Myszy w spichlerzu

System rozrachunkowy może funkcjonować wyłącznie gdy istnieją powiązania gospodarcze. Przy konsolidacji w pionie nie musi, ale raczej się stosuje. Przyczyną stosowania abstrakcyjnego systemu rozrachunku jest eliminowanie niepożądanych skutków wadliwych decyzji. Nie wiemy jakie będą wadliwe, ale metodą prób eliminujemy je z obrotu pozbawiając małpy brzytew. Alternatywą dla systemu rozrachunku abstrakcyjnego jest rozrachunek emocjonalny czy polityczny. Przykładem emocjonalnego są kulty afirmacyjne z silnym ruchem monastycznym (prawosławie, katolicyzm, islam, hinduizm, buddyzm), gdzie w wyniku dużej podaży wartości dodanej przez młodą populację wstępującą do tych grup ekskluzywnych i bardzo ścisłą reglamentację rezultatów, bez roszczeń względem owoców własnej pracy (“Non nobis Domine, non nobis, sed nomini Tuo da gloriam!”). W naszej kulturze znamy wyłącznie zakony o wysokim stopniu izolacji od reszty społeczeństwa (nawet te najbardziej otwarte zakony izolują się w o wiele większym stopniu niż buddyjskie czy bramińskie, nie mówiąc o islamskich czy żydowskich, będących elementem społeczności, często elementem niejawnym przez nas postrzeganym jako stowarzyszenia tajne/loże), ale generalnie chodzi o izolację ekskluzywnej podaży o nietypowej strukturze wieku dawców od pozostałej populacji. Innym przykładem jest rozrachunek polityczny, bo przecież jest taka możliwość, że jakieś gamonie posłuchają jakiegoś blogera czy innego polityka za darmo i będą “w czynie” jako “działacze” wykonywać pomysły takiego. No to jeszcze jest zrozumiałe, jak jaki taki malarz pojedzie do Niemiec i powie Niemcom, że jak napadną wszystkich, to będzie wielka góra łupów do podziału – Niemcy wszystko łykną jak pelikany. Ale jak taki nic nie obiecuje, tylko krew, pot i łzy, to pozostaje liczyć na Brytoli, a oni już znajdą jeszcze lepszych frajerów nad Wisłą, co będą za nich wojować jak Askarysi. Zarówno model emocjonalny jak i polityczny, jest wadliwy, co udowodniliśmy metodą prób w ciągu kilku tysięcy lat, a to dlatego, że nie jest samopodtrzymujący się. Kulty nie wytwarzają dzieci, tylko pobierają je ze społeczeństwa, które je wytwarza (korporacje też), organizacje polityczne najpierw rabują “swoich”, a dopiero potem tworzą imperium oparte o wewnętrzną biedę polukrowaną złotem władców (każde imperium tak działa) i jedynie w kontraście do krain spalonych przez imperium można twierdzić, że w imperium jest dobrostan, ale bez spalenia Chin nie można zarzucać USA, że jest to atrakcyjna gospodarka do życia dla ludzi, którym USA nie zagraża. Dokładnie tak Czeczeni wspierają władze w Moskwie – najpierw dostali lanie. Teraz czas na Gruzję – lanie już było, czas na podległość. Pewną wypadkową tych trendów jest obecna struktura korporacyjna, która korzysta z indukowanego przez siebie systemu edukacyjnego, produkującego 30 letnie dzieciaki. System edukacyjny, jakim obecnie dysponujemy, to zlaicyzowany model jezuicki, a Jezuici wymyślili coś (co poruszę w temacie o simsach), co ma pewną wadę synchronizacji którą odkryli dość szybko, a potem im zamknięto w pewnych miejscach i na jakiś czas zakon, ponieważ to, co zorganizowali, to były wszystkie błędy i wypaczenia jakie serwuje nam korporacjonizm i one wcale nie wynikają ze złej woli, tylko z konsekwencji konfrontacji tej koncepcji z naturą ludzką.
Ludzie na różnych forach psioczą, że system rozrachunkowy zły, że złodziejstwo, oszustwo, wyzysk. Czyli robią to, co robi każda biurwa – mają jakieś wyobrażenie idealistyczne lokalnie i uważają, że jak się uszczelni wycieki lokalnie, to globalnie będzie lepiej, bo będzie mniejsze zużycie energii u scentralizowanego źródła (zasilania w prąd, olej i sprężone powietrze). Otóż nie będzie, ponieważ aby wykonać te wszystkie “naprawy”, trzeba posłać korelator, który wykryje wady i je zniweluje. Taki korelator jak jest przytomny, to sobie za to policzy więcej niż kosztuje nas dosypanie mocy do systemu, który cieknie. Ponadto jego oderwanie od innej przytomnej roboty podniesie $ds na tamtej pracy. Korelatory na razie mamy na dwóch nogach i żadne inne. Kolektywnej stonogi tam nie poślemy. Otóż człowiek motywowany przytomnym zyskiem w miejscu, gdzie system rozrachunkowy jest wadliwy i cieknie, podstawi swoje własne, prywatne wiadro. Taki jest powód, dla którego nauczył się wykrywać przecieki w instalacji i dlatego jest specjalistą od wycieków. Możemy oczywiście szukać kogoś, kto robi to z motywacji politycznej (szef kazał), albo religijnej (wierzy, że świat będzie lepszy jak to zrobi), ale po wyczerpaniu zasilania będzie chciał dostać jaką michę, a jego wrodzony, zupełnie ludzki metabolizm, szybko da mu znać, że tą drogą nie przeniesie genów i dokręci mu metaboliczną śrubę wzmacniając dysonans. Japończycy olali dysonans i mają piękne, czyste fabryki na pokaz. Nic tam nie cieknie – oprócz średniej wieku populacji Japończyków i dzietności – jest o setną część lepsza niż w Polsce, przy błędzie pomiarowym dwóch dziesiętnych^^

System rozrachunkowy zawsze będzie zawierał emocje (bo mamy metabolizm, a niektórzy jeszcze go demolują używkami i podnietami niegodnymi chąśników) i zawsze będzie zawierał politykę (bo się grupujemy, bo te grupy są ekskluzywne, bo ocenę wystawiają nam nasi, a oceny obcych ignorujemy). Jednak musi zawierać rezultaty materialne i to często takie, którym poświęcanie mocy korelacyjnej jest zbędne – ktoś to zrobił i działa – szkoda czasu na wnikanie jak to działa, bo dobrze działa. Czyli istnieje jakaś wiedza specjalistyczna zapakowana w scalak, której nie musimy roztrząsać, a która ewentualnie przyda się do debugingu procesu (czasem w przemyśle coś nie wychodzi i z powodu automatyzacji nie wychodzi masowo, i w wielkiej skali, a wcześniej wychodziło, i wtedy przydaje się umiejętność dekonstrukcji procesów). Jednak wysycenie specjalistami (bibliotekami wiedzy i praktyki na dwóch nogach) zapewniającymi zdolność do dekonstrukcji procesu i wykrycia błędu w celu jego usunięcia, nie musi być wysokie jeśli procesy nie są rozchwiane. Proces rozchwiany od stabilnego najłatwiej odróżnić po tym od jakiego czasu jest dziedziczony w gospodarce – wskazywałem przykład tartaku. Zrobotyzowanych fabryk jeszcze nie ogarnęliśmy i nie wiemy czy jest to dla nas możliwe – sprawdzamy, rezultaty obiecujemy zwrócić po kilku cyklach tak za 150 lat.

Babilon dokonuje rekonsolidacji produkcji co opisałem we wpisie Wszystkie ręce pod dach.

Wiemy jak tworzyć i jak przenosić z zaśmieconego społecznie, organizacyjnie i fizycznie miejsca klastry przemysłowe do nowych lokacji w dużej skali. Z tym, że nie mamy na razie pomysłu co zrobić z roszczeniową ludnością, więc delikatnie czekamy, aż sobie roszczenia umrą razem z wierzycielami emerytalnymi dostającymi kiełbasę z marchewek (zaznaczam, że na stacjach PREM w Szwecji takie są w hotdogach bez ostrzeżenia! wcześniej się tym chwalili, ale mało było frajerów), a nawet zwyczajną z trocin.
Zwracam uwagę czytelnikom niewiedzącym, iż zupa drożdżowa to pomysł z okresu głodu i robi się ją oryginalnie ze sfermentowanych trocin brzozowych. Stosuje się w czasie oblężeń miast, przednówka i tego typu problemów z Niemcami.
Dokonuje tej rekonsolidacji z dokładnie tych samych powodów, dla których nasi czytelnicy robią to ze swoimi firmami. I robi to w dokładnie ten sam sposób na przerzedzonym rynku – w każdy możliwy sposób.

Każdym sposobem

Bo na pytanie jak się rozliczyć tak, aby pominąć w rozrachunku tych, których włączać jako generatory kosztu nie chcemy, odpowiedź jest znana każdemu negocjatorowi z każdej epoki. W każdy sposób. Co takiego mamy, czego Wam trzeba?^^
Bo skoro za walutę nie za wiele można już jakości kupić, a oszczędzanie w walucie inflacyjnej jest bez sensu (a innych walut nie ma i w długim terminie wymaganym dla oszczędności nie będzie), to co takiego można ukraść?

Otóż Babilon, jaki by sobie nie był, to musi uzyskiwać rezultaty materialne. Można sobie w szklanych wieżowcach trzymać ładnie poubierane 30-40 letnie dzieciaki zagryzające się o stołki, ale gdzieś tam na dole są podlegające Babilonowi przedsiębiorstwa, w których pracuje się nad materią. Przy obecnym modelu kształcenia szansa na to że rozgarnięty człowiek przepuszczony wyłącznie przez maszynkę edukacyjną zajmie się tym właśnie, jest znikoma, zasadniczo takie zjawisko nie występuje. 20 lat w maszynce gwarantuje, że każdy zgłupieje. Na szczęście model sterowania w korporacjach opiera się na słupkach wyników finansowych i jakkolwiek silna może być tam polityka wewnętrzna, polityka firmy, afirmacyjne zachowania emocjonalne lemingów, to przy każdym rozrachunku słupków dokonywane są redukcje i pewne części piramidy, niedające – z nie ważne jakiego powodu – zasilania, są odłączane od pociągu. A ponieważ system edukacyjny oparty o havenotsów nie zapewnia żadnej zauważalnej podaży gotowych elementów piramidy (choć próbuje to substytuować dotacjami na startupy, nawet niektóre powstają, ale ile przy tym jest horoskopów dla psów…), to trzeba te elementy konstrukcyjne korpo wydobyć z innego obszaru edukacyjnego.
Największym takim obszarem strukturalnie spójnym, zachowującym mimo wszelkich nacisków równoległy, prywatny, cechowy aparat edukacyjny, jest taka linia i jej rozmazane okolice ciągnąca się od Wenecji, przez północne Włochy, Szwajcarię, zagłębie Ruhry, Czechy, słowiańską część Reichu, aż do Gnosjo. Od Adriatyku, aż po jezioro. I chociaż tej krainy nie ma na żadnej mapie świata, to jest to jedno z najistotniejszych, spójnych strukturalnie źródeł pozyskiwania specjalistów wraz z przedsiębiorstwami we wszystkich dziedzinach technicznych. Ta linia (zbiegiem okoliczności) dzieli wszystkie zakresy ekspansji wschodnich imperiów na zachód oraz imperium atlantów na wschód. Z jej wschodniej strony zasysana jest populacja, z zachodniej dowożone są środki techniczne. Jeśli zrobilibyście mapę Europy zaznaczając miejsca, gdzie biurwa nie radzi sobie z egzekucją podatków do tego stopnia, że omawia się tam raczej kwestie sitw i korupcji oraz bezwładności biurokracji i niezdolności do działania (imposybilizmu nieindukowanego), to może Wam przypadkiem wyjść między innymi taki obszar. Z powodu kosztów penetracji dużymi strukturami, korporacje techniczne pod własnym szyldem nie osiadają tam, a małe firmy wcale nie chcą w inne warunki, niż tam występujące, ekspandować. Jeśli rozmontujecie instalację przemysłową na samej północy tej linii i na samym jej południu, to mimo pozoru geograficznego braku powiązań, znajdziecie w całej długości tej linii technologie z całego jej zakresu, w szczególności z tych urwanych końców. To znaczy, że mimo powiązań walutowych przez Pekin, Lądek i NY, obrót dobrami odbywa się na tej poprzecinanej górami i granicami linii w ramach własnego obszaru spójnego rozwojem technicznym.
Z tego obszaru Babilon pozyskuje całe firmy dysponujące rzemieślnikami wykształconymi w ramach przedsiębiorstwa do jego funkcjonowania. A płaci tym firmom/ludziom, częściowo w walucie, a częściowo (dodatkowo, bonusy wyższe od pensji) w swojej sieci kontaktów dostępem do zdolności wykonawczej (do maszyn na fuchy, o ile wytwarzanie maszyn i urządzeń o sześcio i siedmiocyfrowej cenie sprzedaży to są fuchy) oraz prawem ciągnienia zbędnych maszyn, na jakie nie ma miejsca bądź roboczogodzin specjalistów. To co poza tą geograficzną linią jest istotnym dobrem produkcyjnym wewnątrz tej linii jest problematycznym stanem magazynowym reprezentującym walutę. Wymienia się ją poza linię za surowce, półprodukty i niewolniczą siłę roboczą. A wewnątrz linii wymienia się wszystko, ciężarówki kursują na okrągło i rozwożą przeróżne towary drobnicowe wysypane z tych fabryczek. Wewnątrz tej linii istnieje rozproszony system rozrachunkowy w maszynach, kosztach transportu i delegacji pracowników (w szczególności serwisantów do tych maszyn) oraz lokalne systemy walutowe (takie jak CHE czy duńskie, pojawiające się doraźnie JAK’i pod różnymi nazwami). Jord Arbedje Kapital ma logo w postaci gwiazdy Dawida, względnie oka w piramidzie^^

W takich częściowo rodzinnych, częściowo zasysających czeladnika na pracownika firmach, kształceni są specjaliści przez specjalistów. Odbywa się to w łańcuchu przypominającym +*2 z tym, że demografia i tu swoje robi. Zdolność do zachowania mniej – więcej tego łańcucha wynika z tego, że populacja na wschodzie nie jest zdolna do utrzymania spójności takich łańcuchów (zbyt duża odległość od portów) i populacja z nich emigruje pod byle pretekstem (z łańcuchów, jeśli je tworzy), więc istnieją tam firmy doraźne i rodzinne, przeważnie 1-2 osobowe, gdzie dziedziczenie kompetencji jest wątpliwe, ponieważ koszt tworzenia grupy jest wyższy niż zyski do podziału z niej uzyskiwane (więc podstawowym modelem gospodarczym jest grabież 1:166). Czyli ludność ze wschodu jest zainteresowana politycznie (uczestnictwo w strukturze), rozrachunkowo (zyski) i ewentualnie emocjonalnie (sensowność, celowość pracy) aby brać udział w takiej strukturze, a kapitał z zachodu jest zainteresowany wyzyskiwaniem efektywności tego styku kontrastów, nie mając zdolności do penetracji strukturalnej w takiej odległości od portów oceanicznych obsługujących wymianę gross. Pod takim ciśnieniem i stałym przepływem dóbr i ludności, nie jest możliwe jakiekolwiek kontrolowanie samorzutnego ustroju o takiej dynamice jakąkolwiek biurwą, można dokonać jego siłowej supresji (Soviet nad Łabą i DDR), ale powoduje to wyłącznie przeniesienie specjalistów i produkcji łukiem na zachód, zapewniając RFN “cud gospodarczy” wynikający z nagłego przypływu przedsiębiorców i kadry technicznej z projektami.

Pierwszą rzecz, jaką pozasystemowo wymieni korpo samo ze sobą korzystając z przewag komparatywnych, jakich nie jest w stanie z siebie wykrzesać przy obecnym systemie rozrachunkowym, to wymiana z pominięciem korpobiurwy rezultatów działania środków technicznych – czyli barter na poziomie wydziałów technicznych, polegający na wzajemnej produkcji pozarozrachunkowej. W ten sposób stany materiałowe staną się stanami wyrobów gotowych przy zupełnym braku rzeczywistego powiązania pomiędzy surowcem z magazynu, a produktem końcowych. Na przykład ze stanu plastików i elektroniki zostanie wyprodukowana maszyna ze stali. Nikt nie zada pytania jak, ponieważ to jest potrzebna maszyna, a dział techniczny najwidoczniej dał radę. Jest rezultat materialny – nie jest wszczynane skrutynium. W innej fabryce za to pojawią się znikąd materiały zużywane w niskim nakładzie i strasznie przez to problematyczne w zamówieniu, znikną moce przerobowe z jakiegoś okresu, ale przecież mocy przerobowych się nie wpisuje na magazyn, najwyżej wydajność będzie chwilowo obniżona. Ponieważ już teraz mamy taki wspaniały ustrój, że zamiast kupować certyfikowany materiał (do kupienia wyłącznie na ciężarówki), można wyskoczyć do sklepu z materiałami dla artystów i nabyć ilość zadowalającą dział badawczy, taniej bo bez certyfikatu^^
Wiem, że to z początku może się wydawać nieco zagmatwane, ale to tak właśnie funkcjonuje w obrocie równoległym. Ma tę zaletę, że wyklucza biurwę z obrotu, wyklucza obrót z ksiąg, co drastycznie redukuje podatki. Do tego powoduje produktywność wyższą, niż wynikłą ze stanu zasobów ludzkich i maszyn, co korzystnie wpływa na słupki, a sprawozdawcy kochają dobre słupki, ponieważ te zapewniają im przetrwanie ewaluacji, a dla nich to sprawa życia i śmierci. Sprawa kariery.
Drugą rzeczą pozasystemową są usługi rzemieślnicze realizowane poza korpo, czyli poza przestrzenią dozorowaną przez PIPy, w której różni totumfaccy mogą wykrywać ryzyka i na nie skarżyć, a ich eliminowanie wymaga powołania komisji, narad i wdrożeń pełnych papieru. Korpo ma na to różne własne obejścia przypisane niejako do outsourcingu. W tym outsourcingu opartego o podwykonawców wykupionych w całości lub części przez Babilon. Z praktycznego punktu widzenia działa to jak leasing firm. Próbowaliście kiedyś wziąć środek kapitałowy z ludźmi w leasing? Z przyczyn prawnych nie można zawierać umów na obrót ludźmi i przywiązanie ich do miejsca, maszyny etc, ale kto by się tam przejmował prawem gdy chodzi o słupki? Więc się zawiera. Rezultat jest taki, że oficjalnie outsourcingowany pracownik wykonuje działania w miejscu pracy plus dostaje bonus na delegację plus, plus i plus, a w rzeczywistości działania, do jakich korpo z powodu warunków środowiska pracy nie może u siebie wykonać, są wykonywane w nieistniejącej firmie, za to w korpo pojawia się rezultat pracy. Najczęściej dotyczy to międzyprocesów. To takie zjawisko gdy teoretycznie rezultat schodzący z jednego procesu należałoby zapakować od razu do następnego, ale spowodowałoby to wady, szkody etc. z powodu zanieczyszczeń, wad obróbki, rezultatów pracy narzędzi, więc należy przeprowadzić postproces pomiędzy etapami produkcji i tutaj pojawia się biurwa, że tego nie wolno robić z powodów (i tutaj wymienia powody), i że należy do tego przygotować kolejny proces, kolejne maszyny, kolejnych pracowników, warunki pracy i tak dalej. Więc formalnie międzyprocesu nie ma – pakuje się z jednego do drugiego od razu. Ani tych niebu obrzydłych czynności nie wykonuje się na terenie Babilonu (z powodów niebu obrzydłych). Dopóki nie pojawi się ktoś niewtajemniczony, co tego nie wie i postąpi zgodnie z procedurą oficjalną, czym rozwali proces kompletnie. Sami państwo rozumieją piramidę absurdów. Ale nie żałujmy sobie – doradzajmy PIPowi kolejne ograniczenia (dla dobra pracowników i ich bezpieczeństwa), w rezultacie będziemy mieli coraz więcej zleceń z Babilonu. Ten leasing polega na tym, że do wykonania takich czynności potrzebny jest pracownik, z przyczyn obiektywnych taki, który ma zdolność wykonawczą, a do tej potrzebna jest mu własna hala z maszynami, niewidzialna dla PIPy. Nie jest to więc pracownik, a przedsiębiorca i nie przychodzi ze skrzynką narzędzi, tylko z halą. Więc się go formalnie kupuje razem z maszynami, a potem przeprowadza formalną relegację maszyn z braku pomieszczeń na utylizację i wszyscy są zadowoleni. W tym przedsiębiorca, który zutylizował sobie te narzędzia z powrotem do swojej hali. Rozkurz jaki przy tym musi się pojawić jest oczywiście upierdliwy, no ale cóż my możemy na to poradzić? Babilon płaci – w pas się kłaniamy. Przy okazji wyjeżdżają jeszcze inne śmieci korpu obrzydłe (wszystkie naprawione na koszt Babilonu przed wyjazdem), okazujące się sprawnymi maszynami bez niezbędnej PIPie dokumentacji. Na przykład niecertyfikowane wkrętaki spoza stanu zakupów^^
I wszyscy są zadowoleni, zarządy mają słupki, przedsiębiorcy przedsiębiorstwa, kontraktorzy kontrakty, osoby prywatne mają realizowane zamówienia na koszt dużych przedsiębiorstw w ramach ubocznej produkcji, a ostatnią rzeczą, o jakiej ktokolwiek tam myśli, jest ochrona i kamery – na co komu takie brewerie? Z tym, że w Szkocji doszło już do tych kamer i ochrony, ponieważ przedsiębiorczy przedsiębiorcy zaczęli tam jeszcze przed moją wizytą eksploatować magazyny Babilonu jak jaką kopalnię materiałów specjalnych. Pojemność pickupów jest niesamowita, siedem ton Ti-10V-2Fe-3Al wywiezione na DMC 3.5 jednym kursem. Kierownik, który to zrobił tyle razy, że aż go zdegradowali (nie wyrzucili, kierownikiem został syn kierownika), zapewne nucił, że “buduje se samolot”. Na ściernisku. W niedostępnej firmie zaraz za płotem Babilonu oczywiście produkowano całe to aluminiowe ustrojstwo (spawanie i szlifowanie), czyli wykonywano wszystkie najbardziej szkodliwe elementy obróbki, a w samym Babilonie każda kontrola przelatywała bez czepialstwa.

Oczywiście najłatwiej będzie dokonywać wymiany między elementami Babilonu z pominięciem biurwy (do momentu kiedy odrośnie i znowu zacznie dzielić by rządzić) kiedy dokona ono reintegracji wszystkich usług pod własny dach, czyli stworzy kombinat. To wymaga bardzo poważnej wiedzy z zakresu zarządzania i to wiedzy praktycznej. A to dlatego, że dysponując takimi zasobami w formie skonsolidowanej, można wykoleić gospodarkę pozycją dominującą, tak jak zrobił to oligopol FANG rozwalając w drobny mak rynek “wyborów” i niusów oparty o reklamy i handel danymi. W przypadku wykolejenia rynku energetycznego, mamy stany zasilania (często jest ciemno, a lodówki ciekną), niedobory gazu, wody (pompy nie chodzą na dobre chęci), sieci teleinformatycznych, w przypadku stalowego, mamy masę zbędnego złomu (Japończycy sprowadzali kiedyś z Polski wózki widłowe z przeciwwagą w postaci płyty stalowej; te wózki były o kant, ale ta płyta stalowa była tańsza z wózkiem i dowozem do Japonii, niż stal w Japonii, więc jak jakiś racjonalizator zmienił tę płytę na blok zazbrojonego betonu, to się japsy wściekły, pomstowali na niezgodność z projektem i zerwali kontrakt, zgadnijcie kto dopłacał do eksportu i całej produkcji z okazji tego zajefajnego czebola pod wodzą hetmanów naszych umiłowanych; no kto miał wypłatę na poziomie pary dżinsów w Pewexie?). Wykolejenie rynku maszynowego czy innych produktów przetworzonych to gospodarczy dramat. Dlatego wielcy przemysłowcy, tacy jak Pan Krupp, Pan Cegielski, Pan John Dodge, Pan Kiichiro Toyoda (z fabryki poprzedniego wymienionego) czy Pan Soichiro Honda (z fabryki poprzedniego wymienionego, tak w temacie o dziedziczeniu kompetencji) byli niezwykle kompetentnymi przedsiębiorcami, a to dlatego, że prowadzili przedsiębiorstwa prywatne, własne, swoje i wychowali się w przedsiębiorstwach swoich ojców (praktycznie wszyscy wymienieni praktykowali jakiś czas jako kowale, ale to tylko dlatego, że wtedy tak się nazywał nawet człowiek od naprawy rowerów). Nie byli mianowani przez inwestorów, tylko wybili się jak przedsiębiorcy zasysający innych przedsiębiorców jako podwykonawców, a później szefów działów (z tego też wynika ta ciągłość Toyota-Honda). Ta testowana w ogniu rynku na koszt własnych zasobów kadra wyszła jaka wyszła, czyli najlepsza i stworzyła zasoby, jakie przejadamy już kilka dekad – ich fabryki działają siłą rozpędu pomimo oderwania od rzeczywistości, a to dlatego, że wielcy przemysłowcy dobrali sobie małych przemysłowców i stworzyli strukturę, w której przytomność była zjawiskiem powszechnym. Ponieważ ostatni z tych ludzi już wymarli i wysycenie rynku takimi ludźmi ma obecnie miejsce w Azji (sukces w Azji nie wynika z kolektywnego “weźmy się w kupę”, tylko z przesunięcia cyklu gospodarczego względem naszego, nawet wojny zaczynają wcześniej), a nasi czytelnicy przygotowują właśnie taki wysyp przytomnie zorganizowanych firm na nadchodzące dekady. I będzie szansa na konsolidację, na produkcję i na wojowanie już za kilka dekad, a to dlatego, że będą kompetentni przedsiębiorcy. Natomiast rynek nieprzytomnych lemingów mianowanych do zarządzania cudzym majątkiem, kiedy nie potrafią nawet ogarnąć własnego, zostanie po prostu odizolowany od tego z zasobami, nie mając mu nic do zaoferowania. Bo nawet aparat przemocy trzeba umieć zorganizować tak, aby był skuteczny. Te koncerny, które dysponują obecnie zasobami, konsolidują się w kombinaty, ale kadr będą szukały właśnie w postaci przedsiębiorców, których można zasilić tym potencjałem przemysłowym i pozwolić im przekształcić te skonsolidowane branże w to, co oni (przedsiębiorcy) uznają za korzystne ekonomicznie. Duży, wielopokoleniowy kapitał tak właśnie funkcjonuje – plastycznie poddaje się kolejnym wchodzącym do niego sigmom. Można się oczywiście odcinać od tego rynku, no ale wtedy zostaje się odciętym i można znaleźć się w takim sektorze sieci, który nie ma wpływu na wpływowych. A to straszne miejsce takie peryferia rynku, tam tylko płacz i zgrzytanie zębami.

Wyzyskać biologię!

Jesteśmy gromadnymi, w naszych odruchach już w wieku dziecięcym objawia się komparatywna kalkulacja podziału na specjalności. Na tych, których chcemy słuchać, na tych którzy wykonują, na tych, którzy rozliczają i na wielu innych co orzą, opowiadają dowcipy etc. – każda grupa potrzebuje tych różnorodnych funkcji, aby dynamika wewnętrzna utrzymywała ją w spójności względem środowiska – dlatego grupy syntetyczne (dobierane z rozdzielnika) są zazwyczaj bezskuteczne. Cały system podatkowy, jaki obecnie funkcjonuje, opiera się na nałożeniu marży na relacje pomiędzy węzłami tego grafu, podatki są więc pochodną matrycy połączeń. Czyli interakcja pomiędzy węzłami jest karana odebraniem mocy (wydatek mocy na interakcję jest wyższy niż naturalny, a nawet wyższy niż obiektywnie możliwy). W wyniku tego zanikły interakcje – rozpadły się rodziny, rody, przyjaźnie, plemiona, cechy rzemieślnicze, kulty religijne, partie polityczne, organizacje obronne. Natomiast powstają nowe typy organizacji, takie które są w stanie zamaskować interakcje – korporacja, która monopolizuje obrót danej branży w pionie i nie ma tam żadnych transakcji, więc i nie ma podatków, a celem produkcji nie jest sprzedaż, a posiadanie i wypożyczanie (Mercedes produkujący element w jednej fabryce i wysyłający go do drugiej do dalszej obróbki niczym z nikim nie handluje stając się powoli przedsiębiorczym molochem, ale wymaga trójkąta korelującego przytomność tych działań, czyli za ścianą musi istnieć rozrachunek abstrakcyjny; w konsekwencji najkorzystniejszym rozwiązaniem będzie takie, w którym producent – dajmy na to pojazdów – będzie właścicielem kopalni, huty, stalowni, fabryk w tym fabryk pojazdów i nikomu ich nie sprzeda – będzie je wypożyczał lemingom; ten absurd nie wytrzyma kontaktu z rzeczywistością z braku mocy korelacyjnej, ale lemingi wierzą że wytrzyma – tylko nie będą miały czym jeździć^^). A po korporacji pojawiają się grupy niejawne – maskujące swój obrót innymi metodami, o przytomniejszym rozrachunku (tańszym systemie transakcyjnym), które z przyczyn obiektywnych natychmiast wytworzą sobie system kredytu, waluty, obrotu wierzytelnościami i ich egzekucji przy użyciu prywatnej przemocy – czyli wszystkie normalne funkcje martial law – stanu wojennego, który to zawsze wprowadza grupa przestępcza o charakterze zbrojnym w celu (nawet jeśli nieuświadomionym) wstrzymania gospodarki do zagłodzenia struktur nieefektywnych i zbędnych (fakultatywnych), którą przetrwać mogą wyłącznie grupy dysponujące własną alimentacją, akumulacją oraz motywacją (zazwyczaj o charakterze ideowym lub religijnym), które w wyniku zdolności do alimentacji wprowadzą do struktur siłowych sygnał zasilający zapewniający dostęp do dóbr i rekonfigurację kierunku otrzymywania rozkazów przez aparat siłowy. Takie zjawisko nie musi mieć charakteru formalnego, na przykład w Szwecji nikt stanu wojennego nie wprowadził, a mimo to państwo formalne za dużo nie może i dochodzi do rekonfiguracji, w której to deep state (szwedzka admiralicja & zbrojeniówka) stara się ustalić nowy status quo zarządzania terytorium zapewniającym alimentację.
Daniny w obecnym rozumieniu, jako ciążące na transakcji, są w ostatnim stadium i poznać to można po tym, że zaczęły się przebąkiwania wewnątrz struktur trzymających podaż dóbr za mordę systemem transakcyjnym i politycznym o opodatkowaniu kapitału. Politycy chcą oczywiście obciąć zera z kont i położyć tym system transakcyjny wykolegowując banksterów, banksterzy natomiast chcą wykolegować polityków i nie dają sobie wcisnąć obrotu bezgotówkowego, za to wdrażając różne koncepcje na daniny od fizyki, czyli kataster na delikatny początek, a konfiskaty i dystrybucję zarządzania z feudalnego nadania wycenianego odstawianym pod dozór banku (partii, armii, państwa, stolicy piotrowej – niepotrzebne skreślić) kontyngentem dóbr o dystrybucji reglamentowanej wydaniem kartek (banknotów) na podjęcie tych dóbr. No to politycy wrzucili banksterce w bilans obligacje i jest oczywistym, że albo będą one oprocentowane ujemnie, albo je odpiszą decyzją polityczną i się bujajcie z rozrachunkiem przy takich mankach. Czyli całość się rozleci z powodu zbyt wysokich kosztów utrzymania w fazie schyłkowej, która właśnie w wyniku tych rosnących kosztów jest schyłkowa. Przypominam, że podatki od stanu produkcji (kontyngenty) mieliśmy jeszcze w latach 50-tych, podatki kapitałowe od fizyki mieliśmy wcześniej i obecny stan, w jakim podaję metody na unikanie podatków transakcyjnych dobiega końca i trzeba być przygotowanym na nowe, które tak czy siak zostanie wdrożone z tego tylko powodu, że obecne już wykorzystało swój resurs i szara strefa jest większa od oficjalnej gospodarki, więc władza przestała czerpać korzyści z suku. Suk – targowisko jest przecież istotą organizacji społeczeństwa przybierającym formę materialną – tak konstruujemy nasze miasta, gdzie dobre miejsce na kram w centrum, gdzie wzniosłe budowle okazujące majestat przewag nad innymi, wymagają zasilania w złoto i żelazo, a kto sobie nie radzi może zająć jaki dywanik na rogatkach i tam wystawić się z tym co sobie kitu z okien wydłubał. Poziomy minimalne, progi wejścia są murami tych miast i kłopot powstał dla majestatu taki, że średni szczebel zamurował bramy, którymi władza opływała w dostatki nimi wjeżdżające – uszczelnili system – teraz nic do niego nie wpływa. Oczywiście władza może jakiś czas utrzymywać się na sklepach za żółtymi firankami, na przemycie i reglamentacji – rząd się wyżywi – banksterka też. Ale jakiś czas, bo celem jest rządzenie, celem jest reglamentacja na suku, a nie odcięcie się od dostaw i palenie głupa w wieży z kości słoniowej, kiedy na suku powstają nowe ośrodki krystalizacji politycznej i nowe wprowadzane są porządki, w których dawne centrum nawet do stołu nie jest zapraszane.

Trendy obecne

Moda dla lemingów zakłada brak gotówki (znaczy lemingi nie będą miały kasy, zresztą na co im hajs) i zamknięcie ich w obrocie konsumpcyjnym dla nich przeznaczonym, bez możliwości udziału w wymianie przemysłowej (zakupu prawdziwych materiałów, narzędzi, pojazdów). To nie jest żadna wielka wada, ponieważ na wejściu i wyjściu leming ma podobną ilość zasobów z powodu mody na konsumpcjonizm. W innym wypadku następowało wytwarzanie oszczędności przez lemingi, skomasowane w postaci małoskalowych rezultatów ich pracy – produktów drobnicowych. Nie było produktów standaryzowanych, wszystko było robione samodzielnie i nie była wdrażana przewaga komparatywna. To istotne, że nie była, ponieważ zawiera ona immanentną wadę kosztu skali: każdy kolejny przyrost komparatywny jest mniej efektywny względem sum niepodzielnych (tego ile człowiek zje, wypije, wymieszka, zbałamuci & wykorzysta), co prowadzi do omówionej dawniej konieczności zasuwania na dwie zmiany, pracy kobiet i autoredukcji liczebności takiej populacji. Każda taka kombinacja na podniesieniu ciśnieniu utleniacza w komorze spalania i podaniu proporcjonalnie większej ilości paliwa (waluty) oczywiście zapewnia większą moc na wale, oczywiście jakoś to przeniesie skrzynia biegów, i jakoś koła przełożą to na asfalt. Ale to muszą być większe, szersze i lepiej przylegające koła, lepsza skrzynia biegów, mocniejszy wał, lepsze chłodzenie komory, inaczej silnik się raczej grzeje, paliwo przepala i spala się sam silnik (w Sturmoviku wyżyłowanie mocy miało taki skutek, że osiągi uzyskiwano poprzez zużycie silnika w kilka do kilkunastu godzin – paliwem dającym moc był sam silnik i się zużywał) – spala się sama populacja, bo do tego służy, aby ją przepalić na dobra. Kopalnie są karmione górnikami i wypluwają surowce.
Jeszcze jakiś czas to może pociągnąć, ale wygląda na to, że inne elementy konstrukcji obecnego porządku społecznego i tak nie funkcjonują – ten pojazd nie był przystosowany do ostrego wjechania na górkę z ośmioma miliardami ludności w tak krótkim czasie (tak stromo), i może nam teraz zjechać do tyłu dając cofkę technologiczną, górę śmieci, masę roszczeń wrzeszczących staruszków i oczywiście nie mamy ani lusterek, ani hamulców, ani nikt nie wie jak się jeździ z tak stromej górki do tyłu, a do tego część pojazdu i tak się oderwie i pojedzie do przodu – będzie taka część gospodarki, która skonsoliduje specjalistów i będzie reglamentować podaż rezultatów poprzez samą możliwość zrozumienia jak funkcjonuje niescalony aparat tak złożony, że połączenie kropek procesu dla przeciętnych ludzi jest równoważne czynnościom magicznym. Zdolność do wiązania elementów w takim ustroju jest środkiem płatniczym – w takim ustroju sprawy “się załatwia”.

JIT – mały magazyn, dużo godzin pracy na magazynie. To kolejny objaw. Ludzie niezajmujący się własnym biznesem, a postawieni jako gołodupcy na straży cudzych majątków (niby w celu ich pomnażania) kierują się ideologią, a nie praktyką, ponieważ praktyki żadnej na własnym majątku nie mieli (nie mieli narzędzia do nauki, a tym narzędziem mają operować) więc pozostają im formułki z wyższej szkoły gotowania na gazie, zalecenia autorytetuf (teoretyków ekonomii w trzecim pokoleniu gołodupców) oraz ideologia i to codziennie nowa o tym jak ma wyglądać firma sukcesu. Jednym z wielu objawów odlotu jest Just In Time, czyli wiara w to, że każda dostawa jest na czas. Praktyka wskazuje, że tak nie jest, ale to tylko powód do złorzeczeń i szukania winnych przyczyn dla których rzeczywistość nie dopasowuje się do teorii. Właściciel stworzyłby stany magazynowe i ponosił ich koszty, ponieważ pozwalałoby mu to zachować równowagę rozrachunku pomiędzy kosztem magazynowym, przestojami w oczekiwaniu na dostawę, kosztami prawników na wymuszanie terminowości karami umownymi, kosztami zrywania umów przez wkurzonych poddostawców i firmy transportowe, oraz kosztem terapeuty i tabletek na nerwowość. Leming tego nie zrobi – leming ma ideologię, są więc przestoje, są oczekiwania, są błędy w wykonaniach, jest bardzo dużo czepialstwa wobec podwykonawców, którzy każą się w wyniku tego bujać na najbliższej palmie i zrobić sobie samemu (lemingi to oburza – przecież sługa ma podawać kawę, kiedy w kawiarni sobie tego życzysz, bo kawa czeka w magazynie, a przecież reaktory jądrowe też na pewno czekają popakowane w pudła i zostaną dowiezione on demand z pocałowaniem jaśnie leminga, że raczył z drukarki dotacjami coś wycisnąć^^). Jakkolwiek mógłbym na temat tego odlotu książki pisać, a czytelnicy by uzupełnili przykładami, to rezultat jest jeden – ta ideologia zamieniła stany magazynowe, transport i podwykonawstwo w jedną wartość, którą trzeba utrzymywać stale i w gotowości i to bardzo dużo kosztuje – w godziny pracy zawierające przestoje. A nudzący się pracownicy, błędy w dostawach i kurzące się maszyny oznaczają fuchy^^
Godziny pracy są środkiem płatniczym, szczególnie godziny przestoju.

Wymiana zaginionego materiału z produkcji z zaginionymi godzinami pracy DUR następuje właśnie w wyniku konieczności utrzymania gotowości na wypadek bilansowania zawalonych dostaw terminowych ze strony podwykonawców. I owszem lemingi w szkołach były uczone, że rynek jest nieskończenie wielki, jest na nim nieskończenie wielu poddostawców, oraz zalewa go nieskończona liczba kompetentnych pracowników, po czym okazało się, że ktoś ich okłamał i to wcale nie działa. Ale na pohybel faktom – jest ideologia czyniąca niewrażliwym na wątpliwości, więc dzisiejsze lemingi jak i dawniejsi aparatczykowie w demoludach utrzymują wysoki stan gotowości przedstawiany w obecnym (głupim) systemie rozrachunkowym opartym o “wypracowane godziny” (obecność w pracy w stanie jako tako przytomnym), które są albo nieproduktywne, albo niskoproduktywne (jakkolwiek męczące) i niezależnie od liczby zer wydrukowanych na papierze, pozwalają na zakup równie nieefektywnie produkowanych dóbr, w rezultacie mamy powszechną nędzę i drożyznę, mimo że wszyscy czują się zarobieni po uszy i czasu nie mają. No czasem czas mają – w pracy, i wtedy zaczynają na boku wdrażać produktywność pod nazwą fuch, czyli ludzie sami, bez przymusu zaczynają zajmować się w pracy pracą na własny rachunek i we własnym interesie – cud. Tylko materiał, narzędzia i roboczogodziny są reglamentowane przez gołodupców, co zapewnia nietypowy rozrachunek “nie ważne ile tu można zarobić – ważne co tu można ukraść”. No i się kradnie te roboczogodziny, korzysta się z maszyn, bo są i nic nie robią – człowiek czyni sobie fabrykę poddaną, później magazyn, później w fabryce powstaje spółdzielnia, a ponieważ właściciel nie jest osobą, a więc nie istnieje, to i lemingi można przekupić i do kieratu na tak zmodyfikowanej nowym sygnałem zasilania hierarchii zaprząc. A jeśli inwestorem jest jaki rząd, czy bank centralny, bo to tak się skończy z wykupem przez banki centralne, że będzie pozór nacjonalizacji i lemingi przyjdą partyjne, jednak tako samo gołodupce jak te korporacyjne, no jeśli taki będzie inwestor to myszy upasą się niepomiernie, bo na produkcji strategicznej niczego nie zabraknie, a strategiczny w takim ustroju, to będzie nawet wypiek chleba, ponieważ go strategicznie zabraknie i pałami się ludzi nie nakarmi. Szczególnie, że strategicznie brakuje ludzi młodych i naiwnych do bicia tych starych i upartych, co się przyzwyczaili, że koniecznym jest jedzenie i samą miłością do ustroju nie potrafią już żyć. Otóż z produkcji będzie ginął materiał, będzie tysiąc uzasadnień dlaczego zużycie rośnie, będą racjonalizacje, rozwiązania, najwyżej spadnie produkcja – wtedy doślą więcej, bo przecież magazyn nie urodzi, jak się do niego nie przywiezie. Przyślą strażników – kto upilnuje strażników? W rezultacie zaistnieje wewnętrzna wymiana w ramach tych molochów, jakie skonsoliduje inwestor instytucjonalny. Wymiana materiału, narzędzi, usług specjalistycznych, dostępu do środków produkcji, suk – targowisko, powstanie wewnątrz molocha, to tam będzie rynek. I to tutaj już pojawia się rozrachunek, już jest rozstawiany materiał po kątach. Godziny pracy specjalistów, dostęp do maszyn, narzędzi i prawa ciągnienia z magazynów to środki płatnicze.

Zdejmujemy odpowiedzialność z biurwy, tak aby nie było w przyszłości zdarzeń, za które musiałaby odpowiadać – Sprawiamy tym samym, że w przyszłości trzeba będzie się mniej narobić i tu lemingi protestują, bo one uważają, że ich PSIM nie będzie potrzebował jak nie będzie pożarów do gaszenia i z brakiem zrozumienia patrzą się na nas, że nie tworzymy takich sytuacji celowo, a przecież naszym celem nie jest się w przyszłości narobić, tylko czerpać korzyści ze sprawnie funkcjonujących aparatów dostarczającymi nam czasu na budowę kolejnych maszyn, które będą wypluwać potrzebne nam dobra nawet gdy postanowimy dłużej pospać lecząc kaca. Bo leming pije ze stresu, bo piąteczek – piątunio i trzeba zapić i zapomnieć, a człowiek przytomny świętuje tym sukces w wykonaniu wszystkiego dobrze i niczego zapominać nie chce. Jeden ma tanio szoty, drugi koniaczek^^ Właśnie! Bo czytelnicy znowu przywieźli, a ja w samochodzie zostawiłem, trzeba to przytargać do spiżarki – Blantona mi przywieźli kochani czytelnicy, a właśnie wypiłem ostatniego i z żalem brałem się za wódę na myszach. Muza wnika przez me gardło i od razu raźniej mogę wypisywać nieprzeciętne grafomaństwo.
Przysługi ochrony biurwy przed ważniejszą biurwą są środkiem płatniczym. Pełne butelki ze środkiem kolorującym ten szary padół są środkiem płatniczym.

Dobro służby – dobro korporacji… zawodowej, na podłodze korporacji^^ – skocz no młody po flaszkę. Łapówka za dostęp do zawodu to kolejne zjawisko. Jeśli wydaje Wam się, że człowiek obsługujący spawarkę to spawacz, to ma to tyle wspólnego z rzeczywistością, jak to, iż premier z definicji jest mężem stanu. Mężem to może i jest, ale pod warunkiem, że ma żonę. Obsługa kuchenki nie czyni kucharzem. Oczywiście istotne kwalifikacje zawodowe nie są powszechne, szczególnie w kraju, w którym zdemolowano przemysł jakoś ze 30 lat temu. Ludzie, którzy byli kompetentni albo nie żyją, albo wyjechali dawno temu – konkretniej: zostali wywiezieni (na roboty przymusowe do krain zwycięzców). Przemysł ma tylko jedną metodę kształcenia: poprzez uczestnictwo w wykonawstwie. Innej na razie nikt nie wdrożył. Dlatego urojenie od jakiego rozpocząłem ten akapit jest powszechne, ponieważ w kraju, w którym były stocznie, huty, kopalnie i masowe zatrudnienie w przemyśle na 40 milionów mieszkańców, było kila tysięcy bardzo wysoko wykwalifikowanych spawaczy, kilkadziesiąt tysięcy kwalifikowanych kierunkowo (zazwyczaj te dwie grupy zawierały inżynierów spawalników z zacięciem praktycznym), kilkaset tysięcy na poziomie średnim, oraz ponad milion na jakimś tam poziomie wynikającym z innej specjalności zawodowej wymagającej użycia tegoż narzędzia (którego, wybranego z palety narzędzi ogólnie stosowanych do tak nazywanej czynności). Identycznie było w obróbce skrawaniem, w elektronice, w montażu przemysłowym, w hutnictwie, metalurgi i tak możemy bez końca wymieniać. Przy braku zakładów przemysłowych zdolnych do absorpcji ucznia i powierzenia mu narzędzi oraz materiałów eksploatacyjnych powstaje pewien kłopot kosztowy, otóż kształcenie w tych zawodach w zakresie nauczania domowego, to wyłożenie około tysiąca złotych na dzień nauki na materiały i amortyzację maszyn zakładając pięcioletni cykl nauczania zawodowego i technicznego. Z punktu widzenia pracownika etatowego to nieosiągalne, z punktu widzenia rzemieślnika to warunkowo trudne, ale od biedy możliwe do wdrożenia, z punktu widzenia przedsiębiorcy dysponującego jakimś tam kawałkiem przemysłu w fabryce to coś dostępnego. Co spowodowało w przeciągu 30 lat powszechny brak specjalistów na rynku z takiej to prostej przyczyny, że jedynym odbiorcą specjalistów jest przemysł i ewentualnie rzemiosło. Obecnie ludzie pracujący choćby w rafinerii (akurat znam z Płocka) przekazują zawód w rodzinie, pracują wyjazdowo całym klanem i ewentualnie dobiera się im rabunkowo jakiego obcego (import z Ukrainy) wysoko wykwalifikowanego z własnym sprzętem żeby robił “trudne/nie wiem/nie chce mi się”. Ponieważ na Ukrainie też rozwalono kawałek przemysłu, a w przemyśle występują specjaliści, którzy bez infrastruktury jaką ten zapewnia nie są zdolni do jakiejkolwiek produktywności (dlatego mrzonki o Afryce przeszły mi kiedy czytelnicy uświadomili mi problem z przesyłkami, cłem i dostępem do środków produkcji i usług na miejscu). Oczywiście polskich specjalistów znajdziecie rozrzuconych w produkcji, badaniach i rzemiośle po całym świecie, gdzie tylko się co bardziej skomplikowanego produkuje, ponieważ w innych rejonach świata uprzemysłowionego nie było tak późnego boomu demograficznego (lata 70-80) i tych co jeszcze się załapali dało się za granicą przeciągnąć przez specjalistyczne szkolnictwo dla już odfiltrowanych z masy ludności o ponadprzeciętnej liczbie rąk lewych. Ale w kraju już ich nie ma i obecnie przyjeżdżająca na saksy młodzież zadaje kłam o umiejętnościach “polskiego fachowca” tym prostym faktem, że nie ma żadnej praktyki z kraju. A Ci co w kraju coś umieją są w takiej strefie komfortu, że nie wyjeżdżają (byłem i to już nie dla mnie, narzędzia nędzne, kasa licha, ale kto w świecie nie był temu wystarczy), chociaż pewni czytelnicy właśnie na takim poziomie stwierdzają, że coś ich uwiera i chcą w świat – zapewne w internetach wyczytali jakie narzędzia są w obcych krajach, porównali z tymi jakie mają i dodali dwa do dwóch, że ktoś ich robi w konia. Czytelnik wczoraj skonfrontowany z produktami Babilonu dla jakiego pracuje stwierdził, że nigdy nie widział tych serii produktu i czar premium pryska. I ludzie chcą w świat.
Korporacje zawodowe wynikające z tego faktu, czyli przynależność cechowa, powoduje zauważalny, łatwy do zaobserwowania i odciskający ślady ekonomiczne podział pracy, kompetencji oraz sposób oceny rezultatów. Zdanie profanów nie tylko nie jest uwzględniane – jest nawet ganione. W rezultacie reglamentacja podaży i windowanie $dsów jest istotniejsze niż jakakolwiek inna działalność korporacji zawodowej/cechu, aż do zaprzestania jakichkolwiek przydatnych i produktywnych funkcji poza dojeniem. Przykład każdej bezpieki i brutalnych tam reform, przykład lekarzy to właśnie przypadki takich powtarzalnych rezultatów powstawania korporacji zawodowych poprzez reglamentację dostępu do zawodu. Kwalifikacje są środkiem inwestycyjnym. Możliwość ich zdobycia jest niewiarygodnie kosztownym (z punktu widzenia etatowców) środkiem płatniczym – żetonami premium. Taki lepszy bon edukacyjny? Na lepszą edukację?

Pokaż mi swój zegarek – pokaż mi swoją fabrykę. Jest taki element komunikacji z dawniejszych czasów dotyczący zbytków, obecnie ze względu na dominującą ideologię, którą najdelikatniej można okpić terminem “solidaryzm społeczny”, ten element komunikacji jest tłumiony. Jest to epatowanie zamożnością. Złote łańcuchy, pierścienie z rubinami, karabela bita w szmaragdy, złote łańcuchy z biedy i złego gustu zmieniono na jakie zegarki, a potem w korpo zakazali noszenia zegarków, bo techniczni mieli droższe od biurwy (a biurwa ma formalną zdolność zakazywania i budowania dress codu), a nurkowie przebijali wszystkich bo sobie nie żałowali i kamieni szlachetnych (niby z tego powodu, że w razie jak co to będzie interes chociaż ciało wyłowić i jaki pochówek zorganizować). Teraz to już w ogóle jest obraźliwe, szczególnie jak się człowiek tłumaczy z biedy w skarbówce, a na ręku ma prowokację. Więc zegarków też już nie ma. Patriarcha Cyryl jeszcze ma, ale On jest generałem i tam im nikt z butami nie wchodzi – to łune wchodzą. Komunikacja ta była o tyle istotna że wskazywała kierunek przepływu i skalę kontaktu na danym kierunku, z czego ludzie natychmiast wnioskowali proporcje i wpływy danych podmiotów względem siebie co niezwykle ułatwiało budowanie relacji hierarchii i wynikłej z niej podległości. Co za tym idzie strona słabsza nie musiała utrzymywać zastępu prawników względem strony silniejszej, ponieważ wynik konfrontacji był oczywisty i przeprosiny dostawcy za pomyłki odbiorcy okazywały się dużo tańsze niż dzisiejsze niekończące się spory i szukanie winnych. Z tym, że dzisiaj stroną są lewnicy, którzy muszą wspólnie i w porozumieniu złupić obu swoich klientów. Jednym ze sposobów w jaki przedsiębiorcy obchodzą ten problem jest wizytowanie zakładów przemysłowych i naoczne konfrontowanie się z rzeczywistą władzą nad materią, jaką dysponuje kooperant. Oczywiście i w tym zakresie potrafimy wytwarzać iluzje, tak jak to czynią sprzedawcy, ale ostatecznie i tak trzeba dostarczyć sprawny produkt materialny. I jeśli nie potrafimy zapanować nad środkami produkcji, to wpuszczamy tam myszy, myszy co prawda zeżrą wszystko co da się zeżreć, ale póki co, jeszcze coś potrafią wyprodukować. Dlatego Babilon wpuszcza myszy, płaci w ten sposób wymienionymi środkami płatniczymi za to, co PSIM kazał dostarczyć. Cała koncepcja wymuszania efektywności w korpo słupkami do tego przecież się sprowadza – macie dostarczyć rezultaty i nie ważny jest sposób – każdy sposób dostarczający rezultaty jest wystarczająco dobry. A skoro myszy dostarczają rezultatów, to rozsypano w halach to, co myszy żrą, myszy przyszły i pracują.