Cashless inferior

Straszne straszności nas czekają – tu piszą i tam piszą.

Gotówkę nam zabiorą i będą nas pilnować czym handlujemy, z kim handlujemy i w ogóle wygniotą szarą strefę. Akurat.

Polecam zwrócenie bacznej uwagi na to, że handel jest abstraktem wymiany towarów i usług w kompensacjach mieszanych niejednolitych w czasie, ale wyłącznie pozornie – w każdym czasie przecież wiemy co mamy i dysponujemy świadomością tego co mieć powinniśmy, a w szczególności co inni nam są obowiązani przekazać. Pieniądz nie jest do wymiany konieczny – konieczne są dobra i usługi. Pieniądz to po prostu bardzo szczególny towar, spełniający pewne kryteria wyróżniające go pośród innych towarów. Na razie porzućmy bimber i paliwa, rzućmy okiem na standard – złoto, srebro, miedziaki. Metali żadną ustawą nie zlikwidują (tak jak i innych nośników wartości) – nośniki będą więc istniały i będziemy zdolni je sobie przekazywać. Z całą pewnością żadne państwo nie zdominuje produkcji, magazynowania, podaży i dystrybucji dóbr – tego nie potrafi nawet WalMart. Waluty są substytutem pieniędzy (złota, srebra, miedziaków), waluta elektroniczna co najwyżej marnym substytutem rozrachunku bankowego (ale nie walut). W dobrej wierze można sobie oczywiście wyobrazić że to wszystko by zagrało, gdyż tak właśnie powstają bezgotówkowe systemy rozliczeń na bazie lamusa. Tak działają kultury darów. Z tym że w tym wypadku żadnej dobrej wiary nie zakładamy, ba! Zakładamy jak najgorsze intencje. Pozostaje zastanowić się jak będzie wyglądał handel, gdy pod batem wprowadzą nam bezgotówkowość.

Czym i za co nam zapłacą w ramach systiema?

Ponoć będzie jakiś dochód gwarantowany abyśmy nie wyważali drzwi i okien w magazynach i nie rwali stamtąd produktów pierwszej i kolejnej potrzeby. Nie żeby nam kto żałował, ale te drzwi i okna co poniszczymy to drogie, a jak włamiemy się do chłodni, to czego nie zrabujemy pójdzie na zmarnowanie.

Napady na magazyny żywności są w Szwecji codziennością odkąd w sklepach nie ma gotówki (powymyślali takie pudła na deponowanie kasy, że strasznie upierdliwie jest cokolwiek wyjąć). No to kradnie się towar, a zbywa po cenie kilku centów za dolara, tak żeby pokryć koszt wprowadzenia lewizny do obrotu bezśladowo (będzie tekst o tym jak wprowadzić własnej produkcji produkty do obrotu pod cudzą marką, albo nawet fikcyjną, tak żeby biurwa nie ganiała do źródeł). I interes się kręci nawet jak do sklepu trafia dwa razy kupiony ten sam towar. Ginie głównie mięso, łosoś, skorupiaki. Jeśli ktoś naiwnie sądzi że w ramach grup przestępczych tym pauperom co zajmują się napadami na ciężarówki płaci się jakieś kokosy w gotówce to od razu wyleję kubeł z lodem – płaci im się gościną, pestkami, środkami odurzającymi, paliwem i pojazdami. Owszem kilka groszy można dać, ale to są jakieś grube pliki banknotów które przyciągają uwagę. To po prostu biznes, a dochód jest bezpośrednio legalizowany już z samego faktu sprzedaży po wprowadzeniu do obrotu.

Z całą pewnością cwaniacy będą nam chcieli zapłacić za pracę tą wirtualną walutą. Już teraz płacą nam byle jakim płacidłem i głosy protestu są niesłyszalne. Nie są słyszalne głównie dlatego, że większość pauperów zarabia dokładnie tyle ile wydaje, a nawet potrafi wydać więcej znajdując się w stanie permanentnego zadłużenia umiarkowanego – czyli takiego jakie motywuje leminga do pracy na poczet wywiązania się z zobowiązań jakie uważa za honorowe. Czasem się przedobrzy i trzeba lemingom robić furtki do bankructw, bo się po prostu kładą bykiem i przestają robić doprowadzeni do bezradności. Dlatego wprowadza się ograniczenia na maksymalny stan zadłużenia, credit score i inne detale mające powstrzymać chcącego od zrobienia sobie krzywdy (a konkretnie od ukrzywdzenia kredytodawców, którym nie spłaci wielokrotności sumy kredytu).

Ten prosty fakt sugeruje nam, że leming nie pracuje za kwotę, pracuje za dobra jakie dostanie. I jak dostanie mało, to jest niezadowolony (co wykazuje wydajnością w pracy, którą i tak traktuje jako przymus, a życie ma po tyrce, której stara się unikać), a jak dostanie więcej, to chce jeszcze więcej (ponieważ jego piramida potrzeb jest i tak odległa od tego co może zrealizować w obozie koncentracyjnym). Pozostaje manipulować im piramidą potrzeb i nawciskać im jakichś motywacyjnych bredni do łbów – wtedy wypalą się dopiero po roku, czasem dwóch (matki z dziećmi dopiero po dwóch) wyzyskując ich pracę, a za sytuację jaka nastąpi po wyczerpaniu ich zasobu biologicznego obciążyć ich samych (lenistwem, brakiem motywacji, brakiem zaangażowania i w ogóle osobową wadliwością jaką przejawia jedynie ten sort z jadowitym naciskiem na „ten”). Czyli kwoty są bez znaczenia, dla uproszczenia robi się dewaluację walut, żeby te słoniki i żółwiki łatwiej się dodawały, bo mnożyć się nie chcą.

Zasada ciepłej wody w kranie działa – lemingi chodzą do roboty póki nie są wyciskane nadto i mają spokój (w weekend można się nachlać, pan czasem pozwoli na wakacje pojechać all inklusive), jak coś zgrzyta to chodzą do roboty dalej, ale rezultaty tej roboty żadne. Celem dla którego lemingom organizowana jest tak nędzna gówno praca jest to, że z pracy kilku-kilkunastu można ująć na utrzymanie jednego ekstra. Owszem ten jeden ekstra to jest wirtualny i idzie na lepszy wikt nadzorcy, a kolejny na piękną panią nadzorcy nadzorców, bo jak to tak bez asystentki pracować? Pozostałe nadwyżki da się już na coś pożytkować. Zasadniczo służy to wykarmieniu lemingów specjalistycznych, celowych i zadaniowych.

Jak widzicie leming celowo jest wpędzany w cykl naprzemiennych, krótko i długoookresowych stanów manii i wyczerpania. Jedne cykle są tygodniowe, inne roczne, i zazwyczaj najdłuższe do wypalenia zawodowego i depresji dwuletnie. Leminga nie używa się dłużej. Ponieważ leming już z definicji w takich stanach jest, i ma tak poukładane w głowie, żeby był spolegliwy, to można go do wielu rzeczy namówić i wykorzystać manipulując jego rojeniami na temat przyszłości oraz stanów, w których realizacje będą w zasięgu ręki. Leming więc jest przygotowanym materiałem na słupa. W systemie bezgotówkowym będziemy mogli leminga namówić do zakupu potrzebnych nam towarów, w zamian za dobra i usługi, jakich w sklepie leming nie kupi, a jakby pytał, to zostanie mu to zapamiętane i na ewaluacji przypomniane. Leming może pić więcej niż potrzeba (w Szwecji to poważny problem był jak wbijali do dowodu ile kto kupuje alko jak kupował dużo – było tak, więc ludzie jeździli kupować po innych miasteczkach po trochu), ale jak będzie wiadomo ile pije, to wypadałoby mieć jakieś niejawne źródło zaopatrzenia w napoje. Służimy uniżenie. A leming dla nas ma produkty nadwyżkowe – żywność, leki jakieś – niby zbędne, ale dla osoby ukrywającej się, unikającej wykrycia bezcenne. Ma też lokum, być może dostęp do pojazdów (bo swojego to pauper raczej nei ma) no i ma zdolność honorową jak go mocno przyciśniemy.

Jak wiele rzeczy ma leming mimo bezgotówkowości. A wiele potrzeb niespełnionych mają lemingi, i my im te potrzeby będziemy reglamentować. Piękne panie spełnią każde marzenie. Ale co takiego nam dasz, czego nam trzeba?

Nie ma więc strachu – sytuacja lemingów nie ulegnie zmianie na lepsze – dalej będą zasuwać w kręciołach dla futrzaków, z tym że będzie łatwiej manipulować ich dostępem do środków reglamentowanych.

Natomiast wicie, rozumicie – lemingi mogą podejmować próby niewywiązywania się ze swoich zobowiązań honorowych uważając je za pozasystemowe, więc niebyłe i odwołując się do aparatu przemocy, których ich obroni przed knowaniami czarnej strefy. Akurat.

To przecież oczywiste, że aparat przemocy czy to państwa czy też przestępczości składa się z takich ludzi jacy się do tego nadają, a że nadają się ci sami, to oczywiście aparat przymusu grup podejmujących się deliktów w charakterze rzemiosła składa się z policjantów. A grupy zajmujące się wyłudzeniami podatków oczywiście składają się z urzędników aparatu skarbowego, a grupy zajmujące się wyłudzeniami kredytów z pracowników banków, a kradzieżami z hurtowni i sklepów z pracowników & ochrony tychże, a skórki sprzedają sanitariusze i lekarze, podpaleniami zaś zajmują się strażacy. Porzućcie więc wszelką nadzieję – będzie normalnie czyli tak jak zawsze. Będzie marchewka i kija nie zabraknie.

Co do samych rozliczeń

To oczywiście małpety myślą, że rozliczają się jakimiś „pieniędzmi”. Niech tak myślą – a co to komu przeszkadza, że pieniądze to widzą jak im je pokażemy i wyjaśnimy, że to z brodaczem właśnie jest pieniądz, a reszta to substytut. W rzeczywistości małpety rozliczają się świadczoną usługą i wykonywanym towarem, za co dostają inne towary i usługi. Ponieważ są na tym robione w konia, to trzeba im coś obiecać. Obietnica w handlu wyrażana jest w walucie, która coś tam będzie warta „dogadamy się”, a w przypadku rozliczeń stron, które w nic sobie nie wierzą, w specyficznym towarze, jaki dla potrzeb transakcji nazywamy pieniądzem (ropa za żywność). Waluta ma różne właściwości – tę jedną (inflację – czas przydatności do spożycia ograniczony) znacie, a ta druga to też ją znacie „kiedyś coś Wam damy” czyli „oszczędności” przymusowe. Czyli przymusowo odłożona zdolność konsumpcji w walucie, która traci na wartości i nie wiadomo czy ją kiedykolwiek w ogóle zobaczymy. Emerytury na przykład, renty, odszkodowania (jeszcze sobie nie złamaliśmy nogi, a już nam obiecują, że gdyby jednak to nas złotem obsypią).

Mamy w rozliczeniach więc dwie strony towarowo-usługowe (kompensatę pełną) oraz stronę abstrakcyjną w obiecankach (brak kompensaty). Strona, która właśnie nie ma towaru, ale by chciała coś dostać i jej obietnice zostaną uznane za egzekwowalne, może wyemitować obietnice w jakiejkolwiek akceptowalnej postaci (do zeszytu bukmachera). I tutaj zaczyna się raj. Lemingi wszak w takiej pełnej kontroli zostaną wycenione po funt kłaków za dolara. Tym bardziej że rugowane z obiegu PM będą drogie jak narkotyki, a same kanały dostępu do nich będą miały wyceny z Księżyca. To znaczy, że powszechny dostęp jaki będą miały lemingi do dóbr podtrzymujących wegetację zostanie wyceniony nisko w stosunku do dóbr do których dostępu im się będzie wzbraniać – fajek, wódki, cukru, kawy, lekarstw, pięknych pań, być może nawet lenistwa). Czyli lemingi żeby zrealizować swoją piramidę potrzeb będą zmotywowane nie iść do pracy za walutę bezgotówkową od systiema, tylko za dobry wpis w zeszycie u bukmachera (shadow banking) – bo to będzie wymienialne na usługi pięknych pań. A że piękne panie też lemingi, to będą świadczyć usługi w takim samym rozliczeniu. Tak było za komuny – degeneracja i upodlenie przebiegały błyskawicznie, do dziś Polska to kraj seksturystyki.

Ludzie pomysłowi wszak nie znikną

A do realizacji ich pomysłów potrzebne będą zasoby, które ze względu na wysokość płac w walucie wirtualnej spowodują, że nie da się zrealizować marzeń, będących w zasięgu ręki. Po prostu nie będzie można się dorwać do istniejących środków produkcji o rozsądnej jakości (wyjaśnij lemingowi w Polsce, który zarabia średnią krajową, że jego wypłata to pół profesjonalnej wiertarki, więc przy kwocie jaką ma w dyspozycji będzie musiał na nią zbierać rok). Jest oczywistym, że natychmiast znajdziemy leminga „co jest nam coś winien” i każemy mu ukraść narzędzia z pracy, ponieść tego konsekwencje, a my sobie już dalej towarem obrócimy misesowsko wykorzystując użyteczność alternatywną niż moloch-decydent-system postanowił. Tak było za komuny, teraz i zawsze i na wieki wieków tak będzie. Nie macie pojęcia co ludzie potrafią ukraść z pracy, w której się zarabia tak, że nie ma za co się napić? -Warto się dowiedzieć.

Pomysłowi ludzie swoimi użytecznościami alternatywnymi zapewnią nam dostęp do dóbr dokładnie tak jak dziś – jeśli potrzebujemy broni, to albo ją przemycamy, albo produkujemy tym co mamy tak jak potrafimy. Jest tyle sposobów aby przenieść kilodżule z ręki własnej w serce cudze, że chyba nie ma bardziej innowacyjnej dziedziny jaką homo sapiens by się zajmował. A to jest władza i argument ostateczny. I żadnymi maszynami, które dają przewagę techniczną nas się nie rozdzieli, bo nawet pod najcięższą okupacją i przesłuchaniami na Pawiaku dało radę zbudować wóz odrobinę opancerzony. Odrobinę grubiej opancerzony pojazd to ja jestem w stanie wyprodukować tym co mam w kontenerze (a przeciąć prosto półcalową blaszkę i posklejać to nie jest takie hop siup dla większości).

Ludzie chciwi też nie znikną

Będą chcieli mieć wiele tych IOU w zeszycie i jakiś aparat przemocy co to wyegzekwuje. A że przecież to ten sam aparat przemocy co będzie miało państwo (użyteczność alternatywna), to sami siebie ścigać nie będą. Jak na razie nikt nie wymyślił jak upilnować strażników i jedynie to, że strażnicy nie mają pojęcia o tym jak upilnować cokolwiek co dostarcza im środków przymusu stale i w przewadze jakościowej i ilościowej, sprawia, że totalizmy no pasaran. Ale przecież jeśli komu staje kiedy inni go słuchają, to nie ma powodu, aby patolowi nie zapewnić poczucia władzy, szczególnie jeśli z tego jego rządzenia są jakie wymierne rezultaty. Każdemu według potrzeb, od każdego według jego zasobności. Problem z walutą, która ma jednego władcę jest taki, że nikomu więcej nie jest ona potrzebna, to właśnie możliwość negocjowania i ustalania stanowisk w ramach faktów stanowi o tym, że waluty używamy, a nie jakiś odgórny przykaz. Ludzie chciwi natychmiast zaczną gromadzić (kornerować) wszelkimi sposobami wszelkie zasoby deficytowe w takim tempie, że gama dóbr deficytowych będzie zawsze rosnąć szybciej niż jakakolwiek metoda uzupełniania niedoborów mogłaby zaspokoić. Tym bardziej że dobra są homogeniczne, a alternatywne użyteczności krańcowe i możliwość substytucji heterogenicznej działa na bardzo wąskich zakresach w krótkim czasie i najczęściej prowadzi do alternatywnych użyteczności. Oczywiście komuszyzm potrafi zmusić do montowania pługów śnieżnych na małych fiatach, ale to nie jest zastosowanie do jakiego ten quad był projektowany i nie robi tego najlepiej.

Z tym że ludzie chciwi, którzy odniosą sukces w zaspokajaniu swojej chciwości, będą potrzebowali narzędzi do rozliczeń hurtowych (gross). Więc będzie im potrzebna moneta hurtowa (grosz). Jak znalazł mamy obecnie monety srebrne jednouncjowe, które warte są 200sek/80pln choć wycena się różni zależnie od opodatkowania, to jednak przenoszą co przenoszą, a zmienność to detale. Przenoszą one mniej więcej porządne strzyżenie, grubszy obiad w popularnym fastfoodzie, czy zrobienie przez piękną panią czegoś nie za darmo. W przypadku ograniczenia dostępności gotówki będzie to akuratny substytut (taki jak kapsle, muszelki, znaczki pocztowe, żetony z kasyna) do regulowania rozliczeń, których nie chcemy mieć „na zeszyt”. Arsenał jest szerszy. Mamy wszak austriackie dukaty złote po 3.44 g odpowiadające jakimś 500pln, 20 franków szwajcarskich czy francuskich po 5.81 g za ca 800pln, i suwerena prawie 1100 pln (7.31 g), ach jak wiele mamy nominałów, zanim dojdziemy do brodacza, który przekracza nam średni uzysk miesięczny z leminga w Polszy. Jest więc czym się rozliczać. A przecież przy braku substytutu papierowego ponad sta centów wycenimy za dolara. Bo mieć dukata, a nie mieć to jest całe dwa dukaty różnicy.

Będziemy mieli więc tokeny wyceny w czym kto chce, w używkach, w srebrze, w złocie, w niewolnikach na godziny i na sztuki. Oczywiście szamani wymyślą aby przypisać numer seryjny i rfid do każdego produktu i produkt śledzić. Z nieruchami jakoś sobie poradzą, ale kto używa nierucha i do czego – to już tak łatwo im nie pójdzie (i nie tak tanio), z pojazdami, przynajmniej tymi większymi jakoś sobie poradzą (częściowo, bo ze sprzętem budowlanym i górniczym sobie nie radzą), ale jak zaczną wyliczać kubki do kawy, to będzie znaczyło wyłącznie że nie mamy kubków i już ich nie produkujemy. Bądźmy przytomni – nawet reglamentacja broni nie działa, a jedynie brak stałej i silnej potrzeby pozabijania bliźnich sprawia, że nie łazimy z karabinami po ulicach.

Z tym że złoto czy srebro nie są inwestycją – nie odraczamy konsumpcji nabywając te specyficzne towary, aby ze względu na premię wynikającą z preferencji czasowej móc skonsumować więcej w przyszłości (kiedy to niby inwestycja się zwróci). Odraczamy konsumpcję przenosząc wartość złotem i srebrem, by w przyszłości móc konsumować w ogóle.


Potrzeba istnienia środków rozliczeniowych zanika tylko gdy nie potrzebujemy się czymkolwiek wymieniać (luksus autystyczny) lub nie mamy już nic do zaoferowania. A skoro istnieje potrzeba to realizujemy ją jak kto potrafi na miarę swych potrzeb. Oczywiste oczywistości jakie ująłem wyżej są zrozumiałe dla ludzi, którzy trzymają realną władzę (drukarki, karabiny, lochy, produkcję śrubek, domów, wódki) i oni dobrze wiedzą, że teraz rządzą, a wprowadzanie niepewności do tej sytuacji i ryzyk może ich pozbawić ciepłej władzy w kranie. Dlatego szwedzki riksbank odszedł od koncepcji cashless, co tam wprowadzili to niech sobie będzie, ale zarówno oni jak i Norwegowie wdrażają nowe banknoty czyli w ciągu najbliższych 15 lat nie będą za dużo kombinować. Bo banki nie mają cashless w interesie – to rządy próbują przejąć w ten sposób urzędami skarbowymi banki centralne, a BIS zrobił rządom żarcik i zapakował je rządowymi bondami. Teraz pozostaje tylko ustawami przejąć banki centralne (każdy swego) i umorzyć zadłużenie wewnętrzne. A być może i część zewnętrznego swapami. Z tym że alokacje zostaną takie jakie są, a żeby unieważnić walutę, jaka w rozliczeniach została w gestii przedsiębiorstw na rachunkach w bankach komercyjnych to może rządom braknąć bagnetów. Bo to że rządy przejmą podaż waluty cashless nic nie zmienia – każdy może emitować swoje obiecanki. Problemem wymiany jest podaż towaru do wymiany i użyteczność krańcowa tych towarów, a nie zdolność do emisji obiecanek (nawet jeśli podpartych solidną podażą lotniskowców i marines).

Nie lękajcie się – będziemy sobie świetnie radzić w cashless. Nawet teraz upierdliwość biurwy gładko zamiatamy pod dywan – trzeba się czasem chwilę nachodzić, czasem trzeba jakieś cuda wyprawiać fizycznie żeby kwit pasował każdej stronie, ale jakoś sobie radzimy z tymi dopustami jakimi Pan nas raczy.

Warto zwrócić uwagę na to, że krzywa philipsa się „rozjechała”. To znaczy że RU nam rośnie (znaczy spada coraz wolniej!), sumy wypłat rosną dwa razy wolniej (znaczy spadają nieco wolniej), a pensje delikatnie spadają (znaczy spadek jest coraz większy). Niby tłumaczy się to tym, że w kryzysie 2008-2010 spadek użytkowania środków produkcji (RU) był gwałtowny (masakryczny więc), spadek sumy płac nieco mniejszy (rządy stawały na głowie aby nie doszło do buntu), a pensje poleciały na mordę, a więc teraz „kapitał” próbuje odrobić stratę (i że niby ktoś 10 lat czekał na odrabianie strat – a tu mi kaktus rośnie). Po prostu biznes się zbrutalizował. To co wskazuje RU w stosunku do sumy wypłat przy spadku oficjalnych pensji to fakt, że zasoby są używane tylko nie przez pracowników zatrudnionych oficjalnie na spadających pensjach. No jak nie przez takich to przez jakichś innych. Najwidoczniej MIMO rosnącego dozoru, łapanek, branek na przedsiębiorcę i sztucznego środowiska dla homo cretinus udało się przymusić leminga do wyemancypowania się z systiema i pójście do pracy „na czarno”. Po prostu leming tak zgłodniał (i państwowa jałmużna okazała się tak bezużyteczna), że pozostało przeprosić się z kapitalistą i środkami produkcji. Szara strefa rośnie, od 2008 prawdopodobnie wzrosła o 23%, czyli jest obecnie dwukrotnie większa niż strefa wydatków publicznych i tutaj mamy pewien kwiatek, że w tej sytuacji nie jesteśmy w stanie określić rozmiaru gospodarki, bo z tych bzdurnych statystyk jakie prowadzą centraliści wynika, że wydatki strefy publicznej w EU wynoszą 35%, szara strefa być może 68% (to już mamy ponad sto procent gospodarki w gospodarce), w tym banki mają około 28% (to albo to jest shadow banking, albo to są jawne, publiczne banki, a państwo jest marginalne) i właściwie nie istnieją niepubliczne przedsiębiorstwa będące płatnikami netto do budżetów – wszystko utrzymywane jest z dodruku i do tego jeszcze jest recesja. I niewykluczone, że tak właśnie jest. A to oznacza, że nie ma miejsca już na żadne pokojowe ruchy ze strony należymisiów i zapewne dlatego tak dramatycznie tupią o jakieś cashless inferior i inne rozwiązania z poczytnej fantastyki.

Cashless to fantastyka, cash to praxeologia.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • gruby

    Wracając od Ciebie tam z tego socjalistycznego raju miałem taką przygodę na lotnisku.

    Najpierw mnie solidnie przetrzepali, bo na bramce brzęczałem. Metalowa klamra mojego paska podnieciła detektor więc ochrona rzuciła się do macania. Na całe szczęście nie strzelałem przed odlotem, bo za ślady prochu na dłoniach pewnie by mnie na miejscu aresztowali, wszak nie miałem brody ani dżalabiji i nie mamrotałem nad Koranem. No i z opalenizną też nie ten tego.

    Po przeszukaniu usiadłem sobie i czekałem aż moja rura ze skrzydłami przyleci oglądając wewnętrzne życie terminala. Dwie siksy przed magazynem obok rozładowywały paletę z półproduktami z których później miały robić kanapki. Z zaplecza przytargały solidny nóż (drewniana wyprofilowana rękojeść, grube ostrze na oko 15 centymetrów długości, profesjonalne wykonanie, heavy duty po prostu), porozcinały kartony, schowały półprodukty do magazynu po czym nóż zostawiły na palecie i poszły na kawę albo fajki, w każdym razie zniknęły. Nóż pięknie błyszczał leżąc wyeksponowany na palecie która to paleta blokowała przejście i nikomu to przez dobre dwadzieścia minut nie przeszkadzało. Aha: cała akcja działa się w centralnym polu widzenia kamery, więc operator miał doskonały widok i na paletę i na nóż ale jakoś mu to nie przeszkadzało.

    No i miałem dylemat: zakosić ten nóż, wnieść go na pokład i zażądać lądowania w Mińsku czy też zostawić go w spokoju i lecieć do domu … nie miałem również możliwości narobić rabanu, bo ani jeden mundurowy nie spacerował po terminalu. Co jak co, ale żeby na lotnisku policji zabrakło ?!

    W artykule nie poruszasz jednej możliwości: leming tak bardzo olewa system, że nie będzie go bronił. Ja mogłem wnieść małą maczetę na pokład samolotu i nikt by się nie skapnął a tym bardziej nie zaprotestował. A już na pewno nie te pindy od kanapek. Co oznacza, że w przyszłości będzie można podprowadzić czołg z koszar wyjeżdżając główną bramą w samo południe i też nikt nic nie zauważy. Czyli będzie jak za czasów naszej młodości, w której czasownik „mieć” był pierwszą pochodną czasownika „zaiwanić”: jak zaiwanisz, to masz.

    W takiej gospodarce nie liczą się papierki a dojścia. Zupełnie jak w PRLu.

    • 3r3

      Czyli czujesz pismo nosem. Z mojego punktu widzenia już tak jest.
      A że prowadziłem remont na lotnisku to wiem co można wnieść, jakbyś bardzo potrzebował to podrzucimy pilarkę, gwoździownicę, co tam będziesz z nożem latał 🙂

      • Medyk Helwecki

        czego nie bierzecie jeszcze pod uwage to infiltracji pracownikow lotniska. A zawsze czlowiek jest najslabszym ogniwem. Jak ja wchodzilem do najbardziej strzezonych wiezien Europy badac skazanych to nikt mi przez bramke nawet nie kazal przechodzic i ze skazanym w ramach politpoprawnosci moglem – przepraszam musialem rozmawiac bez jakiejkolwiek kontroli -bo tajemnica lekarska.

        Gdybym chcial wniesc jakies AK74 czy Glocka nikt by nie zauwazyl

      • gruby

        „co tam będziesz z nożem latał 🙂 ”

        Nóż jest najszybszą bronią na trzech pierwszych metrach promienia pola walki. A samolot to dość ciasne pole walki. Zanim zabierzesz się za pukawki powinieneś opanować sztukę krojenia przeciwnika nożem, bo to statystycznie o wiele bardziej prawdopodobny scenariusz.

        Zresztą skoro piszę to oznacza to tyle, że jeszcze nie siedzę w Mińsku. Porwania samolotu ostatnio też nie było. Oznacza to, że ten nóż na lotnisku to sobie odpuściłem. Ale nabrałem niejakich podejrzeń co do mojego bezpieczeństwa w samolocie widząc jak łatwo w chronionej strefie lotniska zorganizować sobie pierwszorzędną i naprawdę groźną broń. Dlaczego zatem mi nie wolno być uzbrojonym na pokładzie samolotu, skoro każdy lump/szaleniec może wejść w posiadanie broni już po kontroli bezpieczeństwa ?

        • 3r3

          Tobie nie wolno posiadać ponieważ jesteś niewolnikiem, a szaleniec jak sama nazwa wskazuje się wyemancypował ponad tę marność 🙂

    • Ekspata

      “Najpierw mnie solidnie przetrzepali, bo na bramce brzęczałem.”
      Na Standsted koło Londynu jeśli ktoś brzęczy na bramce to zmuszają na wejście do skanera. Jesienią dojechałem na lotnisko ponad 2 godziny wcześniej. Na bramce oczywiście zabrzęczałem to też do skanera mnie skierowali, a że miałem czas to twardo nie wchodzę bo się tego boję.
      No to zaczęły się straszenia tłumaczenia: to jest mniej szkodliwe od mojej komórki, pójdę na rewizję osobistą, spóźnię się na samolot. W sumie pół godziny mnie trzymali prawie dziesięć osób tłumaczyło mi mój błąd, a na rewizję wziąźć mnie nie chcieli. W końcu odpuściłem i wszedłem do skanera.

      @3r3 orientujesz się na ile te skanery są bezpieczne? Bo ja sobie tak myślę, że jak władzuchna zapragnie, albo konserwator się pomyli to one mogą dużo szkody wyrządzić.

      • 3r3

        Nie ma żadnych badań dotyczących traktowania człowieka syntetycznym polem magnetycznym, ponieważ nikt nie ma pojęcia co badać przy takiej liczbie zmiennych. No bo niby co? Zmianę oczekiwanej długości życia?

        Kosmetyki na pewno są szkodliwe w ilościach jakich używają je tapeciary – w innych – nie wiadomo.
        Gazowane napoje słodzone na pewno szkodzą i to bardzo; jak się okazuje ludzie łatwo zapadają na chorobę królów. W przemyśle szkodzi właściwie wszystko nie dlatego że jest szkodliwe, tylko dlatego że w nienaturalnych stężeniach i trwałej ekspozycji. Do tego są materiały, które w naturze nie występowały w ogóle i organizmy z nimi sobie nie radzą wcale – jak aluminium, pluton, cez.

    • Jakbym czytał prasę z ZSRR. Tam było coś w stylu – trzech Czeczenów napadło na jednostkę wojskowa i uprowadzili osiem helikopterów.-)

      • gruby

        Ja też długo nie mogłem uwierzyć w to co widzę. I cholera szkoda, że nie narobiłem zdjęć: terminalu, palety i noża. Noża przede wszystkim.

      • 3r3

        Trzeba pomieszkać żeby dojrzeć trzech gwałcących osiem na raz.
        Ja też tego na początku nie widziałem, każdy kto przyjeżdża widzi cepelię jaką tu zorganizowano. Później dopiero wychodzą szczególiki.

    • uberbot

      Zacznę może tak.

      Często latasz? Po Europie czy masz jeszcze inne doświadczenia?

      W Krakowie zniknął bagaż podręczny, bo dziewczę jak to dziewczę poszła nie w tą stronę co trzeba i spóźniła się na rozdanie. Walizki nie było (na złość, moja, do tego z dużą etykietką „Don’t touch it, it’s not yours” – dostałem za karę). Poszła żeby zgłośić i sprawdzić „nagranie”. Okazało się, że nagranie słabo zarejestrowało cokolwiek i nie ma kamer (Kraków), żeby było dobrze widoczne.

      Na lotnisku w Dublinie to już w ogóle… Oni tam są wyluzowani. I to widać. Bardzo mili do tego.

      Moje zdanie jest takie. Nikt samolotów porywać nie chce. Nikt nie chce robić grandy na lotnisku. Tylko na potrzeby służb czy czegotamkolwiek robi się historie. Ogólnie gdyby służby nie posyłały samobójców, żeby wysadzić to czy tamto, mielibyśmy spokój.

      W ciągu paru sekund możesz mieć metalowy, ostry pręt z bagażu podręcznego. Itd Itp… Ogólnie lotniska to jedna wielka szopka, żeby ludzi straszyć.

      Btw Amerykanie jak podróżują to już mają psychozę, że ich wszyscy chcą zabić…..

  • Maksior

    @3r3:disqus
    Hejka!
    Dzieki za kolejny artykul „ku pokrzepieniu…”, tylko sie ciut przyczepie: wywaRZanie dotyczy raczej ziolek niz bram…
    Wiem, ze to pierdola, ale w oczy mi kluje… 😉

    • 3r3

      Dziękuję, poprawione.
      W poprzednim tekście miały być „kocie serki”, ale też jest inaczej.

      Informacje o błędach i wypaczeniach zostaną wymazane, za 10, 9, 8…
      W ramach polityki historycznej oczywiście 🙂

  • Medyk Helwecki

    co do nozy w UK to obecnie mamy cos takiego :
    https://youtu.be/XACvA7wDIDo

  • gruby

    3r3 napisał w artykule:

    „Warto zwrócić uwagę na to, że krzywa philipsa się „rozjechała”. To
    znaczy że RU nam rośnie (znaczy spada coraz wolniej!), sumy wypłat rosną
    dwa razy wolniej (znaczy spadają nieco wolniej), a pensje delikatnie
    spadają (znaczy spadek jest coraz większy).”

    Po pierwsze nie wiemy jaka jest realna inflacja, bo dane o produkcji waluty zostały już lata temu utajnione.
    Po drugie nie wiemy jaki jest wzrost cen bo wzrost realny jest fałszowany poprzez odejmowanie od niego chociażby cen sterowanych urzędowo, czy też cen „najbardziej zmiennych”.

    Po trzecie nie wiemy jaki jest realny wzrost wydajności, bo udział szarej strefy w gospodarce jest szacowany.
    Po czwarte nie wiemy jaka jest realna prędkość obiegu waluty w gospodarce a spowodowane jest to punktem pierwszym, drugim i trzecim.
    Po piąte nie wiemy jak rozwijają się płace realne, z powodów opisanych w punkcie trzecim.

    Tych pięć punktów powoduje, że nie jesteśmy w stanie prowadzić żadnej poważnej i dorosłej, opartej o niezafałszowane dane dyskusji o stanie gospodarki. Stłukliśmy termometr i kłócimy się o wysokość gorączki. To jest śmieszne i bezcelowe.

    3r3: to nie jest zarzut wobec Ciebie, to nie Ty ten termometr stłukłeś. W tym totalnie zamglonym przedpolu widać jednakże wyraźnie kierunek zmiam w którym zmierzamy: transakcja pomiędzy dwoma podmiotami będzie w przyszłości obowiązkowo rozliczana poprzez podmiot trzeci. Kto ośmieli się dokonywać transakcji bezpośrednio z kontrahentem ten jest terrorystą albo przestępcą podatkowym, co na jedno wychodzi. Ceny będą sterowane przez system, bo system przecież wie lepiej co, ile, gdzie i kiedy jest warte. System zatroszczy się również o podaż i o popyt, o jakość, gwarancję i rozsądzenie ewentualnych sporów.

    Ponieważ jednak wzrost ilości danych zatyka centra decyzyjne to cały projekt skończy się jak za Stalina: towarzysze planiści w ministerstwie ustalali plany a towarzysze dyrektorzy fabryk barterem za pośrednictwem „spekulantów” utrzymywali te fabryki na chodzie. Stalin jako realista był na tyle mądry, że tych spekulantów tolerował, inaczej by mu się przemysł ciężki zawalił. Zmierzamy w stronę świata, w którym pozasystemowa spekulacja czyli towarowy barter z szemranym pośrednikiem będzie „złem koniecznym” a partyjni towarzysze będą z niejakim wstydem ponownie odróżniać „globalizm” od „globalizmu realnego”.

    „Impulsy” na karcie płatniczej będą miały taką wartość jak Peso na Kubie. Każdy będzie pożądał towaru a nie impulsów.

    Albo jakiegokolwiek innego dobra, które:
    a) nie jest zbyt powszechnie dostępne,
    b) jest powszechnie akceptowalne (to wynika z popytu na nie),

    c) nie jest kontrolowane przez system,
    d) pozwala się dowolnie dzielić,
    e) ma stałą wartość w dłuższym czasie, czyli przenosi oszczędności w czasie

    … właśnie opisałem powrót do standardu złota jako pieniądza w pozaewidencjonowanym obrocie gospodarczym po wprowadzeniu jednego, ogólnoświatowego standardu płatniczego opartego o banki i impulsy. I teraz wiemy już dlaczego na każdym lotnisku znajdują się detektory metalu.

    • 3r3

      Masz całkowitą rację.
      Podsumowałeś o czym będzie „wprowadzenie do obrotu”, które się tu niebawem opublikuje.
      Nie wiem czy te zagrożenia się urzeczywistnią, system ledwo zipie, już nawet nie ma kto mi pał na nery nakłaść, a za grzechy sponiewierać.

      „I teraz wiemy już dlaczego na każdym lotnisku znajdują się detektory metalu.”

      Dlatego niektórzy pływają, a nie latają.

      • gruby

        „Być może już wcale nie funkcjonuje a my tak tylko z przyzwyczajenia podnosimy twierdzenia o jego istnieniu.”

        W tym coś jest. W ciągu ostatniego roku kalif Erdogan wywalił z pracy 125 tysięcy biurw i dziwnym trafem mu się ta Turcja nie zawaliła. Okazuje się, że państwo może istnieć bez biurwy. To tylko biurwa nie może istnieć bez państwa. Chętnie dowiedziałbym się jaki wpływ na budżet Turcji miało wypieprzenie tej armii biurwokratów.