Polityka vs policyja, prawicowe źródła PG & ZPG, klasa średnia jako zagrożenie dla państwa cz II

Sam fakt deliktu w przedsiębiorczości – zakładając, że nie jest to oszustwo, rabunek lub zabór mienia kontrahenta, czyli że strony w porozumieniu dokonały czynności na bazie prawa prywatnego, wykazując zadowolenie z transakcji – sam ten fakt wynika z 3rd party, z państwowego wtrącania się pomiędzy usatysfakcjonowane stosunkiem strony i oczekiwanie, że jeszcze kogoś powinny ukontentować, i nadstawia się tam Kapitan Państwo. Czyli jest to przestępstwo przeciwko chciejstwu polityków i lobbystów, zatem przestępstwa gospodarcze ścigane przez UKS to przestępstwa o charakterze wyłącznie politycznym. A nie kryminalnym. I dlatego ideologiczne psy, nastawione na ochronę ludności przed zbójami zagrażającymi zdrowiu i życiu mieszkańców nie są zainteresowane ganianiem się z badylarzami i kułakami. Chce sobie państwo rozkułaczać, to niech sobie zorganizuje KBW (aby zapewnić ochronę przymusowego ściągania kontyngentów żywnościowych na wsi i ochronę kierujących tą akcją tzw. komisji skupu płodów rolnych). Przy czym KBW zajmie się i tak rozstrzyganiem sporów politycznych pomiędzy watahami, a nie zaopatrzeniem (chyba że w ramach kpin jak akcja Żelazo czy Zalew, ale to już nieoficjalnie po rozproszeniu w innych formacjach).

Czytasz drugą część artykułu. Jeśli jeszcze nie znasz części pierwszej, to polecamy lekturę.

A cały problem w zwalczaniu przestępczości politycznej (czyli przeciwko alimentacji państwa) nie da się zorganizować inaczej, niż na przejmowaniu tej alimentacji (czyli struktury handlu i produkcji, bo jak przejąć usługi i się nie narobić, to jeszcze nikt nie wymyślił), a państwo uzurpujące sobie monarszą doktrynę “dopuszczania do żłoba” poprzez przyzwalanie na udział w rynku (państwo kompradorskie, reglamentujące dostęp do rynku) po wyprzedaniu się z dostępu do rynków na rzecz obcych, nie bardzo skąd ma wziąć zasilanie dla służb, które tego wykupionego przez obcych monopolu miałyby bronić. Jest to banalny problem zaniku zasilania. Pompa paliwa bez paliwa ma niebywale marginalne znaczenie dla sprawności pojazdu. Nie pomoże na to żadne ideolo, o ile nie sprowadzimy państwa do oddolnej teokracji (na przykład Talibowie tak rozwiązali problem narkomanii w Afganistanie). De facto psy zajmujące się zwalczaniem poważnych i zorganizowanych zbójów, to z punktu widzenia kryteriów, jakie zaraz przytoczę, należą do klasy średniej i to jedyny powód dla którego państwo się nie wali – ponieważ ludzie gotowi działać dla realizacji niepatologicznych piramid potrzeb innych ludzi, są gotowi bez rozkazu, z powodu własnych zapatrywań niekolidujących z realizacją własnych potrzeb w ich własnym rozumieniu (choć niekoniecznie w rozumieniu ich najbliższych). Bo nie czarujmy się, jak ktoś jest nieprzekupny, bo wzrusza go krzywda ludzi porywanych i zmuszanych do niewolniczej, często uwłaczającej godności pracy, to jest to ideolo sprzeczne z koncepcją istnienia komunistycznego superpaństwa o turańskim modelu wykonawczym, wyposażonym w biurwę modelu bizantyjskiego do korporacyjnej kontroli wykonania agendy politycznej. Obecne struktury i model powoływania kadr w służbach porządkowych nie są skutecznym rozwiązaniem dla masowego stosowania terroru potrzebnego do ziszczenia snów NWO. Dlatego nie ma się czego za bardzo obawiać – władza chce dobrze, tylko ludzie nie wiedzą co dla nich dobre i robią po swojemu ^^

Jak się dopuścić deliktu wyjaśnia propagandysta, pan Sławomir Mentzen:

Sławomir Mentzen – Praktyczne konsekwencje niepraktycznych regulacji

Oczywiście jakichś tam policjantów spotykacie na ulicach i oni oczywiście… jeden umie pisać, drugi czytać, i jeszcze bywa ochrona tych uczonych. To są efektory na nogach, ale wśród skutecznych operacyjnych jest nieco inaczej, żeby to w ogóle funkcjonowało i nie czarujmy się, najczęściej takie piony prawie nie funkcjonują, nie są proaktywne i żeby to w ogóle funkcjonowało, to doraźnie tworzy się grupy (zadaniowe) i tych ludzi jest tak niewielu, że się pierdołami nie zajmują. Problemem tych ludzi nie jest idealny porządek z pomysłów polityków, ich problemem jest porządek jakikolwiek, pozwalający funkcjonować innym ludziom “normalnie”, tak jak oni to wprost rozumieją, bez rozpatrywania tego w kategoriach politycznych, czy komuś wolno sprzedawać kozie serki czy nie, i czy to sprowadza powszechne zagrożenie. I na tyle, co mi wyjaśnili ludzie, którzy zajmują się tym, to porządek jakiś musi być i lepszy chociaż taki, niż kompletny bajzel, jaki próbują wprowadzić politycy. Wyjaśniali mi to ludzie również z poprzedniego ustroju, co czołgami spokój wprowadzali w Poznaniu w ’56 jako partyjna kontrola działań KBW (bo to tam było tak, że tłumili sovieci, a każda jaczejka, w tym partia, wysłała tam kontrolnie “swoje” siłowniki). “Dlaczego najpierw byliście w NSZ, a potem u komuchów porządki czołgami wprowadzaliście?” – postawiłem pytanie – i odpowiedź była w miarę przytomna: bo taki porządek wtedy był, bo innego nie było, nie było już alternatywy i mimo że Popławski był rusek, to jakiś tam polski niby mundur dawali, a nikt inny nie dawał. No pech chciał, że akurat przyszło tłumić i głupie takie zadania policyjne ganiania złodziei przez wojsko, ale powoli sobie uświadamiali, że oni są armią okupacyjną i po zadymie na Wybrzeżu w 1970 poodchodzili z “wojska”. Bo jakiś porządek musi być, a sprowadzania zagrożenia powszechnego waląc w tłum za porządek nie uznali. Dziwne sposoby racjonalizacji absurdu mają ludzie. W tekście wrócę do powstawania szarej strefy jako formy porządku.

Są ludzie w społeczeństwie, którzy do zaspokojenia swojej piramidy potrzeb, absolutnie wymagają uczestnictwa w strukturze porządkowej zapewniającej porządek choćby śladowo wyczerpujący inne piętra ich piramidy potrzeb w zakresie bezpieczeństwa indywidualnego (działania prewencyjne), powszechnego (działania zbrojne), dobrostanu (zaopatrzenie ze szczególnym uwzględnieniem żywności i wody), i to wyczerpujący w powszechnym rozumieniu ogółu społeczeństwa. Ci ludzie chcą zapewniać jakąś swoiście rozumianą normalność innym, korelując ich wzajemne zachowania tak, aby nikomu się krzywda nie działa. To bardzo ciekawe zjawisko i wrócę w dalszej części tekstu do jego aplikacji biznesowej.

Klasa średnia – samowzbudny wzmacniacz racjonowania w dystrybucji zasilania

Wiele dyskusji było na temat co to jest ta klasa średnia i po czym stwora poznać. Bo mem o tym, że taka grupa jest i da się ją tak zgrupować, że czyni grupę zaszufladkowaną, jest powszechny. Powszechny jest również mem, że jest to grupa stabilizująca państwo (ale w pewnych warunkach, przy sprawnym zasilaniu), natomiast bzdur o tym, jak ten zwierz wygląda, można się naczytać w różnych dyskusjach, Ta na IT21 bardzo mi się podobała, wynikało z niej, że jest to klasa cross fit, znająca języki i słuchająca muzyki poważnej, chodząca do teatrów i dobrze. że nie wymieniono jeszcze jakie gazety powinni ci ludzie czytać. Trochę tej klasy społecznej poznałem na świecie. Nie ciuchy o nich świadczą, bo część z nich to bardzo eleganccy ludzie, część to nieogolone żule w drelichach. To, czy mają fabryki, czy trzy szambiarki z traktorami, jest kwestią marginalną, szczególnie w cybernetycznym ujęciu politycznego uorganizowania grupy etnicznej (albo chociaż zamieszkującej jakiś dający się wydzielić obszar) w podziale na funkcjonalne elementy w dyspozycji wybranych elementów fizycznie istniejącej sieci indywidualnych homo sapków, wzajemnie powiązanych w różnych płaszczyznach (w kontekście MTT ujętego w tasiemcu Free For Allhttps://en.wikipedia.org/wiki/Multiple_trace_theory).

Ponieważ w ujęciu cybernetycznym są hipostazy, natomiast w rzeczywistości mamy oddzielnych ludzi, którzy tworzą sieci powiązań, to starcie modelowej funkcjonalności z rzeczywistymi użytecznościami stwarza poważne problemy opisowe i warto wiedzieć jak działają sieci, jak są wzbudzane, jak przekazywany jest sygnał i jak bardzo jajko tego sygnału różni się od kury na końcu. Co nijak nie przeszkadza nam trafiać w klawiaturę pisząc androny wymyślane, jak podejrzewamy, w głowie, chyba że tekst jest o pięknych paniach (od razu zaznaczam, że wzniosłe poematy dotyczące pięknych pań, jakie tworzą natchnieni przez muzy artyści, powstają oczywiście z uniesień serca, natomiast teksty “artystów” disco polo są z niższych pobudzeń).

Przedsiębiorczości nie można kupić jak czynnika produkcji, po prostu nie da się. I nie można się tego nauczyć. I wynajęcie przedsiębiorcy na menadżera nie musi skutkować przedsiębiorczym jego działaniem na stanowisku, niezależnie od woli stron. A mimo to jest to podstawowa działalność człowieka – podejmowanie się działań w niepoznanym środowisku o nieokreślonych zmiennych w nieznanej liczbie, o trudnych do przewidzenia skutkach. To kulawe przewidywanie złożonych skutków to właśnie podstawowa działalność człowieka. Tutaj tematem są ludzie, którzy podejmują takie działania bez rozkazu – jest to osią ich życia.

Co to właściwie są te zwierzęta “ludzie przedsiębiorczy”, to jest dość prosto wyjaśnić, jak i to skąd się biorą, jak przebiega ich formacja i dlaczego jest to fenomen zazwyczaj dziedziczony, względnie redukowany przy braku możliwości odziedziczenia. Otóż ludzie przedsiębiorczy, to ta banda co bierze sprawy przed się, we własne ręce i czyni to bez żadnego rozkazu, zachęty, sugestii. Po prostu mają pomysł jak tu urządzić wokół siebie kawałek świata, handlu, stosunków społecznych, produkcji i rozglądają się po innych ludziach, kto tu jeszcze przyjdzie świat ulepszać w ramach hobby.

Ale(!) – i jest ważne “ale” – klasa średnia to stan umysłu. Nie tylko ta gotowość działania bez rozkazu, ale również faktyczna zdolność do działania, wynikająca z posiadania, dysponowania i miejsca w hierarchii. Z posiadania stanu majątkowego, z dysponowania zasobami, maszynami, ludźmi i miejsca w hierarchii organizacyjnej takiego, że ludzie przyjdą tam, gdzie trzeba i wykonają polecenia. A to jest bardzo dużo, tego też nie można tak z dnia na dzień kupić, to jednak trzeba wypracować. Do tego aby umieć operować narzędziem (majątkiem, zasobem, organizacją), to trzeba od małego być oswojonym z operowaniem i dostępnością takich delikatesów. Ludzie wychowani w biedzie, owszem, czasem trafiają się przedsiębiorczy i pną się w górę, ale opanowanie kompetencji w dzieciństwie to ułatwia, obycie też ułatwia, a stan posiadania nie dość, że ułatwia, to jeszcze jest grubą poduszką pod tyłkiem w przypadku pierwszego potknięcia, a z potknięciami trzeba być oswojonym, bo będą występować seriami. Łatwiej się wbija gwoździe posiadając młotek i gwoździe. Nieposiadanie sprawia pewne trudności we wbijaniu, co jest oczywiste.

Powszechnie wiemy, że taka grupa społeczna jest, że jest jakaś klasa średnia, ale w zunifikowanym społeczeństwie jakoś się muszą rozpoznawać nawzajem ci ludzie, jakoś podejmować przedsięwzięcia, jakoś decydować o ekskluzywności, a nawet o wewnętrznej hierarchii. Jakoś to jednak przecież jest, że wytwarzają wewnętrzne więzi, systemy rozliczeń, kredytowania i to bez, a nawet pomimo przeróżnych szykan ze strony państwa i to często okupacyjnego na poważnie, z KS i KC włącznie. To, z czego klasa średnia czerpie siłę (zasilanie) w rozumieniu cybernetyki, to to, że jakkolwiek makroskalowe procesy ekonomiczne oparte o ekskluzywność punktowych źródeł zasilania dużej mocy (wydobycia, cieśnin ekonomicznych takich, jak ujścia rzek – porty, fawele aglomeracji z tanią siłą roboczą skoncentrowaną w obozie) kontroluje oligarchia przy użyciu zbrojnych proli, to niskopoziomową dystrybucją dóbr i usług (często usług zapętlonych w połączeniu prol-klasa średnia, bez kontaktu z oligarchą) zajmują się przedsiębiorcy. Warunkiem elastycznego zapewniania dystrybucji jest dysponowanie małoskalowym aparatem produkcji i akumulatorem w postaci magazynu. Nie ma się jednak co łudzić, akumulator klasy średniej jest płytki i w przypadku jakiej poważnej opresji wyczerpuje się błyskawicznie, więc jakiekolwiek siłowe rozwiązania ze strony oligarchii, aby na kartki wprowadzić reglamentację “po równo”, kończą się tym, że nie ma czego reglamentować. I to kończą się od razu. Owszem, można konfiskować stany magazynowe (na przykład w 2RP – że niby marsz upadłości z tej okazji jest, bo takiego upadku ciężko szukać w historii Polan), ale prowadzi to wyłącznie do pauperyzacji klasy średniej i utajenia magazynów, czyli zdezorganizowania dystrybucji. Całość tej konstrukcji rzutuje na pewien przykry rezultat: jak nie ma czego dystrybuować i czym produkować, to klasa średnia, ta szczątkowa, wykona zadanie, ale kosztem populacji. Tym, którym rozdzieli dobra reglamentowane wystarczy (bo nie wyda porcji mniejszych, niż potrzebne do przeżycia – tak funkcjonują minimalne, racjonalne ilości handlowe), a z przyczyn obiektywnych reszcie już nic nie wyda, więc reszta sobie będzie musiała poradzić inaczej, co często w sytuacjach dramatycznych (zerwanie łańcuchów dostaw z powodu zbiorowego stosowania przemocy) powoduje że ludność umiera z głodu i chłodu. Oczywiście emocjonalnie nastawieni zaraz podniosą wrzask, że trzeba się tak podzielić, aby starczyło dla wszystkich, ale stany magazynowe są jakie są, koszty dzielenia choćby przez biurwę też istnieją, i jeśli dla wszystkich nie starcza szwajcarskich zegarków po sztuce, to nie jest to powód aby je dzielić siekierą. Choć emocjonalni uważają, że usługi medyczne trzeba tak podzielić (przy braku podaży), żeby martwych po wypadkach wskrzeszać, a żywe dzieci kłaść pod promiennikiem i smażyć. W ten sposób kot emocjonalny będzie półmartwy i w rezultacie mamy ustrój półżywych.