Korpolud się bogaci, czyli bonusy i premie w korporacjach

W korporacjach często zarobki poszczególnych pracowników wykonujących podobny zakres obowiązków, znacząco się od siebie różnią. Często, gdy matka korporacja jest w potrzebie, przyszły pracownik jest w stanie wynegocjować wysokie wynagrodzenie. Taka pensja może być znacząco wyższa, od wypłaty niejednego, doświadczonego pracownika, który prawdopodobnie zaczynał od najniższego pułapu i po kilku latach ciężkiego klikania doczekał się awansów na tzw. „specjalistę”. Awans taki wiąże się jedynie z dołożeniem maksymalnej ilości obowiązków, przy minimalnej zachęcie finansowej. Często np. jest to najniższa kwota z widełek opisanych w procedurach. W takiej sytuacji, szeregowy pracownik, niewyróżniający się żadnymi szczególnymi i specyficznymi umiejętnościami, za które korpora chciałaby lub była zmuszona słono płacić, nie będzie w stanie dogonić poziomu finansowego innych korpoludzików. Wszyscy o tej sytuacji wiedzą i jak jeden mąż pozostają dżentelmenami, czyli o pieniądzach nie dyskutują. Zresztą pewnie mają również w umowach zapis o zakazie informowania innych pracowników o wysokości swoich zarobków, co według managerów skutecznie rozwiązuje wszystkie problemy. I słusznie, przecież praca w korporacji jest magiczna i bajkowa, więc zupełnie jak w bajkach wystarczy zamknąć oczy i wszystkie kłopoty znikają. Skoro więc zagadnienie nierówności w zarobkach pojawiających się w każdej możliwej konfiguracji (między kobietami a mężczyznami, Polakami a obcokrajowcami itp.) mamy już omówiony, przejdźmy teraz do smaczków, czyli bonusów i premii rocznych. To jest dopiero szał!!! Już na samą myśl człowiek nie może wprost przestać planować swojej przyszłości! Swojego nowego życia, które będzie mógł rozpocząć wraz z tym zawrotnym zastrzykiem gotówki, na który zapracował sobie zaledwie rok temu !!!

Ale opanujmy na moment swoje dzikie żądze i zacznijmy od początku, czyli już od samego procesu rekrutacji. Każda szanująca się organizacja ma schemat zatrudnień i szczegółowo opracowane plany dotyczące ilości nowo przyjętych pracowników. Już na tym etapie można skutecznie zaplanować rozdysponowanie przyszłorocznych bonusów, wystarczy np. o dzień lub dwa przesunąć zatrudnienie potencjalnego klikacza. Dzięki temu osoba ta wypadnie z okresu rozliczeniowego i na swój bonus będzie musiała czekać do kolejnego cyklu… o ile oczywiście tak długo będzie tam pracować.

Kolejną zasadzką, jaka czeka nas na drodze do spełnienia naszych marzeń o bogactwie, jest sama procedura przeprowadzania ocen rocznych/półrocznych/kwartalnych (niepotrzebne skreślić). Prawdopodobnie będzie ona na tyle zagmatwana i angażująca managerów z wszystkich możliwych pięter, że nie sposób będzie się połapać co, jak i gdzie. Trzeba będzie zatwierdzić dziesiątki akcji w systemie, po wykonaniu akcji przez innych przeklikać cele i targety, ocenić kompetencje z danych sekcji, aż w końcu się okaże, że może i owszem skutecznie poprowadziłeś projekt w zespole 20 osób, ale jeszcze brakuje Ci kilku kluczowych „skills” (np. umiejętnośćjazdy na rolkach tyłem pod górę), które wymagają od Ciebie większej uwagi w następnym półroczu/roku/kwartale (niepotrzebne skreślić).

No ale może jednak kiedyś zrobiłeś kawę team leaderowi albo ostatnio jak jeleń przekopiowałeś ręcznie 1657869709 komórek Excela z arkusza 1 do arkusza 2 bez zadawania tak nieistotnego pytania „Dlaczego?” i akurat Twoja ocena będzie pozytywna. Już się cieszysz i słyszysz szelest za swoimi plecami… to Twoja duma pęka w szwach.

I już witasz się z gąską… i tylko na sam koniec zadajesz niewinne pytanie, a mianowicie kiedy premia będzie wypłacana? Otóż za pół roku zostanie rozliczona, czyli z wypłatą w miesiącu siódmym, a jeszcze dokładniej mówiąc w połowie tego miesiąca, bo kasa wpływa na konto 15-go.

Pamiętasz tą akcję wspierającą chorych na stwardnienie rozsiane, która szalała jakiś czas temu po internetach? Tę, w której ludzie wylewają sobie kubeł lodowatej wody na głowę?

A teraz popraw włosy, ładnie się uśmiechnij i idź rozwiązywać swoje „case’y”, a valium za parę minut zacznie działać.

Jednak jeśli odrzuci się te wszystkie opary absurdu, warto sobie powiedzieć jasno, ile realnie tracimy pieniędzy z naszej premii, choćby za sprawą inflacji. Jeśli przykładowa firma praktykuje oceny półroczne, a brane pod uwagę są przeważnie tylko zakończone projekty, ile warta jest nasza praca? Jeśli ocena odbywa się w styczniu, dany projekt musiał zacząć się dobre kilka miesięcy wcześnie. Do tego dochodzi czas potrzebny na zakończenie samej procedury ewaluacyjnej, plus czas na zaksięgowanie wszystkich bonusów i wreszcie realną wypłatę pieniędzy. Czyli premia będzie wypłacona za pracę, która została wykonana nawet rok wcześniej.

Do tego dochodzi nieoprocentowany kredyt obrotowy, jakim dysponuje firma zanim wypłaci pensje w połowie następnego miesiąca. A wisienką na torcie może być podliczenie wszystkich „nadminut”, które nie pojawiają się w żadnych systemach rozliczenia czasu pracy, a które mają jednak realną wartość dla organizacji choćby w skali roku.

Należy także pamiętać, iż wszelkie bonusy i premie, przepadają wraz ze złożeniem wypowiedzenia. Jest to dość ciekawy mechanizm zatrzymywania pracowników w firmie (przynajmniej na kilka miesięcy dłużej). Skoro tak ciężko pracowali oni na premię, oczywiste jest, że nie chcą jej tracić.

Jednak w chwili, kiedy nasz upragniony i wyczekiwany bonus wpłynie wreszcie na konto, często okazuje się, że ta cała gra nie jest zupełnie warta świeczki. Być może podstawa, jaka brana jest pod uwagę przy kalkulowaniu premii, nie obejmuje połowy dodatków. Być może procent zysków zadeklarowany przez organizację jest znacznie niższy niż przewidywania.

Być może też pies zjadł naszą pracę domową….

Komentarze są moderowane. Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • Medyk Helwecki

    warto wspomniec ze te same korpo maja rozne podejscie w roznych krajach. Credit Suisse w Zurychu wynagradza korpoludkow inaczej niz we Wroclawiu czy Warszawie.
    W Zurychu takich 28 latkow zarabiajacych nawet 35.000 CHF miesiecznie dosc duzo…

    • gruby

      … a potem wywala się ich całymi działami. Na mej drodze spotkałem taką jedną ofiarę, z tego innego dużego banku: zero motywacji, przetrącony kręgosłup moralny, ciekawość i dociekliwość całkowicie wycięta z DNA. Popychadło jednym słowem. A to był wcześniej całkowicie oddany swej pracy człowiek, który się angażował, poprawiał, myślał i popychał swoje zadania aktywnie do przodu. Wywalili go z całym działem kompletnie rujnując jego podejście do życia bo zastosowali wobec niego odpowiedzialność zbiorową.

      Co do artykułu: będzie ciąg dalszy ?
      (coś w rodzaju Gilberta dla zaawansowanych może ?)

      Bo im więcej takich artykułów tym większe problemy ma korpo ze znalezieniem korposzczurów.

      • Medyk Helwecki

        tak mozna o wszystkim powiedziec, jak na medycynie, poza tym ze pensja 8000 brutto a praca jak w korpo, Tez motywacja Zero. Jestem sekretarka medyczna a podatnik finansuje PGRowi moj Etat.
        Co do odpowiedzialnosci zbiorowej to mam znajomego narkomana z innego banku i zrobili z nim to co robi sie w medycynie – przybili mu bledy kochanki szefa – kogos trzeba czasami jako kozla ofiarnego uwalic.

      • uberbot

        Ja mogę napisać ciąg dalszy, bo w korpo jestem po to, po co korpo ktoś wymyślił. Żeby sfinansować swoją pasję/pracę po pracy.

        Korpo jest po to w PL, żeby kobieta poszła i zaczęła rodzić dzieci mając 100% płatne L4 + urlop macierzyński. Po to jest korpo.

        Mocno niemęskie środowisko… Jestem, ale się nie oszukuje, że budujemy rakietę na Marsa. Nie. Nie budujemy.

        Artykuł jest… nie ma co lamentować. Bonusy to bonusy. Rozpisane w artykule, więc jak się idzie do pracy w korpo to się negocjuje, żeby było dobrze bez bonusa i tyle. A jak będzie bonus to jeszcze lepiej.

        W Krk mam kolegów, którzy w wieku poniżej 30 zarabiają rocznie 100-120k PLN. A nie mają jakichś tam acca czy innych itil. Nie przepracowują się też.

        Ja przestałem kochać korpo po niecałym roku pracy. Po 3 miesiącach może… Jak zobaczyłem, że mam wydajność 500%, a pensję tą samą. To wróciłem do wydajności „o krok od zwolnienia” i się nie męczę. I tak jestem o krok od zwolnienia, jak akcjonariusze stwierdzą, że wyniki nie za dobre. Co za różnica. Trzeba się jak najszybciej uwolnić od korpo albo umrzeć. Innej opcji nie ma.

      • 3r3

        No ja też mam kręgosłup moralny po przejściach. Jak podatek leży to szkoda żeby tym znowu banki dofinansowali, a mnie się przyda.

    • rocnrola

      28 latek i 35k CHF miesięcznie? Nie poniosła Cię trochę fantazja?;)
      Żartobliwie, ale zupełnie szczerze pytam. Wydaje mi się, że średnio, w finansach w tym wieku (co ma przełożenie na stanowisko) to do 200k rocznie.

      • Medyk Helwecki

        Znam kilku takich i mam straszne kompleksy, bo w medycynie to nie osiagniesz tego bedac nawet freelancerem – jedyny wyjatek to syn jakiegos profesora na USZ. Dzis rzadko ktory Chefarzt ma 400.000 CHF rocznie a Chefarztem zostajesz raczej w wieku najwczesniej 34 lat. Z pomoca znajomosci i witaminy B czyli Bekantschaften.
        Wiekszosc moich znajomych ma na dzien dobry od 120.000 CHF brutto plus premie roczne. Wrednie liczone od osiagniecia targetu ale mimo wszystko. Pierwsza pensja lekarza to troche ponad 7000 miesiecznie brutto za 50 godzin oficjalnie.

        • rocnrola

          To jakie stanowiska obstawiają albo chociaż dział? Aktuariusze, expert IT?

          • Medyk Helwecki

            Senior VAS Engineer, jeden jest szefem dzialu odpowiadajacego za bezpieczenstwo IT

        • uberbot

          Ja 5 lat temu zakładałem minimum 70k w CH, ale na klepacza poniżej umiejętności. Powiało mnie gdzie indziej. Dziś to pewnie 120k może??…. Tylko miej tam dziecko/dzieci i płać za szkoły, opiekę, itd itp … Podobno drogo, więc realnie wychodzi tyle co 12k w PLN. Nie ma czego zazdrościć. Trzeba kombinować….

          • Medyk Helwecki

            no wlasnie nie powiedzialbym ze to tyle samo co 12k PLN ale zdecydowanie mniej. Jak sie zaczyna liczyc to nie bardzo juz zyjesz na poziomie polskim, zwlaszcza ze w PL mozna pokombinowac z 19% bodajze.

            Zastanawiam sie jaka jest mediana bo to ze ja znam jakichs rodzynkow, ze mnie trafia jak swiezak po biotechnologii zaczynajacy prace w Novartis dostaje o wiele wiecej niz lekarz specjalista…to stwierdzam, ze glupi bylem.

            Zrobilbym sobie MBA ale mnie to nie przyblizy do niczego…

          • rocnrola

            70k dla klepacza kodu? Myślę, że świeżo po studiach jest więcej per annum.
            Fakt, z dzieciakiem jest drożej – ichniejsze przedszkole to jakieś 2-3k CHF na miesiąc, ale są inne rozwiązania – wiele kobiet pracuje np. na 60% tak, żeby dwa zajmować się dzieciakiem + dzieckiem kogoś. Można wtedy jakoś koszty obniżyć.
            Poza tym, im bardziej wychodzisz na miasto, tym mniej się Szwajcaria opłaca. Jak masz małe dzieci, bogate życie towarzyskie, to faktycznie warto przekalkulować;)

            • Medyk Helwecki

              ale kobietom nie za bardzo oplaca sie pracowac bo progresja podatkowa….tutaj sobie tak wymyslono….dlatego tez …srednio na jeza.

              Pierwsza pensja mojego znajomego po EZH to bylo 14.000 CHF, mial 13 pensje.

              a tak dla kontrastu http://www.vsao-bern.ch/loehne/loehne-gav-spitaeler/

            • rocnrola

              To inna strona medalu – ślub nie ma tutaj uzasadnienia ekonomicznego;)

            • Medyk Helwecki

              ja kombinujac jak tylko moge oddaje rok w rok ponad 120.000 CHF biurwie, razem z zona. wiec nie bede narzekal bo na chlebek mamy. Natomiast pracujac jako lekarz w szpitalu to oddajac nawet cala roczna pensje z 13 nie zarabiam na podatki

            • 3r3

              Ja ambicje i papiery schowałem do kieszeni i walę na podatkach, ceny zaporowe, jakość pod psem, po mnie choćby potop.

            • Ochodzki Ryszard

              o trzeci Szwajcar 🙂

            • Ochodzki Ryszard

              jak tak dalej pójdzie, to wstaniecie wszyscy od komputerów, wyjdziecie z domów i zadepczecie swoją liczebnością Helwetów 🙂 Polacy w świecie.

            • uberbot

              Faktur 😉 Ale i to i to można teraz zrobić w Indiach…

            • rocnrola

              No pewnie, że można, ale czy warto?
              U mnie w firmie kontrakt z Accenture India został rozwiązany (moja w tym zasługa), bo okazało się, że jeden gość w Czechach ma wydajność lepszą niż troje hindusów (jeden senior + dwoje mid level developerów). Do tego Czech kosztuje firmę mniej niż senior hindu dev.
              Nie piszę już o zmianie jakości na lepszą i kulturze pracy – nie przytakuje na wszystko „yes, sir”, tylko uczciwie dopyta jak brakuje mu informacji i ma swoje zdanie.
              Może jestem uprzedzony do hindusów, miałem z nimi styczność w trzech ostatnich firmach i wszyscy jak jeden mąż nadawali się tylko do zwolnienia…

            • Eltor

              Nie jesteś uprzedzony. Do takich samych wniosków dochodzi każdy, kto z nimi pracował. Bez wyjątków.

            • Medyk Helwecki

              A ja mam dokladnie te same skojarzenia. Mialem problem z serwerem HPE Proliant ML350 Gen.9 no i hindus zlrcil update firmware a nie bylo potrzebne. Swoja droga wiecie ze nawet HPE ma taki burdel ze w opisie czesci ktore niby wedlug specyfikacji maja pasowac to jest lipa bo myla rack z tower…

  • Eltor

    Niektóre korpo mają bardzo wredny system oceny rocznej.
    Polega on na tym, że przełożony dostaje z góry informację ile i jakich ocen ma być (np. w skali 1 – 5), a jego rola polega na rozdzieleniu ich pomiędzy ludzi i dorobieniu do tego warstwy słowno-muzycznej.
    I nie jest wtedy istotne czy dany mapet zasłużył na otrzymaną ocenę czy nie. Ba, może się zdarzyć, że wszyscy uczciwie klikali case’y i co zrobić, na koniec ktoś dostanie po tyłku za jakieś wyimaginowane przepisy, bo z NY czy innego Lądka przyszły wytyczne.

    Inny system demotywacyjny, który zaobserwowałem, polega na tym, że co np. miesiąc tworzy się zestawienie kto ile case’ów ogarnął (może to być cokolwiek, wysokość sprzedaży, wyklikane case’y, ściągnięte należności itd.) i trzy osoby z dołu listy dostają tzw. notatkę służbową. Trzy notatki i out.
    Oczywiście w ten sposób prędzej czy później dojdzie do wymiany całej drużyny z wyjątkiem najbardziej oddanych firmie wyjadaczy.

    • Medyk Helwecki

      czyli Abmahnung? Ale jak w tym wypadku chronic swoje osoby? Bo trzeba tez troche manipulowac statystykami aby swoich promowac a potem tych niepokornych killowac?

      • Eltor

        Na najniższych stanowiskach klikawczych najczęściej nie ma swoich ludzi, więc management traktuje ich jako wymienne mięso do wyciśnięcia. Rzadko widziałem „swoich” wciskanych na takie stanowiska, najczęściej zaczynali już wyżej. Jak trafiali na takie niskie, to szybciutko się awans trafiał i co najwyżej jedna ocena tego rodzaju ich spotykała. W takim wypadku dla opcji nr 1 przełożony wymyślał pochwały dla pracownika i dawał mu najwyższą ocenę, choćby nie wiem co. 🙂
        W drugim opisanym przeze mnie przypadku nie miało to dla awansu i tak znaczenia. „Swój” miał immunitet od konsekwencji związanych z notatkami.

        • Medyk Helwecki

          w medycynie promuje sie swoich dajac im rzadkie zabiegi do roboty i asystujac czyli bierzesz kochanke i robisz za nia a ona stoi i patrzy a potem jest ze Pani X jest ambitna i przebojowa i zrobila tyle a tyle a Pan Y to malo ambitne Zero..
          Jak sie nie da znalezc czegos na zasadzie niekolezenskosci to sie wali po takiej ofierze do odstrzalu slowkami ogolnikami – brak struktury – ale ladnie napisane ze pracuje z zachowaniem starannosci… Znacie te ogolniki – dochowuje starannosci, stara sie, dazy do, i tak dalej – zaskarzyc nie mozna ale nabrudzone…

          • 3r3

            Mnie tak korposzczury co dla nich robię próbowały podchodzić, że jak się komuś tam coś będzie podobało…
            Jak na gbura przystało wyjaśniłem gdzie mam czy się komu podoba rezultat czy nie, bo to ja jestem specjalistą i będą robił jak mnie się podoba. A jak się nie podoba to sobie weźcie innego. Naradzili się ilu innych mają do wyboru i przestali grać z ogrem w gry dworskie.

            Mają tam taki program do przyznawania sobie nawzajem drapania po plecach, jestem poza grafem 🙂

    • Paradoks

      Wydaje mi się, że system demotywacyjny, który opisujesz, jest dość popularny i typowy – jest pula na dział, którą można rozdzielić, i tylko trzeba do tego dorobić „story” zgodne z procedurami.

      Oprócz tego bywają drobne nagrody uznaniowe, za różne starania „dodatkowe” czy inne takie pierdy, to pozostaje w gestii menedżera i z tego tytułu może wyglądać różnie. U mnie na przykład wygląda tak, że menedżerka w ciągu roku daje każdemu co najmniej jedną, i też dorabia do tego ideologię po fakcie – czyli takie podejście socjalne, że każdy ma to dostać, bez względu na to, czy dany mapet się czymś rzeczywiście wyróżnił, czy nie. Oczywiście działa to doskonale – każdy, kto myśli i obserwuje choć odrobinę, natychmiast przestaje starać się robić cokolwiek dodatkowo (chyba, że wyłacznie z nudów), no bo po co, skoro i tak komunistycznie dostanie nagrodę.

      Natomiast moje obecne korpo jest o tyle wyjątkowe, że tutaj ludzie siedzą i stukają w te klawiatury latami (są tacy, co już ze 20+ lat im zleciało…), nikt się za bardzo nie przemęcza i właściwie nie ma nadgodzin (firma oficjalnie krzywo na to patrzy, w ramach work/life balance policy i rzeczywiście się tego z grubsza przestrzega).
      Największym wyzwaniem w tej pracy jest wstawanie rano i wysiedzenie 8 godzin w biurze. Dobrze, że jest internet. 🙂

      • Eltor

        To prawda, Internet ratuje czasem zdrowie psychiczne. W sumie dzięki temu tu siedzimy i sobie głupoty piszemy. ^^
        A kasa leci.

  • Skywalker

    Korpo można wykorzystać jeśli posiadasz szczególne umiejętności, niedostępne w nowych lokacjach, o czym pisał 3r3 w poprzednich artykułach. Wtedy jest i micha i dach nad głową. Gdy jednak nie chcesz zostać dłużej wśród otaczającego Cię bałaganu (ten wspaniały kraj za wielkim murem to nie taka kraina mlekiem i miodem płynąca) to wracasz do początku – próg wyjścia równa się poziomowi wyjścia. To trzyma wielu na łańcuchu w korpo: jeśli awansowałeś bez odpowiedniego wykształcenia, zostajesz na łańcuchu tak długo jak Cię potrzebujemy. Inflacja życia wielu wciąga tak że nie mają wyboru i realnej alternatywy.
    Wszystko w tekście się zgadza i bardzo dziwi mnie, że te sztuczki działają na tak wielu, czasem niegłupich ludzi. Może działa sugestia, że skoro mówimy Ci, że to jest właśnie taka wspaniała nagroda, to w ich mózgach implikuje urojenia. Choćby jako mechanizm obronny.

    • Medyk Helwecki

      a przyzwyczajenie i strach przed zmiana? Bo nieznane jest przeciez zawsze niebezpieczne ex definitionem.
      A co do tych rzadkich umiejetnosci – nie ma ludzi niezastapionych. Gdzie polityka rzadzi to nie licza sie pieniadze. Na pewno znacie na peczki dziesiatki projektow korpo, ktore uwalono tylko po to by komus cos udowodnic i nie liczono sie z kosztami.
      Mi sie w korpo podoba ta nowomowa niczym z Orwella i ta intelektualna mialkosc, choc pensji managera sredniego szczebla nigdy mial nie bede.
      Moi znajomi, dobre 10 lat mlodsi ode mnie i majacy powyzej tych 300.000 CHF to mimo wszystko nie sa szczesliwi. Miska jest ale jak robota nie sprawia frajdy to jest sie w ciemnej dudzie.

      • gruby

        @medykhelwecki:disqus napisał:

        „Mi sie w korpo podoba ta nowomowa niczym z Orwella i ta intelektualna
        mialkosc, choc pensji managera sredniego szczebla nigdy mial nie bede.”

        Nie wierzę, że akurat to pieprzenie może Ci się podobać. Jak już muszę usiąść z kimś z korpo do rozmowy to okazuje się, że im mniej ma do powiedzenia tym dłużej może o tym mówić. Najlepiej jest rozmawiać z technikami, ale nie bez powodu techników nie wysyła się na meetingi, ani tym bardziej do klientów.

        • Medyk Helwecki

          to akurat ironia byla. W kazdym badz razie ekstrapolujac ilosc pieprzenia od rzeczy do kompetencji to w medycynie tez tak jest. Kompetencje lekarza sa z reguly odwrotnie proporcjonlne do jego bla bla bla.

        • 3r3

          Spotkanie działu technicznego na meetingu:
          -wyjmują rysunki, patrzą, patrzą, patrzą;
          -obracają, coś mrukną, odmrukną;
          -aha! i wszyscy wstają i już wiedzą co mają robić, a biurwy siedzą ogłupiałe o co tu chodziło i jak oni się telepatycznie skomunikowali tymi rysunkami?

          //=============

          Wysłanie technika do klienta:
          -nie działa?
          -klient wymachując rękoma opowiada co się stało, a co się nie stało, a to tamto i owamto;
          -zrobi się;
          I się zaczyna robić.
          Jeszcze dodam że tubylcy żują tytoń i nim plują na podkreślenie pewnych skrótów „zrobi się”.

      • Skywalker

        Gdy ktoś ma kredyt na 30 lat na klatkę to nic dziwnego, że czuje strach. Przecież to tak ma być. Kwoty o jakich piszesz są nierealne w mojej branży. A to czy się lubi czy nie… jeśli myślisz o tym by wykupić się z niewolnictwa organizując sobie własne miejsce w przemyśle, to jakoś to łatwiej przychodzi

        • Medyk Helwecki

          w medycynie obecnie to samo. Ludzie kompetentni odchodza, rzadza managerowie, jest korpo. Chefarztowie zrobili sie politykami i siedza z managementem na Sitzungach. Ale kasa im sie zgadza.

          Jestes spoza ukladu to murzynisz. Ja mam dosyc

          • Skywalker

            Co Cię powstrzymuje przed własną sektą?

            • Medyk Helwecki

              bo jestem cienki. Zona namawia mnie na MBA w St.Gallen. A ja jej perswaduje ze jako uslännder to mi to nic nie da a tylko kasa w bloto.

            • papik

              Zrob MBA w Lozannie w IMD. W moim prywatnym rankingu ogarniecia IMD vs St Gallen, IMD rulez. Kryterium to umiejetnosc obslugi Skype for Business 😉

            • Medyk Helwecki

              Zeby zostac lekarzem specjalista to musisz (oprocz egzaminu ) obecnie miec publikacje w jakims lokalnym periodyku lub doktorat. Korpo pilnuje koryta. Wiekszosc tych Chefarztow robila doktoraty albo na higienie albo na historii medycyny bo sztuka jest sztuka, nikogo potem nic nie obchodzi. Papiurek ma byc. Ja nie jestem w stanie dopchac sie do jakiegokolwiek doktoratu. Z jednej rozmowy wylecialem – wie Pan, ja nie pomagam obcokrajowcom…

              W ogole niby bialych murzynow brak ale jak sie szuka roboty to nie bedac Niemcem nie zapraszaja na rozmowe, a nawet nie wysylaja Absage.

            • rocnrola

              MBA (według opinii kilku znajomych, którzy zrobili [nota bene w SG]) jest nie tylko po to, żeby się czegoś nauczyć, ale po to, żeby ludzi poznać, znajomości zrobić.
              Kumpel jeszcze w trakcie takich studiów, został polecony przez „kolegę z roku” i został managerem całego IT w znanej organizacji. Po to się właśnie wydaje te 70-80k CHF na MBA w SG, a nie 40k PLN w Wwa.

            • Medyk Helwecki

              Ja aby skonczyc specjalizacje musze dostac sie na 12 miesiecy do pracy do szpitala referencyjnego A (Siwf-register.ch) o statusie A1 klinik. A tam mnie nikt nie chce zatrudnic, latka leca. Deprymuje sie bo tego nie przeskocze.

      • uberbot

        Ja mam podobnych znajomych w UAE co na wierzchu wiadomo FB życie kwitnie itd, ale za kulisami życie w UAE nie jest takie fajne i kasa sama w sobie też nie cieszy jak każdy dookoła ma lambo. Można poświećić 5 lat i odłożyć kilkaset na inwestycję albo hamak w Tajlandii, ale żeby tam żyć… W UAE nigdy nie zostaniesz obywatelem i nigdy nie będziesz tak traktowany. Tam sobie kupują senior manago expatów jak u nas klepaczy. Ale warto jeśli ktoś odkłada i ma łeb na karku…

        • Eltor

          Szczerze powiedziawszy, to uważam ich podejście za bardzo przytomne. Ich kraj, ich zwyczaje i ich kasa, a obcy przydadzą się do zrobienia czegoś, uczciwie się ich opłaci, by grzechu nie było i won.
          Normalność w pełnej krasie!

          • uberbot

            Bardzo przytomne i godne naśladowania. Jedyne czym bym się martwił w długim terminie, że w zderzeniu z rzeczywistością taki Emiratczyk, który zawsze miał z górki, może sobie nie poradzić. Stres hartuje. A tam go nie ma. UAE nie jest wieczne i parasol może zniknąć.

        • Medyk Helwecki

          wszedzie dobrze gdzie nas nie ma, ja mam co prawda fikcje stabilnosci zatrudnienia bo umow sa o prace roczne lub max. dwuletnie ale w Helwecji to nawet majac na czas nieokreslony jest sie na lodzie jak chca zwolnic to zwolnia – restrukturyzacja i adieu,

          zastanawiam sie powoli co sobie wystrugac. Umiem tylko skladac kompy a to szympans potrafi zrobic.

          • Eltor

            Gospodarz wszak wytwórczość poleca. W Szwajcarii jest trochę przemysłu i zakładów wytwarzających różne rzeczy.

            • Medyk Helwecki

              Ja nawet probowalem ale primo oprocz leczenia ludzi nic nie potrafie a secundo chca zawsze z Muttersprache Deutsch. Nie chca usländerstwa, zreszta zastanawiam sie czym sie zajac. W medycynie bede zawsze nikim ze wzgledu na pochodzenie,

            • Eltor

              „oprocz leczenia ludzi nic nie potrafie”
              Waść dworować sobie z nas raczysz. Po tym wszystkim, co tu napisałeś, to widać, że wiedzę z bardzo szerokiego spektrum masz nieprzeciętną. Raczej wymagania, które sobie stawiasz, są jeszcze wyższe niż poziom Twojej wiedzy.

              „Nie chca usländerstwa, zreszta zastanawiam sie czym sie zajac. W medycynie bede zawsze nikim ze wzgledu na pochodzenie”
              Usiłuję sobie poskładać obraz Szwajcarii z Twoich – częstych jakby nie było – wspominek, że obcokrajowcy mają tu źle, a przecież jesteś na stanowisku wykształconego i potrzebnego człowieka.
              To jak tam sobie radzą ci wszyscy obcokrajowcy, których w CH jest wszak niemało i zapewne nie każdy jest lekarzem?

            • 3r3

              Widzisz co socjalizm z ludźmi robi – Medyk pali głupa że tylko leczyć umie, ja palę głupa że ślusarzem jestem, i weź nam wydaj nakaz pracy że my coś umiemy jak my przecież nic nie umiemy 🙂
              My się przygotowujemy na to co nadejdzie 🙂

            • Ochodzki Ryszard

              A jak myślisz, który z nich jest większy Lodzermensch? Gruby czy Medyk?

              Choć właściwie powinienem napisać Zurichmensch…

            • Eltor

              „ja palę głupa że ślusarzem jestem”

              – Kim Pan jest i jak Pan tu wszedł?
              – Jestem ślusarzem, jestem ślusarzem.

              Przepraszam, taki skrzywiony humor mi się skojarzył. ^^

            • 3r3

              Od biedy też tak umiem, mam lockpicki i czasem się tym bawię 🙂

            • Ochodzki Ryszard

              Przechodziliśmy właśnie ze ślusarzami i wpadliśmy 🙂

            • Medyk Helwecki

              jak mialem 16 lat to wiedzialem co to uklad Graetza, jak polaryzowac diode Zenera, do czego dlawik sluzy, tyrystor, warystor i jaki sens ma przewodnik z dziurami a jaki z nadmiarem…i czemu baza tranzystora jest tak a nie inaczej orientowana.

              Dzis mam 37 lat i to co bylo to prehistoria. Dzis trzeba wiedziec ile szczelin czasowych miesci sie w jednej ramce TDMA i jak orientowac radiolinie i dlaczego tyle anten dualnych na sektor oraz czemu nadawac nad morzem na pol kanalu powiekszajac zasieg.

              Straconego czasu nic nie wroci, tu nie bedzie handoveru.

            • Medyk Helwecki

              Nie maja lekko. Ja jestem na pograniczu depresji bo widze ze lokalne szympansy w ukladach preferowane i ze jestem nikim. Swoja droga Bialorusin w Polsce tez nie ma lekko.

          • uberbot

            Wszędzie tak samo. Ja nawet nie narzekam już od paru lat na to czy tamto. Taśma w korpo zasuwa podobnie w różnych krajach. Jestem dzień od zwolnienia i tyle. Szlifuje inne umiejętności. Z tego co czytam, nie rozumiem połowy Twoich wypowiedzi, więc (nie moja dziedzina)… lekarze zawsze mieli pamięć i potrafili ciężko pracować (tych co znam). Jest tyle rzeczy do zrobienia. Może w CH się nie da, bo biurwa – szef mojego szefa zapłacił za malowanie domu 40k CHF. Ale są może jakieś inne opcje… Jak nie to dobry paszport i wiśta wio gdzieś indziej.

            • Medyk Helwecki

              Mam tutejsza zone. Czasami jak ktos przeczyta CV to do mnie dzwoni i mowi – Pana nie wezme bo nie zatrudniam wlasnie usländerow ale malzonke moge zatrudnic.
              Najwazniejsza w zyciu jest rodzina. Ja moge zarznac sie i zawziac i byc specjalista ale wtedy bede wlasnie do emerytury tyral pod kims – pol biedy jak bedzie to protegowany 20 lat ode mnie mlodszy ordynator po ukladach ktory bedzie mnie czolgal…ale najprawdopodobniej bedzie to biurwa bo dzis lekarze nie decyduja juz o niczym – biurwa rzadzi i szefowie departamentow.

              Widzac to i nie majac jeszcze 40 lat moge cos zrobic. Myslalem nad programowaniem ale odpuscilem -bo nie bede nigdy w czolowce a w ogonie stawki a bedac w ogonie bedzie to samo co w medycynie – w medycynie bedac w ogonie murzynisz tanczac jak biurwa zagra.

              Czlowiek jak jest mlody to mysli ze cos osiagnie a potem szklany sufit i uklady, ukladziki, a to szef nie pusci na szkolenie a to zrobia ewaluacje….i sie jest w ogonie stawki.

              Zastanawiam sie autentycznie co zrobic z zyciem bo nie usmiecha mi sie byc potem w wieku 55 lat kiedy przyjdzie taki 34 letni dyletant i mi powie – no sluchaj dziadku – byles malo ambitny wiec adieu… Bo problem jest z tym ze np. w moim pegeerze w ktorym teraz do 18:30 pracuje jest np. na szkolenie rocznie przewidziane na osobe CHF 2000 i 10 dni urlopu szkoleniowego – no i mamy tutaj takiego jednego co dobrze z szefem zyje i juz nam zapowiedziano ze nam skasuja nasze 2000CHF/osobe i urlop i ze jeden kolega dostanie za to roczny staz w Mayo Clinic – bo on jest rokujacy i to decyzja Chefarzta… No wiec potem ten kolega wroci jako przyszly Chefarzt, co z tego ze on w ogonie intelektualnej stawki jak on jest protegowany i to on dostaje Fellowship a nie ktokolwiek z nas…

              Zaastepowalnosc pokolen. Jako eks-Polaczek to sie moge tylko frustrowac i nic z tego. Nawet glupiego doktoratu nie mam opcji zrobic.

            • Ochodzki Ryszard

              Smutne ale jak Cię namawiam na PL to się tutaj zawsze obruszasz. Dołącza zachwycony Gospodarz i dyskusja kończy się tak, że w PL to tylko kamieni kupa.

              No jak ma być inaczej jeśli Wy jesteście TAM a potrzebni jesteście TU.

            • 3r3

              Rysio tylko my zarabiamy trochę inaczej niż w Polsce da się wycisnąć.
              A jak w Polsce coś skręcamy to wychodzi jeszcze więcej i potem są komisję śledcze.

            • Ochodzki Ryszard

              No ale masz tyle oleju w głowie, że potrafisz zarabiać i bez chąsy, to weź połącz kropki z Grubym i z Medykiem i zróbcie cymes – na legalu 🙂 Ja się nawet nie upieram, że w PL, gdziekolwiek, byle Was psy za cymes nie ścigały. Na legalu, po synergii Waszych zdolności.
              Zarobcie se 🙂

            • 3r3

              Ja se zarabiam w se, w scot. Zobacz co te patafiany u IT21 wypisują na blogu. Niech kto inny tam kamieniami rzuca w niewiernych. A jak to frajerzy łykają to trzeba frajerów chąsić, przynajmniej jaki z nich pożytek będzie.

              Przecież to co tu komuchy wypisują to trzeba głębokiej nieprzytomności, żeby nie zaprotestować. Że w 20 lat zorganizuje fabrykę konkurencyjnych telefonów.
              Pamiętacie telefony z 1997?
              Fajne były na nich gry? Dobre miały rozdzielczości kamer? A wifi jak na nich śmigało? Duży był wybór apek na nie?
              A Nokia zdążyła w tym czasie przeżyć wzrost i upadek?
              20 lat to kupa czasu. Przez ten czas ten co Wam tu stręczy takie pomysły to będzie tam dyrektorem produkcji albo inną szychą i będzie kasował, a że to będzie dotowane to będzie kasował światową stawkę niezależnie od wyniku, bo to będzie chronione przez państwo, które z podatków na to „zainwestuje”.
              Natomiast jakie produkty będą za 20 lat to oczywiście urząd wie, ja jeszcze w R&D nie wiem, ale urzędnicy już wiedzą. Takie tęgie głowy mają i szklane kule certyfikowane przez ministerstwo przewidywania przyszłości.
              Już pominę, że wystarczy otworzyć tabele demograficzne i zastanowić się jak bardzo trzeba będzie konkurować o przytomnego pracownika do tej fabryki, już pominę poziom kształcenia w kraju i skąd wziąć kogokolwiek kto umie liczyć.
              Jakby po 20 latach nie wyszło to spłacicie to zbijając palety, robiąc mebelki z wiórów, produkując kartony do elektroniki i zasuwając w niemieckich montowniach.
              Bo ta chroniona firemka w 20 lat to zdąży coś wyprodukować i upaść, a zarówna ja jak i ten komuszek co Wam to stręczy to będziemy za 20 lat na owsiance z umowy społecznej. Natomiast ogłupionym podatnikom pozostaną do spłaty długi – opłata od marzeń o nieomylności etatysty.

            • Ochodzki Ryszard

              Niestety, w opisanym wyżej zakresie masz rację. Ale zatrzymać tę katastrofę można tylko legalnie przejmując władzę.

              A silnym ssaniem na pracownika w przyszłości to będzie tak: kichać na Ukraińców, skoro im się Bandera w głowie kolebie.
              Trza przytulić Białorusinów, znaczy głównie Białorusinki…. ale do prac fizycznych, technicznych – dlaczego nie Białorusinów (mają tam przecież kilka sensownych branży i też tak zupełnie psu spod ogona nie wypadli, zdaje się że produkują największe na świecie ciężarówki?).

              W zapaście demograficznej wielożeństwa nie wprowadzą ale zdesperowane państwo będzie robić takie zachęty finansowe co by się mnożyć.

            • 3r3

              Legalnie czy nielegalnie istotne aby przejąć władzę (się po przejęciu napisze historię że Bóg tak chciał i wszystko na legalu). Tylko po co i nad kim?
              Nad bandą frajerów, tchórzy i bab co dzieci nie chcą rodzić? A na co władcy taki materiał? Chyba żeby ich sprzedać za paczkę fajek na zmywak do uk.

              Zatrudniałeś kiedyś ludzi?
              Bo ja tak, i wolę pracować sam, bo tylko się trzeba opiekować nimi, a pożytek z tego marny, utrapienia za to przeogromne.

            • Ochodzki Ryszard

              Siedzisz w tej Szwecji i nie wiesz, że najpopularniejszy toast wojskowy w Polsce, to spopularyzowany przez Vegę: „za nas z wami i za chuj z nimi!”.

              Jakże bliska Ci ta filozofia… 🙂

            • Medyk Helwecki

              Panstwo przegralo. Towarzysz Morawiecki mowi cos o produkcji 3 milionow elektrycznych aut. A skad metale ziem rzadkich? Z Chin nie da sie bo zolty czlowiek madry. Skad know how….

              Ja tam bym powiedzial koncz wasc wstydu oszczedz

            • av

              Fabrykę baterii już budują, to widocznie zabezpieczenie na lit mają.

            • Medyk Helwecki

              no wiesz, moze Klinika rzadowa na Woloskiej, to MSWia Szpital ma duzy zapas litu. Weglanu litu. W manii i cyklofrenii sie stosuje…

            • Medyk Helwecki

              Napisales : ale zdesperowane państwo będzie robić takie zachęty finansowe co by się mnożyć.
              Czyli jak mawiaja Helweci – quantitativ statt qualitativ.
              Moje prywatne zdanie z jezyka polskiego – zamiast jakosc to jakos.
              Czy Nigeria co ma tyle milionow obywateli jest Edenem?

            • Ochodzki Ryszard

              ale to my, biali będziemy musieli pójść na kompromis z jakością i pójść w ilość, (jak powiedziałby 3r3: zwiększyć wolumen kosztem jakości), bo inaczej będzie jak wieszczy Gospodarz: przyjdą i nas zadepczą a potem to rozdeptane z głodu zjedzą.

              Nie żeby się od razu mnożyć tak jak w Nigerii bo to całkowicie nierozumne ale musi być nas więcej, stąd termin „wojny demograficzne”.

              Państwa europejskie będą walczyły o żywego luda. Niemcy jak już dostaną w dupę Afrykańczykami i Arabami, to jeśli nie będzie za późno zmienią kierunek zasysania na Ukrainę i Polskę… znów będzie nas mniej…

              Polityka państwa będzie więc taka: nie róbta co chceta, róbta dzieci!

              Sztuka jest sztuka – jak mawiano w „Krollu”. 🙂

            • Eltor

              Tak to z telefonami mogłoby być, a przecież są i inne branże, gdzie czas nie płynie tak szybko. Choćby od czasów gdy Stoner pokazał światu swoją konstrukcję, minęły dekady, a nie zmieniło się praktycznie nic. Przynajmniej nic godnego uwagi.
              Więc może tu jest lepsze pole do zasiania pomysłu i przemysłu?

            • 3r3

              Bardzo dużo się zmieniło, twardość materiałów jest inna, suwadła precyzyjniejsze, inne wyrzutniki. Czas obróbki skrócono prawie 700 krotnie. Ma to tylko jedną wadę – omawiane przedmioty są tak proste i tanie w produkcji, że rentowność zapewnia wyłącznie biurwi zakaz, ale jak tego zakazu nie ma to produkcja przegrywa rentownością z szarym papierem do d.
              Te przedmioty mają tylko zastosowanie do przejmowania terytorium dysponującym wydobyciem, podatnikiem-niewolnikiem etc. A do tego trzeba ludzi co wiedzą czego chcą, a nie tych pajaców znad Wisły co ich Niemiec może w siatkę nałapać za paczkę fajek.

              //================
              Ja wiem co by wypaliło, ale do tego trzeba odbudowanego i zrównoważonego przemysłu (zajmie nam jakieś 120 lat o ile ruszymy się w ogóle z d i wojny nie będzie), a po drugie to nam to od razu zbombardują. Trzeba stanąć w prawdzie i uznać się za przegranych.

            • Ochodzki Ryszard

              z papieru do d. to sobie nie żartuj. Zamiast tego wymyśl „przenośne” rozwiązanie dla tych wyznawców religii pokoju, co to zamiast papieru do d. używają wężyka z bieżącą wodą.

              Czyli „po inżyniersku” wymyśl taki „papier toaletowy dla muzłumanów”.
              Opatentuj i sprzedawaj worldwide, wszak klientów nie zabraknie.

            • 3r3

              Pompa strażacka. Wciskasz guzik i od razu do nieba czystą d lecisz 🙂

              Ale Rysiu, serio na produkcji broni zwroty są na poziomie produktów pierwszej potrzeby. To jest tak tanie i tak proste.

            • Ochodzki Ryszard

              no, nie upieram się ale przyznasz, że arab w podróży to temat dośc powszechny a nasze toalety na razie nie są powszechnie przystosowane i wężyków z bieżącą wodą nie mają.

              Nie widzisz tych milionów, które płyną na pontonach zabreać nam nasz domy i kobiety, których tych jeszcze w libii za soroszowe euro wyposażasz w poręczne przenosne zestawy sanitarne? 🙂

            • 3r3

              Ja nie uważam że trzeba im d myć, tylko że trzeba do nich strzelać.

            • Ochodzki Ryszard

              oj tam, oj tam, znając Twoją diaboliczną naturę wzbogaciłbyś florę bakteryjną wody zawartej w urzędzeniu o takie coś ,że hoho, strzelanie byłoby zbędne.

            • 3r3

              Urządzenie byłoby ze świńskiego ogona i tryskało świńską krwią.

            • Ochodzki Ryszard

              Gospodarzu, a czy nie warto aby powstał cykl artykułów pod tytułem „Nasze destynacje”, gdzie różni autorzy przedstawialiby swoje doświadczenia i przemyślenia co do prowadzenia biznesu, czy szerzej w ogóle biznesu i relacji społeczno-gospodarczych w krajach, w których przyszło im żyć.

              Medyk mógłby napisać o Afryce, potem o Szwajcarii, Ty mógłbyś o Skandynawii, Szkocji, inni czytelnicy dorzuciliby zapewne kolejne kraje (Niemcy?, itd.). Może ktoś ma doświadczenia z Brazylii? Australii? Rosji? Chin?
              Przykładowo, Freeman komentujący na IT21 pisze chyba z Niemiec, może by skrobnął artykuł tutaj?

              Powstałby z tych artykułów obraz użyteczny dla podejmowania decyzji o ewentualnej „zmianie geografii”.

              Zachęcam i proszę!

            • 3r3

              To napisz do nich wszystkich i zaproponuj.
              A o Szwecji to Wam napisze kto inny, bo ja mam skrzywiony pogląd bo mnie prawie wszystko wychodzi, za to niektórzy to piany tu dostają. Ja już nawet wiem kto.

            • Maksior

              Juz to napisalem, ale disqus wcial z tableta – moze olac te Wisle i na Wilie spojrzec dla wprawy? Bo wydaje mi sie, ze rachunki z szaulisami za Ponary do tej pory mamy niewyrownane, a ze znalezieniem ogarnietych ochotnikow na miejscu problemow by raczej nie bylo…
              Nie byloby to dobre przetarcie przypomniec zmudzinom, skad im nogi wyrastaja?

            • Medyk Helwecki

              ale nie ma marek w Polsce, nawet Zelmer zasilil portfolio Bosch Siemens, najpierw robiac chlam w Chinach. Amica ? Mastercook przejety. W branzy AGD porazka, a takie Beko tureckie cos robi…

              W branzy AGD zderza sie ktos z bariera wejscia na rynek na ktorym jest BSH, Miele, Gorenje, Whirlpool i tak dalej…

              Taki rynek zwyklego AGD i takie slowenskie Gorenje czy Tureckie Beko a PL, kraj 30 milionowy nawet u siebie sie skichal…

            • Medyk Helwecki

              Czy z Nokia to nie bylo jakos wrogiego przejecia bo Ci z Microsoftu sobie ubzdurali ze pograza Cukierkino? A jak mawia ten od Berkshire – nie zabieram sie za biznesy, ktorych funkcjonowania nie rozumiem… Elop dostal premie, ale oprocz spalenia w piecu wielu kilogramow banknotow USD nie wyszlo nic. Surface Phone jest na dnie i nie wyjdzie bo nie ma ekosystemu.

              RIM z Blackberry tez RIP.

            • 3r3

              A myślisz że u nas nie będzie przejęcia jak coś wypali? A iloma dywizjami obronisz taką firmę? Ogniem jakiej artylerii wymusisz dostęp do rynku? Jakimi kanonierkami otworzysz porty?

            • Ochodzki Ryszard

              już raz Cię namawiałem na remake „ziemi obiecanej” na Parade Platz

            • Medyk Helwecki

              Tylko w Polsce to ja np. jestem zagrozeniem dla tlustych kocurow, w Polsce ja skonczonym. Wyobraz sobie ze w klynykach Bulandy etaty na pokolenia rozdane, wiadomo 20 lat wczesniej kto bedzie ordynatorem a kto zastepca a tutaj przychodzi jeden co umie po niemiecku, francusku, wlosku, angielsku i i hiszpanskiego oraz rosyjskiego i portugalskiego sie uczy…

              Przeciez ja bylbym dla kogos niewygodnym, nawet jakbym ambicji zadnych nie wykazywal… Dawno temu zrobilem point of no return.. A jak wyobrazasz sobie francuskojezyczna szwajcarke w realiach polskiego szpitala ?

            • Ochodzki Ryszard

              taką szwajcarkę lekarkę to tylko w małej eskluzywnej przychodni w Warszawie dla zagranicznych dyplomatów w Polsce. Pacjentów francusko i niemieckojęzycznych ma jak w banku a te dwa języki to już sporo dyplomatów i ekspatów i praeciez nie tylko z CH, FR i DE ale wielu wielu państw gdzie używa się tych języków.
              Taka mała praxis, gdzie przyjdą obcokrajowcy chętniej niż do polskiego lekarza. Zamień cytrynę w lemioniadę. Wykorzystaj mechanizm braku zaufania do Polaków ale wykorzystaj na swoją korzyść – czyli posadź siebie i żonę z fantastycznie szwajcarskim nazwiskiem w Wawie a profesory doktory będą Wam tych pacjentów zazdrościć.

            • uberbot

              Panie Ryszardzie uparł się Pan na tą Polskę… Tam już jest pozamiatane na lata. Autostrada zbudowana na Ukrainę. Kredyty na ronda pobrane. Gdyby nie montownie i korpo to jedynie lidle i biedronki tfu tfu tfu… i co jeszcze? Mam w rodzinię osobę, która pracuje dla firmy, zatrudniającej w najlepszych czasach 1200os, jedna z wielu w Krakowie, dziś ledwo wiąże koniec z końcem, przemysł hutniczy. W Polsce nie ma czego szukać. Zarabiają mniej niż kretoszczur w korpo po 2 latach pracy….

            • Ochodzki Ryszard

              Uparłem się na Polskę, bo ktoś tu musi zostać i polskości pilnować, żebyście mieli gdzie wracać – jeśli kiedyś zaszłyby nadzwyczajne okoliczności, które by przesądziły o braku możliwości spokojnego życia w Waszych dotychczasowych destynacjach. Grzeję Wam tu miejsce za stawki, które Was śmieszą.

            • 3r3

              To daj sobie spokój, my jak co to będziemy wiać do Peru.
              Zostaw miejsce nad Wisłą dla chętnych Niemców i Rosjan – Oni tacy uparci, ustąp głupszym.

              Zwróć uwagę, że myśmy tu nawet pod uwagę wzięli Afrykę, no to jak murzyni lepszymi sąsiadami od Polaków powinno dać coś do myślenia?

            • Medyk Helwecki

              No to ksywke trzeba na Wokulski zmienic. Polskosc to tez przasnosc i zacofanie. Zawisc, brak postepu, zacietwierzenie. Tego wielu nie chce. Ja pomimo perspektyw dla lekarzy w Polsce emigrowalem bo nie chcialem byc elementem ukladu. a w Polsce obecnie lekarze maja jak paczki w masle. Brak jest taki, ze nawet starac sie nie trzeba zbytnio – pacjenci szukaja i potrzebuja lekarzy tak, ze nawet 86 latkowie pracuja…

              Lekarza w Polsce szuka praca a nie odwrotnie i kazdy konowal ma prace, malo tego – powiedzialbym ze praca szuka kogokolwiek kto ma dwie nogi, papiurek i na drzewo nie ucieka. W porownaniu do Szwajcarii gdzie niby maja lekarzy brak a bywasz i 6 miesiecy na bezrobociu albo dluzej – wysylajac nawet powyzej 200 Bewerbungow to chyba ma swoja wymowe.

              Jako ze prace zmienilem – wyslalem obecnie od czerwca dokladnie 128 podan o prace. Dokladnie 18 odpowiedzi ze mnie na rozmowe zapraszaja. 32 Absage. Reszta – dokladnie 78 – ani wez Pan idz Pan w chooj, ani pocaluj wez Pan pocaluj nas w duude. Jak powiesz cos takiego komus w PL to nie uwierzy bo oni tam po prostu robote maja jak za komuny w PGRze bo Polska to taki PGR gdzie fucha na kazdym kroku.

            • Ochodzki Ryszard

              no i to dla mnie argument, że lekarzowi może być lepiej w PL – właśnie silne zapotrzebowanie. Sam piszesz, że robota szuka tu lekarza a nie odwrotnie. Ale ja już się nie będę wymądrzał.
              Macie tu Koledzy swoje poglądy i ja je po prostu szanuję.

            • Medyk Helwecki

              ale pieniadze to nie wszystko w zyciu. Juz Tobie gospodarz bloga napisal, ze Krugerandy kosztuja wszedzie tyle ile kosztuja i go nie interesuje parytet sily nabywczej. Ja powiem wiecej – taki byle specjalista z Koziej Wolki to zyje lepiej niz szeregowy specjalista z Zurychu. Tak, taki lekarz kardiolog w polskiej koziej wolce to po pierwsze na styku prywarnej fuchy i powiatowego szpitala robi pieniadze wieksze niz szeregowy specjalista z Unispital Zürich. Zyjac w miescie powiatowym i majac koszty miasta powiatowego jest w polskiej upper middle class. Co z tego? Jeden woli tak, inni wola masochizm usländera, przed ktorym broni sie lokalny helwecki rynek.

            • Ochodzki Ryszard

              ja już nic nie powiem, głupio gadam i lepiej już się zamknę

            • 3r3

              Młody jesteś to jeszcze fantazjami żyjesz. Z tego się wyrasta. Patriotyzm to taki socjalizm, tylko narodowy. Przechodzi z wiekiem jak się połapiesz że żadnego społeczeństwa nie ma, są najwyżej pozbierane w watahy wilki.

            • Medyk Helwecki

              to nie o to chodzi bys sie cenzurowal. Ja sobie przypominam jak bylem ulubionym lekarzem asystentem mojego szefa – szwajcarskiego szefa, ktory tez imigrantem byl. Taki z niego Szwajcar jak z pilkarza Olisadebe Polak. No ale jak obczajono ze ja sie z lokalna helwetka zadaje – to bylo od razu – tua szjen polone. Jak smiales polski psie zerwac jablko ze szwajcarskiego sadu. Powinienes za to Rassenschande zostac na Bundesplacu wychlostany i na wozie z gnojem do granicy odwieziony. A ona na lyso ogolona i na tym bundesplatzu obrzucana obierkami z ziemniakow. Mial takie projekcje. stanelo na tym ze mi powiedzial -tu nie bedzie jak zwykle – nie bedzie biznesu – tu bedzie cos wlasnie osobistego. Zablokuje Ciebie, Fremdenpolizei sie Toba zajmie jak nie bedziesz mial roboty i bedziesz deportowany – zobaczymy czy zwiazek przetrwa.

              Widzisz, moj eks szef nie ma w swoim kontrakcie bycia milym. A to ze sie rozpisuje bewerbungi pod slupow – ze sie pisze w ogloszeniach ze wymagany biegle rosyjski aby przyjac jakas dlugonoga z Rosji na etat unwersytecki -a kogo to obchodzi. To samo zycie. Ja zyje. Moze nie w komfortowych cieplarnianych warunkach, ale zyje.

              No dobrze, nie robie chirurgii plastycznej w Zurychu, nie jestem dermatologiem w Pyramiden am See w ZH, nie jestem jakims szefem zespolu w CS a moja pensja z medycyny to mniejsza pensja niz pensja kasjerki w Migros. No bo sorry – wysiadujac dupogodziny w PGRze bezsensownie mimo iz placa asiedze i 60 tygodniowo a i jezdze codziennie dopracy 138 km w te i 138 powrot – to bez sensu. Ale takie jest zycie.

              Malo tego – nie jest mi dane robic to co chcialem – a to co chcialem robbic to zadna fucha inzyniera w NASA czy w Intel Semiconductors. No ale jak to w zyciu bywa – raz jest sie na wozie a raz sie jest nawozem.

              Jest takie powiedzenie – nasz barak w Auschwitz to byl najweselszy barak w calym obozie.

            • 3r3

              Co z tego że jest demand, jak nie macie $?
              Zaróbcie $, pomachajcie wypchanym portfelem to się kto na stopa zatrzyma i będzie podaż.
              Czemu się uparłeś że to mamy być my?
              My już swoje doświadczenia z tą tak zwaną Polską mamy własne, z samozwańczymi Polakami zresztą też i jak sam widzisz nie chcemy.

            • Paradoks

              Szczerze mówiąc, to ten Twój opis polskości jako jakiejś wyjątkowej „przaśności i zacofania” wydaje mi się mało aktualny. Może z dekadę temu bym się zgodził i się rozglądał za wyjazdem, ale dziś już nie bardzo.

              Współpracuję codziennie z korpoludkami z GB, widzę co tam się dzieje – to jest dopiero przaśność i zacofanie, a do tego jeszcze jakaś genetyczna niezdolność do szukania rozwiązań alternatywnych, kiedy zawiedzie podejście BAU. Ci ludzie to pierwszej wody tępaki, do tego bez żadnej etyki pracy, w porównaniu z polskim oddziałem to po prostu dno (a tu na miejscu też nie siedzą wcale orły, sokoły). 😉 Ze dwa razy na tydzień zajmuję się opisywaniem ich grubych błędów – a to parę baniek gdzieś zapodzieją, a to konta pomylą, a to „zapomną” coś kliknąć albo klikną nie tak, jak trzeba… i tak przez długie lata, bez żadnego progresu, moje koty uczą się szybciej.

              Na rynku polskim mieliśmy działające systemy identyfikacji płatności masowych tak z 15 lat temu jak nie lepiej, oni tam w GB na spotkaniu cmokali ze zdziwienia i nie mogli zrozumieć w zeszłym roku na czym to polega i jak to działa – wielcy „specjaliści” od usług płatniczych… 😀

              Do tego wolę chodzić ulicami Warszawy niż Londynu, czy tfutfu jakiegoś Paryża, takiego syfu to tutaj na miejscu dawno nie widziałem. W okolicach Wersalu czułem się jak pod Otwockiem 20 lat temu, a podróż przez miasto po zmroku mogła przebić tylko wycieczka na Pragę Północ – tyle że też bardzo dawno temu, dziś na Pradze jest miło, czysto i bezpiecznie w porównaniu z tym kalifatem paryskim. 😉

            • Ochodzki Ryszard

              Ech, jak miło czytać, że duch w młodych nie gaśnie!

            • Medyk Helwecki

              Ja Ciebie bardzo przepraszam, Ty mnie absolutnie nie rozumiesz, ja wiele razy dzis zachodze w zagwozdke jak oni w Szwajcarii sa tak bogaci skoro sa takimi idiotami.

              A poziom polskiego Ebankingu sprzed 15 lat jest nieosiagalny. Jak im powiesz ze w Mbanku czy w inteligo od 15 lat mogles robic w obrebie jednego banku przelewy natychmiastowe i to potwierdzane smsem to powiedza Ci zebys psychiatre zmienil.

              Tymczasem w Szwajcarii przelew z Postfinance robiony w czwartek dochodzi we wtorek na Konto postfinance i to jest ich jakosc. Czwartek po 14:00 wtorek o 14:00

              A ich przelewy masoe to mi nie musisz mowic, prowadzilem praxis i wiem… Oni sa tak mentalnie ejszcze z 50 lat temu…

              Ja krytykuje zupeknie cos innego, cos duchowego, nmentalnego

            • Paradoks

              Moim zdaniem to się dynamicznie zmienia, na lepsze. Moje pokolenie, jak i ludzie tak z 10-15 lat młodsi co zaczynają pracę przede wszystkim bardzo szybko pozbyli się kompleksów wobec „zachodu”, które do dzisiaj mocno determinują zachowania pokolenia naszych rodziców i dziadków, którzy wciąż dyktują ton „debaty publicznej” jak i trzymają łapy na korycie. My już mieliśmy okazję sprawdzić ten zachód i żadna mitologia nie została, no może poza zdychającymi pozostałościami lugenpresse typu GW czy Newsweek.

              W dzisiejszym korpo w PL nie uświadczysz już 90% korposzczurów, co gotowi są sobie świnie podkładac dla „kariery”, co to wierzą w „wartości firmy”, co to się starają poprawić „wskaźniki”, co to w zamian za rzucone ochłapy sa gotowi do „poświęceń”; to już mniejszość, większość doskonale rozumie tę grę i siedzi w korpo z cynicznym wyrachowaniem, jak już starzy dopuścili, żeby nas korpo dymało w skali makro, to my dymamy w odwecie w naszym dostępnym mikro. 😉 Kobiety idą do korpo rodzić dzieci i siedzieć na płatnych urlopach, faceci robić jakieś tam pieniądze jak najmniejszym wysiłkiem, żeby mieć czas i środki na coś naprawdę dla siebie istotnego i głęboko w d*pie mają shareholderów, bo już doskonale wiedzą, że bez względu na to jak by się nie starali, to i tak są disposable. Dziś nawet kierownikom ciężko jest udawać, że wierzą w te korpopierdoły, które muszą opowiadać, te sekty są pogrążone w tragicznym kryzysie wiary.

              Natomiast jednocześnie coraz więcej masz ludzi, którzy robią coś z pasji, dla siebie – i wtedy efekty są na poziomie pierwszej ligi, typu sukces CD Projekt z serią Wiedźmina, która kasuje większość produkcji AAA w swojej kategorii.

            • Medyk Helwecki

              No ale Goodram juz nie jest w PL. Polska nie ma koncentracji kapitalu i nie ma zasobow, aby z jakims pomyslem wyjsc na rynki,

              a co do korpo to – Orwell pisal ze choc ludzie sa smiertelni to juz idea partii nie. Korpo odradza sie w hybrydzie z biurwa np. w medycynie. Wiesz, tu decyduje Departementleiter a nie Chefarzt. tu sie robi korpo i dymanie.

            • Paradoks

              O? Dałbym głowę, że Wilk Elektronik SA cały czas jest w Łaziskach Górnych i zatrudnia ludzi.

            • Medyk Helwecki

              owszem, ale jak wyglada akcjonariat? Juz nie jest to Firma polska.

            • Paradoks

              Moje google-fu jest tutaj chyba za słabe. Kto jest właścicielem?

            • 3r3

              @Paradoks
              My mamy swoje przeprawy z zakresu: u polskiej biurwy zarejestruj firmę, od polskiego Janusza biznesu dostań zapłatę (a w terminie? – zmień psychiatrę), wynajmij od Polaka mieszkanie, śpij na stojąco żeby Cię nie okradli, stój w korkach.
              Jeszcze zamiast się poprawić jak ludzie powyjeżdżali to sobie jeszcze głupszych sprowadzili.

              Jeden CDprojekt wiosny nie czyni. Bank otwórz to zrozumiesz, już nawet nie bank – spróbuj otworzyć kantor.

            • smardowski

              Dokładnie

            • uberbot

              Alleluja dokładnie. Kobiety rodzić dzieci i na zasiłki.

              Co do CD Projekt jest problem – gdzie tam się nabija lufę i jak szybkostrzelna to armata?

            • Bart

              Dla lekarzy w Polsce to może i rynek jest, nie przeczę, mój brat zakuwa właśnie tą dziedzinę widząc szanse jakieś na swoją przyszłość, ale reszta, jak wspomniany przemysł to nie istnieje po prostu i nic nie zmienimy. Odnośnie ilości CV i konkurencji w zatrudnieniu w wymarzonym korpo w PL – jak żona szukała pracy to też wysyłała setki podań, w końcu gdzieś na jakiejś wieloetapowej rekrutacji (na takie sobie stanowisko biurwowe) dowiedziała się ilu było chętnych do pracy pań: ponad 1500 osób na jedno miejsce……….

            • Medyk Helwecki

              Ten rynek na lekarzy w Polsce jest jeszcze tylko chwilke – bo biurwa robi z medycyny gownokierunek niczym prawo.

              Jak parenascie lat temu ludzie sie rzucali na prawo bo mysleli ze beda miec kancelarie w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Wroclawiu i dziesiatki aplikantow… A w rzeczywistosci dzis, co prawo jest w kazdej dziurze – dzis sa szczesliwi jak beda miec biurwowy etat mlodszego referenta w urzedzie miasta.

              Z medycyna jest ta sama iluzja -+ ludzie mysla ze beda przeszczepiac watroby. beda chirurgami plastycznymi, dermatologami w klinikach stolicy czy szpitalach wojewodzkich a potem proza zycia – wycinanie hemoroidow i zylakow w rozsypujacym sie ze starosci lazarecie na prowincji za ochlapy.

              A jak dzis otwiera sie medycyne w Radomiu, w Zielonej Gorze, Kielcach, Olsztynie, i tak dalej – to bedzie medycyna radziecka – quantitativ statt qualitativ – ich mnogo – na rynku nie starczy pracy dla kazdego…

            • Medyk Helwecki

              kiedys prowadzilem sobie bloga, o mechanizmach dla lekarzy za Odra pisalem tu : http://dreamswiss.blogspot.ch/2016/10/w-poszukiwaniu-sensu-wykonywania-zawodu.html

            • uberbot

              Mnie stawki nie śmieszą, bo są godziwe. Odstrasza mnie mentalność bolszewicka.

            • 3r3

              I tu wracamy do kwestii… za ile?
              Bo widzisz – Polska to jest ekonomiczne zadupie, nawet towary wysyła się tam gorszej jakości, ale w takich samych opakowaniach, żeby tubylcy nie płakali że są gorsi. A są.

            • Ochodzki Ryszard

              Zapytaj Medyka, to Ci wyjaśni, że paradoksalnie to mogą być kwoty nominalnie niższe niż w CH ale dające per saldo wyższy poziom życia….

            • 3r3

              Ale mnie nie interesuje poziom życia względem gołodupców. Złoto kosztuje na świecie ile kosztuje, a nie zależnie od lokalnych zarobków.

            • Medyk Helwecki

              tak, ale jeszcze liczy sie cos takiego jak bezpieczenstwo i widok z okna. Alpy latem uspokajaja

            • Medyk Helwecki

              Korporcja nie lubi konkurencji, nie mozna ekstrapolowac warunkow rynku na dzialalnosc tego typu. Zreszta Ci z korpo to sa za pomoca TCS w Zurychu w ciagu 4 godzin do swoich profesorow, TCS z Okecia szybko realizuje swe uslugi.

            • CreatioExNihilo

              Pisałeś kiedyś, że w import/eksport działałeś. Rzuciłeś handel dla bardziej ambitnej medycyny czy źródło wyschło?

            • Medyk Helwecki

              Jak kupujesz w poton kontener cebuli to w zaleznosci od quotation potrafil do Pointe Noire i 45000 Euro kosztowac. Tam Makumba chcial czasami 50.000 Euro i wiecej lapowki albo nie spelnialo norm fitosanitarnych. Kazdy patrzyl jak ukrasc. Mimo kontaktow przyjechala kiedys konkurencja i nam zabrala z wojskiem kontenery i spalili biuro.. Bo jak kontener kosztuje 45000 Euro z frachtem to lepiej juz ukrasc oclony na miejscu – zaplacisz wojsku rownowartosc 45.000 Euro za sztuke i Twoj.

              dlatego jak ktos tutaj pisze o Afryce ze w niej interesy zrobi to ja sceptycznie. Bo tam to jest fajna marza ale ryzyko ogromne. No i trzeba z ochrona uzbrojona chodzic i czuwac spiac

            • uberbot

              Czas zmienić geografię. Jeśli masz szwajcarski (inny niż polski z zachodniej Europy) paszport to zagranicą inaczej wygląda niż polski. Testowane.

              Poza tym żona nie wybrzydzała na outlandera, a to coś znaczy – kobiety zwykle oceniają ‚status’. Status można ściemnić, ale nie na długo.

              Ja bym się przygotował do katapultowania. Zawód można zmienić. Btw przedstawiciele medyczni, ok, ok w Polsce, zarabiają kasę (każdy dobry handlowiec)…

            • Medyk Helwecki

              wiem, zreszta ja nawet imie i nazwisko helwetyzowalem. Ale moja zona nie rozumie polskiej mentalnosci. Oni zyli tu w cieplarce, a nie musieli walczyc o byt.

              Moja zona lubi Polske, ale nie rozumie mentalnosci. No go,

            • uberbot

              Napiszę ładnie. RON się skończył. Nie wrati na razie… Trzeba szukać gdzie indziej.

              Mam znajomych w Sydney co idą do góry, bo tam się ceni ciężką pracę. Taki koloryt, że nie wiadomo kto swój,a kto obcy. Ale ceny RE też Chińczycy napędzili… Medyka Helweckiego pewnia można znaleźć na liście zawodów uprzywilejowanych do wizy i trzeba uderzać.

              Albo może jednak te Chiny – tu jednak piszę z dupy, bo nie mam pojęcia o nich. Natomiast parę osób na jutub się chwali, że uczą angielskiego i dają radę. Lekarza też może przytulą.

            • Ochodzki Ryszard

              jak wytrzymała z Toba kilka lat, to juz coś wie o mentalnosci polskiej…. więcej ufności w mądrość żony: wybrała Ciebie przy powszechnych ulanderskich uprzedzeniach – to już nic nie znaczy? Mądra babka musi być. Jeśli tylko dotrze do punktu gdzie będzie jej dusznośc Helwecji ciążyć, to kto wie….
              Musisz pogłówkować o praxis dla obcokrajowców w Warszawie…. z nazwiskiem w nazwie.
              W Waszej rodzinie wystarczy że Ty będziesz walczył o byt, ona wystarczy że będzie po prostu wzietym lekarzem dla licznych rodzin ekspatów w Warszawie. Ty sobie poszukaj ilu jest takich lekarzy, nie wiem czy znajdziesz…..

            • av

              Ale żeby się odcinać od korzeni i nazwisko zmieniać dla mamony. Gdzie honor. Niedziwne, że nikt Cię tam nie szanuje.

            • Ochodzki Ryszard

              Bardzo się mylisz. Kolega zmienił nazwisko nie dla odcięcia się od korzeni ale z miłości do zony. Nawet sobie nie wyobrażasz jakich by doznawała ataków nosząc nazwisko uslandera….

              Chodziło o to, by jej tego oszczędzić!!!!

            • Medyk Helwecki

              akurat nazwisko zmienilem samemu bo inaczej dzieci mialy by Terror w szkole. Tutaj potrafia byc takie akcje ze dzieci w szkole w Zurychu nie beda siedziec w jednej lawce z dziecmi z Zurcher Oberland,
              Rodzice ci z Zurychu potrafia pisac petycje aby usunac z klasy tych biedakow z Zurcher Oberland. A potem popatrz na mape…

              Po drugie zona z nazwiskiem na ski nie zanjdzie tutaj pracy. Usländerin.

              Ja mam teraz problemy jak ktos nie przeczyta mojego CV – jak na rozmowie odkrywaja ze ja ^Papiirschwiitzer usländischer Herkunft to jest weg mit dem Dreck i raus.

            • papik

              Kiedys moze nazwisko tak nie przeszkadzalo, skoro Daniel BielinSKI jest Chefarztem w PDAG Königsfelden… Ja z jakims bezposrednim szowinizem lokalnych przez 16 lat w Szwajcu sie nie spotkalem, raczej z rodzinnymi i lokalnymi powiazaniami ludzi z Lichtensteinu (w Bernie bylo na nich okreslenie Inzucht).
              Tak z ciekawosci, to jezdzisz do roboty do Waldau z ZH Oberland?
              I skoro Cie nazywali chien polonais to pracowales tez w Romandie. Nie lepiej bylo zostac we francuskiej czesci? Tam jest wiecej luzu (kiedys zrobilismy sobie karaoke o 3 rano i nikt sie nie skarzyl) i nikt by w zadnej szkole na dzieci z wiosek nie najezdzal (a o Zürichu takie historie slyszalem).

            • Medyk Helwecki

              akurat na psychiatrii to mi zaproponowali dzisiaj funktionsoberarzta. A jak zostane na dluzej to moze cos wiecej, jednak nie chce …https://www.medregom.admin.ch/ tam sprawdz, on studia w CH skonczyl. A strasznie duzo jest rosyjskich zydow z ski i sky. W Waldau nie pracuje a w PDAG jest szefem Papiirschwiitzer Rumun.

              W Romandie pien iadze byly za cienkie a zona chciala do Deutsschwiiz

            • Maksior

              Ale to w sumie lepiej dla nas w dalszej perspektywie – jako medyk wiesz przeciez, do czego Inzucht prowadzi. Do tego „Hochmut kommt vor dem Fall” zadziala chyba i dla CH, jak ich bezowa rasa zaleje – jeszcze Cie zona i szkodniki beda po rekach calowali za polski paszport… 🙂
              Jak to pisali Mikke z Macieszczakiem w „Brydzu”: zeby pomoc przeciwnikowi w popelnieniu szalenstwa, czasami wystarczy tylko inteligentnie nie przeszkadzac… 🙂

              BTW jestes lapiduchem ogolnym, skoro Ci do tej pory specjalizacje blokowali? Bo Twoja znajomosc opiatow wskazywalaby na jakas psychiatrie…
              No i jeslis laskaw – jak to z tym Twoim ex-szefem bylo? To on sie wkurzyl na Twoj zwiazek z miejscowa i Cie popedzil? Bo chyba nie bardzo chwycilem Twoj wpis.

            • Medyk Helwecki

              Problem jest strukturalny i jest nim erozja systemu. Tluste koty czerpia z niego a reszta murzynskosci i white trashu zapindala. Tu liczy sie nie to co wiesz i ile umiesz. Tu liczy sie kogo znasz, z kim spisz, czyim synem czy corka jestes. Jak jestes znikad to jestes nikim.

              Aby zostac specjalista jakimkolwiek musisz zrobic albo tutejszy doktorat ( 1) albo publikowac w jakis periodyku lokalnym (2) ale warunkiem bez ktorego nie, conditio sine qua non jest rok pracy , pelne 12 miesiecy na A-Klinik – kliniki uniwersyteckiej czy szpitala odpowiadajacego szpitalowi wojewodzkiemu. Jak ktos grzeczny i cichy to takie miejsce dostaje ( swoi maja je od zawsze ) a reszta czasami czeka latami. Dlatego w Szwajcarii jak zaczniesz patrzyc na medregom.admin.ch i sprawdzac lekarzy to niektorzy specjalizacje robili w 6 lat a niektorzy 15. W przypadku kobiet wchodzi macierzynstwo ale w przypadku mezczyzn to albo nie operujesz bo Ciebie nie dopuszczaja i siedzis np. 3 lata na Notfallstation i przyjmujesz wszystko co karetka przywoza – i zero rozwoju albo idziesz do innych szpitali zbierac doswiadczenie i znajomosci.

              Mnie akurat nie chca przyjac na A-klinik a ze robie sie coraz starszy to i drozszy bo moja pensja rosnie z czasem pracy a dla biurw w Human Resources to straszne bo trzeba oszczedzac. No wiec dla nich murzyn z Czech, zarabiajacy 7000 taki 27 letni jest lepszy niz murzyn z PL zarabiajacy 9000 niecale CHF brutto.

              Dlatego tez szukam sobie miejsc typu moj PGR malpiarnia. Malpoludy tutaj pracujace ze mna ktorzy sa jak ja z Ostblocku, ale poludnia od PL oraz z Litwy czy Estonii to nie podejrzewam nawet o skonczenie studiow medycznych. Oni maja papiurek ze sa lekarzami ale jak widze ze ani oni nic nie wiedza ani nie umieja zbadac pacjenta – o sorry ale byle pielegniarka po liceum pielegniarskim umie i wie wiecej ale to nie moj biznes. Przyjeto ich a Kaderarztowie maja dogmat o nieomylnsci niczym papiez.

              Ja sie stary robie i widze ten sufit szklany. Widze juz jak mnie na Bewerbungsgespräch przesluchuje 34 letni profesor dr.hab.med a ja mam wiecej od niego i nawet nie jestem w trakcie doktoratu, nie mam zadnego papiurka. Bo tu tez o papiurki chodzi. W miejscu gdzie zaczynalem w 2006 roku przyjalem sie rownolegle do pracy w tym 2006 z obywatelami Czech i byli tam niemcy. Jak patrze dzis to Ci czesi co tam zostali dalej sa asystentami i dalej bez doktoratu i specjalizacji. A niemcy juz sa dawno PD Dr. med. Stellvertreter des Chefarztes. Czesi akurat inteligentniejsi i zdolniejsi. No ale brak plecow. Tu w Szwajcarii sobie importuja wlasnie Chefarztowie czy LTd. OA swoje partnerki mlodsze i idac przez szpital w ciagu max dwoch dni widzisz – aha – zastepca ordynatora Müller ma w domu zone z 4 dzieci a tutaj patrzysz ze Frau Annekartin co przyjechala z Niemiec i nad projektm badawczym siedzi, ktory Pan Stellvertreter Müller koordynuje to jakos szybko po dwoch miesiacach widac ze zaangazowanie procentuje – widzisz ze Annekathrin nie musi dyzurowac po nicach i uzerac sie z pijakami i cpunami na Notfallaufnahme ale jest przewidziana do 6 miesiecznej rotacji na Bethesda, potem 3 miesiace kursu w Londynie na Royal Hospital i jej w ramach delegacji szpitalik placi…a Ty jestes na tym Notfallu i zapindalasz i juz slyszysz ze po probnym wylocik bo jestes zbyt malo efektywny….

              Moj szef mnie uwielbial ale jak sie dowiedzial o zwiazku to bylem na dywaniku. Tam taryfa deutsch und deutlich – posluchaj ty szczurze, Du schiis usländer, przyjezdzasz z jakiejs j…ebanej polski i nie wiesz ze nie wolno hanbic rasy. Rassenschande , Du Ratte…i takie tam, malo nie dostal spazmow. Malo masz putzfrau z wietnamu czy tego dziadostwa z Pflege z Rumuni i tak dalej i musisz nasza kobiete ruszac? No to zobaczymy dupku, czy zwiazek przetrwa jak nie bedziesz mial roboty. Umoy Tobie nie przedluze a o poparciu na Uniklinik mozesz zapomniec, zablokuje cie wszedzie, zaszkodze zawsze, bo ty powinienes byc na bundesplatzu wybiczowany… i takie tam pierdolenie. Napisal mi Zeugnis ze dokladalem staran, ze staralem sie byc zawsze punktualny, ze moje relacje z personelem byly zawsze poprawne i staralem sie zawsze deeskalowac konflikty. anwaltem nic nie wskuram bo to jest pieknie napisane ze jestem totalne dno.

              Ale abstrahujac -bo ja nie mam plecow – to w ochronie zdrowia dzieje sie bez tego zle. Dzis juz taki Chefarzt to moze takiego pionka jak ja wyrzucic czy zgnoic ale juz Oberarzta czy specjaliste to on z HR dostaje Bescheid ze oni u niego zatrudniaja. Wyobrazasz sobie – Ordynator dzis w szpitalu nie ma wplywu bezposredniego na zespol kogo mu zatrudnia -on moze ich prosic lub wplywac na HR ale w PGR decyduje biurwa i szef departamentu. Zaden z Chefarztow nie idzie na wojne o kogos -wszystko kurtuazja. Wiec oni celem rozgrywania partii szachow to dobrze z biurwa zyja.

              Umowy dla lekarzy specjalistow dzis sa dwuletnie i jak podpadniesz to szukasz roboty. Zero stabilizacji a praca 65 godzin tygodniowo za max 12.000. A to dla szwajcarow bo moja zona Szwajcarka. Dla specjalisty to z PL 9500 bywa bo tak.

              Ja moglbym zacisnac zeby i blagac, moglem nawet pojsc na A-Klinik jako Arzt im Praktikum, zrobic te 12 miesiecy o ile by mnie nie wyjebali na probnym – proponowali mi miejsce i 3800 CHF miesiecznie brutto. Tak jak tutaj zatrudniaja bo ludzie lubia miec niczym lemingi zludzenia ze rok bede w gnojowce a potem awans i wyplyne z gnojowki na lazurowe wody…a tak to nie jest…

              Mam w zasadzie dwie opcje – oszukiwac sie i marzyc – i upokarzac – i wtedy po jakichs meczarniach w wieku okolo 45 lat bede specjalista i bede musial bardzo uwazac i lizac rima ani przelozonemu zeby mi umowe o rok czy dwa przedluzyl i nie wywalil. A przelozony bedzie mial jak ostatnio 34 lata i bedzie jechal mnie jak lysa kobyle…

              Opcja nr 2 – cos sobie wystrugac.

              Opcja nr 3 – przezimowac niczym szczur w latrynie i powoli patrzec jak by tutaj zostac wiejskim konowalem. Aby zostac lekarzem rodzinnym potrzebuje jeszcze 3 lat szpitala w tym 12 miesiecy na A-klinik co jest malo realne, napisac dokorat lub publikacje. Jak sie przyjmowalem do mojego PGRu w ktorym nic nie robie ze wzgledu na burdel to mi powiedziano – nie ma opcji na doktorat lub publikacje. A maile raz w tygodniu przychodza ze szukaja do pracy naukowej , publikowania i Dissertation. Ale nie dla usländerstwa i nie dla Papiirschwiitzer. Na rozmowie mi powiedziano -nie, wie Pan, tak Panu nie pomozemy bo nie jest to w naszym intresie. Nie pozwole Panu na doktorat w mojej klinice.

              Dzis smieje sie z mojego powolania i moich tysiecy godzin spedzonych nad literatura i nad tym aby cos w zyciu dla innych zrobic, ten pazur powolania, ta humanitarnosc. Takich jak ja jest wielu. Chca a patrzymy jak inni robia kariery choc nie umieja tyle co my -ale tak jest w zyciu. W korpo tez szczury sa od tyrania a jak z awansami to jak w zyciu. Za pomoca dupy i tak dalej.

              Przeciez znacie zycie. Zycie to nie je bajka. Zycie to je bitwa.
              Raz na wozie a raz nawozem.

            • gruby

              Pragnę poinformować, że tak właśnie wygląda zdrowy nacjonalizm. To jest solidarność plemienna i dokładnie tak samo zachowują się polscy dyrektorzy szpitali kiedy na pięciu kandydatów na ordynatora jeden z nich okazuje się być ukraińcem.

              Żeby w polskim szpitalu polakami na oddziale rządził ukrainiec to to już jest przesada, prawda ?

              Jest pułap szklanego sufitu i tego sufitu nawet miejscową małżonką nie przebijesz. Co innego kiedy sam zaczniesz strugać sobie swoją karierę na przykład w formie samodzielnej praktyki. Znam tu taki miejscowy układ, w którym chirurg prowadzi praktykę ogólną a dla zachowania higieny zawodowej raz na tydzień idzie kroić do szpitala. Nie sądzę, żeby go tam do stołu operacyjnego dopuszczali, ale facet zamiast walić głową w sufit przebranżowił się na internę żeby mieć z czego żyć.

              Mając samodzielną praktykę jesteś mniej uzależniony od kaprysów systemu a więcej od klientów. Czyli częściowo odzyskujesz kontrolę nad własnymi dochodami.

              Innym sposobem są wyjazdy zagraniczne. Słyszałem o medykach, którzy w ramach pro-bono wyjeżdżają leczyć chorych do Somalii czy innych Wietnamów. To z kolei podobno świetnie wpływa na psychikę. Lekarza a nie pacjentów.

              Innym jeszcze sposobem jest armia.
              Ten kraj zarządzany jest przez mafię oficerów rezerwy. Wkręć się w środowisko. Pomóż mundurowym w walce z odciskami od czasu do czasu. Może coś się z tego urodzi ?

            • av

              On tam nie chodzi dla zachowania higieny zawodowej. On tam operuje swoich klientów. Jak masz prywatną praktykę, a nie pracujesz w szpitalu i masz możliwość załatwienia wejścia na oddział, to jesteś nikim.

            • Medyk Helwecki

              A ponadto to jest korzysc obopolna. On kasuje za procedure a szpitalik za tzw. Hotelerie. Czesto Taki Operator placi czesc kosztow szpitalowi z procedury, Jak Operator wybitny to szpital mu placi nawet jakies grosze za to ze on u nich operuje i sie ciesza z tego ze lozjko zajete i biurwa placi otacje kantonalne,
              W chirurgii ogolnej i visceralnej jest straszna bryndza, slabo sie zarabia. A Hausarzt na wsi to owszem placze ale czesto gesto ma 4 miliony rocznie przychodu. Jak policzysz koszty hausarzta to on na wsi zarabia wiecej niz Chirurg plastyczny w Zurychu, majacy chociazby duze koszty wynajmu.
              Bo same stawki ubezpieczen sa dla hausarzta smieszne w odniesieniu do zabiegowki,

            • Medyk Helwecki

              To zadna solidarnosc plemienna. W szpitalu podkreslam rzadzi biurwa i Manager oraz szef departamentu i klimaty korpo i Taki Chefarzt to nawet specjalisty nie moze zatrudnic czy zwolnic. Bo on o tym nie decyduje. A biurwy na Chefarztow preferuja Niemcow aby wlasnie rozbic te solidarnosc z Armii. Wielu lekarzy zna sie z Armii i tam chlali. Te przyjaznie sa ponad lojalnosc wobec biurw.
              Podkreslam ze Twoj plan jest nierealizowalny. Aby miec wlasna praktyke musze miec Praxisbewilligung, w ZH to koszt najmniej 300.000 CHF za sam papiurek. Aby miec praxisbewilligung to musze miec papiurek specjalisty. Aby miec papiurek specjalisty musze murzynic w szpitalu i miec Doktorat lub pulikacje. a to jest obecnie ze wzgledow politycznych nie do zrobienia. Trzeba odczekac.
              A czas to pieniadze, rodzina jest najwazniejsza. Bo pracowac i dyzurowac za grosze nie mam zamiaru. A inni owszem. Znam dziesiatki specjalistow szczesliwych ze Maja 9500 CHF miesiecznie brutto. To w IT nie do pomyslenia ze zatrzymujesz sie na takiej pensji i czekasz na emeryture

            • Maksior

              Dzieki za obszerna odpowiedz, to o doktoracie pisales juz wczesniej.
              Jesli jednak dobrze zrozumialem, to Twoj ex-szef tez byl Usländerem, wiec skad mu ta piana tak na morde wyskoczyla?
              No i pytalem, czy robisz w psychiatrii/neurologii moze? Z gory uprzedzam, ze nie o diagnoze na krzywy ryj mi chodzi…! 😉

            • Medyk Helwecki

              Zawsze papiirschwiitzer jest bardziej gorluwy. Kazda przechrzta zawsze chce sie wykazac…a tak w ogole to mi kiedys wyznal, ze rosjanie chcieli rozstrzelac mu ojca bo ojciec mojego ex szefa byl w Gliwicach w 1945 i polski cywil poprosil krasnoarmiejca o litosc dla Niemca. On mi mowil,ze za to Polakow tez nienawidzi bo formalnie ma delikatny dlug wdziecznosci…

            • Eltor

              Doprawdy, osobliwy powód do żywienia nienawiści. Może Gospodarz ma rację, a ów Polak prosiwszy o łaskę dla Niemca popełnił błąd.

            • Maksior

              Wyglada, ze rzeczywiscie „litosc to zbrodnia” – wystarczy porownac zasieg wystepowania Slowian w X w. i obecnie tudziez wyciagnac wnioski…
              Jestes w koncu psychiatra / neurologiem? 🙂

            • Medyk Helwecki

              Nie mam specjalizacji bo nie pracowalem w A Klinik

            • 3r3

              Jak ja się cieszę że mam za mniej opcję numer dwa i mnie może korpia biurwa w dupę pocałować, bo to oni się boją że ja nie chce umowy i w każdej chwili mogę trzasnąć drzwiami.

            • Medyk Helwecki

              a ja znam ludzi co biurwe w dude pocaluja za sama mozliwosc pracy, bo wlasnie im sie wydaje ze dny stan suboptymalny jest przejsciowy, ze najwazniejsze to wskoczyc do gnojowki a potem sie w niej dzieki silom napiecia powierzchniowego lepiej plywa..

              a potem niczym korposzczury to mapeciarnia z trudem utrzymuje sie na powierzchni tejze gnojowki.

            • 3r3

              Znaczy fabryczkę leków otworzyć?
              A że biurwa kontroluje ceny na leki to tych niekontrolowanych na bazar?

            • Medyk Helwecki

              ja zylem z przedstawicieli medcznych, bo robilem z nimi interesy i sie udawalo targowac ceny nawet na poziom 40% tego co placila konkurencja. Efekt skali + psychologia.

            • Medyk Helwecki

              Tak realnie to najrazsadniej byloby dla mnie poczekac, kupic praxis ogolna w kantonie AG czy ZH, w jakims miescie – i z tego zyc. Bo tacy urolodzy czy inni to zaczynaja sie kanibalizowac i po drugie ubezpieczenia ciagle do gorry.

              Taki zwykly Husarzt to placi niewielkie ubezpieczenia, nie musi leasingowac drogiego sprzetu, ma dwie malpy na recepcji i voila.

              moim problemem jest ambicja. Chcialbym czegos intelektualnego. Czegos, co z racji pochodzenia jest mi odmawiane

            • Ochodzki Ryszard

              to rób kasę we własnej ogólnej praxis jak Husarzt a po godzinach główkuj nad jakimś ulepszeniem metody leczenia, sposobu przeprowadzania określonych zabiegów.

              Czy Wy wiecie, że w Polsce opracowano dosutne tabletki na zaćmę?

              http://niezalezna.pl/201651-takiego-leku-brakowalo

              ja nie mówię, że jesteś w stanie w domowym zaciszu opracować nowy lek ale pomysł rodzi sięzawsze w ciszy i może prowadzić do wielkich rzecz.

            • Medyk Helwecki

              w Polsce tego nie opracowano. Clickbait. Przytuli sie subwencje i po chwili temat ucichnie, mis na miare naszych mozliwosci a potem protokol zniszczenia i voila.

            • Bart

              Generalnie to…niezła kupa widzę w tych kwestiach w CH, współczuwam. Ja pańszczyznę w SE odrabiam (ABB, czyli inaczej AByByło a’propo polityki jakości) próbując coś odłożyć na swoje. Ostatnio szukając w tym życiowym labiryncie kolejnego korytarzyka natknąłem się na takie cuś: https://jobs.lever.co/matternet (Matternet). Super hiper nowość na rynku, czyli całkiem nowy rynek do opanowania, odpalają drony w CH (ze względu na ułatwione regulacje prawne), żeby między szpitalami latały i ciepłe nerki transportowały, może tym się zainteresuj, może coś wywalczysz. Składałem tam swoje papiren niedawno (mam spore doświadczenie w tej dronowej materii), odezwały się nawet jakieś HRy od nich z Kalifornii, żeby ustalić termin rozmowy na Skype, ale jakoś potem kontakt się urwał….czemuż to nie wiem i mnie to zastanawia…

            • Medyk Helwecki

              Znalazlem robote ostatnio – u prywaciarza – powiedzialem mu ze ponizej 20.000 CHF na miesiac nie przyjde i styknelo a to paradoks, bo w lazarecie typu Unispital Zürich po pierwsze nikt mnie jako usländera na rozmowe nie zaprosi a jesli juz by mnie zaproszono to powiedzmy sobie max 8000 brutto i oczekiwania ze bede tygodniowo 90 godzin dyzurowal bez slowa sprzeciwu.

              Z prywaciarzem jest problkem bo chce mnie na minimum 3 lata a ja chce miec troche wolnej reki. A jak juz mam byc murwa do wszystkiego to wlasnie za sensowne pieniadze.

            • 3r3

              Wszyscy jesteśmy dziwkami – sprzedajemy swoje umiejętności i kłaniamy się w pas.
              Dobre w tym jest to że przynajmniej nam płacą w czymś za co można co kupić.
              Lemingom za medal stachanowca każą robić i wielki prestiż pracy dla korpo 🙂

            • Medyk Helwecki

              jadac kiedys lokalnym pociagiem DB Bahn – z Lubeki do Szczecina widzialem fajna scene – Arab zapytal cos Polke. No i ona oburzona wstala i przysiadla sie do nas. No i powiedziala. Cham bezczelny – chcial abym mu w kiblu zrobila laske za 20 Euro, no za kogo on mnie ma, za 200 Euro to bym sie zastanowila.

          • Ochodzki Ryszard

            Oj, tam, oj tam… Umiesz dużo więcej. A kto cebulę całymi kontenerami sprzedawał w Afryce? Fakt, że Makumba okazał się złodziej.
            Masz łeb na karku i smykałkę do robienia biznesu na styku z medycyną. To są umiejętności na wagę złota.
            Niewiele jest sektorów gospodarki gdzie więcej forsy niż w medycynie.

            Może wśród komentujących jest ktoś kto potrafi dołożyć do Twoich kompetencji i doświadczeń swoją wartość dodaną i wyjdzie Wam razem, że 2+2 = 5.

            W końcu po coś tutaj te artykuły czytamy i się wzajemnie obwąchujemy i wiemy, że Gospodarz ukrywa się gdzieś w Szwecji a Gruby i Ty pracujecie w Szwajcarii.

            Czas połączyć kropki – jak napisałby nam Gospodarz.

    • Paradoks

      Korpo jest też przydatne, jeżeli nie masz żadnych konkretnych umiejętności, a tylko IQ na poziomie na tyle dobrym, żeby potrafić odnaleźć się i wygodnie usadowić w danym systemie „pracy”. Postrzegam to jako taką formę dochodu gwarantowanego; potworna nuda i konieczność znoszenia morza głupoty ze wszystkich stron w zamian za 1,5 średniej krajowej.
      Kiedy chciałem zmienić kilka razy na coś bardziej zbliżonego do zainteresowań, to dostałem propozycję 2/3 obecnej płacy w zamian za 1,5 obecnego wkładu pracy (i czasu), przy jeszcze większej niepewności względem stabilności zatrudnienia.

  • Ochodzki Ryszard

    Koledzy,

    za zgodą Gospodarza chciałbym zaapelować byście rozważyli pisanie artykułów do cyklu pod tytułem „Nasze destynacje”, gdzie różni autorzy przedstawialiby swoje doświadczenia i przemyślenia co do prowadzenia biznesu, czy szerzej w ogóle biznesu i relacji społeczno-gospodarczych w krajach, w których przyszło im żyć.

    Medyk mógłby napisać o Afryce, potem o Szwajcarii, ktoś inny (jeżeli sam Gospodarze nie chce) mógłby o Skandynawii, Szkocji, inni czytelnicy dorzuciliby zapewne kolejne kraje (Niemcy?, itd.). Może ktoś ma doświadczenia z Brazylii? Australii? Rosji? Chin?
    Przykładowo, Freeman komentujący na IT21 pisze chyba z Niemiec, może by skrobnął artykuł tutaj?

    Powstałby z tych artykułów obraz użyteczny dla podejmowania decyzji o ewentualnej „zmianie geografii”.

    Zachęcam i proszę!

    • tyson2000

      Mieszkam od prawie 3 lat w Australii i bardzo sobie chwale 🙂
      Jak czytam co sie u Was w korpo wyprawia to przecieram oczy, u nas nie mozna nikomu powiedziec ze cos zle zrobil ani wypomniec ze nie zrobil bo to niekulturalne 🙂
      Nigdy nie slyszalem zeby ktokolwiek podniosl w ogole glos.
      W piatki od 16 juz sie piwko leje w biurze, raz w miesiacu zawsze wychodzimy na caly dzien do restauracji itp.
      Ale bonusow rocznych zadnych nie ma tak jak piszecie.
      Najgorzej jest z wizami, ja juz czekam na rezydenta, ale sa ludzie ktorym sie nie udaje tego zrobic w 5-7 lat nawet.

      • Ochodzki Ryszard

        To może skrobnij coś na temat Australii, nawet gdybyś nie prowadzil działalności a był pracownikiem najemnym, to obserwacje dotyczące kultury pracy, atrakcyjnych sektorów gospodarki, plusów i minusów Australii moga nas zainteresować. Skrobnij maila do 3r3 bo to on tu Pan i Władca.

        Ja z chęcią bym artykuł o Australii przeczytał.

      • Eltor

        Jako stary człowiek, mam wrażenie, że tak działająca organizacja to długo nie pociągnie.
        Można partolić i nikt nic nie powie, że źle. 🙂
        No, to z czego takie korpo żyje i ile życia przed nim?

        • tyson2000

          Zle sie zrozumielismy.
          Chodzilo mi o to, ze nie zwraca sie komus publicznie uwagi o bledzie ani o nich nie wspomina wywolujac kogos imie. Oczywiscie ze jak cos pojdzie zle to sie z taka osoba rozmawia na osobnosci, ale bez zadnego straszenia o zwolnieniu czy jakis ostrzezeniach. Zdarzaly sie przypadki, ze ktos przepalil budzet rzedu 10k$ w dzien i nic wiecej mu sie nei stalo poza zwroceniem uwagi, zeby na przyszlosc uwazal.
          A czegos innego doswiadczylem pracujac w Polsce jednak.

          Firma napewno jeszcze troche pociagnie 🙂
          Jak macie jakies pytanai to piszcie, gospodarz nie wiem czy chetny bedzie na cos wiecej.

          • Ochodzki Ryszard

            to choć zaczep grzecznie Gospodarza 3r3 pod jego komentarzem to Ci odpisze czy chce artykuł i da wskazówki co by go interesowało. Z pewnością będą na miejscu możesz wyłapać smaczki, których czytając prasę australijską się nie doszukamy. Może też masz kolegów gdzieś w przemyśle czy górnictwie australijskim i Ci opowiedzą jak to jest zasuwać na miskę pod niebem Australii poza klimatyozwanymi biurami.
            Jak sobie radzą w gospodarce australijskiej małe i i średnie przedsiębiorstwa czyli tzw. MiSie, czy mają ssanie na ludzi z umiejętenościami technicznymi, typu utrzymanie w ruchu fabryki, itd.

            Wszystko chętnie przeczytamy ale chyba najwięcej frajdy byłoby gdybyś to ogarnął choćby do objętości artykułu „Korpolud…”.

            Łatwo się wystrzelać z ciekawostek w komentarzach i mniej Ci zostanie na mięso w artykule.

            Ale jak pisałem – zaczep 3r3 on tu Kapitan.

            • Medyk Helwecki

              no i jeszcze jedno -jak jest z preferowanie m obywateli z Commonwealthu, bo np. lekarzy potrzebuja ale sa dwie drogi. Green channel dla tych co pracuja w UK chocby i polskie usländerstwo jak i green channel dla innych medical graduates.

          • Temeraire

            Popieram to co napisał Ochodzki Ryszard, mógłbyś też coś napisać o systemie wizowym, jak to wygląda od strony praktycznej, sam planuję się tam przebijać na podstawie kwalifikacji zawodowych i zastanawiam się czy nie porywam się z motyką na słońce.

        • bdgr

          Pracowałeś kiedyś w takiej firmie? Im większa tym więcej ludzi może się dłużej opier… byczyć.
          Przytomny korposzczur wie że sam nigdy tak nie wyekspolatuje firmy jak ona jego. No to co będzie sobie żałować? Jego interesem jest żeby jak najmniej się narobić a dostać jak najwięcej. Często obowiązki i płace to są dwie osobne hierarchie; ideałem jest funkcja sprzątaczki przy najwyższej dziesiątej grupie płacowej. Oczywiście jeśli korpo jest zagraniczne to równie dobrze mogliby ogłosić gdzie jest szklany sufit w papierach, bo i tak wiadomo że powyżej kierownika takiego pułapu to i tak nie puści się aborygena tylko ma być Niemiec i chuj. Bonusy i podwyżki są na podstawie wskaźników a one przyklejone są do widzimisię kierownika a nie tego co wydaje się pracownikowi na temat ideału prawdziwej pracy. Ktoś naiwnie poczciwy, skupiający się na rzetelnej pracy zamiast na wskaźnikach i PR dla przełożonego to idealna ofiara tego układu, także lepiej nim nie być.

          Nie wiem jak to działa i z czego to żyje. Na korporacje rynek nie działa tak jak na małe i średnie firmy. Upadek czegoś takiego to już polityka i normalny człowiek może z tym zrobić tyle co z procesami tektonicznymi. Pojedynczy szczurek żeby nie wiem jak
          szybko i długo nie biegał w tym kieracie to i tak nie pociągnie całego
          molocha. Skoro i tak nie jesteś w stanie uratować ani jakoś realnie pomóc organizacji to po co się zamęczać – zostaje sobie umościć w niej wygodne gniazdko i zaplanować gdzie uciekać jak zacznie się walić.

          • Eltor

            „bo i tak wiadomo że powyżej kierownika takiego pułapu to i tak nie puści się aborygena tylko ma być Niemiec i chuj.”
            Jakże często jedno idzie w parze z drugim. 😉
            Wiem, wiem. Albo Francuz, albo Amerykanin. Przy czym ciekawą rzecz przyuważyłem w Citibanku. Tam powyżej pewnego szczebla to Hindusi. Udało im się tam wejść wysoko (na sam szczyt), a dalej to już swój swojego ciągnie i lądują jako spadochroniarze na wysokie stołki w spółkach pod parasolem Citi na całym świecie. W Warszawie też od paru lat desant mają, tylko klienci tego nie dostrzegają, bo desant oczywiście w centrali.

            • Paradoks

              Siedziałem tam jeszcze za Stypułkowskiego, na Goleszowie wtedy nie było za dużo obcokrajowców, wszyscy vicepresidents też byli miejscowi, więc się Hindusi musieli dość energicznie zabrać do przechwytywania stołków. 😉

              Z kolei desant z Citi jest chyba we wszystkich dużych finansowo korpo obecnych w Warszawie, gdzie się nie obejrzę, to ktoś z handlowym w cv.

            • Eltor

              Jak ja się z Goleszowa ewakuowałem, to już szef ponad moim bezpośrednim kierownikiem był Hindusem. Po moim odejściu kontakty na miejscu donosiły, że zdobywali coraz więcej przyczółków. 🙂
              Na stanowiskach wykonawczych też się zaczęli pojawiać i co ciekawe, wynagrodzenia to mieli tak x3 w stosunku do siedzących obok Polaków. Oczywiście, to tylko plotki, bo kolega wcale nie miał wglądu w umowy. ;]
              Jeszcze ciekawiej wyglądały stawki dla outsourcingu ichniego. Tyle, co za klepacza Handlowy płacił, to pewnie mało który wysoki dyrektor wyciągał.
              Oczywiście to znowu wszystko plotki, bo umowy też rzecz jasna nikomu przypadkiem nie przeszły przez ręce. ;]
              W ogóle to tylko plotki rozsiewam, więc oczywiście pod niczym się nie podpisuję, bo to tylko złe języki ludzkie.

            • 3r3

              Akurat umów nie widzieliście i stawek płacowych, a tu mi czołg jedzie. Walają się dokumenty po serwerze, korposzczury to przeklikują i o wszystkim paplają.

            • Paradoks

              Zwłaszcza, że pion kadr to był jakiś złogowy leftover po Banku Handlowym, czyli PRL pełną gęba i pani Małgosia co to jeszcze samego Gomułkę pewnie pamiętała.

            • Paradoks

              Tam w ogóle mieli taką ciekawą politykę kadrową, że jak ktoś dłużej pracował, to zarabiał mniej niż nowo przybyli, bo ciężko było przeforsować wyżej jakąś sensowną podwyżkę dla obecnie zatrudnionych (filozofia: jak siedzą za tyle, znaczy im pasuje). Chyba w technologii, z tego co pamiętam, w związku z tym dochodziło do sytuacji, że goście się zwalniali, jechali na trzy miechy wakacji, a poźniej kierownik zatrudniał ich jako new hire na zupełnie inną stawkę, bo tak było łatwiej z papierologią i budżetami. Ale to też oczywiście tylko plotki… 😉

            • Myślałem, czy by na dole stronie nie umieścić disklajmera, że siedzą tu tylko umysłowo chorzy, a całość to tylko taka fikcja literacka, wszelkie podobieństwa do osób lub zdarzeń jest przypadkowe. 🙂

            • 3r3

              Jak chcesz to podepnę decyzję sądu że ten disklajmer to sama prawda jak decyzja 🙂

          • Medyk Helwecki

            Ja w korpo nie pracowalem ale z racji tegoz ze pracuje na oddzialem psychoz i uzaleznien a wczesniej depresji to …pacjentow spotykam po tym jak zostana pozarci przez corpo, przezuci, poddani trawieniu, i wydalaniu….
            otoz najczesciej z tego co mi mowia to totalny koniec poprzedza awans. Awans dyskretny z odcieciem od ludzi i obowiazkow – awansuje sie i nastepnego dnia wylot. Czasami podczas jakiegos coachingu czy czegos tam…
            Albo wspolne balowanie w St.Moritz za super wyniki a w poniedzialek info o rozwiazaniu calego dzialu ( gdzie jeszcze ludziom kac nie przeszedl).

      • uberbot

        Widzisz ja mam znajomych, którzy mają PR albo co tam (wizy sponsorowane takie i siakie, nie pamiętam już sorry…) po 4 latach pobytu lub szybciej. Zaczynali od studenckiej, czyli największego dna. Ale realia są takie jak wszędzie. Masz niby 20h tygodniowo max w pracy na niej, a nikt tyle nie pracuje….. Ogólnie ogarnięci ludzie dają tam sobie radę. I jak piszesz. Piwko w piątek, luz i relaks. Tylko ten rynek mieszkaniowy, ceny i mała dostępność dóbr (czy to prawda?).

  • geniusz

    Komentarz bliżej tematu artykułu.

    Przykuło moją uwagę ogłoszenie działu HR – program premiowy. Może w nim wziąć udział każdy pracownik etatowy. Warunki? Wzorowa obecność w czasie trwania programu (01.2015-12.2016, 24 miesiące). Urlop wypoczynkowy się nie wlicza, ale każdy inny już tak (np. tematy okołociążowe dla kobiet). Nagroda? 1200 pln brutto.

    Czy Polacy są faktycznie tak tani?

    • rocnrola

      Brzmi trochę jak ponury żart, ale z drugiej strony, to nie jest coś czego się wymaga – jak komuś się uda uzyskać frekwencję, to po prostu dostanie przy okazji, coś ekstra. Chociaż może bardziej zamiast coś pasuje tutaj „nicoś”…
      Kwota taka na pewno nie jest wystarczająco motywująca.

  • bdgr

    Dziękuję za tekst … chociaż widzę że na wyjaśnienie idei inwestowania w markowe torebki muszę dalej czekać 😀

  • 3r3

    sprzedajmy.se jakoś niebawem powinno ruszyć, o ile się orientuję jest już poskładane, ale @rpis musi mieć czas, a że robi to na razie za darmo to sami rozumiecie – musi gdzieś zarobić se.
    Będą płatne ogłoszenia to se zarobi mamy nadzieję, bo głodny chodzi, hobby chce rzucać, a takie ma hobby że macie gdzie czytać 🙂

    • CreatioExNihilo

      @3r3:disqus jest szansa na wprowadzenie sortowania komentarzy po dacie? Tzn. tylko same komentarze od najnowszych do najstarszych bez przywiązania do kogo były adresowane.

    • gruby

      oho, nginx od fronta … Znaczy się wy z GRU jesteście 😉

      @rpis:
      ściskam kciuki żeby Ci się nadal chciało. Bo nikt jakoś Cię nie chwali, każdy tylko czegoś chce.

      @3r3:disqus :
      a będzie jakaś zajawka tego co planujecie ? Bo napięcie wśród klientów należy zacząć budować jeszcze przed premierą …

      • Medyk Helwecki

        przeciez animowanie leci caly czas, to Ty bys sie o klientow martwil? Przyjda.

      • @disqus_89vD8NXwE0:disqus
        dla mnie największą nagrodą jest to, że mogę zalogować się w panel admina i przeczytać teksty Wielkiego 3r3 przed oficjalną publikacją. 😉

        • 3r3

          I to do tego ze wszystkimi błędami 🙂

  • 3r3

    https://www.klarna.com/se/bolagsstyrning/styrelsen/sebastian-siemiatkowski/

    Bank, w Szwecji, nazwisko ceo wskazuje na rodowitego nordyka 🙂

    Ci którzy nie chcą wracać robią w nieco bardziej wysyconych wszystkim prócz ludzi branżach (przemysł). Dla nas w Polsce po prostu nie ma infrastruktury. Nam złodzieje mają co ukraść. Mamy już swoje przejścia z pl za sobą.
    Nie przypominaj mi o devie, bo włączyłem 3dmaxa (myślałem że coś z Wiedźmaka 1 znajdę, gdzieś się to pewnie wala, były w tej kwestii jakieś dyskusje czy bym nie porobił) i znowu będę dumał nad robieniem domków, detali, pejzaży, a za to nikt mi jeść nie da. Trzeba się otrząsnąć i sprzedawać to czego ludziom, którzy mają czym płacić potrzeba, a nie sobie o sztuce dla sztuki i marnych dwóch krugerrandów miesięcznie przypominać.

    Rozumiem, że za jakiś czas powrzucamy tu na serwer porobione samodzielne niedorobione gry?

    • Paradoks

      Ja tam byłem jako PM, nie robiłem, tylko organizowałem tych, co robili, żeby za bardzo w artyzmy nie odlecieli i pamiętali, że robimy crapa, który za trzy miechy ma być w tłoczni, a nie triple ej z milionowym budżetem; więc sam nic nie wrzucę. Ale jak masz co wrzucać, to z przyjemnością obejrzę. 😉

  • Platforma do ogłoszeń drobnych jest w trakcie tworzenia. Moderacja będzie mniej uciążliwa niż tutaj w komentarzach. 🙂