Polityka vs policyja, prawicowe źródła PG & ZPG, klasa średnia jako zagrożenie dla państwa cz III

Funkcja wzmacniania amplitudy przy przekazywaniu zasilania z punktów wysokiej koncentracji bogactwa (kopalnie), punktów jej masowego transportu (portów), punktów jej masowego przetwarzania (przemysł B2B), polega na tym, że żaden prol, czy przedstawiciel średniaków, nie konsumuje towaru na frachtowce i paliwa na tankowce, a z pojazdów raczej nie interesuje nas, że lokomotywy staniały. Co nie zmienia faktu, że lokomotywy, frachtowce i tankowce są w użyciu i że nie buduje się ich bandą niekompetentnych proli, a dobrze opłacanych rzemieślników, często ich własnymi MiŚiami mniejszymi, a nawet mikro i średnimi, a nawet średniejszymi. Jeśli zasilanie z kopalń jest dobre, porty przepustowe, prole niepobuntowane, generałowie nie szaleją z wydatkami na czołgi (a nawet most tu i ówdzie postawią, żeby było wyjście na teatr operacyjny i do czasu niech sobie cywil ciężarówką używa), jeśli rozrachunek abstrakcyjny i system transakcyjny używany do transakcji & tezauryzacji, a nie do kradzieży i kontroli, to ta mała dystrybucja średniakami na dole zapewnia jakiś tam rozkład nadwyżek, bo są nadwyżki i prole dostają więcej wurstu w kaszy, ciuch na zimę cieplejszy, ogrzewanie w hali, chleb świeży codziennie, a nie czerstwy co trzy dni, bułki nawet czasem, zbroić się można, a wojować nie trzeba. Fajne to wzmacnianie oraz pożyteczna klasa średnia i nie ma po co się w ekstremizmy bawić. Z tym że oligarchowie nijak sobie nie porządzą, bo armia w koszarach, pałować nie ma kogo, tłum komitetu żadnego nie spali – status quo nie do zmiany, a przecież chciało by się popolitykować i co nieco pozmieniać. No i wtedy trzeba się w tych skoncentrowanych punktach zasilania poprzepychać. I wtedy są deficyty, wtedy wojsko żre więcej, pały szukają komu by tu nery gumą zmacać, oprawcy więzienia chcą zapełniać, kaci kafelki w salach tortur trocinami wysypują, z tym że klasa średnia do podzielenia między wszystkich na końcu zasilania ma deficyt. Bogactwo było dystrybuowane nierównomiernie w ramach pracowitości, talentu i szczęścia. Deficyt też tak jest dzielony i ci, co nie mają szczęścia, są nie dość pracowici i nie mają talentu, to dostaną najmniej, a to niestety z nich składa się aparat przemocy i inna patologia. Jest więc jasne dla każdego okupanta, że sam fakt istnienia klasy średniej głodem i deficytem wszelkich dóbr wykończy aparat okupacyjny. Pozostaje wykończyć klasę średnią – to logiczne, z tym że jej brak wcale nie poprawia dystrybucji. Nierozwiązywalny problem wzmacniacza bez którego państwo nie działa, ale który stabilizuje państwo tylko w przypadku podaży nadwyżek. Jak żyć?

Czytasz trzecią część artykułu. Jeśli jeszcze nie znasz części pierwszej lub drugiej, to polecamy lekturę.

Lokalna akurat przypadłość (ponieważ w Polsce uchowali się głównie handlowcy po hekatombie lat dziewięćdziesiątych, choć wcześniej byli fabrykanci, rzemieślnicy, organizatorzy manufaktur), to wszyscy bez wyjątku przedsiębiorcy, mali i średni (niektórzy już dziedziczni fabrykanci), mieli praktyki zawodowe nie z zarządzania produkcją, czy zarządzania w ogóle, ale byli przeczołgani po podłodze przez procesy produkcyjne, organizację pracy, łańcuchy wytwarzania. A potem, jak już ogarniali jak się coś wytwarza, to mogli siąść za sterami rodzinnego biznesu. I nikt im nie żałował – praktyki mieli nawet w Japonii, ale na podłodze. A teraz mogą sobie z zawodu być dyrektorami. To bardzo ciekawe zjawisko przeczy powszechnemu w Polsce poglądowi jak powinien wyglądać przedsiębiorca z klasy średniej. Owszem, mają kolekcje samochodów, stadniny, a niektórzy nic nie mają przy 60 pracownikach i piją (są tacy – dom, pies, koniaczek), a niektórzy mają, ale pracowników nie mają, jednak nie noszą się “na bogato”. A szczytem jest lokalny landlord władający drogownictwem i stawianiem dzielnic przemysłowych (częściowo jego własnych), który jeździ ładowarką, w drelichu, a ostatnio podpisywał umowę na walcu drogowym. Bo można sobie walcem jeździć do klienta. Ci ludzie są średni, bo to klasa średnia, a to, czy prywatnie są tacy, czy siacy, to jest ich prywatna sprawa, publicznie to są ludzie nieprzywiązujący wagi do okazywania przepychu. W przeciwieństwie do gołodupców z finansjery i ubezpieczeń, gdzie sprawianie wrażenia jest konieczne.

Z tym sprawianiem wrażenia jest jeszcze ważny wiek. Jak się ma 19, czy dwadzieścia parę lat, to trzeba nadrobić brak wieku, rozpoznawalności i statusu, kosztownym strojem i gadżetami. Jak ma się 30 i stara się jeszcze awansować, albo robi jakie droższe numery, to też jeszcze trochę się wypada ubrać. Ale potem to już nie ma po co. Człowieka i tak wszyscy znają, garniturów nie ma po co kupować, a marynarki z młodości i tak się coraz trudniej dopinają. Ludzie w poważniejszym wieku, to nawet jak do klienta jadą, nie strugają głupa i nie szpanują zegarkami. Młodzi jeszcze muszą z powodu rozpoznawalności ich statusu, starsi już nie muszą.

Wróćmy na sam koniec do kwestii najważniejszej: co ta przedsiębiorcza banda z klasy średniej robi. Bo przecież to nie oni są właścicielami rafinerii, oficjalnych banków, portów, dróg & mostów. Prawie nie uczestniczą w systemie politycznym ponad samorząd lokalny (a i tam muszą konkurować z odgórnym lobbingiem korpo), a mimo to każdy przytomny rząd liczy się ze zdaniem targowiska, bo rząd może i się wyżywi, ale to może oznaczać, że na uchodźstwie. Szczególnie w kraju agrarnym bez skoncentrowanych punktów wydobycia surowców. Racjonalnie to taki kraj musi funkcjonować (ze względu na zasilanie władzy w środki wymiany) na pograniczu konfederacji i federacji terytorialnej z chodzeniem w po ludie, czyli jest to bardzo płynna forma poliarchii, niezdolna wytworzyć na dłuższą metę oligarchii (przynajmniej na swoich terytoriach źródłowych). Oddolny system zasilania skonfederowanej części poliarchii wynika w klasie średniej z tego, że bez rozkazu i dania racji, jeden przedstawiciel tej klasy może przedstawić innym pomysł publicznie lub w serii spotkań bilateralnych (metodę wskazywałem przy wyłanianiu władzy w szczepie we free for all) i zaproponować innym udział w przedsięwzięciu. Pozostaje kwestia dlaczego ludzie mieliby się stawić do pracy za “Bóg zapłać”, jeszcze do tego ze środkami produkcji, a może i przyprowadzonymi pracownikami. Mogą decydować względy osobiste, mogą prestiżowe, może okazja do ubicia jakiej muchy w kiblu, bo przecież to co się buduje, to będzie interes, a może też spodziewana, a nie obiecana, zapłata. Zapewniam z własnego doświadczenia, że w klasie średniej to funkcjonuje i pozwala na przejmowanie środków produkcji po kilka centów za dolara tylko dlatego, że się człowiek stawia “w czynie”. Bo przecież underclass się nie stawi, bo po pierwsze nie ma z czym (brak środka produkcji w dyspozycji), a ponadto ze względu na wychowanie, nie ma metabolicznej mobilizacji do utraty energii bez przyobiecania jej uzupełnienia – ponieważ byłoby to działanie samobójcze. Relacje w underclass są pozbawione zaufania (brak płynności) i oparte o dzielenie strat. Tymczasem klasa średnia tym udziałem i poświęcaniem środków w przedsięwzięciach jeszcze nie dopiętych formalnie, a bazujących na gotowości i jej realizowaniu, wytwarza bardzo istotną rzecz: kredyt, ale nie taki, jak klasa wyższa w rozumieniu środka uprawniającego do podjęcia mocy swobodnej z poddanych i struktur, a taki kredyt oparty o wzajemną sieć przysług “to nasz przyjaciel” (amigo nostro). A jak już jesteś swój i jesteś przyjacielem naszym, to jeśli tylko potrzebujesz gotowe drakkary są przed Tobą kładzione na stół i możesz ich użyć jak tylko potrzebujesz – niech Cię fantazja na nowe lądy poniesie. Zawsze można poznać z przyjaciółmi innych naszych przyjaciół i wszystko sobie już jakoś uzgodnicie. Oczywiście wszystko w duchu zarobienia se, bo przecież nie państwu. Państwo jakieś udziały wniosło, że dywidendy oczekuje? Czy państwo jest amigo nostro?

Choć to oczywiście szok dla tych, co pierwszy raz, że przysługi to są takie same użyteczności jak wszystko inne, że papieru do karmienia biurwy mamy ile drukarki dadzą radę podstemplować i podpisać. Choć to strach, że to przecież tak dają i nic nie chcą, najwyżej powiedzą że jak już się wzbogacisz, to też się przysłuż. Że tu i tak każdy sobie zarabia, więc już na gotowiznę taki łasy nie jest, ale na potencjał sieciowy i networking jak najbardziej, bo są takie rzeczy, które czasem trudno zorganizować w pojedynkę. I strach kiedy pierwszy raz dysponuje się majątkiem “cudzym”, bo przeniesionym i taka niepewność czy ludzie są lojalni, czy spółki nie poznikają, ale przecież… W korpo też nie ma bezpośredniej i wykonalnej władzy nad biurwą i biurwa tam umie nakraść, a mimo to ludzie wolą być lojalni i nawet uczciwi, bo po prostu lubią, szczególnie jeśli władzuchna tego zabrania – no to tym bardziej tacy chcą być. Bo mempleksy działają bardzo dobrze, a starsze mity działają lepiej od nowszych, bo były dłużej testowane, i co by tam “prawo pozytywne” nie dozwalało, to każdy wie, że 10 przykazań jest i nawet jak “prawo pozytywne” coś tam niby moratoria na KS wprowadziło, to w Starym Testamencie wszystko po staremu jest popisane i tam są starotestamentowe pojęcia sprawiedliwości.

Skąd ta prawica w źródłach?

Zorganizowane grupy przestępcze, w tym w szczególności przestępczości gospodarczej, cechuje brak ideologii, hierarchiczność (nawet przy średnioklasowych pozorach jej braku), ekskluzywne członkostwo (w kryminalistyce zwracana jest uwaga na intelekt sprawców), eksponowanie woli używania przemocy i przekupstwa (legal or not, bo przecież przemoc przy użyciu UKS wyczerpuje znamiona legalności, ale indukcja mogła być lewa), wykazywanie specjalizacji przy podziale pracy (bo to jednak są specjalistyczne dziedziny), oraz, co najważniejsze i naprowadza nas na prawicowy trop, rządzenie się kategorycznymi, wyraźnymi regułami i regulacjami (pruska armia, przynajmniej w czasie wykonywania zadania). To tylko tytułem wstępu, zaraz będą konkretne przykłady.

Cała różnica pomiędzy ustrojem zdominowanym przez klasę średnią (gospodarzy, drobnomieszczaństwo, drobnych przedsiębiorców), a ustrojem zdominowanym przez starszych i mądrzejszych, co wszystko zaplanują lepiej na podstawie wskaźników, sprowadza się (zakładając utrzymanie pozostałych parametrów w normie, co nie jest możliwe) do liczby i poziomu rozproszenia magazynów oraz elastyczności w wymianie pomiędzy tymi akumulatorami i racjonalności przekazywania ich do efektorów i zwrotnie do systemu zaopatrzenia (alimentacji jako zapłaty, wszak zapłata nie jest w papierkach, tylko w tym, co za nie kupujemy). System rozproszony przez klasę średnią ma te magazyny wszędzie i bez liku. Licho tam tego towaru jest i mrówczo się go przenosi, ale to nic nie szkodzi, ponieważ na miejscu zawsze znajdzie się to, co potrzeba, z niewielką (potrzebną w handlu) nadwyżką. Z tym, że klasa średnia zapewnia tu moc korelującą i to bardzo dużo kosztuje. System rozproszony zaś, ze względu na mniejszą liczbę korelujących go magazynierów, jest niezwykle bezwładny i nieelastyczny, ale jeśli jest dobrze zaplanowany to żadna wada, przy czym jednak ma bardzo słabą korelację wewnętrzną i nie operuje detalicznie. W rezultacie rzadsze korelacje skutkują większymi wolumenami. Te niekoniecznie muszą odnajdować zapotrzebowanie (to widać w korpo kiedy próbuje sprzedać dużo, najlepiej hurtem, najlepiej do jednego odbiorcy) i czas pomiędzy kolejnymi etapami korelowania co, komu, gdzie wysłać jest znaczny (czas dostawy jest zaś istotny), a ewentualne pomyłki mają wielką skalę. Pomyłki są zaś nie do uniknięcia. O ile jak się sknocą dostawy chleba, wody czy prądu w skali dzielnicy, to da się pójść do dzielnicy obok, jak się sknocą dostawy do centralnej piekarni w mieście, a innych nie ma (w Moskwie tak było), to nie ma zmiłuj: chleba nie ma – żryjta bułki. Z tym że niedobór średniacy też sprawiedliwie rozdzielą – sprawiedliwie, bo tym najbiedniejszym będzie zabrane, a tym co mają dodane.

Ludzie garnący się do pracy w służbach porządku publicznego, niezależnie czy jawnych, czy mafijnych (choćby mafie polityczne wytwarzają tego typu formacje jak KBW, Strażnicy Rewolucji, FBI – służą one do siłowych rozstrzygnięć pomiędzy koteriami politycznymi) czynią to dlatego, że chcą realizować jakiś ideał porządku jaki mają w głowach i najczęściej jest to mempleks jakiego pożądają zleceniodawcy, tworząc ramy werbunkowe dla kandydatów. Zasadniczym kryterium jest działanie na rozkaz, ale do sprawnego działania organizacji o wielopoziomowej hierarchii muszą istnieć drobniejsze korelatory na piętrach, które bezpośrednio dyrygują efektorami, to znaczy, że jacyś narwańcy z klasy średniej muszą być zainteresowani służbą pro bono i przeniosą tam swoją zdolność działania bez rozkazu i mempleks tego, jak porządek ma wyglądać. O ile dziś wydaje nam się, że na hobbystach nie da się utrzymać porządku społecznego, a taki pożądany mempleks stróża porządku nazywamy etosem rycerskim (gdyż rycerze byli ostatnim przypadkiem, gdy klasa średnia uczestniczyła – z faktu bycia nią – w utrzymaniu porządku przemocą). Niby przytomne oczekiwanie i zrozumiałe dla każdego, z tym że bądź tu mądry i zrealizuj etos rycerski w dzisiejszym państwie rządzonym przez pedofili i złodziei. Jak nic by tacy rycerze z organów śledczych łby poukręcali całej wierchuszce politycznej, a jedyna przyczyna, że nie ukręcają jest taka, że Pan Pancerny ma tanki i pilnuje, żeby się degeneratom w strukturach władzy krzywda nie działa, paraliżując tym samym sensowne działania hobbystów lubiących porządek. Nie jesteśmy pierwszym terytorium, gdzie Pan Pancerny dobrał się do niebieskich paraliżując ich zdolność do utrzymania porządku i rezultaty są takie, że trzeba mieć prywatną ochronę, drut kolczasty wkoło, a i tak spać trzeba na stojąco, bo kradzieżami traktorów zajęli się państwowi komornicy, a policja ich już nawet nie pałuje, choć dla zasady mogłaby. Trzeba pałować urzędników prywatnie. No, ale nie jesteśmy pierwsi. Warto wiedzieć co w takiej samej niedoli uczynili inni.

Przyjmijmy założenie takie, że klasa średnia, jakkolwiek zróżnicowana, to jakiś porządek chce mieć, mimo że z perspektywy wygląda jak zanarchizowana szarańcza i potrafi sprzedać państwo za czapkę gruszek Carycy, byle jakiś porządek był, jak już sobie z oligarchią nie można poradzić. Po czym ta sama klasa średnia porządku przed Carycą broni, “bo inaczej się umawialiśmy”. Banda czubów, ale lepszych nie mamy. Założenie o porządku jest więc tu patykiem na wodzie pisane, ale spodziewać się można, że pewne wspólne cechy są w stanie wyartykułować: żeby nie kraść zanadto (bo coś jednak kradzione zawsze będzie – to wszak ludzie przytomni) i nie mordować nad potrzebę (choć i tu jest wyrozumiałość, bo przecież każdego może ponieść jak gacha w domu zastanie i kamienowanie ołowiem w trybie doraźnym mu przeprowadzi za cudzołóstwo, a i kijem połowicy wyprostuje kręgosłup moralny), i nad potrzebę nie więzić (bo władza czasem musi sobie poswawolić i kogoś krzywda spotka, i to średniacy rozumieją). Po przyjęciu tych kłopotliwych założeń “żeby się jakoś żyć dało”, można oczekiwać, że klasa średnia będzie chciała aby kto rozstrzygał spory (akurat go posłuchają, a jużci) i egzekwował te wyroki, oraz żeby jakoś już osiągnięte standardy porozumień spinać w ustawy. Czyli oczekują jakiej normalnej administracji, ustawodawstwa… oczekują państwa. Najwidoczniej jednak nie takiego, jakie jest dziś, a jakiegoś innego. Jakiego, to można odnaleźć na kartach historii, czym zajmowało się państwo i ile kosztowało zanim nie zaczęło udawać, że zastąpi KK i zacznie pod przymusem miłosierdzie wdrażać.

I tutaj dochodzimy do tego kto tak na prawdę organizuje działalność wywrotową w państwie oraz kto dokonuje przewrotów i zamachuje się ręką, której się nie obetnie. No przecież nie prole czy średniacy. To jeszcze nie taki rozpad dzielnicowy, żeby średniacy mieli co do powiedzenia. W zamachu na władzę musi absolutnie brać udział bezpieka, a w zamachu na powszechny porządek publiczny musi brać udział aparat porządku publicznego. Policja jest podstawą działalności gangów, mafii, handlarzy bawełną, cukrem i skarpetkami, tak jak handlarzy mięsem na kartki czy wódki bez akcyzy. No, to oczywiście policja taka, z punktu widzenia prawa pozytywnego, mogłaby zostać nazwana zdemoralizowaną i socjaluchy nam głoszą, że jakby takie rzeczy zaczęły się dziać, że municypały przestałyby gonić handlarki pietruszką z chodnika, to mosty się zawalą, szkoły przestaną uczyć (tak jakby czego uczyli w szkołach), rzeki zaczną płynąć pod górę i w ogóle pozjadamy się na ulicach. Tymczasem ludźmi w piecach palono kiedy ordnung był jak największy, buty wypastowane, a socjalizm kwitł. Niebiescy więc muszą się zbiesić aby realizować alternatywny do proponowanego przez władze formalne porządku. Najczęściej są zbiesieni z powodu przejęcia władzy przez zielonych i to nie takich, z którymi dzielą jakieś Moczarowe memy o tym jak po nosie poznać kto tu nie nasz, tylko z takimi, co są zupełnie nie nasi. To przyjrzyjmy się jak sobie ludzie radzą z sukinsynami, co są jakieś takie nie nasze.

Aby w ogóle klasa średnia się biesiła, to musi wystąpić słabość państwowego aparatu władzy (zbiesić się musi niebieskie), musi wystąpić wrogie nastawienie ludności do wszystkich organów władzy (uznanie za władze okupacyjne), musi dość do niewydolności systemu biurokratycznego i przewlekłości drogi urzędowej, jak również musi dojść do nieefektywności działań policji i sądów, które nie będą w stanie wydawać bądź egzekwować ODPOWIEDNICH (a nie jakichkolwiek głupich) rozstrzygnięć. Czyli musi dojść do niezdolności zapanowania nad własnym terytorium. Może mieć to charakter wyspowy w postaci NoGoZone.

Co niektórym Czytelnikom się może uroić, że w takim wypadku trzeba wojsko wysłać – o to bardzo fajnie wysłać wojsko na terytorium własnego niby państwa, wojsko na pewno tam kamienia na kamieniu nie zostawi i prawie nikogo żywego, za to mnóstwo kalek, to wojsko potrafi. Z tym że pierwsi z terenu ulotnią się ci, co niby mają być celami, a do tego jeszcze warto zwrócić uwagę, że wojsko nie dysponuje aparatem wywiadowczym zintegrowanym ze środkami ognia, więc będzie waliło po wszystkim co się rusza – bo do tego służy. Są oczywiście formacje, które dysponują lotnictwem i artylerią zintegrowaną z wywiadem osobowym i zwiadem operacyjnym (IDF stosuje), ale to jest creme de la creme okupacyjnych sił zbrojnych na planecie i to bardzo dużo kosztuje. A i tak jest z tego nie lada kłopot, o tyle mniejszy, że bombarduje się tereny “wroga” za murem. Co innego jest jak się karabinieri posyła na własny “lud” – gospodarka siada od razu i już nikt z nimi nie chce rozmawiać.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • bdgr

    Ta seria się robi coraz lepsza a po poprzednich nie sądziłem że to w ogóle możliwe