Free for all cz V

Wróćmy do hierarchii.

Kto inny wymyśla i wdraża po raz pierwszy, a kto inny dowodzi. A struktura może się utrwalić (jak baon w XVIII wieku), jeśli ma kto odziedziczyć (przejąć wiedzę razem z zestawem mitów u podwładnych, że im jakiś dowódca w takiej strukturze potrzebny) daną hierarchię. Oznacza to, że po pierwsze musi zostać upowszechniony mit o konieczności przynależności takiej struktury, konieczności jej wspierania, zasilania podażą (bo rozumiecie – dzidy strugamy z twardego drewna przed rozpoczęciem działań, a że przy braku obrabiarek wytworzenie dzidy trwa 2k godzin to skrócenie tego procesu poprzez obróbkę ogniem do 1,2k godzin jest poważnym postępem następujących po sobie 1,006 i taka dzida, a może nawet włócznia to poważne narzędzie, które warto dziedziczyć z ojca na syna, ponieważ zapewnia ono zasoby).

Czytasz piąta część artykułu. Jeśli jeszcze nie znasz części pierwszej, drugiej, trzeciej lub czwartej, to polecamy lekturę.

A właśnie – zasoby. Aby upowszechnić mit musi być zasilanie z nim powiązane. Czyli z wiary w coś i celebracji w oczekiwanej formie muszą płynąć korzyści.

Koncepcja działań wojennych zasadza się na tym, że zneutralizujemy zagrożenie (czyli działanie w przymusie) lub rozszerzymy swoje zasilanie o rezultaty nastałe z prowadzonych działań. Ponieważ ktoś pierwszy wymyślił wojowanie, to logicznym następstwem tego jest, że ktoś pierwszy zbudował oparte na takim systemie eksploatacji imperium i było ono militarne (Asyryjczycy choćby). Ze źródeł wiemy, że takie imperia były i był to prawie wyłączny typ organizacji politycznej w starożytności (epoka brązu) i wcześniej (kamień). W epoce, gdy zaczęło pojawiać się żelazo, sprawy się skomplikowały, bo już wszyscy wiedzieli jak organizować armie. Arytmetyka prowadzenia napaści w przypadku ludów ledwo wiążących koniec z końcem jest dość banalna – zabieramy innym środki, jakich potrzebują do życia, abyśmy mogli z nich wyzyskać czas wolny i czas na wojowanie i czas na przygotowania do wojowania, oraz mieć jakąś nadwyżkę populacji jako rezultat korzystny (w tej populacji rozpełznie się zestaw mitów jak organizować armię, pod warunkiem, że nosiciele mitów będą tworzyć dobre armie i przetrwają). Oczywistym jest, że ci pozbawiani zasobów niezbędnych do przetrwania będą jednak chcieli przetrwać i albo zrobią unik (i uciekną z dobytkiem i z mitem, że z napastnikami trzeba coś zrobić), albo będą się konfrontować (wszak jak tego nie zrobią zostaną bez środków do życia i wyginą). Z tego wnioskujemy, że prowadzenie wojen o zasoby (a nie o władzę polityczną) jest korzystne tylko tam gdzie zasoby są ograniczone ilościowo, najczęściej z powodu okresów wegetacyjnych (bo można też wojować o złoża i wtedy też są cykle produkcyjne jak na przykład łupienie Polaków po tym jak rozwinęli przemysł za Gierka, przed to niby z czego było gamoni łupić?). A z tego wyciągamy wniosek że walczymy aby zabić przed końcem okresu wegetacyjnego (działania niszczące) i być może zbieramy jakieś plony z cudzego obszaru, albo atakujemy “po żniwach” i “zbieramy dań”. Czyli dość drastycznie opodatkowujemy tych co się nie obronili.

Z tego wynika też czas, na jaki możemy oderwać wszystkich samców od innych działań, kiedy to możemy zrobić oraz jasno kalkulujemy z tego opłacalność prowadzenia działań wojennych. Błyskawicznie więc dojdziemy do wniosku, że najkorzystniej jest prowadzić wojnę przeciwko silnym i bogatym będąc słabym i biednym, ale sprytnym i zaradnym. Silny z silnym nie ma rozwiązania, w którym ktokolwiek wygrywa, a słabych i biednych nie bardzo jest z czego okraść. Czyli każda wojna to będzie działanie małej, skonsolidowanej grupy z pomysłem rozprzestrzeniających swój innowacyjny (więc odsądzony od czci i wiary zamysł zmiany status quo) pomysł na obszar z dobrym zasilaniem. Nie zawsze więc wojny są korzystne i nie zawsze znajdzie się odziedziczona hierarchia do wojowania.


Ktoś jednak pierwszy to wymyśla zanim powstają mity o strukturze. Bo przecież cała kupa mitów istnieje w Waszych głowach nawet jak w nich nie uczestniczyliście. Na przykład taki mit, że w pracy słucha się szefa? Albo że należy wykonywać polecenia przełożonych? To myślici,e że to tak od razu wymyślono? To spróbujcie to wdrożyć w subsaharyjskiej Afryce. Albo taką szaloną koncepcję, że na jakąś konkretną godzinę trzeba przyjść do pracy i nie można się spóźniać? Albo że w wojsku trzeba wykonywać rozkazy, nawet macie jakieś pojęcie jak wyglądają różne armie, mimo że nigdy w żadnej nie byliście?

Kto komunikuje nowe pomysły korzysta z zakresu dystrybucji informacji jaka występuje naturalnie w jego środowisku, bo z innej nie może. W szczepie może swoje pomysły opowiedzieć kilkunastu rodom. Jak opowiada piękne bajki i nieszkodliwe, to być może dzieci uda się zebrać w kupę i go posłuchają. Natomiast aby przedstawić coś wszystkim samcom, to trzeba albo się do wszystkich pofatygować (co często jest praktykowane w takich strukturach) i na to fatygowanie się trzeba mieć (trzeba mieć zasoby żywności w nadwyżce na czas, kiedy się nie będzie zdobywać żywności z powodu realizacji pomysłów). Albo zakomunikować to na zebraniu wszystkich dorosłych samców – to nie jest częste zjawisko i nie dla każdego może być czas. Pomysł więc musi rozprzestrzeniać się w kameralnym gronie. Jeszcze ci co słuchają muszą mieć na tyle rozumu aby zrozumieć o co chodzi i zrozumieć ich zysk z realizacji nowych ryzyk. Czyli strukturę można stworzyć tylko w oparciu o istniejącą strukturę i aparat przemocy najłatwiej stworzyć przez adaptację aparatu do polowań masowych na grubego zwierza. Przez podmianę celu działania w węźle memetycznym, który już istnieje. Podmieniamy jeden element i zmieniamy wszystko (zarówno ryzyka jak i wyniki). Na tym polega każda zmiana – tak tworzy się każdy nowy pomysł i wszelkie wielkie afery czy małe sekty jakie znacie i o jakich nie wiecie działają w oparciu o ten mechanizm, że ktoś przedstawia Wam coś co już znacie i zmienia jeden szczegół, który jest dla Was szokiem, musicie przetrawić, przemyśleć i jeszcze będziecie mieli wątpliwości czy to zadziała. Tak krzewi się ideę. Tak działa przecież ten portal. Ja tutaj opisuję normalne zjawiska, tylko ujmuję je od strony jakiegoś celu czy rezultatu, który jakkolwiek przytomny nie był brany pod uwagę jako cel działań, albo ich zwyczajowy rezultat.

Podejrzeń przecież nie mamy kiedy kto nas na ucztę zaprasza, nabieramy ich dopiero my, wiedząc, że zaprasza Chościsko Pąpyl (Popiel), bo wiemy, że menda wszystkich wytruł i pozabijał. To dość nietypowy rezultat uczty. Z przyczyn politycznych jakkolwiek przytomny.

Przedstawienie innym idei, które oni mogą uznać, zrozumieć i spróbować wziąć w nich udział to jest polityka. Mamy więc macierz wpływów.


Postaram się wyjaśnić co takie coś opisuje. To szczególnie humanistom może się przydać, jak mają w głowie tylko ramki. Macierz to jest liczba, ale nie taka zwyczajna pojedyncza, i nie podwójna jak koordynaty x/y ale zależna od rozmiaru opisywanego obiektu (ba, liczby opisują właściwości obiektów). Zacznijmy od kartki w kratkę, albo szachownicy. Każde pole ma cztery pola przyległe (każdy żołnierz w formacji może komunikować się z tym z boku jednego i drugiego, z tyłu i z przodu). Komunikować się mogą w obie strony, więc do opisu sygnału potrzebujemy tylu liczba ile jest boków wszystkich kwadratów minus granice przestrzeni. Dla tych przyjmijmy jak na szachownicy 64 samców w bardzo dużej formacji stepowych koczowników posiadających konie byłoby to w formacji 8×8 64 pola, po 4 boki każde minus 32 boki limesu czyli macierz opisująca jedną warstwę komunikacji będzie składała się z 224 pozycji (liczb) i zawrze w sobie stan wszystkich interakcji pomiędzy nimi, ale… Przecież oni się tam wszyscy znają, więc każdy każdy z 64 ludzi będzie miał 63 boki i żadnego limesu, w strukturze koczowniczej dla ćwierć-szwadronu kawalerii relacje opisze nam macierz zawierająca 4032 pozycje i z tych pozycji będziemy zdolni uszeregować hierarchię w dowodzeniu każdego z żołnierzy. Ta macierz opisuje strukturę polityczną oddziału. Taka liczba ludzi to średniej wielkości firma produkcyjna i rozgrywki polityczne w takiej strukturze to już dla niektórych mętlik. Na szczęście mamy w takiej strukturze przynajmniej jednego dorosłego z drugą sigmą i miejmy nadzieję że jest wielkim myśliwym/pasterzem/koczownikiem, o niebywałym ukierunkowaniu organizacyjnym, komunikacyjnym, społecznym i poprzez 15 lat wpływu na tych ludzi zbudował u nich zestaw mitów, dzięki którym nie są rozwydrzoną grupą sześćdziesięciu chłopa, ale zhierarchizowanym oddziałem wojska podzielonym na dziesięć pięcioosobowych drużyn i dziesiątkę przyboczną wodza. Pół manipułu piechoty, albo ćwierć kompanii, albo ćwierć-szwadron jazdy.

Wśród 160-170 osób (akurat u koczowników liczba jednej grupy ze względu na gospodarkę limituje ich do około 270 w przeciwieństwie do mieszkańców lasu) sprawia, że przy braku strat w rozgarniętych ludziach i długiej serii szczęśliwych przypadków może zaistnieć tam przekaz ustny i pojęcie kulturowe “my się kiedyś zorganizowali w grupę, ale mieliśmy łebskiego wodza szczepu”. Łebskiego, bo ogarniał politykę na macierzy czterech tysięcy połączeń. To naprawdę wynik. Sam fakt zaistnienia tego mitu sprawia, że inni będą się w swoich wyobrażeniach stawiać w tej strukturze i kiedyś, u schyłku epoki syn Filipa słuchając o czynach bohaterów podejmie próbę zdobycia całego świata. Samo wyobrażenie daje nam możliwość abyśmy mogli marzyć jak by to było gdybyśmy my… i plany snuć. I politykę knuć.

Oczywiście szczep to żadna armia. Ale można iść do innego szczepu i jeśli jest tam struktura polityczna, to być może można się z nimi skomunikować, coś zaproponować, albo można im spuścić bęcki i wtedy zrozumieją – róbcie jak my, róbcie z nami, zorganizujcie się i spuścimy bęcki innym. I posiądziemy ich kobiety i zjemy ich żywność. Kwitnie nowa idea i kwitnie macierz wodzów, zazwyczaj kilkunastu wodzów jest w stanie stworzyć jednostkę o wszystkich zdolnościach operacyjnych oczekiwanych od ugrupowania taktycznego (batalionu), jest w niej do 16^2 powiązań, z tym że nie w jednej warstwie, a jest jeszcze warstwa emocjonalna, religijna, przepływ zasobów. Zdobycie władzy nad tą strukturą wymaga, aby pod wodzami szczepów istniały struktury polityczne o w pełni zautomatyzowanej hierarchii. Czyli macierze muszą być wynegocjowane i ustalone. A przecież ludzie rodzą się, umierają, w oddziałach są straty, fochy, animozje. Jeśli więc interesujecie się antropologią, to wiecie, że we wszystkich ludach wojujących, pasterskich czy zbrojnych w jakikolwiek sposób ustalenie tej macierzy i usprawnienie struktury wojskowej sprowadzało się do represywnego, sankcjonującego normy wychowania o wysokim stopniu brutalizacji interakcji społecznych upraszczających wszystko do jednej warstwy komunikacyjnej silny-słaby.

Dlatego banda rozfilozofowanych lemingów nie ma jakichkolwiek szans w starciu ze zdyscyplinowanymi ludźmi nauczonymi chodzić na siódmą do pracy. Po prostu zostaną zjedzeni zanim się obudzą. Zjedzeni nie tylko w walce, ale i w biznesie, w umowach o kredyt, w ofercie 18% rocznie w lokatach na złoto, w bajzlu prawnym jaki mają w swoich urzędach. Dyscyplina to podstawa wychowania zwycięzców.

Dodajmy do tego, że pewne wartości macierzy są sprzężone, pewne przeciw-sprzężone, inne powiązane własnymi hierarchiami (macierze w macierzach). Jednak cała struktura jest prosta jak konstrukcja cepy – jeśli płynie przez nią zasilanie – łupy, to ta struktura się hierarchizuje rozpływem mocy (z łupów) i supresja hierarchii zachodzi samoczynnie. Chcecie rozłożyć biurokrację to przyłóżcie jej zasilanie z innej strony niż powinno być, na przykład od referatu księgowości albo korupcyjnie od petenta i struktura zajmie się nie wykonywaniem rozkazów hierarchii legalnej, ale wg rozpływu mocy od łapówki przez stanowiska zależne do realizacji zadań wyznaczonych przez klienta-petenta.

Takie same struktury stosowane są w animowaniu obiektów i wiązaniu hierarchii ich geometrycznych następstw.

Tę strukturę oczywiście może ogarnąć trzecie sigma, ale gdy struktura jest już sprawna a memy ugruntowane, to nawet druga sigma będzie w stanie nią kierować (ale jej nie wymyśli, nie ogarnie takiej liczby zmiennych). Struktury dowodzenia, zarządzania i planowania celowo są upraszczane tak, aby jak najwięcej osób było je w stanie adaptować, stąd procedury, rozpiski, skrypty, książki o rządzeniu i zarządzaniu, szkoły i uczeni. Mamy z tego więcej wodzów niż Indian. Jednak zdolności adaptacyjne wyższych sigm o ukierunkowaniu organizacyjnym potrafią tworzyć mapy struktur na płaszczyznach, jakich wcześniej nikt nie podejrzewał, powstają hierarchie nieformalne, niezależne rozpływy mocy i kierowanie strukturami przy użyciu tak niskich nakładów energii, jakich nikt nie wyobrażał sobie za możliwe – na koszt samej struktury odpalającej memy. To wada biurokracji, że bazując na zaufaniu wobec dokumentów wytwarzane są dokumenty pozwalające na zautomatyzowane procedowanie – cuda na tym tworzyć można.


W strukturze plemienia zawierającego kilkanaście takich szczepów raz na pokolenie występuje 1/1428 – trzecie sigma. Jest z tym człowiekiem taki problem, że on bardzo szybko ogania swoim umysłem, że jest inny i póki jest egzodynamicznym młodziakiem, to jest pomocny, ale powoli dociera do niego, że żyje w świecie jakichś przygłupów, że nikt go nie rozumie i nie ma z kim pogadać, a język jest jakiś taki nieprzystosowany do komunikacji. Być może uda mu się jako pierwszemu zorganizować rozległą strukturę polityczną jeśli akurat nie jest malarzem, rzeźbiarzem, matematykiem, wierszy nie pisze. Ale jeśli nie jest ukierunkowany na zdobycie pozycji politycznej i zorganizowanie współplemieńców, to taki ktoś (nazwijmy go dla porządku szamanem) zacznie szukać ludzi takich samych jak on, aby z kimś przytomnym nawiązać kontakt. U swoich statystycznie nie znajdzie nikogo w swoich czasach. Następny urodzi się gdy on umrze (statystycznie). Będzie miał więc niezrealizowaną potrzebę w piramidzie (i to potrzebę społeczną), więc prędzej czy później ruszy w drogę szukać ludzi takich samych jak on. Jeśli zastanawiają Was podróże wielki szamanów, wędrówki, przyczyna, dla której Jezus udał się świat zwiedzać, to właśnie ci ludzie szukają się nawzajem tylko po, aby uruchomić neurony lustrzane na pełnych możliwościach i wreszcie stanąć przed równym sobie intelektem. My nie żyjemy w czasach wczesnej poczty, telegrafu czy prasy. My mamy internet i nigdzie się nie musimy wybierać. A łatwo było się znaleźć?

Oczywiście, że wybitni ludzie mogą mieć fiu bździu w głowie, zajmować się duperelami i nie bardzo kto ma im wyjaśnić co czynić, bo oni wszystkie kryteria społeczne potrafią substytuować na różne sposoby, a realizować to chcą własne cele. Często też eksperymentują ze swoim metabolizmem (głodówki, posty, zioła, grzyby) i wiele plemion dysponuje obrzędami znacząco zmieniającymi nie tylko psychikę poddanych obrzędom, ale też metabolizm, wrażliwość na ból, recepcję stresorów (podatność na strach). Uzyskują oni w ten sposób intensywny wzrost parametrów istotnych do przeżycia dzieci w swojej grupie poprzez zmniejszenie strat wśród osobników dorosłych. Co więcej, błyskawicznie każda kultura zaczyna tworzyć mem wykluczający wyższe od przeciętnej sigmy w hierarchii od najwyższej z ryzyk, aby te mogły pokierować resztkami ludu mimo strat poniesionych przez średniaków. To jest oddolna inicjatywa by ratować księcia, bo za nim będą padać żołnierze i za nim będą łuny pożarów, ale hierarchia zawarta w węzłach memetycznych wymaga zarówno tej osoby jak i jej intelektu, aby reszta miała jakąkolwiek przyszłość.

Polityka to między innymi wytwarzanie mitów sztuką, obrazem, odniesieniami do już istniejących mitów. Chińczyc chcą nam stworzyć w głowach obraz świata ze szlakiem lądowym. I na bazie macierzy rządów krain, przez które ma przebiegać, wydusić z “zainteresowanych” środki na wytworzenie tego taśmociągu. Bo przecież terytoria i brak ceł dla zielonych po drodze to nie są chińskie środki, tylko tubylców, którzy zostaną z nich obdarci. Mity mitami, a w Dzibuti wylądowało chińskie wojsko. Bo mit o szlaku lądowym to piękny mit, a szlaki morskie trzeba kontrolować ze stałego lądu, który dość trudno zatopić.

Ci wybitni ludzie mają zdolność supresji średniaków i ich politycznego zmanipulowania tak, aby wymusić realizację swojej woli i wytworzenia swojej struktury w oparciu o własną racjonalność. Przyjmujemy, że władca jest racjonalny i polepszył zasilanie. Przyjmujemy to założenie z dwóch powodów – istniejący zestaw mitów dla “drona” ‘co robić jeśli’ zawiera tyle węzłów opisujących co czynić, że pozostawiony bez dopływu rozkazów i zasilania albo będzie szkodził wrogowi jak Japończyk bez rozkazu kapitulacji, albo wróci do sułtańskiej michy jak Janczar. Drugim powodem jest to, że wielki wódz (bo na razie opisuję model wodzowski plemienia, pierwotny dla każdej innej struktury) zapewnia na tyle lepszą korelację działań wszystkich efektorów, że zasilanie jest lepsze pod wodzą wodza niż bez jego światłego przywództwa. Przewaga trzeciej sigmy nad przeciętnym człowiekiem jest taka, jak przeciętnego człowieka nad osobą upośledzoną. Nie wiem czy uważacie za intelektualnie interesujące przebywanie w otoczeniu osób upośledzonych umysłowo, ale postarajcie się zrozumieć jak czuje się ktoś taki wśród lemingów – i znikąd ratunku.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • gruby

    @3r3 napisał w artykule:

    “Dlatego banda rozfilozofowanych lemingów nie ma jakichkolwiek szans w
    starciu ze zdyscyplinowanymi ludźmi nauczonymi chodzić na siódmą do
    pracy. Po prostu zostaną zjedzeni zanim się obudzą. Zjedzeni nie tylko w
    walce, ale i w biznesie, w umowach o kredyt, w ofercie 18% rocznie w
    lokatach na złoto, w bajzlu prawnym jaki mają w swoich urzędach.
    Dyscyplina to podstawa wychowania zwycięzców.”

    Chodzenie na siódmą do pracy to taki mem jak inne i chodzi raczej o to, żeby zaczynając wcześnie dzień zrobić przy maszynie miejsce dla drugiej zmiany rujnując jej wieczór ale nie noc. Ewentualnie w rolnictwie używanie koguta jako budzika (próbowaliście kiedyś przestawić koguta na czas zimowy ?) związane jest z rytmem działania typowego obejścia: kury wypuścić, krowy wydoić i wymyć aby już o wschodzie słońca je na pastwisko pogonić i tak dalej.

    Opisywany wzorzec samozdyscyplinowanego człowieka występuje rzadko i trafia się raczej u ludzi którzy wstają rano mimo tego że z racji pozycji zawodowej wstawać rano nie muszą. To ci odhyleńcy którym cisza i spokój w biurze raczej służy niż przeszkadza. To macherzy a nie szczekaczki. Później w robocie pojawiają się spece od komunikacji, którzy dzień roboczy zaczynają od kłótni w fazie regulowania kolejności dostępu do maszyny
    z kawą i od tego momentu całej organizacji produktywność siada.

    • PawelW

      3r3

      Ja bym to podszedł od innej strony. A konkretnie od strony
      wynalazków, które w średniowieczu kopnęły Europę do przodu. A
      mianowicie:
      1. Okulary
      2. Masowe użycie wiatraka (ale nie tylko do produkcji mąki!)
      3. Zegar mechaniczny i jego masowe użytkowanie
      4. Papier i pismo

      1. Potroiło ilość wykwalifikowanej siły roboczej, bo rzemieślnicy, którzy w
      starszym wieku tracili wzrok nagle stawali się ponownie użyteczni, a że
      już byli wytrenowani, to tak jakby dwóch młodych doszło do gospodarki.
      2. Przynajmniej kilka różnych procesów gospodarczych było możliwych, m.in.
      obróbka wełny i możliwośc produkcji z niej bielizny… zwiększona
      przeżywalność ludzi.
      3. Synchronizacja gospodarki.
      4. Teraz rzemieślnik jak umiał czytać i pisać to mógł lepiej zlecenia planować i wykonywać…

      Samo-zdyscyplinowany człowiek owszem sam z siebie nie występuje, tylko się wszyscy w 50% przypadków równo obijają 🙂

      Przewaga
      tych tak bardziej “zdyscyplinowanych” polega na tym, że jak przychodzi znak, że teraz trzeba się zsynchronizować, to się synchronizują. Cała reszta niezsynchronizowanych, która się też obijała, ma wtedy problem. I taki problem widzę u Teutonów… oni zrobili ze szkolenia w młodzieżowych klubach piłkarskich swoiste przygotowanie pod taką synchronizację. Młodzi uczą się taktyki, strategi, sporej dyscypliny i paru innych rzeczy… potem to automatycznie, te przyzwyczajenia procentują w innych zakresach. Jak widzę jak grają 5to klasiści, to nieraz lepiej jak nasza pierwsza liga.

      I dygresja na koniec:
      “(…)My mamy internet i nigdzie się nie musimy wybierać. A łatwo było się znaleźć?(…)”
      Jaki ciekawy łańcuch zdarzeń pchnął mnie do znalezienia się na tym blogu…

      Jakoś rok temu na innym blogu (Maczetaokhama) bawiłem się w dyskusje czemu Trump wygrał… i wskazałem tam, że jest wywiad z prof. Kosińskim o jego metodach manipulowania …. od słowa do słowa dogadaliśmy się, że przetłumaczę ten artykuł z niem na polski i pokaże się go na jeszcze innym blogu… (futrzak, notatki na mankietach https://futrzak.wordpress.com/2016/12/20/w-jaki-sposob-trump-wygral-wybory/ )… Po tym jak tekst ten tam się pojawił, ktoś wskazał w komentarzach, że na blogu Waterskiego (pecuniaolet) też ten temat poruszono, tak na niego trafiłem… wogóle blog Waterskiego tak mi się spodobał, że go wciągnąłem jak biurwa podatki… szczególnie, że do podobnych wniosków inną drogą sam doszedłem, u niego są jedynie bardziej szczegołowe i spisane w jednym miejscu… ale w którymś tekście odniósł się do wpisu na IT21….a tam, czytając wpis na IT21 i komentarze pod nim trafiłem na bardzo ciekawy opatrzony niewiele mówiącym awatarem 3r3 komentarz…potem to już było prawie łatwo znaleźć…. gdybym się nie wykazał wtedy odrobiną altruizmu nigdy bym tu nie trafił albo nie wiadomo ile później…

      • 3r3

        Czyli Twoja wyprawa była długa i ciągle podróżujesz, szukasz ludzi którzy dadzą radę odbijać piłeczkę.
        A jaki jest przymus metaboliczny tych poszukiwań? Jak się czujesz gdy Ci brakuje? Jak kiedy znajdujesz?
        Jakie są z tego czytania korzyści?

        Te procesy i wynalazki jakie wymieniasz – wszystko zaczyna się zawsze od zwiększenia podaży żywności, aby można była robić cokolwiek innego niż produkować żywność. Musi nastąpić organiczny wzrost efektywności produkcji. Zazwyczaj jest to po prostu aktywność słońca poszerzająca okres wegetacyjny. I wtedy albo się coś w tym okresie nadwyżek ulepszy i zwiększy rezultaty intensywne oraz dokona ekstensywnej ekspansji, albo w czasie następującego później ochłodzenia zostanie materiał archeologiczny o kolejnej kulturze, którą przykryły warstwy.

        • gruby

          @3r3:disqus napisał:

          “Te procesy i wynalazki jakie wymieniasz – wszystko zaczyna się zawsze od
          zwiększenia podaży żywności, aby można była robić cokolwiek innego niż
          produkować żywność.”

          Algi napędzane fotosyntezą wytworzą syntetyczy olej napędowy z którego pochodzić będzie energia do cieplarni w których rozmnażać będą się kultury komórkowe włókien mięśniowych krów produkujące w efekcie końcowym podstawę każdego hamburgera.

          To nie sci-fi, te technologie już istnieją. Hamburger wytworzony w ten sposób kosztuje co prawda na razie ćwierć miliona dolarów od sztuki, ale prototypy nigdy jeszcze tanie nie były. Produkcja mięsa na linii produkcyjnej fabryki z ominięciem procesu hodowli zwierząt: to jest przyszłość. Oczywiście namnażanie komórek niekoniecznie musi się ograniczać do steków czy hamburgerów. Równie dobrze w fabryce można namnażać szczypiorek do jajecznicy, sałatę, pszenicę na bułki, ziemniaki czy ryż.

          Jedzenie z fabryki zamiast od chłopa – to jest odpowiedź na skończoną podaż ziemi uprawnej na tej planecie.

          Następnym krokiem w ewolucji gatunku będzie zastąpienie oralnego przyjmowania pożywienia podawaniem dożylnego koktajlu ze wszystkimi potrzebnymi mikroelementami, miksowanego indywidualnie na podstawie obliczeń dokonywanych na podstawie sygnałów wysyłanych przez armię czujników wklejonych w mózg, mięśnie, kości i tak dalej. Każdemu wedle potrzeb, jak to klasycy drzewiej mawiali.

          • bdgr

            Żarcie robione w ten sposób rzeczywiście jest droższe teraz ale nie wiem czemu zakładasz że jakoś znacząco stanieje. Taka produkcja jest bardzo intensywna, na jednostkę masy gotowego produktu żre mnóstwo energii, sterylnych materiałów wysokiej czystości i precyzyjnej aparatury. Jak długo nie mamy energii za darmo (a przynajmniej kilka rzędów wielkości tańszej niż teraz… na co się nie zanosi) to produkcja w fabryce nigdy nie będzie tańsza od konwencjonalnych upraw. Rozsądniejsze od liczenia na takie cuda na kiju jest zakładanie hodowli koni pociągowych do pługa.
            Biotech bije łbem o tą ścianę dziesiątki lat. Technologie są gotowe do wdrożenia, co z tego jak nawet na dotacjach eksploatacja takiej instalacji nie chce się spiąć ekonomicznie. Parę lat temu liczyłem takie rzeczy w pracy, plan był taki żeby ustawić przy gorzelni fotobioreaktory ogrzewane i zasilanie odpadem z produkcji. Instalacja kosztowałaby kilkaset tysięcy i w ciągu roku zrobiłaby kilka beczek alg bogatych w olej … tylko dalej co z tym robić? Z instalacją do robienia biodiesla (słabego) dobija się do miliona, estryfikacja nie jest z darmo bo zużywa prąd i odczynniki, wydajność i żywotność całości też są ograniczone. Może jakby właściciel był kompetentnym pasjonatem to na częściach z odzysku dałby radę tak to ustawić żeby do tego nie dopłacać, ale jak ma się takie możliwości to nie trzeba się bić z gównem i z tego co widzę raczej nikt tego nie robi. To nie jest inwestycja która się zwraca, jedyne praktyczne zastosowanie jakie widzę to pretekst do przytulania dotacji.

            • gruby

              @bdgr:disqus napisał:

              “to produkcja w fabryce nigdy nie będzie tańsza od konwencjonalnych upraw”

              … chyba że konwencjonalne uprawy uczyni się tak drogimi że nikogo normalnego nie będzie stać na żywność pochodzącą z pola albo obory. Pomysł 1: ozusować rolników.
              Pomysł 2: opodatkować ich podatkiem dochodowym. Pomysł 3: obłożyć pola katastrem. Pomysł 4: zlikwidować dopłaty do paliwa rolniczego. Pomysł 5: zlikwidować dopłaty unijne. Pomysł 6: zlikwidować dopaty do budżetów gmin typowo rolniczych. Pomysł 7: zacząć pobierać składki na NFZ od rolników. Pomysł 8: wprowadzić każdemu rolnikowi do obory kasę fiskalną a do księgowości VAT. Pomysł 9: każdy środek produkcji w obejściu (burka na łańcuchu też) zacząć traktować tak jak traktuje się środki produkcji w przemyśle. Podpowiedź: księga środków trwałych + amortyzacja. Pomysł 10: podciągnąć stawki VAT na żywność do reszty towarów. W końcu żywność to też towar, no nie ? Grubi dużo konsumują niech więc płacą więcej podatków.

              Oczywiście nie można wymagać, żeby prosty chłop sobie z taką biurwą poradził, dlatego proponuję żeby wprowadzić dla chłopów obowiązek zatrudniania biegłych księgowych, doradców podatkowych i oczywiście papug, bo bez papugi z biurwą nie wygrasz.

              Po tej agrarnej rewolucji kilo szynki będzie kosztować 1000 złotych a pęczek rzodkiewek pewnie około 50 zeta. I nagle hamburgery z linii produkcyjnej wcale nie okażą się takie drogie …

            • bdgr

              Ty proponujesz ustawą znieść koszty produkcji? A kto wykarmi strażników takiej rewolucji, jak długo? I ilu strażników wytrzyma na hamburgerach z probówki? I czemu mieliby to znosić zamiast wziąć worek ziemniaków i pęto kiełbasy za pilnowanie żeby inni strażnicy nie przeszkadzali zrobić więcej ziemniaków i kiełbasy. Chłopki urodzili się i wychowali w szarej strefie, więc jakoś sobie z biurwą poradzą. Za niemca za ubój świniaka była czapa, a jakoś wszyscy wiedzą na którą górkę wywieźć wieprzka żeby uboju nie było widać ani słychać we wiosce.

              Produkcja w fabryce przy obecnych cenach energii nie będzie tańsza od produkcji na polu bo energia w jedzeniu pochodzi ze światła (i jest wiązana przez fotosyntezę) – biomasa roślinna to podstawa piramidy troficznej wszędzie i zawsze. Sporo energii jest za darmo ze słońca. Tyle samo tej energii dostaje hektar pszenicy i hektar hali produkcyjnej, tyle że ustawienie i oprawienie hektara pola jest tańsze od hektara biotechnologicznej fabryki o rzędy wielkości. Różnica jest taka że na hali możesz dolewać energii na własną rękę – doświetlać. Ale potrzebujesz na start wdusić wielkie mnóstwo forsy w wyposażenie, zużywać kosztowną energię elektryczną a wydajność z hektara i tak nie będzie powalająco większa niż intensywnego rolnictwa bo biologia roślin nie pozwoli. Jeśli będzie zainteresowanie mogę orientacyjnie policzyć i rozpisać jak bardzo drożej to by wyszło, i czemu korpo kontrolujące kanały sprzedzaży żywności zamiast to zrobić muszą znosić latyfundia i rednecków.

              Duszenie rolnictwa przez państwo to dosłownie strzelanie sobie w stopę. 3r3 mnie poprawi jeśli jestem w błędzie, ale na moje wyczucie takie harce można zrobić w jednej prowincji/socjalistycznej republice jak chce się wielkim głodem wymorzyć kułaków na Ukrainie czy gdzieś w Chinach. Ustawić takie regulacje na kilkanaście – kilkadziesiąt miesięcy, strażników z zaopatrzeniem przez ten czas dowozić z innych socjalistycznych republik, potem już nie ma czego pilnować. Na dłuższą metę działać tak się nie da: jeśli przy przy obecnej technologii żarcie z probówki jest dziesiątki lub setki razy droższe, przy uprzemysłowieniu wielkim wysiłkiem można by to zbić kilkakrotnie, może nawet 10x. Ale nawet zbicie do jednocyfrowej wielokrotności kosztu podobnego produktu z konwencjonalnej produkcji nie wystarczy. Dla szeregowego urzędnika na pensji powiedzmy pół uncji na miesiąc wyżywienie obecnie pochłania ćwierć do jednej trzeciej przychodu, jak narzucisz że od dzisiaj jest tylko 4x droższe to oni po prostu wyginą i struktura państwa będzie tak słaba że dowolna armia emerytów zza sąsiedniej granicy będzie w stanie je zaanektować i jeszcze być witana kwiatami przez mieszkańców.
              Czy to w ogóle wykonalne w obrębie jednego państwa? Działalność gospodarza pokazuje że pojedyncza socjalistyczna republika sama sobie nie jest w stanie przykręcić tak ostro śruby nawet na terenach przemysłowych gdzie koncentracja ludzi i sprzętu jest dużo większa niż w rolnictwie. Jakby jeszcze ta biurwa miała ganiać za ciągnikami przez rowy to dopiero by było. Nawet w Polsce urzędnicy nie są tak głupi żeby na chama zduszać rolnictwo. Trochę więcej ciężaru dołożyć podatkami czy zakazami to jasne, ale żeby całkiem zadusić to nie, nawet oni chcą żyć. Dobrze to widać po tym jak zmienia się podejście policji do sprawdzania uprawnień i trzeźwości operatorów sprzętu na wsi podczas żniw. Jasne, jak pijany debil nabije malucha na heder to nie przepuszczą, ale żeby zatrzymywali do dmuchania to nie słyszałem.

              Myślałem że nikt tu nie przywiązuje się do ilości zer na cenach dóbr podanych w walutach. Agresywne wdrażanie z przyczyn ideologicznych (hurr zniszczoł rolnitwo) rozwiązań tak dalece odklejonych od realiów, w oparciu jedynie o ideologię, spowoduje inflację dużo ostrzejszą niż dodruk przez banksterkę. Dobrym przykłądem jest Zimbabwe – ile dłuższe się banknoty porobiły jak wypędzili białych farmerów. A oni tylko chcieli mieć czarnych rolników (co takim Bantu dało pół Afryki) zamiast zagonić całe rolnictwo na halę po raz pierwszy w historii.
              Ten burger z probówki kosztuje kilka tysięcy przy dzisiejszych pozostałych innych surówców, w tym jedzenia do ludzi którzy go zrobili, z bardzo małą głębokością rynku i przestrzenią do jego pogłębiania. Jak chcieć wszystkich tych ludzi karmić takim wynalazkiem to ceny poszybują. To jest inna strona tego samego problemu co biodiesel: cykl energetyczny nie spina się na plusie, przy próbie przestawienia gospodarki na takie zasilanie plon z jednej iteracji nie wystarczy do zakończenia kolejnej z takim samym uzyskiem

            • gruby

              bdgr napisał:

              “Ty proponujesz ustawą znieść koszty produkcji?”

              Nic nie proponuję. Cały boom na energię odnawialną wziął się z chorych stawek opodatkowania źródeł energii nieodnawialnej. Litr benzyny w Kurdystanie kosztuje 20 centów a weź pod uwagę że kraj ten prowadzi wojnę jednocześnie z Irakiem, Syrią i Turcją. W Polsce po zaimportowaniu kurdyjskiej benzyny i rozwiezieniu jej po stacjach litr kosztowałby powiedzmy 30 centów, czyli pi razy drzwi złotówkę.

              A kosztuje pięć złotych. Widocznie komuś zależy na tym żeby nas na kosztach energii łoić i ta kasa gdzieś po drodze znika. Morawiecki wie komu tą kasę przelewa ale zdradzić tożsamości kredytodawców III RP nie chce, mimo że zna numery wszystkich ich kont bankowych.

              Zastanów się ile Saudowie doliczają sobie do ceny baryłki, skoro muszą kupować usługę ochrony oceanów od USA. Ponadto skądś te 100 mld dolców na kupno amerykańskiej broni wzięli. Sugeruję, że znaleźli je w naszych kieszeniach.

              “Produkcja w fabryce przy obecnych cenach energii nie będzie tańsza od
              produkcji na polu bo energia w jedzeniu pochodzi ze światła (i jest
              wiązana przez fotosyntezę)”

              Tylko dlatego, że rolnicy żyją w raju podatkowym. I tylko dlatego, że klasyczna energia jednocześnie jest tak bezsensownie droga. Jest to efekt politycznego zlecenia zresztą a nie efekt wysokich kosztów jej uzyskania. Najemnicy firmy Blackwater w Iraku zarabiają po 20k USD miesięcznie. Jak myślisz, z której kieszeni pochodzi ich wynagrodzenie ?

              Cały wywód sprowadza się do prostej odpowiedzi na pytanie, czy wolny rynek rządzi cenami nośników energii i cenami żywności. Ośmielę się stwierdzić, że w obydwu przypadkach i na obydwu rynkach kapitalizm dawno już umarł.

              Jak to @3r3:disqus w artykule napisał:
              “Polityka to między innymi wytwarzanie mitów sztuką, obrazem, odniesieniami do już istniejących mitów.”

              Na obrazkach w telewizorze widzimy tylko zamachowców, rakiety, ofiary i ruiny. To jest polityka w jej czystej postaci: bez tych obrazków moglibyśmy przestać akceptować ceny na stacjach benzynowych.

            • 3r3

              To nie chłopa trzeba wypędzać z podatkowego raju tylko samemu uciekać z podatkowego piekła.
              Należy się przytomnie zastanowić co takiego chłopi mają, że nie dość iż konstytutki im gwarantują raj podatkowy bez względu na ustrój to jeszcze nawet jakby się jaka okupacja zdarzyła to i tak chłopom za wiele nie fika, ot kontyngenty jakie pobierze.
              I czy chodzi o to że oni szable i samopały mają, czy też że samą wolę użycia tego wszystkiego bez ostrzeżenia – oni się wyżywią.

              Powinniśmy brać z rolników przykład i robić tak samo. Szaszłyk z biurwy & samochodu służbowego nadziewany widlakiem to jest jakaś odpowiedź na urzędniczy terror. Nawet policja nie dysponuje sprzętem gotowym choćby zatrąbić na portowego widlaka do przerzucania kontenerów. A i czołg się tym zgrabnie nabiera i odstawia w krzaki jeśli pod kołami cementu starczy.

            • gruby

              “Powinniśmy brać z rolników przykład i robić tak samo.”

              Widocznie miastowym śruby jeszcze niewystarczająco dokręcono.

            • 3r3

              Bardzo łatwo to skrócić – są produkty rolne z jakimi wszystkie państwa wojują. Mak, koka & konopie.
              Jakoś braki podaży się nie pojawiają, a przecież i tak bywa że poważne sojuzy wojskich wysyłają żeby się o te uprawy bić. Jedyne sukcesy w walce z podażą opium mieli Talibowie, bo postawili sprawę na kanwie dobrodusznej wiary i ludzie ich potraktowali serio jak archanioła z ognistym mieczem.

          • Eltor

            “Jedzenie z fabryki zamiast od chłopa – to jest odpowiedź na skończoną podaż ziemi uprawnej na tej planecie.”

            Oto władza absolutna! Oto tron na ciałach i kościach niewolników, którego wyżej ustawić zapewne się już nie da.

          • 3r3

            @gruby
            “To nie sci-fi, te technologie już istnieją. Hamburger wytworzony w ten sposób kosztuje co prawda na razie ćwierć miliona dolarów od sztuki, ale prototypy nigdy jeszcze tanie nie były.”

            To ja w R&D też mam przedpatentowe słonie na srebrnych łańcuchach. Srebro jest prawdziwe, a słonia pal diabli.

            “Produkcja mięsa na linii produkcyjnej fabryki z ominięciem procesu hodowli zwierząt: to jest przyszłość. ”

            A żyjemy w podłej teraźniejszości, w przyszłości będzie socjalistyczny raj, a na razie są przejściowe trudności. Obawiam się że mogą one mieć miejsce dłużej niż zamierzamy żyć i nie jesteśmy ostatnimi doświadczanymi przez bóstwa “raju przyszłości”.

            “Jedzenie z fabryki zamiast od chłopa – to jest odpowiedź na skończoną podaż ziemi uprawnej na tej planecie.”

            A co ze skończoną podażą chłopów? Petrochemia coś z gumy wyprodukuje i jak znalazł?

            • gruby

              Popatrz na to od strony biurwy: konsolidacja procesu produkcji żywności w fabrykach pozwoli na pacyfikację chłopstwa, tych rednecków żyjących w raju i do tej pory opierających się biurwie. Fabryka żywności to konkurencja dla chłopa.

              Stopniowe podnoszenie kosztów produkcji żywności chłopstwu zderzy się na rynku ze stopniowo malejącymi kosztami produkcji żywności w fabrykach. Już biurwa o to zadba, dla dobra nas wszystkich ma się rozumieć. Tu nie chodzi o żywność, tu chodzi o kontrolę.
              Wprowadź ISO 9001 do procesu produkcji cebuli i zaraz okaże się że jej cena wzrośnie o 50% no bo pan rewizor też przecież musi z czegoś żyć.

        • PawelW

          Powiedzmy, że szukam 2 typów ludzi. Tych co dają radę odbijać pałeczkę i takich przy których ja się muszę ostro zmęczyć, aby być w stanie żeby piłeczkę wogóle zobaczyć. Bo nie oszukujmy się, najmędrszy na świecie nie jestem, ale uczyć się bardzo lubię.
          A długo to trwa, bo mam sporo różnych zainteresowań, nie powiem hobby, i się ta energia w czasie rozprasza.

          Nie wiem czy to przymus metaboliczny. Po prostu jak widzę stagnację życiową, to się pojawiają myśli, że coś jest nie tak i coś powinienem zrobić, bo nawet jak dobrze jest, to to dobrze nie będzie wiecznie trwać… kiedyś wystarczyło zmienić niewiele a efekt był spory. Teraz każda dalsza zmiana kosztuje dużo więcej planowania, zachodu i niepewności, a profitów z tego coraz mniej i przy coraz większym wydatku energii własnej. A do takich zmian przydaje się trzeźwy ogląd rzeczywistości i otoczenia… więc się szukam wiedzy i inspiracji, co, jak i gdzie zrobić, aby ponownie zwroty z przeprowadzonych zmian były satysfakcjonujące… a może i celu w życiu szukam ^^. Oprócz tego przyjemnie się czyta i piszę z dyskutantami, którzy w pewnych sprawach więcej ode mnie wiedzą.

          //===========
          Co do @futrzak, to ja ogólnie lubię czytać i mieć dyskutantów z całego spektrum poglądów 🙂 bo nic mi z tego, że się będę kisił w sosie towarzystwa wzajemnej adoracji… a i ona po tym jak swego czasu w USA straciła intratną pracę i dom i przeniosła się najpierw do Argentyny a później do Urugwaju, to też sporo w poglądach pozmieniała…

  • gruby

    “Fließendes Geld, soziales Bodenrecht, bedingungsloses Grundeinkommen”

    tłumacząc na polski: krążący pieniądz, socjalne prawo do ziemi, bezwarunkowy dochód podstawowy.

    Pieniądz ma to do siebie, że na często i na długo znika w kieszeniach skner, które go ciężką pracą albo mieczem zdobyły (co w sumie na jedno wychodzi: kto próbował machać półtorakiem ten wie ile to siły kosztuje). A na rynku pieniądz pojawia się dopiero wtedy kiedy jego właściciel uzna, że oferta jest zbyt korzystna żeby ją przegapić. Nie da się zadekretować, żeby pieniądz krążył. Tu kijem nie dasz rady, tu trzeba marchewką.

    Socjalne prawo do ziemi oznacza, że trzeba ją komuś zabrać. W Polsce akurat jest taki jeden, największy latyfundysta i byłoby co rabować, ale chłopi dzielą się na trzy warstwy: leniwych, zaradnych i pilnych. W ciągu dwóch pokoleń leniwi stracą ziemię na rzecz zaradnych, w ciągu następnych trzech pokoleń zaradni stracą ziemię na rzecz pilnych.

    Za pięć pokoleń od reformy rolnej zatem wrócilibyśmy do punktu wyjścia: czarnoziemy w rękach magnaterii, średnie gleby w rękach ziemiaństwa a biedota orałaby żwir.

    Bezwarunkowy dochód podstawowy: żeby komuś dać trzeba komuś zabrać. Ciekawe, że wszyscy wyciągają ręce po wsparcie tylko do udzielania wsparcia kolejki są o wiele mniejsze …

    Fajny mają w sumie szkopy program: jak byłem młody też byłem socjalistą ale z tego albo się wyrasta albo na starość zostaje się świnią.

    • 3r3

      @gruby
      Półtorakiem to luz bo na dwie ręce jakoś, ale jedynką sprawnie wywijać to lata nauki zajęło.
      Pieniądz z definicji nie służy krążeniu (wbrew temu co wypisuje w gnieździe komuchów @bmen, link do gniazda komuchów, gdzie udział w dyskusji można brać tylko po spełnieniu wymogów formalnych bo walenie komentarzem z liścia ich zanadto otrzeźwia:
      http://www.bogaty.men/
      ).
      Pieniądz to miara zobowiązań nieprzypisanych jakie są gotowi być winni inni posiadaczowi pieniądza w zamian za rozstanie się faktem bycia posiadaczem owego tokenu. Będzie krążył pod warunkiem że ludzie będą dostarczać na rynek dóbr na tyle kuszących aby się rozstawać z kasą. Są tylko trzy sposoby aby to zrobić – pierwsza to dostarczać dobra, ale to męczące; druga to przymuszać przemocą do wydania stanu posiadania dóbr lub pieniędzy aby wymienić je na pieniądze; trzecia to zmienić warunki metaboliczne egzekucji woli rozstania się z zasobami poprzez zmianę diety i środowiska celu, a nawet naćpanie go czymś co zmieni jego reakcje. Pigułka rozrzutności ^^

      Ciekawe czym nas naćpają żebyśmy płacili podatki.

      “Fajny mają w sumie szkopy program: jak byłem młody też byłem socjalistą ale z tego albo się wyrasta albo na starość zostaje się świnią.”

      A co to komu przeszkadza że dorodny socjalista przypomina prosię?

      //====================
      Byłem właśnie nowy biznes rozkręcać, no i człowiek przyjechał koparko-ładowarką na spotkanie.
      Żeby go przebić to już chyba trzeba podjechać pociągiem z węglarkami. Co prawda był ostatnio u mnie czytelnik co ma własną bocznicę kolejową – ale nie używa. Jest przestrzeń dla postępu.

      • gruby

        Raczysz sobie żarty stroić. Wywijanie mieczem w warunkach cieplarnianych (twoim wrogiem jest pniak) to zupełnie co innego od wywijania tym samym mieczem kiedy pniak się rusza i też trzyma miecz.

        Proponuję dla porównania założyć rękawice bokserskie (są bardziej dzisiaj rozpowszechnione niż miecze) i przez dziesięć minut ponegocjować sobie z workiem.
        A potem proponuję odpocząć i przez trzy minuty ponegocjować sobie z drugim człowiekiem który nie dość że się rusza to też ma założone rękawice. Zdziwisz się jak o wiele bardziej wyczerpujące są negocjacje z bliźnim który potrafi oddać, mimo że negocjowałeś z nim trzy razy krócej.

        A co do roli pieniądza to panuje zgoda: pieniądz jest po to, żeby był po skarpetach kiszony tak długo, aż pojawi się okazja jego wymiany na coś lepszego. Co z definicji powoduje, że albo na rynku pojawi się “coś lepszego” albo tego rynku nie ma, chociażby się władza ze złości po pończochach posrała.

        • 3r3

          Gdy człowiek jest młody i głupi nie walczy z pniakiem tylko z kolegami, a że jest w wieku kiedy białogłowy wyjątkowo burzą krew szczególnie gdy są obecne – walki są wyjątkowo krwawe. Lecą zęby, łamane są kości, wyłamywane są stawy, nie ma przebacz.
          A na bohurtach to już z niekolegami i tam w ogóle bez litości dla Ukrów.

      • bmen

        Towarzyszu #3t3
        Co do pieniądza to to masz racje 99.9 % nie rozumie co to pieniądz, i ty też wykazujesz objawy częściowego nie rozumienia. To że coś ci się wydaje to tylko twoje widzenie tematu.
        Przeczytaj z uwagą ze trzy razy teksty o pieniądzu, tam znajdziesz właściwą definicje że to środek wymiany, a do czego go ludzi używają to już ich wola. A jak on krąży czy w ogóle to spawa drugorzędna towarzyszu #3t3. Bez krążenia pieniądza twoje socjalistyczne RnD zacznie się i zakończy w czasach kamienia łupanego 🙂

        A odnośnie gniazda komuchów, to jak już chcesz nas szufladkować to ci przypomnę towarzyszu #3t3, że podatkiem ujemnym się posilasz, tak więc do kapitalisty ci dalej niż do komucha. Tak więc nie krępuj się, jesteś wśród swoich 🙂 Zresztą 99.9999% wg twojej definicji to sami swoi 🙂

        Prawdziwi kapitaliści jak ci już raz napisałem nic od nikogo nie chcą i instalują się tam gdzie są NR1 warunki do prowadzenia biznesu na świecie, a nie w oazie orgii dojenia. pzdr

        • 3r3

          @bmen – jesteś w błędzie co do koncepcji pieniądza.
          Nie musi on wcale krążyć. Wystarczy że jest pożądany. Można górnikom obiecać emerytury (pieniądze), których nie dożyją, wcale ich nie mieć (pieniędzy) i nigdy się nie rozliczyć, a mimo to wszystko zadziała dokładnie tak, jakby grosz istniał. A gdyby nie działało to się do kopalni wyśle czołgi i poustawia ryli salwami.

          Przy czym czołgi muszą być materialne bo inaczej nie działają, a pieniądze to abstrakty i w niczym to nie przeszkadza. Choć oczywiście materialne są lepiej zabezpieczone przed fałszowaniem, bo przecież taką funkcję ma bicie monet z kruszcu – kruszec trudno podrobić, mimo że nie ma on żadnych innych zastosowań poza okazywaniem “bogactwa”.

          Podatek ujemny wynika z faktu mojego niebywale wysokiego urodzenia, i jako taki należny jest mi z woli bożej jak każdemu pomazańcowi, dlatego właśnie jest mi wypłacany, a sprowadzanie tego do jakiś koncepcji ideologicznych to oczywiście bluźnierstwo 🙂
          Cóż by to wszak było, gdyby Bóg stworzył Sapiensa bez dochodu gwarantowanego ze zwierząt i gojów?

          • bmen

            Wszystko może być pieniądzem o ile posiada odpowiednie cechy. Ja pozostanę przy swoim definiowaniu pieniądza. Teorii cyrkulacji pieniądza jeszcze nie poruszałem u siebie bo jest wiele teorii i to już nie takie proste jak z samą definicją pieniądza. Chciałem ci tylko zaznaczyć iż żyjemy w systemie pieniądza długu, z czego wynika że pieniądz musi krążyć gdyż inaczej masz deflacje i zapaść rynku, a twoje RnD wraca do czasów plemiennych. Historia się nie myli, tylko ludzie mają złudzenia. Skoro jestem w błędzie to jest i Arystoteles, szkoła austriacka, monetaryści itp. też są. Pozostajesz sam na polu walki towarzyszu #3t3. Wypadałoby abyś napisał swoją własną teorię pieniądza skoro my nie rozumiemy.
            Pożądanie to tylko jedna z cecha, w dodatku dotycząca towarów. Nawet złoto może być fiatem jak mu wartość 2 x większą do wagi ustalą. górnik wszystko przyjmie. Kwestia emerytur to nie kwestia pieniądza ale kwestia jak i za co chcemy chcemy żyć na starość. Możesz i złoto gwarantować, ale to trzeba mieć bo z pustego to i salomon nie naleje.
            —-
            Czy te jesteś niebywale wysokiego urodzenia itp nie ma żadnego znaczenia, bo drzewo się poznaje po owocach towarzyszu #3t3. Ciągniesz socjal, znaczy się jesteś socjalistą. proste. KROPKA. to tak kwestią szufladkowania.
            A Bóg mówił aby dawać a nie brać.
            Ideologie zawsze były, są i będą bo ludziom się przy gorzałce nudzi i możdzą, i ty też swoją tworzysz towarzyszu weekendowo działasz:) pzdr

            • gruby

              @bogatymen:disqus napisał:

              “Wszystko może być pieniądzem o ile posiada odpowiednie cechy.”

              Dodam tylko że o tym co pieniądzem jest a co nim nie jest decydują jego użytkownicy. Co z kolei oznacza, że wszystko co jest t.z.w. “prawnym środkiem płatniczym” pieniądzem nie jest, ponieważ jego używanie zostało narzucone przymusem.

            • 3r3

              @bmen nie istnieje inny pieniądz niż dłużny. Pieniądz sam z siebie niczemu nie służy, to abstrakt. Z jego pożądania wynika należność do umorzenia tym abstraktem – umorzyć można wyłącznie dług. Do tego nie trzeba teorii, to zwykła praktyka.
              Pieniądz wcale nie musi krążyć, rynek wcale nie musi istnieć. To nie są warunki konieczne.

              A to czy pozostaję z moim poglądem sam nie ma żadnego znaczenia, gdyż poglądy innych są dla mnie o tyle istotne, o ile jestem w stanie je do czegoś zastosować. Poglądy Arystotelesa i Austriaków dotyczą abstrakcyjnych światów jakie istnieją tylko w ich modelowych teoriach.
              Czołgi i lotniskowce wymuszające regulowanie należności wymyślonych przez dysponentów tego aparatu przemocy to rzeczywistość.

    • PawelW

      Wprawdzie w tekście dokładnie wyjaśniają jak niby ma wyglądać złożenie tych 4rech komponentów (i o wywłaszczaniu nie ma tam mowy), ale papier jest cierpliwy a ja dopóki nie zobaczę czegoś działającego to jestem sceptyczny 🙂

      • 3r3

        Wódki pije trzecią szklankę, ledwo trafiam a w klawiaturę. To zastrzeżenie do tekstu niżej pisanego…
        A co to q jest ten blog?
        Ja wiem że co niektórzy mają teorie spiskowe, że to służby utworzyły żeby przedsiębiorców exhibów w sak nałowić, ale… jak ma wyglądać złożenie?
        A powiedzmy że ja wiem jak wyglądał problem wewnątrz PZPR i armii w PRL i wiem jak tę układankę złożyć? Może ja z chińskiej porcelany piłem, srebrnej zastawy jadłem, i meble jeszcze z frej sztadt gdanzig w domu miałem sprzed wojny listopadowej?

        • gruby

          @3r3:disqus napisał:

          “Ja wiem że co niektórzy mają teorie spiskowe, że to służby utworzyły żeby przedsiębiorców exhibów w sak nałowić”

          naprawdę to Cię martwi po trzeciej szklance wódki ? No to nie masz prawdziwych problemów, waszmościu. Mi po trzeciej szklance szklanki zaczynają się mnożyć, podobnie zresztą jak i ręce.

          A tak generalnie to zauważę że po wódzie nie chwytam się za świętą trójcę: klawiaturę, kierownicę i baby. No, może akurat nie w tej kolejności …

          • 3r3

            No iSSue detected!
            Po trzeciej szklance wódki ja samatri na posty!
            Wszsk Ty sam skazał GRU nas chraniał!

            Martwi mnie temat poruszony, bo wielu ludzia bierze to na poważnij!
            A ja mam zmartwienie jak zapisywać lwoskie l którego siem oduczyłł.
            Jak angielskie oo? Że to przegłos był na smagłolice?
            A jak ja soboie po pijaku pomne że po tylko po samgołoskach je przegłos? Kak wtedy mnie czynić?

            • gruby

              Skaży, szto ja dołżen był dumat’ kak wy s gospodinom rpisom priniemajete nginXa ?

              A co do lwowskiego “ł”: piękny dźwięk. Jeden z moich nauczycieli potrafił go z siebie wydobyć. On też poradził nam, żebyśmy tego nawet nie próbowali. Albo się zaciąga wynosząc tą umiejętność z domu albo masz pecha. Nie ten zaborca w metryce po prostu.

              No dobra, kończ wódkę i idź spać, w nocy ognisko 🙂

      • gruby

        Socjaliści mają to do siebie, że doskonale potrafią sprzedawać tłuszczy wynikową stronę równania: kto ile i za co dostanie. Z lewą stroną równania czyli z wyjaśnieniem komu zostanie zabrane, ile to zabieranie będzie kosztowało i ile w trakcie zbiorowego dzielenia pójdzie bokiem mają tradycyjnie problem.

        • 3r3

          Żaden problem – zgładzić ich!

        • PawelW

          No w tym przypadku mają pomysł na lewą stronę równania ^^ banksterce chcą zlikwidować ich wpływy z oprocentowanego pieniądza :o) i ogólnie biurwę chcą do produktywnej pracy wysłać ^^

          • gruby

            Nie zlikwidować a przejąć. Czyli łupanie poddanych będzie się nadal odbywało, tym razem ku ogólnemu dobru ludzkości.

            • PawelW

              Zapewne… ale pomysł na sprzedaż tego gawiedzi mają dobry… ciekaw jestem ilu się nabierze…