Free for all cz V

Wróćmy do hierarchii.

Kto inny wymyśla i wdraża po raz pierwszy, a kto inny dowodzi. A struktura może się utrwalić (jak baon w XVIII wieku), jeśli ma kto odziedziczyć (przejąć wiedzę razem z zestawem mitów u podwładnych, że im jakiś dowódca w takiej strukturze potrzebny) daną hierarchię. Oznacza to, że po pierwsze musi zostać upowszechniony mit o konieczności przynależności takiej struktury, konieczności jej wspierania, zasilania podażą (bo rozumiecie – dzidy strugamy z twardego drewna przed rozpoczęciem działań, a że przy braku obrabiarek wytworzenie dzidy trwa 2k godzin to skrócenie tego procesu poprzez obróbkę ogniem do 1,2k godzin jest poważnym postępem następujących po sobie 1,006 i taka dzida, a może nawet włócznia to poważne narzędzie, które warto dziedziczyć z ojca na syna, ponieważ zapewnia ono zasoby).

Czytasz piąta część artykułu. Jeśli jeszcze nie znasz części pierwszej, drugiej, trzeciej lub czwartej, to polecamy lekturę.

A właśnie – zasoby. Aby upowszechnić mit musi być zasilanie z nim powiązane. Czyli z wiary w coś i celebracji w oczekiwanej formie muszą płynąć korzyści.

Koncepcja działań wojennych zasadza się na tym, że zneutralizujemy zagrożenie (czyli działanie w przymusie) lub rozszerzymy swoje zasilanie o rezultaty nastałe z prowadzonych działań. Ponieważ ktoś pierwszy wymyślił wojowanie, to logicznym następstwem tego jest, że ktoś pierwszy zbudował oparte na takim systemie eksploatacji imperium i było ono militarne (Asyryjczycy choćby). Ze źródeł wiemy, że takie imperia były i był to prawie wyłączny typ organizacji politycznej w starożytności (epoka brązu) i wcześniej (kamień). W epoce, gdy zaczęło pojawiać się żelazo, sprawy się skomplikowały, bo już wszyscy wiedzieli jak organizować armie. Arytmetyka prowadzenia napaści w przypadku ludów ledwo wiążących koniec z końcem jest dość banalna – zabieramy innym środki, jakich potrzebują do życia, abyśmy mogli z nich wyzyskać czas wolny i czas na wojowanie i czas na przygotowania do wojowania, oraz mieć jakąś nadwyżkę populacji jako rezultat korzystny (w tej populacji rozpełznie się zestaw mitów jak organizować armię, pod warunkiem, że nosiciele mitów będą tworzyć dobre armie i przetrwają). Oczywistym jest, że ci pozbawiani zasobów niezbędnych do przetrwania będą jednak chcieli przetrwać i albo zrobią unik (i uciekną z dobytkiem i z mitem, że z napastnikami trzeba coś zrobić), albo będą się konfrontować (wszak jak tego nie zrobią zostaną bez środków do życia i wyginą). Z tego wnioskujemy, że prowadzenie wojen o zasoby (a nie o władzę polityczną) jest korzystne tylko tam gdzie zasoby są ograniczone ilościowo, najczęściej z powodu okresów wegetacyjnych (bo można też wojować o złoża i wtedy też są cykle produkcyjne jak na przykład łupienie Polaków po tym jak rozwinęli przemysł za Gierka, przed to niby z czego było gamoni łupić?). A z tego wyciągamy wniosek że walczymy aby zabić przed końcem okresu wegetacyjnego (działania niszczące) i być może zbieramy jakieś plony z cudzego obszaru, albo atakujemy “po żniwach” i “zbieramy dań”. Czyli dość drastycznie opodatkowujemy tych co się nie obronili.

Z tego wynika też czas, na jaki możemy oderwać wszystkich samców od innych działań, kiedy to możemy zrobić oraz jasno kalkulujemy z tego opłacalność prowadzenia działań wojennych. Błyskawicznie więc dojdziemy do wniosku, że najkorzystniej jest prowadzić wojnę przeciwko silnym i bogatym będąc słabym i biednym, ale sprytnym i zaradnym. Silny z silnym nie ma rozwiązania, w którym ktokolwiek wygrywa, a słabych i biednych nie bardzo jest z czego okraść. Czyli każda wojna to będzie działanie małej, skonsolidowanej grupy z pomysłem rozprzestrzeniających swój innowacyjny (więc odsądzony od czci i wiary zamysł zmiany status quo) pomysł na obszar z dobrym zasilaniem. Nie zawsze więc wojny są korzystne i nie zawsze znajdzie się odziedziczona hierarchia do wojowania.


Ktoś jednak pierwszy to wymyśla zanim powstają mity o strukturze. Bo przecież cała kupa mitów istnieje w Waszych głowach nawet jak w nich nie uczestniczyliście. Na przykład taki mit, że w pracy słucha się szefa? Albo że należy wykonywać polecenia przełożonych? To myślici,e że to tak od razu wymyślono? To spróbujcie to wdrożyć w subsaharyjskiej Afryce. Albo taką szaloną koncepcję, że na jakąś konkretną godzinę trzeba przyjść do pracy i nie można się spóźniać? Albo że w wojsku trzeba wykonywać rozkazy, nawet macie jakieś pojęcie jak wyglądają różne armie, mimo że nigdy w żadnej nie byliście?

Kto komunikuje nowe pomysły korzysta z zakresu dystrybucji informacji jaka występuje naturalnie w jego środowisku, bo z innej nie może. W szczepie może swoje pomysły opowiedzieć kilkunastu rodom. Jak opowiada piękne bajki i nieszkodliwe, to być może dzieci uda się zebrać w kupę i go posłuchają. Natomiast aby przedstawić coś wszystkim samcom, to trzeba albo się do wszystkich pofatygować (co często jest praktykowane w takich strukturach) i na to fatygowanie się trzeba mieć (trzeba mieć zasoby żywności w nadwyżce na czas, kiedy się nie będzie zdobywać żywności z powodu realizacji pomysłów). Albo zakomunikować to na zebraniu wszystkich dorosłych samców – to nie jest częste zjawisko i nie dla każdego może być czas. Pomysł więc musi rozprzestrzeniać się w kameralnym gronie. Jeszcze ci co słuchają muszą mieć na tyle rozumu aby zrozumieć o co chodzi i zrozumieć ich zysk z realizacji nowych ryzyk. Czyli strukturę można stworzyć tylko w oparciu o istniejącą strukturę i aparat przemocy najłatwiej stworzyć przez adaptację aparatu do polowań masowych na grubego zwierza. Przez podmianę celu działania w węźle memetycznym, który już istnieje. Podmieniamy jeden element i zmieniamy wszystko (zarówno ryzyka jak i wyniki). Na tym polega każda zmiana – tak tworzy się każdy nowy pomysł i wszelkie wielkie afery czy małe sekty jakie znacie i o jakich nie wiecie działają w oparciu o ten mechanizm, że ktoś przedstawia Wam coś co już znacie i zmienia jeden szczegół, który jest dla Was szokiem, musicie przetrawić, przemyśleć i jeszcze będziecie mieli wątpliwości czy to zadziała. Tak krzewi się ideę. Tak działa przecież ten portal. Ja tutaj opisuję normalne zjawiska, tylko ujmuję je od strony jakiegoś celu czy rezultatu, który jakkolwiek przytomny nie był brany pod uwagę jako cel działań, albo ich zwyczajowy rezultat.

Podejrzeń przecież nie mamy kiedy kto nas na ucztę zaprasza, nabieramy ich dopiero my, wiedząc, że zaprasza Chościsko Pąpyl (Popiel), bo wiemy, że menda wszystkich wytruł i pozabijał. To dość nietypowy rezultat uczty. Z przyczyn politycznych jakkolwiek przytomny.

Przedstawienie innym idei, które oni mogą uznać, zrozumieć i spróbować wziąć w nich udział to jest polityka. Mamy więc macierz wpływów.


Postaram się wyjaśnić co takie coś opisuje. To szczególnie humanistom może się przydać, jak mają w głowie tylko ramki. Macierz to jest liczba, ale nie taka zwyczajna pojedyncza, i nie podwójna jak koordynaty x/y ale zależna od rozmiaru opisywanego obiektu (ba, liczby opisują właściwości obiektów). Zacznijmy od kartki w kratkę, albo szachownicy. Każde pole ma cztery pola przyległe (każdy żołnierz w formacji może komunikować się z tym z boku jednego i drugiego, z tyłu i z przodu). Komunikować się mogą w obie strony, więc do opisu sygnału potrzebujemy tylu liczba ile jest boków wszystkich kwadratów minus granice przestrzeni. Dla tych przyjmijmy jak na szachownicy 64 samców w bardzo dużej formacji stepowych koczowników posiadających konie byłoby to w formacji 8×8 64 pola, po 4 boki każde minus 32 boki limesu czyli macierz opisująca jedną warstwę komunikacji będzie składała się z 224 pozycji (liczb) i zawrze w sobie stan wszystkich interakcji pomiędzy nimi, ale… Przecież oni się tam wszyscy znają, więc każdy każdy z 64 ludzi będzie miał 63 boki i żadnego limesu, w strukturze koczowniczej dla ćwierć-szwadronu kawalerii relacje opisze nam macierz zawierająca 4032 pozycje i z tych pozycji będziemy zdolni uszeregować hierarchię w dowodzeniu każdego z żołnierzy. Ta macierz opisuje strukturę polityczną oddziału. Taka liczba ludzi to średniej wielkości firma produkcyjna i rozgrywki polityczne w takiej strukturze to już dla niektórych mętlik. Na szczęście mamy w takiej strukturze przynajmniej jednego dorosłego z drugą sigmą i miejmy nadzieję że jest wielkim myśliwym/pasterzem/koczownikiem, o niebywałym ukierunkowaniu organizacyjnym, komunikacyjnym, społecznym i poprzez 15 lat wpływu na tych ludzi zbudował u nich zestaw mitów, dzięki którym nie są rozwydrzoną grupą sześćdziesięciu chłopa, ale zhierarchizowanym oddziałem wojska podzielonym na dziesięć pięcioosobowych drużyn i dziesiątkę przyboczną wodza. Pół manipułu piechoty, albo ćwierć kompanii, albo ćwierć-szwadron jazdy.

Wśród 160-170 osób (akurat u koczowników liczba jednej grupy ze względu na gospodarkę limituje ich do około 270 w przeciwieństwie do mieszkańców lasu) sprawia, że przy braku strat w rozgarniętych ludziach i długiej serii szczęśliwych przypadków może zaistnieć tam przekaz ustny i pojęcie kulturowe “my się kiedyś zorganizowali w grupę, ale mieliśmy łebskiego wodza szczepu”. Łebskiego, bo ogarniał politykę na macierzy czterech tysięcy połączeń. To naprawdę wynik. Sam fakt zaistnienia tego mitu sprawia, że inni będą się w swoich wyobrażeniach stawiać w tej strukturze i kiedyś, u schyłku epoki syn Filipa słuchając o czynach bohaterów podejmie próbę zdobycia całego świata. Samo wyobrażenie daje nam możliwość abyśmy mogli marzyć jak by to było gdybyśmy my… i plany snuć. I politykę knuć.

Oczywiście szczep to żadna armia. Ale można iść do innego szczepu i jeśli jest tam struktura polityczna, to być może można się z nimi skomunikować, coś zaproponować, albo można im spuścić bęcki i wtedy zrozumieją – róbcie jak my, róbcie z nami, zorganizujcie się i spuścimy bęcki innym. I posiądziemy ich kobiety i zjemy ich żywność. Kwitnie nowa idea i kwitnie macierz wodzów, zazwyczaj kilkunastu wodzów jest w stanie stworzyć jednostkę o wszystkich zdolnościach operacyjnych oczekiwanych od ugrupowania taktycznego (batalionu), jest w niej do 16^2 powiązań, z tym że nie w jednej warstwie, a jest jeszcze warstwa emocjonalna, religijna, przepływ zasobów. Zdobycie władzy nad tą strukturą wymaga, aby pod wodzami szczepów istniały struktury polityczne o w pełni zautomatyzowanej hierarchii. Czyli macierze muszą być wynegocjowane i ustalone. A przecież ludzie rodzą się, umierają, w oddziałach są straty, fochy, animozje. Jeśli więc interesujecie się antropologią, to wiecie, że we wszystkich ludach wojujących, pasterskich czy zbrojnych w jakikolwiek sposób ustalenie tej macierzy i usprawnienie struktury wojskowej sprowadzało się do represywnego, sankcjonującego normy wychowania o wysokim stopniu brutalizacji interakcji społecznych upraszczających wszystko do jednej warstwy komunikacyjnej silny-słaby.

Dlatego banda rozfilozofowanych lemingów nie ma jakichkolwiek szans w starciu ze zdyscyplinowanymi ludźmi nauczonymi chodzić na siódmą do pracy. Po prostu zostaną zjedzeni zanim się obudzą. Zjedzeni nie tylko w walce, ale i w biznesie, w umowach o kredyt, w ofercie 18% rocznie w lokatach na złoto, w bajzlu prawnym jaki mają w swoich urzędach. Dyscyplina to podstawa wychowania zwycięzców.

Dodajmy do tego, że pewne wartości macierzy są sprzężone, pewne przeciw-sprzężone, inne powiązane własnymi hierarchiami (macierze w macierzach). Jednak cała struktura jest prosta jak konstrukcja cepy – jeśli płynie przez nią zasilanie – łupy, to ta struktura się hierarchizuje rozpływem mocy (z łupów) i supresja hierarchii zachodzi samoczynnie. Chcecie rozłożyć biurokrację to przyłóżcie jej zasilanie z innej strony niż powinno być, na przykład od referatu księgowości albo korupcyjnie od petenta i struktura zajmie się nie wykonywaniem rozkazów hierarchii legalnej, ale wg rozpływu mocy od łapówki przez stanowiska zależne do realizacji zadań wyznaczonych przez klienta-petenta.

Takie same struktury stosowane są w animowaniu obiektów i wiązaniu hierarchii ich geometrycznych następstw.

Tę strukturę oczywiście może ogarnąć trzecie sigma, ale gdy struktura jest już sprawna a memy ugruntowane, to nawet druga sigma będzie w stanie nią kierować (ale jej nie wymyśli, nie ogarnie takiej liczby zmiennych). Struktury dowodzenia, zarządzania i planowania celowo są upraszczane tak, aby jak najwięcej osób było je w stanie adaptować, stąd procedury, rozpiski, skrypty, książki o rządzeniu i zarządzaniu, szkoły i uczeni. Mamy z tego więcej wodzów niż Indian. Jednak zdolności adaptacyjne wyższych sigm o ukierunkowaniu organizacyjnym potrafią tworzyć mapy struktur na płaszczyznach, jakich wcześniej nikt nie podejrzewał, powstają hierarchie nieformalne, niezależne rozpływy mocy i kierowanie strukturami przy użyciu tak niskich nakładów energii, jakich nikt nie wyobrażał sobie za możliwe – na koszt samej struktury odpalającej memy. To wada biurokracji, że bazując na zaufaniu wobec dokumentów wytwarzane są dokumenty pozwalające na zautomatyzowane procedowanie – cuda na tym tworzyć można.


W strukturze plemienia zawierającego kilkanaście takich szczepów raz na pokolenie występuje 1/1428 – trzecie sigma. Jest z tym człowiekiem taki problem, że on bardzo szybko ogania swoim umysłem, że jest inny i póki jest egzodynamicznym młodziakiem, to jest pomocny, ale powoli dociera do niego, że żyje w świecie jakichś przygłupów, że nikt go nie rozumie i nie ma z kim pogadać, a język jest jakiś taki nieprzystosowany do komunikacji. Być może uda mu się jako pierwszemu zorganizować rozległą strukturę polityczną jeśli akurat nie jest malarzem, rzeźbiarzem, matematykiem, wierszy nie pisze. Ale jeśli nie jest ukierunkowany na zdobycie pozycji politycznej i zorganizowanie współplemieńców, to taki ktoś (nazwijmy go dla porządku szamanem) zacznie szukać ludzi takich samych jak on, aby z kimś przytomnym nawiązać kontakt. U swoich statystycznie nie znajdzie nikogo w swoich czasach. Następny urodzi się gdy on umrze (statystycznie). Będzie miał więc niezrealizowaną potrzebę w piramidzie (i to potrzebę społeczną), więc prędzej czy później ruszy w drogę szukać ludzi takich samych jak on. Jeśli zastanawiają Was podróże wielki szamanów, wędrówki, przyczyna, dla której Jezus udał się świat zwiedzać, to właśnie ci ludzie szukają się nawzajem tylko po, aby uruchomić neurony lustrzane na pełnych możliwościach i wreszcie stanąć przed równym sobie intelektem. My nie żyjemy w czasach wczesnej poczty, telegrafu czy prasy. My mamy internet i nigdzie się nie musimy wybierać. A łatwo było się znaleźć?

Oczywiście, że wybitni ludzie mogą mieć fiu bździu w głowie, zajmować się duperelami i nie bardzo kto ma im wyjaśnić co czynić, bo oni wszystkie kryteria społeczne potrafią substytuować na różne sposoby, a realizować to chcą własne cele. Często też eksperymentują ze swoim metabolizmem (głodówki, posty, zioła, grzyby) i wiele plemion dysponuje obrzędami znacząco zmieniającymi nie tylko psychikę poddanych obrzędom, ale też metabolizm, wrażliwość na ból, recepcję stresorów (podatność na strach). Uzyskują oni w ten sposób intensywny wzrost parametrów istotnych do przeżycia dzieci w swojej grupie poprzez zmniejszenie strat wśród osobników dorosłych. Co więcej, błyskawicznie każda kultura zaczyna tworzyć mem wykluczający wyższe od przeciętnej sigmy w hierarchii od najwyższej z ryzyk, aby te mogły pokierować resztkami ludu mimo strat poniesionych przez średniaków. To jest oddolna inicjatywa by ratować księcia, bo za nim będą padać żołnierze i za nim będą łuny pożarów, ale hierarchia zawarta w węzłach memetycznych wymaga zarówno tej osoby jak i jej intelektu, aby reszta miała jakąkolwiek przyszłość.

Polityka to między innymi wytwarzanie mitów sztuką, obrazem, odniesieniami do już istniejących mitów. Chińczyc chcą nam stworzyć w głowach obraz świata ze szlakiem lądowym. I na bazie macierzy rządów krain, przez które ma przebiegać, wydusić z “zainteresowanych” środki na wytworzenie tego taśmociągu. Bo przecież terytoria i brak ceł dla zielonych po drodze to nie są chińskie środki, tylko tubylców, którzy zostaną z nich obdarci. Mity mitami, a w Dzibuti wylądowało chińskie wojsko. Bo mit o szlaku lądowym to piękny mit, a szlaki morskie trzeba kontrolować ze stałego lądu, który dość trudno zatopić.

Ci wybitni ludzie mają zdolność supresji średniaków i ich politycznego zmanipulowania tak, aby wymusić realizację swojej woli i wytworzenia swojej struktury w oparciu o własną racjonalność. Przyjmujemy, że władca jest racjonalny i polepszył zasilanie. Przyjmujemy to założenie z dwóch powodów – istniejący zestaw mitów dla “drona” ‘co robić jeśli’ zawiera tyle węzłów opisujących co czynić, że pozostawiony bez dopływu rozkazów i zasilania albo będzie szkodził wrogowi jak Japończyk bez rozkazu kapitulacji, albo wróci do sułtańskiej michy jak Janczar. Drugim powodem jest to, że wielki wódz (bo na razie opisuję model wodzowski plemienia, pierwotny dla każdej innej struktury) zapewnia na tyle lepszą korelację działań wszystkich efektorów, że zasilanie jest lepsze pod wodzą wodza niż bez jego światłego przywództwa. Przewaga trzeciej sigmy nad przeciętnym człowiekiem jest taka, jak przeciętnego człowieka nad osobą upośledzoną. Nie wiem czy uważacie za intelektualnie interesujące przebywanie w otoczeniu osób upośledzonych umysłowo, ale postarajcie się zrozumieć jak czuje się ktoś taki wśród lemingów – i znikąd ratunku.