Die Endlösung

Ten popularny dawniej u naszych zachodnich sąsiadów termin oznacza dosłownie “ostateczne rozwiązanie” a stosowany był w czasach, w których importowany z Austrii kanclerz Rzeszy postanowił ostatecznie pozbyć się Żydów z terenów własnych wpływów. Skończyło się na poprawianiu granic, zlikwidowaniu wielorasowości drugiej Rzeczypospolitej i reszty krajów, do których dotarł Wehrmacht oraz powstaniu państwa Izrael w ramach odszkodowania za holokaust. Niby że każdemu narodowi jego własne narodowe piekiełko. Mądre to, ale tak do końca to znowuż też nie za bardzo przemyślane.

Nie da się trwale zabrać Arabom ich ziemi twierdząc, że Jahwe jest ważniejszy od Allacha. Obydwaj bowiem są konkurentami i o dziwo sami ze sobą nie walczą, zadowalając się wojnami, które prowadzą w ich imieniu ich wyznawcy. Bluźnierczo można stwierdzić, że gdyby kolejność na Olimpie była ważna, to bogowie sami wzięliby się za łby i ustalili ją między sobą. Skoro bogom najwyraźniej wystarczą wojny prowadzone przez ich wiernych, to kwestia kolejności w Panteonie dla bogów najwyraźniej znaczenia nie ma, w przeciwieństwie do ich wyznawców. No jasne, nikt rozsądny przecież nie będzie się modlił do pucybuta.

Efektem tego oraz efektem dwóch wojen światowych powstały w Europie mniej lub bardziej stabilne jednorasowe i przeważnie mononarodowe państwa, które splątane wzajemnymi interesami odpuściły sobie chwilowo wojowanie ze sobą. Pod amerykańskim płaszczykiem atomowym rozumie się, z tak jakoś swojsko wyglądającymi Amerykanami kontrolującymi europejski system bankowy, z odpowiednią opłatą za ochronę, jak na każdą normalną mafię przystało.

Ale problem z sąsiadami pozostał. Tym razem nie na poziomie wsi, w której karczma żyda stała zawsze na uboczu, lecz na poziomie państw, które to przejęły sąsiedzkie stosunki z dobrodziejstwem inwentarza. Stosunki z sąsiadami popsuć łatwo a naprawić trudno, więc dużo małych problemów z poziomu wielonarodowej wsi zostało po ostatniej wojnie scentralizowane do postaci małej liczby, ale za to dużych problemów na poziomie państw, co czyni zarządzanie problemami dla zarządzających tym cyrkiem zadaniem łatwiejszym.

Łatwiej też już zresztą było. Katalonia szarpie się na smyczy a Baskowie, Padańczycy Ślązacy, Bawarczycy czy Flandowie uważnie się sytuacji przyglądają.

Ten tekst traktuje o naszych zachodnich sąsiadach i bynajmniej nie mam na myśli Francuzów. Po drodze do Paryżewa, pomiędzy zachodnim brzegiem Odry i Linią Maginota znajdują się kiedyś żyzne i kiedyś bogate w minerały ziemie porośnięte kiedyś gęstymi mieszanymi lasami. Las jest naturalnym sprzymierzeńcem partyzanta, to znaczy oczywiście terrorysty oczyma okupanta patrząc. Na szczęście sto lat uprawy lasów w Niemczech spowodowało powstanie monokultur, a te monokultury napędzane nauką padają teraz powierzchnią całych powiatów pod uderzeniami kolejnych fal robali i rzadziej orkanów. Las zatem nie jest już sprzymierzeńcem Teutona, on sam go sobie zniszczył. Dawniej Teutona w lesie bali się nawet Rzymianie. Skoro las nie jest już problemem, to i Teuton problemem nie jest, bo nie będzie miał dokąd uciec, gdzie się zregenerować, sformować i skąd nacierać na nowo.

Jako naród Niemcy nie istnieją. Wystarczy postawić obok siebie wschodniego Fryzyjczyka, Saksończyka i Bawarczyka. Nie dość, że nie będą mogli się ze sobą porozumieć w warstwie wspólnego protokołu komunikacyjnego (poza wielkimi miastami mało kto potrafi mówić literackim niemieckim), to jeszcze okaże się, że używają oni różnych systemów wartości. Zarówno w Saksonii jak i w Bawarii mieszkańcy nie uważają się za Niemców, lecz odpowiednio za Saksończyków i Bawarczyków. Bynajmniej nie jest to efekt Bundesligi, lecz wielu setek minionych lat, w trakcie których królestwa, księstwa i hrabstwa niemieckie istniały czasami bardziej a czasami mniej niezależnie obok siebie.

Integracja odbyła się za Bismarcka i wyglądała tak, że kto się do Rzeszy nie przyłączył dobrowolnie, ten został przyłączony, chyba że zdążył schronić się pod skrzydła niemieckojęzycznej konkrecji z Wiednia albo wybłagał przyjęcie do konfederacji Helwetów.

Sama zaś integracja Niemiec nie do końca została narzucona siłą: była ona efektem rozwoju gospodarki koncentrującej się w dwóch zagłębiach węglowych: nad Renem i na Śląsku. Zjednoczone Niemcy zatem są dzieckiem dwóch okręgów przemysłowych, z których kontrolę nad jednym utracili (na pewno?) a drugie wyeksploatowali.

Lasy zniszczyli sobie sami, minerały w zagłębiu Ruhry się im skończyły, kontrolę nad Śląskiem utracili (czy aby na pewno to inna sprawa, o kontroli kolonii pod nazwą III RP dyskutujemy tu od dawna).

Niemieckość pozostaje zatem pojęciem w formach kultury, ziemi, krwi, systemu i infrastruktury.

Kultura: w rzeczy samej, kiedyś nie bez zazdrości nazywano te rejony państwem “myślicieli i poetów”. Ale to minęło. Ostatnim przejawem niemieckiego geniuszu było stworzenie formatu mp3. Od tej pory niewiele się dzieje. Kultura wymaga wolnego czasu, pełnego brzucha i finezji, ta zaś wymaga geniuszu. A geniuszy wcięło, bo – o czym się głośno nie mówi – kto ma łeb na karku ten z Niemiec wieje, zupełnie jak w latach 30 ubiegłego wieku. Szwajcarzy mają już na ten przykład Niemców dość. A z drugiej strony są od ich umiejętności uzależnieni. Wielu łebskich Niemców wieje do USA, jeszcze więcej do Kanady (która jest jak USA, tyle że pozbawiona jest wad USA), powoli niektórzy zaczynają rozglądać się po Azji. A na miejscu w Niemczech specjalistów brakuje i to dramatycznie.

Słowo o ziemi: niemieckie ziemie są zniszczone intensywnym rolnictwem. Ilość chemii używana na niemieckich polach powoduje, że coraz trudniej znaleźć w Niemczech słodką wodę nadającą się do wtłoczenia jej do kranów. Coraz więcej coraz bardziej kosztownych instalacji jest potrzebnych, aby usunąć z wód gruntowych resztki gnojówki, azotanów, fosforu, potasu i tak dalej.

Krew: krew Teutona w sumie nie różni się dzisiaj specjalnie od innej krwi. A jednak Teutonom udało się zachować zespół cech pomocnych w przeżyciu we wrogim środowisku: módl się i pracuj, oszczędzaj, biją to oddaj, w kupie raźniej, no i oczywiście “mocniejszy ma zawsze rację”. Szczepy Teutonów zatem są zagrożeniem dla sąsiadów ze względu na zespół cech Teutona wymienionych powyżej, ale dopiero kiedy znajdzie się wśród Teutonów samiec alfa potrafiący resztę wziąć pod but, wyznaczyć cel i rozdać karabiny. No i pod warunkiem, że energia Teutonów nie jest marnowana na wewnętrzne spory.

Taka soczewka, która skupi i przeniesie energię Teutonów z samych siebie na Lebensraum albo cokolwiek innego, czego Teuton pożąda, a co można za granicą znaleźć czasami może nieźle w Europie namieszać. Wtedy drżyjcie sąsiedzi.

Niestety (niestety dla nas) jednym z sąsiadów Teutonów są Lachy. Teutoni bili Lachów w przeszłości nie dlatego, że coś do nich specjalnie mieli, tylko dlatego że najechać Lachów było taniej niż najechać Francuzów, Helwetów czy nawet Duńczyków. ROI był lepszy: gorsza obrona, zasobniejsze spichlerze, ładniejsze dziewoje, lepsza gorzałka. Lachy zamieszkują bogaty kraj polami a nie lasami poznaczony. Lachy po melodii duszy oceniając to anarchiści, którzy zamiast łapać za widły cieszą się kiedy sąsiadowi obcy oborę spali a córki zbrzuchaci.

Co do systemu: okupanci doświadczeni dwoma wojnami światowymi założyli na Niemcy nowy kaganiec: ustrój federalny. Zamiast mieczem prostować losy kontynentu, niech Niemcy lepiej kłócą się o pierdoły między sobą. Dziś te hamulce powoli tracą na znaczeniu, bo władza okupantów słabnie. Dodatkowo Niemcom umożliwiono ekspansję ekonomiczną, bo to się okupantom opłacało. Ta ekspansja już w latach 60 ubiegłego wieku doprowadziła do zalewu kraju gastarbeiterami, bo gospodarka rosła szybciej niż populacja przetrzebiona ostatnią nieudaną wyprawą na wschód. Mało emerytów (całe pokolenie pozostało pod Stalingradem, na łuku Kurskim, padło w obronie Berlina), czyli małe wydatki na ZUS, olanie długów III Rzeszy, małe wydatki na armię i już mamy receptę na gospodarczy cud. Dodruku waluty, kiedy Niemcy mieli jeszcze swoją walutę, specjalnie nie było, bo wspomnienia hiperinflacji z Republiki Weimarskiej i przymusowego obciążania hipotek zobowiązaniami podatkowymi były jeszcze zbyt żywe, więc efektem tego marka była stabilna. Była, podkreślam. Czas przeszły dokonany.

Teraz kanclerzyca podejmuje w imieniu Niemiec międzynarodowe zobowiązania finansowe, które przekraczają poziom pełnomocnictw na zajmowanym przez nią stanowisku. Nie chodzi o to, że żadna prokuratura (podległa w RFN PISim wzorem federalnemu ministrowi sprawiedliwości) nie ośmieli postawić jej zarzutów. Chodzi o to, że ona się za bardzo wychyla, nakładając na Niemcy ryzyko, które w razie jego zmaterializowania może wywrócić całe państwo. Bawi się kobieta zapałkami siedząc okrakiem na beczce z kerozyną i wygląda na to, że nawet naklejek na beczce nie przeczytała. Jej inkompetencja jest, niestety dla nas, problemem jej sąsiadów: jak pierdyknie, to oberwiemy rykoszetem, nie ma się co łudzić że nas ominie.

Obecny system jest Niemcom obcy, został im narzucony czołgami, tak samo jak Polakom komunizm.

Infrastruktura & przemysł: podstawą ekspansji gospodarki są niskie podatki, mało przepisów i infrastruktura. Niskie podatki bundesrepubliki brały się z małej liczby emerytów a infrastruktura wyszła Niemcom Zachodnim z wojny prawie niezniszczona. Tak, tak (no przecież widzę, jak wam się oczy szeroko z niedowierzanie otwierają): dzięki ministrowi zbrojeń III Rzeszy Albertowi Speerowi który niszczył, zmieniał i unieważniał rozkazy Führera Niemcy wyszły z wojny z gospodarką nietkniętą w ponad 60%. Co ważniejsze: kluczowe gałęzie przemysłu (ciężki, maszynowy, chemiczny) przetrwały trzy rodzaje ataków na raz w stanie praktycznie nietkniętym: amerykańskie i brytyjskie bombowce do podziemnych fabryk z prezentami nie dotarły, rozkazy ich zniszczenia wydawane wiosną 1945 roku przez Hitlera były systematycznie sabotowane przez Speera, a demontażu przemysłu w zachodniej strefie mało było. Zachodni alianci dokonywali zaboru mienia raczej w formie prototypów i planów niż kompletnych linii produkcyjnych. Tylko Rosjanie rozebrali wszystko co im w łapy wpadło.

Kolejna dygresja: teraz już wiecie, dlaczego Albert Speer po pierwsze proces w Norymberdze w ogóle przeżył, a po drugie dlaczego tak szybko wyszedł po wojnie z więzienia. Oczywiście uniewinnienie Speera wzorem Hjalmara Schachta, ministra finansów III Rzeszy, człowieka, który razem z J.P. Morganem stworzył Bank Rozrachunków Międzynarodowych w Bazylei, nie wchodziło w rachubę, ale 20 lat więzienia za rozkręcenie przemysłu III Rzeszy to w sumie niedużo. Inni ministrowie Rzeszy zapłacili głową.

No, ale wróćmy do infrastruktury jako takiej: im większa kooperacja, im więcej logistyki półproduktów w procesie produkcji tym infrastruktura ważniejsza. Im infrastruktura lepsza, tym kooperacja tańsza. Im kooperacja tańsza, tym jakość wyższa albo cena niższa, a najczęściej to i jedno i drugie.

Niestety, dzisiejsza niemiecka infrastruktura leży i kwiczy. Ciężko w to uwierzyć… aż przejedzie się człowiek autostradą A-81 ze Sztutgartu na północ: każdy wiadukt posiada ograniczenia prędkości, zwężenia i 300 metrowy nakaz minimalnego odstępu dla ciężarówek. Wystarczy wsiąść do pociągu z Monachium do Zurychu: jeden tor, kręta trasa, niezelektryfikowana w dodatku. Cywilizacja na tej trasie kolejowej zaczyna się w Lindau, na austriackiej granicy. Nastawnie pomiędzy Monachium a Lindau sterowane są mechanicznie, stalową linką, z przeciwwagami noszącymi do dziś bardzo niepoprawne politycznie oznaczenia “Deutsche Reichsbahn”. Nawierzchnia autostrady pomiędzy Monachium i Salzburgiem to betonowe płyty wylane za czasów III Rzeszy. Oczywiście są i inne przykłady: jechałem również nowym fragmentem autostrady A-3: miód. Równo jak na pasie startowym (nierówności na pasie startowym 07R/25L lotniska we Frankfurcie są większe). No i co z tego? Z czterech pasów w każdym kierunku trzy zajęte są przez ciężarówki: prawy pas: 80 km/h (Rumun coś tam wiezie w zgodzie z przepisami, na mandaty nie ma), drugi pas od prawej: 83 km/h, Polak zadziorny, spieszy mu się, trzeci pas od prawej: 88 km/h, Teuton TIRem zapindala, BAG go nie ruszy, bo dla swoich większą tolerancję mają. A cała reszta kisi się przy 105 km/h na czwartym pasie od prawej strony licząc. 105 km/h, na lewym pasie czteropasmowej, nowiutkiej autostrady. W jedynym kraju na świecie, w którym nie ma ograniczenia prędkości maksymalnej na autostradach. Czaicie ironię? 105 km/h to była maksymalna (z rezerwą) konstrukcyjna prędkość garbusa policzonego i konstruowanego przez Niemców w latach 30 ubiegego wieku. 90 lat temu!

Jedna jedyna linia kolejowa zapewnia połączenie Rotterdamu z Genuą. Wystarczy, że tunel drążony pod tą linią kolejową w Rastatt się zawali i cały transport towarów na osi północ-południe pomiędzy morzem Śródziemnym i Północnym zanika. Na więcej magistrali kolejowych zorientowanych południkowo Niemiec nie stać, dlatego trzy z czterech pasów autostrady A-3 zajęte są przez ciężarówki: bo w Rastatt się torowisko zapadło i Genua została odcięta od Rotterdamu. Ręce na taką “polnische Wirtschaft” opadają. W Niemczech. Jakoś opozycja o tym w dopiero co zakończonej kampanii wyborczej nie wspominała, pewnie ze wstydu. Gospodarczy motor Europy z całą jedną linią kolejową jego mać.

O stanie technicznym niemieckich szkół nie będę się rozpisywał, bo i tak mi nie uwierzycie. O uniwersytetach, w aulach których miejsc siedzących brakuje nawet po zajęciu schodów p/poż też nie będę pisał. O tym, że w domach starców ktoś, kto nie potrafi się samodzielnie umyć ma prawo do jednego prysznica w tygodniu też pisać nie będę. To też jest infrastruktura, to jest bowiem końcowy etap życia typowego Teutona, któremu polska pielęgniarka “za dziadka wywiezionego na roboty przymusowe” a to pieluchy nie zmieni a to galaretki nie poda, a to pełnego worka przypiętego do cewnika nie zauważy.

Szykując się do Endlösungu wypadałoby poświęcić ustęp albo i dwa Bundeswehrze, było nie było głównemu przeciwnikowi odrodzonych sił zbrojnych Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Otóż: Tiger nie lata w kurzu, bo się zaczyna krztusić. Nowe ciężkie helikoptery kupione marynarce wojennej mają zakaz latania nad słoną wodą, bo rdzewieją. Błędy w konstrukcji poszycia doprowadziły do zmniejszenia o połowę żywotności Eurofightera, do tej pory zresztą nie wolno wnosić na jego pokład broni osobistej. A400M dostarczył co prawda ministerkę obrony na Litwę, ale już jej z powrotem nie dał rady przetransportować (chciała dać baba w kampanii wyborczej czadu zdjęciami z A400M w tle a wyszło jak zwykle). To nie pierwsza usterka w silnikach tego samolotu, zdarzyło się nawet, że mechanicy Luftwaffe wyciągnęli ze skrzydła oklejony fabrycznie worek pełen podkładek i nakrętek i zadali sobie całkiem przytomne pytanie, czy aby akurat tych nakrętek nie brakuje gdzieś tam na śrubkach sterczących wszędzie w samolocie… TransAl nie może już latać pod obstrzałem, bo resurs na maty przeciwodłamkowe minął a nowych nie ma sensu zamawiać, bo przecież A400M wchodzi do służby. G36 strzela dobrze, chyba że się rozgrzeje. Wtedy plastikowe łożysko lufy zaczyna mięknąć, lufa zaczyna tańczyć a nieprzyjaciel zaczyna się śmiać. Z 13 armatohaubic na stanie pewnego samodzielnego oddziału artylerii Bundeswehry cztery znajdują się na chodzie, z tego trzy są w dyspozycji NATO a ostatnia czwarta robi za ruchomy magazyn części i rekrutom nie wolno się nawet zbliżać. Szweje zatem malują trawniki zamiast uczyć się tymi cudeńkami strzelać i jeździć.

Ministerka tego bundesbajzlu to temat na osobny artykuł. Przyszła kobita z ministerstwa pracy i swoją pierwszą decyzją na fotelu Antka rozkazała wyposażyć wszystkie niemieckie koszary w przedszkola. No, przedszkole to w rzeczy samej jest broń o znaczeniu strategicznym. Potem próbowała jakoś nad tym chaosem zapanować, aż w pewnych koszarach odkryto izbę pamięci z pamiątkami z czasów Wehrmachtu a krótko później pewien żołnierz Bundeswehry zarejestrował się w urzędzie d/s imigrantów jako uchodźca polityczny z Syrii (nie mówiąc ani słowa po arabsku), dostał azyl, skombinował giwerę i zaczął planować terrorystyczny atak.

Na co ministerce wreszcie po czterech latach rządzenia tym bajzlem kołnierzyk pękł i ogłosiła w telewizorze, że ona rozpoznaje słabość w strukturach dowodzenia. Jak korpus oficerski to usłyszał, to na szczęście był po służbie, bo inaczej to by chyba babę bagnetami na żyletki pokroił.

Po istocie, która posiada władzę wydawania rozkazów całej umundurowanej i uzbrojonej strukturze hierarchicznej, jaką jest Bundeswehra, nie spodziewałem się tak otwartej samokrytyki a już w ogóle nie w kampanii wyborczej. Bajer polega na tym, że ona do dzisiaj nie zjarzyła, że to była rzadka u polityka, szczera samokrytyka. Módlmy się zatem, żeby Frau Doktor Von Der Leyen pozostała wodzem naczelnym Bundeswehry na kolejne cztery lata.

Jak więc widzicie, planując Niemcom Endlösung można Bundeswehrę w rozważaniach spokojnie pominąć. Szkoda na to naszego czasu i elektronów za które kiedyś zapłacimy własną pylicą. Wybaczcie, celem kompletności wypracowania wypadało jednak o niej wspomnieć.

Podsumowując stan dzisiejszy: System wyssał niemieckie zasoby naturalne, wszczepił w niemieckie DNA geny imigrantów, osłabiając zespół cech typowego Teutona, zatruł ziemię i zniszczył lasy. Co gorsza (dla nas) w Niemczech istnieje potężna góra niespłacalnych długów hipotecznych, która jednocześnie stanowi często podstawę indywidualnego planu emerytalnego oraz jednocześnie figuruje w pozycji “aktywa” w niemieckim systemie bankowym. System regularnie wysysa inteligentnych na miejscu zostawiając spady. Bundeswehra to Witz. Gdzie się nie obrócić, tam ch.., d… i kamieni kupa. W Niemczech, Szanowni Czytelnicy, w Niemczech…

Oto stan lokomotywy gospodarki Unii Europejskiej, kraju z którego pochodzi co czwarte Euro wydawane przez Komitet Centralny Związku Socjalistycznych Republik Europejskich w Brukseli.

Jak na wprowadzenie w temat to całkiem sporo tego wyszło. Zatem: przerwa na kawę, jointa, modlitwę, kibelek czy co kto tam lubi.

Zarysowana na wstępie różnica pomiędzy tym, czym Niemcy są dzisiaj, a tym co im się ciągle na temat własnego kraju wydaje, jest dla sąsiadów Niemiec perspektywicznie patrząc szalenie, śmiertelnie niebezpieczna. Doskonale rozumiem kolegę @3r3, który nawołuje do zniszczenia Niemiec zanim Niemcy po raz kolejny zniszczą nas.

Tylko że… no właśnie.

Naszych jest mniej. Aby podbić Niemców należy dysponować przewagą liczebną bądź technologiczną a najlepiej obydwoma. Albo przynajmniej wolą polityczną dokonania uderzenia wyprzedzającego, wzorem Izraela z wojny sześciodniowej. Tyle że aby taka agresja uszła Polsce na sucho, to trzeba mieć w światowych mediach taką agenturę wpływu jaką ma Izrael. Zachodnie prowincje Germanii nadal okupowane są przez Francuzów, Brytyjczyków i Amerykanów. Czołg to czołg, Abramsa od Leoparda czy Leclerca w ogniu natarcia odróżnić trudno. Jakoś zatem trzeba by było okupantów zachodnich prowincji Germanii przed rozpoczęciem własnego natarcia z ich koszar wykurzyć i do domów pogonić, a sztuka ta nie udała się ani Stalinowi ani Chruszczowowi.

Roztrząsając kwestię ostatecznego rozwiązania kwestii niemieckiej pierwszym pytaniem jest pytanie o cel wojny. Fizyczna eksterminacja najróżniejszych szczepów Teutonów nie wchodzi w rachubę. Za miękkie serce mamy, z organizacją u nas też nie jest różowo. Bo czy ktokolwiek przytomny jest w stanie sobie wyobrazić “Endlösung der Deutschenfrage” poprzez Auschwitz a’rebours? Najpierw musielibyśmy zasiać w sobie nacjonalizm, ale nie taki salonowy a’la PiS, lecz taki gorący, żeby się nam łapy same trzęsły na widok dżalabii. Żeby sam jeden dumny wąsacz herbu dwa piwa z Biedronki ruszał na dziesięciu arabów z nożami, z uśmiechem i “Bogurodzicą” na ustach doskonale wiedząc, że nie przeżyje, i to na trzeźwo nawet. Następnie wypadałoby tą złość w narodzie przekierować na Niemców. Ciężko wykonalne, w końcu nasz naród do dziś uważa niemieckość w jej ogólności za zbiór cech cywilizacji stojącej wyżej od naszej. Potem wypadałoby się zorganizować, podbić na rozgrzewkę kilka sąsiednich państw typu Czechy i Słowacja, aby to u nich postawić nasze obozy zagłady z grubymi kominami. Bo przecież nie będziemy Teutonów zwozić do siebie, u nas tych obozów po ostatniej wojnie jest już dosyć.

Następnym celem wojny jest dostęp do ziemi i tego co w niej jest. Tyle, że na dzisiejszych terenach Niemiec nie ma już nic, co by nas interesowało. Zagłębie Ruhry dziś to muzeum a w halach hut rozpleniły się teatry i inni rzeźbiarze. Po co nam kolejne muzeum? Zagłębie Ruhry jest interesujące z powodu Renu. Kto trzyma rękę na Renie ten trzyma Szwajcarów za jaja. Ale podbijać całe Niemcy tylko po to, żeby doić Szwajcarów na tranzycie benzyny z Rotterdamu do Bazylei to mocno nieprzytomna koncepcja, Teutoni nazywają takie coś “Schnapsidee”, czyli pomysł który może się zrodzić tylko po (przy) wódce.

Ziemia: no bez jaj. To nie ziemia, to trucizna. Za sto lat, może. To samo z lasami: teutońskie lasy będą interesujące, ale dopiero kiedy naturalny stan zadrzewienia, czyli las mieszany powróci do Niemiec. Naukowcy szacują, że potrzeba na to co najmniej stu lat, pod warunkiem, że z niemieckiego lasu się leśniczy już dziś wycofa, a na to się (zarówno u nich jak i u nas) jak na razie nie zanosi.

Przemysł: Cały ten niemiecki osławiony przemysł to wydmuszka. To minione dni chwały, dzisiaj niestety to raczej Ahmed po Volksschule, przepchnięty kolanem przez wieczorowe TU (Technische Universität gdzieśtamgdzieśtam) z paragrafu “wyrównywanie szans dla dzieci imigrantów”, próbujący na zmianie razem ze Zlatko zrozumieć jak rozkładają się temperatury i gradienty ciśnienia w kolektorze ssącym, jak rozchodzą się drgania powietrza spowodowane klapami i filtrem powietrza i jaki wpływ ma olej turbosprężarki zassany wraz z powietrzem z recyklingu do cylindra na końcówkę wtryskiwacza sterowaną piezoelektrykiem a umieszczoną bezpośrednio w komorze spalania. Ktoś, kto z domu oprócz umiejętności dojenia kozy wyniósł znajomość techniki na poziomie rozłożenia i wyczyszczenia kałacha nie jest w stanie zaprojektować silnika spełniającego normę Euro 6. To nie ten poziom rozwoju i nie ta rasa. A potem się jeszcze dziwimy, że nowoczesne niemieckie silniki trzymają parametry czystości spalin, ale tylko na hamowni stanowiska homologacyjnego…

Znam niemiecką dokumentację techniczną. Jest wspaniała. Pod warunkiem, że została stworzona przez człowieka operującego językiem niemieckim od kołyski. “Einzelabfertigungsanlage”, “temperaturgesteuerte Mischvorrichtung” czy “variable Nockenvellensteuerung” to są jednoznaczne nazwy, dokładnie opisujące funkcje procesów, urządzeń, miejsc i części. A teraz wyobraźcie sobie, że Zlatko próbuje wyjaśnić Ahmedowi “zulässige Fertigungstoleranzen” ślęcząc nad “Eksposionszeichnung”, podczas kiedy ich znajomość języka wyniesiona z osiedla dla imigrantów sprowadza się do pojęć typu “ey, dasz is krass, ey”.

Przyznaję, powyższego akapitu nie jestem w stanie napisać raz jeszcze, poprawnie i po polsku. Mimo to spróbuję, wybaczcie jeśli od czytania rozbolą was zęby: … “miejsce odprawy pojedynczej”, “temperaturowo sterowana mieszalnia” czy “zmienne sterowanie wałkiem rozrządu” to są jednoznaczne nazwy, dokładnie opisujące funkcje procesów, urządzeń, miejsc i części. A teraz wyobraźcie sobie, że Zlatko próbuje wyjaśnić Ahmedowi “dopuszczalne tolerancje” posługując się “perspektywicznym schematem przestrzennym”, podczas kiedy ich znajomość języka wyniesiona z osiedla dla imigrantów ogranicza się do pojęć typu “k…, to jest zajebiste, k….”.

Niemcy są w czarnej d. i powoli zaczynają sobie zdawać z tego sprawę. A my – ich sąsiedzi – powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że oni zaczynają zdawać sobie z tego sprawę. Zaczynają się powoli orientować, że różowo to u nich już było. AfD, partia antyimigrancka, antysystemowa i tak dalej nie bez powodu z zera nagle stała się trzecią siłą polityczną Bundestagu.

Co to dla nas oznacza? Ano że kiedyś Teutoni znowu się zorganizują i znowu ruszą wzorem przodków na wschód – jak ich przyciśnie albo jak się obudzą, co w sumie na jedno wychodzi. Na Francuzów wtedy raczej nie ruszą, bo koszty najechania na Paryski Kalifat będą zbyt duże. Białych to już dzisiaj we Francji nie lubią, a jak biały się jeszcze w meczecie po niemiecku odezwie, to od razu dostanie kosą pod żebro. Nie opłaca się. Francja też się już zresztą skończyła, ziemia skażona gorzej niż w Niemczech, a berety miejscowi mają już socjalizmem zryte do kwadratu. Koszty inwazji Państwa Niegdyś Znanego Jako Francja są wysokie a zyski niskie. Nie ma co rabować, mówiąc wprost.

Na południu są góry i uzbrojeni po zęby górale: 8 mln ludzi z tego dwa miliony imigrantów (ruchome tarcze znaczy się) i ponad 2 mln sztuk zarejestrowanej broni palnej, a i to tylko w rękach prywatnych. Co tam za zabawki i ile armia trzyma pochowane w schronach w górach na wypadek “W” to jeden Bundesrat w Bernie wie. Oj, można sobie na Szwajcarach zęby wybić.

Na północy siedzą Duńczycy pilnujący bałtyckich cieśnin. Kontrola cieśnin Bałtyku to dobry cel, ale na wschodzie cel jest lepszy, tłustszy, gorzej broniony.

Mamy zatem spokój tak długo, jak długo w Niemczech nie pojawi się następny Führer. Kiedyś pojawić się musi i zapewne pojawi się po upadku Republiki Federalnej, tak jak jego pierwowzór, który pojawił się po upadku Republiki Weimarskiej.

Zniszczyć Teutonów rady nie damy, podbić nie ma po co. Pomysł kolegi @3r3, aby radioaktywnie skazić im ich ziemię jest… no cóż, wiatr u nas wieje przeważnie z zachodu na wschód. Kto sikał pod wiatr wie czym się taki eksperyment kończy. Zamianę Germanii na radioaktywną pustynię lepiej więc sobie we własnym, dobrze pojętym interesie odpuścić.

Ostatecznym rozwiązaniem kwestii niemieckiej jest zatem emigracja całego narodu i to zanim Niemcy zdążą się pozbierać. Emigracja narodu polskiego, paradoksalnie. Tylko że taka emigracja rodzi napięcia pomiędzy Indianami a osadnikami, pomiędzy Palestyńczykami a narodem wybranym, pomiędzy Zulusami i Buurami też.

Wniosek: przeżyje ten, kto będzie wolniej wymierał albo napisze sobie swoją własną Biblię od nowa, wraz ze swoją własną obiecanką własnej ziemi wybranej otrzymaną od swojego własnego boga. Niemcy starzeją się w tempie rekordowym (w roku 2100 Niemcy zamieszkiwać będzie 3 miliony etnicznych Niemców), ale Polacy im prędkością wymierania wcale nie ustępują.

Różnica polega na tym, że w Polsce nikt nie prowadzi jeszcze publicznej dyskusji na temat “kto po nas”, a w Niemczech tematem tym zajmują się już od dawna mądre głowy. Aktualnie planem jest równoważenie wpływów Turków, Jugoli, Polaków, Arabów i NAfri (“Nord Afrikaner”) ze starą miejscową krwią w roli kasty panującej, coś a’la Południowa Afryka, z czasów w których Mandela siedział jeszcze w więzieniu.

W Polsce głupi miejscowi uważają, że samo się to jakoś ułoży ograniczając się do grupki Greków, potem Wietnamczyków, następnie Czeczenów a ostatnio Ukraińców. Czeczeni w Polsce to ciekawe zjawisko: imho odegrają tutaj kiedyś taką rolę jak Włosi z ich rodzinnymi organizacjami biznesowymi w USA, trzeba tylko i u nas prohibicję albo inny debilizm na jakiś czas wprowadzić.

Endlösungu jeśli o Niemców chodzi w naszym upragnionym rozumieniu tego słowa nie będzie. Będziemy się nawzajem jak na dobrych sąsiadów przystało okładać laskami siedząc obok siebie, każdy we własnym wózku inwalidzkim oczywiście, aż wpadnie do nas leśniczy i po rytualnym “Salam Alejkum” pogoni i nas i Niemców z lasów, które ciągle jeszcze uznajemy za swoje.

Bo las, nawet las monokultury sosny, to i tak o niebo więcej niż ma do zaoferowania Sahara czy pękające od skwaru skały Afganistanu. I tutaj ministrowi Szyszce należą się wyrazy szacunku: strategia wyciętej puszczy to w końcu do cholery jest jakaś strategia, to jakaś wizja. Nawet jeśli niszczenie własnego habitatu jest głupotą: to nasz habitat i mamy prawo go wyciąć. Kiedyś odrośnie albo i nie. Ponieważ jednak nas wtedy już i tak nie będzie (a przynajmniej nie będzie nas tu na miejscu), to mniej zaboli. To takie typowo polskie: sam nie przeżrę a następcy nie zostawię. Nie będzie Mohammed sobie z polskich dębów alkowy do haremu strugał!

A co do nas: mamy przesrane, czujemy to przez skórę, ale najwyraźniej nie jesteśmy w stanie własnego losu zmienić. No to wypadałoby wzorem tow. Rakowskiego jeszcze ustalić kto sztandar wyprowadza i dokąd. Bo prawdziwych sarmatów poznaje się po tym, jak kończą.

Allach jest wielki.

Post Scriptum. Celem zwiększenia nakładu (klikacze klikać!) postanowiłem dopisać happy end. Opowieść z happy endem sprzedaje się lepiej.

Happy endem w skali europejskiej będzie “bum” na skalę kontynentalną. Nie “boom” tylko “bum”.

Francja jest naszpikowana reaktorami jak ruskie pierogi boczkiem. W Niemczech też tych reaktorów trochę jeszcze stoi. U Czechów też są, w Szwecji również, i na Białorusi, i na Litwie, i na Ukrainie i nawet w Obwodzie Kaliningradzkim, tym bękarcie procesu przesuwania granic po ostatniej rozpierdusze reaktory stoją.

W Polsce może też kiedyś będą (pożyjemy zobaczymy, jak mawia mistrz Zen). Te kierunki są dla nas istotne, bo one są z paragrafu “wiatr stamtąd wieje”.

Jedyne co chroni nas przed jądrowymi fajerwerkami już dzisiaj, to stałe dostarczanie do tych reaktorów energii elektrycznej celem utrzymania w nich wymuszonego pompami obiegu w układach chłodzenia. Nie ma znaczenia, czy reaktor efektywnie energię produkuje, czy nie. On ją zawsze w postaci ciepła wytwarza i zawsze część na własne chłodzenie zużywa. Zawsze. Tak długo, aż zostanie rozebrany, ale to nie o to chodzi. Nie ma energii, nie ma chłodzenia. Nie ma chłodzenia jest Czarnobyl. Chodzi zatem o Czarnobyl.

Dlatego dla naszych następców na tym kontynencie mamy niespodziankę: przyjdą na gotowe, nas pozabijają i zjedzą, naszymi oszczędnościami się obwieszą, nasze zwłoki do rzek powrzucają albo psom rzucą, naszą ziemię gospodarskim okiem obejmą. Nie zdążą się jeszcze swoim nowym Lebensraumem nacieszyć, nie zdążą go jeszcze pomiędzy siebie podzielić a już na horyzoncie zaczną pojawiać się grzybki. Skóra zacznie naszych następców swędzieć, włosy zaczną wypadać, wzrok zaczną tracić…

To my, to nasze dziedzictwo. Który Ali wpadnie na to, żeby prąd do starej odłączonej elektrowni wysyłać? Który Mohammed wyważy i wypośrodkuje wirniki turbin? Kto pospawa dziury w pierwotnym (zamkniętym, skażonym radioaktywnie) obiegu chłodzenia reaktora i to pracując zdalnie? Ilu operatorów takich robotów szkoli się rocznie w Damaszku? Wiecie, że pięciotonowy, dwunastometrowy wirnik generatora napędzany parą wodną obraca się z prędkością 100k RPM? [40-120k rpm – przyp. @rednacz]. A wiecie, że montowany jest w obudowie z dokładnością do dwóch tysięcznych milimetra? [powiedzmy, na dwie dziesiąte to tam można dać wiarę, przy montażu gripena całość jest składana z taką dokładnością – po długości wychodzi jakieś ćwierć milimetra dokładności – przyp. @rednacz]. A wiecie co on jest w stanie zrobić, jeśli oś jego obrotu będzie oddalona od środka jego masy o więcej niż pięć setnych milimetra? [dotrze się,  po prostu łożyska częściej trzeba wymieniać jak wychodzi mało dokładnie;  ale zdarza się takim ustrojstwom, balanserom, obrabiarkom, czasem wypaść i tak pofrunąć po hali, czasem pociąg spadnie spod sufitu, czasem tam gdzie się robi pociągi to spada co innego i gąsienicami w kreta się chce bawić, na szczęście fundament stalowy dwa metry w głąb wpuszczony – przyp. @rednacz].

Nie wiecie? Takie ustrojstwo wyrwane z fundamentu frunie sobie przez halę elektrowni, mieląc po drodze ludzi, ściany, lokomotywy, mieląc dokładnie całą materię która stanie takiemu wirnikowi na drodze. Trwa to całkiem długo, zanim taki wirnik się gdzieś za sąsiednim miasteczkiem uspokoi. 100k obrotów na minutę to całkiem solidna prędkość, pięć wirujących ton daje całkiem solidny moment obrotowy. Potencjał zrobienia sobie ‘ała’ jest całkiem spory.

Endlösung w kwestii sąsiedzkich stosunków pomiędzy Teutonami i Lachami wyglądać zatem może tak, że wzajemnie będziemy się kąsać po kostkach powoli sobie biologicznie wymierając. Bo ani jedni drugich ani drudzy pierwszych do końca wyrżnąć rady nie dadzą, różnica potencjałów jest zbyt mała.

I dobrze jest tak jak jest, to nasz płot i nasze sztachety. Ale jak nas obcy z naszej Europy pogonią, to nasz “dead man switch” uczyni ją pustynią pykającą sobie regularnie w odczytach czujników Geigera.

Bo może i osranym, ale to naszym osranym do wierzchu być musi. Dlatego jest to happy end: albo my (wraz z nielubianymi sąsiadami),
albo “żeby nic nie było”, tak jak naucza Kononowicz.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • gruby

    Aktualizacja artykułu:

    W piątek, 13 października 2017 Luftwaffe uziemiła całą swoją flotę wielozadaniowych śmigłowców typu NH-90 do odwołania. Żołnierze wgrali niedziałającą (jak się później okazało) aktualizację oprogramowania do systemów pilnujących stanu technicznego oraz zarządzającego zamawianiem części zamiennych i od tej pory nie wiedzą który śmigłowiec jest zdolny do lotu. Najwyraźniej nie zrobili też backupu danych przed aktualizacją systemu.

    • 3r3

      Gdyby śmigłowiec miał właściciela to właściciel by wiedział czy jest zdolny do lotu bez jakiegoś durnego systemu kwitologii, wszak od tego zależałoby jego życie.
      Wyobrażacie sobie żeby porządny Niemiec z zakonu NMP nie wiedział czy ma zdrowego rumaka?

      • gruby

        Śmigłowiec składa się z większej ilości części niż rumak. Zakonni wyruszali na wyprawy wiodąc za swoim podstawowym rumakiem czasami nawet kilka zapasowych na zmianę. Helikoptery tego jeszcze nie potrafią, nie da się ich powiązać sznurkiem i pociągnąć całą karawanę sterując pierwszym w kolumnie. Ale masz rację, że chory to system w którym pilot nie jest przypisany do konkretnej maszyny.

        • MaRogi

          Śmigłowce już budujemy, koni jeszcze nie… komentuje bez złośliwości 🙂

          • 3r3

            Ta, budujemy. W tych zakładach co niby mają robić śmigłowce to mi na razie dorobili części w zeszłym tygodniu tacy są zarobienie. Prywatna inicjatywa kwitnie jak nudy są na zakładzie.

    • Dzik

      @disqus_89vD8NXwE0:disqus napisał: “Najwyraźniej nie zrobili też backupu danych przed aktualizacją systemu.”

      Backupami zajmuję się na co dzień, zarówno dla tych grubszych jak i chudszych ryb. Z codziennej praktyki wychodzi mi, że nieposiadanie aktualnej kopii zapasowej plików i baz danych oraz nieprzejmowanie się tym faktem aż do momentu zes*ania się systemu to absolutna normalka. Błędów, niedociągnięć, niekompetencji na wszystkich szczeblach (klient, tech support, storage, sieć etc.) jest tak niesamowicie wiele, że aż dziw bierze że jakiekolwiek dane udaje się czasem przywrócić. Klient nie ma pojęcia za jaką usługę płaci, pośrednik między nim a technicznymi nie ma jeszcze bardziej pojęcia co sprzedaje, a na nas spada całe to p***lenie. Na szczęście w korpo jak to w komunie, wszystko niczyje i odpowiedzialność także. Nawet jak pewnego razu przez jeden dzień kilkaset salonów VW w DE i Francji nie mogło prowadzić sprzedaży bo im się bazy danych i aplikacje do fakturowania wysypały i nie było komu przywrócić backupu przez naście godzin.

      P.S. Świetny tekst. Czytałem z przyjemnością.

      • Medyk Helwecki

        a zauwazyliscie burdel w specyfikacjach serwerowych nawet u takich producentow jak HPE?
        kupilem pol roku temu Prolianta ML350 gen 9 Tower. Wedlug specyfikacji mozesz sobie kupic Disk Cage 3.5 cala, ktora jest mompatybilna – sek w tym ze nie jest. Jest kompatybilna z wersjami Rack. O tym sam support HPE nie wie i dowiaduje sie od takich jak ja. Podobnie jak dyski SAS 2.0 od Seagate – wszystkie wylistowane jako kompatybilne – sa kompatybilne ale tylko wtedy, kiedy maja odpowiednie firmware, nie nowsze niz z listopada 2016.

        To co sie obecnie dzieje to paranoja. A wlasnie – czy Dell jest lepszy czy to jeszcze wieksza kpina ?
        Bo o Lenovo ze to samobojstwo to slyszalem

        • madbrain

          Ze tak sie skromnie zapytam po co Panu lekarzowi serwer za 4k£?
          Zamierza Pan swiadczyc uslugi hostingu systemu dla ubezpieczalni z calego kantonu?
          A wracajac do rzeczywistosci kompletowanie zabawek elektronicznych z najdrozszych gazdetow to jak wsadzanie do samochodu silniku od lokomotywy i ukladu paliwowego od ruskiego lotniskowca kazde w sobie moze byc najlepsze wsrod siebei ale nie chodzi nam o popisywanie sie tylko o to zeby to jezdzilo szybko. A jesli do tego chcemy zeby jeszcze dalo rade skrecac to musimy to odchudzic.. ze sie tak w skrocie wyraze..
          A odwolujac sie do starozytnych wartosci “nec hercules contra plures” 5x mniPCetow chinskich “brandow” z i7 do tego z pasywnym chlodzeniem bedzie 3x bardziej wydajne i bedzie kosztowac 1/3 tego co jakis HPek 9gen ktory z jednym systemem sie zapcha a z kilkoma virtulanymi maszynami sie ze swej virtualnosci zejsra..

          • gruby

            Potrzebował człowiek to sobie wziął i sobie kupił. Może fabrykę stawia, może będzie wybuchy symulował a może zaledwie wentylatorkami się chłodził. Jak zechce to się z nami wynikami podzieli. Wystarczy poczekać.

            A propos sprzętu: malina numer trzy wymiata. Stosunek ceny do mocy obliczeniowej jest niesamowity, niech się wszystkie CISCe schowają.

            • Medyk Helwecki

              A to nie jest tak, ze Raspberry zrobili ludzie, ktorzy wiedzieli co chca i do czego to ma byc?

              Bo wiele rzeczy jest robionych dla specyfikacji. Swoja droga Proliant ML350 Gen9 wyje jak 10 odkurzaczy przemyslowych Karcher wlaczonych jednoczesnie, a wszystko jest brandowane. Dyski sa Seagate, ale nie wlozysz dyskow Fujitsu czy IBM – mimo SAS zgodnego nie ma wykrycia. Albo producenta brandsowane albo zadne

            • Eltor

              Bawiłeś się owocem? Tak pytam, bo w kwestii potencjalnych zastosowań, to mi większość zaczyna opowiadać o automatyce domowej, a to można zrobić na prostych Atmelach po kilka złotych i Raspberry jest tu ewidentnie za mocne na tak proste zastosowania. Więc w sumie do czego toto? (Edukacja dzieci w biednych krajach do mnie nie trafia :P)

          • Medyk Helwecki

            Bo takie rzczy wymagal ode mnie Vitomed. Ja im powiedzialem ze wolalbym na zwyklym Core i7 na sockecie 2011 v3 albo nawet innym postawic -ale firma powiedziala albo taki serwer albo nie wspolpracujemy.

            Wkurzyli sie nieco bo oni server chcieli mi ML350 Gen9 z 4gb ramu zrobic za 15.000 CHF a ja w pc-ostschweiz kupilem tak iserwer za bodajze 2800 CHF, potem popatrzylem w specyfikacje czesci i za jakies 500 CHF dokupilem 16 GB RAMu DDR4 i dzialalo. Dodatkowo kupilem dyski SAS HP i zrobilem sam RAID 5. No oni byli pelni podziwu. Z dyskami 2.5 calowymi SAS 3.0 byly jaja bo mimo HPE Part Number zgodnego nie wykrywal ich w odpowiedniku BIOSU, nawet flashowanie plyty nie pomagalo. Support w Sofii wiedzial mniej ode mnie – w koncu sie udalo – metoda prob i bledow doszedlem ze dyski z nowym firmware nie sa wykrywane ( A przyjechal technik i wymienil disk cage).

            Medyczny soft do praxis to nie pisza ludzie najzdolniejsi. Mialem na RAID 5 to wszystko i chodzilo jak stary XP z 256 ramu.

            • madbrain

              “Medyczny soft do praxis to nie pisza ludzie najzdolniejsi. Mialem na RAID 5 to wszystko i chodzilo jak stary XP z 256 ramu.”

              Soft softem – nikt nie pisze wydajnych systemow od conajmniej 10 lat bo to nie o to chodzi… A fakt ze cos wlono lata na jakims “monster’ze” to zazwyczaj wynika z tego jak to zostalo postawione. A w obecnej rzeczywistosci “virtualnej” gdzie zaden “szanujacy sie specjalista” nie postawi niczego inaczej niz jak maszyna virtualna (wszak DR im tanszy tym lepszy)do tego jeszcze poupycha “system” na jednej VM z baza danych albo nie daj boze podzieli to zeby bylo taniej po licencjach wszak M$ SQL Server na virtualce liczy core’a jak za caly procek a za kazdy “potok” 5k sie nalezy wiec pelne pole do “oszczednosci”..

              Zreszta producenci dyskow co “sie kreca” odkad zdechl SCSI robia zeby bylo taniej nie szybciej bo wiadomo ze kazdy dolar zaoszczedzony to dolar zarobiony a to co sie kreci i tak zdechnie jak SSD bedzie w cenie piasku i miedzi z ktorego sa zrobione..

              Taka ciekawostka kilka lat temu bylem swiadkiem ciekawego sporu w firmie w Albionie. Oldshoolowy manager IT starej daty chcial pokazac mlodemu adminowi zeby sie nie wymadrzal odnosnie ktory nowy dysk do serwera lepiej kupic, bo i tak sa gowno warte i przytargal “z domu” 10 letniego(a moze nawet starszego nie pamietam dokladnie) SCSI i.. chulal ksiazkowo 2x szybciej niz serwerowa funkiel nowka na “ATA”.

              Rozkrecalem kiedys pare takich dyskow SCSI co poszly do “utlizacji” w ramach hobby – precyzja wykonania na oko 5x dokladniejsza, magnesy chyba ze 4 razy wieksze nie mam pojecia ile razy mocniejsze – mozna sobie zmiarzdzyc malego palca miedzy takimi dwoma magnesami jak ktos jest nieostrozny..

            • Medyk Helwecki

              Madrego to milo poczytac. Ja np. kupuje jeszcze dla siebie dyski Hitachi SATA 3 Ultrastary max 6Tb. ale z roku 2011 bo taki dysk wazy nie 580 gramow jak teraz a 1.58 kg bodajze. Nie chce mi sie szukac danych dokladnie, ale jest jednym wielkim blokiem metalu w porownaniu z tym co teraz.

              Mam przed soba jeden dysk Hitachi z 2016 a wiec to jest Western Digital. Ten dysk to HUS726060ALE610 https://www.cnet.com/products/hgst-ultrastar-7k6000-hus726060ale610-hard-drive-6-tb-sata-6gb-s-hus726060ale610/specs/ i ze starym Hitachi to on ma wspolna tylko nazwe – talerze w nim sa zle wywazone i wyje niczym startujacy Mig29 Fulcrum.

              Klikac ponizej link prosze, to jest cos wiecej,

              IMG_0067.JPG

              Ale to dlatego, ze jak obok niego poloze WD Black 6.0TB WD6002FZWX to one roznia sie naklejka obudowy i troche szlifem szkieletu dysku, kosmetycznie. Ta sama linia montazowa i nawet firmware to samo. Spod ten sam – elektronika.

              Czemu sie dziwic – WD przejal Hitachii HGST dawno temu, odsprzedajac dwie linie produkcyjne serii Deskstar konsumenckiej do Toshiby. Majac dawniej swoje Caviary nie byla im potrzebna, ale Caviar a zwlaszcza modele low endowe Green to sie nadawaly jako obciazenie stosu papiurkow na biurku a nie jako dysk. W efekcie dzisiejsze X300 od Toshiby to dawne Hitachi Deskstar, tyle ze to nie sa te same Deskstary co dawniej. Oszczednosci Panie. Zostalo Seagate, ktore troche po przejeciu SpinPointow od Samsunga sie poprawilo, jednak na rynku konsumenckim Barracudy i ich pochodne to szrot i najwiekszemu wrogowi nie zycze., Troche lepsze sa wersje Enterprise SAS i zreszta oprocz HGST tylko Fujitsu tylko Seagate robi dzis dyski serwerowe, kiedys mieli IBM… Na rynku z tego co widze to wiekszosc obecnych dyskow serwerowych SAS 3.0 to klony Seagate – Dla Della produkuja, Dla HPE produkuja, dla Lenovo produkuja. Niszowy jest HGST ze swoimi i nie wiem czy oni nie produkuja dla kogo innego.

              Co mnie strasznie wkurzylo – nie da sie w Disk Cage 2.5 calowy wziac i zamontowac dysku Enterprise 2.5 calowego wlasnie od HGST – ma byc original genuine HPE Part od Seagate. Monopol i nikomu nie przeszkadza. To samo z pamieciami serwerowymi do HPE Proliant ML350 Gen9 – to co oni jako Genuine Part polecaja za powiedzmy 700 CHF czy USD to najtanszy brandowany szrot nawet nie Kingstona, Geila, Mushkina, nawet nie Samsunga. No-Name z takimi czasami latencji, ktorych ja do low enda nie wkladam.

              A juz kuriozum zaliczylem kiedy na kazdej ze stron HPE – no wybaczylbym gdyby to byla linia konsumencka – ale to przeciez wielka korporacja jest i powazni ludzie – kiedy w kazdych poradnikach i manualach pokazywali kompatybilna disk cage ale nie 2.5 calowa HPE 778157-B21ale te : https://www.ebay.com.au/itm/726547-B21-HPE-ML350-Gen9-8LFF-Hot-Plug-Drive-Cage-Kit-New-/281970820826 na dyski 3.5 calowe -i wszystkie lemmingi z Supportu zapewniaja do dzis ze ona jest zgodna ze specyfikacja … Nawet dotarlem w Sofii do glownego inzyniera HPE na Europe i mu mowie a on swoje – Paaanie, na stronie globalnej jest ze to jest zgodne i musi dzialac – a ja mu mowie – nie jest zgodne bo sie tego nie da wlozyc do wersji Tower, to mi pasuje na Racka – powiedzial – pogadamy za dwa dni, ja sobie te czesc zamowie – dzwoni za dwa dni i mowi ze ja mam racje, to pasuje do ML350 Gen9 ale tak jak ja mowie – do wersji Rack a nie Tower a – dla ciekawych – do dzisiaj na kazdej stronie dla klientow HPE czy amerykanskiej czy polskiej – dalej siedzi to z bledem….nikogo to nie ovbchodzi.

              Podejrzewam ze to jak w korpo. On to zglosil, kazdy mial to w dupie – lub byc moze obsluga stron www HPE Corp. jest zlecona mappetom w Bangladeszu i juz wiadomo – 3 lata to potrwa zanim poprawia, choc nie sadze ze poprawia.

    • sjudjak

      Pierwsze słyszę o tym. Jakieś sznurki do informacji źródłowej o NH90?

    • sjudjak

      Zaraz zaraz, w przytoczonym linku nie ma nic o backupach tylko problemie z silnikiem i ewentualnym jego uszkodzeniu – Schleifspuren.
      Poproszę o linka z tym wgrywaniem backupu bo tam o tym nic nie ma.

      • gruby

        Gdyby backup systemu mieli, to po zauważeniu problemu w piątek wgrali by go z powrotem najpóźniej w sobotę i problem zostałby zamieciony pod dywan. A tak mleko wylało się aż do ministerki a co gorsza do prasy nawet.

        Patrząc z innej strony: od pewnego poziomu ważności systemy “produkcyjne” są dublowane albo nawet potrajane. Jak widać na przykładzie Bundeswehry gotowość operacyjna śmigłowców nie jest traktowana przez niemieckie władze jako element systemu obronności państwa na poziomie “produkcyjnym”.
        Tematem komentarza do tej sytuacji: kiedy ministerka obrony jest lekarką i pochodzi z Ministerstwa Płacy, Pracy i spraw socjalnych to nie ma się czego innego po niej spodziewać.

        I bynajmniej nie piję do naszego miejscowego Medyka. Jemu można byłoby w ciemno powierzyć nadzór nad strategicznymi wojskami rakietowymi wraz z naszą swojską wersją programu “Manhattan” i też by sobie poradził. To kwestia jakości materiału ludzkiego a nie wykonywanego chwilowo zawodu.

        • sjudjak

          Ale tam chodzi o uszkodzenia silników od pyłu, a nie jakieś aktualizacji oprogramowania obsługowego, których wgranie spowodowało problemy. Zatem jeszcze raz poproszę o linka w którym potwierdzone są Twoje tezy, bo póki co niczego nie udowodniłeś. Spiegel pisze tylko o problemach z silnikami najpewniej w wyniku pyłu/kurzu/piachu.

        • 3r3

          Ja bym @Medykowi nie powierzył nawet oddziału oszczepników,;to dobroduszny człowiek, nie wydałby rozkazu krzywdzenia ludzi. A czasem trzeba krzywdzić “swoich”.

          • Medyk Helwecki

            Odpowiem ambiwalentnie i schizofrenicznie.
            Ja owszem, nie wydalbym rozkazu, nie pozwolilobymi sumienie, choc w swoim mlodym zyciu wielokrotnie decydowalem -ale np. o zaprzestaniu uporczywej terapii czy np. opiniujac wstepnie papiery do Exitu. Te papiery szly dalej.

            Natomiast fascynuja mnie srodki przenoszenia wlasnie glowic i ICBM. Same uwalnianie glowic z post -boostera, ustawianie ich na trajektorie balistyczna, budowa materialowa aby to przeszlo przez atmosfere i jeszcze moglo manewrowac, zeby byle PAC-3 tego nie rozwalil. To jest inspirujace, mimo iz to bron masowej zaglady…. Gdyby 5% ludzi w big pharmie miala 5% tych zasobow co przeznaczono na te programy bylibysmy gdzie indziej z lecznictwem, jednak swiat jest jaki jest.

            Dlaczego bylbym zaangazowany w takich programach ICBM. Spojrzmy przytomnie. Gdyby nie program Arzamas i RDS-1 chociazby to dawno Jankesi by wyeksportowali demokracje a tak istniala rownowaga. W doktrynie wzajemnego zniszczenia liczyl sie aspekt psychologiczny. Rosjanie blefowali co do ilosci swoich SS-18 Satan, ale wiedzieli ze Peacekeepery maja lepsze CEP niz ich Pioneery i tak dalej.

            Miejsce tej broni jest w silosach i na mobilnych wyrzutniach TEL lub jak projekt Stilleto – w wagonach… Ta< bron powinna byc jak najbardziej zabojcza i doskonala….

            Bowiem – gwarantuje pokoj. Dobrze, ze chinczycy zrobili wschodni wiatr 41 Dong Feng 41 i dobrze, ze Rosjanie maja powoli Sarmata, wychodzacego ze studioum projektowego….

            Bo im wiecej takich letalnych zabawek, tym mniej politykow i jastrzebi lapy swierzbia aby przekrecic kluczyki i nacisnac – launch…

            Chcialbym zyc w swiecie, keidy te letalne zabawki sa tylko i wylacznie na wyrzutniach TEL, w silosach, na paradach. Ale nigdy nie zostana uzyte.

            Gwarancja postepu i doktryna wzajemnego zniszczenia – hamuje psychopatow na stolku politykow

        • gajger

          @medykhelwecki:disqus
          Co sądzisz na temat innowacji US w tej dziedzinie?

          https://thebulletin.org/how-us-nuclear-force-modernization-undermining-strategic-stability-burst-height-compensating-super10578

          Może to zachwiać równowagą strategiczną. Blef czy realna zmiana?
          Ciekawa dyskusja na ten temat:
          https://fas.org/blogs/security/2017/03/super-fuze/

          • Medyk Helwecki

            Mpoim zdaniem to rownowagi strategicznej nie ma. Juz dawno. Bo USA to kolos na glinianych nogach. To co napisal gruby o Bundesrepublik Deutschland GmbH mozna napisac tez o USA.

            Musimy jednak cofnac sie troszeczke stopniowo w historii. Dzis wszyscy krzycza lemmingom, ze Rosjanie maja sobie wojne hybrydowa i w ogole zyl krwiozerczy Iwan napadl wbrew traktatom sasiada. Traktatow Iwan nie przestrzega…

            To dla malorolnych lemmingow z dysmozgowiem. Dlaczego? Bo w tych traktatach napisano rozne rzeczy – Rosjanie zgodzili sie na zjednoczenie DDR z NRD, wszyscy gwarantowali integralnosc terytorialna bla bla bbla. Te gwarancje okazuja sie tyle warte ile papier co je na nim spisano.

            Tyle ze gwarantowano Rosji tez co nieco tam, ale tego sie nie cytuje. To byl formalnie Uklad Poczdamski 2.0 – te same traktaty gwarantowaly brak poszerzania NATO na wschod, brak stacjonowania US Army w dawnym ukladzie warszawskim.

            O tym sie nie mowi a lemmingi majace swoje sweetasne smartfony nie sprawdza tego. Gebbels sie mylil – nie trzeba powtarzac klamst 1000 razy. Ludzie dzis sa zbyt wygodni by szukac prawdy, czytac. Prawdy nie trzeba dzis ukrywac… Pewna epoka minela…

            Wracajac do Jankesow i czemu to kolos na glinianych nogach. Istnienie Iwana bylo wszystkim na reke. Bardzo. Mozna bylo sypac zaprzyjaznionym kolegom kase lopatami i tworzyc takie zabawki jak chociazby B-2 Spirit – ile politykow na tym sie dorobilo…

            A ten B-2 spirit bombardowal ostatnio cele w Syrii. Co Rosjanie tam starymi Foxtrotami lataja… Coz – B-2 Spirit taki dobry, amierikanski… ale nawet natychmiast po osiagnieciu gotowosci operacyjnej nie zbliza sie w okolice ani chinskiej ani rosyjskiej przestrzeni powietrznej. Amerykanie zbyt dobrze w pamieci maja B-2 i ich wycieczke krajoznawcza nad Kapustnyj Jar i Majak… no ale tam ich poczestowano wtedy …

            Dzis wprawdzie duzo sie mowi ze tam sloninka i smierdzace onuce, ale jakos nikt nie ma ochoty sprawdzic co wypichcili pijani w sztok onucarze w zakladach Almaz Antiej.
            O tym ze S-400 to szrot, makieta duzo sie pisze, mowi, lemmingi sie podniecaja – a Rosjanom to nie przeszkadza….

            Tu sa zupelnie inne doktryny. Przemysl zbrojeniowy jankeski – jego produkcja zbrojeniowa to w zasadzie dzialalnosc poboczna. Jego glownym zadaniem bylo ssac pieniadze podatnika na tle antysowieckiej histerii- korpo dostawala od kongresu pieniadze, politycy bakszysz, za marzenia i zludzenia nie zaplacisz Mastercardem ale lepszym srodkiem platniczym – cudzym – pieniedzmi podatnika.

            Zauwazcie co sie ostatnio stalo z jednym z najwyzszych dowodcow, ktory skrytykowal program F35 – nie chcemy tu takich. Gdyby mowil wiecej – okazaloby sie ze zwiekszylo mu sie ryzyko sercowo naczyniowe i ze co prawda wszystkie badania przeszedl doskonale ale nagle mial sudden cardiac death. Arytmia, no zdarza sie,

            O ile programy rosyjskie sa skorumpowane i op tym sie pisze, tak lobby zbrojeniowe w USA ma to w bialych rekawiczkach.

            Efekt – jak rozbierano w ramach demontazu 9 Megatonowe bomby wodorowe to szukali 3 lata ludzi, ktorzy umieli to zrobic. Bo po zimnej wojnie zatrzymali programy w Los Alamos, w Rocky Flats – wszyscy na emerytury …

            W efekcie byly utajnione raporty ze – inzynierowie co mieli to rozbierac mieli grubo powyzej 70 lat. Szef zespolu mial parkinsona, innych nie dalo sie zagonic bo jeden z demencja, ddrugi z Alzheimerem i tak dalej. Ten z Parkinsonem dobieral zespol i szkolono to jak w latach 50tych – rysowal kalambury. No udalo sie…

            Tymczasem Minuteman 3 co sa w silosach w bazie Vanderberg – NSA tlumila wypowiedzi na forach zolniezy stamtad i cenzurowala bo co sie okazuje…

            Ano w latach 70tych to wprowadzano. Przeglady byly na papierze bo papier cierpliwy, niektore Nuki z braku personelu – wyciagano z postboostera, malowano nowa farba, odswiezano tjuningowano i gra. Ci bardziej przytomni zaczeli sie zastanawiac – no bo to tez inzynierowie i fizycy i specjalisci – czy w przypadku konfliktu to w ogole wyleci z silosu a jak wyleci – czy w ogole postbooster uwolni mirvy…

            Dlkatego fajnie byloby zrobic Minuteman IV, sa potrzebne – ale lobby zbrojeniowe tez glodne i biurwa takze.

            Jest tylko jeden maly duzy problem. Po zimnej wojnie rozwalono wszystko bo to drogie bylo i szykowano sie na konflikty asymetryczne z democracy we deliver. Nie ma skad wziac dzis specjalistow bo oni nie rosna na drzewach. Jankesi sa w ciemnej dupie dzis a odtworzenie wszystkiego potrwa latami – a ich nie stac bo ryzyko wpompowania setek miliardow $ w program, ktory okaze sie takim sukcesem jak USS Zumwalt czy F35 jest bardzo wysokie.

            Oni sa w ciemnej dupie a chinskie Dongfengi DF-41 im o tym przypominaja. W obecnej sytuacji Sarmat, nowy pocisk sil rosyjskich moze pozostac w sferze demonstratora technologii, jesli nie w sferze planistycznej. Nie musi osiagac gotowosci operacyjnej.

          • gruby

            Myślę że to próba sprzedania normalnego procesu wymiany starych głowic na nowe jako “ajwaj ale my są teraz boskie”. Co pięć lat zmieniasz laptopa bo wymagania rosną ale to nie powód jeszcze żeby się nowym podniecać. Ładniejszy będzie, cichszy, szybszy i tak dalej. Świat idzie do przodu. Przejście z paliwa ciekłego na paliwo stałe to była prawdziwa innowacja. Przejście z głowic pojedynczych na zawierające wiele ładunków bojowych to też była innowacja.

            A to zwykła wymiana systemu przenoszenia spowodowana jego zestarzeniem się jest. I tak i tak trzeba kupić nowe rakiety, więc przy okazji wstawi się do nich nowy radar, odbiornik GPS, nowe fotele i lepsze wycieraczki. Bo starych już po prostu nie produkują.

      • gruby
        • sjudjak

          Doskonale, TYLKO to jest z 2015 roku, więc poproszę o linka z 13 października 2017, w którym o tym piszą, albo po prostu się z tego wycofaj i nie drążmy tematu. Rypnąć może się każdy i o niczym to nie świadczy. Brnięcie dalej o czymś świadczyć już będzie.

          • gruby

            oj, rację masz. Przepraszam.

            Prostuję zatem :

            W 2015 roku Bundeswehra uziemiła wielozadaniowe śmigłowce NH90 z powodu błędów w systemie zarządzania przeglądami i częściami zamiennymi, w zeszły piątek uziemili je ponownie, tym razem z powodu śladów nadmiernego zużycia odkrytego w jednym z silników. Teraz powyższe stwierdzenia odpowiadają stanowi faktycznemu.

            Ponownie dziękuję za wytknięcie mi tych błędów, bo w końcu to nie onet ani nie gazwyb.
            Wyszło na to że Was nie szanuję, co oczywiście nie jest prawdą.

            • sjudjak

              Gdzie jest ADMIN się pytam? HE!?

              Na czerwono zaznaczyć powyższe, podkreślić, wyjustować, zalać w formalinie i do Paryżewa wysłać.

              Rzadko się zdarza bowiem by ktoś stanął w prawdzie i się po prostu przyznał. Nic wielkiego, omyłka, wszyscyśmy ludzie, ale wielu ma ciężki ból (albo bul jak komu wygodniej) by się wycofać. Znać klasę Autora. Brawo!

            • 3r3

              Prawdy raz zafałszowanej nie przywrócimy nigdy 🙂

      • 3r3

        To co jest w komunikatach prasowych, a co jest w technice to są dwa odległe światy.
        Mnie też tłumaczą żeby nie odpisywać do klienta w kwestii reklamacji że jest głupi bo najpierw podłącza się do obiegu chłodzenie, a potem daje dżule z pieca, a chłodzenie musi być odpowietrzone. Wtedy nic nie wybuchnie.
        Dlatego właśnie nie my piszemy notki do prasy.

  • Slonik

    ale właściwie co niemcy mogliby zyskać najeżdzająć Polskę? i tracąć przy tym połowę ludzi? bo armia nasza do ofensywy się raczej nie nadaje ale przy słabym stanie Bundeswehry szkód raczej narobi poważnych. No i co zyskają? Lebensraum? już ja widzę jak świetnie się żyje w okupowanej po raz kolejny Polsce, pełnej sfrustrowanych ludzi, którzy mają w końcu wszyscy jeden cel i mogą w niego walić z usprawiedliwieniem absolutnym wszystkimi, choćby marnymi środkami. A jak się jeszcze jakiś u nas przytomny trafi, który w ostatniej chwili broń ludowi rozda? Afganistan Europy. I tak, wiem że naród kompletnie z bronią i walką nieobyty. ale stawiam tezę że szybko by się obył, zwłaszcza przy słabej niemieckiej organizacji ziem podbitych. no chyba że znowu postawią na wysyłanie nas w chmurę przez komin. ale na to też czasu i zasobów trzeba. więc myślę że ostatecznie najechanie kraju Polan jest nieopłacalne

    • hes

      @Slonik:” bo armia nasza do ofensywy się raczej nie nadaje …”
      Obecnie nasza (niezwyciężona:) armia do niczego się nie nadaje. Oglądnąłem w publicznej TV jakiś nowy program wojskowy. Przedstawiano jakieś ćwiczenia (manewry?) z obrony przeciwlotniczej. W ćwiczeniach używano zestawów przeciwlotniczych “średniego” zasięgu (zasięg 15 km) zestawów Grom (zasięg 4 km) i baterie dział przeciwlotniczych (bliski zasięg). Te zestawy średniego zasięgu to były całkiem spore rakiety zamontowane na transporterach kołowych. Z tego programu wywnioskowałem, że Polska nie mam ŻADNEJ obrony przeciwlotniczej. Przecież współczesne samoloty czy rakiety manewrujące mogą atakować cele z odległości dziesiątek (czy setek) km. Jedyna nadzieja, że Macierewicz rozpędzi to towarzystwo “leśnych dziadków” i coś zmodernizuje za rozsądne pieniądze. Przypominam, że na niedokończoną korwetę “Gawron” wydano 1.2 mld złotych (bez wyposażenia bojowego). Porównując to z (np.) zakupem przez Maroko 3 gotowych do służby fregat za ~800 mln$ widać, że wojsko polskie służy (nomen omen:) jedynie do robienia przekrętów.

      • Medyk Helwecki

        Systemy opl dalszego zasiegu opieraja sie obecnie na szrocie z lat 60 i 70, zas struktura dowodzenia tak rozmyta ze nawet gdyby cos wlecialo w przestrzen to zanim by sprobowano po dyskusji o odpaleniu rakiety (ktora ze wzgledu na technike nie ma szans trafic) to juz stacje radarowe bylyby w kawalkach.

        Co do systemu Grom. Tajemnica poliszynela jest ze Gruzji dostarczono zestawy Grom – to sa wersje rozwojowe Striely przeciez – dostarczono je wraz z ksiazkami kodow i software. Nieoficjalnie mowi sie ze okolo 7 do 9 zestawow Grom wpadlo w rece GRU, zas ksiazki kodow i firmware takze. Dzisiejsze zestawy Grom nie sa skuteczne przeciwko Su-25 bo po tym jak dokumentacja wpadla w rece GRU to oni wiedzieli co z nia zrobic.

        Nie zgadzam sie ze Armia Polski sie nie nadaje do niczego. Do defilad sie nadaje z tym poradziecki msprzetem i szrotem od Niemcow, oraz nadaje sie do apeli smolenskich.

        A mniej szyderczo – ile % budzetu ministerstwa obrony iodzie na sprawy wojskowych emerytur, rent i mieszkalnictwa ?

        • Piotr34

          Polska armia nie nadaje sie do niczego ale z niemiecka jest jeszcze gorzej-w Afganistanie jak byli to pokazali ZERO umiejetnosci,organizacji i wyszkolenia.Bundeshwera sie nie liczy-w ogole.

      • 3r3

        Przytomne pytanie – czy w ogóle jest potrzebna marynarka i do czego?

        • Medyk Helwecki

          alez oczywiscie ze jest potrzebna. Pislamska Republika ludowa ma ambicje mocarstwowe wiec jakis szrot dieslowski trzeba na kaluze baltycka kupic, to ze w przypadku realnego konfliktu zatopiona zostanie stojac na redzie a kogo to obchodzi?

          Ci, co pare zlotych przytulic chca przytulic musza, Ci, co jesc chca beda mieli wyzerke. A jeszcze mozna tak ze 20 Admiralow powolac no i … ?

    • Eltor

      Odnośnie tego, do czego nadaje się nasza armia. Rozmawiałem niedawno z doktorantem na WAT, na wydziale zajmującym się niby uzbrojeniem. Cywil, wiem, ale jak mi z płomieniem w oczach opowiadał o swoich badaniach dla dobra ludzkości, to mi się słabo zrobiło. To w końcu uczelnia wojskowa do cholery! Tu nie o dobro ludzkości, a o lepsze narzędzia odbierania życia powinni się ścigać.
      W głowie mi zabrzmiało jak śpiewał nieżyjący już Jacek Kaczmarski “żołnierz jest po to, żeby zabijać”. A tu klops. Obawiam się, że taki rozkład mózgów obejmuje również i naszą armię, nie tylko armie zachodu zbrojne w przedszkola.
      Teraz już też wiadomo ile są warte porównania wartości sił zbrojnych na bazie ilości wydawanej waluty. Co z tego, że na zachodzie jest drogo, skoro idzie to na przedszkola, parytety płciowe czy transpłciowych żołnierzy. Jak za jednego HK się płaci równowartość samochodu, to i faktycznie wychodzi drogo, ale życzę powodzenia w konfrontacji z Ruskimi. Zresztą gospodarz coś już na ten temat też wspominał.

      • Medyk Helwecki

        A nie pomyslales ze to jest taka ladna zagrywka PRowa?
        Prof. Zaborowski, specjalista od chorob zakaznych i broni biologicznej mowil – zakazano rozwoju produkcji bla bla bbla nad bronia biologiczna a nie zakazano najwazniejszego – badan.

        Na wykladzie mowil – nawet najglupszy stary trep z wojska wie ze to jest, ten traktat do podtarcia sie.- Bo od badan do produkcji i proliferacji jeden krok. Jesli prowadzimy badania to nie musimy potem na wieluset hektarach prowadzic produkcji, produkcja letalnej broni moze byc prowadzona w laboratorium szpitalnym, dobrze zakonspirowanym na 300m2.

        • Eltor

          Na pewno nie. Nie mam jak tego poprzeć argumentem, bo nie chcę podawać szczegółów. I nie chodzi o to, nad czym pracuje, bo to akurat nic tajnego, tylko lipa straszna by była, gdyby okazało się, że też Zarobmy,se czytuje.
          Więc powiem inaczej: nie jestem kompletnie nikim ważnym, by być obiektem zagrywek i działań PR-owych w rozmowie twarzą w twarz. 🙂

          • Medyk Helwecki

            Mi o co innego chodzi. Projekty militarne sa jak dual use. Mozna prowadzic piekne badania nad ochrona przed chorobami zakaznymi, po to aby… modyfikowac patogeny i czynic je bardziej zjadliwymi. Piekny szyld, cele szczytne, fasada altruistyczna….

            • Eltor

              Ach, w tą stronę Waść wskazujesz. Zastanawiałem się nad tym, owszem. Byłyby to bardzo specyficzne zastosowania, bądź takie, których nie wykoncypowałem (co nie jest mało prawdopodobne).
              Dobra, będę podglądał i zobaczę z czystej małpiej ciekawości za rok czy dwa, czy da się w tym coś więcej wypatrzeć. :]

      • uberbot

        O hamerykańskiej armii wypowiadał się Doug Casey, że to taka sama organizacja biurokratyczna jak poczta.

        • 3r3

          Ale ta poczta sale trzyma “gołębie” pokoju w ruchu a kotły pod parą i pływają jakby wojna była – zawsze.
          Bo dla kompani handlowej zawsze trwa jakaś wojna.

  • Medyk Helwecki

    @disqus_89vD8NXwE0:disqus Ustanie przeplywu w pompach obiegu pierwotnego reaktora ( nawet w Mühlenbergu, co muzeum techniki jest bo reaktor z lat szescdziesiatych jest redundancja 3x projektowa ) powoduje ex definitionem opuszczenie pretow kadmowych do rdzenia i wygaszenie stosu przez absorbcje neutronow i zmniejszenie przekroju czynnego. Dodajmy do tego zatrucioe ksenonowe, co akurat w reaktorach projektowanych w latach 60tych w Westinghouse Electric ma duze znaczenie.

    Akt sabotazu moglby dotyczyc nawet nie turbin, wazacych setki ton – fizyka sie klania i moment bezwladnosci bryly sztywnej… ale zwyklych trafostacji. Suworow juz w latach 90tych napisal ze GRU rozwazalo kiedys atak na przewozona glowice na paradzie publicznie za pomoca RPG-7 – oczywiscie chodzilo o aspekt psychologiczny – podnioslby sie taki cyrk ze zachod musialby sie rozbroic natychmiast. Towarzysze stwierdzli jednak, ze nawet wtedy w Sojuzie zacznie lud pytania zadawac a po co wobec tego tyle fabryk traktorow typu Wotkinski Sawod i tak dalej.

    Moim zdaniem przeceniasz Helwetow. Primo armia szwejow niezdolna do wykonywania zadan operacyjnych, to sa tez pedaly w rurkach i jak im zabraknie fejsbunia i snapczata to beda chcieli od razu sie poddac. Nadzieja sa zwarte nacjonalistyczne oddzialy gorskie broniace przeleczy i zmodyfikowny plan Reduta 2.0. Jednak sam prywatnie znam jednego typa z BND co oficjalnie oficerem lacznikowym jest pomiedzy Bundeswehra a Schweizer Armee, w biurze pracuje, wszedzie wejsc moze, rozpoznanie agenturalne robi. A ilu jestr nielegalow?

    • gruby

      Medyk Helwecki napisał:

      “Ustanie przeplywu w pompach obiegu pierwotnego reaktora ( nawet w
      Mühlenbergu, co muzeum techniki jest bo reaktor z lat szescdziesiatych
      jest redundancja 3x projektowa ) powoduje ex definitionem opuszczenie
      pretow kadmowych do rdzenia i wygaszenie stosu przez absorbcje neutronow
      i zmniejszenie przekroju czynnego.”

      Tak każe teoria. W rzeczywistości czasami pręty sterujące nie zawsze siłą ciążenia “wpadają same” do reaktora. Czasami trzeba im w tym pomóc, to znaczy dostarczyć energii. I tu może być problem kiedy tej energii z zewnątrz zabraknie.

      “Moim zdaniem przeceniasz Helwetow.”

      Możliwe, ale ciągle jeszcze służbę obowiązkową mają, w przeciwieństwie do Niemców.

      • Medyk Helwecki

        Ja nie mowie o pretach sterujacych, moiw o pretach kadmowych lub ceramicznych z borem. W przypadku reaktorow typu RBMK (typ czarnobylski) koncowka preta kadmowego miala stozek grafitowy zeby lepiej wchodzila w rdzen bez oporu a wiec – jak juz bylo ciekawie to jeszcze dalo booster przez chwilke ale reakcja lancuchowa wzrosla wykladniczo i pokrywa pofrunela a potem piroliza wody i wtorne eksplozje…

        Czego nie bierzemy pod uwage to zaawansowanego sabotazu informatycznego. Zauwaz ze dzis w reaktorze jesli ustalby obieg chlodzenia wody w obiegu pierwotnym /( a te pompy co maja wydajnosc w tysiacach metrow szesciennych na sekund ei redundancje 3x) – to drugim systemem zabezpieczen jest wypuszczenie moderatora. Reakcja lancuchowa nie zachodzi bez moderatora bo neutrony termiczne, wolne – potrzebuja czasu do oddzialywan z jadrem. Same neutrony predkie o wiekszych energiach nie maja zdolnosci do rozszczepienia ze wzgledu na czas oddzalywan (dochodza efekty relatywistyczne, zasada nieoznacznosci Heisenberga etc.)

        Gdy nie mozna wsunac pretow kadmowych czy borowych i nam moc reaktora rosnie – to nastepnym krokiem jest usuniecie moderatora – sa zawory w reaktorze, ktore pozwalaja spuscic zupe wszystkiego co tam jest – czyli roztwory wszystkich lantanowcow etc pod reaktor do tego betonowego zbiornika – tam moze sobie to wszystko ostygnac a prety paliwowe – te z dwutlenku uranu, wzbogacone do 2 do 7% U 235 sobie dalej spokojnie w koszulkach niobowo cyrkonowych zostana na miejscu niczym pastylki mentosa.

        Niebezpieczenstwo katastrofy nuklearnej – takiej masowej oceniam wtedy, kiedy albo grupa psychopatow albo sluzby specjalne odetna sterowki reaktora od reaktora, ze nie da sie wsunac pretow moderatora do rdzenia – albo wszystkie systemy beda monitorowac ze te prety sa wsuniete – a dodatkowo zablokuje sie zawory do spuszczenia tlenku dideuteru pod reaktor, zeby wygasic stos. Nie widze tutaj opcji na zrobienie takiego czegos bez glebokiej infiltracji obiektu bo samych zaworow jest bodajze 4 na reaktor (4x minimum bezpieczenstwa) – widze tylko problem w tym -bo one nie sa otwierane mechanicznie tylko maja odrebne wlasne agregaty zasilania. Tu – nikt nie mowi – bo pytalem sie ile sekund trwa wlaczenie agregatow i oproznienie stosu od wydania polecenia i ile trwa autoryzacja procedury oproznienia komory reaktora – jak wiesz caly blok energetyczny po takiej zabawie nie bedzie juz nigdy uzyty. Dochodzi czynnik ludzki.

        W realiach ktore nadchodza trzeba byc czujnym. Jeszcze 10 lat temu gdybysmy rozmawiali na te tematy to zdawaly by sie one science fiction. Dzis – hipotetycznie nie jest mozliwy sabotaz przemyslowy aby robakiem analogiocznym do Stuxnetu wylaczyc sterowki reaktora, oglupic wszystkie czujniki – ktore beda pokazywaly ze prety kadmowe wsuniete i stos ulega wygaszeniu a zawory w przypadku awarii otwarte. To jest na dzis. Ale ciagle idzuiemy do przodu i nigdy nie wiadomo co bedzie jutro.

        A dowodem na to jest chociazby to ze na etapie projektowania chociqazby nowych okretow podwodnych dla Royal Navy uzbrojonych w Tridenty – to tam procedury autoryzacji odpalenia chodzily na starym windows XP a dyscyplina zalog byla taka sobie. No co sie tak patrzy, siedze i bulki sporzedaje przeciez, o co chodzi….

        Gruby, tak poza tym – jestes w korpo. Kiedys juz zadalem to pytanie. Jak ma sie uzbrajanie brytyjskich okretow podwodnych w pociski Trident i glowice amerykanskie w swietle traktatow o nierozprzestrzenianiu broni jadrowej. Pociski Trident robili jankesi. A okrety sa brytyjskie. Nawet kody startowe maja brytyjczycy, Jak to wyglada w swietle traktatow ?

        Dziekuje

        • gruby

          Po pierwsze: Rosjanie przekazali technologię Chińczykom.

          Po drugie: Chińczycy przekazali dokumentację projektowania głowic jądrowych północnym Koreańczykom i włos z głowy Chińczykom za to nie spadł.

          Po trzecie: Amerykanie przekazali pluton oraz technologię Izraelowi i też muzyka gra.

          W świetle traktatów wygląda na to że duży może więcej.

        • 3r3

          W reaktorze z przyczyn produkcyjnych najczęściej majstruje się przy moderacji.
          A grafit też jest moderatorem, nawet jeśli jest tylko na końcu pręta, z tym że podgrzany do 1200 C jest twardy prawie jak diament (używam go w tych temperaturach w próżni).
          A moderować można w obie strony, można zwalniać, można uruchamiać łańcuszki, wszak sam moderator też może być aktywny, przy takiej moderacji dodatniej wytwarza się broń.
          Przy takich ustawieniach nie trzeba tam żadnych wrogich komandosów czy wirusów, tam już wszystko jest przygotowane zgodnie z prawem Murphiego.

    • 3r3

      Głębokość opuszczenia prętów i prędkość z jaką to działa ustawia się moderując reaktor, przy produkcji plutonu trzeba go “nieco” podkręcić i wtedy jak by jednak była awaria to może się zrobić na tyle “ciepło” że nie zdążą (z powodu przemoderowania) zanurzyć się w osłonie. Takie “awarie” miały miejsce w każdym kraju produkującym niuki (albo podejmującym próby), przynajmniej trzy razy doszło do poważnego skażenia. Thrre Mile Island, Czarnobyl, Negev.

      • Medyk Helwecki

        do powielania – bo przeciez reaktor produkujacy 239 Pu ma troche inna konstrukcje to im sie wlasnie grafit o wiele lepeij nadaje bo proces separacji Pu potem jest o wiele prostszy i tanszy z reaktora powielajacego w ktorym moderatorem jest grafit a nie D2O.

        W przypadku RBMK 1000 w czarnobylu to oficjalnie oni testowali wlasnie UPS – ile wytrzyma to wszystko bez zasilania bo jak wiemy zalaczanie wielkich agregatow pradotworczych opartych na dieslu troche trwa, dodatkowo rozpedzenie sie wirnikow pomp obiegu pierwotnego przy calej masie bezwladnosci przekladni – tez trwa. A przemoderowanie reaktora prowadzi go do stanu podkrytycznego – kiedy ze wzgledu na ilosc ksenonu – i zatrucia ksenonowego – jest on bardzo niestabilny. Zrobili stan podkrytyczny – potem chcieli uniknac zatrucia ksenonowego – wyjeli hamulce, polozyli cegle na pedal gazu a potem – coz – w przypadku reaktora RBMK typ 1000 to grafit w warunkach normalnych ma postac ciala stalego, nie dalo go sie usunac w kilka sekund – moc reaktora wzrosla i wzrosla, grafit dostal rozszerzalnosci cieplnej i po tych kilkunastu sekundach wzrostu mocy to w te kanaly reakcyjne nie wbili by pretow kadmowych nawet prasa hydrauliczna – przegrody spuchly – pretow wlozyc sie nie dalo – rdzen zaczal sioe topic, woda zareagowala z goracym cyrkonem i niobem – piroliza wody – stopienie rdzenia – wtorna synteza wody – bum.

        Idee byly sluszne ale przeciez wykonanie sie liczy.

        A w przypadku Szwajcarii – nieoficjalnie dowiedzialem sie ze procedura ewentualnego otwarcia zaworow i wylania moderatora ze srodka reaktora jest 3 osobowa. Trzy osoby musza wlozyc kluczyk do odpalenia systemu otwierajacego zawory oprozniajace reaktor. Ile sekund od uruchomienia procedury zawory sie otwieraja i jak dlugo to trwa to tajemnica.

        Byly robione modele automatyki przemyslowej ale ilosc alarmow falszywych z czujnikow byla tak duza, ze nie szlo tego zrobic bez human factor.

        • 3r3

          Do materiałów medycznych nie trzeba zmieniać konstrukcji, rtęci można użyć. Z grafitu rzeczywiście łatwiej odzyskać metal chociaż strasznie się lepi w takich temperaturach i potem ciężko go wydrzeć bez zmielenia.

          Teraz do Norwegii sprzedali reaktory z kwadratowymi zasobnikami paliwa (dla siebie Rosjanie mają sześciokątne). Tak na wszelki wypadek jak zabawki dla dzieci – kółko, słonik, trójkąt – przez pomyłkę nie załadujesz nawet jak wyślesz nie to co trzeba.

          • Medyk Helwecki

            Rosatom ma ciekawe produkty, oczywiscie najciekawsze dla siebie, na uzytek wlasny maja. O Rosjanach opowiada sie zarty ale – nikt nigdy nie wie co oni tak tam naprawde pichca.
            A nikt o zdrowych zmyslach nie chce poznac CEP Topol-M czy Bulawy czy Rs-24 Yars.

    • PawelW

      Z tym sabotażem trafostacji… to lepiej za dużo po forach nie pisać… to jest cel tak łatwy do osiągnięcia a mający taki impakt, że lepiej żeby się jakieś śniade nie dowiedziały 😉

      • 3r3

        Tutejsze towarzystwo doskonale wie jak zdekomponować infrastrukturę krytyczną obszaru.
        Jeśli zastanawia Cię czemu ACTA nie przeszła, to wystarczyło że na protestach pojawiły się pewne twarze, które za iko odpowiadają i skoro oni zaangażowali się ideologicznie w “nie” no to albo wdraża się stresory A1 na masową skalę i zastępuje działy techniczne o ile jest kim, albo jednak “nie”.

        Za pieniądze różne świństwa można robić, ale zawsze można zapłacić żeby jednak ktoś tego nie robił. Jak w grę wchodzi ideolo czy emocje to dramat – nie ma bata, kij nie działa, marchew nie smakuje.

        • Maksior

          iko? Czyrczu, oswiec mniej bystrych… 🙂

          • PawelW

            infrastruktura krytyczna obszaru 😉 jest w poście

            • Maksior

              Fakt, przeoczylem – skrotowce tworzone ad hoc troche znieksztalcaja mi widac przekaz…

            • 3r3

              To tylko aby unikać powtórzeń te akronimy. W literaturze przedmiotu jest KIK – krytyczna infrastruktura kraju, ale w kontekście taktycznym koledzy opisują, więc obszaru. IKO jest zawarte w KChT (kontrwywiadowcza charakterystyka terenu) i podlega szczególnej ochronie również w zakresie WSO (wojewódzki system ochrony).

              Wiem, anglicyzm te akronimy już w drugim zdaniu, ale tekst trzeba zagęszczać żeby dało się to jakoś czytać, polski jest w tym zakresie paskudny – mamy długie wyrazy.

            • Maksior

              Tu Ci przyznaje racje, najprecyzyjniejszym w miare powszechnym jezykiem jest wedlug mnie niemiecki, ale oni tez maja dla przykladu takie potworki jak “Gleichgewichtsdichtegradientenzentrifugation” albo “Telekommunikationsüberwachungsverordnung”, wiec uszy do gory…! 😉

      • Medyk Helwecki

        Wczoraj siedzialem sobie w Restauracji tak wieczorem z jednym z wysoko postawionych oficerow Policji szwajcarskiej, specjalista od terroryzmu i zdarzen masowych.

        Podzielilem sie spostrzezeniami.Tu chodzi tez o efekt psychologiczny,

        A fanatykow nie powstrzymasz – zadne Panstwo tego nie udzwignie a jak ktos cos chce to to zrobi. Nie da rady upilnowac wszystkiego, ludzie maja swoje slabosci i przyzwyczajenia.

  • uberbot

    Oglądałem film Olivera kamiennego o Putinie i naszły mnie takie przemyślenia. Ten gość się prezentuje milion razy lepiej niż to co się wyprawia w Europie. Wiem, że to świetny aktor, ale on nie daje się przyłapać na jakichś idiotyzmach o tęczach i pierdołach. Widać, że ogarnia dość dobrze sytuację. Mimo że to dalej agent ze świetnym umiejętnościami aktorskimi, powinniśmy jednak zacząć prowadzić dialog z nim, a nie z Makrelą (i bynajmniej nie z USA). Tutaj są sami niepoważni ludzie, którzy nawet tego nie ukrywają. Nasz obszar zainteresowania jest za naszą wschodnią granicą.

    To co opisujesz wygląda komicznie, ale gdy pracowałem dla biura w Monachium, mieliśmy tam Szwedkę, Amerykanina, Rumunkę, Polkę, Austriaczkę… mało było Niemców…

    Ramy czasowe po raz kolejny wydają mi się odległe – myślę, że to kolejne dekady. Tak jak napisałeś 2100r. to już będzie po, ale teraz się zaczyna, i trwać będzie. Natomiast tory kolejowe się nie rozlatują z dnia na dzień. Proces utleniania jednak trwa trochę czasu.

    Nie skreślałbym z listy dań na liście Francji, Niderlandów, Austrii i Czech, jak ostatnio.

  • hes

    @Autor:”Nawet jeśli niszczenie własnego habitatu jest głupotą: to nasz habitat i mamy prawo go wyciąć.”

    Z tym “wycinaniem puszczy” to kulą w płot. Szyszko chce (chciał?) wyciąć w ciągu 10 lat 180 tys. m3 drewna. To “strasznie dużo”. Dużo??? W ostatniej wichurze która przeszła przez Polskę w ciągu kilku godzin zwaliło się (w/g szacunków) ~6 mln m3 drzew. Będzie kupa roboty (cięcie/zwózka/sadzenie) przez następne kilkanaście lat. Widziałem takie lasy na Słowacji po przejściu wichury (lata temu). Te setki ha połamanych drzew, które leżały przez kilka następnych lat bo nie dawali rady ze zwózką. Ta awantura z wycinaniem puszczy to zwykły temat zastępczy (szkoda czasu i atłasu).

    • gruby

      Chodzi o fakt, że człowiek zaczął ingerować w strukturę puszczy. Skończy się tak jak u Niemców, gdzie po jednym orkanie całe wzgórza zostały pozbawione zalesienia bo wszystkie drzewa były jednego rodzaju i były w podobnym wieku (bo to ułatwia życie leśnikom planującym wyrąb).

      • HansKlos

        Niemcy to swoje lasy potracili, bo nie wycinali drzew z kornikiem. Jak się ma monokulturę to albo się rąbie, pryska, albo się nie ma lasów. Teraz Niemcy chcą i nas lasów pozbawić.-)

        • madbrain

          Swieta racja. Nie ma takiego drugiego Europejskiego kraju z rolnictwem (nie licze dzikusow ze Skandynawi) ktory mialby takie bogactwo jak Polska ze swoimi lasami panstwowymi.

          Teutoni nam juz aorali lasy w Wielkopolsce gdzie sa same monokultury – niestety szkolnictwo Bismrackie wycielo u nich jakiekolwiek zdolnosci myslenia analitycznego.

          Podniecanie sie rozwojem echnologi u Teutonow podczas II WS to jakis bezsens – zrobili mala “doline krzemowa” calosc za pieniadze zajumane przed 1928 w USA wlaczajac w to kompleks Auschwitz jedynym problemem w tym dealu bylo ze z racji nieprzewidzianych trudnosci w zarzadzniu projektem czesc zyskow wpadla w rece Josepha..
          Za to udupienie podwladnych niemieckiej krolowej na ziemiach Albionu poszlo jak z platka..

  • Medyk Helwecki

    @disqus_89vD8NXwE0:disqus
    czytelnikow przydaloby sie jeszcze uzupelnienie – przyblizenie osoby Ministra Obrony Bundersepublik Deutschland GmbH. To lekarka, oskarzana o plagiat doktoratu, i gdzie wczesniej pracowala. No bo przeciez moglaby tez byc solistka baletu. Ja wprawdzie glupi konowal jestem ale cos mi sie zdaje ze jej awans na Ministra Obrony to dzialania agenturalne. Byc moze nasz Mischa Iwan Iwanowicz przypomnial TW Erike – widzisz Angie, nie chcialbym byc tak malo szarmanski jak dawniej, gdy w Dreznie rezydowalem i sie nawet znalismy jak bylas no u towarzyzsza Mielke na szkoleniu – ale wiesz my mamy pare materialow no z tego okresu a Ty chcesz te fuche dalej miec, nieprawdaz. Nie zrozum mnie zle, ale oczekujemy ze nasi Genossen nas wspierac beda…

    • gruby

      Z tymi doktoratami w Niemczech to jakaś plaga jest. Bodajże już czterem politykom odebrano doktoraty. Zupełnym przypadkiem wszyscy ci politycy pisali swoje doktoraty na uczelniach, które nie wymagają prawnie wiążącej przysięgi od doktoranta że doktorat spłodził samodzielnie.

      A wiedzieć trzeba, że uczelni niewymagających oświadczeń jest w Niemczech bardzo niewiele. Wiedzieć również trzeba, że takie oświadczenie w razie wykrycia plagiatu staje się powodem do sformułowania zarzutów karnych z paragrafu “krzywoprzysięstwo”.

      Cóż jeszcze … ministerka ma parcie na szkło jak nie przymierzając madame de Ogórek, medialna ulubienica kolegi @3r3 i najwyraźniej ma ambicje zostania następnym kanclerzem RFN.

      Kiedy przed wyborami stołek zaczął ją parzyć kazała prokuraturze wojskowej wszcząć śledztwo przeciwko oficerowi, który w kantynie wśród kolegów się z niej nabijał proponując im “pucz”.

      Wydaje mi się, że rozbierając na elementy pierwsze działalność Urszuli von der Leyen niepotrzebnie poświęcamy jej naszą uwagę. To typowy polityk, jeden z wielu. To produkt systemu. Parlamenty pełne są takich istot. Nas interesuje stan państwa naszych sąsiadów, choć nie da się ukryć że do tego stanu doprowadzili tacy a nie inni ludzie jak na przykład kanclerzyca, von der Leyen, Tiefensee, Schäuble, Gabriel, Steinbruck, von und zu Guttenberg (następny “doktor”) i tak dalej.

      Jesteś pewien, że nadal Ci na tym tytule doktora zależy ? Sama świadomość, że musiałbyś jechać na “ty” do takich istot jak von und zu Guttenberg, von der Leyen czy Schavan właściwie powinna Cię od tego pomysłu odwieść.

      • Medyk Helwecki

        Ale ja musze miec doktorat albo publikacje aby byc koszernym konowalem. Mozesz milion ludzi uleczyc, 1000 serc transplantowac etc itd. – jak nie masz Doktoratu albo publikacji nie bedzie Facharzttitel FMH.

        Nie da sie bez papiurka. Dlatego Ci co maja plecy to pisza o zawartosci bakterii na papierze toaletowym albo o tym jak Ambrozy Pare zamiast rany wrzaca oliwa wypalac olejkiem rozanym dezynfekowal. Wartosc naukowa tego zero. To ma wartosc naukawa – nauk-awy nie nauk-owy. Ale papier przyjmie wszystko, to jak ze zdolnoscia bojowa ludowego wojska pislamskiego dzis. Na papierze wszystko gra a 90% sprzetu nie jezdzi albo paliwo poszlo do… no skolektywizowano…

        • 3r3

          To kup sobie doktorat jakiej uczelni, tyle jest ofert…

          • Medyk Helwecki

            Niew, to musi byc koszerny doktorat tutejszy. A prawda jest taka, ze oni chca poprzez kontrole malego procesu, kluczowego procesu – kontrolowac wszystko. Spokojnie, mamy czas

            • 3r3

              No to po prostu droższy bo koszerny, ale to dalej tylko kwestia ceny.

        • gruby

          Przetłumaczmy Twój problem na język polski:

          – po pierwsze szukasz chętnego który przyjmie Cię na specjalizację, czyli sfinansuje Ci drugie studia trwające pięć lat albo pozwoli Ci napisać u siebie doktorat.

          – po drugie próbujesz wkręcić się do związku zawodowego, który trzyma monopol na dzielenie fruktów płynących z kas chorych.

          No to rzeczywiście gryziesz w kamień. W Polsce nie jest inaczej: o dostępie do specjalizacji też decyduje witamina “Z” i bez specjalizacji też jesteś co najwyżej asystentem.

          • Medyk Helwecki

            To jest troszke bardziej skomplikowane, mi brakuje roku na A-Klinik i doktoratu aby byc specjalista. Doktoratu nikt mi nie daje napisac – bo nie ma w tym interesu. Tu musi byc win win situation.

            Co do roku w A-Klinik – dlaczego ktos mialby mnie tam zatrudnic? Wtedy bylbym blizej do zlapania kroliczka – a przeciez chodzi o to, aby go gonic.

            Patrzac na problem realnie bez emocji – to jest to, co powtarzam wielokrotnie. Trzeba z punktu widzenia tych przy korycie zachowac kontrolenad kluczowym procesem – np. pakowania czy polerowania i to wtedy my decydujemy o produkcje.

            Popatrzmy na swiat realnie . Zaraz bede mial lat 40 – to juz blizej niz dalej – a dalej jestem w dudzie, jestem przegrywem zyciowym i frustratem. A moja konkurencja beda Ci, protegowani co w wieku 26 lat poszli na specjalizacje, i ja skonczyli w wieku 32 lat. A doktorat zrobili na studiach, przed 26 rokiem zycia.

            To bedzie moja konkurencja. Zanim ja uwine sie z doktoratem zakladajac ze za 10 minut zadzwoni telefon i mnie przyjma potrwaja 3 lata. Bedzie 40 na karku. Specjalizacja sponczona jak cud sie stanie – tez 40. No i stajemy do wyscigu z ludzmi majacymi znajomosci uklady a ja mam 8 lat doswiadczenia zawodowego wiecej..

            Gdzie tu sens ? Tu trzeba myslec o czyms innym, bo – das ist 100 razy kein Geszeft. Oni mnie zjedza. Naet nie poczuje kiedy

            • HansKlos

              Nie wiem, po co tam siedzisz. Już ci kiedyś tłumaczono, że we Warszawie tłukł kasę na niemiecko-francuskojęzycznych i przy okazji jak zechcesz, to sobie doktorat zrobisz. jakbyś miał problemy to pisz do mnie i zaraz komuś polecę Waszmość.

              Czy w tej Szwajcarii to jakieś piękniejsze panienki są, albo dzieci Ci tam inaczej płaczą. Babę za łeb i do przodu. Na dodatek możesz sobie spółki kręcić szwajcarskie, polskie, szwedzkie itp.

            • gruby

              Każdy reaguje inaczej. Ze swej strony mogę powiedzieć tyle że Polska to dla mnie stan umysłu i po kilku dniach pobytu zaczynam reagować agresywnie i przestaję się do ludzi uśmiechać.

              Raz na jakiś czas jest to do zniesienia, ale na stałe … lepiej nie.

  • Piotr34

    Zgodze sie z diagnoza stanu rzeczy ale nie z rozwiazaniem.”Niemcy sie zorganizuja”-jedyne co Niemcy moga sobie “zorganizowac” to wiecej Ahmedow co tylko przyspieszy “bum”-u nich a nie u nas.Jak w ogole mozna sie przejmowac wymierajacym narodem-NIGDY tam juz wiecej zadnego Adolfa nie bedzie(ostatnie wybory w Reichu to pokazaly-wszystkie narody Europy sie budza tylko nie oni)-tylko kolejne “Makrele”-coraz glupsze az ostatniej “Ahmed” utnie leb.Emigracja?-aby tym wymierajacym Teutonom przedluzyc?-raczej linia bunkrow na Odrze i Nysie.

    • Eltor

      Piotrze, bum u nich będzie, ale to samo i u nas wybuchnie, bo ten sam materiał wybuchowy się zbiera. Jedynie różnica czasowa, bo my też wymieramy, a i chodzenie po ulicach Warszawy dobitnie pokazuje, że wkroczyliśmy na tą samą ścieżkę, którą Niemcy i reszta tzw. świat Zachodu kroczy od dekad.

    • PawelW

      Jakoś nikt tu nie bierze pod uwagę, że sobie Teutoni tych importowanych jako armii do ponownej wyprawy na wschód nie zorganizują?

      • 3r3

        Bierzemy to pod rozwagę, pisałem dwa lata temu na IT21 że Niemców trzeba napaść wtedy i to bez względu na straty własne.
        Ale po co? A niech się uzbroją. Poczekamy – sami przyjdą.
        Jak żyć w kraju tchórzy i głupców? Aż wstyd mieć paszport z ich orzełkiem, ale tego z gwiazdą Dawida mi dać nie chcą.

      • Eltor

        Owszem, tylko to bardzo niebezpieczna strategia. Ich nowa armia może zwrócić się przeciwko nim jako łatwiejszemu celowi. Może odmówić ruszania na wschód, bo na miejscu ciepło i Teuton rozdaje cukierki. Zresztą niezależnie od wszystkiego pozostaje pytanie “co potem?”. Bo pozbyć się ich wymagałoby własnej młodej i niezwichrowanej populacji, a tego akurat to nie mają.

        • PawelW

          @disqus_kl3QWNkpHr:disqus
          Nie jestem tak pewien, że nie mają. W Bawarii już miałem sporo rozmów z różnymi młodymi, którzy na słowo wojna nie odwracają się z obrzydzeniem. Było nawet parę takich, że padały pomysły, żeby zacząć znowu jakąś wojnę, to i by kwestia importowanych się rozwiązała… ja coraz częściej odnoszę wrażenie, jak to Teutoni by chętnie coś zrobili, ale jednostki hegemona u nich nie na darmo tam są 🙂

          • 3r3

            Tymczasem w Polsce jak pada koncepcja żeby Niemców napaść to aj waj – przegramy. Może i przegramy, ale napadać to ich trzeba najpierw w Polsce, aż głupio byłoby przegrać na własnym podwórku, a potem to tylko im postawić szlaban na Odrze i Nysie i od czasu do czasu przerzucić im z artylerii prezenty na stolicę – żeby pamiętali iż od pierwszego września roku pamiętnego nie podpisali przed nami kapitulacji i jeszcze nie byli przez nas okupowani. A my ich będziemy okupować tak delikatnie jak oni nas, nie tak jak Anglosasi i Rosjanie – z rozsądkiem i umiarem jak po zdobyciu Berlina.

            • PawelW

              Najpierw trzeba gospodarczo się tak uniezależnić, aby nie dostać od tego natychmiastowej zapaści… jak zaplecze jest bezpieczne to można coś działać, a jak się czyta “Dramat dowódcy” Jaźwińskiego to jest jasne, że tam zaplecze było rozwalane od pierwszych godzin… więc?

            • 3r3

              A to zapaść ma jakieś wady? Najsłabsi odpadną – po co nam ci najsłabsi? Tylko ogon do peletonu robią i średnią zaniżają. A pognać słabych w diabły – kryzys najlepiej urywa ogony.

            • PawelW

              Wszyscy nie będą generałami, szeregowców też trzeba.

            • 3r3

              Ale nie kretynów, którzy prawej i lewej strony nie odróżniają.
              Głąbów nam się namnożyło, patoli, ich do niczego nie użyjesz, lepiej żeby zniknęli.
              Niepotrzebnie ten ogon peletonu marnuje zasoby.

            • PawelW

              Ja nie mam doświadczenia w zatrudnianiu ludzi w Polsce, ale nie może aż tak źle być… a i mięsa armatniego trzeba w razie W. Bo zapaść to może problemy nie tylko temu ogonowi peletonu wyrządzić ale i całości… po zapaści po Potopie 100 lat się podnosiliśmy gospodarczo (a wtedy ogon peletonu też wymarł), za to w tym czasie inni poszli ostro do przodu i nas następnie zjedli.

            • 3r3

              A niech zjadają, na zdrowie im. Ja w tzw “Polaków” nie wierzę, do niczego mi oni nie potrzebni.
              Stworzyli sobie socjalistyczny raj, w nim żyją, dobrze im, na pewno go sobie obronią tak jak w Teheranie i Jałcie obronili. Denerwowali mnie tylko swoimi pretensjami że coś im jestem winien jak wyjeżdżałem, że niby mam obowiązek coś odsłużyć i takie tam uroszczenia. Cały kłopot w tym że te małpy mają brzytwy i uwielbiają krzywdę ludziom robić, poza tym to mogliby sobie żyć.

              Ale nie należy ode mnie oczekiwać, że będę się przejmował bandą małp, które mają takie brzytwy jak konfiskata majątku, areszt bez końca i dożywocie w psychuszce pod byle pretekstem. Bo to jest właśnie część obrazu tych tzw “Polaków”, a jest jeszcze część gorsza gdzie przypadkowego przechodnia katują na śmierć mundurowi w kiblu taserem. Gdzie wlepiają mandaty przedsiębiorcą, przesłuchują aby się coś przykleiło i w ogóle są upierdliwi.
              Polska to w ogóle jedna wielka patologia i ogon cywilizacji. Może lepiej że w 1792 roku przytomni ludzie zakończyli działalność, bo to szło w złą stronę. Przynajmniej w historii za istnienia państwa nie zapisali się żadni Dzierżyńscy na obcym żołdzie.

        • 3r3

          @Eltor przecież mają plan na “potem” – taki sam jaki dotyczył oddziałów strażniczych SS – oni sami mieli skończyć jak ich ofiary, ponieważ uważano że po takich doświadczeniach będą tak spatologizowani, że nie będą się nadawać na jakikolwiek powrotu w jakiekolwiek struktury społeczne. Einsatzgruppen i po krzyku.
          To jest problem z ptsd u żołnierzy wracających z wojen w dzisiejszych czasach – najrozsądniej jest ich po prostu pozabijać żeby nie wracali do społeczeństwa – społeczeństwo urodzi nowych jeszcze zdrowych na umyśle.

          • PawelW

            Tak, PTSD to już był problem w starożytności i nic się pod tym względem nie zmienia. Ponoć Odyseja Homera to taki opis właśnie dochodzenia do zdrowia ówczesnego żołnierza.

            Zawsze ciekaw byłem jak problem PTSD był rozwiązywany w RON u Husarii…

            • 3r3

              @[email protected] – zapewne wcale nie był rozwiązywany. Wszak oni brali udział w kolejnych losowaniach aż do trafienia na pełną komorę. Było w ogóle takie zjawisko jak starcy-husarze? Wspomina ktoś gdzieś takich w pamiętnikach? Hreczkosieje owszem byli.

  • Goldfinger

    Jeśli chodzi o Post Scriptum, to czy przypadkiem w 2014 roku, w Doel nuclear power plant, dwóch muzułmańskich pracowników nie spuściło z układu smarowania turbiny oleju, i nie skrzywiło tym samym wału wirnika generatora? Tak tylko się pytam. Coś w tym jest.

    http://www.dailymail.co.uk/news/article-3510384/Belgian-nuclear-plant-guard-murdered-security-pass-stolen-two-days-Brussels-attacks.html

    G.F.

  • marecki

    Turbiny. 50Hz w gniazdku x 60 sek/min to jest 3000rpm. W krajach gdzie jest 60Hz w gniazdku mamy 3600rpm. Wyważyć taką wielotonową turbinę na 100.000rpm to by była magia. Oczywiście opisane wyżej efekty są prawdziwe. Nawet przy 3krpm taka “urwana” turbina wybiera się na wycieczkę, np przez dach.

    • 3r3

      @marecki ale turbina nie jest bipolarna. Częstotliwość prądu z turbiny jest zupełnie inna.
      Tak samo jak silnik od szlifierki ma przekładnię która redukuje obroty w dół.

      • Goldfinger

        Takie rzeczy to tylko przy turbinie de Lavala małych mocy. Ostatnio prądnice liczyłem jakieś 25 lat temu. Marecki raczej ma rację. W tej branży od stu lat nic się nie zmieniło. ;-D

        http://bcpw.bg.pw.edu.pl/Content/3855/wctp.pdf

        • 3r3

          A którą fazę w gniazdku liczyłeś?

          Że na turbinie jest jedna, gigantyczna prądnica zmiennego, jednofazowa?
          A jakie to by bicie na mechanice miało?

          • Goldfinger

            Z ciebie niezły figlarz. Tutaj masz dane prędkości obrotowej prosto od producenta, dla turbin w zawodowej energetyce. Strona 8
            http://www.kierunekenergetyka.pl/Resources/art/6084/bmp_5236e6bca13c2.pdf

            Producentów turbin na świecie nie ma zbyt wielu. Czy możesz podać mi producenta i model turbiny wykręcającej 100 000 rpm, oczywiście w zastosowaniu z zawodowej energetyce, tj podpiętej do sieci sztywnej. Właściwie wystarczy sam producent, zadzwonię i sam się dowiem. 😉

            G.F.

            • 3r3

              @Goldinger, ale Ty podajesz link do turbin parowych, a w tekście @gruby pisał o turbinach gazowych, ciepłych, napędzanych dieslem lub gazem od ruskich. Remontowałem takie produkowane przez GE i coś tam wiem czym się różni wróbelek.

              To nie to urządzenie.

            • Goldfinger

              OK. EOT.

              G.F.

          • marecki

            Tak, do turbiny parowej/gazowej w elektrowni podłączony jest na sztywno generator (trójfazowy). Bez żadnych przekładni – zbędna komplikacja od kiedy da się tak zbudować żeby się nie rozleciało i dało wyważyć.
            Zacytuję tekst:
            “Wiecie, że pięciotonowy, dwunastometrowy wirnik generatora napędzany parą wodną obraca się z prędkością 100k RPM”
            W skrócie: Pięciotonowy, dwunastometrowy wirnik i 100k RPM. – raczej nie… przy odległości osi obrotu od środka masy rzędu 1 mikrometra na łożyskach miałbyś siłę dośrodkową (czyli “bicie”) ponad 54 tony.

            • Medyk Helwecki

              @disqus_dgVxwPCf5g:disqus marecki – napiszcie prosze o przepieciu, przetezeniu, ulocie, jak dziala transformator 3 fazowy… Byloby fajnie

            • 3r3

              Zaczyna się, i zaraz wyjdzie że dłubiemy w instalacjach z lat trzydziestych, przecież działają – to po co psuć. No tak wygląda poziom techniki na dzień dzisiejszy, a wyjdzie jakiś na trybunę i do innowacji namawia.
              Ci co działają w krajach gdzie wojna była to w nowościach z lat pięćdziesiątych, a może nawet siedemdziesiątych siedzą – era kosmiczna, loty na orbitę 🙂

            • marecki

              @medykhelwecki:disqus Na szczęście na transformatorach 3 fazowych się nie znam więc nie napiszę. Co do propozycji wyjmowania rdzenia z moderatora (wody). Nawet wyłączony reaktor trzeba przez jakiś czas chłodzić wodą – inaczej rdzeń ulegnie uszkodzeniu/stopi się (patrz Fukushima)

            • 3r3

              Podejrzewam, że @gruby podawał dokładności z mikronami jakimi się chwalą przy produkcji łopatek.
              Zresztą w to co podają w broszurach to ja w to tak sobie wierzę, bo zawsze pada kwestia “a czym to potwierdziliście”.

              Tam są dwie dychy luzu (przynajmniej na montażu), do tego jest to wyważane po montażu, ale i tak na wymienianych łożyskach widać że było bicie i to grubsze niż 50 ton (zresztą co to jest 50 ton dla dwóch kawałków utwardzonej stali, jeśli do siebie pasują? 50 ton to ma warsztatowa prasa i kulki od SKF nie rozgniata). Ponoć te dwie dychy dociśnie jak się rozpędzi i się dotrze, ale nie miałem okazji dwa razy wejść do tej samej rzeki.

              Stoję na stanowisku że @gruby zobaczył schemat gdzie podali rozmiar turbiny parowej (i to tej ostatniej gdzie jest mokra para i erozja ją wcina jak Reksio szynkę), a chwilę potem pisali o turbinie sprężarki przed generatorem. Ja tak się tu wtrącam, bo mam takie akcje codziennie, przychodzą jajogłowi i gdzieś coś wyczytali i czy tak się da, i trzeba się dowiedzieć co wyczytali i w jakiej zakazanej literaturze, żeby im pozabierać zanim co popsują.

              Wybaczcie @grubemu nieścisłości w tekście, ja wiem które elementy pasują do opisu to jestem to w stanie sobie dopasować i mnie się to kupy trzyma. Rozumiem Waszą precyzję w wypowiedzi, i pewnie zaraz zaczniemy tu rozbierać siłownie na kawałki szukając co się z jaką prędkością kręci, gdzie są łożyska ceramiczne i czy każda instalacja ma generator z prądem “sieciowym” czy też generator “na gaz” (na zgazowanego diesla) do napędu pieca w hucie aluminium jest “udziwniony”, bo napięcie tam pro forma, a amperów bez liku.

            • Medyk Helwecki

              To skoro jestesmy przy turbinach czyli czyms co ma lopatki i porusza sie ruchem obrotowym to ja chce zapytac o pompy wodyobiegu pierwotnego reaktora. Liczba Reynoldsa dla plynow okresla wartosc graniczna gdzie przeplyw laminarny zmienia sie w turbulentny.

              Jak nagle wlaczamy pompe to ona mieli woda niczym mlynek kawe a dopiero potem daje przeplyw. Popma – te w pewnej starej elektrowni jadrowej w Szwajcarii maja lopaty niczym sruby statku, przepraszam, ja nie absolwent atomistyki ani nie hydrotechniki. Testowano rozne rozwiazania i doszlo do tego ze pompa od wlaczenia do uruchomienia przeplywu warstwowego potrzebuje 12 sekund, przy okolo 1,2 sekundowej latencji ze wzgledu na bezwladnosc lopat -je przekladnia musi rozpedzic. Ustanie pracy pomp powoduje natychmiastowy alarm i rozpoczecie procedury wrzucenia pretow z adsorbentem neuronow do rdzenia.

              Czemu w czasach, gdy mamy taka technike nie mozna albo zrobic mechanizmu zeby rdzen plywal w moderatorze niczym splawik i w przypadku awarii uniesc caly rdzen reaktora mniczym durszlakiem cedzic makaron i niech woda ciezka sobie plywa,albo oddzielic moderator od pretow paliwowych i tak wygasic stos? Albo wykombinowac, ze wzrastajace cisnienie w reaktorze bedzie jak uklad nastawczy – wypychac czesc pretow poza obszar z moderatorem ? Aby moc mogla w pewnym zakresie reghulowac sie sama – wzrastajaca moc reaktora i samowygaszenie droga wlasnie zwyklej mechaniki ?

            • 3r3

              @Medyk – rozmiar spławika jest problemem. Ze względu na konieczność przykrycia wszystkiego osłonami rozmiar jest wielkim bólem d. Chcesz zrobić obciążenie spławika z metali ciężkich, jakiego rozmiaru musiałby być spławik? Co by zawierał? Hel? Próżnię? Jakby to było uzupełniane w wypadku korozji? Co by się działo z utraconym wypełniaczem? W jaki sposób spławik byłby wyjmowany i łatany? W kawałkach jako zestaw sfer?

              Pompy są jeszcze inne, ale nikt raczej z membranową nie będzie w takich rozmiarach szalał.

              To co ludzi najmniej zastanawia na instalacjach to jak wymienić pompę, jak wymienić rury, jak przeczyścić instalację tak, żeby ją otworzyć i do jakiego stopnia da się ją oczyścić i ile medium zostanie w części roboczej oraz jak się przed tym medium chronić.
              Z przyczyn praktycznych (materiały) to same połączenia o których pisałeś wcześniej zawierają tor, itr, czasem, niedużo, no ale. W normalnych warunkach to niegroźne, ale w tych instalacjach występują specyficzne typy korozji. Zajmuję się badaniami różnych takich i często połączenia dla płynu są szczelne, a hel cieknie. Mało ale sniffer łapie odchylenie.

              Weź taki głupi aspekt – po zmianie remontowej na zonie (czy to w chemii, czy w niuku) buty i ciuchy wyrzucasz, bo takie są przepisy (w chemii mniej się o to kłócą zewnętrznym usługodawcom), do zakładowej niszczarki. Bo to nie może wyjść poza zonę.
              Teraz sobie pomyśl jak takie aspekty wyglądają w krajach gdzie jest program badawczy, a gospodarka przeżywa chwilowe niedobory od dekad.

            • gruby

              Uff …

              @3r3:disqus ma rację. Tak to jest jak się czerpie wiedzę z prospektów sprzedażowych. Nigdy nie wierz reklamie. Przepraszam za niedokładność w podawanych wartościach maksymalnie dopuszczalnych odchyleń montażowych turbin umieszczanych w elektrowniach.

              Wracając do tekstu. Dwie dziesiąte milimetra są równie abstrakcyjne jak dwie tysięczne kiedy operuje się dunastometrowym wirnikiem dyndającym sobie na haku i próbuje się wcisnąć go do obudowy turbiny jednocześnie poziomując go. Bo zgodzimy się chyba wszyscy, że niewypoziomowany i niewyważony wirnik pójdzie sobie na spacer po uruchomieniu turbiny i nikogo nie będzie się pytał o pozwolenie.

              Nie ma znaczenia umiejscowienie takiego wirnika w procesie produkcyjnym. Albo się go zrobi i zamontuje dokładnie albo można obok zacząć stawiać nową halę maszyn.

              Uruchomienie a również i utrzymanie w ruchu elektrowni wymaga ekipy specjalistów w sile trzech orkiestr symfonicznych wykształconych nie gorzej niż muzycy. Bo jak tych ludzi zabraknie to elektrownia stanie i jest to wariant optymistyczny. W wariancie realistycznym różne fragmenty elektrowni zaczną latać okolicznej ludności koło uszu zaś w wariancie pesymistycznym radioaktywna chmura skazi kontynent na tysiąclecia do przodu.

              I o to chodziło w tekście: to nasza spuścizna. Ani na bliskim wschodzie ani w Afryce nie ma kadr które byłyby w stanie utrzymać naszą technologię w ruchu. Jednocześnie to stamtąd pochodzi nowa ludność Europy. A tak po prostu wyłączyć elektrowni się nie da, nawet jeśli zredukuje się Europę do lasów i pastwisk dla kóz i krów.

              Dziękuję wam za wytknięcie mi moich błędów. Dzięki waszym komentarzom poszerzyłem swoją wiedzę. To zaszczyt mieć czytelników na takim poziomie.

  • gruby

    Na razie na polowanie przyjechali tu nieliczni niemieccy przedsiębiorcy, ciągnąc w ogonie swoich kapo. Lepsi kapo są zresztą w Polsce, bo potrafią lepiej po polsku kląć, na więźniów wrzeszczeć i lokalną biurwę obsługiwać.

    Pisałem o hipotetycznej sytuacji w której Niemców przyciśnie typu załamie im się łańcuch dostaw opierający się o zmurszałe wiadukty niemieckich autostrad. Wtedy – z głodu – mogą ruszyć na wschód i to nie będzie kulturalny biznesman z sexy tłumaczką lecz głodna tłuszcza polująca na ziemniaki jak nie przymierzając Polacy w Berlinie i Lipsku na audice.

  • 3r3

    Masz rację. Kompresor jest nieco mniejszy.

  • gruby

    12 metrów i owszem ale długości. Po osi obrotu wirnika patrząc.
    Taka mała różnica.

  • 3r3

    Ale czy to jest Twój problem?
    Swoje robisz, do roboty chodzisz, w d masz.
    Jak się popsuje to wyjedziesz tam gdzie prąd jest.

    • PawelW

      W sumie nie mój 🙂 A że się tak czy siak na częściowo mobilny tryb życia nastawiłem to tym bardziej…

  • Eltor

    A bo to jakieś skomplikowane rzeczy są, ta nitrogliceryna? A i jeszcze prościej można, bo ANFO to człek da radę przyrządzić po jednej wizycie w supermarkecie.

    • Medyk Helwecki

      ANFO nie da sie przyrzadzic po jednej wizycie w hipermarkecie. Pot ym co zrobil Timothy w Oklahomie w końcu ktoś oprzytomniał. To bylo wiadomo od lat ze ktos kupi kilka ton azotanu amonu, iles tysiecy litrow oleju napedowego i moze kilka ton malych nakretek czy gwozdzi et voila.

      W koncu obrot azotanem amonu czystym jest pod nadzorem smutnych Panow (wiadomo, kto bedzie chcial to i tak pewnie kupi ale jest lepiej).

      Azotan amonu z marketu jest zmieszany z chlorkiem amonu – silnie higroskopijnym, maz straszna, klejaca sie i ulegajaca szybko hydrolizie…kto rozbieral ogniwa ten wie. Wlasnie chodzi o to by w celach wiadomych nie mozna bylo uzyc.

      A co do nitrozy to tez nie jest tak prosto zrobic dobra mieszanine nitrujaca. Temperatrura, odpowiednie ilosci kwasu azotowego etc.

      Zreszta tam nitrogliceryne…..a czemu nie PETN? Jeden adept medycyny w domu robil kwas pikrynowy i badal nim pikryniany metali ciezkich. Dlaczego od razu nie kombinowac z substytucja elektrofilowa? Wprowadzac kolejne grupy nitrowe do pierscienia aromatycznego i nauczyc sie czegos o pozycji para i kierowaniu kolejnych podstawnikow?

      • Eltor

        Kurde, jeszcze trochę i się okaże, że acetonu tudzież wody utlenionej zabronią kupować. :/

        • Medyk Helwecki

          Perhydrol, czemu? Ja proponuje koncesje panstwowe na blache miedziana. Niech tylko katolickie zwiazki wyznaniowe moga ja kupowac. Przeciez z takich 400cm2 blachy miedzianej o grubosci 2mm mozna zrobic wkladke kumulacyjna.

          Zasada jest jedna. Kto bedzie cos chcial to zrobi. Nie ma rzeczy niewykonalnych dla fanatykow. Jak spotykasz jakiegos milego Araba co na terenie dawnej operacji Bagration szuka grzybow to warto zadzwonic na 997. Moi koledzy po libacji kiedys na bagnach spotkali takiego grzybow szukajacego a on grzyby mial na wierzchu, a na dnie dwa radzieckie rdzewiejace pociski mozdziezowe z ktorych to pewnie chcial wrzatkiem wytopic material kruszacy, wysokoenergetyczny. No nie udalo mu sie, smutni Panowie sie nim zajeli.

    • PawelW

      Nie chodzi o fakt czy łatwo czy nie, ale o fakt, że koleś, Arab, mówiący po arabsku, francusku i angielsku – a ni w ząb po polsku – znalazł (i prawdopodobnie wykorzystał) informacje potrzebne do stworzenia narzędzia terrorystycznego zawarte na jakimś zagubionym polskim forum.
      Dlatego wskazywałem, że może są informacje, którymi niekoniecznie trzeba się dzielić na forum, bo nie wiadomo kto to przeczyta i jak to wykorzysta… a po co temu komuś dodawać narzędzi, które może destrukcyjnie wykorzystać? Co z tego, że ja wiem jak, eufemistycznie mówiąc, zrobić black-out… nie napiszę tego na forum w internecie, bo nie.

      • Medyk Helwecki

        Problem jest innego rodzaju. Zamachy samotnych wilkow to zamachy prymitywne i dzieki temu skuteczne. Zadne Panstwo nawet wprowadzajac policyjny nadzor 24/24 i przeznaczajac 2/3 budzetu na sluzby sie przed tym nie obroni.
        Blackout wymaga pewnego know how a kluczowa infrastruktura w kazdym kraju nie byla projektowana na tego typu zagrozenia. Wiedzieli wszyscy ze w przypadku konfliktu konwencjonalnego albo pojda amerykanskie albo rosyjskie bomby grafitowe na izolatory cermaiczne, albo Tomahawki czy Kalibr na rozdzielnioe czy trafostacje.

        Nie da sie zaprojektowac sieci odpornej na wszystko a przeciez mamy jeszcze cost/efficiency. Pamietacie zabobon z 1 stycznia 2000 roku jaki problem byl zeby nadmiar mocy nie wywalil sieci?

        Moim zdaniem zwykly fb jest bronia. Wyobrazcie sobie dzisiejsza lemmingoze i fake newsa na fb – natychmiast wylaczcie wszystkie urzadzenia elektr<yczne w domu… To wszystko przed nami, najpierw jednak musi sie upowszechnic intelligent home i sterowanie wszystkim z pozycji apki w smartfonie…

        jeszcze wszystko przed nami.

        • PawelW

          Aż takiego know-how to nie wymaga 🙂 ale dlatego cieszę się, że są już tacy, którzy nad rozwiązaniem problemu myślą.
          Słowa kluczowe: resilience transformer

        • Eltor

          Nie tylko fb jest bronią, ale podejrzewam, że cała masa jakichś AI pracujących na metadanych o ludzikach, jest niezwykle przerażającym zjawiskiem.
          Widzisz, niedawno się dowiedziałem, że jestem w takiej samej sytuacji, rodzinnej jak Ty. 🙂
          No i teraz ciekawostka, bo mi wszędzie podsuwają reklamy, że tak się wyrażę, tematyczne, a nikomu jeszcze nic nie mówiliśmy, nie pisaliśmy, ani nie bawiliśmy się w wyszukiwania stron i towarów szeroko kojarzonych ze spodziewanymi zmianami.
          No i tak dobrze, że dowiedziałem się kilka dni przed tym zalewem reklam, bo byłbym niezmiernie zdziwiony.

          • Medyk Helwecki

            To jest akurat z tracking cookies i tak dalej. Noscript, ublock, spybot i voila. Ja FB nie mam bo nie ma tam rzeczy ktore mnie interesuja. Kiedys byly ebooki, ale te zeszly na ciekawa strone http://www.sanet.cd bo przeciez byl jeszcze avxhome.se

            • Eltor

              To już dawno mam poinstalowane, a pomimo namawiania przez znajomych, żadne z nas FB nie ma. No i cookiesy mogłyby zadziałać, gdyby którekolwiek z nas odwiedzało jakiekolwiek strony w internecie o dzieciaczkach, młodych matkach czy innych takich. Ale nie, nic z tych rzeczy.
              Za to nasze fizyczne lokalizacje, w których się znajdowaliśmy na przestrzeni dni poprzedzających falę reklam, są wystarczająco wymowne do wyciągnięcia jednoznacznego wniosku. :]

      • 3r3

        Bo to jest porządny blog i my tu sobie dywagujemy jak zagrabić budżet nieszczęśliwego kraju aby doprowadzić metodami pozbawionymi przemocy do interesujących nas zmian politycznych, a nie żeby jakieś organizacje tajne o charakterze zbrojnym mogły sobie powszechnym stosowaniem terroru przejmować władzę wbrew trzynastemu artykułowi konstytutki.

        • PawelW

          Dokładnie, co, jak i gdzie chąsić!