Free for all cz II

Rozmiar grupy zależy od zasilania.

Przy czym ludożerstwo jest jak najbardziej na miejscu. Banksterka zjada lemingi. Niech sobie zjada, na zdrowie, ale zjada nam nasze lemingi, które my chcemy strzyc a nawet konsumować – i to już stawia nas w opozycji do banksterki na terenie wspólnego pastwiska. Jak się nie dogadamy, to się pozabijamy przy okazji eksploatując lemingi do pustego pastwiska.

Dziwna gra. Jedynym sposobem aby wygrać jest nie grać.
Joshua, komputer z filmu Gry wojenne

Czytasz drugą część artykułu. Jeśli jeszcze nie znasz części pierwszej, to polecamy lekturę.

Grupą naturalną jest oczywiście rodzina (taki związek oparty o samca i przynajmniej jedną samicę) oparta o zasilanie w białko jakie zapewnia samiec polowaniem i pozostałe produkty zapewniane przez samice zbieractwem. Przekazywanie memów opiera się o kontakt werbalny samicy z dziećmi i praktykę zapewnianą przez samca młodym samcom. Rozmiar takiej grupy w warunkach naturalnych choć teoretycznie mógłby wynosić kilkaset osób (gdy żyją 2-3 pokolenia po kilkanaście sztuk potomstwa) o tyle z powodu inflacji konkurencyjnej (każdy rozpycha się na boki wypychając innych) zależy od gęstości zasilania w danym środowisku. Ponieważ rozród wsobny zabija, to takie grupy naturalne celowo stają się doprowadzić do kontaktu z innymi rodzinami i wymienić zasoby ludzkie (zasoby – bo każdy coś dostarcza niezbędnego do przetrwania) w ten sposób bilansując podaż produktów potrzebnych grupie i rozwiązując problemy rozrodu wsobnego.

W ten sposób powstają szczepy – grupy jednokrewne, filogenetycznie wywodzące się od jakiegoś (niezwykle skutecznego w rozpychaniu się łokciami) przodka. Mem jaki sobie przekazują to pochodzenie właśnie od tego pojedynczego przodka (Lecha, Czecha lub Rusa ^^) i ze względu na małe zróżnicowanie lingwistyczne pomiędzy grupami są w stanie się ze sobą komunikować lepiej lub gorzej. Ze względu na środowisku w jakim żyją wiążą pochodzenie dominującego sposobu zaopatrzenia (łowiectwo, wojowanie, handel, produkcja) z zaletami przodka, a nawet darami bóstwa, gdyż bezpiecznikiem memetycznym (nawet u ateistów) jest poza osobowe źródło memów (dla każdego jakie mu pasuje, dla religijnych ustalają to bóstwa i wykładają kapłani, dla lubiących prawo podnosi się nogę i naciska przycisk, dla rozsmakowanych w bilateralnych ustaleniach ateistów jest to kwestia dogadania się w zakresie ponad osobowym “my” czyli ja i Ty ustalamy że).

Ludzie jak Bogowie. Są tacy ludzie, którzy potrafią doraźnie indukować cywilizację turańską, zapewniają takie zwroty ze swoich działań, że ich słowo staje się na raz prawem, religią i zasadami życia jakie obowiązują. Zasady te są dobrowolnie przyjmowane przez beneficjentów tych zasad i jeśli jest ich dość wielu i są dość silni, to potrafią oni “przekonać” z zastosowaniem delikatnej perswazji (bestialskiego terroru) innych do przynajmniej deklaratywnej zmiany, że nie ma Boga ponad Temudżyna i lepiej nie fikać bo niebo może spaść na głowy. Było w historii nieco takich ludzi, to oni tworzą nowe piętra hierarchii i mimo ich późniejszego braku hierarchia potrafi przetrwać, odziedziczona struktura ostatnie brakujące piętro/piętra zastępuje urojeniem istnienia władcy (bóstwem, duchem, wiecznym prezydentem, prawem; zazwyczaj interpretacją decyzji władcy bezosobowego zajmuje się krąg następnego piętra czyli politbiuro – taką strukturę mają zazwyczaj sekty oparte o już istniejące religie, a nie o żywego guru – to gotowe engine’y do wdrożenia).

Rozmiar szczepu limituje przyroda, wynosi on w warunkach optymalnych pomiędzy 80 a 100 osób (niska śmiertelność, puszcza pierwotna, tropikalna, słaba komunikacja) w terenie od 25 do 40km^2, w puszczach północy gdzie występuje zima około 160 osób (z powodu śmiertelności, głównie na przednówku) w nieco węższym promieniu jeśli rzeki są, i szerszym jeśli rzek nie ma. Na terenach stepowych grupy te dochodzą do 250-300 osób pod warunkiem wędrownego trybu życia (polowanie na duże ssaki) żyją wtedy w grupie zwartej, lub hodowli koczowniczej też w grupie zwartej (z powodu uorganizowania gospodarstwa). Od dobrostanu zwierzyny (zasobów białka) zależy wykluczenie polityczne z takiej grupy (brak zasobów), podział grupy (zbytni dobrostan i rozrost do zbyt dużej populacji do gospodarowania w grupie zwartej) bądź jej przekształcenia w armię (doraźny tryb gospodarowania). W pewnych optymalnych warunkach niedoboru i dobrostanu po przekształceniu gospodarki takie grupy potrafią mimo prymitywnych metod opanować znaczne tereny ogniem i żelazem wdrażając bardzo zaawansowane metody wojny hybrydowej: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kubilaj-chan

Dysponujemy więc pojedynczymi rodami o strukturach hierarchicznych trzech osób zarządzających dystrybucją (starzec rodu, samiec lub samica robiący za mnemotechniczną bibliotekę memów) plus samiec i samica (trzon rodu) oraz naście osób (przyjmijmy że 12), na które składa się sześcioro infantów i czwórka podrostków (względnie 7-3). Taki ród może samodzielnie funkcjonować w puszczy pierwotnej (lub w czasie kolonizacji, na przykład pionierzy w Amerykach), ale w przypadku terenów otwartych zazwyczaj łączy się w 5 -12 takich zestawów i zależnie od trybu (osiadły – rozrzuceni, nomadyczny – scaleni). Są jeszcze szczepy (bo takie uorganizowanie nazywamy szczepem) w grupach po 3-4 rody funkcjonujące na limesie puszczy/lasu i cieku wodnego bądź jeziora (plemiona wielkich jezior) przy czym nie opierające gospodarki o wykorzystanie wody, a bytujące od strony lasu. Jest to bardzo istotne rozróżnienie i będę wskazywał, że to mogą być dwie zupełnie różne grupy etniczne – na różnych kontynentach powstały te same struktury nawet posiadające w puszczy tereny (a u nas grody) refugialne na wypadek konfliktu, w szczególności najazdu od wody.

To zawija nam mapę rodów i szczepów, są to grupy jednokrewne bezpośrednio, zdolne palcem wskazać na genealogii wspólnego przodka. Dzielą one bardzo dużą część memów rozpowszechnianych hierarchią biologiczną, wymianą wzajemną hierarchii (wuj/ojciec), zawsze wytwarzają starszyznę, odwołują się do przodków. Niezależnie czy opisujemy dzikich nad Michigan czy osiadłe ziemiaństwo porozbiorowe, to jest to podstawowy model dystrybucji emocjonalnej przynależności do grupy. Jeśli więc potraktujemy plemię jako grupę jednokrewną (jednolitą etnicznie z historycznie odległym, bądź mitycznym już przodkiem) to jest ona rozwinięciem szczepu w skali terytorialnej, a bytowanie plemienia, przynależność i rozrzut populacji jest prostym rozwinięciem hierarchii szczepu przynajmniej w zakresie bytowania. Ponieważ gdy chodzi o pewne zachowania szczególne (wojowanie) to zależy już wyłącznie od posiadanych nadwyżek białka.

Wróćmy na chwilę do Kubilaj Chana, cesarza Chin. Gdy leżał na łożu śmierci w celu walki o sukcesję wielkie armie “Mongołów” zawróciły z Budapesztu (już tam były) do Chin, aby przypilnować tam właściwego przekazania władzy komu trzeba. Czytelnicy rozumieją – umierał cesarz rzeszy niemieckiej, ale z frontu zawrócili naziści. To tak właśnie wygląda nasz mem o tym, jak to Chiny zawinęły Eurazję i opowiadamy sobie bajki o tym, że to byli jacyś Mongołowie. Ci Mongołowie to jakieś wymarłe plemię najemników chińskich? Bo Kubilaj Chan nie był zdaje się cesarzem plemienia nazistów?

Zakrzykną tu zaraz puryści, że jednak narodowość (pojęcie pasujące do plemion stepowych jak bat do tyłka) tych najeźdźców to była taka zdaje się mongolska przecież, więc najechali Mongołowie. Co prowadzi nas do absurdalnego wniosku, że pozbawieni pojęcia narodowości przedstawiciele gwardii wareskiej trzymający za mordę Konstantynopol są właściwymi adresatami roszczeń o krzywdy wyrządzane opozycji wobec cesarza. Pojęcie narodowości najemników sprzed wieków w ogóle nie mieści się w naszych kategoriach pojęciowych, to że to jest bezsens będzie potrzebne mi w tekście wyjaśniającym w jakie absurdy popadamy rojąc sobie imperia przez kontynenty w naszym rozumienia państwa z XX/XXI wieku.

Wróćmy teraz do liczebności rodów, plemion, szczepów, odchyleń standardowych, czasu życia i przekazywania memów istotnych organizacyjnie, technicznie, kulturowo, religijnie, językowo, rozrywkowo. To dość szeroki aspekt.


Ludzie na pewno muszą jeść i pić. To znaczy, że zatrzymają się w pobliżu źródeł wody i jeśli wymyślą osiadły tryb życia to przy dostępie do świeżej, bieżącej wody. Geografia ogranicza rozkład populacji. Dlatego, mimo nowoczesnych systemów zaopatrzenia, mamy miasta tam gdzie mamy. Ale najistotniejsza jest funkcja komunikacyjna. Ludzie są zdolni przekazywać ograniczoną ilość memów i ich dystrybucja w populacji determinuje czy jest to populacja łowców wielkich ssaków lądowych, czy jest to populacja puszczy, populacja limesu puszcza/las/sawanna/jezioro czy populacja wody. Po prostu nie da się w skończonej populacji rozpowszechnić wszystkich rodzajów wiedzy w skończonym czasie życia (utrzymania memu w użyciu) w dowolnie niekorzystnym energetycznie środowisku. Co więcej, te energetycznie korzystne (szeroko zasilające) i tak prowadzą do specjalizacji (wypierając inflacyjnie małpą rzucającą lotki w puchnące balony) w celu pozyskiwania zasobów jak najefektywniej.

Jest bardzo korzystnym, jeśli ludzie się również rozmnażają, jeśli zasoby w danej geografii są limitowane zdolnością ich pozyskania, to limitowana jest również populacja infantów, a ludzie świetnie kalkulują ryzyka przeżywalności, ponieważ od tego zależy ich przeżycie. Dlatego powstają memy kulturowe opisujące zależności kiedy i ile i w jakim wieku i co jaki czas wypada mieć potomstwo oraz – co najważniejsze – komu z kim wolno je posiadać. I taki kruczek z naszej, europejskiej kultury – kto dziedziczy dobra, ziemie i dostęp do samic (przypominam, że kiedy w Europie panowała wspomniana przez Enemy breaktetowa bieda, to dziedziczenie było wyłącznie po mieczu przez pierworodnego, a biedniejszych częściach (to o nas) było ono gromadne poprzez ród, a konsolidacja kapitału (i w ogóle takie pojęcie jakim dziś określamy kapitał) funkcjonowało wyłącznie w miastach na ujściach rzek w basenie Morza Śródziemnego. Problem był taki, że pewna korporacja (KK) tam funkcjonująca na siłę próbowała wdrażać system ze swojej okolicy, aby dochodziło do konsolidacji kapitałowej w systemie dziedziczenia (miało to taki sam sens jak liczenie przesadzanego z pola na pole ryżu za Mao – wielki głód w Chinach) i rozwoju tych zimnych obszarów północy pozbawionej dostępu do portów handlowych Lewantu. Była to koncepcja skrajnie niedopasowana do biednych obszarów nieskomunikowanej, zarośniętej puszczą północy, na której przez 4 miesiące w roku panowała zatrzymująca wszystko zima i rezultatem siłowych wdrożeń tego rozwiązania prawnego była dekompozycja skonsolidowanych majątków rodowych, a w niektórych krajach (Anglia, Niemcy) doszło do buntu i oderwania się od KK ze względu na ten i inne genialne pomysły centrali kołchozu w Rzymie. Bo nie czarujmy się, korporacja niezależnie od tego jak świętego jest pochodzenia na pewnym poziomie hierarchii wytwarza biurwę, dochodzi tam do takich zjawisk jak “dysfunkcje biurokracji Roberta Mertona” i inflacja prawa. Biurwa ma też olbrzymią inercję i jak już sobie namaluje jak ma świat wyglądać, to tęgą lagą dopasowuje rzeczywistość do obrazka. Ja do tego tematu jeszcze wrócę jak będę tu pisał przeprosiny, za to że dział techniczny rozgonił Nam dyskusję, bo mu @bmen z bloga dla lewicy podszepnął, że jak tego nie zrobi to zapanuje tu Onet i Gomora. Za to zapanował spokój i cisza, jak na cmentarzu. Ale to będzie oddzielny tekst z przeprosinami do Czytelników, ja podejrzewałem, że tak będzie, ale środki techniczne ma dział techniki, ja się dopiero tydzień temu połapałem że tu jest kategoria “spam” i “skasowane”.

Podałem ten dość typowy skład rodu w szczepie, gdyż pomiędzy podrostkiem, a dorosłym (pod warunkiem niepolowania na duże ssaki) śmiertelność jest trywialna. Natomiast płeć jest problemem i rozkład urodzeń wg płci pomiędzy rodami w szczepie. Dlatego jest w takich hierarchiach dość duża rotacja młodych pomiędzy rodami, szczególnie jeśli dorośli giną (idzie się “do wuja”), a do tego konieczne jest swatanie w celu jak najskuteczniejszego zastępowania pokoleń. To taśmociąg, zakres swobód i wolności w społecznościach pierwotnych jest praktycznie żaden, kolektyw jest jedynym środowiskiem życia, wypędzenie – karą śmierci. W takiej grupie mamy ludzi w wieku dziecięcym (do 12 lat biali dla uproszczenia), podrostki do 15 lat, dorośli do 25 lat i jak ktoś przeżył – starcy. Ponieważ ludzkie zęby na naturalnej diecie wystarczają do 30 roku życia, to trzeba pierwszorzędnej bystrości w rozumie i niezwykłego szczęścia, żeby sobie zasłużyć na endodynamiczne funkcjonowanie w roli starca, mędrca, szamana. I ze źródeł pisanych o takich populacjach wiemy, że są funkcje dziedziczone nie z ojca na syna, ale z dziadka lub pradziadka na odległego kuzyna w szczepie. Po prostu tak nieczęsto trafiają się ludzie o tak zauważalnym odchyleniu standardowym od reszty w zakresie intelektualnym (bo przecież są też dobrzy myśliwi, wojownicy, rzemieślnicy). W kulturach pierwotnych są to zazwyczaj spostrzegawczy ludzie o zdolnościach mnemotechnicznych – są bibliotekami szczepu.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • PawelW

    Artykuł bardzo interesujący, jednak przyczepię się z umiłowania do faktów… te wielkie mongolskie armie wróciły jak na łożu śmierci leżał syn Czyngis-chana Ugedej https://pl.wikipedia.org/wiki/Ugedej i on nie był jeszcze cesarzem chin. Cesarzem Chin został dopiero wspomniany przez Ciebie Kubilaj-chan i to jakieś prawie 40 lat po tej mongolskiej wyprawie na zachód (kiedy dostali nasi rycerze łomot pod Legnicą a i Węgrzy też nieźle oberwali).

    Choć i jest teoria, że odwrót mongołów spowodowany był roztopami i niemożnością poruszania się w takich warunkach armii konnej…

    • 3r3

      Za Kubilaj Chana był czwarty najazd, wtedy też wrócili, wtedy już nas ominęli bo zwiad poszedł południem na Węgry wzdłuż Krymu i Mołdawii. Z tym że że za śmierci Kubilaj Chana nic nie napsocili takiego, żeby w kronikach zapisywać bo nie poszli dalej niż za pierwszym razem.
      Tych podejść to oni zrobili jeszcze kilka i wcześniej i później, ale nigdy z takim rozmachem jaki podajesz za Temudżina.

      Chińskie imperium to nie była jednorazowa imprezka.
      Podejrzewam, że seria mongolskich najazdów jest przez nas tak ogarniana, jak za kilkaset lat będzie ogarniana 1WW & 2WW – jako jeden ciąg zdarzeń.