Odzysk – ocena koncepcji biznesowej

Czytelnicy, w tym jeden szczególnie, są zainteresowani takim biznesem jak odzysk. W szczególności metali, w szczególności tych droższych. W normalnych warunkach biznesowych byłby to racjonalny rodzaj biznesu, ale nie żyjemy w takich warunkach tylko w wypaczonych biurwią polityką. Opiszę ten model biznesu z poziomu technicznego, a potem odniosę się do tej wirtualnej rzeczywistości, w której przyszło nam żyć, gdyż na naszym serwerze załadowany jest nie najlepszy ze światów i nie bardzo chce się komukolwiek to patchować. A na koniec kilka komunikatów na temat działania portalu – skrót.

“Psychotyk uważa, że dwa i dwa jest pięć.
neurotyk wie, że dwa i dwa jest cztery – ale on tego nienawidzi.”

Warto zacząć od tego skąd w przedmiotach biorą się pewne specyficzne metale, po co ktoś je tam rozmieszcza i jak to robi. Interesujące Czytelników pierwiastki występują jako filtry-inhibitory, przewodniki i “klej”. Miedź, srebro, złoto, platyna, z mniej atrakcyjnych i niespełniających wymienionych warunków kobalt z wąglikiem zapiekanym.

Platynę i srebro można znaleźć w zastosowaniu filtrów, w postaci katalizatorów, membran, soczewek gazowych. Srebro i miedź jako materiał lutowniczy. Srebro, złoto i miedź jako przewodniki w urządzeniach elektrycznych i elektronicznych (na przykład występują przewody srebrne fi wielkości pięści i kiedyś mi się trafiło takie “złomować”). Ceny miedzi jakie są każdy widzi.

Koncepcja biznesu opartego o odzysk jest IDENTYCZNA z pomysłem na wydobycie w kopalni, przy czym nie trzeba na to jeszcze żadnej licencji. Kłopotem pierwszym jest pozyskanie rudy zawierającej ekonomicznie racjonalną ilość interesującego nas materiału. Zwracam uwagę, że w Kongo i Czadzie są ziemie czerwone od miedzi w takiej ilości, że to się nie chce utleniać na zielono, poczernione tu i ówdzie kobaltem, a jednak wolimy w spokojności ryć słabszy materiał w Lubinie, niż się wozić do murzynka Bambo po cokolwiek więcej niż kobalt i to tylko jak cena sprzyja. Odległość, logistyka, środki transportu wpływają na cenę i to mnożnikami. Dlatego wydobycie w Afryce jest z naszego punktu widzenia bezprzedmiotowe, a z punktu widzenia Chińczyków jest zamienianiem papierowych nadwyżek FEDu w cokolwiek materialnego nawet po kursie ćwierć za dolara.

Oczywiście miedź Czytelników będzie mało interesowała z powodu wolumenu do ceny jaki trzeba przepuścić. Na granicy zainteresowania może być aluminium, niektóre toksyczne materiały akurat z powodu chwilowej ceny jak cynk, inne są zbyt kłopotliwe w odzysku. To co nas interesuje najbardziej to złoto i srebro i czasem platyna, jak się akurat trafi. Platyna ma tę wadę, że trzeba coś z 1800 Celcjuszy, żeby to raczyło popłynąć. W wolumenach przemysłowych są to już bardzo poważne koncentracje energii i byle czym się tego nie uzyskuje. I tu przechodzimy do problemu lokalnego z biurwą, tak – znowu ta biurwa.

Na energii są straszne narzuty na Kapitana Państwo. To taki przebrany za zdechłego orła czy inną maszkarę, zależnie od lokalizacji gości, co dowala vat i akcyzę, żeby wydać to na zegarki i ośmiorniczki – innych funkcji państwa w naturze nie zaobserwowano. Aby rozpuścić jaki metal i przeróżnymi metodami go porozdzielać, uzyskując “ciastka” pływające na innym metalu w dość niezdrowych warunkach (na przykład zanieczyszczenia pływają na rtęci a złoto tworzy amalgamat… a wolfram tonie – Czytelnicy rozumieją do jakiego tematu ten skwarek), więc aby rozpuścić trzeba mu dostarczyć energii. Energii w postaci elektrycznej z sieci po kablu z dwu i trzycyfrową liczbą amperów (jeśli chodzi o opłatę za tę szerokość dostępu do sieci przesyłowej, to albo zarabiacie mając piec włączony na trzy szychty, albo sobie kupcie kontenerowy agregat na diesla czy inne opony do pirolizy – a gawiedź niech sobie wierzy, że “smog” się bierze z ogrzewania mieszkań – tak jakby tam wsadu do pieca dużo wchodziło), albo jednak odzysk okaże się nie dość opłacalny. Można jeszcze na koksie (też nietani – bo podatki), węglu i gazie. Mam po hali rozstawione kilka typów różnych pieców. Jeśli interesuje Was co na początek i nie chcecie budować kotliny na gaz czy koks, a gonienie palnikiem na acetylen jest niezasadne wolumenem (właściwie tylko dla odzysku złota jest zasadne), to Waszym pierwszym wyborem będzie elektryczny piec do prażenia ceramiki (porcelany, szkła, przy okazji do nitrowania narzędzi, utwardzania, hartowania i wielu innych zastosowań, te piece są z różnymi grzałkami do 950 stC, 1200, a są i takie do 3k), a to dlatego że jest tego dużo, jest tanie, a jedyna wada, że dość rozrzutne energetycznie. Z tym że szybko skalkulujecie, że jak się tym nie wytapia złota, to srebro jest na granicy kosztów, za katalizatory z platyną będziecie musieli za dużo zapłacić za wsad (bo zakładam, że nie czołgacie się po parkingach wydobywając “rudę” gdzie popadnie), a ponadto kiedy umiecie obsługiwać takie gadżety, to zasadna staje się produkcja prawdziwych narzędzi, a nie zabawa w kloszarda i odzyskiwanie śmieci.

Ponieważ narzędzia, maszyny, park przemysłowy można stosować do celów o różnej zasadności ekonomicznej i najprzytomniej jest go używać najefektywniej jak tylko się uda na tym zarobić, inaczej jest to hobby.

Drugim wyborem będzie cewka wysokiej częstotliwości (high frequency metal melter). Duża oczywiście, przemysłowa, taka na 25 kg urobku, który będziecie musieli nieco pochlastać aby wszedł do tygla. Oczywiście w hutach mają gigantyczne takie, ale ja tu piszę o garażu.

Najbardziej garażowe jest oczywiście zrobienie szamotowej beczki wyłożonej klinkierem, zasilanej gazem lub koksem, można w niej topić aluminium i srebro – wyżej ciężko podskoczyć, choć oczywiście z dobrym nadmuchem żelazo też się przepali.

I tak trochę z odlotu, ale akurat używam takich narzędzi – są przemysłowe piece próżniowe na grzałkach grafitowych, względnie wypełniane czymś, co tam akurat jest potrzebne do procesu. Akurat mało praktyczne do odzysku z tego względu, że w temperaturach, w jakich interesujący nas metal się upłynnia, w próżni na równie gorącej, ale nietopliwej blaszce czy graficie (w wysokich temperaturach jest bardzo twardy) “nie klei się” i w postaci kropelek/pyłu jest wyciągany przez pompę próżniową wprost do komina i tam dalej w niebo (z czego możemy wnioskować, iż banki jednak wytrzepują metale z powietrza, bo gdzieżby tam z naszych kieszeni). Instalacja droga jak pierun. A z tymi kropelkami/pyłem to jest o tyle ciekawe, że jak nagrzejecie nierdzewną (czy nawet rdzewną) płytę do 1000-1200 stopni i wylejecie na nią srebro, to w postaci kulek i sferulek się srebro od niej będzie odbijać i nie będzie kleić, co prawda wkurza to przy lutowaniu srebrem, ale jakże przydatne jest przy odzysku.


Tak rozmieszczamy materiały w przedmiotach, że ich odzyskanie jest niezasadne ekonomicznie. I robimy to celowo, tak staramy się uzyskać cienkie warstwy materiałów aktywnych w katalizatorach i filtrach, aby jak największa ilość materiału była na powierzchni, powierzchnia jak najcieńsza i aby materiał nie był osnową czy budulcem detalu – czyli żeby było tanio. Żeby materiału było w tym mało. Podobnie kombinujemy z łączeniami w postaci lutu – też oszczędzamy, wykorzystujemy efekty kapilarowe, staramy się nie być rozrzutni – przy przerobie w setkach ton to są gigantyczne oszczędności. A i układy scalone coraz cieńsze, w elektryce zaś macie nikłą szansę dorwać się do żłoba, gdzie użyto srebra czy złota z jakiej ważkiej przyczyny technologicznej. W rezultacie zawartość metalu w “rudzie” jest z produktu na produkt coraz mniej korzystna dla odzyskiwacza. Co nie znaczy, że się to nie opłaca. Być może nawet, przy pikach na wycenach metali jest to zasadne, jeśli naprawdę nic innego człowiek nie potrafi wytworzyć piecem. Choć zapewne znajdziecie wiele innych, zasadniejszych ekonomicznie zastosowań produkcyjnych dla pieca, niż przepalanie śmieci aby odzyskać perły jakie pożarły wieprze. Na sam koniec pojawi nam się jeszcze jeden problem, znowu z biurwą oczywiście.

Przyjmijmy, że w ramach hobby wytopiliście sobie, odlaliście jakiś materiał, powiedzmy puszkę aluminium, żelaza, daj Panie srebra, albo nawet kapselek złota czy platyny. Gdzieś tam zużyliście nieco okrutnie drogiej rtęci i innej “zdrowej żywności & szczepionek”. Trochę potruliście, ale nikt tam nie wie jaki inconel knujecie w garażu, to się nikt nie czepi, póki nie będzie pożaru. I co z tym dalej?

Przecież to nie jest materiał produkcyjny, bo certyfikatu, atestu, kwitu na to nie ma. Już przyjmijmy, że komuś nawet czyste aluminium w postaci wałka z puszki jest potrzebne, to czy ono jest ciągłe (pozbawione pustek i faz)? Czy ma zanieczyszczenia? Wyprodukowaliście, formalnie rzecz biorąc – czysty złom. Jeszcze w jubilerstwie to ujdzie, ale w przemyśle nie. Wprowadzenie tego do obrotu wymaga babrania się w papierze, a nawet gdybyście chcieli bez papieru, to od tego co uzyskujecie z pieca do materiału używanego w nowoczesnej produkcji jakościowej czegokolwiek jest jeszcze kilka kroków. Ma to sens, jeśli dyskutujemy o odkuwkach i macie prasę/młot, co to coś tam będzie w formie klepał (drop forging), wygląda to tak (przypadkiem coś w tej skali mam):

 

Z tym że do zarabiania kasy jest ta skala (a to już nie wygląda na hobby i kowalstwo artystyczne):

Sami państwo rozumiecie – wolumen, skala, i wchodzimy w konkurowanie z hutą, huta jest podpięta do elektrowni, obie są podpięte do kopalni, kopalni pilnują tanki, tanki są niby rządowe, ale i tak wszyscy wiedzą, że Pana Generała słuchają, bo tam jest wydawany rozkaz, a to nie prezydent mianuje Pana Generała, tylko Pan Generał otwiera szampana, kiedy lud wybierze kogo trzeba, a alternatywa wyborcza i tak jest przygotowana właściwie, bo jeśli błędnie i wierzga, to Smoleńsk & Spisek. No to mogę państwu doradzić, że pozostaje nam wydłubywać kit z okien, platynę z ostatnich diesli (bo mają zabronić), zwroty z budżetu (już zabronili), możemy sobie coś tam dłubać na marginesie prawdziwego przemysłu, bo Pan Pancerny nas do michy nie dopuści, ale żebyśmy nasze ryje do prawdziwego koryta wkładali to nas owszem przyjmą do spółki, ale pod warunkiem, że my będziemy mieli jakie własne tanki no i jakiego Pana Generała też własnego.

Cóż ja mogę dodać – jak każdy opisywany tu biznes, to nie jest główna oś życia gospodarczego tylko wydłubywanie kitu z okien. Tyle nam pozostało. A ponieważ biurwa pazerna Panów Pancernych nie ruszy, bo wiedzą skąd im wyrastają nogi i nie takich Jaroszewiczów się w kajdanach ku wolności wiodło, to ta biurwa będzie gnębić nas i z nami o kit z okien konkurować, jakby było o co, ale biurwie tak licho płacą, że się chciwie patrzą na ludzi co spinają papier gumką, żeby łatwiej było liczyć. Przepraszam za potraktowanie tematu po macoszemu – no ale to jest kit z okien do dłubania.


Komunikaty

Na razie zeszły teksty, które napisałem “na zapas” na miesiąc, no i się skończyły. Niektórzy Czytelnicy się połapali, że chronologia pewnych zdarzeń w tekstach jest nieaktualna i zwrócili na to uwagę. Jak to o tej porze roku ciemno, szaro i bez weny, jeszcze trochę się pochoruje, ale z Polski zawsze można zamówić tabletki jakich lokalnie niema, takie co stawiają efedryną człowieka na nogi i nawet da radę z Czytelnikami się spotkać i jeszcze dla kurażu poszatkować zamykaną fabrykę. Wykuruje się człowiek po śmierci – kapłani obiecują, że będzie ciepło 🙂

Na razie mogą być pewne braki w tekstach w ogóle, albo jakieś nieemocjonalne suchary, ponieważ wypadałoby popisać co nieco o biznesie, a szczególnie o takim małym i całkiem niedużym, jak to się organizuje i czy to w ogóle się opłaca, czyli oś tematyki portalu musi wrócić, bo Czytelnicy na odlocie, piszą tu o jakichś zagrożeniach publicznego fejsbuka, że terrorysty nam wyłączą, czym wyłącza, jak i gdzie się rozpisują z detalami, tak aby na pewno wróg leminga miał komplet informacji jak zadać bobu cywilizacji.

Forum się udało, żyje sobie własnym życiem. Forum sukcesem, disqus niebawem zostanie posłany tam, gdzie kapłani obiecują, że jest ciepło.

Powstało nam przy okazji kilka koncepcji biznesowych, których biznes najwidoczniej oczekuje, potrzebuje, a oferta jawna jest dla biznesu niedostateczna. Pozostaje więc oferta pozostała, którą niegodnie jest nazywać niejawną, bo przecież ileż rzeczy się ludzie przy kawie dowiadują i to takich, że aż nie wypada się upubliczniać, chyba że rozrzucając tu i ówdzie skwarki. Ale też nie chcemy, żeby nam na bazie skwarków zrobili rozporządzenia do ustawy o rachunkowości, albo jaką nowelizację. Wracając do tych koncepcji biznesowych (to miało być na sprzedajmy.se, ale admin też ma swoje życie, a chce być najwyższym kapłanem i na razie nie chce nikogo więcej do sekty, choć nalegałem, że bóstwa mogłyby być rychliwsze, gdyby więcej rąk wznieść nad klawiatury)… do koncepcji… tak, Czytelnicy sami rozumieją. Po pierwsze, będzie oferta zaopatrzenia w sprzęt i być może szkolenia odnośnie korzystania z urządzeń elektronicznych w sposób zapewniający brak jawności w sposób upierdliwy dla pragnących ją naruszyć i zrozumiały dla tych co nie interesują się tematem na bieżąco i dostatecznie. A druga oferta to już takie moje własne plany obrotu drakkarami i eksportowaniu ryzyk w krainy, gdzie są one wirtualne. Są wszak brodaci ludzie odważni o nienaruszanej tu i tam zdolności honorowej, którzy gotowi są na dziobie własne insygnia zawiesić, trzeba im tylko nieco pomóc, gdzie się żagle kupuje, gdzie maszt stawiają, gdzie planki dobre na poszycie. Są już i kandydaci na kandydatów i chętni. No i biznes od czasu do czasu pomrukuje, że potrzebne są gotowe drakkary, z rozwiniętymi żaglami, na wiosłach i żeby to było gotowe, przygotowane i zapakowane, a przecież jakieś stanowisko i dla sternika się w zasilaniu biznesowym znajdzie. Jest więc plan, żeby stocznię zorganizować (bo ja to tak hobbystycznie sobie tego w życiu już parę setek nadłubałem) i Tortugę mieć własną, gdzie spotkać się można w ciemności bez ujawniania jak w porządnych trustach. Na razie podłożyłem snekę i drakkar tak na próbę i zobaczymy czy się przyjmie, bo sami państwo rozumiecie – tam gdzie sprzedają spółki z Estlandii i innych Czechosłowacji to nikt przytomny Wam takiego inkubatora przedsiębiorczości nie zaoferuje, bo to, niegrzecznie i ustawa nie pozwala, a na takim Księżycowym, zagranicznym, neutralnym gruncie w obcej jurysdykcji całkowicie na legalu można sobie posnuć plany hipotetyczne oczywiście. A i zniknąć można z rozrachunku naszych dobroczyńców jak komu po temu potrzeba. Będziemy więc łączyć chcących z chcącymi przez filtr i opornik, tak aby się nie stała jaka krzywda z ręki naszych dobroczyńców, którzy bardzo pragną naszego dobra.

Gazrurę wznieś! Szeregi mocno zwarte!
Patrz, w „CaféSnob” Gęgaczy szemrze tłum!
To społeczeństwo wciąż jest krnąbrne i uparte,
najwyższy czas przyłożyć kilka gum!