Duże hobby – mała praca

Ja tak ciągle o przemyśle, o produkcji, bo sami Państwo rozumieją – ja jestem z początku koderem. I jak byłem mały i jeszcze w Czerwonym Raju dostałem pierwszy komputer, to mi wszyscy mówili, że to jest przyszłość i z tego będzie kasa, bo to mało kto umie obsługiwać. Ponieważ dziecięciem byłem naiwnym, a narzędzie do obsługi proste, ciekawe i dające duże 1,006 po każdej zmianie kodu, to poszedłem w tym kierunku. Jak już dziecięciem nie byłem (przynajmniej we własnym mniemaniu) i zaczęły mnie interesować tematy bardziej frywolne, to zacząłem się orientować, że – przynajmniej w moim środowisku – zarówno komputery, jak i umiejętność programowania, są dość powszechne. Ja oczywiście dzisiaj wiem, że to bias był, bo to dość szczególne środowisko było, a nagrywarka CD zapewniała przy odrobinie obrotności lepszy żywot niż z handlu używkami przy braku jakichkolwiek szykan z czyjejkolwiek strony, no ale w tym małym świecie przyszło mi zarabiać swoje ciężko uciułane, mimo że człowiek na boku papiery przekładał, księgowość podliczał i innym popiwkiem się jako brzdąc zajmował.

Komputery to, owszem, była przyszłość, tylko kto się w porę nie połapał, żeby z tego pociągu wysiąść, to został tam razem z dwoma miliardami konkurentów w składzie jadącym z wycenami na południe i nabierającym prędkości w rozszerzaniu kompetencji w takim tempie, że większość pary pchających skład szła w gwizdek. Nie róbmy sobie żartów – to, czego się nauczyliście 20 czy 30 lat temu z tej branży, to się dzisiaj nawet nie nadaje do uruchomienia kalkulatora. Chyba że w przemyśle – tam są i takie, i starsze maszyny – tam się przydaje. Po co to zmieniać skoro działa?

Jeśli jednak nauczyliście się 20 czy 30 lat temu coś produkować, toczyć, wiercić, frezować, to w tej kwestii, mimo postępu w materiałach, zrobiło się najwyżej taniej; sama technologia zmieniła się jednak niewiele, ot tyle że jest nieco prostsza w użyciu i nie trzeba czytać z noniusza – jest wyświetlacz na vernierze.

Te pociągi dalej jadą, dalej do przodu, ale ten przemysłowy pojechał do Chin, a nie wszystko da się dowieźć z dowolnych odległości, wożenie wszystkiego nie zawsze jest zasadne ekonomicznie, a czasem trzeba pewne rzeczy pokleić na miejscu. W rezultacie pociąg z przemysłem zaczął piąć się płacami do góry. Ja oczywiście wiem, że dla młodych ludzi, którzy pierwszy raz widzą ofertę czystej pracy przy klawiaturze za dwie albo trzy średnie krajowe, to jest to chwycenie Pana Boga za nogi. A jak dostaną dwa razy więcej w Lądku, to pakują się tego samego dnia. Z tym że coraz częściej będą konkurować z Pakisem i Czajnikiem, bo z Sovietem dawno już konkurencję, ze względu na poziom kształcenia technicznego, przegraliśmy. Gdy u nas szkolnictwo szło na manowce, oni z przyzwyczajenia jeszcze dokręcali śrubę i dobrze na tym wyszli. Taki jest los mieszkańców kolonii niestety. Sytuacja jest jednak obecnie taka, że ludziom, którzy potrafią wytworzyć, skonstruować, wyprodukować cokolwiek, płaci się dziś większe mnóstwo niż klepaczom kodu, a to z tej prostszej przyczyny, że próg wejścia w te kompetencje jest bardzo wysoki. Straszliwie wysoki. Natomiast utrzymanie się w tych kompetencjach jest już tanie i nie wymagające stałego przebierania łapkami w kołowrotku.

Produkcja pokrywek do garnków, w warunkach lichszych niż garażowe, wygląda tak:

 

Wiem, że przegonienie kogoś od klawiatury, bez butów roboczych do takiej roboty jest nie do pomyślenia, przynajmniej tak długo, jak garnki są w sklepach. Bo mleko bierze się z lodówki. Chyba że mleko nie pojawi się w lodówce i co wtedy? Na razie możemy podziwiać kunszt chińskich panów, którzy robią to, co ukazani w innym tekście na zdjęciu wąsaci panowie z naszych okolic sto lat temu (prawdopodobnie Dingxiang – Shanxi Liyang Forging Co. ltd – ale nie jestem pewien, te wszystkie ich przydomowe kuźnie w ogródkach wyglądają podobnie):

 

Ale czy gdyby przypadkiem trzeba było coś wyprodukować, to liczycie że zrobią to jakieś roboty? Zautomatyzowane hale? Ci ludzie, co się wkoło tej odkuweczki kręcą, to oni doskonale wiedzą co robią. I raczej nie robią tego za darmo. Mamy Czytelników organizatorów, takich jak @Wariat, a i innych mamy, ale się nie ujawniają, to nie będziemy się im naprzykrzać. Potrafią spiąć łańcuchy zamówień i coś tam uzyskać. Ale te ich łańcuchy wymierają, a tu gdzie mieszkam już powymierały i jest drożyzna, z której się korzysta, a maszyny i narzędzia są tanie, bo tak po prawdzie Czytelnicy co mają te 3-4 średnie krajowe, w ogóle by podeszli bez strachu do maszyny, co stal kuje w dymie & hałasie, iskrami wkoło sypiąc? A jeśli chcecie mieć światłowody, to szpadlami się pod to nie kopie, tylko koparkami, a koparki są z odlewów oraz odkuwek (od biedy można je spawać), i oczywiście na razie Pan Chińczyk nam koparki przysyła za to, że mu oddamy fabrykę tego, śmego i owego, ale w końcu wyprywatyzujemy się ze wszystkiego i co wtedy? Skąd my kolejnych Ukraińców do brudnej roboty weźmiemy? Będzie trzeba te koparki sobie samodzielnie wydłubać. A taki młoteczek, jakim operują ci Chińczycy na podwórku, to wiecie jak skonstruować? A takimi “młoteczkami” przypadkiem zdarza mi się operować i mimo plugawych szat, jakie się w tej robocie przywdziewa, to płacą tam odrobinę więcej niż przy klawiaturze. Z tym że wypadki przy pracy nie sprowadzają się do przeciążenia nadgarstka.

A czasem nie jest to kwestia ceny, czasem trzeba przedyskutować z sąsiadami kwestie zasadnicze odnośnie położenia miedzy i tego że między Łabą, Donem i Nysą najważniejsze my są. Nawet nie śmiem pytać ilu z Czytelników umie jeździć samochodem, ale śmiem zapytać ilu umie ładowarką, dźwigiem, widlakiem, już nie pytam o kwity na to – wystarczy, że umie. A przecież to wstęp do kierowania czymś cięższym i bardziej funkcjonalnym.

Nie szalejmy jednak tak od razu. Można się zapakować w plecak, można na skuter, można do samochodu, do pickupa, na ciężarówkę, nie żałujmy sobie – są i Czytelnicy, co mają własną bocznicę kolejową, z tym że nie używają – ale skoro jest, to kusi użyciem. Przemysł ma jednak dość proste potrzeby, w większości to instalacje już w Europie i w Polsce jakieś są. No, w Polsce mniej, bo to kraj agrarny i za przemysł się tam do statystyk podaje zakłady rzemieślnicze & manufaktury, ale prawda wychodzi na wizytacjach tego samego w innych krajach – że to jednak nie jest przemysł tylko duży garaż w formie hali. Przemysł trzeba utrzymać w ruchu. Ruch zapewniają silniki, pompy, taśmociągi, suwnice. Akurat pompy najczęściej mają taką wredną przypadłość, że się ścierają w czasie pracy, a najlepsza praca jest w wydobyciu, więc taka głupota, jak odsysanie piachu z rzeki, zapewnia konieczność ciągłej regeneracji korpusu pompy przez napawanie, łatanie, szlifowanie, tak aby jakościowy piach z rzeki trafiał na budowę by zapoznać się ze stalą, wodą i cementem. Bo mieszkać gdzieś trzeba i chociaż wirtualny domek z Cada wygląda przyzwoicie, to jednak jego niematerialność sprawia, że przed deszczem, wiatrem i śniegiem nie chroni, a plugawa rzeczywistość pokazuje nam ile mamy metrów na twarz i w niektórych krajach mniejszy ścisk, a większy komfort, jest w więzieniach.

Z punktu widzenia wymierającego pokolenia, które pracowało w latach 60-80 w przemyśle i masówką zostało zdegradowane do proli, co to “mamy tego pełno”, praca w przemyśle jest oczywiście głupim wyborem ścieżki życiowej. Obecnie mamy proli-koderów z Indii i problem nadmiernej alokacji w danej branży wywiera presję na pensje wśród klepaczy. A nie czarujmy się, ja żyłem jeszcze w czasach gdy za durną stronę internetową kasowało się minimalną pensję, bo takie było ssanie na rynku, że o poważniejszych rzeczach nie wspomnę. A potem był wodospad, bo się futrzaki na to rzuciły.

Na razie żadne futrzaki nie biegną w stronę przemysłu. Piasek do cementu by co prawda chciały, ale żeby kto inny to za nich wyczarował, a oni tylko podpiszą kredycik i “niech się stanie” (fiat). Jak już na przykładzie @cheniek z IT21 zauważyliśmy, kwota do spłaty kredytu rośnie wraz z postępami w spłacaniu. Dlatego sugeruję popatrzeć w tę stronę, w którą nie ma presji na alokacje ludźmi, mimo że Niemcy stają na głowie, żeby ktoś chciał do ich szkół rzemieślniczych się pofatygować i zostać robolem. Z tym że ta imigracja, jaka im się trafiła, nie chce, a u nas są pewne fochy po tym jak batem pognali naszych dziadków w tamtą stronę do roboty.

W dawniejszych tekstach pisałem jak wygląda strona konstrukcyjna, instalacje, które COŚ produkują, w rozumieniu produktów materialnych, a nie “produktów” ubezpieczeniowych, bankowych i innych bredni (ani tego włożyć w garnek, ani nie da się wydoić). Luksus, jaki mamy w Europie, polega na tym, że większość tych gratów jakie Chińczycy z filmów kują sobie w “ogródkach przygarażowych” to mamy już zrobione. Trochę podniszczało i mamy parę pod kotłem ustawioną na 5-10% mocy produkcyjnych (w Szwecji na przykład od kryzysu w 2008 produkcja przemysłowa ma obsuwę o 18% i to tylko dlatego, że ludzi starość dopada, a nie żeby przemysł gdzieś się wybierał – Chińczycy robią, co mogą, żeby to zostało gdzie jest i demografię dowożą), ale to tak wiecznie nie będzie. Szlaku Północnego przez Arktykę na razie nie ma, kolej jest transsyberyjska z początków XX wieku, Chińczycy dużo deklarują czego to nie zrobią przez kontynent i jak to fajnie nie będzie, ale na razie gadają, a Jankesom nie wiadomo kiedy do łba strzeli Suez i Malakę docisnąć, żeby sobie przedyskutować pewne sprawy z Czajnikami, kto tu ma dłuższego. Bo to nie może być tak że społeczność wybranonarodowa wydaje pozwolenia na niuki i inne zabawki, a tu sobie jacyś Chińczycy w garażu zaczęli lotniskowce szyć. Co by to było gdyby tak bez pozwolenia kto bądź mógł sobie broń w garażu wyprodukować tylko dlatego, że potrafi, tak bez pozwolenia? O czym by dyskutowali wtedy komuniści. Oni sobie tam roją, że ja się ich pytał będę co mi wolno strugać w garażu. Marzyciele i fantaści. Sobie wystrugam, co uważam i nie po to żeby mieć, tylko z potrzeby użycia i to ja będę decydował w kogo będę strzelał. To się trzeba ze mną dogadywać czego takiego mi trzeba, zanim ja się poczuję przymuszony strugać szable i samopały nie mogąc znieść dzielenia planety pod jednym niebem z takimi, co mi się nie podobają i w szkodę włażą samymi swymi roszczeniami. Pozwolenia mi chcą wydawać i sprawdzać czy ja jestem poczytalny. Na tyle poczytalny, żeby wystrugać dzidę i bez dania racji i pytania gdakaczy o zgodę użyć.

Tak czy siak, część z nas odnajdzie zyski w produkcji i wyląduje w mniejszym lub większym garażu, w ogródku na skalę swych potrzeb i możliwości. Co więc nam w tym garażu będzie potrzebne, gdzie to tanio zdobyć i skąd to brać? I właściwie czego takiego nam nie dowiozą z Chin, co z tego powodu będzie straszne mnóstwo kosztowało i aż warto to będzie w garażu substytuować?

To nie jest tak, że zgaśnie światło i wylądujemy w przaśnym średniowieczu. Po prostu ceny pewnych elementów staną się paskudnie drogie i trzeba je będzie substytuować. Pierwsze co nas dopadnie, to ceny inwerterów i sterowników. Robi się to w Japonii i przez Niemców w Chinach. Tak czy tak, obszar, który jest daleko i może być problem, jak się zaczną Yankee srożyć na morzach. Za inwerterami idzie taki problem, że substytuują je transformatory jako downgrade technologiczny. Trzeba będzie maszyn do nawijania drutu na rdzenie, trzeba będzie też te rdzenie jakoś wycinać. Z tym że płaskownika miedzianego o kilku milimetrach grubości nie nawija się na rdzeń rękoma, trzeba do tego maszyn. Ze względu na to, że ceny mogą poszybować, każdy będzie mógł spróbować swych sił i fortunę przytulić. Z tego, że będzie ból na “przekładniach prądu”, bo tym właśnie są inwertery i transformatory dla mocy w kablu, wynikną takie konsekwencje, że ten sprzęt, jaki jest w użyciu, nie będzie zastępowalny i dla tych, co prowadzą biznes z pewnych rozmachem jest to oczywiste, ale dla warsztatowych hobbystów nie jest – narzędzia takie jak spawarki, ręczne elektronarzędzia, silniki elektryczne to nie są środki trwałe, mimo że biurwa tam każe to wpisywać – to są materiały eksploatacyjne i przy obciążeniu pracą wymieniane są równie szybko jak papier w drukarce. I trzeba to będzie produkować, a taki Ozas z Opola kiedyś (za PRLu) robił bardzo fajne spawarki, tylko jak je rozbierałem, to mi wychodziło że to szwedzkie jest, a teraz to się nawet nie kryją: Ozas-Esab Sp. z o.o. I trzeba im będzie wdrażać konkurencję. Czyli produkować transformatory, spawarki (bo na inwertery przy downgradzie technologicznym to nie liczcie – w Europie nie starczy produkcji, żeby samym fabrykom starczyło i będzie reglamentacja jak za wybitnego przywódcy partii narodowo socjalistycznej – podanie o części zamienne będzie trzeba pisać do Siemensa, a oni je rozpatrzą, jak się będzie miało dojścia polityczne).

Nawijanie drutu na rdzenie po to, aby móc przetapiać drut do naprawy korpusów pomp ścierających się przy wydobyciu piasku, żwiru albo pyłu z form w piecu odlewniczym i materiału ściernego do szlifowania odlewów. To może nas czekać. Do tego trzeba będzie narzędzi – bo te chińskie nie dojadą, a na miejscu mamy ledwo kilka fabryczek takich jak Kuźnia, więc takie będziecie mieli narzędzia, jakie sobie sami wystrugacie. I wiem, że bez problemu zrobicie to szlifierkami, wiertarkami, brzeszczotami i pilnikami. Z tym że wiertła Bosch do tych wiertarek są z Chin (mnie przysyłają jakieś polskie, produkowane nad Pucyfykiem, 10 razy tańsze od tych “niemieckich”), a szczotki do silników tych szlifierek i wiertarek, dla odmiany, też stamtąd. Co niejako przymusi nas do substytuowania tych jakże istotnych gadżetów. Jankesi to w nosie mają, bo oni jeszcze produkują kute narzędzia dla swojego przemysłu, ale w Europie robi się je ze spiekanego proszku (są o wiele gorszej jakości, ale możliwe w produkcji w małych seriach).

Do podstawowych narzędzi, jakie nam będą potrzebne, to oczywiście (wszystko na trójfazowych silnikach, bo tam żadnych szczotek przecież nie ma ^^) zaliczymy tokarki (ale nie te cnc, tylko suportowe, w których najnowocześniejszym, doklejonym ostatnimi czasy urządzeniem jest DRO) i to będziecie mieli szczęście, jeśli kupicie jaką soviecką, czechosłowacką, czy daj Panie szwedzką, bo angielskie mogą być niestety na imperialnych przełożeniach dla śrub i do niczego to nie będzie pasowało. A można takie maszyny wyciągnąć za 4–15k PLN, zależnie jak się trafi i wykorzysta kontakty na Północy (bo przecież po to była żelazna kurtyna, aby sobie Szwedzi zastawili hale tokarkami od Pepiczków). Jaka wiertarka słupowa (za 2-4k PLN) też na odlewach gdzie stali nie brakowało, jakaś mechaniczna prasa z motorkiem (to i za 1kPLN za 10ton się dostanie, bo to nikt już prawie nie wie do czego to takie), a można się i na frezarkę za 10-20kPLN wykosztować. Do tego te wymienione “materiały eksploatacyjne” i można rozkręcać małą produkcję narzędzi dla przemysłu w ramach substytuowania tego, co akurat nie może dojechać z Chin, a z USA i Europy nagle okazuje się zabójczo drogie (zresztą Milwaukee aktualnie z Niemiec jest zabójczo drogie). Licząc oczywiście na to, że w przypadku zgrzytów w gospodarce, ceny będą kierowały się na północ, a robić tak jak dziś – nie będzie komu. No i padnie jeszcze ta kwestia: kto w ogóle umie coś zrobić, bo praca w warsztacie to nie jest programowanie, gdzie wyrzuca błąd, jak się człowiek chlapnie i nic się z tego tytułu nie dzieje. W produkcji błędy kosztują. Materiał, narzędzia, ofiary – to wszystko nie jest za darmo. Taka produkcja ma też tę zaletę, że ma bardzo wąski kanał kontaktu z klientem (to nie sklep, że się wchodzi, wychodzi), co za tym idzie nie jest eksponowana i nie lezie biurwie w oczy. W efekcie dzięki innym talentom i biegłości w sztuce ukrywania obrotu poprzez podstawiane taśmociągiem spółki możemy oddzielić materialny majątek zapewniający dochody od łańcucha sprzedaży i palić głupa przy dorzucania się do wspólnego kotła.

Prawdopodobnie od następnego roku będę uruchamiał jakiś nowy taki warsztat, to pokażę co i jak. Od następnego, bo żeby dostać “garaż”, to trzeba casting wygrać, za to hal na wynajem od groma, ale nikt mniej niż 500m^2 nie chce wynająć. Liczą za to sobie jakby namiot był z blachy, ale złotej. A ile referencji trzeba mieć, żeby w ogóle z człowiekiem chcieli rozmawiać, nie ma Panie – nie ma i nie będzie. A kogo Pan zna? A jak tego, to zaraz sprawdzimy, zna, to będzie.

Dobrym wprowadzeniem do organizacji produkcji, jak nie macie kompetencji praktycznych, byłoby to, czym zajmują się niektórzy Czytelnicy – organizują podwykonawców (bo w Polsce podwykonawcy jeszcze są, a na Północy już jest zgrzyt). No, ale to są ludzie zajęci i zalatani, nie mają czasu tłumaczyć jak się buty szyje, a nawet nie bardzo mają czas kurtuazyjnie co jakiś czas napisać, że żyją i mają się dobrze, tak na wypadek gdyby się do nich kontakty zawieruszyły na jakimś popsutym laptopie.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • srebrnyptak

    Samo mięso!
    Mam podobny filmik prywatnie na telefonie z chińskiej kuźni i odlewni – w sumie nie małe i z dość dobrymi produktami. Co nie dziwi to podejście do bezpieczeństwa. Niekiedy włos sie jeży – ale jak sie ma prawie 2×1,5 miliarda rąk do pracy to i statystyka wypadków jakoś nie boli. [nie wrzucę go bo są tam “wrażliwe dane”]
    Jak już będziesz mieć pomysł, miejsce, materiał i maszynę aby cos toczyć, frezować czy spawać to zaczyna sie najlepsze – kim to wszystko obsługiwać? Bo jeden koń wszystkiego nie uciągnie. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że najwydajniejsi są z grupy 60+ (ci którym sie chce to potrafią sie jeszcze brudzić i podchodzić niekiedy do problemu w stylu młotek i przecinak. Bo młodzież zatrzyma sie mówiąc NIE DA SIĘ). Ten co pozamykał szkoły zawodowe i technika zamknął drogę na rozwój poważnej produkcji.

    • Greg

      Subiektywność autora razi, razi bardzo. Oczywiście że autor będzie wychwalał pod niebiosa działkę w której robi ( a po co, czy nie lepiej zniechęcać młodych do swojej branży, co by trzymać konkurencję z daleka od swojego korytka?), ja jako programista będę natomiast twerdził, że przyszłością jest właśnie klepanie w klawiaturę. A to Chińczycy nie klepią kodu, nie mają najszybszego komputera na świecie, satelity bez softłeru latają w kosmos? Gdzieś tam obiła mi się o oczy statystyka, że w Polsce brakuje 50 tysięcy klepaczy, a na świecie 2 mln.

      Kto z nas dwóch ma rację? Może obaj, może żaden. Jak życie przyciśnie, to wrócimy do roboty w hucie, ale jak ktoś lubi klepać kod w klimatyzowanym biurze, to niech mu będzie.

      Pole do rozwoju osobistego i państwa jest na wielu frontach. W przemyśle, programowaniu, biotechnologii, rolnictwie, you name it. Dziękuję autorowi za wrzucenie tych filmików, miło zobaczyć coś innego niż własna działka.

      Greg z jukeju

      • srebrnyptak

        U mnie subiektywność autora w tym wpisie to właściwie opis części “kariery”. Dosc szybko zrozumiałem ze super koderem nie będę a próg wejścia w branże będzie coraz niższy i będzie gęściej. 20 lat temu odpuściłem. Poszedłem do przemysłu a dalej na swoje. Na taka brudna rzemieślnicza robota. Nawet mnie ostatnio kosiło żeby sobie zrobić na MIT roczny kurs programowania IoT ale odpuściłem bo mimo wszystko programowania lodówek czy kupić mleko czy sojową wodę chyba już robić nie będę (ot taka ciekawość), a nauczyć sie w pól roku frezowania to chętnie bym spróbował:)

        Miejsca jest dla każdego. Nie każdy lubi się brudzić więc jak autor zauważa już są branże gdzie umiejętności nabyte lata temu coraz lepiej płacą bo konkurencja poszła klepać kod. A ten wałek ma być wytoczony na wczoraj a nie na za 4 tygodnie jak przypłynie statek z nowym.

        • 3r3

          @srebrnyptak ja to się przyznam że mam gdzieś na kompie własny engine animacji 3d “poklatkowych” z uzupełnianiem, który sobie w ramach blazowania się w ramach braku zajęcia skleciłem bo mnie takie rzeczy kręcą i czasem się tak po kilka miesięcy bez zajęcia potrafię zasiedzieć. Ale żeby z tego żyć i konkurować z tłuszczą? O takie marne wypłaty?

      • bdgr

        Mi też nie daje mi spokoju czy na pewno całe IT to szambo które trzeba omijać z daleka. Autor tak twierdzi bo władował kilka lat życia w technologię która chwilę później została porzucona, i kilka lat układania sobie wiedzy w głowie poszło w kanał. Po swoich rozczarowaniach takiego typu (chociaż akurat nie dotyczyły one IT) wiem jak bardzo nie ufa się potem takim branżom, ale nadmierna ostrożność to zbędny koszt.
        IT ma zakątki bliżej metalu: tworzy się i utrzymuje infrastrukturę w technologiach z dużą barierą wejścia i długim czasem życia. systemy operacyjne, baseband i inne telcomy, obecnie przeglądarki – rozwijane od zawsze w C i C++. Ten sam język jest podstawowym nrzędziem i najwyższym wspólnym dzielnikiem w systemavh wbudowanych. No niby assembly trzeba znać żeby pilnować kompilator ale nikt normalny nie będzie opierał projektów o assembly: każda architektura ma inne, pisanie idzie wolno, utrzymanie to katorga. Dedykowana płytka sterownika z MCU to niezbędny składnik naprawdę wielu produktów a jak ktoś jeszcze umie je projektować i klecić to przeskoczenie w razie potrzeby na przemysłową automatykę to nie jest rakietowa chirurgia. Bardziej specjalistyczne embedded ma już przemysłowe bariery wejścia (ok, nie ciężko-przemysłowe tylko precyzyjno-przemysłowe ale zawsze)
        Jak myślicie, czy gdyby 3r3 na studiach zamiast w basic na win wszedł na przykład w C na *nixy to też by brzydził się kodzeniem?

        • 3r3

          @bdgr ale C też niestety znałem, a ten mój basic był na C64… sam rozumiesz – ocean czasu 🙂

      • madbrain

        @Greg
        50k programistow brakuje powiadasz?
        A w UKeju to dlugo ci ten garb od od klawiatury rosnie? Bo z obserwacji to tylko przez ostatnie 5 lat oferty na klepaczy ida “south” a jak sie do tego doliczy inflacje ktorej oficjalnie nie ma to mozna lekko stwierdzic ze na wjazd oferuja 40% mniej tego co 5 lat temu..
        Oczywiscie z tymi klepaczami jest jak ze “zlotem” ofertowo to sie kupuje “zloto papierowe” i tego mozna czarowac na tony ktorych nawet w ukladzie slonecznym nie ma. Co do “zlota fizycznego” czyli ludzi ktorzy oprocz kleapania kodu rozumieja po co go klepia i dla kogo to juz zupelna inna bajka. Niestety takich co inwestuja w zloto fizyczne na wyspie jest garstka ale tutaj zeby ci sprzedali bilet wstepu to jest bardzo ciasno..
        I niestety jest tak jak gospodarz pisze jak ci lodowka nie powie ze masz mleko przeterminowane to nie problem jak mrozi i kielbasa nie popsuta. Jak Ci padnie kompresor to go “naklepiesz”..

    • gruby

      @disqus_OKJFMsZnaJ:disqus napisał:

      “Bo młodzież zatrzyma sie mówiąc NIE DA SIĘ”

      No a jak ma się dać jak płacą mniej niż u Chińczyków ? W Polsce standardem w ekipie kanalizacyjnej jest czterech operatorów łopat plus szef który zajeżdża na plac budowy siódemką i zamiast od “dzień dobry” dzień zaczyna od poganiania ludzi grubym słowem. Albo kapitalista od klimatyzacji: trzech fizycznych plus boss którego pierwszą inwestycją po spłynięciu na konto powitalnych rachunków był H-D z salonu i to w sytuacji w której jego ekipa w sile sześciu rąk ma do dyspozycji (na budowie u klienta!) jeden komplet kluczy i pół kompletu śrubokrętów a wiercą na deskach położonych na bruku bo na stół z imadłem wkręconymi w dostawczaka już nie wystarczyło.

      H-D był ważniejszy, rura jego mać. A ekipa podróżuje samochodem prywatnym jednego z roboli, bo inaczej przecież “na Twoje miejsce czeka dwudziestu”.

      Co prawda u nas oprócz ekipy na budowie trzeba jeszcze utrzymać biurwę. Ale na zachodzie biurwa wcale znacząco mniejsza nie jest a mimo to jeden nie utrzyma się z pracy czterech, to jest arytmetycznie niewykonalne. Żeby sobie laczków po wytoczeniu się z siódemki nie zabłocić to trzeba zarządzać czterema plutonami po 40 twarzy każdy, bo niżej w hierarchii to niestety ale albo się z ludźmi w pokoju siedzi albo co najwyżej z innymi plutonowymi mniejszy pokój współdzieli.

      • strzasu

        @Greg
        Mam dla Ciebie dobrą radę – wyjdź z ładnie urządzonego biura i przejdź się tam, gdzie stalowy drut z chodnika wyrasta, odgradzając blaszane budynki od zatłoczonych ulic miasta. Gdy już Twe oczy do półmroku zdążyć się przyzwyczają, to ujrzysz żelastwa kilogramów tysiące, maszyny złowrogie jęki wydające, a z nad nich twarze starcze sumiennie pracy oddane. Tylko tych twarzy mało, z dniami kolejne ubywać się zdają – czy znowu pod młotek kolejną fabrykę właściciele oddają?

        Kompetentną odpowiedź pozostawię dla Autora, co by to świeże futro na pal nabił. Ja podejrzewam, że wcale nie musi odganiać konkurencji od swojego koryta. Tutaj brakuje doby, żeby z robotą nadążyć. Dziś panuje raczej przeświadczenie, że przyda się sąsiad, który w robocie pomoże – może akurat ma maszynę, którą blachę 2 cm zdolny pokroić, czy otwory w niej plazmą wypalić.

        @disqus_89vD8NXwE0:disqus
        Chyba dawno nie byłeś przejazdem przez kraine, w której faszystowskie marsze ludność publicznie organizować raczy. W tym miesiącu już mi drugi taki kapistalista firme zawija, bo mu nawet rezuny z budowy pouciekały. Z innymi rozmawiałem, to jubileuszówki wprowadza, żeby nie pójść z torbami.

        • gruby

          @strzasu:disqus

          to taka chwilowa patologia drukarką od 500+ napędzana. A Rezuny to przypadkiem nie zwinęły się za Odrę odkąd im wizy do Rzeszy znieśli ? A nie nałożył się na to jeszcze dodatkowo niższy wiek emerytalny ?

          Jest na bogato, tak jak ostatnio za wczesnego Gierka było. Chwilowo.
          No i co z tego ?

          • strzasu

            Być może tak w polskojęzycznej prasie stoi napisane. Ja przedstawiam tylko co widzę na swoim podwórku, bo kiedy rok temu odebrać betony przyjeżdżałem to jeden cham z tuzina rozumiał moją mowę. A gdzie tą cholerę dalej niesie, to mi lata koło dzyndzla.

            Te 500+ to się przydaje, akurat kiedy ma robotnik tydzień przerwy, bo się zastanawia, którą ofertę pracy wybrać. Emeryci przy kanalizacji nie pracują, bo im już krzyża strzela przy zginaniu.

            Chętnych rąk brakuje, a Ci co są to korpokariera im się marzy. Na ostatnich piętrach szklanych wież chcą zasiadać. Żeby siedzieć i żeby kapało, a najlepiej to lało się strumieniami.

            Niech będzie sobie na bogato, niech malują trawe na zielono dla I Sekretarza. Ni to moi bracia, ni siostry.

            • gruby

              @strzasu:disqus napisał:

              “Chętnych rąk brakuje”

              Ręce są, one się ino do betoniarki nie rwą. Popraw własną ofertę albo wysadź korpobiurowce w powietrze. Albo mieszaj beton sam.

          • 3r3

            @gruby – ostatnio tak było w 2007, ja już się rano ze strachem budzę jak do gazety zaglądam i na notowania patrzę i nagłówki, czy banki nie zaczynają znikać. Dziś “egzekutor” z koncernu przemysłowego pytał mnie jak mi się udało od takiej jednej firmy co wszystkim w kulki leci zapłatę uzyskać i jeszcze zadowolony jestem, przy okazji kupiłem ćwierć hali maszyn za prawie dwa jelonki 🙂

        • Greg

          U mnie w branży też roboty więcej niż chętnych, a nie wszystko da się outsourcować z UK to Polski czy Indii. Ofert pracy stałej i na kontrakt jest, pardon moi, do zarzygania.

          Wolę swoje tworzenie apek na Xboxa niż krojenie blachy 😃 I proszę mnie od futrzaków nie przezywać. Widzisz pan, pan wolisz bawić się tonami żelastwa, a mnie bardziej kręci siedzenie w tiszircie w ładnym biurze. I nie każdy korposzczur to zaraz leming.

          Greg z jukeju

          • strzasu

            Urazić nie chciałem, bo ani używać słowa leming, ani używanego nie lubię – bo kimże jestem, aby drugiemu przez monitor tak zarzucać.

            Ja się nie mogę odgonić od tych Waszych ofert z UK, bo roboty dzisiaj wszędzie pełno. Raczej chodzi o to, ile za tą robotę chcą płacić.

            Własnie też mam takie wrażenie, że więcej tych apek tworzycie, niż wcześniej wspomnianych przez Ciebie satelit.

          • 3r3

            @Greg myślę że masz bias, też czasem taki miałem (jak prowadziłem międzynarodowe ten tego… głaskanie księgowości, żeby miękka była i dobrze wywatowana), że w klimie lepiej. Ale ciągnie wilka do lasu. Ja to po prostu lubię, a do tego… siedzę sobie w klimatyzowanej hali w korpo, płacą mi za to siedzenie lepiej jak prezesowi TK, bo mnie kupili razem z butami i czapką na to żebym tam siedział i im nie robił konkurencji. I ja tam nie wytrzymuje, i znowu mnie ciągnie do lasu, i znowu warsztat rozkręcam, maszyn dokupiłem ze dwa kontenery – to stan umysłu, o tym jest ten blog. Ja nie wytrzymam jak czegoś nie wyprodukuje.

      • Ireneusz

        A co i dlaczego pana obchodzą cudze laczki, czy obchodzi cudzy [akurat] HD, czy 7 ? Bo powód, dla którego ekipa roboli jest ekipą roboli, od setek lat zdaje się nie uległ jakiejś specjalnej zmianie.

  • bdgr

    Nieładnie tak serwować samo mięso w piątek 😉 Bardzo mnie cieszy powrót do technicznych tematów.
    Co do zawartości: czy są jakieś twarde powody typu brak złóż odpowiednich pierwiastków że nie ma w Polsce produkcji półprzewodników? Zdaje się że nic istotnego tu się nie produkuje obecnie. Unitra-CEMI robiła scalaki, czy to było w miarę na polskich surowcach? Tyle wiem że narzędzia, wzory były z importu

    • bdgr

      Co do szczotek w silnikach to korzystając z tego że jeszcze dowożą to można napchać BLDC gdzie się tylko da. Wymieniać silników ani złomować maszyn tylko dlatego nie warto, ale przy zakupie nowych wziąć to pod uwagę.
      W sumie szczotki to dobry materiał do chomikowania: łatwo dostępne, małe, dobrze się przechowują

    • 3r3

      @bdgr jedyną przyczyną braku przemysłu w Polsce jest zagrożenie ze strony sąsiadów. Takie fabryki wymagają solidnej fosy, najlepiej jak są na wyspie przy której można postawić lotniskowiec – tak żeby wszyscy rozumieli co i jak.

      • bdgr

        :/
        Póki co chyba nie damy rady takiego se w szopie wyspawać nawet jakbyśmy się zrzucili

        • 3r3

          Podejrzewam że braknie nam również solidnej fosy żeby miał gdzie pływać wkoło. Nie mamy wyjścia na ocean, to nie Tajwan czy Japonia.

  • Wariat

    Ależ mi się gratka trafia, no, no.
    Jako że błysk ma to do siebie że trwa błyskawicznie to spieszę powiedzieć że zarządzanie i koordynowanie cudzych zasobów szczęścia nie daje. Po nocach śni się hala i park maszyn. Ludzie, którzy przychodzą do pracy, warkot maszyn, ryk tworzenia… I parafrazując dowcip o żabie pierwszego dnia wiosny “a potem przyjdą biurwy i wszystko spie*dolą…”

  • asaasda sadasd

    @3r3 czy nie lepiej zamiast nawijać transformatory, robić te inwertery? Czy czegoś tu nie rozumiem i to tak nie zadziała? I jeszcze jedno, starsi i mądrzejsi na polibudzie twierdzą, że to teraz transformatory to nie, że odbiorniki nieliniowe, itd. , że tuż tuż era energetyki rozproszonej, że dobrze się zająć dwukierunkowymi przekształtnikami ac-ac. Co Ty o tym sądzisz? Czy to nie lepsza bajka niż przysłowiowe “nawijanie drutów”?

    • 3r3

      @asaasda być może to lepsza bajka, ale umiesz to wyprodukować bez angażowania aparatu który zbytnio Cię obeżre?

  • Szymon_

    Bez inverterów, servonapędów, PLC i całej reszty ? To przecież trudno będzie znaleźć firmę, która coś będzie w stanie produkować. Sensownie zarządzane może mają w zapasie strategiczne urządzenia (max 1-2 sztuki), ale reszta lubi poczekać aż będzie kryzysowo ( pracowałem długo w serwisie elektroniki przemysłowej). Zapas bloków IGBT i tyrystorów skończy się szybko a ceny powędrują w kosmos (magazyny są w UK i USA, reszta Chiny). Produkcja stanie, ludzie nie będą mieli po co iść do pracy i przez jakiś czas pracować będzie tylko biurwa (minie trochę czasu zanim ktoś im powie że płacidło nie działa). Nie jestem w stanie wyobrazić sobie co oni wszyscy mieli by robić (ostatnio swojego kolegę – świetny programista lat 31 uczyłem jak zmieniać koła w samochodzie).

    • 3r3

      @Szymon_ – jak obedrzesz te starsze maszyny z elektroniki to one działają normalnie – mam takie. Dzisiejszy przemysł i ten z lat trzydziestych w kwestii maszyn to różni się niewiele, jakiegoś dzikiego postępu w maszynach nie było, jedyną rewolucją jest wprowadzenie sterowania komputerowego i powtarzalność tej części pracy bez nudzenia pracownika kręceniem korbą.

      Ja takie maszyny mam, ja sobie jak co dzień pójdę swoje robić.

      • gruby

        Tak się zastanawiam, czy utrzymanie zdolności produkowania maszyn na maszynach nie jest przeceniane. Kiedy kryzys zagląda ludziom i firmom w …. sami zresztą wiecie do czego to nikt przytomny nie pakuje się w inwestycje a raczej zaczyna szukać pana Zenka, który przyjdzie i naprawi to co jest.

        I bycie takim panem Zenkiem co to polutowanym drucikiem, młotkiem i kombinerkami naprawi lokomotywę czy inny czołg może być o wiele bardziej dochodowe niż produkcja tokarek. Oczywiście na tokarkach czy innych frezarkach też wypadałoby się znać, żeby chociażby nowy zawór do lokomotywy sobie wyrzeźbić. W takim scenariuszu nacisk wypada chyba położyć na naprawę maszyn a nie ich produkcję.

        • 3r3

          @gruby – masz pojęcie jakie duże są te “lutownice & druciki” do czołgów?
          Ja most umiem naprawić, ale na wodę to nie chodzi, a darmo na rogu nie rozdają.

          • gruby

            A wiesz Ty co się najczęściej w nowoczesnym czołgu sypie ?
            Dokładnie to samo co w oplu, renault czy mercedesie: elektryka, elektronika, hydraulika. Do naprawy nie potrzeba wtedy klucza M24.

            • 3r3

              @gruby w wieży są takie serwa Siemensa co je zawsze wymontowują żebyśmy się nie dowiedzieli jakie, bo są na tyle dokładne że potrafią utrzymać wieżę na celu w ruchu. Podejrzewam że w Geiss
              http://www.geiss-ttt.com/www_geiss/rangeofprod_thermoformingmachines_e_139_94_0_f.htm
              mają podejrzenia które to, wystarczy podpiąć pod kontroler, napisać oprogramowanie i dobudować pudło z blachy wyposażone w coś co strzela i konkurujemy na rynku z IMI, Patrią i innymi szychami z tym że… nie sprzedadzą nam więcej takiego serwa.
              Co ja tam zresztą będę pisał… żałość nie mieć w kraju produkcji serw do SKO. Wstyd w ogóle paszport kraju co czołgów nie ma własnych w armii posiadać.

            • gruby

              Ciekawie piszesz. Bo Polacy zamierzają zastąpić hydrauliczną stabilizację lufy w Leopardzie drugim elektryczną.

            • 3r3

              @gruby – jak se narysują serwo i sterowanie nim.

  • Bodek

    Zmień księgowego, ja Ci radzę @3r3. Takie rzeczy wypisujesz o tangible assets, że ciężko uwierzyć że tak można nielogicznie pisać …

    • 3r3

      @Bodek immaterial is just not material. It is nothing as it is.
      Do czego jest Twój zarzut bo nie bardzo dostrzegam podstawy formalne?

  • 3r3

    @Bodek płytko kombinujesz. To nie wiertarka ginie – to cała firma co KUPy robiła znika. Firma kosztuje tyle co dwie ręczne wiertarki i księguje podatki przez 18 miesięcy że wszystko gra i bucy w tym czasie wystawia faktury każdemu kto chce, jakie chce. Po osiemnastu miesiącach dla higieny bussines left. A później kaskadowo inne firmy co dostały faktury. Amt to już nawet nie reaguje na takie akcje, bo szkoda zelówy drzeć i naocznie stwierdzać że tradycyjnie nikt nic nie wie pod adresem.

    • Bodek

      @3r3:disqus
      A to już wiemy, nie o takim biznesie gadamy, tylko o takim co jednak będzie trwał trochę dłużej, bo to jest MIŚ.
      Ja chciałem koledze zwrócić uwagę, że jest bardzo ścisłe rozgraniczenie co jest środkiem trwałym a co materiałem i narzędziem, a o tym kolega pisze w tekście. Jeżeli wydałem sekretarce szklankę a ona się zaoferowała znaczy się sekretarka a nie szklanka, że ona będzie tę szklankę użytkować 2 lata. To ja mam środek trwały – szklankę i mam obowiązek tę szklankę na ewidencję Fix Assets wpisać, kod statystyczny nadać i amortyzować bilansowo, bo podatkowo robię tak zwane jednorazowe umorzenie i kup mam.

      • 3r3

        @Bodek to tylko kwestia skali, z punktu widzenia małego warsztatu szlifierka to środek trwały, a z punktu widzenia stoczni to ją za dwa tygodnie diabli wezmą. Jak dla mnie gryzipiór może sobie wpisać cokolwiek, bo dokument wyjścia będzie na room left jak to nie ma numerów seryjnych albo ich nie spisaliśmy, albo na VMB (vat marża) do osoby prywatnej jako “used condition” (wiadomo że półtoratonowe maszyny na gruby prąd i sprężone powietrze w ilościach przemysłowych kupują przypadkowe, przechodzące ulicą obok firmy osoby za gotówkę – no jak nie ja jak tak jak tu mamy podpisanych pięciu świadków tej transakcji co się na Allacha klną że tak było – z Allachem urząd nie zadrze).

        Bodziu rozgraniczajmy – celem istnienia formalności jaką jest podmiot prawa handlowego jest WYŁĄCZNIE pobieranie legal tender od klientów poprzez legal account za produkty które w sposób niewyjaśniony pojawiają się w rozrachunku firmy (najczęściej w postaci usług), i taka firma jest podkładką KUP dla korpo. Kasa z korpo na konto wpływa i na nowe maszyny wypływa, maszyny się psują, sprzedają, zużywają, co tam chcesz, bo 80% firm bankrutuje w przeciągu dwóch lat i ta nasza niestety też się mieści w statystyce – nie ma się co ze statystki wychylać! Proszę nie wychodzić przed szereg – zbankrutowaliśmy i nie dostarczymy żadnych dokumentów, ponieważ spółka nie ma środków aby komukolwiek zapłacić za odpisywanie na listy, a nawet pogróżki. Zbankrutowała – doszła do bilansowego zera i już jej nie ma.

        Majątek, a to co innego, to jakiś tam prywatny warsztat, ma jakieś tam maszyny i sobie prywatnie coś struga, ale nie wiadomo gdzie jest ten warsztat, i czy w ogóle istnieje, a to że to przypadkiem jest jakieś 2tysie metrów zautomatyzowanej hali zapomnianej gdzieś w dzielnicy portowej to się nikt nie interesuje – tu nie ma żadnej firmy – tu jest prywatna komórka z prywatnymi klamotami i 50tonową suwnicą – proszę się rozjeść, proszę nie czynić zbiegowiska.

        Bo to widzisz – firma na legalu kupuje materiał i sprzedaje produkt, a pracownikiem jest Pan Zdzisio. I Pan Zdzisio potrafi z tego materiału zrobić produkt jako pracownik za najniższą. Nikt nie stawia pytania jak Pan Zdzisio to robi – przychodzi do pracy i wywiązuje się z obowiązków, rano jest materiał – po ranie jest produkt i klient płaci. Firma co jakiś czas znika, a Pan Zdzisio idzie pracować gdzie indziej. I proszę nie stawiać zarzutu że Pan Zdzisio zabiera robotę do domu i struga po godzinach w komórce z 50 tonową suwnicą, a szef nic o tym nie wie!

        Tu nie ma żadnego MiŚia – biurwie się to wszystko zdawało, ale jakby kto przyjechał w odwiedziny w tygodniu to ja potrafię taką halę i lokalnego Zdzisia przedstawić.

        • splinter

          Jeśli już jesteśmy przy tym – to jak w takiej przykładowej spółce wyglądają rozliczenia? Wszystko przechodzi przez konto firmowe? W tym uproszczonym znaczeniu – zapłata za materiał, a potem spółce za produkt itp.

          • 3r3

            Pozornie wszystko wygląda normalnie. Klienci normalnie płacą, firma normalnie kupuje materiał, osoby dostają wypłaty na konto, wszystko jest od strony widoku z każdego pojedynczego stanowiska w normie, firma zachowuje się zupełnie wzorowo. Jak każda normalna firma. Tylko dla higieny po 18 miesiącach jest na zero i przerywa działalność, i wtedy ewentualnie się okaże, że wszyscy już nie mieszkają pod swoimi adresami, a najpewniej już w innym kraju.

            Właściwie to nie ma powodu do krzyku – nie wyszło, firma deklaruje że KUPy sięgnęły przychodu, do tego cała firma była pod radarem na “dużego podatnika” – w sumie drobnica (a takich drobnic dla porządku kilka, kilkanaście zależnie od potrzeb, czasem się firmę dla jednej faktury zakłada). Właściwie to po co wszczynać kontrolę? I kogo skoro 80% podmiotów tak zdycha?
            Na to nawet JPK nie pomoże, bo to są układy kaskadowe. Trzeba by się uczepić bazując na wywiadzie osobowym, z tym że jak już wskazałem tam jest jednoosobowe grono osób.

  • pedro

    Z tymi przekształtnikami (inwerterami) miałbym uzupełnienie.
    Parę lat temu byliśmy u Niemców, chcieli nam sprzedać trochę technologii. Oczywiście wszystko najlepsze i echt niemieckie – dopóki nie znalazłem tabliczki znamionowej z napisem “Made in Poland”. Wtedy przyznali – to z fabryki Rockwella w Katowicach, Siemens nie ma jeszcze technologii przekształtników na 6kV. Coś się na kontynencie jednak robi;-)
    A z maszynami sprzed 20 lat – potwierdzam. 20+ lat temu robiłem niewielkie wdrożenie automatyki, takie do ogarnięcia przez jednego człowieka od początku do końca. Niedawno się dowiedziałem, że mimo kilku modernizacji to ciągle działa;-) Trudność jest z zorganizowaniem laptopa, który obsłuży program pod DOS, ale z drugiej strony raz uruchomione działa sobie samo i pomocy nie woła.
    Przy okazji, według mnie “Programmable Logic Controller” tłumaczy się na “Programowalny Sterownik Logiczny” – PSL. Trochę politycznie wyszło;-)

    • 3r3

      @pedro, a te kontrolery do serw to są w stanie obsłużyć szeregowo osiem serw sprzężonych do ruchu obrotnicy w wieży Pumy i odpowiedniki w mechanizmie uchylnym? I czy one przypadkiem nie działają na prądzie o olbrzymim natężeniu i niskim napięciu? Bo tam są specyficzne, niskoobrotowe serwa dużej mocy.

      To byłyby niesłychane jaja, gdyby Niemcy robili serwa do których importują z Polski kontrolery i montują to w uzbrojeniu na wypadek W z pl.

      • pedro

        To nie było na serwa, to były silniki klatkowe ca. 1000kW.
        Serwa oglądałem jakieś ćwierć wieku temu w Lenze i wtedy to było w całości robione w Niemczech, tylko płytki drukowane z Rosji. Produkcją militarną się nie chwalili;-)

    • tadek

      @pedro – przekształtniki 6kV to z Rockwell Automation Polska?
      Szukam od dłuższego czasu dla silnika 250 kW – ale ceny chyba jeszcze kosmiczne…

      • pedro

        Fabryka nie zdecydowała się kupić technologii, więc nie wchodziłem głębiej w temat. Ale na pewno mają duży typoszereg.
        Koszty kosmiczne, bo przecież przy rozdzielni 4x1000kW stoi druga mniejsza z klimą…

        • Medyk Helwecki

          Bardzo szanownych Panow prosze o pomoc w zakupie elektronarzedzi dla roznych grup.

          Na forum np. zalozmy watek. Ja lubie Makite. Dlaczego Makita a nie DeWalt albo Metabo. Albo dlaczego nie inna zabawka Panasonic na przyklad.

          • 3r3

            Już było na forum – rzuć okiem na YT – użytkownik AvE z Kanady o rozkładaniu maszyn na części i On Ci tam wszystko powie dlaczego Makita.

            • Medyk Helwecki

              Ludzi biednych nie stac na tanie produkty jednorazowe.
              Ja zamierzam sobie kupic tak dla zabawy spawarke, cos do aluminium, moze migomat, no i tokarke. Tak dla kogos, kto sobie czasami cos naprawic chce. Gwintowniki i narzynki mam.

              Jakie porzadne zaby do rur. Kupuje Knipexa ale to sie strasznie pogorszylo. Potrzebuje np. duzej dobrej zaby do rur dwucalowych. Jaki producent by byla ergonomia i jakosc.

              Mam jedna zabe do hydrauliki taka pamietajaca cesarza Wilhelma. Mialem dwie, wykopane na budowie w Szczecinie, jak w czasach studenckich pracowalem. Bo ja wiecie, beton z gruchy lalem, zbrojenia wiazalem, podpalanke w hali robilem..nawet nie wiem czy to pod czy przypalanka byla ale suchy cement portlandzki sypalem na mokry beton i plichowka rozprowadzalem. Walnalem jednego dnia 120 m2 kiedys i bylem z siebie zadowolony, malo tego, w 3 dni zarobilem tyle na budowie jak w 3 miesiace jako lekarz w Polsce.

              No i jeszcze plytki ceramiczne umiem klasc, z CO jestem do tylu bo miedzia lecialem na twardy lut lub mieki, potem myslalem o zgrzewaniu. Ale wyjechalemn na zachod.

            • 3r3

              @Medyk Helwecki ja Ci chyba nie muszę tłumaczyć jak wygląda zatrucie alumnium i dalsze następstwa?
              ” tak dla zabawy spawarke, cos do aluminium, moze migomat”

              Migomat do aluminium (akurat mam i umiem) to jest odlot w zakresie pro. Zapomnij o tym. Po lutym jak będę organizował warsztat to zrobię foty jak wygląda zestaw do dziabania aluminium i tam wyjdzie że migomat za 40kPLN to jest akurat tylko drogi detal, ale nie oś zabawy. Już samo sklecenie części żeby to płynnie działało jest wyzwaniem, z którym nie każdy sobie radzi. Za to poziom kwalifikacji wymagany do tego i warunki ochrony w jakiś się to robi to odlot. Jak tego nie robisz codziennie, albo nie spędziłeś kiedyś lat na wyrabianiu sobie nawyków manualnych to nawet nie ma co siadać do tematu. To coś na poziomie manualnym “zestawu mały chirurg”.

              “Potrzebuje np. duzej dobrej zaby do rur dwucalowych. Jaki producent by byla ergonomia i jakosc.”

              No to tam w Swiss macie firmy co robią takie rzeczy i to najlepsze na świecie, tylko duże żaby nie wychodzą na rynek cywilny, są w obrocie b2b – musisz popytać w firmach gdzie się tego używa i się nieco wykosztujesz. Oerlikon ma takie narzędzia, ale jak żyję to ich na półce w sklepie nie widziałem, a na rigu były.

            • Ireneusz

              Proponuję zejść na ziemię, nie powtarzać farmazonów o “biednych, co nie stać” i nie szukać zbędnego ujścia dla swoich zasobów. Dla “zabawy” w tym obszarze (również w ALU) to jest stworzona niezawodna Dedra DESTi 200A. Będzie pan naprawdę zadowolony. Poważnie 🙂

            • 3r3

              @disqus_4GH3ynzzbN:disqus nie rób sobie jaj, do aluminium bez AC/DC? Get real!

            • Ireneusz

              Get… get… co ? Ja też myślałem, że nie umiem. Ano szukaj wyjaśnień choćby i na YT po “aluminium DC TIG welding” a podpowiedzą, dlaczego działa, mimo, że nie powinno. U mnie działa już 5 rok. A że nie jest to ciśnieniowy zbiornik a rowerowa rama czy kawałek samochodowego “body”, to inna sprawa.

            • 3r3

              @Ireneusz nie mieszaj ludziom w głowach , chodzi Ci o tę sztuczkę:
              https://www.youtube.com/watch?v=CHkx8cca-SQ

              Owszem – aluminium topi się w 670, a tlenek w 2050, i da się tak naprawiać nawet odlewy aluminiowe. Ale ktoś kto nie ma ręki, blaszki i przygotowania jak na filmie tego nie zrobi i tylko się nawku…
              Da się tak połatać pewne rzeczy, ale to nie jest metoda preferowana.

              Kamieniem też można wbijać gwoździe.

            • Ireneusz

              Ach “preferowana metoda”… ! No tak. A to przepraszam 😉 BTW Był taki, co jak chciał mnie podq, to wspominał, że to i owo (choć zgodne z fizyką i zdrowym rozsądkiem) niezgodne z przepisami, zaleceniami czy rekomendacjami SEP. Człowiekowi, który jako uczeń na zetpete składał proste “domowe” układy elektryczne. Nikogo nie poraziło, zawsze zadziałało. Nie to, co teraz, gdzie nauczycielem np. “dawnej” chemii zajęłaby się współczesna ABW.

            • 3r3

              @Ireneusz – nie rób sobie jaj, że pospawasz alu rurę na DC i dasz na niej ciśnienie. Chyba taką z 5mm tłustą. Przecież tam będą nieciągłości takie w spoinie że klej równie dobrze trzyma. Poxipol ma takie właściwości jak taka spoina.

            • Ireneusz

              Dobrze. To niech se kupi nieco droższą (też niezawodną) Dedrę 203P (czyli pulse) i z powodzeniem nakłada smarki na ALU.

            • 3r3

              Ja sugeruję odpuścić sobie aluminium w ogóle jak komuś to nie jest potrzebne zawodowo.

            • Ireneusz

              A ja odkupię KAŻDĄ (w dobrej cenie)… jak już się znudzi. Teraz wiem, dlaczego przyjaciel zawsze szuka dobrych używanych aut “po lekarzach” 😉

            • Medyk Helwecki

              Panie, ja na kawe z zona wiecej wydaje jak jeszcze wezmiemy ciastko i cos jeszcze, niz to kosztuje. Pan jest pewny, ze tam zera nie brakuje?

            • Ireneusz

              Nie brakuje. Ale jak chcę pan kupić narzędzia “do oglądania” (jak tutejszy “wariat”) – nie widzę przeciwwskazań. Spodoba się panu sport – kupi pan lepsze a gorsze odstawi na półkę jako – powiedzmy – hot stendbaj. Nakupi pan “ładnych” narzędzi i znudzą się. Po co ? Z doświadczenia: dotychczas nie spotkałem branży, w której dane mi było podziałać, aby mężczyźnie nie przekomarzali się i nie poróżnili się co do sprzętu. Takie przepychanki na drabinie posiadaczy, to już sport sam w sobie. Biznes to wie i biznes z tego skwapliwie korzysta.

            • 3r3

              Oczywiście że mój pickup jest lepszy niż Twój pickup – dawaj zaczepiamy o haki holownicze i dajemy w przeciwnych kierunkach komu belkę wyrwie 😀

            • Medyk Helwecki

              ja kupie to : https://www.elektronarzedzia24.pl/spawarka-inwerterowa-acdc-telwin-p-8871.html bo wydaje mi sie ze lepsze i starczy mi na dluzej. Moim problemem jest przestrzen gdzie to magazynowac.

            • 3r3
            • Medyk Helwecki

              Nawet tansze. Dlaczego to Twoje jest lepsze?

            • 3r3

              Bo jest niemieckie. To jest Messer. A tańsze bo to najmniejszy model – dla hobbystów.
              Telwin to jest zupełnie nie to czego szukasz do domu, telwina to mam do obracania detalu w czasie spawania.

              Jak szukasz spawarki to zaczynasz od EWM, jak Cię nie stać to Kemppi albo amerykańskie (Miller, Lincoln – ale się zamęczysz ze standardami podłączeń), jak Cię nie stać to Fronius czy esab (ale nie ten chiński). A do fabryki jak potrzebujesz sto sztuk kupić i ma być tanio i serwis przystępny to wtedy telwin.
              Chociaż żadna poważna firma niżej kemppi nie schodzi, mordory tylko jakieś.

              Różnica pomiędzy inwerterem messera czy kemmpi a innymi narzędziami jest taka, że jak włączysz to ma na tyle jakościowe parametry, że nawet jak nie umiesz to coś tam skleisz i masz się szansę nauczyć. Telwinem to jak nie wiesz jak to ma działać to będziesz maił problem choćby ustawić.

              Z mojego punktu widzenia to mnie leży jaką maszynę dostanę, ale po jakości łuku Ci powiem do czego mam podłączony uchwyt.

              //=====================
              To raczej praktyka pedagogiczna – tym co nie umieją a chcą się nauczyć trzeba dać dobre narzędzia żeby się d g nie zrazili.

            • Ireneusz

              W kwestii domowej praktyki pedagogiczne robię zupełnie odwrotnie. Do nauki (i spalenia) daję miernik z kastoramy za 15 złotych. Spodobało się ? No to masz ci tu Fluke na gwiazdkę.

            • 3r3

              Być może to działa, ja się uczyłem zawodu w poważnym kraju przemysłowym i nikt sobie żartów z ludzi nie robił. Od razu był poważny sprzęt, taśmociąg szkoleniowy i fru na instalacje robić prawdziwe rzeczy.

            • Winsent

              Proszę sobie nie żałować takich pedagogicznych komentarzy. W krótkich przerwach między tymi o zabijaniu Niemców, rzecz jasna.

            • Ireneusz

              I tak to właśnie działa… gdzie nie spojrzeć 😉

            • Ireneusz

              Ma pan kasę + taka pana wola = SUPER. Cieszę się z panem. Naprawdę 😉

          • Wariat

            Temat zbędny w mojej wariackiej ocenie. 3r3 mnie już zrugał i przestawił w temacie chyba Grubego na forum. Małe elektro w użyciu przemysłowym to część zamienna. Przy użytku domowym i marketówa starczy. Za późno mnie zbeształ. W garażu kurzą się makity latające w kosmos, metabo w pięknych walizkach – wszystko porządne i przepłacone. Ale jak mnie obśmiał ze proxxon to do modelarstwa ( linia industry to klucze są!) zajechałem do Sułkowic i kupiłem wszystko co Kuźnia oferuje. Żeby mieć, żeby syn nie musiał kupować i żeby się poczuć jak panisko. I żeby przedłużkę z metra rury założyć i bez strachu się uczepić.

  • 3r3

    @Bodek
    Może i papierowo nie, ale papier na razie przyjmie, w 2 lata bankrutuje 80% podmiotów. No to co Ty chcesz – żeby US podjął się kontroli wszystkich podmiotów jakie w dwa pierwsze lata działalności zaprzestają? Czyli 80% wszystkich kiedykolwiek zarejestrowanych? No to idź przekonaj do tego MF i mamy dzień wolności podatkowej gdy tylko minie kac po sylwestrze bo oni się nigdy z takiej góry papieru nie wygrzebią. Same wezwania będą pisać z dekadę, a my im do tego czasu jeszcze nazakładamy. Skończą pisać akurat jak się Słońce będzie dopalać resztkami paliwa i puchnąć.

    “Ale, ja chce dać nadzieję tym, co tak nie potrafią, że mogą też pogłówkować i tak jak mi napisałeś, żeby zapłacić minimalny podatek i to lege artis. ”

    Wchodząc na teren EU porzuć wszelką nadzieję. Prawo jest sprzeczne – ja interpretuję tak jak ja uważam podejmując decyzję o wprowadzeniu pierdół na księgi. Mój stosunek do prowadzenia ksiąg jest moją zupełnie prywatną sprawą z przyczyn ode mnie niezależnych – po prostu jestem obibokiem, leniem, leserem, fleją – taki się urodziłem i takim mnie macie – męczcie się bo Pan Was doświadcza.
    Urząd może mieć własną interpretację jeśli oczywiście w czasie działania firmy pozyska moje księgi (if such exist), może nawet pokrzyczy, ale firmy już nie będzie. I wszelkie dalsze działania odnośnie szukania winnych tego że nie ma ksiąg trafią w próżnię.
    Na razie prawo nie wyklucza flej, leserów, leni, obiboków i innych z prawa do prowadzenia działalności z sprawowania funkcji w podmiotach, więc fleja dokładając wszelkiej staranności na jaką fleję stać prowadzi tak jak prowadzi i najwyżej można iść do sądu po bana na dwa do pięciu żeby nie prowadził taki działalności i pełnił. Pięć lat szybko mija, bo w tym czasie otwiera się spółki w innej jurysdykcji robi to samo, spółka kosztuje tyle co wiertarka, dwie spółki na dwie jurysdykcje – dwie wiertarki. Teraz mi wyjaśnij – spółka & wiertarka to jest materiał eksploatacyjny czy narzędzie? Zużywa się w osiemnaście miesięcy 🙂

    Co ja poradzę że mieszkam na kontynencie, który jest wielkim oddziałem psychiatrycznym?

    W urzędzie pytają dlaczego ja wypełniłem formularz – bo głupi jestem to wypełniłem – uwielbiam krzyżówki 🙂

  • uberbot

    “Skąd my kolejnych Ukraińców do brudnej roboty weźmiemy? Będzie trzeba te koparki sobie samodzielnie wydłubać. A taki młoteczek, jakim operują ci Chińczycy na podwórku, to wiecie jak skonstruować? A takimi “młoteczkami” przypadkiem zdarza mi się operować i mimo plugawych szat, jakie się w tej robocie przywdziewa, to płacą tam odrobinę więcej niż przy klawiaturze. Z tym że wypadki przy pracy nie sprowadzają się do przeciążenia nadgarstka.”

    Chciałem się odnieść do ostatniego zdania w tym cytacie, ale jakoś tak samotnie wygląda – “Z tym że wypadki przy pracy nie sprowadzają się do przeciążenia nadgarstka.”

    Pracowałem dla polskiej firmy, która rozsyłała ludzi po świecie. Od RPA po USA, od Bliskiego do Dalekiego Wschodu. Takie ciekawe mieli (mają pewnie) kontrakty. Ja wylądowałem w USA. Byłem pracownikiem tzw. ‘umysłowym’, w odróżnieniu od ‘fizycznych’. Ciekawe rzeczy tam były, ale ogranicze się do najważniejszego wątku (np. fabryka była odrębnym obszarem celnym – niemieckim – na terytorium USA).

    O co mi chodzi?

    Do tej firmy polecił mnie kolega, który nie umie sobie wody zagotować, więc stwierdziłem, że jak on daje radę, to ja też. Pierwszy błąd. On był w Hiszpanii. Jego projektem zarządzał inny prezes, który był wykształconym inżynierem, u mnie prezes awansował z budowy, strasznie mącił i kręcił… Mniejsza z tym. Największym problemem na budowie, z tego co zauważyłem, to bhp. W USA osiągnęli poziom absurdu. Czasem rozłożenie stanowiska zajmowało pół dnia, żeby przyspawać albo przykręcić małą pierdółkę w 5 minut. Szczycili się tym, że odkąd wprowadzili restrykcyjne zasady bhp to liczba zgonów na budowach spadła z 20k rocznie do 150… Czy jakoś tak… Nie pamiętam dokładnie, ale podczas budowy Empire zgineło ok. 1500 osób (…)……

    Ja bym tam chętnie się pokręcił w tej firmie, lub w firmie o podobnym profilu, bo można było się dobrze rozwinąć i poznać nowe technologie itd itp… Także ja na przykład nie bałem się tam pójść i pobrudzić i polatać z miotłą, żeby popatrzeć jak spawają, ustawiają, jakie roboty są na linii… Problem był i jest zawsze ten sam z polskimi firmami (albo z firmami z polskim kapitałem).

    Jak koledze spadła na dłoń platforma (waga ponad 500kg, taka która wisi zespawana z innymi i na niej jest linia produkcyjna) i zmiażdżyła mu palce, to największym problemem było ukrycie tego przed bhpowcami (co się nie udało), a potem to że gość się bał, żeby go nie wywalili z budowy… Ja dziękuję za współpracę z ludźmi, którzy nie szanują swoich niewolników. Przecież to nie jakiś pan limited ustala (nie)pisane zasady jakie panują, tylko prezes jeden z drugim. I jak koledze spadnie na ręke platforma, to chciałbym zobaczyć że firma o niego dba i jest ubezpieczony i zapłacą solidną rentę za niezdolność, do końca życia nawet może (chyba że tu sobie roję, ale moja korpo-biurkowa firma takie rzeczy ma, może się wywiąże, bolszewicy obiecywali wszystko). Takiego braku szacunku doświadczyłem tylko w firmach z polskim kapitałem. Na budowie groźba zostania porzuconym inwalidą, w biurze nieustanna walka z ludźmi, z którymi powinno się mocno współpracować.

    Myślę, że jest parę osób, które chętnie zostawią biurko, które jest coraz bardziej ograniczające, na rzecz widlaka (to nie jest aż taka filozofia go prowadzić, chyba że znowu mi umknęło), spawarki, narzędzi i brudu. Ja chętnie. Ale nie w polskiej firmie, bo 1) Polacy się nie szanują, 2) i nie szanują innych. W Chinach pewnie też liczą ludzi na hektary… Może da się coś po środku. Bo wrzucać do młynka na mięso ludzi też nie jest wydajne. Przepada wiedza, doświadczenie … W Polsce ludzie tkwią dalej mentalnie w okresie Empire z USA. Kolejny przykład to jak załatwiają zwolnienia grupowe w trakcie tzw. tranzyszyn. W Holandii właściciel upychał ludzi, którzy tego potrzebowali, kolanem po kątach tu i tam, i potem wychodziły dziwne rzeczy, że aktywności przejęte, a headcount nie spadł + odprawy za staż pracy + rozmowy z psychologiem i takie tam wiecie … W Polsce ten sam temat… “Macie 26 tygodni na znalezienie pracy. Może tu coś będzie. Jak ktoś zostanie do końca przejęcia przez hindusów to dostanie dodatkowo 3 pensje”…. No comments. Aż się rozpisałem.

    • 3r3

      @uberbot – prrrr szalony! Kubeł zimnej wody!
      Firma z kapitałem uberbot – nie żadnym innym.
      Sam sobie zrób takie ubezpieczenie jakie uważasz. Od razu nauczysz się kalkulować ryzyko i zabezpieczać pracę. Zgadnij czy ja przez ostatnie 20 lat miałem jakieś poważne ubezpieczenie na swoim.

      No przykro mi bardzo ale to jest tak samo od prehistorii – na miarę talentów i SZCZĘŚCIA – nieszczęśliwych się porzuca bo są obciążeniem, nikt się Tobą nie będzie zajmował, nie jesteś członkiem żadnej grupy inkluzywnej, jesteś sierotą bez narodu, żadna firma się Tobą nie zajmie. Liczyć możesz najwyżej na swój ród i to o tyle, o ile będziesz miał jako poszkodowany cokolwiek jeszcze do zaoferowania.

      Taniej jest zrobić nowego człowieka niż naprawić i utrzymać popsutego – to są realia produktywności.
      I jeśli Ci to emocjonalnie nie odpowiada to przykro mi – spróbuj pozwolić sowim pięknym paniom na emocjonalne przeputanie Twojego kapitału to zrozumiesz, dlaczego inni nie chcą jakoś tak emocjonalnie wydać swoich owoców pracy na Twoje inwalidztwo.

      Stąd wiemy że mamy szczęście – iż niektórzy mają pecha. Z kontrastu to wiemy. I odwrotnie też.

      • uberbot

        Co do mojej osobistej postawy to zaraz…

        Są firmy, które przytulą jak ktoś chce (nie w Polsce). Reprezentują jakiś poziom. Wiem, że blog nie o tym, ale może ktoś tu ma jakieś głupie pomysły pracować dla Polaków w Polsce (zwłaszcza). To ostrzegam. Tu się urodziliśmy i na tym się kończy.

        Ja tam nie potrzebuje, bo wiem jak to ‘przytulanie’ wygląda. Ja idę do firmy za udziały i wynagradzanie od wyników, ale że nikt mi nie oferuje, to stoję lub siedzę. I sam sobie płacę za wyniki. Nikt inny najwyraźniej nie ma takich nowatorskich pomysłów.. aaaaa nawet są tacy, którym nie w smak jak ktoś przytula za dużo prowizji (a nie żre stałej pensji)… Mimo wszystko uważam, że o swoich niewolników należy dbać. A że firmy nie dbają to jest jak jest. Ludzie to lubią jak się o nich nie dba. Chyba nawet bardziej, niż jak się dba, bo wtedy głupie pomysły przychodzą do głowy.

        • 3r3

          @uberbot – ale docelowo chcesz to Ty opiekować się innymi i to Ty zamierzasz być kapitalistą?
          Bo mamy wielką posuchę na własnych kapitalistów, wyzyskiwaczy mnóstwo – ale sam widzisz jak jest i nie chcesz z nimi pracować – ustrój dobrze wyczesał tych normalnych.

          • uberbot

            Swoimi niewolnikami tak. Nie bardzo mam ochotę użerać się i prosić, żeby ktoś poszedł na polowanie, bo nie zje…. Umrze z głodu i tyle.

            O swoją ekipe trzeba dbać, jeśli takowa jest. I większość ludzi, z mojego doświadczenia, się dostosowuje do lidera. A wichrzycieli się ‘pozbywa’. Niech sobie buduje swój zespół na swoją modłę.

            W tym sensie bym się opiekował.

  • splinter

    Pod tym wątkiem chciałbym ostatecznie rozliczyć się z tematem informatyki.
    Autor ma jednoznaczne zdanie i już je znam.
    Pojawia się jednak przy tym sporo komentarzy osób, które jak mniemam parają się zawodowo informatyką w szerokim znaczeniu i sobie to chwalą. Co więcej przekonują, że brakuje ileś tam bazylionów pracowników. i ta liczba będzie rosła.

    Pojawia się zdanie, że DOBRY informatyk/programista poradzi sobie, zarobi dużo diengów – takie tezy mogą tyczyć się każdego zawodu.

    Zobaczcie ile wątków na forum dotyczy kwestii informatycznych. Powszechne są złe opinie o hindusach, a dobre o pracownikach ze Środkowej Europy.
    Jednak to takie oczywiste oczywistości, że najlepsi zarabiają najwięcej. Pytanie, czy warto podejmować próbę, skoro jak się słyszy za starą technologię w innej branży można otrzymywać więcej.

    • 3r3

      @splinter – ile razy przez całe życie będziesz musiał się uczyć nowej technologii przy tokarce? Raz na 20 lat zmienią Ci materiał skrawający na dwa razy lepszy niż ostatnio? Różnica pomiędzy przemysłem hardware, a software jest taka, że w hardware to się klamotów nie wyrzuca, więc fabryki wyglądają podobnie jak w latach trzydziestych, a to ocean czasu, i maszyny są dalej te same, z tym że doszło trochę szpei zabezpieczającej przed głupotą użytkownika, automatyczne smarowanie, duperele jakieś i obudowy.
      Jakbyś wpuścił pracowników sprzed 90 lat do dzisiejszej fabryki to by nawet rozpoznali maszyny co do funkcji i metody działania.
      No spróbuj informatyka sprzed 90 lat wpuścić na desk floor.

      • splinter

        To jeszcze dwa pytania:
        Skoro ta technologia praktycznie nie zmienia się od lat, to z czego wynika niedobór osób wykonujących te zawody?
        Czy opanowanie tych kompetencji jest na tyle trudne, że ludzie tego nie ogarniają?

        • Medyk Helwecki

          Ludzie sa wygodni. Ludzie zyja zludzeniami.
          To jak z medycyna. Ludziom sie wydaje ze to super fucha a potem rozczarowanie.

          • splinter

            Mówisz ludzie są wygodni. Niemniej w mojej ocenie nauka medycyny jest trudniejsza niż np. nauka spawania (chociaż to inny zestaw kompetencji). Ludzie wybierają trudniejszą ścieżkę – to gdzie tu wygoda?
            Ludzie żyją złudzeniami – fakt.
            Z medycyną to czy nie jest tak, że zaszło się tak daleko, że teraz ciężko o zmianę kierunku podążania, że coś innego trzeba by zacząć od totalnego zera bez gwarancji na sukces?

            • Medyk Helwecki

              Ludzie wybieraja sciezki w zyciu nie na etapie racjonalnego myslenia a na etapie wyobrazen i zludzen. Wiesz, mialem 19 lat i myslalem ze moge tak duzo, bo przeciez bylem w czolowce liceum etc. Dzis widze, ze moje zdolnosci czy co sie nauczylem nikogo nie obchodza. Ucze sie 8 jezyka obcego. Chce pisac doktorat. Dzwonie dzis na USZ a tam odbiera jakas lekarka asystentka, ktora ani po niemiecku, ani po francusku, ani po wlosku, ani po angielsku, ani po rosyjsku – umiala po grecku tylko. Ale to ona ma prace w zawodzie a ja piszac podania na uniwerek to nawet mi nie odpisza, zebym spadal.

              Co do wyobrazen to ludzie lubia siebie oszukiwac, ze jestesmy komus potrzebni, ze ktos nam cos pozwoli. Tu nie chodzi juz o to by snobistycznie byc Bogiem w bieli i z zadartym nosem paradowac po oddziale z przewieszonym stetoskopem na szyi.

              Wiekszosc nie wybierze pracy w fabryce bo brzydza sie smarami jhalasem i w ogole gardza tymi ludzmi. wiesz, ja wsrod lekarzy to spotykam ludzkie szambo, gardzace innymi. Dla nich nie lekarz to nie czlowiek, to podrasa. A sami nie potrafia uszczelki w kiblu zmienic czy nie wiedza czym rozni sie HDD od SSD.

              Jak chodze w Szwajcarii na rozmowy kwalifikacyjne gdzie przesluchuja mnie lekarze to spotykam sie z takim chamstwem i prostactwem, jakiego w najgorszej patologii nie ma.

              Pracowalem swego czasu na budowie przy zbrojeniach i betonowaniu jak bylem studentem bo ja od 18 roku zycia ani zlotowki od rodzicow nie bralem. Wiesz, tam zasady byly proste. Kto pracowal ten pracowal, kto sie opierdalal lub kradl wylatywal a czasami dostawal wpierdol od innych robotnikow. Nikt mnie na budowie jednak nie nazywal kurwa czy wsza.

              Natomiast jak pracowalem jako lekarz to w takiej szwajcarii ile razy mnie nazwano albo kurwa z ostblocku albo polskim psem. Ile razy zaproszono mnie na rozmowe o prace dla jaj. Wszedlem, przesluchanie kandydatra w obecnosci 100 osob w wielkim pomieszczeniu kliniki. 45 minut magla czy znam leki, mechanizmy etc. chwalenie pieknie brawo – dobrze prosze Pana – a teraz zanim podpiszemy z Panem umowe o prac eostatnie zadanie… prosze wstac i zamknac drzwi z drugiej strony. Ale byl rechot.

              Tak psychologicznie rzecz biorac to ludziom sie duzo zdaje. Duzo nadziei, high hopes. Juz sam mobbing czy szykany nie sa najgorsze ale najgorszy jest ten kryzys wartosci.

              Na budowie wsrod proli i fizolstwa dostawales za realne przewinienia, w medycynie to masz stado psychopatow, ktorzy – nie podskocza wiekszemu bo ich zmiecie, wiec szykanuja plebs kliniczny. Nikogo nie obchodzi zabijanie ludzi a ze jest to jak fala w wojsku to jak poskarzysz sie na przelozonego to lecisz…

              No ale snic mozna.

            • splinter

              Zapewniam Cię, że w kilku innych zawodach (zwłaszcza tych, które miały nobilitować) można spotkać podobne zachowania. Trudno teraz zorientować się, gdzie jest ta prawdziwa patologia przez duże P.

              Zobaczenie Ciebie, czy mnie w stroju roboczym to dla niektórych byłby sukces – że jemu się nie powiodło. Nic tak nie cieszy, jak czyjaś porażka.

              To jakie scenariusze przewidujesz?

            • Medyk Helwecki

              Nie wiem. Malo tego. Dwa lata temu bylem w jednym szpitalu na rozmowie. Co prawda bylo tylko 6 osob, szef kliniki i jego przydupasy. No ale co mi sie dostalo to moje. Najpierw otwierali okno bo smierdzialo im usländerskim gownem. Komentarze byly – Es kotzt mich so an, schiis usländer stinkt wie ne`Sau. Potem wysmiewali moje swiadectwa ze sa sfalszowane i jak juz sobie pouzywali to kazali mi wyjsc bo ktos kto smierdzi nie moze dostac pracy w ich klinice.

              A ja bylem twardy – spojrzalem spokojnie w oczy temu -i powiedzialem – Duuse war alles ok, bestimmt sollen sie häufiger düschen… Mina bezcenna. Koles zrobil sie granatowy i myslalem ze mnie uderzy. Niestety nie zrobil tego…

              No i w akcie desperacji aplikowalem tam jeszcze raz. 2 grudnia mam rozmowe z tym samym skurwielem. Sekretarka dostanie najwyzej biedna opierdol bo sie wybieram.

              Powoli mam dosyc tego. Chce odpuscic. Wole poswiecic 15 lat zycia bo jesli mam przez kolejne 30 sie ciagle nerwicowac to szkoda czasu i atlasu.

              Swoja droga brakuje mi polskiego motywu. Jeden ze znanych mi polskich ordynatorow wyzywal w jednym szpitalu rezydentki od kurew a rezydentow od szmat. Ci sie zmowili, zamowili chlopakow z miasta. Na parkingu do Pana ordynatora podeszlo trzech dresikow i powiedzialo mu – Dzien Dobry Doktorze X, Pozdrowienia od rezydentow – zgadnij ktorych. i udali ze mu wyplacaja strzala…

              Gosciu sie mzlal w swoje spodnie stojac. Ale pomoglo – juz sie opanowal.

              W Helwecji nie moge nic zrobic bo bedzie Strafanzeige.

            • Maksior

              Mysle, ze molbys, tylko musialbys to zrobic z shiftem czasowym – no i ze Slowianami to obgadac…

            • Eltor

              I właśnie dlatego nie powinieneś przed żoną ukrywać tych sytuacji. Bo jak już w Tobie coś pęknie i dojdziesz do wniosku, że masz dość, to ona nie zrozumie.

            • Winsent

              Nie korci Cię żeby takiego śmieszka odnaleźć i sobie pośmieszkować jego kosztem?
              Szanuję Twoją wszechstronną wiedzę, ale coś jest dla mnie zagadką. Z tej Twojej emigracji wyłania się obraz wielkiej plwociny Na Twojej osobie. Nie zasługujesz na to, a to przyjmujesz. Nie mogę tego zrozumieć. Ale mogłbym pomóc, jak coś daj znać 🙂

              Btw, ostatnio sobie ochroniarze zażyczyli, żebym nakrycie głowy zdejmował bo może coś wynoszę. Następnego dnia przeszedłem na Judaizm, czapka wiąże mnie z Bogiem, jak czegoś chcą to Human Rights Act Article 9 > polityka firmy i możemy wzywać policję, z chęcią sobie z nimi porozmawiam. Obchodzą się ze mną jak z jajeczkiem. Nie wiem, pięścią, sposobem, ale ślinę ścierać trzeba.

            • 3r3

              @Medyk bo to trzeba sobie uświadamiać że my nikogo do niczego nie potrzebujemy.
              W przemyśle to jest dość jasne – pracownik może założyć ręce, odsunąć się od stanowiska i wyjechać z tekstem – jak wiesz lepiej to zrób se sam. A często po prostu bierze rzeczy i wychodzi. Czy klientowi każe spadać jak klient wie lepiej.
              W tzw “medycynie” to “lekarz” jest dla żartu, bo właściwie to co on może? Jaki rezultat pracy od niego zależy? Ludzie się starzeją i muszą umierać – na to nie ma lekarstwa. No to nawet oni siebie nawzajem nie szanują, bo przecież są tylko hochsztaplerami. W piramidzie kłamania są owszem wysoko bo się podczepili pod biurwę, ale kiedyś nauczyciele też byli wysoko, podczepili się pod biurwę i dziś to psy im na koło roweru sikają bo na samochody ich nie stać – każdy kto z braku realnych dóbr do dostarczenia podepnie się do wspólnego kotła tak kończy.
              Ludziom się wydaje że zrobią karierę w ramach aparatu państwa, bo tam są konfitury. Ale nie stamtąd się konfitury biorą. Źródło podaży bogactwa jest gdzie indziej, najbardziej to ono jest w kopalni.

            • zadziwiony

              “Źródło podaży bogactwa jest gdzie indziej, najbardziej to ono jest w kopalni.”

              Czy mógłbym prosić o poszerzenie tej myśli? Kopalnie miedziowe w Polsce to rozumiem, ale te węglowe? Poza tym popyt na specjalistów jest raczej ograniczony. Z kolei własny biedaszyb może się i opłacić, ale żeby od razu “konfitury”?

            • 3r3

              @zadziwiony – znasz jakiś kawałek stali wyprodukowany bez węgla? Elektrownie na drewno nie chodzą. Kopalnie chodzą na prąd z elektrowni. W domach ciepło? Bo klimat mamy jaki mamy.
              Wkoło tyle stali, i każdy kawałek z kopalni. Każdy kawałek plastiku z wydobycia ropy jest.

              A poszerzenie jest takie, że najbardziej jest z kopalni, ale też jedną nogą w polu zamożność stoi.

              To że wydaje Ci się że bogactwo bierze się z banku to tylko rezultat masowych rozliczeń, ale przeciętne zarobki w górnictwie są lepsze niż w bankach, a do tego jak się bankierzy buntują to się ich zwalnia, a jak górnicy – to trzeba do nich strzelać. Zupełnie inna skala pilności rozwiązywania konfliktów – nie ma czegoś takiego jak mine holidays, banki to tam można na głucho zamknąć i nic się nie stanie.

              Polecam też przejrzeć giełdę: Aramco, Gazprom – tam jest majątek trwały, polityka, tanki, generałowie.

            • zadziwiony

              “Wkoło tyle stali, i każdy kawałek z kopalni. Każdy kawałek plastiku z wydobycia ropy jest. A poszerzenie jest takie, że najbardziej jest z kopalni, ale też jedną nogą w polu zamożność stoi.”

              Aha, czyli rozumiem ze masz Gospodarzu na mysli “bogactwo narodow’… W porzadku. Jak zwykle egocentrycznie pomyslalem ze to ja sie najszybciej wzbogace jak sie zwiaze z kopalnia albo z rola.

              “To że wydaje Ci się że bogactwo bierze się z banku to tylko rezultat masowych rozliczeń, ale przeciętne zarobki w górnictwie są lepsze niż w bankach, a do tego jak się bankierzy buntują to się ich zwalnia, a jak górnicy – to trzeba do nich strzelać. Zupełnie inna skala pilności rozwiązywania konfliktów – nie ma czegoś takiego jak mine holidays, banki to tam można na głucho zamknąć i nic się nie stanie.”

              Brzmi rozsadnie Drogi Gospodarzu. Tylko ze jakos w naszej czesci swiata, wywala sie zawrotne sumy na ratowanie bankow, podczas gdy kopalnie sie zamyka…

              “Polecam też przejrzeć giełdę: Aramco, Gazprom – tam jest majątek trwały, polityka, tanki, generałowie.”

              Sie czlowiek naczytal roznych rzeczy o Rotszyldach czy innych bankach z Bazylei, ze sam juz nie wiem co gdzie jest 🙂

            • 3r3

              @zadziwiony – jak chcesz być zamożny to zwiąż się z kopalną ale w takim miejscu, w którym nie Ty pracujesz, tylko na Ciebie pracują. Konsolidacja pracy masowej polega na wyzysku, to że w kopalni jest kasa, to z tego wynika że kopalnia musi być. I rolnictwo też. Ale to nie znaczy że zaraz musisz rylem albo rolnikiem zostawać w rzeczywistości. Oczywiście szefowi ZSLu nic nie przeszkadza w podawaniu się za chłopa z chłopów i przerolasa trzeiciejErpe, a i szef kopalni jak nic czapkę wkłada i w Barbórkę świętuje – ale sam rozumiesz.

              A to że u nas promuje się banki, a kopalnie zamyka, to znaczy że ktoś kto dużo kopie u nas w garze miesza i nas zubaża. Bo sąsiedzi są przytomni, wiedzą że jak tylko pojawiłoby się bogactwo i nadwyżka blachy, to zaraz padną pomysły jak ją zagospodarować, i to pomysły takie jak moje. Skoro sąsiedzi napadają nas bez dania racji i mordują ludność paląc kraj do gołej gleby to i my tak im uczyńmy, a niech tylko kto się wtrąci w wymierzanie sprawiedliwości to mu kamienia na kamieniu nie pozostawimy. A jak byśmy zjedli jednych sąsiadów, to zaraz znajdziemy jaką to kosę mamy z innymi, bo my też mamy swoje imperialistyczne zapędy a jest z kim wyrównywać rachunki. Nie bez powodu nas mordują wskaźnikiem dzietności 1,3.

            • splinter

              >>jak chcesz być zamożny to zwiąż się z kopalną ale w takim miejscu, w którym nie Ty pracujesz, tylko na Ciebie pracują.
              Nie musisz przekonywać, że tam może być źródło wzbogacenia. Łatwo jednak powiedzieć, ale jak to zrobić?

            • 3r3

              @splinter – zaoferować im coś takiego czego im trzeba, albo ustawić tam tanki na torach i drogach i uniemożliwić im dystrybucję bez opłacenia myta.
              Zieloni stworzyli im “związki zawodowe” – jak są protesty górników to policja nawet nie próbuje się konfrontować. Pielęgniarki to można pałować bo to głupie bladzie, ale górnik może oddać.

            • splinter

              >>Konsolidacja pracy masowej polega na wyzysku.
              Jeżeli mówisz o oferowaniu czegoś, czego im trzeba, to masz na myśli produkt czy usługę? Zakładam, że ta druga opcja (z tankami) na razie nie wchodzi w grę.
              Czy taki mały wytwórca da radę zaoferować kopalni coś, czego nie może zaoferować duża firma?

            • 3r3

              @splinter
              “Czy taki mały wytwórca da radę zaoferować kopalni coś, czego nie może zaoferować duża firma?”

              Bywa że tak, znam małą, garażową firemkę z PomZach, która taki produkt miała i to bez żadnych układów, potem oczywiście ktoś grubym palcem stworzył klona z rozmachem i zbudował rurociąg, zamiast tego intratnego wożenia wody wiadrami, ale tak. Bardzo często się to zdarza, gdyż w górnictwie postęp jest zawsze i 1,006 jest tam ciśnięte bez litości, bez oglądania się na cokolwiek.
              Ta firemka produkowała siatkę ciągnioną z blachy, to polega na tym, że nacina się blachę przy użyciu prasy z zębami krokowo, a następnie rozciąga i powstaje siatka z tej blachy o wiele większa powierzchniowo niż była blacha, następnie wspawuje się to w ramę i używa do wzmocnienia ściany wyrobiska, albo jako kratę na wybiegu dla ZeKów.

              Ale też są produkty – Płock dla przykładu jest obsługiwany przez klany monterów/spawaczy rur. Dosłownie klany.

              Malutkie firmy – takie po 250m2 produkują dla Haliburtona elementy wiertni, niby 15 pracowników to kupa luda, no ale nie czarujmy się to jest Bardziej M niż MiŚ, choć to cała kupa kompetencji na podłodze.

              Jest co robić, a przecież nie tylko kopalnie są na świecie, choć oczywiście maszyny do rycia to bardzo dobry interes. Są też przecież firmy farmaceutyczne, petrochemia, produkcja żywności – tam wszędzie rury, zawory, wymienniki ciepła, słowem jest co popsuć.

            • PawelW

              @zadziwiony
              Banki jako same w sobie oraz ich ratowanie to jest po prostu pompka do przepompowywanie wartości/bogactwa od ludzi tworzących wartość oraz pracujących do posiadających “kapitał”. Nic więcej. Ratowanie banków zaczyna się, kiedy ta pompka zaczyna się dławić, bo jest coraz mnie do zassania, w siła zasysania rośnie…

            • 3r3

              @splinetr – nauka spawania jest trudniejsza i droższa niż medycyna (medycyna to nauka kłamania że coś zaradzimy, rezultat techniczny można zbadać i albo jest zgodny z oczekiwaniami, albo nie, nie ma tu sądów koleżeńskich). Dlatego pozamykano zawodówki a nie akademie medyczne – oszczędność.
              Lekarze są mało użyteczni ekonomicznie, nie sposób nimi stworzyć lotniskowca pilnującego aby inni dawali nam to czego nam trzeba.

            • zadziwiony

              “nauka spawania jest trudniejsza i droższa niż medycyna (medycyna to nauka kłamania że coś zaradzimy, rezultat techniczny można zbadać i albo jest zgodny z oczekiwaniami, albo nie, nie ma tu sądów koleżeńskich).”

              A jak zmierzyć, koszt i trudność nauki tych sztuk? Czyżby koszt wykształcenia chirurga był rzeczywiście niższy aniżeli spawacza? Chirurg ma mniej nauki? Rezultat leczenia to chyba też jest „zgodny z oczekiwaniami lub nie”?

              “Lekarze są mało użyteczni ekonomicznie, nie sposób nimi stworzyć lotniskowca pilnującego aby inni dawali nam to czego nam trzeba.”

              No ale czy Polska potrzebuje lotniskowca? Bo Sowieci to się nawet dorobili paru, ale ostał im (a właściwie ich spadkobiercom) się chyba jeden, a resztę sprzedali lub zezłomowali. Raczej mało ekonomicznie wyszło.

              Pytanie @splinter o powód brak rąk do pracy w zawodach technicznych nadal uważam za otwarte.

            • 3r3

              @zadziwiony – surgeon is not a doctor. Może @Medyk wyjaśni skąd taka powszechnie panująca opinia.

              Polska może i lotniskowca nie potrzebuje, ale ja też mam swoje potrzeby o nieco odleglejszych horyzontach niż resztki rezerwatu.

              Sam odpowiedz na pytanie @splinter – dlaczego nie dokładasz swoich rąk jako IWI z uprawnieniami hlo45 na aluminium. I już wszystko będziesz świetnie rozumiał.

            • Medyk Helwecki

              Ale co ja mam tlumaczyc. 3r3 ma bardzo radykalne podejscie.
              Ksztalcenie lekarzy jest drogie bo ma byc drogie. Studia tez licza niby na 500.000 PLN ale…to bzdura. Bo owszem – mozna tak liczyc. Ja pamietam zajecia 4 tygodniowe na higienie gdzie byl jasny uklad. Spicie, czy nawet sie stosunkujecie nic mnie nie obchodzi – musicie byc. Frekwencja ma byc, mozecie sluchac mp3, czytac etc. Miala byc frekwencja. Jak sie policzy ilosc bezsensu i zatrudnionych pociotkow to to kosztuje. Taka przechowalnia.

              Natomiast ksztalcenie chirurga jest drogie bo po pierwsze drogie jest zaplecze. Taki nie-operujacy chirurg potrzebuje kogos kto go nauczy. Tamten pracuje za wieksze pieniadze, ale jeszcze w porownaniu do tego sa to orzeszki.

              Taki chirurg jak sie uczy to mitrezy nie tylko bardzo drogie roboczogodziny wielu osob – jak operacja trwa zamiast 40 minut 3 godziny to masz ogromne koszty stale utrzymania bloku i tracisz. Dodatkowo dodajmy koszty zwiazane z ryzykiem infekcji -im dluzszy zabieg operacyjny tym ryzyko statystycznie wzrasta. Wychlodzenie organizmu np. to zaburzenia krzepniecia. Ile razy ja wlalem w pacjenta kilkanascie koncentratow EK (kazdy za 450 Euro), 2 worki plytek krwi ( 2x 1800 Euro), 4 gramy Haemmocomplettanu ( 4 x 2860 Euro) tylko dlatego ze operowali Ci, ktorzy duzo mowia a malo umieja… Ktos to musi przeciezu zaplacic. To sie w systemach opieki zdrowotnej uwzglednia, dlatego – dzis bogate kraje chca miec fachowcow co umieja operowac zamiast gowniarzy co nie umieja i sa tani. Bo kraj bogaty chce byc bogaty.

              Dodatkowo kosztem sa powiklania – jak jelito w operacji zeszyje mlody chirurg to ile razy ma sie szanse to rozejsc – reoperacja, relaparotomia, powiklania, przedluzanie hospitalizacji etc. Smiertelnosc wzrasta…Etc itd.

              Dlatego wymysla sie staplery jelitowe https://www.youtube.com/watch?v=sF2OmfpekCE&t=1s i inny high tech. Bo jak mlody chirurg bez doswiadczenia zeszyje jelito zbyt mocno – to strefa zespolenia bedzie zbyt ucisnieta, mikrokrazenie zaburzone, martwica i niewydolnosc zespolenia – przetoka, guano wylewa sie wtedy do jamy brzusznej, Zeszyje zbyt luzno – rozejdzie sie i efekt ten sam.

              Przy czym staplery to tez nie super rozwiazanie, tez sa powiklania i tez niekoniecznie mniejsze.

              Koszty ksztalcenia lekarzy to tez koszty bledow, odszkodowan i ubezpieczen. Tak, bo ludziom za szkody trzeba placic. Ale powoli dochodzimy do takich kuriozow ze – zaczyna sie nie oplacac. Jak chcesz jako lekarz zbawiac swiat to musisz miec powiklania. Jak operujesz to masz powiklania. Tam gdzie drwa rabia wiory leca. Jako ze szpitale dzis to korpo i jako ze my….mamy zadanie miec misje jak w korpo i wizje oraz wartosci to powoli sie okazuje ze… trzeba nie miec powiklan.

              Zaczyna sie medycyna defensywna – czyli bardzo duzo bla bla bla i pierdolenia o Szopenie a malo konkretow. Pacjenci kochaja sie leczyc. No wiec zatrudnia sie magikow – masz zoperowac, kasa zaplaci, pacjent niech sp…dala. Potem to nie Twoja dzialka, Biurwa w szpitalu ma departamenty i masz jak w korpo. Departament chirurgii wypracowal zysk x CHF, departament spondyloortopedii y CHF, niestety pod kreska jest departament pediatrii… czy chorob wewnetrznych. Dyrektorzy ekonomiczni robia szefom takich oddzialow zu dudy jesien srednioweicza. Tylko biurwa sprawia ze takie oddzialy jeszcze funkcjonuja.

              Zycie nie jest czarno biale.,

            • zadziwiony

              Dzieki Wam obojgu za wyjasnienia! Czy zatem okulista albo laryngolog sa lekarzami? Efekty leczenia lub ich brak mozna rowniez stwierdzic w ich przypadku, nieprawdaz?

              Czy to oznacza zatem ze spawaczow jest mniej ze wzgledu na kiepski PR tego zawodu? Bo sprawia mi wiecej przyjemnosci pisanie i testowanie jakiegos programiku w milym biurze/domu zamiast wyginania sie przy laczeniu jakis kawalkow metalu wdychajac moze przy tym rozne dziwne substancje? Czy tez moze dlatego ze zamoznosc spawaczy nie rzuca sie w oczy w porownaniu do innych zawodow?

            • Medyk Helwecki

              Paradoksalnie wlasnie lekarze typu okulisci czy laryngolodzy od malych robotek sa najlepiej oplacani. Downgrade.

              Zamoznosc lekarzy zalezy od wielu czynnikow. Znam 35 latka, co w PL na kontrakcie nie bedac synem profesora 58 tysiecy brutto miesiecznie zarabia. Pracuje az 8 godzin dziennie, korzystajac z mizerii systemu i biurwy. Jednak rowiesnicy pracuja po 350 godzin w miesiacu i ich stawki godzinowe czesto uwzgledniajac kwote brutto/czas pracy wynosza mniej niz kobiety na kasie w Lidlu.

              Pamietajmy o sztucznym ograniczeniu rynku celem windowania cen. Urologow brakuje, srednia to 55 lat dzis,, za chwile sie skonczy ale nowych kasta nie ksztalci, bo chca miec warunki na rynku – 15 minut konsultacji i 300zl poprosze. USG prostaty platne dodatkowo, wizyta za 2 miesiace. Nie podoba sie – spadowa, mamy klientow na 3 miesiace przed.

              Nie znam spawacza zarabiajacego 5 tysiecy dziennie netto, za to lekarzy znam.

              Dzis w agoni systemu to ludzie sprytni maja dziennie i kilka tysiecy PLN przychodu. Legalnie. Ale nie mysl ze bedac geniuszem i posylajac syna czy corke na medycyne zobaczy choc ulamek. Od konfitur sa uklady. Jak jestes spoza bandy to murzynisz za najnizsza krajowa w byle lazarecie.

              Zreszta przykladem Szwajcaria. Niby pracuje sie 50 godzin za 7100CHF brutto, w praktyce i 100 godzin tygodniowo. A czesto szukaja kogos za 2000CHF i sniadanie, obiadek, kolacje. Kogos, kto bedzie w norze siedzial, zapindalal i pytan nie zadawal.

            • 3r3

              @Medyk
              Znasz kilku lekarzy co dobrze zarabiają i morze takich co nie zarabiają.
              Ja nie znam spawacza z hlo45 na poważne grupy, który mniej niż tysia pln dniówki bierze. Po prostu budzika by nie nastawiał. Różnica jest taka, że łun to robi bez lobby, biurwy i przymusu – ludzie wyceniają jego użyteczność na tyle i jeszcze na wiele rzeczy odliczają to co mu wpada.
              Widziałeś kiedyś jakieś protesty spawaczy czy miasteczka namiotowe? Sukinsyny jak się im coś nie spodoba to odkładają narzędzia i idą gdzie indziej, najwyżej się pobyczą tydzień czy dwa.

              Z tym że jedna rzecz jest powtarzalna – to zawód dziedziczny w klanie, jak kitel. To zaczyna być ciekawe zjawisko. Bo tak szczerze – gdzie się nauczysz zawodu?

            • Medyk Helwecki

              Drogi 3r3, widzisz, to i tak malo. Kazdy z nas bedzie predzej czy pozniej klientem takiego wlasnie urologa. Ja akurat jako lekarz mam dla ojca rabat. Ale 15 minut dzis konsultacji w malym miescie do 100.000 mieszkancow w PL to 300 zl, z USG 500. Nie u profesora.
              Takich pacjentow za 300 zl to Pan Doktor przerabia 4 na godzine. Raz moj ojciec byl na 18,ta, byl 42 pacjentem.

              Paragonu Pan Doktor nie wydaje. Moj ojciec placi 80zl bo dla golodupcow medycznych ze Szwajcarii jest rabat. Ten Doktor urolog to stachanowiec jest, chyba ma pampersa bo nawet nie wiem kiedy je. Ale liczac tylko 30 pacjentow dziennie …9000 przychodu. Aparat USG ma w leasingu, aparat USG, ktory tu w CH 80.000 CHF kosztuje, ale on madry byl i z Indii zwlokl. Gdybym ja byl urologiem bylbym w PL.

              Ten urolog to pracocholik, ale spokojnie ponad milion PLNow zarabia. Takich urologow sa w PL setki. Natomiast taki urolog w Szwajcarii to wcale tak dobgrze nie ma. W Szwajcarioi najlepiej obecnie ma lekarz rodzinny wlasnie bo stosunek ceny placonej przez system do tego ile masz kosztow wlasnych jestr najlepszy.

              W szpitalu jak dzis specjalista urologii dostanie 15.000 CHF miesiecznie to jest max. absolutne. Reszta i wyzsze stawki to jest polityka. Politycznie konstelacje biurwokratyczne decyduja czy bedziesz mial wiecej.

              Dobre czasy sie skonczyly. Jeden z moich ca 45 letnich znajomych Szwajcarow ma w jednym z szpitalikow kantonu Argowia miejsce zastepcy szefa oddzialu. No i umowe podpisywal w roku 2001. Dostal wtedy 370.000CHF brutto. Dzis ma dosyc, bo go przelozeni wkurwiaja ..no ale wszedzie go chca, tyle ze max co jest w stanie wytargowac to 200.000CHF rocznie brutto. Wiec stwierdzil ze za 170.000CHF to jakos mniej go denerwuje juz wszystko.

            • Ireneusz

              A choćby i na złomowisku, jak ktoś ma kiepałę. Pan chyba nie docenia potencjału tych, którzy FAKTYCZNIE chcą się uczyć. Zajrzyj z raz, dwa choćby i na jutuba odcedzając prawdziwe wartości od zalewu kałem…

            • 3r3

              @zadziwiony – być może zamożność ludzi, którzy mają dochody na poziomie >5kEUR/m nie rzuca się w oczy, być może to ludzie skromni między sąsiadami, a rozrzutni na wyjazdach. Spawaczy z HLO45 na poważne materiały jest bardzo mało, podejrzewam że mniej niż chirurgów. Tak tylko podejrzewam po ilości wydawanych kwitów na to.

              Z tym laryngologiem i okulistą jest ten sam problem co z chirurgiem. To są praktycy – lekarze, a doktorzy, to są dwa zupełnie oddzielne pojęcia, one mają jeszcze sens po angielsku, kalka na polski jest jakaś taka nieudana. Nie zastanawiało Cię dlaczego mamy jakoś tak dziwnie dwie nazwy na ten sam zawód? Lekarz i doktor? Zastanów się czym się te zawody musiały różnić że miały dwie różne nazwy, a dzisiaj jakoś nie rozróżniamy – ale różnica w rezultacie jest… i w języku się zachowała.

            • splinter

              Jeżeli nauka spawania jest trudniejsza niż medycyna, to czy do opanowania tej kompetencji wystarczy tylko zawodówka? Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że z różnych względów do zawodówek szli ci, którzy nie osiągali dobrych wyników w nauce. Nie przesądzając, czy lepszy dobry uczeń czy zły, to czy niemożność skupienia się na jakichś prostych zadaniach oznacza od razu, że ma dobre kompetencje manualne?

              Praktycznie – to gdzie można nauczyć się spawania i takich technicznych umiejętności na konkretnym poziomie?

            • 3r3

              @splinter – spawanie to rzemieślnicza czynność manualna.
              Jak źle zrobisz to się wytnie i poprawi, a ciebie najwyżej obsobaczy.
              I zawsze robi się mniej więcej to samo, tak samo. Tam nie ma żadnej sztuki – to rzemiosło.
              Ludzie natomiast jakkolwiek cierpią podobnie to nie tak samo, a nie chcą akceptować sytuacji jaką jesteśmy gotowi zaakceptować w przemyśle, że się to wywali i zrobi jeszcze raz dobrze.

              Rzemiosła można nauczyć każdego homo habilis chyba że nie jest habilis. Mamy przecież i takich. No mają dwie lewe ręce, brak koordynacji oko-ręka i nic na to nie zaradzisz – brak zdolności motorycznych. Ci z lepszą koordynacją to przecież i pilotami myśliwców czy kierowcami rajdowymi mogą zostać – do tego też tylko trzeba koordynacji – nie trzeba umieć pisać.

              Nie ma czegoś takiego jak człowiek biały niezdolny do długotrwałej, powtarzalnej i ogłupiającej roboty, tylko że ze względu na te cechy onej roboty nie każdy chce ją wykonywać – ot i cały ambaras. Potnij sześć metrów stali na 200 elementów, wywierć w każdym po dwa otwory i pospawaj po dwa pod kątem prostym. To element montażowy, tak Ci ze trzy dni może zejdzie, może cztery, w roku jest z 50 tygodni, czyli 10 tys elementów, 20tys cięć, 40tys otworów wywierć. Idzie zgłupieć? Przemysł to wciąga na kilometrze kwadratowym że nawet nie widać że było robione.

              “Praktycznie – to gdzie można nauczyć się spawania i takich technicznych umiejętności na konkretnym poziomie?”

              Pomijając zawodówki w Finlandii, albo dojście od razu do praktyki zawodowej z poważnymi ludźmi? Nie wiem. Podejrzewam że to będą bardzo kosztowne kompetencje, choć znam takich co się sami metodą prób nauczyli na własnych produktach, z tym że – garaż, domek jednorodzinny, warsztat, tata inżynier – no mieli warunki.

          • 3r3

            No proza życia szybko się pojawia że to robota niewdzięczna i niedoceniana.
            Jedyna różnica jest na niej taka, że można sobie samemu powytwarzać rzeczy, a jak się dobrze pomyśli – to właśnie bogactwo.

            • splinter

              Rozumiem, że należałoby wytwarzać rzeczy, które inni będą potrzebować, na masową skalę? Z całości wpisów wnioskuję, że będą to rzeczy dla przemysłu.

              cdn

            • 3r3

              @splinter – różnie, ale raczej przemysł nie potrzebuje masowej skali rzeczy, a masowo potrzebuje rzemieślników, którzy utrzymają w ruchu przemysł. Owszem z punktu widzenia pojedynczej osoby łańcuch transportowy ma tak dużą liczbę ogniw że produkuje się je masowo, a potem scala w konwejer. Ale to jest dalej jeden konwejer. Taki pół kilometrowy konwejer wyrzuca z pracy 300 tragarzy z łopatami. Czyli opłacało się przy tragarzach – to przy rzemieślniku opłaci się jeszcze bardziej? Będzie co podzielić?

          • Ireneusz

            Ależ medycyna jest “super fuchą”… gdyby nie wstrzyknięta w quasi feudalną rzeczywistość naszą.

            • Medyk Helwecki

              Urologia jest super fucha prywatnie. Natomiast murzynienie na SOR niekonieczunie. Ja np. jestem na bezrobociu jako lekarz ale poprawka – nie mam skonczonej specjalizacji a na dodatek mieszkam w kraju najbardziej nienawidzacym obcokrajowcow.

            • Ireneusz

              To pan tę specjalizację “jakoś” zrobi.

            • Medyk Helwecki

              Nie zrobie. Aby byc lekarzem specjalista musialbym przepracowac rok w klinice uniwersyteckiej, dwa lata w szpitzalu klasy B plus napisac doktorat tutejszy. Jak dostaje odpowiedzi z B szpitali, to sa gotowi mnie przyjac w 2029 roku, doktoratu z powodow politycznych niedasie, nie bede pomagal schiis usländerom, nie ma Pan niemieckiego paszportu to nie jest Pan czlowiekiem etc. Za duzo gadania na forum. Ja powoli mam tego dosyc a downgrade mnie utwierdza tylko ze wcale duzo nie trace.

              Bo o ile jeszcze w 2000 roku moizna bylo dostac pensje rocznie 500.000CHF brutto w szpitalu za kontrakt niewolniczy to dzis kontrakt niewolniczy pozostal, ale naplyw Rumunow i Bulgarow powodujke spadek…oczywiscie dla takiego plebsu jak ja – bo Ci co maja znajomosci czyli feudalowie pracuja na starych zasadach.

              Ja sie ucze zamiast rozczulac nad soba. nie chca mnie – trudno, niech sobie radza beze mnie. Ale ostatnio choc mnie nie przyjeto to mnie normalnie potraktowano.

            • Ireneusz

              A PL ?

            • Medyk Helwecki

              w PL nie mam szans. Moj znajomy byl 5 lat w DE. W szpitalu, w ktorym robil wiecej niz 12 asystentow w PL razem wzietych. No i nie uznano mu ani miesiaca ze specjalizacji bo – tam gdzie robil specjalizacje byl szpital a nie katedra i klinika ortopedii. Wkurzyl sie, pojechal potem do DE i skonczyl bez laski.

              Jak masz papierek to laski nikt nie robi bo droga umow czy bilateralnych czy traktatem akcesyjnym musza uznac tytuly zawodowe i kwalifikacje. Jak papierka nie ma to nikogo nic nie obchodzi.

        • Eltor

          Szkolnictwo zaorane, a dodatkowo w ocenie młodych ludzi, nie jest to nobilitujące zajęcie.

          • Medyk Helwecki

            Owszem. A potem tacy macho wzywaja elektryka juz nie do podlaczenia kuchenki na prad 3 fazowy ale do wymiany zarowki bo niczego nie potrafia samemu.

            Juz jak lekarz nie odroznia SSD od HDD to pol biedy ale jak wysylasz informatykowi pliki na serwer do polaczenia HJSplitem i on nie wie o co kaman, nie potrafi w guglu wpisac co znaczy plik 001 002 003 toz ja watpie w ludzkosc. Ktos tu napisal zreszta dzis podobnie. Ty chyba nawet?

            • Eltor

              Chyba nawet ja. ^^
              To się podzielę kolejnym spostrzeżeniem. Otóż mając kontakt z młodymi ludźmi na mechatronice, zauważam, że są to ludzie dużo bardziej ogarnięci, niż ci z informatyki (tych drugich mam szansę spotykać, bo kobieta właśnie inżynierkę robi) i to dużo bardziej ogarnięci. Tak samo dotyczy to porównania z ludźmi kręcącymi się po IT, których widuję wokół siebie.
              Nie chcę tą wypowiedzią robić żadnej wojny w komentarzach, po prostu dzielę się spostrzeżeniem jako IT-ludek na mechatronice.

            • Medyk Helwecki

              Zanim rpis pogoni to chcialbym zapytac o co innego. Czy na mechatronice tez jest pogarda dla nieinzynierow? Na medycynie spotkalem sie z pogarda dla nielekarzy bo tyle trzeba sie uczyc. No i… 90 procent nie potrafila rownania kwadratowego zrobic, nie mowiac o calkowaniu przez czesci czy podstawienie.

              W miejscu gdzie pracuje moja zona jest wiocha. Wiocha gdzie z racji na bardzo niskie podatki lokalne mieszkaja dziadkowe a top stary prezes banku takiego a to taki a nie inny.

              Wiecie co jest najlepsze – robia sobie getto. Zrobili zrzutke 100.000CHF dla jednej z pielegniarek zeby sie wyprowadzila bo im estetyke psula. Nie bedzie plebs mieszkal i chodzil po tych samych ulicach co oni. Mieszkanie po niej wynajeli dla kogos co im tam cos ma robic, sluzyc czy cos…Ja swego czasu tez mialem takich, co mi mowili, ze kazdego ponizej ilus tam tysiecy miesiecznie nalezaloby zabic… Pielegniarka i tak chciala sie wyprowadzic, bo jej dzieci bito. A dzieci bito jej za to ze biedne sa. Bo wiecie, dzis gowniarze 9 letni w Helwecji to maja swoich szoferow a auta to czesto AMG albo Tesla X.

            • Eltor

              Zjawiska pogardy dla nieinżynierów nie stwierdzono. Ci, z którymi mam kontakt, raczej cieszą się ze swoich klocków, z tego, co umieją fajnego, niż odnoszą to negatywnie do innych (w sensie, że gorsi, bo z innej profesji). Wśród informatyków pogardę indukowaną cenzusem majątkowym zaobserwowałem parokrotnie.

            • 3r3

              @Eltor – no co innego jest na instalacji – inżynier to ten co nic nie umie. Chcesz się coś dowiedzieć to idziesz do technicznego fizola.

            • PawelW

              @medykhelwecki:disqus Co do mechatroniki to należy zwrócić uwagę, że to dosyć młody kierunek studiów (w dodatku można być mechatronikiem bardziej mechanicznym i bardziej elektrycznym). Raczej długi czas było tak, że zarówno elektrycy, elektronicy i mechanicy na mechatroników psioczyli, że to ni pies ni wydra, bo ani nie porządny elektryk, elektronik czy konstruktor mechanik. Tak, że nie, z perspektywy studiów 2001-2007 nie spotkałem się z czymś takim jak pogarda. Owszem przez jakiś pierwszy miesiąc parę osób szpanowało jak to oni twardo cały czas w książkach siedzą i się uczą, zadania rozwiązują, ale potem im przeszło. A że akurat u mnie było sporo osób po różnych technikach, to zazwyczaj były swoje chłopaki.
              Ja też jestem po nieelitarnym ogólniaku, gdzie mieliśmy zespół szkół elektronicznych i ogólnokształcących, i ze mną na te studia sporo znajomków poszło… same spoko chłopaki.
              I na studiach spotkałem całkiem fajnych ludzi, którzy w garażu u rodziców składali pierwsze swoje maszyny sterowane. Taki np przewijać papieru do kas fiskalnych z wielkich bębnów na małe rolki. Wtedy zrozumiałem, jak bardzo jestem w technice do tyłu w stosunku do tych, którzy mieli szansę się tego w domu od rodziców uczyć…

            • 3r3

              @PawelW jest jeszcze pneumatyka, hydraulika, namnożyło się tego, zawód ma co prawda ponad sto lat, ale nie wszędzie postęp dotarł w tym samym czasie. Są szkoły techniczne co w tym kierunku mają 250 lat doświadczeń – wcześnie zaczynali.

            • PawelW

              Zgadza się, na mechatronice na AGH na IMiRze mieliśmy wszystko co wymieniłeś po trochu, jako pod-dziedziny inżynierii mechanicznej.
              Domyślam się, że masz na myśli raczej to https://en.wikipedia.org/wiki/Systems_thinking . Gdzie projektowało się całe systemy jak np. procesy technologiczne, fabryki itp.
              Natomiast mechatronika to raczej jest młodsza poddziedzina myślenia systemowego, skupiona na poszczególnych klockach systemu, poszczególnych maszynach. Tak aby były one zrobione optymalnie i synergetycznie przy uwzględnieniu właściwości poszczególnych technologii.

              250 lat doświadczeń… hmmm. Ano są, są. Niestety jak się takie technologie upowszechniały, to nasi dali sobie państwo rozwalić i ukraść…

            • 3r3

              @PawelW mam nieśmiałe podejrzenie że w Uppsali to oni maszynotechnikę mieli w rozumieniu maszyn do przenoszenia mocy z wody do kopalni by nie było w niej wody, napędu młota wodnego, później wiertnic, tokarek większej mocy gdy działa zaczęły wymagać, zanim doszli do XIX wieku to już wiele mieli obcykane i policzone co działa, a co nie działa. Z ich punktu widzenia to były skomplikowane fabryki, my bawimy się klockami od dziecka to dla nas to były proste maszyny. I widać w tym efekt Flynna, dzieciak wychowany na skrzyniach biegów z Lego Technic potrafi staremu ślusarzowi narzędziowemu rozgryźć czy zmiana biegów posuwu w wiertarce działa poprawnie czy nie działa, mimo że nie widać suwaka. A stary podejrzliwie patrzy się na trzybiegową skrzynie i musi sobie kropki na niej porysować żeby dojść do takich samych wniosków co wychowany w rozwiązaniach gnojek.

            • splinter

              Przewijaki papieru do kas fiskalnych? Tyle lat nauki zmarnowane…

            • PawelW

              @splinter007:disqus To byl mniej wiecej rok 2004, mój 3 rok studiów. Mieliśmy do zrobienia jakieś projekty z robotyki czy automatyki, a kumpel ze studiów chciał rozliczyć na ten projekt maszynę którą robił na zlecenie jakiegoś przedsiębiorcy. Że akurat robiliśmy coś wspólnie, to mi ją pokazał…

              Maszyna działała w ten sposób. Na jednej dużej rolce (coś koło75-100cm średnicy) był nawinięty papier (tak to wtedy było sprzedawana). Czegoś takiego nie włożysz do kasy fiskalnej. Wtedy sporo osób ręcznie przewijało je ręcznie.
              Maszyna przewijała to na mniejsze rolki o średnicy ok. 5cm. Robiła to automatcznie, czyli nawijanie z większej rolki na mniejszą było tak sterowane, aby prędkości rozwiajania, nawijania do siebie pasowały. Jak się mała rolka nawinęła, to jej końcówka była zaklejana (co by się to nie rozwiajało), a maszyna przeskakiwała do nawijania kolejnej małej rolki. A pierwsza lądowała w pojemniku.
              Wiesz, dla mnie to był kosmos, że koleś umiał coś takiego sam zrobić na 3im roku.
              Moje doświadczenie praktyczne kończyło się na niewielkiej obróbce, wiereceniu, lutowaniu, prostym spawaniu, jakieś proste prace przy silniku i tym podobnym, co się od ojca nauczyłem. A on to wszystko sam wymyślił, skonstruował, popodłaczał i sterowanie zrobił. I najważniejsze, miał gdzie i czym to zrobić.

              Raczej nie zmarnowane lata nauki, po prostu on robią maszyny zarabiał już na studiach…. coś co w pełni potwierdza tezy tego bloga. Jak umiesz coś zrobić, co na siebie zarabia, to nigdy z głodu nie umrzesz.

            • 3r3

              Inżynierów na techników, a techników na zawodowych przypadają teraz takie proporcje że inżynierami można malować chodniki w ulubiony kolor pana generała. A technika nei wolno od YT odrywać bo się obrazi, nawet mi nakleili na biurze ostrzeżenie “proszę nie złościć personelu bo stanie się zarozumiały” (cocky – kaxiga). Są takie tablice ostrzegawcze sprzedawane w sklepach technicznych do przylepiania na maszynach, że kapelusz nosić i inne takie no i mi takie nalepili.

            • Krzysiek

              Przecież mechatronika to skrót od “inżynieria mechatroniczna”. Tam się jeszcze obcuje z materialnymi przedmiotami (mechanika(maszyny)+elektronika+sterowanie). Kable też trzeba umieć połączyć.

          • 3r3

            @Eltor – tylko czy rzeczywistość przejmuje się oceną młodych ludzi?

            • Eltor

              A skąd! Rzeczywistość ma tylko jeden tryb oceny: rzeczywistość rozlicza z rezultatów.

        • 3r3

          @splinter – wynika to z 95% podatków – maszyny ich nie płacą, pracownicy i owszem.
          Do tego przestrzeń na te maszyny – ludzie uparli się mieszkać w miastach, dzieci wychowane w miastach mają świat ograniczony do czterech ścian, nawet nie witają się machając ręką z 10 metrów tylko z bardzo bliska – właściwie nie mają przestrzeni prywatnej.

          A na sam koniec okazuje się że tych kompetencji nie ma gdzie zdobyć. Jak napiszesz zły program i wykonasz komputer raczej nie idzie z dymem, w najgorszym wypadku wciskasz reset na obudowie. Jak coś sknocisz na maszynie to najmniejszy ból jest jak musisz kupić nowe narzędzie za parę stów. A tak się można pomylić po każdym wykonaniu programu 🙂
          Ta nauka jest bardzo droga. Raczej z YT się tego nie nauczysz. Ktoś musi stać obok, pokazać i wstrzymać dłoń zanim narobi szkód maszynie, albo i sobie. Bo palce nie grzyby…

  • Bodek
    • gruby

      To jest majątek osobisty który powstał z nieprzejedzonych dywidend wypłacanych im z majątku podstawowego.

      Majątek podstawowy czyli akty własności przemysłu petrochemicznego tej planety od stu lat krążą poza zasięgiem IRS i mają się świetnie bo znajdują się w ciągłym ruchu.

      • Bodek

        @disqus_89vD8NXwE0:disqus
        Dziękuje za wyjaśnienia. Sobie poczytałem i oni w NY, chyba nie wiedzą że największym filantropem jest Geroge a największym milionerem Bill. No i dowiedziałem się, że w tej walce chodzi o lepszy świat. Teraz wszystko rozumiem.

        “David was the last surviving grandson of John D. Rockefeller, the great industrialist who consolidated the American petroleum industry and founded the Standard Oil Company in the 19th century, subsequently building a fortune that made him one of America’s first billionaires and his family one of the richest and most influential in the nation’s history. Peggy McGrath Rockefeller (1915-1996) was a dedicated conservationist, a board member of the American Farmland Trust in Washington, and was a founder of the Maine Coast Heritage Trust in Topsham, Maine. David and Peggy married in 1940 and for more than half a century were true partners in family, philanthropy and art.

        David’s philanthropy was rooted in his belief in the power of individuals and communities to create a better world — the continuation of John D. Rockefeller, Senior’s ‘art of giving’. He was the recipient of the Presidential Medal of Freedom, the Grand Cross of the French Legion of Honour, the Andrew Carnegie Medal of Philanthropy, and numerous other awards.

  • 3r3

    Jest taka akcja IUC.se – dzieci do fabryk wożą autobusami i próbują im wcisnąć że to ma sens i warto się w tym kierunku kształcić.

    • Krzysiek

      Ale tam już maja standardowego bzika – “parytety”. Widać pd linkiem, który podałeś – niewiasta w kasku roboczym (spod którego jednak wystają atrakcyjne loczki) przy jakiejś maszynie czy innej spawarce. Kobiety na traktory i do fabryk. To oferta do etnicznych Szwedek rozumiem – te od Al-łacha będą siedzieć w domu i jak rasowe samice rodzić dla Proroka zdobywców.

  • bdgr

    3r3 tak jak czytam komentarze u IT21 to robisz lepszą rozrywkę do piwa niż jakikolwiek film, ale psuje ją jedna wątpliwość: powstanie kiedyś ta notka o wirusowaniu systemu w czasach jak imperialne czołgi w Żaganiu miały czerwone a nie białe gwiazdki na wieżach? Poproszę z podglądem na kuchnię w której myło się srebrne sztućce

    • 3r3

      @bdgr – będzie o czołgach i opiniach samych czołgistów, ich dowódców i kto kim się wysługiwał w PRL bo wyboru nie miał. Ale muszę mieć czas. A tego jak na lekarstwo.
      System sam się zawirusował wtedy celowo – aby się bronić.

    • PawelW

      Dasz namiar na te komentarze, które Waści masz na myśli?

      • bdgr

        Notka który bank centralny upadnie pierwszy
        BTW kto wymyślił bonmota “independent trader przewidział 20 z 2 ostatnich kryzysów”?

  • Ireneusz

    Znaczy się – mija kolejne setlecie w PL… bez zmian.

    • Medyk Helwecki

      W Polsce w jenym ze szpitali moj znajomy chcial etat anestezjologa. Brakuje oficjalnie 18stu. No i sie zglosil i go nie przyjeli (ma doktorat z DE, specjalizacje, wszystkie kursy)

      Chodzi o dwie sprawy. Po pierwsze jak brakuje lekarzy to stawki godzinowe moga byc wysokie. Po drugie jak jestes spoza ukladu to nie chcemy tu takich.

      A dochodzi drugie dno. Kiedys bedzie konkurs na ordynatora i wtedy taki co ma dorobek i zna jezyki obce moze to wygrac, a tego towarzysze nie chcieliby.

      Moj tznajomy wyjechal tez z powrotem do De bo – wielu lekarzy ma syna studenta i juz gluchym slepym ale stolek trzyma. W tych szpitalikach latyfundiach ordynatorsko profesorskich to sie trzyma etaty dla swoich. Swoja droga dzwonie ostatnio do Uniwersyteckiego Szpitala w Zurychu do Pani Doktor ktora sie zajmowala doktoratami na jednej z klinik. Ona ani be po niemiecku, ani po angielsku, ani po zadnym innym jezyku procz greckiego. Oficjalnie nie wolno pracowac bez znajomosci jezyka ale licza sie uklady. Ona pracuje.

      Wszedzie gdzie sa pieniadze podatnikow jest to samo. Czy PL, czy DE, czy UK, czy CH

  • plop

    Mam pytanko. czy uważasz że ciekawym pomysłem jest budowa kilku hal po 100m2 z dodatkowymi małymi biurami i je wynajmować?

    • 3r3

      @plop bez biur. 50m2 + kibel + prąd, duże wrota. 70m2 i 100m2. Najlepiej schodzą 50m2 i mają najkorzystniejsze proporcje zysku z metra. Wszyscy klienci na raz nie robią fochów i nie bankrutują. Sam sobie takiego lokalu szukałem.
      Biura to zawracanie głowy – klienci sami sobie dzielą przestrzeń.

    • strzasu

      Jeśli nie chcesz zamrozić gotówki to kupujesz projekt, uzyskujesz pozwolenie, wykonujesz prace ziemne, wylewasz fundamenty i puszczasz wizualizacje w sieci. Jak się znajdzie konkretny klient to z wylewkami taki garaż może być czynny po dwóch tygodniach. Masz też ewentualnie możliwość dopasowania się do wymogów klienta – bo inne będą obostrzenia przy magazynowaniu kruszywa, a inne dla mrożonek itd.

      • Ireneusz

        Hala 100m2 ? I to “Jak się znajdzie konkretny klient”… mówimy o PL ? Dobre, dobre… Naprawdę nie widać w JAKIE są warunki okołobiznesowe w kraju dla jakichkolwiek długoplanowych pomysłów ? Wynajmę, sprzedam, wynajmę, sprzedam lub wynajmę… łzy się cisną do oczu.

        • strzasu

          O jedno zero więcej się mi przeczytało. W takim wypadku to oczywiście przerost formy nad treścią.

          Ja tam na brak roboty nie narzekam.

          • 3r3

            Ale autor tej koncepcji dobrze kombinuje. Pewnie widział takie na Północy czy innych Wyspach i móżdży czy w Polsce to też zejdzie.

        • 3r3

          @Ireneusz – podejrzewam że w Polsce nie ma na takie podzielane na 10 – 20 lokali hale jeszcze mody. W innych krajach już jest bo dochodzi do bałkanizacji biznesu.

          • Ireneusz

            Tu nie chodzi o modę. Chodzi o warunki, w których jakakolwiek gospodarcza aktywność z miejsca duszona przez PIP, PPIS, PSP, czy pijawki z PINB a od zapędzonego argumentami w kąt urzędnika, za każdym razem słyszę: no, ale takie są przepisy. Obserwowałem swego czasu drobną przedsiębiorczość w Kosovie. Z tą bałkanizacją, to coś może być na rzeczy.

            • 3r3

              @Ireneusz – nie ma przymusu działania w Polsce, wczoraj przy niedzieli akurat dłubałem u znajomego w fabryce, i pytam go, bo on ma 60 chłopa na podłodze, kiedy ostatnio widział arbetsmiljoverket (lokalny pip), ten się drapie po głowie… gdzieś tak w latach dziewięćdziesiątych.
              No i dziękujemy, rejestrujemy firmy za granicą nie tylko ze względu na podatki.

      • 3r3

        @strzasu – ja zakładam że koledze chodzi o halę podzieloną grubym betonem na jednostki 50m2/100m2 – takie mają wielkie wzięcie na północy, bo ludzie chcą garażu (bo nie czarujmy się to jest garaż), gdzie wejdą im dwie obrabiarki, piła i mogą sobie sami dłubać palcem w nosie bez całego aparatu biurokratycznego z firmy.

        • bdgr

          Po wiela w brodaczach czy tamtejszych średnich krajowych wynajmują takie przemysłowe garaże?
          W PL po kilku latach drenowania dotacjami w większości miast nie ma problemu wynająć takiej wielkości laboratorium od jakiegoś inkubatora w standardzie pod biotech czy chemię, i do tego aparaturę w pilotowym gabarycie. Tylko że to branże gdzie bariery wejścia (kiedza, kontakty) są dużo wyższe, o rzędy wielkości. Dla normalnego mechanikowania gdzie trzeba podłączyć 3 fazy i wywozić wióry znaleźć bazę jest dużo trudniej. Widać że ludność szuka i kombinuje choćby po tym jak rozwijają się te wszystkie makerspace z kursikami spawania i programowania arduino. Tylko przy tym modelu biznesowym i jego kosztach zarobią se tylko ich właściciele – to nie są miejsca których wynajem do robienia czegoś się opłaca, nawet gdyby dostępne narzędzia wystarczały.

          • 3r3

            @bdgr – w porcie z wyjściem na Polskę, w najlepszym standardzie, z monitoringiem, w dzielnicy przemysłowej (pod ręką ciężki sprzęt, gazy techniczne, stal), z vatem ca 400ojro na miesiąc (50m2 + kibel) plus prąd i co jakiś tam czas woda i ścieki (wizyta w fastfoodzie – to jakieś takie drobne). Na wsi po około 250 ojro, przy czym bez kwitów na vat i po castingu no i sobie odśnież drogę dojazdową.

            Czyli lokal kosztuje coś tyle ile w Polsce wychodzi zusu?

            @Ireneusz się śmieje, że to hala – ale są ważkie powody dla których biznesy robią się takie małe. Na czorta większy i pracownicy? Z pracownikami tylko udręka, 50m2 to akurat tyle żeby sobie wstawić trzy maszyny i dłubać swoje.

            • bdgr

              No gdzieś tyle co zus, rzeczywiście nieźle nawet żeby z etatu wystartować z hobby.

            • 3r3

              @bdgr – no też właśnie – i bez zusu. Co od razu nasuwa porównanie ile kłód mniej leży pod nogami tam gdzie już jesteśmy, bo niby lepiej było gdzie nas nie ma. Już jesteśmy, już wiemy jak jest. Desant jest na miejscu, teren wzięty, jak by się tak zacząć z sensem organizować to można i cięższe maszyny posadzić i wyjdzie jeszcze taniej przy konsolidacji.