MiŚ do uśpienia

Odniosę się do obecnej sytuacji ze skupem długu korporacyjnego przez banki centralne w kontekście tego, jak na tym zarobić.se.

Otóż nie jest to wcale nieosiągalne z punktu widzenia MiSia. Małe i Średnie przedsiębiorstwa dostarczają wielu nowoczesnych rozwiązań pewnych specjalistycznych problemów, powstających w łańcuchach dostaw korpo.

Aby było kilka przykładów, to polerowanie układów scalonych po naświetlaniu. W ramach korpo nikt by nie podjął ryzyka kontaktu cennych naświetlarek z czymkolwiek ściernym i zagrażającym mechanice precyzyjnej. Tymczasem w “warsztacie” ponad dekadę temu podjęto takie ryzyko, bo pomysł był dobry, rozwiązano problemy występujące w tak sterylnych warunkach i do dziś korzystamy z rezultatów. Wystarczyło, że ktoś mógł zaryzykować własnym sprzętem, sam ponieść odpowiedzialność i podjął decyzję. Takie rzeczy tylko w MiSiach.

Korpo ma z tym poważny problem. Ich działy R&D niewiele tworzą nowych rzeczy. Za to mają gigantyczny potencjał rozwoju już istniejących i dopracowywania szczegółów. Dlatego kupują obiecujące MiSie z ich projektami, a Średnie przedsiębiorstwa w tym łańcuchu kupują Małe z narzędziami, wiedzą i parkiem maszynowym, aby rozwiązać konkretne problemy na podłodze. Tak w praktyce działa R&D.

Pierwsza karoseria dla bolidu nie powstaje w czyściutkim R&D wielkiego korpo, a w małym warsztacie, gdzie obrabiarka walczy o miejsce w magazynie z biurkiem. Wiem, ponieważ robiłem. I dopiero z tego Średniego trafia do korpo, gdzie robi się to wszystko jeszcze raz od nowa.

Ale ludzi, co zrobili pierwszą sztukę i rozwiązali problemy techniczne, kupuje się razem z narzędziami, które mają w kieszeniach. A że tych ludzi jest kilku w łańcuchu, to bierze się wszystkich.

Zawsze kiedy ktoś ma na myśli gotowy produkt – supersamochód, to oczywiście coś tam wspomina się o osiągach. Wspominany jest projektant. Ale czy ktokolwiek wspomina o tym kto zrobił hamulce, które potrafią ten tysiąc KM zatrzymać? Kto ręcznie złożył chłodnicę oleju? Intercooler? W jakim MiSiu włożono pod prasę pociętą blachę i zlutowano z tych blaszek gotowy moduł?

O tym nie wspominają.

A tu są pieniądze dla MiSiów.

Ten zalew kasy, jaki ma korpo obecnie mogąc zawijać swój dług w banku centralnym, musi gdzieś znaleźć ujście. Znajduje je w wykupie małych firemek. Takich jak ja, bo ja to moja firma. Są to bardzo ciekawe propozycje biznesowe na kilka lat. Warunkiem jest powstrzymanie się od innej działalności przez ten czas, ponieważ firma zostaje przeniesiona w miejsce, gdzie są przepustki i poufność na różne przedpatentowe graty. To oczywiście kosztuje, ponieważ całkowicie wykluczy MiSia z rynku na długo. A powrót na rynek nie jest prosty i tani, a korpo na pewno porzuci MiSia, gdy rynek będzie na dnie.

Należy więc się dobrze zastanowić przed wejściem do takiej rzeki. Konsekwencje mają wielowektorową naturę.

Po pierwsze można się zdecydować wejść w korpo na kontrakt/etat. I wtedy witamy w mapeciarni – przyjmujesz właściwe wyznanie, dostajesz nową koszulkę, pakujesz swojego misia w kontener, kontener do przechowalni. Na kilka lat zapominasz co to wolność, odmóżdżasz się i zarabiasz. I niestety płacisz podatki, bo zarabiasz netto. Kilka lat względnego dobrobytu z górki.

Po drugie można się wynająć jako firma/konsultant z kontraktem lub bez, jako “przyjdź i zrób”. Korpo wtedy kupuje Ci zabawki, wysyła na szkolenia, płaci brutto (sam się rozliczasz), bierzesz udział w nasiadówkach i wykłócasz się o sprzęt, tłumaczysz co i jak robisz, piszesz podania, odwołania i spędzasz dużo czasu walcząc z wewnętrzną biurwą. MiŚ idzie do kontenera, kontener do przechowalni. Kilka lat (krótsze) względnego dobrobytu i odmóżdżania.

Po trzecie można wynająć się jako firma, przenieść graty pod Oko Mordoru. Ma się swoje, ma się swój budżet. Na pytania czy coś się da zrobić ma się gotową odpowiedź “tak – ja mam czym to zrobić”. Wystawia się za to słone rachunki, rozpisuje technologię (którą się sprzedaje właśnie) i gdy już wszystkiego się od MiSia nauczą, to MiSia wykopią. Ale w tym czasie dużo się człowiek nauczy, nagrabi narzędzi z “koniecznie musimy to dokupić”, uzupełni zapasy materiałów, dorobi sobie mebelki. No i te rachunki są naprawdę słone – jest dobrobyt. Przynajmniej względny dobrobyt, bo trzeba brać udział w życiu społecznym na tym poziomie, a jacht kosztuje, wyścigi kosztują.

Ta technologia, którą sprzedaje się korpo, to nie są jakieś cuda. To wdrożenia do systemów eksperckich – jakie narzędzia, jakie zestawy do czego, jak coś wykonać. Często jest to dokumentowanie jak wykonano prototyp jakiegoś elementu i na co zwracać uwagę przy wdrażaniu produkcji masowej. Bo te hamulce i intercoolery z bolidów trafią do krótkoseryjnej produkcji dla samochodów wyścigowych, potem upowszechnią się w sportowych, a za dekadę czy dwie rozwiązanie może być powszechne w średniej klasie samochodów dla ludu. Albo może być zapomniane jak samochód elektryczny. To bez znaczenia – Wy swoje już skasujecie.

Rozstanie z MiSiem ma swoje konsekwencje. Przestaje on być już własny. Na terenie korpo, pod czujnym Okiem Mordoru nie można sobie dowozić materiału wedle uznania (choć to jeszcze da się zrobić), ale z wywozem gotowych elementów byłby problem, a odwiedziny klientów i produkcja “jak u siebie” jest praktycznie niemożliwa. Jeśli pracuje się w badaniach i prototypach, to w cyrografie do podpisania są klauzule poufności. Dlatego korpo płaci ten rachunek – wiedzą, że masz wybór.

W praktyce oznacza to stabilizację dochodów na poziomie nieco powyżej średniej, ale kończy się dojście do złotych strzałów, gdzie na pojedynczym zleceniu można zbić miesięczny przychód w kilka dni. Dla niektórych taka stabilizacja jest dobra, dla niektórych nie do zniesienia. Jeśli prowadzicie MiSia w kilku tak drastyczna zmiana dynamiki raczej rozniesie zespół.

Oczywiście dalej można mieć dojazdówkę z pickupem, ale brak własnego miejsca dostępnego bez tłumaczeń o każdej porze stanowi problem. Utrzymywania MiSiowego warsztatu i pracy MiSiem w korpo na raz nie polecam – nie starcza na to czasu, dawniej próbowałem – doba jest za krótka.

I to jest właśnie tajemnica tego strumienia rozwodnionej waluty, jaką dostają korpo. Kasa idzie na słomiane projekty i wciąganie innych w błędną alokację na rynku. Bo takie marnowanie zasobu, jakim jest MiŚ, aby pozorować pracę przez kilka lat jest błędem. Tyle że w nieracjonalnej ekonomii jaką mamy, jest to bardzo opłacalny błąd. Ból jest dopiero kiedy korpo będzie się reorganizować, przyjdą sprzątacze po MBA i będą cięli słupki – Wasz też zetną – zadbajcie, aby był wysoki. Przechodziłem to już kilka razy, za każdym razem odrobinę wyżej z wyceną i w hierarchii, tylko coraz mniej chce mi się robić po godzinach bo i tak wszystko przepuszczę (tak się żyje w korpo – do piątkowego resetu). Co ciekawe ciągle trafiam w te same okolice i te same produkty w R&D.

To jest cała przyczyna, dla której ludzie zostają mapetami – bo się to opłaca. I nie ma się co czarować, że można mapeta tylko udawać, choć na podłodze wszyscy aż po szefów kombinują gdzie tu iść za kilka lat, jak przyjdą rąbać słupki i cały ten cyrk wyrosły na skupie korpo-długu zamkną.

Istotną kwestią jest, aby w takim momencie być w kraju, który ssie, a nie takim, który jest kolonią. W koloniach programy “na innowacje” są pozorowane i strumień będąc mniejszy trafia wyłącznie do należymisiów.

Warto brać pod uwagę, że pod całe to zasilanie korpo w skup długu podłączyli się Chińczycy. Całe wyposażenie powstających R&D przychodzi gotowe z Chin – od wielkich pieców po wózki widłowe. To bardzo ciekawe zjawisko, gdyż wszystko wygląda jak ulepszone kopie niemieckich rozwiązań, tylko napisy prócz chińskich są flamastrem przetłumaczone na angielski. Chińczycy po prostu mają talent podpinać się pod każde zasilanie cudzym kosztem. Są w tym tak dobrzy i tak skutecznie wyzyskują okazje, że zalatuje to teorią spiskową, iż kręcą całym bałaganem. To spiskowe złudzenie może być wynikiem olbrzymiej ich liczby.

Ale zanim położy się MiSia spać w kontenery i zamknie się wejścia na rynek, warto się zastanowić czy to jest rozwiązanie dla każdego. Ponieważ jest to rozwiązanie bardzo niestabilne i mimo obiecanych złotych gór, wchodzenie w uzależnienie od korpo to, bez względu na nazwę, będzie wyzysk i kop na drogę w najmniej sprzyjającym momencie. Co więcej – trzeba się liczyć z polityką wewnątrz firmy, przepychankami mapetów i cyklami działania sekty (miłe kierownictwo, które Cię zaprasza, wiecznie kierownictwem nie będzie, jedni się wypalą, inni awansują). Po którymś z rzędu wejściu w takie układy przypomina to wchodzenie raźnym krokiem na pohybel. Z podniesioną głową, aby łatwiej było założyć stryk.

Już czuję ten ból powrotu na spustoszony przez korpo rynek za kilka lat. Ponieważ tym właśnie jest błędna alokacja środków, jakiej dokonują banki centralne, dając sygnał, że dalej można wysyłać towary i czynić usługi molochom. Zamiast pozwolić im grzecznie zbankrutować i przymusić do wyprzedaży zapchanych produktami magazynów po cenach licytacji, a nie po wycenach z sufitu. Bo to właśnie te magazyny pełne komputerów, telefonów, parkingi pełne samochodów – to jest ta błędna alokacja – nadprodukcja rzeczy po cenach za jakie nikt ich nie nabywa. Molochy błędnie alokowały olbrzymią górę zasobów i banki centralne próbują teraz jakoś wpompować tę nadwyżkę w gospodarkę, aby po rozwodnieniu waluty nie dało się odnaleźć dowodów marnotrawstwa.

Raz już takie dowody znaleziono – zarośnięte zielskiem place pełne czołgów wyprodukowanych w czasie zimnej wojny, to właśnie taka poprzednia błędna alokacja.