Free for all cz VI

Kiedy już taki wybitny człowiek raz złoży wehikuł polityczny i wszystko zadziała, to zostaje to zawinięte w papierek mitów “był kiedyś taki ktoś kto tak zrobił, tylko myśleliśmy wtedy tak a siak” i jeśli znowu pojawi się ktoś z pomysłem, to wszyscy już będą gotowi iść w tym kierunku politycznym, bo to już kiedyś było i się sprawdziło. A nawet jak się nie sprawdziło, to i tak było lepsze niż ta rzeczywistość wkoło. Jeśli jednak brakuje tej wybitnej osoby, ale jest wiele słabszych sigm, to potrafią one kolektywnie kierować już uruchomionym wehikułem i podtrzymać go przynajmniej na biegu jałowym w oczekiwaniu na kolejnego bystrego. Co prawda taki kolektyw zazwyczaj powołuje jakiegoś bezosobowego władcę w postaci bóstwa czy innego “prawa” kierując się “słowami”, ale ze względu na koszt zasilania w celu podtrzymania hierarchii w strukturze i po odliczeniu kosztów na przepychanki polityczne (wszak od bóstwa żadne zasilanie nie spływa) taka struktura zazwyczaj się degeneruje, dochodzi do prób wymuszania na średnim szczeblu (a średni na niższych) suplementacji tych niedoborów i wychodzą nam takie kwiatki jak wielki głód w Chinach, kiedy korporacyjna partia wymusiła wysokie słupki zbiorów ryżu, średni szczebel udowodnił, że da się, a ci na dole poumierali z głodu. Dlatego w strukturach, które przetrwały, są zapasowe zestawy mitów na czas, kiedy nie ma tak światłego przywódcy i dochodzi do fragmentacji struktur. W pamięci zbiorowej jest oczywiście gotowość do odtworzenia struktury wyższego rzędu, ale dajcie nam wodza – gdzie jest wódz?

Czytasz szóstą część artykułu. Jeśli jeszcze nie znasz części pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej lub piątej, to polecamy lekturę.

Wódz ma też pewną właściwość będącą zagrożeniem dla mitów. O ile potrafimy się unosić emocjonalnie, że coś jest fajne, albo że nasz przywódca ma fajny krawat, albo się miło uśmiecha i podaje rękę; albo religijnie się unosić, że przywódca zgodny ze słowami z księgi i że proroctwa go zapowiadały – dla każdego coś miłego. Jednak to wszystko betka, gdy pojawiają się słupki. Nie ma Boga nad stosy złota i dominację nad pokonanymi. Żadne bóstwo nie ma więcej do powiedzenia, niż rzecze wódz, który koreluje nam profity. Nie ma religii, która wygra z człowiekiem. Jeśli szósta, albo siódma sigma ma talenty polityczne, organizacyjne, wojskowe, to nie ma takiego stosu trupów, jakiego by nie usypano na rozkaz człowieka, bo znajdzie się dość ludzi kalkulujących swoje fortuny aby wdeptać w ziemię bądź przekupić wątpiących. Wielki Chan był przecież Wielki, dajcie nam wodza! Któż by wspominał ogrom zbrodni?

<Wielki Chan> miał na rozkazy
Tłumy szczęśliwych piekłofilów,
Byśmy kpić mogli z tych – bez skazy:
Tak was niewielu! A nas tylu!

Cywilizacja turańska to po prostu cywilizacja człowieka odartego z mitów. Nie ma Słowa ponad Siłę. Powstała ona co prawda w środowisku plemiennym na etapie szamańskich kultów w żywioły, ale z pieniądzem fiducjarnym, nowoczesną doktryną wojskową i plemienną strukturą armii wyposażonej we wszystkie środki (zwiad, transport, komunikację) na każdym poziomie organizacyjnym niezależnie. Granicę wpływów Chin wyznaczyła śmierć Kubilaj Chana osiemnastego lutego 1294 roku. Śmierć jakieś wysokiej sigmy, a nie opór wdeptywanych w ziemię razem ze swoimi gusłami.

Nie czarujmy się – wystarczy pięknie do ludzi przemówić, pokazać im złote góry do zdobycia i szarańcza w dymie muszkietów rzuci się rabować nowe kontynenty nie biorąc jeńców. Jedyne co musi zorganizować wybitny umysł to transport nieprzeliczonej rzeszy ciał z miejsca, w którym są, do miejsca, które zasugerował im pragnąć. Wiecie może kto przerzucił “pontonami” tę rzeszę dzikich z Afryki? Ale zorganizować takie przedsięwzięcie to nie w kij dmuchał, wiele plemion Izraela musiało się w ten cymes zaangażować.

Miasto – skoncentrujmy się w obozie

Źródłem każdej (prawie) cywilizacji, jak zapewne wiecie z historii, są wielkie rzeki, a najlepiej ich ujścia lub rozlewiska. Nie bez powodu. I dokładnie tym wzorcem powstają korporacje, mimo że w oparciu o dużo szersze zasilanie i formalny przesiew. I tak samo jak w mieście my się zaczęliśmy garnąć tu na portalu, bo jest z kim pogadać, mimo że rozsiani jesteśmy między lemingami. I chociaż różne tu czasem wizje tego samego mamy i czasem się wytknie nieścisłości w rozumowaniu, to jednak są tu same dusze piękne, mądre, dobre. A to dlatego, że jest tu jakaś zaczarowana bariera, ostrokół ostrych myśli, których lemingi ani myślą pokonywać, bo przecież nic ciekawego za ostrokołem nie ma.

Bo przecież w mieście w początkowej fazie jego powstawania nie ma nic ciekawego, żadnych tam skarbów, mimo że ludzie zbrojni i zamożni. Jedyne co tam jest to kupa ludzi i ścisk. Kupa ludzi dlatego, że w ujściu rzeki są ryby, czyli białko bez ograniczeń i powstają urządzenia do poruszania się po wodzie (wielkie rzeczy – nawet dzicy w dżungli potrafią), którymi można dotrzeć i wzdłuż brzegu morza i tą rzeką i jej dorzeczami do ludów lądu na granicę lasu, ale te ludy nie bardzo mogą dotrzeć bez tych urządzeń do miasta.

Warunkiem powstania miasta jest zasilanie w ryby i bieżącą wodę. Przedłuża to czas życia ludności tam mieszkającej poprzez zmniejszeni ich katorżniczego wysiłku przy pozyskiwaniu białka. A dieta oparta o białko zapewnia bardzo dobre zasilanie mózgu i kolejną zmianę metaboliczną. Wielu ludzi dzięki tej drobnej zmianie zasilania ma czas oprócz rzemiosła dla każdego “pozyskiwanie żywności” jeszcze na jakieś rzemiosło “wspólnie wytwarzamy coś, co pływa”. Oczywiście zaczyna się delikatnie od połowów. A ta rzeka jest po to, że z samego brzegu morza nie sposób dokonywać połowów – Księżyc temu winien, że mamy przypływy i odpływy, a pogoda, że fale o brzeg biją i łodzie dewastują. Zatoka, rzeka dobrym schronieniem – rzeka najlepszym. A szerokie rozlewisko zapewnia jeszcze zasilanie upraw wodą na wielkim areale. Oznacza to, że plemię, które zajmowałoby normalnie duży obszar, może mieszkać w kupie utrzymując zasilanie na tak małym obszarze. Zwarta siła na małym obszarze, krótkie łańcuchy dostaw i oszczędności pozwalające na odrobinę dłuższe życie, rozwijanie w tym czasie kolejnych kompetencji i operowanie strukturą zwartą plemienia codziennie, a nie co wiec. To bardzo zmienia gęstość rezultatów doświadczeń w takim politykowaniu. A ponieważ może na małym obszarze zamieszkać wielokrotnie więcej ludności, to będzie tam proporcjonalnie występować tyle odchylonych sigm ile powinno. Jeśli więc mamy w jakim miejscu 4500 ludzi w promieniu kilku kilometrów, to po raz pierwszy zachowamy ciągłość przekazywania doświadczeń pomiędzy trzecimi sigmami.

Z punktu widzenia ludności stabilny korelator zapewnia olbrzymie oszczędności i jest niezwykle korzystny – wszak kto by ogarnął umysłem tak skomplikowany organizm, gdzie każdy zna te 200-300 osób, z tego oczywiście rozpoznaje tych ważniejszych “z miasta”, ale macierz polityczna na ponad 20 milionów pozycji w jednej warstwie przekazu już tam nie występuje – część komunikatów jest jednokierunkowa, właściwie nie ma recepcji komunikatu zwrotnego czy się coś ludziom podoba czy nie. A ponieważ piramidy zarządzania ludnością obejmują w najlepszym wypadku 1/3 ludności przy normalnym rozkładzie sigm, to trzeba coś z tym rozkładem zrobić, aby się ten drogi w utrzymaniu (zależny od zasilania w białko) bajzel utrzymał. Zresztą trzecie sigmy dobrze kombinują, a co osiem – dziesięć pokoleń pojawi się i czwórka (pełen odlot) i zaczynają powstawać dość powoli koncepcje instytucji. Czyli samograja struktury memetycznej, gdzie wystarczy podmienić człowieka, ale tytularnie (nazwa urzędu) to dalej jest ta sama osoba. Z punktu widzenia sigm to korzystne (bo proste w obsłudze), ale i wadliwe (bo można tam wstawić byle kretyna i też jakoś to będzie funkcjonować, tylko zdezorganizuje instytucję i zmieni kanały zasilania na korupcjogenne), ponadto może powstać parcie oddolne na awans i przy użyciu “innych środków” wliczając w to “zbiegi okoliczności” ktoś zaradny w zdobywaniu władzy i czyszczeniu sobie drogi, ale niezaradny w niedestrukcyjnym, konstruktywnym zarządzaniu zmieni całą organizację w aparat militarny oparty o podbój. Niby niegłupie, ale jeśli są to pierwsze miasta, to nie ma nikogo bogatego do podboju, żeby były z tego łupy, a ludność posiada inne zasoby (zaraz je złupimy inaczej), więc trzeba skierować nadwyżkę mocy swobodnej ludności na co innego niż łupienie. Na przykład na budowę czegoś dużego, jakiś świątyń, grobowców, systemy irygacyjne. Jakieś wielkie projekty dobrze przepalą nadwyżki i nie zdemolują okolicy.

Okolica jest bardzo ważna, macierz komunikacji ludów odciętych pivotalnym punktem ujścia rzeki, a więc i ludów lasu odciętych rzekami nie jest tak rozbudowana jak macierz komunikacyjna ludu ujścia rzeki dysponująca środkami transportu wzdłuż brzegu morza i po rzekach. Z tego względu mit miasta będzie się rozprzestrzeniał w szerokiej liczbie plemion, a mity plemienne nie będą się tak rozprzestrzeniały.

Tu pragnę zwrócić uwagę na brednię wielkiej Sveni:

 

Nikt przytomny nie twierdzi, że te tereny zaznaczone zamieszkiwali sami brodaci z toporami, oni jedynie stamtąd ciągnęli rentę. Tak samo powszechność systemu windows nie świadczy o zakresie populacji plemienia Microsoftu tylko zakresie wpływów, z jakich korporacyjne plemię ojca założyciela Billa G. ciągnie rentę. Ale sami rozumiecie – mamy takich, co sobie w epoce uorganizowania plemiennego wyobrażają wielkie organizmy państw instytucjonalnych po szerokości plemion lennych, jakie uznawały mity danego plemienia za wiodące. Tak sobie wyobrażają, bo nigdy innego organizmu politycznego nie widzieli.


Rozprzestrzeniający się mit miasta (korporacji co płaci dużo, Krzemowej Doliny, przemysłu gdzie zmyślne koboldy dłubią wynalazki, stolycy, centrum kultu, bloga na którym szepczą o tym że to jednak nie myszy żrą z budżetu, że to się samo wysypuje jak tak w pionie zebrać i nacisk na ściany wytworzy) sprawia, że sigmy (szamani) z ludów dotkniętych mitem miasta wyruszają pchani głodem samotności i chęcią odnalezienia jakichś ludzi, przy których uruchomienie neuronów lustrzanych ma sens. To nie jest tak przecież, że ludzie wybitni są jacyś dziwni, że z lemingami się nie socjalizują, po prostu ciężko się socjalizować z kimś, kto nie odbija piłeczki, a zawraca głowę jakimiś triwiami. Ruszają pierwsi, ponieważ ich pcha głód. I trafiają do miasta. I tam w mieście głodnym umysłów, które skorelują ich działania, odnoszą sukces na miarę swoich zalet i szczęścia. Prowincja zostaje więc bez głowy, miasto zaś ma kompletnie zmieniony rozkład statystyczny odchyleń i to nie przez rozród rodów, a przez kooptację. Co całkowicie zmienia i instytucjonalizuję strukturę dziedziczenia nie po urodzeniu, a po rozgarnięciu intelektualnym. Takie punkty stają się węzłami, w których wymienia się myśli z ludźmi na pewnym poziomie intelektualnym, którzy nie występują gdzie indziej w takim zagęszczeniu. Ponieważ powstają tam pomysły z rozmachem, a struktura mitów zmienia się z rodowych na instytucjonalne, to trzeba siły roboczej. Niewolniczej oczywiście.

Zrobić świnię z człowieka

Podbitych przymusza się do karmienia zwierząt (środka płatniczego, daniny) zamiast swoich, przez co rodzi się ich mniej i sami muszą stosować na sobie stresory, aby powstrzymać się od zbytnich przyrostów populacji. Podbój ze strony ludu ujścia rzeki jest dość naturalny, wysyłają skorelowane, zorganizowane jednostki wojskowe przeciwko pozbawionym już lepszych sigm, rozbitym przez to strukturom jakichś ludzi lasu i nakładają na nich dań – kontyngenty tego co mają, czego w mieście trzeba. Nawet jeśli z nimi handlują, to w oparciu o impuls emocjonalny a nie przytomne rachowanie i wymieniają to na paciorki.

W tym samym czasie opływający w tłuszcz korelator w mieście jest już świadomy, że przetrwanie struktury korelującej zależy od sprawnego zasilania w foki, ryby, świnie, aby przybywało więcej sigm i można było tym sposobem zagęszczać i rozszerzać władze. Zawsze, w każdym wypadku, bez jakiegokolwiek wyjątku efektor w postaci gwardii musi być wydzielony z mitologii lokalnej, musi być nihilistycznym ciałem obcym, musi pochodzić z kultury wojującej, w przeciwieństwie do spokojnej, lokalnej, rozwijanej kultury pracy. Partia, korporacja, federacja państw, blok kontynentalny może trzymać się wyłącznie na zasilaniu jakąś gwardią wareską, Szwajcarami w starodawnych przebraniach, armią czerwoną, muzułmańskim terroryzmem czy napływowymi panami w czarnych kapeluszach. Próba przeciwstawienia ludności z lokalnymi węzłami memetycznymi ich własnym rodzinom jest najczęściej droga, ryzykowna i bezskuteczna. Żebyście nie wiem jaką sektę wymyślili, to aparat siłowy musi być niewierzący w nic poza rozkazem od tego, kto płaci. I dlatego gwardia jest mała, a sekta duża i jedyny sposób zapewniania posłuchu to inna struktura macierzy połączeń centrum do prowincji, niż wzajemnych powiązań prowincji z wykluczeniem połączeń poziomych i wymuszeniem obrotu wszelkiej informacji i dóbr przez centrum – przez sam zarząd, a przynajmniej przez biurwę tego zarządu. Tylko taką organizację można bić partiami przymuszając do posłuchu małą, ale agresywną siłą obcoplemienną, nihilistyczną, apolityczną.

Własna armia to najbardziej rozpolitykowany i upolityczniony aparat każdego państwa. Dlatego pobór przytomnych żołnierzy gotowych na wszystko robi się w środowiskach świeżej imigracji za obietnicę przypisania do plemienia. Tacy uczynią wszystko i nie mają alternatywnych źródeł zasilania. Wykonają rozkazy tego, kto płaci.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • Piotr34

    1.Jak do budowy czy zarzadzania imperium/korporacja potrzeba osoby z sigma powiedzmy cztery czy piec to to jest kupa a nie iPORZADNE mperium/korporacja.Byly takie w histori-wlasnie Imperium Mongolow,Imperium Aleksandra Wielkiego czy wyglada na to ze obecnie korporacja Apple.Porzadne imperium to takie ktorym moze zarzadzac “idiota” sigma dwa a moze i jeden i ciagle sie kreci-popatrz na Imperialny Rzym,KK czy Chiny albo obecnie “milosciwie nam panujaca banksterka”-tam co drugi zarzadzajacy to “idiota” a moze nawet i idiota a system sie kreci.Kreci sie bo mechanizm jest tak skonstruowany(a moze “skonstruowany”?)ze sigmy 4 itp nie sa potrzebne-bywaja uzyteczne jak chocby Scypion Afrykanski czy Oktawian August ale porzadne imperium kreci sie i bez nich.Imperium ktore jest tak zbudowane tak ze do zarzadzania wymaga wysokich sigm na ogol nie przetrwa dlugo swojego zalozyciela(znowu przypadek Aleksandra czy Dzyngis Chana itp)albo w ogole nie powstanie(Napoleon,Hitler itp).

    2.Czy my z tymi wysokimi sigmami to w ogole nie przesadzamy?Czy aby na pewno Hitler,Stalin czy chocby i Aleksander Wielki byli az takimi geniuszami?Czytajac ich biografie i patrzac na bledy wielce watpie.To byli ogolenie dosc bystrzy ludzie(sigma dwa?)o dosc scisle ukirnukowanych zdolnosciach(na ogol militarnych i krasnomowczych czasami administracyjnych)ale to nie byly zadne sigmy 4 czy 5-popatrz jakie bledy robil Aleksander probujac miksowac Grekow i Persow czy jakim dyletantem wojskowym byl Stalin.A Mahomet?-glownie babiarz i orator/populista-moze sigma 2 a jaki sukces osiagnal.
    Sigmy 4,5 i wyzsze to zakladaja Krolestwo ie z tego swiata albo Szlachetna osmioraka sciezke a nie probuja przejmowania wladzy nad stadem bezmozgich “pawianow”.Potrzebujesz do czegos wladzy nad stadem pawianow?-NIE-to po co sigmie powiedzmy 5 wladza nad “pawianami” homo (pseudo)sapiens?

    3.Kooptacja.No nie wiem-zwierzacy instynkt dbania o potomstwo jest nie do zwalczenia.Kooptacja poza Rzymem.,KK i chinskim mandarynami nigdy nie byla mainstremowa metoda budowy elit.Praktycznie wszedzie rzadzila dziedziczna i coraz bardziej zamykajaca sie klasa szlachecka.Moim zdaniem PARADOKSALNIE zbytnio wierzysz w racjonalnosc homo (pseudo)sapiensa-u tego gatunku merit jest drugorzedny,liczy sie pokrewienstwo z osobnikami dominujacymi.Homo (pseudo)sapiens to gatunek niepotyczny a merit i kooptacja to NIECHCIANE dodatki bez ktorych system by sie zawalil ale ktore jednoczesnie “elity” ograniczaja do dopuszczalnego minimum.

    • hes

      @piotr34:”Czy my z tymi wysokimi sigmami to w ogole nie przesadzamy?Czy aby na
      pewno Hitler,Stalin czy chocby i Aleksander Wielki byli az takimi
      geniuszami?”

      Tą samą wątpliwość wyraziłem w innym komentarzu. Chyba to należy “lekko” zmodyfikować. Obserwacja, że co któryś rodzący się człowiek jest “wyjątkowy” (odstępca od średniej) nie polega na tym, że jest “mądry” (inteligentny). On jest wyjątkowy w jakiejś dziedzinie. To może być wyjątkowy wojownik, orator, uczony, biegacz, muzyk, społecznik, … Autor skupił się na polityce (+antropologia), bo te dziedziny go chyba najbardziej interesują. Ale wyjątkowych ludzi (N-sigm) jest dużo, tylko najczęściej “się marnują”, bo nie mają warunków do rozwoju. Co pomoże dziecku, które urodziło się z predyspozycją do matematyki jak ono urodziło się w biednej rodzinie w Bangladeszu i musi zapieprzać z rodziną przy uprawie ryżu. Podobnie z potencjalnie wybitnymi politykami (czy wojownikami). Mogą skończyć jako szefowie miejskich gangów zastrzelonych przez policję w 25 roku życia, bo nie mieli środków i możliwości żeby stać się kolejnym “Aleksandrem Wielkim” (sławnym generałem) bo nie pochodzą z bogatych/arystokratycznych/wojskowych rodzin. Moim, skromnym, zdaniem ludzi z talentami jest więcej niż nam się wydaje, tylko (jak to w przyrodzie:) marnują się na potęgę. Dlatego przy wychowywaniu dzieci trzeba próbowac zainteresować je jak największą ilością różnych dziedzin, żeby zorientować się do czego “się nadają” i w jakim kierunku je rozwijać.

      • 3r3

        @hes
        Podejrzewam że predyspozycja jest wątpliwa, ona jakkolwiek istnieje bo mózg jest ukształtowany mechanicznie – połączeniami “po przodkach”, ale jest też na tyle plastyczny że zacznie rozwiązywać te problemy na jakie się natknie, a odczucie istnienia problemu wynika z metabolizmu. Dla wielu ludzi problemem do rozwiązania będzie estetyka habitatu, a nie egzekucja woli wodza przez innych członków grupy.
        Podejrzewam że mózg się plastycznie dostosuje (przynajmniej w jakimś zakresie) do polepszenia swojego bilansu energetycznego we własnym, bardzo subiektywnym środowisku metabolicznym. I dla wielu ludzi pierwszym problemem będzie brak obrazu na ścianie jaskini, a nie brak cesarskiej korony na własnych skroniach. Ludzie wszak zakładają “kluby filatelistów” częściej niż grupy realizujące w charakterze rzemiosła występki.

        Podaję w wątpliwość koncepcję predyspozycji, ponieważ zakładałoby to że natura wie jakie problemy będą do rozwiązania, a przecież w technice nie wiemy jakie zjawiska odkryjemy – natura miałaby więc przewidująco przygotować nasze mózgi do zetknięcia się z elektrycznością, laserami i procesorami?
        Zakładam że po prostu trafiły nam się w głowach bardzo plastyczne, adaptacyjne aparaty do operowania czymkolwiek i to cokolwiek najczęściej wiedzie nas na manowce.

        Takie manowce to matematyka (wszak nie odnosi się do niczego rzeczywistego, a tym lepiej jeśli nie odnajduje żadnego praktycznego zastosowania – żarcik branżowy), literatura, erystyka, sztuka. A mimo to mimo że to kompletne manowce to jednak potrafimy je zastosować do bardzo racjonalnych – kierujących się na ekspansję i rozmnażanie celów – szacujemy siły i zasoby, komunikujemy zadania i oczekiwane rezultaty, przekonujemy nieprzekonanych, mieszamy w głowach wrogom, tworzymy totemy za którymi podążają armie. Więc matematyka, literatura, erystyka i sztuka znajdują zastosowanie w ekspansji biologicznej mimo że to manowce umysły jak łączenie gwiazd kreskami w mityczne stwory.

        Jest jednak pewien detal… otóż każdy czytelnik z jakim się spotkałem ma poczucie estetyki odnośnie tego jak powinno wyglądać miasto, gdzie powinny wisieć reklamy, jak smakuje żywność, jak powinny być sporządzone teksty. A ja takiego poczucia nie mam. Odnajduję w przedmiotach i podmiotach wyłącznie użyteczności, łączę kropki tworzące szlaki niskiej oporności aby jak najmniejszym wysiłkiem odnieść wystarczająco do realizacji potrzeb korzyści. Stąd taki bias i nie roztrząsam kwestii wybitnych artystów w społeczeństwie, zwracam tylko uwagę że większość sigm kieruje się na manowce 1,035 polepszając POCZUCIE standardu życia społeczności. Ale nie wnoszą oni żadnych trwałych zmian jakościowych pozwalających na powtórzenie tej jakości bez nich – dlatego cenimy dzieła sztuki i staramy się przenieść je w czasie w stanie nienaruszonym.

        • hes

          @3r3:disqus :”Podaję w wątpliwość koncepcję predyspozycji, ponieważ zakładałoby to że natura wie jakie problemy będą do rozwiązania”

          Natura tworzy “na ślepo”. Działa metodą prób i błędów. Dlatego jest tak okrutna, bo błędy są często okupione śmiercią całych “linii genetycznych” a nie tylko pojedyńczych osobników. To wcale nie zaprzecza istnienia predyspozycji. Np. ktoś urodził się z lepszym słuchem. Lepiej analizuje dźwięki (z dalszej odległośc/lepiej klasyfikuje). Taki “Radar” z serialu Mash. To może być kompletnie przypadkowa cecha wynikająca z innej budowy ucha i/lub bardziej rozbudowanej części mózgu odpowiedzialnej za analizę bodźców słuchowych. Jeśli taki osobnik trafi w sprzyjające środowisko (Twoje ulubione wojsko), to będzie znakomitym zwiadowcą albo będzie oszczędzany i częściej wykorzystywany do działań nocą. Jak nie trafi do wojska, to może zostać znakomitym muzykiem, stroicielem fortepianów lub akustykiem w studio nagrań. A jak będzie miał pecha to trafi do fabryki i będzie zapieprzał przy taśmie produkującej keczupy sortując pomidory (będzie szybciej rozpoznawał po dźwiękach, że linia produkcyjna zaczyna szwankować i jutro się zepsuje:)

          @:”A ja takiego poczucia nie mam. Odnajduję w przedmiotach i podmiotach
          wyłącznie użyteczności, łączę kropki tworzące szlaki niskiej oporności
          aby jak najmniejszym wysiłkiem odnieść wystarczająco do realizacji
          potrzeb korzyści.”

          Po prostu masz talent do rozumienia organizacji i powiazań międzyludzkich (do tworzenia trzeba jeszcze mieć możliwości). To nie jest równoznaczne (z góry przepraszam:) z inteligencją. Wysoka inteligencja nie jest konieczna do przeżycia i ekspansji. Owady to dobry przykład. Opanowały wszystkie środowiska woda/ląd/powietrze a podobno z inteligencją u nich kiepsko. Przypomniało mi się opowiadanie “Rój” (sci-fi). Na jakiejś planetoidzie wykryto skupiska dużych owadów żyjących jak nasze mrówki. Ludzie tam polecieli i zaczęli je badać, chcąc wykorzystać do własnych celów. Dwoje z nich zamieszkało w tym “mrowisku” i żyło z innymi osobnikami w ich własnym środowisku. Nie byli niepojeni, aż do momentu, w którym nagle wojownicy tego mrowiska stali się bardzo agresywni i zaczęli zabijać wszystkich obcych (nie tylko ludzi). Okazało sie, że królowa tego roju wykryła zaburzenia w biochemii mrowiska i powołała do życia osobnika wyjątkowego. Zupełnie inaczej zbudowanego o ogromnej inteligencji. Takiego doradcę królowej, który miał żyć bardzo długo ale umierał bezpotomnie. Podobało mi się zdanie wygłoszone (do ludzi) przez tego osobnika:”Jak dobrze być potrzebnym raz na kilkadziesiąt tysięcy lat”. Autor opowiadania jego słowami uzasadniał bezpotomną śmierć tego wysoce inteligentnego osobnika. Po prostu wprowadził by ferment w uporządkowane życie roju i może nawet zabił by królową, by jego potomek rządził rojem.

          @:”matematyka jako manowce”
          Skąd taka pewność? “Środowisko naturalne” ludzi (syfilizacja:) tak się zmieniło, że być może potrzebne są zupełnie inne umiejętności niż to drzewiej bywało. Twierdzenie, że wiemy co jest potrzebne Ludzkości (i do czego) to chyba zwykła arogancja. Na szczęście Natura tak to zorganizowała, że osobniki inteligentne jakoś słabiej się rozwijają. Zauważyłem prawidłowość, że (statystycznie) “inteligenci” mają mniej dzieci i w związku z tym prawdopodobieństwo wzmocnienia takiej cechy w populacji jest mniejsze. Chyba społeczeństwo w którym jest za dużo cwaniaków (za mało “frajerów”) nie może istnieć. Rozpadnie się wskutek wewnętrznych konfliktów.

          • 3r3

            @hes jeśli tak rozumiesz predyspozycje jako pewne cechy organizmu to tak, to może być jedno z rozwiązań “na ślepo”. Podejrzewam że rozwój mózgu w taki sposób w jaki przebiegł u nas to po prostu samorzutne, skuteczne wdrożenie brute force – rozwiązywanie łamigłówki o muchach przy użyciu armaty. Bo przecież mózg służy do rozwiązywania łamigłówek jakie stawia przed nim środowisko i na razie nie spotkaliśmy żadnych owadów w kosmosie, a ludzie już tam bytują na orbicie (we trzech, ale flaga w pustkę wbita, hymn odśpiewany – terytorium należy do Korony).

            Co do społeczeństwa frajerów i cwaniaków to trzeba patrzeć do tej strony, że z punktu widzenia czwórki całkiem bystre jedynki są do okpienia jak dzieci. Chodzi o to aby z pokolenia na pokolenie podnosić poprzeczkę. To że “inteligenci” nie mają zbyt dużo dzieci może wynikać z faktu, że ich aparat nie rozwiązuje jedynego zadania jakie stawia natura przed populacją – aby istniała i ekspandowała populacja. Czyli ich aparat jest bezproduktywny. U pawia jest wszak ogon i laski na to lecą. Działa to dlatego, że pawie występują w środowisku gdzie nie ma stresorów na tyle silnych aby trzeba było się zbroić, więc można się stroić.

            Inteligencja to zdolność rozwiązywania łamigłówek takich na jakie się trafi. Jest skuteczna i przedmiotowa o ile są z tego rezultaty. Czasem jej skuteczność może być wstrzymywana innymi cechami osobnika, na przykład @Medykowi nikt nie zarzuci że mu rozumu nie staje, ale uparł się kopać z koniem i czy to jest objaw rozgarnięcia? No uparł się że będzie łapiduchem.

            Z tym “talent do rozumienia organizacji i powiazań międzyludzkich” to miałem na myśli, iż jest to działanie jakie wzbudza u mnie chęć łączenia kropek. A u innych estetyka otoczenia wzbudza chęć. To jest bardzo ciekawe, że różnych ludzi ekscytują zupełnie różne rzeczy, których inni w ogóle nie dostrzegają – zupełnie ich to nie wzbudza. Nawet stresory ludzie różnie odbierają.

            • hes

              @3r3:disqus:”To jest bardzo ciekawe, że różnych ludzi ekscytują zupełnie różne rzeczy, których inni w ogóle nie dostrzegają”

              Mam kumpla z którym prowadzę wielogodzinne dyskusje (przez telefon) na różne tematy. Nauka, finanse, etyka, historia, polityka, … (szwarc mydło i powidło). Obydwaj jesteśmy żonaci. Te nasze rozmowy wzbudzają niechęć u naszych połowic, a jak wyjaśniamy im jakie problemy omawiamy, to jedyną reakcją jest wzruszenie ramion. One by przez 2 minuty nie rozmawiały na taki temat. Dla nich to są jakieś farmazony, z których nic nie wynika (to akurat prawda:) i szkoda tracić czasu na dyskusje. Wolą oglądnąć jakiś serial albo jakiś program typu “parada gwiazd”. Może dlatego, że to kobiety a jak powszechnie wiadomo one są z Wenus.

            • Maksior

              To nie wiedziales, ze wiekszosc kobiet jest jak kot w samym srodku Sahary…? ^^

            • 3r3

              Kobiety są z kuchni, czasem z sypialni.
              Ja jestem z garażu.

    • 3r3

      @Piotr34
      1. Imperium zawsze jest dziełem jednej osoby, bardzo trudno jest je przejąć i użyć do czegoś innego ponieważ jest to narzędzie artysty i tylko on jeden ma zamysł co by tym zmalować i pod te potrzeby je tworzy.
      Korporacyjny model przejmowania sprawnej struktury dotyczy takiego typu organizacji, która jest elastyczna i może być użyta do wszystkiego, czyli jest do niczego. Po prostu sobie jest.
      Imperium nie tworzy się bez celu, to tylko środek do wykonania jakiegoś planu. A ten plan jest wyłącznie w głowie obciążonej koroną. Bywa że jest to plan kolektywu – elity władzy jakiej republiki, ale tak czy tak musi pojawić się sigma i lapidarnym stylem napisać pamiętniki.

      Zastanów się czy te organizacje jakie opisujesz, oparte na idiotach to w rzeczywistości są imperia.
      Czy spełniają kryteria zawarte choćby w nazwie? Czy narzucają wolę? A mają jakąkolwiek wolę?
      Czy też jak krowa – z przodu pobierają trawę, z tyłu wypadają kasztany? Wola w tym jedna – żreć trawę.

      2. “Czy aby na pewno Hitler,Stalin czy chocby i Aleksander Wielki byli az takimi geniuszami?”
      A czy żyli w Twoich czasach że ich wspominasz? A masz kogoś z Twoich czasów kto będzie pamiętany gdy miną epoki, a ślady na mapie mimo to pozostaną?

      A to jest jakaś wada aby być wybitnym babiarzem? A jakie wymagania stawiasz wobec Talleyrand’a aby uznać go za godnego? Przecież żadnym imperium nie rządził – cysorzem przecież nie był 🙂

      Nie pomijaj też tych co byli wybitnymi muzykami, matematykami, rzeźbiarzami, rzemieślnikami – zdolności umysłowe nie muszą kierować się do tworzenia struktur w rozumieniu państw i przedsiębiorstw. Mogą to być mechanizmy, wykorzystanie zjawisk, opracowanie teorii, stworzenie obiektów kultu.

      3. No właśnie, przytomnie wiemy że kooptacja, a jednak wolelibyśmy swoich. Trudno jedno z drugim pogodzić. A płaszczyzn jest więcej.

      “Praktycznie wszedzie rzadzila dziedziczna i coraz bardziej zamykajaca sie klasa szlachecka.”

      I wymierająca – zawsze. Dlatego że władza i tak zawęża się do sigm, a grupa jednokrewna wytwarza całe spektrum, a nie wyłącznie jednostki wybitne. Więc przy takim doborze w kilka pokoleń zawęzimy pole wyboru stawiając zbyt wiele warunków (potencjał intelektualny i urodzenie, a nawet płeć).

      “merit i kooptacja to NIECHCIANE dodatki bez ktorych system by sie zawalil ale ktore jednoczesnie “elity” ograniczaja do dopuszczalnego minimum.”

      Właśnie dlatego mamy zdolność knucia tu sobie w otwarty sposób na blogu, ponieważ w rezultacie takiego świetnego doboru system jest bezwładny i nawet o nas nie wie i nie wzbudzamy. Ponieważ ta metoda doboru jaka jest preferowana przez “elyty” daje liche rezultaty systemowe – nie zapewnia rzeczywistej władzy i posłuchu. Bo władanie oznacza że można skorzystać z imperatywu, a poddany imperatywowi da posłuch. A my nie dość że nieusłuchani to jeszcze sami przykładamy imperatywy do struktur systemu żeby one nas słuchały i albo nie przeszkadzały, albo nawet co nieco wydoiły dla naszej wczasy.
      Tak nam dobrze – niech tak dalej robią.
      Ale my tak nie musimy. Nie wiem nawet czy jesteśmy w stanie inaczej niż kooptacyjnie się dobierać, przecież jakbyśmy znali się po rodzinie to nie korzystalibyśmy z tej formy komunikacji z jakiej korzystamy. A jednak…

      • gruby

        @3r3:disqus zapytał:

        “A to jest jakaś wada aby być wybitnym babiarzem?”

        To kwestia samokontroli.

        Tak długo jak jesteś w stanie utrzymać swoje hobby z daleka od interesów nie ma to znaczenia. Bądź sobie babiarzem w czasie wolnym, inni chodzą wtedy na ryby albo rzeźbią sobie scyzorykiem miniaturowe okręty.

        • 3r3

          Ale na byciu babaiarzem można skonstruować skuteczny system wpływu i pozyskiwania informacji.
          Trzeba werbować do sekty właściwe panie mające wpływ na właściwych panów i oferować im ekscytacje w przedmiocie najbardziej je ekscytującym – zazwyczaj jest to przynależność do struktury, która nieformalnie pozwala demolować pozycję społeczną innych pań konkurujących o skuteczne wpływy na właściwych panów.

          Zostaw człowieka w pustej celi, a dowiesz się w czasie inspekcji ileż przedmiotów z niczego można wytworzyć 🙂
          Nawet bycie babiarzem da się wykorzystać. To może być narzędzie – kwestia stosowania.

          • gruby

            Utrzymywanie porządku w hierarchicznej strukturze opartej o mężczyzn jest o wiele mniej kosztowne energetycznie niż w takiej samej strukturze opartej o kobiety. Mężczyźni walczą o władzę rzadziej za to bardziej widowiskowo. U kobiet więcej pary idzie w gwizdek a przez to proporcja wydatków do zebranych informacji jest w babińcu gorszy.

            Zbieranie informacji przy pomocy kobiet to nie to samo co oparcie struktury zbierającej i analizującej informacje o kobiety.

            • 3r3

              Cóż z tego że zasilanie drogie, a struktura nieefektywna. Świat jest taki plugawy, niech chociaż asystentki będą urodziwe 🙂

              Używa się takich narzędzi jakie się ma. Ludzie jednak narzekają na braki we własnych kieszeniach, na braki we własnym rozumie niekoniecznie. Takimi talentami tworzy się wpływy jakie talenty się ma bo innymi nie sposób wcale.

            • gruby

              Czy znana Ci jest sytuacja w której Führer albo Stalin dał się odciągnąć od mapy sytuacyjnej za pomocą głębokiego dekoltu ? Albo Aleksander Macedoński ? Chcesz podbić świat to zapomnij o dupach. Przynajmniej w godzinach urzędowania 🙂

            • 3r3

              Gdy Aleksander gonił mrzonki o podboju świata, któż został w sercu Grecji i tam knuł na terenie jaki był pewnym gruntem?
              Zawsze jest jakaś administracja, zawsze jest jakaś logistyka, zawsze są tam kancelarie i tam zawsze jest jakaś Pani Basia.

            • Wariat

              Jak świat światem. Dupa, pieniądz, władza. Ot wszystko w temacie cywilizacji.

            • hes

              @Wariat:”Dupa, pieniądz, władza”

              Bardziej “naukowo”: ekspansja rodu, zapewnienie zasobów, kontrola nad otoczeniem

              Ciekawe czy ktoś pokusił się o napisanie jakiegoś doktoratu (czy magisterki) z historii i zamiast naukowych terminów używał “przaśnych” słów zrozumiałych dla laików (taka “Historia dla opornych”:)

            • gruby

              Jajogłowi muszą górnolotnie mówić, tak żeby nie dało się ich zrozumieć. Inaczej można byłoby przyłapać ich na pieprzeniu farmazonów co zdarza im się zresztą wyjątkowo często. Jedną z miar mądrości jest umiejętność tłumaczenia skomplikowanych rzeczy w prosty sposób. A ponieważ mądrość to nie to samo co wykształcenie więc wykształciuchów tylko ich bełkot chroni od kompromitacji.

              Poproś jajogłowego o dwukrotne wytłumaczenie czegoś. Jeśli dwa razy użyje tej samej formułki to oznacza że sam jej nie rozumie i klepie książkową definicję jak pacierz.

              Odpowiedzią zatem jest: nie, w tym systemie w którym nauką rządzą teoretycy uprawianie nauki prostym językiem nie jest możliwe, gdyż ujawniłoby nagość teoretyków. Jakże łatwiej jest powiedzieć komuś “nie zrozumiałeś” niż wysilić się na wyjaśnienie własnego punktu widzenia, który może być przecież błędny.

    • madbrain

      “Czy aby na pewno Hitler,Stalin czy chocby i Aleksander Wielki byli az takimi geniuszami?”

      To zdanie sugeruje ze piszacy wogole nie rozumie pojecia “geniusza” a sam by nie dostrzegl kolo siebie chcby sigmy 2.

      Alexander Wielki to casus “kazdy jest kowalem swojego losu.. ale niktorzy rodza sie z fabryka” – mysle ze kolo nie byl nawet 4ka i dlaeto to wszystko sie tak szybko zejsralo dostal od taty samograja i tak to zejsral..

      Hitler to pozadna 3ka gdzie wszystkie odchylenia to bajerowanie bab, ktore zostalo doszkolone przez “zleceniodawcow” do poziomu mistrzowskiego gdzie bajerowal kazda publike na zywo. Hitler to byla pupetka “eskimosow z FEDu” zeby rozkrecic caly bajzel – patrz misiu skad kasa szla na to wszystko..

      Z tej trojki tylko Stalin to pozadna 4ka a moza nawet 5ka. Jako jedyny zaczynal od poziomu minus (nawet nie zero) i szybko ogarnal “gre”, a gra sie zamieniala bardzo dynamicznie – Lenin 2-3ka nie mial z nim szans. Koniec koncow wydymal nawet Churchila ktory byl niezla 3ka, bo Roosevelt to pionek ktory Hitlerowi moglby buty czyscic ale trzeba bylo glupka na fronmena zeby ogolic amerykanow z kasy a potem zlota zeby mozna bylo rozkrecic 2 WS.
      Stalin startowal z najnizszego poziomu i zbudowal imperium z gruzu. Metodami ktorych by sie nie powstydzil Chinggis Khan..

      Ze tak powiem “gdzie Rzym? gdzie Krym?” porownywac Hitlera do Stalina to jak porwnywac “Makrele” do Claudii Schiffer w kategoriach urody..