Gdy rynek się upraszcza 2

Podział na pierwotne środki produkcji (praca, ziemia) oraz kapitałowe (pozostałe) znacie. Jest to podział niewystarczający, gdyż nie uwzględnia on najistotniejszego środka produkcji jaki mamy – własnego mózgu. Gospodarczość (ziemia i praca), przedsiębiorczość (oszczędności i praca), biznes (organizacja innych w celu pozyskania lepszych rezultatów niż bez tej organizacji) ten detal uwzględnia. Każdy wypadek kiedy umawiamy się co do wsadu własnych zasobów (nawet jeśli tylko pracy) i umawiamy się co do podziału urojonego rezultatu (który w rzeczywistości może okazać się różny od wyobrażeń) to właśnie organizacja – to właśnie biznes.

Z samym sobą na nic nie trzeba się umawiać, ale trzeba mieć plan. Natomiast niezależnie od tego jak świetny macie plan, jak świetny w głowie model podziału zadań i wykorzystania środków to na nic cały biznes, jeśli nie ma gospodarstw i przedsiębiorstw, które Wam nie dostarczą tych wszystkich urojonych gratów. Dlatego produkcję ludzie przytomni budują oddolnie i jak nazbierają gratów, to budują to co zechce ten co nazbierał (wstrętny bogacz kapitalista).

Tymczasem w systemie kolektywnym małpety rozbiegają się do organizowania wielkiego przemysłu na rozkaz, po czym wychodzi im strajk włoski w oczekiwaniu na dobra, jakich nikt nie dostarczył, ponieważ planowanie centralne nie uwzględniło wszystkich potrzeb i strat, przestojów wynikających z ich nierealizowania.

– Bo ja tu na paletę czekam – tak mam napisane, że mam to załadować  w tym miejscu na paletę;

– Ale palet nikt nie produkuje, w ogóle nic takiego na magazynie nie ma;

A co mnie to obchodzi? Ja tu taki mam rozkaz. Będą palety – jadę z pracą dalej.


Trzeba sobie zorganizować dokumentację do powtarzania produkcji – łatwiej się zorientować po takich czeklistach co się sknociło, szczególnie że przy wzmożonym wysiłku nasze możliwości intelektualne spadają (to bardzo istotne w organizacji pracy). Trzeba sobie zorganizować środki produkcji. Trzeba sobie zorganizować pracę tak, aby było łatwo, wygodnie i się za dużo nie narobić nie zużywając zbyt mocno narzędzi jakie się ma.

Skończyłem ostatnio na przerabianiu owoców na powidła i dżemy.

Szwedzi do naleśników używają coś czego u nas nie ma – sylt. Niby tłumaczy się to na dżem, ale jest pozbawiony zagęszczacza czy pektyn i składa się z miażdżonych owoców razem ze skórą (łupiną), a nie pure owocowego. Jest płynny i służy właściwie wyłącznie do naleśników. To taki bardzo tani, kryzysowy ersatz jaki pozostał w ich jadłospisie z powodu dawnej biedy. Produkcja polega na ugotowaniu tej ciapy owocowej z cukrem (za wyjątkiem borówek zawierających naturalnie kwas benzoesowy, który jest środkiem konserwującym).

Z każdą produkcją żywności wiąże się olbrzymie zapotrzebowanie na wodę pod ciśnieniem, gdyż problem mycia środków produkcji, aby się tam cywilizacja nie zalęgła i nie wynalazła koła, jest poważny. A skażenie środków produkcji środkami czyszczącymi może Wam sknocić jakość. Dlatego pompa wody, kawał węża i podgrzewacz są problemem pożerającym energię (i wodę ze studni – macie studnię?). No i czas.

Mam nadzieję że jesteście w stanie sobie już jako tako wyobrazić produkcję rzeczy z roślin, pozostaje wyprodukować rośliny. Swego czasu zajmowałem się budową zautomatyzowanych plantacji. Rośliny rosną sobie tam w gąbce lub w wodzie, mają dostarczane rurkami preparaty, rosną zupełnie bez udziału gleby, więc można je trzymać „w powietrzu” podwieszone nad torami wózków, które to obsługują. Pełne eko – tylko nie wolno nic z krzaka zjeść, bo można wylądować od azotanów w karawanie. Zerwane owoce trafiają do dojrzewalni (najczęściej do pakowania i akurat do transportu „dojdą”) i do wielkopowierzchniowca. Bardzo opłacalny biznes, szczególnie jak nie trzeba automatu do zbierania, kiedy taniej można mieć niewolnika z demoludów albo Azji.

Z tym że rośliny chorują i tu zaczyna się problem wielkopowierzchniowych mono upraw. Podejrzewam, że na taką skalę liczoną w kilometrach szklarni nie będziecie się porywać, ale mając traktor można na widłach wozić palety, palety można sobie wyprodukować samodzielnie w takiej jakości w jakiej się chce, na paletach może rosnąć co tam się chce razem z baniakiem tego co ma żreć, i można to sobie rozwieźć po obszarze tak jak się uważa, poprzestawiać, poobracać i w razie czego łatwo spakować z powrotem. Szczególnie jeśli rośnie już w doniczkach przeznaczone do sprzedaży (zioła świeże), a gdyby się nie sprzedało, to z doniczek do suszarni trafia. Wysokie nie rośnie – można mieć palety zaszklone jakim niefiltrującym jednokierunkowo plexiglasem. I w razie niepogody – do szopy na regał. A regał na palety też można sobie samemu zrobić taki jaki ma być, a nie taki jaki Chińczyk sprzedaje. Traktora tylko nie polecam samodzielnie robić za pierwszym razem (ale jak macie zacięcie garażowe to pewnie już jakiś zmajstrowaliście – mój sąsiad sam zbudował).

Wiele kosztownych roślin jest nawet w glebie (w workach) tak sadzone na paletach i rozwożone na słońce tylko w dni kiedy „musi dojść”, a w pozostałe „się posypie”.

Jak już mowa o hydroponice, uprawach na gąbce, pomidorach to zapewne znacie też inne, intratne uprawy, które przy wyższym nakładzie kapitałowym można zabudować w kontenerze i „nasłoneczniać” sztucznie. To wedle własnego uznania, choć i takie dziwaczne zamówienia na kontenery laboratoryjne miałem. Choć uważam, że problem nasłonecznienia tych roślin to nie tylko problem umiarkowanego klimatu, ale przede wszystkim problem biurwy co takie uprawy ściga, choć suweren nie kazał.

Docelowo jednak interesuje nas produkt, który zapakowany jeść nie woła i można sobie go zbywać kiedy klient płaci (przegłodzony porą roku), a nie kiedy jest tego zawał, bo inni sprzedają nieprzetworzony.


Przechwytujemy pion produkcji od przodu i od tyłu, sami sobie monopolizując dostawy czego się da, oraz monopolizujemy zbyt naszego produktu. Sami się wykorzystujemy w tym procesie i co najwyżej możemy się sami sobie poskarżyć na wyzysk i niską płacę jaką sobie sami chytrzymy.


Norki, lisy, szynszyle, przeróżne inne gatunki jakie to człowiek od zawsze (a więc mamy praktykę) stosował to zapewnienia sobie komfortu cieplnego (na przykład towarzysze husarscy na pewno potrzebowali skóry z lamparta, bo im zimno było ^^, a wiadomo taki lampart z zimnej krainy to musi mieć ciepłe futro ^^). Oczywiście ten biznes najlepiej prowadzić w państwie poważnym, gdzie przedsiębiorca jest chroniony przez aparat przemocy od ekokretynów.

Futerkowe – takie zwierzęta co się je podłącza pod prąd żeby zamordować bezśladowo, a następnie obłupia z futra, aby po wyprawieniu i uszyciu sprzedać drogie futra. Są to produkty docelowo drogie. Ale łańcuch produkcji wcale drogi nie jest i cała plantacja futer zajmuje dwa garaże szynszyli w klatkach (czy innego śmierdzącego futrzaka). Gdyby zwierzaki nie chorowały i nie mieszkały w nadmiernym ścisku, i nie przegryzały klatek, i nie uciekały to byłoby łatwiej, ale nie jest.

Wolumen jest kluczem, przy czym mordowanie szynszyli na czas i obdzieranie ich ze skóry jest nieco złożonym procesem. Oczywiście nie tylko prądem, można też je roztrzaskiwać o ziemię lub truć dwutlenkiem węgla (użycie środków trujących jest problemem ze względu na wietrzenie, więc tlenek węgla nie wchodzi w grę – możecie sobie sami krzywdę zrobić). Topienie wymaga umieszczanie ich w osobnych klatkach żeby się nawzajem nie drapały i nie zniszczyły futer.

Skórowanie wymaga wprawy, praktyki, jest trudne do półautomatyzacji (używa się różnych narzędzi do cięcia i ciągnięcia, ale rezultaty nie są jakieś porywające w stosunku do metod tradycyjnych), natomiast garbarnia żeby nie wiem co zrobić – śmierdzi.

Potentatami w branży nie są jednak ci, którzy mają wielką produkcję, tylko ci, co oferują gotowy produkt na końcu łańcucha, czyli mają wszystko własne, nawet jeśli z początku małe i ciasne. O tym skąd się bierze wartość i cena produktu wyjaśnię w temacie praktycznego szacowania. Zwracam uwagę jednak na branżę mięsną i futerkową gdyż ta potęga gospodarcza (której zapewne nie widzicie, nie objawia się ona wielkimi sztandarami jak banki czy dystrybutorzy paliw, albo markety) w Polsce powstała na fundamencie afer powiązanych z FOZZ, a ponieważ bez zasilania z zewnątrz te branże się nie rozwijają, z tego względu że kierujący nimi aparatczycy i potomkowie nie mają „talentu i szczęścia” w biznesie, to powstaje wiele małych zakładów wypieranych przemocą aparatu państwa – na razie. Ale ci aparatczycy są po stronie antyrządowej i Kaczka z ekipą będą musieli ich zwalczyć (jako źródła finansowania protestów, zamieszek, majdanów) prawem, lewem i czym się da (tak jak Stokłosę – dokładnie ta sama branża). Powstanie więc próżnia na rynku, trzeba ją będzie wypełnić, a próżnia oznacza, że dla zachowania porządku społecznego trzeba będzie podtrzymać dostawy żywności, więc presja państwa zostanie na jakiś czas powstrzymana – akurat na tyle aby szybko ekspandować i przenieść asset poza jurysdykcję, aby pogrywać sobie na kilku fujarkach.


Badziewia jednak nie wprowadzicie do produkcji. Wynika to z dość banalnej kalkulacji, jaka opisuje wolumen sprzedaży (przy dużych wolumenach tnie się różne rzeczy w tym jakość), a przy małych seriach, na pograniczu rzemiosła schodzenie z jakości nie daje praktycznie żadnych oszczędności, bo narzut jednostkowy i tak pakuje produkt w sektor premium bądź lux. No po prostu się Wam to nie uda – więc od razu nastawcie się na porządną, jakościową produkcję, nawet jak coś fałszujecie i podszywacie się pod cudzą markę, żeby ominąć całą papierologię wprowadzania produktu to też będzie Wam się opłacało utrzymać jakość.

Zapewne już zaczynacie kalkulować, że skoro w praktyce tak to wychodzi, to może od razu budować sobie markę? Albo od razu wyspecjalizować sobie kogoś od budowania marek w „grupie kapitałowej” jaką tu czy u #glupi dałoby się zawiązać. Dobrze jest tu czasem popisać, bo się można poznać, ludzie mają różne pomysły – zazwyczaj lepsze niż nasze własne. Trzeba się zastanowić, podyskutować.

Zwracam Waszą uwagę na takie podstawowe przedsiębiorczości, ponieważ to na nich opiera się gospodarka, na drobnym handlu, a nie na dłubaniu w coworkingu. Owszem są produkty, których produkcję można automatyzować na duże wolumeny i przez takie cięcie kosztów wypracować sobie miejsce na rynku, przy czym nie każdy produkt tego wymaga, i nie zawsze ma sens się kopać o to z koniem. Zastanówcie się też, czy w Waszym zasięgu są środki na wytwarzanie takich wolumenów i czy inni mają dostęp do takich środków. Weźcie też pod uwagę, dlaczego produkować coś w słoikach zamiast porwać się na pojazdy elektryczne (choćby rowery)? Stać Was na wyprodukowanie od początku do końca dziesięciu rowerów na baterie i sprzedać? Obawiam się że na początku nie. Choć to też nie jest głupi pomysł – po prostu ma wyższy próg wejścia. Być może za wysoki.


Istnieje pewien problem wyznania. Otóż obecnie jest wielu wyznawców koncepcji, że to co jest udokumentowane to jest prawda, a jak nie jest to tego nie ma. Nie masz konta na FB – nie istniejesz. No to taka koncepcja powszechnie wciskana w dzisiejszych pralniach leminga – uczelniach. Oczywiście widzicie wkoło siebie świat nieudokumentowany i raczej bezcelowym jest się spierać czy ten świat istnieje. Powszechność wyznania nie wynika z jego prawdziwości czy użyteczności, tylko z opłacalności dla kapłanów. W przypadku tej fałszywej wiary w dokumenty (wspominałem w innym tekście jak się je wytwarza) kapłanami są prawnicy. Uważam, że bezcelowym jest dla początkowej działalności ujawnianie i manifestowanie swojego istnienia tym szalonym kultystom. Im mniej wytwarzacie papieru świadczącego o Waszym istnieniu tym lepiej. Wszak sprzedajecie towar, a nie dokumentację towaru. Jednak aby wprowadzić towar na rynek zdominowany koncepcyjnie przez szaleńców wymagających książki telefonicznej zaświadczeń na pochodzenie cukru i żelatyny w dżemie. Jest to sztuczny, zbędny całkowicie i służący jedynie manifestacji władzy lewników twór pasożytniczo zjadający Waszą moc swobodną. Podnosi to próg wejścia, a co za tym idzie potrzebne są firmy zajmujące się automatyzowaniem obejścia tej sztucznej przeszkody. W przypadku zebrania kilku początkujących podmiotów z takim problemem warto zbudować jeden taki wspólny wehikuł fałszujący dostawy tego „dżemu” czy co tam za kuny ze skóry obdzieracie czy deski zbijacie z takiej dajmy na to Łotwy, Estonii, Norwegii. Im dłuższy łańcuch pośredników tym dłużej zajmie (i więcej kosztuje) dochodzenie (a są wywiadownie gospodarcze, które się tym zajmują, aby za opłatą niszczyć konkurencję potentatom) i niszczenie małych przedsiębiorców w takich łańcuchach (nie masz zaświadczenia na pochodzenie gumki w pokrywkach od słoika – zagrożenie zdrowia dla konsumentów! – do piekła).

Z przyczyn praktycznych – formalnych trzeba sobie wydłubać jakąś spółkę (w UKu były modne, ale UKu nie wiadomo jak będzie w EU, na razie jest, to można sobie tamtędy legalizować dostawy), a następnie operować jej lokalnymi filiami. Trochę to kosztuje, o ile spółkę w UKu założycie (razem z papierami do otwierania filii) za 250-400ojro, najwyżej drugie tyle za filię. Przy czym dla początkujących przedsiębiorców jest to istotna kwota, a nie opłata za wór na należności podatkowe.


Rzemiosło, wolumen, sztuka, odtworzenie czynników produkcji.

Produkcja, jaką się zajmiecie, najpewniej nie będzie masowa, raczej rzemieślnicza – tak działa większość normalnych firemek w zupełnie zamożnych państwach – ręcznie tworzą przedmioty, półautomatycznie to najwyżej sobie materiał tną. Potrafią takimi metodami wytworzyć istotne wolumeny, może nie jakieś masowe, ale takie gdzie można zorganizować „głupiego robotę”, która jest powtarzalna, można człowieka ustawić na dzień czy dwa przy procesie i wyjaśnić mu że ma robić tak i siak, a później przy drugim procesie i tak w kółko. Nie eksploatuje to intelektualnie pracownika co potania produkcję i podnosi powtarzalność (w funkcji czasu podnosi to jakość). Przy okazji robią też „sztukę” – pojedyncze, jakościowe wyroby w ramach tego samego parku maszynowego.

Mała firma ma tę zaletę, że nie musi cisnąć wolumenu, aby mieć jakiekolwiek zyski – marżę nalicza z jakości, więc produkty ma drogie w porównaniu do masówki, ale na poważnych rynkach właśnie to się sprawdza (z Chińczykiem i tak nie wygracie w wolumen, bo oni nie muszą organizować produkcji masowej – oni mają masę podobnych firm rzemieślniczych, które potrafią wolumen uzyskać samą swoją liczbą zanim zorganizują linię produkcyjną). Utrzymanie jakości wymaga kwalifikacji, a te już nie każdy posiada.

Środki produkcji się zużywają – trzeba je odtwarzać, to istotna kompetencja DUR, od której najpewniej zaczynacie. Samo zorganizowanie firmy, magazynu, krat, drzwi to jedno z pierwszych zadań jakich się podejmiecie i pożrą Wam nieco kapitału – wszak są to detale zwiększające przestrzeń i obniżające ryzyka (wszak w bezpiecznym kraju mieszkacie i dlatego kraty, kłódki i ochrona). Te wszystkie detale razem komponują się w potrzeby początkowe, jakie wymieniałem w pierwszych tekstach – ta zdolność fizycznego zorganizowania firmy to jedna z kompetencji koniecznych. Przyda się też ktoś od formaliów i obrotny sprzedawca – chyba właśnie jednego poznałem.

Bardzo ciekawych ludzi udaje tu się poznać.

A niedługo będzie można pohandlować – #rpis obiecał.

Ja Was tak bezpodstawnie na produkcję kozich serów nie namawiam, ale sami widzicie, że z tą biurwą to my komputerów eksportować nie będziemy, póki ich nie pozabijamy.

Komentarze są moderowane. Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • CreatioExNihilo

    „Zwracam Waszą uwagę na takie podstawowe przedsiębiorczości, ponieważ to na nich opiera się gospodarka, na drobnym handlu”

    Planujesz coś kiedyś napisać więcej o handlu czy zgodnie z ideą bloga skupisz się na wytwórczości?

    • 3r3

      Za kilka dni pojawią się teksty o szacowaniu, tam będzie o handlu.

      O wytwórczości piszę bo się nisza zrobiła z powodu zaniedbania sektora – dlatego jest to interesujące i daje zwroty. Przecież ja mogę znowu być księgowym czy programistą. Ale się ulica rzuciła na wyłudzenia vatu i sam widzisz że nie modnie krawat nosić, programistów jak psów, a w przemyśle z głodu zaczęli płacić dubla tego co za klepanie w klawiaturę i wygląda na to że będą płacić jeszcze więcej.

  • P1O

    Zaraz, zaraz produkcja szynszyli, kóz i pomidorów?!
    George Friedman obiecał nam w ~2040r. wojnę nowoczesnymi technologiami z Turcją i Niemcami.

    Poważnie mówiąc tekst interesujący z tym, że ciekawi mnie sam już rynek. Gdzie i komu sprzedać futra?
    Chyba, że o czymś nie wiemy i Amerykanie szykują nam zimę stulecia.

    O ile owoce czy warzywa rozumiem, mam nawet kogo się zapytać o „know how” ale nie jest to raczej lekka praca i zawsze przynosząca pewne zyski. Ludzie którzy tym się zajmują robią to przez całe życie (z przerwami), mając duże giełdy owocowo-warzywne w rozsądnym zasięgu.
    Być może automatyzacja może coś tu zmienić ale są przecież rejony w EU gdzie rośliny maję lepsze warunki do wzrostu przez co koszty mogą być mniejsze. Co widać po nasyceniu przez cały rok produktami z południa „polskich” marketów.

    Można co prawda tak jak wspominałeś te pomidory przerabiać i puszkować etc.
    Tylko pytanie znowu komu to sprzedać i jak?

    • 3r3

      „George Friedman obiecał nam w ~2040r. wojnę nowoczesnymi technologiami z Turcją i Niemcami.”

      Lepiej przeczekajmy, w piach schowajmy głowę
      Niech se bokiem, bokiem przejdzie nowe…

      „Tylko pytanie znowu komu to sprzedać i jak?”

      Rzuć okiem jak przebiegają kompensaty towarowe – czas otwierać własne markety.
      A te „polskie” to jak tam mają taki tani towar to może benzyną trzeba podlać.

      • Jedna Biedronka właśnie poszła z dymem.-) Bezdomnego odgonili od śmietnika, to im w nocy ten śmietnik podpalił. Straty na 12 milionów.
        Znaczy się bezdomnych trzeba poszukać. Nadadzą się jak znalazł i na prezesów i na markety.-)

      • Bodek

        U nas Panie gacie ze lnu a nie stilonowe. Idzie nowe Panie? Niech przejdzie bokiem jak mówisz, my tam w lnianych będziem chodzić, jaja nam nie zgniją.

        Ja Panie mam dostawcę niestemplowanych jaj raz na 2 tygodnie. Olej rzepakowy mi Pan Wojciech świeży raz na trzy tygodnie 2×0,5l -koniecznie w ciemnej butelce – wyciska i to taki bez podsuszania rzepaku glifosatem, bo jego dzieci też to jedzą. Pani Alina co dziś się wakacjuje w Jastarni, raz na miesiąc ręcznie robiony suszony makaron 6 jajeczny podsyła za drobną opłatą. Soki malinowe, porzeczkowe przysyła pani Janka – wyborne, ma nawet wersję zupełnie bez cukru dla diabetyków. Tylko po smalec do smażenia schabowych i po domowej roboty parówki oraz kabanosy muszę raz na dwa tygodnie pojechać do wytwórcy, bagatela 100km w jedną stronę bo on się ceni i nie chce wysyłać DPD ani GLS. Chleb robić sam umiem, ale jem go coraz mniej wolę kaszę. Na zimę to nawet taki odważny jestem ze u Pani Lenki z Białegostoku kartacze i pasztet zamawiam ala kurier. W sumie odkryłem, że te firmy kurierskie to mają swoją znaczącą rolę do odegrania w kwestii wyżywienia mojej rodziny, szczególnie jak się ma MIŚ i można z nimi umowę podpisać.

        Biedronka panie potrzebna jak się dzieciom bananów zachce. Kto cholera dzieciom pokazał te banany? Zlikwiduje się TV nie trzeba będzie bananów i będziemy samowystarczalni. Tylko ja muszę coś zaoferować bo jak czar papierków pryśnie to zostanę z ręką w nocniku. Te swoje jabłka ino na paliwo przerobić albo jak piszesz drutem pociąć i suszyć. Miałem takie sąsiada co zioła panie pod Wąwolnicą zbierał i coś na kształt suszaranii do chmielu zbudował. Pamiętam jak jarzębinę w tym suszył, drewnem jabłoniowym to opalał. Kuzyn ma suszarnie do chmielu, która bardzo krótko jest używana w roku, może to jest pomysł. Chłodnie na jabłka to jest taki sam dobry pomysł jak wiatraki do produkcji elektryczności. Brat ma z kolei produkcję suszu ze śliwek i gruszek, ze śliwakmi jest problem bo nie wiemy jak wydrylować i ususzyć na razie z pestkom suszym ale to towar gorszy w odbiorze.

        Kupiłem Maruyamę BCV5020, to zacna maszyna, ale przerób mam nią za słaby, na te moje hektary potrzebuje do koszenia coś takiego jak karczownica do 10KM na trzech kołach. Jakieś pomysły? Triumfo, Grillo? Dizel benzyna? W sadzie amatorskim bez ekstensywnej produkcji ciągnik mi nie jest potrzebny, opryski 4 w sezonie, 3 razy koszenie plus wywiezienie jabłek to za mało żeby się traktor i opryskiwacz się zamortyzował przy 1,5 morga ziemi i cenie skupu 0,12 gr za kilo. Ciągnik to jak się ma do tego ziemniaki, zboże, jakiś inwentarz i ze 6 morgów ziemi. Teraz panie na wsi tyle ciągników, że może człowiek wybierać czy niebieski dziś nająć czy czerwony

        • 3r3

          Jak sam widzisz infrastruktura jest.
          Trzymanie czego w chłodni to zbytek. Suszone też da się zjeść.
          W sadzie to sobie teren wyprostuj i wsadź tam robota-kosiarkę. Wystawisz leżak, weźmiesz krzyżówkę, popilnujesz żeby objechał przez cały dzień i pod klucz odprowadzisz.

  • 3r3

    …Kiedy zwycięskie toczą boje
    ze straszną podatkową hydrą,
    to chcą mieć pewność, że na zawsze
    zdobędą to, co hydrze wydrą….

  • av

    Myślę, że poziom wejścia w produkcję rowerów elektrycznych jest dużo mniejszy niż w produkcję pomidora czy innej żywności. Zresztą do czego Ty namawiasz menedżerów czy ludzi z biur. Czy myślisz, że oni mają jakiekolwiek pojęcie o prowadzeniu firm, nie wspominając już o produkcji żywności.

    @P10 Ludzie, którzy od lat zajmują się produkcją żywności, sami nie nadążają za nowinkami i wynajmują specjalistów od produkcji.

    • 3r3

      A piszesz o żywności czy o paszach dla proli?

      Rowery elektryczne mają słabszy zbyt niż pomidory. I ze względów podatkowych gorszą rentowność.

      • av

        Zbyt na żywność jest do czasu, dopóki ktoś nie usłyszy ceny oraz nie zobaczy, że nie wygląda tak pięknie jak malowane pomidory z maty.
        Niestety pomidory mają kiepską rentowność i to nawet nie licząc szklarni (koszt ok. 4 mln zł za 1 hektar użytkowy).
        Poza tym daremny trud. Wyobrażasz sobie tych pieknisiów menedżerów czy innych okupantów wszelkiego rodzaju biur jako właścicieli firm. Oni nie mają zielonego pojęcia jak wygląda prowadzenie firm od środka już nie wspominając o produkcji rolnej, czy spaniu na kapuście na giełdzie rolnej kilka nocy.

        • 3r3

          Pomidory to syf, ale keczup lata może stać na półce. ja piszę o przetwórstwie. Nie o samym hodowaniu pomidora. A zautomatyzowaną fabrykę pomidora na macie postawiłem dawno temu na zleceniu, dlatego ich nie jem 🙂

          Tych co wymieniłeś to sobie nie wyobrażam, ale tu nas czytają tacy co mają wyobraźnię.

  • Mati

    Witam.

    Mam pytanie które nie daje mi spokoju. Już kilka razy wspomniałeś, że do ok. 2040r
    nas nie będzie.

    Patrząc na piramidę ludności to powinno nas zostać jeszcze
    ponad 20mln tu na miejscu, czy przewidujesz, że do tego czasu też będzie tutaj
    kalifat, który przyspieszy nasze wyzerowanie.

    Fakt, że gorszych kanalii niż naszych rodaków to nigdzie nie
    spotkałem, nawet wśród beżowych, ale czego tu się to spodziewać po 300 latach
    tępienia , zostało to co zostało i musimy z tym żyć. Najgorsze nie jest to że sami nic nie robią,
    ale jeszcze przeszkadzają tym co chcą coś robić.

    Czy tylko ja widzę wzrost cen praktycznie na wszystkim, czy mi się wydaje ? Poczynając od spożywki, tu
    ceny na sezonowych poszyły o 80-120% w górę (wszystkiego nie można zgonić na przymrozki),
    dalej słynne masło, i do stali
    gatunkowych gdzie każda dostawa jest
    droższa. Widzę też po allegro. Od kilku lat kupię te sam rzeczy, że w przeciągu
    roku wszyscy równo podnieśli ceny.
    Zastanawiam się ile cyfr ma już teraz inflacja i czy za chwilę nie będzie banknotu
    1000 pln ?

    PS.

    Dlaczego street view nie działa w Germanii ?

    • PawelW

      „Dlaczego street view nie działa w Germanii?”

      Bo tam przestrzegaja ustawy o ochronie danych osobowych. I ona ta kwestie reguluje dosyc restrykcyjnie. Germania, ze wzgledu na przeslosc z Adolfem w tle, bardzo restrykcyjnie pilnuje, zeby bylo jak najmniej Wielkiego Brata (a przynajmniej takie stwarza pozory). Ale i to sie powoli zmienia

    • gruby

      „Mam pytanie które nie daje mi spokoju. Już kilka razy wspomniałeś, że do ok. 2040r nas nie będzie.”

      Wuniowstąpienie spowodowało podobne przetrzebienie populacji (tej młodej, rozmnażającej się) jak druga wojna światowa. Jedyna różnica, że najnowsi uciekinierzy jeszcze gdzieś porozrzucani po świecie żyją. Ale już do Polski nie wrócą, bo po prawdzie jak ktoś zakosztuje zachodu to go do Polszy wołami z powrotem nie ściągniesz.

      Dlatego do skrzywionej i bez tego nadwiślańskiej demografii dodać musisz hekatombę równą sterylizacji połowy zdolnych do rozmnażania się Polaków, czyli ucieczkę młodych na zachód. Dodaj do tego jednocześnie inwazję Ukraińców, której już teraz poddawana jest Polska.

      W 2040 roku rzeczywiście Polaków w Polsce może zabraknąć. Ale to nic nie szkodzi, wschodnią Polskę najwyżej przyłączy się do Ukrainy, jako Zabuże Zachodnie na przykład a zachodnie rejony jako dwa nowe landy Schlesien i Pommern do Bundesrepubliki. W ten sposób naturalna równowaga sił z paktu Ribbentropp-Mołotow zostanie przywrócona.

      A Street View nie działa w Germanii bo ponad 3 miliony teutonów zarządało wypikslowania ich facjat, adresów, nazwisk, rejestracji samochodów i tak dalej z systemu więc google skapitulował przed kosztami.

      • Maksior

        Ostpreussen jak sama nazwa wskazuje rzeczywiscie na zachodzie leza… XD
        Dobra, czepiam sie, ale stamtad wlasnie jestem… 😉

        • gruby

          Prusy Wschodnie leżą na wschód od Prus, jak nazwa wskazuje. I niestety znajdują się one częściowo w aktualnych granicach Polski. Niestety dla Polski.

          • 3r3

            Prusy złożyły hołd lenny królowi Polski. Niemcy to tylko taka zbuntowana prowincja, ale w całości część Polski ^^

            • gruby

              Jak na razie to Bundeswehra stacjonuje w Szczecinie. A jakoś nie słyszałem, żeby w ramach retorsji dywizja WP rozlokowała się w Karlshorst. Ba, ostatnio to nawet amerykanie weszli klinem pomiędzy pozycje wojsk RP i RFN, uniemożliwiając spontaniczne przyłączenie Berlina do macierzy. A Antek nawet nie zaprotestował, zdrajca jeden. Mamy co prawda trochę zielonych ludzików na terenie RFN ale są oni nieaktywni.

              Jest problem z przyłączeniem tej zbuntowanej prowincji do macierzy. Brakuje zarówno sprzętu, obsługi jak i woli. Aktualnie to raczej my jesteśmy przez Niemców asymilowani.

    • 3r3

      20 mln w 2040 to w jakim będzie wieku?
      Ilu ludzi będzie wtedy w mundurach egzekwować konstytutkę, szczególnie te brednie o prawie, porządku, unitarności państwa i nienaruszalności granic?
      Kto będzie spał na stojąco by starcy mogli spać?
      Bo ciśnienie na granicach jest. Ono w Europie nie znika nigdy, Niemcy na przykład graniczą z państwem KGHM.

      ” Najgorsze nie jest to że sami nic nie robią,
      ale jeszcze przeszkadzają tym co chcą coś robić.”

      Właśnie dlatego tych kanalii nie lubię i jak najgorzej im życzę.

      „Zastanawiam się ile cyfr ma już teraz inflacja i czy za chwilę nie będzie banknotu
      1000 pln ?”

      Wartość waluty zależy od podaży dóbr. A skoro walutę dają za dzieci to po co cokolwiek wytwarzać?

      • gruby

        „Ilu ludzi będzie wtedy w mundurach egzekwować konstytutkę, szczególnie
        te brednie o prawie, porządku, unitarności państwa i nienaruszalności
        granic?”

        Wręczenie karabinu maszynowego osobie z Parkinsonem jest najlepszym znanym mi sposobem marnowania amunicji. Nie żebym się z chorych naśmiewał, ale nie bez powodu starych do wojska nie biorą. Stary może się po nocy spędzonej na gołej ziemi nie podnieść, a celu bez okularów nie zobaczyć. Daj emerytowi standardowy plecak piechura (25 kilogramów) w łapę kałacha, obwiąż go pasem z sześcioma magazynkami a potem przekonaj się jak daleko zajdzie. Stawiam piwo, że emeryt wymięknie jeszcze przed bramą koszar.

        A wcale jeszcze nie doszliśmy do punktu w którym opisujemy kto takiemu żołnierzowi wyprodukuje namioty, amunicję, noktowizory, buty, kamizelki kuloodporne czy też zapewni mięsny wkład do zupy. Bo bez zupy żołnierz rzuca karabin i wraca do wsi. To wszystko można zaimportować, tylko czym chcesz za ten import zapłacić ? Bo bilety NBP są akceptowane w Polsce tylko dlatego, że pałą do tego przymuszają. Jakby nie przemoc to złoty polski już dawno robiłby za podpałkę.

  • Mati

    Dobra, dobra już rozumiem ten rok 2040. My wtedy przy odrobinie szczęścia będziemy starcami. Część z tych co mieli zrobić nowych nas wyjechali, a ci co pozostali wątpię czy dadzą radę. Gdzieś ten materiał biologiczny po drodze się zepsuł. Rozmawiałem ostatnio ze znajomym lekarzem. To co się dzieje w klinikach invitro to jest już paranoja. Z roku na rok notują 70% przyrost pacjentów. No ale dzieci powinniśmy robić jak mamy 20 lat a nie 20 lat później, kiedy zjedliśmy już tony chipsów, sterydów i antybiotyków w naszej paszy. I znowu mam przez was doła. No ale po co pytałem.

    PS.
    Dzięki za wyjaśnienie z tymi germanami.
    Dla Bodka i wszystkich innych miłośników dobrego (wiem bo próbowałem):
    http://www.niwa.siedlce.pl/prostozlasu
    Zadzwońcie to wam wyślą.

    • gruby

      „No ale dzieci powinniśmy robić jak mamy 20 lat a nie 20 lat później,
      kiedy zjedliśmy już tony chipsów, sterydów i antybiotyków w naszej
      paszy.”

      Koniarze twierdzą, że najlepsze źrebaki pochodzą od starych ogierów i młodych klaczy. O ile stare ogiery by się jeszcze znalazły to z młodymi klaczami jest problem. Chyba, że akceptujesz sytuację w której Twoje własne dzieci odzywają się do Ciebie po ukraińsku, w języku ich matki. Popatrz jaka jest jakość materiału genetycznego który się szlaja po polskich ulicach: wypacykowane zombie zdalnie sterowane srajfonami, odpicowane lepiej niż równoletni golf po trzech dzwonach. Daj takiej wodę do ugotowania to spali czajnik. Jak ma ci taka jedna z drugą potomstwo wychować, jak pieluchy z pięciocentymetrowymi tipsami zmienić ? W szpilkach nie da się poodkurzać, do tego szpilki są mechanicznie zbyt niestabilne.
      A Ty nie masz czasu ani na odkurzacz ani na pieluchy, bo ktoś zarabia na utrzymanie tego cyrku przecież.

      Do tego dochodzą aspiracje: każda z nich uważa się za księżniczkę, która w domu sobie bez sprzątaczki, niańki i kucharki nie poradzi. Naoglądały się „Dynastii” i im się w (kształtnych, przyznaję) kuprach poprzewracało. Zapytaj się która potrafi dzisiaj lepić pierogi a dopiero później zapładniaj.

      Efekty widać na porodówkach i żaden 500+ tego nie zmieni.

      • PawelW

        A to nie lepiej zadbac o potomstwo polsko-chinskie, ktore z koleii zadba o wspolna granice na Uralu? ^^

        • 3r3

          Wiesz jakie wymagania mają Chinki, jak po polityce jednego dziecka prawie nie ma Chinek, za to Chińczyków bez ograniczeń?

          • PawelW

            @3r3:disqus Moja jest ze mnie zadowolona i nawet kasiastych Niemcow nie chciala ^^
            A tak na powaznie, Prawdą jest, ze europejscy mezczyzni przyciagaja azjatyckie niewiasty jak magnes, wiec Polscy mężczyźni mają szanse tam znaleźć kobiety, które tradycyjnie się zajmą rodziną i ogniskiem domowoym… ale lubią się w domu rządzić i wymagają od mężczyzny zaangażowania w rodzinę 😉

            • 3r3

              Ile Chinek poznałeś?
              Bo ja mam jakieś tam swoje doświadczenia i przy tym ognisku i tradycji to chyba ja bym musiał zostać, bo łona to na pewno nie. Kariery im we łbach, doktoraty.

        • gruby

          Mamy dwa pokolenia opóźnienia.

          Pierwsze mieszane małżeństwa szwajcarsko-dalekowschodnie już cieszą się wnukami. To te wnuki właśnie wynegocjowały szwajcarsko-chińską umowę o wolnym handlu.

          • PawelW

            @disqus_89vD8NXwE0:disqus No na to pokoleniowe opóźnienie to ja niestety nic nie poradzę, moje są dopierow drodze…. Ale może tacy jak białychińczyk już wcześniej coś zdziałali…

      • whiskyboy

        @gruby
        chiński mur jest rozjebany , ale konkretnie pojechałeś gruby!!
        !! pisz więcej 😀

      • Nihillus

        „Koniarze twierdzą, że najlepsze źrebaki pochodzą od starych ogierów i młodych klaczy.”

        U ludzi to tak nie działa. Niedawno uzyskane dane wskazują na to, że wiek ojca odgrywa rolę w zwiększeniu ryzyka wystąpienia zespołu Downa u potomstwa, które dodatkowo powiększa wyższy wiek partnerek starszych mężczyzn. „Powiększanie rodziny przez mężczyzn po trzydziestce, czterdziestce czy później zwiększa ryzyko wystąpienia u dziecka autyzmu,
        schizofrenii i innych chorób często utożsamianych z nowymi mutacjami.
        „Im starsi jesteśmy, tym większe szanse na to, że przekażemy nasze mutacje
        dalej”, mówi Kari Steffánsson, dyrektor deCODE Genetics w Reykjaviku.”

        „wypacykowane zombie zdalnie sterowane srajfonami, odpicowane lepiej niż równoletni golf po trzech dzwonac”

        Należy dodać, ze prawie całe młode pokolenie jest wypaczone, a nie tylko dziewczyny. Informatycy potrafią dyskutować czy jak się skręca samochodem, to kierunkowskaz sie puszcza skręcając tylko w lewo czy też jak się skręca w prawo to tez należy go puścić (autentyk).

        „Zapytaj się która potrafi dzisiaj lepić pierogi”

        Który facet przed 30ką (zwłaszcza informatyk, ale nie z tego forum:P) potrafi położyć kafelki czy wymienić olej w silniku? Przecież oni do wywiercenia 4 dziur w ścianie dzwonią po fachowca… Znam debila który nie umiał zdjąć pokrywy z pralki (facet po 50ce z zawodu elektromonter), a wystarczyło odkręcić 2 śruby krzyżakiem z tyłu obudowy.

        Kobiety na poziomie w PL też nie mają w czym wybierać, nie tylko ogarnięci faceci mają ciężko pod tym względem…

  • 3r3

    Ekhm… były zamieszki, miasto stanęło jak Poznań w ’56, pogoniono oddziały pacyfikacyjne.

  • 3r3

    Mięsa to tam raczej było mało, dużo maszyn, armatek wodnych.
    Rząd bał się puścić wojsko bo w grę wchodziło użycie artylerii i lotnictwa, mogła być odmowa wykonania i pucz. Teraz są muzułmanie w rządzie i jest spokój.
    Takiej NGZ nie da się spacyfikować inaczej niż zabijając wszystkich mieszkańców. Potrzeba lotnictwa, artylerii, miotaczy ognia – taniej oddać ministerstwo czy dwa.

  • 3r3

    Raczej ze sprzątania na samym końcu:
    https://www.youtube.com/watch?v=YSF8WWpPrbA

    Embargo informacyjne było przez całe zamieszki, odcięli ich od obwodnicy kordonem i udawali że wszystko jest normalnie.

  • 3r3

    „Ale jak tylko odetchnąć mogą (np w DE albo gdzie indziej poza CHRL), to
    zaraz jest 3ka dzieciaczków dookoła. Tak jak Polki w UK albo DE.”

    E tam, te europejskie to właśnie się tak uparcie doktorują albo biznesy robią.

    • PawelW

      To najczesciej bo dotychczas trafialy na ciapy a nie mezczyzn, ktorzy chca i potrafia zadbac o byt gniazda…. albo trafiales tylko na te 20% ambitnych ^^

  • 3r3

    To jest słuszna koncepcja 🙂

  • 3r3

    W prewencji i w AT są Ci sami ludzie, po prostu jak jest realizacja to zakładają inne mundury i sprzęt. To kompletne głąby, zwróć uwagę co się działo w Magdalence jak zorganizowali rozpoznanie (źle rozrysowali budynek i wejścia) oraz jak się zdziwili kiedy trafili na prawdziwych bandytów, a nie babcie niewydające paragonów od ksero.
    Mundurówka w Polsce to dno. A że studentom podpisywałem praktyki u mnie w spółkach to wiem co umieją. Chroń mnie panie od ich straży.

    Powstania tam nie było tylko dlatego że nikt ich nie prowokował wojskiem, bo ryzyko odpowiedzenia ogniem było znaczne.

    • Maksior

      W Magdalence to akurat trafili na jakiegos bylego specnaza z pomagierem, ktorzy mieli pojecie o okrecie i wyszlo jak wyszlo – po calym zajsciu ponoc 12 „naszych” kozakuf z AT naskrobalo raporty o zwolnienie z dalszej sluzby…
      Co do obecnych „studentuf” tez zludzennie mam, tylko co oni maja wspolnego z psiarnia? To teraz nawet do machania pala bez dyplomu nie biora?
      A tak BTW skad muslimy nabraly pukawek i jak widzialbys ich konfrontacje ze zmechem? Kalachy i RPG-7 jeszcze da sie jakos wytlumaczyc w sensie przemytu, ale to nie jest mimo wszystko sprzet na powazne rozroby IMO.

      • 3r3

        „A tak BTW skad muslimy nabraly pukawek i jak widzialbys ich konfrontacje
        ze zmechem? Kalachy i RPG-7 jeszcze da sie jakos wytlumaczyc w sensie
        przemytu, ale to nie jest mimo wszystko sprzet na powazne rozroby IMO.”

        Przez porty w Szwecji przechodzi x kontenerów dziennie, co który kontener jesteś w stanie prześwietlić i skontrolować? Od razu Ci podam rozwiązanie zagadki – kontrolę przechodzi jeden kontener na 7-8tys. Co oznacza że kontroluje się już te podpadające. Biznes nie ma czasu na to aby państwo sobie wstrzymywało transporty na dłużej – albo robimy biznes, albo przenosimy biznes i sobie kontrolerów wyślijcie na trawę.
        Z takich podpadających to z jednego się wysypało „części do maszyn” 22 tony broni ręcznej, granatów i min. Sztuk nie liczyli.
        Obecnie w Malmo problemem policji jest rzucanie granatami po ulicach. O strzelaninach nie ma co wspominać, bo to jest bardziej pytanie ilu ludzi ginie tygodniowo. Policja nie ma zdolności do konfrontacji z kombatantami, którzy wrócili z wojny. Mina zatrzyma każdy pojazd razem z wiaduktem po którym jechał.
        To jest sprawa polityczna – kolorowi chcieli udziałów w rządzie – mają – demokracja – liczba ma znaczenie 🙂

        Zmechu nie można rzucić na miasto bo to jest high end capability, a nie można gumką sobie miasta zetrzeć jak ma się trzy duże.

        W Magdalence koty trafiły na normalnych bandytów; ja przecież jakbym do Polski zadzwonił żeby mi jakiego kozaka przysłali to przecież też mi nie wyślą idioty z policyjnej strzelnicy tylko „afgańca” od obsługi artylerii. A że chłopak ma ptsd po wyjazdach to trzeba się nim opiekować bo wyrywa się z łapami i spać nie może bez kija pod poduszką.

        • PawelW

          3r3 „(…)Z takich podpadających to z jednego się wysypało „części do maszyn” 22 tony broni ręcznej, granatów i min. Sztuk nie liczyli.(…)”

          No to ostro się szykuje. Ciekaw jestem ile takich „części do maszyn”
          się po Polsce pałęta przemyconych z innych krajów EU.

          • 3r3

            A propos filmu na jaki się powołujesz, bo ASBIROwcy w Zambii działają, my tu też zaczęliśmy coś przebąkiwać, że może tam się na szpiegi wybrać i nawet nieco nieobrobionego materiału już się nazbierało (głównie o uznaniowości systemu podatkowego i zwolnień przy imporcie pod budowę przyczep czy rolnictwo), a tymczasem…

            http://www.swedenabroad.com/sv-SE/Ambassader/Lusaka/Reseinformation/Reseinformation-Zambia/

            El Presidente wprowadził tam stan wyjątkowy. A w sprawę zamieszani są oczywiście Chińczycy, którym rządzik nieco podpadł. Bo oczywiście Chińczycy tam weszli grubo, z buta i z kontenerami broni oraz takich specyficznych „chińskich farmerów” na wypadek gdyby jednak trzeba dyskutować interpretacje prawa własności z murzynami.
            Na kolonizację można się spóźnić, ale to nie powód aby sobie odpuścić 🙂

            A jakby tu jednak czytał ktoś z ASBIROwców co się tam kręcą, to są knajpy chętne na to tanie mięso z krokodyla.

            • PawelW

              @3r3 Ale to nie ma co się dziwić Chińczykom, że na biznes w Afryce wybierają się z argumentami energetycznymi. Jak tylko przy kręceniu tego filmu (spora część osób odmówiła w ogóle udziału) nie pomagała uzbrojona ochrona, bo miejscowi zawsze byli liczniejsi i w lepsze argumenty wyposażeni i ekipę odcedzili kilka razy z co wartościowszych rzeczy, to co się musi dziać jak w grę wchodzą jakieś poważne wartości?

              A co do kolonizacji… za jego czasów https://pl.wikipedia.org/wiki/Zheng_He pomimo ewidentnych możliwości, nie skolonizowali świata… i teraz najwyraźniej chcą ten błąd nadrobić 😉

      • Medyk Helwecki

        akurat co do AT to swego czasu byl nabor plecakow i protegowanych z prewencji bo mieli wysokie przeliczniki roku sluzby. Jestescie strasznie niesprawiedliwi z surowymi ocenami ludzi z warszawskiego AT (obecnie BOA) – bo oni akurat maja umiejetnosci powyzej poziomu europejskiego. Wszystko ladnie zawsze wyglada na papierze, myslicie ze w GSG9 czy Recherche Assistance Intervention Dissuasion to same orly sluza ?

        W jednostkach stricte policyjnych, nie zwiazanych z wojskiem czy sluzbami specjalnymi poziom wyszkolenia jest rozny ale nizszy niz GROM, GIGN czy inne jednostki podlegajace wojsku. W Magdalence zawiodlo rozpoznanie – co typowo polskie – wszystko na papierze gralo a sie schrzanilo. Zawsze bylo dobrze i na sama mysl o zatrzymaniu to bandyci robili pod siebie nie chcac poznac 9mmx19mm z MP5 HK… Tam trafili na psychopatow i zawzietych i tylko przypadek sprawil ze Ci nie uciekli – Ci policjanci mieli wtedy tylko jeden zapasowy magazynek do swojego MP5 czyli 30 w magazynku broni i jeden dodatkowy. Mieli tez Glocka i 2x 17 pestek.

        Po calej akcji dostali nawet na stan PK z 8 skrzynkami po 250 pestek. Bo to takie typowo polskie – z jednego ekstremum do innego.

        • 3r3

          Konfabulujesz – w Magdalence nie było żadnych zawziętych psychopatów, tylko zupełnie przytomni ludzie którzy realizowali obronę perymetru. Skutecznie, profesjonalnie, zgodnie ze sztuką. Nie uciekli bo za budynkiem był „snajper” i droga wyglądał na odciętą. Najpierw „snajpera” trafili w jedną rękę, a jak strzelał z drugiej to w drugą też.

          Natomiast w jednostkach mundurowych średnia inteligencji odbiega ZNACZĄCO od tej poza mundurówką, gdyż trafiają tam ludzie, którzy potrzebują potwierdzania własnych przemyśleń (jeśli mają), poczucia przynależności do grupy, przewagi środków, liczebności. Są to osoby wymagające opieki i taką w mundurze otrzymują. Nie zatrudniłbyś tych ludzi w żadnej normalnej pracy bo oni po prostu nie łączą kropek samodzielnie. Nawet jeśli przed służbą łączyli to po latach służby nie potrafią już tego robić.

          Mam jakieś tam swoje kontakty w mundurówce co powstania tłumiła (no oni ze względu na wiek to już kontakt z rzeczywistością mają lichy), co teraz jest szkolona na łoficerów, również takich zwyczajnych co już dorośli, i jak przechodzimy do kwestii jakościowych (na przykład po służbie w wieku 40 lat są przeszkalani w zawodówkach/technikach żeby coś tam sobie dorobili na emeryturze) to niestety – z tego materiału nic nie będzie. Pojęcia „zrób to dobrze”, „sam oceń”, „sam wymyśl jak to zrobić dobrze” trafiają na pustkę. Trzeba za nimi łazić i palcem pokazywać co mają robić.

          Mundur dostają ludzie którym nikt nie chciał dać łopaty.

          Owszem są jacyś tam hobbyści co poszli bo mają bzika na tym punkcie i oni reprezentują jakiś tam poziom, ale na hobbystach nie można oprzeć branży.
          W armii nie będzie jakościowych ludzi tak długo jak nie ma tam do brania łupów.

          Sugeruję zwrócić uwagę, jaka przepaść intelektualna dzieli Pana Plichtę od kuratora, który miał go dozorować. Już pomijam poziom wiedzy fachowej jaka dzieli Pana Plichtę od gamoni z komisji, których jeszcze większe gamonie wybrały na swoich reprezentantów. Słup nie słup, ale przepaść widać i słychać.

  • 3r3

    To właśnie jest definicja inflacji – zawężanie rynku.
    Ceny rosną dlatego, że zawęża się podaż.