Korpolud się bogaci, czyli bonusy i premie w korporacjach

W korporacjach często zarobki poszczególnych pracowników wykonujących podobny zakres obowiązków, znacząco się od siebie różnią. Często, gdy matka korporacja jest w potrzebie, przyszły pracownik jest w stanie wynegocjować wysokie wynagrodzenie. Taka pensja może być znacząco wyższa, od wypłaty niejednego, doświadczonego pracownika, który prawdopodobnie zaczynał od najniższego pułapu i po kilku latach ciężkiego klikania doczekał się awansów na tzw. „specjalistę”. Awans taki wiąże się jedynie z dołożeniem maksymalnej ilości obowiązków, przy minimalnej zachęcie finansowej. Często np. jest to najniższa kwota z widełek opisanych w procedurach. W takiej sytuacji, szeregowy pracownik, niewyróżniający się żadnymi szczególnymi i specyficznymi umiejętnościami, za które korpora chciałaby lub była zmuszona słono płacić, nie będzie w stanie dogonić poziomu finansowego innych korpoludzików. Wszyscy o tej sytuacji wiedzą i jak jeden mąż pozostają dżentelmenami, czyli o pieniądzach nie dyskutują. Zresztą pewnie mają również w umowach zapis o zakazie informowania innych pracowników o wysokości swoich zarobków, co według managerów skutecznie rozwiązuje wszystkie problemy. I słusznie, przecież praca w korporacji jest magiczna i bajkowa, więc zupełnie jak w bajkach wystarczy zamknąć oczy i wszystkie kłopoty znikają. Skoro więc zagadnienie nierówności w zarobkach pojawiających się w każdej możliwej konfiguracji (między kobietami a mężczyznami, Polakami a obcokrajowcami itp.) mamy już omówiony, przejdźmy teraz do smaczków, czyli bonusów i premii rocznych. To jest dopiero szał!!! Już na samą myśl człowiek nie może wprost przestać planować swojej przyszłości! Swojego nowego życia, które będzie mógł rozpocząć wraz z tym zawrotnym zastrzykiem gotówki, na który zapracował sobie zaledwie rok temu !!!

Ale opanujmy na moment swoje dzikie żądze i zacznijmy od początku, czyli już od samego procesu rekrutacji. Każda szanująca się organizacja ma schemat zatrudnień i szczegółowo opracowane plany dotyczące ilości nowo przyjętych pracowników. Już na tym etapie można skutecznie zaplanować rozdysponowanie przyszłorocznych bonusów, wystarczy np. o dzień lub dwa przesunąć zatrudnienie potencjalnego klikacza. Dzięki temu osoba ta wypadnie z okresu rozliczeniowego i na swój bonus będzie musiała czekać do kolejnego cyklu… o ile oczywiście tak długo będzie tam pracować.

Kolejną zasadzką, jaka czeka nas na drodze do spełnienia naszych marzeń o bogactwie, jest sama procedura przeprowadzania ocen rocznych/półrocznych/kwartalnych (niepotrzebne skreślić). Prawdopodobnie będzie ona na tyle zagmatwana i angażująca managerów z wszystkich możliwych pięter, że nie sposób będzie się połapać co, jak i gdzie. Trzeba będzie zatwierdzić dziesiątki akcji w systemie, po wykonaniu akcji przez innych przeklikać cele i targety, ocenić kompetencje z danych sekcji, aż w końcu się okaże, że może i owszem skutecznie poprowadziłeś projekt w zespole 20 osób, ale jeszcze brakuje Ci kilku kluczowych „skills” (np. umiejętnośćjazdy na rolkach tyłem pod górę), które wymagają od Ciebie większej uwagi w następnym półroczu/roku/kwartale (niepotrzebne skreślić).

No ale może jednak kiedyś zrobiłeś kawę team leaderowi albo ostatnio jak jeleń przekopiowałeś ręcznie 1657869709 komórek Excela z arkusza 1 do arkusza 2 bez zadawania tak nieistotnego pytania „Dlaczego?” i akurat Twoja ocena będzie pozytywna. Już się cieszysz i słyszysz szelest za swoimi plecami… to Twoja duma pęka w szwach.

I już witasz się z gąską… i tylko na sam koniec zadajesz niewinne pytanie, a mianowicie kiedy premia będzie wypłacana? Otóż za pół roku zostanie rozliczona, czyli z wypłatą w miesiącu siódmym, a jeszcze dokładniej mówiąc w połowie tego miesiąca, bo kasa wpływa na konto 15-go.

Pamiętasz tą akcję wspierającą chorych na stwardnienie rozsiane, która szalała jakiś czas temu po internetach? Tę, w której ludzie wylewają sobie kubeł lodowatej wody na głowę?

A teraz popraw włosy, ładnie się uśmiechnij i idź rozwiązywać swoje „case’y”, a valium za parę minut zacznie działać.

Jednak jeśli odrzuci się te wszystkie opary absurdu, warto sobie powiedzieć jasno, ile realnie tracimy pieniędzy z naszej premii, choćby za sprawą inflacji. Jeśli przykładowa firma praktykuje oceny półroczne, a brane pod uwagę są przeważnie tylko zakończone projekty, ile warta jest nasza praca? Jeśli ocena odbywa się w styczniu, dany projekt musiał zacząć się dobre kilka miesięcy wcześnie. Do tego dochodzi czas potrzebny na zakończenie samej procedury ewaluacyjnej, plus czas na zaksięgowanie wszystkich bonusów i wreszcie realną wypłatę pieniędzy. Czyli premia będzie wypłacona za pracę, która została wykonana nawet rok wcześniej.

Do tego dochodzi nieoprocentowany kredyt obrotowy, jakim dysponuje firma zanim wypłaci pensje w połowie następnego miesiąca. A wisienką na torcie może być podliczenie wszystkich „nadminut”, które nie pojawiają się w żadnych systemach rozliczenia czasu pracy, a które mają jednak realną wartość dla organizacji choćby w skali roku.

Należy także pamiętać, iż wszelkie bonusy i premie, przepadają wraz ze złożeniem wypowiedzenia. Jest to dość ciekawy mechanizm zatrzymywania pracowników w firmie (przynajmniej na kilka miesięcy dłużej). Skoro tak ciężko pracowali oni na premię, oczywiste jest, że nie chcą jej tracić.

Jednak w chwili, kiedy nasz upragniony i wyczekiwany bonus wpłynie wreszcie na konto, często okazuje się, że ta cała gra nie jest zupełnie warta świeczki. Być może podstawa, jaka brana jest pod uwagę przy kalkulowaniu premii, nie obejmuje połowy dodatków. Być może procent zysków zadeklarowany przez organizację jest znacznie niższy niż przewidywania.

Być może też pies zjadł naszą pracę domową….