Idź coś nakłam

Organizacja przemysłu w formie jaką kultywujemy od zarania dziejów jest samograjem dlatego, że do napędu wykorzystuje błędne alokacje. Każda alokacja jest błędna, każdy $ds nietrafiony. Wynika to z tego, że mamy nadmiar źródeł energii i do tej pory mieliśmy wzrost populacji i jej nasycenia kompetencjami (ostatnio jest z tym pewien problem).

Przemysł wyróżnia fazę wejścia (odejścia od gospodarki agrarnej gdy człowiek jest tańszy od konia a krew od wina), pełen rozkwit (gdy wysycone są kompetencje a ludzie żyją na tyle długo, że w sam raz), i deindustrializację (kiedy z braku populacji jaką można ubogacić trzeba ulepszyć produkty i brakuje naiwniaków agrarnych aby karmić nimi stanowiska pracy na samym dole hierarchii – wodzów więcej niż Indian). jednak bez względu na fazę, w przemyśle od zawsze problem niedoboru jest rozwiązywany wielotorowo – ominięciem procesu w dużej skali, substytucją braku i rozkręceniem produkcji dobra deficytowego (tutaj nas pcha $ds). Oznacza to, że każdy problem deficytu rozwiązujemy poleceniem – zróbmy tego dużo, tak aby nam nie brakło. Przemysł wytwarza więc hałdy tanich produktów, których tyle nie było trzeba, niby gospodarka centralnie planowana miała być jakąś odpowiedzią na ten problem, ale wyszło tak, że referatu podaży z referatem popytu nie dało się tam skorelować zgodnie z korelacjami jednostkowymi.

Zróbmy wszystkiego dużo – inaczej nie umiemy. Pożera to olbrzymie ilości zasobów (kapitału, pracy, materii, energii), a później sobie zgnije i nikt o tym misiu nie będzie pamiętał. Mamy fabryki zawalone maszynami, których nikt już nie pamięta jak włączyć, mamy drogi, które nigdzie nie prowadzą, tory kolejowe znikąd donikąd, które kiedyś coś z czymś łączyły. Mamy wreszcie całe pola rdzewiejących czołgów, które wojny nie widziały.

Wyprodukować możemy co zechcemy, ale czy ktoś zechce tego co wyprodukujemy? To największa bolączka sprzedawców. Ekonomiści rozwiązali problem płatności robiąc QE i akcje kredytowe jednakże… przedsiębiorcy mają problem by spiąć łańcuchy kompensat – aby zapewnić sobie dobra do wytwarzania dóbr. Jest to coraz większy problem. Bo zaczęło padać coraz częściej pytanie po co produkować, co nowy produkt wniesie?

Ja oczywiście nie mam z tym problemu – płacą to robię, robię bo płacą. Natomiast zaparłem się pazurami w starej technologii i nic mi w głowie żeby cokolwiek unowocześniać. Postuluję hodowle, uprawy i rzemiosło. Ja może głupi jestem, żeby w świecie, gdzie jest click money i ciężko pracujący na nas Chińczyk dostarczy wszelkie towary, proponować jakiś wysiłek, ale ja się obawiam, że ten Chińczyk to niebawem nam zaproponuje żebyśmy jednak mu zrobili Zdradka i to zapewne za USA Tbonds.

Zróbmy dużo – problem się rozwiąże, a powstałe problemy rozwiążą nasi następcy. W kontekście $ds jest to manipulacja s – takie zwiększanie s, żeby wychodziła deflacja. Co powoduje, że biznes rozwijając zdolność wytwórczą o 1,006 i kumulując tę zdolność potrafi rozłożyć popyt na łopatki, ale też potanić rzeczy do tego stopnia, że nie będzie już sensu ich produkować inaczej niż masowo. Ilość narzędzi jaką ja dziś prywatnie dysponuję (tak wiem, ja jestem gadżeciarz) wystarczyłaby sto lat temu na fabrykę. No na manufakturę na pewno. Ale producenci nie prowadzą tego wyścigu podaży dlatego, że mają takie hobby czy im jakieś autorytety moralne kazały. Producenci podkręcają wydajność, upraszczają produkcję, tną koszty dlatego, aby w $ds konkurować z innymi co robią to samo. Dlatego zmowy są złe, dlatego monopole są złe. Ale z definicji każda branża dąży do monopolu – i monopol sam z siebie, jako rezultat wygrania wyścigu (i dowalenie konsumentom potrójnych cen) nie jest zły zawsze. Monopol i organizacja masowej produkcji ma sens wtedy, kiedy dobro jest już tak powszechnie i tanie, że nikomu do głowy nie strzeli regulowanie podaży. Na przykład nie trzeba regulować rynku zapałek czy ołówków – są tak tanie, że rozdają je za darmo (w hotelach zapałki, w Ikei ołówki). Zróbmy wszystkiego dużo i jakoś to będzie, a odpady wykorzysta firma, która wyszła z branży, bo jej się $ds nie podobał i mieli tam już lepsze pomysły co takiego nam trzeba, o czym my jeszcze nie wiemy. To dobrze, że firmy porzucają takie branże, bo pierwsze odpadną zawsze firmy o najwyższej zdolności korelacji – najmniejsze – badające, rozwijające, myślące, udoskonalające. One wymyślają nowe branże. To pionierzy. Nie czebole, które na zamówienie publiczne klecą wahadłowce i autobusy elektryczne, tylko pojedynczy mikroprzedsiębiorcy, którzy wymyślają rzeczy jakich jeszcze nie było i zbierają się w bandy. Każdy odchodzący z branży poprawia $ds dla pozostałych.

Zróbmy dużo – ropy wydobyliśmy tyle, że cena spadła do poziomów pozwalających właściwie każdemu białemu na posiadanie pojazdu. Czyli dobrze nam to wychodzi, bo jeszcze sto lat temu samochody można było policzyć – a dziś się nie da. Z tym że nie wszyscy pracują – niektórzy są urzędnikami czy kapłanami, autorytetami mianowanymi przez sam sanhedryn. Otóż urzędactwo wymyśliło sobie, że ponieważ na podaży (s) się nie zna, to będzie nas pchało w d (popyt) i wymyśla atrakcje podatkowe, a nawet przepisy zakazujące tego, śmego czy owego (kapłani kiedyś też zakazywali, bo coś było grzeszne, a i Stalin sobie w zakazach nie żałował). Koncepcja jest taka, że jak nam się zakaże jeździć dieslami, to my na pewno kupimy samochodziki elektryczne. Nie że zaczniemy strzelać do zakazujących, tylko że potulnie kupimy te elektryczne badziewia, które wyścig o motoryzację przegrały już na samym początku w XIX wieku. Teologię sobie do tego urzędasy dorabiają, że cukier szkodzi (kiedyś krzepił), że samochody psują powietrze (a testy jądrowe nie), że klimat ma na nas focha (kiedy będzie cieplej!?) i różne inne brednie.

O ile manipulowanie s przez producentów wywołuje deflację, to próby nieudolnego manipulowania d oprócz salw śmiechu wywołują kontrast dochodów pomiędzy sprytnymi (co mają dostęp do dóbr objętych anatemą) i pozostałymi (co też by chcieli, ale im nie staje). Niby na tym kontraście chciała korzystać biurwa, ale wyszło tak, że dołożenie dwóch dodatkowych operacji na biznes po prostu zmniejszyło przestrzeń dla mało sprytnych i coś co kiedyś było normalne (przedsiębiorczość) urosło do rango karkołomnego (80% bankrutuje w przeciągu pierwszych dwóch lat, powinno około 5%, a reszta powinna sobie jakoś ciągnąć na poziomie czegoś o jakości etatu) wyczynu. Myli się doktor Sławomir Mentzen twierdząc, że Polacy nigdy nie byli jeszcze tak bogaci jak dziś, gdyż do Polaków nie zaliczył tych z Polski wypędzonych i tych co się przez ten „dobrobyt” nie urodzili (a to jak wiemy od izraelskiego ambasadora są ludzie bardzo ważni dla rozrachunków). Otóż jakby dodać do modelu Pana doktora tych co posiadają zero (bo wypędzeni i nieurodzeni), a do tego jeszcze odjąć zadłużenie to szału nie ma.

No i wiecie – #gruby wyjaśniał. Są jeszcze ci trzeci. Bo $ds ma trzy literki i ci trzeci kombinują przy tej pozostałej. Rezultat manipulowania $ jest taki, że po pierwsze jest inflacja (zaostrzająca nam problem podatkowy do 2 operacji, zamiast 1 w monarchii i to też nie dla wszystkich), a po drugie wynik równania jest jaki jest, więc $/s musi wychodzić tyle, żeby się wynik dzielił przez d. Jakikolwiek ten wynik by nie był, manipulacja $ zmienia nam supply. A zmienia nam podaż pod względem wartości w $ czyli zmienia nam jakość. Rezultat tego jest taki, że samochody sprzed 40-50 lat jeszcze jeżdżą, a te sprzed 15 już ledwo zipią. Przez ten czas zapotrzebowanie pojazdów na paliwo i części zamienne powinno spaść dwukrotnie (na paliwo spadło), natomiast motogodziny silnika powinny się potroić przynajmniej. Ale dzisiejsze silniki nie dają rady przejechać trzech milionów kilometrów – i to jest problem. Zaczęliśmy celowo obniżać jakość produktów, aby psuły się tworząc popyt. Z tym że to nam wcale nie daje w rozrachunku więcej $ tylko przyspiesza cyrkulację nowo drukowanych. To jest ślepa uliczka, ale Chińczycy postanowili z tego wyjść i nas na kopach też wyprowadzą. Bo oni chcą sprzedawać samochody prymitywne – ale niezniszczalne, bo ich nie stać na to, żeby 2 miliardy Chińczyków jakie będą zajmować Chiny i Syberię wymieniało samochody co 5 lat.

Mamy więc ludzi wprowadzających stresory i próbujących manipulować popytem, mamy przedsiębiorców zwiększającymi podaż, i mamy wybraną część biznesu (system transakcyjny operujący kompensatami częściowymi pod ochroną tych od manipulowania d), który próbuje manipulować $ (przynajmniej jej składową jaką jest waluta papierowa, bo rozliczamy się różnymi środkami).


Dwie dodatkowe operacje (system podatkowy) w percepcji wielu ludzi byłyby do zniesienia, gdyby ze wspólnego kotła nie wyciągać mniej (obciąć wydatki) tylko wrzucać więcej. Czyli żeby gospodarka była innowacyjna i żeby było więcej operacji w każdym procesie, tak aby dwie dodatkowe nie były takim ciężarem jak do pojedynczej „ze śwagrem dżewa ścinam”. Rzecz w tym, że nie robi żadnej różnicy poziom techniczny dla sumy operacji i wysokości podatków, ponieważ przezbrojenie drwala z siekiery w pilarkę wcale nie czyni przedmiotu biznesu dłuższym łańcuchem. Nawet uzbrojenie go w fińskiego robota do koszenia lasu:

nie zmienia tego, że administracja przeżera to co jest na rynku w takich ilościach jak jest. Jeśli za PRLu byli w stanie wyprodukować ustawę z numerem 41 – Wilczka (kończącą de facto socjalizm – utraciła moc 2 stycznia 2001 roku), to 25 lat później wyprodukowali pół miliona bubli zwanych aktami prawnymi i ciągle dają czadu. Produkujemy więcej papieru z większej ilości ściętych drzew – oni zapisują je ustawami. Niezależnie więc ile byśmy nie wrzucili do kotła, to oni to przeżrą. Pozostaje wywrócić kocioł.

Podpalmy nasz biznes Keynesem

I zaraz bezwstydnie dorzucimy Austriaków. Nie dlatego, żeby Austriacy byli jacyś wadliwi, tylko dlatego, że w teorii nie napisali jak będzie z praktyką, że praktyka będzie miała algebry topologiczne oraz nietrywialne punkty przekształceń. W uproszczeniu – wystąpią tam przeróżne algebry szczególne.

Zauważyliście, że od razu, w założeniach wyliczeń podniosłem pensje pracownikom z poziomu polskiego do poziomu przyjętego w świecie uprzemysłowionym. Jest to przepaść jaka dzieli poziom płac w Polsce od poziomu w krajach uprzemysłowionych o rozwój 1,006 przez 153 lata i kilka miesięcy (1,006^153). Zabory trwały 123 lata, po drodze niby coś tam było, łącznie tej niewoli było jakoś ze 149 lat, do tego jeszcze mamy nie najlepszą geografię (wyjście przez cieśniny duńskie na w miarę otwarte morze). Zauważcie że to podniesienie (typowy keynesizm) nie zmienia zbytnio wolumenu produkcji, a podatki owszem – dokręcają śrubę dwukrotnie. Oczywiście różnica jest też taka, że próg wejścia w najnowsze środki produkcji wynosi nie 5, a 10 czy 12 lat. Z tym że te środki ktoś musi wytworzyć i zbyć. Nie ma więc znaczenia wypłata, a zdolność do magazynowania jakościowych nadwyżek produkcji. Jak widzieliście w wyliczeniach te jakościowe nadwyżki produkcji istnieją przy niskich podatkach już w małych przedsiębiorstwach (ale zamiast tego można po prostu mniej pracować i zająć się innymi rzeczami – malarstwem, poezją, robieniem dzieci, konsumpcją piwa & wurstu). Jeśli się te nadwyżki wypracuje, to KTOŚ je będzie miał, czy da się z tego coś wytworzyć – na przykład nowe przedsiębiorstwo – to zaraz wrócimy do algebry w takiej topologii. W każdym razie jeśli w czasie 5 lat firma wytworzy tyle ,żeby się zdublować, to licząc straty w rozwoju techniki w tym czasie wymieni swój kapitał po 97 centów za dolara ((1-0,006)^5), przy płacach niższych (polskich) po 93 centy za dolara, a gdyby zachodnia firma miała przy swojej technologii masowej zapewniać ludziom zdolność oszczędzania środków do budowy własnych mikrofirm, to przełożenie byłoby (15 lat opóźnienia w zmianie technologii w molochu i 5 lat oszczędzania) 88 centów za dolara, a w przypadku procesu w Polsce (opóźnienie 15 lat i 12 lat oszczędzania) 85 centów za dolara. Jak więc widzicie keynesowskie manipulowanie płacami aby inaczej rozkładać dystrybucję rezultatu pomiędzy pracę i kapitał ma znaczenie w granicach błędu statystycznego przy 2,5 krotnym podniesieniu płac. Różnica jest taka, że trzeba się więcej narobić, ponieważ dzień pracy w Szwecji trwa 9 godzin, a w Polsce 8, z tymże w Szwecji jest godzina przerw wliczona w ten czas pracy, a w Polsce nie udawajmy – pracownik przez osiem godzin nie je, nie pije i w kiblu nie bywa? No właśnie… Więc ta różnica w wydajności gospodarek jest do przeskoczenia przy zasuwaniu 12h dziennie w kilka lat.

Nie tu jest problem. W podatkach jak wykazałem jest problem, otóż podatki wymuszają powstawanie jakościowego towaru po zawyżonej cenie wyłącznie w molochu, oraz obniżają jakość w małych firmach (bez tego nie da się funkcjonować). Niższa jakość oznacza przymusowo krótszy czas amortyzacji (sprzęt się szybciej zużywa). Te dwie dodatkowe operacje powodują, że małej firmy z oszczędności nie da się otworzyć właściwie nigdy, a podjęcie kredytu na start to w 80% przypadków sznur na szyję i w rezultacie wypad z jurysdykcji, w której jest się pod kreską. Prawdopodobnie z tej spirali nie da się wyjść w żaden pokojowy sposób.

Ale pomińmy podatki na chwilę – keynesizm powoduje zmianę rozkładu „premia za kapitał/premia za pracę”. Przy dwu i pół krotnym zwiększeniu płac netto powoduje około 30% zwiększenie produkcji przymusowo. O ile jest zbyt, a zbyt jest dlatego, że keynesizm najczęściej stosuje się dla projektów infrastrukturalnych, a w tych pracują mężczyźni. To zwiększenie o 30% produkcji nie następuje organicznie, a ekstensywnie – trzeba więcej ludzi. Keynesizm wprowadzano na młodych populacjach, a to 30% plus oznaczało wyrwanie 50% kobiet z domów do fabryk ze wszystkimi następstwami (rozrodczość). Oznacza to, że keynesizm nie jest podażą $ za darmo, ale jest podażą 30% więcej dóbr (i błędnych alokacji) przy 50% spadku dzietności od ręki. Sami oceńcie czy to drogo, jeśli już po 20 latach następuje spadek podaży pracowników i już bezproduktywne windowanie płac. Większości firm zbudowanych w tym czasie nie będą zaludniali żadni ludzie. Oczywiście automatyzacja coś tam zdziała, ale w 20 lat to wyciśniemy może 12% wzrost pułapu produkcji na tym, a co z resztą?

No resztę niby ma rozwiązać imigracja. Nawet zadziałało, tylko skończyli się biali i ci kolorowi co przyjechali to najpierw ich próbowano kształcić, a potem się okazało, że te fabryki z automatyzacją nie chcą działać na kolorowym zasilaniu, więc downgrade nas czeka. Inaczej się nie da. Keynesizm działa – zapewnia straty w ludziach. I jakieś marginalne nadwyżki w produkcji, które i tak przeżre biurwa nienasycona.

Choć Austriacy twierdzą że się da, a mianowicie tak, że można skakać pomiędzy $ds w różnych branżach i na różnych produktach. I to jest prawda. Sam zmieniałem branże, jurysdykcje i nisze w życiu tyle razy, że nie spamiętam. Koncepcja austriacka jest taka, że kapitał można transformować w różne użyteczności. Kapitał jest prawem poboru materialnych środków produkcji wytwarzanych przez innych, a to prawo nabywamy dając inne, pożądane środki produkcji. Co wyklucza autarkie, bo te gromadziłyby prawa poboru których do niczego nie potrzebowałyby użyć. Takimi autarkiami są duże korpo, a skrajnym przykładem świnki skarbonki jest FANG, który posiada gigantyczne zapasy praw ciągnienia (walut), z tym że nie bardzo jest co potrzebnego od kogo pociągnąć.

Problemem praktycznym jest przekształcanie posiadanego zasobu w pożądany (przebudowa parku maszynowego – przedsięwzięcie), albo zakupu pożądanego na rynku (biznes), albo jego samodzielne wytworzenie własnym sumptem (gospodarskim). Mniej więcej pomiędzy dającymi się wyróżnić etapami stabilnymi w piramidach przedsiębiorstw (w strukturach zarządzania) przepaści są pięciokrotne. Teoretycznie oszczędzając 5 lat można sobie stworzyć stanowisko pracy drugie jakie się ma (amortyzując już posiadane) czyli sobie zdublować, więc w 12-15 lat możemy zbudować sobie spokojnie strukturę kolejnego poziomu – o ile wydrapiemy sobie miejsce na rynku i w sieci transportowej. Ponieważ to, czego Austriacy nie wspomnieli zbyt wyraźnie, to to, że funkcjonujemy w przestrzeni skończonej, jest skończona liczba podmiotów, ludzi i kapitału. Do tego zasoby występują niekoniecznie tam gdzie chcemy, ludzie wcale nie chcą się przemieszczać jak gdzieś mieszkają i jeszcze wybrzydzają na towary – niekoniecznie chcą kupować. Wrzuca nam to na prowadzenie interesu pewne nieprodukcyjne obciążenia jakimi są handel i dystrybucja (transport) oraz zwrotnie system rozliczeń. Podawałem jak wygląda składnia tych zjawisk i w praktyce dubluje ona wycenę na każdym etapie. Jeśli dodamy do tego system podatkowy, to zaczyna być pewien problem.

Rozwiązania problemu nie zwiększają produkcji – tną jedynie koszty i stwarzają nowe problemy do rozwiązania – wytwarzają opór środowiska – tarcie. Nasza strategia „zróbmy dużo, zróbmy więcej” zawsze rozwiązuje problem i „jakoś to będzie”. Podstawową metodą zlikwidowania nazbyt uciążliwego transportu pomiędzy podmiotami rynku jest stworzenie takiej abstrakcyjnej koncepcji jak „miasto”. To w takim abstrakcie można utworzyć bardzo krótkie powiązania transportowe pomiędzy konkurencyjnie selekcjonowalną liczbą podmiotów i prowadzić sobie biznes bez mnożnika x2, a na przykład z mnożnikiem niewiele większym od 1 – koszt transportu. Czyli topologia miasta ma zalety algebraiczne, względem topologii poza miastem. Z tym że poza miastem pozostają kopalnie i areały uprawne, a przy okazji to co śmierdzi (huty, stalownie, garbarnie, fermy, hodowla) i tu nam mnożnik x2 pozostaje.

Ale mnożnik rozwiązujemy skalą – bo miasto kupuje dużo, kupuje naraz, ma tanią dystrybucję, więc ceny żywności w mieście nie będą wysokie, a gdyby liczyć produkty przetwarzane w mieście, to są tańsze niż zwrotnie poza miastem. Z tym że wszystko za cenę tego, że ludzie już się nie mieszczą, więc trzeba ich ustawiać jednego na drugim – w pionie, w domach budowanych wzwyż. Coś niesłychanego, żeby jeden drugiemu tupał nad głową. Ja nad głową mam strych, a od tupania myszy. Miasta się rozrosły w dzielnice, dzielnice połączyły obwodnice, miasta wypełniły się samochodami, powstały miasta w miastach (centra zapełniły wysokościowce banków), powoli miasta przekształciły się w koczowiska pauperów, którzy oszczędzać mogą jedynie w abstrakcyjnej walucie, gnieżdżą się w klitkach, a dojeżdżać do pracy muszą komunikacją miejską i rowerem. Oczywiście postulują przegnanie złych rednecków z ich samochodami na diesla. W rezultacie korzyści mnożników z miasta przejęły rednecki, które owszem tam się karmią, ale wcale tam nie mieszkają. Do miasta szybciej można dojechać niż z niego wyjechać. Komunikacja miejska jednak niczego nie wytwarza, a rozwiązuje problem rekuperacji mnożnika gdzieś pomiędzy x1 do x2 i zazwyczaj pobiera opłatę w czasie. Miasto to ciągłe kolejki, ciągłe oczekiwanie. Wieś to ciągłe przepłacanie. Pozostaje kwestia czy mamy większy dostęp do czasu czy do waluty. I tutaj trafiamy do topologii algebry.

Niby -2 i 2 jest w tej samej odległości od nietrywialnego zera. Jednakże algebra po tych dwóch stronach zera jest inna. Na przykład odejmowanie z jednej strony zmniejsza, a z drugiej strony strony zwiększa odległość od miedzy. Jeszcze śmieszniej jest z mnożeniem, bo -2 pomnożone przez się daje jak najbardziej 4, a 2 pomnożone przez się nijak -4 dać nie chce. Oznacza to, że przekształcenia na tym banalnym przykładzie są niesymetryczne względem miedzy. To teraz przypomnę wcześniej poruszaną kwestię – kredytu, otóż kredyt ma topologię „tak się umawialiśmy, że to sprawiedliwe” iż przy oprocentowaniu 7 rocznie, za pożyczone 100 musimy po roku oddać -107, a gdybyśmy się ociągali dwa lata to -114,5. A przy przekształcaniu środków produkcji też mamy takie kwiatki kapitałowe. Otóż fabrykę ryb w puszce na fabrykę komputerów o wycenie 1:1 nie przekształcamy po sto centów za dolara (chyba że jakiś właściciel fabryki komputerów chce się akurat wymienić). Istotne jest który z tych kapitałów ma lepszy $ds i perspektywy zmienności i to zmienia nam proporcje transferu. Do tego dochodzi liczba chętnych zbyć takie fabryki, lub je wytworzyć, oraz liczba chętnych nabyć naszą.

Zazwyczaj wygląda to tak, że naszą zbywamy ze stratą, a jak jest używana to z większą, a z większą nawet jak jest w dobrym stanie dlatego że jest stara, a do tego ci co oszczędzali na fabrykę zamiast konsumować na potęgę, to nazbierali po wymienianym wcześniej (lichym) kursie 97 centów za dolara. W rezultacie naszą, zapewniającą nam przyzwoite zwroty fabrykę chcemy zamienić na inną fabrykę i tylko wyceny nas mogą powstrzymać. Gdyż jeśli nie znajdziemy chętnego na wymianę barterem bezpośrednio, to pośrednio przez system rozliczeniowy może się okazać, że ten biznes nam wyjdzie tak, że nasza fabryka jest pięć lat stara (97c za $), ci co oszczędzali to też im licho wyszło (97c za $), no to już na 94c za $ jesteśmy, do tego sentyment może być lichy (powiedzmy fabryki ryb w puszce mogą być 5% mniej popularne od indexu przeciętnie popularnych fabryk wieszaków na ręczniki), to już jesteśmy na 89c, i jeszcze system transakcyjny może być chciwy (przyjmijmy że na poziomie 3%) to już 86,7c. I jeszcze może się okazać, że fabryki komputerów są w innym systemie transakcyjnym w innej jurysdykcji (5%) co rzuca nas na 82c Do tego fabryki komputerów mogą mieć poważny sentyment 5% ponad index i lądujemy na 78c. I jeszcze nam biurwa nie dowaliła podatków.

Sprzedając więc pięcioosobową fabrykę ryb w puszce nabędziemy 4 osobową fabrykę komputerów, albo dołożymy rok czy dwa oszczędności żeby nabyć taką samą. Przekształcenia kapitału więc kosztują, o tym Austriacy nie wspominali, że ta premia może boleć. A sentyment może być gorszy, a inflacja, a biurwa ukraść jeszcze 25% za aportów i dopiero dostaniemy 50c za dolara aż nam w pięty pójdzie – może jednak jakoś sobie przebekać na rybach w puszce?

Oczywiście możecie metodą gospodarską rozpocząć wytwarzanie fabryki komputerów skupując potrzebny sprzęt z nadwyżek dawanych przez produkcję ryb i w czasie cyklu koniunkturalnego, jak dobrze pójdzie, to akurat nam się uda uzyskać zapóźnioną o 7 lat fabrykę komputerów. Z tym że o ile przeciętnie organiczny wzrost wydajności jest 1,006 to w niektórych branżach jest to 1,0005, a w niektórych 1,5 i to jest problem, bo nasza zapóźniona o 5 lat fabryka komputerów może się okazać zdolna produkować co najwyżej sterowniki do lodówek z internetem. Metoda gospodarska może być więc o kant. Dlatego mamy banki.

Banki to taki biznes, co nic nie wytwarza, ale niby siedzą tam mądrzy ludzie, co analizuję, że jakby wy się chłopy, co robicie ryby w puszce i haczyki do ręczników, zrzucili dzisiaj w pięć 30 osobowych firm z Waszymi rocznymi oszczędnościami, to możemy za to wystawić i utrzymać jedną, 15 osobową firmę robiącą komputery, która będzie się rozwijać w tempie 50% rocznie przez pierwsze 3 lata, a później nieco wolniej, i jeśli ją dokapitalizujecie powiedzmy 3 miesiące oszczędności z roku, to za 5 lat mogą Wasze udziały być warte wielkie mnóstwo (tyle co 90 osobowa firma robiąca komputery minus prowizja banku). No chyba że wszystko się rypnie. Takie ryzyko, że jak skredytujecie to za jaką preferencję czasową, będziecie udziałowcami dochodowej firmy w dochodowej branży z lepszym od Waszego $ds.

To od razu knujecie, że my tu na zarobmy.se czy u #glupi na blogu możemy się skonsolidować i sobie jaki taki biznes zorganizować. Szczególnie, że i mamy ludzi i nawet co nieco po kieszeniach. Sonduję ten temat, być może jak co nieco włożę (pal diabli kasę, ale skąd ja czas wezmę) to wyjdzie mi jaki rekonesans. W Przyszłości. Oczywiście na nasze własne ryzyko dobrowolnie i z nadwyżek. A ponieważ my są ludzie skąpe i zachowawcze, to raczej nigdzie nie ruszymy, bo jesteśmy w strefach komfortu.

Oczywiście zagrzmiał jeden taki z trybuny, że my są mało innowacyjni, chomikujemy kasę i w ogóle sknery jesteśmy okrutne zamiast przysparzać dobrobytu. Ten kaczy kurdupel co tam grzmiał to on jest wielka szycha w biznesie, kto jak nie on zna się na inwestowaniu swojej własnej kasy w słomiane interesy, z których co piąty na 25 lat wychodzi. Drugiego takie jak on sam specjalistę na bankowym garnuszku sobie znalazł i postanowili, że oni nam przymusowo, wykopując nas podatkami ze strefy komfortu zdecydują co jest postępackie, innowacyjskie i już oni wiedzą najlepiej jaka to branża za 15 lat da taaakie zwroty, że wszyscy będziemy ze złotymi łańcuchami na szyjach chodzić jak wyjątkowa kasta. No z łańcuchami na szyjach na pewno tylko ja nie wiem czy one będą złote i tak całkiem luźne.

Dlatego wyrywamy Austriakom tę kartkę, której u nich brakuje w teoriach, że kapitał konwertuje swoją użyteczność po garść centów od sta i dlatego gwałtowne ruchy w przebranżawianiu to nie jest żaden wielki cymes. I tę kartkę wrzucamy na płonący keynesizm. Niestety nikt przytomny nie przewidywał, że za inwestowanie może się wziąć państwo, jeszcze jak oni na siłę wytwarzają jakieś jedno korpo co robi infrastrukturę, mosty jakieś czy bazy wojskowe to ja rozumiem – oni też się muszą najeść i udają, że to firma, ale jak nam zaczynają wymyślać nowoczesne technologie, to ja aż się boję jak bardzo nas to cofnie w rozwoju. Jak oni nie chcą brać kasy za to żeby siedzieli w izolatorze i nic po prostu nam nie gmerali przy biznesie, to czy na przykład jakiś weterynarz nie mógłby wziąć paru groszy, żeby ich uśpić?

Administracja dwupoziomowa daje taki wycisk, że tylko zapóźnianie technologii i nierozwijanie jej poprze budowę bezwładnych, olbrzymich struktur daje jeszcze jakieś zwroty pod przymusem. Jeśli politycy narobią takich zobowiązań, że nawet takie zapóźnienie, jakie oferuje korpo nie da rady pod widelcem nic zarobić, czyli nawet czebole lansowane przez #Arcadio nie będą miały wystarczającej prędkości (na energii ze straty populacji) ucieczki z czarnej dziury zadłużenia, to możemy znaleźć się w sytuacji, że jakakolwiek praca i organizacja nam dostępna straci sens. Owszem można zrobić firmę na 50mln ludzi – Chińczycy potrafią, ale my nie mamy i nie będziemy mieć 50mln dorosłych osobników. W ogóle tylu nie mamy.

Mogą wyjść na trybunę różne czuby w fajnych garniakach i z ciekawymi krawatami. Ale dywersyfikacja w gospodarce polega na tym, że każdy przedsiębiorca sam na własne ryzyko i niczyje inne sobie podejmie decyzję jaka alokacja ma wg niego przyszłość, zrobi to sam lub w grupie jaką sam wybierze dobrowolnie i przy takiej presji podatkowej aż 20% tych biznesów przetrwa dwa lata, robiąc wolumen za znaczną część zniszczonych. Rozkurz przy tym duży, ale nawet pod taką presją w jakimś rozsądnym terminie raczej będzie jakiś rozwój. Natomiast jeśli czub nam nakłamie, że jak my wszyscy wspólnie na 80% ryzyku władujemy wszystko w jedną firmę i ona zarobi, a ta firma akurat upadnie (z przyczyn nawet niezależnych od czuba co nakłamał) to przez dwa małe cykle nie wygrzebiemy się. A firmy zaczynają nam padać z braku podaży ludzi na rynek, natomiast wymarzone automaty które miały za nas pracować jakoś się nie pojawiły.

Wróćmy jednak do elastyczności kapitału.

Już wiemy że zamiana jednej firmy na drugą poprzez system transakcyjny z użyciem waluty ma spore tarcie w jedną stronę. W drugą też może mieć pewne tarcie, zazwyczaj ma. Dlatego wyceny firm są nie w formie ich kapitalizacji tylko są wypadkową wielu czynników wskazujących jaki kapitał firma może z siebie wypluć. Ale przez to mają różne użyteczności dla różnych uczestników rynku. Zupełnie inne dla systemu transakcyjnego, a zupełnie inne dla odbiorców ich produktów (albo ich dostawców wsadu) gdyby komuś zaświtało konsolidować się w pionie.

Oczywiście firmy nie są jednowymiarowe, a algebry nie są jednowątkowe. Nie trzeba wszak przechodzić przez system transakcyjny z walutą – można zrobić swapa akcji – taniej. Można wymienić się kontraktami (czasem to dość opłacalne nawet przy nominalnych stratach każdej ze stron jak po prostu mogą skonsolidować coś geograficznie lub usystematyzować produkcję, wdrożyć standardy). Firma ma w sobie wiele ułamkowych przedsiębiorstw – jakąś produkcję, jakieś IT, jakiś dział transportu (a przynajmniej jakieś pojazdy), może jakiś dział konserwacji, a nawet zdolność budowlaną. Ja wiem, że to wszystko niby się powinno outsourcingować, ale rzeczywistość chadza własnymi ścieżkami i szczególnie gospodarskie firmy są wielowektorowe. Oczywiście dział transportu żebym nie wiem co było wpisane w rubryce wartość nie zacznie wspierać działu IT, a koparki niezależnie od liczb wpisanych w tabelki nie są obrabiarkami i nie zwiększą produkcji, więc elastyczność środków kapitałowych jest taka sobie. Czasem nawet waluta bezpośrednio nie jest wymienialna na usługi i towary – potrzebne są wpływy. W przedsiębiorstwach jest już nieco prościej niż w gospodarstwach, ale największe gospodarstwa to kombinaty przekształcane czasem w korporacje i wtedy dopiero wychodzi co kryło się pod pojęciem „wycena środków trwałych”. Czasem środki to zupełnie abstrakcyjne obiekty takie jak „prawa do wydobycia” zależne od układów politycznych i faktycznej zdolności utrzymania władztwa na danym obszarze przemocą.

Mapa pokazująca topologię algebr i ich wzajemnych przeliczeń w kilku płaszczyznach byłaby niezwykle interesująca, jednak ten cały skomplikowany system zwykle staramy się sprowadzić do wspólnego mianownika swapów akcji oraz rozliczeń kapitałowych, więc rozsądnym systemem zarządzania wycenami jest system transakcyjny i ukryte w giełdzie systemy refinansowania poprzez wykup przyszłych rezultatów materialnych i kapitałowych. Oczywiście są ludzie, którzy potrafią poukładać to lepiej wymieniając kijek na siekierkę, żeby zanieść ją do miejsca gdzie tanio są wędki i robią na tym niezły cymes – są lepsi od rynku, są lepsi od indexów. Mamy takiego Czytelnika z łódzkiego co potrafi tak wymieniać jedno na drugie, handlować i obracać środkami produkcji a nawet coś nimi wyprodukować i dopiero sprzedać. Podziwiam, sam tak nie potrafię.

Komentarze są moderowane. Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • gruby

    @3r3 napisał:

    „A ponieważ my są ludzie skąpe i zachowawcze,

    to raczej nigdzie nie ruszymy, bo jesteśmy w strefach komfortu.”

    Dlatego też dla dobra ogółu trzeba nas z tej strefy komfortu wyrwać. Można podatkiem, można konfiskatą, można domiarem, można aresztem wydobywczym. Skutecznym sposobem jest również porywanie dzieci, ale na tą sankcję poczekamy pewnie do następnego kryzysu budżetowego.

    „Oczywiście zagrzmiał jeden taki z
    trybuny, że my są mało innowacyjni, chomikujemy kasę i w ogóle sknery
    jesteśmy okrutne zamiast przysparzać dobrobytu. Ten kaczy kurdupel co
    tam grzmiał to on jest wielka szycha w biznesie, kto jak nie on zna się
    na inwestowaniu swojej własnej kasy w słomiane interesy, z których co
    piąty na 25 lat wychodzi. Drugiego takie jak on sam specjalistę na
    bankowym garnuszku sobie znalazł i postanowili, że oni nam przymusowo,
    wykopując nas podatkami ze strefy komfortu zdecydują co jest
    postępackie, innowacyjskie i już oni wiedzą najlepiej jaka to branża za
    15 lat da taaakie zwroty, że wszyscy będziemy ze złotymi łańcuchami na
    szyjach chodzić jak wyjątkowa kasta. No z łańcuchami na szyjach na pewno
    tylko ja nie wiem czy one będą złote i tak całkiem luźne.”

    Kiedy biurwa bierze się za gospodarzenie to wychodzi z tego PGR. Bo w planach stoi że zyski będą, więc gdyby jednak zysków zabrakło to się je natrzepie dotacją albo administracyjnie zarządzoną wycinką konkurencji.

    Jeszcze jeden aspekt: kiedy to biurwa planuje biznes to biurwa również decyduje jaki będzie z niego zwrot. A przecież każdy biznes zakłada się z cichą nadzieją, że pewnego dnia zyski przebiją sufit. Po co wkładać jeśli z góry wiadomo ile się maksymalnie wyjmie ?

    Następna sprawa: kapitaliści to bardzo dziwna rasa, oni chodzą własnymi ścieżkami. Im nie trzeba niczego podsuwać pod nos, oni sobie wszystko co im potrzebne (i parę niepotrzebnych na pierwszy rzut oka rzeczy na dokładkę) są w stanie samodzielnie wystrugać. Wreszcie biurwa widzi to co jest a kapitalista widzi to czego (jeszcze) nie ma. To tak jak z krótko- i długowzrocznością. Jeden drugiego nie zrozumie, bo oni obracają się w dwóch, kompletnie inaczej wyglądających światach. Mimo tego, że żyją razem na tej samej planecie.

    A na koniec, dla równowagi: zadaniem państwa i jego biurwy jest zamawianie czołgów najsamprzód, zanim jeszcze wybuchnie wojna. Z wyprzedzeniem umożliwiającym ich zaprojektowanie, wyprodukowanie, przetestowanie, poprawienie i wyszkolenie załóg. Tego biznes z góry wiedzieć nie może, to nie jego broszka. Ponadto biurwa zamawiając broń musi określić w jakich regionach świata a przez to w jakich warunkach ta broń będzie używana. Jeśli biurwa spieprzy zamówienie to nagle okazuje się że G36 trafia npl-a na strzelnicy w Greifswaldzie ale nie na polu walki pod Kabulem albo buty się w środku patrolu na pustyni Iraku rozklejają.
    Powiedzmy, że to jeszcze nie jest tragedia. Owszem, to poważna wada zmniejszająca szanse przeżycia bitwy ale prawdziwy dramat zaczyna się wtedy, kiedy chociażby z powodu braku klimatyzacji w czołgach skuteczność prowadzonego przez nie ognia spada do zera, bo wtedy operator eRPeGa wali do naszych jak do kaczek na strzelnicy.

    Z tymi elektrycznymi samochodami to jednego nie zjarzyłem: kiedyś produktem odpadowym z produkcji specjalnej były samochody, motocykle, ciężki sprzęt budowlany czy sprzęt AGD. I tylko dzięki temu ta produkcja się mniej lub bardziej ekonomicznie spinała. Teraz planuje się produkować samochody elektryczne a co będzie z odpadami ? Wyślemy je do Chin ? A oni je tam kupią, bo niby swojego odrzutu z taśmy za mało mają ?

    Bo wiertarek jako poprodukcyjnego odpadu samochodu elektrycznego raczej nie sprzedamy, do tego przebicie na wiertarkach jest już dziś zbyt małe.

    • 3r3

      Ja profilaktycznie to wojowanie też bym biurwie i państwu zabrał i pozostawił to koncernom wydobywczym, zbrojeniowym i usługowym w tej branży. Oni już wiedzą najlepiej o co, gdzie, kiedy i z kim będą wojować i jakie będą z tego zwroty. Po co do tego mieszać państwo?

      • gruby

        Koncerny nie posiadają zdolności mobilizacji w warstwie uczuć, w każdym koncernie rasy i wiary rozkładają się po mniej więcej równo.

        Tylko państwo wybierając się na wojnę jest w stanie namieszać żołnierzom w głowach hasłami typu:
        – nasz naród jest rasowo czystszy od waszego,
        – nasza bóg jest tym jedynym prawdziwym,
        – nasza wiara jest jedynie słuszna,
        – nasze kobiety są ładniejsze i płodniejsze od waszych, wasze się tylko do odkurzacza nadają,
        – nasza kultura jest bardziej rozwinięta a
        – nasza kuchnia jest smaczniejsza,
        – nasz naród jest wybrany,
        – my to w ogóle übermensche jesteśmy, a wy to co najwyżej możecie u nas w montowniach i na polach zasuwać.

        Aby wzniecić zapał bojowy konieczny do zarzynania wroga i zgody na bycie przez wroga zarzynanym musisz wdeptać przeciwnika w błoto zanim rozpoczniesz bitwę wynosząc swoich własnych wojów na piedestał, wychwalając ich pod niebo i ośmieszając wroga.
        Inaczej wojom w oczach nie zaiskrzy i nie rzucą się do mordowania wyłączając własne (nieważne, jak rozwinięte) mózgi. Aby zmienić trepa w zabójcę musisz trafić do jego emocji, aktywując w nim zwierzę siedzące w móżdżku i pniu jednocześnie deaktywując wyższe warstwy mózgu odpowiedzialne za analityczną ocenę sytuacji.

        Ostatnio w ten sposób załatwiono kaczora w sejmie. Używając cytatów bliźniaka opozycja wyłączyła czasowo kaczorowi płaty czołowe i na mównicę wlazł człowiek taki, jakim był każdy z nas parę milionów lat ewolucji temu. Na całe szczęście kaczor był wtedy nieuzbrojony, bo jakby miał coś miotającego ołów na odległość pod ręką to polałaby się krew. Tutaj nasz kolega ze szpitala będzie mógł z pewnością dodać parę uczonych uwag, lecz stan chwilowej niepoczytalności polega właśnie na przemijalnym zdeaktywowaniu warstw analitycznych mózgu i kierowanie się emocjami. Za emocje odpowiedzialne są niższe warstwy mózgu, te ewolucyjnie starsze, te lepiej sprawdzone.

        Oznacza to, że kiedy przestajemy panować nad sytuacją to zaczynamy odruchowo reagować tymczasowo rezygnując z człowieczeństwa i stając się zwierzętami.

        Ten mechanizm nie jest co prawda konieczny do prowadzenia wojny, ale jest konieczny do jej wygrania. I dlatego korpo jako podmiot wojny odpada.

        • Medyk Helwecki

          ja tam jestem zajety wojowaniem z biurwa, Bylem w nocy po dyzurze w McDonaldsie, Zamiast parkowac w garazu podziemnym zaparkowalem na Besucherparkplatz, nawet poprawnie ustawilem tarcze. Pod wlasnym domem. No ale sasiedzy zadzwonili po Stadtpolizei i telefonicznie powiedzieli ze ja parkuje tam dluzej i ze Auto stoi juz od wielu dni tam… no wiec Strafanzeige bo tu w Helwecji jak dobrze wiesz to panstwo policyjne,
          Policjanci nie beda tam wierzyc jakiemus naturalizowanemu. Rozchodzi sie o to ze nie jakies 80 CHF bo to zaplacilbym od razu. Oni chca 2000 CHF plus koszty postepowania a te beda szly w dziesiatki tysiecy CHF.
          A tacy moi pacjenci z Tunezji, nie majacy zadnej pracy i zadnego Aufenthaltserlaubnis handluja dragami , kradna rowery, robia rozboje i jak ich KAPO nawet zatrzyma to oni sie smieja w twarz i pierwsze co mowia to adwokat (ktory w nocy do nich przyjezdza) a drugie co mowia to ze sa z Libii a tam ich deportowac nie moga bioednio Szwajcarzy plus prosza o Telefon do Amnesty International ze rasisci i tak dalej biednych robaczkow przesladuja…
          mam na dzis dosyc, wiec niczego nie napisze.

          • Eltor

            Coś mi się zdaje Medyku, że Ty wcale nie jesteś obywatel drugiej kategorii, bo drugiej kategorii to są ci, którzy w nocy mają adwokata, nie podlegają prawu i mają wsparcie instytucji Sorosa. Co niestety chyba prowadzi do wniosku, że tacy uslanderzy jak Ty, to jest trzecia kategoria.

          • papik

            Mieszkasz w jakims mateczniku SVP? Przyklej sobie gebe Blochera na samochodzie to moze nie beda dzwonic 🙂 A tak powaznie: zazwyczaj na znaku kolo miejsc parkingowych jest napisane ze kara wynosi do 2000CHF (wiec to nie zalezy od pensji @disqus_89vD8NXwE0:disqus), koszty postepowania to pare stowek (takimi pierdolami zajmuje sie sedzia pokoju), a koszty prawnika pokryje Ci Rechtschutz (no chyba, ze nie masz – selberschuld) Ja postalem na miejscu dla gosci i po 3 dniach dostalem ostrzezenie, a potem wezwanie do sadu. Skonczylo sie na kilku telefonach i 80CHF za zamkniecie sprawy (Lucerna).
            Wez sie przenies w jakies bardziej przyjazne miejsce albo dom jakis kup.

            • rocnrola

              No i mi się wydawało, że procent od zarobków to jest przy przekroczeniu prędkości, a nie postoju na besucherze.
              Ja też mam lepszych sąsiadów – na początku swojej przygody z CH auto z krótkimi przerwami stało tydzień na takim miejscu. Siódmego dnia (oj… biblijnie się robi;]) znalazłem kartkę pod wycieraczką „to nie jest parking! to postój krótkotrwały! zabierz stąd auto albo dostaniesz mandat i CIę odholują”. I po krzyku. Na początku się trochę zdziwiłem takim zachowaniem, ale po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że słusznie.
              Mówi się, że państwo policyjne, że sami „konfidenci”, że wody w kiblu nie można spuścić po 22, bo się komuś nie spodoba – imho mocno przesadzone. I swoją drogą, jak się jest normalnym obywatelem, jak żyjesz w zgodzie z innymi, to te „ograniczenia” bardziej Cię chronią, niż przeszkadzają. Nie chcę brzmieć jak fanboy helwetów, bo długo tu też nie mieszkam, ale uważam, że wiele z tych kwestii ma sens.
              Poza tym… ja przyjechałem do nich, a nie oni do mnie – ja się powinienem dostosować, a nie oni.

            • 3r3

              @roncola – przyjechałeś gdzie przyjechałeś, przywozisz swój topór, swoją brodę, swoje prawo i jak się komuś nie podoba to może wyjechać. Co to w ogóle za koncepcja żeby się stosować do praw tubylców? To takie niekoszerne.

            • rocnrola

              Haha odpowiedź typowa dla Ciebie;)

              Tak, przyjechałem, gdzie przyjechałem – świadomie i dobrowolnie. Tylko ja chciałem powiedzieć, że stosuje się nie dlatego, że mi każą, tylko dlatego, że ma to sens na ogół. Znowu zabrzmię jak fanboy, ale tutaj poziom cywilizacji jest wyższy niż w PL – przynajmniej w środowisku, w którym ja się obracam. Nie miałem do czynienia z rolnikami-samobójcami, policja dwa razy bez mandatu mnie puściła, mimo, że się należał, miałem na kwadracie (blok) kilka imprez, gdzie muzyka grała głośno do 1-2 w nocy i też nie było nigdy problemu.

              Heh roncola – dobrze, że nie polocockta;)

            • 3r3

              Być może w klasztorze Lindisfarne też poziom cywilizacyjny był inny niż w Danii, być może Aztecy też jakiś tam poziom mieli jednak Herr Cortes przeszedł nad tym do porządku dziennego.
              Ostre topory i krut sypany na panewki wyznaczają poziom cywilizacyjny. Kto o tym zapomina trafia na śmietnik historii.

            • Medyk Helwecki

              mam rechtschutz najwyzszy bo to robie zawsze. Godzina pracy prawnika 300 CHF to najmniej.

              Rechtschutz mnie kiedys uratowal jak jechalem z Polski zaspany i bylo ograniczenie do 80, potem do 60ciu a ja wylaczylem Tempomat ze 100 na 80… no i od razu za znakiem 60 bylo cos takiego http://www.blitzer.de/blitzer/2040679/pictures/46984 a ja sie sfrajerzylem i mialem po odcieciu marginesu bylo 86 wiec 26km za duzo…

              no wiec wtedy popatrzyli na dochody, skonczylo sie na sumce za ktora w PL moglbym kupic dom z basenem…
              No ale to jak w zyciu. Gapowe kosztuje. Pic trzeba umic.

        • Eltor

          A wiesz, tak sobie pomyślałem, że my (w sensie „na Zachodzie”) istotnie przechodzimy jakiś bardzo szeroko zakrojony downgrade, bo coraz więcej polityki jest prowadzonej w oparciu o emocje, a nie rozsądek, coraz więcej zachowań i postaw jest w taki sposób sprzedawane i wymuszane. Może to objaw spowodowany coraz większą ilością kobiet na najwyższych stanowiskach i te ich „emocjonalne widzenie świata” rozwala nam rozsądkiem pisaną przyszłość, nie wiem. Tak czy inaczej fallback do emocji to istotnie jest downgrade, a jak całe społeczności się tym kierują, to chyba właśnie drepczą ślepą uliczką ewolucji. Bo co innego, gdy trep ma zejście na poziom emocji, to wtedy dla realizacji najważniejszych powinności dobrze, ale jak sternik schodzi na ten poziom i tak kołem kręci, to słabo to dla przyszłości załogi wróży.

          „w każdym koncernie rasy i wiary rozkładają się po mniej więcej równo.”
          Obstawiam, że Pan Chińczyk, Pan Koreańczyk, Pan Japończyk, Pan Zimbabwiańczyk (Zimbabwianin?), Pan Polak i wielu innych mogłoby się nie zgodzić rozglądając się naokoło. To dość zachodnio-europejsko-północno-amerykańska specyfika.

          • gruby

            Koncern jak dla mnie to firma działająca na wszystkich kontynentach, no może z wyjątkiem Antarktyki. W takim koncernie znajdziesz wszystkie rasy i wszystkie główne wiary.

            • 3r3

              Na przykład Blackwater – korpo działające na wszystkich kontynentach bez wyjątku 🙂

          • gruby

            @disqus_kl3QWNkpHr:disqus napisał:

            „A wiesz, tak sobie pomyślałem, że my (w sensie „na Zachodzie”) istotnie
            przechodzimy jakiś bardzo szeroko zakrojony downgrade, bo coraz więcej
            polityki jest prowadzonej w oparciu o emocje, a nie rozsądek, coraz
            więcej zachowań i postaw jest w taki sposób sprzedawane i wymuszane”

            Nasza cywilizacja traci kontrolę nad planetą. Jesteśmy wypychani ze strefy komfortu i nasi wrogowie próbują zmusić nas do wyłączenia naszych mózgów. W prostym starciu kałach przeciwko kałachowi nie mamy szans bo jest nas już za mało. Dlatego aby obronić się musimy kalkulować na zimno i być mądrzejszymi od wrogów. Dlatego wrogowie próbują nam tą inteligencję wyłączyć po to żeby nas kapeluszami przykryć. To normalna asymetryczna wojna i jak na razie zbieramy w niej cięgi.

            Z tego powodu ja szukam już nowego pastwiska, 3r3 też się już po globusie rozgląda a co poniektórzy z forum IT21 to już w ogóle wzięli się i daleko poza horyzont wynieśli. Bo po prawdzie, na naszym kontynencie nie ma już z kim (w znaczeniu u boku kogo normalnego) wojować. Zostały same cioty ze zrytymi beretami, plus jakieś niedobitki czytające niszowe blogi.

            • rocnrola

              Masz rację, ale akurat Szwajcaria, wydaje się być nadal ostoją „normalności” (pomijam przypadek Medyka i nadgorliwości sąsiądów… dziwi mnie jednocześnie tak wysoko niewspółmierna kara 2000CHF nałożona „na gębę” Nachbarna) w Europie, czyż nie?
              Masz jakieś konkretne przesłanki za wyjazdem od helwetów? Ja nie planuję tu zostać całego życia (powrót do Polski, do rodaków w pewnym momencie najpewniej), ale na ten moment nie widzę większych przeciwwskazań.

            • gruby

              2k CHF mandatu bierze się z zarobków medyka. Za „grube” przewinienia kasują tutaj biorąc za bazę do obliczeń dochody i dokładając jakiś sexy mnożnik. To samo matematyczne działanie stosują miejscowi do obliczania ceny za miejsce w żłobku, dlatego jedni rodzice płacą miesięcznie zero CHFów a inni za to samo miejsce potrafią zapłacić 6k CHF. To jest powód, dla którego po urodzeniu się dziecka warto się w Szwajcarii rozwieść i dawać „byłej” żonie dobrowolne alimenty, bo tak taniej wychodzi. Ciekawy kraj, no nie ? 🙂

              „Masz jakieś konkretne przesłanki za wyjazdem od helwetów?”

              Geografia. Reduit był dobry na nazistów, ale jak się poważna inwazja Europy zacznie to nawet w Reduit skończą się prędzej czy później naboje. Gdzieś już o tym pisałem, ale zapomniałem gdzie. Taka poważna migracja narodów wywołana chociażby suszą spowoduje, że nas tu w Europie czapkami przykryją. Nie damy rady się obronić, nie mamy tylu naboi. Skoro rady nie damy a oni przyjdą tu ze swoimi oczekiwaniami i maczetami to trzeba zwiewać. Jedyną obroną przed inwazją jest woda. Taka duża. Dlatego trzeba się ewakuować gdzieś za dużą wodę. Nie ma znowuż tak wielu rejonów na tej planecie, które chronione są dużą wodą przed sąsiadami i strumieniami emigrantów.

              To nie Szwajcaria się kończy, to kończy się Europa. I niestety nie ma co łudzić się nadzieją, że hordy naszych następców w roli mieszkańców Europy zatrzymają się na sztucznej, bo wytyczonej ręką człowieka granicy Szwajcarii.

            • 3r3

              Znaczy mam crowdfundingowo jednak budować łódkę?
              Dokładnie rok temu co do dnia utopiłem jacht.

            • Ochodzki Ryszard

              W tej sytuacji praktyczniej byłoby kupić łódź która będzie mogła się wielokrotnie zanurzać i wynurzać, odpływanie w zanurzeniu w siną dal ma swoje zalety.

            • 3r3

              Ja to myślisz z jakiej stoczni jestem?

            • Ochodzki Ryszard

              w PL to stoczni marwoja

            • 3r3

              Na pewnym poziomie nie pracujesz w jednej stoczni tylko jeździsz od firmy do firmy coś uszyć. W Remontowej czy na Dalmorze tam gdzie Maja pływa to rano nie wiesz co wieczorem każą kleić. A bywa że pod widelcem na doku łażą bo to marwoja. Ale w Kockums też.
              Statki to tak po prawdzi na parkingach się robi, na doku tylko montuje to do kupy i do wody rzuca byle szybko.

            • Ochodzki Ryszard

              jakkolwiek nie mogę podzielić Twojego radykalizmu w zakresie Endlosung den deutschenfrage, to muszę przyznać Ci rację iż jest coś paskudnego w tym, że można było wpaść do Polski, wymordować 6 mln obywateli, zniszczyć stolicę i kilka innych miast, spalić kilkaset wsi, wywieźć 1,5 mln wagonów zagrabionego mienia i teraz mówić na wezwanie do reparacje: ale o co chodzi????

            • 3r3

              Oko za oko – tak stanowi prawo boże. Więc Niemcom też musimy zniszczyć kraj, wymordować ludność, a potem okupować ile wlezie i podstawiać im ryżych agentów.

              Następnie wypada sobie przypomnieć o Szwedach, Rosjanach…
              Wszyscy są winni – na wszystkich trzeba brać pomstę.
              Nie wybaczymy, nie zapomnimy.

            • gruby

              … budować ?

              A to nie można czegoś solidnego z demobilu kupić ?
              Takiego mało przechodzonego, czego admiralicja do parad używała ?

            • 3r3

              No tak, ale w tym rozmiarze co chcesz to każdy materiał konstrukcyjny będzie na osnowie żelaza. Żeby nie wiem jak nierdzewny był nawet jak 316 to będzie pływał w solance. Bałtyk to akurat jest mało słone bajoro, ale wyjdziesz na Atlantyk i tam jest normalna woda morska z solą.
              Po 10 latach użytkowania kadłuba na osnowie żelaza w takich warunkach trzeba go wyjąć na suchy dok i remontować na poważnie (zakładając że nie przywaliłeś w coś wcześniej). Potem jest już tylko gorzej. Powoli ubywa materiału, przybywa farby i póki działają prognozy pogody on-line i dzięki temu nie władujesz się w jakiś brak pogody to fajnie.
              No ale jak się władujesz to obciążenia zostaną przetestowane dynamicznie.

              Można kombinować, kadłub betonowy jest jakimś wyjściem, ale ma inne wady. Betonowo plastikowy, rezylinowy na osnowie, są różne rozwiązania, ale w skali pełnomorskiej jest tylko żelazo z węglem i jakimś śladowym dodatkiem upstrzone cynkową farbą. Zresztą z taką porządną farbą na prawdziwe morze to Cię szwedzki ekolog nie wpuści za cypel w Foteviken. Na wschód od Trelleborga obowiązują inne farby do kadłubów niż na zachód.

              A nie sam kadłub pływa, jeszcze w tym środowisku pracują silniki, generatory prądu, silniki elektryczne. To też długo na morzu nie wytrzymuje.

              Jeśli kupisz nową, stalową łódkę to 15 lat wytrzyma, a może 20 popływa, o ile nią o coś nie zahaczysz.
              Ja mam własne doświadczenia stoczniowe i z własnymi łódkami.
              Łódka to jest niekończący się kierat, ciągle jest coś do zrobienia.

            • gruby

              No to jaki materiał na kadłub jest najtrwalszy ? Włókno węglowe ? I jakie są maksymalne rozmiary solidnego niestalowego kadłuba ?

              A tak w ogóle to w wolnej chwili skrobnij coś na temat zalety/wady własnej krypy. Jak ją dobrać, na co uważać …

            • 3r3

              Najtrwalszym materiałem wystającym z oceanów pokrywających naszą planetę jest solidny kawał lądu otaczający Moskwę. Ma też dogodny rozmiar – można się i po długości i po szerokości przespacerować, a nawet zorganizować jaki krajobraz.

            • gruby

              800 tysięcy ludzi zostało żarżniętych maczetami przez sąsiadów w niecały rok. Wyobraź sobie skalę, rozmach, planowanie stojące za tą rzezią. Sąsiadów już mamy, maczety też są w każdej kuchni, zbroić nam się nie wolno.

              Jak chcesz ten kontynent obronić ? Kim ?

            • 3r3
            • gruby

              Linia tych łódek jest zakłócona brakiem wieżyczki z działkiem na dziobie. Ale ceny są ciekawe, 50k CHF to potrafi używany samochód kosztować. Za to nie podoba mi się ich zasięg: 1000 mil morskich i to zaledwie przy 9 węzłach … to nawet na drugą stronę Atlantyku nie wystarczy …

              Myślałem o żaglu jako o napędzie. Chociaż wiatr wieje albo i nie. Zakładając że to byłby motor: czy łódź motorowa jest podobnie wymagająca w obsłudze jak samochód ?

            • 3r3

              Wieżyczkę da się zorganizować nawet na coś co na legalu nie wymaga bandery.
              To są jednostki szelfowe, one nie wypłyną na ocean bez przygotowania, chodzi Ci o rozszerzenie zbiorników – kilka dni pracy tym sprzętem co mam i możesz tym pływać dookoła świata ze dwa razy, ale zabierzesz mniej innych gratów, mniej ludzi.
              W obsłudze to jest wymagające mniej więcej jak buldożer albo koparka, są tam dwa dość spore silniki wolnossące, olbrzymie wręcz, które piją olej i smary na baniaki (bo są tak duże).

              Jest w tym ustrojstwie haczyk – to trzeba gdzieś parkować. Czasem trzeba to wyciągnąć z wody i pomalować, coś pokleić. Koszty suchego doku są zatrważające. Ja co prawda mam sprzęt żeby to łatać, ale sam rozumiesz – koszty utrzymania. Trzeba mieć do tego podpiętą firmę co utrzymuje taki jacht. A Ziobro się kłóci że będzie komisja za takie firmy.

            • Eltor

              „To są jednostki szelfowe, one nie wypłyną na ocean bez przygotowania”
              Tak z czystej ciekawości: jak się takie jednostki przygotowuje do drogi przez duże stawy?

            • 3r3

              Robisz „przegląd kadłuba”, znaczy mierzysz ile zostało proporcji blachy do farby. Zależnie do trasy i wysokości fal w danym sezonie przekraczania akwenu do długości jednostki i jej dzielności morskiej określasz ile trzeba blachy dodać, żeby było jak nowe i się nie połamało na falach. Najczęściej trzeba odnowić to co jest i zagęścić wzmocnienia (dodać nowych). Do tego montujesz dodatkowe zbiorniki, albo wydzielasz nowe przestrzenie na paliwo i je przygotowujesz (czyli zajmujesz przestrzeń użytkową zbiornikami opartymi, ale niepołączonymi z kadłubem, żeby pracując na fali ich ni porwało na strzępy). Równolegle bierzesz się za pokład, zabezpieczenia przeciwsztormowe, przeciwzalaniowe, podnosisz kominy, wloty powietrza, maszty anten (głupio mieć sprzęt nawigacyjny i komunikacyjny niżej od fali), osprzęt do siatek, do lin asekuracyjnych, kupę szpeji.

              Mniej roboty to przekroczenie Atlantyku kajakiem. Nawet bezpieczniej, bo im mniejsza jednostka tym sztywniejsza, tym proporcja grubości blaszek do rozmiaru zbiornika (statek to zbiornik) lepsze, tym mniejszy problem z ryzykiem postawienia jednostki na fali w taki sposób żeby się przełamała (tak – statki jak się je obciąży dynamicznie i postawi za rufę i dziób, albo przez środek jeśli są w złym stanie technicznym potrafią się przełamać i po prostu zniknąć).

              Z tych powodów, jak rzucicie okiem na nawigację morską:
              https://www.marinetraffic.com/en/ais/home/centerx:-28.8/centery:-41.2/zoom:2
              To zauważycie komunikacyjne dziury, którymi raczej nikt nie wali na azymut, mimo że byłoby bliżej.
              Na przykład Recife – Wybrzeże Kości Słoniowej, czy 40 i 50 równoleżnik to tam się byle czym nie pływa.
              Rzućcie też okiem na rozmiary tych jednostek. Z Europy do USA przez Atlantyk to się płynie delikatnie z Norwegii przez Danię, UK, Wyspy Owcze, Islandię, Grenlandię do Nowej Fundlandii takimi jednostkami, a i to jest eksapada pełna wrażeń.

              Oczywiście jak ktoś ma cohones to można walić na azymut przez pustkę, ale prądy i wiatry nie po drodze, paliwa więcej, fale w złą stronę. Co innego jak się ogląda mapę dla jednostek po >150m co tam pływają, a co innego jak takie łupiny na litoral.

              Dodam że mały jachcik, taki poniżej 12 m, to na silniku można przy złej pogodzie rozszczelnić na Bałtyku. Proporcje silnik/kadłub też są istotne. Najlepsze są kajaki z włókna węglowego, jak nie wjedziesz na skały to byle się paliwo nie skończyło.

            • gruby

              Takie coś znalazłem:

              https://www.boot24.com/motorboot/motoryacht/unbekannt/382363/troy-marine-explorer.html

              Cena zwala z nóg. Poza tym to coś ma tylko jeden silnik, a na dłuższy rejs wypadałoby mieć dwa.

            • 3r3

              Jeszcze dolicz koszt utrzymania załogi – sorry – nie na moje lisie nogi, chyba że znowu odstrzelą Kaczora, ja znowu tam wpadnę jak lis do kurnika to wtedy tak – jak znowu wszystkiego nie przebaluję.

            • gruby

              A po co na łodzi załoga ?

            • 3r3

              A mechaniką silnika kto się zajmie? A elektryką? A dywany odkurzać na tym molochu? A w kuchni kto usiądzie?
              A przy cumowaniu kto będzie ciągał?
              Takiego jachtu nie możesz zostawić tak sobie – musisz co kilka dni przynajmniej odpalić wszystkie silniki po kolei (generatory też), przepuścić wodę przez instalacje, akumulatorów trzeba pilnować, a jak gorsza pogoda to trzeba siedzieć na tym i pilnować żeby się krzywda nie stała (mi raz zerwało łódkę i poszła sąsiadowi dziobem w szkodę).

            • Medyk Helwecki

              Szwajcaria nie jest juz normalnym krajem. To Taki PR.
              Chlopi produkujacy zywnosc sa przez System biurwowy trzymani na krawedzi wyniszczenia biologicznego. Wielu popelnia samobojstwa bo dla nich hanba jest pojsc po socjal. Ich obywatele od stuleci sa uczeni uleglosci wobec biurwy i jak urzednik ktos powie to swiete.
              Ich obywatele sa niczym mapety utrzymywane w przeczuciu wyzszosci. Chodzi o to by sie nie zbuntowala holota i Ci na swieczniku mogli przy cygarze o powaznych sprawach gadac w Rotary Club.
              Przecietny Helweta tyrajacy na budowie a zona w Migros to jak Maja dziecko jedno i zaplaca 3 skladki na kase chorych, podatek – to skromnie zyja. A jak jeszcze wzieli slub to juz na poziomie nizszym niz polski budowlaniec i polska kasjerka w lidlu.

            • 3r3

              Ten niszowy blog jest poczytniejszy niż ogólnopolskie gazety 🙂

            • Adam Pawlicki

              A może…? A co jeśli to boty sondujące?

            • 3r3

              Boty mamy odsiane na oddzielną stertę.
              Samych unikalnych jest więcej niż… z tym że blog jest za darmo, a gazety nie.
              Z tym że blog jest za darmo, bo Ci co tu piszą jakby mieli dostawać pensję gryzipióra redaktora to by już woleli pisać darmo i zachować aktualne zarobki, co też przytomnie czynią.

            • Ochodzki Ryszard

              Uprawiamy tu myślozbrodnię.
              Biurwa się przygląda, bo co jeśli ten samodzielny sposób działania by się upowszechnił? a rzesze takich przedsiębiorców to już podstawa do politycznego oddziaływania na ustawodawcę.
              Będzie jak w dowcipie towarzysza Winnickiego: będą krzyczeć „Prowokacja! Prowokacja!” a przedsiębiorcy przyszli, posprzątali bałagan pojęciowy w głowach czytelników, poustawiali im krzesełka w głowach i …. poszli dalej zarobić se

            • 3r3

              I tak się upowszechni. Biurwa zdemolowała system transakcyjny utrzymujący aparat przymusu i dublujący dystrybucję rozkazów (bo rozkaz musi iść wraz z zaopatrzeniem, bez zaopatrzenia to jest myślenie życzeniowe). A jakiego by systemu nie wymyślać to jesteśmy gromadne, obowiązuje hierarchia społeczna a nie żaden egalitaryzm, jedni są ważniejsi od innych i pozostaje tylko rozpoznawać niuans komu się kłaniać, a kogo można wykorzystać. Bez wątpienia ostatecznym i niepodważalnym argumentem rozstrzygającym wszelki spór jest przemoc i zakres jej projekcji. Tutaj dyskutujemy sobie (czysto hipotetycznie oczywiście) jak wytworzyć bogactwo poza kurczącą się projekcją (coraz krótszym zasięgiem aprowizacyjnym aparatu przemocy) obecnej biurwy tak aby siłowniki znalazły się w rzeczywistości, w której przynajmniej będą udawać że nas nie widzą (już udają) bo mogą z tego cokolwiek mieć, a biurwa nie bardzo ma im jak to zapewnić (bo sama zżera co ukradnie), a nawet mogą zacząć ścigać złodziei, bo po co złodziej=biurwa ma mieć, skoro siłownik może mieć zamiast niego?
              Trzeba im tylko dać podkładkę ideologiczną dlaczego bić tych, a nie tamtych i oni będą bić, bo taką mają kompetencję, a nic innego i tak nie potrafią, z tym że chcieliby mieć dobra, których nie potrafią wytworzyć.

              Siłowniki mają w tym pewien szczególny interes, którego biurwa już nie jest w stanie im dalej realizować.

            • Ochodzki Ryszard

              przy porannej kawie jednym okiem oglądam serial dom, gdzie matka mówi do zaradnego syna:,
              – boże, ty wylądujsz w więzieniu! kto Cię tego nauczył?

              – socjalizm! – odpowiada syn…..

              Prawda czasu, prawda ekranu 🙂

            • 3r3

              Masz telewizję? To narzędzie Szatana, nie to co niebiański internet ^^

            • Ochodzki Ryszard

              „…pogański kraj, pogańskie obyczaje..”

            • Ochodzki Ryszard

              Panie Adamie,
              proszę częściej komentować wiele tygodni temu tak Pan czynił i były to zawsze interesujące obserwacje.

            • Adam Pawlicki

              A tam takie pijackie wynurzenia. Nie ma czasu. Gosodarz skutecznie leczy z ciągot do filozofowania. Kraków się kłania. Zapraszam realnych do kontaktu 🙂

              Jedyne co jeszcze mógłbym dodać do tego bloga to walka ze wszystkimi odcieniami spolecznictwa, i patriotyzowania. Ile razy można roztrząsać czy warto pompować zasoby we wspólny kociołek kiedy każdy ma inną definicję wspólnoty. Lepiej grabić do siebie i już z tymi którzy nagrabili choć trochę potem łączyć siły. Wtedy podbijać całą resztę, kierować nimi, a nie organicznie ukladać się z tą czy inną sztucznie i teoretycznie wyizolowaną grupą dresów, patriotów, prawicowców. Czas pokaże gdzie będziemy za 5 a gdzie za 10 i 20 lat i w kogo będzie warto inwestować. Moze w dresów by zrobic z nich bojówki, moze w malzenstwa polsko-ukraińskie, moze w szkoly techniczne dla kolejnego pokolenia muzynow z konga a moze w bankowość argentynską.

              Wróżenie z fusów i stawianie karty na wybraną glownie sentymentem okresloną podgrupę mapetów w obecnej chwili to glupota.

              Wiadomo ze w kogos inwestowac trzeba. I jakies struktury warto bydowac. 3r3 pisze o znajomej agencji księgowej ktora taniej niz on zrobi to co on. Sam nadaje sie (z mojego punktu widzenia) najlepiej do tego co tu robi. Najlepszy z niego w gruncie rzeczy spolecznik. Do empowermentu swiatopoglądowego. Rozumiem mechanizm ale wciąż nie mogę wyjsc z podziwu jaka mikroskopijna szansa takiego splotu wydarzen, jego doswiadczen i zbiegow okolicznosci doprowadzila go do ukonstytuowania tej Wielkiej Teorii Wszystkiego i ze jeszcze nie zachowal dla siebie tylko postanowil sie tym dzielic. Racjonalna teoria w ktorej jest miejsce na niesprzeczne pogodzenie wszystkich ludzkich zachowan, dążeń, sentymentów, instynktów i relacji spolecznych.

              Brawo Gospodarz!

              (Dzięki 3r3 jeszcze raz :))

            • 3r3

              Obawiam się że nie jestem pierwszy, nauczyciel Tukidydesa stawiał te same tezy.
              Prawo silniejszego jest prawdą obiektywną. Dyskurs służy wpływaniu na ludzi i ich namiętności.
              Nihilista przeświadczony o braku celowości znaczeniowej wszelkich regulacji i unormowań prawnych, zwyczajowych i kulturowych.

            • Ochodzki Ryszard

              Ja mimo wszystko uważam, że warto konsolidować wokół państwa i narodu. To rozpoznawalna marka. Silnie zakorzeniona w świadomości Polaków. Można się spierać co do do użytej w tym celu retoryki, wykorzystanej aksjologii ale tak czy inaczej zawsze łatwiej jest budować siłę i wspólnotę na takiej podstawie niż na tej „my ze śwagrem coś oszczędzili, coś ukradlim, wy kumie takoż – to połączmy sobie teraz wysiłki dwóch przedsiębiorczych klik”.

              Taka klika kilkunastu nawet wahat rzutkich przedsiębiorców zostanie przez nich rozjechana na płasko przez machinę państwa – jeżeli głowa kierująca tą machiną tak zarządzi.

            • Eltor

              „Ja mimo wszystko uważam, że warto konsolidować wokół państwa i narodu. To rozpoznawalna marka.”
              A która ważniejsza? Bo jedno i drugie to dwie różne rzeczy i co jak interesy jednej marki będą na kursie kolizyjnym z drugą?

            • Ochodzki Ryszard

              Naród ale czasy takie, że konsolidacja musi pójść wokół Rzeczypospolitej jako państwa, by te tysiące nowych obywateli narodzonych z polskich ojców oraz ukraińskich i białoruskich kobiet ale zwłaszcza dzieci z odwrotnych małżeństw (gdzie ojcem jest Ukrainiec lub Białorusin a matką Polka) nie miało kłopotu z identyfikacją z Rzeczpospolitą.

              Sanacyjnym błędom i wypaczeniom przymusowej polonizacji mówimy NIE! Trzeba budować potencjał ludzki na wspólnocie tych trzech narodów a nie na wyłącznie polskim.

            • 3r3

              Nie ma żadnej wspólnoty narodów, nie ma też żadnych narodów. A jak jakiś masz to mi pokaż.
              Ja proponuję konsolidować się wokół siły, a jak już tę siłę nazywać to rzecz drugorzędna dla humanistów potrzebujących desygnatów.

            • Ochodzki Ryszard

              Rzecz w tym, by zamiast RONu zbudować Rzeczpospolitą Trojga Narodów, która będzie miała tysiące wiernych szabli przeciwko Turkom, Tatarom, Moskwie.

              Tyle, że to nie ma być twór na miarę szlachecko-sarmacki tęsknot 3r3.

              To ma być Szwajcaria Północy.

            • 3r3

              Buduj buduj, budujta se co chceta, a wyjdzie Wam tak jak umieta.
              Czyli wyjdzie jak zawsze bo tak umieta.

            • 3r3

              Kumie my tu podprowadzili sztandar Lisowczyków i pod tym sztandarem chąsić będziem. Rozpoznawalna marka aby?

            • Ochodzki Ryszard

              Ja w każdym razie uważam, że my Polacy jesteśmy narodem utalentowanym, rzuć tylko okiem:

              http://www.gloswielkopolski.pl/wiadomosci/poznan/a/falszywy-zyd-zrobil-w-poznaniu-kariere-zaczynajac-od-oszustwa,9909931/

            • 3r3

              Niemcy nam wybili Semitów, ale wystrugamy sobie własnych z banana 🙂

            • Ochodzki Ryszard

              ja myslę, że Jacek Niszczota oglądał w dziciństwie Piotra Fronczewskiego w „Konsulu” jako Jacka Ben Silberstein i to to zainspirowało 🙂

              https://www.google.pl/search?q=jacek+niszczota&client=firefox-b&dcr=0&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0ahUKEwiswYvlvYvWAhWDCpoKHV6CBmoQsAQIMg&biw=1076&bih=461

            • Ochodzki Ryszard

              A właściciwie zaapatrzyłsięna film Krzysztofa Grabowskiego „Konsul i inni”, gdzie wystąpił prawdziwy Czesław Śliwa.

              https://www.google.pl/search?client=firefox-b&dcr=0&biw=1076&bih=461&tbm=isch&sa=1&q=Czes%C5%82aw+%C5%9Aliwa&oq=Czes%C5%82aw+%C5%9Aliwa&gs_l=psy-ab.3..0l2j0i30k1j0i24k1.200153.205431.0.206043.19.18.0.0.0.0.166.2200.0j17.17.0….0…1.1.64.psy-ab..3.16.2085…0i67k1j0i5i30k1.2zU1o_pW9cg

              Wymyśliłbyś cymes w którym możnaby zarobić metodą „na rabbiego”?

            • 3r3

              Nie będę tu pisał na siebie donosu jakie konsule już mam za sobą.
              Po coś się zna kilka języków.

            • Ochodzki Ryszard

              Ja się domyślam, że perfekcyjnie wykorzystujesz zasadę dysonansu poznawczego: jeżeli wchodzi do kontrahenta lub biurwy człowiek wyglądający i zachowujący się jak schludny, czysty, przebojowy i uczciwy przedsiębiorca, to dopóki strona przeciwna nie dostanie obuchem w łeb dowodami na to, że jest inaczej to będzie Cię traktowała jako schludnego, czystego, uczciwego przedsiębiorcę….

            • 3r3

              Nawet po obuchu z urzędu iluzję można utrzymać.

            • uberbot

              Bolszewikom to jakoś nie przeszkadzało i połknęli pół Europy w 1945r. W tej części Europy po I WŚ mogliśmy rządzić my albo oni. Ale woleliśmy się skupiać wokół państwa i narodu. Stek bzdur i nonsensów. Ale przynajmniej Polska jest dla Polaków…. Nawet to nie, bo polskojęzyczni bolszewicy wypędzili 3mln Polaków zagranicę… Lepiej się dzięki temu żyje w tej Polsce? Czy lepiej było w wielonarodowej RON?

            • Eltor

              „Bolszewikom to jakoś nie przeszkadzało i połknęli pół Europy w 1945r”
              „Ale przynajmniej Polska jest dla Polaków”

              No, to wygrywamy, bo po kilku dekadach, Bolszewicy kraju nie mają (ZSRR), a i ich pogrobowcy jakoś w przyszłość się przenosić nie bardzo będą. No, na pewno ich w tym wyścigu emerytów i rencistów odsadziliśmy. :]

        • bdgr

          >korpo jako podmiot wojny odpada
          No ale jednak taka Kompania Wschodnioindyjska zawinęła Indie w dywan. Widocznie jak hajsu jest pod dostatkiem to pranie mózgów można zrobić i bez użycia państwa.

          • gruby

            Do tego potrzebna jest jeszcze miażdżąca przewaga w uzbrojeniu, taktyce i strategii. W wojowaniu z mniej więcej równorzędnym przeciwnikiem korpo nie ma szans, bo nie potrafi zaktywować ludziom emocji. Co prawda korpo ostatnio mocno się za ten aspekt prowadzenia działań wojennych zabrało, ale efekty na razie są cienkie (amway, zepter, tupperware, apple) i podrzędnej nawet sekty niegodne.

        • Maksior

          @disqus_89vD8NXwE0:disqus, a mozesz linka jakiego podrzucic do tego wystepu, czy sam life ogladales? ^^

        • 3r3

          To może dlatego korpo/sekta prowadzona przeze mnie nie miałaby problemu z prowadzeniem wojny. Ja w ogóle nie włączam tej części analitycznej, jak jest problem z komputerem to idę po młotek i przecinak i komputer od razu na baczność staje bo wie co go czeka.

          • gruby

            „… jak jest problem z komputerem to idę po młotek i przecinak i komputer od razu na baczność staje bo wie co go czeka.”

            Na mojego złoma wystarczy przeważnie agresja słowna poparta kalendarzem. Po pierwsze wyjeżdżam mu z datą urodzenia (jego) stwierdzając, że wszyscy jego koledzy już dawno zostali spaleni na stosie w Accrze, w Ghanie. Po drugie wypominam mu jego energożerność oraz hałas jaki produkuje przestarzałymi, zasyfionymi wentylatorami.
            Wreszcie stwierdzam, że jako towar z przemytu w każdej chwili może zostać deportowany zgodnie z prawem o deportacji kryminalnych obcokrajowców przepchniętym w miejscowym referendum już kilka lat temu. Na koniec rozbieram go i czyszczę a efektem tego przez pewien czas znowu żyjemy w zgodzie. Młotek i przecinak nie są mi potrzebne, ja wywieram na niego presję psychologiczną.

  • dd

    Witam.
    Pamiętacie te scenę z filmu „czas apokalipsy” jak główny bohater na swojej łódce, ze swoją drużynom w głębi dzungli wśród mgły spotyka białych ludzi -francuskich kolonistów? I oni też czuli się osaczeni, byś może byli już kolejnym pokoleniem kolonistów i tam się urodzili i też zastanawiali się gdzie wiać czy aby nie do Francji ale tej tamtej Francji do której by chcieli wrócić już dawno nie ma. I tak samo jest z nami tylko większa skala. Nie ma co wiać bo niby dokąd? Tutaj jest nasze miejsce tak jak tamtych kolonistów w dżunglii jak białych Afrikans w Afryce i żadna nasza masowa migracja nie wyjdzie. To że teraz układ sił jest niekorzystny w takiej ludzkiej kalkulacji nie znaczy że już tak zostanie. Bóg tak działa, że miesza szyki przebiegłym jak pisze Kohelet:
    A dalej widziałem pod słońcem,
    że to nie chyżym bieg się udaje,
    i nie waleczni w walce zwyciężają.
    Tak samo nie mędrcom chleb się dostaje w udziale
    ani rozumnym bogactwo,
    ani też nie uczeni cieszą się względami.
    Bo czas i przypadek rządzi wszystkim.
    Z tym że ten czas i przypadek to jest Bóg i jego zamysły. Wiem to bo już kilka razy unikłem śmierci w sposób fartowny w tym i na wojnie, po prostu nie był to mój czas i wg Bożego zamysłu jeszcze mam jakieś zadania do wykonania. Dlatego jak się wam wydaje, przyjdzie czas i na nas. My mamy w PL swoje zmartwienia a np tacy NIemcy co mają „bogactwo” to co lepsi są? NIe mają dzieci i wyginą, albo jak Medyk Helwecki opowiada o szwajcarii z bliska tam przeciętni ludzie też klepią biedę na swój sposób bo nie mają na tyle zasobów aby mieć rodziny z licznym potomstwem. U nas może i jest biedniej ale tutaj indeologie nie narobiły ludziom wody z mózgu jak tym na zachodzie, kwestia wiary jest tu wciąż żywa, tu wciąż ludzie modlą się po Kosciołach, uczetniczą w pieszych pielgżymkach, jak przychodzi wichura czy powódz to lecą sami z pomocą, kto jak może to się dokłada i nikt tego nie organizuje odgórnie. Dla nas są przepowiedni i ojca Klimuszki i Teresy Neumann i pewnie innych. Jestem dobrej myśli.

    • 3r3

      W trybie nakazowym odsyłam do słownika, popraw się!

    • Ochodzki Ryszard

      Z Teresy Neumann to najbardziej spodobało się 3r3, że „Niemców zostanie tyle co pod gruszą” 😉

    • Eltor

      „I tak samo jest z nami tylko większa skala. Nie ma co wiać bo niby dokąd?”
      Są takie kraje zamieszkane przez białego człowieka, co jeszcze granice mają i nawet ich pilnują. Tak łatwo się tam nie jest dostać. Są również takie, gdzie fosa jest tak szeroka, że można się za nią schronić przed maszerującym milionem. Polska do żadnej z powyższych kategorii się nie zalicza.

      „To że teraz układ sił jest niekorzystny w takiej ludzkiej kalkulacji nie znaczy że już tak zostanie.”
      Będzie gorzej. Rzut oka na statystyki demograficzne powinien wyjaśnić wszystko. My wymieramy, ich za dwie dekady będzie dwa razy więcej, niż dziś.

      „Bóg tak działa, że miesza szyki przebiegłym”
      No i tu jest właśnie nasz problem, bo to my jesteśmy tymi przebiegłymi, a oni tymi głupimi.

      „NIemcy co mają „bogactwo” to co lepsi są? NIe mają dzieci i wyginą”
      Zgadza się. Zdaje się również, że nasz odwieczny wróg czyni wszystko, by nas ze sobą pociągnąć.

      Pozwolę sobie jednak dodać, że odwoływanie się do Kościoła w kontekście omawianej sytuacji jest pułapką. Z punktu widzenia Kościoła, Afryka jest „kontynentem przyszłości”. Tam jest największy przyrost wiernych oraz największy wskaźnik konwersji.
      Cóż polscy wierni poczną, gdy głowa Kościoła nakaże przesiedlenie np. 500 000 000 współwyznawców z terenów subsaharyjskiej Afryki? Czy nadal ich lojalność będzie pokładana w Kościele, wspólnocie wyznaniowej, czy jednak we wspólnocie krwi? Bo jak spojrzeć na demografię Kościoła, to już nie jest to europejska religia. Raczej już afrykańska właśnie. Polska tu jest jakimś rezerwatem i dlatego wiele osób ma zaburzony szerszy obraz sytuacji. Wielu powtarza jak mantrę, że to niby jakiś muzułmański najazd na Europę. Nic z tych rzeczy. Szaleństwem jest oczekiwać, że podążanie dogmatami jednej bliskowschodniej religii uchroni nas przed inną bliskowschodnią religią oraz… hmm, współwyznawcami?

  • Medyk Helwecki

    tymczasem w Germanii wlasnie…https://www.telekom.com/de/medien/medieninformationen/detail/telekom-und-huawei-senden-ueber-europas-erste-5g-verbindung-501658

    Partnerem od sieci radiowej jest Huawei. Ostatnio Ericcson sie skichal i zamiera… po tych przetasowaniach z Alcatel Lucent, Nokia Siemens Network okazuje sie ze powoli …powoli infrastrukture sieciowa rovi przedfe wszystkim Huawei…

    Nawet polski Play ma swoj sprzet od Huawei, Jak play startowal na roamingu jeszcze firmy co obecnie do TW Znak nalezy, Pana o kilkunastu paszportach i z departamentem MSW obeznanego to alegorycznie zaczynali jako 4 op w Polsce. Mieli strone nadchodzi4.com

    Tymczasem nadchodzi…. powoli nadchodzi totalna dominacja Huawei, w routerach domowych TP-Link…

    Czeka nas zaglada

    • Adam Pawlicki

      Eyy czemu zaglada?

      • Medyk Helwecki

        Bo coraz mniej sie w EU produkuje. No dobrze, produkuje sie coraz wiecej wytycznych, rozporzadzen, ustaw, przepisow.

        Ale bogatsi przez to nie bedziemy

        • Eltor

          Już myślałem, że masz na myśli Huaweii jako pan-operatora wszystkich sieci, kontrolującego i węszącego w pakietach na wszystkich poziomach.
          Racja, nie będziemy bogatsi. Ale też takich, co potrafią coś zrobić coraz mniej. Nic dziwnego. Spójrz na ofertę edukacyjną, jak wiele pojawiło się zupełnie nonsensownych kierunków. I ludzie na nie idą, bo raz, że łatwiej, a dwa, że w zbiurokratyzowanym świecie to jest często korzystna strategia, przynosząca zyski. To racjonalne z punktu widzenia jednostki, co maksymalizuje zyski przy najniższych kosztach/wysiłku. Tyle, że suma racjonalnych decyzji jednostek, może wcale nie dać racjonalnego zachowania całej społeczności. No, to mamy za swoje.
          W zasadzie przypuszczam, że Chińczycy gdzieś zapłacili za dopuszczenie ich do udziału w torcie. Po mojemu, to wygląda to tak, że Stara Ciotka Europa wyprzedaje srebra rodowe i z tego stara się zachować poziom życia, jaki pamięta z czasów, gdy młodzi parobkowie po folwarku biegali.

  • Czesio

    Życia brakuje na czytanie. Trochę się człowiek zajmie czymś innym i już nabroją.
    Nie będę klepał po plecach 3r3 bo to nie real a nie o to w necie chodzi żeby się lizać po fiutach. Chyba że jakieś babskie portale czy marketingowo moderowane „pozytywizmem” tylko. Bym był lemingiem to bym tu nie był.

    Prawo powinno być zgodne z naturalnym. Prawo własności też.
    Chcesz 3r3 pod sztandarem i iluzją lisowczyków wydzierać komu się da? Czyli ze świadomych ludzi którzy się nie dają cyckać chcesz nowych lemingów zrobić? Nawet arta o tym napisałeś.
    Czy po prostu chodzi Ci o to żeby samemu bzykać i w mętnej wodzie którą sam zmącisz samemu profity wyciągać – kosztem padających naokoło lisowczyków.
    Bo widzisz wiedzę masz, ale 100 żołądków już nie. Czemu nie chcesz robić tego co jakiś komputer CI każe a ulegasz stworzonej przez siebie idei? Myśl jest jak pieniądz. To dobry sługa ale zły pan.?

    Odnośnie dyskusji o łódkach i solance. Jakieś przybliżone pojęcie ile w ciągu 100 lat farby się rozpuściło w słonych wodach?

    • 3r3

      @Czesio
      Przecież jestem człowiekiem leniwym.
      Zanim kogoś obłupię to sprawdzam czy jest przytomny i się pilnuje.
      Jak się pilnuje to po co ryzykować i go łupić?
      Laski się wyrywa te, które chcą być wyrwane, ofiarą napaści jest ten kto nie dość się broni.
      Po co mnie rabować przytomnych jak wokół tylu nieprzytomnych?
      Z ogarniętych ludzi nie trzeba robić lemingów, tylu wszak nieogarniętych samemu chce zostać lemingami, o kierunek tylko pytają, gdzie biec. No i ustawia się im kręcioła na gwarantowanie 18% zwrotu 🙂

      Wodę to mącą wielkie ryby, ja tylko kombinuję jak tu jakie resztki chapnąć.

      W morzach rozpuszczono tyle farb cynkowych, że zawartość metali w wodzie podaje się już na metr sześcienny.

      • Czesio

        Hmm spoko czyli kierujesz się najważniejszym kryterium na świecie. Też do takiego wniosku doszedłem. Tylko jakoś zamiast na takich ludziów polować wybierałem ich „obudzić”. Ale szło jak grochem o ścianę i mam dość. Łącznie z tym że pies niewdzięczny rękę ugryźć potrafi.
        To co mówisz że nie warto mieć jakichkolwiek hamulców względem lemingów z wielkim napisem „WYDÓJ MNIE” na czołach?
        A możesz powiedzieć jaki jesteś znak z horoskopu chińskiego?
        http://himalaya-wiki.org/index.php?title=Zodiak_chiński
        Tu możesz sprawdzić albo na maila byś podał – mimo że się odkrywasz publicznie to i słabości obnaża. znak i żywioł pliz

        • 3r3

          Wredna Małpa.