Detal w ustroju

Skrót do wniosków

Gra w punkty, hierarchii i rankingi, gryfikacja życia. Dostęp do dóbr niczyich i społecznych w wyniku rankingów bez uznania wcześniejszych zasług stanu posiadania. Świat bez prawa własności. Ale jest taka szczególna gra w giełdę, która obrazuje nam pewne trudności w zrozumieniu wycen spółek w stosunku do płaconych dywidend. Wyobraźmy sobie taką spółkę, której wycena pakietu kontrolnego wg statutu spółki przekracza sumę istniejących zasobów jakich można użyć do płatności, i co z tego wynika.

Na początek wygląda to na absurd, ale tak nie jest. Ta wycena ma sens. Oznacza to, że spółka zgromadziła jakąś wartość, której nie zgromadził nikt inny. Oczywiście jakiś państwita mógłby sobie wyobrazić że można taki świetny biznes znacjonalizować, bo przecież państwo może narzucić dowolne “prawo”, a do tego ma armię i może siłą wymusić dowolną decyzję. Otóż jak podałem w założeniach pakiet kontrolny przekracza sumę istniejących zasobów, co oznacza że również zasobów armii, która miałaby tam stosować przemoc. W wyniku próby takiej nacjonalizacji firma może zostać zniszczona (ludzie porzucą pracę), ale nie przejęta. Co od razu prowadzi nas do wniosku, że pewne formy uorganizowania mają produktywności większe niż dające się opisać w postaci istniejących zasobów jakimi można dysponować, a co za tym idzie istnieją jakieś zasoby, którymi dysponować nie można, a sama próba dysponowania nimi niszczy zasób. Tym zasobem jest ludzka pomysłowość. I na niej opierają się wyceny wszelkich spółek – jaki macie pomysł na użycie środków kapitałowych jakie Wam damy? Jakie macie kadry, aby przejąć środki materialne i je obsłużyć zarabiając w swoim interesie, jeśli nas odepchniecie od narzędzi?

To są pytania o zdolność do okupowania danej społeczności. Do wyzyskiwania jej pracy, siły, pomysłowości. Ludzi pomysłowych bardzo trudno jest wyzyskać. Właściwie trzeba więcej wydać na ich pilnowanie niż wynika z ich wyzyskiwania. Trzeba do ich pilnowania dokładać. Być może raby niekorne uznają to za niesprawiedliwość, że przecież wobec Boga wszyscy równi, no ale wobec hierarchii społecznej nie – i dlatego mamy hierarchię. Ludzi pomysłowych najlepiej z podatków zwolnić – wtedy nie będzie straty z pilnowania czy się nie bisurmanią.

Bardzo często dochodzi do takiej okupacji w Polsce i różni wannabe dewastują przedsiębiorstwa łapskami biurwy w celu przejęcia intratnego biznesu, z tym że – nie umieją go poprowadzić. Dlatego Kapitanowi Państwo trzeba łapy zagłodzić albo poucinać, żeby chociaż nie szkodził, ale jak ma nie szkodzić coś, co ma w akcie urodzenia dekrety PKWN i rozkaz Stalina.

Ludzie, z którymi mamy kontakt to ludzie, od których coś zależy (bo mogą nam coś dać, lub czegoś nas pozbawić), a okazanie komuś, że nic od niego nie zależy polega najprościej na zignorowaniu go, jego racji i argumentów. Dlatego sprawowanie władzy czy to nad spółką (gdzie możemy podwładnym coś dać) czy też jakiej państwowej (gdzie można coś władanemu zrobić) sprowadza się do tego właśnie. Jeśli więc ktoś ani nie może do jakiegoś procesu czegoś dać, ani nic procesowi zaszkodzić to jest w nim marginalizowany i ani nic mu się nie daje, ani nie czyni złośliwości. Przejmowanie zakupionej spółki nie sprowadza się więc tylko do zakupu udziałów w niej (bo z tego to dostaniemy tyle co wyznaczy spółka dywidendy, a o tym czy nam coś da decyduje samoistnie, a jak nam się nie podoba to możemy ją sprzedać), ale też do dysponowania własnym aparatem zdolnym przejąć kontrolę nad funkcjonowaniem tej firmy, czyli musimy do interesu wejść nie tylko z liczbami, ale i z ludźmi, którzy uważają nas za szefa, bo im coś dajemy i za wielką krzywdę poczuwają gdybyśmy ich usług nie chcieli odsyłając ich na trawę.

Następną konsekwencją logiczną, jaką wyciągamy z takiego sposobu zakupu zorganizowanych aparatów o jakiejś tam produktywności, czyli zakupu władzy nad przedmiotem poprzez zakup udziałów w tej władzy, jest taki (jaki ukazywałem od strony praktycznej w “ciężarze myślenia”) iż potrzebujemy podwyższyć próg wejścia dla innych dystrybuując środki do aparatu obronnego (no bo skoro wymieniamy kadrę to znaczy że albo kupiliśmy lichą firmę, a oni sprzedali nam sukno karmazynowe i uchodzą zanim się połapiemy, że nic się na tym interesie nie ugra w takim uorganizowaniu; albo oni się źle wycenili i sprzedali za tanio – czyli są durniami co się oddali za czapkę gruszek w niewolę) i aparatu status quo (czyli wpisania nas do powszechnego memu jako włodarzy zakupionego dobra). A co za tym idzie możemy wnioskować, że kontrolę nad aparatem dystrybuującym memy o status quo, jak i aparatem przemocy prostującym ścieżki kontestującym ten status można kupić, albo zmajoryzować i tutaj wracamy do pytania – czy oni nas okpili sprzedając coś mało produktywnego czy są durniami i dostali czapkę gruszek. Podsumowując – czy jest sens kupowania gotowych firm i podbijania gotowych państw, czy też lepiej zbudować swoje własne z innych zakupionych klocków? I czy w ogóle mamy wybór co do klocków, czy pewne klocki mają takie wartości, że musimy je wziąć razem z ich aportem w postaci decydentów i aparatów organizacyjnych, jakie nam wdrożą do naszego aparatu zarządzania? Jak silnie kompromisowe jest zdobywanie przewag nad rozległymi aparatami i czy to władca rządzi aparatem, czy biurwa średniego szczebla?

Oczywiście lemingi mają różne tam twierdzenia, że ktoś coś powinien, albo że ktoś coś musi. Zawsze jak mi moje lemingi trują, że administrator ich bloku powinien dokładniej zamiatać, albo wymienić spalone żarówki to im proponuję, żeby go do tego zmusili, albo go przekupili, albo jak im się nie kalkuluje to niech sobie wymienią sami tę żarówkę. Podnosi to wzburzenie, że przecież powinien – no niby powinien, ale to lemingom jest ciemno bez żarówki. Równie śmiesznie jest w korpo – tam są spychologie polityczne co kto powinien i kto za co odpowiada. Na mnie najlepiej jednak działa płatność – i jak mi się płaci za chcenie to mnie się chce i się do wyczerpania kwoty angażuje. Bo każda kwota ma moc, która się w działaniach wyczerpuje.

Wynikającym z tego problemem jest opis kosztu administrowania podtrzymaniem procesów – podtrzymanie niektórych procesów jest koszmarnie drogie (na przykład patrolowanie granic państwa w celu zaznaczania obecności, choćby samolotami, ale przecież i pieszo też ciągle jacyś mundurowi łażą) aż do nieopłacalności (rosyjskich granic właściwie nikt nie pilnuje na wielu kierunkach), a z braku zdolności opisowej nie wiemy nawet jak drogie, objawia nam się to jednak w zdolności garnizonowej i dozorowej wobec eksploatowanej na terytorium okupowanym ludności (na przykład okupowanie Polaków przez Ministerstwo Finansów możliwe jest o tyle, o ile jacyś polskojęzyczni folksdojcze wezmą w tym udział, bo żadnej zewnętrznej siły chętnej na tę udrękę nie ma – wydoić się musimy sami i jeszcze zanieść mleko obcym). A za tym idzie koszt konwersji środków w centach za dolara, czyli tarcie w konwersjach. Dla przykładu próba przekupywania siłowników kasą jest bezcelowa, niezależnie ile byśmy zarabiali, bo ich interesuje pozycja branżowa – czyli wycena własnej siły względem siły innych siłowników w okolicy, a nawet na planecie. Kolejnym przykładem jest absurdalna wycena udziału banków i korporacji w polityce do tego stopnia, że banki i korporacje (JPMorgan) zaczęły po prostu kształcić politykom zależne od siebie kadry wykonawcze – jest to dużo tańsze niż kupowanie polityków.

Koszt administrowania od razu nam sugeruje temat podatków. Bo sekta, firma, armia czy państwo podtrzymywane jest naiwnością, kasą, krwią i wolą odpowiednio do każdego z rozwiązań, choć przy nieregularnej podaży to zazwyczaj korzysta się z kasy naiwnych, krwi szkoda, a wolę można zastąpić chciejstwem kiedy i zazwyczaj też sprawia to wszelkie pozory funkcjonowania.

Od czasu do czasu pojawia się przed nami jakiś napuszony gość i twierdzi, że mamy go słuchać, bo łun jest waaaadza. Najprościej zapytać go o sankcje jakie grożą za lekceważenie jego rozkazów i pozwolić mu na wprowadzanie sankcji, zazwyczaj okazuje się, że sankcje są czysto teoretyczne i jeśli sami nie wesprzemy tego biedaka z urojeniami to okazuje się, że nie bardzo ma mu kto pomóc w realizowaniu rojeń przez świat rzeczywisty. Oczywiście potrafią tacy ludzie pięknie czarować, pokazywać slajdy, rysunki, nawet zorganizować filmy propagandowe o tym, że wszyscy nasi mają dłuższe niż nie nasi, i zawsze wbijają chorągiewki w mapy – nawet jeśli jest to mapa wycen naszych aktywów i poziom zwrotu to chorągiewki wbijają tak wysoko na wykresie, że trzeba im stołek podstawiać bo sami nie sięgają.

Różnice strukturalne w firmach

Struktura dużej firmy jest ustalona, a obowiązki wynikają z umów, natomiast wymaganie od kogoś aby zrobił darmo coś, co nie wynika z jego umowy jest przynajmniej niegrzeczne, a do tego może zostać wykonane niekompetentnie, wprowadza tarcia pomiędzy węzłami hierarchii, a do tego zlecający zazwyczaj nie dysponuje swobodnymi środkami jakie mógłby przydzielić władanemu, ponieważ siedzi na nim aparat kontrolny. W takiej korpo sekcie łatwo zauważyć, że firma funkcjonuje, ponieważ korelacja zmian polega na graniu w pingponga pomiędzy piętrami hierarchii i nie sam pomysłodawca ocenia swój pomysł, ale ktoś starszy i mądrzejszy (i go modyfikuje i przedstawia jako swój, jeśli był dobry). I wszyscy dostają jakieś tam zasilanie – więc wszyscy biorą udział, a ponieważ są niezadowoleni to biorą udział poniżej swych możliwości, więc firma zasysa ciągle nowych, a wyrzuca starych.

Państwa tak nikt prowadzić nie próbuje, bo ludzie nie rodzą się w wieku 22 lat i nie można ich wyrzucić z państwa, gdy dobiegają trzydziestki. Dlatego państwa są zaludniane przez koszty i nie bardzo znajdują się chętni, aby na nich pracować. Sama koncepcja państwa narodowego powstała razem z wyzwoleniem kobiet przez 3xK – kościół, kuchnia, dzieci – czyli zwolnienie kobiet z obowiązku pracy; a za tym poszła eksplozja demograficzna i zdrowe, dobrze wychowane dzieci, które były zainteresowane udziałem w takiej strukturze i jej ekspansji (inna sprawa, że te struktury od razu na siebie terytorialnie powłaziły i zaczęły wojować na ostro). Jak tylko zaczęto przy demografii dłubać i zagoniono kobiety ponownie do pracy, państwa zaczęły tracić wpływ na mieszkańców, gdyż zainteresowanie państwem sprowadza się do korzyści z niego płynących. A jeśli nikt nie kontestuje naszej siły w naszych granicach to nie trzeba utrzymywać zbyt dużej siły i spójności społecznej. Jeśli natomiast z utrzymywania siły nie ma ekspansji to siła jest kosztem i się jej wytwarzania unika.

Mała i średnia firma jest zazwyczaj bardzo elastyczna, ponieważ nie ma w niej ładu korporacyjnego i wszystkie działania sprowadzają się do bilateralnych ustaleń w bardzo krótkiej hierarchii. Co za tym idzie mała firma działa doraźnie i taniej gasi pożary powstające w toku prowadzenia działalności (bo to jest najdroższy problem z punktu widzenia Babilonu – wysyłanie wyższych szarż do gaszenia pożarów – niech ktoś się tam ruszy i pomyśli).

Z tego wynika, iż brak iluzorycznej kontroli jest tańszy i efektywniejszy niż przeregulowanie chciejstwem. Ponieważ wiele małych podmiotów generuje więcej mocy korelacyjnej z mocy swobodnej na najniższym poziomie (szarpanie chuliganów za ucho) niż są zdolne wygenerować duże struktury, a to dlatego że moc musi rozpłynąć się przynajmniej od korelatora struktury do efektora i w dużej strukturze ta ścieżka jest dłuższa i musi starczyć mocy na podtrzymanie życia węzłów przekazujących sygnał. Z tego powodu duża struktura owszem, wygląda na potężną i straszliwą wobec podmiotów małych, ale nie jest w stanie obsłużyć ich wszystkich na raz – musi rozłożyć działanie w czasie, natomiast małych podmiotów nikt nie koreluje, więc nie wszystkie są aktywne na raz i nie wszystkie na raz realizują ten sam cel. W wyniku tego korpo musi zasysać młodą populację (egzodynamicznie zasilającą korpo chciejstwem w wieku, kiedy mogliby zasilać państwo lub własny biznes) i uzyskuje z tego złożone produkty o olbrzymiej wartości dodanej w hurtowych ilościach i powtarzalnej jakości, ale aby je zbyć za cenę jaka zaspokoi węzły tej nieefektywnej struktury musi zostać dofinansowane poprzez wydatek mocy samego państwa, pilnującego aby konkurencja firm mniejszych nie wyprodukowała mniejszych ilości szybciej dopasowywanych do rynku i o wiele taniej. Bo to państwo swoimi siłami ściga tak zwane “podróbki” czyli produkty alternatywne, substytuujące i zastępcze pod zarzutem, iż istnieje jakieś nieujęte w Biblii (czyli nieistniejące) “prawo” intelektualne. Jak tego nie ma – to od Złego pochodzi. To państwo swoimi siłami ściga tanie modele dystrybucji w postaci ulicznych sprzedawców (tak jakby chodniki nie należały do mieszkańców państwa i mieszkańcy nie byli we władzy objąć w posiadanie i przekształcić chodnika w targowisko, albo w punkt obrony p-lot jeśli akurat uznają, że taka jest potrzeba) i to państwo swoimi siłami wymyśla ludziom zobowiązania, które zazwyczaj są nierealne do spełnienia, bo to państwo właśnie potrzebuje do pojazdów zakupić ropę, której nikt na danym terytorium nie wytwarza. A w mirabelkach to taka ropa bardzo dużo kosztuje.

Celem wdrażania abstrakcyjnych systemów rozliczeń i ich jakiegoś przeliczania na rezultat handlu jest próba ważenia zdolności do wkładu mocy swobodnej będącej w dyspozycji w dane stanowisko. Bo wszelkie tworzenie, wojowanie, organizowanie tym się właśnie dokonuje, dlatego organizacje daje się wycenić, a władze (przy błędnych wycenach którejś ze stron) przekupić. Kontestowanie rezultatu takie ważenia i próba otwarcia nowej sesji wyceny danego aktywu kontrolnego (więc testowanie skuteczności całej organizacji i eksploitów na nią) to niekoniecznie zaraz otwarte wojowanie i działania niszczące, ale oferta korupcyjna. Tworząc sensowną architekturę organizacji, w szczególności biznesu, staramy się tak dobrać decyzyjność poszczególnych stanowisk do wkładu (najłatwiej wycenianego finansowo), aby żaden z pracowników organizacji (szef też jest pracownikiem swojej firmy – wszak pracuje pod sztandarem – pod marką, pod firmą – bo to słowo dokładnie to znaczy) nie dostał jak małpa brzytwy takiej, którą będzie mu się opłacało sprzedać i czmychnąć. Tak jak to się czasem zdarza konwojentom gotówki rekrutowanym jak cała mundurówka z części społeczeństwa, która i tak nic nie posiada – niewiele więc ryzykują.

Biznes wyklucza fantastów

Prowadząc biznes trzeba cały czas zachowywać przytomność i rozróżniać co jest rzeczywistością, a co tylko ktoś chce, komuś się wydaje, albo bardzo by chciał. Rzeczywistość jest materialna. Nie ma innych faktów niż dokonane. Nie można tak jak teoretycy kolektywiści tutaj powoływać się na ocenę zdarzeń, jakie jeszcze nie miały miejsca. Nawet w średniej wielkości firmie, ba nawet w małej jak zapytacie swojego księgowego od pilnowania rachunków, ile macie środków w dyspozycji to jak jest przytomny to Wam szacunkowo zazwyczaj odpowie, że jakiś ułamek ze stanu konta, albo nawet dopłacić trzeba, jednak stan konta jest zazwyczaj znacznie wyższy. Z tym, że przytomny księgowy od razu Wam przypomni, że jutro ma taką płatność, pojutrze siaką wymagalność, za tydzień to i śmo. I nie będzie mógł ich zrealizować ze środków jakich na koncie nie będzie.

Owszem – macie jakieś zobowiązania klientów wobec Was – ale one jeszcze nie są zrealizowane. To że płatność ma być jutro, za tydzień, za 180 dni, “po kontroli w roku, w którym była kontrola” to nie są jeszcze fakty, to może będą fakty, ale jeśli licząc na to, że te bajki się ziszczą zdecydujecie o innych dyspozycjach środkami to możecie się znaleźć w sytuacji niezdolności do wykonania zobowiązań.

“Oj tam oj tam!” Co to jest dzień czy dwa, tydzień? Miesiąc? Pół roku? Zapłacimy Wam jak dostaniemy zwrot vatu, może za dwa lata a może za dwanaście? Tak powstają zatory płatnicze, ponieważ ludzie kierując się emocjami, chciejstwem liczą, że mogą zaryzykować wykonanie zobowiązań ze środków jakich jeszcze nie mają, a Ci co Wam płacą, to oni są z tej samej bajki – ich też może ponieść fantazja.

Celem prowadzenia rozrachunku abstrakcyjnego (kapitalizmu) jest wykluczanie z obrotu rozwiązań organizacyjnych niezdolnych do wykonania deklarowanych celów. Niezdolnych do zamiany narysowanych słupków w rzeczywistość. I pilnują tego nie tylko kontrahenci – jak się księgowy połapie (a on połapie się pierwszy) że macie lichą płynność to wywnioskuje, że możecie mieć problem z płaceniem jemu – i poszuka sobie spadochronu – w innym biznesie. Jeśli dział techniczny dowie się tego od księgowego, albo szefa działu, że na coś nie ma budżetu – zadzwonią w układach poziomych do kolegów z innych firm i sprawdzą czy to powszechny problem i czy siedzieć i doić, czy też się przenieść do tłustszej krowy. Jeden poślizg z płynnością i struktura firmy – kapitał zaufania w to, że jesteście przytomnym szefem zostanie przeceniony, a jeśli dojdziecie do niezdolności wykonania zobowiązań to Wasze deklaracje są przeceniane w centy za dolara. Wszystkie Wasze deklaracje, ponieważ ludzie nie prowadzą osobnego rozrachunku dla każdego z Waszych uczynków. Jeśli “państwo” strukturalnie nie jest w stanie wykonać jednego zobowiązania – to nie jest w stanie wykonać żadnego, ponieważ gdyby było w stanie przekierować moc z górnictwa na porządek publiczny, czy z leśnictwa na służbę zdrowia to by to zrobiło wcześniej i nie doprowadziło do kryzysu. Z takiej niewydolnej struktury najpierw odejdą ludzie o silnych zdolnościach korelacyjnych, a potem to już jest efekt domina, ponieważ trzeba ich zastąpić ludźmi o słabszych predyspozycjach intelektualnych, emocjonalnych i miernej dyscyplinie.

Mamy obecnie taki kłopot, że z chciejstwa przeróżni fantaści obarczają nas “obowiązkami” realizacji swoich wizji. Kiedyś było to prostsze, ponieważ znajdowali nieprzebrane zasoby demograficzne egzodynamików, co łykali ich bajki jak Reksio szynkę i wdrażali bez pomyślunku o skutkach. Skutkiem jest brak kolejnych egzodynamików w liczbie wystarczającej do zmuszania nieco starszych i nieco mądrzejszych do wysiłku (chceta – to se zróbta), więc próbują brać nas na huki z trybun. Że niby jak na nas nakrzyczą, to my się przejmiemy tym że krzyczą. Następnie za nierealizowanie ich marzeń obarczają innych wysiłkiem i kosztami karania nas. Coraz mniej jest chętnych z zasobami, żeby te chciejstwa realizować, coraz mniejszy jest “prestiż” tych fantastów i przekłada się to wprost na liczby. Czy może Ci wydawać polecenia ktoś, kto zarabia mniej od Ciebie? Nie bez powodu zdaje się mniej zarabia?

Każdy problem zdolności do kierowania strukturą sprowadza się do bardzo prostej kwestii – czy firmą ma kierować siedmioletni egzodynamik czy siedemdziesięcioletni endodynamik. Czyli czy w kasie są skarby, których można użyć, czy też wszystko jest użyte i jeśli nasi kontrahenci okażą się siedmiolatkami to nie możemy za tę zdziecinniałą bandę uzupełnić braków z akumulatora.

Kolektywiści próbują “wzmocnić konsumpcję” (przesunąć dynamikę gromadzenia środków na ujemną) – ich koncepcja polega na tym, że magazyn jest na ciężarówkach podróżujących pomiędzy punktami przetwarzania. tworzą teorię, że grosz musi krążyć aby był użyteczny. Tymczasem to nie pieniądz nam jest potrzebny, a te dobra jakie mamy, a nie jakie sobie obiecujemy mieć; to ze stanu posiadania wynika zdolność do emisji papieru na towar jaki mamy. Firmę należy prowadzić przytomnie, tak aby sprzedawca mógł dostarczyć towar jaki jest, a nie wykręcać się ciągle, że “nie udało się wyprodukować”, ale następnym razem się uda? Ileż rzeczy można sobie naobiecywać wcinając sorgo i mirabelki w szałasie?

Otóż mamy taką nową akcję, która już w momencie publikacji okazała się śmieszna. A to z tego powodu, iż jedyną przyczyną udziału w wyższej hierarchii – w państwie, czyli rejestrowaniem firm, w tym na cele vat była jego pozorna neutralność. Pozór neutralności zapewniano przez szybki zwrot przy eksporcie. Oczywiście mamy na to tyle eksploitów, że w budżecie dziurę wyrwa. Ale szedł za tym impuls płatniczy – więc firmy rejestrowaliśmy. Odkąd ze zwrotami w 2014 zaczęło wychodzić dla MiŚiów słabiej (bo to nie żaden PiS zaczął, bo matematyka nie zależy od władzuchny) to przestaliśmy deklarować obrót, a odkąd PiS zaczął wojować na zniszczenie MiŚiów i przeniesienia ich kadr do zagranicznego korpo (sprzedaż niewolników) to przestaliśmy firmy rejestrować, ponieważ zwrot za dwa lata po kontrolach tak obciąża firmę kontrolami (trzeba urzędasów pilnować jak po firmie łażą), że samodenuncjacja na to gestapo straciła sens. I tak nie idzie za tym nawet pozór neutralności tego podatku – to po prostu marża jaką niby trzeba oddać Kapitanowi Państwo. A skoro to marża to odbiorcom wisi, czy dostaną fakturę czy nie.

Płatność natomiast gotówkowa jeszcze zwalczona nie jest, ale większe firmy też jakoś się muszą rozliczać, więc zaczęły otwierać konta po jakichś “firmach obsługujących rozrachunek” czyli outsourcingować obsługę kont. Konkretnie do banków w Estonii, na Litwie, Singapurze (konta osobiste), Hongkongu – i to wszystko w jednolitym pakiecie. Rozliczenia następują więc pomiędzy firmami (zarejestrowanymi bądź nawet nie) na terytorium EU za pośrednictwem banków, które w EU są tak sobie, średnio, a nawet wcale. Jestem niezmiernie ciekaw jak to Urząd będzie we współpracy z tymi bankami (ciekawe czy wie chociaż z którymi^^) blokował konta firm, które jakkolwiek podpadają chociażby tym, że ich przecież nie ma. Taka usługa kosztuje 500EUR rocznie. W porównaniu do podatków i kosztów przekładania papieru jakie trzeba by rocznie ponosić to bardzo tania i rozsądna propozycja.

Koncepcją opodatkowania braku poziomu złożoności pod kontrolą (czyli łańcucha małych firm) jest podatek obrotowy, korpo dysponując całością łańcucha naliczy go raz dokonując nieznanej liczby operacji między piętrami. MiŚie zapłacą go przy każdym przekazaniu wsadu do dalszej obróbki o ile nie stworzą nad tym czapy (trójkąta księgowego), który to tak pięknie rozpisze, że scali cały łańcuch podatkowo w pętli na jednym podmiocie.

Dorośli ludzie o umysłowości dzieci nie mogą nam narzucać swoich fantazji jako rzeczywistości. Ponieważ nie mają czym. I nic od nich nie zależy. Ponieważ nie mają nam do zaoferowania tyle, na ile sami wyceniamy nasze marne firemki, które dają nam liche zwroty, ale władzuchna nie ma dla nas zwrotów żadnych. Pozostaje ich lekceważyć. Pozwalają nam na to liczby – wzrost gospodarczy państw eurokołchozu jest na poziomie oscylującym wokół zera. Nie ma jakiejkolwiek MiŚ firmy o tak niskiej efektywności uzyskiwania zwrotów z kapitału. Jak my się sami nie przymusimy naszą efektywnością to Kapitan Państwo żadnej własnej nie ma, aby się nad nami pastwić.