Fiskalne Środki Bojowe

Celem przeprowadzenia ostrzału artyleryjskiego jest zdezorganizowanie siły żywej zapewniającej zdolność bojową wroga. Dlatego zazwyczaj nie prowadzi się ognia artylerii przeciwko obiektom cywilnym, gdyż koszty stosowania terroru w takiej formie są nieproporcjonalne do wprowadzonej dezorganizacji. Można też prowadzić działania fiskalne zmierzające do zakłócenia jego (państwa) systemu kierowania strukturami cywilnymi i siłami zbrojnymi, a także do osłabienie morale sił zbrojnych i społeczeństwa. Chcieliście ostatnio wstąpić do armii i walczyć z wrogiem? No właśnie – podatki działają świetnie. Walczyć wolno teraz o ścieżki rowerowe, smoga pokonać, palaczy gnębić i samochody suszyć.

Państwowy terror w zakresie przymusu rejestracji stowarzyszeń, rozliczania ich stanu majątkowego, obiegu aktywów, a nawet zabranianie wszystkiego co nie jest wprost dozwolone (spróbujcie samodzielnie wymienić popsuty chodnik przed Waszym domem na nowy, albo załatać dziurę w ulicy) sprawia, że żyjecie w coraz bardziej zdezorganizowanym, zdemolowanym “społeczeństwie”, w którym dochodzi do coraz szerszego rozpadu grup hierarchicznych (wyjaśnionych w “żonglowaniu liczbami” hierarchii ludzi bardziej spostrzegawczych nad tymi nieco mniej) na masę równych sobie niezaradnością lemingów zmierzających do końca chodnika. Najwidoczniej bardzo pragniecie żyć w takim otoczeniu skoro nic z tym nie robicie – nie mam co do tego wątpliwości. Być może powstrzymuje Was przed pomalowaniem swojego świata i poukładaniem go tak jak chcecie jakieś wszechpotężne, fałszywe bóstwo. Podejrzewam, że to bóstwo nazwano fałszywie “prawem” a Was straszy się lochami.

http://www.rp.pl/Prawo-karne/303149935-Ilu-wiezniow-jest-w-Polsce.html

71 633 osób przebywa w polskich więzieniach, wobec ich ogólnej pojemności 83 491 miejsc – wynika ze statystyk Służby Więziennej.

Przychodzi Wam do głowy, że na przeciętnej demonstracji z biało czerwonymi flagami jest Was tylu, że nie da się Was wszystkich wsadzić do lochu, a spalenie komitetu PZPR czy sądu, komendy tej czy innej bezpieki odbywa się przy użyciu tych samych środków? Z tym że nie potraficie się zorganizować w grupę o liczebności większej niż 83 491- 71 633, ponieważ ktoś Wam skutecznie odessał organizatorów, zaganiając ich do bezproduktywnych kieratów w Mordorach, a resztę wypędził z kraju. A nawet jak sobie już jakiegoś znajdziecie, to Wam go rozjeżdżają samochodem. Niebawem rocznica “wypadku” posła Rafała Wójcikowskiego – organizujecie już jakieś taczki dla Andrzeja Nowaka z łódzkiej prokuratury okręgowej?

Zgaduję, że nie organizujecie. Zapewne mnie nie zaskoczycie przyjaciele patrioci. Tak jak nie była zaskakująca Wasza prężna organizacja, gdy Pan Poseł wzywał ratunku w Waszej przytomności. Oczywiście każdy z Was ma co innego na głowie niż problemy jakiegoś tam posła jakiegoś tam państwa nie dość poważnego. Wszak zastosowano na Was fiskalne środki bojowe i nie macie żadnej mocy swobodnej aby dysponować czymkolwiek do realizacji jakichkolwiek celów ponad zdobycie codziennej porcji obierek do miski. Taki zarzut Wam stawiam, że nie umiecie zorganizować sobie ani porządnych ziemniaków aby z koryta Wam nie brakło, ani porządnego finansowania ruchu narodowego. Jak Szwedzi w latach osiemdziesiątych zaczęli organizować ruch narodowy, to trzeba ich było prawdziwym wojskiem po kraju ścigać, w takim tempie konwoje z papierem zaczęły ginąć. Z tym że to prawdziwe wojsko i ci konwojenci to też byli narodowcy, więc walka z narodowcami zajęła prawie dwie dekady i trwa do dziś.

Celem wszelkich rozwiązań podatkowych, jakie są obecnie wdrożone w Polsce, nie jest zapełnianie kasy państwa (wiemy to z tego, że jest w niej stały deficyt, czyli nie jest zapełniona), ale całkowite zdemolowanie zdolności organizacyjnych mieszkańców, tak aby przestali tworzyć jakiekolwiek grupy zwarte, luźne, a nawet przypadkowe zbiorowiska. Wszyscy zaangażowani w działalność samozwańczego państwa polskiego to szkodząca Wam we wszelkich przedsięwzięciach (od wycinania Waszych własnych drzew począwszy) kupa szkodliwego gówna. A tu Pan Stanisław Michalkiewicz wyjawia nam na jakie służby płacimy:


Wydaje nam się

To raczej dziwne i nieprzytomne, że ludzie powszechnie tak się zachowują jak opisałem powyżej. Że coś, co potrafią samodzielnie zorganizować pozostawieni sami w głuszy, nagle okazuje się być nieosiągalne jak naprawa chodnika w mieście czy wybrukowania trawników na blokowisku (place zabaw dawno polikwidowane z braku dzieci dalej niż metr od monitora), aby samochody nie parkowały w błocie dla żartu nazywanym trawnikiem. Owszem niby są jakieś tam samorządy i inne brednie, ale nikt nie wie skąd się biorą skoro na wybory nikt przytomny nie chodzi, chyba że rodziny kandydujących pozatrudniane w gminnych i powiatowych przybudówkach PSLu. I wydaje nam się, że kiedyś ktoś to przecież organizował. No przynajmniej lemingom się tak wydaje, że jakiś ktoś a nie ludzie sami sobie. Wiemy, że nikt tego nigdy nie organizował. A jednak ludzie wszystko wkoło zbudowali bez organizowania.

Jak zauważyliście z piramid kompetencji dla ludzi dożywających 40. roku życia (czyli w praktyce przynajmniej do połowy XX wieku dotyczyło to wszystkich, prócz garstki – takie mieliśmy warunki życia) w porywach dało się zgromadzić 3-5 kompetencji przy wielkiej bystrości umysłu. Mało kto przeżywał dłużej i miał potencjał oraz możliwości, aby zostać wielkim specjalistą od czegokolwiek. Pięć kompetencji, w tym trzy społeczno-organizacyjne-wychowawcze to był szczyt szczytów. Nie było więc różnicy czy ludzie byli mądrzy, czy bardzo mądrzy, czy bardzo straszliwie genialni – i tak nie żyli na tyle długo aby się wykazać.

Co więcej – można nauczyć się operowania narzędziem jakie się ma od kogoś kto nim operuje. Tak samo organizacją społeczną, metodą wychowawczą, siecią towarzyską. Dlatego przez wieki ludzi wdrażano poprzez wychowanie i socjalizację do grup zbyt dużych do opanowania, aby z tych grup wykluczać – wykluczenie społeczne (dawniej też wypędzenie, wyświecenie) było podstawowym sposobem ociosywania społeczeństwa z ludzi, którzy nie nadążyli, albo byli nieprzystosowani. Ponieważ stosowana metoda kształtowania rodziny zawierała podział zadań z zakresu trzech kompetencji podstawowych, to spektrum ludzi “normalnych” zdolnych tworzyć szczyt 3-5 osobowej piramidy organizacji wytwórczej obejmował spektrum 95,8% populacji. Co oni tam sobie organizowali to już inna sprawa, bo to jest na poziomie wynieś – przynieś, ale margines społeczny był poniżej 2,3%, a była też jakaś marginalna elita. Już pośród tych 95,8% trzeba odliczyć też 13,6%, którzy na pewno byli zdolni organizować piramidy bezpośrednie o większych stopniach złożoności (bezpośrednio zarządzać grupami do 60 dorosłych samców – nie bez przyczyny rozmiar plutonu jest jaki jest, bo inaczej nie działa). Większe grupy w naturze nie występują w dłuższych cyklach organizacyjnych aż do czasów starożytnych, więc to dość nowy problem do rozwiązywania.

Konieczność posiadania kompetencji zawodowych wykluczała ze społeczności dolne 16% poza przydatny nawias (w społeczeństwach północnej Azji wschodniej to 3% – to bardzo istotna różnica jakościowa). Tacy ludzie do czegoś tam się nadawali jako parobcy, służba no i margines społeczny. Ci ludzie nie byli dość bystrzy aby sobie samodzielnie ogarnąć normalne życie, a ponieważ robili to za nich inni, to wykorzystywali ich jak inne zwierzęta. Aby mieszkać w metropolii, czy w dużym organizmie miejskim (Kraków był kiedyś potężnym, 40 tysięcznym miastem) trzeba było mieć kompetencje do życia w tak dużym skupisku – to są istotne kompetencje, wyklucza to równo połowę populacji z radzenia sobie z takim natłokiem wymogów w warunkach miejskich. Dlatego miasta stały się obozami koncentracyjnymi zapełnianymi przez patoli nierealizującymi swoich piramid potrzeb tylko cudze. Jest to pierwsza z przyczyn, dla której miasta są brzydkie i dla której powstają slumsy – ludzie sobie nie radzą z ogarnięciem samych sobie społecznie, organizacyjnie, wychowawczo + kompetencja zawodowa + kompetencja radzenia sobie w dużym skupisku ludzkim (ponad 170 osobników). Ale do tego momentu w miastach ma szansę znaleźć się ciągle pozostałe 16% populacji, które jakoś ogarnie może nie wszystkie ciamajdy, ale przynajmniej 1/3 i jakoś to jeszcze ma szansę wyglądać. Chociaż! I to dość istotne – miasta z przyczyn praktycznych nie nadają się w obecnej formie do serwisowania (utrzymania ruchu). Są wadliwie konstruowane, podjęto co prawda próby reorganizacji, ale jest tyle przyczyn ekonomicznych, kulturowych, transportowych, że bez dobrej wojny i solidnej rozwałki głupiej ulicy nie sposób poszerzyć. I nie ma możliwości aby się w tej kwestii porozumieć organizacyjnie, finansowo czy nawet przemocą (to też jest jakaś forma porozumienia silnego ze słabym).

I tutaj wkraczają podatki.

Jak już wskazywałem królestwo żarło nam obciążenie 1-1,3 kompetencji (wliczyłem to jako kompetencję życia w dużych skupiskach powyżej), natomiast nowoczesne państwo opiekuńcze, jak podałem w wyliczeniach w innym tekście, żre nam kompetencje dwie (powiedzmy, z grzeczności że jest to umiejętność życia w wielomilionowych kolektywach, wiecie jaki mam stosunek do kolektywu i płacenia podatków w ogóle, a wysokich w szczególności – nie ze mną te numery). Czyli do poprzednich pięciu dokładamy jeszcze jedną. Być może dalej 16% społeczeństwa to ogarnia, więc teoretycznie nic się nie powinno zmienić. Teoretycznie to powinno dalej jakoś się turlać, ale widzimy że nie działa. Nie działało już zresztą wcześniej. Problemy pojawiały się zarówno w Ur, w Babilonie, w Egipcie, w Rzymie, Londyn się spalił, ale to były stolice – metropolie, artefakty. Dziś to problem powszechny, a upowszechnił się po 2WW. I rozwiązywano ten problem (liczebności młodej, niekompetentnej, napływowej ze wsi populacji niewdrożonej do życia w skupiskach – jeden z problemów szkoleniowych Armii Czerwonej odnośnie walki w mieście i orientacji w sieci ulic) koszarując populację młodych samców. LWP trzymała na raz w mundurze po 700+ tysięcy chłopa. A jeszcze były inne kolory mundurów i ochotnicze rezerwy. Pozwalało to rozładować samca z pięciu roczników na raz, akurat tyle żeby wytresowany wrócił do domu. Zarzucono brankę gdy problem demograficzny sam się rozładował i przestały pojawiać się liczne roczniki.

Dziś PiSiaki w tv bredzą, że nie ma problemu młodych bezrobotnych. Wchodzą nam roczniki po mniej niż 300k ludzi, z okazji wstąpienia do EU były to roczniki o połowę ludniejsze. A 1979 to była prawdziwa masakra – nie ma się co dziwić, że doszło do strajków i trzeba było po roku rzucić wojsko na ulice.

Ponieważ tak jak pokazałem przy takim obciążeniu tylko 16% ludzi w ogóle ma szansę zdobyć tak wysokie poziomy organizacyjne, to jeszcze pomiędzy XVIII a XX wiekiem zmieniły się kierunki w jakich są zasysane potencjały tych osobników. Już nie tylko ślachta, wojsko, kropidło jest do wyboru czyli organizacja produkcji rolnej, organizacja wojskowa i organizacja kultu, czyli organizowanie, organizowanie i jeszcze raz organizowanie piramid. Pojawiło się wiele wymagających zawodów, w tym niekoniecznie wymagających operowania jako narzędziem hierarchią ludzi, ale operowaniem środkiem technicznym. Nie jest potrzebna więc retoryka, a rozumienie mechaniki, nie zdolność politykowania by przeforsować swoje zdanie, ale zdolność głębokiej analizy łańcuchów przyczynowo skutkowych w pozagnieżdżanych drzewach następstw, nie społeczna zdolność łagodzenia konfliktów i rozstrzygania sporów, a zdolność asocjowania nowinek technicznych w tempie, w jakim inni dostarczają ich do branż, nawet jeśli to konserwatywne branże techniczne (a technika jest bardzo konserwatywna, choć wydaje się Wam, że postęp pędzi jak szalony). Dlatego z tych 16% zaczęli wykluczać się ludzi ukierunkowujący się w bardziej wymagające kompetencyjnie kierunki, w czym też pomogła wydłużająca się przeciętna długość życia. W połączeniu z podatkami dało to piorunujący efekt, ponieważ ci ludzie, dając dużo większe zwroty z posługiwania się kapitałem, też wymagają organizacji i to przez bardzo kompetentnych ludzi, równie kompetentnych przynajmniej jak oni zassali z tych 16% praktycznie wszystko. Po co niby mieć fabrykę na 170 osób, skoro w trybie zautomatyzowanym sobie poprowadzimy taką w sześciu? Po co nam pozostałych 164 z grupy pierwotnej?

No i ci przeciętni ludzie zostali nagle pozostawieni sami w miastach bez wodzów i czarowników, którzy wiedzieli po co te miasta; w zupełnie wrogim środowisku, z wrogim państwem opiekuńczym drapieżnie wyciągającym szpony równie tępe jak rekrutowani do aparatu biurokratycznego politrucy. Nagle obudzili się w świecie, gdzie nie ma dziedziczenia hierarchii, że trafiają do miasta, albo się w nim rodzą, przeszli jakieś kształcenie, wychowanie, trafiają pod bramę zakładu, tam dalej prowadzą za rękę, dają narzędzia, drelich, po pracy socjalizują w grupie pracowniczej, potem hotel robotniczy, albo potańcówka, jaka żona i dzieciaki, kąt w familoku, albo nawet i na “nowoczesnym” blokowisku. Świat, w którym ludzie przeciętni, zupełnie normalni mają tak niewielu przedstawicieli tych 16% chętnych im cokolwiek organizować, że błagają na kolanach aby ich ktokolwiek gdziekolwiek zechciał i dał im co pożytecznego do roboty, bo obciążeni dwoma ekstra kompetencjami przez biurwę po prostu nie umieją aż tyle, aby samemu przejść proces kończący się naprawą chodnika przed własnym domem (chociaż umieją naprawić chodnik, to jednak przed domem mają popsuty).

Wyssała nas nie tylko emigracja, bo w krajach, do których trafiliśmy, jest tak samo. Szczęście mają tam, gdzie po prostu nie powstały ośrodki miejskie w jakiś gargantuicznych skalach. Wyssaliśmy się sami. Bo przecież wielu z Was się z tym zetknęło, szczególnie w młodości, że nikt Was do niczego nie potrzebuje, bo z punktu widzenia rozdmuchanych oczekiwań nic pożytecznego nie umiecie, aby dać Wam samodzielną pracę, a nikt nie ma czasu aby nad Wami stać i uczyć. Jeszcze gorzej jest kiedy macie takie przykłady jak tu z bloga. Ci, co wiedzą jak organizować firmy i organizują, to albo potrzebują wzajemnie takich jak oni, nadzianych kompetencjami jak kasza skwarkami, albo kompletnych wynieś-przynieś za mniej niż minimalną, traktowanych jako mięso do przemielenia przez firmę. To dość ponury świat, w którym ludzie łakną przywództwa, a ci, którzy mają dość kompetencji aby coś organizować, wcale nie chcą się podejmować opieki nad słabszymi, ponieważ dziś nawet, żeby chąsić, to trzeba dobrze główkować (o właśnie nowa spółka została zarejestrowana na euvat’ę, jak szybko – w cztery miesiące, nierychliwe biurwy nasze) i po co nam ci ze słabszymi głowami, albo nie dość odważni i żądni zysku?

Żeby jeszcze tego było mało, to w tych dwóch dodatkowych kompetencjach jakie ssie biurwa część jest zwrotnie w postaci paraliżującej dezorganizacji, że wszystkiego nie wolno jak nie ma pozwolenia, a najlepiej to trzech pozwoleń i pięciu zaświadczeń. I choć nie uważam kolektywizmu za przytomny, to przytomność widzę w organizowaniu squatów – we wrogim, miejskim środowisku to jest jakieś wyjście z sytuacji, sqatowcy (skrzaty? squaciarze? po jakiemu to jest) przynajmniej potrafią opanować po clausewitzowsku jakieś terytorium, a narodowcy nie potrafią.

Ludzie, aby coś robić, muszą tego czegoś potrzebować. A jak już sobie zrobią to przestają potrzebować. Muszą więc nie mieć, aby robić, trzeba więc wymyślić mechanizm, w którym nie mają stale i stale chcą. Czyli pasiak, taczka, drut kolczasty. Z tym że to nie działa. Ale fantaści ciągle snują marzenia o tym jak zamienić drut kolczasty na obiecanki wypuszczenia za druty (na przykład po mitycznej emeryturze, której mało kto dożywa z tych co pracują). Jest zupełnie przytomne, iż ludzie chcą uzyskiwać przynajmniej tyle autonomii by jak najmniej wysługiwać się innym ludziom – każdy chce być członkiem niezależnej klasy gospodarskiej i mieć swoje potrzeby zrealizowane bez cudzej łaski. To jest kolec w oku wszelkich wizjonerów wielkich fabryk pełnych niewolników, ponieważ tacy niezależni gospodarze to mają swoje fabryki, w których sami siebie wyzyskują, sami sobie są kapitalistami krwiopijcami i sami sobie ustalają dzienną normę nastu godzin pracy.

Ten mechanizm wyzysku, stałego niedosytu, stałej potrzeby powstał. Konsumpcjonizm działa. Ale jeszcze działa, pojawiają się problemy, o jakich wspomina @Acradio:

Nowoczesne kobiety nie pragną dzieci, no może niektóre 1 lub max. 2, ale to i tak wyłącznie z wymarzonym mężczyzną. Wymarzony mężczyzna musi być lepiej wykształcony od samej kobiety, bardziej zaradny, więcej zarabiający. Poza tym szarmancki, dowcipny, wrażliwy, wyrozumiały itp.
Jak wiadomo takich kandydatów trochę mało na rynku.
Pozostali nie są obiektem zainteresowań na stałe. Seks kobieta może mieć zawsze, wszędzie i z kim zechce. Bezpieczeństwo zapewnia jej państwo. O resztę potrzeb potrafi zadbać sama.

W konsumpcyjnym społeczeństwie obciążonym dwiema kompetencjami ekstra samicom samce są potrzebne, aby były w masie, w społeczeństwie, w kolektywie, ale nie potrzeba ich na sztuki aby być ich własnością. Na spotkaniach lewicy zawsze są piękne panie i zawsze takie solidarne, ale wiedzą z kim się solidaryzować – przytomne. Na spotkaniach narodowców przytomnych pań nie ma, nie ma pań właściwie wcale. Tak niewiele trzeba aby były, wystarczy zdjąć te dwie kompetencje, jakie kradną nam podatkami i schować je do kieszeni. Po pierwsze zniknie wtedy opiekuńcze państwo zapewniające samicom cokolwiek, a nawet jakby uparcie nie chciało zniknąć, to wypchane tym procesem kieszenie wyznaczają azymut na sukces, a kobiety z natury są przecież dobre i bardzo pragną naszego dobra.

Właśnie tłumaczyłem lemingowi co ma na swoim załączniku do podania do skarbówki. I mu wyjaśniam ile kosztował pracodawcę i ile ten mu płaci (brutto brutto), leming mi palcem wskazuje na zwykłe brutto (bez domiaru dla pracodawcy 31% wg taryfy z pozycji tabeli 32:1), że tyle zarabia, ja za to lemingowi pokazuję netto, że tyle dostał i żeby mi tu długości z kręgosłupem nie podawał, a leming dalej swoje. No i tłumaczę, że jakby to co płaci pracodawca dostawał, i jeszcze doliczył do tego vat i brał do kieszeni, a jeszcze sam się zorganizował i zgarnął premię organizacyjną pracodawcy tylko za siebie, to by wyszło wielkie mnóstwo. No ale to trudne. Za trudne, nie ta suma kompetencji. Zresztą ten leming kiedyś prowadził biznes w pl i jak się skończyła ulga na ZUSie, to mu się przestał bilans spinać i zamknąć. Bo to takie są właśnie biedabiznesy ludzi co mają niewiele kompetencji, gdyby nie biurwa i jakieś głupie ZUS i podatki, to ci ludzie by nikomu nie wadzili, sobą by się zajęli, coś tam sobie na marginesie strugali i by sobie żyli w kraju. I niech sobie Pan Profesor Gwiazdowski gdacze, że szkoda, żeby takie biznesy co podatków nie są w stanie zapłacić prowadzili, no ale jaka jest alternatywa dla tych nieboraków? Że się ich niby wypędzi z kraju i po sprawie? A to niby ci ludzie rzuceni za granicę to się po 5, 10, 15 latach niby języka nauczą? Polecam kontakt z rzeczywistością, ci ludzie są kompetencyjnie wykluczeni tak czy siak, ale to nie powód, żeby im z małpim okrucieństwem uniemożliwiać działalność na jakichś ulgowych warunkach we własnym kraju. Okazywanie władzy przez władzę polega na tym, że połamią tym małym to co sobie ci mali wystrugają z patyków, bo mnie to władzuchna może w d pocałować nawet zamykając w lochu, przynajmniej człowiek ma wtedy po co konsolę kupić.