Kto się wyłamie – Zombie Apokalipsa

Tekst na temat pewnych niuansów banków centralnych nie tak całkiem zależnych (bo starych i zabezpieczonych złotem i żelazem), które mogą wywinąć pewien deflacyjny numer, gdy będzie się waliło i paliło i chyba to robią – ceny złota się nie kleją.

A przy okazji polecam wyprawę do piekłoszczaków (niemiecka jaczejka), aby dowiedzieć się jak z otchłani czerwonego piekła widzą to co i my widzimy: http://www.przeglad-anarchistyczny.org/teorie-kryzysu/66-globalny-kryzys-globalna-proletaryzacja

Polecam chłoporobotnika po ichniemu: 4.2.1
Podporządkowanie pracy: 2.3 (czyli zostań fachowcem)
Precz z lewicą? Anarchiści? 5.1
IT21 czytają? 5.2.2

O detale o czym oni tam p…iszą, to mnie nie pytajcie.

Wracając jednak do banków centralnych. Nie wszystkie są spięte w BIS tak samo, i nie wszystkie w ogóle są pospinane. Do tego niektóre są w państwach uprzemysłowionych na poważnie (czyli mają własne wszystko co służy do bicia, a w razie potrzeby mają też przemysł, żeby się szarpnąć na wszelką BMR). I co więcej – ze względu na skalę operacji są to banki izolowane (wyodrębnione z sieci powiązań). To są takie zakonserwowane agregaty siły, potencjału produkcyjnego przełożonego na ekonomię. Są też państwa, które we współpracy (przy użyciu) częściowo niezależnych banków centralnych prowadzą ekspansję i konsolidację poprzez wysysanie zasobów. Od razu wymienię jak widzę te wybrane niezależności. Otóż państw przemysłowych na poważnie jest niewiele (pomijamy zupełnie USA+Chiny jako hegemona). Są to oczywiście Niemcy i Rosja, z których oba prowadzą ekspansywną politykę banku centralnego, z tym że Rosja ma małe zakresy tych działań i dużą niezależność od “systemu” (od FED i Bazylei), Niemcy zaś duże zakresy i dużą zależność. Te państwa ze względu na skalę (Rosja jest gospodarczo o połowę potężniejsza od Niemiec, przy czym nie sugerujcie się abstrakcyjnym PKB, bo Rosja to gospodarstwo) mogą sobie poważnie pozwalać, przy czym Niemcy mają wojska okupacyjne u siebie. Na poziomie równorzędnym gospodarczo, ale lepszym geograficznie (dostęp do mórz) i potężniejszym technicznie jest Japonia, przy czym Rosja 145m luda, Niemcy około 80 i Japonia 127 – dlatego stawiam te państwa obok siebie. Są to państwa globalnie kluczowe i bardzo niebezpieczne, bo mogące przemocą wyrąbać sobie hegemonię (Japonia najłatwiej, Niemcy najkorzystniej, Rosja najstabilniej). Dlatego w Japonii i Reichu stacjonują wojska okupacyjne hegemona.

Są też drobne państwa z bardzo ostrymi zębami, ale nie warczą (to raczej zamknięte twierdze). Szwajcaria, Szwecja, Białoruś, Korea, dawniej RPA i Ukraina. Co też w zestawieniu Szwajcaria robi obok Białorusi czy Ukrainy? Przemysł to nie tylko zegarki, to też silniki rakiet, samoloty. Nie tylko narzędzia którymi to wszystko można pozyskać ale i ludzie. Polecam w tej kwestii ten tekst. To, czego tam nie ma w tekście, to rozkład ludzi ponad średnią zdolnych korelować działania innych oraz o kompetencjach specjalistycznych – zostali oni odessani z Polski, są oczywiście jeszcze firmy niedobitki, bo jakoś niemieckie zapotrzebowanie musi się turlać, a niektórzy z innych przyczyn nie chcą nigdzie jechać, ale jak autor słusznie zauważa w jednym ze swoich komentarzy trzeba do wytworzenia pewnych struktur masy krytycznej – to o czym pisałem – musi być pewnych rzeczy na bogato, tak dużo aby były “za darmo”, muszą na rynku być specjaliści od przemysłu, którzy wiedzą z czym to się je (ja wiem, że to straszne marudy, ale po to otacza się ich optymistami świeżo po uczelniach, żeby tak ponuro tam nie było). Wszystkie wymienione państwa mają olbrzymie problemy demograficzne, ale jeszcze mogą fiknąć i o ten temat chciałem poruszyć.

Fiknąć

Otóż wszystkie te państwa mogą (jeśli USA + Chiny, Niemcy, Japonia, Niemcy i Rosja z jakichś przyczyn będą miały zrytą alokację i poblokują sobie wzajemnie łańcuchy dostaw robiąc sobie koło pióra biurwą, kontrolami, może nawet przemocą) mogą dokonać pewnej szczególnej rzeczy, ponieważ są małe i przemysłowe. Otóż mogą dokonać kompensaty pełnej każdego rozliczenia w swoich wielkoskalowych produktach przemysłowych. Czyli w gotowych fabrykach, obiektach przemysłowych, przetwórniach. Bo to, widzicie, nie jest tak prosto sobie “zainwestować w fabrykę” – widzieliście gdzieś sklep z gotowymi, wyposażonymi fabrykami takimi, że tylko ludzi wpuścić i guziki wciskać? Te państwa właśnie dysponują takimi już zorganizowanymi (a to bardzo trudne) aparatami zdolnymi korelować działania w tej skali i mają narzędzia, żeby to wytworzyć, zapakować i dostarczyć w jakiejś tam bliższej czy dalszej okolicy pod warunkiem, że im Hegemon to przepuści. Ponieważ Szwajcaria, Szwecja, Białoruś, Korea są nie w tej wadze, żeby się kopać o światową dominację w jakiejkolwiek kwestii to Hegemon może być dla nich łaskawy, albo po prostu ich zignorować jako niegodnych marnowania zasobów do powstrzymywania.

Choć czasem na jakiś Iraq czy Libię bomby polecą.

Skompensować w pełni rozrachunek z inną gospodarką oznacza pozyskać od tej gospodarki jej dobra i surowce z wymiany za własne (w rozważanej sytuacji – zaawansowane obiekty przemysłowe), w tym prawa poboru w postaci walut, udziałów w ich firmach, gwarancji, ustępstw politycznych. O ile takie mało istotne kraje z ustępstw politycznych to nie bardzo mają jaki płaszcz wziąć, który będą w stanie obronić, ale całą resztę to wezmą chętnie i zawsze. Z tym że ma to swoje konsekwencje – po takim rozrachunku waluta kraju przemysłowego mając przewagę w kumulacji kapitału w eksportowanych dobrach musi, po prostu musi się umocnić. I to umocni się nawet jeśli kompensata jest częściowa i przy okazji odda się część własnej waluty do przyszłych zakupów tego co jest czyli… wyrobów przemysłowych (nie można kupić czegoś czego nie ma, a z przyczyn politycznych te kraje nie sprzedają wpływów politycznych u siebie – bo jeszcze nie muszą, aż tak ich nie ciśnie). Przewaga techniczna zapewnia olbrzymią przewagę w handlu, o ile Hegemon łaskawie przepuści karawany.

I tutaj wkracza nam bank centralny, bo wicie, rozumicie – wszyscy są obecnie przymuszeni w wojnie walutowej dewaluować. Nawet Szwajcarzy muszą kupować jakieś FANGi i pakować się w chore alokacje pod wodospad na jankeskiej i światowych giełdach tylko dlatego, że jest wojna i kto się nie zastosuje ten dostanie w ucho.

Z tym że wojna nie będzie trwała wiecznie, w końcu się zaostrzy do konfrontacji zbrojnej, albo siatka rozdzielająca warczącego Trumpa i Xi się skończy, a wtedy obaj się z godnością odwrócą i bez powarkiwania odejdą na swoje z góry upatrzone pozycje zamiast okładać się niukami. Może też dojść do rzeczy najwspanialszej – zimnej wojny, kiedy to granice zostaną uszczelnione, ludzie wzięci w kamasze, a ktoś przecież będzie musiał przemysł robić. I komuś z tej drobnicy zacznie umacniać się waluta.

Jak się fika?

Fikanie banku centralnego małego państwa przemysłowego polega na utrzymywaniu stałego salda i zakotwiczenia zadłużenia własnego względem innych banków centralnych w rozrachunku obrotów bieżących. Czyli na niepodejmowaniu z zagranicy towaru na kredyt.

Dla przemysłu oznacza to, że musi trzymać waluty obce, co dla banku centralnego oznacza, że musi rozszerzać rezerwę coraz bardziej egzotycznych walut z jakimi to przyjdzie do głowy handlować przedsiębiorcom. A opisuję tu kraje, gdzie pojęcie wizy do innego kraju to miś polarny na Saharze. Im wolno jeździć wszędzie, paszport Szwecji czy Szwajcarii to bardzo dobre bilety. Nie to co jakiś tam polski świstek.

Rozszerzać rezerwę i sprzedawać dobra przemysłowe czyli w rzeczywistości – udzielać innym kredytu, produkować dla innych i karmić ich własną walutą, którą są zmuszeni utrzymywać w excesive reserve, w takiej nadwyżce aby zawsze starczyło na podtrzymanie własnych fabryk w ruchu uzależnionym od dostaw z państwa przemysłowego. Waluta takiego kraju przemysłowego puchnie. Tak swoją potęgę budowało USA – a jak gdzie trzeba było wyjaśnić pojęcie otwartych granic i wolnego handlu w tę stronę, to zaraz pojawiały się kanonierki i wykładały wszystko do fundamentów. Z tym że Szwajcaria, Korea, Białoruś i Szwecja nie będą nigdzie grasować kanonierkami, mają tę przestrzeń jaka zostanie w niszach niewypełnionych przez alokowanego w hegemońskiej zabawie Xi i Trumpa z użyciem Rosji, Niemiec i Japonii.

Jeśli więc któryś z tych krajów zostanie spuszczony ze smyczy, niedopilnowany i akurat trafią się tam przytomni politycy (a mają na tyle niezależne banki centralne, że świadczy to o ich zaradności i przytomności) to mogą fiknąć. Przy okazji takiej koordynacji polityki ekspansji banku centralnego i przemysłu wszystkie inne branże mimo wzrostu za trendem pozostaną pod trendem i zacznie dochodzić w tych krajach do wykoślawionej alokacji (takiej jak jest obecnie w Reichu) nastawionej na eksport przemysłowy. Inflację w tych krajach to zabije, bezrobocie zniknie, bilansy rozrachunków będą silne, budżet państwa mimo rozbuchania będzie się spinał i pojawi się norweski problem “czy trzeci dom brać na kredyt?”. Hegemoni są wredni i potrafią przerwać taki sen, dlatego trzeba upilnować ludność, aby nie żyła na kredyt. Hegemoni potrafią nagle wypełnić te nisze – wystarczy, że oderwą się od swoich zmagań we wpływy i pozwolą własnym gospodarkom grasować poza zbrojeniami.

Ten moment – moment zanim Hegemoni dadzą sobie spokój uzyskując jakiś wynik swoich zmagań (zakładamy, że nie podpalą planety i nie poślą wszystkich do diabła) jest dla nas bardzo ciekawy, ponieważ waluta takiego kraju robi się mocna. I zapewne już się domyślacie – mamy Czytelników właśnie z tych krajów (Szwecja, Szwajcaria) jakie wymieniam i nie siedzą tam oni bez powodu. Te waluty wykazują takie cechy jak tylko brakuje bata ze strony Hegemonów by dewaluować. Taki 350 letni bank centralny to jednak jest jakiś argument w posiadaniu waluty. Z tym że polityka pieniężna, nastawiona głównie na stabilizację cen, w gospodarce eksportującej przemysł dla izolowanego walutowo (czyli muszącego utrzymywać szerokie rezerwy walutowe, a nawet złoto) banku centralnego jest niewykonalna – taka waluta w stosunku do innych będzie po prostu deflacyjna, a jedynie stałe zwiększanie obciążeń fiskalnych utrzyma ceny na normalnym poziomie- oznacza to, że budżet/rząd będzie zmuszony rozszerzać błędną alokację w gospodarce ratując politykę banku centralnego, ponieważ produkty importowane będą tanieć względem drożejącej lokalnie, a eksportowanej produkcji przemysłowej. W tym czasie waluta taka będzie coraz potrzebniejsza (rosnący fiskalizm) i trzymanie w niej oszczędności będzie alternatywą dla PM, przynajmniej do czasu aż Hegemon wybudzi ze snu. W zglobalizowanym świecie presja deflacyjna coraz tańszej żywności i surowców z coraz większej ilości źródeł z powodu taniego wejścia (niby są to pułapki dochodów, ale to po prostu jest piramida akumulacji kapitału, w tym kompetencji) będzie wykrzywiać bardzo głupią politykę rządów i banków centralnych celujących w stabilizację cen. Sami widzicie, że CPI nijak się ma do cen w sklepach. Nie że tylko z biurwiej złośliwości nie ma nic jedno do drugiego, ale też z tej biurwiej przebiegłości, że towary tak tanie, że aż darmowe (ołówki w IKEA) muszą mieć biurwią cenę urzędową w celu ich opodatkowania, tak samo jak darmowe oprogramowanie. Bo darmowe, a jednak podatki trzeba płacić od czego, czyli już nie darmowe. Z tej paranoi leczy szara strefa – dzięki Ci Panie za szarą strefę, bo byśmy już kompletnie zgłupieli w tym wariatkowie.

Dobrze jest w takiej walucie zarabiać. Dlatego zapewne trafiliśmy tam, gdzie trafiliśmy ja i inni, i część czytelników co mailują o wyjazdach do Korei czy handlu z Białorusią.

Zombie snują się po ulicach

Jest pewien aspekt obecnych celów inflacyjnych i wystukania się przez banki centralne z QE, NIRP i ZIRP – o czym pisano tutaj. Mają swoje konsekwencje nie tylko takie, jak opisał dla leminga, ale też pewne dla przedsiębiorstw, a my z przedsiębiorstw żyjemy. Zatem należy się temu przyjrzeć. O ile dla leminga kredyt oznacza konsumpcję wprost i kasa ze śmigłowca też raczej się skonsumuje, ale w postaci produktów gotowych, skończonych, zapakowanych etc, o tyle z przedsiębiorstwami, szczególnie z korporacjami konsolidującymi piony jest inaczej.

Zwracałem na to uwagę w https://zarobmy.se/wpis/drzwi-na-malego-kota/:

Rozumiecie żarcik? 9500 wypłat średnich rocznie, z tym że nowe stanowisko pracy w MiSiu kosztuje coś ze 60. Czyli przeżerając to na fiu, bździu wydatki socjalne wystawiamy tabliczkę – „nie powstało 160 stanowisk pracy w MiSiach – dzięki kolektywowi dowodzonemu przez urzędnika”. Pomnóżcie to przez 60 lat wstrzymywania inwestycji w tylko jednej, dużej firmie. Gdzieś zniknęło miasteczko. A ile takich firm po 500 osób istnieje?

Teraz sobie wyobraźcie, że taka firma może zjechać w dół z rentownością, bo gdzieś tam co ginie, albo się kto leni, albo jest źle zorganizowane (bo pozatrudniano nie wg kompetencji a po układzikach i nepotyzmie), w każdym razie przy takich wynikach finansowych coś tam zgrzyta i gdzieś ubywa. Z tym że taka firma to nie leming co ma dochody. Taka firma jest w grupie kapitałowej, wyjmuje co z kopalni, ma własną hutę, własne przetwórstwo metali, własną obróbkę, gdzieś na końcu wypluwa cukrownię czy cementownię, wiezie ją własnym statkiem do Murzynów i im montuje na miejscu zapewniając obsługę, a potem sobie ten miś zgnije i nikt nie będzie o nic pytał.

Powiedzmy, że taka firma z ROI 18% zjeżdża w holdingu na 6%, a chcieliby coś przejeść. Mają olbrzymie środki trwałe, obroty lepsze jak budżet państwa, aktywa, pasywa, szlaczki, wycinanki, wpływy polityczne i jak trzeba, to służą im przyjaciele (Gazprom ma dwóch przyjaciół – Armię i Flotę). A i nieznani sprawcy potrafią czasem ugasić problemy, agencje pijarowe służą w podskokach i bez szemrania. Chcieliby przejeść, więc mogą sobie wziąć kredycik, powiedzmy na entylion hopsztylionów, czyli na swój kwartalny rozrachunek obrotów (mają konsolidację w pionie, więc sobie mogą mieć takie obroty jakie papier przyjmie, a papier jest cierpliwy jak banknoty Zimbabwe). Kredyt teoretycznie ma taki problem jak koszt obsługi, bo stopy procentowe, ale mamy NIRP i ZIRP. Podjęcie entyliona hopsztylionów nic tę firmy nie kosztuje. No to może dwa razy więcej? Na półroczny obrót? A może obligacje na 10 lat? Czterdzieści entylionów hopsztylionów? Czyli jakieś 10 produktów krajowych brutto kraju macierzystego? A właściwie to przy NIRP to nawet zysk, a przy ZIRP też da się wytrzymać – przecież w przyszłości będzie lepiej, kto by w przyszłość nie wierzył? Świetlana przecież będzie – tak piszą w gazetach.

Ja mam na stole papierową gazetę – ale ze mnie lamus. Do tego nie darmową, ale codzienną za całe 35sek. Co młodsi Czytelnicy zapewne zamknęli właśnie okienko mrucząc “spieprzaj dziadu”.

No i mamy takie firmy zombie, co nijak nie da się obiektywnie w ramach kapitalizmu przy takich stopach procentowych ocenić czy one w ogóle są rentowne. Sobie mogą ile chcą przebekać bezproduktywnie na takim zasilaniu jakie wysysają z kredytów na ZIRP i NIRP. Z tym że te stopy kiedyś się skończą i będzie Zombie Apokalipsa – wszystkie zombie trafią pod buldożer. Jest tam wartościowy majątek, pola wydobywcze, przetwórnie, huty, fabryki i ktoś to kupi. Ktoś to kupi albo przejmie za długi i pozamyka otwierając jakimś krajom możliwość ekspansji w zdemolowanym przez zombie sektorze. I pozostaje się zastanowić co to będzie za kraj, jaka to będzie waluta i w czym trzymać oszczędności gdy Hegemon się przebudzi i zacznie innych wybudzać ze snu w huraganie gazu łzawiącego rzucanego w protestujących robotników firm zombie, którym podniesiono stopy jak za Balcerowicza.

Znowu będzie wycie. I znowu ktoś wejdzie w te zdemolowane rynki. Kto ma potencjał i nie ma u siebie zombie?

Zombie są już w domach

Zadłużenie gospodarstw domowych jak i ciężar hipotek przy obecnym oprocentowaniu daje się jakoś dźwignąć, ale gdy oprocentowanie wróci do normalności i będzie Wielkie Sprzątanie Świata, to może mieć miejsce przemoc. Wyjdą z domów zadłużone zombie wybudzone ze snu i będą snuć się po ulicach. Nie ma takiego modelu płac, jaki można by dopasować do innych niż obecne stóp procentowych przy dźwignięciu zadłużenia. To nawet model Keynessa nie przewiduje co wtedy (znaczy przewiduje – najlepiej jeśli wtedy wszyscy umrzemy, co oczywiście zwarte oddziały chętnie zorganizują, tylko kto i czym im zapłaci?).

Są już głosy, że ten numer, jaki mogą wywinąć banki, to jest polityka pega i stały kurs (chyba wobec złota, bo wykres:


https://stooq.com/q/?s=xausek

no to chyba sami rozumiecie że jest inny od

 

https://stooq.com/q/?s=xauusd),

co stanowi pewien problem dla lemingów i podnoszą się głosy na temat innego rozkładu płac, że bank centralny musi dostosować matematykę do potrzeb politycznych (do tego w niby demokracji – taki żarcik) i że inaczej trzeba wyznaczać cele inflacyjne (z większym błędem, znaczy że o koszcie kredytu – stopach procentowych też bank centralny będzie informował wstecznie i umowy zadziałają wstecz – nie wiem na jakie odsetki się umawiamy, ale kredycik dostaniecie lemingu, a za rok ustalimy ile to nam jesteście winni za ten kredyt <rotfl>). Że niby demony deflacji już usnęły (akurat, jak się eksportuje przemysł a importuje towary niskiego progu wejścia w produkcję) i że bank centralny powinien wyciągnąć z tego i z ekonomii społecznej naukę i zmienić swój model zachowań.

Stąpajmy twardo po ziemi, ale jeśli te uroszczenia lemingów i zombiech zostaną wdrożone w system rozrachunku demokratyczną przemocą, to Rosja i Chiny w gotowości mają rezerwy złota aby przywrócić przytomność. Bo choć na dzieci do przywracania przytomności służy świńska skóra, na protestujących gumowe pały, na buntowników drewniane, a na wrogów żelazo, to tym razem przytomność będzie przywracana złotem. I te nasze waluty krajów przemysłowych, które wyłamią się z dewaluacyjnych QE, trzeba będzie chyłkiem poupychać w złoto. I w żelazo jak macie dostęp, nigdy nie zaszkodzi mieć jednak jakieś żelazo pod ręką.