Konstrukcje korelatora w praktyce

Będziemy się mylić

Abyśmy mogli jakoś się skomunikować, z zasady popełniamy błąd grupowania, tworząc definicje, wzorce, modele i etykiety. Należy jednak pamiętać, że świat jest rozmyty, a kategorie jakkolwiek w mikroskali mogą być kwantyfikowalne, o tyle z naszego punktu widzenia są one płynne, mimo że definiujemy ich wybrane stany, z pozostawieniem stanów pośrednich, jako mniej istotnych dla procesu komunikacji.

Z tego oczywiście wynika, że pomiędzy suweren, a niewolnik i sprawiedliwy, a niesprawiedliwy istnieją stany pośrednie wskazujące stopień wolności czy zasadności, ale w logice dwuwartościowej upraszczamy to do prawdy lub fałszu, ponieważ inaczej bardzo trudno byłoby nam skorelować komunikaty, aby odbiorca mniej więcej wiedział o co chodzi nadawcy. A i tak zazwyczaj jest z tym poważny problem.

Tekst zawiera popularyzatorskie elementy wprowadzające do tematu ze słowami kluczowymi do samodzielnego doczytania.

Korelator a przetwornik (procesor)

Porównanie danych z receptorów polega na wydaniu przez jednostkę porównującą sygnału zwrotnego, który może nieść informację o rezultacie porównania (nie musi). Na razie pominiemy alimentację (zasilanie), ale do niej wrócimy.

Dla uproszczenia – w przypadku maszyn rezultatem pracy receptora jest odczyt z podręcznego magazynu pamięci (cache) stanu ładunku (odczytano lub nie odczytano, co najczęściej stanowi o tym, że ładunek tam był lub nie był) i stan tego ładunku (jego odczyt) jest zamieniany w bramce na jakiś inny (nawet jeśli ten sam) i uwzględniany jako wynik zwracany do podręcznego magazynu pamięci.

Dygresja – odczyt następuje trzykrotnie i jest uśredniany, aby zapewnić możliwie wierny odczyt z magazynu. Co jednak nie gwarantuje braku błędów.

 

Oczywiście z biznesowego punktu widzenia nie jest dla nas istotne jak działa procesor.

W uproszczeniu – jakiś donos wchodzi, porównywany jest z aktami urzędu, gryzipiór wydaje decyzję i ta jest publikowana. Ewentualnie jakiś efektor zakłada czapkę, przychodzi z pałą i wykonuje decyzję.

Co jest istotne to to, że istnieje jakiś zapis wejścia, zapis do porównania, bramka logiczna (gryzipiór) z zapisem danej logiki (funkcją logiczną, one w procesorach mogą być fizyczne, ale w urzędach nazywamy je przepisami, rozporządzeniami, okólnikami i złą wolą urzędasa).

Konsekwencją tego stanu jest istnienie trzech magazynów danych (przynajmniej trzech), czyli katalogu donosów, akt urzędu, wydanych decyzji. Z czego korelowane są dwa pierwsze w trzecią. Korelowana jest ograniczona ilość z dwóch pierwszych i do tego na bazie tylko tych przepisów, jakie urzędas właśnie chce pamiętać. Oznacza to, że nie są korelowane wszystkie dane, a tylko niektóre (zazwyczaj przypadkowe) i w sposób przypadkowy (złośliwy), co w rezultacie w kilku piętrach takiego przetwarzania daje absolutnie chaotyczne decyzje, których ukierunkowanie następuje obrotem wtórnym (okólnikami prostującymi aktualną złą wolę urzędactwa na jeszcze gorszą) i komunikacją poziomą (nieformalne kontakty urzędactwa poza protokołem), pozwalającą przepychać decyzje gdzie jest dobra wola (na przykład Pan Plichta spotkał się z przypadkową serią bardzo dobrej woli wszelkich, przychylnych przedsiębiorcom urzędasów).

Dygresja. Tutaj jest widoczna podstawowa różnica pomiędzy korelatorem a przetwornikiem. Korelator na siłę wyda jakąś decyzję zgodną albo niezgodną z wolą wnioskodawcy (czyli z danymi wejściowymi). Ewentualnie może zignorować dane wejściowe. Tymczasem przetwornik może ocenić jeden z czterech stanów:
“błąd wejścia” – kiedy więcej niż żadne dane nie są w typie pozwalającym dokonać porównania,
“błąd przetwarzania” – kiedy procedura porównawcza wyklucza pewne dane prawidłowego typu (przykład: dla liczb rzeczywistych dzielenie zerem jest zazwyczaj na liście wykluczeń, gdyż obsługa tego wyjątku musiałaby udzielić odpowiedzi, że wynikiem są wszystkie liczby rzeczywiste na raz, co jest mało przydatne),
“prawda”,
“fałsz”.
Przykład: suma dwóch prawd daje fałsz na nieparzystości prawd, prawdę na pozycji oznaczającej pary prawd, fałsz na pozycji oznaczającej czwórki, fałsz na ósemkach itd. Próba podzielenia wyniku listą fałszywych zapisów (zerem) wyrzuci błąd przetwarzania i wstrzyma operację.

Jak wynika z dygresji – urzędas nigdy nie zwróci decyzji, że przepisy są głupie i trzeba je zmienić, albo że wymieniony zakres, mimo że regulowany przepisami szczegółowymi, z przyczyn konstytucyjnych w ogóle nie podlega regulacji. Oznacza to, że korelacja nie jest pełna (nie wszystkie zasady i wnioski są uwzględniane) i nie jest ciągła (nie zawsze dochodzi do uwzględnień wszystkich zapisów).

Na tej podstawie można od razu wysnuć wniosek, że gdyby społeczeństwo miało działać urzędowo (zgodnie z prawami formalnymi), to z powodu rozmiaru magazynów oraz zdolności korelacji przez urzędników liczba przepisów musi być jak najmniejsza, a urzędników jak największa. W rezultacie czego cywilizacja łacińska wprowadziła (na początek, później się to rozwinęło) koncepcję, że każdy ma sumienie (każdy jest sędzią i katem) i 10 przepisów jak najbardziej wystarczy.

I dlatego państwo teoretyczne nie działa. Jest jak u Barei. Jest ponad pół miliona przepisów, a urzędnicy są zatrudniani za stawki, za jakie nikt przytomny się nie schyli (co uwzględniła przytomna Bieńkowska).

Warto zwrócić uwagę (do czego jeszcze wrócę), że istotne są magazyny pamięci (albo ich brak), ich ciągłość, czas trwania danych; jak również istotna jest liczba korelowanych na raz danych przy uwzględnionej zasadzie korelacji.

Oczywiście nie mamy w głowach procesorów. Sieci neuronowe działają taniej.

Przede wszystkim nie posiadają wewnętrznego magazynu pamięci podręcznej, choć w toku rozwoju cywilizacji technicznej wytworzyły zewnętrzne magazyny pamięci, których nie korelują w całości, na bieżąco i ze zrozumieniem, ale w razie skorelowania wyjątku (odwołania) mogą się do nich zwrócić, aby wprowadzić dane (zazwyczaj jako uzasadnienie – wzmocnienie rezultatu).

Dygresja – magazyn pamięci podręcznej może być opisany jako dane wejściowe, dane do porównania, metoda porównania, dane wyjściowe. Proste jak konstrukcja cepa, tylko po co tego tak dużo? Można wszak dane wyjściowe zwrócić do danych wejściowych – 25% oszczędność zasobów pamięci. Można też dane do porównania ustanowić metodą porównawczą (kolejna oszczędność). Wreszcie można spakować całe przetworzenie w rezultat – tak działają nasze sensory – w ogóle nie wiemy co i jak widzą nasze oczy, co czujemy nerwami – mamy od razu w głowie wyobrażenie świata, a nie danych sensorycznych.

Większości osobników bardzo trudno jest utrzymać wspomnienie stanu poprzedniego (zapis w pamiętniku), dlatego żyją teraźniejszością – większość pozostałych danych jest zbędnych do przetrwania. Ma to swoje konsekwencje – ludzie uważają, że kiedyś byli młodzi i głupi – ale starsi i mądrzejsi już nie będą. Również zracjonalizują przyczynę, dla której rzeczywistość różni się od przewidywań przeszłych. Jest to uaktualnienie kosztem wcześniej poznanych wzorców. I jest ono kluczowe dla efektywności w porównaniu do przetwornika z magazynami pamięci (urzędu).

Jak działa sieć neuronowa?

W szczególności będzie nas interesować sieć rekurencyjna dająca rezultat jednokierunkowy na efektorach. Dlatego jednokierunkowy, że interesuje nas rezultat działania, a nie co tam kto sobie myśli. Istotne w rozważaniach jest to, że z punktu widzenia pojedynczego osobnika żyjemy w układzie nadokreślonym. Czyli rozwiązaniem nie jest prawda lub fałsz, ale zestaw rozwiązań opisujących jak najmniejszą przestrzeń rozwiązań (najmniejszy kwadrat).

Sieć neuronowa służy do analizy danych nieprzewidywalnych, do których brakuje modelu matematycznego (którym spokojnie zająłby się przetwornik). Poprzez eliminację wersji popełniających błędy pozostają sieci robiące najmniej błędów (i mające szczęście), na podstawie czego wnioskujemy (błędnie i bez przyczyny innej niż takie samo wnioskowanie), że skoro rozwiązują one jedną klasę problemów, to przypisane wagi będą skuteczne w rozwiązaniu innych problemów.

W swoich detalach sieć rozprzestrzenia sygnał po systemie skojarzeniowym (korelatorze), dokonując oceny ważności niezależnych zmiennych wejściowych i przekazując ją w postaci wartości zmiennej zależnej wyjściowej, będącą wartością funkcji aktywacji dla zsumowanych wejść. Dla kogoś, kto w tym nie siedzi, brzmi to jak bełkot, postaram się uprościć.

Do wejść (kilku) docierają wyładowania – sygnały w postaci spoczynkowej lub aktywacji (WAN – wszystko albo nic). Te “kilka” wejść to, zależnie od konfiguracji, miejsca w sieci i przystosowania, może być jak liści na dębie. Przypominam dygresję o potrójnym odczycie z pamięci – natura ma dobre rozwiązania – ile liści jest na dębie dla pewności, jakby trzy to było nie dość wiele.

Receptory tym się właśnie zajmują – przetwarzają sygnały zewnętrzne (chemiczne, termiczne, optyczne) na wyładowania elektryczne, które w kolejnych węzłach sieci są przetwarzane, będąc wzmacnianymi bądź wygaszanymi, aż elementy sieci odpowiedzialne za efektory zostaną wzbudzone (bądź nie) i zostanie eksternalizowane jakieś działanie.

To czy sygnał zostanie w danym węźle wzmocniony czy osłabiony przed przekazaniem dalej (albo nawet zignorowany), zależy od przypisanej do węzła wagi. Matryca odbioru sygnałów jest dość rozległa i może wynosić kilka tysięcy punktów wejścia powiązanych w grupy po kilka do kilkuset, ostatecznie jednak powiązane w jeden punkt wyjścia. Obrazowo jest to drzewo, którego gałązki sięgają do pnia innego drzewa. Po kilka gałązek może sięgać do tego samego, odległego drzewa (wtedy wzbudzenie tam będzie uznane za ważkie), a reszta rozpościera się po różnych innych, mniej lub bardziej zasadnych pniach.

Dygresja – przeciętny człowiek zna około 100 – 150 osobników. Z tyloma jest połączony w sieci społecznej i najczęściej są to połączenia zwrotne. Ta grupa, mimo środków technicznych, jest tak mała, ponieważ grupy zbieracko – łowieckie, później koczownicze były tak małe. Nasze mózgi przy interakcji z większą liczbą osobników przestają ich rozróżniać, zaczynają grupować, a interakcja przestaje być zwrotna.
Na przykład w armii czy korporacji słucha się hierarchicznie szefa, a szef nie słucha dołu.
Jednak w rozmiarze średniego przedsiębiorstwa jest to możliwe i najczęściej występuje, dlatego średnie przedsiębiorstwa są – w porównaniu z dużymi – efektywne i dobrze skomunikowane.

Przypisane wagi rozmieszczone w przestrzeni można sobie wyobrazić jako topologie – mapy. Jest to mapa wielowymiarowa o złożonej topologii, ale dalej opiszę przykład takiej wyobrażalnej do rozrysowania. Z praktycznego punktu widzenia węzły opisuje lista (data structure list) zawierająca w komórce listę wejść odczytu.

Przykład: istnieją 4 węzły sieci [0][1][2][3], z których (w kolejności) zawarte są zdolności badania stanu tej listy [1,3,3][0,2,3],[0,0,1,3,3][1,2,3].
Co oznacza, że w czasie przetwarzania addytywnego w komórce [0] zwiększymy licznik o wartość komórki pierwszej, trzeciej i trzeciej (trzecią dwa razy – bo tak, bo do tego pnia są podpięte dwa dendryty, bo to ważny pień o wielu połączeniach synaptycznych aby na pewno wzbudzał); w kolejnej – zerowej, drugiej i trzeciej; w następnej – zerowej, zerowej, pierwszej, trzeciej, trzeciej; w ostatniej – pierwszej, drugiej i samej siebie (ta odczytuje swój własny stan i sama może się wzbudzić, ale też sama może się wyciszyć – technicznie ten węzeł jest filtrem szumu i wzmacniaczem sygnału w jednym).

Pozostaje sobie wyobrazić listę 86 miliardów pozycji zawierających do tysiąca podłączeń w każdym. No to taką strukturę ma w głowie każdy homo sapek do sapienia.

Zadaniem sieci jest przewidywanie, a nawet skuteczne wnioskowanie o świecie, jakiego nigdy nie znała. Gdy rodzi się nowy człowiek, nie jest on jeszcze na tyle rozwinięty, aby konstruować wahadłowce, lecz w ciągu swojego krótkiego życia skojarzy na tyle danych danych ze świata, by sobie poradzić.

Skuteczność ocenia się sama – potencjał sieci rośnie (rośnie liczba efektorów, liczba receptorów, zdolność przetwarzania, dostęp do alimentacji) albo maleje. Jak rośnie to dobrze, a jak maleje to biedny bo głupi. Nieskuteczni są martwi.

Jeśli już wyobraziliście sobie tę mapę (powiedzmy tę prostą na 4 pozycjach, jakie podałem), to nałożenie na to mapy wzbudzenia (czyli przypisania jakiejś wartości do pozycji listy) powoduje, że w pozycjach mamy zawarte wartości, które modyfikujemy w każdym cyklu przetworzenia danych zgodnie z zawartymi w nich podłączeniami. Wzbudzenie może być jednorazowe, addytywne, substraktywne, albo mieć jakąś inną, bardziej złożoną funkcję. Na przykład otwarcie oczu wprost na świecące słońce daje wzbudzenie addytywne i kaskadę bodźców, które, przetwarzane z częstotliwością beta (EEG), wprowadzają w części sieci błysk alfa o wyższej częstotliwości, uruchamiający funkcje motoryczne (odwrócenie wzroku).
Po to pan łapiduch świeci latarką po oczach – żeby wiedzieć czy wykazywać się sztuką, czy dzwonić, że ma skórkę. Ale to co nas z tego interesuje to to, że topologię bodźców przetwarza na kolejne topologie sieci przetwarzające topologię tej sieci samoczynnie, aż do ustalenia topologii uruchamiającej motorykę. Jest to mapa modyfikująca mapę (rosną w niej różnice potencjałów). Nie ma w niej zapisu stanu poprzedniego.

W taki sposób korelujemy dane w naszych głowach. Dane z sensorów modyfikujemy o posiadane mapy. Z łatwością korelujemy zjawiska znane. Z trudem dostosowujemy się do nieznanych bodźców. Nowe bodźce zmieniają nasze mapy i metody przetwarzania, dlatego niechętnie opuszczamy strefę komfortu, ponieważ zmiany kosztują nasz organizm zasoby, a ten jest skąpy i leniwy. Im starszy tym bardziej leniwy.

Jednakże w kontaktach pomiędzy sobą nie przekazujemy sobie tych map w takiej postaci, jaką mamy w głowach. Przekazujemy sobie je pasmami transmisyjnymi, zazwyczaj motorycznymi i zewnętrznymi magazynami pamięci, a szerokość tego pasma zależy wyłącznie od dynamiki charakteru komunikujących się osób.

Jak sieci komunikują się między sobą?

Jak do tej pory, mimo niezwykłego podobieństwa naszych mózgów, koncepcja przekazania mapy wzbudzenia jednego do drugiego nie doczekała się zastosowań w praktyce. Jest to o tyle trudne, że połączenia synaptyczne są różne i powstają w toku badania środowiska przez osobnika. Więc nawet tak przeniesiona mapa nie bardzo trafiłaby w topologię i nie bardzo znaczyłaby to samo dla innego osobnika.

A jak nie tak to jak?

Choć tu powinno najpierw paść pytanie po co w ogóle się komunikujemy, zamiast żyć samodzielnie i samemu sobie wszystko wyfilozofować pod gołym niebem (mózg boltzmanowski)?

Tu miałem coś napisać, ale na dole macie tabelkę: https://en.wikipedia.org/wiki/Sociality
Communal to my. Z tabelki wynika, że współmieszkamy starzy z młodymi.
Po polsku najpewniej będzie chodziło o gromadne, ale nie jestem pewien tłumaczenia.
Znaczy rodziny wielopokoleniowe to my, podział pracy i rozmnażania oraz kastowość – nie my, żłobki – nie my. Zaleta eusocjalnych – gigantyczne populacje.
A my mamy gigantyczną populację jako gromadne i matka natura może nas pocałować.
Jacyś cwaniacy zaczęli nam adaptować żłobki, systemy kastowe, podział pracy, a nawet rozmnażania.

Ponieważ zamieszkujemy z innymi pokoleniami, to jakoś musimy się komunikować. O ile dorośli ze starcami jakoś już tam są skomunikowani, o tyle z oseskiem jest pewien problem. Ale natura rozwiązała go sama (podstawa teoretyczna: https://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_umys%C5%82u), wdrażając mechanicznie zdolność zwrotnego kopiowania cudzej motoryki i uzyskiwania z tego własnej mapy w mózgu. Za skojarzenie obserwowanej motoryki cudzej i skojarzenie jej ze wzorcem własnej odpowiada kora ruchowa. Tak powstają pewne podstawowe mapy u młodych osobników (u starszych jest wiele innych kanałów komunikacji, więc ten nie jest dominujący).

Naśladowanie zachowań innych jest w tym wypadku pewną cechą, z jaką się rodzimy. Sam widok tych zachowań, a szczególnie ich odtworzenie powoduje istotne wzbudzenie naszej sieci neuronowej i zmodyfikowanie jej mapy. Tyle potrafią nawet pszczoły – komunikują się tańcząc na plastrze względem pozycji słońca, przekazując kierunek i odległość do depozytu. Ale my potrafimy również wyobrazić sobie co kto inny może sobie myśleć. Umiemy odtworzyć nie tylko mapę motoryki, ale nawet mapę wnioskowania na podstawie śladów pozostawionych przez osobnika (skrutynium). Tyle że zużywa to olbrzymie ilości zasobów, a ponieważ z wiekiem maleje rozrzutność tych zasobów, to najlepiej komunikują się w ten sposób osobniki młode (czyli takie które jeszcze nie wykształciły lapidarnych systemów komunikacji) o wysokiej dynamice charakteru (są rozrzutne).

Jeśli macie co do tego wątpliwości, to egzodynamicy, artyści komunikują się szerokim pasmem, jakim są dzieła sztuki. Namalują coś, wyrzeźbią, odegrają, odśpiewają i inni ludzie przeżywają namiastkę tego, co przeżywa artysta. Artyści potrafią przekazać sobie niezwykłe spektrum informacji (map) oglądając obraz innego artysty. Z ich punktu widzenia to mapy zdolne przekazać wzorzec myśli, emocji, zachowań, samopoczucie poprzez czas. Oglądając freski wiedzą co myśleli ci, którzy je malowali, dostrzegają kolejne pociągnięcia narzędzia i wyobrażając to sobie odczytują nastrój twórcy.

Endodynamicy niczego takiego nie potrafią. Obraz znanego twórcy to lokata kapitału. Endodynamicy mają wąskie, lapidarne pasmo komunikacji. Nie potrzebują już szerszego, a jeśli używają, to w sposób celowy, przemyślany i absolutnie oszczędny.

Mapy, które na nas wpływają, to środowisko, samopoczucie, stan metabolizmu (sytość, ciepło), stan realizacji potrzeb. Mapy ze świata to między innymi przedmioty techniczne i nasze myśli o ich rozwinięciu, ulepszeniu w celu zaoszczędzenia energii, aby uzyskać zasoby. A ponieważ mamy podobne, zdolne do kopiowania i wzajemnego zastępowania się umysły, to nie ma ludzi niezastąpionych – nie wymyślisz czegoś Ty – za jakiś czas wymyśli to ktoś inny.

Dygresja – z tych samych lub podobnych przesłanek, w podobnym czasie wielu ludzi wysnuwa te same wnioski. Czasem ciężko jest wskazać kto pierwszy coś wymyślił, a nawet co kto wynalazł. Zazwyczaj w dyskursie powstają nowe koncepcje i sukces ma wielu ojców.

Nasz głos, wyraz twarzy, pozy, sposób wypowiedzi, są mapami, jakimi przekazujemy innym osobnikom komunikaty, a oni z tych komunikatów wysnuwają wnioski. Również wnioski o przystawaniu naszych wzorców, norm społecznych, stanie poczytalności. Czytając pisma chińskich strategów wiemy, że ktoś, kto postulował zjadanie młodych chłopców jako mięsa dla armii czy mordowanie w pień pokonanych wrogów, był człowiekiem takim jak my i zaczynamy zastanawiać się czy nasze łapiduchy uznałyby go za socjopatę z powodu internalizacji tak odmiennych norm społecznych, czy też po prostu my jesteśmy chorzy z powodu dostosowania się do chorego społeczeństwa i to nasze zachowanie nie jest objawem zdrowia.

Jeśli chcecie się z innymi skomunikować, przeżyć to co oni – zatańczcie z nimi, wspólnie zaśpiewajcie, wspólnie zjedzcie. Wiele rzeczy można robić wspólnie. Jednym z najsilniejszych, pierwotnych przeżyć jest wspólna wyprawa, by pognębić wrogów naszych, to najistotniejsze działanie scalające gromadę:
https://archeowiesci.wordpress.com/2010/06/24/szympansy-tocza-wojny-o-ziemie/

Wady korelatora

Mapa skojarzeń nie jest stanem świata – jest naszą najlepszą wiedzą (zazwyczaj nienajlepszą) o świecie, w zasięgu naszej lichej percepcji oraz lichej komunikacji z percepcją innych członków gromady. Żyjemy w świecie naszych wyobrażeń, czasem nawet cudzych wyobrażeń, które skojarzyliśmy jako lepsze modele opisu świata i przewidywań o zjawiskach niż nasze (po to się właśnie komunikujemy, żeby na cudzy koszt zdobyć w miarę prawdopodobne mapy; system działa, więc jesteśmy gromadne, ale wiemy, że istnieją zarówno solitare jak i eusocial, a także masa pośrednich i też sobie radzą).

Nasza zdolność naśladowania innych, aby przewidzieć co zrobią, powoduje, że potrafimy wyobrazić sobie w pewnym ograniczonym zakresie co uczynią. Co powiedzą, jakie wykonają posunięcie w grze. Jednakże w otoczeniu biznesowym wiemy, że te przewidywania “co zrobi rynek” w większości wypadków nie sprawdzają się i zarabia garstka. Należy z tego wyciągać wniosek, że nasz aparat skojarzeniowy nie jest przystosowany do obróbki tak masowych danych. Jesteśmy na głębokich wodach, z tego wynika próba odwołania się do maszyn liczących, ale rezultaty z tego żadne, ponieważ maszyny, ze względu na potrzebne magazyny danych (jakich korelator ze zmienną mapą nie potrzebuje), są nie dość efektywne w porównaniu z aparatem w naszych głowach i naszą zdolnością komunikacji.

Jakkolwiek żyjemy w świecie naszych wyobrażeń i tego co nam się wydaje, to jednak jest nas siedem miliardów, ludzi przybywa, zajmujemy nowe przestrzenie – dobrze sobie wszystko wyobraziliśmy – jest rezultat.

Korelator w pewnym zakresie bazuje na zewnętrznych magazynach pamięci, wiedzy przekazywanej ustnie przez starsze pokolenia w gromadzie. Wiedzy przekazywanej powtarzaniem ich praktyki. To informacje o tym jak się wytwarza narzędzia, jak odczytać stare zapiski, jak zbudować wahadłowiec; jak otoczyć obcych, zmusić do uległości i zagonić do pracy, jak zorganizować eksploatację podbitych, jak likwidować ich ośrodki krystalizacji politycznej. Bez tych magazynów pamięci, jakimi są węzły sieci społecznej, korelator gromady pozostaje bezbronny jak osesek.

Wiemy dokładnie jak to jest, bo nam znaczną część korelatora wycięto w ciągu ostatnich kilkuset lat. Już rozpoznaliśmy, że poruszamy się jak dzieci we mgle i jacyś starzy zboczeńcy każą nam robić laskę za darmo.

Jednak korelator poszukuje kontaktu ze światem – bardzo ciężko jest wyjść z integracji z innymi osobnikami, uznać się za dorosłą, samodzielną, suwerenną jednostkę zdolną płodzić i mordować. A to właśnie jest emancypacja osobnika, który rozwija swój system skojarzeń – musi zabić pierwszego lwa i posiąść pierwszą kobietę. Nie ma innej drogi – musimy z kimś iść na wojnę i ją wreszcie wygrać.

Japończycy tak zrobili – teraz ich traktują poważnie.

Jest jeszcze jeden, najpoważniejszy, techniczny problem. Pewnie już zauważyliście go na przykładzie tej listy czterech komórek. Po jednorazowym wzbudzeniu, tak długo jak jest wykonywana jakakolwiek funkcja na nich wagi się albo zjeżdżają do jakiejś liczby (trywialnej oczywiście), albo rozjeżdżają po nieskończonościach.

Jeśli sumować różne mapy, jakimi musicie operować w ciągu dnia, na to nałożyć mapy z kolejnego dnia (i kolejnego), to po kilkunastu godzinach połapiecie się, że coś liche macie rezultaty, po dobie to w ogóle, a po trzech dniach najprostsza czynność jest niewykonalna. I to nawet jak zasilicie się wodą i glukozą – czyli paliwo jest. Sieć ma taką wadę, że daje mylne odpowiedzi po przepełnieniu. Potencjały wag w sieci nie są nieskończone – jeśli wzbudzać wagę powyżej maksymalnego kwantyfikatora sygnału, to sygnał nie będzie mocniejszy tylko częstszy i sieć się zacznie desynchronizować (aż do momentu kiedy symulator sieci tego nie obejmie, albo w realnej sieci padnie alimentacja i chłodzenie – tak od myślenia głowa boli). Taka zdesynchronizowana sieć po prostu bredzi – głupoty wymyśla. Ale nie trzeba jej resetować, wystarczy zmniejszyć częstotliwość, wyciszyć receptory, wygasić zasilanie, podkręcić chłodzenie i wagi zaczną się wygaszać. U ludzi to sen. Symulowanym i fizycznym sieciom neuronowym też śnią się różne absurdalne powiązania, gdy wygaszają potencjały. Doprowadzenie do takiej aktywności sieci, poprzez nakładanie wag, w najbardziej skrajnym przypadku dla homo sapka zajmuje kwadrans. To jest poważny problem z programistami, pilotami, operatorami sprzętu. Nie można przeciążyć ich pracą, bo głupieją i zaczynają koszmarki wymyślać. O ile w przypadku programistów to sami wiecie, jakie pierdoły wymyślą, do których na drugi dzień zastosują delete block, o tyle jak operator maszyny coś sknoci, to jest dochodzenie, prokuratur, cały cyrk z pytaniami – dlaczego samolot przyziemił trzy metry pod lotniskiem.

Z tego powodu w firmach, gdzie występował nerd programicus, pojawiły się pokoje wypoczynkowe, aby po kwadransie aktywności mogli się zdrzemnąć – wtedy pracują wydajniej.

Zalety korelatora

System skojarzeń potrafi objąć przestrzeń, dopasowując wagi sieci do objęcia przestrzeni (kora ruchowa rąk zajmuje się motoryką, inne elementy mózgu odpowiadają tak za wzrok, u gwiazdonosa za dotyk odpowiada znaczna część mózgu). Szerzej ta zdolność omówiona jest jako sieć Kohonena.

Potrafią również działać jako symulatory symetryczne (sieci asocjacyjne), zapamiętując wzorce i wykazując ich podobieństwo. Jakkolwiek bardzo praktyczna zdolność do przetrwania, o tyle prowadzi do wielu błędów poznawczych – w tym błędu grupowania. Mózg tak robi z lenistwa, algorytm jest dość dobry i w miarę tani, to się z niego korzysta – po co się wysilać i palić więcej glukozy?

Posiadają zdolność do propagacji wstecznej – analizy od skutku do przyczyny, w taki sposób zazwyczaj człowiek wyobraża sobie ruch w przestrzeni i dlatego potrafi ścinać zakręty i skracać sobie drogę – oszczędza to wiele glukozy. Potrafi się w ten sposób uczyć nowych, nieznanych wcześniej sieci sztuczek upraszczających wykonywane zadania, wykluczając działania zbędne (rytuały).

Stopniuje przynależności do zbioru (korelator) – potrafi utrzymać pojęcie stanów pośrednich pomiędzy prawdą lub fałszem (0,1), bez jakiegokolwiek problemu operuje na zbiorach rozmytych – właściwie ta zdolność jest podstawą, na jakiej bazuje cała cywilizacja techniczna. Potrafimy wytwarzać rzeczy dość dobre, choć nie idealne, poprzez linearyzację niepewności. Tutaj stosujemy MaxEmin, czyli aby uzyskać jak najlepszy rezultat, przygotowujemy się na prawo Murphego, aby najgorszy możliwy był wystarczający. To jedna z częstszych strategii stosowanych w grze giełdowej – zaróbmy tyle, żeby przeżyć, jak pójdzie nie za dobrze, bo jak pójdzie dobrze, to cumulusy szampana przejdą nad nami.

Przetwornik symulujący korelator – ograniczenia algorytmów

Temat będzie uproszczony do selekcji na zbiorach. Nie będę się wgłębiał w rozległe warunkowanie zależności terenu, ruchu i stanu kontrolera skutkującego wyborem nogi, z której ma się wybić animowana postać, a na której wylądować, tak aby oceniający ruch homo sapek kupił sterowanie jako kontentujące jego korę ruchową.

Wyobraźmy sobie przestrzeń o metryce szachownicy (tym różną od metryki manhattan, że można poruszać się po skosach). Z punktu widzenia ruchu króla szachownica to prawie okrągły owal (do wszystkich pól jest tak samo daleko, a do 15 jest o jeden ruch dalej – to zmienia okrąg w owal). Mapa subiektywna gracza to w uproszczeniu array[x,y], ale dla króla to lista pól list[a] opisująca okrąg badany wokół króla (który dla gracza jest subiektywnie kwadratem pól, a dla króla okręgiem, natomiast dla potrzeb przetwarzania może być sobie listą albo zbiorem – ograniczymy się do listy).

Przyjmijmy dla króla imperatyw ruchu na wybrane przez gracza pole w najmniejszej liczbie kroków (pathfinder). Pomijając cztery skrajne przypadki diagonalne, każde inne pole ma liczbę rozwiązań > 1 i jest to liczba całkowita.

Jednakże każdy bezpośrednio czytający listę algorytm, zależnie do swojego sposobu selekcji i nadpisywania szukanej, będzie zawsze odnajdował jedną i tę samą drogę, zgodną z kierunkiem z jakiego rozpoczyna przeczesywanie listy wyboru pozycji.

Szukaną liczbą jest ta o najmniejszej wartości heurystycznej (w przypadku algorytmu greed nie mniejszą od aktualnie zajmowanej pozycji) lub w przypadku bardziej zaawansowanych rozwiązań – o najniższej sumie (A*, Dijsktra, JPS i kolejne). Jeśli więc odległość od celu oznaczymy na polach liczbą równą liczbie pól, to ruch o dwa pola królem w prawo daje nam aż trzy równowarte ścieżki rozwiązań. Jeśli nie wprowadzimy dodatkowego systemu modyfikującego selekcję, to najprostszy algorytm nadpisujący aktualny wynik lepszym wybierze zawsze pierwszą pozycję, a nadpisujący równym – ostatnią pozycję z listy.

W przypadku rozwinięcia problemu o nałożenie dodatkowych warunków (dodatkowych map na szachownicę), takich jak koszt ruchu (stratę energii), omijanie pól już przebytych (tanie wyjście z butelki U-przeszkody), zbieranie po drodze nagród (ujemne wartości przypisane zgodnie z wartością figur do zbicia czy uzupełnienia energii), pozostaje kwestia o jaką wartość ma jedna mapa modyfikować kolejną nałożoną.

Są to problemy o rosnącej złożoności powiązań, jakie w przypadku algorytmów potrafią błyskawicznie wypełnić magazyn pamięci listami nakładających się etapów badania otoczenia. Chociaż same metody w swoim uproszczeniu są proste jak konstrukcja cepa, to sprawienie, aby homo sapek kupił wynik jako jakieś rzeczywiste przemyślenia, jest mało prawdopodobne – po prostu sieć neuronowa badając te same mapy dokonuje ich uproszczeń, nie mając potrzeby przechowywania pełnego zapisu do analizy (JPS dokonuje wcześniejszej obróbki mapy do takich wykluczeń – wszak jakkolwiek byś się nie dostał do pomieszczenia to wejściem, a to skończona liczba pozycji).

Wszystko jednak się wali jak domek z kart, gdy środowisko jest dynamiczne. Jeszcze przy małej liczbie zmiennych (ciasnym świecie) algorytm da sobie radę. Potem kolejne badania zmian w świecie demolują aktualne mapy w takim tempie, że bardzo trudno jest nadążyć za zmianami w czasie rzeczywistym.

Ten sam problem napotykają sieci neuronowe dokonując uproszczonego rozwiązywania sytuacji w skończonym czasie, za co są sądzone przez lewników, rozpatrujących jak niby można było rozwiązać sprawę bez stresorów w nieskończonym czasie (z tego powodu system sądowniczy jest błędny i należy go zlikwidować – nie spełnia on jakiejkolwiek pożytecznej funkcji, poza sprawowaniem władzy przez poprzebieranych w togi znawców lewa).

Jakkolwiek sieci radzą sobie lepiej niż algorytmy w dynamicznym środowisku, to nie wynika to z rozpoznania stanu rzeczywistego, a z przystosowania map rozwiązań do wyobrażonych porażek. Te mapy nie opisują rzeczywistości – one opisują wyobrażenie o rzeczywistości. Ludziom tylko wydaje się, że kontrolują pojazdy, które poruszają się szybciej niż homo sapek potrafi biegać – aparat poznawczy, jakim dysponuje homo sapek, nie jest w stanie percepować danych ze świata z taką prędkością, ani dokonywać supresji danych nieistotnych oraz filtrować szumu (takiego jak dyskusja przez telefon w czasie jazdy). Dlatego poukładaliśmy ruch tak, aby wszyscy jechali w jednym kierunku, zakręty nie były zbyt ostre, a jasne ikonografiki wskazywały spodziewane zagrożenia i przyszłe zmiany geografii. I jakoś sobie radzimy.

Jednak w toku wczytywania się w algorytmy natrafiłem na średnio ciekawą pracę któregoś z Rotschildów z 20-30 roku XX wieku dotyczącą koncepcji zarządzania zachowaniami masowymi, z pozorami wyboru dla dynamicznego otoczenia społeczno-prawnego. Chodziło o narastającą liczbę coraz mniejszych ruchomych przeszkód w środowisku, aż do przepełnienia zdolności (chęci – wszak to kosztuje glukozę) ich skutecznej analizy przez gracza. Te ruchome przeszkody to stała zmiana sprzecznych wewnętrznie zasad gry rozpatrywanych doraźnie i wyłącznie w zasięgu obszarów przeszkód (wzroku urzędnika) wraz z ich coraz mniejszą precyzją (zbiory rozmyte – administracyjne interpretowanie wyniku), rosnącą liczbą i spadającym zasięgiem przeszkód.

Takie zwiększanie gęstości mapy pozornej (wszak warunkiem jest zaistnienie przeszkody w kolizji z graczem w zasięgu detekcji administracji; kamery rozszerzeniem zasięgu detekcji, algorytmy rozpoznające graczy czy identyfikujące ich po telefonach, kartach, czipach ustalających pozycje) względem zdolności poznawczej graczy może prowadzić do zniechęcenia pokonywaniem przeszkód (brak rozwiązań optymalnych) i poddanie się warunkom formalnym nawet POZA zasięgiem detekcji – samodostosowanie się do imaginowanych przeszkód.
Z drugiej strony przytomny Sapiens wyrzuci mapę zasad do kosza, następnie wyrzuci do kosza rozszerzoną mapę detekcji i skupi się na przeszkodach, jakimi są administracyjni operatorzy tego systemu. W obecnym ustroju taki rozsądnie zachowujący się Sapiens, nie internalizujący “norm społecznych” wyzywany jest od socjopaty. Wszak niedostosowanie się do chorego społeczeństwa będące wyrazem zdrowia należy jakoś stygmatyzować. Cóż by to było, gdyby względy racjonalne były przesłanką do popełniania czynów zabronionych – toż przecież cała propaganda o resocjalizacji wzięłaby w łeb – resocjalizacja wciąganiem do sekty naiwnych pracujących na trójpodział dostępu do rezultatów pracy niewolników.

Dlatego:
“Inteligentni ludzie są często zmuszani do picia, by bezkonfliktowo spędzać czas z idiotami.”

Mam nadzieję, że po tym wstępie osoby nie zajmujące się tym zawodowo czy hobbystycznie mają już jakieś pojęcie o tworzeniu map przynajmniej na wartościach nierozmytych.

Dobra, dobra – skąd te wagi?

Morfologicznie u ludzi – z kolców dendrytycznych, gdzie koneksony złożone z koneksyn zapewniają przewodność elektryczną, poprzez otwarcie szczeliny międzykomórkowej umożliwiającej przepływ jonów wyrównujących potencjał. Jest to most elektryczny i metaboliczny.

A w sieciach o innym przepływie jest to szerokość pasma transmisyjnego, jakim się komunikują węzły. Omawiana już sztuka, słowo, pismo.

Wagi poszczególnych węzłów (przyjmijmy na chwilę neurony) zależą od dostarczanego im zasilania, dopływu krwi, tlenu, paliwa, wybranych jonów (elektrolitów). Czyli alimentacja. Duża alimentacja – duża waga. Jak się popełnia głupoty – nie ma papu;  a jak nie ma papu, to alimentacja jest licha i błędne (niedające papu) konfiguracje są wytłumiane. Co w przypadku niewolnika oznacza, że każda konfiguracja będzie wygaszana, aż do buntu, który może (niewolnik przestanie być niewolnikiem i trafi do świata, w jakim nie umie rozwiązywać problemów), ale nie musi się powieść (wtedy niewolnik też zgaśnie). A w przypadku sytego członka szczytu piramidy społecznej żadna zbrodnia nie jest dość wielka aby odciąć alimentację – jednakże skuteczne zarządzanie procentuje przewagą nad szczytami innych piramid.

Pierwszą mapą jest więc alimentacja.

Kolejną są bodźce z receptorów. Zazwyczaj wiążą się one z alimentacją (jak będziesz grzeczny, to dostaniesz jeść). I tutaj zaczynają się mapy dostosowań do zastanych warunków. Różne warunki wywołają powstanie różnych map, a różne strategie stosowane do radzenia sobie w tych warunkach spowodują przypisanie innych ścieżek uproszczeń (bo mapy trzeba zwijać do uproszczeń, ich trzymanie jest bardzo kosztowne energetycznie – rozpatrywanie na raz wielu czynników wpływających na stan dynamiczny jest bardzo obciążające dla korelatora).

Jak widzicie, te kolejne mapy odpowiadają naturalnej piramidzie potrzeb. Ponieważ tak działa nasz metabolizm, tak wpływa na nas pożywienie, układy nagrody i kary, pożądania, uzyskiwania akceptacji w grupie, przywództwa, dominacji. Tak udaje nam się przeżyć, najeść, rozmnożyć. I na tej wątłej podstawie wnioskujemy, że uda nam się wszystko inne, bo jesteśmy dość rozgarnięci.

Te mapy wag, jakie przypisują nam popędy hormonalne, zasilanie w glukozę i tlen, rozpoznawanie sukcesów w stosowaniu poprzednich map i ich modyfikacji, dają nam wrażenie (ale tylko wrażenie), że poradzimy sobie z kolejnymi pojawiającymi się oporami środowiska. Nawet jeśli to środowisko to inni przedstawiciele naszego gatunku, samodzielnie i w grupach stosujący zaawansowane techniki do wyzyskania nas:
“Nie ma lepszego polowania niż polowanie na człowieka, a ci, którzy polowali na uzbrojonych ludzi dostatecznie długo i zasmakowali w tym, już nigdy nie mieli potem ochoty na nic innego.”

Nie ma też większej podniety niż stanąć samodzielnie lub na czele grupy przeciwko niezmierzonej liczbie, milionom tworzącym państwo, oszukać ich, wyzyskać, okpić i ujść z opadającego kurzu, trwoniąc na zbytki wielocyfrowe wymierniki ich pracy. Jeśli macie przypisane wysokie wagi do takich map, jeśli osiągnęliście w tym sukces lub wydaje Wam się, że osiągnięcie, jeśli dostatecznie nisko skorelowaliście możliwe zagrożenia a wysoko możliwości ich uniknięcia, to jesteście na dobrej drodze, aby podjąć próbę okpienia gromadnych jakimś sprytnym ponzim.

Tak właśnie powstają wagi w węzłach sieci. Dlatego mimo identycznych mózgów różnie widzimy te same rzeczy, różnie opisujemy rzeczywistość. Różnie o niej wnioskujemy. I oczywiście takich, których zachowania nie umiemy przewidzieć naszym aparatem pojęciowym, uważamy za nieprzewidywalnych, a co za tym idzie – nienormalnych.

Jest też pewna istotna cecha obronna takich sieci – jeśli spotykają się z próbą implementacji wag o istotnych różnicach, to pierwszą i najwłaściwszą reakcją jest odrzucenie sprzecznych poglądów. A jeśli mimo to rzeczywistość napiera (własne poglądy okazują się rozbieżne z rzeczywistością), sieć próbuje zracjonalizować wagi – powstaje poważny dysonans w systemie. Zazwyczaj dochodzi wtedy do gwałtownych zmian alimentacji metabolicznej. Organizm uwalnia wtedy rezerwy, aby szybko przystosować sieć do nowych napotkanych warunków. Dlatego najpierw broni się przed zmianą po jednostkowym spotkaniu z niespodziewanym rezultatem, a następnie gwałtownie przystosowuje, aby przetrwać mimo takiej rozbieżności. Ale to kosztuje.

Organizm młody, o wysokiej dynamice wydawania zasobów dostosowuje się błyskawicznie – jeśli odnajdzie nowe poglądy, przyjmie je błyskawicznie, choćby po to aby przetestować i odrzucić. Starego organizmu na to nie stać, starego osła się do niczego nie przekona – będzie szedł w zaparte. Im starszy tym gorszy. Ponadto po co babcię denerwować nowościami – jeszcze zemrze – wiedza przekazywana w sieci społecznej przez pokolenia.

Mutacje i hybrydy przetwornika z korelatorem sieciowym (siecią kojarzącą)

W sieci, jaką tworzy grupa homo sapiens, nie wszystko da się rozwiązać konsensusem zadowalającym wszystkie pragnienia wszystkich, ale da się chociaż uzyskać pewne minimum niedenerwujące nikogo (przynajmniej w odbiorze na bazie stawiania się w cudzej sytuacji), niewywołujące szczególnego dysonansu w młodej populacji. Ze względów komunikacyjnych takie rozwiązanie minimalnym poziomem zgodności przy szczupłości pasma transmisyjnego znamy jako prawa pierwotne. Są one proste jak konstrukcja cepa, oparte na reakcji gromady na działania jednostki lub innej gromady.

Jest tych zasad zazwyczaj niewiele i są one zawsze zbliżone, o ile w ogóle istnieją do nich podstawy (nie wszyscy wymyślili prawo własności, gdyż nie wszyscy mieli stosunki nadwyżek i niedoborów wywołujące zauważalne różnice).

Takie prawa znamy pod postacią dekalogu – prostej konstrukcji prawa karnego “jeśli ==> to”. Jest to typowa gryfikacja, jaką wymyślają dzieci, typowa dla młodych społeczeństw dynamicznych, gdyż jest to jedyny konsensus, jaki im samodzielnie powstanie w tylu głowach na raz, aby się w ogóle porozumieć (utrzymując spójność sieci – trwały dysonans w społeczeństwie jest poważnym zaburzeniem).

Oczywiście jest też inny sposób rozwiązania problemu – najbardziej wpływowy samiec w grupie stwierdza jaka jest prawda na dziś i jakie jest prawo (Salomon choćby) i stanowi co mu do głowy przyjdzie. A czy mądrze czy głupio, to nikomu nie wolno oceniać, ponieważ ma on pozycję dominującą.

W rozległym społeczeństwie wielu gromad dochodzi więc do hybrydowego połączenia systemów ważnych samców, ich grup rodowych i poodrywanych społeczeństw jako sieci, w której te gęstsze, dominujące węzły o mocniejszej alimentacji funkcjonują.

O ile mniej nas interesują grupy pierwotne, o tyle współcześnie bardzo trudno jest zapewnić alimentację dla agresywnej grupy samców (armii, gangu), gdyż błyskawicznie pustoszy ona okoliczną sieć społeczną i doprowadza do odcięcia w kierunku powstającej wyrwy źródeł alimentacji. Jeśli taka agresywna grupa nie potrafi się dość szybko przemieszczać i przekształcać podjętych elementów sieci na własną korzyść (jasyr, własna sieć zapasowa jednokrewnych albo chociaż plemiennych), nie ma szansy na długotrwałe zasilanie swoich działań przy tak wysiłkowych metodach – rozległa sieć jest dość odporna na taki atak. Na takie grupy bezskuteczne są rozwiązania grup pierwotnych o wysokiej dynamice (stary testament), ponieważ to one działają na tak prostych zasadach i są to zazwyczaj grupy hierarchiczne, gdzie pozorem przynależności do sieci o innej topologii jest właśnie połączenie prawa silniejszego z zasadami grupy. Taką hybrydę zazwyczaj rozpoznajemy jako ród (mafię) i pierwszą rzeczą, jaką będzie ta grupa robić po zyskaniu zasobów, jest przeniknięcie sieci społecznej własnymi węzłami będącymi w sieci niejawnej.

Dygresja – nie tylko w żyznym półksiężycu wymyślono oko za oko; większość ludów na Ziemi, nawet północnoamerykańscy dzicy w swoich prawach mieli takie same metody rozstrzygania identycznej problematyki.

Kolejną grupą hybrydową jest sieć na sieci, czyli powiązania dyskretne pomiędzy węzłami, o niejawnej strukturze hierarchicznej, która nie jest dominująca dla organizacji, gdyż sam fakt przynależności wynika z właściwego zestawu map i nie ma zbytniej potrzeby wprowadzania stresorów w celach kontrolnych. Tak wyglądają struktury organizacji ideologicznych infiltrujących sieć społeczną z dobrym skutkiem.

Innym typem jest organizacja hierarchiczna próbująca infiltrować odległe węzły sieci. Ze względu na silny dysonans takiej sieci wymaga ona olbrzymiej alimentacji i w rezultacie racjonalizuje działanie starając się operować we własnej części sieci w celu pozyskania alimentacji (tak najczęściej działa wywiad degenerujący się do pasożyta na własnym terytorium – dlatego utrzymywanie wywiadu i kontrwywiadu jako wydzielonej ze społeczeństwa służby jest pozbawione sensu).

Wszelkiego typu instytucje przymusowe (dysponujące aparatem przemocy) są jednym z wymienionych typów połączeń przetwornika z korelatorem, przy czym nie wszyscy członkowie grupy podzielają mapę ideologiczną (choć do tego się dąży), a znaczna część wykonawcza (siłownicy) jest tam z powodu alimentacji. Odcięcie alimentacji od systemu lub wprowadzenia alimentacji niejawnej powoduje rozwarstwienie i erozję sieci. Jeśli takie działania dodatkowo są poparte przenikaniem sieci niejawnej opartej o węzły instytucjonalnej i zdarzają się ataki niszczące węzły o wysokich wagach, to dochodzi do poważnych zmian w całej mapie i oderwania działań deklarowanych od realiów wykonawczych. W taki sposób różnorodne organizacje we własnym interesie potrafią zerodować instytucjonalny trójpodział władzy. Gdyż trójpodział władzy to głupi i nie broniący się pomysł, gdy powstają nowe sposoby wiązania sieci, będące poza innym niż siłowym wpływem pozostałych metod pozornej kontroli warunków działania sieci.

Hybrydy zawsze zawierają wszystkie wady przetwornika opartego o algorytmy (mogą być po prostu głupie i wieszać się na braku wskazań formalnych – na przykład urzędnik nie zrobi czegoś, do czego nie zmuszają go przepisy i kto mu zabroni?) oraz wszelkie wady sieci (podatność na przepełnienia, desynchronizacja zamiast wzmocnienia sygnału przy zwiększaniu napięcia/alimentacji), mylne odpowiedzi w wyniku przepełnienia.

Zastosowanie w biznesie

Po pierwsze, komunikacja – do młodej kohorty, egzodynamików, chętnych oddać swoje nadwyżki energii innym i uczynić świat lepszym, zwracamy się tańcem, emocją, przeżyciem. Organizujemy im koncerty, potańcówki, wpajamy (normujemy) wzorce tematyczne muzyki i budujemy zestawy odruchów skojarzonych w tym szerokim spektrum komunikacji.
Statykom możemy przekazać obraz, tekst, gadające głowy w tv, nawet teatr. Choć oni mają już co opowiedzieć innym przy ognisku. A młodsi odtworzą sceny podróży, walki z hydrą i posprzątają stajnię.

Ale dla starych skner mamy tylko lapidarną komunikację tekstową. Tak jest od tysiącleci i to wystarczy.

“Człowiek nie mądrzeje na starość, ale staje się ostrożny.”

Po drugie, fałszowanie zbiorów danych. Bardzo trudno jest wnioskować, gdy receptor przekazuje fałszywe informacje. Należy celowo doprowadzać do opóźnień w deklarowaniu danych, celowo mylić te dane, wprowadzać korekty, wymuszać administracyjną obsługę wyjątku, podawać informacje, na jakie system nie reaguje i pozostać nieistotnym dla aparatu wyzysku fiskalnego tak długo, jak się da. A jak się już dłużej nie da – zniknąć i korzystać z kolejnego proxy. Dość długo w ten sposób, na bazie trustów działało smart money – korzystajmy z doświadczeń.

Struktury państwa są hybrydą przetworników hierarchicznych z równolegle działającą siecią rozpiętą po strukturze. Sieć niekoniecznie odtwarza hierarchię, a zazwyczaj nie odtwarza jej wcale. Gdy zaczyna jej przeciwdziałać – jest spiskiem. Należy propagować takie metody alimentacji, aby doprowadzać do powstawania nieformalnych powiązań sieciowych, wpływających na zmiany w hierarchii (łapówki i promocję swoich, podkładanie świń wrogom).

W magazynach pamięci korelatorów scentralizowanych o rozbudowanym aparacie wykonawczym (urzędy) jest klucz do sprawnego działania tychże. Jakkolwiek systemy te są zabezpieczone poprzez obrót zarówno papierowy jak i elektroniczny, to atak na dominujący w użyciu system (elektroniczny), jego ujawnianie, blokowanie i niszczenie zasobów przymusza olbrzymią strukturę do uznania go za niepewny i zwrócenia się w kierunku systemów przeszłych, które są niewydajne w obecnych zastosowaniach (szczupłość alimentacji). Bardzo trudno jest prowadzić racjonalną działalność, jak się ma luki w pamięci. Należy więc doprowadzać do takich awarii, stawiających aparat opresji w stanie bezbronności.

Należy pamiętać o wadach systemów hierarchicznych – lekko posmarowane zaczynają działać prawidłowo, zgodnie z algorytmami “przepisów prawa” czyli głupio. Sprawa Amber Gold pokazuje to dobitnie, jak można zgodnie z przykazami formalnymi wykonać swoje obowiązki tak, aby formalnie nie było się do czego za bardzo przyczepić.

Tak samo należy pamiętać o wadach sieci. Przede wszystkim każda zmiana w strukturze hierarchicznej i wpinaniu nowego węzła w sieć (zmiany na stanowiskach) wywołuje reakcję afektywną i chwilowe nieprzystawanie wag do wyznaczonych działań, które to zaburzenie może się przedłużać – rotacja na stanowiskach w urzędach to najlepszy okres do działania.
Kolejną jest wprowadzanie agend politycznych (kogo bić, komu zrywać paznokcie, kogo ignorować), co przykłada olbrzymie napięcie do węzłów sieci, zwiększając ich częstotliwość działania i zaburzając synchronizację sieci. Powstają wtedy zatory w przetwarzaniu danych, zatory trasowane są siłowo olbrzymią alimentacją i potrafią zagłodzić MF (na przykład pod koniec 2013, na początku 2014 US w znacznej części pl miały problem z serwisowaniem sprzętu, zapewnieniem papieru do kopiarek, a nawet do bardziej przyziemnych czynności na stronie, brakło nawet na żarówki). Wystarczyło przełożyć wajchę z “wolno kraść” na “łapać złodzieja” pod koniec 2012 i alimentacja okazała się za słaba do takiego zwrotu całą organizacją.

No i najistotniejsze – sieć nie działa stale stabilnie, po uzyskaniu przepełnienia zaczyna popełniać błędy, nie pomaga wygaszenie działania, trzeba dozwolić wtedy na absurdy, które pozwolą na naturalne wyrównanie potencjałów w węzłach sieci. Próba utrzymania sieci w dalszym działaniu prowadzi najpierw do wymuszenia zwiększonej alimentacji przez sieć, po czym do załamania się podstaw jej funkcjonowania.

Należy brać pod uwagę, że obecne państwa są aparatami okupacyjnymi, których zadaniem jest wyzyskiwanie podległej ludności. Trzeba przytomnie brać pod uwagę, że ludność jest już w stanie wyzyskanym i nie trzeba jej wyzyskiwać zbytnio po raz kolejny. Najlepszym interesem jest podpięcie się do państwowego systemu rurek bez zawracania sobie głowy jakimś postępem i rozwojem. 35% całej wytwórczości przepływa przez sektor publiczny, ponad 50% jest w szarej strefie, ludności formalnie zostaje tyle co niewolnikom w Rzymie. Żadna inwestycja na rynkach finansowych i żaden MiŚ nie jest w stanie równać się dobremu podwieszeniu pod aparat fiskalny i zasysaniu już zebranych podatków na własną wczasę. Nie żałujcie sobie roli trutnia – zjedzcie co da się zjeść – niech się rezultatami w centralnie zarządzanej gospodarce martwi centrala. Nie zjecie Wy – przyjdą śniadzi i zjedzą, albo przyjdą Niemcy, albo Rosjanie – ciągle ktoś przychodzi i nam psuje zabawki, przewraca domki – był czas przywyknąć.