Niuanse operowania kapitałem

W operowaniu kapitałem są istotne niuanse, ponieważ inaczej przedsięwzięcia miałyby prosty wykładnik zwrotu zależnie od skali. W pewnym uproszczeniu jest to prawdą (skala do zwrotu), jeśli weźmiemy konsolidację w pionie (czyli cały cykl wytwórczy, aż do sprzedaży ostatecznemu konsumentowi). To model działania korporacji. Zwroty takich przedsięwzięć są podobne i zależne od skali, zawsze występuje ten sam model biznesowy, ta sama struktura podziału pracy i zwrotu.

Przykładem lokalnie działającego MiSia, który dokonuje takiej konsolidacji, jest potężne gospodarstwo rolne (agrofirma), dostarczające produkty końcowe w postaci nabiałów (sera, mleka, twarogu, maślanek, masła). Wymaga to upraw materiałów na pasze, hodowli bydła, pozyskiwania półproduktu (udojnia) i zorganizowania przetwórstwa. Taka firma, przechwytując cały łańcuch w pionie, może narzucić wewnętrzną cenę transakcyjną na każdy etap produkcji, oraz, dzięki skali w pionie, mieć poważny zysk, ujęty formalnie w sprzedaży. Aby dokonać ekspansji, taka firma musi wyprzeć z rynku inne, lokalne, równie efektywne podmioty (produkcja nabiału ma tysiące lat za sobą – innowacja w tej branży to jedynie workflow).

Aby wyprzeć inne firmy, może posłużyć się obniżeniem własnego zysku (sprzedawać taniej produkt), ale, ze względu na współczynnik cena/waga, koszty transportu oraz straty wynikłe z krótkiego terminu przydatności produktów, musi obniżyć również jakość produktów (wdrożyć konserwanty – a to koszt), wpłynąć na emocje (reklama) i najczęściej przegra tę konkurencję z powodu nieistotności dla klienta, które produkty kupuje.

Takie normalne, uczciwe metody są więc o kant do potłuczenia – nie da się tak skonsolidować rynku w poziomie. Nie można tak wytworzyć marki i zdominować rynku, a jednak takie dominujące marki mamy.

(Przykład z produkcją sera wziąłem dlatego, że więcej osób wie jak wyprodukować ser niż wiertarkę)

Są jednak inne metody, które czerpią moc swobodną zasilającą swoje działanie spoza łańcucha wytwórczego i rozkładają koszt w społeczeństwie, prywatyzując zysk. Grzecznie można nazwać je świństwami, ale taki mamy rynek i tak się gra.

Pierwszym małym świństwem jest otwarcie własnego sklepu dla własnych produktów. Świństwo polega na tym, że nie kierujemy się, jak kupiec otwierający sklep dla zysku, ceną i jakością produktu. Wykluczamy konkurencję – otwieramy sklep jako monopolizację kanału sprzedaży. Jest to sklep naszej marki. Albo sieć sprzedająca nasz produkt jako wyłączny (albo kilku producentów, z którymi mamy zmowę – wspólną politykę cenową i jakościową). Wypieramy tym sposobem z przestrzeni, w jakiej ludzie dokonują zakupów, konkurencję i zmuszamy ludzi do wydania swojej mocy swobodnej do poszukiwania innych produktów na własny koszt, a że ludzie są leniwi, to tej mocy raczej nie wydadzą. W tym wypadku sklep w konsolidacji pionowej zapewnia stratę, ale przynosi wolumen. Zysk łańcucha nie zależy w ogóle od jakości kupca prowadzącego sklep. Powoduje to, że inni – pragnący z nami konkurować na rynku – kupcy od razu połapią się, że marże na rynku są ujemne (użytkownik #Malaga właśnie dlatego ma niskie marże) i coś tu nie gra.

Generalnie nie musi być to jeden sklep – chodzi o wyłączne kanały dystrybucji.

Drugim świństwem jest takie, które popieram, polecam, nawołuję, promuję. Nie płacić podatków. Oczywiście co innego, jak się nie płaci podatków z nabytej umiejętności ich unikania, a co innego, jak się po prostu daje działkę od wolumenu administracji podatkowej, żeby nie widziała naszych działań. Pierwsze zapewnia frajdę – drugie zapewnia wpływ na władzę. Jest to przewaga konkurencyjna, pozwala nękać kontrolami skarbowymi konkurencję i w przypadku opresyjnego aparatu urzędniczego – rugować opornych z rynku. To znacie z Polski – tak powstają tam oligopole. Wielcy nie płacą podatków – nie płaćcie i Wy.

VAT służy kontroli rynku (a nie opodatkowaniu, poza utrzymaniem służb do jego egzekwowania). Służy temu, aby wszystkim podnieść kaskadowo wydatki o stawkę (przyjmijmy 25%), przy przeciętnych marżach handlowych na poziomie kilkuprocentowym. Wybranym (swoim) zaś pozwala na uniknięcie tego opodatkowania (poprzez brak reakcji straszliwego dla pozostałych urzędu) i tym samym konkurowaniem tym 25% upustem z pozostałymi podmiotami.
VAT nie ma jakichkolwiek innych zastosowań poza oligarchizacją rynku.

W przypadku produktów z normalną stawką VAT możecie oszczędzić w ten sposób kilkanaście procent marży. Resztę do pełnej stawki zje wehikuł zapewniający uniknięcie opodatkowania i papuga – bo trzeba je karmić. Szału nie ma, ale jak macie marżę na poziomie 1%, a możecie mieć na poziomie 15%, to robi różnicę, szczególnie jeśli działacie jako kupiec i marża jest całym Waszym zyskiem.

W taki sposób można skonsolidować lokalny rynek, a nawet nieco większy niż lokalny. Pan Stokłosa, niemiecki agent, tak właśnie działał. Jednak aby wyjść dalej (koszty), trzeba kolejnych zasobów cudzej mocy swobodnej. Oczywiście można powtórzyć numer z podatkami w skali państwa, ale trzeba pamiętać, że naczelnicy US też mają rodziny, ich podwładni też mają ciotki, wujów i kuzynów, i tam też ludzie prowadzą biznesy. W tym wypadku biurwa dużej skali może wejść w konflikt z biurwą na podłodze, a inicjowanie tam wojny może się skończyć rozpadem biurwy (a na to korporacja zawodowa urzędasów sobie nie pozwala). W skali kraju, bez rozkazu ministra i ostrej nagonki (paliwa bez akcyzy) tego tematu się nie ugra. Opór środowiska wystąpi. Nie da się więc metodami niejawnymi, pozaprawnymi i opartymi o układy nieoficjalnie wyrugować innych z rynku w skali kraju. Tu oczywiście przytomny Czytelnik zauważy, że nie finansujemy biurwy – finansują ją naiwni podatnicy i deficyt budżetowy (zapłacą ci, co się jeszcze nie narodzili), więc taki biznes czerpie moc swobodną z systemu fiskalnego, a ten nie zna litości, jak jest głodny.

Można się posunąć do trzeciego świństwa. Na takim etapie rozwoju firmy jest szansa, że spędza się weekendy tam, gdzie minister (i te same piękne panie klepie po wdziękach) i jest szansa nawiązania kontaktów osobistych i kupienia sobie rozporządzenia, a jak trzeba to i ustawy. Rozporządzenie takie narzuci normy jakościowe na daną branżę, które my oczywiście spełniamy, a inni nie, i wtedy nasze kasy fiskalne się sprzedadzą, a żadne inne nawet się nie pojawią. I wtedy na koszt przemocy państwa wyciśniemy z rynku wszelką konkurencję, mogąc narzucać słuszne stawki na nasze produkty. Tak działa rynek farmaceutyczny i dlatego ludzie kupują leki przez Internet i na targowiskach, ponieważ koszty syntezy leków są śmiesznie niskie, natomiast ceny w aptekach urwane z choinki. I proszę mi nie bredzić o kosztach badań, szczególnie w kwestii leków, które jak Prozac – mają przedłużaną ochronę patentową poprzez zmianę zastosowania (z leczenia depresji na leczenie niezadowolenia u kobiet w dni szczególne).

Rezultatem działania VAT jest kara za wprowadzenie towaru na rynek (import, wydobycie, wytworzenie). Ponieważ wartość dodana jest opodatkowana, to rozsądnym jest jej nie dodawać, aby nie być karanym podatkiem (podatek to sankcja karna). Wdrażanie takich podatków powoduje, że działalność jest celowo ograniczana do handlu, a wyklucza wydobycie, produkcję i uprawy (wprowadzanie wartości na rynek). To skutek uboczny regulowania rynku tą opresją.

Zależnie od skali deformacji rynku można uzyskiwać marżę z handlu na poziomie 1% (a nawet ujemną), można kilkunastoprocentową (na unikaniu opodatkowania), wreszcie można, tak jak koncerny farmaceutyczne, mieć 1k-2k% narzutu na produkcie.

Dawniej handel to był dobry interes, a teraz nie jest. Wynika to z ilości dostępnych źródeł zaopatrzenia w produkt. Ta liczba źródeł jest proporcjonalna do ilości kontaktów w grafie i wagami powiązań pomiędzy nimi. W rezultacie marża, jaką klient zniesie, jest odwrotnie proporcjonalna do wagi tych powiązań. Dlatego dziś marże są liche, ponieważ mamy kontakt z każdym na świecie przez serwisy handlowe, a kiedyś kontakty były wyłączną domeną kupców, co dawało im wyłączność na kanały dystrybucji i pozwalało nakładać solidne marże.

Przytomnie zakładam, że unikanie opodatkowania jest w zasięgu Czytelników, a kupowanie ministrów niekoniecznie. Oczywiście co niektórzy państwici zarzucą, że to jest nieuczciwe, ale cóż poradzić, skoro inaczej handel nie działa, a nie każdy chce się odsunąć od koryta (od głównego nurtu ekonomii i gospodarki) tylko dlatego, że jakimś państwitom widzi się taki ustrój.

Skoro na marżach operujemy w rzeczywistości ujemnej do około 20% (trzymamy się rzeczywistości), to gdzieś trzeba wycisnąć resztę. Można obciąć koszty. Oczywiście w firmie handlowej to nie bardzo jest już co i komu obciąć, żeby nie zaczął śpiewać falsetem. Dlatego dział handlowy uważam za dział sensownego MiSia, a nie jego bazę, chociaż prowadziłem działalność, która tylko z tego się składała.

W firmie handlowej jedno co można uciąć, to czas transakcji. Po pierwsze – operować nadwyżką, a nie kredytem. Po drugie – zbywać towar szybko, kasować i wytworzyć sobie w niszy stały kanał dystrybucji, na którym ciężko nas będzie zastąpić. Marzenia. Długo takie noszenie wody wiadrem nie trwa. Albo nam odetną źródło wody, albo położą obok rurociąg na taki obiecujący kanał. Nawet jeśli nie zrobią tego tak dobrze jak my i zwalą tym niszę, to nam zdemolują działający biznes. I wtedy czas ruszać w drogę i zająć się czymś innym. Skracamy więc czasy transakcji, pakowania, dostaw i wyciskamy ilość obracania tym samym kapitałem w jednostce czasu. Szybko, dużo, tanio – half price fast deal. To wszystko co można zrobić. Należy pamiętać, że tym samym demolujemy inne, bardziej niszowe interesy w takiej branży.

W takim rozrachunku, jeśli wyciśniemy 15% marżę i dokonamy obrotu tym samym kapitałem cztery razy w miesiącu na szybko zbywalnym commodity, to możemy się pochwalić wynikiem na efektywnym poziomie 70% z włożonej sumy początkowej (ja wiem, że wedle dzisiejszej definicji to jest 15% + składanka przy 4 razy większym obrocie; ale ja się uczyłem liczyć jeszcze w dawnych czasach i umiem liczyć kapitał jaki rzeczywiście jest, a nie obrót z sufitu, którego nijak nie daje się znaleźć w rachunku w jednym czasie).

Gdybyśmy nie skubali podatku, ten sam kapitał dałby nam około 5% (przypadek #Malaga). Tylko wyciśnięcie tych 4 cykli transakcyjnych w miesiącu nie jest takie proste i do tego niekoniecznie procent się poskłada (w poprzednim artykule pisałem dlaczego).

Natomiast w MiSiu produkcyjnym możemy obciąć koszty, wykorzystując kapitał społeczny (kontakty i elastyczność) w tworzeniu zaopatrzenia, stanów magazynowych, kiedy jest tanio, i pogrywania z dostawcami (mając zapasy), kiedy chcą sprzedawać drogo. Ta produkcja jest o tyle istotna, że operacje w kolejnych krokach wytwarzania produktu na tyle zwiększają poziom komplikacji, że generują spady (straty) i ich suma rzutuje na przeciętną, rynkową wycenę produktu. Umiejętność ograniczenia spadów w kolejnych (coraz droższych) krokach oraz obniżenie kosztów zaopatrzenia w materiały eksploatacyjne pozwala zarobić wewnętrzną marżę transakcyjną (wirtualną) na każdej kolejnej operacji.

Ponieważ handlowcy próbują przejąć Wasz zysk drogim zaopatrzeniem (kompleksowym we wszystko), to różnica pomiędzy lichym działem zakupów a dobrze zorganizowanym i obrotnym handlowcem w MiSiu potrafi ściąć koszty eksploatacyjne od 3 do 10 razy. Tylko kanały zaopatrzenia będą nieraz udziwnione.

Kilka dni temu dostałem bardzo dobrą ofertę na produkty ze specjalistycznego (do druku metalem 3d) materiału, który pozwala na wytworzenie narzędzi w cenach przebijających konkurencję 4-10 krotnie. I to w lepszej jakości, niż jakakolwiek inna. Wydruk gotowego modelu broni razem ze zintegrowaną lufą (drukowany gwint) prosto z CADa kosztowałby około 4kPLN. Wystarczy projekt. Oczywiście w porównaniu z tradycyjnymi technikami wytwarzania broni (masowymi) to jest to bardzo drogo od sztuki, rynkowo pozbawione sensu. Ale daje to jakieś wyobrażenie, niż gdybym napisał o cenach odkuwek czy wyprasek. Więc tak dla wyobrażenia podaję przykład z bronią, bo każdy mniej więcej wie jak wygląda i po ile jest w sklepie.

Pozostaje jednak pytanie – jak duża część materiałów eksploatacyjnych i surowców ma udział w naszym produkcie końcowym? Przyjmując, że samodzielnie zaopatrujemy i wytwarzamy elementy naszej linii produkcyjnej oraz produkty, to prawidłowe zorganizowanie tego zaopatrzenia pozwala nam uzyskać przechwycenie wejścia (tak jak sprzedaż jest przechwyceniem wyjścia) do poziomu przynajmniej o połowę niższego niż doraźny. A to oznacza, że w każdym kolejnym procesie możemy sknocić dwukrotnie więcej produktów niż konkurencja, korzystająca z supply on demand, i uzyskamy taką samą, jak oni, cenę końcową. Oznacza to też, że jak będziemy knocić tyle, co przeciętna inna firma z takim zaopatrzeniem, to uzyskamy przeciętnie niższe o 25%-50% ceny wyjściowe, co pozwoli nam narzucać wysoką marżę i konkurować ceną. Choć najlepiej jest odcinać kupony, cicho siedzieć z wynikami i się nie wychylać, kasując póki można.

Oczywiście tutaj liczy się ilość i poziom komplikacji kolejnych operacji. W firmie handlowej jest ich zero i uzysk z tego wynosi oczywiście zero. Jeśli jednak mamy jakąś konsolidację w pionie, to możemy na dobrze zorganizowanym zaopatrzeniu urwać około 25% i resztę tego wyniku (bo czasem jest wyższy) przeznaczyć na hobby (coś sobie wydłubać na boku – to też kosztuje materiały eksploatacyjne).

Ponieważ jest to związane z handlem, to jest to lustrzane odbicie marży wyjścia. Jednak tutaj cykle są wydłużone i raczej się ich nie skraca – im dłuższe cykle, tym większe oszczędności się trafiają (zamawiamy dużo i na długo). To druga strona tej samej monety.

Natomiast na bardzo grubym rancie tej skonsolidowanej w pionie, produkującej dobra monety jest proces wytwórczy. Tutaj liczy się park maszynowy, doświadczenie, wiedza. Tutaj siedzą prawdziwe pieniądze. To tutaj sterty surowców zamieniane są w maszyny, to tutaj, zależnie od precyzji z jaką montowane są elementy, możemy uzyskać coś, co inni kupią ze względu na jakość (a nie na wagę, jak na złomie). To w tym miejscu wytwarzane są, omówione w poprzednim artykule, zwroty z MiSia. Jakkolwiek można je polepszać wymienionymi niuansami wejścia i wyjścia, o tyle będą się one trzymać w pewnych widełkach.

Jest też niuans, który powoduje spadek wyniku. Jest nim konsolidacja po szerokości. Jakkolwiek wydaje się rozsądnym, aby sklep był wielobranżowy, o tyle produkcja zawsze będzie tylko w takiej efektywności, w jakiej jest najsłabsze ogniwo. Poszerzanie produkcji o produkty z innych branż i rozszerzanie takiej działalności ma sens w skonsolidowanym handlu, ale nie ma sensu w czymkolwiek poza dystrybucją.

Jest to przyczyna, dla której efektywność kombinatów (korporacji dających markę produktom) tak wpływa na cenę, że mogą się one utrzymać na rynku tylko dzięki przekupionym ministrom i zaświadczeniom o koszerności. Dlatego elektronika u nas jest droga, a u Czajników tania. Dlatego tak samo jest z cementem, butami, mieszkaniami, proszkiem do prania, żywnością.

Oznacza to, że organizacja wraz ze wzrostem wkładu kapitałowego nie tylko daje coraz słabszy (bo rozpraszany pomiędzy najmniej efektywne części) rezultat, ale też przy pewnej skali zajmuje się bzdetami (firmowa stołówka, firmowe kubki, długopisy, i to wszystko wytwarzane we własnej – specjalistycznej fabryce), aż po opary absurdu jak mobbing, molestowanie, etykę pracy, sekciarskie kaizen, 5s, oddzielne toalety dla płci nieokreślonej i przedszkola dla dzieci pracowników, w których to dzieci realizują targety (tak, serio tak jest). Ten absurd organizacyjny może rozwijać się tak długo, jak istnieje zasilanie (alimentacja). Przykładem takiej absurdalnej rozbudowy po szerokości jest welfare state, zajmujące się wszystkim, aż po propagowanie nowych zboczeń. Takie państwa nie bez powodu są zadłużone – to skrajnie nieefektywne, zajmujące się zbyt szerokimi zagadnieniami organizacje.

Na całe szczęście naszą organizację zweryfikuje konkurencja na rynku i nie będzie ona ani sprawiedliwa, ani uczciwa, ani ocena ta nie pozostanie niezmienna w czasie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • Temeraire

    No popatrz, chyba czasy monopolu państw na broń się kończą. BTW te wydruki 3D to spiekanie proszku laserem czy coś nowego wymyślono?, bo 4kPLN to i tak tanio.

    • 3r3

      Laser i działo elektronowe to drogie zabawy – zastosowania w lotnictwie.
      Dla cywili jest druk formy i zalanie w piecu:

      https://www.youtube.com/watch?v=ZqI0B0V-ttw

      Dokładność to Ra w granicach 0.04-0.1mm w zależności w którą stronę zmierzysz.
      Potem piaskowanie, jakaś delikatna obróbka i do przodu.
      Jeśli połączyć to ze skrawaniem wychodzi straszliwa taniość.
      Żeby zrobić ramę pod zamek i lufę trzeba zdjąć masę materiału, albo mieć drogą formę i wtedy masówka – a tutaj to nie problem.
      Mnie to co prawda potrzebne do produkcji narzędzi – wtedy cena jest niska w stosunku do całościowej obróbki.

  • tyhim

    Możesz rozwinąć temat sekciarskiego kaizen?
    Co jest absurdalnego w zarządzaniu w stylu TQM? (bo domyślam, się że do tego nawiązujesz)

    • 3r3

      A o ile wzrośnie wydajność w rezultacie wprowadzenia tej doktryny na podłodze?
      A pensje na podłodze wzrosną o tyle samo?
      No to jak nie to po co pracownik ma wprowadzać jakieś zasady? Bo są fajne? Bo się należy do fajnej grupy? Bo laski na to lecą?
      Pracę wykonujemy dla zysku. A hobby dla przyjemności.
      Przytomność trzeba zachować i zawsze stawiać kwestię „za ile mam wykonać tę konkretną usługę?”.

      ZA ILE!

      • tyhim

        Mam wrażenie, że natknąłeś się na skrajnie sekciarskie podejście w jakieś firmie, że tak postrzegasz kaizen.
        Oczywiście, że zwiększa wydajność. Po to wprowadza się zmiany, aby praca była wydajniejsza.
        Zmiany procedur w firmach, które nie zwiększają wydajności lub nie przynoszą zysków po prostu nie mają sensu. To, że jakiś pracownik coś zaproponuje to nie znaczy, że musi być wdrożone.
        Zauważ, że Deming był przede wszystkim statystykiem, a nie żadnym teologiem czy moralistą, który głosił żeby było miło tylko przede wszystkim skutecznie.

        • 3r3

          Ja wdrażałem tqm w wielu firmach. Tylko że nikt z pracowników nie pyta się czy zacznie od tego więcej zarabiać.
          Dlatego jest to sekciarstwo. Zwiększa wysiłek i nie zwiększa zapłaty.

          A przecież to powinno być pierwsze pytanie – skoro są w firmie zmiany to ZA ILE?

          • tyhim

            Ogarnięty właściciel firmy nie łudzi się, że pracownicy zaczną mówić mu co ma robić żeby więcej zarabiał.
            Ale zadając odpowiednie pytania np. „Co można zrobić, aby Twoja praca była lżejsza?” to ludzie wcale nie czują jakiegoś wielkiego bagażu obowiązków i chętnie czasem podsuwają ciekawe pomysły zmian, co w perspektywie czasu i wielu udoskonaleń daje wymierne rezultaty. Wcale też ludzie nie opowiadają zaraz niestworzonych rzeczy tj. fotele masujące.
            Jeżeli rozmowa z pracownikiem na temat jego miejsca i sposobu pracy jest dla niego wielkim wysiłkiem to pytanie czy mamy odpowiednią osobę na danym stanowisku.

            Generalnie rozumiem Twój punkt widzenia, tyle że praca często może być wydajniejsza i niekoniecznie cięższa poprzez optymalizacje procesów. Znaczna część ludzi woli pracować w takich firmach gdzie nie ma skostniałych schematów nie do ruszenia i praca jest po prostu przyjemniejsza, co nie znaczy że musi być od razu jakąś misją.
            Moim zdaniem jest to po prostu zdrowsze podejście.
            Jeżeli miałbym człowieka, który na każdym kroku zadawałby mi pytanie „ZA ILE?” to po prostu wiem, że to nie jest etatowiec, który chcę poza pensją rynkową lepiej ustawić swoje miejsce pracy tylko typ, który chce jak najwięcej pieniędzy ściągnąć z rynku, ale takie osoby raczej nie szukają pracy.

            • 3r3

              Masz rację i to jest właśnie sekciarstwo.
              Jeśli więc dla kogoś ważne jest coś innego poza płacą to zapisz to w umowie i ustal arbitra. Nie zapomnij o karze umownej (nie wiem w czym – w bezpieczeństwie? a po jakim to się kursie umarza? w czym?).

              Jeśli ktoś przystępuje do organizacji aby realizować jakieś swoje deficyty (potrzebę poczucia bezpieczeństwa, spokoju, niskiego poziomu stresu), a nie przychodzi tam aby uzyskać ZASOBY (nawet jeśli coś ukraść) to jest po prostu nieprzytomnym mapetem i można mu krok po kroku wcisnąć świadczenie pracy bez kompensaty.
              Nieprzytomność polega na tym, że świadczenie pracy bez kompensaty to niewolnictwo, a częściowe niewolnictwo to nie jest wolność.

              Chcesz żyć w społeczeństwie niewolników, którzy potrzebują przedszkolanki, aby zapewniła im bezpieczeństwo, poczucie tego, śmego i owego, niski poziom stresu i głaskanie po głowie?
              Czy w społeczeństwie, które czyni świat sobie poddanym, gdzie każdy jest właścicielem czegoś i o coś dba bo to jego?

              Oczywiście jako guru społeczeństwa, emitujący mu papier bardzo bym chciał aby to była duża sekta. Tylko że w sektach jest taki problem, że nic nowego nie wymyślają po garażach – nie mają garaży i są pozbawieni pomysłów, które nie są bezpieczne.

              Rezultatem wprowadzanie kaizen i 5s w skrajnych wypadkach są zachowania kompulsywne, gdzie znaczna część czasu istotnego dla wytwórczości jest poświęcana na bezsensowne pucowanie maszyn, aby wyglądały czysto jak na podłodze w japońskiej fabryce (a wyniki ekonomiczne Japonii to ostatnie dekady „sukcesu”). Wtedy istnieje „poczucie”, tylko fabryki nie istnieją dla poczucia – mają wyprodukować, zostawić stertę śmieci i pozostawić problem do rozwiązania naturze, a później archeologom do zbadania. Bo to jest właśnie to co badamy na stanowiskach archeologicznych – sterty śmieci po przodkach.

            • Malaga

              Świetny wpis. Na tym właśnie polegają nowoczesne systemy zarządzania. Czyli jak zrobić aby ludzie przyszli i robili za darmo tak jak to robią np. w wolontariacie 🙂
              Ostatnio obił mi się o uszy nowy model zarządania – firmy turkusowe, czyli bez hierarchii wewnętrznej, jakieś przemyślenia?
              —–
              Nie wiem gdzie się podziało dobrych 20% procent z mojej marży w Twoim artykule. Chciałbym zasygnalizować, że zdecydowaną większość towarów i usług udaje się skonsumować na firmę przed podatkiem od wartości dodanej 🙂

            • 3r3

              Ale gdybyś jeszcze dostawał te 25% czy 23% do kieszeni to byś nie płakał?
              Wtedy byś nie musiał nawet kosztów wymyślać.
              Pomyśl sobie jaki zawał papieru jest w firmie która w ogóle jedzie pod szlabanem z podatkami. Masz co obrót dodatkowe 15-25% w kieszeni, które gangsta chcą w haraczu. Inni nie mają, a Ty masz.
              A teraz pomyśl o firmie opartej tylko o ten przychód, która obraca cały kapitał 10-12 razy w miesiącu.

            • tyhim

              Rozumiem Twój punkt widzenia.

              Tylko czy wyobrażasz sobie w dzisiejszym świecie społeczeństwo wolnych ludzi?
              Musiałby nastąpić jakiś ogromny kataklizm z kilkoma innymi sprzyjającymi skutkami, bo innego wyjścia nie widzę.
              Jak dla mnie kaizen to jest po prostu lepsza alternatywna dla wyścigu szczurów na dziś.

            • 3r3

              @tyhim:disqus Ja się z Tobą zgadzam. Tylko tutaj piszemy jak jest, a kaizen mamy dla tych co dokładają swoją moc swobodną do naszej, aby nam było dobrze.
              To jest propaganda, to nie my mamy w nią wierzyć – to my mamy mieć swoje mapety i je wyzyskiwać. Nas też wyzyskują, ale już siłowo, bez owijania w bawełnę – ponieważ my tych akurat bajek nie kupujemy.

      • uberbot

        Dokładnie. Ja cały czas opowiadam historię jak to rozmawiałem w niedoszłym korpo cyt: „Ile będę dostawał za usprawnienia? Pracownik powinien dostawać procentowo od oszczędności, którą stworzył.” Reakcją była gały na wierzchu i mina, jakbym nasikał na grób babci. Bo ludzie w PL (ale w Japonii bardziej) robią za darmo takie rzeczy. Nie. Nie za darmo. Za order i „uśmiech kierownika odciśnięty w betonie”.

        • hamer

          U nas większość inżynierów i menedżerów i tak ma w d…. te ulepszenia, ale ponieważ taka polityka, więc trzeba spędzić godzinę i napisać jakieś głupoty. Ja tam bym nie miał problemu z owymi ulepszeniami gdyby:
          – faktycznie był pieniądz za dobry pomysł (policzalny, spora oszczędność)
          – dobry pomysł był rozważony i obligatoryjnie zaimplementowany.

          Na początku coś tam jeszcze chciałem poważnego zaproponować, np:
          – usunięcie rejestrowania czasu dla inżynierów bo i tak po owocach ich poznacie a osoby w kadrach z tym związane usunąć bo niepotrzebne
          – zerwanie kontraktu z firmą, która nam organizuje przeloty i zakwaterowanie, bo jak mi w bólach znalazła to tak niepraktyczne, że musiałem zrobić to sam jeszcze raz
          + parę innych, natomiast po spojrzeniach zrozumiałem że tu raczej chodzi o pierdoły.

          Co ciekawe w dużej korporacji używając efektu skali można udowadniać różne głupoty, np. jeżeli zmniejszysz jasność monitora o połowę co spowoduje 20% spadek zużycia prądu to przy 8 godzinnym dniu pracy jesteś w stanie zaoszczędzić rocznie około 1 funta, co przy 10000 pracowników daje 10k funtów a to już spora oszczędność jak na jedno ulepszenie 🙂 (to jest autentyk jeszcze z czasów UK).

  • Czesio

    @hamer
    I co? po 10k funtow nie warto sie schylic? pewnie ze warto.

    @3r3
    „Chcesz żyć w społeczeństwie niewolników, którzy potrzebują przedszkolanki, aby zapewniła im bezpieczeństwo, poczucie tego, śmego i owego, niski poziom stresu i głaskanie po głowie?
    Czy w społeczeństwie, które czyni świat sobie poddanym, gdzie każdy jest właścicielem czegoś i o coś dba bo to jego?”

    A co to za bzdura? Życie i świat prawdziwy to nie system binarny. Możliwości jest nieskończona ilość, a czynienie świata poddanym świadczy tylko i wyłącznie o strachu. Zwykła patologia.

    Gdyby zysk był jedynym kryterium, to dużo pań dawałoby dupy zamiast pracować. Pozyskiwanie zasobów to też INTEGRALNY ELEMENT ŻYCIA i nie da się go oddzielić. Dlatego podczas pozyskiwania zasobów istotne jest co robisz, jak robisz, co się z Tobą dzieje, czego doświadczasz. Potrzeba papu, ciepełka w naszym klimacie i żeby nie kapało. Cała reszta to gonienie króliczka nieskończone i złudne. Dlaczego nie można pozyskiwać środków traktując innych ludzi jak siebie? Nie trzeba manipulować i zniewalać(choćby mentalnie mapetować). Nie istnieje żadna przyczyna żeby pozyskiwanie środków było przyjemne.
    Wymień chociaż 2 produkty które stworzyłeś, a które są mi potrzebne. Za które Cię nakarmię.

    Właśnie dlatego że przemysł pozostawia kupę śmieci to powód żeby tego tak nie robić. Bo zawszse wydajność ma drugą stronę monety (dobitny przykład czarnobyl). Naważyłeś piwa to sam je wypij. A nie zmuszaj innych do taplania się w gównie.

    To że pokazujesz nastawienie sprzeciwiające się złodziejom (rządy), to nie jest jednoznaczne z tym, że sam musisz zająć ich miejsce. Jesteś inteligentny i nie musisz działać w taki sam papugujący sposób. Bo tak jestes w tej samej lidze co Ci, którym nie chcesz płacić.

    Blog cenię jako otwierający umysł, dezindoktrynozujący i przybliżający do reala. Egoizm piszącego i idealizm prowadzący na manowce oczywiście nie.

    A może jakiś artykulik o życiu w/dla społeczności? (no bo przecież nie dla siebie strugasz to co strugasz, i chcesz żeby ktoś Cie wykarmił, żonę ubrał itp). Do tego się przecież pozyskiwanie kapitału sprowadza.

    Pozdrawiam 😉

    • 3r3

      Wiele pań daje i pracuje.

      Jak się ma wypchany portfel to i doświadczenia z tego płyną szerokie, bo samice lecą na zasoby.
      Tylko ich partnerzy – gołodupce są przekonani o wierności swoich samic i własnym ojcostwie ^^

  • BartekS

    3r3, w ciekawe tony uderzasz, fajne zajawki żargonem roztłumaczasz ale wciąż brakuje mięsa (albo ominąłem jakiś artykuł bo pewien czas nie witałem), zasadniczego mięsa – tzn. skutecznego sposobu na przeprowadzenie ochrony swojego dochodu od łapsk podatkowców. Umiejętnego i takiego gdzie po 2-3 mcach niepłacenia nie prześlą zaproszenia po odbiór mandatu, a później jak będziesz unikał – nie dokonają zaboru. Bottom line przy prawdopodobnie większości odwiedzających jest taki: siedzimy i żyjemy w PLu, usługi świadczymy, faktury wystawiamy, frycowe płacimy…znajdź na to sposób komisarzu Lech Ryś. Pozdrawiam

  • Monte

    3r3, w ciekawe tony uderzasz, fajne zajawki żargonem roztłumaczasz ale wciąż brakuje mięsa (albo ominąłem jakiś artykuł bo pewien czas nie witałem), zasadniczego mięsa – tzn. skutecznego sposobu na przeprowadzenie ochrony swojego dochodu od łapsk podatkowców. Umiejętnego i takiego gdzie po 2-3 mcach niepłacenia nie prześlą zaproszenia po odbiór mandatu, a później jak będziesz unikał – nie dokonają zaboru. Bottom line przy prawdopodobnie większości odwiedzających jest taki: siedzimy i żyjemy w PLu, usługi świadczymy, faktury wystawiamy, frycowe płacimy…znajdź na to sposób komisarzu Lech Ryś. Pozdrawiam

    • 3r3

      Trochę się lękam pisać o tym jak to się dokładnie robi w praktyce, bo nikt się do mnie od lat nie przy… i nie chciałbym że zaczęli profilować firmy pod kątem tego co ja tu nabazgrze. Diabli wiedzą kto to czyta i komu na jaki język tłumaczy.

      Proponuję kompilować informację jakie rzucam tu i ówdzie w artykułach. Wiem że Ci co się tym zajmują wyłapią niuanse, a Ci co zajmują się ściganiem mają na to inną optykę i tego nie wyłapują.
      Jak napiszę to czarno na białym w jednym artykule z instrukcją jak kpić z urzędów to się zrobi niegrzecznie.

  • Btryu

    Panowie pomóżcie mi rozwiązać taką sytuację.

    Jadę pracować na kontrakt do innego kraju UE, natomiast wynagrodzenie będę otrzymywał nieopodatkowane
    i nieoskładkowane poprzez Umbrella Company w UK, wypłacane na konto brytyjskie. Czyli powinienem się sam opodatkować?

    Jak byście zrobili z taką sytuacją na moim miejscu? Mam trochę ponad 20 lat, nie posiadam nieruchomości
    w Polsce ani żadnej innej własności, która by mnie mogła wiązać z Polską prawnie, przez większość roku jestem albo w podróży, albo w pracy w jakimś kraju UE. Pieniędzy z tego kontraktu będzie ok 10 000 GBP. Czy na moim miejscu raportowalibyście takie zarobki w Polsce czy po prostu trzymali je na koncie zagranicznym?

    • 3r3

      A formalnie to na kogo kwit jest wystawiony że dostaje wypłatę i za co?

      Bo jak jeszcze na nikogo to sobie zarejestruj w UK filię firmy z Estonii na przykład i formalnie jest to firmy, a sobie wypłacaj kompensaty za wydatki związane z wykonaniem pracy.

      • Btryu

        Formalnie Umbrella Company w UK będzie mi wypłacać wynagrodzenie jako ,,non resident contractor”, dla tego wszystko będę dostawał brutto.

        Żeby założyć spółkę w Estonii wystarczy że tam polecę, pójdę do banku założyć konto na Polskie dane i przez internet zarejestruję sobie tam spółkę? Da radę to ogarnąć samemu czy trzeba przez jakichś pośredników?

        • 3r3

          A jeśli non resident to założyłeś konto jako osoba prawna na paszport (chyba że nakombinowałeś z dokumentami). Sprawdź czy musisz coś z tego rozliczać w UK i zbieraj kwity (również takie z sufitu) na kompensaty (koszty mieszkania, pojazdów, lotów, obiadów, amortyzacji sprzętu – komputera) – tak żeby tam trochę papieru pod to leżało – sprawdź jakie są limity kompensat (dniówek) – to może Ci wyzerować opodatkowanie do zera (od strony formalnej dla UK).

          Korzystałem z takiego systemu płatności i przez lata jak korzystałem pies z kulawą nogą się nie zainteresował.

          Ważne żebyś wypłacał i przechowywał poza systemem.

          Oczywiście dobrze by było nie mieć w paszporcie i dowodzie adresu jak się zakłada takie konto – ale to trzeba przygotować wcześniej.

          • Btryu

            Konto założyłem jak pracowałem w UK na umowie, konto założone na paszport. Umbrella też potrzebowała skan mojego paszporu bo wszystko jest na email-telefon załatwiane. Z kwitami dobra rada, papieru nigdy za wiele.

            Co do trzymania poza systemem to mam awersję do trzymania gotówki bo lubię żąglować walutami, ale chyba muszę w końcu się przemóc.

            • 3r3

              Jeśli planujesz tak robić rok czy dwa i nikt na Ciebie nie doniesie (bo się nie pochwalisz) to takie drobne przejdą pod radarem (banki w UK i raportowanie do taxoffice to żart).
              Ale jak zamierzasz dłużej to robić, albo po prostu chcesz mieć d-chron to załóż sobie konto na dokumenty źródłowe z brakiem adresu. A ostatecznie bierz takie rzeczy jako ofshore ltd i podobne kombinacje operacyjne gdyż w takich obiegach kwoty kontraktów nie są brane pod uwagę – są za niskie aby wzbudzać reakcję systemu (tam pod uwagę brane są koszty prowadzenia spraw).

              Bo zapisy zostają, nie wiemy jak czepliwe będą państwa za 5 lat. A mogą być bardzo głodne.

  • Plastic Tofu

    Czy moglibyśmy jako wierni czytacze otrzymać kilka słów na temat inwestycji w coś co nie wymaga sprawności fizycznej, gdyż ta z wiekiem odchodzi. Akcje, obligacje, surowce itd. Prosiłbym od siebie aby wziąć pod uwagę takich ciułaczy jak ja, którzy myślą o komfortowym relaksie za lat kilka czy dalej i mając na uwadze stabilność przyszłych finansów i międzypaństwową dywersyfikację opisać rynki innych krajów. Myślę,że wiedza skąd inwestować, w co? w jaki sposób i jak nie dzielić się na koniec łupami mogłaby przydać się też tym co mają swojego misia i troszkę grosza zostaje.
    Z góry dziękuję.

    • 3r3

      W odpisy podatkowe należy inwestować.
      Ponieważ 35% PKB przelatuje przez biurwę jako wydatki publiczne to należy zakładać że muszą podnosić podatki, aby utrzymać takie rozpasanie. Z tego wnioskuję że produkcja i sprzedaż umorzeń podatkowych to dobry cymes był, świetny jest, a będzie jeszcze lepiej.

      No bo jeśli 65% dochodu firmy jest zabierane przez biurwę co miesiąc, to mieć 65%, a nie mieć to jest całe 130% różnicy. Takie zwroty tylko w głębokim fiskalizmie.

      • Plastic Tofu

        Jaki uważasz jest próg wejścia? I jaka lokalizacja?
        Bahamas??? Cypr??? może USA??? ale tylko dla s-corp
        Bulgaria??? Gibraltar??? może Uzbekistan, mam kilku klientów uzbeków ale to nie ten kaliber wiedzy????

        • 3r3

          Przed sylwestrem ludzie byli u Zespołu Tradera porejestrować spółki. No to tyle to kosztuje na początek.
          Zwroty z inwestycji nie zależą od wkładu, a od tego jaka gospodarka oparta o dany sektor coś wytworzy. I czy się tym zechce podzielić.

          Ja uważam że świetnie zarobi się na dmuchanych kosztach.
          Tylko trzeba je dobrze przygotować już teraz i poczekać – przyda się.

          Dla większości klikaczy pozycji problemem będzie płynność tych aktywów. Bo to trzeba jeszcze umieć sprzedać, albo samemu potrzebować.

  • Paradoks

    Odpowiem z punktu widzenia etatowca w korpo – pytanie „za ile” głośno nie pada, bo w większych firmach nie ma ich komu zadać, a ci tuż wyżejw hierarchii, co są w zasiegu, nie zrozumieją i co ważniejsze nie decydują. 😉

    Natomiast nie zgodzę się, że takie wynalazki wiążą się z większym wysiłkiem, tak jak Ty unikasz podatków, tak statystyczny etatowiec unika wysiłku, przynajmniej w takiej firmie, której zarobki nie są skorelowane jakoś bezpośrednio z jego zarobkami. Dodatkowy wysiłek konieczny do wdrożenia „innowacji” jest transferowany z wysiłku, który był dotychczas przeznaczany na coś innego, być może nawet pożytecznego. Dlatego u nas te innowacje się tak naprawdę średnio przyjmują,

    Idę o zakład, że gdybym był rozliczany przede wszystkim z zadań, a nie przede wszystkim z dupogodzin, to byłbym tak ze dwa razy bardziej efektywny i okazałoby się, że wiele rzeczy można robić szybciej i lepiej jeżeli byłaby za to sensowna nagroda. Tylko po co, skoro jak coś usprawnię, to w nagrodę dostanę więcej pracy (np. przekazanej od matołów, co sobie nie radzą i o żadnym usprawnieniu nawet nie śnią) – a zarobki by mi od tego nie wzrosły (a jak coś usprawnię za bardzo, to w ogóle stanę się zbędny – to jest jeden z powodów, dla których nawet dość rozsądni ludzie są ostrożni w walce z debilnymi częściami procesów). Zatem pytanie retoryczne „za ile?” zadajemy tu sobie w myślach, a katalog odpowiedzi do komunikacji z nadzorcą jest gotowy i szlifowany „niedasię więcej, bo: …”. Przy sensownym średnim kierownictwie to byłoby trudne, ale z jakiegoś powodu w korpo te stanowiska są bardzo często obsadzone przez zupełnych dyletantów. Może ci oczko wyżej w ten sposób po prostu zabezpieczają sobie tyły, po co się użerać ze zbyt sprytnym podwładnym.