Bo inaczej nie działa

Tym razem zupełnie offtopowy zlepek różnych tematów. Mniej lub bardziej ciekawych, a prowadzących do źródeł alimentacji i sposobu organizacji przedsiębiorstwa. To ze względu na podatki – mam dziś do wypełnienia stertę deklaracji za zeszły rok wszystkich poddanych, co im się umowy komendacyjne spodobały.

Rzućmy okiem na moją deklarację w jednej z jurysdykcji (która, jak każda, uważa się za tę wyłączną) – ponad siedem tysi ojro dochodu, odjęte podatki, nawet zwrot jest (komornik zabierze). Te wszystkie dochody to z zasiłków, nie ma sobie co robić jaj z państwa opiekuńczego – państwo się stara, inaczej na co komu byłoby takie państwo. A niech i państwo ma, naliczę dziś chojnie półtora euro podatku za zeszły miesiąc z innej firmy, wszak bez podatków ponoć państwo nie działa. Nie – nie robię sobie jaj, wpisuję takie brednie w deklaracje i to działa. Nie wiem dlaczego, przestałem się nad tym absurdem zastanawiać dawno temu. W Polsce też działało.

Może inaczej po prostu nie działa?

Te szympansy

Stosunki społeczne szympansów zaczęły mnie intrygować kilka dekad temu, kiedy przeczytałem artykuł i pracę jakiejś słynnej pani zoolog mieszkającej w rezerwacie dla małp i badającej te stosunki. To były publikacje w Scientific American, więc takie popularyzatorskie bardziej „kupcie moją książkę o małpach”, ale ten artykuł dotyczył akurat kwestii wymiany – handlu u szympansów. Oczywiście małpy nie handlują między sobą – zabierają co uważają, najwyżej obijając posiadacza, albo bezskutecznie próbując. Hierarchia społeczna bezwzględnie ustala aktualny stosunek kto jest od kogo ważniejszy w danym momencie, więc małpy zawsze wiedzą czy oddać, czy zabierać, czy renegocjować pozycję wszczynając awanturę.

Akurat w tym wypadku chodziło o plasterki ogórka (ponoć szympansy bardzo lubią ogórki). Te plasterki pani zoolog im dawała jak przynosiły kamienie. Taka wymiana – niby że handel. Niby proste – przynieś kamień z rzeki – dostaniesz smakołyk. Po czym zrobiła to co PZPR – zmieniła ceny. Zażądała dwóch kamieni za plasterek.

Właśnie dlatego szympansy są takie ciekawe – wskazują, że organizacją społeczną, jakkolwiek bardziej złożoną, nie odeszliśmy koncepcyjnie ani o krok od tego, co u nich działa.

Bo może inaczej nie działa?

Oczywiście samice kręciły nosem, ale zaczęły przynosić po dwa kamienie. Nie udało się co prawda bezspornie uzasadnić ich motywacji i przemyśleń, ale jednak dostawały te ogórki, a kamieni przecież cała rzeka.

Co innego samce, o tutaj to już nie było tak grzecznie – najpierw się awanturowały, potem zaczęły rzucać kamieniami, a na koniec odmówiły jakiejkolwiek wymiany i przestały nosić kamienie w ogóle. Co więcej – podejmowały tę akcję zarówno indywidualnie jak i zbiorowo – w porozumieniu. One się komunikowały w kwestii strajku i sankcji, czyli w kwestii politycznej, i robiły to absolutnie emocjonalnie.

Co oczywiście wskazuje na cele metod kontroli społecznej – emocjonalność samców jest problemem politycznym, a samic nie. Chcecie manipulować cenami – niech o zakupach decydują samice.

Zresztą o zakupach ogórków najczęściej decydują u nas samice, bo inaczej jakoś to nie działa.

Któryś z Czytelników

Polecił mi bardzo fajny artykuł. Pomijając sam temat artykułu autor zwraca uwagę na kwestię rosnącej niezależności wskazując na etap kontraktora – nie wiem czy w języku polskim jest właściwe słowo, rękodajny sprzedaje swoją pracę wyłącznie, konsultant to już nie pracownik, ale jeszcze wykonujący obowiązki pracownika na innych zasadach rozliczeniowych i pod własną firmą (nazwiskiem), a kontraktor to już najmniejszy z MiSiów, jakie opisywałem w pierwszych tekstach w postaci firmy w plecaku.

To chyba bardzo istotny etap kariery. Nie znam przypadków, aby z tego etapu wrócić na etat. Co nie znaczy, że trzeba rozwijać firmę pod własną marką – można się włączyć w korpo jako podwykonawca i na takim etapie zostać. Kolejny krok to już własna baza lokalowa, więcej sprzętu, więcej biurwy. A kontraktor to już nie pracownik, ale już ma własny sprzęt, jeszcze wszystko mobilne, jeszcze nie da się przybić tego kisielu do miejsca i obłożyć podatkiem od posiadania. To bardzo efektywny etap kariery i o ile nie jest stanem docelowym budowania firmy, to jest bardzo karkołomny – poniżej jest konsultant na zasadach pracownika, a powyżej przedsiębiorca na zagrodzie równy dojnej krowie dla urzędactwa.

No i kontraktorzy czasem mają pracowników, a czasem innych kontraktorów.  To takie miejsce, gdzie rozmywa się granica pomiędzy grupą wykonującą ciężką robotę dla korpo, a grupą wykonującą brudną robotę. Szczególnie brudną jak jeżdżą poważnymi motorami z poważnym logo na plecach.

Kontraktorzy to smar gospodarki. To ludzie, którzy zgłaszają się do rozwiązania problemu i nie musisz się przejmować jak go rozwiążą (chyba że grzecznie pytają czy mogą zburzyć ścianę, żeby wjechać maszynami). Posprzątają po sobie, nic od Ciebie nie chcą i sami się o wszystko zatroszczą. Masz problem – przyjeżdżają i rozwiązują. I wystawiają rachunek – nie są tani, ale nie są dla przemysłu jakimś kosztowym koszmarem. Ten rachunek jest konieczny, jak się słynie z zawalania płatności kontraktorom, to firma potrafi się rozpaść z braku utrzymania ruchu. No tak to działa – oni pracują dla pieniędzy.

Kontraktorzy występowali nawet w najlepszym ustroju, jaki wymyślono – bez tego przemysł nie był w stanie funkcjonować, żadne uczelnie nie były w stanie dostarczyć praktyków, a żadne widełki płacowe utrzymać praktyków w firmach. Szczególnie jak za dane papierki nie bardzo było co kupić. Kontraktorzy swoimi koneksjami smarowali system i zapewniali niereglamentowaną wymianę dóbr i usług w bardzo poważnym przemyśle. Jeśli potrzebowaliście wymienić bloki silnika w zamian za węgiel na krem do twarzy, to ci ludzie potrafili to zorganizować.

Musieli to organizować, bo inaczej nie chciało działać.

Szympansy są jednak ciekawe

Właściwie to tak dużo nie robią – samce wspólnie patrolują granice terytorium (żerowiska) i tłuką się o to kto jest najważniejszy. A że potrafią to robić grupowo i mają dynamikę grupową, to od aktualnego stanu psychofizycznego członków grupy zależy komu w dany dzień można spuścić łomot i kto nie dostanie dość wsparcia. To taka polityka w pigułce. Szympansy się rozmnażają aż przyjdzie nieurodzaj lub jest ich zbyt dużo. Wtedy polityka staje się poważna, ponieważ żerowisko jest dla nich za małe.

Przewidują oczywiście ten problem polityczny i im jest bliżej tego spodziewanego stanu niedoboru żerowiska do potrzeb, tym ostrzej ze sobą konkurują, dopuszczając się nawet do eliminowania najmniej przyszłościowych członków grupy. I uprawiają przy tym politykę wewnątrz grupy, ale nie wykazują tworzenia sojuszy grupowych (wyłącznie inkorporację grupy lub zawojowanie).

To właściwie jak u nas – sojusze i konfederacje są patykiem na wodzie pisane, państwa, narody, grupy polityczne są albo podbite, albo federacyjnie włączane do terytorium. Nie wymyśliliśmy nic ponadto co szympansy praktykują. Nie znamy żadnej formy współpracy jakiej nie znałyby te małpy. Nawet nie różnimy się w kwestii zachowań przy kurczeniu się żerowiska.

Bo to kurczenie się żerowiska jest istotne. Bo to żerowisko nie przestaje istnieć – ono ciągle jest, tylko może mniej wydajne z powodu pogody, a być może chętnych do żerowania jest zbyt wiele. Oczywiście można regulować przyrost, zabijając co niektórych, ale dynamika jest nieubłagana – w końcu będzie zbyt wielu chętnych. I ktoś musi wtedy sobie pójść.

Ten sam problem mają ludy koczownicze i osiadłe i tak samo nie potrafią go rozwiązać. Muszą ten problem rozwiązać, ponieważ inaczej nie można istnieć.

Kto ma być w drużynie?

Pamiętacie jak w szkole dwóch liderów wybierało sobie ludzi do zespołu na zmianę pobierając z klasowego szeregu? Ci co zostali na końcu byli dla liderów albo bezwartościowi, albo większość wolałaby, żeby w ogóle nie grali niż swoim deficytem fizycznym mieliby psuć rozgrywkę.

Ten problem nie występuje, jeśli było zbyt mało graczy na dwie drużyny – wtedy każdy jakoś się tam przydawał, ale jeśli było zbyt wielu, to nadwyżkę spokojnie można byłoby od razu obwiesić na bramce, żeby się nie męczyli.

To ciekawe zagadnienie z psychologii społecznej. Jeśli mamy przynajmniej dwie różne koncepcje rządzenia państwem i nie jest możliwe uzyskanie rozwiązania, w którym wszyscy wzięliby udział, to albo trzeba wprowadzić stresor (i może jednak się zmuszą do jakiegoś rozwiązania), albo wykonać stresor (i wtedy mniejsza liczba jakoś się dogada, być może nawet jedna z grup zostanie wyeliminowana), albo ktoś się musi z kraju wynieść. No i tutaj najlepiej od razu wprowadzić stresor, bo i tak obie grupy będą wojować.

Wojować będą oczywiście nie o to czy to żerowisko jest fajne, czy może trawa u sąsiada bardziej zielona i tam żerować. Obie grupy będą wojować o to kogo zabiorą ze sobą, a kto zostanie. To problem nie tylko kolonizatorów, którzy stworzą sobie nowe prawo, nowe zwyczaje, nowe wszystko i wyjdzie po staremu. To przede wszystkim problem tych co zostają – kto ich obroni, kto będzie pracował? Z praktyki dnia codziennego wiecie – na starych śmieciach zostali głównie starcy i tacy co mają dwie lewe ręce plus niemobilna patologia. Owszem – zostało trochę ludzi z głową, ale na porzuconym żerowisku zostały głównie stresory, kary, kontrole, zakazy i nakazy.

Porzuceni zawsze są starzy, chorzy, słabi, głupi, ponieważ inaczej to nie chce działać.

Jak się nie podoba, to sobie urządźcie nowe państwo i tam się rządźcie!

Częste hasło wszystkich przemądrzałych, co nie wiedzą jak się to wdraża. A to właśnie jest rozstrzyganie problemu czy zabieramy wozy, stada, dobra, rzemieślników, artystów, żołnierzy, młodych, silnych, zdrowych i ruszamy w drogę, czy też… wypędzamy słabych, chorych, niezorganizowanych?

Bo to ruszenie się to, ze względu na to, iż jesteśmy zwierzętami gromadnymi, oznacza ruszenie gromadą. Nawet jeśli jest to grupa niezbyt zorganizowana, to jednak po dotarciu do celu odtwarza nawyki gromadne.

Swoją wersję ma nawet komunizm, gdzie rządzi się skołowanym plebsem dla żartu zwanym proletariatem (a w przyszłości prekariatem czy inną karmą z puszki), w którym to wypędza się najpierw dysydentów politycznych, a później rzemieślników i inżynierów, po czym dopiero przychodzi bieda, jak nikt już nie potrafi w sposób zorganizowany produkować samolotów, samochodów, czołgów, śmigłowców. A przecież kiedyś produkowano.

Problem rozpadu grupy sprowadza się do selekcji drużyn i zwierzę gromadne jeśli odchodzi to z przynajmniej bazową gromadą, ponieważ z samego faktu gromadności nie ma szansy na samodzielne przeżycie. Dlatego straszenie hasłem „jak się nie podoba” to stresor pozorny – bo jak się nie spodoba, to zaniknie struktura opuszczana. To bardzo częsty problem w korpo – niby można się podzielić (jak partia polityczna), ale to oznacza podział zasobów. I wtedy zaczyna się draka, ponieważ te zasoby są ustawione w łańcuch i demontaż łańcucha likwiduje żerowisko w ogóle. Stawianie więc warunku „jak się nie podoba” jest albo groźbą wypędzenia (przymuszeniem do samotnictwa) albo groźbą zniszczenia żerowiska.

Jednak grupy tworzą inne grupy. I mamy w tym praktykę, bo przecież dzieci opuszczają dom i zakładają nowe rodziny, zasiedlamy nowe terytoria, wiemy kim jest pionier (pozornie samotnik, ale działający na obrzeżu grupy), kim osadnik – mamy bazę pojęciową. I szympansy też zajmują takie terytorium jakie się da, a jeśli jest większe niż możliwe do patrolowania (i kontroli), to dokonują w miarę pokojowego rozłamu w hierarchii. W miarę pokojowego, ponieważ samice nie migrują samotnie tak jak młode samce, które mogą opuścić swoją grupę i przenieść się do innej – mamy takie same struktury emigracyjne jak małpy.

Rozłam musi być w miarę pokojowy, ponieważ inaczej zanika podstawa do rozłamu, inaczej niż prawie pokojowo to nie działa.

Zasoby krytyczne

Żerowisko i samice są tym co bez jakichkolwiek rozbieżności łączy zachowania naczelnych – dynamika grupy wewnątrz gangu i pomiędzy gangami w konfliktach o niskiej intensywności sprowadza się do kontroli żerowisk i posiadania najlepszych samic. Samica jest tym lepsza, im wyraźniejsze ma cechy wskazujące na jej potencjał biologiczny do posiadania potomstwa. Samica całą dostępną moc swobodną przekłada na uwypuklanie tych cech i przygotowanie matecznika (gniazda) oraz struktury społecznej wśród innych samic na czas swojej niedyspozycji. Nie różnimy się tymi zachowaniami (tworzeniem grup wsparcia przez samice) w jakikolwiek sposób od spokrewnionej z nami małpy, ale tracimy mniej energii na konkurowanie o samice – mamy uproszczone zachowania godowe (tańsze, mniej konkurencyjne jeśli chodzi o koszty biologiczne).

Od skali żerowiska (dostarczanych kalorii i składników, wody) zależy (jest limitowana bezwględnie) maksymalna liczba osobników. A do odtwarzania populacji absolutnie konieczna jest dzietność proporcjonalna do liczby samic. Pal diabli czy samce się pozabijają, czy zdechną, czy zostanie choćby jeden byle płodny. Rozmiar żerowiska, dzietność, liczba samic – to wszystko co opisuje zdolność populacji do przetrwania. Zawalenie któregokolwiek z tych parametrów prowadzi do błyskawicznego zniszczenia stosunków politycznych, społecznych, militarnych, hierarchii i w konsekwencji zagłady gromady.

To tak proste jak u nas – hierarchia samic objawia się w dostępie do żeru, hierarchia samców w dostępie do samic. Hierarchia samców ma sens wyłącznie wobec samców, a samic względem samic, natomiast samice mogą wziąć udział w walce politycznej samców przekierowując swoją moc swobodną ze zdolności do płodzenia potomstwa na rozgrywki polityczne. Czasem to czynią stare, mało płodne samice szympansów, a ludzie wymyślili antykoncepcję. W obu wypadkach hormonalna zdolność samców do natychmiastowej zmiany swojego stanu emocjonalnego (niestabilność emocjonalna, natychmiastowe przejście z morderczej agresji do gestów przyjaźni) daje im olbrzymią przewagę w walce, w tym w walce politycznej o wpływy nad innymi samcami. Samce w ten sposób dysponują swoją mocą swobodną i przez to nie są zasobem krytycznym dla gromady.

Jakkolwiek samice samodzielnie mają lichy wpływ na działania polityczne grupy samców, o tyle grupowo potrafią wywrócić samcom całe politykowanie do góry nogami. Samice działają pod jednym imperatywem znosząc jednego alfę z tronu i osadzając innego – cokolwiek samce postanowią ma być żer na żerowisku. Jeśli kobiety tworzą ruch polityczny to znaczy, że są niedobory w zaopatrzeniu.

Dlatego nasze społeczeństwa się feminizują – im jest ciaśniej, im większe mamy stresory wewnątrz populacji a mniejsze na zewnątrz, tym mniej potrzeba samczych samców, a tym istotniejsze jest wysycenie populacji stabilnymi emocjonalnie, a przynajmniej nieagresywnymi, pozbawionymi ambicji politycznych i wpływów samicami i rurkowcami lemingami. Mamy niedobory w zaopatrzeniu.

Ponieważ inaczej się pozabijamy, czego próbkę mieliśmy w czasie 2WW, ponieważ inaczej to nie działa, kiedy robi się ciasno.

Struktura korporacji i monarchii

Największa struktura organizacyjna, jaką potrafimy obecnie wytworzyć, niczym nie różni się od struktury gromady szympansów. Nawet liczebnością – nie ma większych jednostek w biznesie niż kilkudziesięcioosobowe. Ponieważ większe nie chcą działać – dochodzi do rozłamów grupy na oddzielne dynamiki.

A tak – tego szympansy w ogóle nie potrafią i to tutaj gdzieś zaczyna się człowieczeństwo – w zdolności tworzenia konfederacji bez inkorporowania grupy i bez ograniczania liczebności do piramidy kontrolnej. Grupa grup – to nasz pomysł, nasz wynalazek i jakoś to działa. Ta szczególna cecha powoduje, że to małpy są w naszych rezerwatach, a nie odwrotnie. Owszem – możemy zabić posła jakiejś grupy – ale wtedy zapewne trzeba będzie się z nimi wszystkimi konfrontować (przywódcę trzeba zabić, nie posła i oby tam był tylko jeden lider) i dlatego potrafimy sobie wyobrazić, że jeden człowiek dysponuje niejawną lokalnie władzą nad olbrzymią liczbą samców dysponujących władzą nad innymi samcami.

Ale i to ma swoje granice. Pierwszą granicę dla junty wojskowej opartej o politykowanie napotkaliśmy w laoskracji („demokracji wojennej”, to grecka forma rządów oparta o „ludzi pod bronią” – laos, tym różnego od demos, że uzbrojona i zorganizowana), a limitem był rozmiar tej grupy – nie zdarzyły się w historii demokracje wojskowe rządzące populacjami przekraczającymi milion osobników, z czego zaledwie kilka procent stanowili uzbrojeni i zorganizowani członkowie populacji, przy maksymalnej militaryzacji do 10% osobników. Zdarzały się natomiast biurokracje i jednowładztwa o większej skali, ale nie były one oparte wyłącznie o przemoc. A o nagłe, gwałtowne i niespodziewane poszerzenie żerowiska nad czym kontrolę udawało się przejąć grupie trzymającej uzbrojenie (zazwyczaj na bardzo krótko, gdyż rozrost żerowiska powiększał grupę poza zdolność kontroli jednego ośrodka junty).

Strukturą podporządkowania samcowi alfa w najbardziej rozwiniętej formie jest monarchia. Przynajmniej do momentu jak to jest monarchia faktyczna, a nie formalna oparta o jakieś rady mędrców, regentów, parlamenty i wiece federacji ziemskiej. W takiej strukturze słowo władcy stanowi prawo (co oznacza, że taki władca musi dominować nad sankcją religijną, militarną i polityczną – być alfą w każdej dziedzinie) i jest decyzją ostateczną (jak władca stwierdza, że ktoś nie dostąpi zbawienia, to bezpodstawnym jest kontestowanie tej decyzji). Im bardziej złożone są kulty religijne, organizacje wojskowe i zbiurokratyzowana polityka, tym trudniejsze jest wprowadzenie takiego przywództwa. Ale udało się to nawet Niemcom w latach trzydziestych więc flagi, pochodnie i do przodu 🙂

Przyczyną, dla której monarchie upadają, jest ich sukces – majestat scala wszelką władzę w swoim ręku, jest ona więc albo fikcyjna, albo niezwykle skuteczna, po czym tę władzę rozszerza na nowo odkryte przestrzenie, gdzie może dominować. Tym samym przesuwa całą hierarchię o poziom w górę, a ta musi wytworzyć niższe piętro, ciągnąc za sobą dół społeczny awansowany na stanowiska zarządcze (zazwyczaj nad jakimiś odkrytymi tubylcami, którym spuszczono bęcki i pojmano w niewolę). Rozszerza to natychmiastowo bazę armii i tym samym gwałtownie kurczy gospodarkę takiego królestwa (wszak samce poszły dominować nad podbitymi). Wszystko to funkcjonuje tak długo, jak kontrolowane jest to nowe źródło alimentacji.

Ale to źródło alimentacji może się wyczerpać (przypadek RON), albo okazać się ciekawszym żerowiskiem niż poprzednie terytorium i zdominować centrum (konflikt USA – UK) czy też sprowadzić innych konkurentów (kolonie brytyjskie, rozwój i upadek trzeciej Rzeszy), albo doprowadzić do rozpadu i tak wątłych struktur gospodarczych (pierwsza ekspansja Anglii, Hiszpania, Austro-Węgry, ZSRR, kilkakrotnie Chiny).

Monarchia to wszak samiec alfa i dwór zdominowanych samców, które w swoich strukturach lokalnych są dominujące. Wymusza to jednak odgórny podział terytorialny z gestii wydzielającego żerowiska monarchy, w rezultacie powstają przestrzenie gospodarcze tworzące poziome systemy transakcyjne. Aby je zdominować, monarcha musi być gwarantem systemu transakcyjnego.

Bić monetę i gwarantować weksle

Źródłem banku centralnego, jaki zaistniał w kulturach ekspandujących rimlandów (zarówno w Chinach jak i na Zachodzie), jest czek wystawiony przez władcę, którego realizacja w gotówce nie jest racjonalna (nie żeby zaraz niemożliwa, ale bezcelowa i nastręczająca kosztów ochrony jakiej władca nie zapewni), który to czek może zostać umorzony u królewskiego majordomusa, później bankiera królewskiego, a w kolejnym stadium ewolucji przez bank centralny, zajmujący się niczym innym jak rozrachunkiem królewskich zobowiązań gdy te pęcznieją wraz z imperium.

Sukces wymusza podzielenie się władzą nad żerowiskiem wyłącznie z powodu rozległości koryta. A ponieważ nie ma takiego rozwiązania w hierarchii społecznej zwierząt gromadnych aby były egalitarne, to ktoś musi nad kimś dominować. Z tego powodu system rozrachunku jest coraz bardziej komplikowany (i jest coraz droższy), a system władzy tworzy coraz to nowe admnistracyjne generatory przestrzeni władanych (nawet takich, nad jakimi władztwo nie jest ani rzeczywiste, ani racjonalne, ale kosztuje rzeczywiste zasoby). Nie jest to wyłącznie władztwo nad kulturą, sztuką, wierzeniami, poglądami, ale nawet nad tak abstrakcyjnymi zjawiskami jak rozwiązywanie problemu abstrakcyjnych długów i ograniczanie skali możliwych do zaistnienia zobowiązań.

Ta dynamika przy rozszerzaniu władztwa jest konieczna dla naszych struktur społecznych – bez tych dynamik nasze społeczności przestają działać, nasze środowisko musi stale ekspandować bez względu na wszystko, gdyż inaczej my sami nie działamy wcale. Nie ma czegoś takiego jak koncepcja zerowego wzrostu, która byłaby dla nas do przyjęcia – nie łykną tego nawet szympansy, wzrost musi być, bo inaczej to nie działa.

Kto może być królem?

W naszych gangach i armiach dominującym samcem (alfą) zazwyczaj nie jest największy, najsilniejszy, najgroźniej wyglądający homo fortis, a najbardziej przebiegły, o największych wpływach politycznych, kontrolujący największą część grupy swoim wpływem emocjonalnym homo pravus. To nie ten co daje wszystkim po pyskach, ale ten który organizuje porządek dyskusji (tak – małpy dyskutują, politykują, biją się jak w parlamencie Korei) – szefem jest pierwszy sekretarz, a nie wojenny wódz.

Przeciętny szympans zwyczajny ma do metra siedemdziesięciu wzrostu (wyjątkowo duży) i nie przymuszony do głodowania pasie się do dziewięćdziesięciu kg, dożywa czterdziestki (nie zażywa leków, nie jeździ do sanatorium i na wczasy, niektóre w zoo dożyły siedemdziesiątki). Ale na wolności są o połowę chudsze (tak jak jedzący sorgo czarni czy mieszkańcy dżungli w porównaniu z konsumentem fejsbooka) i nieco niższe (słabe odżywianie). Samice są o wiele mniejsze. Ale w głowie mają trzy razy mniejsze mózgi, to w porównaniu z nami ciężcy kretyni, ale jednak radzący sobie z tabletami, narzędziami, automatami.

Z tego wynika jasno, że człowiek przebiegły (homo pravus) może być mały, mieszkać na Żoliborzu, a i tak pozorować rządzenie małpią bandą. Ale czy starczy nam na dobrą zmianę w żerowaniu bananów?

Polityka, jaką uprawia chińska, rosyjska czy amerykańska elita (manipulację polityczną poprzez wpływ na dystrybucję dostępu do żerowiska i rozgrywanie tymczasowych sojuszy we wspieraniu swoich dążeń do poszerzania żerowiska, okazując agresywnymi krokami i skalą stresorów gotowość do pełnoskalowej konfrontacji, czyniąc się wszelkimi sposobami potężnym i zagrażającym w oczach konkurenta o żerowisko), jest właśnie oparta o te behawioralne mechanizmy. Gdyż te mechanizmy działają.

I my sobie nie żałujmy

Niezależnie czy masz w perspektywie budowę MiSia, czy działu w korpo, czy gangu, czy sekty to tak czy tak będziesz musiał opanować wiedzę społeczną i ten zakres psychologii, który jest konieczny do manipulowania pozostałymi osobnikami, głównie samcami i pozyskiwania wpływów politycznych w otwartych rozgrywkach wszystkich ze wszystkimi o dominację nad korytem.

Uległość samic w tym wypadku jest bardzo dobrym barometrem sukcesu – czy to koryto jest dobre czy nie dobre i czy wystarczająco duże. Sama rozbudowa koryta wraz z rozwojem struktur będzie coraz dalsza od Twoich zadań jako lidera, coraz więcej swojego czasu, mocy swobodnej i zasobów z żerowiska będziesz musiał poświęcić na kierowanie dynamik wewnętrznych w kierunkach niedestruktywnych dla grupy, aż w końcu przyjdzie czas na rozłam, na zamknięcie grupy i wytworzenie nowej.

A jeśli nie masz predyspozycji do tworzenia takiej grupy samodzielnie to poszukaj sobie lidera, którego wspieranie będzie przynosiło Ci korzyści w dostępie do zadowalającej części tortu.

Oczywiście mamy dla żartu porobione struktury formalne, jakieś państwa, firmy, stowarzyszenia, w nich żerowiska, stanowiska, sekretarki – pięknie jest. Ale największe korzyści odnosi się tworząc własne struktury i demolując już zastane, pozostawiając w nich starych, chorych, niezaradnych, a wysysając młodych, dynamicznych i doświadczonych. Rabunek tego co jest to najprzytomniejsza, najracjonalniejsza forma zdobywania zasobów. To zarządzanie zasobami wytwarzanymi przez innych, rabunek cudzych owoców pracy poprzez manipulację, wpływy, dominację nad innymi osobnikami są najefektywniejszym kosztowo sposobem wydawania mocy swobodnej. O ile jest oczywiście jakiś zasób do zrabowania i o ile to Ty jesteś naskuteczniejszym liderem, a Twoi podwładni są przecież Twoimi najgorszymi wrogami, pragnącymi zastąpić Cię na pozycji lidera w już gotowej strukturze, nieco ją demolując.

Jeśli jednak w wyniku atomizacji społeczeństwa, rozpadu struktur i łańcuchów wytwarzania dobrobytu nie będzie z czego wyzyskać innych, to pozostanie samodzielnie zorganizować wytwarzanie tego materialnego dobrobytu. Jakkolwiek trzeba do tego umieć to samo co potrafi małpi król – dominować politycznie i manipulować innymi, to potrzeba również specjalistycznych umiejętności koniecznych do wytwarzania przedmiotów. Trzeba umieć coś wyprodukować. A tego nie potrafi żadna małpa, ani żaden intrygant z Żoliborza, mimo że nieżyjący brat pracował w tej samej co ja stoczni i zajmował się tam stosowaniem prawa pracy – po dzisiejszemu HR.

Komentarze są moderowane. Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • D D

    Taka ciekawy wpis, przypomina mi on książki Waldemara Łysiaka „statek”, „konkwista” „flet z mandragory” gdzie też opisuje ludzkie zachowania i wyciąga wnioski ze niczym nie różnimy się od zwierząt. Duże wpierdala male a male jeszcze mniejsze. Dwa piskleta w gnieździE, mocniejsze wyrzuca z gniazda słabsze aby mieć więcej rzarcia dla siebie. Biologia w działaniu. Skrzyżowanie rzezni z burdelem.

    • 3r3

      Myślę że zbyt wiele od siebie wymagamy patrząc w lustro. Jakieś osiem milionów lat temu nasi przodkowie wytwarzali dzidy ostrząc je zębami. Dwa tysiące lat temu bok Jezusa przebito włócznią – to taka zaawansowana materiałowo dzida, ale koncepcyjnie nie odbiega od pierwowzoru. Siedemdziesiąt lat temu austriacki szef zaginionego plemienia nazistów też szukał zaczarowanej, świętej włóczni. Nie mógł sobie nowej ogryźć jak porządny szympans?
      Nie można tego całego bałaganu brać zbyt poważnie.

      • wegiel na raty

        „osiem milionów lat temu nasi przodkowie”
        duży wiek ziemi to bujda systemu by uwiarygodnić drugą bujdę – ewolucję
        ciekawie o tym m.in. tutaj
        https://www.youtube.com/watch?v=0dWdsnoeWA4

        • Adam Pawlicki

          O matko

        • Malaga

          Yhym, a kości dinozaurów podrzucił sam Jezus Chrystus by wystawić nas na próbę.

          Widzę, że kolega poza szczepionkami ma też inne halucynacje.

          ————–

          Tekst bardzo życiowy. Wychodzi na to, że nie tylko politechnika zapewnia dobrobyt. Czasem wystarczy być towarzyskim intrygantem i można nawet szefem rady EU zostać nie znając ni jednego języka tejże poza swoim ojczystym.

          • Adam Pawlicki

            Wielu ludzi „sukcesu” cechuje się niskimi oporami psychicznymi. Ćpają coś za młodu (nie w przenośni) a potem okazuje się ze wzbudzają swoją postawą zaufanie (czy z perspektywy podporządkowania się im czy wyczucia szczerości).

            Potem taki się zarobi i nie przez jaką wybitną przemyślność a po prostu przez zdobyte doświadczenia i funkcjonowanie w ekosystemie pełniejszej wiedzy (przedsiębiorca jest lepiej poinformowany ile co kosztuje, ile co warte, jak co się mierzy, jakie ma odcienie błędna alokacja, ile kosztuje przestój) zabiera się za snucie swojej Wielkiej Teorii Wszystkiego.

            Znałem typa co wstawiał okna w najlepszych dzielnicach londynu. Szkło gdzieś z Danii czy Holandii, ramy w polsce na zamówienie. Do trzech zakładów w południowej polsce wypasł na swoich zamówieniach.

            Poza rozkminami typu czym jest borderline i asperger, interesował sie jakimiś illuminati, zwojami mędrców syjonu i płaską ziemią. Po kilku miesiącach od mojej ucieczki z UK wysłał mi pytanie za milion:

            „Zakładając że ziemia obraca się wokół słońca w 365 dni (czy 365 i 6 godzin), a wokół własnej osi co 24 godziny, to jeżeli o 00:00 am 21 Marca mamy środek nocy, dlaczego o 00:00am 23 września dalej jest środek nocy a nie coś koło południa?”.

            Później szukają Jezusa albo innego Drahmanimavahmy.

            Rozumiem że 3r3 to taki chrześcijanin bo mu pasuje, bo odkrył że stary testament da się nieźle pogodzić ze zdrowymi zasadami trzymania za mordę.

            Ja skromnie uważam że silniejszy i zdrowszy jest ten kto bezwzględnie w jednostce czasu trzyma akurat za mordę i nie ma co dorabiać teorii że jest się piękniejszym od innych bo w ‚zdrowszym, bardziej naturalnym ekosystemie’ dałoby się radę lepiej w życiu niż ci, ktorzy w wypaczonym świecie akurat mi co najmniej psują krew i okradają z czaau poświęcanego na mitygację skutków projekcji ich wladzy.

            Sam czlowiek dla siebie nie potrzebuje ideologii czy religii. Potrzebuje jej dla innych czy to jako pawn w sekcie czy element politbura – realizując przez religię swoje potrzeby. Korzystne obiektywnie lub wyniszczające.

            Takoż teza: 3r3 odwoluje sie do religii bo mu by byla na rękę. Zbiór zastanych już i uswieconych przez wiekowosc zasad, co gdyby je sprzedac jak nalezy to by bylo niebrzydko.

            Ale jak ktos handluje z jakimis wynalazkami z Yutah to mi się od razu switch przestawia na pogardę ze ktos lykną najpierw jakąś chemię która pozwężała mu naczynka w głowie a potem wgrał na tą okrojoną konsolę jakąś wersję platformówki różniącą się od podobnych tylko szatą graficzną.

            • 3r3

              Podejrzewam że ta racjonalizacja „wielka teoria wszystkiego” jest nam potrzebna do ujednolicania danych. Nie ma ona żadnych praktycznych zastosowań, ale ślady tworzenia takich teorii występują we wszystkich kulturach. Systemy edukacyjne sprowadzają się do uwspólnienia takich teorii i ich internalizacji przez ogół. Nawet wikingowie grali w grę „kto wie więcej” i opowiadali sobie farmazony o swoich bogach i bohaterach.

              Jak człowiek siedzi nad halą próbek w laboratorium i próbuje wyciągać wnioski to coraz bardziej zdaje sobie sprawę jak wszystko robimy po omacku na „wydajemisię”.

            • Adam Pawlicki

              Wielka teoria wszystkiego jest spoko i nie mam nic przeciw niej. Skorzystalem albo wlasciwie pobralem Twoją i nałożylem na nia poprawki. Ale chodzilo o jakosc tych bredni u coponiektorych, gdzie widac jak slad palucha na scianie braki w wyksztalceniu.

            • 3r3

              Myślę że dobrze by Ci zrobiło spędzenie jakiegoś czasu z kompulsywnymi czubami z ośrodków badawczo rozwojowych. Mógłbyś uznać że te „coponiektóre” to są jeszcze całkiem po twardym mierzone.
              Jakkolwiek czuby to postęp techniczny jakoś utrzymujemy. Niech sobie wymyślają, niech sobie nie żałują.

            • Adam Pawlicki

              Compulsive obsesive disorder, demencja, bipolar, asperger, rozne fizyczne uszkodzenia mozgu, borderline – przerobilem caly ogródek warzywny plus szczerze perfidne typy osobowosci.

              Ale nikt nie wyskoczył z pomocnym światopoglądem podobnym do Twojego. Co najwyżej spotkałem nieciekawych ludzi po prostu go realizujących bezrefleksyjnie.

              No ale illuminati czy kreacjonizm to są podobne klimaty do rozważań nerdów na temat uzbrojenia i wyszkolenia oddziałów Saurona. Łatwe do sprzedania, kupienia i łyknięcia. Rzeczywistość podstawiona + niska zdolność do krytycznej analizy danych. Chociaż i jedni i drudzy mają ten pierwiastek swiadomosci ze w oficjalnym main stream swiecie cos jest nie tak.

              Na marginesie, ktos sprobuje odpowiedziec na pytanie za milion?

            • 3r3

              Aspi to tylko wg dzisiejszych norm deficyt. Genetycznie pochodny neandertalczyków, występuje właściwie tylko u białych, nigdy u subsaharyjskich. Prawdopodobnie to tylko jedna z konfiguracji metabolicznych jakie nasze organizmy przyjmują do przetrwania, ta akurat przydatna z 10 do 250 tys lat temu, kiedy problem komunikowania się z innymi (i sprawnego działania teorii cudzego umysłu) nie stanowił o codzienności. Najpewniej komputerowe nerdy objawiające ten deficyt są zupełnie normalne, podejrzewam że dlatego właśnie wypełniają korytarze pewnych dość specyficznych typów korpo.

            • PawelW

              Jakie korpo masz na mysli?podejrzewam że dlatego właśnie wypełniają korytarze pewnych dość specyficznych typów korpo.”
              Jakie korpo masz na mysli?

            • 3r3

              B&R, IT. Tam recepcja nie jest po to aby nikt niepowołany nie wszedł, tylko żeby czuby na miasto nie uciekły.

            • uberbot

              Jeden z mędrców miał taki artykuł niedawno jak to był na spotkaniu ważnych i z siwego zrobił się ultraplatynowy.

              Nazwał tych wszystkich Billów i Warrenów sawantami (idiota geniusz). Człowiekowi się wydaje, że jak zrobił tryliony $$ w wąskiej dziedzinie to jest bogiem w każdej pozostałej – a obiektywnie patrząc jest idiotą albo małpą biegającą z laską dynamitu po kuli ziemskiej wypełnionej trotylem… Niestety zasięg rażenia idioty tryliardera jest większy niż idioty bidona….

        • a.D.

          3r3 – namierzają Cię. „Węgiel na raty” to troll, boty Gógla et consortes używają wpisów o płaskiej ziemi itp do znakowania blogów które mają być cenzorowane w wyszukiwarkach, RSS itp.

          • 3r3

            Czyli ludzie nie będą chcieli czytać czegoś co nie jest na indeksie zakazanych – no i fajnie – sami nam reklamę zrobią 🙂

  • 3r3

    Intryga intrygą, a ludzie mordowali się na poważnie. Intryga nie wytwarza motywacji tylko wykorzystuje już istniejące. Na tym polega manipulacja.
    Nie bajeruje się panien niechętnych, tylko te które są otwarte na propozycje.
    Kredyty wciska się tym co po nie przychodzą 🙂

    Wyobraź sobie taką intrygę, że w Polsce możesz iść na targi broni i kupić WKM tak jak na targach w USA – bez legitymowania się C2C sale.
    I weź pod uwagę powszechnie panujące motywacje – kto by po takich targach chciał się przyznać że pracuje w jakimś urzędzie? Bo motywacje są – tylko targów brakuje 🙂
    To nie intryga wytwarza motywacje – ona je wykorzystuje. One muszą istnieć i mieć inne źródła niż intryga.

  • 3r3

    U mnie murzyni jedli sorgo w tekście, potem redakcja zrobiła korektę i pewnie się automatycznie srogo najedli 🙂
    Żeby nawet miskę murzynom podmienić – chciwość!

  • Adam Pawlicki

    Gdzie slonce spala te mln ton wodoru? O co chodzi?

    • 3r3

      Brednie wynikłe z niezrozumienia skrótu myślowego. Wodór to pojedynczy proton, łączy się z drugim tworząc hel, a nadwyżka energii idzie w postaci sumy przesunięć (drgań helu) i promieniowania. Masy przy tym ubywa nieważka ilość, ale materia przy tym nie znika.
      Jak co niektóry smatri w knigu to widzi tam figu.

      Co nie znaczy że nasze metody pomiaru zjawisk geologicznych są przytomne. Nie tylko nie wskazują na konkretny dzień i godzinę, nie bardzo nawet na rok, raczej na abstrakcyjny, modelowy przedział czasowy o jakim nie mamy ani pojęcia, ani wyobrażenia, ani nawet wzorca do pomiaru. Tak sobie to wymyślamy na autorytet psorów, że to niby taka prawda na dziś. Jutro będzie nowa prawda wraz z nowymi psorami, to będziemy kiwać głowami że jest inaczej, nie należy się jednak do datowania zbytnio przywiązywać.

  • rygar

    mądrzysz się a sam pytania nie zrozumiales – cykl dobowy nie jest odpowiedzą – autorowi chodziło o to że po pół roku Ziemia jest po przeciwnej stronie słońca, zatem jeżeli po dokładnie pół roku (co do godziny) znajduje się idealnie po przeciwnej stronie, to zamiast południa powina być północ – to jest logiczny wniosek. Pytanie jest podchwytliwe, a odpowiedz jest taka w pytaniu jest błędne (ukryte) założenie, ze Ziemia po poł roku będzie znajdować się idealnie na drugim końcu średnicy ziemskiej orbity, co raczej nie jest prawdą – kalendarz został ułożony z punktu widzenia obserwatora żyjącego na powierzchni Ziemi i obserwującego skutki cyklu rocznego, a nie z geometrycznego wyliczenia orbity i czasu obiegu.

    • Adam Pawlicki

      Źle. Upraszczajac ruch ziemi względem słońca do tego znanego z gimnazium, ziemia dokładnie po pół roku jest właśnie ustawiona tak, że gdyby w ciągu 24h wykonywała pełny ruch wirowy na 360 stopni, to pora dnia powinna być o 9h (biorąc te 6 godzin w kazdym roku) różna od tej którą mamy.

      Gimnazjalnym rozwiązanim zagadki jest to, że ziemia w ciągu 24h nie obraca się względem wlasnej osi o 360°.

      Ciekawski dobrze.

      • rygar

        Bzdura, i to taka którą łatwo samodzielnie zweryfikować. Słyszałeś o takim starożytnym wynalazku jak ‚zegar słoneczny’? Jesli w ciągu doby nie byłoby pełnego obrotu o 24h, to taki zegar nie mógłby działać. Doba to z definicji czas pełnego obrotu – tak ją wyznaczono.

        Owszem, technicznie nie obraca się o 360stopni, ale to jest doba gwiazdowa. Względem słońca jest równiutkie 24h. Moja odpowiedz byla wlasciwa, milion dla mnie.

        • Adam Pawlicki

          Czytanie ze zrozumieniem

          „Gimnazjalnym rozwiązanim zagadki jest to, że ziemia w ciągu 24h nie obraca się względem wlasnej osi o 360°.

          Pisanie ze zrozumienien.

          „Jesli w ciągu doby nie byłoby pełnego obrotu o 24h”

          Nie znam obrotu o 24h

          W ciągu 24 godzin mamy dobę słoneczną. Doba gwiazdowa czyli osławione 360 to nieco mniej. W 24 h ziemia obraca się o ponad 360° a naddatek wynika z ruchu po orbicie tak zeby wyszło nam codziennie południe.

          Manko z lutego służy uregulowaniu sprawy przesileń i pór roku a nie doby. Ciekawski był pierwszy bo wskazał na relację ruchu obrotowego do wirowego. Pierwszy wygrał milion .

          • Koniec wątku.