Memetyki inflacji, laska wiary

Pozwolę sobie dziś skonfundować Czytelników piknikiem prawiczków 2017. Tekst jest wstępem do zastosowań praktycznych dystrybucji memów w sieciach w celu wyzyskania celów porażonych memami warunkującymi ich egzodynamiczne oferowanie owoców swojej pracy, powstawania ich powiązań, bezpieczników wbudowanych metodą błędów w biologię, warunkujących to, że jesteśmy gromadni (ale ani nie samotni, ani nie społeczni), co doprowadzi w dalszych tekstach do systemu dziedziczenia całych zespołów hierarchicznych ogólnie nazywanych przez nas ustrojami, o czym wspominałem wcześniej, ale tylko jednym akapitem (i sam nie pamiętam gdzie), o tym że poziom organizacyjny jest takim samym narzędziem jak każde inne i jak ktoś zaplanuje powstanie wielkiego, zorganizowane przemysłu i liczy, że do tego wystarczy wyłącznie chciejstwo, to się raczej zdziwi, bo mu tam wszystko rozkradną zanim skończy budowę.

Materiały źródłowe z pikniku ludzi gwałtem i rabunkiem nieskalanych:

Proponuję rzucić o czym tam dyskutowali (w zakresie w jakim nie odtwarzają zdartej płyty), bo to jednak wolnościowcy – lepszych nie mamy, no tacy nam się trafili. By im Panowie Stadniccy i Samuel Łaszcz to i owo o wolności mogli wyłożyć, ale że Pan Stokłosa okazał się niemieckim agentem, to zmilczymy, że lepszych Sarmatów nie mamy.

Polecam obejrzeć piknik prawiczków 2017, ludzi bogobojnych, uczciwych i prawych jakkolwiek naiwnych i mających dobrodusznych, jakkolwiek godnych siebie reprezentantów w osobach polityków Pana Prezesa partii Wolność (czy jak tam się teraz partia Korwina nazywa). Jakże pięknie Pan Doktor Mentzen wskazał “błędy & wypaczenia” jakich dopuścił się dyletant, jak pięknie i milcząco (tak jak lubimy) pozwolił Panu Dyletantowi na ujawnienie braku estetyki i porządku w myśleniu oraz emocjonalnego zaangażowania. Na chłodno go rozłożył, a później jeszcze Pan Korwin był łaskaw wyjawić definicje możności i wolności. Pięknie politycy rozłożyli Pana Dyletanta, wszak są politykami, mają ciemnymi masami kierować, wpływać na emocje. No i muszą przejawiać wartości, nie chcielibyście przecież, żeby kierowały Wami bezemocjalne skur…syny gotowe posłać Was do natarcia przewidując 50% stratę (czyli że połowa Was zginie albo zostanie kalekami) i zasypać Waszymi ciałami przepaść dzielącą Ich od zwycięstwa. Nie chcielibyście, ponieważ żyjecie w czasach postheroicznych i to nie do Was była przemowa Hetmana o Konieczności (necessitas) gdy rosło imperium. Z wielką godnością i pięknymi, racjonalnymi uzasadnieniami politycy rozłożyli Dyletanta przed publiką. Tylko że prawda leży tam, gdzie leży. I to dyletant ma rację. Nie spodoba się Wam zapewne sposób w jaki to wywiodę, bo zdeptane zostaną wartości, ale to, że Dyletant nie umie racji przedstawić, to nie znaczy, że jej nie ma. Wybierzemy się więc w dalszej części tekstu Palić, Gwałcić i Rabować. Wyjawię jak myślą paranoiczne umysły bezemocjonalnych, pozbawionych pojęcia wartości przestępców. I jak działają umysły straightforward organizatorów produkcji. Na sam koniec tekstu jednak zwrócę uwagę na masowy bezpiecznik jaki mamy, zapewniający nam gromadność mimo czubów, którzy ZAWSZE mają możliwości i jedynie Wy samym swoim istnieniem ograniczacie im wolność. Wolność zrealizowania możliwości, które zawsze istnieją póki rzeczywistość uwzględnia rozwiązanie. Jakiekolwiek rozwiązanie, również takie sprzeczne z wielowątkowym zestawem memetycznym jaki opisuje światopogląd.


Więcej użytecznych bogactw materialnych w dyspozycji by pozyskać w dyspozycje więcej użytecznych bogactw materialnych. Pomysł jaki zrealizował wyłącznie homo Sapiens, zapewne żadne inne zwierze nie wpadło na tak podstępny plan rozszerzenia zakresu terytorialnego dominacji swoich zstępnych. Więcej można uzyskać intensywnie przez efektywniejszy wyzysk siebie samego lub ekstensywnie poprzez rozszerzenie liczby wyzyskiwanych. Jednym z ciekawych wdrożeń, jakie mamy, jest takie, ze bogacą się wszyscy – wszystkim rośnie ilość dóbr w dyspozycji. Z tym ze nie wszystkim po równo, wiec ci co są pod trendem jaki widza (niekoniecznie widzimy rzeczywisty trend) buntują się przeciwko takim rezultatom i pragną rozszerzyć swój udział w torcie – dokonać inflacji wpływów. Ponieważ wszyscy maja taki sam plan, a niektórzy nawet lepszy, to rezultat zawsze jest dla kogoś niezadowalający, ponieważ w rezultacie wyznaczamy nowy trend.

Że to ma być poniedziałkowy tekst, to nie będę na razie poruszał liczb, choć są one w tym temacie absolutnie konieczne i jeśli będzie odzew, że to Was interesuje, to będzie kontynuacja.

Kompetencje obróbki drewna, stali czy zarządzania wieloosobową grupą i to jakąś konkretną grupą nie są przypadkowe. Są one nabywane w toku obserwacji wykonywania rzemiosła przez mistrzów (w rozumieniu cechowym) i własnych prób podejmowanych na materii pod okiem i instrukcjami mistrzów. Celem jest wychowanie człowieka, który nabędzie zestaw wiedzy, uprzedzeń, zachowań, nawyków (na przykład przychodzenia na właściwą godzinę do pracy!) pozwalających mu przenieść rzemiosło w czasie do następnego pokolenia oraz ewentualnie (jeśli trafił się bystry) udoskonalić konsolidując inne nabyte umiejętności. Ponieważ konsolidacja wymaga zestawu kompetencji, to wymagany do tego jest wiek, aby człowiek miał w ogóle czas te kompetencje zdobyć, ludzie od niedawna żyją powszechnie tak ponad 40 lat. To pewna nowinka (i to nie na całym świecie dostępna), stąd efekt Flynna i inne cuda, które dały nam przewagę w kompetencjach technicznych i intelektualnych nad ludami spoza naszego Rimlandu.

Ponieważ nauka zawodu (czy zarządzania ludźmi) trwa mniej więcej tyle samo (około 5 lat zależnie jaki kto bystry i ile czasu może poświęcić na praktykę), to do XVIII wieku ze względu na długość życia dostępne były systemy jednopoziomowego zarządzania hierarchią społeczną, ponieważ przekazywano tylko prosty zestaw memów (upowszechniano w ekspansji jedynie skrót informacji uogólnionych którzy to my, a kto to oni), stąd królestwa i władza bezpośrednia na poziomie gospodarskim oraz lokalne zakresy działania prawa i porządku jak też dominująca roli armii praktycznie niepodzielnych do wojny manewrowej. Tak samo następowała też ekspansja rzemiosła, więc jeśli przeciętny mistrz dożywający 30 – 35 lat miał czas wykształcić 15 – 20 uczniów, z czego być może 1/88 miał szansę wnieść coś nowego do zawodu, to rzemiosło mogło rozwijać się tylko w ośrodkach miejskich i tylko tam było w ogóle przekazywanie jakichkolwiek tajników. W przypadku gdyby mistrzowie dożywali 50 – 60 lat taka ekspansja memów o rzemiośle miałaby miejsce w przypadku każdego wykonującego zawód. Oznacza to, że przekroczenie w ośrodkach rzemieślniczych przeżywalności ponad 40 lat gwałtownie zwiększa jakość wytwarzanego bogactwa materialnego oraz stosowanie (upowszechnia stosowanie) środków technicznych. Czyli na pierwszy bój idzie mechanizacja rolnictwa, bo jeść trzeba. Memy więc nie tylko rozprzestrzeniają się do ludzi, którzy jakoś ten zawód wykonują, ale też statystycznie trafiają do ludzi, którzy osiągną niezwykłą biegłość, przekażą wiedzę i rozwiną rzemiosło. Mhm… miało być bez liczb.

Peszek – klasy wyższej dotyczy to wcześniej niż rzemieślników i niestety wcześniej rozwiną oni dwupoziomowe, 15 letnie studia nad organizacją państwa w modelu szachujących się sił (czyli potrójnego państwa – trójpodział władzy) z potrójnymi kosztami na dwóch poziomach. Czyli z dziesięciny trafiamy na trzykrotność i dorabiamy drugi poziom państwa, lądując lekko na 60% podatkach tylko dlatego, że skoro da się rozwinąć hierarchię w dół i tam grabić leminga – to się ją rozwija. No bo czemu nie grabić jak można? Pozostaje tylko leminga zindoktrynować.

Pewnym kłopotem w kumulowaniu kompetencji, ich scalaniu i scalonych (czyli wymagających krótszej nauki na zgromadzonych, coraz lepszych narzędziach) jest wojna, która rozbija hierarchię społeczną, zabija węzły memetyczne (specjalistów – inteligencję) i dezorganizuje kształcenie kadr, a do tego niszczy narzędzia (w przypadku władzy właśnie te struktury społeczne, na których kształci się przyszłych umiłowanych przywódców, no chyba nie schlebialiście elektrykom, że w stoczni uczą zarządzać państwem?). Z tym że pewne państwa z przyczyn geograficznych (oddzielone morzem albo górami) wojna nie dosięga i to właśnie tam gromadzą się narzędzia, fabryki, szkoły, specjaliści i po prostu przeżywają. Tylko dlatego Szwecję i Szwajcarię w ogóle zauważamy na rynku narzędzi, maszyn, produktów przemysłowych.

Aby dysponować populacją (jej owocami pracy) ta populacja musi żywić przekonania (być zindoktrynowana), że w jakimś celu oddaje te owoce pracy (a nawet krwi i życia nie szczędzi) w celu zrealizowania jakichś własnych potrzeb (piramidy potrzeb, piętra, wspólnota, bezpieczeństwo, no chyba że budują piramidę, to być może ascendencja też). To znaczy, że musi być w procesie wychowania dziedziczony mem o podległości władzy (inaczej trzeba przypominać bijącym sercem partii gdzie wyrastają nogi) i prawilnych wobec władzy należnościach. Dzisiaj takie brednie jak “weź paragon, to patriotyczne – potrzebujemy na ośmiorniczki i zegarki” rozpowszechnia TV, a dawniej wiedzę o dziesięcinie rozpowszechniał kościół, dlatego było normalniej, bo zanim się państwo nie wzięło za indoktrynację w szkołach, to ponad katechizm, w którym ujęto, iż państwo owszem, ale zgodne z prawem naturalnym, ponad katechizm nikt nie wychodził i było w miarę normalnie (państwo nie miało memów do fikania i niewolenia). W miarę jak ludzie uwierzyli, że trzeba w kolektywie robić ściepę na zegarki i ośmiorniczki od czasu do czasu podnosi się larum jak kto wychąsi sobie stamtąd zegarek i trzeba powoływać komisje.

A dalej są liczby, więc jeśli chcecie, żeby wykazać z jakimi prędkościami można Was germanizować, uczyć rzemiosła czy propagować cokolwiek (im prostsze i głupsze tym łatwiej tylko mniej trwale) to skomentujcie na forum.

Człowiek wolny to człowiek mający udział w strzyżeniu lemingów. Człowiek wolny to człowiek mający niewolników (nawet jeśli dziś są to udziały frakcyjne w niewoli zbiorowej). Kto ma ich więcej, jest wolniejszy, a kto mniej – szybszy.

Jakkolwiek jednym ze sposobów pozyskiwania dóbr jest praca, to jedyną przyczyną dla której codziennie się zmuszam do wstawania rano nie jest potrzeba zdobycia dóbr, ale gonienia Was wszystkich w wyścigu o inflację moich wpływów. I czuję się niewolnikiem tego rozwiązania, samym swoim istnieniem Wy, właśnie Wy (no przecież nie lemingi bezpośrednio) swoją pracą i wyzyskiem lemingów przymuszacie mnie do konkurowania z Wami. Gdybyście nie istnieli, gdyby na planecie było ćwierć miliona hominidów, a nie siedem miliardów, to nie wstawałbym o piątej, może pospałbym do kwadrans po. To Wy pozbawiacie mnie wolności (i innych i samych siebie) do lenistwa przez kwadrans samym swoim istnieniem. Samym istnieniem – niczym więcej, konsekwencjami wynikającymi z Waszego istnienia tak dmuchacie inflacyjny balon wszystkiego, że czynicie mnie niewolnikiem.

Podeprę się tutaj jak najbardziej zasadną polemiką Pana Doktora Mentzena względem wykładu Pana Dyletanta Karonia:

Otóż ja czuję się jednak przez Was przymuszony, nawet tekstami na forum czy w komentarzach czuję się przymuszony samym Waszym myśleniem do myślenia. Cieszy mnie jednak, że jest Was tak niewielu, i że lemingów jest tak wiele, i że jest kogo strzyc i niewiele być przy tym samodzielnie strzyżonym. Ale codziennie przymuszacie mnie do walki o lemingi do strzyżenia, łapczywie strzygąc wszystko co Wam pod nożyce podejdzie.

Jeśli pamiętacie temat o sektach, szczególnie ujęcie tego tematu jako praktyki biznesowej i przedstawieniu całości jako normalnego, racjonalnego interesu; oraz zwróciliście w innych tekstach uwagę na wzmianki o tym jak dokonać rozmrożenia i ustalenia nowego rozkładu wag w piramidzie potrzeb ofiary, to właśnie o tym łaskawie wspomina Pan Dyletant i najwidoczniej nie znajduje w publice zrozumienia (i dobrze, wolnościowcy to wspaniały materiał do manipulacji; lwy lewicy to przynajmniej mają jasny azymut na kasę i piękne panie). Otóż wychowanie, nawet takie krótkie jak zmanipulowanie rozmrożonego celu, sprawia, że przekazane memy (utrwalane następnie wpływem grupy – sekty) inicjują szlaki pamięciowe (engramy) w skończonej liczbie (przewidywanej przez macierze MTT) zależnej od liczby węzłów zależnych przekazywanego światopoglądu (zestawu memów). Im taki światopogląd ma więcej punktów wspólnych z wpajanym, a wpajany ma silniejsze konotacje emocjonalne (choćby poprzez osłabienie lub negację emocjonalności poprzedniego zestawu memetycznego) w macierzy i zapis pierwotny rewokowany nowym tym szybciej i niższymi nakładami będzie można zestalić (zamrozić) nowy układ memetyczny, który będzie już samowykonalny (przynajmniej w pewnym zakresie do którego zamierzamy czasowo ograniczyć świat ofiary). Z tego wynika konieczność “bycia razem” nowo poznających się par, integralność grup, wspólne obiady rodzin – trzeba uruchamiać kaskadę odniesień do wspólnego światopoglądu i ten stosować w interakcjach. Zmiana środowiska jest z powodu niedopasowania światopoglądu do nowych warunków szokiem (przeżyciem traumatycznym) i dochodzi do rozmrożenia – mózg jest gotów nauczyć się nowych schematów działania, a później je rozpowszechniać w celu zwiększenia szansy przeżycia w takich warunkach grupy. Dlatego dzielimy się informacjami, wiedzą – to naturalne dla gromadnych, potrzebne do przetrwania. Ale nie każdą i nie z każdym.

Pan Dyletant na to właśnie zwraca uwagę, na to że można wdrażać do systemów wychowawczych memy całkowicie nieprzytomne i ludzie będą te memy podzielać, szczególnie jeśli rezultaty ich uwspólnienia w grupie będą korzystne emocjonalnie, zapewnią pozycję w grupie (miejsce w hierarchii), a nawet korzyści osobiste (no czegóż to nie opowiada się pięknym paniom). Naopowiadać ludziom takich rzeczy jakie by chcieli usłyszeć i skasować ich za “szkolenie”. I tam właśnie taki brak przytomności widać na sali. Ludzie zaczynają dyskutować na wszystkie tematy, oprócz jedynego jaki uważam za istotny z wykładów Pana Dyletanta. Ponieważ jest tylko jeden temat, do jakiego racjonalnie myślący ludzie wyławiając się z tłumu wzrokiem byliby gotowi się podjąć, i takich ludzi wzajemnie tu wzrokiem po wpisach, po tematach szukamy próbując z morza innych wyzyskać tych do własnej gromady doraźnej. Pragniemy dobra, pragniemy niewolników – jak się wzbogacić prawem i lewem? Cała reszta to ideolo dla idealistów. Ale tam wiedzą lepiej, wojska nie mają, broni nie mają, za politykowanie przeciwko deep state brązowych butów się biorą. Mogliby zacząć od policzenia zasobów jakie mają w dyspozycji i ustawić ten rezultat obok tego co ma w dyspozycji na takie cele jedna spółka węglowa, gdzie wojskowych jak skwarków w kaszy.

Żeby działać w zgodzie ze swoim widzimisie to trzeba mieć czym. I to nawet lemingi kojarzą, a lemingom można naopowiadać, że wystarczy zainwestować w nasze spółki, albo zapłacić za wstęp na nasze spotkania i tam dowiedzą się jak odnieść “sukces” – bo my im to przecież na pewno wyjawimy. Oni nam przyniosą rezultaty swojej pracy i zamienią na nasze doświadczenie, bo to bardzo dobrze kiedy człowiek z doświadczeniem spotyka człowieka z dobrami.

Od razu uprzedzę pytania o spędy “szkoleniowe” – nie organizujemy, ale tylko dlatego, że by nie pokryło utraconych dniówek na organizowanie takiego przedstawienia.

Wyjaśnię co miał na myśli Pan Dyletant, w czym gdakacze go przegdakali milcząco i czego on nie potrafił doprecyzować. Zajmijmy się jedynie stroną wskazaną przez Pana Dyletanta. Świat jest jaki jest i żaden inny. Nie ma bogów, nie ma kary i nie będzie piekła po śmierci, pojęcie własności to abstrakt, wyłączamy emocjonalną syntezę neuronów lustrzanych sugerującą nam, że inni ludzie myślą tak jak my i czują tak jak my. Pozostawiamy jedynie tę część syntezy, że są homo pravus – jak my pożądają, są wyłącznie przeciwnikiem w realizacji naszych celów lub fragmentem otoczenia jak las, skały i deszcz, który pada złośliwie, a bywa, że złośliwie nie pada. Jest tu, jest teraz. Zasoby istnieją. Pozostaje jedynie się do nich dostać i skonsumować.

Jeśli ktoś stanie na drodze – biada mu! Biurwa która nie podpisze i nie wyda zwrotu trafi do lasu, i najpierw na oczach urzędasa torturowane będą jego dzieci, żona, a potem sam biurwa (a było co ludowi zagrabione od razu na wojsko wydać, aby spokoju biurwy strzegło i Niemca strzygło). Nikomu ręka nie zadrży – oddawaj zasoby! To właściwy tok myślenia Człowieka Racjonalnego. Zasoby są, możliwości są. Jakikolwiek pomysł, że to nie moje zasoby to ograniczanie wolności i próba redukcji memem “własność” moich możliwości.

Przejdziemy przez pustynię, pójdziemy we dwóch, po tygodniu skończą się zapasy żywności, ale pustynia kończy się po dwóch. W połowie pustyni zjem Ciebie, dlatego bierzemy mniej wody. Brutalne, racjonalne. Spójrzcie w górę, wybieramy się do gwiazd, tam jest pustynia, tam nie ma po drodze nic, zupełnie nic. Chłód i noc. Trzeba bardzo racjonalnie kalkulować aby przy jak najmniejszych zasobach (czyli jak najszybciej dokonując akumulacji) ruszyć w bezkres aby dokonać ekspansji.

Możliwości są, nawet jeśli zasoby są w czyimś “posiadaniu”, to pozostaje je wydobyć od “posiadacza” – bić kułaka! Zabrać, zawłaszczyć, przejąć, dysponować. To są te kategorie racjonalne o jakich wspominał Pan Dyletant. Tymczasem oponenci są politykami i niegrzecznie byłoby, jeśli by wyjawili, iż potrafią kalkulować (a przecież nie postawimy zarzutu Panu Korwinowi, że niedomaga intelektualnie, byłoby to nie tylko niegrzeczne, ale patrząc na rezultaty jakie osiągnął – byłby to bezzasadny dowód nieistnienia ogromnego intelektu). Niegrzecznie, ponieważ gawiedź nie zaakceptuje polityków pozbawionych wartości, racjonalnych do bólu, do szpiku poniemieckich kości jakie zostają na końcu deklaracji wygłaszanych w ogniu setek pochodni, deklaracji nie będącą jak w używanym przez nas języku chciejstwem wynikającym z chcenia, ale kategoryzującą na rozdzielne części przestrzeń “ich Will”.

Ograniczeniem wolności w tym kontekście jest narzucanie sobie samemu memu, że czegoś nie wolno. Nie wypada, albo byłoby niegrzecznie. Ich Will. I jedyne pytanie pozostaje “jak”. Oczywiście jesteście ludźmi przyzwoitymi i nie stawiacie tak spraw, że przecież się da, poddajecie się ograniczeniu Waszej wolności na rzecz nieagresji wobec innych ludzi i statusu quo stanu posiadania – kompletnego abstraktu. Ale nie wszyscy tak myślą i jeśli poddacie ludzi stresorom i odrzecie z możliwości realizacji potrzeb w sposób nieurągający Waszej wolności i stanowi posiadania, to podejmą oni próby realizacji w sposób jak najbardziej urągający, najpierw odrobię 100% podatkami, a potem już bez takich grzeczności i legalizmów. W świecie rzeczywistym możliwości są, zawsze są. O tym Pan Dyletant prawił, pozostaje więc tylko wolność którą komuś trzeba odebrać, albo sobie, albo osobie drugiej samodzielnie, albo wraz z osobą drugą osobie trzeciej. Proste jak konstrukcja cepa. Proste jak polityka Eryka Krwawego Topora króla Northumbrii. Ten pozór racjonalności, że tylko @rpis i ja i czasem @gruby, @korposzczur i @medyk prowadzimy ten wielce poczytny portal za darmo wynika z tego, że ta sekta jest na razie zamknięta, bo mamy gdzie się pożywić, ale wyłącznie z rozmiaru wspólnego pastwiska i dostępu do lemingów wynikają te grzeczności, że nie spoglądamy na Was jak kanibale na współbraci w skrytości planując nafaszerowanie Was jakimiś memami, które tak sobie upodobacie, że będziecie rzucać w nas owocami swojej pracy z okrzykami “weźcie moje pieniądze i pokażcie drogę do sukcesu, szczęścia, celu!”. To nie z miłosierdzia, nie z miękkości serc naszych, a z obfitości trawy dla lemingów na wspólnym pastwisku nie wysilamy się do podłości, nie czujemy się przymuszeni i możemy malować akwarele. Czasem jednak akwareliści zmieniają branżę i wygłaszają mowy w świetle setek pochodni. Z całą pewnością nie wszyscy jednak są tak jak my miłosierni i dysponują aparatem hierarchicznym umocowanym w naszych śladach pamięciowych w wielu węzłach naszych torów korelacji, z których nie potrafimy się wyrwać. Rządzą ci ludzie naszym światem kręcąc nami i zmuszając do pogoni za papierem.

Jakkolwiek nazwiemy społeczeństwo i jego kulturę sektą, czy bandą lemingów penetrowaną przez wilki i szarpaną przez ptactwo niebieskie czy jakkolwiek sobie tego nie wymyślimy (bo nie ważne są nazwy, ważna jest rzeczywistość), to lemingi do takiego stanu rzeczy są ewolucyjnie przygotowane i przeżyją (miejmy nadzieję, że nie udowodnimy im, że jednak nie; świat byłby zły bez wytwarzanego przez lemingi dobra).

Jest pewne przystosowanie do życia w gromadach – hierarchia społeczna, praktycznie niczym innym niż ustalanie kolejności dziobania się nie zajmujemy. Z tym że wodzowie, ci na górze hierarchii czasem umierają, a czasem są tacy jacyś niegodni swych przodków. No nietrafieni czasem są i wtedy ich nie słuchamy nazbyt, a czasem i wcale. Mamy jednak jeszcze jedno przystosowanie (prawdopodobnie wdrożenie neandertali, bo oni pierwsi mieli ceremonie pogrzebowe), otóż potrafimy sobie uroić wodza nieistniejącego, wodza nad wodzami, potrafimy stawiać mu totemy, ołtarze, świątynie i pod Jego Miłosiernym wezwaniem niemiłosiernie traktować tych co nie podzielają naszego memu o właściwym modelu zachowań wobec podzielających ten mem. Taki nieistniejący wódz jest bardzo wygodny, szczególnie dla Jego takich sobie reprezentantów i wyrazicieli oraz interpretatorów woli. Podzielanie memu tego wodza nazywamy łaską wiary. To bardzo istotna cecha, ponieważ pozwala ona utrzymać społeczność gromadną nawet w przypadku poważnych strat osobowych lub niekorzystnego rozkładu cech w populacji. I są pewne symptomy w krajach uprzemysłowionych, że ludzie tę łaskę pracowania dla idei, pracowania na rzecz pracowania tracą. Być może z wiekiem po prostu tracą, a dynamiki charakteru społeczeństw rozwiniętych są przesunięte z powodu wysokich średnich wieku i wysokich median, a być może zostały wyeksploatowane do tego stopnia, że nie wyzute z potrzeb przestały realizować jakiekolwiek swoje, cudze, a nawet bóstw jakie mogłyby ich jeszcze do czegokolwiek zmotywować.

To wyzwanie przyszłości i to nieodległej (po tym jak w jankeskiej prasie w latach dziewięćdziesiątych zaczęły znikać artykuły o badaniu wpływu pieczonego jedzenia na dynamikę zachowań dzikich nieznających ognia w kontekście zachowań godowych i wydajności pracy, wiecie, że dzicy, co nie znają ognia, mają ruję raz do roku, bo na więcej nie pozwalają zasoby energetyczne organizmu?) i niebawem możemy wszyscy być niezwykle szczęśliwym kolektywem naćpanych hipisów: http://www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,40335

Ale przynajmniej uda się lemingi zagonić jeszcze do jakiej pracy. I poszerzać przestrzenie inflacji naszych możliwości by zwiększać możliwości do zwiększania możliwości.

Homo habilis – pierwsza na planecie znana menda, która wytworzyła rzeczy do wytwarzania rzeczy.