Ornitologia

Tekst zbiorczy o niczym. Wakacyjny o lemingach i o tym co lemingi o niebieskich ptakach uważają, i co się komu wydaje. I co ja bym chciał się dowiedzieć od czytelników, a co ukrywają.

A tutaj wesoła strona o lemingach: https://kratery.com/tag/leming/

W kontekście wielu tematów opisujących analizy, zależności, koszty i wydatki, sens inwestycji i rozliczanie ich wyników chciałbym się podzielić sarmackim podejściem niebieskich ptaków. Bo przecież nie jest to podejście nowe – lekką ręką złotem sypali i koniom złotych podków przydawali nasi bohaterscy przodkowie. Ekonomia, w jakiej żyją ptacy, jest odmienna od tej, z jakiej się wychodzi ze statystycznym Kowalskim.

Znajomi robią sobie ze mnie żarty cytatami „czy Ty w ogóle wiesz ile mleko kosztuje, jak Ty się w Grand Hotelu stołujesz”. No i rzeczywiście cena mleka jest dość abstrakcyjnie ukryta w cenie kawy, ale po ile kawa jest – też nie wiem.

@glupi u siebie na blogu opisywał zależności w cenach nieruchomości i odwołał się do wynajmu:
„Nie ważne ile zaoszczędzisz na wynajmie. Ważne jest jaka będzie wycena nieruchomości na koniec okresu spłat, bo jak wycena finalna będzie 50% oryginału, to oznaczać to może, że straciłeś 50 % plus odsetki”

W kontekście niebieskich ptaków zabazowanie na czas operacji w danym teatrze jest wydatkiem koniecznym. Spread pomiędzy własnym nieruchem a wynajmem jest tym wyższy, im krótszy jest najkrótszy konieczny czas zabazowania (hotel jest kosztem skrajnym). Możliwość ponoszenia tego ciężaru wynika z częstej relokacji ptactwa koniecznej do prowadzenia pozornie intratnych interesów. Niebieski ptak wykazuje nad statystycznym Kowalskim niezwykłą przewagę w mobilności.

O ile ptactwo gdzieś sobie kupuje nieruchy (najczęściej na jakichś swoich wasali, aby mieli gdzie bytować), to korzysta z nich sporadycznie (traktując jako alternatywę dla hotelu) i nie przywiązuje do nich wagi. Po prostu w tej branży nie bardzo ma się czas na bywanie w domu.

W zachowaniu ptaków nie ma imperatywów kategorycznych. Pojęcie kręgosłupa moralnego jest wątpliwe, hedonizm rządzi. To świat przytomnych, skoncentrowanych lekkoduchów. Przynajmniej w kategoriach jakimi myślą statystyczni Kowalscy.

Nędza, wychowanie w biedzie polega na wychowaniu w myśleniu kategoriami pozbawionymi korzyści z zasobów, jakie zostaną użyte przez tych, którzy tymi kategoriami mieli szansę nauczyć się myśleć. Różnica rozwojowa pomiędzy rozwojem wśród not have i do have jest taka sama, jak wyłączenie części kory czołowej u dorosłego osobnika (zanik inicjatywy, deficyt uwagi). Dlatego ludzie dążą do zapewnienia potomstwu jak najlepszych warunków rozwojowych – takie potomstwo ma spore szanse, że w ogóle będzie miało czym się podzielić ze starym homo sapkiem, kiedy ten już nie da rady dogonić mięsa. Mózg u ludzi, ze względu na rozmiar, pewni pewne istotne funkcje metaboliczne, istotne, bo jest duży. Jakby był mniejszy, to inne organy dominowałyby metabolizm. Otóż jednym z istotnych funkcjonalnie środków chemicznych jest dopamina, neuroprzekaźnik, który odpowiada za szerokie spektrum naszych zachowań. U młodych, dobrze odżywionych osobników wywołuje on ciągłą aktywność zarówno intelektualną jak i kinestetyczną, u samic bardzo silnie wpływa na kinestetykę (to przez to samice lubią tak bezsensowną czynność jak taniec), a u homo sapków ogólnie powoduje on wylęganie głupich pomysłów w głowie. Zazwyczaj kompletnie nieistotnych i zaraz ulatujących, ale niektórzy po prostu siedzą i knują bez przerwy. Prawie wszystkie narkotyki, jakich używa człowiek, manipulują szlakiem właśnie tego neuroprzekaźnika. Ta substancja właśnie w tak dużej ilości powoduje, że nie możemy usiedzieć w miejscu, chcemy podróżować, zdobywać, pisać książki, malować obrazy, wygrywać w go i w politykę. Żaden inne zwierz nie dysponuje takim aparatem metabolicznym, który pcha do tak szalonych zachowań. Trzeba o ten aparat dbać już od małego.


Wyjaśniłem kompletnemu laikowi krok po kroku z odpowiedziami na pytania wszelkie czynności jak wygląda rejestrowanie biznesu w różnych krajach, przekładki na spółdzielnie i firmy, obsługa prawna, ewentualne wizyty w urzędach, sprawozdawczość, realna kontrola. Im dłużej opowiadałem tym bardziej pukał się w głowę i pytał „czemu tego nikt nie pilnuje?”. Z oczywistego względu nikt tego nie pilnuje – bo jest to pilnowanie drogie – droższe niż rezultat byłby z pilnowania. Wszyscy w tym towarzystwie głupa palą od notariuszy przez urzędy rejestrowe, bo cała ta formalność jest dla picu i kilku groszy dla należymisiów. To tylko kula śnieżna zbierająca urojone zobowiązania i spychająca je w otchłanie dawności.

Bo to naprawdę śmiesznie brzmi dla normalnego człowieka, jak mu się z pełną powagą wyjaśnia na czym polega walne, albo uchwała zarządu w spółkach z jednoosobowym akcjonariatem i nadzorem właścicielskim w jednej osobie. Szczególnie jak laik był urzędasem i uważa, że nic w urzędzie nie robił – po prostu nic – papierki układał i wydawał.

Ale właśnie na tych zbędnych czynnościach pompowane jest PKB, dokonywany jest rozdmuchany obrót. Państewka naliczają należności z sufitu, a później bezskutecznie je egzekwują. Styk biznesu z biurwą to kabaret czasem przeradzający się w dramat. W dramat dla przedsiębiorcy jak mu demolują życie, wtrącają do lochu i rabują majątek. W dramat dla biurwy kiedy ucinają paluchy za wypisywanie nimi głupot.

Bo to nie jest tak, jak opowiada profesor Gwiazdowski, że bandyci zakładają firmy. Bandyci założyli państwo i walka z bandytami jest zawsze szlachetna, nawet jeśli zbójcy w togach szafują bzdetami o prawie, państwie i porządku.


Włodarzom się zdaje, takiemu Morawieckiemu na przykład, co teraz będzie walczył z rajem (podatkowym), że my to niby mamy jakieś obowiązki z urodzenia – jak koń wobec właściciela. Otóż uświadamiam Was – nie macie ani obowiązku przestrzegania prawa, ani obowiązku płacenia podatków. A uzasadnianie, że ktoś pobudował chodniki i tworzy armie to nie jest powód, żeby na to łożyć – chciał to pobudował i tworzy. A jak mu ciasno, to niech się wynosi z tworzeniem wspólnoty podatkowej dla chętnych na pustyni, a my jesteśmy u siebie i nic nie musimy.

Bóg dla naszej wczasy las stworzył do palenia, węgiel w ziemi, żeby my ciepło mieli, zwierza w lesie, rybę w wodzie, wodę w rzece i w wino od czasu do czasu przemienia, aby nam się nie ckniło w oczekiwaniu na życie wiekuiste.

No chyba że czujecie się niewolnikami, co mają jakieś obowiązki wobec kolektywnego pana – a to wtedy płaćcie, zginajcie karki i pracujcie za darmo.


Bardzo dobrze jest podyskutować czasem z lemingami, człowiek się może dowiedzieć jak przebiegają procesy korowe poza towarzystwem, które się intelektualnie wysila. A to o podatkach, a to o szczepionkach i wyjawić co o tym ptaki szczebiocą.

Co tam będę lemingowi tłumaczył jakieś bzdety o rejestracji firm w kilku krajach, zarejestrowałem pokazowy łańcuszek firm na Sierotkę Marysię, czyli na kogoś, kogo nikt nie widział, na adres z którym dana osoba nie ma nic wspólnego, na dokumenty potwierdzane u notariusza, którego języka na pewno nikt nie zna i nigdy nie skontroluje. Leming przetarł oczy ze zdumienia- „to tego nikt nie pilnuje” – no jakoś nie stoi za każdym z nas trzech psów na trzy zmiany i nas nie pilnują. Anieli też się jakoś nie silą. Brak ingerencji sił niebieskich świadczy o tym, że to najprawdopodobniej nie jest niebiosom obrzydłe co niebieskie ptaki czynią.


Post #Śmieciu z IT21
Wiadomo że zawsze nic stąd ni zowąd może gdzieś pacnąć atomówka czy coś. Wiele rzeczy może się stać i nie będzie nam do śmiechu. Amerykańskie wojska w Polsce też mogą czekać na swój czas. Syryjczycy, którym z jakiegoś powodu zniszczono kraj, już teraz przeżywają swoje piekło.
Tak, rzeczywistość jest brutalna ale jednak cyrkowa.
Jak zielone ludziki zajmujące Krym. Jak wojna na Ukrainie, gdzie kompletnie zbankrutowane państwo, gdzie rodzice muszą kupować żołnierzom wyposażenie na front, „walczy” z separatystami. I nie wiadomo o co chodzi, bo jak się wydaje nikomu nie zależy na prawdziwym postępie. Tak jakby chodziło o tylko o wyrobienie jakiejś normy zabitych.
Albo zestrzelenie samolotu MH17. Nikt nic nie wie. Wielkie radiolokacyjne manewry NATO, satelity i Bóg wiec co nakierowane na region, wszyscy o tym wiedzą, a tu jacyś „separatyści” „porywają” BUKa i walą w samolot, którego kurs, wysokość lotu odpowiednio z znowu dopasowali Ukraińcy. I znowu, co tam, jakiś samolot strącono, kogo to obchodzi?
Albo ten ruski lotniskowiec. Który opłynął Europę. Dał radę chociaż ja np. bałem się trochę że zatonie po drodze. Popłynął chociaż nie miał po co, gdyż jego zdolności operacyjne były znikome. Siła rosyjskiego lotnictwa leżała w lądowej bazie syryjskiej. No ale lotniskowiec podmuchał z komina, stracił parę samolotów, przedstawienie zrobił.
Albo ten ruski system obronny dla Syrii, podczas gdy żydki latają sobie i bombardują co chcą.
Albo ten atak rakietowy Trumpa na pustą bazę lotniczą. Gdy Trump popija sobie winko z Xi Jinpingiem
Albo cyrk Koreą Płn. Wielki problem, ale dla kogo? Czemu Amerykanie mieliby się pozbyć powodu dla, którego utrzymują oficjalnie bazy w tamtym regionie i rozbudowują obronę antyrakietową?

Nie mówiąc o Systemie monetarnym. O takich wynalazkach Fannie Mae czy Freddie Mac, czujecie te nazwy? Z góry zorganizowany wałek potrzebny do wstrzyknięcia kasy w gospodarkę. Wiadomo było będą bankructwa, wiadomo że sponsorujące to banki popłyną, ale też wiadomo było że dostaną kasę z FEDu. Ot system się sypie ale przecież nie damy ludziom normalnie zarobić. Tylko święty dług może wprowadzać kasę do gospodarki.
Teraz także w USA studencki. Ale ma to swoje wady, gdyż obciążeni nim studenci nie chcą ani nie mogą, brać kolejnych kredytów. Ech, co tam. Zmieniamy regulacje i miliony ludzi znów zyskują zdolność kredytową. Znów krew zacznie krążyć w gospodarce…
Itp. na okrągło
Giełda, złoto, co tylko chcecie, w każdy zakątku świata cyrk. Brutalny. Ludzie umierają, bankrutują, przeżywają swoje życiowe dramaty. Ale cyrk.

No a teraz Katar. Z wielką amerykańską bazą. Kraj protektorat USA stał się celem ataku USA. Kompletnie idiotyczne bzdury uzasadniające obecne działania. Kompletny przerost formy nad treścią. Ale przecież w sumie dość stylowe. Bin Laden wyhodowany przez Saudów i CIA zburzył podobno wieże, w USA procesy przeciw Arabii no ale oskarżamy Katar. A może Iran? A może Syrię? Albo wcześniej Saddama, którego „broń masowego rażenia” zaprowadziła na stryczek (czy jak go tam załatwili).

Ech mógłbym tak wyliczać. Wspominać o „imigrantach” i Szwecji. O Brexicie, o Macronie, młodziaku, z żoną starszą o dwa pokolenia, który będąc ministrem w rządzie, prezydenta, którego Francuzi skazali na niebyt, zakłada swoją partię. I mimo że nie potrafi jasno się wysłowić, bełkocze jak w jakimś odlocie, zdobywa poparcie tłumu i wygrywa w wielkim cywilizowanym kraju Europy. Nie mówiąc że jego partia pewnie zdobędzie przygniatającą większość.

Tak wygląda nasza rzeczywistość. Nie wiem. Naprawdę nie wiem czy tam są jakieś przepychanki na szczytach. Może są ale czasem mam wrażenie że tylko w stosunku do rodzaju wizji przedstawienia.
Ktoś tam wciąga nosem 2 kreski i rzuca myśl: A może byśmy zbombardowali Syrię? Fajne to by było, zięciu wspominał… Ktoś tam tego słucha i mówi: no skoro to Panu sprawi przyjemność… Właśnie tak, mam tu gościa z Chin zróbmy małe szoł.
Ok no to jakiś generał wstaje udaje się wydać odpowiednie rozkazy, już Tomahawki przygotowane do uderzenia. Jeszcze tylko telefon do Putina i Assada: słuchajcie, walimy Tomahawkami, opróżnijcie bazę, to jakoś wyjdziemy z tego cyrku.
Ok, ok.
No i poszło.


A skoro jest cyrk, to i my nie żałujmy sobie występów – podepnijmy się pod cyrk. Może brak nam rakiet i lotniskowców, ale jakiś handel, produkcję i unikanie podatków na cudzy cyrk możemy zorganizować. Jakieś usługi chociażby.

Z maili wiem, że niektórych ciekawi życie i dynamika społeczna, emocjonalna niebieskich ptaków. Wiem też, że znacząco przeceniacie oszczędność lekkoduchów jak i nie doceniacie możliwości okpienia systemu na przeróżnych polach (od dokumentów, przez spółki, odpowiedzialności formalne). Czy ten temat Was w ogóle ciekawi i wart jest rozwijania?


Przeczytane i skopiowane z sieci:

Wprawdzie wśród zoologów i ekologów nie ma zgody, czy gatunek zwany Lemingus polonicus jest już gatunkiem ginącym czy jedynie zagrożonym. Warto jednak zwrócić uwagę na to, co uchodziło dotąd pobieżnym obserwatorom, uważającym te gryzonie za jednolitą masę podążającą stadnie w kierunku samozatraty.

Oto na gatunek polskiego leminga nizinnego składa się cały wachlarz podgatunków, ras i odmian. Są więc lemingi drapieżne, odżywiające się innymi lemingami (a na pewno hojnie gromadzonymi przez nich zapasami).

Są bezinteresownie ofiarne, nawet przez najbliższych nazywane frajerami, są pasożytnicze, są farbowane, towarzyskie i okazjonalne. Owo bogactwo odmian wynika z metod hodowlanych, którym było poddawane stado pierwotne. Według legend leming był jedynym zwierzęciem, które nie chciało iść za Noem na arkę, twierdząc, że wystarczy mu tylko parasol i swe życie zawdzięcza wyłącznie Chamowi, który spoił parkę alkoholem i odtąd żyją w dużej przyjaźni.

Powiadają, że w Polsce praojcem gatunku był azjatycki rudowłosy Lemingus kominternus, który pojawił się na naszych ziemiach na przełomie lat l944 i 1945. Uległ on licznym krzyżówkom z żulikiem pospolitym i innymi przedstawicielami gryzoni rodzimych. Efektem były zapomniane dziś podgatunki – Lemingus ubekus, Lemingus nomenklaturus czy coraz rzadszy Lemingus zomosus.

Tutaj zaznaczmy, że w odróżnieniu od reszty ssaków leming polski rozmnaża się kilkoma metodami – tradycyjnie płciowo, czyli leming płodzi kolejnego leminga, a także przez kooptacje. Niełatwo bowiem odróżnić oryginalny egzemplarz od osobnika tkniętego
jedynie lemingozą, przypadłością ciężką, ale podobno wyleczalną, przy czym zarazić się można metodą kropelkową, zwaną „grosz do grosza”, przez kontakt towarzyski, a także ze strachu.

Wyleczenie z lemingozy nabytej odbywa się wyłącznie poprzez wyrwanie ze stada i odcięcie od karmy, na którą składa się „pedigree 24” i „chappi wyborcze”. Zwykle najdalej po pół roku powraca samodzielne myślenie, reakcja na naturalne bodźce i głód pluralizmu.

Jednak to wie każdy, kto choć przez krótki czas był członkiem stada lemingów, którego inteligencja całkowita (zgodnie z psychologią tłumu) równa się inteligencji najgłupszego osobnika. Lub prowokatora.


A nawet poznałem tajemnicę znajomego leminga, iż on specjalnie wykupił droższą taryfę za prąd, ale taką, że prąd ma dostarczany wyłącznie z odnawialnych źródeł energii. Wnioskuję o medal dla działu sprzedaży.

Znajomy leming polecił mi występy świetnego sprzedawcy w pidżamie, pamiętacie materiał o sektach? No to rzućcie okiem na to:

„Kołcz Majk – kim właściwie jest?”

Tak się to robi. Zwracam uwagę na skuteczność organizatora tej sekty. Jeśli macie jakieś interpretacje w kwestii moralności, gustu czy jakieś takie inne wdrukowane błędy oceny rzeczywistości, to na chwilę wyłączcie te adblocki i zwróćcie uwagę wyłącznie na skuteczność. Przestrzegam jednak przed takimi technologiami budowania biznesu – są indywidualnie wypalające, Grzesiak bardzo się wyczerpał na takim interesie, jeśli byście zainteresowani to poszukajcie jak wypruło to założycieli Herbalife (i szkoleniowców Amway) z początku lat dziewięćdziesiątych (wtedy to było rozprowadzane na kasetach magnetofonowych – to takie starożytne nośniki danych analogowych).

Polecam zwrócić uwagę na ludzi od „rozwoju osobistego” – sprzedają ludziom wyśmienite bajki o tym, że zaklęcia działają. Wyjaśniają tam jak odnieść sukces spalając własne zasoby biologiczne.

Państwo też sprzedaje bajki o dobrach publicznych, też każe pracować za darmo, jeszcze politycy potrafią wyskoczyć z koncepcją, żeby się dać zabić (że niby za ojczyznę i inne takie). No i tak właśnie trzeba robić, na miarę swych talentów i możliwości. Trzeba przyznać, że ludzie, którzy budują takie sekty, są bardzo innowacyjni i kompetencji im odmówić nie można. No a że się wypalają to cena pracy na takiej emocjonalnej petardzie.
A Grzesiak oczywiście druga gwiazda. Wielu dobrych sprzedawców się tam kręciło i wyśmienitymi chąśnikami się okazali. Ja sprzedawcą jestem gorszym niż byle jakim, ale umiem zorganizować tych, którym brakło towaru do sprzedaży i nie radzili sobie z egzekucją płatności.

Bo to nie jest wcale takie głupie – jak nie umiecie produkować garnków i pierzyn, to je chociaż drogo wepchnijcie emerytom – mogli zapewnić lepsze dobra publiczne i zapewnić Wam miejsce pracy – nie musielibyście im kołder i chwilówek wciskać. Uważam, że handel, nawet taki handel, jest jakąś alternatywą przy braku innych kompetencji.

Polecam obejrzenie „Kłamstwa rozwoju osobistego”

Często w mailach pytacie o wychodzenie ze strefy komfortu. Mam Wam coś nakłamać? Pułapki takich czy siakich dochodów zwidują się nam, gdyż są realnymi przepaściami pomiędzy kumulacją zasobów do zwiększenia efektywności na kolejnym etapie. Mogę Wam wyjaśnić jak przechodzić z jednego etapu dochodowego na kolejny – ale bez wyłażenia ze strefy komfortu – po co niby? Napisałem gdzieś w pierwszych tekstach, żeby zaczynać biznes w strefie komfortu – jak się mieszka u rodziców. A nie brać plecak, wymeldowywać się na osiemnastkę i ruszać w świat. Wystarczy, że ja tak zrobiłem – świat jednak może nie unieść większej liczby oszołomów. I nie będę Wam opowiadał bajek, że wszystko jest w Waszym zasięgu i zostaniecie milionerami. Nie – raczej przy pewnej dozie szczęścia, ciężkiej pracy i upartej oszczędności uda się Wam w życiu kilka razy zgromadzić tysiąc pensji minimalnych (czyli około miliona PLN na dzień dzisiejszy) – kilka razy, bo po drodze kilka razy zbankrutujecie.

Rozmowy z lemingami uważam za niezwykle ważne. To nie są ponure, kalkulujące w ciszy typy, które racjonalnie i logicznie przemyślały ryzyka, ale wcale nie chcą ujawniać wszystkich swoich zamiarów. Lemingi widzą życie jako serię niepowiązanych ze sobą eventów-weekendów przeplecionych jakąś niezrozumiałą koniecznością stawiania się w jakimś dziwnym miejscu z ludźmi, których nienawidzą i wykonywania tam uciążliwych, bezsensownych czynności, które niczemu nie służą.

Preppersi

Preppersi są wyjątkowi. Wiedzą, że biegną z całym tłumem lemingów, wiedzą że tam z przodu jest urwisko, wiedzą, że wszyscy z niego spadniemy. Zakładają, że na dole urwiska jednak jest woda (ja przewiduję, że jeszcze skały, no ale liczę, że woda też, choć jakby nie było, to nie szkodzi) i mają przygotowany sprzęt do nurkowania, pontony, arki Noego, paliwo, żywność – będą pływać. Jak spadną i dadzą radę wsiąść na swoje tratwy, to popłyną. Nie taki głupi pomysł.

I tak biegnę w tym tłumie lemingów, patrzę na swoje włochate łapki, sam przecież też jestem futrzakiem ledwo przebierającym potrzaskanymi kulasami. Buduję te moje wehikuły z patyków i papieru, czasem się na nich poleci nad głowami innych, jak się dobrze rozpędzę, to z urwiska też polecę. Ale pomalowana na niebiesko i ozdobiona piórkami lotnia nie czyni orłem. Mam nadzieję, że za urwiskiem jest łąka i będzie można biec dalej. Choć biegnę i patrzę na preppersów – co jeśli po wodospadzie na giełdach będzie jednak woda? Może chociaż płetwy zabrać?

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • hes

    Łapki same składają się do oklasków. Udanych wakacji życzę:))

  • gruby

    3r3 napisał:

    „Preppersi są wyjątkowi. Wiedzą, że biegną z całym tłumem lemingów,
    wiedzą że tam z przodu jest urwisko, wiedzą, że wszyscy z niego
    spadniemy.”

    Preppers to leming uświadomiony. Ale nawet preppers zaledwie zbiera zapasy jak wiewiórka orzechy na zimę. Mądrzejsi z preppersów uczestniczą na przykład w zlotach miłośników średniowiecza i regularnie uczą się tam podstawowych czynności wolnego człowieka: jak orać rolę wołem, jak (i z czego) skonstruować łuk i wystrugać strzały, jak spuścić krew z upolowanego królika, jak go wypatroszyć. Jak ognisko rozpalić mając do dyspozycji wyłącznie drewno. Niewiasty uczą się jak wyprawić skórę królika i jak zszyć z nich kapotę. Jak przerobić skórę woła na sandały a jego rogi na kubki. Sztuki obróbki metali na gorąco nie uczą jeszcze, bo to już wyższa szkoła jazdy. Generalnie miłośnicy średniowiecza udowadniają, że bez systemu się też da przeżyć. Preppers to zapasy a miłośnik średniowiecza to wiedza uzupełniająca.

    „Choć biegnę i patrzę na preppersów – co jeśli po wodospadzie na giełdach będzie jednak woda? Może chociaż płetwy zabrać?”

    Wiedzę zabierz.

    Wyobraź sobie swoje własne otoczenie bez produktów importowanych. Owoce i warzywa sezonowe, domy wyłącznie z tego co akurat tam macie pod ręką (lasy + kamieniołomy), transport oparty o zwierzęta pociągowe hodowane na miejscu. Narzędzia wytworzone z kamienia, drewna i ewentualnie z żelaza, o ile uda się Wam utrzymać jego wydobycie w Kirunie. Prąd raczej nie, bo na miejscu nie masz miedzi na przewody i generatory.

    Zero telefonu, internetu i prasy. Zero tworzyw sztucznych. Wyobraź sobie jakie umiejętności będą potrzebne w nowym systemie. Ktoś będzie musiał strugać narzędzia z drewna, ewentualnie wykuwać podkowy z żelaza. Ktoś będzie budował piece z kamienia a ktoś inny wytapiał piasek na szkło. Duży potencjał widzę w zawodach kołodzieja i bednarza: to wysoko wykształceni fachowcy a ich produkty będą dostarczać dużej marży. Mniejsza marża jednostkowa ale za to większy obrót czeka zawód ceramika. Jeśli robisz w metalu, to możesz łatwo zacząć doszkalać się w obróbce drewna. Przynajmniej w Skandynawii Ci szybko materiału nie zabraknie. Choć podstawą biznesu w następnym systemie w Skandynawii będzie umiejętność zamiany drewna na węgiel drewny. Kontrolując technologię budowy mielerzy i retort możesz stać się tak bogaty jak dostawcy łopat podczas gorączki złota.

    O umiejętności pędzenia gorzałki nie wspominam nawet, bo to każdy urodzony w Polsce po ciemku i jedną ręką opanować musi.

    • uberbot

      Nie chcę mi się wierzyć w taką wersję.

      Nie żyłem za komuny, ale słyszałem że nic nie było. Mieszkania budowano. Samochody też. Itd itp. Jakość była jaka była, ale wszystko dało się jakoś załatwić. Nie widzę możliwości nagłego zniknięcia całego dorobku cywilizacji bez użycia BMR.

      Zmieni się sposób w jaki to wszystko się odbywa. Natomiast nagle auta nie znikną. Może będą kartki, może co innego. Technologia pozostanie. Czemu miałaby zniknąć? Ludzie dalej będą chcieli. Jak w systemie centralnie planowanym – załatwiaczy było pełno. Może zmieni się wartość rzeczy np. jedzenie będzie na wagę złota, a smartfony już nie … Będziemy żyli inaczej, ale nie cofniemy się do średniowiecza.

      Ci bardziej sprytni załatwią sobie życie ‚tam’ (gdzie da się żyć), tak samo jak zrobili to ‚tu’ (gdzie jest tylko papier).

      Potrzebna będzie WIEDZA i tu się zgadzam w 120%.

      • gruby

        Nie chodzi o to, że coś nagle zniknie. Chodzi o to, że łańcuch dostaw będzie negocjowany na nowo. I na przykład taki amortyzator (korpus z Czech, płyn z Brazylii, uszczelki z gumy produkowanej na Sumatrze a tłok z Chin) nagle stanie się dziesięciokrotnie droższy. I to zabije popyt. Skutkiem tego pojazdy będą coraz bardziej upodabniać się do tych z Mad Maxa a ich utrzymanie w ruchu będzie możliwe tylko dzięki postępującej kanibalizacji. A mówimy tutaj o prostej mechanice i elektryce. Prawdziwym problemem jest elektronika. Potrafisz naprawić przepalonego chipa wlutowanego w moduł sterujący silnikiem ? Dokumentacji brak (closed source) a elektroniki się nie naprawia tylko wymienia. Kto wyprodukuje Ci chipa bez dokumentacji, w technologii która obowiązywała 10 albo 20 lat temu ? Sam będziesz warstwę po warstwie zdejmował, obwody na papier przenosił i ich funkcje zgadywał ? A masz narzędzia do reverse engineeringu działające w skali mikrometrowej ?
        A bez tego silnik idzie do piachu.

        Za komuny sytuacja wyglądała inaczej, bo technika była prosta a maszyny budowano z materiałów dostępnych na miejscu. Budowano je również inaczej, to znaczy tak, żeby dały się naprawiać. Proponuję, żebyś zorientował się chociażby gdzie w Polonezie umieszczono skrzynkę z bezpiecznikami. W następnym kroku zorientuj się gdzie debil projektant schował ją w „nowoczesnym” i „aktualnym” modelu BMW. Wyciągnij wniosek w obszarze przyjazności użytkowania obu modeli. Potrafisz naprawić zepsutego xenona ? A skąd weźmiesz gaz potrzebny do jego ponownego napełnienia ?

        Technologia to jedno, ale materiały to co innego. Może na przykład się okazać, że nie stać Cię już na bezpiecznik którego obudowa wykonana została z tworzywa sztucznego. Bo tworzywo sztuczne to najpierw wydobycie ropy, później jej transport a na końcu jej skomplikowana obróbka w przemyśle chemicznym. Pozostanie rzeźbienie obudów bezpieczników z drewna …

        3r3 wcześniej jedynie nadmienił problem skomplikowania łańcucha dostaw. Weź jakikolwiek wyrób dzisiejszej cywilizacji technicznej i spróbuj prześledzić łańcuchy dostaw półproduktów: one są na dłuższą metę nie do utrzymania. Twardy reset będzie wtedy, kiedy nagle okaże się, że wyprodukowanie jednorazowego (sic!) kompozytowego kartonika na mleko przekracza zdolności logistyczne dowolnego przedsiębiorstwa. I zastanów się ile czasu trzeba będzie, żeby od nowa wybudować fabryki szklanych, wielorazowych butelek na mleko, kapsli do nich oraz zorganizowanie całej sieci transportu sieci mleka. No i zastanów się, jak będzie wyglądała trwałość mleka bez lodówek (potrafisz wyprodukować R407-C samodzielnie ?) oraz bez napędzanych elektrycznie pasteryzatorów (ile czasu zajmie wybudowanie nowej elektrowni wodnej w miejsce starej atomowej, do której nagle nie da się dokupić prętów uranowych ?)

        I tak dalej, i tym podobnie. Ludzie nie interesują się maszynami tak długo, jak one działają. Jedną z bardziej skomplikowanych maszyn jest łańcuch logistyczny tej planety, który musi upaść bo dotowany jest ropą naftową. I nie chodzi o to, że nagle na pompie skończy się benzyna. O wiele ważniejsze jest, że nagle skończą się lekarstwa, które z własnej głupoty wytwarzamy z ropy (bo można je patentować), olewając i nie rozwijając lekarstw dostępnych z ziół, których patentować się nie da (ROI w przypadku ziół jest zatem do dupy a konkurencja nie może być inwazją pozwów powstrzymana).

        Oj, chyba już wiem o czym będzie następny artykuł: o gospodarce uzaleźnionej od rozciągniętego ponad rozsądek łańcucha logistyki.

        • 3r3

          Właśnie dlatego downgrade i zgodnie z życzeniami czytelników przygotowuję materiał właśnie na te poruszane tematy.
          Z tym że lodówkę umiem od zera wyprodukować sam. Od biedy powiedzmy – bo przemysłową i gdyby pojawiły się pewne braki to tak sobie wydajną i bez zamrażarki, ale da radę.

          Królika należy oczywiście pociąć piłą taśmową napędzaną koniem 🙂
          Bądźmy straszni – stadem królików niech będzie napędzany kołowrót ^^

          • gruby

            Królika to można i od biedy zębami ze skóry obedrzeć, bo nóż to już jest ekstrawagancja.

            Chodzi mi o to, że najpierw trzeba skubańca upolować. Na własnych nogach nie masz szans, królik jest szybszy. Polując na królika na nogach konia też królika nie złapiesz, bo królik jest zwinniejszy. Pozostaje ubić obiad jakąś bronią miotającą albo zastawić na niego pułapkę. Pułapka to wariant pasywny a i najpierw trzeba przynętę zdobyć.

            Broń miotająca zaś: po resecie amunicja będzie z powodu braku jej podaży w cenie, obstawiam parytet wagowy gdzieś tak na 1:10. Oznacza to, że standardowa paczka pestek do parabellum (1000 sztuk) warta będzie jakieś 1,6 kilograma barbarzyńskiego reliktu. Szkoda tak drogocennego zasobu jak amunicja marnować na jeden zwykły, podskakujący na polu obiad wielkości królika. Na łosia to co innego. Ale na królika to się nijak opłacać nie będzie.

            Jak piszesz artykuł o logistyce to ja sobie ten temat odpuszczę.

            • 3r3

              Zajca łapie się na sprężynę z gwoździami.
              Żarcie dla zajca pakuje się napiętą sprężyną z ostrzami i to wszystko na sznurku do krzaka się kotwi. Jak zajc złapie to mu to się w pysku otwiera i go trzyma do przybycia homo pravusa. No i sprężyna jest wielokrotnego użytku.

              „Jak piszesz artykuł o logistyce to ja sobie ten temat odpuszczę.”

              O logistyce pisz, ja piszę o downagrade technologii, no może nei takim do kamienia łupanego tylko takim jaki jest realny bez rzucania tysięcy niuków.

              O jogurtach nie myślałem. Miałem w planach napisać coś o świniach.

          • Bodek

            Jak się potnie królika szpadlem tez jest horror, po co zaraz kołowrót. Konserwę da się kamieniem w rowie przy autostradzie otworzyć, musi być krawężnik i trzeba się oswoić z jedzeniem mięsa z piaskiem. Rybnej nie próbowałem tą metodą, myślę że jedynie tolerancja na piach musi być większa.

            Generalnie polecam nasiona gryki i opanowanie procesu wytwarzania kasz. To chyba nasi przodkowie mieli opanowane najlepiej. Gryczkę gotować trzeba nie dłużej niż 5 minut, potem dochodzi w wersalce o ile jest wersalka. W każdym razie wkład energetyczny niewielki, a zwrot olbrzymi 920 kcal z kilograma. Za uralem jak nie ma gryczki jest bunt.

            Słuchaj jak mam D4 w mojej toyodzie to ona na bimber pojedzie? Coś trzeba przerobić, smarowanie? Jakieś pomysły?

            • bdgr

              Bimber to do benzynowego a do diesla można by lać olej, tylko generalnie silnik im nowszy tym gorszy do takich paliw. Są wyjątki, VW coś takiego ma, chyba pod nazwą SDI. Silnik może potrzebować przeróbek wtrysku (chyba że to mercedes beczka), turbina raczej odpada i zimą jest problem z zapłonem jak paliwo zgęstnieje.
              Lepszym pomysłem jest estryfikacja oleju metanolem czyli ten cały biodiesel. Reakcja i instalacja są prostsze niż pędzenie bimbru, to nie problem postawić instalację w szopie i mieć prawie normalne paliwo. Prawie bo i tak silnik dostanie po dupie ale mniej niż od samego oleju. Pozostaje kwestia skąd brać metanol jak nie da się zamówić gotowego w beczkach.
              Tyle „chyba” i „może” bo jeszcze sam tego nie robiłem w praktyce (poza estryfikacją)

            • 3r3

              Nakład energetyczny na wyprodukowanie biopaliwa przekracza moc jaką ono zapewni silnikowi.
              Paliwa kopalne mają sens ekonomiczny pod warunkiem że są za darmo – są wydobywane za darmo. Jak trzeba je uprawiać czar pryska.
              Nasza gospodarka opiera się na tym, że znaleźliśmy opał w płynie, z którego robimy smary, plastiki, leki, żywność. Ten depozyt jest za darmo. Cały system podatkowy wisi na tym depozycie. Tego na razie nie da się substytuować.

              Największym problemem są ekooszołomy – my nie mamy innego rozwiązania jak skonsumować tego co jest w entropię i ruszać w gwiazdy po następne zasoby jak przemieszczający się, zjadający wszystko pasożyt. Każdy zbytek na zachowanie jakiegoś tam naturalnego środowiska to utrata zasobów skracająca nam zasięg na jaki możemy wyruszyć by zjeść co da się zjeść.

            • gruby

              Rzepak możesz zasiać najczęściej raz na pięć lat, bo inaczej zniszczysz ziemię.
              Czyli rocznie maks. 20 % twojej ziemi możesz obsiać rzepakiem.

              Hektar rzepaku daje około 1300 litrów oleju rzepakowego. Jednocześnie każdy hektar pola powoduje zużycie 120 litrów oleju napędowego potrzebnych do uprawy ziemi.

              Mając więc pięć hektarów produkujesz 1300 litrów rzepaku rocznie a 600 litrów zużywasz do obsługi maszyn rolniczych.

              Gospodarstwo wielkości pięciu hektarów pozwala Ci wyprodukować zatem 700 litrów paliwa rocznie netto. Dziesięć hektarów to produkcja rzędu 1400 litrów rocznie. Czyli utrzymanie jednego samochodu osobowego wymaga posiadania dziesięciu hektarów ziemi, przy założeniu że do osobówki wlewasz 50 litrów oleju co dwa tygodnie.

              Sprawa następna: silniki. Tylko diesel. DPF się do zasilania olejem rzepakowym nie nadaje, szukaj co najwyżej silnika Diesla z euro3. Lepiej z klasyczną pompą wtryskową niż z common-railem. I tu sprawa zaczyna się robić poważna: common rail wyparł pompy wtryskowe i pompowtryskiwacze już dobre 10 lat temu.

              Jeśli masz wystarczająco dużo pola które to może zapewnić Ci wsad do baku to polecam niezniszczalnego i tak wyśmiewanego przez miastowych 1.9 TDI produkcji VAG. Tak, to ten sam, który jest tak uwielbiany na polskiej wsi.
              Zastanów się, dlaczego …

              Jeśli chcesz zaszpanować, to kup Phaetona V10 TDI. Pięć litrów pojemności, pompowtryskiwacze, euro3 bez filtra cząsteczek stałych, 313 koni, moment obrotowy jak w czołgu no i da się go przerobić na olej rzepakowy (potrzeba jedynie grzałkę przepływową na przewód paliwa założyć, z tego co słyszałem).
              Tylko że taki Phaeton to żre a nie pali, bo on waży 2.5 tony.
              Czyli potrzebujesz już 20 hektarów żeby go nie głodzić.

              Ten prościutki arytmetycznie przykład nie uzględnia długiej kolejki do twojej własnej pompy z twoim własnym paliwem: drzewo do kominka trzeba z lasu też przywieźć, starą do kościoła a szkodniki do szkoły regularnie wozić, z rodziną się produkcją dzielić i tak dalej, i tym podobnie. Ilość twojego własnego paliwa, które zostanie Ci po oporządzeniu gospodarstwa jest o wiele mniejsza. Powiedziałbym szacując, że utrzymanie jednego średniego samochodu osobowego kosztuje realnie jakieś 20 hektarów ziemi. Zauważ, że ciągle jeszcze w rachunku nie pojawił się żaden sołtys ani żaden proboszcz, których bryczki też oleju pożądają.

            • Bodek

              No jak ja mam sad i jabłka co je naród wybrany chce ode mnie kupić 12 gr za kilo to chyba jasne, że kupię benzynowy silnik i chcę lać do niego bimber, to raczej logiczne. Zastanawiam się, ile to musi mieć oktanów i co ze smarowaniem takiego silnika bo bimber dopiero zagryziony słoniną robi się tłusty.
              Cała Ameryka Południowa jeździ na trzcinie cukrowej i ludziom chleba nie brakuje. Olej rzepakowy to nie dla mnie, za dużo zachodu, jabłka są co roku. Tylko, że cuker do tego trzeba by dać, faktycznie wtedy robi się nieopłacalna ta produkcja. A my nie możemy tych cukrowni znów uruchomić?

            • 3r3

              Możemy, ale pozwolenie trzeba – produkcja cukru jest branżą regulowaną, żebyśmy sobie nie pozwalali bo cukier nas pokrzepi i co to by się działo 🙂

        • uberbot

          I co tu więcej dodać. Masz rację.

          Ja od siebie dodam, że nie mam aż tak wysublimowanych technologii, właśnie dlatego.
          Obecnie szukam jakiegoś dobrego dizla. Trzymam się starych patentów, ale wiem, nie o tym.

          To akurat wkurza, że siedzę na łajbie – Titanic – z kapitanem, który ma prywatny helikopter do ewakuacji „na wypadek”, załoga zdaje się pijana, bo przyjemnie. Pasażerowie lubią łódki i morze… Zostanę kapitanem… Albo kołem ratunkowym..

          Albo jak 3r3 na pisał jestem w stadzie lemingów.

          Może instynkt samozachowawczy wygra? W książce, której niestety tytułu nie pamiętam, pisali, i to chyba nie nowość, że niektóre gatunki wyginęły, bo samce wyprodukowały cechy, których nie dało się zasilać w nieskończoność (samice również). Zbyt dużo energii pochłaniała produkcja „szpanu” i chęci zdobycia samic(y). I umarli hahaha.

          Może rozsądek wygra, tylko w innym wydaniu.

          BTW czy łańcuchy dostaw zostaną przerwane definitywnie? Czy przerwy będą czasowe (a te czasy długie mogą być…)? Wiem, że ktoś nagle przestanie przyjmować papierek i chwilowo nastąpi zastój. Jedną z podstaw rozwoju jest wymiana. Bez niej jakoś tak powoli. Może nie będzie tak, że Chiny się zamkną i obrażą. Po prostu wezmą fizycznie co ich. Nie umiemy się zagospodarować, to nas zagospodarują…

          • 3r3

            Łańcuchy się skrócą i wyprostują, nie tylko dostaw, ale i płatności, bo łańcuchy są dwukierunkowe. Już z tym jest problem, bo przy zerowych stopach procentowych budżet nie ma prawa się dopiąć, a system emerytalny staje się żartem. Przy ujemnych ekonomia nadaje się do wykładania w katedrze surrealizmu na ASP.

    • 3r3

      Bez przesady – technologię przy zapaści odnowimy w kwartał.

      • gruby

        Powiedz to tym gościom w Orlenie, którzy wyliczyli koszty przestawienia własnego procesu technologicznego z Uralsa na Brenta po czym sobie to odpuścili.

        • 3r3

          A wiem bo zamieszany byłem wtedy w Płock.
          Na wyjazd zabraliśmy ekipę od klejenia rurek.

    • Dzik

      Jeśli chodzi o wyrób węgla drzewnego:
      https://www.youtube.com/watch?v=GzLvqCTvOQY&index=18&list=PLGnWLXjIDnpBR4xqf3FO-xFFwE-ucq4Fj
      https://www.youtube.com/watch?v=SjK2XlNE39Q
      Ten człowiek na swoim kanale pokazuje sporo ciekawych umiejętności. Co prawda w ekstremalnym wydaniu, tzn. oprócz kamery i spodenek nie ma absolutnie nic – pierwsze rzeczy/narzędzia zrobił dosłownie własnymi zębami i pazurami. Ale warto się zapoznać, oczywiście ‚w razie W’. Wciąż czekam aż zabierze się za wydobycie metalu z rudy.

  • 3r3

    Może ja od razu na pały zadzwonię i im wyjaśnię jak to się robi aktualnie, bo mają wiedzę z zeszłego wtorku nieaktualną od niedzieli?
    Ja się boję nawet pisać jak to się robiło dekadę temu bo technologia się niewiele zmieniła.
    Zasadniczo uważam że sp na słupa jest bardziej użyteczna niż na Sierotkę Marysię, ale w praktyce najlepsze okazują się hybrydy na wtórnika, głównie dlatego że Reksio to goni, przynęta jest rzeczywista i jak złapią i potarmoszą to dopiero wychodzi, że wtórnik pojęcia nie ma o czym do niego rozmawiają, a terminy na postępowaniu lecą.
    Ja wiem że świństwo, ale weź ludziom wytłumacz że nie wysyła się nigdzie skanów dokumentów.

  • uberbot

    Możesz popróbować (sam nie robiłem…). Fabularyzowany przykład jest w filmie „Skazani na Shawshank” – gdzie zakłada słupa pocztą. Są te dziury. Ja nie szukałem jeszcze, ale wyobraź sobie ile biurwa produkuje papierów i ile muszą przejrzeć. Tak jak inne agencje. Oni nie mają ludzi do tego, więc drony bombardują 5 latkę w Syrii, bo akurat spełniła 3 kryteria komputerowe, za które jest czapa… Za mało urzędników żeby to ogarnąć. A jak niewielka szkoda to w normalnym kraju idziesz na samoukaranie i odpuszczają grzechy. Kto by tam w piwnicy zamykał za spóźniony zus…

  • 3r3

    Z tym że ropa jest tańsza od wody, a reszta to podatki. To nie cena paliwa jest problemem tylko haracz.

    • Bodek

      No tak, wody tej niebutelkowanej nie zdążyli opodatkować więc jeszcze się opłaca, chyba że lejesz do baku nałęczowiankę. Aczkolwiek przymierzają się do opodatkowania studni, wtedy to będzie nieciekawie. Masz generalnie rację, że cały nasz system zasilania państwowego oparty jest na ropie. Dlatego nieprędko będą elektryczne samochody bez drogiej super opodatkowanej elektryczności, bo to oznacza upadek biurwy. Wiatraki są po to, żeby utrzymać biurwę, żeby pompować cenę elektryczności po to żeby finalnie na prund nałożyć 75% podatku, w wtedy nawa moja kosa spalinowa Kawasaki będzie na prund. Ponoć już ogłosili filrmom co produkują kosy, że mają 10 lat na skonstruowanie elektrycznej, absurd.

      • 3r3

        Marzenia to biurwa może sobie mieć, a my się trzymajmy faktów.
        Marzenia kosztują, bardzo dużo kosztują, czasem utratę władzy, czasem z głową.

  • Jarek Augustyn

    Ekspertyment dość niepokojący. Różnice między myszami a ludźmi mogą nie być tak duże jakbyśmy tego chcieli. A propos mysich potrzeb w fazie wymierania: pić, jeść i spać – to nawet nasz Gospodarz 3r3 „peace be upon him” często mawia: że coś tam coś tam a będzie chociaż za co „wypić i zakąsić”.

  • av

    Szkoda tylko, że takie plony są możliwe do uzyskania jedynie przy użyciu chemii (nawozy, opryski), w innym przypadku to 20%.

  • gruby

    bodek napisał:

    „Są ludzie w Polin, co u takiego dizelka potrafią parę wodną wpompować do
    cylindra, i twierdzą że sprawność takiego silnika dość gwałtownie
    rośnie.”

    … a potem taki jeden z drugim wątpiący bierze takie ustrojstwo na hamownię a tam kicha. Obejrzyj następny film, tam zamiast przekonań prezentowane są liczby. Jakby to było takie proste jak się wydaje, to już dawno zostałoby wprowadzone. Popatrz na LPG: technologia jest prosta i tania a w kieszeni zostaje. I dlatego nikt tego jakoś specjalnie LPG promować nie musi, ta wiedza się jakoś tak sama po narodzie rozchodzi. Nie to, co z samochodami elektrycznymi, które muszą być odgórnie kolanem na rynek wpychane.

    W przypadku produkcji biodiesla w stodole oszczędność nie zasadza się na jakimś tam procesie technologicznym czy prostszej logistyce łańcucha dostaw lecz na prostym i skutecznym obejściu biurwy kasującej 75% na pompie. Gdyby paliwa kosztowały tyle, ile ropa plus jej transport, plus przeróbka plus dystrybucja plus zysk wszystkich firm w łańcuchu to nikt do dzisiaj nie interesowałby się LPG, dieslem z rzepaku czy benzyną z bimbru.

    Dochodzę powoli do wniosku, że cały ten kwik z paragrafu „paliwa alternatywne” przetaczający się przez planetę od dłuższego czasu powstał nie przez problem z ropą lecz przez problem z biurwą, to znaczy z jej zachłannością.

    • Bodek

      No ale jo to kapuje, ta woda tylko po to żeby areał zmniejszyć ja aż tak wierzący nie jestem, że na samej wodzie będę jeździł. Popatrz co napisałem wyżej o elektrycznych samochodach kiedy one nadejdą.

      • 3r3

        Z przyczyn praktycznych woda się nie nadaje do tego zastosowania. Ale… w nowych zmywarkach za kilka lat będziesz miał obieg propanu właśnie z powodu pewnych właściwości odnośnie tego zjawiska jakiego oczekujesz od wody. Z tym że w razie pożaru trzeba będzie być daleko od zmywarki (i zapewne lodówki i zamrażarki).

  • 3r3

    Usługi dla ludności to błąd – wal od razu do jakiej fabryki i tam sobie spokojnie pracuj.
    Ludność nie ma kasy, dojazdy do nich kosztują, na wszystkim oszczędzają, jeszcze się z nimi użerać – po co się kopać z koniem?

    Elektryka to dobry kierunek. Nawet jako podwykonawca przy rozkładaniu kabli swoje zarobisz.