Free for all cz VIII

Jakkolwiek miasto najefektywniej skraca kanały komunikacji to wymaga populacji, aby utrzymać zasilanie taśmociągów z zasobami, jakie konsumują sigmy na swoje wymysły. Wiele z tych zasobów to piramidy hierarchiczne osobników, a to też wymaga zasilania i nie można sobie armii z poligonem trzymać w mieście. Dlatego w nawet najbardziej scentralizowanym ustroju sigmy muszą zajmować pewną przestrzeń. Teren. Na tym terenie oczywiście w miarę postępu swoich świetnych pomysłów wytworzyły pocztę do komunikacji wzajemnej, najpierw na bazie posłańców, później armii, wreszcie stałych placówek. Wraz z wynalezieniem masowego druku zaczęły też propagować mity (najczęściej głupie i szkodliwe) w postaci gazet, jednostronicowych pamfletów i innych narzędzi walki ideologicznej i politycznej o zasoby, jakie są im dostarczane taśmociągami napędzanymi przez lemingi biegające w kołowrotkach.

Czytasz ósmą (ostatnią) część artykułu. Jeśli jeszcze nie znasz części pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej, piątej, szóstej lub siódmej, to polecamy lekturę.

Niebawem po wynalezieniu prasy łebscy jajogłowi zrealizowali pierwsze silniki napędzane czym innym niż futrzakiem (choćby i koniem, koń ma moc napędową 8-12 ludzi, maksymalnie 16) i pomysł ten dość gwałtownie się rozwinął. Jakkolwiek wcześniej do zapewniania właściwego transferu dóbr, ich segregacji i użycia potrzebne były piramidy hierarchiczne, od neolitu występujące w formie miejscowości dziedziczących kompetencje zawodowe (wydobycie
krzemienia pasiastego, obróbka krzemienia, wytop brązu), które jeszcze w średniowieczu miały formę wsi służebnych, a obecnie specjalistycznych ośrodków przemysłowych, to wraz z silnikami jedzącymi inne paliwo niż lemingi te zostały pozbawione zajęć prostych opartych o siłę fizyczną. Zostały tylko zdolności manualne i korelacyjne. Wraz z rozwojem silników i robotyki manualne też powoli zanikają, pozostaje myślenie i tutaj właściwie sigmy prawie nie będą potrzebowały lemingów do czegokolwiek ponad kopalnię do wydobycia kolejnych sigm z populacji, a żeby ten proces zoptymalizować to oczywiście pojawi  się eugenika. Bo przecież z lepszego ziarna lepsze zbiory.


Gdzieś po drodze próby wprowadzenia tego wytworzyły mit narodu przemysłowego i wcześniej – narodu politycznego. Bazującego na wcześniejszych koncepcjach wielkiego plemienia zajmującego terytorium. Mit ten nie wytrzymał konfrontacji z rzeczywistością i państwa narodowe (narody przemysłowe) zaczęły znikać w najpóźniej trzy wieki od powstania, z jakiegoś powodu etnicznie spójna ludność wielkiego plemienia przestała się rozmnażać w każdym wypadku i podejrzewany o bardzo skuteczne działanie jest zastosowany w stopniu nazbyt rozszerzonym mit solidarności wewnątrz plemiennej (mit narodowego socjalizmu, że o swoje plemię się dba), szerzej znany jako umowa społeczna i umowa międzypokoleniowa. Nie jest to jednak tekst na temat tego mitu. Istotnym jest, że koncepcja państwa narodowego (nawet bez przemysłu, choć ten zawsze się pojawia jako jakaś forma wspólnej aktywności innej od wojowania, czyli demokracji wojennej konfederacji plemion/ziem – podstawa Rzeczpospolitej) zawiera w sobie koncepcję uorganizowania politycznego na niwie etnicznej. Że to jest dość szalony pomysł, to się przekonali się wszyscy, którym takie państwa przestały działać gdy sigmy zaczęły się z nich ulatniać do ośrodków koncentracji dobrobytu. Idea podziału solidarnego zakłada brak koncentracji dóbr choćby w mocarstwowej stolicy, więc mit państwa narodowego nie jest atrakcyjny dla mających wielkie plany wymagające wielkich zasobów. Te wielkie zasoby w przypadku państwa XVI wiecznego to choćby flota handlowa – protektorat Rzeczpospolitej, Kurlandia miała własne ambicje kolonialne i je realizowała, Korona i Litwa mimo wielkiej wielkości – nie. Błąd który okrutnie się zemścił, gdy świat był dzielony, nie było tam dość naszych przodków by rwać sukno świata. Rozpowszechnienie zaś tego mitu narodowego wiąże się z rozwojem radia, filmu i telewizji. Do końca XX wieku najskuteczniejszego opium dla mas, gdyż ludzie wierzą w to, co widzą, nawet jeśli są to hasające po łąkach dinozaury i skaczący po budynkach mięśniak w kolorowym wdzianku. Ten jednokierunkowy przekaz okazał się najskuteczniejszą, bezzwrotną macierzą komunikacji od starszych i mądrzejszych do wszystkich, a tych głupszych co to oglądają szczególnie. Poziom oferty spadał wraz z ujawnianiem gustów zainteresowanych tą formą “rozrywki”, aby na bazie istniejących do końca XX wieku macierzy dystrybucji mitów stworzyć jednokierunkowe struktury zarządzania kompletnie odrealnioną iluzją rządów “wszystkich” w postaci zwanej demokracją. I lemingi naprawdę czują (emocjonalnie czują) swój wpływ na kierunki polityki, czują to w upublicznianych debatach, czują to w pałach spadających im na grzbiety gdy chcą wyrazić jakieś nienawistne hasła. Dobrze że nikt im nie sugeruje przejęcia demokratycznej kontroli nad armią, bo mali i więksi wodzowie plemienni mający po pół manipułu i ćwierćszwadron jazdy obśmialiby się jak norki, kiedy by im babiniec plemienny zaczął wykładać jak mają polować i wojować. I tutaj powoli dochodzimy sobie do opracowanego w połowie XX wieku systemu obrony przed zniszczeniem ośrodka centralnego sterowania demokracją sterowaną.


Internet to środek bojowy. Okazał się najskuteczniej w historii skracać linie komunikacji i uprościł macierze do liczby połączeń równej liczbie połączonych. To kartka gdzie każda kratka graniczy z każdą inną, taka szachownica o odległości 1 z każdego pola na każde. Dzięki temu każda, dowolna brednia dotrze do każdego kto jest ją w stanie przeczytać i zrozumieć. Mamy więc jeszcze bariery językowe, ale powoli programy wsparcia nam radzą i na to. Jedyną barierą uczestnictwa w wymianie myśli jest sama zdolność do myślenia w ramach wybranego zestawu kompetencji. I to że nie każdy jest w stanie dyskutować na każdej platformie wynika jedynie z tego, że w wielu “miejscach” specjaliści dyskutują o rzeczach wymagających takiego poziomu kwalifikacji, że lemingi nie znajdują tam nic ciekawego. A już na pewno nie są w stanie wychwycić podanych czarno na białym wiadomości jak unikać przymierza własnej d z podatkowym batem. Bo przecież nikt nie przychodzi tutaj szukać schematów produkcji broni czy bomb, choć i od tego mamy łebskich ludzi, to nie czołgi i granaty są tu w centrum zainteresowania, a codzienna proza zdobywania zasobów, które i tak uczestnicy dyskusji (nawet Ci milczący) mają w ilościach znacznie przekraczających poza dobrostan kilku rodów pozbawionych korelatorów, które chcemy odessać, do własnego węzła mitów podpiąć i wspólnie fortunom naszym się przysporzyć wymieniając doświadczenia z zakresu co działa, a co nie działa na ten najpodlejszy ze światów, który staramy się uczynić pięknym choćby w zasięgu naszego stępionego światłem monitora wzroku. Lemingi z jadem zaś spoglądają na nas, bo w ramach rozszerzania własnych zdolności organizacyjnych i mnemotechnicznych pokupowali iPady, tradycjonaliści zaś pozostali przy asystentkach, które mają wiele ukrytych funkcji niedostępnych z poziomu użytkownika tabletu. Nie krępujcie się obiecać świń, owiec i wielbłądów, wszak tego zawsze potrafimy zdobyć wiele – bądźcie szczodrzy. To czego nam potrzeba to bystrzy ludzie do myślenia. Sprawcie aby poczuli się wyjątkowi właśnie dlatego, że łaskawie dopuszczacie ich do wieży z kości słoniowej. A jeśli potrzebujecie efektorów, to rozejrzyjcie się wkoło ile porzuconych plemion szuka sobie korelatorów. Pragną aby ktoś się nimi zaopiekował i ich wykorzystał pozostawiając z dzieckiem. Czyż nie warto nauczyć się kilku interesujących tych porzuconych mitów ,aby pozyskać wierne (przynajmniej do czasu zużycia) miniony?

Musi być piekło nader szczodre

W Łaskę słabości, co jest cnotą –
Że dusze piękne, mądre, dobre
Dumne są, służąc mu z ochotą.


Jednak ludzie myślący bystrzej od innych to nie pruska armia i każdy myśli po swojemu. Owszem niektórzy mają swoich idoli i nawet dają im posłuch, komunikują się często z nimi jednokierunkowo, bo inaczej nie sposób jeśli idol żył dawniej, a obecnie już nieszczególnie i jedynie komunikaty w księgach po nim zostały, ot takie macierze szczególne rozciągnięte w czasie (opisujące komunikację jednokierunkową między ludźmi, którzy żyli w różnych czasach), a nie tylko w przestrzeni. A że nie dość że mają różne koncepcje na wykorzystanie zasobów, często sprzeczne, bo zasobów jest ile jest, to jeszcze chcieliby swoje idee propagować w miejscach koncentracji co bystrzejszych ludzi, aby zagnać do swego bagna i wykorzystać ich na różnych piętrach tworzonych hierarchii, bo cóż to za pruska armia bez oficerów odpowiednio nasycających kaszę skwarkami?

Prowadzi nas to do spostrzeżenia, że z punktu widzenia ośrodków korelacji pola lemingów są bardzo ważnym dobrem, a powszechne kształcenie i testy przesiewowe do rady starszych (pod kątem ideologicznym, intelektualnym) są jak najbardziej na miejscu, a że jest to pobór na wojnę z innymi ośrodkami korelacji to i selekcja jest konkurencyjna, i zadanie dla lemingów jasne “pokażcie co potraficie, to dostaniecie co tylko chcecie”. O ile jest co dać – któż by chciał z ubogim ośrodkiem chąsić, na cóż sojusze ze słabymi: “Cóż to jest ta wasza Armia Krajowa? Co to za armia bez artylerii, bez czołgów, bez lotnictwa? Nawet broni ręcznej nie ma dosyć” – Stalin. A ponieważ to pole pełne lemingów żyjących na planecie, z których można wybrać co bystrzejsze futrzaki pokrzykujące “ja jestem mądry – mnie weźcie, mnie ozłoćcie” jest źródłem, narzędziem i bronią to oczywiście zostało pogrodzone i każde lemingi mają swoich sukinsynów co pilnują, żeby futrzaki dobrze eksploatować i z nich brać już takie o kierunkowo zmiękczonych rozumach, aby mimo intelektualnego rozgarnięcia emocjonalnie stukały kopytkami “ku chwale ojczyzny”. Jednak cudzym korelatorom lemingi trzeba odebrać, bo im mniejsze pole – tym słabsze sigmy. Oczywiście można jaką wojną czy zarazą leminga przerzedzić, ale to drogie, skomplikowane i zaraz na tereny wroga zaczną uciekać wszystkim te bystrzejsze do użytecznej geografii bez ścisku i tam się organizować politycznie, a wpływanie na nie przy oporze geografii jest poważnie utrudnione. Do tego w takich zdewastowanych okolicach tym łatwiej kiełkują nowe wieże z kości słoniowej, bo przecież koncentracje korelatorów są samorzutne, naturalne i emergentne, a że zysk z tego wielki to i się taki młody organizm natychmiast zjeży wobec wszystkich innych zamiast dać się wcielić, albo chociaż sterować.

Od razu każda taka struktura stara się być autonomiczna i samosterowna jak tylko zakiełkuje tam osobliwość – świadomość rozpoznania my/wrogi świat. Można zastosować na wrogiego leminga inne metody. Tradycyjnie odessać go obietnicą lepszej macierzy komunikacyjnej z istotniejszej lokalizacji, gdzie zasilanie lepsze i sigm więcej się garnie, więc robić będzie komu i handel z każdym możliwy. Z tym że pchają się wszyscy, nie tylko ci pożądani, to trzeba ich jakoś mitygować i wizy wydawać, mury na granicach stawiać i do bardziej natarczywych strzelać. Problem migracji leminga jest też taki, że kontrwywiad musi rozróżnić czy tam między futrzakami jaki zorganizowany przeszczep wrogiego korelatora się nie rozbisurmania i w szkodę nie włazi, razem z własnymi efektorami przebazowując się na nowe pole by tam się posilać. Bo że widelce się przemieszczą to taki dopust boży. Kolejną metodą jest przeszczepienie na wrogie pole pozyskiwania sigm absurdalnego systemu dziedziczenia, bo już nawet jak kulturowy mit jaki tam panuje jest o dziedziczeniu indywidualnym-biologicznym to już pal licho, w rozrachunku abstrakcyjnym (kapitalizmie) jest wbudowane zabezpieczenie, że ci co nie powinni dziedziczyć to zbankrutują i majątek będą używać ci sprytniejsi, a ci co słusznie odziedziczyli, bo dobrze używają zasobów, to jeszcze szybciej je pomnożą, więc straty na tym są tylko 85% (bo tyle populacji jest na poziomie niższym od pierwszej sigmy i reszty co prawie się na ten poziom kwalifikuje oszukując na patologicznym zestawie kompetencji – ci też się nadadzą do wliczenia w tę liczbę).

Można wreszcie spacyfikować system selekcji i kształcenia sigm – o tu jest pole do popisu, najpierw matura dla każdego, potem każdy na studia. To dopiero galimatias robi w doborze, bo wszystkich nie sposób dobrać, agentura owszem wśród wykładowców jest i jak kto plecie jakie bardziej rozgarnięte rzeczy, języki zna, to się mu proponuje różne prace pomocnicze w służbach, ułatwienia na uczelniach, dobrać sobie można kolorek, z tym że cały pogrzeb na nic, kiedy taki przytomny człowiek pyta ile tu można zarobić. No skoro tak słabo płacicie, to co można z Wami ukraść? No i jak taki deep state to ubogi krewny państwa poważnego i ani tam zarobić, a i kradzież fruktów tylko dla dziedzicznych szarż, to się szuka szczęścia w świecie i z komuchami choćby i zweryfikowanymi nie przestaje, a później kombinuje jak to sobie skonsolidować samemu taką chąsę. Atak na system edukacyjny jest niezwykle skuteczny, bo tym bardziej zwiększa poruszone wcześniej ciśnienie na wizy do takich co się zorganizowali.

Można też ludom wcisnąć jeszcze inny mit, jaki bardzo ludy głupie cenią. Otóż to że są plemieniem, a nawet pomiziajmy ich bardziej, niech mają – narodem. I że dziedziczenie indywidualne biologiczne owszem głupie i niemodne, że dziedziczyć trzeba instytucjonalnie, najlepiej kolektywnie. A ci co odziedziczą to mądrzy. Prosto w etatyzm. Bo przecież do zarządzania robimy konkurs na urzędnika i po takim castingu to na pewno jaki mądry się trafi. Z tym że stanowiska są dziedziczne i taki ustrój wychodzi jeszcze głupszy niż indywidualny, nie żeby indywidualny był jakoś szczególnie skuteczny, ale etatystyczny jest jeszcze głupszy w praktyce, choć mądrzej wygląda. Jednak przymuszenie wszystkich do kooptacyjnej konkurencji i dobierania się w koterie i watahy swobodnie dla wszystkich (free for all) aby z tego sam się wyłonił umiłowany przywódca (a kto by nie miłował temu zerwane zostaną pazury) ludzie powszechnie uważają za nazbyt brutalny (bo i faktycznie taki jest). Z tym że to rozwiązanie jest rzeczywistością w każdej sferze ludzkiej działalności. Zarówno w polityce, jak i u zielonych. I tak trzeba robić i nie inaczej. Ja wiem że konieczność konkurowania z lepszymi od siebie jest dla lemingów perspektywą przerażającą, ale lemingi to tu są pastwiskiem, a od konkurowania to są starsi i mądrzejsi między sobą.


Lemingi są już na pełnym odlocie, co ujawnia dyskusja na IT pod weekendowym tematem. W dyskusji przebija się opinia, że jakieś gremium zawodowych rewolucjonistów podjęło decyzję o użyteczności pojazdów, a jakby czego nam brakło, to załatwi się to pieniędzmi, pieniędzmi, pieniędzmi. W swoim optymizmie lemingi zapominają, iż użyteczność to właściwość przedmiotów w ocenie użytkownika, po owocach je użytkownik poznaje. Natomiast pieniądz to abstrakt, który ma ściśle określone właściwości. Tworzymy przedmioty, ponieważ są nam do czegoś użyteczne – potrzebujemy ich. Wymieniamy rzeczy użyteczne dla nas lub innych na inne rzeczy użyteczne. Robimy to przy użyciu abstraktu jakim jest pieniądz, pieniądz ma swoje funkcje wszystkie na raz, a ponieważ jest abstrakcyjny, to aby go nie fałszować przyjęliśmy, iż wystarczającym zabezpieczeniem jest implementacja materialnego pierwiastka o nieczęstym występowaniu w naturze. Lemingi pod wodzą światłych rewolucjonistów zadekretowały, że pieniądzem może być cokolwiek, nawet celuloza czy zapis elektroniczny. Jeszcze się nie połapały, że w rzeczywistości nie jest to pieniądzem mimo dekretu, ponieważ nie spełnia wszystkich funkcji abstraktu i Chińczycy wysysają tych jełopów na potęgę. Lemingi pod wodzą swych światłych przywódców zadekretowały, że nie rzeczy użyteczne są użyteczne, a użyteczne mają być te emocjonalnie pozytywne (eko pojazdy na prąd), natomiast innych trzeba do bezużyteczności zakazać. Będą bardzo zdziwieni ile to kosztuje w szczawiu i mirabelkach od sztuki, ale może braknąć użytecznych rzeczy nawet dla światłych przywódców przy takim zarządzaniu użytecznością. Na całe szczęście najpierw zabraknie im na użyteczne pały i lochy, więc będzie free for all. Zjecie tyle futrzaków ile uda Wam się złapać – już się nie bronią.


I cóż począć, gdy z braku korelacyjnej czapy, a przecież nikt z nas na brak własnego rozumu nie narzeka, to po co mu kto mądrzejszy, kiedy sam sobie dobrze radzi? Po cóż nam mity o wspólnotach kiedy dzięki internetowi coraz lepszym automatom translacyjnym znamy się z takimi samymi Homo Pravusami jak my? Piractwo jest dochodowe, choć można na rejach zostać obwieszonym, to jednak żadne pirackie państwo nigdy nie powstało i nie powstanie, ponieważ nikt się łupem dzielił nie będzie w imię mitów. Czasem jaka wspólnota rozbójnicza owszem znajdzie sobie bezpieczny port czy przyczółek, ale czy nam potrzeba czego więcej niż wymiany doświadczeń o przesmykach i cieśninach między przepisami, gdzie w której jurysdykcji rafy, gdzie ogień, gdzie żelazo można kupić, na jakich wyspach rajskich skarby zakopywać? Czy macie jakiekolwiek większe oczekiwania? Doskonałość sztuki polega na tym, że w swej ascetyczności nie zawiera nic zbędnego, a mimo to niczego dziełu nie brakuje.