Drzwi na małego kota

Temat o proporcji inwestycji do wyników w różnych systemach podatkowych oraz ich rezultatu nie jest zamknięty. Podałem kilka rozwiązań, jedno na rympał, inne na zwinięcie, wyjaśniłem też rozwiązanie skali. Podam teraz jak w praktyce wyszło z tymi rozwiązaniami (skali i bezinwestycji) oraz co nam zrobiły zmiany w demografii. Uważam, że to istotne, a sam jestem ofiarą własnych rozwiązań. Znam więcej ofiar i wszyscy to ludzie, którzy pochowali się w halach, szopach i na uboczu, często nawet bez postit na drzwiach, że “tu je firma”, a dostawy odbierają na telefon, przy czym pod adresem od ulicy nawet nie ma wjazdu dla ciągnika siodłowego, ale gdzie indziej owszem jest.

Skrót do liczb dla niecierpliwych mięsa.

Te drzwi dla małego kota to żart jednego emeryta, z mojego gadżeciarstwa i dopasowania narzędzi do konkretnych zadań “aby praca była łatwa i jakościowa”. Otóż dowcip jest taki, że dla zwierzaków w cieplejszych krajach robi się drzwi w drzwiach, mniej więcej coś takiego:

Oczywiście dla mniejszych zwierzaków mniejsze drzwi, a dla większych większe. Natomiast jak firma robi i duże i małe konstrukcje, czyli ma duże i małe koty, to oczywiście można wypuszczać małego kota drzwiami dla dużego, ale można zrobić jedne duże dla dużego, a drugie małe dla małego kota. To oczywiście bez sensu, ale ja tak właśnie robię i jeden emeryt się ze mnie śmieje, że mam w skrzyniach przygotowane różne stanowiska pracy, zamiast składać je doraźnie do danej roboty. Mała spawarka z małą szlifierką w jednej skrzyni do małych robót, duża spawarka z mejslem plazmowym do poważniejszych konstrukcji, tak jakby tą dużą nie dało się zrobić tego małego. Owszem da się, tylko stary, uparty osioł – czyli ja, ma do małego kota małe drzwi. I nikt mnie nie przekona, żeby kota puszczać niewłaściwymi drzwiami. Porządek musi być.

Żebym to tylko ja tak miał, ale prawie cały przemysł w krajach uprzemysłowionych tak działa. Jest na bogato. Bo inaczej nie działa. Teoretycznie, gdyby stosować się do pomysłów teoretyków organizacji, to powinien jeden człowiek mieć jedną kompetencję i jedno narzędzie, a praca powinna docierać do niego w tempie, w jakim on pracę może najszybciej wykonać. Wtedy wszystko będzie działać sprawnie.

Tylko że nie działa, nie tylko sprawnie (działa wtedy na jakieś 15% założeń), ale najczęściej takie centralne zaplanowanie nie działa w ogóle przy pierwszej zmianie w rozwiązaniach.


Wybrałem przemysł i produkcję nie dlatego, że musiałem, tylko dlatego, że po tym jak sprite’y z basica 64 zaczęły ewoluować w grafikę na pixelach, a później pojawiły się modele 3d i rosła liczba fotoSzop, 3dmaxów, narzędzi do tworzenia dźwięku, że o coraz to nowszych i ciekawszych kompilatorach i wersjach języków nie wspomnę, sytuacja zmieniła się diametralnie o jeden drobny szczególik. Ten szczególik to to, że o ile w 1984 roku można było posiadać kompetencje, aby stworzyć coś autystycznie lub binarnie z kolegą, to w ’92 trzeba było już w trójkę lub siódemkę, a sprawa miała się pogorszyć – w ’99 wysiadłem z tego pociągu, coś tam niby jeszcze czasem sobie skrobnę w jakimś prostszym języku dla laików, ale czułem pismo nosem i tak mi wychodziło, że w 2010 będzie to przypominało pracę w kombinacie. A każdy będzie młody, więc będzie posiadał WYŁĄCZNIE jedną kompetencję, bo będzie zbyt młody, aby mieć czas na więcej, a ponadto nowe kompetencje będą powstawać w takim tempie, że ludzkim umysłem się tego nie ogarnie (no dobra, twórca java’y ogarnia, ale on ma nieludzki umysł, on jest spoza krzywej dzwonowej).

A propos krzywej dzwonowej – u Azjatów jest węższa, dzwon jest ciasny, mają inny rozkład, nie ma tam prawie kretynów niezdolnych do pracy (u nich jest 3% takich, u nas 10% takich), ale też brakuje tam wysycenia kreatywnymi geniuszami spoza średniej (u nich jest 3% u nas 10%), a takich bardzo spoza krzywej, co potrafią zdawać testy w ośrodkach medycyny sądowej w kilku językach osiągając rezultaty wzbudzające uniesienie brwi u Azjatów prawie nie ma. A u nas są i mamy lepsze 1,006.

Jednakże kompetencje w IT, wraz z popularyzacją komputerów stawały się powszechne, a płace spadały. Tymczasem w przemyśle rosły wymagania kompetencji, ale z braku podaży ludzi do przemysłu płace nie spadały. Dziś to widzicie już chyba w całej okazałości, od lat 60tych płace wszędzie spadły (siła nabywcza płacy), ale w przemyśle spadły najwolniej. Tylko dlatego, że nikt nie chce dziedziczyć tych zawodów, a i wymagania zawodowe bardzo się zmieniły. Jest to nisza. I wcale nie robi się w niej ciasno, bo w Azji mają ten sam problem – ludzie ze wsi ruszyli do przemysłu i praca w przemyśle kojarzona jest z pracą ponad siły, z tępakami w źle zorganizowanym i źle płatnym środowisku. U nich to jest stan aktualny, u nas wspomnienie z przeszłości. Ale wspomnienie tak silnie odciśnięte przez pokolenia ludzi, którzy zmarnowali sobie życie w przemyśle, że brakło ludzi chcących się tym zajmować. A z braku nadwyżek populacyjnych brakło nawet głupich, żeby ich tam kijami zagonić z nakazem pracy.

I to właśnie zjawisko doprowadziło do bardzo poważnych konsekwencji. Najpierw zaczęto substytuować pracę ludzi maszynami. Do pewnego stopnia się to udało, przy czym trzeba było coraz kompetentniejszych techników do utrzymania tych maszyn w ruchu, w tym czasie też zmieniła się “technologia” zarządzania przez gryzibiurwy i zaczęto wymyślać takie fikuśne wskaźniki jak kapitał na ilość zatrudnionych, więc formalnie wypchnięto poza firmy to, co można było wypchnąć (na przykład serwis), co oczywiście spowodowało, że to wszystko podrożało – ale gryzipióry co wyliczą, to wyliczą, a na koniec złożą czynny żal. Powolutku zaczęła się przesuwać średnia wieku w przemyśle, tak bliżej wieku emerytalnego, a w niektórych krajach gdzie wcześniej zaczęli, to opieka socjalna musiała nieprzytomnych starców zabierać przemocą, bo ci już nie kojarzyli o co chodzi w życiu, ale przy tokarce jeszcze im przytomność wracała kiedy nucili piosenki, jakie pamiętali z czasów, gdy zajmowali ruskim Stalingrad.

W pewnym momencie z braku podaży ludzi i normalnego trybu reinwestycji w przemyśle, żeby jako tako utrzymać się z narzędziami w ostatnich sześciu cyklach inwestycyjnych (30 letnie maszyny dalej pracują) wyszło na to, że na jedno stanowisko pracy przypada wielkie mnóstwo wartości księgowej. Ktoś to musiał obsłużyć, więc przypadało na jednego człowieka wielkie mnóstwo kompetencji. Oczywiście ci, co sobie radzili z tym sprzętem, wiedzieli ile to dokładnie jest to wielkie mnóstwo i że mało kto sobie z tym chce radzić, więc na coroczne korpo-pytanie-ewaluacyjne “ile Pan chce zarabiać?” grzecznie odpowiadali tę właśnie kwotę “wielkie mnóstwo”. Im podwyżek co prawda nie dawano, ale nieproduktywnej reszcie lemingów płacono coraz mniej (w sile nabywczej). To nie jest tak, że dzisiejsze IT zarabia sporo (bo dużo to zarabia się w inżynierii górniczej), tylko cała reszta gryzoni po prostu nic nie umie wytworzyć, nawet czegoś takiego co się poprawi jak wywali błąd w linii. I jak nic nie umie, to się im też tyle mniej więcej płaci – nic.

I w takiej sytuacji historycznej wylądowałem ja. Ponieważ jakoś tam sobie radzę z ogarnianiem kompetencji (mam dość ale ciągle ogarniam nowe – bo muszę, a już mi się nie chce) to i tak do ich wykonywania potrzebuję narzędzi. Ponieważ maszyny, fabryki, linie technologiczne całościowo albo działają – i wypluwają rezultat, albo nic nie wypluwają (albo brak na śmieci), to nie ma innego wyjścia niż utrzymać je w ruchu w całości.

Oczywiście że teoretycznie powinniśmy nauczyć 16 latka w dwa lata jakiś tam podstaw jednego zawodu (na przykład elektryki) i w pięć lat zawodu w całości, tak żeby w wieku 21 lat mógł stanąć w fabryce do pilnowania działania sieci elektrycznej i jakoś to ogarniał. Teoretycznie, bo w praktyce to potrzebujemy na przykład 1/7 etatu elektryka w firmie. A jeszcze dochodzi sieć poza firmą, gdzie nam się nie wolno dotykać, bo to cudze, ale nam prąd dostarcza. Na 1/7 nikt nie przyjdzie, a jak ma się siedem firm podzielić elektrykiem, to znaczy, że ten elektryk musi sobie założyć firmę. Ponieważ biurwa dociąża go jeszcze dwiema operacjami (75% opodatkowanie), to znaczy, że on tę firmę będzie skutecznie prowadził (i raczej wtedy ją otworzy) kiedy będzie miał 30 lat, a do tego czasu to go muszą utrzymać rodzice. No i jeszcze znajdźcie takiego naiwnego, co będzie czekał do trzydziestki z realizacją potrzeb życiowych, kiedy popęd już po szczycie. Takiego wała!

W rezultacie nie mamy 1/7 elektryka nawet za potrójną stawkę za te operacje, bo musimy płacić poczwórną, żeby on tylko zapłacił podatki, a pięć lat doświadczenia w elektryce, 5 lat w biurwieniu, żeby ogarnąć papiery, i pięć lat doświadczenia w ogarnianiu firmy (kup, zamów, przywieź, dowiedź, zapłać, zorganizuj kapitał – to nie w kij dmuchał – to są kompetencje, a za swoje się ich uczysz), przy takim przesiewie usługi elektryka są bardzo drogie, nie x3 czy x4 ale x15. Jednak JAKOŚ trzeba firmy utrzymać w ruchu. No to trzeba znaleźć ludzi, którzy mają 1/7 kompetencji elektryka, co wskazuje nam jasno, że tych kompetencji muszą mieć więcej, albo musimy ich przepłacić nad ich produktywność. Co więcej, muszą oni mieć czym to wykonać, więc i tak musimy albo zainwestować w kompletne stanowisko pracy (o czym nie mamy pojęcia), albo musimy płacić premię za utrzymanie tego stanowiska pracy przez 1/7 elektryka. Tym tokiem rozumowania dochodzimy do wniosku, że ten co ma 1/7 tej kompetencji technicznej ma też 6/7 innych. Jak to by tak rozliczać ułamkami i uznawać, że są przynajmniej dwie kompetencje po 2/7, to taki człowiek ma zainwestowane w sprzęt 5 stanowisk pracy, czyli 25 lat normalnego oszczędzania, czyli albo jest bogaty z domu, albo bardzo zaradny i bezwzględny w biznesie, czyli ma jeszcze jakieś dodatkowe kompetencje pozainwestycyjne (na przykład biurwi, organizuje i umie prowadzić firmę). Nie wszystkie ma w praktyce 5 letniej, niektóre można skompresować do 2 letnich, ale… ilu takich ludzi jest na rynku, żeby z takim garbem inwestycyjnym hasali? Ile drzwi dla różnej wielkości kotów można mieć w kontenerze? Ilu ludzi ma władowane 25 letnie oszczędności w kontener i jak je zdobyli? Mają wszyscy po 55 lat? Jakie kasują premie? Skąd się w ogóle bierze taka rozrzutność w przemyśle, żeby w jednego człowieka wpakować pięć stanowisk pracy, z których przecież pięciu na raz nie wykonuje, tylko płacimy mu premię za to, że łaskawie jest i w razie jakby coś to “się zrobi”. Wiecie ile pneumatyki, hydrauliki, elektryki, konstrukcji, rur i maszyn może się wysypać w normalnej instalacji? A narzędzia nie rosną na drzewach – to wszystko robi się narzędziami, które raczej do niczego więcej nie pasują.

I to jest bardzo dobry interes. I ma się w tym interesie czas, żeby bzdety na blogach wypisywać. Nie ogryza się pazurów jak przy inwestycjach w obiecanki, tylko czy fabryka stoi, czy leży uncja złota się należy. Się oczywiście to przejada i mało co trafia do świnki skarbonki (wszak trzeba inwestować w park maszynowy, aby mieć drzwi na kolejne sierściuchowate), ale sami rozumiecie – jak to nie będzie utrzymane w ruchu, to nie będzie wypluwać żadnej wartości dodanej i bez dodawania nie będzie się dodawać. Będzie można sobie skargi pisać na ośle.

Nie jest jednak aż tak różowo – zapadający się demograficznie system podaży dóbr przemysłowych drga już agonalnie waląc się co chwilę przy kryzysach, kiedy “inwestorzy” starają się odessać wartość z “inwestycji” i wtedy kompetentnym nie opłaca się utrzymać instalacji w ruchu – więc się instalacja zatrzymuje, zostaje sprzedana za mniej centów od dolara i po przetasowaniach między fabrykami po kryzysie specjaliści wracają na miejsca – i jeszcze się kręci. Te coraz częstsze, agonalne drgawki trzeba umieć przeczekać, najlepiej wtedy wyjeżdżając, dopływ zasobów nie jest więc liniowy, trzeba umieć przeczekać “zimę”.

Do liczb

Policzmy jak funkcjonuje firma, która jest przeinwestowana zarówno kompetencjami jak i sprzętem. Po pierwsze taka firma nie wyprodukuje 180 jednostek, tylko w najlepszym wypadku 20, a ze względu na skrajną niepowtarzalność pracy jak dobrze pójdzie to z tego jest 10 dobrych. Tymczasem koszt amortyzacji ma tak jak już wcześniej ujawnialiśmy koszty rzeczywiste to pięcioosobowa firma (kompresujemy na jedną osobę) niby ma 2k amortyzacji maszyn, z tym że obciążenie ich użycia jest takie, że wypadałoby to rozliczyć na 20-25 lat, co by nam teoretycznie dało 400-500 zamiast 2k. Do tego dokładamy jeszcze fakt, że te maszyny są, niekoniecznie ktoś chce je amortyzować – bo na przykład po co mu maszyny za 25 lat jak on już wtedy będzie się w fotelu bujał i wnukom najwyżej zabawki z drewna majstrował pomiędzy starczymi drzemkami? No i pracownikowi trzeba płacić stówkę. Razem 500-600. Bez podatków.

Przeciętna płaca jaką przyjęliśmy to stówka (plus podatki, brutto brutto i takie tam co wymieniałem), a że to wielki specjalista to rozrzutnie można dać mu dwie. Podatki 3/4 czyli w budżecie korpo wynajmującego naszego zucha jest jakieś osiem stówek na to stanowisko pracy. Czyli na razie, pomijając podatki po stronie naszego podwykonawcy klient chce zapłacić więcej niż sprzedający zarobić. No to jest wyśmienita sytuacja, no to jest biznes, to tak powinno działać. Z tym że nie działa, bo podatki. Te straszne 3/4 i przepisy powodują, że tych 2k amortyzacji nie da się w takich warunkach nijak rozliczyć, nie da się nawet 500, ponieważ to nasze korpo to te osiem stówek ma na stanowisko pracy, natomiast narzędzi to oni też mają na hałdy, stosy i kontenery i wcale nie potrzebują cały czas tego co ma nasz specjalista (a musi to mieć, żeby osiągnąć ten pułap kompetencji – tego się nie odejmuje). Tymczasem specjalista po to ma ten kapitał zainwestowany, żeby za to kasować. Korpo oczywiście z pocałowaniem zapłaci za każde nawet licho zasadne użycie tego sprzętu specjalisty, jak specjalista stwierdzi, że tym co ma korpo to można sobie palcem w d pogrzebać a nie pracować – proszę jedź do korpo składu – bierz z półki nowe, lśniące, co chcesz, ile chcesz, tam nawet cen nie ma, to tylko nam fakturę przyślą. Ty się nie martw – Moskwa, znaczy Bruksela stawia. Gdyby płacić podatki w takich warunkach, to nasza firma musiałaby zarabiać jakieś 1600-2k, żeby to się spinało. To więcej niż kupujący jest gotów zapłacić. I to nie trochę więcej, tylko x2, x2,5 więcej. To jest problem. A żeby przemysł działał i wszyscy byli szczęśliwi, to ten problem trzeba jakoś rozwiązać.

Ponieważ w korpo nie pracują sami kretyni (owszem jest tam wielu lemingów, ale coś jednak musi tam działać normalnie), to oczywiście rozwiązanie istnieje. Po pierwsze to na co nam te urzędy? Po co nam jakieś układy triangularne? Oczywiście korpo to też biurwa, więc oficjalnie się takich propozycji nie składa, ale też w takich strukturach oferenckich dla korpo pracują ci co sami ROZUMIEJĄ. Korpo ma w budżecie 800, oferujemy rosnący r/r flat rate, które zbierze 500-600 plus wybryki. Wybryki są raz po tej stronie, raz po tamtej – ale to rzeczywiste koszty – więc na bogato, bo budżet trzeba wykorzystać – centrala w Moskwie wymaga, znaczy w Brukseli, bo tam ludzie na stanowiskach pracy nie mogą tak bezproduktywnie do pracy przychodzić – trzeba zapotrzebowanie składać na chleb z cementu. O to jak są rozliczane podatki od 500 nikt nie pyta, księgowi raz do roku skasują 100 czy 200, gra i koliduje, a za 5 lat to i tak w tym korpo nikt nie będzie nic pamiętał, bo na wszystkich stanowiskach z prezesem włącznie będą inni ludzie. Wszyscy mają rączki czyste, a ci na dole i tak pracują w kanalizacji i są przyzwyczajeni do pływania w podatkowym g. W rezultacie taki specjalista dostaje stawkę x2,2 specjalisty bez zaplecza podatkowo-firmowo-sprzętowego. Ale wszystko formalnie i fizycznie się klei, aż do samego końca. Jednak tak drastyczne obniżenie stawki musi być czymś okupione. Otóż korpo gwarantuje takiemu sprzedanemu specjaliście, że czy się stoi, czy się leży, to mu płacą, żeby nie szukał okazji inwestycyjnych, ten jęczy że mało, ale ma czas na inne aktywności i work/life balance, a obciążenie pracą nie jest jakieś drastyczne. Do tego czasem są gratis jakieś graty, narzędzia, części – amortyzacja i dosprzętowienie. W biurze kradną kredki i papier, w warsztacie narzędzia. Pozostaje prywatną sprawą specjalisty czy on przejada czy amortyzuje. Jak amortyzuje to mu z x2,2 wychodzi normalna stawka plus utrzymanie kapitału plus leniwy socjalizm plus fuchy, a jak szczędzi na amortyzacji, to drożej konsumuje, czy też odracza konsumpcję aby w jakiej godnej ilości centów za dolara korzystać gdy już mu nie będzie stawało.

Z tym że jak już zauważyliśmy nasz specjalista nie ma żadnej amortyzacji faktycznej, bo narzędzia to ma z korpo, i realne obciążenie jego sprzętu jest 1/20 w porywach. Ale liczy się za każdą rozpoczętą godzinę bieżącą – sami rozumiecie ileż to razy można rozpocząć godzinę w ciągu godziny 🙂

To jest oczywiście gospodarka oderwana od produktywności, to kompletny korpo socjalizm pod przymusem rzeczywistych efektywności. To kompletnie bzdurne i bezsensowne w makroskali rozwiązanie jednak masowo sprawdzające się w zwijającej się technicznie gospodarce kraju uprzemysłowionego, gdzie znikają ze starości kompetentni ludzie, a w konsekwencji muszą znikać firmy wymagające tych kompetencji. Zauważyliście już ten problem w ogłoszeniach z Niemiec choćby? Ilu im brakuje inżynierów? Techników? Rzemieślników? Wszystkim brakuje. A przecież było takie wielkie mnóstwo – socjalizm sprawi, że nawet na Saharze piachu braknie.

Z tym że jak już wspomniałem wcześniej ta nisza jest niestabilna. Już kilka razy mnie z niej wypchnęły załamania rynku zwijając mi korpo spod nóg. A sprzętu jest na pięć stanowisk pracy… albo lepiej.


Korpo ma jeszcze lepsze liczby

Oni tam też potrafią oszczędzić, ale inaczej. Wszak przy takich podatkach to oni też nie widzą perspektyw długoterminowych, więc przedsiębiorstwa muszą wyssać krótkoterminowo co powoduje, że każde nowe zapotrzebowanie z przyczyn formalnych (pojęcie kosztu jakiego unikaliśmy w mikrofirmie z przykładu powyżej) staje się inwestycją, którą trzeba pokryć w całości i wyczerpać fałszywym amortyzowaniem, po czym pozostałości zlicytować tak, aby znajomy królika miał z licytowania zysk, a korpo koszt czyli stratę, co wpłynie na podatek. Bo amortyzacja to strata w biurwie nazywana kosztem – nie jest konieczna do osiągnięcia przychodu, ale nie da się udowodnić, że tak jest w okresie czasu w jakim rozliczany jest przychód.

Jak pamiętamy z poprzedniego tekstu na ten temat moloch miał 4650 (+00) kosztów utrzymania się w ruchu przy płaceniu podatków jak urząd przykazał, i 5600 (+00) przychodu przy trwałej stagnacji w rozwoju jakichkolwiek produktów. Oczywiście jak kogoś interesują takie osiemnastoprocentowe zyski przy przejadaniu amortyzacji, to to może sobie ciągnąć. Z tym że tych zysków jest, zaznaczam jakieś 9500 wypłat średnich rocznie z każdych 500 pracowników. To można sobie dwór, służbę, kochanki i partie polityczne tym kontentować, jednać i przekupywać. Skala jest z przytupem, szczególnie jeśli skonsolidowana we władzy kilkunastu osób zarządzających takim cyrkiem. Co tam korpo ukradnie na podatkach, to księgowi do spółki z prawnikami zjedzą i jakimiś drobnymi na pokaz się ewentualnie podzielą, ale jak widać jest te 9500 średnich wypłat co roku do rozdzielenia. Czyli co miesiąc nasze 500 zasuwających niewolników utrzyma dodatkowy 790 na tym samym poziomie. Tylko nam się powoli zdegeneruje park maszynowy, ale! Ale! Zakup nowego parku maszynowego jest kosztem, który ujmie nam podatków – no taki żarcik na temat tego po co jest podatek dochodowy; otóż wracamy do kwestii, że mamy tam nakład inwestycyjny 20k*700 średnich stanowisk pracy (tam niektórzy drożej biorą), z tym że jak go wliczymy w koszty, to mamy nie 17 z jednostki produkcji, ale korzystamy na ten nakład (wsad, amortyzację) z pełnych 33 zysku z jednostki produkcji. Tylko dlatego, że mamy cały kapitał na start całej firmy i jej podtrzymanie. Mała firma też by tak teoretycznie mogła, tylko mała nie ma tyle biurwy w pionie żeby sobie pozwalać na takie rozliczenie, faktycznie może tak zrobić, ale tego nie udowodni, bo tam 2/3 pracy to przypinanie papieru i żeby to utrzymać trzeba obniżyć kasacje – czyli produkować wyłącznie w kolorze czarnym przez trzydzieści lat.

Rozumiecie żarcik?  9500 wypłat średnich rocznie, z tym że nowe stanowisko pracy w MiSiu kosztuje coś ze 60. Czyli przeżerając to na fiu, bździu wydatki socjalne wystawiamy tabliczkę – “nie powstało 160 stanowisk pracy w MiSiach – dzięki kolektywowi dowodzonemu przez urzędnika”. Pomnóżcie to przez 60 lat wstrzymywania inwestycji w tylko jednej, dużej firmie. Gdzieś zniknęło miasteczko. A ile takich firm po 500 osób istnieje?

Nie jestem pewien czy wystarczająco jasno wyrażam logikę z poprzedniego tekstu o tych rozliczeniach w tym co robi korpo, więc na przykładzie.

Przykład:

Państwo z wielkim przytupem inwestuje, inwestycje państwowe, weźmy się wszyscy razem do kupy i se zbudujmy dobrobyt, ten dobrobyt daje dużo kasy, to jest infrastruktura, ona będzie działać po wsze czasy i ze zwrotów nam kiedyś coś zapłaci (niby emerytury) – pomożecie?

No i pomogli.

Zbudowali w latach 40-50 (u nas wtedy wojna była 39-52 razem z domową) sieć kolejową i to część od razu na prąd. To była inwestycja. Wielka, kosztowna inwestycja i zaczęły pociągi wozić towary, ludzi nawet, i komunikować kraj.

No i amortyzację wydawano na 1,035, więc powoli rosły koszty serwisu, na każdą nową pięciolatkę finansowano to dodrukiem. W rezultacie dziś, w 2017 mamy w Szwecji sieć kolejową jednotorową z mijankami (tak – 2017 i tory z mijankami), więc jak chcecie sobie pojeździć szybkim pociągiem to się nie da. Jak zorganizować logistykę na jednotorowych połączeniach to najwięksi specjaliści z Japonii nie wiedzą, bo natężenie ruchu (obciążenie sieci) jest zbyt wysokie. Do tego trakcja elektryczna jest też z lat 50tych i się sypie, dosłownie w oczach, utrzymanie serwisantami oznacza “naprawianie tego co się popsuło” a amortyzowanie sprzętu “naprawienie tego co się popsuje zanim się popsuje”. Gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami jest codzienna przytomność prowadzenia biznesu prywatnego i trzymanie wszystkiego w ruchu tak aby racjonalność wydatków nie była nadto nadszarpnięta (tak, ja wiem, drzwi dla małego kota i pięć stanowisk pracy skondensowanych w jedną firemkę, no to taka jest ta racjonalność kompetentnego prywaciarza). Gdyby co pięć, siedem lat to 18% ROI ładować w odtwarzanie całej sieci to by mogła być niejaka rozpusta, bo przecież jest tyle innych wydatków i nie samą koleją Szwed żyje. Szwed żyje przede wszystkim myśliwcem, okrętem i obroną wybrzeża, bo za morzem czai się soviet i szwab i Szwedowi żyć nie da żaden z nich jak tylko gardę na chwilę opuszczą – Szwedzi wiedzą co w Polsce narobili strategiczni partnerzy i oni tak nie chcą skończyć to się zbroją. A agentura im w tym przeszkadza.

Nie ładowali więc w budowę nowej sieci przez 60 lat. Dziś ta sieć to sypiący się skansen, a duże firmy (między innymi IKEA) z litości podjęły postulowanego przez Pana Karonia “róbta co chceta – jak chceta to se zróbta” i sobie zorganizowały transport zastępczy autobusowy żeby leming do pracy mógł dotrzeć na czas. Korpo techniczne ma inne problemy – bo parkujemy coraz większe samochody na coraz bardziej zagraconym parkingu, nic nie wspominają żebyśmy jeździli do pracy autobusami, bo jak każdy przyjedzie własnym autobusem (redneckom nie wyjaśnisz, że chodzi o komunikację publiczną, publiczne to są domy), to dopiero będzie ciasno, a i tak zdarza się, że kto przyjedzie ciągnikiem albo buldożerem, czy z jachtem na przyczepie. Nie ładowali więc w infrastrukturę i się ta infrastruktura zaczęła sypać. Drogi też mają wady – na przykład nie mają odpływów (działających), więc jak jest deszcz to spada przepustowość. Sieć elektryczna ma te same wady, więc firmy nie można tam gdzie się chce, tylko tam gdzie duży prąd dochodzi, a sieć teleinformatyczna właśnie jest przygotowywana jak na wojnę, więc narobiło się przy tym przekrętów aż giełdą szarpnęło (Eltel, Securitas) i kupa sprzętu poszła na licytację (w tym polski oddział Eltel i jacyś podwykonawcy).

Ale dobrobyt w tym czasie był, a że dziś infrastruktura się wali – chceta to se zróbta. Jak umieta oczywiście ponaprawiać to sobie zrobicie. No i jak macie narzędzia.

A przecież i serwisantów zabrakło (demografia), żeby to wszystko jako tako utrzymać. Jeśli myślicie, że służba zdrowia w Szwecji działa jakoś sensownie, to wyprowadzam Was z błędu – w Szkocji jest co prawda gorzej, ale to nie powód aby korzystać z którejkolwiek z nich. Na szczęście wchodzi prywatna służba zdrowia, bo wcześniej taka była rezerwowana tylko dla starych pieniędzy (gamla pengar), a teraz będzie po prostu za pieniądze.

Mam nadzieję, że ten przykład wyjaśniający jak przekręcić infrastrukturę jest zrozumiały. Zastanawiacie się czemu w Polsce jest problem z budową elektrowni, a ile wydano na nieistniejące atomowe to pozostaje zgadywać? No właśnie dlatego i w taki sposób jak opisałem.


Jakkolwiek dwie opisane metody obecnie będące w użyciu, to są one istotne. Pierwsza jest smarem utrzymującym infrastrukturę w ruchu, ale bez możliwości legalizacji dochodu w postaci nieruchomości w danej jurysdykcji wprost (bo z przełożeniem na słupa i owszem). Czyli nie wolno się oficjalnie bogacić. Druga jest przyczyną, dla której siła nabywcza pensji spada – otóż każde takie “weźmy się i zbudujmy” oznacza emisję (kredytów, waluty, akcji, obligacji państwowych czy korpo – wszystko jedno), a ta wylewa się w kolejnych dekadach wąskim strumieniem podnosząc koszty wszystkiego i obniżając dochód pozostający w dyspozycji. Wysysa to powoli zasoby od pracujących w stronę zachodzącego słońca, ponieważ nikt na tym nie zarabia – po prostu pozorowana jest praca, bo serwisowanie infrastruktury, a budowanie nowej daje bardzo odmienne rezultaty.

Przy projektowaniu każdego zestawu udogodnień (na przykład domu i gospodarstwa) musimy się zastanowić jaką część pracy (ile godzin dziennie) jesteśmy w stanie poświęcić na serwis i obsługę. Przy projektowaniu państwa też. Następnie trzeba sobie zdać sprawę z kompetencji jakimi się dysponuje i nie przekombinować. Bo owszem – kompetentne panie elektryczki mogą na drugiej szychcie utrzymać nam walącą się infrastrukturę przesyłową, ale w tym czasie nie będą rodzić kolejnego pokolenia. A jak już zwracałem uwagę dość istotną konsumpcją jak ma się z jednej strony Rosjan, a z drugiej Niemców są zwarte oddziały stojące na straży w miarę samodzielnego podejmowania decyzji. Te oddziały nie rodzą się na kamieniu, nie są uzbrajane w patyki z lasu, trzeba ich płodzić, urodzić, wychować, ustawić w szeregi, nauczyć obsługi sprzętu, sprzęt wyprodukować, to strasznie dużo czynności. Jeśli zaś przeznacza się ten czas i środki na opiekę nad starcami, downami, imigrantami, uchodźcami i propagowanie gender, to liczyć można tylko na to, że Niemcy zapomną o swoich przyzwyczajeniach i nie napadną. Ale liczyć na raz, że Niemcy i Rosjanie zgłupieją, to szalony optymizm.

Ktoś więc musi czuwać, aby państwo było otoczone Bałtykiem, a nie rozciągnęło się nagle od Władywostoku po Lizbonę. Bo któż wie jak zarządzać tak dużym państwem? Próbował kto?

Druga strona medalu

Przegięliśmy z wymaganiami od samych siebie, bardzo dawno to zrobiliśmy. Crackdown na tym aspekcie był pewny i to że dojdziemy do tego, o czym opowiada Pan Karoń było gwarantowane naszymi własnymi oczekiwaniami. I nie chodzi mi o metodę zdobywania władzy jaką jest marksizm, chodzi mi o te najprostsze konsekwencje – prawo do lenistwa, dyktaturę przyjemności. Poddaliśmy się straszliwemu rygorowi, aby osiągnąć sukces, a później dokręcaliśmy śrubę samym sobie. Azjaci dokręcają ją sobie dalej, ale demografia zaczęła piszczeć. Każdy problem powstały z dokręcania śruby rozwiązywaliśmy substytuowaniem urodzeń – przedłużaliśmy nasze życia rozsmarowane jak odrobina masła na zbyt długiej pajdzie chleba.

Zaczęliśmy bardzo dawno. Nasze dzieci rodzą się niedorozwinięte – nie chodzą, nie komunikują się, tylko leżą i konsumują. W przeciwieństwie do większości zwierząt nasz rozwój nie jest w stanie przebiec do poziomu “zdolny do samodzielnego podążania za stadem” w łonach naszych matek. Mamy zbyt wiele wybiórczych przystosowań, które powodują, że nasz rozwój musi przebiegać poza tym komfortowym środowiskiem i potrzebujemy opieki stada, aby nas nosili, kołysali, uczyli komunikować potrzeby, komunikować myśli, polować, programować, konstruować wahadłowce. Azjaci są opóźnieni w rozwoju dziecięcym w stosunku do nas, my w stosunku do murzynów. To znaczy, że każda kolejna wersje hominida wymaga więcej czasu opieki, gdyż coraz większa część rozwoju przebiega poza łonem matki. To już detal, że zdolność do rozrodu faktycznie osiągamy po kilkunastu latach od urodzenia, a nasze ciała są przygotowane na maksymalnie 30 lat użytkowania (ludzkie zęby nie wytrzymają dłużej na naturalnej diecie – nie mają zdolności dłużej ścierać ziaren i ogryzać kości, ale na jogurtach i chlebie pociągną, gdy ziarna zmielą za nas żarna).

Dokręciliśmy sobie śrubę dalej, aby zdobyć istotną ilość umiejętności przedłużaliśmy czas nauki, przedłużaliśmy go w nieskończoność, kolidowała z tym biologia – trzeba się rozmnożyć zanim się umrze. Zanim organizm wyczerpie biologiczne możliwości do skutecznego rozrodu. Musimy, to absolutnie konieczne. Musimy mieć je ponad śmiertelność. Ograniczyliśmy śmiertelność wysiłkiem intelektualnym, pokonaliśmy wiele chorób, nawet rodzą się dzieci, które w ogóle nie powinny żyć, gdyż nie nadają się do funkcjonowania (wypadałoby je zrzucać ze skał, czy co tam akurat mniej drastycznego mamy w dyspozycji). Mamy technikę, mamy leki, mamy wsparcie maszyn, mamy ropę i nie potrzebujemy już karmić koni konkurując z nimi o żywność przetwarzaną na moc. Nawet ropę jemy – coraz częściej w postaci serów i tłuszczów, węglowodorów jest mnóstwo we wszechświecie, w układzie słonecznym całe planety i księżyce są tym pokryte. Ropę mamy też w krowach, w zbożu – nie uprawialibyśmy takiej ilości żarcia gdyby nie maszyny pompujące wodę, środki przeciw szkodnikom, chorobom, gdyby nie maszyny napędzane ropą, które orzą, sieją i zbierają. Bez smarów nie działa żaden silnik, żaden kawałek substytutu smarującego nie jest do wytworzenia bez użycia ropy, za wyjątkiem brązu, no ale nie chcecie wracać do epoki brązu?

Dokręciliśmy śrubę za bardzo, najpierw zaczęliśmy wciskać zdolnym do rozrodu 14 latkom, że są za młodzi na posiadanie rodziny, bo dopiero w wieku około 12 lat zaczynają łączyć kropki przyczynowo skutkowe, wymyśliliśmy im 15 lat (hiszpańskojęzyczni w Ameryce Południowej dla dziewcząt), potem 16 lat (Szkocja i Irlandia jeszcze niedawno), 18 w wielu krajach. Gdzieniegdzie celują już w 21, a na przykład prezydent musi mieć wielkie mnóstwo, tymczasem Iskander miał lat 17 gdy wygrywał pierwszą bitwę – z tym że to była epoka brązu, a nie ropy. Faktycznie zaś przesunęliśmy granicę rozrodczą na 28 lat, bo 25-26 zajmuje “nauka”. Czyli od osiągnięcia dojrzałości (około14 lat), gdy człowiek może mieć potomstwo, różnymi zakazami i nakazami wstrzymywaliśmy możliwość realizacji popędu, aż do czasu gdy “dom, kariera, samochód”… no to przecież nie miało prawa się utrzymać. Nic dziwnego, że jak ktoś wyszedł z propozycją, żeby jednak z tym wszystkim dać sobie spokój, i jednak realizować popędy to wszyscy się ucieszyli. Bo ta nasza “cywilizacja” to jednak straszny kierat. Aby utrzymać skupienie intelektualne i system kary/nagrody na nauce należy wstrzymywać u nastolatków popęd. Czyli nie informować ich o możliwości realizacji popędu (rozdzielne nauczanie kobiet i mężczyzn – nie bredźmy, że to dziewczęta i chłopcy – są dorośli – mogą dawać życie, mogą odbierać), a nawet karcić za realizowanie samodzielne. No fajnie – można taki reżim u co mniej spostrzegawczych utrzymać do 16 roku życia, ale krew nie woda. I się “cywilizacja” rypnęła.

Do tego starsi też nie w ciemię bici, przecież każdy przytomny samiec ma oczy i bardziej odczuwa popęd do płodnej 20tki niż do 30tki. Bo gatunek musi przetrwać, a 30tka to już raczej planu minimum – trzynaściorga dzieci nie wykona. Z tego połowę wytłuką choroby do 5 roku życia, jeden będzie głupi, drugi będzie miał wypadek i może czwórka, może piątka przy wielkim szczęściu da radę przeżyć. Cywilizacja poradziła sobie ze śmiertelnością przy porodach, więc połowa kobiet nie umiera przed wykonaniem planu i nie trzeba mieć 4-5 dzieci osiągających dorosłość, można 3-4. A z resztą śmiertelności też sobie jakoś poradziliśmy i wypadkami w pracy w wieku dziecięcym tyle o ile. Zabraniając dzieciom pracy oczywiście.

Było kwestią czasu, aż ktoś wyjdzie z propozycją, żeby dać sobie z tym spokój, wrócić do ogniska, palić zioło i urządzić bachanalia. Nie ma się co oszukiwać, że smarkaczom nie spodobało się czekanie dekad na kolejkę do młodych samic, kiedy starsi i zaradniejsi, mający szerokie kompetencje, a w rezultacie zasoby w dyspozycji mogą sobie po prostu młode samice kupić – stać nas. Do tego nie mogli się dopchać do kompetencji i zasobów (a po co starszym konkurencja?) i posłuchali pierwszej propozycji – “przestańcie pchać kierat, a my każemy starym pracować”, z tym że to była propozycja wyborcza, to równoległa padła “starsi mają prawo odpocząć – zmusimy do pracy młodych”. Sprzeczności w tym systemie politycznym nikt w porę nie dostrzegł – zdążyliśmy zlikwidować szkolnictwo zawodowe, z wyższego zrobiliśmy socjolożnię i eurogeistykę, z miejsc pracy mordor, a przestrzenie gdzie jest normalna gospodarka i etos pracy zaczęły się zawężać – one są, ale tam się nowych ludzi już nie wpuszcza. Tam tylko z polecenia, z wychowania, z rodziny. To zawężająca się mniejszość – prekariusze tam nie wchodzą. Nawet się im nie mówi gdzie taka gospodarka jeszcze jest ukryta i w katakumbach buduje dobrobyt, ale już wyłącznie dla siebie samych, bo nie wytwarza tyle, aby dać wszystko wszystkim nierobom.

I musimy to zorganizować jakoś inaczej. Albo wyginąć. Bo to my oczekujemy takich kompetencji, jakie w praktyce wynikły w tekście powyżej. Nasza wina, bardzo wielka wina. Myśleliśmy że podaż ludzi do przemysłu jest za darmo ze wsi. Wydawało nam się. Ledwo 150 lat temu zaczęło nam się wydawać i już jesteśmy mniejszością na wymarciu.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • MaRogi

    Wczoraj pracownik do mnie podszedl i mowi, ze chce pogadac. Lampka mi sie swieci, ze sie zwalnia. Ale nie, on chce pensje wieksza. Chlopak pracowity i tak mialem mu dac, to mowie ok pogadamy. Wiec mi wyklada, ze on sie przeprowadzil do wiekszego mieszkania i zaczal z dziewczyna spotykac no i mu sie nie spina budzet. Obaj na trzezwo bylismy! Pytam go, jaki ma to zwiazek z jego wydajnoscia i osiaganiem celow to go lekko zamulilo i mowi, ze chcialby sobie do mieszkania dokupic wieksza kanape i wstyd mu, ze nie moze laski do restauracji na obiad zabrac, bo mu nie starcza do konca miesiaca. No i ze wieksza pensja mu potrzebna, bo ma wieksze wydatki. Wlasciwie to mialem mu dac wyklad i opierdolic ale sie w jezyk ugryzlem i mowie, ze jak mu dam na jego socjal to moj socjal sie zmniejszy i czy on to rozumie. Chyba cos zaswitalo i mlody rzucil genialna ripostę, żebym mu teraz dal a jak mu sie nie zepnie budzet albo dziewczyna rzuci albo zmieni mieszkanie ma mniejsze to mu obetne pensje bo bedzie mniej potrzebowal.

    I ja sie na to zgodzilem, poniewaz nie nawiaze z nim dialogu. To nie jest mozliwe. On zyje w innej rzeczywistosci.

    Poki pracuje i robi to znosnie, to go bede trzymal, bo boje sie, przyjdzie jeszcze gorszy sort.

    • 3r3

      Nie ma co ukrywać, że przy takich obciążeniach fiskalnych prowadzenie biznesu jest pozbawione sensu, w rezultacie płace są takie, że trafiają tam wyłącznie ludzie co sami nie umieją uciec przed siatką. A oczekiwania to oni mają normalne – tak jakby sami od łapania w siatkę byli po tej drugiej stronie. Bo ludziom się wydaje że są równi.

      Wytłumacz temu Jasiowi, że skoro zarabia tak mało to jest oczywiste że żadna panna nie powinna go chcieć, bo nie bez powodu nie ma na panny warunków. Takie gamonie nie powinny się rozmnażać, niech Ci pannę przyprowadzi – zrobisz co trzeba, wychowa gamoń jak swoje 🙂
      Mobbing też trzeba wdrażać z fantazją 🙂

      • Joe Birdman

        Tylko, że jak będzie więcej takich gamoni “bezdupnych” to ktoś im tę chuć może pomóc zagospodarować. Już raz jednego pociągiem przywieźli i wyszło z tego wielkie niedobrze.

        • 3r3

          Tym bardziej trzeba się trzymać z dala od gamoni. Niech się kto inny tam z nimi użera, oni wszyscy wiedzą najlepiej jak sobie zrobić dobrze, a najlepiej im bez jaśnie panów, równają do patoli.
          Będzie jaki większy dym to te niedobitki młodzieży co tam zostały poślą do maszynki do mięsa i będzie spokój z “Polakami”.

  • Kamil Juszczyński

    Dziękuje za kolejny wartościowy wpis. Może dzięki temu oglądowi spraw pozbedę się lęku wysokości.

    • 3r3

      Dziękuję.

  • Ochodzki Ryszard

    3r3, napisałeś:
    “Wybrałem przemysł i produkcję nie dlatego, że musiałem, tylko dlatego,
    że po tym jak sprite’y z basica 64 zaczęły ewoluować w grafikę na
    pixelach, a później pojawiły się modele 3d i rosła liczba fotoSzop,
    3dmaxów, narzędzi do tworzenia dźwięku, że o coraz to nowszych i
    ciekawszych kompilatorach i wersjach języków nie wspomnę, sytuacja
    zmieniła się diametralnie o jeden drobny szczególik. Ten szczególik to
    to, że o ile w 1984 roku można było posiadać kompetencje, aby stworzyć
    coś autystycznie lub binarnie z kolegą, to w ’92 trzeba było już w
    trójkę lub siódemkę, a sprawa miała się pogorszyć – w ’99 wysiadłem z
    tego pociągu..”

    No, prawidłowość przyspieszającej ewolucji zasad siedzenia na wybranej w młodości grzędzie opisałeś trafnie i mam te same przemyślenia, choć ja z profesji, którą Ty byś wywoził do lasu i do dołów, do dołów….

    Grzęda, na której przysiadłem kiedyś też jakby w ruchu coraz szybszym i mniej coraz wpada do gąbki….

    Czas na wysiadkę! Tylko gdzie? na jakiej stacji?

  • Ochodzki Ryszard

    3r3, mam pytania do Ciebie:
    – czy gamla pengar to tylko forsa i wpływy czy autentyczna warstwa przywódcza kraju?

    – czy gamla pengar już wie, że kraj jest na równi pochyłej i czy coś z tym robi czy tylko patrzy swego, pewna (he he: vide Irma) swych domów na Florydzie?

    – czy coś się robi w Szwecji by odwrócić katastrofę (partia Szwedzcy Demokraci?) czy też to już przesądzone i na trupie Szwecji za lat kilkanaście będzie Somalia Północna?

    • gruby

      z tego co widziałem:

      to stara krew kontrolująca te interesy, które opłaca się kontrolować. A na rynek nie wejdziesz, bo kontrolowany jest on biurwą. A biurwa kontrolowana jest przez polityków, którzy regularnie potrzebują wsparcia na plakaty wyborcze a po przegranych wyborach potrzebują miejsca w przechowalni.

      Czyli przykład modelowej demokracji.

      • Ochodzki Ryszard

        a jak byłeś tam w odwiedzinach to jak oceniasz realia: somalijski syf który się powoli rozłazi niszcząc strukturę społeczną? czy luz blus i panika przedwczesna?

        • gruby

          Szwedzi są dość podobni do Rosjan, mają bardzo podniesiony próg bólu a do tego są introwertyczni. Co oznacza, że tam długo nic nie będzie się działo aż pewnego dnia społeczeństwo eksploduje tak jak Rosjanie eksplodowali w Nowoczerkasku.

          Wtedy może być już za późno na reakcję, bo Szwedzi mogą być wtedy już mniejszością. Napływowi się na przemocy stosowanej o wiele lepiej znają i może dojść do scenariusza Hutu przeciw Tutsi.

          Życzę @3r3 żeby w tym dniu był już gdzie indziej, on i jego bliscy.

    • 3r3

      Gamla pengar to coś jak nasze ziemiaństwo (wiem że już nie mamy ziemiaństwa). To są różne poziomy zamożności – zarówno warstwa przywódcza jak i tacy normalni kamienicznicy z dziada pradziada co mają kilka budynków w mieście i poza miastem stadninę i folwark, ale ich dzieci normalnie do pracy chodzą na siódmą w fabryce tyrać.

      Ziemiaństwo wie że jest źle ale robi dokładnie to samo co nasze niedobitki – bredzi coś o strzelnicach, mennicach tymczasem na ulicach szariat. Jeśli pójdziesz na spotkanie młodych, patriotycznych Szwedów to tam są te same tematy – dostęp do broni, odnowa w duchu i takie tam. Z tym że Arabowie nikogo o dostęp do brony z pługiem i nie pytają, a odnowieni w duchu są do obrodzenia.

      W Szwecji robi się wszystko aby katastrofa na pewno się udała i usuwa wszelkie przeszkody na jakie mogłaby napotkać.

      Kiedy rozważasz to jak działa struktura społeczna Szwecji to wyobraź sobie Polskę na dzień przed rozbiorami, w której nie było żadnej większej wojny czy zmiany czy rewolucji. Po prostu zakonserwowała się kasta przywódcza i STAN MAJĄTKOWY szlachty takiej jaka sobie cztery wieki temu żyła. Oni jeszcze sto pięćdziesiąt lat temu mieli dokładnie taki sam jadłospis jak my (pomijając kiszone śledzie). Dopiero później ich ekonomicznie przetrzebił socjalizm i emigracja to do wszystkiego zaczęli sypać cukier.

      • Ochodzki Ryszard

        dzięki!

        Podobnie jak Gruby, mam nadzieję że zdążysz z rodziną stamdtąd wyjechać zanim będzie za późno.

  • gruby

    @3r3 napisał:

    “Mała spawarka z małą szlifierką w jednej skrzyni do małych robót, duża
    spawarka z mejslem plazmowym do poważniejszych konstrukcji, tak jakby tą
    dużą nie dało się zrobić tego małego. Owszem da się, tylko stary,
    uparty osioł – czyli ja, ma do małego kota małe drzwi. I nikt mnie nie
    przekona, żeby kota puszczać niewłaściwymi drzwiami. Porządek musi być.”

    Ale jaki porządek ? Toż to zaledwie czysta matematyka:

    załóżmy, że mała wierarka kosztuje 1k papieru a duża taka na stałe przymocowana do stołu kosztuje 5k ale ma za to dwukrotnie dłuższą żywotność. Czyli dziura wywiercona dużą wiertarką kosztuje Cię dwa razy więcej. Każda jedna dziura. A mówimy tu tylko o amortyzacji, o zużytym prądzie już nie mówimy. O kosztach przemieszczania stanowiska z dużą wiertarką też milczymy.

    • 3r3

      Jakby Ci to wyjaśnić… z mojego na Twoje… to tak jakbyś do każdego otwartego pliku potrzebował nowego stanowiska z komputerem. Bo nie chce Ci się klikać. To ja tak mam sprzęt na wyjazdowe roboty pokitrany “na małe koty”, “na średnie koty”, “na kółkach”.

      • gruby

        Jesteś pewien, że to tylko Twoje własne lenistwo ? Bo od stuleci istnieje powiedzenie o strzelaniu do wróbla z armaty ilustrujące czynność ekonomicznie bezsensowną. To znaczy: się da, pytanie brzmi czy to się opłaca ? Gwoździa też da się zrobić ze srebra żeby sobie na nim godnie powiesić Picassa.

        Nie uważam Twojego działania za przejaw lenistwa lecz za przejaw rozsądnego cięcia kosztów.

        • 3r3

          Powiedzmy że to metoda akumulacji środków trwałych w celu ich nieużywania 🙂
          Chociaż pewnie masz rację, urwanie każdej minuty z pracy w sobotę w palącym słońcu w środku wakacji, jak się płaci “za robotę” ani za godzinę palenia głupa może być przyczyną wożenia ze sobą nadwyżki sprzętu.

  • Ochodzki Ryszard

    no, ok, pochodzenie wiadome ale nie dopuszczasz myśli, że “nasz Żyd”, żyd-polski patriota?

  • gruby

    “Niektórzy mieli szczęście i wyjechali duuuużo wcześniej”

    Szczęście ?

    Każda decyzja o emigracji to tragedia dla państwa z którego ktoś postanawia uciekać. Oczywiście mówimy tu o emigrantach ekonomicznych, takich jak medyk czy 3r3. Bo poza granicami kraju pracują poniżej swoich możliwości z powodu szklanego sufitu, co oznacza marnowanie ich potencjału. Jeśli więc mimo sufitu jest im na obcej ziemi lepiej to strata jest podwójna: dla nich i dla ich kraju.
    Ich potomstwa już w ogóle do kraju nie ściągniesz, więc całe rody homo very sapiens znikają z dostępnej danemu krajowi puli genów. Efektem tego 3r3 państwem lechitów sobie buty wyciera a państwo jako takie rządzone jest przez jakieś spady wybierane z genetycznych resztek dostępnych na miejscu.

    Jeśli państwo jest na tyle głupie, żeby swoim własnym rozgarniętym urządzać szklany sufit to kończy jako kolonia.

    • uberbot

      @disqus_89vD8NXwE0:disqus

      “Niektórzy mieli szczęście i wyjechali duuuużo wcześniej”

      Myślałem, że do czego innego będziesz pił. Mnie zawsze dziwi jak ludzie mówią, że mi się udało albo miałem szczęście. Ktoś te manatki spakował i zaplanował wszystko po czym wdrożył. Życie na emigracji to nie sielanka. Dlatego USA kiedyś było jakie było, a teraz to tylko grube potomstwo zdobywców świata.

      “Jeśli państwo jest na tyle głupie, żeby swoim własnym rozgarniętym urządzać szklany sufit to kończy jako kolonia.”

      W teorii państwo ktoś tworzy, czyli to Kowalscy są durnymi pałami. Mamy jeszcze taką geografię, że (chyba) w 1721r. Prusy i Rosja zawarły pakt o blokowaniu rozbudowy armii w Polsce i tak od 300 lat jest jak widać. Ale to głównie nasza wina. Bo w przerwach (np. 1914-39) zamiast wykorzystać czas, jak się biorą za łby albo ktoś ich leje (np. Turcy) i ich obić po kolei to my robiliśmy jakieś debilstwa.

    • Maksior

      Problem w tym, ze miejscowym odpadom genetycznym taka sytuacja moze odpowiadac, bo dochodza w hierarchii spolecznej do poziomu, ktorego dzieki swym wrodzonym mozliwosciom nigdy by nawet nie powachaly.

      • 3r3

        Co nijak nie zmienia faktu, że oni dalej mają poziom organizacyjny i intelektualny jaki mają i bez jaśnie panów nie potrafią nawet produkcji zorganizować, tak żeby ktokolwiek chciał to kupić. palety umieją sami zbijać i okna zrobić, bo własna marka samochodów to już nie, to już musiał pan Niemiec przyjechać i montownię tym ciamajdom otworzyć.

        Robię teraz gadżety do regenerującego się pod wpływem ciepła i UV paliwa (fuel cell). Co ja niby miałbym w Polsce robić? Rolnikiem zostać? Strusie wypasać?

        • gruby

          @3r3:disqus napisał:

          “…palety umieją sami zbijać i okna zrobić…”

          Że ktokolwiek chce to kupić nie wynika z jakości produktów lecz z dumpingu na płacach roboli co pozwala obniżyć cenę. To samo dotyczy polskich montowni samochodów, autobusów czy pociągów. Dlatego też polskie składalnie są powoli wygryzane z rynku przez ukraińskie, rumuńskie czy bułgarskie.

          • 3r3

            To oczywiste, ale później przyjdą tacy socjaliści-etatyści z państwickiej (etat – państwo, etatyzm = państwizm) Pobudki i Ci napiszą, że chcą króla, ale bez Panów Rycerzy. Po czym widzą że bez panów to muszą tyrać na obcych panów, ale swoim nie dadzą. A na sam koniec chcą jednak coś od panów:

            http://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/1069930,podatek-dochodowy-praca-za-granica.html

            • Ochodzki Ryszard

              No przecież Ty masz tzw. centrum interesów życiowych poza Polską i nie podlegasz w Polsce nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu, więc Ciebie taka zmiana w kierunku metody zaliczenia proporcjonalnego nie zaboli.

              Zmiany uderzą tylko w osoby mające centrum interesów życiowych w Polsce i podlegające w Polsce opodatkowaniu od całości swoich dochodów. Dla takich osób stosowanie dotychczasowej metody wyłączenia z progresją istotnie prowadziło dotąd do tego, że nie płacili w Polsce podatku od zagranicznego dochodu, bo co nawet wliczona zz uwzględnieniem dochodów osiągniętych za granicą stawka np. 30% zastosowana do niskich lub zerowych dochodów w Polsce dawała niski lub zerowy dochód podatkowy.

            • gruby

              @ochodzkiryszard:disqus napisał:

              “No przecież Ty masz tzw. centrum interesów życiowych poza Polską i nie
              podlegasz w Polsce nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu”

              … a kto o tym centrum i gdzie ono się znajduje decyduje ?
              Tutaj widzę pole do popisu dla biurwy, na przykład w USA każdy płaci podatek dochodowy do IRSu niezależnie od miejsca zamieszkania. Masz paszport USA, jesteś własnością USA i płacisz w USA podatek dochodowy. Inna sprawa kto z polskich emigrantów się będzie do tego stosował, ale generalnie nadchodzą czasy, że emigrant=przestępca. Przecież po to polska biurwa dostała nieograniczony wgląd do kont bankowych za granicą.

            • Medyk Helwecki

              dlatego tez Tina Turner zrzekla sie obywatelstwa. Ciekawie bedzie mial Roger Federer co ma w Omanie swoje Centrum interesow

            • uberbot

              A dostał ktokolwiek kiedykolwiek jakieś wezwanie takie? Bo ja nigdy nie słyszałem, a Polaków zagranicą mnóstwo…

            • Medyk Helwecki

              Dostalem, nawet sie polski urzednik zastanawial czy ja aby na rzecz obronnosci nie mam w PL obowiazku, ale stwierzil ze jak otworze tu powiazana spolke czy cos w PL to juz mnie wezma w obroty.
              Szwajcaria robi to tak ze dla plotek a za plotki tutaj ma sie ludzi majace mniej niz 50 milionow CHF – wysyla zawsze info do kraju pochodzenia. Zeby bylo ciekawie, ja mam niepolskie imie i nazwisko obecnie po zmianach oraz podwojne obywatelstwo.
              Wysylaja dane z danymi ktore mieli kiedys pelnymi – z numerami paszportow i cala historia. Nawet osoba z zakladu pracy chronionej PFRON skojarzy wszystko i wrzuci do ewidencji

            • 3r3

              Ja dostałem w innej co prawda sprawie ale od razu z grzywną i aresztem.
              Więc musiałem puścić sprawę urzędowo po brzytwie i pomachać immunitetem.

            • MaRogi

              Emigrując zaczynasz od podania zagranicznego adresu na nip-3 (osoby fizyczne). Potem należałoby wszystko sprzedać albo przepisać. Do tego, wiem, że to nonsens, ale czasami trzeba się pozbyć udziałów w polskich spółkach. Jest na to myk, sprzedajemy szwagrowi udziały a po faktycznej emigracji odkupujemy już jako rezydent innego kraju. Podobnie można robić z nieruchomościami. Liczą się daty nabycia 😉 Odwiedzając Polskę turystycznie pilnujemy, żeby wbijali nam w paszporcie pieczątki wjechał wyjechał, tak dla świętego spokoju, jeżeli ktoś jest przewrażliwiony. Rezydencje da się skutecznie zmienić, tylko trzeba to zaplanować a nie spakować plecak i zniknąć.
              Co do zaglądania do kont zagranicznych, to jedna uwaga. To się odbywa w oparciu o jakiś numer osobisty, PESEL, NIP, numer dokumentu. Dlatego dobrze mieć lokalny numer NIP utworzony o polski dokument tożsamości, który nam następnie skradziono, najprościej dowód osobisty, bo się najszybciej i najłatwiej wyrabia ponownie. Z dużym prawdopodobieństwem polska biurwa nie pozna naszego nowego numeru rachunku bankowego w kraju zagranicznym. Można też otworzyć rachunek zagraniczny online, tam często potrzebny jest tylko dowód tożsamości, który zgubiliśmy. Najlepiej nigdy nie podawać prawdziwego NIP a pesel podać z błędem, np. zero zmienić na duża literę O. Serio, to przechodzi w urzędach.

              Podobnie otwierałem rachunki w banku w USA 15 lat temu, w Chicago na polskie prawko bez SSN robiło się prawko w Illinois, potem w Kalifornii w BoA na prawko z IL otwierało się kilka kont bankowych z książeczką czekową i kartą debetową. Prawo jazdy zawsze kradł jakiś murzyn, czasami czeki kradli. Prowadziło się już wtedy biznes online wiec klienci wpłacali anonimowo na konto przez direct deposit w oddziale. Kasę się wypłacało z ATM w dowolnym miejscu na swiecie. Były duźe obroty wiec po 12 miesiącach komputer pytał na jaki adres wysłać kartę kredytową zazwyczaj na 5-10k usd. Z kilku kont bankowych miało się 20-30k kredytu, który czasami nie był nigdy spłacany. Ok 2006 ukrócili to, bez SSN albo paszportu nie dało się otworzyć rachunku. Po tamtych akcjach w USA byłem wiele razy, wpisali w koszty, nikt nie pytał a odcisków w banku nie pobierali.

            • uberbot

              Niektórzy mają adres zamieszkania sprzed dekady w hostelu na przykład…

            • MaRogi

              Wtedy w USA otwierając konto w banku podawałes dowolny adres. Tam słali czeki i karty. Wystarczyło podać adres baru w którym jesz codziennie śniadanie i dajesz napiwki.

            • gruby

              @disqus_R1hI2RJklH:disqus napisał:

              “Emigrując zaczynasz od podania zagranicznego adresu na nip-3 (osoby
              fizyczne). Potem należałoby wszystko sprzedać albo przepisać.”

              Akurat zrobiłem odwrotnie, to znaczy najpierw wszystko polikwidowałem a potem wyjechałem. A co do NIP-3: na jakiej podstawie prawnej mam podawać zagraniczny adres, skoro obowiązek meldunkowy kończy się dla mnie na polskim słupku granicznym ?

            • MaRogi

              Bo biurwa chce adres, na jaki będzie ci mogła dostarczać zawiadomienia o wszczynaniu rabanu. Tak, żeby w papierach było, że go pouczono.

            • gruby

              To ja akurat rozumiem doskonale, z tym że moje obowiązki wobec państwa kończą się na jego szlabanie granicznym. Przecież po to się między innymi emigruje. Dlatego chciałbym się dowiedzieć w której polskiej ustawie zapisano, że obowiązek ujawniania miejsca zamieszkania rozciąga się poza terytorium RP. Od biedy zrozumiałbym taki obowiązek, gdybym mieszkał na terenie ambasady lub konsulatu RP za granicą ale aż tak głupi nie jestem.

            • 3r3

              Tam u Was produkowali takie coś:
              http://www.lathes.co.uk/vektor/

              Można to jeszcze dostać? Drogie to?

            • gruby

              uff … zadałeś mi bobu …

              Tam bym pytał:
              http://www.marcels-maschinen.ch/index.php
              Mecany w katalogu nie widziałem, ale ich hala zawalona sprzętem robi wrażenie.

              Konkurencja pod adresem:
              http://greub-stock.com/mc-search-e.php
              też Mecany nie ma, ale jeśli ktoś wie gdzie jakie skarby są po halach po Szwajcarii pochowane to albo jedni albo drudzy.

              Ewentualnie poklikaj sobie po tych dwóch stronach i napisz mi w e-mailu co Cię konkretnie interesuje to mogę się do marcels-maschinen wybrać i obczaić co tam konkretnie za skarby mają.

            • 3r3

              Dziękuję 🙂

            • Ochodzki Ryszard

              leć leć, ja już będziesz w Zurychu to się zgadaj z Grubym i Medykiem co do Parade Platz ale i “podziału ról” – który z Was to Max, który Moryc a który Borowiecki a potem to już z górki: “ja nie mam nic, ty nie masz nic….”

            • 3r3

              No tak, tylko że nie wiem jeszcze gdzie jadę.
              Przysyła się do US tylko pierwszą rezydencję podatkową z ostatnim pitem i żegna czule.

            • 3r3

              Są też inne, szersze możliwości. W Polsce można się po prostu wymeldować i jako bezdomny opuścić kraj, następnie tam zostać rezydentem podatkowym, bezdomnym i dalej to już jest z górki po kolejne pesele w kolejnych krajach. Nikt tego nigdy nie będzie odgrzebywał jak się kilka takich kół zatoczy.
              Mnie już nawet komornik konta nie zajmuje, najwyżej zwrot podatku jak dostanę za jakieś zasiłki.

            • 3r3

              Ale moje słupy już takich luksusów jak ja nie mają.
              Bo mnie to w ogóle można od strony UKS skoczyć.

          • av

            Przyjedź na południe kraju. Hale powstają jak grzyby, a ukraińców się ściąga setkami bo brakuje rąk do pracy. Widziałeś kiedyś rumuńską czy bułgarską jakość. To już nawet nie chodzi, że to jest najgorszy szajs, im mentalność nie pozwala robić nic lepszego.

            • gruby

              Problem mentalności możesz zminimalizować rozciąganiem ciągu produkcyjnego poza granicę śmieszności typu jeden robol nakłada podkładkę na śrubę, drugi nakłada na tą śrubę nakrętkę i dopiero trzeci nakrętkę przykręca.

              Widziałem kiedyś dwa filmy: jeden nakręcono w montowni VW w Dreźnie, drugi w montowni jakiejś chińskiej marki gdzieś w Chinach. Otóż w DDRze jeden pracownik na taśmie wykonuje pracę która w Chinach zostałaby rozdzielona pomiędzy 10 a może i nawet 15 Chińczyków.

              Nikt nie wpada na tego rodzaju pomysły bez powodu, proces produkcyjny trzeba dostosować do poziomu pracowników a nie odwrotnie.

            • 3r3

              Mam takiego znajomego dziadunia, który fabryki po całym świecie otwiera, i ma własną. 150 Chińczyków zastąpiło 6 Szwedów z automatyką, a on zastąpił tych sześciu i fabryka działa.

            • Eltor

              Z tą bułgarską jakością to wcale nie jest źle. W niektórych niszach robią jakościowo jedne z najlepszych sprzętów na świecie.

  • Ochodzki Ryszard

    stary dowcip:

    Do Goldberga czytającego na ulicy “Der Sturmer” podchodzi Silberstein i mówi z niesmakiem:

    – Izaak! Dziwię się, że czytasz tę szmatę!?!
    Na co Golberg:

    – Bo jak czytam nasze czasopisma, to tylko: tu krach na gełdzie, pogrom, tam antysemityzm,
    tu zbezcześcili synagogę… A jak czytam to – to od razu: Żydzi
    opanowali banki! Żydzi rządzą na rynku budowlanym! Żydzi rządzą światem!
    Aż przyjemnie się to czyta!

    🙂

  • 3r3

    Mnie się raz ENA przytrafił, ale to mnie zawiadomił jakiś przypadkowy adwokat, abym się skontaktował i zaproponował odkręcenie wszystkiego w zamian za jakieś dwie dniówki. To tak mi dobrze tak mi róbcie 🙂

  • Medyk Helwecki

    Szczescie ? Emigracja to chcleb czarny i gorzki czasami
    Tak w ogole to mnie wywalili z pracy. W srode tak po 14:00 dzwoni
    panienka z Human Resources i mowi zebym jak przyjde w piatek do roboty
    to zebym poszedl do HR to mi dadza klucz i zadzwonia po policje bo
    jestem bandyta z Polski i ze oni podczas mojej nieobecnosci wymienia
    zamki i w obecnosci Policji bede mogl zabrac swoje rzeczy i ze jestem
    zwolniony bez okresu wypowiedzenia ze sklutkiem natychmiastowym.

    Ale
    do rzeczy – w swoim PGRze mam problem z jednym z przelozonych. Jest
    Niemcem -no i ni stad ni z owad mi mowi – Vergiss bitte nicht du
    Arschloch Du – Breslau bleibt deutsch…

    No i wiecie – z guanem
    to nie warto zaczynac – wiec goscia olalem. No ale w piatek karnie
    przyjechala policja i ten idiota przychodzi i mi mowi – zabieraj swoje
    rzeczy – a ja – no ale najpierw poprosze o pismo stwierdzajace
    zwolnienie -a on – nie, zabieraj swoje rzeczy i do kadr lec napisac ze
    sie zwalniasz…

    A ja mu – bardzo mi przykro ale musicie mnie
    zwolnic bo ja samemu sie nie zwolnie. No i jakl to dowodca policjantow
    uslyszal to powiedzial tylko ze jada z powrotem na komisariat a rachunek
    w wysokosci 1800CHF za akcje im przysla faksem…

    Tak wiec juz rano kolejny show – kolejne jazdy typu Ty polska coorwo zdechnij nartychmiast i takie tam… A jak leca takie teksty tpo ja spiewam pod nosem hymn DDR

    • gruby

      @medykhelwecki:disqus napisał:

      “Ale do rzeczy – w swoim PGRze mam problem z jednym z przelozonych. Jest Niemcem -no i ni stad ni z owad mi mowi – Vergiss bitte nicht du
      Arschloch Du – Breslau bleibt deutsch…”

      Pójdź zatem do HR i złóż swój CV na stanowisko okupowane przez Twojego dotychczasowego szefa. Sprzedaj sam siebie, zareklamuj i przekonaj HR dlaczego byłbyś o wiele lepszym kandydatem na to stanowisko. Wypunktuj czego brakuje, co powinno zostać poprawione, jak masz się zamiar do tego zabrać. Wymień propozycje które składałeś, kiedy to robiłeś, co by przyniosły i mimochodem dodaj, że nie zostały one wdrożone. Wymień osoby, które jak uważasz powinny tworzyć jądro Twojego nowego zespołu. Przedstaw swoją wizję, jednym słowem. Unikaj jechania po Twoim dotychczasowym szefie, że on ma z Tobą problem HR wie już od dawna. Załatw go Twoją niezachwianą wiarą w przyszłość tej firmy, którą chcesz wspólnie budować. Jesteś oddany firmie i chcesz ją rozwijać. Udowodnij jak.

      Na razie bowiem HR zna ten konflikt tylko z jednej strony. Załatw szefa jego własną bronią, czyli pokaż o ile to Ty jesteś lepszy od niego. Taki numer możesz też wyciąć prosząc o spotkanie z szefem szefa, jeśli naprawdę nie masz nic do stracenia. Generalnie chodzi o spotkanie z kimś kto tam u was rządzi, zarówno Tobą, szefem jak i HRem. Wbrew pozorom często to nie HR rządzi, on tylko wykonuje polecenia kierownictwa.

      • Medyk Helwecki

        tu rzadzi hr i biurwa a w ogole Szwajcarzy Maja powoli dosyc bo sie zgermanizowali,
        Niemcy zaczynaja rzadzic na wielu poziomach, pielegniqarki z Harzu, lekarze z DDRu…
        patrze co wystrugac moge, spokojnie jak na wojnie, karabiny czyscimy, bimber obalimy…