Księgowość dla żuczków

Tytuł wymyślił miłościwie nam panujący administrator i od razu postawił tematy, jakie wypadałoby objaśnić, choć ja postawię tematowi inny temat ramowy: “komu i do czego jest księgowość?”.

” księgowość – to jest takie dziwne zwierze, tak mi się wydaje. Dlaczego? Ja jestem mały żuczek,
co sobie w gnoju (IT i wokół) robi, czasem wychylę się do innych branż, ale zazwyczaj obracam się w grupie leszczy – wolnych strzelców. Takich, co to sobie przez 98% czasu robią w pojedynkę.
I wokół księgowości, to jakieś mity urosły. Jedni nie chcą o tym w ogóle słyszeć,
innym ciężko zrozumieć co to jest amortyzacja środka (popularny case – kupno samochodu),
a kilka innych osób, to już w ogóle jest przerażona, że jest jakaś księgowość i tyrają w kieracie,
mimo naprawdę niezłej wiedzy i poziomu ogarnięcia. “

Dziś po cegle tekst wyjątkowo krótki i lapidarny.

Zaczynając od smutnego końca, ludzi którzy ze strachu wolą tyrać w kieracie (a dobrze, że tyrają – mniej konkurencji do żłoba – dobrze, że ich tam biurwa trzyma^^), to jeszcze mamy takich, co wszelkie uniki (bo oni się już ustawili w ramach ustroju totalitarnego, albo tak im się wydaje, bo ich jeszcze nie wywłaszczono) nazywają nieuczciwością i wypaczaniem rynku (to płacenie haraczy jest aberracją, no ale cóż można na pańszczyźnianych zajmujących się handlem poradzić?). Zaczynając od samego końca, postawię bardzo głupie pytanie:

Dlaczego nie wierzycie w Świętego Mikołaja, a dzieci wierzą (dla wygody przyjmijmy, że macie dzieci i że Wasze dzieci są w wieku takim, że jeszcze w Gwiazdora wierzą)?

Odpowiedź dla dorosłego człowieka jest oczywista – wierze w Świętego Mikołaja dorosły człowiek dostarcza mocy swobodnej i za tym impulsem poprawiającym kondycję energetyczną dziecka (prezent) podąża przeświadczenie (racjonalizacja zaistnienia prezentu bez ukazania się darczyńcy), iż pokazywany w środkach masowego przekazu i galeriach handlowych duży, czerwony krasnal z brodą jest elementem rzeczywistości, gdyż prezenty są materialnym dowodem jego ingerencji w życie dziecka. Dorośli ponoszą ciężar energetyczny podtrzymania tej wiary, więc dla nich bilans tej wiary byłby ujemny, ponadto mają materialny dowód, że prezent kupili i im ubyło, czyli tracą moc swobodną na tym interesie, wobec czego – nie wierzą w Gwiazdora.

Dlaczego beneficjenci 500+, zwrotów vat, pensji sędziowskich, dopłat do projektów etc. wierzą w Kapitana Państwo, a my – przymuszani na pompie do płacenia odżegnujemy się i klniemy na samą koncepcję? Nie muszę sugerować aby podążyć poprzednim tokiem rozumowania, beneficjentów uznać za naiwne dzieci i wyciągnąć wniosek o podległości beneficjentów względem darczyńców oraz bezwzględnej zależności ich losu od kaprysów tych, co na ten interes pożyczają (a już my wiemy kto pożycza i jakie porty i kopalnie będzie za to chciał)?

Tylko że propaganda Kapitana Państwo modyfikuje ten mem o jego wpływach i istnieniu. Akurat byłem dziś świątecznie odwiedzić lemingi odrobinę barbaryzowane w relikty i obeżreć się na krzywy ryj. Otóż te lemingi mają gadające pudło w języku zbliżonym do ojczystego i poza reklamami, gdzie ciągle coś kogoś boli i zaraz zjawia się magiczny proszek, a w infotainments ciągle ktoś z czymś walczy i pokonuje trudności nieznane w innych ustrojach, przerywane propagandą o wszechobecności drogówki, wszystko podlane emocjonalnym sosem wzbudzającym. Kompletny odlot. Otóż propagandyści Kapitana Państwo wskazują jakoby istniała skuteczna i przemyślana obecność garnizonowa na całym obszarze zaznaczonym na mapie. To że Polska w szczególności (a państwa w ogólności) nie posiadają takiej populacji, aby utrzymywać zdolność garnizonową, wywiadowczą, zwiadowczą i inwigilacyjną na całym obszarze nie jest kontestowane tylko i wyłącznie dlatego, że nie kontestują tego armie jawnie, a to co odbywa się niejawnie (czyny występne) jest nieujawniane przez propagandę. Zajmijmy się mitem księgowości w szczególności.

Do czego i komu potrzebna jest księgowość.

Zapisać na swoje potrzeby można to, czego się nie ogarnia wyobrażeniami (i potrzeba reprezentacji graficznej – po to ludzie o słabszej wyobraźni potrzebują wykresów do grania w wyceny i rysują tam kreski, krzaczki i inne dziwactwa, ponieważ tak im łatwiej wykonać mapę mentalną – potrzebują obrazów). Są pewne formy działalności, które bardzo łatwo doprowadzić do poziomu nieogarniania wyobrażeniami przeciętnego człowieka, a dalej to już tylko kwestia skali kiedy złamie to każdy umysł.

W praktyce jednoosobową działalność usługową z pominięciem amortyzacji możecie spokojnie prowadzić kierując się stanem konta, czyli jak po zapłaceniu rachunków i wydaniu samicy środków na obsługę spiżarni zostaje Wam na jeszcze wielokrotne zapłacenie rachunków i spiżarni – to jest dobrze, a im bardziej wielokrotne tym lepiej. Jeśli nie, to albo to jest o kant interes, albo za dużo wydaliście i musicie wydawać mniej (na przykład przesadziliście z materiałami eksploatacyjnymi “na zaś”), albo macie za niskie ceny. Działalności usługowej na plecaku czy pickupie nie prowadzi się na manku w kasie i długach, leasingach, kredytach – to po prostu zawracanie głowy. A osiadłą działalność usługową prowadzi się z cudzej posesji, tak żeby w razie jakiś retorsji ze strony biurwy spakować interes i znaleźć sobie lepsze społeczeństwo – mniej roszczeniowe.

Jest jeden typ działalności, w którym podtrzymanie płynności vs. koszty prowadzące do zwrotów i problem zmienności rynku jest tak złożony, że warto, a przy pewnej skali trzeba, prowadzić jakiś choćby stochastyczny rozrachunek dla samego siebie, by ogarniać co się dzieje, gdzie jest płynność, gdzie zobowiązania i przekładamy z kieszeni do kieszeni non stop, bo na tym właśnie polega handel. Rachunkowość właściwie powstała dla tego rodzaju działalności – dla handlu. To handel wytworzył swoje pochodne takie jak bankowość i lichwę.

Księgowość w przypadku handlu jest potrzebna Wam. I nikomu innemu. Jest wyłącznie dla Was. To czy penetrując meandry ustaw o rachunkowości zmarnowaliście kilka lat życia i jeszcze kilka lat praktykując te brednie zawarte w “prawie”, to jest po prostu skutek uboczny masowego duraczenia (przypadkiem w dwóch krajach zdobyłem formalne, a w trzecim takie tam przygotowawcze dla przedsiębiorców szlify). Rozrachunek prowadzicie dla siebie, po to aby sobie samemu uświadomić jaki jest stan Waszych zobowiązań i zobowiązań wobec Was. I po nic więcej.

W innych rodzajach działalności prowadzenie kwitów nie jest absolutnie konieczne, ale warto prowadzić i mieć leminga do zliczania, aby mieć jakiś przekrojowy osąd w czasie ile potrzeba na podtrzymanie firmy w ruchu, ile spala sam bieg jałowy, ile musicie zarobić, aby wiedzieć, że dalej zarabiacie na siebie. W handlu jest to o tyle ważne (szczególnie jak operujecie na rynku finansowym), że są różne opłaty, różne koszty, zmienna jest wartość walut i aktywów, a często odzyskanie płynności wiąże się ze stratą (jak gromadzenie złota popychane jest deflacją produktów przemysłowych). Im większy rozmiar działalności tym bardziej będą Ci sprawozdania (ale też własny osąd rozdysponowania budżetowania) coraz bardziej potrzebne. Nie po to żeby ścigać ludzi ile kto nakradł (chyba że worował ponad stan), ale po to, żeby mieć pojęcie ile wziątków kosztuje utrzymanie biegu jałowego. Bo sposobów na wyprowadzanie kasy ludzie znajdą mnóstwo, ważne czy to w ogóle zarabia, a nie żeby tam zaraz CzeKa wprowadzać i z kułaków zasoby wyduszać, “wypluj coś zeżarł!”.
To rozmiar działalności determinuje konieczność istnienia dodatkowego trójkąta kontrolnego obok produkcyjnego. Zazwyczaj wprowadzenie kontroli nie skutkuje wzrostem wyników jakie trafiają do Twojej kieszeni, a małpy zajmujące się pisaniem tabelek i słupków są artystami zdolnymi upiększyć każdy obraz swoich zasług. Najefektywniej jest nie rozwijać działalności ponad rozmiar, który jesteśmy w stanie opanować obrachunkowo w pamięci albo ponad poziom rojących nam się zaginięć liczb, jakie jesteśmy gotowi zaakceptować.

Oczywiście każdemu roi się od razu, że księgowość prowadzi się dla Urzędu, bo tak stanowią ustawy o tym, śmym i owym. Otóż nie trzeba swojej działalności gangsterom ujawniać, ani rejestrować zbrojnej organizacji patriotycznej na gestapo. PZPR też nie była zarejestrowana i w niczym to nie przeszkadzało istnieniu. To że jakieś tam Urzędy od Was coś chcą to, owszem, jest wymagane, ale pod sankcją. Przeczytajcie sobie jakie są sankcje ze strony tych instytucji i skalkulujcie, czy są w stanie od Was pozyskać to, co sobie roją w gotówce. Jeśli zaś nie są w stanie i muszą odwołać się do kodeksu karnego skarbowego, to też nie wiem czy warto ich traktować poważnie. Bo potraktowanie Urzędu poważnie oznaczałoby konieczność podpalenia, no może nie komitetu partii rządzącej, ale chociaż przedszkola, do którego uczęszczają dzieci biurwy? Albo jakiego samochodu? To są czyny poważne, a nie jakieś tam wysyłanie pism. Poważne państwo wysyła ludzi, co leją gumą po nerach, czy urządzają ścieżki zdrowia. Najpewniej zajmujecie się biznesem i tak w sytuacji, w której nic nie macie, macie w głębokim poważaniu, czy tę jurysdykcję opuścicie i tak serio – nic nie można Wam już zrobić, bo jesteście w sytuacji przymusowej. Nie przejmujcie się więc jakimiś urojonymi obowiązkami za nadto.

Celem podstawowym i jedynym prowadzenia ksiąg jest porządek w Waszym własnym biznesie i w niczyim innym, jak kto inny ma pytania, to niech sobie sam na nie odpowie, niech sam zbada (wszak takie ma potężne służby), sam wyda wyrok (o to, to umieją), a potem niech go sobie egzekwuje – to wszystko zajmuje czas. Zastanówcie się co takiego będziecie robić w tym czasie, zanim Kapitan Państwo się ogarnie ze wszelkimi procedurami. I czy będzie wiedział gdzie macie kasę i czy w ogóle jakąś będziecie mieli?

Ideolo

Mam świadomość, że co młodsze osoby o jeszcze nieuformowanym charakterze czytając takie rzeczy odczuwają pewien dysonans, że dają wiarę memowi o wszechwładnym Kapitanie Państwo. Przeczą tej wierze liczby. W Polsce jest około 100 tys. policjantów i – być może – aż 60 tys. ludzi od biedy dających się wysłać na poligon (wojny 95 lat nie wygrali, a 125 latkowie to tylko w sprawie kamienic występują), do tego dochodzi upilnowanie przez służbę więzienną około 80 tys. porwanych przez reżim (Kapitana Państwo) – oczywiście dla bezpieczeństwa ogółu (tak jakby w Biblii nie było instrukcji jak kogo karać, nic tam o więzieniach nie wspomniano, no ale wiadomo – poganie rządzą). Pragnę Was uświadomić, iż państwa nie są wszechmocne, a te w których operujemy słabną w oczach, krwawią, straciły swoją rację bytu (są to państwa narodowe z lichą demografią etnosu konstytuującego podstawę samostanowienia – młodą kohortę, jednolitą etnicznie, uzbrojoną w ostateczny argument narodu). Przyszło mi żyć w ciekawych czasach i wiem jakimi kategoriami myślą te rzesze nachodźców bez grosza przy duszy, bo sam snułem się w biedzie z plecakiem po ulicach obcej sieci powiązań, szukając punktu zaczepienia, aby wbić się kłami i pożywić. Z tych państw niebawem niewiele zostanie w rozumieniu struktur, które stanowią o tym, co przekazywano Wam jako mem o państwie narodowym. Może dla picu w punktach węzłowych zostaną przebierańcy w mundurach pilnujący piosenki i chorągiewki, ale Was – chętnych na własne życie z pominięciem rzeczy zbędnych, jak spowiadanie się na piśmie w sformalizowany sposób wrogom swoim (państwu gerontów) jest wśród młodej kohorty (tej która ma siłę trzymać tęgą lagę w czyimkolwiek imieniu za miskę zupy) jest coraz więcej, ponieważ koncepcja państwa z tak wysokimi podatkami jest kontrproduktywna. I żadna ideologia i propaganda tego nie zmieni, ponieważ ta ideologia i propaganda nie dostarczy mocy swobodnej aby Was wyselekcjonować, wypytać, oskarżyć i uwięzić. Jeśli nic formalnie nie będziecie mieli, to niczego Wam nie będzie zdolny Kapitan Państwo zabrać. Nie litujcie się nad państwem, zostało źle skonstruowane jako aparat okupacyjny, zrobili to dyletanci i dlatego to nie funkcjonuje. Zapewniam Was, że prawidłowo skonstruowany aparat wyzysku onieśmielałby Was tak bardzo że sami służalczo byście w nim donosili na samych siebie, tak jak robi to każdy prawowierny Katolik w obliczu Boga wyznając grzechy.

Ten aparat państwowy jakiego się lękacie jest słaby, lichy, dużo muczy – mało daje. Nie lękajcie się tego żartu gerontów w trzecim pokoleniu sovieciarzy.

Natomiast jak już bardzo potrzebujecie w firmie prowadzić księgi, to zatrudnijcie księgowych, są tańsi od ogrodników.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • blacha

    W teorii wszystko gra i koliduje ale w praktyce jednak jakąś makulaturą należy te urzędy nakarmić. Jeśli dobrze rozumiem poprzednie wpisy to papierologia którą dzielmy się z należymisiami nie ma nic wspólnego z naszą wewnętrzną księgowością, jasne i zrozumiałe. Ale nie do końca rozumiem (działam w technicznym korpo, nie mam styczności z księgowością) jak się ma jedna dokumentacja do drugiej. Np. mamy jakąś sprzedaż, jakieś zakupy, ślad po nich zostaje w postaci FV, zakładam że podmioty z którymi współpracujemy ewidencjonują to wszystko, a my zgłaszamy tylko tyle sprzedaży żeby pokryć koszty i wyjść na zero, licząc że zwiniemy się po 18 miesiącach zanim to wyjdzie w jakiejś kontroli krzyżowej ? W razie kontroli twierdzimy że wsztko pies zeżarł ? A co jeśli nie mamy kosztów, fikcyjne robić ? Czy może ta nasza „zewnętrza” dokumentacja ma być wytworem naszej bujnej wyobraźni i nie mieć żadnych punktów stycznych z rzeczywistością ? Mam wrażenie że tego typu podstawowe kwestie (podstawowe dla autora i części czytelników mających z tym styczność na codzień) są dość niejasne dla ludzi którzy są na etapie przygotowywania pierwszego plecaka…

    • 3r3

      @blacha Urząd będzie szukał podmiotu w miejscu jego rejestracji. To miejsce powinno mieć zero jakiejkolwiek styczności z rzeczywistą działalnością, jak już zachce im się chcieć kontrolować cokolwiek po roku czy dwóch pisania im bajek, że nic nie zarabiamy (czy też na potrzeby JPK że zarabiamy) i niepłacenia czegokolwiek to po firmie ślad nie zostaje. Najlepiej jest oczywiście działać z obcej jurysdykcji jako filia, ponieważ likwidacja wszystkich kwestii formalnych w przypadku filii angielskiego ltd trwa poniżej tygodnia i można pisać sobie na Berdyczów.
      Oczywiście można sobie wyobrazić że Urząd ma tyle pary w łapach aby zatrzymać kominiarzami wszystkich w kraju i skontrolować, tylko czy faktycznie ma tyle mocy, a jeśli nie to ile jej ma?
      Jak się sami nie wyspowiadamy to oni nie są w stanie nas skutecznie okupować.

      Księgowością na potrzeby Urzędu martwimy się dopiero jak Urząd wzywa. I wtedy kalkulujemy czy chce nam się pisać bajkę, czy likwidujemy podmiot i działamy z następnego. Z punktu widzenia jednoosobowej firmy usługowej, która miałaby co miesiąc odprowadzać 10kPLN danin, przy koszcie założenia nowego podmiotu na poziomie 2kPLN sprawa wydaje się być bezprzedmiotowa.

      • blacha

        dzięki za odpowiedź.

        Pojawiają się kolejne głupie pytania:

        Czy nasi klienci nie będą mieli przez to problemów (teoretycznie w jakiś sposób mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności jeśli ich kontrachenci nie płacą waty)?
        Rozumiem że przy transakcji strony sprawdzają wzajemnie czy ich numery nip są wpisane w odpowiednie księgi, czyli czy firmy istnieją formalnie w momencie wystawienia FV?
        Jeśli nie, to czy nie łatwiej wykorzystać swoją bujną wyobraźnie do stworzenia firmy czysto teoretycznej?
        Bo skoro i tak działamy usługowo, jednoosobowo i mamy spółkę/filię na słupa, działamy w całkiem innej lokacji niż formalnie, zwrotów waty nie chcemy, to po co te szpagaty formalne? Aby klient dostał prawdziwą FV i wrzucił ją sobie w koszta? aby być traktowanym poważnie przes korpo?

        • 3r3

          @blacha
          “Czy nasi klienci nie będą mieli przez to problemów (teoretycznie w jakiś sposób mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności jeśli ich kontrahenci nie płacą waty)?”

          To jest ich prywatna sprawa w jakim sobie chcą żyć ustroju.
          Przecież i Ty i Twoi kontrahenci wiedzą że cała księgowość jest dla picu, a jak myślą że to wszystko na prawdę to sami sobie winni zgryzot. Jak się popsuje to pakuj się na przytomniejszy rynek, i tak przeciętnie będziesz działał w danej grupie powiązań dwa do trzech lat.

          “Rozumiem że przy transakcji strony sprawdzają wzajemnie czy ich numery nip są wpisane w odpowiednie księgi, czyli czy firmy istnieją formalnie w momencie wystawienia FV? ”

          Tak, sprawdzają i podpinają papieru na d-chron. I tak Urząd będzie miał to w nosie i każe udowadniać że jest się wielbłądem.

          “Jeśli nie, to czy nie łatwiej wykorzystać swoją bujną wyobraźnie do stworzenia firmy czysto teoretycznej?”

          To zależy z kim się handluje, łatwiej jest wymyślić osobę czysto teoretyczną stojącą za faktycznie istniejącą (formalnie) firmą.

          “Bo skoro i tak działamy usługowo, jednoosobowo i mamy spółkę/filię na słupa, działamy w całkiem innej lokacji niż formalnie, zwrotów waty nie chcemy, to po co te szpagaty formalne?”

          Żeby nikogo nie wzbudzić z tych co chcą kwity i nie spłoszyć klienta.
          Jak prowadzisz biznes z korpo to oni potrzebują tylko podkładki formalnej żeby Ci zrobić przelew.
          A jak prowadzisz biznes z ludźmi co nie chcą żadnych papierów to w ogóle nie rejestrujesz firmy. Jak masz klientów i takich i takich to na wszelki wypadek masz oba rozwiązania zależnie od tego czego klient (nasz dobroczyńca) sobie życzy.

          “Aby klient dostał prawdziwą FV i wrzucił ją sobie w koszta? aby być traktowanym poważnie przes korpo?”

          To prawidłowa ścieżka rozumowania.

    • Eltor

      Kontrola krzyżowa to droga impreza i nikt jej ot tak sobie nie urządza dla zabawy. Musiałby być niezły powód, a nie zapominaj, że podatnik, co zarabia mniej niż 20 – 30 k miesięcznie, to takie małe, niewarte uwagi coś.
      Koszty, to Ci może wytworzyć jakaś firma z jakiegoś “gdzieś daleko, co nie mówią po naszemu”.
      Jeśli walczysz o niewielkie kwoty (jeśli dobrze pamiętam, to “uszczuplenie” kapitana P. o mniej niż trzykrotność średniej krajowej), to nawet nie popełniasz przestępstwa, a karę pieniężną, to mogą nakładać. Z etatowca ściągną, bo wejdą na pensję, a z przedsiębiorcy nie mają jak, bo na co wejdą? Przedsiębiorca nie otrzymuje wszak pensji. A jak jeszcze przypadkiem na konto na Skrillu czy cuś… no wychodzi normalnie brakujące Ognivo. 😉

      • 3r3

        @Eltor a jeśli jeszcze ten przedsiębiorca jest obcokrajowcem i wcale go nie ma, to krzyżową można jedynie zarządzić drogę od witraża do witraża. Aparat kontrolny wymaga, aby istniały dobra do wzięcia dla kontrolującego, jego szefa, pałowników, wyrzekaczy wyroków etc. Jak tych dóbr po prostu nie ma to cała koncepcja nakładania danin jest dereistyczna.

  • Wariat

    Jest jeszcze druga strona. Praktyczna, niedroga i ułatwiająca byt. Dobrze prowadzić działalność oficjalnie uznaną za główną. Działalność, a dokładnie zoo, takie zdychające, z brzydkimi kaczątkami co to ledwo utrzymują się na powierzchni i specjalnie nie są interesujące, więc mało kto przychodzi oglądać. Ale jest, funkcjonuje i wytwarza papier koszerny dla Kapitana i biurwich jego synów. Do tego buduje historię istnienia, która często jest potrzebna do realizacji złożonych projektów. Taka fasada, z gipsu i kartonu. Za to koszerna, długowieczna, o niskim koszcie biegu jałowego. Piękna w swej brzydocie.

  • FlyingAtom Dawid

    3r3 – Rewelacjny ten blog, najlepsze miejsce w internecie do onanizmy intelektualnego ; )
    https://zarobmy.se/wpis/ustroj/ – Ten artykuł wczoraj czytałem, chylę czoło przed Twoją wiedzą, doświadczeniem, przemyśleniami. ; )
    Po przeczytaniu paru wpisów człowiek chce więcej i więcej, więc wróciłem do początku bloga i czytam artykuł po artykule, oczywiście z mega merytorycznymi komentarzami ; ) W grudniu przesiedziałem na blogu około 120h 😉
    intelektualiści przenoszą się co 2-3 lata na nowy blog, później autorowi brakuje już “tego początkowego miodu i podniecenia” więc blog troszkę gaśnie albo angażuje się więcej osób a nie sam założyciel, ale Ciebie nie sposób będzie “podrobić” ; )
    bmen też dobry ale Twój bardziej się opiera na swoich przemyśleniach/doświadczeniach.
    W 2006 Na dwagrosze siedziałem
    W 2008 U Kuczyńskiego były fajne intelektualne komentarze
    W 2009 czy 2010 Zdaje się wypłynął independent trader
    Oczywiście gdzieś w międzyczasie trafiłem na zezowatego 🙂
    Jak nie spuścisz z tonu to większość intelektualistów będzie tu siedzieć w 2018, w 2017 mniej miałem czasu na blogi koncertując się bardziej na prowadzeniu biznesu i dość późno dojrzałem Twój ale w 2018 obiecuję poprawę ; )
    Fajnie się podłączyć pod intelektualną alimentację ; )
    Takie słowa jak alimentacja, przydasię, biurwa, Kapitan Państwo, homo sapki, mam wrażenie że wejdą na stałe do słownictwa blogowego.

    Wszystkiego dobrego w nowym roku, więcej alimentacji i mniej biurwokraji ; )

    Nadal zapraszam jeśli czujecie potrzebę do wpisu i reklamy na bithub.pl – dołożę chodź mały kamyczek do zwiększania wiedzy, chodź nie wiem czy nasz czytelnik to wasz target. W grudniu mieliśmy 103581/uu. Więc alimentacja powinna być dobra ; )

    Gdybyś kiedyś by w Warszawie zapraszam zakąsić i coś dobrego wypić ; )

    • 3r3

      W “ciężar myślenia” wyjaśniałem jakie są mechanizmy psychologiczne i organizacyjne warunkujące skuteczne kontakty biznesowe w najpoważniejszych strukturach przez góra trzy lata. W blogach jest dokładnie to samo. Mam pełną świadomość, że wydrenuję się z doświadczeń godnych ujawniania w takiej formie (a nie powieści awanturniczo podatkowej, w której głównym zwrotem lingwistycznym będzie stare “Stirlitz myślał”). No i oczywiście pochłonie mnie któryś z planowanych mikrobiznesów.

      Dziękuję za zaproszenie.

      • FlyingAtom Dawid

        Cenie innych wiedzę, wiedza to coś co mnie kręci (bardziej niż zdobywanie zasobów) taka piramida potrzeb, fajnie że dochodzimy do tych samych wniosków (idąc inaczej drogą życiową), ale fajniejsze że idąc swoją drogą możemy dojść do różnych/często tych samych wniosków, więc mamy większe możliwości poznawcze, idąc samemu (zawsze mamy szansę) jak wspominałeś chińczyków możemy dojść do innych/lepszych wniosków niż “aktualnie panujące”. Ja też mam świadomość że jaką by nie przynosił alimentację aktualny biznes to za 1-2 lata będę potrzebował zamian (wyzwania, poznanie nowego smaku jest ważniejsze od aktualnej alimentacji) chodź mega alimentacja może zmienić oddalenie tego punktu. Wydaje mi się że wprost proporcjonalnie Ty podchodzisz do zdobywania zasobów (tu i teraz alimentacja) co ja do mądrości ( alimentacja w przyszłości ale większa) oczywiście nie lekceważysz przyszłości chodzi mi tylko o suwak który jest przesunięty.

        • 3r3

          @FlyingAtom z praktyki wyszło mi że im dalszy plan w czasie tym mniej warto mu poświęcać mocy swobodnych. Dolar dziś jest.
          Nie że dolar dziś jest wart więcej czy mnie czy inaczej niż ten jutro. Dziś jest, a jutro się upoluje jakie inne mamuty – jeszcze nie wiemy jakie, ale to będzie zmartwienie jutra. Bo ścieżki zwierzyny do upolowania nie zależą od naszego planowania.

          Ale ostre dzidy, gotowe infrastruktury spółek, logistycy, transport, maszyny zależą jak najbardziej.
          Jakikolwiek by front nie był będzie tam trzeba coś rzucić i owszem – większość alokacji trafi do lamusa czekając na swoje “przydasie”, ale mając wiele opcji na stole jakąś się pchnie do przodu i użyje.

  • madbrain

    “To handel wytworzył swoje pochodne takie jak bankowość i lichwę.”
    Bankowosc i lichwa nie maja korzeni w handlu tylko w gromadach stanowionych sila silniejszego..
    Lichwa i bankowosc to dwie encje zalozone nie do tego zeby bylo latwiej handlowac tylko do tego zeby handel zaczac kontrolowac w sposob systematyczny przy okazji oddzielajac glupcow od owocow pracy ich badz ich przodkow.

    • 3r3

      @madbrain – a jak chcesz rozliczyć transakcje w czasie bez abstraktu “zobowiązanie” a co za tym idzie możliwości dokonania cesji tego zobowiązania co kieruje nas ku systemowi transakcyjnemu choćby w rozrachunku gromadnym na poziomie sioła?

      • madbrain

        A co ma do tego bank?
        Bank bez “kapitana panstwo” badz dilu z “kapitanem pancernym” nie moze nic, a w dawniejszych czasach to ganc nic nie mogl.. chyba ze to byl na tyle duzy ‘dom handlowy’ ze mial “budzet reprezentacyjny”, z ktorego dalo sie wynajac wieksza bande oprychow od bandy ktora posiadal ‘dluznik handlowy’.
        Jesli ‘dom handlowy’ budzet reprezentacyjny obncinal za bardzo – pazera zzera – to konczyl jak templariusze ktorych frankonski krulik z koziej dupy skroil jak frajerow.
        Domy handlowe byly silne tylko w “panstwach” slabych(e.g. starozytna Syria) a w silnych ktoil je kto chcial(e.g. starozytny Egipt).
        W Polandi zza czasow ‘lachow’ “domy handlowe” nie mialy nic do gadania wiec musialy sprowadzac sile z zewnatrz. Co nie znaczy ze handel zza czasow lachow kulal(oczywiscie ‘banki’ trzymaly miasta przy pomocy “braci starszych w wierze”) IMHO mial sie swietnie dlatego ze nie bardzo bylo go jak kontrolowac.. a kasyno zwane ‘gielda'(operujace na obiecankach) nie bylo obecne na tych ziemiach az do czasu calkowitego upadku mimo ze to wynalazek starszy niz Egipt..

        • 3r3

          @madbrain bank to również Twój sąsiad, który pożycza Ci chłopów, sługi, wozy, czas pracy na obrabiarkach i stany magazynowe. To jest kapitał. A przecież depozyt składa się właśnie z kapitału. Zorganizowany sąsiad może poratować Twoje pomysły ekspansji cudzym chłopem, a nawet jaką zbrojną czeladzią choćby i w dresach gdyby było trzeba biurwie wyjaśnij niepojęte od strony z której tylko mokrą rózgą dociera.

          • madbrain

            “bank to również Twój sąsiad”
            Moj sasiad to moj sasiad. Jesli cos od niego pozycze to jest handel i cos w zamian trzeba dac/przyobiecac kwestia jak sprytny jest(zastaw) badz glupi(obiecanki).
            Swiat odnosnie pozyczania na slowo bez udzialu ‘domu handlowego’ oparty jest wylacznie o wiezy krwi tak bylo jest i bedzie. W cywilizacji postlacinskiej zapomniano o tym i dlatego mamy teraz ‘ciekawe czasy’.. To co jest teraz juz bylo i zdazy sie nie raz… nihil novi sub sole.

            • 3r3

              @madbrain – myślę że możemy znaleźć jakiś zastępnik dla więzów krwi (nasi przodkowie wszak pożyczali sobie “w rodzinie” z powodu herbowej przynależności do pradawnych Sarmatów – pozór więzów zachowywano). Czasem istnieje pewien interes w posiadaniu sąsiada może nie silnego, ale nie słabszego od siebie samego. Bo to z głowy zdejmuje konieczność korelowania słabszych od siebie jak inni stoją na własnych nogach. Dlatego takie sąsiedzkie pożyczki bez zastawu często się umarza.

              Dają abyś dał. Gdy będziesz miał (bo kiedy indziej nie sposób). A jeśli ktoś stale nie ma bo jest taką ofermą to przecież jest i miejsce dla jałmużników.

              W Rzeczypospolitej funkcjonowało bardzo wielu hreczkosiejów zajmujących się arbitrażem między sąsiadami, z tego wywodzi się funkcja sędziego pokoju. To tacy sprytni ludzie co korelowali dystrybucję zasobów pomiędzy lokalnymi “inwestorami” tak aby suma zwrotów dla okolicy była najkorzystniejsza (dzięki temu sprawowali arbitraż nad większymi sumami, nawet jeśli nie swoimi). To są oddolne źródła bankowości.
              Widzę że źródeł bankowości dopatrujesz się z teorii navalnej, a to nie są jedyne źródła – mamy własne.

    • Bodek

      Co to jest lichwa? Św Antonin podawał bardzo pojemną a zarazem wyczerpującą definicję. Lichwa wg. niego to zysk bez ryzyka. I wtedy lichwa okazuje się korzenie w handlu, które dał nam abstrakt zobowiązania bo ono powstawało wobec Third Party ( w konsolidacji sprawozdań finansowych zobowiązania, należności w grupie się eliminuje – i to ma sens i odniesienie do gromady ), potem oderwaniu zobowiązania od ludzkiej wytwórczości o czym piszesz. Gromady zrobiły się dużo za duże i przestały sie samoregulować. Kiedyś pisałem jak to był u mnie na wsi, jak ktoś miał za dużo dawał innym i nie wpisywał tego w amerykanki, jemu i tak by się zepsuło. Tylko nie dawał jak już było zepsute, tylko jak zebrał z pola a spieniężenie dawało małe zwroty bo Państwo na skupie kradło. Potem już poszło, i mamy co mamy. Handel szczególnie abstraktami, oderwał “pieniądz” czyli dług od realiów, a wtedy możesz generować zwroty jakich nie daje najcenniejszy zasób czyli ziemia orna, budowlana, czyli masz lichwę.

      • 3r3

        @Bodek – najweselsze jest to, że koncepcja “zaistnienia należności” czy to z formalnej decyzji urzędu takiego czy siakiego, czy przez gangstera krzyczącego “należymisie!” zapewnia zwroty jakich nie generuje żaden środek kapitałowy. Już mieliśmy takie czasy gdy żadne zajęcie nie było opłacalne – klimat był wtedy ciepły, odkryto Grenlandię, spać trzeba było na stojąco. Rabunek był opłacalny. A to był koniec czasów lichwy na bliskim wschodzi i w Rzymie, tak się to właśnie kończyło.