Logistyka globalizacji

Wyprodukować to jedno, sprzedać to co innego a dostarczyć towar to jeszcze inna para kaloszy. Produkcja śniegu na Grenlandii to słaby pomysł i dlatego nikt go tam nie produkuje. Ale produkcja śniegu w Soczi, na dwa tygodnie przez zimową olimpiadą, kiedy temperatury dochodzą w południe do +15 stopni w cieniu to całkiem zyskowne zajęcie. Produkcją śniegu w Soczi zajęła się jedna z grup przemysłowych kontrolowana przez pewną rodzinę stojącą całkiem niedaleko od cara, bo kiedy imperium grozi obciach, to skarbiec można do dna splądrować i sam car nic na to nie poradzi. Dlatego ta jedna olimpiada kosztowała Rosję 50 mld dolarów i nikomu głowa z ramion nie spadła. Dlatego polskie autostrady są najdroższe na świecie: inaczej polscy politycy najedli by się wstydu na Euro 2012. W tym świetle awans Donka wygląda troszeczkę inaczej: czy naprawdę musieliśmy tyle jako społeczeństwo za autostrady i stadiony przepłacić, żeby mu nowe stanowisko w Brukseli sfinansować? Witajcie w świecie logistyki. Ktoś założył, że śniegu może akurat na olimpiadę zabraknąć. Stworzył plan, terminarz, podjął ryzyko, założył za sprzęt, zamówił rury i wykopał studnie. Ktoś inny założył, że opłaci mu się splądrować i zadłużyć własny kraj, bo nagrodą będzie synekura w Brukseli i dostęp do wszystkich szczytów G7, G20 i innych. To też jest logistyka: naciskasz jeden guzik po lewej stronie a efektem tego po prawej stronie przyjeżdża ekipa po meble i wywozi je do Brukseli. Niezły to awans, z fotela nadzorcy kolonii gdzieś na pograniczu Unii do samego komitetu centralnego. Powinniśmy być dumni, w końcu zapłaciliśmy za to miliardy złotych i zostaliśmy ze stadionami po których hula wiatr. Nic to, stać nas. Grunt, że Donek trzęsie Brukselą: pokazaliśmy wszystkim, że to nasz miś i to nie jest jeszcze nasze ostatnie słowo. To też jest logistyka: w końcu wyeksportowaliśmy szkodnika a dając mu władzę nad mikrofonem podczas szczytów brukselskiego komitetu centralnego przynajmniej trzymamy go z daleka od Polski. Tutaj – przyznam – Kaczora nie rozumiem.

Im dalej Donek od Polski, tym dla niej lepiej.

Ale wróćmy do głównego tematu: logistyka z definicji to dostarczenie towaru bądź usługi w miejsce w którym będzie ono potrzebne, w momencie największego ssania na rynku, krótko zanim klienci zaczną z braku dostaw umierać bądź emigrować. Oczywiście nowoczesna logistyka wymaga również, aby nie dało się zbyt duża wyprodukować na miejscu, bo samowystarczalność producenta z punktu widzenia handlowca to katastrofa.

Rola logistyki w armii to coś więcej: to kod źródłowy do jej planów. Putin kupił we Francji dwa desantowce, czyli będzie w przyszłości urządzał desanty i to raczej nie na własne plaże.

Może to być sypanie piasku w oczy, czyli czynność, którą Rosjanie mają opanowaną do perfekcji, ale już wysłanie w pierwszą misję bojową jedynego rosyjskiego lotniskowca udowadnia, że na Kremlu na poważnie wzięli się za rozwiązywanie problemów związanych z przeprowadzaniem agresji na bliższych lub dalszych sąsiadów. Desantowców Francuzi Rosjanom (jak na razie) nie sprzedali, chociaż polski minister wojny spalił całą siatkę szpiegów, którzy mu tą informację dostarczyli, aby udowodnić, że jest inaczej. Widocznie zdaniem ministra obrony narodowej inwazja na RP dokonana zostanie poprzez plaże Jastarni, Helu czy Świnoujścia. Inaczej palenie własnych szpiegów z pozycji Polski nie ma ekonomicznego sensu.

Czasami logistyka definiuje politykę. Dostarczyć to jedno, ale wyprodukować to co innego. Amerykanie nie są w stanie wyprodukować żadnego nowego lotniskowca ani łodzi podwodnej bez materiałów dostarczanych z Chin. Embargo na eksport metali ziem rzadkich ogłoszone kilka lat temu przez Chiny, ich praktycznie jedynego producenta spowodowałoby zatem zawał amerykańskiego programu rozwoju zbrojeń konwencjonalnych. Nie dziwne więc, że Światowa Organizacja Handlu stojąc na straży wolności zawierania umów handlowych (to sprzedający decyduje czy w ogóle sprzedaje, co, komu i po ile) zabroniła Pekinowi zabraniać eksportu metali ziem rzadkich. Bo wolny handel wolnym handlem, ale armia USA ma swoje potrzeby. Jak to stara Kargulowa mawiała “sąd sądem ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. To Chińczykom zatem należą się podziękowania za zgodę na wprowadzenie do służby amerykańskiego lotniskowca “Gerald R. Ford”, bez nich ten lotniskowiec byłby tyle wart ile “Wariag”, niedokończony lotniskowiec marynarki wojennej ZSRR sprzedany później przez Ukrainę Chinom. To też jest logistyka.

W zgodzie z duchem przedsiębiorczości panującym na tym portalu wypadałoby stwierdzić, że “produkcja über alles”. W rzeczywistości produkcja to zaledwie jeden z elementów systemu, choćby nie wiem jak gospodarz się ciskał. Bo najpierw trzeba firmie materiały dowieźć, potem jej energii dostarczyć, czasami niewolników podesłać, a na końcu produkt odebrać, do klienta dostarczyć, śmieci uprzątnąć i na wysypisko wywieźć.

Producent z jego produkcją jest elementem łańcuszka logistycznego, który to łańcuszek można przecież dowolnie komplikować, skracać, wydłużać oraz przekierowywać. Tutaj kłania się tow. Karol Marks. Logistyka oznacza ciągły proces optymalizacji kosztów w łańcuchu produkcji. Z każdą iteracją procesu logistycznego ma być taniej i kropka. Jeśli taniej jest wykopać ziemniaka w Niemczech, zawieźć go do Neapolu celem jego umycia i z powrotem przywieźć go do Niemiec, gdzie zostanie oklejony jako “eko” i sprzedany po dwukrotnej cenie względem ziemniaka pryskanego to wszystko jest w porządku i nawet OLAF (unijny urząd do zwalczania oszustw) nie znajdzie powodu żeby się przyczepić. Podobnie ma się rzecz z krewetkami wyciąganymi z Morza Północnego. Ich największą wadą jest brak procesu mechanicznego oczyszczania. Ponieważ jednak są smaczne, to po wyłowieniu wiezie się je do europejskich obozów pracy przymusowej znajdujących się w hiszpańskich enklawach w Afryce: w Ceucie i Melilli.

Tam tani afrykańscy imigranci sortują i czyszczą je ręcznie po czym towar wraca do Holandii czy innych Niemiec, aby trafić do słoików z dumnym napisem “Made in Europe”. Oczywiście ten proces jest legalny, inaczej OLAF już dawno by go zlikwidował.

Cała ta globalizacja umożliwiła niespotykany wcześniej rozwój logistyki. Chociaż równie dobrze można stwierdzić, że to logistyka wymusiła rozwój globalizacji. Ponieważ chodzi o pieniądze, to nie ma znaczenia co było kurą a co jajkiem: chodzi o to, żeby oszczędzić dolara na koszcie produkcji tony nakrętek nawet wtedy, kiedy oznacza to transport rudy żelaza z Kiruny w Szwecji do huty w Dehli, transport przedkuwek z Dehli do Siemianowic Śląskich, transport nakrętki z Siemianowic do klienta, na przykład do Giör na Węgrzech, gdzie nakrętka ta zostanie zużyta do produkcji Audi TT, które to z kolei Audi TT zostanie przetransportowane najpierw koleją do Rotterdamu a następnie statkiem do Halifaxu, aby ostatecznie trafić do klienta w Chicago.

Logistyka doprowadziła do tego, że koszty transportu butelki wina z Nowej Zelandii do Europy wynoszą 18 eurocentów, czyli niecałego złocisza. Oczywistym jest, że Europa nie poradziłaby sobie bez nowozelandzkiego wina. W drugą stronę płynie wino z Francji, Włoch i Hiszpanii, bo nie można przecież od klienta w Nowej Zelandii wymagać żeby ograniczył się do wyrobów lokalnych winnic, to byłoby ograniczanie wolności światowego handlu sprzeczne z duchem GATT/WTO.

No i wozimy i w jedną i drugą stronę bezsensowne góry kontenerów. Kiedyś handel zagraniczny polegał na dostarczaniu rynkom towarów niedostępnych, bo niemożliwych do wyprodukowania na miejscu. Z Afryki na ten przykład do nowego świata płynęli niewolnicy, z nowego świata do starego świata płynął cukier, bawełna, skóry i zboże a stary świat dostarczał w tym interesie statków, okrętów, marynarzy i handlarzy. Z tych czasów pochodzą najokazalsze zabytki Londynu, Madrytu i Lizbony: handel rozumiany jako wymiana nadwyżek był bardzo opłacalny dla europejskich handlarzy kontrolujących ten biznes, chociaż ani plantatorzy z nowego świata ani miejscowi czarnoskórzy łowcy niewolników w Afryce też nie narzekali.

Teraz logistyka służy nie wyrównywaniu niedoborów na światowych rynkach lecz oszczędności w procesie produkcji. Dobrobyt ten i nadmiar podaży miejsca na kontenerowcach nie jest naturalny: wynika on z chwilowej nadpodaży ropy (dwieście lat temu ropy nie było, za dwieście kolejnych lat też jej już nie będzie) i jak każda nierównowaga kiedyś się skończy.

Downgrade technologii może gwałtownie pozbawić nas dostępu do ropy: już dzisiaj technologia wydobycia ropy poważnie się skomplikowała a koszty wzrastają eksponencjalnie do głębokości złóż. Ropa dostępna po wbiciu szpadla w ziemię się kończy. Pewnego dnia może się okazać, że te źródła ropy, które nam jeszcze pozostały, znalazły się poza naszym technologicznym zasięgiem.

Wtedy upadnie logistyka i wrócimy do produktów wytwarzanych z materiałów dostępnych i przetwarzanych na miejscu a logistyka wróci do naturalnych granic, wyznaczonych wielokrotnością ceny towaru “importowanego” w stosunku do towaru miejscowego.

Na razie cieszymy się globalizacją wdychając zanieczyszczenia, bo globalizacja pozwala nam oszczędzać na kosztach produkcji leków przeciwko chociażby alergiom, których bez zanieczyszczenia środowiska w ogóle by nie było. Nic to, stać nas.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • madbrain

    ” Z tych czasów pochodzą najokazalsze zabytki Londynu..”
    Wtedy nie bylo ropy ale dzieki “owczesnej” logistyce we Walli wycieli prawie wszystkie lasy.. dzis w miejscu lasow hula wiatr po wrzosowiskach.. dlatego w Albionie nie znaja polskiego powiedzenia “nie bylo nas byl las..”

    • 3r3

      Była ropa. Prekursorem przemysłowym ropy były wieloryby. Maszyny jakich byś nie wymyślił bez smaru nie chodzą.

      • Bodek

        Przy czym należy dodać że rodzajòw smaròw są setki. W samym samochodzie smary grafitowe, białe do prowadnic te są wazelinowe, miedziane, aluminiowe, ceramiczne i zamienienie jednego drugim jest ryzykowne. Bez ropy da się też wytwarzać smary jak słusznie zauważyłeś oni mieli wieloryby my lny, konopie. Tylko te maszyny muszą mięć mniejsze obciążenia, trzeba będzie wròcić do hodowli koni albo wymyśleć smary z głębin oceanòw.

        • 3r3

          Dokładnie tak jak piszesz – możemy wrócić do biosmarów – ale zmniejszyć obciążenia na mechanice. Ja nie wiem czy samochód ograniczony do 40-50km/h z powodu takiej jakości smarów i brązowych ślizgów zamiast łożysk będzie ochoczo konkurował z koniem. Owszem będzie substytutem w transporcie kolejowym czy ciężarowym, ale motocykl już szału robił nie będzie przy koniu.

          • Bodek

            Zauważyłem dziwny wzrost cen ręcznych hydraulicznych narzędzi ktore powinny być w każdym gospodarstwie.

            https://archiwum.allegro.pl/oferta/rebak-lupak-luparka-mechaniczna-reczna-sila-10-ton-i5818166538.html

            http://allegro.pl/mocna-luparka-mechaniczna-reczna-10-ton-stiler-hit-i5249698747.html

            minister wojny, Antoni powinien zacząć od wyposażenia armii w takie zabawki i piły ręczne bo jak przyjdzie do wojny to z zimna szybciejnwymżemy niż z glodu. Naszczeście natura przyszła nam z pomocą i drzew naciełavteraz trezeba je pociąć i połupać.

            Nie wiesz gdzie kupić porządną piłę ręczna do drewna na dwie osoby?

            • 3r3

              A sam nie umiesz ramy do piły zrobić na tyle osób ile zechcesz? Taśma z zębami jest na szpule w sprzedaży.

              Ja to bym naszym wojakom pił nie dał, bo ich znam. Oni mają “procedury”. Te procedury są tak dobre, że jak zmierzyli i pocięli to deski były różne choć na ten sam wymiar, niektóre za krótkie, ale ich pocieszyłem że tylko z jednej strony 🙂

            • madbrain

              ” ale ich pocieszyłem że tylko z jednej strony :)”
              Zamiast pocieszac trzeba bylo poradzic – ze jak deska za krotka z jednej strony to trzeba z drugiej docinac tak dlugo az sie wymiar bedzie zgadzal 😛

            • madbrain

              Po co komus takie zabawki ktore zajmuja kupe miejsca i do tego sie psuja – kups se Pan siekiere Fiskarsa za 1/6 tej ceny, 3 kubiki drewna – i na kawalki to sie pan nauczy co jest do czego.
              Do drewna z zabawek drozszych to trzeba miec pile lancuchowa bo zeby cos polupac to wpierw to trzbeba pociac a to duzo wiecej pracy niz samo lupanie.

              Ale zeby wiedziec co jest wazne, a co zbedne to trzeba miec praktyke – prosze pobawic sie wpierw drewnem zamiast puszczac takie “drewniane” wrzuty..
              A co do zabawek dla wojska w ziemie to prosze sobie poczytac wspomnienia generala Sosabowkiego z pierwszej wojny jak sie ganiali po Galicji w zimie..

      • madbrain

        Smary z wielorybow zrobily furore z jednego powodu – nazywal sie on rewolucja przemyslowa w GB. Wieloryby byly tanie i latwo dostepne z wyspy Albionu. Jakby rewolucja przemyslowa rozlala sie na swiat z Chin to watpie by ktokolwiek dzis wymyslil taki abstrakt..
        Cena i fakt ze brytole maksymalizowali zyski od zawsze jednym sposobem – scinajac koszty na czym sie da – biorac pod uwage skale przemyslu to ich wynalazczosc byla ponizej poziomu obecnej Polandii mimo duzo nizszego progu wejscia – taki charakter.
        Moral z tego dzis wieloryby sa przetrzebione tak samo jak lasy na wyspie gdzie drewno w UK kosztuje 5 razy tyle co w Polsce pomimo globalizacji i “logistyki”..

        • 3r3

          Ale to oni nam wysłali “Czarodziejkę”, a nie odwrotnie. Lepiej kombinują, lepsi kupcy.
          Nie bawią się w takie bzdety jak honor czy papież; mają prosty azymut na zysk – jak najkrótszą drogą.

          • madbrain

            To ze zamienili papieza w wybieranego przez biskupow na papieza wybieranego przez Citi wyszlo dobrze tylko tym ustawionym – cala reszta zapierdalala w warunkach gorszych od chinczykow z czasow Mao, zeby nie wspomniec o Workhouse’ach zlikwidowanych dopiero po ostatniej “nawalance swiatowej”.

            Ich elity nie mialy odpowiednich stresorow i Ci ktorzy zostali wygnani (przez brak ukladow) do USA zdegradowali ich elity do drugiej ligi w ciagu raptem 25 lat(przez kolejne 25 “imperium” prawie spadlo do 3 ligi)…. I zaszlo slonce nad imperium nad ktorym przez setki lat “nigdy nie zachodzilo”.

            Obecnie przejedli juz wszystko co bylo zachomikowane z poprzednich stuleci i zrobili ucieczke do przodu Brexitem, zeby miec wymowke dla lemingow dlaczego “funt sie zejsral” bo w piramidzie “produkcja – czarowanie pieniadza” produkcja prawie nie istnieje.

            Swoja “dumna RN” to moga najwyzej konkurowac z marynarka Francji..

            A o obecnej strukturze etnicznej to nawet nie bede wspominal a bo to juz jest degradacja ktorej nie da sie odwrocic nigdy..

            Co do kupiectwa to nawiazujac do innego twojego komentarza “A co takiego Chińczykom damy czego im trzeba?” – HK juz oddany..

            • uberbot

              A propopo

              Oni mieli prekursora przestawiania wajchy. Taczerowa pozamiatała jak trzeba UK. Byłem w Belfaście i zmieniłem zdanie na temat NI (też). Belfast to było cudowne miasto w pewnym momencie, dopóki…

  • Temeraire

    “wynika on z chwilowej nadpodaży ropy (dwieście lat temu ropy nie było, za dwieście kolejnych lat też jej już nie będzie) i jak każda nierównowaga kiedyś się skończy.”

    Jesteś pewien że jak się ropa skończy to nie wymyślą czegoś innego?, ostatnio jak byłem w Hannoverze to mieli auto z ogniwem paliwowym na metanol sprawność ok 50% a do produkcji potrzebujesz wodoru i co2 no i oczywiście energii, Chińczycy coś tam przebąkiwali o uruchomieniu pierwszego reaktora fuzyjnego do 2025 więc energia nie była by problemem. Gdzieś w sieci widziałem nawet testy elektrycznej ciężarówki więc transport kołowy jakoś byłby do ogarnięcia, problemem pozostają smary i mazut.

    • 3r3

      Patrz i postaraj się zrozumieć:
      https://www.youtube.com/watch?v=2YpOZBHwpT8

      Oby taka przyszłość napędu nas nie czekała. Bo koń dużo je, a naszych prekariuszy mogłoby nie być stać na chlebek po 200pln w konkurencji z koniem. I wtedy będziemy musieli rozstrzygnąć kto nie je.

      Co do fantazji że znajdziemy co nowego to polecam porzucić marzenia – już wiemy co jest na innych ciałach niebieskich – ropa tam jest. Taka, siaka, inna, ale węglowodory. Metanol zaś też robimy z węglowodorów.
      Reaktora fuzyjnego dającego zwroty energii w trybie ciągłym jeszcze nie ma ani jednego. A od jednego do zaspokojenia potrzeb może być daleko. Ponadto jak chcesz prekariuszami utrzymać cokolwiek w ruchu, skoro oni w pracy “spędzają czas”, natomiast sami nie są w stanie utrzymać potrzebnej im infrastruktury w ruchu.
      Z jakiej stalowni pochodzi stal na biurowiec, w którym pracuje prekariusz?
      Czy aby nie z chińskiej?
      A co takiego Chińczykom damy czego im trzeba?

      • Temeraire

        „Oby taka przyszłość napędu nas nie czekała. Bo koń dużo je, a naszych prekariuszy mogłoby nie być stać na chlebek po 200pln w konkurencji z koniem. I wtedy będziemy musieli rozstrzygnąć kto nie je.”

        Staram się być optymistą w tej kwestii

        “Co do fantazji że znajdziemy co nowego to polecam porzucić marzenia – już wiemy co jest na innych ciałach niebieskich – ropa tam jest. Taka, siaka, inna, ale węglowodory. Metanol zaś też robimy z węglowodorów.
        „Reaktora fuzyjnego dającego zwroty energii w trybie ciągłym jeszcze nie ma ani jednego. A od jednego do zaspokojenia potrzeb może być daleko. „

        Pisałem raczej w perspektywie 200lat jakie jeszcze pozostały.

        „Ponadto jak chcesz prekariuszami utrzymać cokolwiek w ruchu, skoro oni w pracy “spędzają czas”, natomiast sami nie są w stanie utrzymać potrzebnej im infrastruktury w ruchu.”

        Tutaj się zgodzę, sam zajmuję się utrzymaniem infrastruktury w ruchu więc wiem jak to wygląda, i to jest chyba największe wyzwanie jakie przed ludźmi stoi i być może krótki epizod z koniem i chlebem po 200pln mógłby być tutaj pomocny.

        • 3r3

          Na YT nie ma działającego reaktora fuzyjnego. Jest działający koń.
          I to urządzenie z koniem nie zostało skonstruowane w XIX wieku tylkojak najbardziej (co wskazują też inne filmy z podobnymi maszynami do obróbki drewna) powstało w XXI wieku i zostało nagrane nowoczesnym sprzętem cyfrowym.
          Ja się obawiam, że żaden z nas nie potrafi skonstruować reaktora fuzyjnego, za to z koniem jakoś tam rozumem i naszymi rzemieślniczymi umiejętnościami ogarniemy.

          Ale lemingi nie ogarną, a mają mniejszą wydajność z kwintala owsa niż koń, więc konia nam nie zastąpią, choć pierwszorzędne z nich osły.

      • Medyk Helwecki

        Mamy jeszcze klatraty metanu, calkiem duzo i jeszcze mozna to wykorzystac. Madry zolty czlowiek juz to robi.

      • madbrain

        “Ponadto jak chcesz prekariuszami utrzymać cokolwiek w ruchu, skoro oni w
        pracy “spędzają czas”, natomiast sami nie są w stanie utrzymać
        potrzebnej im infrastruktury w ruchu.
        ..
        A co takiego Chińczykom damy czego im trzeba?”

        Handel jak wszyscy wiemy jest bardzo czesto transakcja wiazana..
        Najwazniejszy Polski produkt exportowy od dziesiecioleci to nie wegiel ani miedz tylko specjalisci ktorzy kozojebca postwia rafinerie, Grekom elektrownie a Francuzom i Niemcom to juz wszystko w przemysle buduja i uruchamiaja – i to z roku na rok coraz wiecej kosztuje bo miejscowi “w pracy “spędzają czas””..
        W Polsce na szczescie pruskie szkolnictwo panstwowe zdycha a ludzie wracaja do sprawdzonych metod – przekazywania zawodu w rodzinach.
        np.
        Szwedzi postawili na zwiazki i samozaoranie i walcza z Polskimi firmami ostatnim tchem.. ale to bardzo to dobrze – jak sie zaoraja i zaczna jak niektorzy z tego forum sie przygotowuja rabac drzewa krzemiennymi toporami to nasze dzieci beda ich kolonizowac jak brytole dzikusuw w Ameryce 300 lat temu..

        • 3r3

          No ale ja już jestem wyeksportowany. To drugi raz mnie się raczej nie wyeksportuje.

    • gruby

      “Jesteś pewien że jak się ropa skończy to nie wymyślą czegoś innego?”

      Nie, czasami moje malkontenctwo porównuję do przepowiedni XIX wiecznych paryżan, że im końskie łajno miasto po dachy zaleje. Różnica pomiędzy wtedy i teraz polega na tym, że kiedyś ludzie kombinowali dla samej radości tworzenia. Dzisiaj kiedy już coś masz wymyślić to najpierw piszesz wniosek określając parametry wejścia i wyjścia projektu, jego cele, harmonogram i kosztorys po czym idziesz wziąć na to kredyt, o ile go w ogóle dostaniesz. Bo pan bankster musi zrozumieć o co biega. I spróbuj mu to wyjaśnić, jak on kapuje tylko co prostsze formułki z excela. A spróbuj wjechać z projektem w ścianę to przekonasz się jak bardzo mili są panowie banksterzy. Miało być ROI a nie ma, tam są drzwi, do widzenia. W takich warunkach nie ma szans żeby wymyślić cokolwiek przydatnego. Bo czasami projektujesz lekarstwo na serce a wychodzi z tego viagra. Czasami też siedzisz nad czymś dwa lata po czym wyrzucasz to do śmieci. Śmietnik to kiedyś był najbardziej podstawowy sprzęt badacza a teraz nie stać cię na niego, bo jeszcze kredyt musisz spłacić.

      • 3r3

        Zasoby aby kopać co nowego na paliwa mają tylko duże firmy petrochemiczne.
        Duże firmy petrochemiczne jak sama nazwa wskazuje są już duże, więc po co im kopać co nowego? Bogatsze od tego będę czy jak?
        Kopać trzeba to co się kopie przy małych ryzykach i stratach w wydobyciu, a nie kombinować. I z tego jest zysk.

      • Temeraire

        Ciężko się nie zgodzić z tym co piszesz o bankach, zastanawiam się tylko czy czasem nie idealizujesz za bardzo “wtedy”, ludziom się chciało bo nie mieli wszystkiego podane na tacy i głów wypranych propagandą. Jednak takiego Teslę też ktoś wtedy finansował, bo zanim zaczął to kopał rowy pod kable telefoniczne. Jako badacz niezależnie od okresu historii potrzebowałeś narzędzi i zasobów a te na ulicy nie leżały.

        • gruby

          “Wtedy” inwestycje były finansowane z oszczędności. A oszczędności osadzały się jak piasek w przemyśle, bo tam były wytwarzane. Dlatego działem R&D sterował wtedy właściciel firmy co z kolei oznacza, że decyzje o kierunku badań podejmowali przedsiębiorcy. Czyli fachowcy. Dzisiaj firmą rządzi księgowy z finansującym ją linią kredytową bankierem. Cele rozwoju biznesu są definiowane inaczej: kiedyś celem badań była nowa technologia i wiedza, dziś kluczem są możliwe do osiągnięcia oszczędności i zyski.

          Ponieważ inwestycje były finansowane “górką” to ich fiasko nie naruszało stabilności finansowej firm. Dzisiaj inwestycja to ryzyko, bo jej niepowodzenie oznacza kredyt do spłaty, który to trzeba spłacić z innych środków (pensje ? rachunki dla dostawców ?)

  • PJ 023

    @Kierunek Afryka. to jakby już było, w większej skali i nazywało się RPA.

  • gruby

    “Co myslicie o elektronice samochodowej? Wiecie moze jak to w branzy wyglada?”

    Producenci samochodów koncentrują się na wciśnięciu baterii do samochodów, szczytem są badania nad własnymi modułami sterującymi do baterii. Ale bateriami jako takimi już się nie zajmują, bo uważają, że kupią gotowe na rynku. Rozwój idzie w kierunku wodotrysków typu wlan, kamery dookoła czy asystenty do trzymania się namalowanych pasów (widocznie sami pijani teraz samochodami jeżdżą i takiego asystenta potrzebują). Zarobiłbyś masę kasy, gdybyś był w stanie dostarczyć algorytm potrafiący odróżnić pasy namalowane na stałe od pasów namalowanych tymczasowo w obszarze placu budowy. I bynajmniej nie chodzi tu o ich kolor. Bo ludzie to jakoś potrafią odróżnić, a wszystkie te nowoczesne prawie-że-autonomiczne pojazdy sieją regularnie postrach na i tak niebezpiecznych bo zwężonych przez budowy autostradach.

    • Eltor

      Z elektroniką samochodową może być jeszcze jedna ciekawa nisza. Za jakiś czas mogą się okazać w cenie specjaliści, którzy są w stanie powyłączać urządzenia i systemy, jakich przytomny klient nie chce, a producent montuje bez pytania, bo “prawo” czy jak tam.

      • Medyk Helwecki

        ja bym raczej powiedzial ze przyszloscia bedzie crackowanie modulow vide casus traktorow John _Deere.
        juz dzis producenci robia co chca a i czesci da sie podpiac cyfrowo i juz kombinuja dla bezoieczenstwa ( swojego finansowego) aby cokolwiek spoza zglaszalo blad. Nawet jak kupisz oryginalna czesc to chca aby instalator mial ich blogoslawienstwo, Nie za darmo.

        • gruby

          Wymiana akumulatora: 500 franków.
          Trzysta za akumulator (bo oczywiście to nie może być normalny akumulator, fabryka musiała zamontować AGMa, mimo że samochód nie ma start-stopu silnika) plus dwieście franków za pięć minut roboty. I nie wolno klientowi udać się do wolnego warsztatu, czyli do konkurencji: komputer pokładowy musi zostać przeprogramowany i poinformowany, że akumulator został wymieniony, inaczej cały moduł zarządzania energią będzie traktował nowy akumulator jak stary (chodzi o zarządzanie pozostałą, jeszcze nie zużytą pojemnością) i nowy akumulator zostanie zarżnięty przez komputer pokładowy w trzy miesiące.

          A kodami do komputera pokładowego dysponuje wyłącznie autoryzowany przez producenta warsztat, który przecież z okazji braku konkurencji może dowolnie ustalać ceny. A potem producenci dziwią się klientom że ci kupują old-timery, które da się jeszcze naprawić swoim własnym śrubokrętem i lutownicą w swoim własnym garażu, ewentualnie u kumpla na podnośniku.

          • uberbot

            Jest też inna kwestia. W IRL możesz zarejestrować samochód jako klasyk, jeśli ma więcej niż 20 lat (proszę mnie nie cytować, może 25…), a zabytek powyżej 25-30 (nie pamiętam…).

            Jest specjalne ubezpieczenie na takie samochody, zamiast 1500E rocznie to 200E. Nie wspomne o testach, które taki samochód czasem musi przejść raz w życiu przy rejestracji jako klasyk/zabytek… 25 lat to 1992 rok i całkiem niezłe germańskie auta. Albo inne.

            • Medyk Helwecki

              ale oni wlasnie za pomoca biurwy chca sie pozbyc tych aut. Jak wyrejestrujesz to nie mozna ponownie, nie ma mozliwosci tez zarejestrowac takiego auta na nowego wlasciciela.

            • gruby

              Te stare samochody które przetrwały do dzisiaj mają dużą pojemność, bo wyżyłowany silnik nie ma szans działać przez trzydzieści lat. A za pojemność skokową się płaci i to słono. Właśnie z tego powodu, żeby kupować coraz nowsze, coraz mniejsze i coraz bardziej zawodne.

            • Medyk Helwecki

              W mazdzie 6 Diesel 2.2 litra chocbys nie wiem co robil pojezdzi max 230.000km bo sie przepalaja miedzy tlokami scianki i turbina sie rozleci zalana olejem,
              Ostatnio mam Grand Scenica 2017, ten 160 PS diesej ale 1.6 litra. Mazda miala 175 PS z 2.2 litra. Kupilem to Auto swiadomie bo widzac 1600cm3 i dwie turbosprezarki , na dodatek obie ze zmienna geometria to wiem ze to nie ma prawa wytrzymac wiecej niz 150.000 km
              Dlatego zawsze sprzedaje Auto na 90.000 km, najczesciej w 7 miesiacu czy 11 i doplacam do nowego, Nigdy nie kupuje aut drozszych niz 50.000 CHF.

            • gruby

              Trzy litry, sześć garów w rzędzie, pośredni wtrysk, wolnossący silnik. Standardowy układ napędowy. Automat, bo lata lecą. Niestety, takich samochodów już nikt nie produkuje, ostatnie schodziły z taśm gdzieś tak koło 2013-2014 roku. Im bardziej zieloni dostają piany, tym tańsze są te używane. V8 też może być, tyle że ciężko jest znaleźć V8 zestrojonego w fabryce na kulturę pracy a nie na dźwięk i bunga-bunga. V12 teoretycznie też chodził mi po głowie bo V12 to dwie rzędowe szóstki przypięte do wspólnego wału korbowego, czyli nawzajem znoszące się masy wirujące, w dodatku bez koła zamachowego. Ale koszty utrzymania V12 są takie, że szkoda gadać. Może kiedyś, na emeryturze, w kraju nieznającym pojęcia “podatek drogowy od pojemności skokowej pomnożonej przez odwrotność klasy czystości spalin”. Szwajcaria to nie jest kraj dla samochodów.

            • Medyk Helwecki

              Silniki rzedowe z 6 garami dzis to nawet gdyby zaczeli robic, to nie zrobia jak dawniej. Zobacz jak wygladaja panewki, korbowody, tloki w takim silniku 2.2 litra mazdy. W porownaniu do tego co bylo jeszcze 4 lata wczesniej to azurowa konstrukcja.
              A z prehistorii – w ktoryms z mercow dawniej co z tylu byl most Jakis Mechanik poprosil o plan naprawy. Nie Dostal go bo to nie mialo prawa sie zepsuc, bylo policzone na 3 miliony km. A dzis np. jak sie rozleci lozysko w kole to wymieniasz nie samo lozysko a caly komponent bo jest to na osi z calym mechanizmem piasty, hamulcow etc.
              Ze nie wspominajac o subaru i ich boxerze – aby wymienic swiece zarowa to trzeba bylo wyjac skrzynie biegow i chlodnice i pol auta zdemontowac,

            • gruby

              Mazda odpada, bo oni montują silniki nie dość że wpoprzek do kierunku jazdy to jeszcze przed przednią osią. To jest nieakceptowalne rozwiązanie powodujące podsterowność w zakręcie i rujnujące rozkład masy na osiach. Żeby taki wynalazek jakoś trzymał się drogi potrzebujesz zapakować metr ziemniaków do bagażnika. A szosy u nas w Europie są kręte, nie to co w hameryce: “prosta stąd po horyzont”. Fajnie, że Mazda do dziś opiera się turbosprężarkom, ale układ napędowy i układ zasilania mają skopany tak jak i większość producentów.

            • uberbot

              Poborcy podatkowi w IRL (policja tutejsza) jest tak zajęta ściąganiem podatków z aut z brytyjskimi tablicami (z NI), że nie ma czasu na nic innego.

            • 3r3

              Ale niektórzy z nas potrzebują ciężarówek, a tu wicie rozumicie – jednak nie przetrwały bo się ich używa jak wołu w polu.

          • Medyk Helwecki

            ale ja wlasnie o tym mowie , zdjecie klemy w mazdzie 6 tej nawet przed faceliftingiem skutkuje resetem komputera i do uruchomienia potrzebujesz PINu.
            Wszyscy dzis tak robia, W Renault np. masz modul nawigacji i tak dalej Rlink. Nie mozna zrobic update samemu nawigacji przez BT tylko producent.
            Wymiana Xenona w Mazdzie CX5 swego czasu zglaszala blad, tez przeprogramowanie komputera pokladowego,
            Znasz ten motyw z John Deere ze bez serwisu nie mogli farmerzy pracowac. Rosjanie scrackowali soft i nie zglasza juz bledow.
            Tak jest dzisiaj ze wszystkim. Drukujesz na atramentowce Canona i jak uzywasz oryginalnych tuszow to zglasza uszkodzenie glowicy. Uszkodzen widocznych brak. Przelozylem glowice do innej drukarki i dziala bez zajakniecia, Firmware kolega z Rosji mi plik wyslal i dziala.
            Z tym jest tak zawsze, lacznie ze skrzyniami biegow co zglaszaja blad po gwarancji,

  • bdgr

    A co umiesz?
    Jak potrafisz zrobić RE hardware i binarnego bloba firmware, i z tego zrobić patch z exploitem to pewnie byś nie pytał tylko robił. Sądząc po tematach na Black Hat z ostatnich dwóch lat to warto – tam nie ma za wiele R&D z dotacji.
    Jak umiesz porządnie w elektronikę, programowanie systemów wbudowanych to może będą dostępne za friko albo opłatę licencyjną ruskie exploity ale trzeba będzie bystrego serwisanta żeby wiedzieć co i gdzie podłączyć w aucie czy traktorze, skąd pobrać narzędzia i co klikać w GUI. Trzeba będzie się pewnie wkręcić na jakiś hahahakerskich forach żeby najpierw zaufali. No i lepiej najpierw się nauczyć na sucho: wykręcić ECU ze złomu, podłączyć do zasilania, ponasłuchiwać na CAN busie, wpiąć się JTAGiem zobaczyć co tam widzi. Jak coś pójdzie nie tak i się zbrickuje to i tak był złom. Nie moduł za kilkadziesiąt tysięcy blokujący maszynę za pół miliona na czas wydłubania go z niej do śmietnika, zamówienia i założenia nowego.
    Od zera to lepiej się uczyć na czymś tańszym i prostszym, do tematu wrócić za rok albo trzy. Albo znaleźć coś pewniejszego, lepiej płatnego i nie wracać, nie wiem.

  • bdgr

    Łatwiej będziesz miał jeśli i tak siedzisz w automotive np. jako mechanik – do większości aut mających z 10 lat lub mniej i tak potrzebujesz komputera diagnostycznego z odpowiednią przejściówką, będziesz wiedział gdzie są wtyczki kable etc., łatwiej będzie znaleźć pierwszych klientów gdy będziesz już coś umiał zrobić. Iść w to na ślepo, bez kontaktów – no temat jest ciekawy, ale takich jest bardzo dużo

  • Godfather

    Są kolesie którzy zaczynali amatorsko sobie w tym dłubać a teraz dobrze z tego żyją. Tyle, że oni zaczynali na prostszych modelach gdzie jeszcze kompy o wszystkim w aucie nie decydowały.
    Oczywiście oprócz wiedzy elektronicznej dobrze rozumieją całą mechanikę w aucie, zmieniają ustawienia fabryczne, tuningują, badają, resetują błędy, itd.
    BDGR dobrze pisze, jak chcesz w to iść to dorwij jakieś ECU na szrocie i próbuj, szukaj w necie, badaj. Kup/zrób wtyczki do popularnych aut, wpinaj się w sloty, oglądaj co komp tam gada, soft do tego da się znaleźć w sieci. Pogadaj z jakimś mechanikiem ze stodoły który bardziej bawi się w mechanikę niż w elektro i jak ma jakieś ewidentne przypadki to próbuj działać.
    W tym segmencie jeszcze złota rączka coś wydłubie ale kokosy to to raczej nie będą.
    Ale czy to będzie punkt wyjścia do nowszej generacji elektroniki w samochodach to raczej mi się nie wydaje.

    • gruby

      @disqus_XA8fqnOcas:disqus napisał:

      “Ale czy to będzie punkt wyjścia do nowszej generacji elektroniki w samochodach to raczej mi się nie wydaje.”

      Żeby grzebać w tych nowszych pojazdach to trzeba najpierw popracować trochę u Boscha jako klepacz klawiatury. Jak zrozumiesz jak ECU jest projektowane przez Boscha to wtedy możesz dojść daleko w reverse engineeringu na własny rachunek, nawet bez dojścia do kodu źródłowego.

  • gruby

    “Dzieki, ale podajesz juz bardzo wysoki level, mi chodzi o cos bardziej przyziemnego.”

    Poziom zadania odpowiada poziomem wynagrodzeniu. A akurat ten brakujący algorytm ma to do siebie, że rozwijać możesz go praktycznie zerowym nakładem finansowym, wystarczy komp i zbiór zdjęć z internetu przedstawiających budowę na autostradzie z perspektywy kierowcy. W drugiej fazie testowania potrzebujesz filmików z kamer pokładowych samochodów, których w internecie też jest mnóstwo i to dostępnych za darmo.

    To jest bardzo konkretny przykład potencjalnie bajecznego zwrotu z niewielkiej inwestycji. Do tego zadania nie potrzebujesz piwnicy pełnej serwerów, do tego potrzebujesz inteligencji którą wkleisz w algorytm rozpoznawania pewnych geometrycznych wzorów wzajemnie się na siebie nakładających a przez to wzajemnie się wykluczających.

    Jak zadziała to możesz przechodzić na emeryturę. Rzadko tak wiele można skasować za tak niewiele. Jeśli nie jesteś w stanie rozpoznać potencjału tego biznesu który podałem Ci na tacy to sobie to odpuść. Nie każdy musi być miliarderem i nie być nim jednym z nich to żaden wstyd.

    • bdgr

      @gruby, siedzisz zawodowo w temacie? W inżynierii wstecznej albo uczeniu maszynowym? Obie mam na osobistej liście “imponujące, może kiedyś”
      Inwestycja w te dziedziny może i jest niewielka jeśli chodzi o forsę jaką trzeba utopić w narzędzia, ale najpierw trzeba wrzucić parę lat w naukę. To kupa czasu, energii, motywacji – OK w trybie hobbystycznym ale bez szybkich zwrotów, jak ktoś robi to przede wszystkim dla kasy a nie ma widoków na zarabianie np. w ciągu dwóch lat to zazwyczaj wymięknie. Jak ktoś teraz reaguje jakby nie umiał w programowanie to nawet nie wie ile nie wie. No to nie będę mu polecał ścieżki zostania kucem bez życia.
      W ogóle myślę że o ile ogólnie nauczyć się programować komputery da radę każdy w miarę ogarnięty facet, a widząc ludzi z branży to i dla głąbów jest nadzieja, to potencjalna pula gości zdolnych do RE firmware z binarki to nawet nie procenty tylko promile populacji. No ale tak jak mówię, ja taką robotę to widziałem tylko z zewnątrz

      • gruby

        Rozpoznaję ssanie na rynku. Logika programowania przenosi się na coraz wyższe poziomy abstrakcji. Już dwadzieścia lat temu programowano algorytmy do śledzenia zanurzonych łodzi podwodnych analizując zostawiane przez nie fale na zdjęciach satelitarnych, i robiono to w Polsce. Zajmowali się tym wtedy smutni umundurowani panowie pilnujący mądrych jajogłowych na zlecenie nowego wielkiego brata. Teraz ta technologia jest już tak sprawdzona, że może zostać zastosowana chociażby do analizy poziomych pasów na jezdni. To ten sam problem: fale produkowane przez zanurzoną łódź podwodną są o rzędy wielkości mniejsze niż normalne fale na oceanie a mimo to da się je wyłuskać i zanalizować. Z pasami jest to samo: nie zawsze te największe są najważniejsze, najważniejszy jest logiczny i spójny szlaczek przez nie tworzony. Tu kłania się teoria gier i grafów, ale nie mam zamiaru Ci gotowego algorytmu na tacy podawać, tak jak Ty nie masz zamiaru się ze mną wynagrodzeniem podzielić.

        Chcesz to sobie podłub, jak nie chcesz to sobie odpuść. Ktoś kiedyś bank rozbije, bo skoro lilipucie fale odboju zanurzonych łodzi podwodnych da się wyłuskać i ze sobą zestawić na zdjęciu przedstawiającym metrowe fale oceaniczne to znaczy że od strony matematycznej zadanie wyznaczenia trasy dla samochodu na podstawie okruszków jest rozwiązywalne, bo matematycznie jest ono skończone i policzalne.

        • Maksior

          @disqus_89vD8NXwE0:disqus ,teoria grafow to rozumiem, ale teoria gier?? Po to, zeby ustalicoptymalne kursy i rozklad watahy?

          • gruby

            Użyłbym jej do obliczenia ścieżki optymalnej poprzez arbitraż ścieżek kolizyjnych, ale to tylko na pierwszy rzut oka brzmi rozsądnie. Gdybym do tego na porządnie usiadł to mógłbym również dojść do innych wniosków. A nie podejmuję się tego.

  • wyspiarz

    Panowie,
    Wy tutaj biznesy krecicie, obcykani w w wielu dziedzinach i szczegolnie wiecie ksiegowosc podatki bo to dla Was podstawa. Ale dla zwyklego jeszcze zjadacza chleba, ktory dopiero zaczyna podazac wasza droga i bez znajomosci wujkow, ogarnietych kolegow ksiegowych itp, ciezko samemu ogarnac temat.

    Nie wierze przeciez,ze wiecie jak dokladnie dziala system w kazdym kraju, znacie pewnie jakies ogolne chwyty i sprawdzacie jak w danej krainie to wyglada. Zatem wiec, co byscie polecili jako samonauke, bo ja jako start pierwszej firmy w UK czytam sobie jakies oficjanle informacje by sie zaznajomic z zasadami ogolnymi, ale nikt mi nie powie jak podchwytliwie cos zrobic na stronie gov.uk albo innej. Na pewno sa uniwersalne zasady typu, gifty, udzialy na malzonke, albo cos o czym ja nie mam pojecia. Czesc pewnie z nich balansuje na legalnosci, wiec moze sie podzielicie, moze nawet sa legalne ciekawe rozwiazania, albo balansujace na krawedzi.
    Nie pytam o dokladne luki, bo wiem ze z nich korzystacie, ale co mam np zaczac od ”Jak krasc..” Turalinskiego zeby sie zaznajomic? Co wiecej? macie jakies anglojezyczne moze publikacje/ksiazki/poradniki, ktore kieruja i zaglebiaja bardziej w jakies miedzynarodowe luki, albo ktore pokazuja przyklady?

    @3r3 W UK juz nie jestes, pewnie cos dalej uzywasz, moze tutaj podziel sie z niejasnymi przepisami, w ktorych cos mozna udzialac, albo ciekawymi trickami zeby rozjasnic w jakich sprawach ogolnych zawsze sa niejasnosci. Chocby ogolniki, albo jakies referencje, bo poradnika to raczej pisac nie bedziesz^^

    • 3r3

      Najpierw zacznij na czymkolwiek zarabiać. Jak już zarobisz se i przyjdzie do płacenia podatków to się wtedy pomyśli co można optymalizować przeciwko agresywnemu opodatkowaniu.
      Najpierw zarób se. Bez dostarczania tego czego ludziom potrzeba sprawa jest bezprzedmiotowa.

      Wszystkie metody optymalizacji są w pełni zgodne z prawem jakie Bób przykazał przestrzegać w Księdze Prawa.

      • uberbot

        “Najpierw zacznij na czymkolwiek zarabiać. Jak już zarobisz se i
        przyjdzie do płacenia podatków to się wtedy pomyśli co można
        optymalizować przeciwko agresywnemu opodatkowaniu.
        Najpierw zarób se. Bez dostarczania tego czego ludziom potrzeba sprawa jest bezprzedmiotowa.”

        Święte słowa!

        “jakie Bóg przykazał”

        Możesz mnie z nim poznać albo przynajmniej pokazać? Bo tą Księgę to coś mi się wydaję, że napisał ktoś inny…

        • 3r3

          “”jakie Bóg przykazał”Możesz mnie z nim poznać albo przynajmniej pokazać?”

          Oczywiście że mogę Cię poznać ze Stwórcą, wolisz cykutę czy podcinamy?
          Chcącemu nie dzieje się krzywda?

          • uberbot

            Czyli ni ma. Ja chętnie popatrzę jak innych zapoznajesz. Tych od potylicy to masz tam w pozostałych komentarzach.

            • 3r3

              Można nie palić opium, ale nie trzeba się z tym upubliczniać wobec ludu.

    • gruby

      “Ale dla zwyklego jeszcze zjadacza chleba, ktory dopiero zaczyna podazac
      wasza droga i bez znajomosci wujkow, ogarnietych kolegow ksiegowych itp,
      ciezko samemu ogarnac temat.”

      Nie żartuj, do tego doktorat z biznesu nie jest potrzebny:
      – transakcje odbywają się dwustronnie, trzecia strona nie jest do tego potrzebna, chyba, że umówicie się inaczej,
      – oferta ma ważność ograniczoną czasowo, nie jest również transferowalna na innego kupca,

      – cena jest umowna,
      – płatność następuje w momencie przekazania towaru bądź wykonania usługi i to w całości chyba że ustalicie inaczej,

      – przedmiot transakcji oraz zapłaty jest umowny (to wy we dwójkę decydujecie co zostanie sprzedane i za ile czego wymienione),
      – ustalacie dowolnie warunki gwarancji (o ile w ogóle), umawiacie się co do arbitra oraz z arbitrem co do kosztów i terminu jego arbitrażu,
      – definiujecie parametry które towar/usługa musi spełniać, jak długo musi je spełniać i ew. ile musi wytrzymać. Z drugiej strony padają definicje co do specyfikacji towaru, jego przeznaczenia, jakości i tak dalej. To oczywiście też jest sprawa umowna. Im więcej klient wymaga, tym więcej jest gotów za to zapłacić. Bo jeśli wymaga jakości ale nie jest gotów za nią zapłacić to znaczy że oszukuje siebie samego, czym wyraża zgodę na oszukanie go przez sprzedawcę.

      – Dobra i uczciwa transakcja to taka, która doszła do skutku a z której obydwie strony są mniej więcej porównywalnie niezadowolone.

      – Marża nie zależy od klienta, lecz od konkurencji,

      – Sukces nie zależy od transakcji a od tego, czy klienci będą do oferenta wracać.

      Te zasady są znane ludzkości i niezmienne od czasów kiedy pierwsza usługa została wykonana przez najstarszy zawód świata, w biznesie nic się od tamtych czasów nie zmieniło.

      Cała reszta to niepotrzebna nikomu nadbudowa, czyli koszty których należy unikać. Im więcej niepotrzebnych kosztów ominiesz, tym taniej będzie dla kupującego i drożej dla sprzedającego. Standardem na przykład jest dzielenie działki teoretycznie należnej biurwie pomiędzy klienta i oferenta na zasadzie ‘fifty-fifty’, wtedy obydwie strony transakcji odchodzą od stołu trochę mniej niezadowolone.