Ornitologia

Tekst zbiorczy o niczym. Wakacyjny o lemingach i o tym co lemingi o niebieskich ptakach uważają, i co się komu wydaje. I co ja bym chciał się dowiedzieć od czytelników, a co ukrywają.

A tutaj wesoła strona o lemingach: https://kratery.com/tag/leming/

W kontekście wielu tematów opisujących analizy, zależności, koszty i wydatki, sens inwestycji i rozliczanie ich wyników chciałbym się podzielić sarmackim podejściem niebieskich ptaków. Bo przecież nie jest to podejście nowe – lekką ręką złotem sypali i koniom złotych podków przydawali nasi bohaterscy przodkowie. Ekonomia, w jakiej żyją ptacy, jest odmienna od tej, z jakiej się wychodzi ze statystycznym Kowalskim.

Znajomi robią sobie ze mnie żarty cytatami “czy Ty w ogóle wiesz ile mleko kosztuje, jak Ty się w Grand Hotelu stołujesz”. No i rzeczywiście cena mleka jest dość abstrakcyjnie ukryta w cenie kawy, ale po ile kawa jest – też nie wiem.

@glupi u siebie na blogu opisywał zależności w cenach nieruchomości i odwołał się do wynajmu:
“Nie ważne ile zaoszczędzisz na wynajmie. Ważne jest jaka będzie wycena nieruchomości na koniec okresu spłat, bo jak wycena finalna będzie 50% oryginału, to oznaczać to może, że straciłeś 50 % plus odsetki”

W kontekście niebieskich ptaków zabazowanie na czas operacji w danym teatrze jest wydatkiem koniecznym. Spread pomiędzy własnym nieruchem a wynajmem jest tym wyższy, im krótszy jest najkrótszy konieczny czas zabazowania (hotel jest kosztem skrajnym). Możliwość ponoszenia tego ciężaru wynika z częstej relokacji ptactwa koniecznej do prowadzenia pozornie intratnych interesów. Niebieski ptak wykazuje nad statystycznym Kowalskim niezwykłą przewagę w mobilności.

O ile ptactwo gdzieś sobie kupuje nieruchy (najczęściej na jakichś swoich wasali, aby mieli gdzie bytować), to korzysta z nich sporadycznie (traktując jako alternatywę dla hotelu) i nie przywiązuje do nich wagi. Po prostu w tej branży nie bardzo ma się czas na bywanie w domu.

W zachowaniu ptaków nie ma imperatywów kategorycznych. Pojęcie kręgosłupa moralnego jest wątpliwe, hedonizm rządzi. To świat przytomnych, skoncentrowanych lekkoduchów. Przynajmniej w kategoriach jakimi myślą statystyczni Kowalscy.

Nędza, wychowanie w biedzie polega na wychowaniu w myśleniu kategoriami pozbawionymi korzyści z zasobów, jakie zostaną użyte przez tych, którzy tymi kategoriami mieli szansę nauczyć się myśleć. Różnica rozwojowa pomiędzy rozwojem wśród not have i do have jest taka sama, jak wyłączenie części kory czołowej u dorosłego osobnika (zanik inicjatywy, deficyt uwagi). Dlatego ludzie dążą do zapewnienia potomstwu jak najlepszych warunków rozwojowych – takie potomstwo ma spore szanse, że w ogóle będzie miało czym się podzielić ze starym homo sapkiem, kiedy ten już nie da rady dogonić mięsa. Mózg u ludzi, ze względu na rozmiar, pewni pewne istotne funkcje metaboliczne, istotne, bo jest duży. Jakby był mniejszy, to inne organy dominowałyby metabolizm. Otóż jednym z istotnych funkcjonalnie środków chemicznych jest dopamina, neuroprzekaźnik, który odpowiada za szerokie spektrum naszych zachowań. U młodych, dobrze odżywionych osobników wywołuje on ciągłą aktywność zarówno intelektualną jak i kinestetyczną, u samic bardzo silnie wpływa na kinestetykę (to przez to samice lubią tak bezsensowną czynność jak taniec), a u homo sapków ogólnie powoduje on wylęganie głupich pomysłów w głowie. Zazwyczaj kompletnie nieistotnych i zaraz ulatujących, ale niektórzy po prostu siedzą i knują bez przerwy. Prawie wszystkie narkotyki, jakich używa człowiek, manipulują szlakiem właśnie tego neuroprzekaźnika. Ta substancja właśnie w tak dużej ilości powoduje, że nie możemy usiedzieć w miejscu, chcemy podróżować, zdobywać, pisać książki, malować obrazy, wygrywać w go i w politykę. Żaden inne zwierz nie dysponuje takim aparatem metabolicznym, który pcha do tak szalonych zachowań. Trzeba o ten aparat dbać już od małego.


Wyjaśniłem kompletnemu laikowi krok po kroku z odpowiedziami na pytania wszelkie czynności jak wygląda rejestrowanie biznesu w różnych krajach, przekładki na spółdzielnie i firmy, obsługa prawna, ewentualne wizyty w urzędach, sprawozdawczość, realna kontrola. Im dłużej opowiadałem tym bardziej pukał się w głowę i pytał “czemu tego nikt nie pilnuje?”. Z oczywistego względu nikt tego nie pilnuje – bo jest to pilnowanie drogie – droższe niż rezultat byłby z pilnowania. Wszyscy w tym towarzystwie głupa palą od notariuszy przez urzędy rejestrowe, bo cała ta formalność jest dla picu i kilku groszy dla należymisiów. To tylko kula śnieżna zbierająca urojone zobowiązania i spychająca je w otchłanie dawności.

Bo to naprawdę śmiesznie brzmi dla normalnego człowieka, jak mu się z pełną powagą wyjaśnia na czym polega walne, albo uchwała zarządu w spółkach z jednoosobowym akcjonariatem i nadzorem właścicielskim w jednej osobie. Szczególnie jak laik był urzędasem i uważa, że nic w urzędzie nie robił – po prostu nic – papierki układał i wydawał.

Ale właśnie na tych zbędnych czynnościach pompowane jest PKB, dokonywany jest rozdmuchany obrót. Państewka naliczają należności z sufitu, a później bezskutecznie je egzekwują. Styk biznesu z biurwą to kabaret czasem przeradzający się w dramat. W dramat dla przedsiębiorcy jak mu demolują życie, wtrącają do lochu i rabują majątek. W dramat dla biurwy kiedy ucinają paluchy za wypisywanie nimi głupot.

Bo to nie jest tak, jak opowiada profesor Gwiazdowski, że bandyci zakładają firmy. Bandyci założyli państwo i walka z bandytami jest zawsze szlachetna, nawet jeśli zbójcy w togach szafują bzdetami o prawie, państwie i porządku.


Włodarzom się zdaje, takiemu Morawieckiemu na przykład, co teraz będzie walczył z rajem (podatkowym), że my to niby mamy jakieś obowiązki z urodzenia – jak koń wobec właściciela. Otóż uświadamiam Was – nie macie ani obowiązku przestrzegania prawa, ani obowiązku płacenia podatków. A uzasadnianie, że ktoś pobudował chodniki i tworzy armie to nie jest powód, żeby na to łożyć – chciał to pobudował i tworzy. A jak mu ciasno, to niech się wynosi z tworzeniem wspólnoty podatkowej dla chętnych na pustyni, a my jesteśmy u siebie i nic nie musimy.

Bóg dla naszej wczasy las stworzył do palenia, węgiel w ziemi, żeby my ciepło mieli, zwierza w lesie, rybę w wodzie, wodę w rzece i w wino od czasu do czasu przemienia, aby nam się nie ckniło w oczekiwaniu na życie wiekuiste.

No chyba że czujecie się niewolnikami, co mają jakieś obowiązki wobec kolektywnego pana – a to wtedy płaćcie, zginajcie karki i pracujcie za darmo.


Bardzo dobrze jest podyskutować czasem z lemingami, człowiek się może dowiedzieć jak przebiegają procesy korowe poza towarzystwem, które się intelektualnie wysila. A to o podatkach, a to o szczepionkach i wyjawić co o tym ptaki szczebiocą.

Co tam będę lemingowi tłumaczył jakieś bzdety o rejestracji firm w kilku krajach, zarejestrowałem pokazowy łańcuszek firm na Sierotkę Marysię, czyli na kogoś, kogo nikt nie widział, na adres z którym dana osoba nie ma nic wspólnego, na dokumenty potwierdzane u notariusza, którego języka na pewno nikt nie zna i nigdy nie skontroluje. Leming przetarł oczy ze zdumienia- “to tego nikt nie pilnuje” – no jakoś nie stoi za każdym z nas trzech psów na trzy zmiany i nas nie pilnują. Anieli też się jakoś nie silą. Brak ingerencji sił niebieskich świadczy o tym, że to najprawdopodobniej nie jest niebiosom obrzydłe co niebieskie ptaki czynią.


Post #Śmieciu z IT21
Wiadomo że zawsze nic stąd ni zowąd może gdzieś pacnąć atomówka czy coś. Wiele rzeczy może się stać i nie będzie nam do śmiechu. Amerykańskie wojska w Polsce też mogą czekać na swój czas. Syryjczycy, którym z jakiegoś powodu zniszczono kraj, już teraz przeżywają swoje piekło.
Tak, rzeczywistość jest brutalna ale jednak cyrkowa.
Jak zielone ludziki zajmujące Krym. Jak wojna na Ukrainie, gdzie kompletnie zbankrutowane państwo, gdzie rodzice muszą kupować żołnierzom wyposażenie na front, „walczy” z separatystami. I nie wiadomo o co chodzi, bo jak się wydaje nikomu nie zależy na prawdziwym postępie. Tak jakby chodziło o tylko o wyrobienie jakiejś normy zabitych.
Albo zestrzelenie samolotu MH17. Nikt nic nie wie. Wielkie radiolokacyjne manewry NATO, satelity i Bóg wiec co nakierowane na region, wszyscy o tym wiedzą, a tu jacyś „separatyści” „porywają” BUKa i walą w samolot, którego kurs, wysokość lotu odpowiednio z znowu dopasowali Ukraińcy. I znowu, co tam, jakiś samolot strącono, kogo to obchodzi?
Albo ten ruski lotniskowiec. Który opłynął Europę. Dał radę chociaż ja np. bałem się trochę że zatonie po drodze. Popłynął chociaż nie miał po co, gdyż jego zdolności operacyjne były znikome. Siła rosyjskiego lotnictwa leżała w lądowej bazie syryjskiej. No ale lotniskowiec podmuchał z komina, stracił parę samolotów, przedstawienie zrobił.
Albo ten ruski system obronny dla Syrii, podczas gdy żydki latają sobie i bombardują co chcą.
Albo ten atak rakietowy Trumpa na pustą bazę lotniczą. Gdy Trump popija sobie winko z Xi Jinpingiem
Albo cyrk Koreą Płn. Wielki problem, ale dla kogo? Czemu Amerykanie mieliby się pozbyć powodu dla, którego utrzymują oficjalnie bazy w tamtym regionie i rozbudowują obronę antyrakietową?

Nie mówiąc o Systemie monetarnym. O takich wynalazkach Fannie Mae czy Freddie Mac, czujecie te nazwy? Z góry zorganizowany wałek potrzebny do wstrzyknięcia kasy w gospodarkę. Wiadomo było będą bankructwa, wiadomo że sponsorujące to banki popłyną, ale też wiadomo było że dostaną kasę z FEDu. Ot system się sypie ale przecież nie damy ludziom normalnie zarobić. Tylko święty dług może wprowadzać kasę do gospodarki.
Teraz także w USA studencki. Ale ma to swoje wady, gdyż obciążeni nim studenci nie chcą ani nie mogą, brać kolejnych kredytów. Ech, co tam. Zmieniamy regulacje i miliony ludzi znów zyskują zdolność kredytową. Znów krew zacznie krążyć w gospodarce…
Itp. na okrągło
Giełda, złoto, co tylko chcecie, w każdy zakątku świata cyrk. Brutalny. Ludzie umierają, bankrutują, przeżywają swoje życiowe dramaty. Ale cyrk.

No a teraz Katar. Z wielką amerykańską bazą. Kraj protektorat USA stał się celem ataku USA. Kompletnie idiotyczne bzdury uzasadniające obecne działania. Kompletny przerost formy nad treścią. Ale przecież w sumie dość stylowe. Bin Laden wyhodowany przez Saudów i CIA zburzył podobno wieże, w USA procesy przeciw Arabii no ale oskarżamy Katar. A może Iran? A może Syrię? Albo wcześniej Saddama, którego „broń masowego rażenia” zaprowadziła na stryczek (czy jak go tam załatwili).

Ech mógłbym tak wyliczać. Wspominać o „imigrantach” i Szwecji. O Brexicie, o Macronie, młodziaku, z żoną starszą o dwa pokolenia, który będąc ministrem w rządzie, prezydenta, którego Francuzi skazali na niebyt, zakłada swoją partię. I mimo że nie potrafi jasno się wysłowić, bełkocze jak w jakimś odlocie, zdobywa poparcie tłumu i wygrywa w wielkim cywilizowanym kraju Europy. Nie mówiąc że jego partia pewnie zdobędzie przygniatającą większość.

Tak wygląda nasza rzeczywistość. Nie wiem. Naprawdę nie wiem czy tam są jakieś przepychanki na szczytach. Może są ale czasem mam wrażenie że tylko w stosunku do rodzaju wizji przedstawienia.
Ktoś tam wciąga nosem 2 kreski i rzuca myśl: A może byśmy zbombardowali Syrię? Fajne to by było, zięciu wspominał… Ktoś tam tego słucha i mówi: no skoro to Panu sprawi przyjemność… Właśnie tak, mam tu gościa z Chin zróbmy małe szoł.
Ok no to jakiś generał wstaje udaje się wydać odpowiednie rozkazy, już Tomahawki przygotowane do uderzenia. Jeszcze tylko telefon do Putina i Assada: słuchajcie, walimy Tomahawkami, opróżnijcie bazę, to jakoś wyjdziemy z tego cyrku.
Ok, ok.
No i poszło.


A skoro jest cyrk, to i my nie żałujmy sobie występów – podepnijmy się pod cyrk. Może brak nam rakiet i lotniskowców, ale jakiś handel, produkcję i unikanie podatków na cudzy cyrk możemy zorganizować. Jakieś usługi chociażby.

Z maili wiem, że niektórych ciekawi życie i dynamika społeczna, emocjonalna niebieskich ptaków. Wiem też, że znacząco przeceniacie oszczędność lekkoduchów jak i nie doceniacie możliwości okpienia systemu na przeróżnych polach (od dokumentów, przez spółki, odpowiedzialności formalne). Czy ten temat Was w ogóle ciekawi i wart jest rozwijania?


Przeczytane i skopiowane z sieci:

Wprawdzie wśród zoologów i ekologów nie ma zgody, czy gatunek zwany Lemingus polonicus jest już gatunkiem ginącym czy jedynie zagrożonym. Warto jednak zwrócić uwagę na to, co uchodziło dotąd pobieżnym obserwatorom, uważającym te gryzonie za jednolitą masę podążającą stadnie w kierunku samozatraty.

Oto na gatunek polskiego leminga nizinnego składa się cały wachlarz podgatunków, ras i odmian. Są więc lemingi drapieżne, odżywiające się innymi lemingami (a na pewno hojnie gromadzonymi przez nich zapasami).

Są bezinteresownie ofiarne, nawet przez najbliższych nazywane frajerami, są pasożytnicze, są farbowane, towarzyskie i okazjonalne. Owo bogactwo odmian wynika z metod hodowlanych, którym było poddawane stado pierwotne. Według legend leming był jedynym zwierzęciem, które nie chciało iść za Noem na arkę, twierdząc, że wystarczy mu tylko parasol i swe życie zawdzięcza wyłącznie Chamowi, który spoił parkę alkoholem i odtąd żyją w dużej przyjaźni.

Powiadają, że w Polsce praojcem gatunku był azjatycki rudowłosy Lemingus kominternus, który pojawił się na naszych ziemiach na przełomie lat l944 i 1945. Uległ on licznym krzyżówkom z żulikiem pospolitym i innymi przedstawicielami gryzoni rodzimych. Efektem były zapomniane dziś podgatunki – Lemingus ubekus, Lemingus nomenklaturus czy coraz rzadszy Lemingus zomosus.

Tutaj zaznaczmy, że w odróżnieniu od reszty ssaków leming polski rozmnaża się kilkoma metodami – tradycyjnie płciowo, czyli leming płodzi kolejnego leminga, a także przez kooptacje. Niełatwo bowiem odróżnić oryginalny egzemplarz od osobnika tkniętego
jedynie lemingozą, przypadłością ciężką, ale podobno wyleczalną, przy czym zarazić się można metodą kropelkową, zwaną „grosz do grosza”, przez kontakt towarzyski, a także ze strachu.

Wyleczenie z lemingozy nabytej odbywa się wyłącznie poprzez wyrwanie ze stada i odcięcie od karmy, na którą składa się „pedigree 24” i „chappi wyborcze”. Zwykle najdalej po pół roku powraca samodzielne myślenie, reakcja na naturalne bodźce i głód pluralizmu.

Jednak to wie każdy, kto choć przez krótki czas był członkiem stada lemingów, którego inteligencja całkowita (zgodnie z psychologią tłumu) równa się inteligencji najgłupszego osobnika. Lub prowokatora.


A nawet poznałem tajemnicę znajomego leminga, iż on specjalnie wykupił droższą taryfę za prąd, ale taką, że prąd ma dostarczany wyłącznie z odnawialnych źródeł energii. Wnioskuję o medal dla działu sprzedaży.

Znajomy leming polecił mi występy świetnego sprzedawcy w pidżamie, pamiętacie materiał o sektach? No to rzućcie okiem na to:

“Kołcz Majk – kim właściwie jest?”

Tak się to robi. Zwracam uwagę na skuteczność organizatora tej sekty. Jeśli macie jakieś interpretacje w kwestii moralności, gustu czy jakieś takie inne wdrukowane błędy oceny rzeczywistości, to na chwilę wyłączcie te adblocki i zwróćcie uwagę wyłącznie na skuteczność. Przestrzegam jednak przed takimi technologiami budowania biznesu – są indywidualnie wypalające, Grzesiak bardzo się wyczerpał na takim interesie, jeśli byście zainteresowani to poszukajcie jak wypruło to założycieli Herbalife (i szkoleniowców Amway) z początku lat dziewięćdziesiątych (wtedy to było rozprowadzane na kasetach magnetofonowych – to takie starożytne nośniki danych analogowych).

Polecam zwrócić uwagę na ludzi od “rozwoju osobistego” – sprzedają ludziom wyśmienite bajki o tym, że zaklęcia działają. Wyjaśniają tam jak odnieść sukces spalając własne zasoby biologiczne.

Państwo też sprzedaje bajki o dobrach publicznych, też każe pracować za darmo, jeszcze politycy potrafią wyskoczyć z koncepcją, żeby się dać zabić (że niby za ojczyznę i inne takie). No i tak właśnie trzeba robić, na miarę swych talentów i możliwości. Trzeba przyznać, że ludzie, którzy budują takie sekty, są bardzo innowacyjni i kompetencji im odmówić nie można. No a że się wypalają to cena pracy na takiej emocjonalnej petardzie.
A Grzesiak oczywiście druga gwiazda. Wielu dobrych sprzedawców się tam kręciło i wyśmienitymi chąśnikami się okazali. Ja sprzedawcą jestem gorszym niż byle jakim, ale umiem zorganizować tych, którym brakło towaru do sprzedaży i nie radzili sobie z egzekucją płatności.

Bo to nie jest wcale takie głupie – jak nie umiecie produkować garnków i pierzyn, to je chociaż drogo wepchnijcie emerytom – mogli zapewnić lepsze dobra publiczne i zapewnić Wam miejsce pracy – nie musielibyście im kołder i chwilówek wciskać. Uważam, że handel, nawet taki handel, jest jakąś alternatywą przy braku innych kompetencji.

Polecam obejrzenie “Kłamstwa rozwoju osobistego”

Często w mailach pytacie o wychodzenie ze strefy komfortu. Mam Wam coś nakłamać? Pułapki takich czy siakich dochodów zwidują się nam, gdyż są realnymi przepaściami pomiędzy kumulacją zasobów do zwiększenia efektywności na kolejnym etapie. Mogę Wam wyjaśnić jak przechodzić z jednego etapu dochodowego na kolejny – ale bez wyłażenia ze strefy komfortu – po co niby? Napisałem gdzieś w pierwszych tekstach, żeby zaczynać biznes w strefie komfortu – jak się mieszka u rodziców. A nie brać plecak, wymeldowywać się na osiemnastkę i ruszać w świat. Wystarczy, że ja tak zrobiłem – świat jednak może nie unieść większej liczby oszołomów. I nie będę Wam opowiadał bajek, że wszystko jest w Waszym zasięgu i zostaniecie milionerami. Nie – raczej przy pewnej dozie szczęścia, ciężkiej pracy i upartej oszczędności uda się Wam w życiu kilka razy zgromadzić tysiąc pensji minimalnych (czyli około miliona PLN na dzień dzisiejszy) – kilka razy, bo po drodze kilka razy zbankrutujecie.

Rozmowy z lemingami uważam za niezwykle ważne. To nie są ponure, kalkulujące w ciszy typy, które racjonalnie i logicznie przemyślały ryzyka, ale wcale nie chcą ujawniać wszystkich swoich zamiarów. Lemingi widzą życie jako serię niepowiązanych ze sobą eventów-weekendów przeplecionych jakąś niezrozumiałą koniecznością stawiania się w jakimś dziwnym miejscu z ludźmi, których nienawidzą i wykonywania tam uciążliwych, bezsensownych czynności, które niczemu nie służą.

Preppersi

Preppersi są wyjątkowi. Wiedzą, że biegną z całym tłumem lemingów, wiedzą że tam z przodu jest urwisko, wiedzą, że wszyscy z niego spadniemy. Zakładają, że na dole urwiska jednak jest woda (ja przewiduję, że jeszcze skały, no ale liczę, że woda też, choć jakby nie było, to nie szkodzi) i mają przygotowany sprzęt do nurkowania, pontony, arki Noego, paliwo, żywność – będą pływać. Jak spadną i dadzą radę wsiąść na swoje tratwy, to popłyną. Nie taki głupi pomysł.

I tak biegnę w tym tłumie lemingów, patrzę na swoje włochate łapki, sam przecież też jestem futrzakiem ledwo przebierającym potrzaskanymi kulasami. Buduję te moje wehikuły z patyków i papieru, czasem się na nich poleci nad głowami innych, jak się dobrze rozpędzę, to z urwiska też polecę. Ale pomalowana na niebiesko i ozdobiona piórkami lotnia nie czyni orłem. Mam nadzieję, że za urwiskiem jest łąka i będzie można biec dalej. Choć biegnę i patrzę na preppersów – co jeśli po wodospadzie na giełdach będzie jednak woda? Może chociaż płetwy zabrać?