Free for all cz IV

Zestaw memów, jaki dystrybuuje ta hierarchia jednokrewna wprost z matki na dzieci i z ojców na synów, służy do wszystkiego – do przeżycia. Musi odpowiadać na każde możliwe pytanie o to “co czynić, jak żyć” w środowisku, w jakim występuję dana populacja. Do tego służy. Jest konieczny, ponieważ nasze dzieci rodzą się niezdolne do poruszania i jedzenia tego co my jemy, trzeba o nie dbać, aby ich olbrzymie mózgi i ciała dojrzały. Trzeba również dbać o ich stan wiedzy o świecie, gdy są jeszcze zbyt słabe, aby same w nim przetrwać. Jest więc inny zestaw memów dla infantów (nie wolno wbiegać na jezdnię) i inny dla dorosłych, już pozbawiony pewnych tabu. Węzły grafu, jaki tworzą memy, są historiami odpowiadającymi na pytania co czynić w zbliżonych sytuacjach. Im tych węzłów więcej i częściej zostają użyte (ponieważ występuje dana sytuacja) tym uzyskują wyższą wagę i częściej biorą udział w procesie korelacji – wpływu na decyzję. MTT dość skutecznie wyjaśnia dlaczego macierze połączeń przybierają właśnie takie rozwinięcia. Święte księgi czy zbiory mitów są właśnie takimi dość starymi zestawami memów, które w niezbyt dynamicznym świecie wystarczały za drogowskaz. A przyczyna, dla jakiej powstały właśnie w tej formie (bajek dla małych Indian), wynika z konieczności nafaszerowania infanta, a później podrostka wiedzą, którą może przenieść (mnemotechnicznie posiadając – to warunek konieczny) praktycznie każdy, średnio rozgarnięty członek rodu. Trzeba w jak najkrótszym czasie przekazać całą wiedzę o świecie. Biorą pod uwagę, że liczba potomstwa w omawianej strukturze zależy wprost od jednego, jedynego czynnika – długości życia, to należy oczekiwać, że gapy (które źle żyły i już nie żyją) potomstwa spłodziły mało lub wcale, natomiast ci najsprytniejsi “co rok to prorok”, a ponieważ najbystrzejszy może oczekiwać dożycia 30-35 roku życia i być może puknie jeszcze to i owo na boku, to tak jak podawałem wcześniej jego potomstwo będzie dominować w populacji szczepu już w drugim i trzecim pokoleniu. To są proporcje dzietności 10:1 – 12:1 bystrych do średnio rozgarniętych.

Czytasz czwartą część artykułu. Jeśli jeszcze nie znasz części pierwszej, drugiej lub trzeciej, to polecamy lekturę.

Są też mnemotechniczne sztuczki, “nasze” szczepy (bo technikę organizowania szczepów i plemion utrzymujemy do dzisiaj, najpotężniejsza armia świata działa wg tego schematu, będę tu wtrącał przykłady) do dziś noszą różne gadżety, sznury, węzły i naszywki sprawności, doświadczenia tak jak stroje ludów niepiśmiennych – każdy detal stroju jest powiązany z mnemotechnicznym węzłem historii dlaczego coś robimy tak a siak, kto tak w przeszłości uczynił i najczęściej są to historie prawdziwe – tacy legendarni przodkowie wyidealizowani w przekazywanych memach zazwyczaj gdzieś tam coś rzeczywiście uczynili jako pierwsi i przekazali o tym pamięć z ust do ust przez oceany czasu. Są jednak osoby wyjątkowe w zdolnościach mnemotechnicznych i służą one za biblioteki szczepu.

Zwracam uwagę, że tak w rodach jak i w szczepach, jakie opisałem do tej pory, jest pewne powszechne rzemiosło – zdobywanie żywności. Każdy musi zatroszczyć się o to sam, nie ma osób wykluczonych z bycia zbieraczem/myśliwym/rolnikiem/hodowcą. Coś czego w naszym, dzisiejszym społeczeństwie już nie ma. Każde zwiększenie produktywności w podaży żywności skutkuje odciążeniem kompetencyjnym ludności (odciążyli się? – dociążyć ich biurwą nienażartą!), a co za tym idzie rzemiosło (jakiekolwiek tam mają) mogą wykonywać ludzie przeciętni, a nie wyłącznie wybitne jednostki, które żyją dość długo i do tego są bystre na tyle aby ogarnąć zaawansowane aspekty wytwórczości (takie choćby jak organizacja miejsca pracy, środków technicznych). Mnemotechnice można więc dopomóc bez pisma w naszym rozumieniu tego słowa. Zapis może być w postaci węzłów (pisma węzełkowe), i zapewne takie pismo było używane w eurazji, podejrzane są pewne pozostałości w pismach indoaryjskich (dewangara – bożogrodzkim? devanagorodjim?) czyli tych tam niby od tej urojonej Lechii (jak sobie można uroić Wielką Lechię z dostępnych materiałów, to wyjaśnię w tekście wyjaśniającym na bazie istniejących źródeł jak można sobie wyjaśnić wielką Svenię, mimo że nikt przytomny nie będzie twierdził, że wikingowie tworzyli państwo w trójkącie Kijów-Islandia-Maroko, choć skubańce były wszędzie i to raczej w elicie władzy). Może być w postaci komiksu na ścianie jaskini, ale to są tylko pomoce – samo rozumienie tego co tam naskrobano jest w głowie przekazującego mem. A ponieważ wskazałem jak powstają trójkąty z trójkątów następnych pokoleń przy niezmiennej liczebności szczepu, trójkąty rozchodzące się od bystrzejszych, dłużej żyjących i dłużej rozmnażających się osobników; to dość prosto jest wyjaśnić, jak przekazywane są memy, które są przekazywane i które giną. Memy są syntezą doświadczenia. Teoretycznie można sobie wymyślić kompletny, syntetyczny system węzłów rozwiązujących każdy problem jaki się pojawi w przestrzeni życia osobnika. Nawet taki mamy – nazywa się prawo pozytywne. Ale nie da się go przekazywać, niczemu nie służy i niczego nie rozwiązuje, dlatego jest modyfikowany szybciej, niż ktokolwiek jest w stanie spamiętać zmiany i tak po prawdzie nikt przytomny się tym stekiem bzdur nie kieruje w życiu. Każdy system “czerwona książeczka Mao” czy “dzieła Marksa i Lenina” albo “źródła prawa EU” to właśnie taki syntetyczny, kompletnie oderwany od rzeczywistości zbiór odgórnie indoktrynowanego memu. Całkowicie bezskuteczny, ponieważ nie rozwiązuje problemów, na jakie napotykają ludzie. Dlatego bardzo trudno jest stworzyć sektę opartą o cokolwiek innego niż sprawdzone i przetestowane religie z małymi, kosmetycznymi zmianami. Bo tak właściwie to wiecie o co chodzi Jehowym, że się w cerkwi nie chcą modlić? Albo czym prawosławie różni się od katolicyzmu? Oczywiście jako ludzie światli i oczytani to wiemy o jakie niuanse chodzi, ale tak poważnie – coś to zmienia w rozumieniu nie zabijaj i nie kradnij?

Zestawu memów, który nie ma zastosowania (choćby rozrywkowego jak saga Star Wars), nie da się dystrybuować, po prostu nie ma dość chętnych o istotnej hierarchii społecznej, aby komuś takie brednie jak mem syntetyczny wcisnąć. Za memem musi stać uniknięcie zagrożenia, zmniejszenie ryzyk, spłodzenie potomstwa, albo zwiększenie stanu posiadania (polepszenie swojego bilansu energetycznego) – na przykład jak zabić i oprawić niedźwiedzia. Słabe? Clickbait – jak nie płacić i jak wyłudzać podatki – o to są memy, to co niektórzy z tekstów wyławiają nawet jak się to w wikingów na smokach pooprawia. Zresztą z ostrożności procesowej się te smoki tam pakuje, żeby do lochu nie targali, tylko kulturalnie do czubków i to niegroźnych.

Jak na jakąś sytuację nie mamy memu i sami nie wiemy co czynić to udajemy się do biblioteki (do starszego, do szamana) i pytamy “Rebe co czynić?”. Bo przecież rabin to szaman, taką ma funkcję (szamańsko-sądowniczą) i taką samą funkcję ma (w ramach systemu memetycznego nazywanego prawem pozytywnym) sędzia – ma odpowiedzieć co robić w danej sytuacji, i to ma być wyrzeczone, że trzeba robić tak a siak, względnie powiedzieć jak nie robić. Oczywiście buddyjscy mnisi jak starzy rabini i szamani Irokezów historyjki do systemu memetycznego wymyślają na poczekaniu, po to aby w jakiś przystępny sposób wyjaśnić przeciętnemu człowiekowi to o co pyta, żeby zapamiętał, zrozumiał i rozpowszechnił w strawnej dla innych formie. Jest to konieczne w takich systemach społecznych jakie opisałem powyżej, dlatego że wszyscy w szczepie to bliższa lub dalsza rodzina (zazwyczaj bliższa) i w interesie wszystkich jest to, aby funkcję korelatora (szamana, starszego czy wodza, nawet jeśli jest podział zadań to wszyscy na raz raczej się tacy bardzo bystrzy nie trafią, dlatego dzielą kompetencje) pełnił ten, kto ma najlepsze kwalifikacje, a ponieważ w największym opisanym szczepie (12 rodów) samców jest w kupie (podrostków i dorosłych) góra czterdziestu (i Ali Baba), to wszyscy się znają, wszyscy znają swoje możliwości nawzajem i w interesie wszystkich jest taka polityka, żeby ktoś mądry był od myślenia. Jest to dla nich najkorzystniejsze energetycznie (komu tam zresztą chciałoby się myśleć – niech to zrobi ktoś za nas, ten co umie, to najlepiej to zrobi, po co się wysilać?). Ponieważ 1/12 ma odchylenie standardowe pozytywne, to wśród tych samców może być ze 2-3 takich bystrzejszych. To oni raczej będą wiedzieli, że mają trochę oleju w głowie i jeden z nich zapewne będzie w wieku poważniejszym niż ten drugi i będzie jakaś ciągłość przekazywania memów z rozsądnym omówieniem do czego one są. Z tym że oznacza to dobór w obrębie szczepu – rody samodzielnie nie mogą funkcjonować, ludzie nie są w stanie przetrwać w aż tak małych grupach. W obrębie szczepu natomiast da się znaleźć kilak osób, które są bardziej rozgarnięte od reszty.

Z tym że trafia się też 1/88, być może jest ich dwóch, ale szansa na utrzymanie ciągłości przekazywanej przez nich wiedzy i sposobu rozumowania jest marginalna – raczej taka ciągłość w czasie sześciu pokoleń zostanie zerwana (i przypadkiem właśnie taki mamy przeciętny czas trwania tradycji ustnej w takich społecznościach). Człowiek o tak ponadprzeciętnych zdolnościach wie, że odstaje od reszty i raczej czuje się samotny. Wie, że inni nie są tacy jak on. I tylko krótkie życie sprawia, że nie rozwinie w pełni swojego potencjału. Chyba że trafi się jakieś lepsze zasilanie, które pozwoli wydłużyć oczekiwaną długość życia, przynajmniej dla intelektualnej elity. Bo są tacy wyjątkowi ludzie w społecznościach, co piękne obrazy malują, piękne wiersze deklamują, świetnie polują, wyśmienicie zastawiają wnyki, ale czasem rodzi się ktoś, kto cierpi na bezsenność. I wymyśla wielką armię.


Plemię

Wy musicie bardzo kochać Ojca Narodu? No przyznajcie się sami… musicie? Przyznajcie się bez zrywania paznokci!

W przypadku narodu trzeba pewnej perswazji, aby miłować umiłowanego przywódcę wiodącego nas ku świetlanej przyszłości, ale w przypadku plemienia nie jest to osoba zmyślona – taki praprzodek prawie wszystkich członków plemienia da się wskazać w historii (a nawet jak się nie da, to się go wymyśla jak Adama i Ewę). Taki ktoś nas jednoczy jako rodzinę. To niby z musu uwspólnia nasze memy co do pochodzenia (niby, bo aby zaszła internalizacja memu, to musi za tym iść polepszenie bilansu energetycznego). Najlepiej się te mamy uwspólnia, jak jest co podzielić, najlepiej oczywiście jaką wielką upolowaną zdobycz, a z braku takiej łup wojenny też jest dobry, a nawet lepszy ponieważ przeciwnik groźniejszy i mógł oddać. Trzeba jednak uzasadnić zabijanie innych ludzi, takich przecież jak my. Najłatwiej uzasadnić że to konkurencja od innego ojca (wszak wierzą, że pochodzą od kogo innego). I to właściwie wystarcza za pozór uzasadnienia i przechodzimy do łupów. Jeśli jest co do wzięcia (jest jak polepszyć bilans energetyczny), to czyż wiele nam trzeba aby dopuścić się jakichkolwiek czynów?

Ale ktoś to pierwszy musiał wymyślić. I zmienił tym wszystko. Istotny nie jest sam pomysł, ale metabolizm. Musi istnieć nadwyżka energii (i to znaczna), aby tak zastaną strukturę jak klany rodowe homo sapiens zmusić do czegokolwiek innego niż żerowania. Ta nadwyżka energii kryje się w pożywieniu. Obrobiona termicznie ryba, foka, świnia, ziemniak, cukier – ot cała tajemnica tego, że nie zasypiacie natychmiast po tym jak się najecie. Że robicie coś jeszcze. Każdej zmianie zachowań homo sapiens (choćby wymyślenie łuku i rozprawienie się z neandertalami) towarzyszyło (a właściwie poprzedzało ją) przestrojenie metabolizmu.

“Dlaczego myślimy i jak mózg może prowadzić nas na manowce? – prof. Jerzy Vetulani”

Od 34 minuty. Ale całe jest fajne.

Wróćmy jednak do ojca narodu. Po czym rozróżnić swój/obcy? W rodzie każdy jest swój, ponieważ posiada ten sam zestaw memów co my, a to dlatego że pochodzi od tego samego ojca/matki. Szczep staje się plemieniem, gdy powszechnie podzielana jest opinia pochodzenia od tego samego ojca-praojca, Boga Ojca Stworzyciela czy co tam akurat za mem chcemy podzielać. Przecież nikt badań genetycznych przed XX wiekiem nie robił, a jednak jakieś rozróżnienie swój obcy tropizmem pochodzenia trzeba było stosować. Tym sposobem było właśnie rozróżnienie po zestawie memów. I zmieniając zestaw memów ofiary można było do plemienia (mimo braku bądź wątpliwości podstaw materialnych) naturalizować. Jak się ludzi postraszyło terrorem i powyrywało dla przykładu paznokcie, to wszyscy zostawali wiernymi komunistami, nie przestając przy tym w Boga wierzyć – o takie to krzyżówki zestawów memetycznych powstawały; faszyzujący anarchiści.

To rozróżnienie totemiczne, co trzeba zrobić z tymi, co pochodzą od innego niż my praojca, pięknie ujął Patton:

…żaden głupi bękart nie wygrał żadnej wojny umierając za swój kraj, wojny można wygrać tylko zabijając innego głupiego bękarta za jego kraj.

Ten cytat oczywiście znacie, przypomnę jednak następujące po nim zdanie z CAŁEJ (dłuższej) wypowiedzi generała:

Cała ta gadka, którą słyszeliście o tym, że Ameryka nie chce walczyć, że chce trzymać się z dala od wojny, to stek bzdur. Amerykanie tradycyjnie uwielbiają walczyć. Wszyscy prawdziwi Amerykanie uwielbiają bitwy. Kiedy byliście dziećmi, wszyscy podziwialiście najlepszych strzelców, najszybszych biegaczy, najsilniejszych pięściarzy. Amerykanie kochają zwycięzców i nie tolerują przegranych. Amerykanie zawsze grają, by wygrać. Nie zagwizdałbym nawet na człowieka, który by przegrał i śmiał się. Dlatego Ameryka nigdy nie przegrała i nigdy nie przegra wojny, ponieważ sama myśl o przegranej jest dla Amerykanów nie do zniesienia.
Armia to drużyna. Żyje, je, śpi i walczy jako drużyna. To całe gadanie o indywidualności to bzdety. Ci obrzydliwi skurwiele, którzy je wypisują w „Saturday Evening Post”, nie mają pojęcia o prawdziwej bitwie.
Mamy najlepszą żywność, wyposażenie, najlepsze morale i najlepszych ludzi na świecie. Wiecie, Bóg mi świadkiem, tak naprawdę szkoda mi tych biednych drani, z którymi będziemy walczyć, naprawdę. Nie zastrzelimy skurwieli tak po prostu, ale wyprujemy im flaki i użyjemy do naoliwienia naszych czołgów. Zabijemy tych parszywych Hunów.
Wiem, że część z was, chłopcy, zastanawia się, czy nie stchórzy pod ostrzałem. Nie martwcie się o to. Mogę was zapewnić, że spełnicie swój obowiązek.
Naziści to wróg! Atakować ich! Przelewać ich krew! Strzelać im w brzuch! Kiedy włożycie rękę w bezkształtną masę, która przed chwilą była twarzą waszego najlepszego kumpla, będziecie wiedzieli, co robić.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą chcę, byście zapamiętali: Nie chcę otrzymywać raportów o tym, że utrzymujemy nasze pozycje. My niczego nie utrzymujemy. Zostawmy to Hunom. Będziemy stale posuwać się naprzód i nie będziemy trzymać niczego z wyjątkiem wroga. Będziemy go trzymać za nos i kopać w tyłek. Będziemy to robić cały czas i przejdziemy przez niego.
Jest coś, co będziecie mogli powiedzieć, gdy wrócicie do domu. Dziękujcie za to Bogu. Za 30 lat, gdy będziecie siedzieć przy kominku z wnukiem na kolanach i on was spyta: „Co robiłeś podczas II wojny światowej?”, nie będziecie zmuszeni odpowiadać: „Cóż, przerzucałem gówno w Luizjanie.”
Dobrze, sukinsyny, wiecie, co czuję. Będę dumny z tego, że poprowadzę was, wspaniałych gości w bitwę zawsze i wszędzie.

Piękna wypowiedź godna wyrażenia w blasku tysięcy pochodni pod dowolnym sztandarem dowolnej nacji. Wszak plemię walczy z ludźmi takimi samymi jak samo plemię. Trzeba więc jakoś uzasadnić dlaczego nasz totem jest inny niż czyjkolwiek inny totem: Fighting Sixty-Ninth brał udział w tylu kampaniach, że ma o stopę wyższy sztandar niż dozwala regulamin USArmy, aby pomieścić wszystkie gadżety mnemotechniczne (proporce z 23 kampanii).

Trzeba jednak się przytomnie zastanowić, czy we czterdziestu chłopa można sobie powojować? No powiedzmy w sześćdziesięciu w przypadku rozwiniętego koczownictwa stepowego i udomowienia konia. Można się pobawić co najwyżej w podchody. Ten więc, kto noc bezsenną zarwał nim wymyślił wielką armię, musiał wyobrazić sobie coś czego nie ma. A jedyną organizacją mężczyzn wymagającą scalenia sił jest polowanie na wielkiego zwierza (mamut, niedźwiedź jaskiniowy, słoń, w Ameryce Południowej był też jakiś taki wielki gryzoń), lub na dużą ilość dużych zwierząt (bizony). Najpewniej więc koncepcja zorganizowanej walki zbrojnej zaświtała w głowie kogoś z wielkich równin, ponieważ tam było narzędzie, nad którym można było fantazjować (zorganizowana grupa samców zbrojnych). A przecież operujemy takimi abstraktami, jakie rzeczywistości nas otaczają. Być może to właśnie na wielkich równinach pojawiły się pierwsze ponadplemienne koncepcje polityczne, człowieczeństwo – bo w ramach szczepu to i małpy sobie umieją politykować. To czego szympansy nie umieją (nie łączą kropek) to sojusz przy wątpliwym pokrewieństwie. Małpy walczą tylko rodzinnie, ludzie nie tylko.

Warto jednak pamiętać, że z równin pozbawionych rzek i jezior jako kanałów komunikacji wybiła się tylko raz w historii jedna grupa tworząca tam armię – “Mongołowie” (tacy Chińczycy drugiego sortu, jak “Słowianie” to Rosjanie drugiego sortu z bliskiej zagranicy). Każda inna organizacja plemienna wytworzyła armię lądową tego typu wyłącznie po oddaleniu się od szlaków wodnych (trzeba tak zmodyfikować armię by przejść z rzecznego międzymorza pod Moskwę choćby, dlatego tam armie padają). Istotne jest również to, że nasze nowoczesne armie, od masowych rati, po manewrowe siły używane obecnie, mają strukturę plemienną i rozmiary plemienne (tylko Rosjanie próbowali robić szersze struktury i dali sobie z tym spokój). Daleko nie odeszliśmy od pierwszej bezsennej nocy. Jednak konsekwencja wymyślenia armii jest czymś, co ma skutki polityczne w tworzeniu hierarchii. Jest to pierwszy krok w tworzeniu polityki innej niż absolutnie konieczna do przeżycia w ramach podanej wcześniej struktury 170 lądowych bądź 270 konnych ludzi. Istnieją podejrzenia że w czasach przed starożytnych istniały armie lądowe i imperia, ale niestety zachowany materiał jest tak rzadki, że sprowadza się do artefaktów. Należy jednak pamiętać, że całej cywilizacji nie wymyślono nad ujściami wielkich rzek w dziesięć minut. Mechanizm powstawania cywilizacji jest ciągły i nie zawsze kierunek jest rozwojowy w rozumieniu rozszerzania zakresów użytecznych działalności człowieka. Przecież nasze mechanizmy też nie są kompletne i skończone, wiemy jakie mają wady, wiemy że rozrachunek abstrakcyjny (kapitalizm) nie uwzględnia wielu danych i rezultatów, które nam się nie podobają, a robimy różne obejścia (ale też wielu robi eksploity, na których dokonuje konsolidacji wyzyskując te wady). Rozrachunku emocjonalnego (czujemy pragnienia) nie zastąpiono wszędzie (Chiny) konsekwencją logiczną planowania (w Chinach jest myślenie starożytne, sprawdza się różne opcje i wybiera tę, która daje skutki w rozrachunku abstrakcyjnym, wcześniej w rezultacie rzeczywistym, ale bez angażowania takiego aparatu testów logicznych, jakie są wdrożone u nas, oni mieli kapitalizm przed Arystotelesem niewdzięcznym uczeniem Platona). Nasza cywilizacja opiera się na optymalizacji do bytu idealnego (idei), wynika to z abstrakcyjnej geometrii i matematyki. Ludy które rozwinęły cywilizację wcześniej wcale takiej koncepcji mieć nie musiały, a mimo to znały handel, pojęcia podaży, popytu i pieniądza fiducjarnego (a to wrócę z tym smaczkiem, na razie podszepnąłem @Enemy jaką kasę “drukowano” w Ur). Czyli że jednak się da na różne sposoby, a nawet da się wrócić do emocjonalnego podejmowania decyzji – reklama oparta o emocje i przynależność do użytkowników marki dźwignią handlu – zapisz się do plemienia używającego naszych perfum i zrealizuje się Twoja piramida potrzeb.

Armii jednak nie udało się zrobić w żaden inny sposób niż zorganizowane są plemiona USMarines, Grenadierów Gwardii, Czerwonych Kurtek, Husarzy, Towarzyszy Pancernych, Wojów, ugrupowania rati, falangi. Maczugę/buławę w ręku dowódcy (setnika) znajdujemy w piechocie Egiptu już 43 wieki temu. To ocean czasu, kiedy zwarte szyki piechoty uzbrojonej we włócznie o kamiennych ostrzach i plecione tarcze są gwarancją drożności szlaków komunikacyjnych, wsparte przez nubijskich łuczników. Niezależnie z którego kontynentu wybierzecie armię, z jakiego środowiska, przy dowolnych środkach technicznych to homo sapiens sprawia, że będzie tam kierunkowy, zamykający, że komendy wydaje się w identyczny sposób, że to są nawet te same komendy i dowódcy stają zawsze na lewo od osi wzroku żołnierzy, bo nasze mózgi tak operują obrazem, że strzela się z prawego ramienia w lewo z każdej broni, bo tak działają nasze mózgi, miota się prawą ręką przez lewą nogę, ponieważ inaczej nie sposób trafić. Każdy oddział w historii rozchodził się od czoła w prawo, a skupiał od czoła po lewej (odwrotnie jest bałagan).

O ile sektę “przetrwajmy – przenieśmy wartości” buduje się na zasadzie szczepu (takie są źródła istnienia telewizji Trwam jako postulatu kardynała), to organizację zapewniającą zasilanie w obcym środowisku (a dla grupy wydzielającej się ze środowiska w nowoczesnym rozumieniu struktury społecznej takim właśnie są pozostali – banksta vs mapety) musi mieć strukturę plemienia. Ponieważ w języku polskim plemię (tribe) i szczep (prawie niestosowane w obcych językach) rozróżnia tylko kwestię etniczną, pochodzenia od wspólnego przodka, a klan jest wtórne plemieniu (czyli wydzielaniu się rodów względem plemienia jako skonsolidowanych koterii), to mamy pewien bałagan jeśli zaczniemy to stosować. Plemię tym się jednak różni od szczepu, że niezależnie od stanu faktycznego pochodzenia wszyscy wyznają (a przynajmniej nikt się jawnie nie wyłamuje z tym, że ma innego nosa) jeden mit wspólnego przodka. Czy ten mit jest prawdziwy czy nie, oraz czy się to celebruje – nie ma znaczenia. Istotna jest przynależność do “ludu” poddanego jednemu źródłu władzy – rozkazom/koncepcjom przodka. Mit może być rozbudowany i opisywać granice terytorialne (lub nie i sugerować ekspansję), może być szczegółowy (wraz z instrukcją obsługi drabiny i krzywizny banana), ale rozmiar plemienia (ilość rodów skonsolidowanych w plemieniu, ponieważ stosowałem wcześniej pojęcie szczepu, to nim się posłużę jako odniesieniem) wyznacza potrzeba zapewnianie zewnętrznej i wewnętrznej projekcji siły i zawiera od pięciu do dwunastu szczepów opisanych przeze mnie wcześniej. Warto zwrócić uwagę, że w pełnym rozwinięciu są to trzy kompanie i tworzą batalion (baon).

Smaczek jest taki z batalionem że w europejskim nazewnictwie dla piechoty pojęcie to wprowadził (przywrócił) człowiek miłosierny i dobrego serca Nicolo Machiavelli. Wynikało to z potrzeb operacyjnych, jakie powróciły na pola bitew w jego ciekawych czasach. Warto zwrócić uwagę, że mimo doraźnego stosowania takich liczb we wszystkich strukturach wojskowych sformalizowanie i przenoszenie hierarchii nad takim uorganizowaniem upowszechniło się dopiero w XVIII wieku.

Trzy kompanie po trzy manipuły, gdzie pół manipułu wystawia szczep (czasem z jakąś rezerwą podrostków w charakterze zwiadu). Warto zwrócić uwagę że struktura plemienna armii zakłada z definicji i struktury majątkowej, wiekowej uczestniczących samców, iż każda, nawet najmniejsza organizacyjnie grupa dająca się dowodzić (pół manipułu) dysponuje własnym niewymiennym i nieprzekazywalnym w strukturze zwiadem, zaopatrzeniem i rezerwą kadrową bezpośrednio jej przypisanej i absolutnie niezbywalnej niezależnie od stopnia kryzysu na innych kierunkach działań. Takie struktury (plemienne) są przez to niezwykle żywotne, agresywne, niezależne i przytomne nawet po rozbiciu do walki w upierdliwym terenie (góry, miasto), zachowują komunikację i łączność choćby kurierską niezależnie od tego jaka występuje infrastruktura i jak bardzo jest zdemolowana, oraz nie wymagają komunikacji i dowodzenia w przypadku zbiorowego przemieszczania się (każda struktura dysponuje własnym zasobem wszystkiego do w pełni samodzielnych działań). Jeśli armia jakiegokolwiek formatu odchodzi od tych idei, staje się nieefektywna. Wtedy zawsze pojawia się jakiś innowator i przywraca przytomność tworząc w nawet najbardziej masowej strukturze taką plemienną, podstawową, agresywną, zdolną do samodzielnych działań strukturę wydzieloną, ratując honor oręża. Najlepiej masowym, kolektywnym pomysłom przywraca przytomność starcie właśnie ze strukturami plemiennymi. Odpowiedzią plemieniem na plemiona Hindukuszu jest SpecNaz. Jednostka o zupełnie plemiennym sposobie kooptacji, rytualizacji więzi, kompletnie niedopasowana do wypuszczania ich w zdezorganizowane społeczeństwo bez zapewniania zajęcia. Identyczne problemy są w sądach w USA, kiedy przy próbie osądzenia czynów zabronionych przez ochroniarza okazuje się, że ten nic nie powie, bo jest z plemienia USMarines i jego zwierzchnik (klient) nakazał mu milczenie i nie bo nie. Bo tak został sformowany i ma inną strukturę oceny zachowań (honor, a nie prawo) i sąd to może go najwyżej zamknąć, ale honoru mu nie odbierze.

I tak też zorganizowane są “małe” przedsiębiorstwa, a nawet niektóre gospodarstwa rozrosłe do kombinatów (nawet korporacje tak potrafią i banki). Mają wszystko własne, własną ochronę, własne środki transportu, własne ceremonie, własne ciuchy, sami sobie wszystko robią. W nos ich można pocałować. Firmy istniejące w długim terminie stają się plemionami, gdyż jest to niezwykle korzystna struktura. Jest efektywna w zarządzaniu. Korpo też oczywiście wdraża u siebie takie uorganizowanie, ponieważ żadne inne nie działa. Jedyna różnica pomiędzy plemieniem antropologicznym, a armią czy korporacją to ekskluzywność grupy.

Ponad plemieniem już nic nie ma. Związek plemion, czy pułk to już struktura logistyczna, ciągle jednak ma zakres taktyczny, ale dowództwo pułku (czy wielki wódz związku plemiennego, federacji bezterytorialnej – plemienia w europejskim rozumieniu, ale w północnoamerykańskim nie stawiały w ramach powiązań swojej mitologii roszczeń terytorialnych poza zapamiętane miejsca pochówku; zresztą nie wszystkie narody operują węzłem terytorialnym w strukturze mitów). Zajęciem dowódcy, wodza pułku jest już zapewnienie wszystkim środków do sprawnego przemieszczania, wyznaczanie dróg, kierunków, kontroli czasu, przebiegu operacji, wyznaczanie sektorów działań. Samej styczności z walką nie ma tam już praktycznie w ogóle. Zapanowanie nad bałaganem jest wystarczająco dużym obciążeniem. Pułk/związek plemion samą swoją masą i zaplanowanym poprzez rozstawienie (przez wielkiego wodza) wspieraniem działań i zastępowaniem sił musi zapewnić skuteczność.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • gruby

    @3r3 napisał:

    “Istotne jest również to, że nasze nowoczesne armie, od masowych rati, po
    manewrowe siły używane obecnie, mają strukturę plemienną i rozmiary
    plemienne (tylko Rosjanie próbowali robić szersze struktury i dali sobie
    z tym spokój).”

    Bo dwa razy dostali w zęby już po wyjściu na ring ale jeszcze przed odśpiewaniem hymnu: dwa razy spinali się na podbój świata i dwa razy zostali złapani na wykroku. Najpierw mając 5,5 mln żołnierza pod bronią na dwa tygodnie przed rozpoczęciem własnego uderzenia zostali zaatakowani przez Teutonów a potem mając wszystko przygotowane i poukładane do inwazji na Izrael rękoma Arabów ponownie zostali rozłożeni uderzeniem wyprzedzającym na łopatki. A na koniec mając tak osłabioną armię i gospodarkę wzięli się za podbijanie górali w Afganistanie.

    Efektem tego trzykrotnego spięcia się na darmo ludność zarządzanego z Kremla imperium spadła z połowy miliarda do jakichś 150 mln dzisiaj i spada nadal, że o utracie terytoriów i satelitów nie wspomnę. Wydaje się że dopiero Putin jest na tyle przytomny że prowadzi wojny dopasowane do własnych zasobów.

  • gajger

    A tu właśnie MON zamierza postawić w każdej gminie kamienny mem o charakterze totemicznym:

    http://polska-zbrojna.pl/home/articleshow/23936?t=Kolumny-na-100-lecie-niepodleglosci

    • 3r3

      Zapewne we Lwowie, Kijowie i Smoleńsku ich nie postawia – banda tchórzy.

      • gruby

        Mój szacunek zdobyliby dopiero po ustawieniu totemów na trawniku u trampka i na placu przed ścianą płaczu.

        To by dopiero była prawdziwa projekcja siły.

      • Maksior

        Hm, czym sie konczy mierzenie sil na zamiary, pokazala Wawa’44. Nie sadzisz, ze abstrahujac juz od tych operetkowych bolkow od tow. Maciarenki warto byloby mimo wszystko rozrozniac miedzy bohaterami a samobojcami? Ja bardziej przychylam sie do zdania @grubego (na temat Wowy Wladimirowicza i prezentowanego przezen sposobu prowadzenia polityki)…

        • 3r3

          Marzenia snujmy z rozmachem, na co dzień szarej rzeczywistości mamy pod dostatkiem.

          • Maksior

            Marzenia jak najbardziej, ale ich realizacje pozostawmy moze temu wlasnie “szaremu” rozsadkowi…? ^^

            • 3r3

              Realizujmy rzeczy racjonalne, z nich wynikają zdolności do realizacji marzeń. Lewar na rzeczywistość trzeba sobie wystrugać. Tęgi lewar jakby rzeczywistość okazała się nieznośnie ciężka.

            • Maksior

              No tom kontent, ze doszlisimy do zbieznych wnioskow…! ^^

  • plop

    Zanim Pan zacznie coś pisać o Lechii najpierw niech pan sobie przetłumaczy kronikę Norynberską i kroniki irańskie. Bez tego nawet niech Pan nie marnuje czasu. W Polsce wydane ostatnio kronika Długosza to ocenzurowana fikcja

    • 3r3

      Gdzie tam o Wielkiej Lechii i prehistorycznych najazdach kosmitów miałbym pisać, ja napiszę o Wielkiej Svenii, o tym że Wikingowie trzęśli wszystkim od Kijowa i Nowogrodu po Kanadę i że tam żadnych innych narodów nie było, bo przecież źródła podają iż w istotnych politycznie miejscach badania występował Wiking jak ta lala – taka narodowość i to od razu uorganizowana politycznie.
      Potem sobie na tej podstawie wysnuję, że skoro nad Imperium Brytyjskim słońce nie zachodziło to wszyscy zgodnie pod tym panowaniem byli Brytyjczykami na całej planecie 🙂
      Nie ma co sobie fantazji żałować.

      Przecież to oczywiste, że każda banda zbójców od razu wpada na pomysł uorganizowania się politycznego w ramach narodu, gdzieżby mieli nie wpaść, no i oczywiście muszą mieć internet, gdzieżby mieli nie mieć ^^

      Co nijak nie wpływa na fakt, że słowiańska banda zbójców docierała do Indii, wpadała do Iranu, raz Mongołowie do nas, raz my do nich bo w obie strony tyle samo kroków. Ale to nie jest powód aby z tego wysnuwać koncepcję, że w zasięgu projekcji siły i zdolności napadu natychmiast powstawało uorganizowanie polityczne, gospodarcze, kulturowe i religijne, a obszar zasiedlał się nieskończoną liczbą ludzi dzielących wspólne marzenia.

      Takie teorie spiskowe, że każda forma współpracy jest grupą zorganizowaną i to do tego jeszcze na pewno o charakterze to wysnuwają biurwy; dla biurwy każdy kto umie zarobić to na pewno złodziej i przekręt. A dla naszych Rosjan drugiej kategorii czyli Słowian z bliskiej zagranicy każdy fakt pojawienia się Naszych Sukinsynów w kronikach na końcu świata, świadczy o tym że były to już wewnętrzne sprawy Związku Radzieckiego, znaczy Wielkiej Lechii, a w wewnątrz sovietu to już tylko człowiek soviecki mieszkał, nie żeby Wiking okupował jakiegoś Rusa, Angla, Sasa i Saxona. Toż przecież kto w granicach projekcji ten już bolszewik całym sercem bijącym po lewej stronie 🙂

  • Lobo

    Z tym białkiem zwierzęcym to bym tak nie przesadzał, o ile wiem, nie jest nam niezbędne do przeżycia. W ogóle te trójkąty żywieniowe, diety-cud itd. można sobie w cztery litery wsadzić. Na dzień dzisiejszy jedyną rozsądną dietą jest dieta praktycznie w całości oparta na warzywach, ziołach, kiełkach i ewentualnie trochę owoców, oczywiście wszystko najlepiej ze swojej działki. Dlaczego tak jest, nie wiem, ale wiem, że to działa. Od kiedy całkowicie zrezygnowałem z mięsa, nagle przestałem chorować, dosłownie nic. Kiedyś obligatoryjnie co roku miałem jakąś grypę, czy inne badziewie, miałem predyspozycje do chorowania. Teraz zero, null. Ostatnio syn przywlókł skądś jakąś grypę, rzygał jak kot, po nim dwaj młodsi, a po kilku dniach żona. Czekam na swoją kolejkę i czekam, a tu nic. Żona co prawda też nie je mięsa, ale po czwórce dzieci siłą rzeczy organizm jest trochę wydrenowany. W tamtym roku przewierciłem sobie na wylot dłoń (wiertło się złamało) pomiędzy kciukiem,a palcem, mundry dochtór powiedział, żebym sobie wziął wolne na trzy miechy. Na wszelki wypadek zwiększyłem dawkę czosnku i cebuli, po tygodniu patrzę, rana ładnie się zasklepiła, sprytny organizm otoczył warstwą ochronną poszarpane mięśnie, po miesiącu znowu trzymałem wiertarkę w dłoni, oczywiście ostrożnie, dzisiaj ledwo blizny są widoczne. Jeszcze w erze mięsnej miałem dnę moczanową, też dochtory kiwały głową, nieuleczalne. Nie wiem, co dokładnie mnie wyleczyło, kilkakrotne 7-8 dniowe w ciągu roku głodówki, czy też pity codziennie ( nie w czasie głodówek) ocet jabłkowy. Jak dzisiaj patrzę na te strajki tzw rezydentów, pusty śmiech mnie ogarnia, co oni wiedzą o zdrowiu, chyba jak je powoli zabijać. Co do tych głodówek trzeba być ostrożnym, jak organizm skonsumuje wszystkie złogi, nieczystości, potem resztę, to w końcu bierze się za mózg i serce, no i wtedy to koniec pieśni, zwykle ma to miejsce po około 40 dniach (ciekawe skąd Dżisus to wiedział).

    Zresztą tzw nauka w dalszym ciągu nie ma bladego pojęcia jak nasz organizm funkcjonuje. Ostatnio jakiś noblista wybadał, jak nasza komórka absorbuje wodę, i co się okazało. Praktycznie w 100% woda jest wchłaniana tylko pod postacią tzw wody strukturalnej, która w stanie pierwotnym występuje tylko w lodowcach i uwaga – w warzywach. Każda inna woda musi być „urobiona” przez organizm, a na to trzeba zasobów – marnotrawstwo. Nawet niedawno jakiś magik stwierdził (chyba straci dyplom, jak koncerny paszowe i farmaceutyczne dowiedzą się o tym), że do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu potrzebujemy tylko 10% tego, co spożywamy (mówię o zdrowej żywności) – skandal. Temat można ciągnąć i ciągnąc, a przecież nikt w szkołach nawet nie porusza kwestii energetyki naszego ciała, korelacji z polem magnetycznym ziemii każdej naszej komórki (dlatego raczej nigdy nie polecimy w kosmos) etc. Ja jestem zwykłym mechanikiem, może Medyk Helwecki ma coś do dodania, bo mnie się widzi, że jak pewne rzeczy się rozpowszechnią, to raczej straci na dobre posadę w swoim zawodzie, ale patrząc z drugiej strony, rzesza lemingów jest nieprzebrana. Starczy na tyle. Pozdrawiam