Biały pan da murzynowi w miskę

Powszechne wierzenia mapetów, jakoby manna spadała z nieba i zarządzało tym padaniem jakieś ludzkie panisko. I to miłe panisko istnieje tylko po to, aby postulować i optymalizować życie mapeta, aby mapetom żyło się lepiej. A jakby panisko jednak nie dawało owoców mapetom, to to panisko można wymienić na jakieś inne – bardziej ludzkie.

Mapet nie poszukuje siły w sobie. Oczekuje, że siła zaopiekuje się mapetem. Mapet hodowany jest na siłofoba. Najlepiej żeby w jego otoczeniu nie występowały stresory, ponieważ mapet odczuwa każde zagrożenie jako możliwość porażki. Mapet doniesie na każdego heretyka – odstępcę od zasad – w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku zapewniania sobie bezpieczeństwa.

Mapet w chwili zagrożenia oczekuje, że KTOŚ go obroni. Najlepiej to ludzkie panisko. Jacyś obcy przyjadą i będą za mapeta wojować i umierać. Przyjedzie biały pan z białego domu i zmusi czerwonych do wywieszania białej flagi i to wszystko za darmo. Gdzieżby tam mapetom przeszkadzała demolka własnego terytorium – biały pan na pewno przyśle tu swojego Haliburtona aby odbudować wszystko, tak jak mlekiem i miodem płynącym Iraq.

Mapet nie zamierza ani sam się bronić, ani czegokolwiek odbudowywać. I wcale nie uważa tego za naiwne, wszak mapet już piramidę cudzych potrzeb zrealizował i jest przekonany, że coś mu się za to należy.

Otóż realizacja cudzej piramidy potrzeb nie oznacza, że ktoś zrealizuje zwrotnie naszą. Skoro dajemy się wykorzystywać, to zostaniemy wykorzystani. I pozostawieni z dzieckiem. Ze spustoszonym terytorium, tlącymi się konfliktami i pustym arsenałem. Z punktu widzenia poddanych jedyna różnica między władzą silną a słabą jest taka, że silna nie musi tłumaczyć jak ma być, bo każdy próbuje się sam domyśleć, jak władcy dogodzić i jak być samodzielnym i potrzebnym poddanym. A słaba musi regulować wszystko, aż po krzywiznę banana, tak aby każdy wiedział, jak ma być w każdej kwestii, z nadzieją, że jakoś to wtedy zaskoczy i każdy, komu nie można znaleźć produktywnego zajęcia w absurdzie, zajmie się realizowaniem jakiejś biurokratycznej imitacji zajęcia.

Oczywiście szereg oddziaływań informacyjnych indukował taką sumą błędów poznawczych i chybionego rozeznania rzeczywistości przez mapety. Stojąca za tym ideologia ma na celu realizację potrzeb białego pana kosztem naiwnej murzyńskości. Dlatego rozpoznając rzeczywistość po swojemu przeciwstawiam temu ideologię, która zawiera się w negowanym Kalizmie. Kali dobrze robi, kiedy mu przybywa i Kali źle robi, jak mu nie przybywa wszystkiego. Kali odnosi sukces kiedy jakąkolwiek metodą wejdzie w posiadanie Wielkiego Mnóstwa. To jawna apoteoza kradzieży, wyzysku i wiarołomstwa, ale przywrócenie naturalnej piramidy potrzeb jest bezalternatywnie potrzebne do przetrwania w otaczającej rzeczywistości.

Nie ma się co łudzić, że wieczną szczęśliwość zapewni nam jakiś komuszyzm, wolny (albo szybki) rynek czy poprawność polityczna. W miskę musimy nałożyć sobie sami, nawet wyrywając innym miskę z ręki. Musimy nałożyć własnym dzieciom do misek, nawet jakbyśmy mieli wyrywać miski obcym dzieciom. Dlatego ideologia Kalego.

W kwestii strategicznej jest to potraktowanie każdego obcego jako wroga, a każdego jego interesu jako sprzecznego z własnym. Dlatego ewentualny program polityczny nie zawiera dyplomacji w ogóle jako marnowania mocy swobodnej, a całkowite odcięcie kontaktów obcych sił przechodzących przez władztwo własne. Czyli zatrzymanie wymiany handlowej przez kontrolowane terytorium – żadnych rurociągów Przyjaźń, żadnych ciężarówek i pociągów z cudzym handlem – bezwzględne prawo składu i nasizm. Negocjacje pod warunkiem przyzwoitego bakszyszu na wstępie.

Bo otworzyliśmy się na świat i ten świat nas pożarł. W 25 lat straciliśmy 25% populacji, mamy Wielkie Mnóstwo szklanych paciorków, ale żadnej realnej siły. A sąsiadom już wyjaśniono, że gwarancje, jakie dostawali za pozbycie się broni jądrowej, to tylko tak dla żartu były, takie obiecanki dla murzynów.

Z tego moje akty strzeliste, że trzeba jeść. Trzeba odbudować zasoby biologiczne – etyka i pergaminy na bok. Trzeba najpierw żyć. Bo mapetom tak nakręcono w głowach, że realizując cudze potrzeby same doprowadziły się do wymarcia. Majstersztyk wyzysku – aby wyzyskiwani odmówili sobie płodzenia potomstwa i zapewniania w ten sposób czegokolwiek na starość.

Musimy się najeść i poszukać własnej, nie żadnej innej siły. Nie odwoływać się do czerwonego pana na Kremlu czy białego pana z czarnego domu (albo odwrotnie). Uważam, iż nie ma znaczenia jakie normy etyczne i prawne podepczemy próbując żyć. Łamie to oczywiście credo wielu mapetów, że jak tylko prawa będziemy przestrzegać, to dobrze będzie, że jak nie będziemy oszukiwać obcych czy swoich to dobrze będzie. Nic już dobrze nie będzie. 13 ludności Polski to emeryci – wymieramy.

A nawet jeśli wymrzemy, a garstka żywych się wynarodowi, to czy wymarłym ktoś zarzut łupiestwa będzie stawiał nie ma znaczenia, bo nieobecni i tak nie mają żadnych racji. Mapetami nie trzeba się przejmować, na nic nam one, niech się nimi HRowcy zajmują.

Mapety wierzą, że jakiś obcy Biały Pan da mapetom w miskę i kaszy będzie jak ryżu za Mao.

Biały Pan da murzynowi w miskę, upierścienioną dłonią, którą karze po klepaniu miski ucałować i podziękować za wysiłek.