparatu militarnego finansowanego długiem refinansowanym na przyszłym wydobyciu ropy z tegoż Kuwejtu. Jak się okazało, Kuwejt wcale nie był kuwejcki tylko był kolonią i imperium przybyło z kawalerią.

Wielopoziomowy system ssawek zapewniający gwarancje ciągłości gospodarowania, ciągłości celowości tegoż gospodarowania, jakąś iluzję ciągłości rozliczeń oraz modyfikowania dystrybucji rezultatów w czasie z przyczyn praktycznych (zmiany osób, rodów, przejęcia, nowe idee) potrzebuje co jakiś czas konsolidacji i rozrachunku. Wtedy dokonywana jest wycena zasobów i stawiane są w wymagalności nowe, przyszłe obietnice. Wszystko idzie na sprzedaż, sprawdzane jest kto co może za co dać i większość w takiej sytuacji nie ma do zaoferowania nic ponad oddanie się w dożywotnią niewolę. Takie kryzysy uważamy za kontrolowane, są one jednak konieczne dla gwiazdowo hierarchizowanych systemów rozrachunku scentralizowanego dla kompensat pełnych. Natomiast dla systemów rozproszonych nie są konieczne – w hawali nie ma kryzysów całościowych (nie są możliwe). Ale w kulturze darów są.

Rosnące wpływy z coraz wyższych podatków

Te rosnące wpływy z coraz wyższych podatków pozwalają na finansowanie coraz mniejszej ilości przedsięwzięć państw, gdyż większość zasobów pożera rozrastająca się (w celu eksploatowania nisz podatkowych) biurwa.

Jest to też problem każdej, zbyt długo istniejącej firmy (każda firma musi kiedyś umrzeć, albo – jak w przypadku instytucji rozliczeniowych – przejść rekonsolidację wywołując kryzys). Każdy w zbyt długim czasie zaczyna przygotowywać sobie do operowania coraz większe zasoby i coraz większą przestrzeń. To oczywiście sprzyja dywersyfikacji, ale wymusza rozszerzenie organizacji, a za tym musi wielokrotnie, piętrowo iść alimentacja. Tymczasem ta zazwyczaj tak nie rośnie (jest bardzo dobrze jak nadąża liniowo w długim okresie).

Nieco inaczej eksploatuje się gospodarstwa i startupy, nieco inaczej firmy handlowe operujące magazynem, nieco inaczej przedsiębiorstwa produkcyjne z parkiem maszynowym, jeszcze inaczej firmy handlowe operujące cudzym magazynem (kredytem), a w dużych, hierarchicznie zorganizowanych przedsiębiorstwach trzeba sobie po prostu umieć wygospodarować przestrzeń do życia i wkręcania rodu (by w państwowy system rurek swój prywatny wkręcić kurek). To bardzo istotna część ucierania stanowiska odnośnie tego co się bierze, co wziąć można, a czego nikt nie zauważy jak weźmiecie i przygotowywać się do ewakuacji gdyby nagle ciemność przestała się różnić, choćby na chwilę od jasności.

Wolumen wpływów wcale nie rozszerza przestrzeni kontrolowanej – rozszerza przestrzeń zajmowaną, ale powoduje wewnętrzne walki frakcyjne o zasoby i odwraca część środków do wewnątrz (kontrola wewnętrzna, prywatne wojska, udzielne księstwa, system dozoru) nie pozwalając sterować organizacją rozrośniętą tak jak małą. A do tego każdy próbuje swoje prywatne kurki wkręcić.

Drzewo genealogiczne lepsze od konstytuki

Bardzo długo, szczególnie wśród narodów politycznych (czyli tej części ludności mającej wpływ na podejmowanie decyzji politycznych, szczególnie dotyczących wysiłku zbrojnego jak i samodzielnie w nim uczestniczącej) istotną kwestią było (a w państwach poważnych dalej jest) kto był z kim spowinowacony, dzięki czemu grupa zachowywała spójność jednokrewną mając wspólny interes biologiczny w prowadzonych działaniach (no już lepszego interesu niż biologiczny, to nie ma w piramidzie potrzeb). To pokrewieństwo to było często „takie sobie”, ale przynajmniej dawało podstawy do nawiązania jakiejkolwiek dyskusji, a nie otwierania ognia na pierwszy sygnał pojawienia się oponenta. Jest to dużo skuteczniejszy model ujednolicania stanowiska dla grupy sprawującej władzę niż obecne bajki o „narodzie”, „społeczeństwie” i innych bzdurach niedających dostępu do mechanizmów decyzyjnych, ani nawet nie pozwalające stawić skutecznego oporu decyzją obcych (na przykład państwa).

Jest to jedna z metod wypracowywania konsensusu poprzez wymordowanie wszystkich niespokrewnionych. Jak widać bardzo skuteczna na przestrzeni wieków. Nie bez powodu tam gdzie nie ma punktu zaczepienia do podjęcia rozmów obcy ludzie starają się nawiązać kontakt nazywając się braćmi lub chociażby przyjaciółmi, kolegami (co jest skuteczną techniką podjęcia negocjacji). Nawet w kontekście działań wojennych negocjacje może podjąć uogólniona grupa żołnierz z żołnierzem – choć przeciwnych stron. Tymczasem na styku z obecnym państwem nie ma żadnego powiązania, właśnie dlatego status quo trzyma się na tym, iż zostaliśmy pozbawieni dostępu do uzbrojenia – inaczej byśmy biurwę po prostu wymordowali bez oglądania się co to za jedni – bo to przecież obcy z pomysłami z innej planety.

Jest to przyczyna dla której jestem tak natarczywy w kontekście proliferacji uzbrojenia w Polsce wszelkimi metodami (w ramach państwa już sobie dałem spokój – państwo to oszustwo). Liczę na proliferację od strony konfliktu na Ukrainie, liczę na rotację imigrantów z krajów gdzie nie ma tak ostrej reglamentacji, liczę na własną produkcję garażową – choć to najmniej istotny czynnik. Jest to bardzo ważne zjawisko aby broń na danym obszarze występowała powszechnie, gdyż rozmywa to kontekst w jakim zostaje obezwładniona siła żywa. Przeróżna siła żywa w tym urzędactwo. Należy pamiętać że mimo przekazywania modelem korporacyjnym spraw z jednej skrzynki emailowej do drugiej wewnątrz grupy podłych biurw zwiększenie ich śmiertelności powoduje spadek jakości korelacji zagadnień jakimi się zajmują, wydłuża terminy postępowań oraz potrafi doprowadzić do paraliżu decyzyjnego. Wystarczy od czasu do czasu, że jakaś biurwa „przypadkowo” zginie. A do tego aby podejrzenie nie padało na przedsiębiorców, a na słynnych „nieznanych sprawców o nieznanych motywach” lub inne „przypadkowe zdarzenie” potrzebne jest powszechne wysycenie środkami rażenia. I taki bezkompromisowy kompromis trzeba powoli sobie w Polsce utrzeć, aby mieć argumenty do dyskusji z władzuchną. Oczywiście spowoduje to sytuację jak w Brazylii, gdzie państwo uzbroiło się po zęby względem obywateli i też strzela bez oglądania się do kogo – ale poważnej ograniczyło to zakres wpływu państwa na cokolwiek i jest spokój – koszt zbrojnej kontroli czegokolwiek jest bardzo wysoki – więc się mniej kontroluje.

Negocjacje z własnym sumieniem

Cóż to szkodzi nieco grzeszyć? Wszak zapłata będzie w życiu wiecznym, a tu na miejscu jest jak jest – to nie najlepszy ze światów. Czy trzeba mieć stałe poglądy? Raczej dynamiczne – dopasowujące się do zastanych warunków tak aby dawały rezultaty. Czy można się z własnym zdaniem nie zgadzać? Można przecież mieć wiele opinii na jakiś temat, a w praktyce korzystać z ich kombinacji tak aby rezultat – fakty nam pasował i pal diabli co na dany temat sądzimy.

Ze względu na nasze przystosowania jest nam niezwykle ciężko prowadzić negocjacje z kimś kto poglądów nie ma, kto nastawiony jest jedynie na wyzyskanie każdej sytuacji, gdzie korelacja następuje z ukierunkowaniem na skuteczność. Obejrzyjcie debaty różnych ideolo – jakie figury ludzie tworzą, by uzasadnić jakieś naiwne stanowisko (takie jak libertariańskie), jak ktokolwiek marnujący energię na takie retoryczne bzdety ma stanąć w szranki z niemarnującym zdobytych zasobów na takie dyrdymały operatorem grabi?

Akceptacja faktów takich jakimi są, brak emocjonalnego odniesienia do rezultatów, niemarnowanie mocy na te detale sprawia, że pozostanie jej wiele na inne zadania.

Jakież znaczenie ma przecież to, co byśmy chcieli, kiedy możliwe jest to, co jest i z faktami nie sposób dyskutować – trzeba z nimi żyć, alternatywą jest przecież nie żyć. Jak niby dyskutować z faktem, że nasze subiektywne stanowisko jest słuszne, prawe i zasadne, kiedy druga strona obiektywnie ma rewolwer i wysunęła roszczenia bez dania racji ponad ten ostateczny argument?

Morderstwo jest podstawową metodą negocjacji

Jest to stresor, który stale musi być i jest obecny na stole negocjacyjnym. Inaczej polityka byłaby nieautentyczna – pozbawiona istotnej płaszczyzny komunikacyjnej „killin’ is negotietion” – Anglosasi negocjują kanonierkami.
http://lear.blox.pl/2006/08/Dyplomacja-kanonierek.html

W Polsce politycy i urzędnicy giną jak muchy – całymi samolotami. Ale też wieszają się, zostają zastrzeleni przez złodziei samochodów, albo mają wypadki (między innymi Rafał Wójcikowski).

Ponieważ jest to metoda pierwotna (stosowana nawet przez małpy), to sam fakt jej stosowania świadczy o tym, że polityka jest jeszcze w jakiejś mierze autentyczna. Gdyby nie była, to politycy by nie ginęli.

Przedsiębiorcy giną jednak znacznie częściej – tam sprawy są o wiele poważniejsze. Jakkolwiek biurwy nikt nie traktuje poważnie na północ od Włoch – nikt nie rzuca butelkami z benzyną w urzędników.

Zauważyliście zapewne, że od czasu kiedy sovieci wymordowali resztki naszej naiwnie patriotycznej młodzieży walczącej w interesie Anglosasów mimo wszelkich zmian, czystek, odwracania sojuszy, okrągłych stołów i emigracji 1/4 ludności z kraju w pewnych sferach – tych decyzyjnych nie zmieniają się rody? Jakoś w tym rzeczywiście rządzącym narodzie politycznym, wśród tych, którzy mogą sobie posiadać broń, bo im wolno (wolnym ludziom wolno), a w ogóle to mają immunitety i nikt im nie fiknie – nic się nie zmienia. Nazwiska to oni sobie od biedy czasem zmieniają, ale ciągłość rodów jakoś jest zachowana. Najwidoczniej jest z nimi tylko jeden sposób utarcia stanowiska jak ma być.

Rozwój manipulacji

Techniki subwersji językowej, nowoczesna retoryka, fake news, moderowanie sieci społecznościowych, polityczna poprawność, zarządzanie dostępem do informacji, socjotechniki, wstawianie manipulantów-retorów do kontroli zachowań zarówno niszowych jak i powszechnych prowadzą do sytuacji, w której komunikacja, w tym dyskusja, dyskurs i rozmowa stają się bezprzedmiotowe w kontekście użyteczności do ucierania wspólnych stanowisk. Z tego wynika, że przekaz osobisty (język, mowa ciała, strój, poparcie formalne, autorytet) będą dalej dezawuowane i staną się bezskuteczne do wpływania na zachowania w układach multilateralnych. Powoli zejdziemy do układów binarnych, a nawet autystycznych gdzie dominującym środkiem indukcji zachowań jest religia – Arabowie będąc kolonią zachodu przez długi czas właśnie do takiego poziomu zeszli. Ten Pan:

https://en.wikipedia.org/wiki/Sayyid_Qutb

był pisarzem, publicystą takim trochę jak nasz Pan Stanisław Michalkiewicz, a trochę trybunem jak Pan Grzegorz Braun – zresztą pisał i głosił to samo co Oni dwaj, tylko inne bóstwo było w nazwie i nieco rozszerzona święta księga. Sugeruję zacząć czytanie od obejrzenia zdjęć na samym końcu tekstu o Nim – tak wygląda kontynuacja, tak wygląda wprowadzanie w czyn emancypacji z niewoli USrAela.

Rozwój manipulacji prowadzi do dehellenizacji. Być może taki świat już mamy i trzeba będzie z tym faktem żyć i  wśród lemingów robiąc swoje i za dużo się nie odzywając, bo spalą na stosie.

Dehellenization refers to a disillusionment with forms of Greek philosophy that emerged in the Hellenistic Period, and in particular to a rejection of the use of reason.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • Piotr34

    „Większość negocjacji jakie prowadzą ludzie jest w przymusach. Negocjacje o pracę, kiedy nie mają zbyt wielkiego wyboru ofert, negocjacje kredytu, który i tak muszą wziąć, negocjacje zakupu auta, kiedy i tak muszą czymś jeździć. ”
    Dlatego gardze neoliberalami ktorzy nie rozumieja tej oczywistosci i bredza o wolnym rynku i takie tam.Choc wiem ze Ty to piszesz z innych pozycji(powiedzmy…darwinowskich?).

    „Nasza, dominująca na planecie „cywilizacja” (choć jest to raczej barbaria jeśli brać pod uwagę metody działania Anglosasów – nie znają pojęcia ograniczanie własnej siły wobec słabszych, w efekcie czego sami sobie odebrali siłę niszcząc wszystkich, na których mogli pasożytować i pozostawiając jedynie zahartowanych w bojach i opornych na ich wpływy)”

    I to racja jak cholera.Poczytuje sie „oszoloma” Coryllusa cichaczem?Ja tez to robie;)

    Reszty jeszcze nie przeczytalem ale zapowiada sie smakowicie.

    • Piotr34

      Doczytalem-smaczne „miesko”-z wieloma sprawami musze sie zgodzic choc ja niby panstwowiec(?).

      „Wtedy dokonywana jest wycena zasobów i stawiane są w wymagalności nowe, przyszłe obietnice. Wszystko idzie na sprzedaż, sprawdzane jest kto co może za co dać i większość w takiej sytuacji nie ma do zaoferowania nic ponad oddanie się w dożywotnią niewolę. Takie kryzysy uważamy za kontrolowane, są one jednak konieczne dla gwiazdowo hierarchizowanych systemów rozrachunku scentralizowanego dla kompensat pełnych. Natomiast dla systemów rozproszonych nie są konieczne – w hawali nie ma kryzysów całościowych (nie są możliwe). Ale w kulturze darów są.”
      Wiecej o tym poprosze tzn o braku takich kryzysow w hawali.

      • 3r3

        Oczekujące na publikację
        20 Lip, 09:00 Policzmy się!

    • 3r3

      Coryllusa raczej słucham, tego co On pisze to się czytać nie da. Za to wypowiada się wyśmienicie.
      Z Coryllusowymi to tu miałem małą przeprawę, bo tu wparowali, zaczęli mnie promować u siebie, a tam nastawienie ideolo, patriotyczne, fundamentalizm mistyczny (katolicki oczywiście) – ja tam poszedłem i ujawniłem że ja zwykła świnia jestem, fundamentalizm u mnie prozelityczny z mieczem, ekspansja z grabiami, poziom miłosierdzia jak u rudobrodego krzyżowca (którego ojciec wzywał jeszcze Odyna, a matka Peruna) po zdobyciu Jerozolimy.

  • Marcin Kot

    Marcin37
    Witam,
    przepraszam, że tak bezpośrednio w konkretny temat, ale autor nie raz zamieszczał linki do sklepów z porządnymi narzędziami.
    Mnie interesuje trochę inny temat. Pytanie do autora oraz wszystkich którzy mogą pomóc w temacie.
    Poszukuję porządnych stron internetowych gdzie można kupić i jest bardzo duży wybór silników krokowych, sterowników do nich oraz serw.
    Jak ktoś coś to proszę…

  • 3r3

    Nic szczególnego, to rachunek o sumie zerowej służący do odpisywania sum uznanych przez operatora na poczet obciążenia jakim jest objęty ten rachunek.

  • gruby

    3r3 w artykule napisał:

    „… to znaczy że można użyć każdego środka do osiągnięcia celu i nie ma co
    liczyć na skrupuły przeciwnika – nie w samą ekonomię gramy, ale też w
    kradzież, wojnę, politykę, biurwę i aparat przemocy.”

    bardzo powoli buduję sobie siatkę dostawców usług i produktów przeróżnych. Przerażająca większość sprzedawców wylatuje z mojego notesika po pierwszej transakcji, w której świadomie daję się przeciągnąć po stole. Odchodzą od tego stołu, mrucząc z zadowolenia i licząc moją do niedawna walutę. Uśmiechają się pod nosem, oczy im się świecą, ręce lepią do papieru bo na naiwnego debila przecie trafili i przykładowo go wydoili. To prawda, bo podczas pierwszej transakcji potrafię zadawać mocno debilne pytania typu „a co by mi pan mógł doradzić” doskonale wiedząc, co jest w ofercie, ile czego jest u konkurencji na magazynie i skutkiem tego wiedząc czy sprzedawca kieruje się moim interesem czy też swoją prowizją.

    Co poniektórzy kierując się listą orżniętych ze swojego CRMu przez lata potem potrafią dzwonić, śliniąc się już do słuchawki. I konsekwentnie słyszą, że dziękuję za pamięć ale chwilowo nic nie potrzebuję (GRU nazywa tą technikę bodajże „odcięciem pod pozorem konserwacji”). Sprzedawcy zaczynają świrować, kartki i reklamówki, wysyłać, dzwonić, na eventy zapraszać i t d. Skoro tak dobrze przy pierwszym razie żarłem …

    A ja tymczasem kupuję od gościa, który podczas pierwszej transakcji powstrzymał się od złojenia mi dupska. Tak sam z siebie się powstrzymał a nie dlatego, że ja się przed tym wybroniłem.

    Efektem tej taktyki jak już mam coś do kupienia, to zamawiam u sprawdzonego dostawcy a rozmowa przebiega mniej więcej tak jak u Siary kiedy dzwonił po panienki. Ja wiem, że zapłacę tyle samo co i u konkurencji, on wie że to do niego będę dzwonił. On wie, że faktura będzie zapłacona w 100% i w terminie
    a ja wiem, że zostanę ostrzeżony jak cokolwiek zacznie się z towarem dziać i to zanim go odbiorę.

    Są też dodatkowe efekty: papugi nie są mi potrzebne bo wszelkiego rodzaju reklamacje są uwzględniane na moją korzyść. Bierze się to stąd, że jeśli już mam reklamacje to są one zasadne.
    A nawet zdarza się, że dostawca radzi mi czegoś nie brać albo przełożyć zakupy na później.

    Podsumowując: zachowuję się przytomnie, wymagając przytomności od partnerów. Efektem jest zerowe napięcie podczas transakcji. Nie próbuję cię przekonać, żebyś został jaroszem bo każdy ma naturę jaką ma, ale naprawdę opłaca Ci się gryźć ze wszystkimi dookoła ?

    I żeby nie było, że to tylko w zakupie działa: ostatnio sprzedałem samochód jednym telefonem. Gość zadzwonił i na początku próbował się jeszcze targować. No to mu wyjaśniłem co kupuje i w jakim stanie, jak to wozidełko było pielęgnowane, wytłuszczyłem mu wszystkie wady tego towaru dodając że stąd właśnie wzięła się ta bardzo ciekawa cena z której pan wybaczy ale nie zamierzam schodzić. Po dziesięciu minutach samochód został sprzedany po cenie wywoławczej, bez oglądania go przez kupującego.

    Oczekiwanie symetryczności w pozycjach negocjacyjnych bazujące na uczciwości sprzedawcy jest w dzisiejszym świecie potężną bronią, bo samo w sobie jest to tak bardzo old skulowe, że nikt się tego już nie spodziewa. Bo przecież ‚uczciwy’ i ‚sprzedawca’ to oksymoron, no nie ?

    • 3r3

      „Oczekiwanie symetryczności w pozycjach negocjacyjnych bazujące na uczciwości”

      Nazywamy religią. Tworzenie swojej grupy polega na znalezieniu ludzi, którzy kalkulują w ten sam sposób, wiedząc że zysk wynika z rezultatów grania do jednej bramki o ile każdy korzysta z dokładnie tego co ugrał przeciwko przeciwnikowi, a nie swoim. Dlatego nasze grupy są takie małe – wykluczamy z nich cwaniaków, którzy chcą okradać nas zamiast z nami innych.

      W układzie triangularnym gdzie jest jest towar, należność i podatek to całkiem przytomne jeśli obie strony wykluczą „podatek” – nieobecni przy zakupie nie mają wszak racji 🙂

      Ja też działam w takich układach jakie tworzysz. Tam wszyscy wiedzą, że to jest bardzo dobry interes jak mi wszystko działa lepiej niż powinno.

      • gruby

        „W układzie triangularnym gdzie jest jest towar, należność i podatek to
        całkiem przytomne jeśli obie strony wykluczą „podatek” – nieobecni przy
        zakupie nie mają wszak racji :)”

        No, fakt. Dawno już faktury na oczy nie widziałem. To znaczy czasami jednak się przydaje, kiedy trzeba wyegzekwować pewne powinności od producenta, który zawalił. Ale wtedy idzie się do sprzedawcy, mówi jak jest i drukuje się białko takie jakie do zaatakowania producenta akurat jest chwilowo potrzebne.

        Takie gospodarowanie nie bazuje na religii, lecz na wspólnym kodeksie. Nie chcę używać pojęcia „zaufanie”, bo banksterka już je wyeksploatowała do dna, ale coś w tym z zaufania jest. Przy czym zaufanie to budowane i utrzymywane jest czynami a nie słowami a to duża różnica. To nie jest religia, bo my w nic przecież nie wierzymy. Po prostu w tym kręgu nikomu nie opłaca się kraść i oszukiwać, bo korzyści z utrzymywania się w kręgu są większe. Ja nie muszę wierzyć, że nie zostanę oszukany. Ja to wiem. Bo mnie oszukiwać się nie opłaca. Nie wiem, skąd ty wziąłeś tu wiarę, to czysta kapusta płynąca (albo i nie) od kupującego do sprzedawcy. Każda transakcja jest biletem otwierającym wrota następnej transakcji, w tym nie ma nie metafizycznego. Ba, złośliwie można to nazwać nawet skostnieniem łańcucha dostaw.

        • 3r3

          „Takie gospodarowanie nie bazuje na religii, lecz na wspólnym kodeksie.”

          Skoro tak wolisz.

          „To nie jest religia, bo my w nic przecież nie wierzymy. Po prostu w tym
          kręgu nikomu nie opłaca się kraść i oszukiwać, bo korzyści z
          utrzymywania się w kręgu są większe.”

          W to właśnie wierzycie. To że to wiara nie musi oznaczać że bezpodstawna.

          „Nie wiem, skąd ty wziąłeś tu wiarę, to czysta kapusta płynąca (albo i nie) od kupującego do sprzedawcy.”

          Jeśli sprzedawca Twojej wiary nie podziela próbuje wszystko capnąć od razu – i zostaje bez klienta.

          „Ba, złośliwie można to nazwać nawet skostnieniem łańcucha dostaw.”

          Wielu sprzedawców nie wierzy w żaden następny deal, wierzą tylko w to co jest teraz. Tak jest skonstruowany system motywacyjny dla nich.

  • gruby

    3r3 napisał w artykule:

    „Powoli zejdziemy do układów binarnych, a nawet autystycznych gdzie
    dominującym środkiem indukcji zachowań jest religia – Arabowie będąc
    kolonią zachodu przez długi czas właśnie do takiego poziomu zeszli.”

    Widzę jeszcze inną możliwość: zastąpienie komunikacji werbalnej komunikacją opartą o czyny.
    Widzisz w autobusie kogoś kto trzyma buty na siedzeniu i bęc go w papę. Sprzedawca oddał Ci źle policzoną resztę – wyciągasz klamkę i wysyłasz go na łono Abrahama. Gnój Ci odpyskował to przez kolano go, bez słowa wyjaśnienia, no bo po co ? Któraś z niemieckich partii politycznych promowała się czas jakiś temu hasłem „Taten statt Worte”, czyli „czyny zamiast słów” i coś w tym jest.

    Taka reaktywność jest domeną niższych partii mózgu. Schemat akcja-reakcja reguluje stosunki w stadzie wśród zwierząt oraz wśród osadzonych w zakładach karnych. Ten downgrade umysłowego potencjału gatunku bardzo pasuje do postulowanego przez Ciebie wcześniej downgrade’u technologii. Skoro upraszczamy technologię to uprościmy też komunikację w społeczeństwie, żeby jedno do drugiego pasowało.

    W takim schemacie debaty w parlamencie czy wybory w ogóle staną się niepotrzebne. Obydwie partie umówią się na ustawkę a rację będą mieli ci którzy ją przeżyją. To jest intrygująca wizja przyszłości rodząca całkiem ciekawe schematy komunikacji typu: założyła mini sukienkę, znaczy się chce zajść w ciążę.

    • „założyła mini sukienkę, znaczy się chce zajść w ciążę”
      A nie chce? Przekomarza się i chce żyć tak bezdurno na twój koszt? No bach ją w papałychę.-) Jak to mawiał nasz imć litewski Sierotka, jabłoń co owoców nie daje pod topór idzie.
      Ciekawe czasy idą, jak w chińskim przekleństwie – obyś żył w ciekawych czasach.-)

    • 3r3

      Strategia faktów. To słuszna koncepcja. Bardzo dobrze się sprawdza.
      Wybory przecież nie są do niczego potrzebne – przecież gdyby miały coś zmienić byłyby zakazane.
      Zdaje się osoba martwa nie może pełnić żadnych funkcji i piastować stanowisk? No to wystarczy do takiego stanu osobę niepożądaną doprowadzić.

      Sugerujesz, że przeszedłem downgrade… to niewykluczone.
      Skoro ktoś zakłada urząd skarbowy to zapewne dlatego że chce mi wypłacić zwroty podatków 🙂

      • Maksior

        Niby sie zgadza, tylko co w przypadku, kiedy panujace prawo jest suboptymalne? To muslimy wymyslily elektronike, wspolczesna fizyke, chemie i pare innych rzeczy, bez ktorych dzis trudno byloby sie obejsc? Przeciez w religianctwie postep techniczny jest w zasadzie wykluczony, jesli stoi w sprzecznosci z dogmatami – los niejakiego Giordano Bruno dobrym tego przykladem, a to przeciez mniej wiecej juz nasze podworko…

        • 3r3

          Obawiam się że w kwestii utrzymania posłuchu nad naiwnymi małpetami postęp techniczny to detal, który trzeba utrzymać na poziomie takim aby nie pozostać w tyle, ale niekoniecznie trzeba się pchać w awangardę.
          Władza ma wiele innych źródeł, a prawo… no coś – a czy ono jest jeszcze tak optymalnie egzekwowane? I czy na pewno jest tak ścisłe, logiczne i dobrze napisane? I czy na pewno egzekwują je ludzie kompetentni i myślący tak jak my? I taka cała seria pytań – prawo to bagno.

          • Maksior

            Absolutnie nie oponuje – chcialem tylko zauwazyc, do czego prowadzic moze bezkrytyczne holdowanie zasadzie „nie przestrzegasz prawa – czapa” – przeciez opisyswny przez Ciebie przypadek autarkicznej Japonii (bodajze w „Rycerzach”) najlepszym tego przykladem…

            • 3r3

              No tak – ale planetarnie i tak jesteśmy autarkią. Nikt z Jowisza nam zasobów nie pożyczy.
              To żadna wada jeśli doprowadzimy do stagnacji i stracimy motywację do rozwoju.
              To już są nasze własne, metaboliczne właściwości w starciu ze środowiskiem czy będziemy żyli jak zwierzęta dostosowane do ekosystemu i przezeń sterowane, czy też będziemy mieli jakieś ekstensywne oczekiwania.
              To przecież od nas zależy czy damy się zdominować przez biurwę i małpety, czy też ich pozabijamy. Japończycy wybrali (już któryś raz), że wolą żyć jak zwierzęta.

        • gruby

          Źródłem prawa są od zawsze miecz i łuk. Dzisiaj to karabin. Ewentualnie dron, rakieta, promień wysłany z satelity i tak dalej. Jeśli prawo jest suboptymalne to je zmień zmieniając tego kto to prawo kontroluje. Aktualna przepychanka z sądem najwyższym czy też niedawna z trybunałem konstytucyjnym jest przecież niczym innym jak zmianą kontrolera sądownictwa która jest naturalnym następstwem zmianą kontrolera prawodawstwa dokonaną niecałe dwa lata temu. Kontroler armii też został przecież zmieniony.

          Poddaję pod rozwagę rozsądek ekipy która dokonuje zawłaszczenia państwa: w normalnych krajach tron spływa krwią poprzedniego tyrana a jego cała rodzina i dwór są wyrzynani, z wyjątkiem młodych bezdzietnych nałożnic a i to pod warunkiem że nie są w ciąży.

          A tutaj to nie dość że poprzednich togowników przy życiu zostawiają to jeszcze chcą im emerytury wypłacać. Nieprawdopodobna rozrzutność.

          • 3r3

            Modus vivendi to rezultat negocjacji gdy żadna ze stron nie jest wstanie uzyskać przewagi wykluczającej negocjacje. Być może żadna ze stron nie chce takiej przewagi osiągnąć gdyż raz już takich działań próbowano (zamordowanie poprzedniej Kaczki w Smoleńsku wraz z całym aparatem politycznym, wojskowym, bankowym, gospodarczym) ponieważ może się okazać, że nie pozostanie po tym już żadne państwo unitarne, którym da się rządzić. Polska istnieje czysto teoretycznie.

            A jeszcze jankesi wycofali się z finansowania brygady występującej rotacyjnie na jasełkach.

            Ja ten problem poruszałem na spotkaniu P z Panem Grzegorzem B. gdy Macierewicz z Misiewiczem rozpędzali razwiedkę – że może by tam im pójść, pomóc, w ryj komu dać, co zamanifestować bo to tak śmiesznie że partia bojówek nie ma. Siłę też trzeba manifestować aby nie było konieczności jej stosować. Ale ta banda przebudzonych rurkowców nie nadaje się nawet na świniobicie – prędzej na weganizm przejdą. Dałem im papierek, żeby sobie nie krzywdowali w tym budzeniu i poszedłem swoje robić (więcej papierków).

            PiSiaki albo nie mogą, albo nie chcą po prostu podpalić kraju i pozabijać wrogiego im aparatu. Nie mogą bo sami są częścią tego aparatu, a nie chcą bo ten aparat trzyma państwo takie jakie jest w pozorach jednego kawałka.
            Oczywiście że da się to zrobić po irańsku – reset do poziomu prawa religijnego. Ale raz uruchomiony proces zmieni wszystko, a przecież dobrze jest jak jest – jest jeszcze co kraść, po co zaraz szacha wypędzać?
            Po co zaraz takiej przewagi szukać?
            Można się przecież jeszcze kilka razy dogadać i jakoś to będzie.
            Tylko że świat wkoło nie czeka aż się jaśnie panowie nad Wisłą dogadają.

            • gruby

              3r3 napisał:

              „PiSiaki albo nie mogą, albo nie chcą po prostu podpalić kraju i
              pozabijać wrogiego im aparatu. Nie mogą bo sami są częścią tego aparatu,
              a nie chcą bo ten aparat trzyma państwo takie jakie jest w pozorach
              jednego kawałka.”

              Podpalanie kraju powoduje szkody w kraju. Starym dobrym amerykańskim sposobem należałoby wyeksportować konflikt na zewnątrz i toczyć bitwy na obcej ziemi. Dlatego głupotą jest akcja renacjonalizacji sektora bankowego, należało najpierw sprzedać wszystkie pozostałe polskie banki a następnie ogłosić niewypłacalność państwa z jednoczesnym zastąpieniem rezerwy cząstkowej całkowitą.

              W tym momencie system doznaje zawału bo nijak nie da się zamieść pod dywan zobowiąziań w wysokości trzech bilionów złotych a my wychodzimy z tego zawału tylko lekko potłuczeni lecz jednocześnie uwolnieni od bagażu w postaci ZUSu, KRUSu, NFZ, górników, leśników, kolejarzy i emerytów resortowych.

              W rezerwie cząstkowej jest już bowiem tak, że im jesteś szybszy tym mniej tracisz.

              Pozbywamy się jednocześnie biurwy (bo z czego im zapłacić jak im pracodawca zbankrutował ?), wzywamy ludność do rozdrapania pozostałego mienia i zaczynamy od początku.

              Poza tym obserwując stopień swobody Morawieckiego i Glapińskiego na poważnie zastanawiam się, czy to PiS rządzi nimi dwoma czy też aby przypadkiem ci dwaj nie są ekspozyturą prawdziwej władzy wydającą polecenia służbowe prezesowi. Jak na razie to nawet minister wojny nie ośmiela się podnieść głosu na powerpointa bo doskonale wie kto mu jego harcerzyków opłaca.

            • 3r3

              @gruby
              „Podpalanie kraju powoduje szkody w kraju.”

              W Twoim? Ja tam nic nie mam – może się do gołej gleby spalić to wrócę SOBIE odbudować.

              „Dlatego głupotą jest akcja renacjonalizacji sektora bankowego, należało najpierw sprzedać wszystkie pozostałe polskie banki a następnie ogłosić niewypłacalność państwa z jednoczesnym zastąpieniem rezerwy cząstkowej całkowitą.”

              Podpowiem Ci lepszy pomysł – sprzedać banki, po czym zlikwidować prawo bankowe i wprowadzić ustawę Wilczka. Każdy może prowadzić bank bez szykan.

              „Poza tym obserwując stopień swobody Morawieckiego i Glapińskiego na poważnie zastanawiam się, czy to PiS rządzi nimi dwoma czy też aby przypadkiem ci dwaj nie są ekspozyturą prawdziwej władzy wydającą polecenia służbowe prezesowi. Jak na razie to nawet minister wojny nie ośmiela się podnieść głosu na powerpointa bo doskonale wie kto mu jego harcerzyków opłaca.”

              Otóż to. Kaczka to sobie może w tv pokwękać.

            • gruby

              3r3:

              „W Twoim? Ja tam nic nie mam – może się do gołej gleby spalić to wrócę SOBIE odbudować.”

              Wróć do Twojego wcześniejszego tekstu: pisałeś, że państwa przytomne trzymają sobie gotowe fabryki „na wszelki wypadek”. Więc sam odpowiedz sobie teraz na pytanie, czy łatwiej postawić fabrykę na zielonej trawce czy łatwiej przestawić na produkcję specjalną taką jedną z drugą fabrykę już istniejącą. Ile pokoleń niewolników musisz przepalić, żeby postawić przemysł od nowa ?

              „Podpowiem Ci lepszy pomysł – sprzedać banki, po czym zlikwidować prawo
              bankowe i wprowadzić ustawę Wilczka. Każdy może prowadzić bank bez
              szykan.”

              To za mało, trzeba jeszcze zaorać NBP i zerwać umowy z BIS. Oraz wystąpić z MFW i olać bank światowy. Do tego zabronić finansowania NGO z zagranicy.

              A na sam koniec stwierdzę, że ustawa Wilczka nie jest potrzebna. Wystarczy zlikwidować wszystkie istniejące kagańce, bo przecież co nie zabronione to dozwolone.
              Z tego co słyszałem obowiązuje w PL prawo zajmuje jakieś 40 tysięcy stron maszynopisu. Jest zatem czym w sejmowym piecu palić.

            • 3r3

              @gruby
              „państwa przytomne trzymają sobie gotowe fabryki „na wszelki wypadek””

              I nie wypędzają ich właścicieli, ani nie okradają z fabryk. To najwidoczniej jest nieprzytomne.

              „Więc sam odpowiedz sobie teraz na pytanie, czy łatwiej postawić fabrykę na zielonej trawce czy łatwiej przestawić na produkcję specjalną taką jedną z drugą fabrykę już istniejącą.”

              A ile kosztuje usunięcie pasożyta z fabryki? Takich mundurowych na przykład?

              ” Ile pokoleń niewolników musisz przepalić, żeby postawić przemysł od nowa ?”

              Ani mi to bracia, ani swaci. Wypędzili mnie z mojego kraju wspierając wroga – z łaskawości, aby nie być obojętnym na ich los mogę ich nienawidzić.

              „To za mało, trzeba jeszcze zaorać NBP i zerwać umowy z BIS.”

              A umawiałeś się z BIS? Bo ja nie. Tak samo żadnej umowy międzypokoleniowej w ramach ZUS nie zawierałem.

              „Oraz wystąpić z MFW i olać bank światowy. Do tego zabronić finansowania NGO z zagranicy.”

              Czyli zamknąć granice.

  • 3r3

    Czyli już czas zacząć debatę o metody i zgłaszać swoje kandydatury na tyrana?

    • splinter

      Ktoś musi być tym złym. Ps. 3r3, jak można się z Tobą skontaktować. Mam pewne pytanie nie w temacie wpisu na blogu.

      • 3r3

        U góry strony masz zakładkę kontakt i tam formularz (potrzebne trzy zdjęcia, formularz w trzech kopiach – zimą w pięciu bo czymś trzeba palić) lub:
        kontakt [maupa] zarobmy.se
        Podejrzewam że podpięli to jakoś tak że mi na maila przekierują. Jak co zostaw tu swojego bouncera i Ci podeślę kontakt do mnie.

      • Kontakt z Autorem: @zarobmy.se

  • 3r3

    Obawiam się że to nie było „w celu”, podejrzewam że to było „ze strachu”. To nie było działanie proaktywne, a tylko reakcja. W dokładnie taki sposób działają procedury perymetrów obronnych w armii.

  • PawelW

    3r3: Ktore to rody co sie nie zmieniaja?