Nie będzie sprawiedliwie – nie temu FIAT służy

Zapewne dostrzegacie jałowe dyskusje o rzeczywistości, że jakieś rozwiązanie jest takie, a powinno być siakie aby było sprawiedliwie, albo zgodnie z jakimś prawem, a nie z innym też prawem. Albo żeby było ładnie, albo wesoło.

To dość nieprzytomne polemiki, w których założeniem dyskutantów jest “jak być powinno” i każdy ma jakąś swoją wizję jak powinno być, a jest po prostu tak, jak jest. Tak wyszło, jak zagrały siły, bo tylko siła się liczy i tylko ona kształtuje stan faktyczny. Takie abstrakty jak sprawiedliwość, prawo, poczucie estetyki to zupełnie nieistotne detale, jeśli nie służą do wymuszenia na słabych alimentacji silnych.

Rezultat naszych działań, naszego gospodarowania, politykowania jest rozstrzygnięciem tych sił. Tego co kto komu wyrwał, kogo przechytrzył, kogo okpił. Kto zbudował siłę i komu zabrał ropę, węgiel, niewolników. Kto użył cudzej siły (tak jak banki używają siły państw budowanej z owoców pracy obywateli) aby wyzyskać tworzących siłę.

Częste są narzekania suwerenów (paradne – suweren niby komu ma się skarżyć) na to, iż wykorzystują ich słudzy – abstrakty, narzędzia. Jak nieprzytomnymi suwerenami jesteśmy, godząc się na działanie według samodzielnie wymyślonych zasad (praw), albo wymuszanych na nas przez innych, na które się nie zgodziliśmy?

Czy na pewno celem życia jest przestrzeganie praw? Bycie sprawiedliwym?

Czy może celem życia jest przedłużenie życia poprzez spłodzenie i wychowanie potomstwa oraz przygotowania im narzędzi, aby budowały jeszcze większą siłę, poprzez tworzenie kolejnych pokoleń swojej krwi i likwidowanie konkurentów obcej krwi?

Celem działania gospodarki nie jest sprawiedliwość, oczekiwanie jej to fantasmagorie. Korzyści bądź straty z naszych działań odniosą przyszłe pokolenia, kiedy nas już nie będzie. A dla nich nasze działania będą światem zastanym.

Druk walut czy dochód gwarantowany nie są w celu zaspokajania próżnego poczucia sprawiedliwości – są po to, aby ci co mają pomysł jak się nachapać, podtrzymali system regulacji chapania. A nie po to, żeby było dobrze, sprawiedliwie czy różowo w zielone ciapki.

Waluty nie są tworzone po to, aby zapewnić jakąkolwiek sprawiedliwość. Są tworzone po to, aby zostać zniszczonymi. Waluty to narzędzia. Są kredytem. Mają zapewnić działanie wymiany gospodarczej w skończonym czasie. I nic więcej. A ta gospodarka ma zapewnić alimentację tego, kto stworzył narzędzie. W czasie życia waluty, co najczęściej odpowiada czasowi życia najsilniejszego zamordysty trzymającego banki (bo to imperium jednego człowieka, gdy umrze nikt nie będzie kontynuował jego dzieła, bo każdy ma swój własny pomysł) ma dojść do rozwoju gospodarczego, akumulowania zasobów, zrealizowania planów władcy i wtedy waluta może zakończyć żywot, a gospodarka może się odprężyć po tak silnym strzyżeniu. Populacja może się odrodzić, a kolejne pokolenie władców może rozstrzygnąć na nowo spór o władztwo po zmarłym zamordyście. Bo to jakkolwiek jest dziedziczne w ramach grupy, dynastii to wszak spór o to, kto jest szefem wszystkich szefów pozostaje.

Jest to przyczyna, dla której bezpośrednie rządy siłowników – gangsterów są gospodarczo nieskuteczne. Najwyżej porządkują bałagan po wypaleniu się waluty. Siłownicy dokonują absorpcji zasobów bezpośrednio, nakazowo, w ilościach jakich potrzebują, a nie jakie są realnie potrzebne, przecinając i komplikując łańcuchy dostaw i produkcji. Rządy silnej ręki, poukładane i pozornie racjonalne z planem doprowadzonym do każdego stanowiska pracy, są wyjątkowo szkodliwym bałaganem gdy tylko pojawiają się nowe odkrycia, nowe rozwiązania i gdy ktokolwiek zwiększy wydajność produkcji czegokolwiek. Dlatego zamordyzmy powodują stagnację i sprzeciw.

I dlatego gangsterzy pokroju Rusaka nie rządzą bezpośrednio – dostaje pies w miskę i ma być gotowy naszczekać, a nawet rzucić się z zębami, ale nie pobierać zasobów prosto z gospodarki.

Polska jest przykładem, gdzie siłowniki po NKWuDzistach sprywatyzowały się i udają teraz banki, telekomy, kompanie węglowe, wydobycie miedzi czy linie lotnicze, a ich agentura poprzebierana jest w togi i udaje państwo “prawa” skręcające w lewo. I bałagan w gospodarce jest niesamowity – to rezultat bezpośredniego pobierania składników gospodarki na potrzeby rozrastającego się aparatu przemocy. Te wszystkie kontrole, kominiarze wywalający drzwi i potentaci IT zmuszeni do produkcji kozich serów to rezultat zamordyzmu takiego jak za Pinocheta, tylko w dłuższej perspektywie rozwoju. Bo siłowniki umieją uporządkować bałagan wywołany próżnią polityczną, ale gospodarka nie może trwać w takiej stagnacji przy rosnących potrzebach aparatu przemocy.

Dlatego przemocą nie sposób rządzić długo, bo zanika gospodarka – pozostaje kanibalizacja zasobów.

Rozwiązaniem na dłuższą metę jest stworzenie systemu motywacyjnego opartego o obiecanki, które poprzez krótkoterminową realizację pozwalają czynić długoterminowe (jakkolwiek fałszywe) projekcje realizacji. Takiego narzędzia dostarcza koncepcja tokena wartości – waluty. Jakkolwiek pieniędzy jest ile wytworzymy – pieniądze są przedmiotami rzeczywistymi, o tyle waluty i kredytu możemy mieć, ile tylko sobie ktokolwiek wyobrazi.

Pozostaje umówić się wspólnie, w ramach powszechnie wyznawanego gusła, że waluta jest coś warta. Są najróżniejsze sposoby przymuszania do takiej wiary, że nie ma pieniędzy nad walutę, a bank centralny jest jej emitentem i większość opiera się na straszeniu siłownikami (porwaniem, detencją, torturami, niszczeniem mienia – pełen zakres terroru kryminalnego w rękach państwa przeciwko suwerenowi).

Oczywiście porozumienie, iż waluta jest coś warta, zawiera założenie, że znaczna część populacji wie co to są pieniądze i tylko udaje, że z tą walutą to tak na poważnie, natomiast wytwarza i gromadzi prawdziwe pieniądze na wypadek, gdyby jednak populacja powszechnie porzuciła wiarę w walutę i zrobiła run na handlarzy złotem.

Otóż początkowa ilość waluty, jaka zostaje wyemitowana, jest kredytem o szacunkowej wartości obrotu gospodarczego w cyklu gospodarczym. Dla gospodarki agrarnej jest to cykl wegetacyjny, dla przemysłowej produkcyjny, dla wydobywczej cykl wydobycia depozytu, dla finansowej są to niezwykle krótkie cykle, nawet krótsze niż dobowe, wynikające z częstości transakcyjnej innych części gospodarki. Oczywiście najrozsądniej byłoby, gdyby każda część gospodarki miała swoją walutę i tak w istocie jest – są tam zamknięte obiegi kredytowania i instytucje finansujące w najróżniejszych formach (spółdzielczych, samopomocowych, komercyjnych) wyłącznie wybrany sektor pod zabezpieczenia rezultatów danego sektora. Natomiast na styku tych gospodarek musi być jakaś wymienialność i tutaj jest nieszczęście waluty FIAT, ponieważ cykl wegetacyjny w stosunku do cyklów finansowych wycen na giełdzie daje tak duży kontrast, że rolnictwo wydaje się pozornie niedochodowe jeśli wycenić je w walucie rynku finansowego.

A przecież bez rolnictwa wszystko inne nie funkcjonuje, a odwrotnie jak najbardziej. Wynika z tego, że w rolnictwie musi być ukryta olbrzymia wartość, której nie daje się wycenić w cyklu działania rynku finansowego. I istotnie tak jest, ilość paliw, środków chemicznych, maszyn, które są agregowane w rolnictwie, a dają rezultat tylko raz w cyklu wegetacyjnym jest olbrzymia. Wytworzenie tego wszystkiego było kosztowne, jednak nadwyżki w produkcji wszystkiego pozwalają na taką rozrzutność, iż można nawet utrzymać tak niespójny system transakcyjny i część populacji może żyć z zakładów o przyszłe wyceny produktów.

Ta sama zależność jest w produkcji i wydobyciu – to tam kryje się bogactwo, to tam są wytwarzane gigantyczne nadwyżki pozwalające budować wieże ze szkła, stali i betonu. Wszak żadnego szkła, stali i betonu nie wytwarza się w banku centralnym.

Istotą waluty jest krótkoterminowa wymienialność jej na dobra, których nadwyżki wytwarza kto inny. Warunkiem jej przyjęcia jest dalsza wymienialność z projekcją dalszej wymienialności. W takim kontekście gromadzenie waluty ma sens, gdyż wzrost wydajności pozyskiwania dóbr z depozytów (wydobycie) i tworzenia depozytów (upraw, hodowli, produkcji) zapewnia deflację i samo posiadanie waluty daje korzyść z cudzej pracy. Metodą konsumpcji tej różnicy jest wytworzenie waluty i tym samym zapewnienie sobie dostępu do dóbr. O ile mieści się to w ramach wytwarzanych nadwyżek – proces ten nie jest zauważalny, gdyż wyceny pozostają stabilne, natomiast przekroczenie szacunkowej sumy nadwyżek powoduje inflację. Chyba że wyprodukowaną walutę akumuluje się w przeróżnych skarbcach jakie zapewnia “rynek finansowy”. Bo tam się nic nie wytwarza, tam się wyłącznie przeksięgowuje z kartki na kartkę.

Oczywiście za prywatny dodruk waluty kary są srogie, bo jak to tak bez pracy się bogacić? A bankierzy tak się właśnie bogacą – administracyjnie/magicznie dopisują sobie cyfry na kartkach i przymuszają pracujących, aby wymienili im te waluty na owoce swojej pracy.

Działa to tak długo, jak długo w codziennej perspektywie te papierki są wymienialne na kolejne produkty jakich potrzebujemy, a czar pryska gdy takie zdarzenia nie następują.

Aby czar nie prysnął trzeba by po zamkniętym cyklu gospodarczym rozliczyć wszystko i skasować całą walutę, wprowadzić nową i zacząć od nowa. To bardzo by komplikowało życie, ponieważ cykle produkcji nie są zbieżne, i o ile gospodarka agrarna wyznaczyłaby cykl roczny, to gospodarka przemysłowa działa w wielu innych cyklach – również wieloletnich.

Nigdy więc nie występuje dobry moment, aby skasować walutę. Chyba że coś skasuje gospodarkę – dobra wojna nie jest zła, byle w odpowiednim momencie. Bardzo trudno jest osiągnąć porozumienie, że coś co mamy zgromadzone nie działa i gramy od nowa (reforma walutowa Niemiec po 2WW).

W ten sposób cykl użycia waluty przedłuża się w nieskończoność i pewne rodzaje działalności – przysparzające bogactwa – gromadzą walutę szybciej niż inne, co powoduje tworzenie nawisów inflacyjnych, gdy nie ma potrzeby wymiany walut na dobra i takie zakumulowane nadwyżki nie trafiają na rynek. Waluta jest – ale nikt jej nie używa. Otwartą pozostaje kwestia czy te nadwyżki są wymienialne na rzeczywiste dobra w jednym czasie, albo w jakimś skończonym czasie.

Pierwszym z rozwiązań dla małych nawisów jest promowanie konsumpcji. Na przykład przez ograniczenie czasu pracy (aby nie powstawała nadwyżka) i wymuszenie czasu bez alimentacji (czasu wolnego od pracy), kiedy następuje konsumpcja dóbr zakumulowanych wcześniejszą alimentacją owocami pracy.

Problem następuje, kiedy suma czynników akcyzowych na pracę (PIT między innymi) powoduje, że nie ma sensu podejmować pracy, wtedy konsumpcja musi być dokonana z cudzej akumulacji.

I tak rozwiązywany jest problem dużych nawisów – są one depozytami do kredytowania małych braków (kredyty konsumpcyjne) z przyobiecaniem zapłaty przyszłą pracą (niby że kiedyś obniżą PIT? na przykład poniżej zera dochodem gwarantowanym i wszyscy wrócą do radosnej wytwórczości?). W jakimś tam skończonym, odległym czasie ma niby nastąpić zwrot tych kredytów, a nawet odsetek i wszystko się zbilansuje. Wierzymy w to, ponieważ tak się dzieje na co dzień, a jak się nie dzieje to stosujemy przemoc i ograbiamy niestosujących się (egzekucja komornicza), a nawet wmawiamy im zamiar oszustwa i porywamy – więzimy za długi. A na koniec powstaje koncepcja aby zmuszać więźniów do pracy, chociaż PITem zabraniamy pracować na wolności. Poziom absurdu przy którym wypadałoby udać się na terapię?

Ponieważ mimo takich obciążeń (niepodejmowanie zajęcia z powodu obciążeń zajęcia i promowanie nieróbstwa aby wykorzystać depozyt abstraktu – waluty) gospodarka ciągle wytwarza nadwyżki, to można na wiele sposobów dokonywać refinansowania, przesuwając wymagalność spłaty w przyszłość.

Tym jest system emerytalny – przesuwa część zapłaty w walucie w bardzo odległą przyszłość. System działa, ponieważ już mamy emerytów, którzy coś dostają i pozwalają na projekcję, iż tak będzie w przyszłości.

Krok po kroku całość nadwyżek gospodarki zostaje zmniejszona, gospodarowanie przeniesione tam, gdzie nikt nie przeszkadza obciążeniami gospodarować i system się bilansuje. Ale nawyki pozostają. Nie ma chętnych, aby przy takich obciążeniach podejmować zajęcie i cokolwiek wytwarzać, a dodruk waluty przez tych, którzy zorganizowali sobie kurek w systemie rurek (banki) dalej trwa. Akcja kredytowa trwa, i nadwyżek brakuje aby utrzymać działanie instytucji społecznych. Wprowadza się wtedy cięcia wydatków publicznych.

W rezultacie nie stać nas na coś, na co było nas stać bo sami to tworzyliśmy. Przestaliśmy to tworzyć, obiecując sobie wzajemnie wytworzenie tego wszystkiego w bardzo odległej przyszłości.

Na przykład odłożyliśmy prokreację na odległą przyszłość. W rezultacie nie powstali kolejni mieszkańcy, którzy zapragnęliby naszych depozytów abstrakcyjnych i byliśmy zmuszeni skonsumować je, co wywołało kryzys finansowy (brakło chętnych na wykup obietnic, na wykup dóbr z przyobiecaną astronomiczną wartością).

Ponieważ brakło chętnych na nasze depozyty i zaczęliśmy je konsumować – powinno dojść do likwidacji waluty już w latach 80-90. Nie doszło do tego, do zabawy wciągnięto kolejne narody i kolejnych chętnych na depozyty (zasilanie zewnętrzne przez kanibalizm obcych ludów). Pozwoliło to na wesołą zabawę przez kolejne dwie dekady na koszt demoludów.

Teraz ZNOWU zadłużeni są wszyscy, jak by tu wciągnąć do zabawy Chińczyków z ich zasobami? Wtedy zabawa potrwa jeszcze ze dwie dekady. A później Indie urosną i znowu się przedłuży zabawę.

Problem w tym, że Chińczycy na straży swoich zasobów stawiają kompleks militarny.

Rozwiązaniem spłat zobowiązań w abstrakcyjnej walucie rozwiązano dodrukowując wyniki tych spłat. Czyli skup zobowiązań przez banki centralne. Kłopot jest taki, że dysponujący tymi nadwyżkami mogą doprowadzić do gwałtownych przecen (inflacji) dokonując akwizycji, albo mają nadwyżki abstrakcyjne, których nie mogą użyć.

To jest właśnie cały urok walut FIAT. Są one obietnicami, których próba zrealizowania prowadzi do tym większej przeceny ich wymienialności im dłużej trwa “oszczędzanie”. Powstrzymanie się od konsumpcji jajka nie zapewnia po 30 latach sumy pozwalającej na konsumpcję jajka, najwyżej jego ułamka. A zazwyczaj nie pozwala na żadną konsumpcję – klasery są pełne walut które przestały być użytkowane.

Oczywiście można surfować pomiędzy systemami walutowymi, wymieniając jedne na drugie, ale globalizacja gospodarki prowadzi do globalizacji waluty, więc po najbliższym resecie waluta może być globalna i w końcu resety też będą globalne. Być może jeszcze nie za naszego życia, chociaż młodsi czytelnicy być może tego dożyją.

Istotne jest to, że aby zjeść jajko należy oszczędzić środek produkcji jajka. Dlatego właśnie prawdziwym bogactwem są środki produkcji, narzędzia, maszyny, fabryki, ludność. I depozyty środków materialnych – złota, węgla, ropy (wszak żaden silnik nie działa bez smarów, a te robi się tylko z ropy i z wielorybów, a wieloryby już zużyliśmy).

Oczywiście wielu zakrzyczy, że to niesprawiedliwe – że odmówili sobie wielu jajek z nadzieją na emeryturę, że to bezprawie i aparat przymusu ma im zapewnić prawo i komuś te jajka zabrać, aby oni mieli te przyobiecane.

System walutowy nie jest po to, aby było sprawiedliwie. Prawo jest doraźne. Banki po to zasysają zasoby dodrukowując walutę, aby ci, co mają pomysł jak zdobyć władzę, mogli realizować swoje projekty na nasz koszt. Swoje “projekty społeczeństwa otwartego” czy lotów na Księżyc. To za te waluty wznoszone są piramidy i wieże do nieba. A my się na to godzimy, ponieważ krótkoterminowo waluta pozwala nam rozwiązać problem wymiany owoców pracy, za koszt ułamka owoców pracy na utrzymanie tego systemu transakcyjnego.

Właśnie dlatego rządy banksterów są efektywniejsze niż rządy gangsterów. Potrafią wytworzyć system motywacyjny, w który mapety uwierzą, w którym będą widzieć emerytalną marchewkę, kredytowy bat i będą ciągnąć wózek aż padną.

A potem przyjdą gangsterzy, wyprostują wrzeszczących staruszków w sprawie obiecanych emerytur, których nie będzie i znowu wróci waluta i wrócą banki, i kolejne pokolenie będzie miało nowy system walutowy, w którym wszystko pozostanie po staremu.

I po to tylko jest ten FIAT – abyśmy jakoś dogadywali się w sprawie codziennej wymiany. Nie w sprawie oszczędności bo takiego zwierzęcia nie ma w naturze abstrakcyjnej waluty. To narzędzie abyśmy przetrwali do następnego pokolenia, coś wytworzyli, coś po sobie zostawili, abyśmy umieli sobie wyobrazić marchewkę i bat. Wszak czym wypełnilibyśmy długie dni naszego życia, gdyby nie praca na naszych dobrodziei, na świecie, na którym nie czeka nas nic dobrego tylko śmierć i podatki? Czy jest coś piękniejszego niż zasuwanie całe życie w pocie czoła, aby realizować cudze cele, cudze pomysły, cudze plany?

Wszak nie mamy żadnych własnych?

Śmierć i podatki naszym celem?