Free for all cz III

Do liczb!

Co dwunasta osoba jest o jedno odchylenie standardowe od przeciętnej w stronę nas interesującą (jest bystrzejsza od przeciętnej). Ponieważ ród ma 15 osób, to ta osoba raczej statystycznie ta jest i jest jakieś 60% szans, że jest dorosła, ale tylko 15% szans, że jest tym mądrym starcem, który konsoliduje czwartą kompetencję. Ponieważ ktoś musi tym bajzlem zarządzać, a każdy członek rodu jest zbieraczem lub myśliwym (podział płciowy), względnie ogrodnikiem lub rolnikiem (tak samo tylko u jeszcze bardziej osiadłych) to kompetencje wychowawcze, społeczne, komunikacyjne muszą być skonsolidowane u tych trzech dorosłych. Razem dysponują oni aż trzema, bądź jeśli starzec jest wyjątkowo bystry to czterema kompetencjami. Organizacyjną, wychowawczą i społeczną aby to w ogóle mogło funkcjonować i jeśli akurat bystrzejszy 1/12 jest starcem to ma on jeszcze jakąś inną. Może być rzemieślnicza, religijna, bardziej zaawansowana organizacyjna. I ci ludzie muszą przekazać kompetencje podrostkom gdy ci będą stawać się dorosłymi zanim umrą.

Czytasz trzecią część artykułu. Jeśli jeszcze nie znasz części pierwszej lub drugiej, to polecamy lekturę.

Zakładam, że Czytelnicy rozumieją, że przy ograniczonych zdolnościach mnemotechnicznych, możliwości przekazania jakiejkolwiek wiedzy użytecznej do użycia praktycznego (rzemiosła) są po prostu w takiej strukturze żadne. Trudno jest przeżyć, trudno jest uzyskać zastępowalność pokoleń. Wypchnięcie do zimnych lasów północy to wyrok dla takiej struktury rodowej. Jakikolwiek konflikt zbrojny i utrata choćby jednego samca myśliwego to wyrok dla społeczności. Środowisko zabija. To bardzo wroga planeta. Dlatego jedynie kolektywnie w ramach szczepu tworząc system reasekuracji wzajemnej jest jakakolwiek szansa przeżycia, a w przypadku kryzysu (długa zima, najazd) można ograniczyć liczbę rodów i konsolidować tych co przeżyli w nowe struktury, o ile przeżył ktokolwiek, kto wie jak się tworzy taką hierarchię. Co szósty ród ma wybitnego starca o zgromadzonych kompetencjach, dlatego szczep zazwyczaj składa się z takiej liczby rodów jak podałem aby w ogóle został zauważony i wspomniany w jakichkolwiek źródłach, mniejsze muszą się konsolidować w większe ponieważ nie pozostanie po nich żaden mem.

W kupie siła. Jeśli istnieje dobre źródło zasilania i geografia nie przeszkadza w konsolidacji zbiorowości (puszcza przeszkadza), to można zebrać cały szczep (a przynajmniej samców) w kupę na jakiś czas i się policzyć. Duży szczep (12 rodów, dwóch ponadstandardowych starców przynajmniej w jednym czasie) ma szansę, iż w jego populacji występuje 1/88 – czyli jednostka wybitna o dwa odchylenia (konkretnie to jest szansa, że w jednym czasie żyją dwie takie osoby i przy pewnej dozie szczęścia jedna to młody, a druga to stary). Należy rozróżnić adaptacje płciowe na terenach północnych, gdzie kobiety są przeciętnie mniej rozgarnięte w kompetencjach męskich, za to w kompetencjach społecznych i komunikacyjnych przodują zdecydowanie będąc główną osią przekazu języka i bibliotekami opowieści szczepu. Taki szczep (duży, 12 rodów) może dysponować 30-40 dorosłymi samcami, z których połowa to młodzi, a połowa to mężczyźni w średnim wieku. Jest to zjawisko antropologiczne występujące we wszystkich kulturach i wzmiankowane zarówno przez Rzymian jak i osadników północnoamerykańskich (południowoamerykańscy spotkali się z osiadłymi rolnikami/zbieraczami) polegającym na podziale samców na młodą i starą drużyną. Ze względu na różnice majątkową (dostęp do narzędzi, na przykład narzędziem jest sława myśliwego, wojenna, rzemieślnicza) pomiędzy młodymi a starymi młodzi podejmują (młoda drużyna) w sposób skonsolidowany działania zaczepne przeciwko innym szczepom, często w sposób zrytualizowany (podchody, kradzieże totemów, kurczaków; te formy zachowań występowały w folklorze Podkarpacia jeszcze w końcu XIX wieku i były akceptowane społecznie choć uważane za łobuzerstwo, były sposobem zdobycia białka przez młodych – kradli kury). Rzymianie mieli problem z takimi młodymi drużynami, ponieważ kradnie się tam gdzie coś jest, a jest tam gdzie ze względu na poziom organizacyjny coś się wytwarza i handluje, więc te młode drużyny trzymały wszystkich w ryzach przymuszając do spania na stojąco. Dorośli mężczyźni angażowali się jedynie w konflikt poważny, mieli poważne uzbrojenie i byli organizacją wojskową. Warto zauważyć że w początkach Rzymu plemiona italskie tak właśnie (przed reformami jeszcze) miały zorganizowane własne “wojska” oraz późniejszy podział na auxiliari i weteranów. Ten podział w XX wieku był również wdrażany przez Niemców – o ile młodzież z Wermachtu mogła sobie powojować, o tyle do rozprawy z ludnością były einsatzgrupen złożone z ustatkowanych mężów i ojców rodzin. Ci ludzie czynili co konieczne rozumiejąc swoje powinności, bez młodzieńczego ekscytowania się hierarchią i zadaniami.

2/88 w szczepie złożonym ze 140 – 180 osobników. Być może są w stanie przekazywać jakąś kulturę, a może nawet przekazać jakieś szczepowe rzemiosło (na pewno w kulturze plemiennej jest to możliwe, ponieważ robili tak Finfolk, a Bantu podbili tak technologią produkcji broni żelaznej całe południe Afryki praktycznie miażdżąc Buszmenów). Jeśli przez długi okres nie będą niepokojeni i nie znajdą powodu do ekspansji organizacji (utworzenia plemienia poprzez ekspansję populacji i konieczności wytworzenia nowej czapy organizacyjnej), to zaczną rozwijać rzemiosło, pobudują wielkie głowy i nasadzą na nie kapelusze (Wyspy Wielkanocne; ja wiem – kosmici, no przecież ^^). Albo jeszcze co pożyteczniejszego zmalują w jaskiniach.


Podsumujmy ten etap.

W szczepie 140-180 osobników występuje wymiana zarówno dorosłych jak i dzieci z przyczyn praktycznych, rozrodczych, wyrównania nasycenia samcami względem samic, wyrównania strat w wyniku śmiertelności. Dziedziczone więzi społeczne są wysokie w takiej grupie, jest wspólna, przekazywana świadomość pochodzenia od wspólnego przodka/przodków których nawet da się wymienić w liniach genealogicznych, ponieważ cała populacja składa się z nastu dorosłych samców z których przynajmniej 1/3 pochodzi od jednego ojca, a przynajmniej połowa ma wspólnego dziadka lub babkę. Komunikacja i kultura jest dziedziczona (język, wzorce kulturowe, totemy, historie) bezpośrednio, organizacja (umiejętność wyznaczania zadań) jest dziedziczona wyłącznie w zakresie wybranych, lepszych jakościowo, intelektualnie członków szczepu i w interesie całego szczepu jest wychwycenie tych jednostek, ponieważ tylko pod ich światłym władztwem jest możliwy jakikolwiek postęp i jego wdrożenie bez utraty wiedzy z nowo odkrytych aspektów rzemiosła. Jest szansa na dysponowanie dwiema jednostkami o dwóch odchyleniach standardowych, przy czym wystarczy to do przekazania biblioteki mememtycznej szczepu, raczej jest to funkcja szamańsko-sądownicza z oczywistym zajęciem się wszelkimi aspektami życia (i rzemiosła i kultury, i języka) szczepu. Bo nie ma nikogo innego zdolnego tego dokonać. Trzeba pamiętać, że te osobniki żyją zbyt krótko, aby rozwinąć pełnię swojej kompetencji intelektualnej. Zapewne ze względu na czas życia (być może przekroczoną trzydziestkę) to one mają najliczniejsze potomstwo (co rok to prorok) i to one są właśnie tymi wspólnymi przodkami na jakich zasadza się nowa, rozgałęziająca się dalej hierarchia rodu ograniczona środowiskiem. Taki model organizacji rodów i szczepów pozwala stale przesuwać granicę średnich odchyleń w kierunku korzystnym dla populacji. W takim uorganizowaniu to najbystrzejsi mają najwięcej potomstwa, ponieważ najdłużej żyją.


Chyba że wojują i zajmą bardzo dobrą działkę

Ujście rzeki przy olbrzymim jeziorze lub morzu (najlepiej w ciepłym klimacie) oraz rozpoczęcie połowów i penetracja akwenu zmienia wszystko. Zmienia dostęp do białka. Owszem koczownicy też mają dostęp do białka, ale na lądzie koszt energetyczny transportu pożera korzyści z koczownictwa – co jakiś czas można wystrzelić populacyjnie i wytworzyć jeden dodatkowy szczep aby zająć całą dostępną przestrzeń i w końcu wpaść na jakiś las, rzekę albo osiadłych na granicy stepu i puszczy. Na wodzie koszt energetyczny transportu zmienia wszystko. Są ryby – jest białko. Można żywić więcej dzieci z akwenu, który z przyczyn technicznych (łodzie) szybko okazuje się być dla pierwszych wyłącznym (a potem to już wojowanie, zakres penetracji z wody, ekspansja populacji). Ujście rzeki lub bardzo szeroka rzeka zapewnia stały dostęp do “nieograniczonych” ilości wody pitnej, a jeśli jeszcze jest to wszystko po właściwej stronie od fal (tak że pogoda nie demoluje nabrzeża i łodzi, zatoka Rygi, Sztokholm, Rzym, Oslo, Kopenhaga, Kruszwica, Ostrów Tumski, Gdańsk, Kraków, Londyn).

Różnica pomiędzy ludem puszczy, a ludem wody jest dramatyczna. To są najczęściej rozłączne etnicznie grupy. Z przyczyn organizacyjnych i energetycznych (które będę zaraz wyjaśniał) jedna nie jest w stanie penetrować puszczy (i dobywać grodów refugialnych), a druga nie ma jak wyjść na wodę (potrzeba nabrzeża i czasu na budowę łodzi, no i trzeba znać rzemiosło).

Woda zapewnia nam bezpieczną penetrację olbrzymiego łowiska, jak pogoda nie zabije to raczej nie napotkamy tam wrogów, groźnych zwierząt, a fok i ryb będzie do przejedzenia. Przynajmniej dopóki nie wymyśli się przemysłu przerabiające tran na paliwo i smary. Nad wodą ze względu na nowe, lepsze zasilanie rozprzestrzenić się może nowy mem – dobrze robisz – rób tak dalej. Czyli wyzyskuj zasilanie z wody, woda to przyszłość. Konkretnie woda jako kanał komunikacji, ale tego ludzie na tym etapie mogą jeszcze nie kojarzyć. Woda – droga handlu, droga połowów, droga rabunku, droga ekspansji populacji, droga propagacji memów zwycięzców w wyścigu o dobrobyt. Mem – my jesteśmy bogaci rozprzestrzenia się pomiędzy ludźmi głosząc – tam łune są bogate. I silne są łune, i zbrojne, i mają projekcję siły po akwenach (ale nie po lasach). Ale do bogactwa trzeba stworzyć etos właściwy dla źródła, etos wojownika, rybaka, myśliwego, pracownika, no jakikolwiek. Czyli trzeb stworzyć kulturę, memy nakłaniające do pracy, sektę wiążącą wszystkie cele życiowe z tymi, jakie są korzystne dla budowanej hierarchii. Każdy aspekt życia musi podlegać celowi, jaki stawia przed sobą taki kolektyw (gromada, zbiór gromad), ale to tylko dlatego, że ze względu na krótkość życia w opisywanej strukturze wszyscy mają te same kompetencje i niektórzy po prostu mają je bardziej rozbudowane, ale mało kto dziedziczy jakieś wyjątkowe, ponieważ strata wyjątkowego człowieka jest stratą całego kolektywu. I dlatego każda czynność, każdy aspekt życia w takiej społeczności będzie podporządkowany memowi etosu. Od parzenia herbaty po wiązanie butów i noszenie kija.

Etos pracy (wiecie, gdzie cytują Zigiego, to ja mam lepszego):

“Łatwo jest rozstrzeliwać ludzi, znacznie trudniej nakłonić ich do pracy.” – Stalin do Abakumowa.

Ponzi zimowej północy. Jest coś, co odróżnia organiczne pochodzenie kapitału basenu Morza Śródziemnego, skąd wywodzą się religie monoteistyczne, od ponurej północy, pełne zdradzających się nawzajem bóstw. Aby przetrwać zimę na północy trzeba zgromadzić bardzo wiele dóbr materialncyh – opał, żywność, odzież. I jeszcze jest szansa zachorować i umrzeć. Dziś może nie umieramy, ale opał dostarczają Rosjanie, żywność niemieckie markety, a ubiera nas Chińczyk ciuchami z Bangladeszu. Zbiory na północy są raz do roku i zapewniają przeżycie określonej populacji przez określoną długość zimy. Jedynym sposobem gromadzenia kapitału na północy jest oszustwo i stąd wywodzi się Homo Pravus – człowiek przebiegły. Otóż wszyscy pracują w celu realizacji swojej piramidy potrzeb – przeżyć, rozmnożyć się, inne realizacje. Jeśli ograniczymy ludziom dostęp do żywności, opału i odzienia, to nie rozmnożą się, a być może nawet nie przeżyją jeśli bardziej dokręcimy śrubę. Logicznym wnioskiem jest więc, że muszą wziąć udział w gromadzeniu dóbr na “zimę” i zostać od razu po ich zgromadzeniu zgładzeni, aby powstała nadwyżka kapitałowa dająca czas na wytworzenie czegokolwiek zmodernizowanego w czasie konsumpcji tej powstałej z mordowania nadwyżki. Tak funkcjonuje gospodarka Rosji, Polski (nie wiecie czemu obiecuje się górnikom złote góry, a później do nich strzela?), Ukrainy, Białorusi, Kazachstanu, północnych i wschodnich Chin – witamy w heartlandzie.

Ponieważ nikt przytomny by nie zgłosił się na ochotnika do takiego poświęcenia, to olbrzymia ilość środków jest alokowana w obronę – w stworzenie broni i zabezpieczenie tym własnej egzystencji -> ludy heartlandu to ludy typowo mongolskie -> wojna jest podstawową aktywnością -> modelem spędzania wolnego czasu.

Z tego wynika, że istnieje tylko jeden okres; zasadny, aby zbiorowo, w sposób zorganizowany kogoś napaść – zaraz po żniwach – kończymy żniwa i ruszamy do boju o kapitał, licząc na to, że inni się nie przygotowali (czyli rejony górskie mają pozamiatane, bo tam żniwa są opóźnione i tam zostanie zepchnięta ludność niezaradna, pozostawiona w zero growth kultywując tradycje i konserwując zachowania, folklor).

Polecam przyjrzeć się sztuce wojnnej heartlandu. Model jest stały – żniwa i po żniwach wojna o kapitał. Nie ma jeńców. Jeśli awantura wynika przed zbiorami – w kraju wita nas głód i zimy część nie przeżywa – wojny totalne w heartlandzie biorą dubla w ofiarach.

To jest coś czego twórcy systemów prawnych nad Morzem Śródziemnym nie wiedzieli wdrażając zmiany w strukturze dziedziczenia w XIII wieku i wymuszając konsolidację indywidualną kapitału, że w rezultacie każdy zostanie sam, free for all. Każdy sam i każdy każdemu wrogiem. Dziesięcinę na północy płaci się w zabitych. Ten region nie wytwarza nadwyżek organicznych. Jedynie poprzez cięcie ludności ekstensywnej. Dlatego industrializacje przebiegają w tym rejonie tak brutalnie.

Należy zwrócić baczną uwagę, że KK oferuje pracę dla idei, za “Bóg zapłać”. Ideologie powstające w heartlandzie oferują stachanowcom strzał w potylicę. Względnie, jak w dawniejszych zasach jest zasadne ekonomicznie wymienić człowieka na kapitał (sprzedać go do kopalni) w rejon Azjii Mniejszej, niż pozyskiwać nim ten kapitał lokalnie i go zamordować. Niewolnictwo jest w heartlandzie racjonalnym sposobem gospodarowania. Dlatego mamy takie podatki, bo kraj jest płaski jak stół, trzeba broni, trzeba ludzi pod bronią, trzeba ryć w kopalniach, trzeba ryć w polach, rzeki coraz mniej spławne, wyjścia na morza przez łaskawy dopust Skandynawów. A w diabły z taką lokalizacją – pakować się i wiać trzeba z tego piekła.

Trzeba wiać tam, gdzie powstają takie idee jak KK, a nie takie jak u nas sprowadzające się do kuli w potylicę za wystawienie faktury vat.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • gruby

    @3r3 napisał w artykule:

    “młodzi podejmują (młoda drużyna) w sposób skonsolidowany działania
    zaczepne przeciwko innym szczepom, często w sposób zrytualizowany
    (podchody, kradzieże totemów, kurczaków; te formy zachowań występowały w
    folklorze Podkarpacia jeszcze w końcu XIX wieku i były akceptowane
    społecznie choć uważane za łobuzerstwo, były sposobem zdobycia białka
    przez młodych – kradli kury)”

    W Bawarii do dzisiaj kradnie się sąsiadom “drzewka majowe” nie dopuszczając jednocześnie do ukradzenia własnego drzewka. Każda wieś produkuje wysoki maszt (okorowany pień ściętego drzewa), maluje go i chroni aby pierwszego maja postawić go uroczyście do pionu na wiejskim placu. Część wiejskiej młodzieży dostaje zadanie pilnowania swojego masztu a druga część dostaje zadanie zaiwanienia masztu z sąsiedniej wsi. Przy czym chodzi o to, żeby sąsiadom podprowadzić maszt zanim zostanie on uroczyście wbity w ziemię. Jak wsi zniknie maszt to jest wstyd. Jak maszt zniknie to trzeba go odkupić albo cierpieć docinki i znosić widok własnego masztu wbitego na placu w sąsiedniej wsi i to ozdobionego mało chwalebnymi tekstami autorstwa dumnych złodziei.

    • 3r3

      @gruby – wydaje mi się że to właśnie ciężko zrozumieć ludziom potępiającym Amber Marcina i tych, których ściga Ziobro i przyszła komisja od waty cukrowej. Że to jest bardzo fajne jak się okpi taki liczny naród z takimi światłymi przywódcami.
      A jak się okpi kilka różnych narodów na jakieś fistaszki to dopiero ma człowiek satysfakcję.
      Owca bez rudej brody nie zrozumie sternika na drakkarze 🙂
      Ale nie będziemy kusić naszego psychiatry, bo zaraz padnie pytanie “czy odczuwają panowie podniecenie w trakcie otrzymywania nienależnego zwrotu?” ^^

  • 3r3

    Przecież już sobie pożył, czyli zeżarł. Raczej nie wypluje?