Czasem zarządzanie

Czasem sobie człowiek porządzi, a czasem rządzą człowiekiem. Jednak ten tekst chcę poświęcić zarządzaniu czasem, co właściwie sprowadza się do pierwszego zdania. Z licznych wypowiedzi dotyczących mojej aktywności można wysnuć wniosek, iż czasu mam w nadmiarze i mi zbywa, co niejako stanowi o pewnej praktyce odnośnie tego, że sobie wygospodarowałem konkurencyjną względem innych dysponentów nadwyżkę. Poruszałem te kwestie ze spotkanymi przedsiębiorcami. Otóż zdobycie nadwyżki czasu jest tak samo banalne, jak zdobycie nadwyżki czegokolwiek innego. Trzeba ją wymusić na innych przemocą, kłamstwem, krzywoprzysięstwem, obiecankami a nawet handlem, aby oddali tobie to, czego pragniesz w zamian za to z czym jesteś gotów się z pewnym nawet żalem rozstać. Wolny czas to towar. A zdobycie jego nadwyżki sprowadza się do bezczelnego pozbawienia czasu innych.

Ponieważ my ten portal prowadzimy za frajer i nasza liczba rośnie, to nie da się ukryć, że jesteśmy grupą naiwniaków, co rzucają perły, co oczywiście nasuwa podejrzenie, że naszym celem może być wieprzowina. Względnie że mamy jakąś koncepcję skapitalizowania tej całej roboty, przy czym koncepcje, owszem są, ale potykamy się przy wdrożeniach. Nie bez powodu nie ma zbyt wielu miejsc, gdzie można sobie uprawiać wolny handel, gdyż implementacja rozwiązań łącząca targowisko z systemem monetarnym za pośrednictwem internetu jest dość upierdliwa. Nasz specjalista od wdrożeń jeszcze tego nie wiedział, a ja mu nie mówiłem, że przy każdym api i sdk, jaki wdrażałem w życiu, koderstwo sypało grubym słowem właśnie na ten element podpięcia pod usługodawcę. I ten problem jest dość upierdliwy. Znaczy koderstwo leniwe jest upierdliwe, bo przecież usługodawcy to cud-miód oferują, towar pierwszej klasy, a tylko my głupi nie umiemy korzystać – technologie przecież są takie wspaniałe w prospektach. Tylko spróbuj coś z tej technologii sklecić. Dlatego nie męczę administracji o to sprzedajmy.se, co to miało być we wrześniu i skończy się to pewnie tak, że odpalimy to tak jak jest za darmo, a potem się zastanowimy czy z czapką iść pod kościół.

Wracając jednak do tematu – cały ten iluzoryczny rezultat nadwyżki czasu sprowadza się do banalnego wysługiwania się innymi ludźmi we wszelkich czynnościach, gdzie kosztują mnie mniej niż w tym czasie zarobią, a nadwyżkę czasu pozostającą z tego poświęcę na jakieś trollowanie u IT21 czy piękne panie. Ponieważ z czasem coraz mniej czasu poświęca się na piękne panie, bo młodzi to poświęcają dni na spędzanie z nimi czasu, a starzy minuty na same realizacje i to jak sobie wrzucą pastylki na rozpęd, to z tego wynika pewna nadwyżka, którą mogą skonsumować rezultaty działań z paniami już skonsumowanymi zadając masę pytań, na które niestety trzeba coś odpowiedzieć. I żeby jeszcze pytały o kapustę i bociana to nie, niestety bystrzachy zaczynają wprost pytać dlaczego szanowny rodziciel kapustę ma, a szanowna rodzicielka nie i z czego to wynika. Uprośćmy więc temat i wyprostujmy ścieżki myślenia – bezczelnie i wprost wysługuję się innymi. I to najczęściej tanio, albo za coś czego mi zbywa czyli tanio. Nie ma w tym żadnych czarów.

Wstępnie można zacząć od personelu – tym się płaci. Oni co prawda za czapkę gruszek robią, ale trzeba im płacić i wtedy robią. W knajpie jeść dają – nie trzeba się samemu fatygować. Personel zasadniczo odpłatnie uzupełnia te czynności, do których nie dało się znaleźć nikogo za frajer. Z tego wynika, że znajdują się tacy (takie) co robią za frajer, owszem. Nie żeby nic nie kosztowali, coś tam trzeba im czasem rzucić, najczęściej zindoktrynować, no ale się chce mieć zrobione to trzeba wcisnąć innym żeby robili. Jak się naopowiada futrzakom różnych farmazonów to sprzątają, piorą, robią zakupy, zajmują się domem, dziećmi, kontaktami społecznymi. Czasem się buntują, bo czują się wykorzystywane, to wtedy trzeba im coś nakłamać, rzucić jaką kość, a nawet spacyfikować odwołując się do tęgiej lagi. Wiem, że dzisiaj jest takie gusło, że przemoc, wykorzystywanie personelu, mobbing i inne takie rzeczy są nieadekwatne, a nawet uchodzą za delikt, no ale skoro działa, to się stosuje. Co ja poradzę skoro są takie jednostki w populacji co lubią być tak traktowane i się w tym realizują? Przecież ludzie po to idą do wojska, żeby ich wrogowie zabili, że niby za ojczyznę, no ale jednak jest to uciążliwość. Jak się komuś wyjaśnia, że będzie pracował dla ostatniego gbura, bydlaka, będzie bity i wykorzystywany, będzie się nim pomiatać i na nim wyżywać, a ten dalej chce brać w tym udział, no to co ja mogę? Jak człowiekowi nie dogodzić? Skoro tak się da zbudować firmę i ludzie chcą być socjalizowani przez socjopatów, to trzeba znaleźć takich, co spełnią ludzkie oczekiwania, a nawet się nauczyć je spełniać. Przecież to oczywista oczywistość – jeśli największe sukcesy w biznesie odnoszą psychopaci i są na to niby jakieś tam badania, to nawet jak jesteś upartym romantykiem bujającym w obłokach, a chcesz robić biznes, to idziesz do kołcza, walisz się na kozetkę i wydajesz polecenie: proszę ze mnie zrobić psychopatę, płacę jak za prezydenta. No i kołcz łasy na frukta po to jest uczony z psycho-czegoś-tam i innych sztuczek, żeby człowiekowi wyjaśnić jak powinien się zachowywać, jak kalkulować, jak rozumować, jak traktować innych i zaraz sukces murowany. Skoro nawet z normalnego dzieciaka można w bootcampie zrobić uzbrojonego w AK mordercę i gwałciciela, to nie można z romantyka zrobić kierownika na hali montażowej, żeby poganiał ludzi batem? Wszystko można – kładź się pan na kozetkę – zaraz zreperujemy psychę. A jak nie pomoże, to się wyśle klienta do Amazonii, tam mu zadadzą jadu z żaby i od razu będzie myślał jak należy. Tysiąc dwieście ojro tygodniowo leczy z lęku wysokości na instalacji. Szczególnie jak się nie ma zbyt intratnych alternatyw. A jak jeszcze obiecają hurysy w przypadku wypadku czy inną opiekę dla pechowców, to w ogóle tłumy chętnych skakać u Hasana as-Sabbah’a z wieży.

Bo to są moi drodzy banały. Owszem, ma człowiek pewne przystosowania metaboliczne, sypia po sześć godzin, w weekend rozpusta – jak dobrze pójdzie nawet osiem. Ale jeśli odejmiecie wszystkie pierdoły takie jak zajmowanie się domem, będziecie mieli wszystko przygotowane, podstawione pod nos i wykonane przez miniony, to od razu okaże się że tygodniowo macie dodatkowo przynajmniej kilkanaście godzin. Do tego ludzie mają różne potrzeby odnośnie rozrywek, stanu relaksacji etc. – to tu się nie będę wymądrzał, mnie krew szybciej płynie jak jakie kpiny z Urzędu urządzę, albo jaki dobry deal zrobię po mało centów za dolara płacąc. Wyrosłem już z innych hobby, ale miał tego człowiek bez liku. Z wiekiem zawężają się horyzonty, potrzeby, wydatki. Zresztą ja taki mądry to od razu nie byłem, też swoje zebrałem po głowie, też mi się kiedyś 250 metrów domu uwidziało i zrealizowało. O, to z tego potem dopiero były utrapienia – sam jeszcze nie wiedziałem jakie. Teraz trzymam ten wolumen rozproszony, wszak kiedy niby człowiek miałby z tego korzystać, jak mnie jest potrzebne dużo metrów hali, a nie metrów domu.

Jak czas chąsić.

Jeśli chcecie mieć nadwyżki czasu na działania celowe, to musicie się zastanowić czego takiego nie musicie robić i co mogą zrobić dla Was inni, i czego nie potrzebujecie robić wcale. Ponieważ wiele działań, na przykład utrzymywanie kontaktów społecznych, można scedować na innych. Najczęściej jest też taki podział w rodzinach, że samiec niekonieczne zajmuje się utrzymywaniem kontaktów, tylko jak musi, to bywa tam gdzie go zaprowadzą i się uśmiecha, po czym ulatnia do innych ważnych zadań. Trzeba się jednak innymi rządzić i dobrać tych innych w takich ilościach, aby wszystkie cele zostały zrealizowane na wystarczającym poziomie. Można to oczywiście sprowadzić do tego, aby o prezentach dla żony pamiętała wielofunkcyjna asystentka, ale też żeby kontaktami z marudzącymi rodzicielkami potomstwa zajmowała się opiekunka do dzieci i streszczała sprawy z całego tego bełkotu na socjalistycznych mediach do jakiegoś dającego się załatwić w jednym zdaniu referatu, sprowadzającego się do kwestii – ile. Być może to ordynarna i brutalna wizja, hipotetyczna oczywiście, rozwiązywania problemów z czasem, no ale właściwie to czemu nie? Przecież to też jest jakieś rozwiązanie i być może niektórzy są zbyt emocjonalni na to, aby pozwolić innym na kierowanie pojazdem i bycie wożonym, ale od problemów emocjonalnych jest kozetka i kołcz. Jak ktoś ma problem ze zjedzeniem kurczaka, ponieważ to żywe stworzenie, na pewno miało własne plany na wakacje i jakieś inne antropomorfizacje człowiekowi przez głowę przelatują – kozetka i kołcz. Jeśli wydaje się Wam, że inni ludzie nie są po to aby Wam umilić Wasze jedyne życie na tym nienajlepszym ze światów, po to abyście mogli z tego życia wyzyskać to, co Was interesuje na tyle na ile się uda nie będąc wyciskanym przez innych na ich społeczeństwa otwarte – kozetka i kołcz. Jeśli uważacie, że inni powinni się realizować, a nie realizować Wasze cele – kozetka i kołcz, ponieważ być może inni właśnie w ten sposób się realizują – biorąc udział w tym, że coś robią z Wami, dla Was i dzięki Wam. Bo ludzie chcą działać w grupach, bo są gromadni, chcą być członkami hierarchii i większość odnajduje się niżej niż na szczycie hierarchii i tam się realizuje. Ludziom wcale nie przeszkadza Bóg, który wypędza ich z Raju ognistym mieczem czy zsyła Plagi i Potopy, albo pastwi się nad Hiobem. Ludzie to akceptują i wielbią rękę, która karze. Jedni chcą aby karała sprawiedliwie, inni lubią z rozmachem, jeszcze inni żeby ta ręka też karmiła, różne ludzie mają potrzeby – znajdźcie sobie takich ludzi, żeby realizowali Wasze. To przecież oczywiste, że władza zawsze narzeka na poddanych, a poddani że władza głupia jakaś taka i nie koreluje jak powinna, i że poddani zrobiliby to lepiej. A mimo to świat się kręci i ludzie wysługują się sobą nawzajem. Ponieważ jest to i tak gra o sumie ujemnej, bo każdemu braknie zasobów na zrealizowanie swoich pomysłów, albo nawet ich wymyślanie, to pozostaje jak najmniej przegrać ogrywając innych. A że wszystkie ideologie bredzą o czymś innym, o jakiś egalitaryzmach, nawet jeśli nie bezwzględnych to względem czegoś, kogoś, absolutów, to nie należy się tym zbytnio przejmować, tylko poddać swój czas pod rozrachunek abstrakcyjny i oddać się teorii gier. Bo termin AI oznacza Agresywną Inteligencję, nie mamy innej jakościowo metody opisywania problemów do rozwiązania, nie mamy innej algorytmiki, każdy taki rozrachunek jest grą, nawet jeśli o sumie dodatniej i opcji win-win, to ktoś wygrywa bardziej, a ktoś zajmuje drugie miejsce. Niestety nasz świat pełen entropii operuje na sumach ujemnych i wynikiem każdych negocjacji jest kompromis, gdzie obie strony niezadowolone są po równo, i obie to nawet trochę bardziej od strony przeciwnej. Pozostaje się zdecydować czy chcemy realizować swoje cele i odczuwamy przy tym radość, czy też odczuwamy radość przy realizacji celów cudzych i te cele jesteśmy gotowi realizować kosztem naszych minionów.

Tak właśnie jak te teksty. Mam czas gryzmolić taką tutaj grafomanię właśnie, ponieważ jakieś miniony i lemingi zajmują się całą masą trywialnych rzeczy, których w roztargnieniu nawet nie zauważam, a one dostaną za to w podzięce grubym słowem, a nawet w ucho, ale delikatnie, bo przecież do łagru zesłali tylko na dziesięć lat za nic, a za przewiny zsyłali na dwadzieścia. I jest tu jeszcze nasza biedna administracja, co pilnuje infrastruktury tego pisania, i mamy nowego korektora, który sprawia, że w tych gryzmołów błędów jest mniej, mało, a nawet wcale, co też ogranicza mój wydatek czasu na tekst i mogę napisać kawałek następnego, a czasem na te dłuższe, to kończąc pisanie nie mogę już patrzeć i niektóre trafiły do kasacji, bo mi się nie spodobały, jak je drugi raz czytałem (kiedyś brudnopisy były papierowe i się zachowywały, a teraz jest inaczej). I jeszcze czasem ktoś gościnnie tekst napisze – to też lżej, bo jest kontent, a narobić się nie trzeba i tylko ciągle wraca ten kłopot, że to jest hobby, a żeby wdrożyć pewne oczekiwania Czytelników dotyczące bezpieczeństwa i anonimowości potrzeba ludzi, ich czasu, infrastruktury, a nie mamy innej koncepcji rozrachunku niż oferowanie jakiej usługi i koło się zamyka – tak naprawdę mamy problem wdrożyć nawet zbieranie datków. Na razie gościnnie możemy korzystać z www.paypal.me/ZarobmySe

I mamy nadzieję, że ktoś coś nam wpłaci na zegarki i ośmiorniczki. Wtedy może uda nam się wykorzystać zasoby, aby ruszyć to sprzedajmy.se w formie komercyjnej, bo na razie nam wychodzi, że zrobimy release za frajer. Koncepcja biznesowa jest zaś taka, aby za wpłaty na Paypala wysyłane były kody uprawniające do zamieszczania ogłoszeń na sprzedajmy.se, no ale Paypal okazuje się dość narowisty. I ja wiem, że teoretycznie to wszystko można, ale rozbijamy się o takie pomysły Wielkiego Brata, że po prostu głowa mała.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • gruby

    @3r3 napisał:

    “Nie bez powodu nie ma zbyt wielu miejsc, gdzie można sobie uprawiać
    wolny handel, gdyż implementacja rozwiązań łącząca targowisko z systemem
    monetarnym za pośrednictwem internetu jest dość upierdliwa.”

    Internet jest, to znaczy stoi i działa. Targowisko jest, to znaczy działa tylko jeszcze do oficjalnego systemu transakcyjnego monetarnego podpięte nie jest. Czyli jak rozumiem brakuje własnego systemu monetarnego, znaczy się transakcyjnego.

    Skoro dwie z trzech rzeczy są gotowe to wypada sobie swój własny system monetarny stworzyć i się na oficjalny system wypiąć. Łatwo powiedzieć: “stworzyć sobie”. Rotszyldy potrzebowały do tego stuleci, podobnie jak wcześniej templariusze.

    • Maksior

      Moze trza jakis wlasny bank centralny zalozyc? Nie zeby zaraz jawny i podlaczony do SWIFT-a, ale taki kooptacyjny typu “nasza sprawa”…
      Kryptografia to w sumie nie jest przeciez czarna magia.

      • Ireneusz

        Z podłączonymi w majestacie “prawa” do aku jajcami (za klasykiem) każda grafia momentalnie przestaje być krypto. Szorujące pod dnie zaufanie Polaka do Polaka (już on dobrze zna siebie) z grzeczności pominę.

        • Maksior

          Zgodnie z postulatami Gospodarza aku mozna polaczyc z dowolnymi jajcami – to gwarantuje powrot przytomnosci… ^^

          • Ireneusz

            Widzę, że o podłączonym do jajec aku wie pan więcej, niż zakładałem. Szacunek.

            • Maksior

              Mysle, ze nasza obopolna wiedza w tym temacie jest czysto teoretyczna; to, o czym pisze, to konsekwentne (w miare mozliwosci) stosowanie zasady wzajemnosci w stosunkach miedzy ludzmi. A w miare postepu wq…nia ludzi na podlodze mozliwosci te moga rosnac wraz z obnizaniem sie hamulcow przed ich praktycznym zastosowaniem…

            • 3r3

              @Maksior bliźni na podłodze jest dlatego na podłodze, gdyż używa mniejszej mocy korelacyjnej, a wynika to z tego że jest underclass. Z większej mocy korelacyjnej nie miałby żadnego pożytku – jego stan bytowania się nie poprawie, gdyż zależy od mocy korelacyjnej sieci społecznej w jakiej przyszło mu bytować.
              Można się z sieci wypiąć i migrować do innej, ale to jest jazda dla tych co się wepną w każdą w innym punkcie niż na dole, albo umieją szybko migrować po sieciach w górę.

              Jeśli popracujesz na podłodze z tak korelującym szefem jak Ty sam z całą pewnością obniżysz własną moc korelacyjną do takiej, jaką wykazują Twoi pracownicy. Nikt nie wysila się intelektualnie bardziej niż jego szef. Jeszcze w ramach pracy dwóch ludzi to nie gubi sensu. W hierarchii średniej firmy widać że ludzie głupieją, w gospodarce centralnie sterowanej…
              “Zarządzanie kozetką” poszło wczoraj do korekty i jest wstępem do $dsów w przemyśle.

            • Maksior

              “Mam pewną koncepcję w głowie opisującą w sposób pozwalający w dalszym
              etapie w sposób ścisły (co uważam za bezcelowe) opisać moc korelacyjną
              sieci w kontekście korzyści dla indywidualnych węzłów w sieci”

              Nie jestem pewien, czy w teorii gier koalicyjnych czegos na ten temat nie ma, ale mniejsza o to – chcialem off-topicowo spytac, jakiego rzedu “co laski” dla portalu uznasz za nieuwlaczajaca godnosci Sarmaty? ^^

            • 3r3

              @Maksior byłaby to gra koalicyjne z liczbą rdzeni o liczbie nodów czyli gra indywidualna. Zapewne z tej przyczyny (wielość walut, w tym zróżnicowanego metabolizmu emocjonalnego) nie da się implementować prawa do rzeczywistości.

              Ludzie już na poziomie metabolicznym – uruchamiania neuronów lustrzanych mają odmienną reakcję gdy wpuszcza się ich w tunel. Sztuczka polega na tym – istnieje jakiś czyn, którego chcemy zabronić i trafiamy na osobę która w ogóle nie ma zdania na dany temat. Każemy więc takiej osobie uroić sobie (wyobrazić) iż znalazła się w takiej sytuacji stawiając kwestie “co byś zrobił gdyby Twoje dziecko zostało zgwałcone” albo “gdybyś został napadnięty z bronią” i proponuje się rozwiązanie prewencyjne “wydamy X na ściganie gwałcicieli”, “zabronimy posiadania broni” licząc na uruchomienie się kaskady emocjonalnej że nam kretyn pokiwa głową po uruchomieniu narzuconego wyobrażenia.
              Z tym że u niektórych neurony lustrzane wcale się nie odpalą, ponieważ ich metabolizm wzbudzi kwestia “wydajmy X” i ta ich oburzy wiedząc o bezskuteczności ścigania ludzi motywowanych patologicznym metabolizmem, oraz wzbudzi ich kwestia “skoro nie możecie skutecznie zabronić bandycie, to mnie też nie – to ja muszę się uzbroić”.

              Co do kwot nie mam opinii, to program pilotażowy, zebraliśmy już tyle, że można się napić albo zakąsić i to albo albo i do tego w supermarkecie bo nie w lokalu.

            • Maksior

              Chyba nie do konca sie zrozumielismy – myslalem, ze masz na mysli funkcje podzialu zdobytych nadwyzek w koalicji (czyli po Twojemu w sekcie), z czlonkami ktorej ustaliliscie wspolna strategie (czyli plyniecie na jednym drakkarze).
              To, co opisujesz, to raczej dzialania oberkoalicji zwanej na tym portalu panstwicka biurwa…? ^^

            • 3r3

              No właśnie mam pomysł na rozwiązanie, ale nie wiem jaki desygnat rzeczywisty opisuje sama przestrzeń stanów. Czy można działać wspólnie i logicznie bez ustalania wspólnego planu? Gospodarka wskazuje że potrafimy. Chińczyk wymyśla Ci takie części jakich potrzebujesz, mimo że ich nie zamawiałeś – on kombinuje jak zarobić i Ci dogodzić, Ty też kombinujesz z czego tu coś bardziej zaawansowanego wyprodukować co komu będzie potrzebne, a nie biurwi chleb z cementu.

            • Maksior

              Godne rozwazenia. Na poczatku mozna chyba zalozyc, ze ani Ty, ani Chinczyk nie bierzecie niczego z sufitu, tylko szukacie rozwiazan (byc moze nie do konca uswiadomionych) problemow – niezbadane sa wyroki Akaszy, a matematykom zdarzylo sie juz co najmniej raz rozwiazac problem, ktory fizycy postawili pare lat pozniej… ^^

  • hes

    Tak se czytam te wynurzenia i odnoszę wrażenie jakbym sam to napisał (o sobie też:). Chyba dlatego, że Autor “robił w IT” a ja jeszcze dzisiaj (po 40 latach) coś dłubię w tej dziedzinie i być może warunki rozwoju były podobne. Powszechnie wiadomo że, informatyk to trochę nietypowe (aspołeczne,narowiste a czasem naiwne) zwierzę. Przypomniało mi się ogłoszenie (sprzed 20 lat) jakiejś firmy IT, która ustawicznie szukała pracowników. Brzmiał z grubsza tak: “Firma poszukuje stabilnego psychicznie informatyka”. Nie wiem czy to było jedyne wymaganie ale widać było że desperacko próbują wtłoczyć tych ludzi w jakieś regulaminowo/biurokratyczne ramy i im nie wychodzi.

    • Eltor

      Firmom przeszło. Dziś środowisko pracy informatyków przypomina przedszkola. Zabawy w punkciki, wycenianie zadań żelkami, pokoje z konsolą do gier i piłkarzykami, opowiadanie sobie jacy jesteśmy wspaniali, scrum masterowie w roli przedszkolanek… Malowanki na ścianach, ciasteczka i owocki od firmy i tak dalej i tak dalej. Relacje międzyludzkie tu też widzę coraz bardziej przedszkolne.

      • gruby

        “pokoje z konsolą do gier i piłkarzykami”

        Taniej wychodzi niż ciągle kupować im nowe laptopy i monitory.

        Czasami kiedy Wielce Szanowny Klient doprowadzi ludzików z IT do gorączki to po odłożeniu słuchawki zaczynają rzucać wszystkim co im się pod ręce nawinie. Taniej wychodzi jak się na piłkarzykach wyżyją niż na laptopie. Mechaniczne środki absorbujące wściekłość pracowników są opłacalne w biznesach które takich udogodnień same z siebie nie oferują. Ot na przykład 3r3 może gazrurką tokarce przyłożyć albo widlaczek na butach poprzestawiać jak mu ktoś w ucho nawkłada, w korpobiurze ani gazrurek ani tokarek pod ręką nie ma. Widlaczków zresztą też.

        Zostaje wyżywanie się na sprzęcie albo podwładnych. Sprzęt jest drogi a wyżywanie się na podwładnych kończy się ich odejściem albo skargami o mobbing.

        Najtaniej wychodzą piłkarzyki czy inne konsole.

  • Eltor

    Troszkę nie na temat, ale chciałem poskarżyć się, że słabo widoczny jest ten nowy artykuł na stronie głównej. Można go w ogóle przeoczyć, bo tylko się pojawia mała ikonka na górze, nie przewija się w tym “slajderzre”, który najbardziej ściąga uwagę, a zobaczyć go na dole, w dziale “po pracy” to mało prawdopodobne, bo jest daleko poza ekranem.
    Może warto by było, aby w tym “przewijaczku” na górze były wszystkie ostatnio publikowane artykuły, nie tylko z kategorii Mainstream?

  • Winsent

    Rozsądny artykuł. Czytują Twoje kobiety tego bloga? 🙂

    • 3r3

      Zdarza im się, ale jakoś się przyzwyczaiły że to jednak jest opłacalne.