Polityka vs policyja, prawicowe źródła PG & ZPG, klasa średnia jako zagrożenie dla państwa cz IV

Autopromocja.

Organizacja sieciowa zaangażowana trochę, wcale, nieregularnie, a w ogóle to my się nie znamy. Za każdym memem, każdą ideą, musi iść zasilanie, musi być korzyść, musi być polepszenie bilansu energetycznego, inaczej to nie jest sygnał przychodzący tylko wysyłany. Jednak jako przedstawiciele klasy średniej mamy nie tylko na bieżące potrzeby, ale też tezauryzujemy nadwyżkę, z którą nie bardzo jest co zrobić, ale na pewno znajdzie się jakiś słomiany interes w przyszłości, żeby wszystko przepuścić licząc na zwroty, kiedy wyjdzie jak zawsze. Trzymamy jednak naszą tezauryzację w postaci różnych gadżetów. Układów, układzików, znajomości, drakkarów po różnych jurysdykcjach “przydasiem”, jakichś lokali, pojazdów, maszyn. Jak ktoś przychodzi pytać o dźwig, to może nie mamy, ale zaglądamy do urządzenia komunikacyjnego i… za chwilę może mieć. I być może trzeba za to zapłacić od razu, a być może i tak stoi, zatankować tylko trzeba i jak nie trzeba żadnych kwitów na to, to się dorzuci do tego prola, co tym jeździ, a może i sam prezes się pofatyguje żeby rozprostować hydraulikę. Może ktoś ma akurat gdzieś poskładaną na placu halę, trzeba sobie tylko rozstawić gdzie indziej, przykręcić do podłoża i akurat na fabrykę, może… dużo mamy możliwości, zapewne czasu na ich realizację mamy niedużo. Dlatego wiecznie brakuje nam ludzi, którzy potrafią akurat to, czego nam teraz właśnie trzeba. Jeśli więc chcecie spółek do krycia Waszej działalności – mamy lepszą ofertę niż Estonia – mamy ludzi ze spółkami. Jeśli chcecie gdzieś chować majątek, bo odczuwacie lęki przed polityką, mamy smoka i nie zawahamy się usypać mu góry skarbów.

Terror racjonalny

Pominiemy nieukierunkowany terror nieracjonalny o charakterze religijnym, quazi politycznym, kulturowym, odwetowym (innym niż karnym w rozumieniu zapowiedzianych reperkusji i retorsji). Skupmy się na terrorze racjonalnym czyli stosowaniu stresorów w celu uzyskania konkretnych rezultatów psychologicznych u figuranta. Przytaczane najpowszechniej definicje (z praktyki) przestępczości zorganizowanej zakładają racjonalne zyski uzyskiwane drogą występku, w tym występku z użyciem przemocy i groźby. O ile odnośnie terroru kryminalnego jest specjalistyczna literatura, to terror polityczny (terror mafii politycznych uzyskujących wpływy w polskiej poliarchii) jest Czytelnikom doskonale znany i nie ogranicza się do Rafała Wójcikowskiego, Andrzeja Leppera czy “katastrofy” smoleńskiej. Dotyczy też dziennikarzy, publicystów, blogerów. I nie musi od razu oznaczać realizacji jakichś stresorów – wystarczy komunikat.

Czytasz czwartą, ostatnią część artykułu. Jeśli jeszcze nie znasz części pierwszej, drugiej lub trzeciej, to polecamy lekturę.

Ale dajmy sobie spokój w tym tekście ze straszeniem ludzi utratą zdrowia i życia. Zwróćmy uwagę na to, że rynkiem też może rządzić strach przed taniością, drożyzną, niedoborem, zmianami w regulacjach. Na stabilnym rynku jest syto i bezstresowo, wtedy klasa średnia na dwóch łapkach dostarcza wszystkiego i się pasie, ale czasem są wąskie gardła, czasem tak wąskie, że racjonalna działalność gospodarcza sprowadza powszechne niebezpieczeństwo racjonalnych niedoborów – bo jeśli podzieli się to, co jest na magazynach aż do części niepodzielnych i sprzeda najlepiej płacącym, to jest oczywistym, iż nie starczy dla wszystkich potrzebujących, a są takie sytuacje (masowe poczucie strachu przed niedoborem), kiedy decyzje o wycenach są podejmowane z lokalną racjonalnością i wbrew zbiorowej, racjonalnej reglamentacji. O ile to nie jest problem, jeśli tak się podzielimy złotem, bo ani się w to nikt nie ubiera, ani nikt w tym nie mieszka, ani tego zjeść nie sposób, to w przypadku reglamentacji dóbr spełniających te kryteria mogą wystąpić problemy skutkujące “niepokojami społecznymi na masową skalę”. Zazwyczaj takie sytuacje mają związek z działaniami wojennymi i przerwaniem w ich wyniku łańcuchów dostaw. Wtedy właśnie racjonalne działanie klasy średniej i wdrażane reglamentacje, magazynowanie i dystrybucja lokalna towarów pierwszej potrzeby potrafi zdemolować obrót dobrami, usługami i racjonalną podażą pracy. Z punktu widzenia nowoczesnego państwa narodowego sytuacja, jaką jest po wojnie lub w obliczu wojny na łańcuchu dostaw, naturalne i racjonalne zachowanie klasy średniej, prowadzi do rekrystalizacji politycznej w kierunku rozproszonej poliarchii (z masowym udziałem klasy średniej, czyli po prostu do demokracji wojennej), a przecież nie po to Soviet czy USA przysyła wojsko nad Wisłę, żeby się tu jacyś oddolni badylarz z kułakiem za rządzenie brali. Z tego punktu widzenia klasa średnia jest żywotnym zagrożeniem dla państwa okupacyjnego, co wcześniej w tekście zostało wymienione. Samą podażą towarów grozi łańcuchom zasilania władzy, samym sprowadzaniem paliwa z wolnego rynku potrafi wykończyć rafinerie, wdeptać Lotos w glebę, że dopiero PiS u władzy i zamordyzm z gpsem na każdej cysternie jest w stanie przywrócić reglamentację i dostęp do koryta. Bo przecież co by to było, jakby każdy sobie mógł sprowadzać z zagranicy paliwa jak telefony z Ebaya?!

Racjonalność terroru “głodem” (niedoborami dóbr) stosowanego przez gospodarzy i przedsiębiorców, szczególnie małych i średnich, wynika z tego, czego pragnie cały proletariat, cały lud (nie, nie pragną powszechnej szczęśliwości w kolektywie), otóż każdy indywidualnie (a nie kolektywnie) pragnie się wzbogacić, zostać kułakiem i do klasy średniej, drobnomieszczańskiej, a nawet gospodarskiej przynależeć. Ludzi pragnących być prolami aż do końca swoich dni prawie nie ma, a ten margines, jaki jednak istnieje, jeśli jest dość natchniony, to formuje się w zakonach, bo tam praca dla innych bez samodzielnego bogacenia się ma najwięcej sensu. Dlatego przedsiębiorcy reglamentując dobra w zamian za inne dobra, kanalizują prolom wysiłek, ukierunkowują ich pracę na pozyskanie dóbr, które są potrzebne, zamiast politycznego chleba z cementu. To jednak, że każdy przytomny prol pragnie przestać być prolem, nie zmienia faktu, że dół klasy średniej to ludzie pracy samodzielnej, tak samo prole, tyle że z własnymi środkami do wykonywania swojego zawodu (choć i właściciel fabryki jeśli nią zarządza, to jest wyposażony w fabrykę – z zawodu jest dyrektorem ^^) i bez jakiegoś teoretycznego państwa, które poratuje w biedzie (za to z siecią społeczną, która jeśli jej ktoś nie zdemoluje, to ratuje dużo skuteczniej niż państwo zasiłkiem; a przecież i państwo można zdemolować).

Nie można mieć jednak złudzeń co do faktu, że ostateczną rację w każdym systemie rządów ma ten, kto dysponuje siłą. Czy to siłą militarną, czy tłumem z pochodniami – tym, co akurat zadziała. Dlatego po tym, jak klasa średnia w Polsce okrzepła, zaczęła się domagać broni, ponieważ na razie jest marginalizowana do wydłubywania kitu z okien, a przecież wszyscy tak bardzo pragniemy dobra. Chcemy kopalń, produkcji energii, handlu paliwami, produkcji lekarstw, czołgów i śmigłowców; i dość mamy ograniczania się do strugania mebli. Dlatego aparat przemocy będzie słuchał tego, kto zapewni mu zasilanie w środki do jej stosowania, w czołgi i śmigłowce, czy co to tam akurat za drony będą w przyszłości. Bo jakby nie słuchał, to kto inny posłucha, dostanie środki i stanie się aparatem. Bijącym sercem – bijącym z oddaniem i zapamiętaniem, jak każdy klient czepiony pańskiej klamki.

Mięso oddzielane mechanicznie, reszta jest pochowana w tekście

Nie miejmy złudzeń, elity polskie i polskojęzyczne są zdewastowane, zdemoralizowane i mają rozumowanie przedmiotowe, a nie podmiotowe – wystarczy poczytać mnie, ja traktuję państwo przedmiotowo. Dla mnie to nie jest żaden podmiot, dla mnie to narzędzie. Ja nie czuję się państwem, nie odczuwam nawet takiej potrzeby. Bardzo niewielu znajdziecie w Polsce ludzi, którzy utożsamiają się z państwem. Skończyliśmy tę opowieść w czasach Rejtana.

Jakkolwiek mamy potrzeby, nasze piramidy potrzeb nie kwalifikują nas na formację w zakonie pod hasłem “ora et labora”. Potrzebujemy prawa (choćby 10 przykazań), porządku, administracji, scalania-standaryzacji-ujednolicania (ustawodawstwa), potrzebujemy “ojca narodu”, albo chociaż jakiegoś pierwszego sekretarza polskiej zjednoczonej mafii patoli, do którego będziemy mogli zanosić błagania gdyby biurwa jednak złośliwości nam czyniła. Jeśli nie zapewni nam tego państwo, to zapewnimy to sobie alternatywnie – przywykliśmy na tyle do okupantów, że we krwi mamy zapewnianiu sobie dżemu, skarpet i trampek bez udziału w państwie, a nawet mimo państwa kradnącego sznurówki.

Pozostaje tylko kwestia jak. Podałem przykłady wybranych części Włoch, USA, Chin, Japonii. Polska w EU i EU jako całościowy obszar naszej diaspory, pozostaje dokładnie w takich samych układach pan – okupowany poddany, jak wymienione przypadki. Jednak świat poszedł do przodu, nie musimy tworzyć hierarchicznych struktur patriarchalnych (nawet nie umiemy, nie dziedziczymy takich struktur i memów o ich działaniu). Pozostaje nam odwołanie się do organizacji bez organizacji w ramach diaspory przedsiębiorców z twardym gruntem i bazą werbunkową nad Wisłą & Tamizą (bo tam jeszcze mamy wielu “naszych”), w powiązaniu z organizacją sieciową – bezstrukturalną, o doraźnie ekspandujących powiązaniach. I będziemy działać w dekonstruowanym bloku kontynentalnym, w którym krystalizacje polityczne i tak nie są osnute wokół instytucji państwowych, mimo że autochtoni do państwa wznoszą swoje błagania. Sprawa jest o tyle oczywista, że oligarchie dysponujące watahami (często zinstytucjonalizowanymi) będą drzeć kota o takie zabawy klasy wyższej jak armia, cieśniny handlowe – punkty kontrolne gospodarki wielkiej skali, sprawy zagraniczne. Na dole jednak trzeba będzie dżemu, trampek i skarpetek. I o ile nie wytworzą i nie rozdystrybuują tego wielkie korporacje po swoich absurdalnych cenach, opłacając kastę należymisiów, o tyle nam zostaną targowiska i inne gruzowiska. Kit do wydłubywania z okien. Jak więc wydłubywać kit z okien sprawnie, zachować jak najwięcej kitu dla siebie i udawać, że się żadnego okna nie ma, bo albo ukradną, albo wybiją. Nie ma też co sobie roić, że klasa średnia jakoś nagle zacznie wypluwać z siebie oligarchię czy wybitnych przedstawicieli klasy politycznej z zapleczem politycznym. Mrzonki! Te wszystkie spotkanie wolnościowców, to są, żeby sobie pogadać.

Realnie to możemy stworzyć dokładnie to samo, co inne diaspory – aparat do rozpoznawania się po nosie. No, akurat można się na forum poznać i wychwycić kto przedsiębiorcą jest, a kto tylko krzykaczem ku chwale Urzędu, który chciałby nas spenetrować – to takie wstępne działanie kontrwywiadowcze, czyli defensywne, czyli już niweczące działania i zamiary Kapitana Państwo, a to, sami rozumiecie – kryminał, że my ich nie chcemy. My bardzo poważni zbrodniarze jesteśmy z tego tytułu, formalnie. Ale że na szczęście formalności daleko do przytomności, to nikt tyłka nie podniesie, żeby nas za to po lochach ciągać. Urzędników nie obsługujemy – akcję Lechowicza przypominam. Przedsiębiorcy mali i średni, i może nawet tacy całkiem nieśredni jakoś się tam rozpoznają, ale też potrzebują jakichś pracowników i klientów spoza swojej klasy – to jest pewien problem, który nie wiem jak rozwiązać, ponieważ ja mam klientów wyłącznie wśród przedsiębiorstw i przedsiębiorców. Klient indywidualny, jak coś ode mnie chce, to musi przejść przez sito w innej firmie i oni dopiero do mnie zadzwonią. Tak z ulicy, to się do mnie wejść nie da – B2B only. Jest jednak pewna skończona ilość spraw, jaką nawet najbardziej turańskie biurwy i prewencja są w stanie wykonać. No, to należy ich wzbudzać i przekręcić im licznik, i to tak z kilka razy przekręcić, żeby im się dyski od dokumentów ugięły. Aż zaczną biernie podchodzić do swojej pracy, “bo takich spraw to oni mają tysiące zaległych”. I w takim inercyjnym bezładzie my sobie sami między sobą ustalimy jak ma przebiegać gospodarowanie, bez tych matołów. Bo ciężko zachować powagę urzędu w dziurawych skarpetkach i dlatego producent skarpetek i jego lokalna dystrybucja, są bardzo istotni dla stanu uznawalności państwa przez aparat siłowy. Aparat siłowy też musi używać mniej siły jak ma mundury w dobrym stanie i niepoprzecierane czapki i lśniące pojazdy. Zasada zbitej szyby Giulianiego.

Pozostanie w naszych rękach ustalenie jakiegoś swojego modus operandi, i to nie wymyślonego, bo nikomu naszych memów nie wciśniemy, bo nie mamy sieci dystrybucji memów, tylko trzeba będzie się oprzeć na już sprawdzonych, tradycyjnych wartościach: chcesz to pracujesz, nie podoba się – nie pracujesz, a jak Ci się zapłata nie podoba, nie udawaj że pracujesz – nie kłam i nie oszukuj. Przecież jakoś trzeba się będzie dogadać. Podatki i tak sami sobie narzucimy, bo wspieranie aparatu przemocy, aby nam służył, jest konieczne i nie mogą chodzić w dziurawych butach, i trzeba policzyć ile śrubek na buty się wymieni, żeby tych swoich siłowników obuć, a najlepiej nie tylko tych formalnie oficjalnych, ale też tych nieformalnie też oficjalnych, bo to lepiej jak jest kilka służb o nachodzących kompetencjach, to nie będą knuły przeciwko nam, tylko przeciwko sobie nawzajem. I mimo pozoru sycylijskiej anarchii i japońskiego porządku, będziemy sobie gospodarować jak mali przedsiębiorcy w Chinach – z opuszczonymi głowami, bo to akurat to my najlepiej potrafimy – narzekać że jest źle. Zwracam jednak uwagę, że będziemy musieli się jakoś rozpoznawać, zwracam uwagę, że ze względu na specyficzny język (polski) jakim komunikuje się nasza diaspora, oraz lokalne gwary (drakkary nam się porodziły, należymisie, lemingi Ziemkiewicza), to wracając do tego względu, na terenie Polski i nawet Niemiec czy UK, będzie nas od biedy można penetrować. Na terenie Polski i Niemiec być może biurwa nawet uzyska jakichś penetratorów lojalnych i znających się na przedsiębiorczości. Z tego prosty wniosek, że funkcje notarialne filtrowania osób zainteresowanych bezpiecznym poznaniem się, będą musieli czynić członkowie diaspory na wysuniętych placówkach w morzu obcych. Ponieważ tam dyskutowanie, nawet hipotetyczne, o takich sprawach jakie nas nurtują, nie jest zagrożone karą, nie jest infiltrowane, nie są wobec tego prowadzone działania wywiadowcze, a dotarcie do takiego miejsca jest pewnym wydatkiem (show me the money). Z konieczności, jak widać po mnie, trzeba balansować na granicy ujawniania się i zachowania pewnych kwestii dla siebie, tak aby jednak mem występował i było z kim się skontaktować, ale żeby tam żadne wrażliwe dane nie wypływały. To trudne, ale według takiego modelu da się organizować sieć w oparciu o zupełnie legalne “meczety”, gdzie głosi się zupełnie legalne tezy Hayeka, i można tam poznać ekstremistów wolnego rynku gotowych dokonać transakcji bez udziału Boga, a nawet Kapitana Państwo. Przypominam, że celem istnienia takiego rozwiązania networkingowego jest zapewnienie tanich skarpetek & butów, kiedy biurwa w EU uszczelni granice (marzenia), wprowadzi scentralizowany aparat grabienia (armię europejską) i postanowi wycisnąć z tych, co jeszcze cokolwiek umieją zrobić (z reszty to nic się nie wyciśnie, żeby nie wiem jak cisnąć) jakiekolwiek usługi i produkty. I trzeba będzie wtedy chodzić w czapce niewidce, udawać że ma się dwie lewe ręce i prowadzić biznes z taką oto możliwością, że koledzy nie będą mieli nic przeciwko temu, abyśmy sobie in blanco wypisywali papiery takie, jakie nam akurat są potrzebne dla uniknięcia fizycznej opresji na środkach produkcji, stanie magazynowym i dobrostanie ze strony biurwy, a potem to i tak wszystko pójdzie do pieca. Nie będziemy jednak sami. Poparcie ideologiczne będziemy mieli od innych ludzi, którzy uważają że porządek polega na tym, że kobiety rodzą dzieci w związkach z mężczyznami (bo inne proponowane konfiguracje są bezskuteczne), piekarze pieką chleb, a ulice nie są zapełnione żulami, żebrakami i rabusiami, tak że trzeba spać na stojąco. I ci przytomni ludzie, którzy z motywacji ideologicznej wstępują do służb porządkowych i inni, co politykują w tę stronę, to oni nam pomogą choćby nie przeszkadzając w zapewnianiu racjonowania chleba, butów i skarpetek. Trzeba sobie zorganizować takie protopaństwo, jakie się da, bo to co jest i co się podaje za państwo, to jest zbrojna banda podająca się za państwo.

Czytelnicy sami rozumieją – na forum jest fajnie, różne tematy są poruszane, cygaro można wypalić, ale docelowo to i tak będę mitygował, żeby się w kierunku biznesu zbierać, przeszkody usuwać, na przeszkody aj waj podnosić, problemy rozwiązywać i robić sobie na rękę. A ci Czytelnicy co nie rozumieją, to widać jeszcze muszą zapłacić trochę dżizji państwu.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • gruby

    Planujesz, szanowny @3r3, wejść w szkodę bardzo poważnym klanom które przez stulecia budowały i zbudowały bardzo poważne struktury celem kontroli przepływu informacji, zleceń i zapłaty za nie. Bo wolny rynek wolnym rynkiem ale spróbuj chociażby położyć swój własny światłowód ze Sztokholmu do Göterborga a przekonasz się gdzie dla Ciebie kończy wolność robienia konkurencji teoretycznie zwykłej firmie TeliaSonera.

    Palić komitety to jedno a budować własne to co innego, to inny paragraf. System palenie własnych komitetów toleruje jako koszty upuszczania nadmiarowego ciśnienia ale budowa struktur alternatywnych to z jego punktu widzenia śmiertelne dla niego zagrożenie.

    • abo

      “Planujesz, szanowny @3r3, wejść w szkodę bardzo poważnym klanom”.

      Miejmy nadzieję, że to plan maksimum i jak przyjdzie co do czego to 3r3 zadowoli się połowicznym sukcesem .

      “budowa struktur alternatywnych to z jego punktu widzenia śmiertelne dla niego zagrożenie”

      Tak jak rak dla “zdrowej tkanki”, a to się leczy na razie jedynie poprzez trucie lub wycięcie :).

      Może na razie 3r3 sam tego nie próbuj. Wyhacz “na wnuczka” jakiegoś aktywnego co przetrze szlaki za Ciebie. A ty się rozsiądź na tarasie widokowym z koniaczkiem i rozkoszuj się oceną skutków. 😉

      • 3r3

        @abo – “na wnuczka” już było, przetestowałem że ustrój działa już wyłącznie teoretycznie na papierze i czasem wybiórczo na pokaz, szczególnie jeśli stosować na nim logikę systemu kolczuga.

        • abo

          “szczególnie jeśli stosować na nim logikę systemu kolczuga”

          Jesteś zły 3r3, bardzo zły 😉

          • 3r3

            @abo dlaczego stawiasz mi taki zarzut? Tak bez dania racji?

        • bdgr

          Logika kolczugi jest taka że składa się z dziur połączonych drutem?

    • 3r3

      @gruby oj tak sobie tylko piszę – czysto hipotetycznie, przecież to blog o fantastyce przemysłowej 🙂
      Mam na to naście tysięcy unikalnych świadków miesięcznie że nic na poważnie, taka tam fantastyka wyssana z brudnego, ksenofobicznego palca.

      • gruby

        Ja to wiem, Ty to wiesz ale spróbuj przetłumaczyć to śledczemu orbitującemu na poziomie “carycy”. A jak się śledczy wkurzy i pilniczkiem po zębach przeciągnie to wyśpiewasz wszystko, nawet to czego nigdy nie było.

        • Maksior

          W tym wypadku pozostaje tylko jedno wyjscie – sledczy musi wiedziec, ze albo bedzie mily i sklonny do wspolpracy, albo bedzie pelnil swa funkcje dozywotnio…

          • 3r3

            @Maksior pozostaje unikać śledczych, śledztw, a najlepiej nie istnieć – wtedy nie mogą wezwać 🙂

            • Maksior

              Oczywiscie – ale wypadki po ludziach przeciez chodza, wiec czlekopodobny sledczy tez powinien zyc ZAWSZE i WSZEDZIE w pelnej swiadomosci, skad mu nogi wyrastaja… 😉
              Zreszta popatrz:
              http://www.zeit.de/digital/datenschutz/2017-11/china-social-credit-system-buergerbewertung
              Inna sprawa, czy chinska biurwa wytrzyma to ekonomicznie na dluzsza mete.

            • 3r3

              @Maksior mnie zastanawia w jakim czasie ludzie nauczą się robić w balona cały ten system kredytu społecznego propagując treści oczekiwane przez credit score.
              Przecież warstwy komunikacji można zmieniać tak szybko, że nie sam komunikat będzie istotny. Nadążysz za wymyślaniem pojęć drakkarów?
              Partia będzie walczyć z narodem o lepsze słownictwo? O to co mają na myśli?

            • Maksior

              Moze beda siedziec po domach i dlubac cos w AI, zobaczymy. Biurwa ma zawsze przewage technologiczna po swojej stronie, za to luda jest wiecej – tylko kiedy widzi sie te tabuny umundurowanych mysla nie zmaconych czolek na wszelkiego rodzaju paradach, to zimny pot potrafi oblac, bo zanim oni pozdychaja z braku skarpetek, to najpierw tym produktywnym zdrowo dowala…

            • 3r3

              @Maksior – oni dowalą jak będą wiedzieć że ten ktoś istnieje i ustalą jego pozycję, w zabawach asymetrycznych już tacy dobrzy nie są. Właściwie nie są nawet średni.

            • gruby

              Zastanawiam się czy Cię (i resztę czytelników też) straszyć czy sobie odpuścić. Może tylko jedno: trochę tych granic przekraczam jednak i nie widziałem jeszcze przejścia granicznego na którym nie dokonywano by kontroli. Nawet kiedy przejeżdżasz z jednego do drugiego baraku w ramach Szengen korzystając z podniesionego szlabanu to i tak zarówno Twoja rejestracja jak i facjata są rejestrowane, kontrolowane i porównywane. Ba, istnieją nawet urządzenia które skanują rejestracje wszystkich pojazdów zbliżających się do granicy i alarmujące sieć radiowozów patrolujących pogranicze. Urządzenia te widziałem na przykład dobre kilkadziesiąt kilometrów przed granicą Szwajcarii, w Niemczech.

              Zapomnij o prywatności, dzisiaj aby pozostać poza zasięgiem systemu musisz:
              – wyrzucić komórkę,
              – chodzić na piechotę,
              – nie korzystać z komunikacji zbiorowej, ani tym bardziej indywidualnej,
              – nie odzywać się w taksówce a adres docelowy przekazać taksiarzowi na kartce,
              – nie pojawiać się w obiektywie żadnej kamery albo nosić maski (to już też jest stopniowo ograniczane z paragrafu “islamski terroryzm”),
              – nie zbliżać się do internetu,
              – nie otwierać dzioba w obecności kogoś kto ma komórkę,
              – a najlepiej chodzić ciągle pod parasolem ustawionym tak, żebyś nie sięgał wzrokiem ponad horyzont,
              – nie używać kart płatniczych ani kredytowych,
              – nie pojawiać się w banku,
              – a do tego wszystkiego najlepiej byłoby zorganizować sobie własny akt zgonu i pogonić do urzędu kobietę żeby Cię z systemu wyrejestrowała.

              I z każdym dniem powyższa lista staje się coraz dłuższa …

            • 3r3

              Są takie kanały, które spełniają pewne z wymienionych przez Ciebie wymagań @gruby.
              A jeśli zdobyłbyś mi ze 4 miesiące wolnego i jakiś skromny budżecik na odtworzenie morskiego środka transportowego to zapewniam Cię, że kamery będzie trzeba rozstawić na całym wybrzeżu i jeszcze je upilnować. Ja nie wiem czy mamy aż tyle wojska 😀

            • Maksior

              Ale zawsze moga jakas inspekcje robotniczo-chlopska w teren pchnac, a co statystyka mowi o slepych kurach, to sam przeciez wiesz… 😉

            • 3r3

              @Maksior – dlatego właśnie przedsiębiorcy przebąkują o dostępie do uzbrojenia.
              Szykujmy się do konfrontacji aby żyć z biurwą w pokoju 🙂

            • Maksior

              Zwykly gnat na takiego zblakanego ormowca starczy, ale jezeli ten okaze sie pryncypialny i bedzie wiadomo, gdzie byl ostatnio, to dorobisz sie w koncu wizyty lokalnego SWAT-u, i to w czasie wykluczajacym szybka ewakuacje – jak postapisz wtedy? Teleportacja dziala poki co tylko w eksperymentach na poziomie subatomowym… 😛

            • 3r3

              @Maksior – działania zaczepne w formacie niejawnym zakładają paraliżowanie biurwy poprzez wywoływanie im niepokojów i przerw w pracy z powodów osobistych i od pracy niezależnych. Na przykład że dzieci w szpitalu potrącone przez samochód, czy żona, czy że dom się spalił – no różne są przypadki losowe jakie dotykają okupantów. A czym biurwa ma jakiś wrogów? A wielu?
              Oczywiście można delikatnie od cięcia im opon, rysowania lakieru, wybijania szyb – wiadomo – antysemityzm jak to zrobisz sędziemu^^

            • Maksior

              Wojcikowski dostal “wypadek” za mniej – biurwa ma przeciez dedykowane sluzby i przewage doswiadczenia.

            • 3r3

              @Maksior – ponieważ robił to jawnie, a w konstytutce jest napisane że trzeba to robić niejawnie. No niekonstytucyjnie robił i go spotkało.

  • gruby

    A co to ta cała konstytucja to niby jest ?

    Tam można różne śmieszne rzeczy wpisać a sędziowie i tak zasądzą później podług własnej wypłaty.

  • Maksior

    Wreszcie jakis protomanifest PKWN…? 😉

  • 3r3

    @bdgr z poziomem jest tak sobie, właśnie odkopałem tekst bo coś mi się wydawało że inny napisałem.
    Pomiędzy trzecią a czwartą częścią tego tekstu Polityka vs Policya jest jeszcze jeden, który się zapodział. Zapewne w poniedziałek zrobią matriksa i go opublikują.
    W tekście jest odniesienie że podałem przykłady historyczne z XX wieku, tymczasem w żadnym z tekstów temat nie jest poruszony.

    Powrzucam później na serwer teksty scalone, bo tak to bajzel się zrobi.

    Podejrzewam że kopiuj wklej się ujawniło przy oznaczaniu granic publikacji w tekście.

    • Krywań

      No właśnie – jest wyraźna luka pomiędzy III i IV. I bardzo popieram pomysł publikacji scalonych tekstów uprzednio podawanych w odcinkach – może i Free for all tak dało by się tak scalić. Bo jednak takie teksty jak ten lepiej się czyta jako jeden dłuższy, bez przechodzenia pomiędzy stronami.

      • 3r3

        @Krywań bo to widzisz, w gułagu siedzi grafoman i pisze, wysyła to do korektora, korektor do cenzora, i na końcu okazuje się że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają Mercedesy. A w przesłuchaniach komisji AG wychodzi jak działa bardzo rozbudowany aparat administracyjno wykonawczy, o tu mamy przykład jak działa taki najmniejszy, a naiwni pokrzykują więcej organizacji, więcej państwa, zbierzmy się w kupę to nam wyjdzie. Dlatego przytomnie jest wszystko decentralizować i free for all.

    • PawelW

      No faktycznie też tę lukę wyłapałem, ale zapomniałem się upomnieć ^^

  • madon

    ,,(…) ale według takiego modelu da się organizować sieć w oparciu o
    zupełnie legalne “meczety”, gdzie głosi się zupełnie legalne tezy
    Hayeka, i można tam poznać ekstremistów wolnego rynku gotowych dokonać
    transakcji bez udziału Boga, a nawet Kapitana Państwo.”

    A do takich meczetów to ja nawet w różnych krainach chadzam. Choć właściwszym określniem byłaby tu raczej jesziwa, ponieważ ludzie zajmują się tam dyskutowaniem świętych pism, rozpatrywaniem abstrakcyjnych casusów i toczeniem sporów doktrynalnych między zwolennikami myśli cadyka Rothbarda a rabinki Rosenbaum.
    Z pojedynczymi wyjątkami miejskie entelygenty, często humaniści, gołodupce, pięknoduchy.
    Bąknij im coś o potrzebie kontrwywiadu, działaniu służb, finansowaniu, pokaż jak organizuje się np. no, ten… Hamak czy Stronnictwo Boga albo po prostu popytaj czy mają u kogo naprawić auto bez paragonu- wybałuszą oczy w zdumieniu.
    Zachwyceni są decentralizacją, jaką zapewnia uber czy airbnb będąc przekonanym, że to dwa ważne i duże sektory gospodarki.
    Myślą, że wrogów wystarczy przegadać i przekonać argumentami.
    Żarłocznych rednecków z trzosem w jednej garści i toporem w drugiej tam nie znajdziesz, najwyżej jakieś paliki postrugać można…

    Choć muszę przyznać, że w Polsce jest jednak i tak względnie przytomnie w porównaniu z Zachodem.

    Zresztą coś mi podpowiada, że Ty ich znasz jeszcze znacznie lepiej niż ja.

    Rednecków z toporem i ciężkim trzosem tam raczej nie znajdziesz, najwyżej jakieś paliki postrugać można.
    Trzeba szukać gdzie indziej. Albo ich sobie samemu wyhodować? Memy przekazać na blogu jakimś i poczekać co wyrośnie?

    W meczetach dalej bywam- wypalić cygaro. To poza wszystkim kulturalni, oczytani i inteligentni ludzie.

    • 3r3

      @madon – taka jesziwa kontestacji to wspaniałe miejsce werbunku na paliki. Szczególnie jak się trzos rozsupła i zaproponuje wspólną wyprawę drakkarem. Ach te kontestkluby – gdzież by znaleźć więcej chętnych już wstępnie wiedzących jaki mają azymut w życiu 🙂

      • madon

        No właśnie, paliki… Cenna rzecz taki z odpowiednią wiarą. Ale u chąśników muszą być gospodarze, kowale, szkutnicy, kupcy, szpiedzy i inni, a ja tam widzę głównie kandydatów na kapłanów i kaznodziei. Wiem, bo sam się z podobnych okolic urwałem no i spadłem tu 🙂

        • 3r3

          @madon – nie oszukujmy się, tam żadnych rzemieślników po jesziwach się nie znajdzie. Tam to raczej ofiary losu. A ofiary trzeba czasem biurwie składać, wszak muszą znaleźć się jacyś winni, no to się im szuka.
          Na drakkarze trzeba czasem kogoś przywiązać do masztu i wytargować z bóstwami, żeby jednak przestało padać i bujać.

          Ale może tutaj uda nam się urządzić to inaczej, bo tych co nie są zainteresowani praktyką jakoś udaje się odpędzać zawiłościami tekstów.

    • gruby

      “Choć właściwszym określniem byłaby tu raczej jesziwa, ponieważ ludzie
      zajmują się tam dyskutowaniem świętych pism, rozpatrywaniem
      abstrakcyjnych casusów i toczeniem sporów doktrynalnych między
      zwolennikami myśli cadyka Rothbarda a rabinki Rosenbaum”

      No i o to przecież chodzi. O interesach to sobie porozmawiacie jak się już razem wspólnie pomodlicie. Zauważ że nawet Chrystus wyrzucał starozakonnych nie ze świątyni a z jej krużganków. Jak już jesteś w kościele/meczecie/synagodze to rozmawiasz najpierw z szefem. Po załatwieniu swoich spraw z szefem możesz porozmawiać z innymi, stojącymi niżej w hierarchii i żaden z nich nie będzie Ci miał tego za złe. Znaj hierarchię …

      • madon

        Toż i ja do hierarchii zastrzeżeń nie mam, rozumiem, modlę się razem ze
        wszystkimi i obrzędy spełniam. Idzie mi jedynie o to, że wierni po
        modłach dalej rozprawiają o pismach zamiast o interesach…

        • gruby

          to zmień świątynię.

          • madon

            Ha, mówisz tak, jakby sensowne świątynie na każdym rogu stały… Ale fakt, to rozwiązanie nasuwa się samo przez się.

            • 3r3

              @madon być może to jest bóstwo dla osób mało interesownych, a być może Ci interesowni udają pobożnych bo tak wypada 🙂

            • gruby

              Ze świątynią to jak ze sklepem: im mniej reklamy tym widocznie mniej ta reklama jest potrzebna. Jakość sprzedaje się sama. Tylko szajs trzeba wiernym dzwonami, pięciokrotnym każdego dnia zawodzeniem czy kolorowymi szybkami bożnicy wciskać.

              Nie patrz na wodotryski, ty patrz lepiej w których nieoznaczonych drzwiach ludzie na jakiś czas znikają. No i żeby tam pod tymi drzwiami wypasione fury nie parkowały, bo przecież pełna konspira. Obserwuj dzieci: jak się zachowują, jak są ubrane. One najszybciej zdradzają za którymi rodzinami i do której synagogi wejść warto.

  • splinter

    Nie ma wątpliwości, że my chcemy przede wszystkim, że się od nas od…. czepili.
    I pozwolili wydłubywać ten kit z okien PCV.
    Tezy z tekstu jak najbardziej popieram – i przede wszystkim to, zeby coś biznesowego zdziałać.

    • splinter

      Ciężko sie myśli o tej godzinie, ale mam takie zalążki pomysłów:
      1. interesująca jest organizacja Wietnamczyków w Polsce – mają własny system rozliczeń, bez udziału państwa; niemalże własny bank. Wiem, że część tych pieniędzy to jakiś haracz dla bliżej nieokreślonych osób, ale mimo wszystko z ich sposobu funkcjonowania w obcym państwie można wyciągnąć pewne wnioski. Podobnie działają Chińczycy (u siebie).
      2. Nie wiem z czego to wynika, ale ostatnio modne stało się zakładanie spółek w PL. Nawet pojawił sie taki news, że znana fiirma pośrednicząca w sprzedaży bitcoinów ma siedzibę w Skierniewicach. Nie zagłębiałem się w szczegóły, więc niewiele mogę na ten temat powiedzieć. Niemniej jednak, jeżeli ktoś potrzebowałby spółki w PL, nie z tym najmniejszego problemu.
      3. Należałoby sprecyzować, czego szukacie – czy “klientów” indywidualnych, czy też wzajemnych kontaktów do realizowania wymiany.

      • 3r3

        @Splinter – Vietnamce mają własne banki w Polsce, Chińczycy też. To są normalne oddziały ich banków tylko niejawne. Nawet kilka razy cbśkgp próbowało robić z tego sprawę na wniosek biurwy, ale psy dawały sobie spokój póki nikomu się krzywda nie działa, bo mają ważniejsze sprawy na głowie niż ochronę paśnika kołnierzykom.

        2. Pisałem w jednym z tekstów dlaczego masowo zagraniczni zakładają spółki w pl. Wyjaśniałem z czego to wynika, po pierwsze brak kontroli przepływu kapitału, po drugie bardzo niski koszt wyprania kasy (podatki w Polsce dla dużego portfela są niskie, no liniowe wręcz), po trzecie bardzo łatwo prać kosztami, po czwarte jak się coś zawali to to jest jurysdykcja peryferyjna i ma krótkie łapki, nawet na własne terytorium za krótkie, a co dopiero żeby ekspatów w Tunisie szukać.

        3. Na razie się krystalizujemy. Każdy swoje robi, powoli zaczną być deklarowane potrzeby pasujące do możliwości kiedy osiągniemy ciężar krytyczny i networking zacznie dawać rezultaty. Rezultat będzie tego taki, że to co i tak sami robimy będzie można zrealizować bezkwitowo, bezpytaniowo, i być może w rozsądnych cenach.

        • PawelW

          Ja się od lat zastanawiałem jaki interes mają Vietnamce siedzieć w Polsce… i ciekaw jestem jak się dogadają z Chińczykami.

          • Maksior

            Z tego, co gdzies czytalem, to oni sa juz z czajnikami o tyle “dogadani”, ze musza sie im oplacac – nie z milosci bynajmniej. Biorac pod uwage stosunki na linii Wietnam – Chiny oraz liczebnosc tych pierwszych, to moga byc ciekawa opcja na jakis maly proxy war na rzecz jankesow.

          • tadek

            Wg mnie to rozpoznanie walką – dawniej trochę z nich miało styczność z naszymi produktami, coś tam usłyszeli, że u nas lepiej to się przebazowali z rodzinami do nas. Jak chcesz zrobić biznes to lepiej wysłać paru swoich, niech się zaaklimatyzują, “wtopią” w otoczenie, nawiążą kontakty itp. A informacja jest dzisiaj w cenie, szczególnie z pierwszej ręki. Zauważ, że Wietnam zaczyna “startować” – za chwilę będą potrzebować miejsc, gdzie mogą ulokować swoje przyszłe produkty, “Zaściankowa” Polska nadal nie ma zbyt wygórowanych oczekiwań ani też jeszcze rzadko kto ma wysublimowane żądania co do jakości produktów – jak to zwykle mawiam – obowiązuje “CCC” – Cena Czyni Cuda.

            • bdgr
            • 3r3

              @bdgr – istnieją lepiej zakamuflowane rozwiązania, ale na razie nie ma chętnych na zakup, więc nie ruszam z produkcją kontenerów z takim wyposażeniem. Kontener ma niewątpliwe zalety, a takie choćby, że można go zakopać.

            • splinter

              Z czystej ciekawości technicznej – jak wygląda sprawa zasilania w takim marsjańskim kontenerze, bo to jest zdaje się główny problem, na który zwracają uwagę nabywcy tego typu urządzeń przemysłowych. Druga sprawa to kwestia automatyzacji. W jakim stopniu da się zautomatyzować produkcję roślin w takim kontenerze, bo przecież latać co drugi dzień na Marsa byłoby ciężko.

            • 3r3

              @splinter – z czystej praktyki – uprawa przemysłowa pomidora na dalekiej północy w warunkach tropikalnych na gąbce lub hydroponiczna jest banalna. Jak ma ciepło i jasno – samo rośnie. Automatyzacja to banał z podawaniem wody, kontrolą temperatury i włączanie oświetlenia (sodowego czy co to tam się teraz stosuje) wedle zegara kontrolerem “z supermarketu”. Jedyny problem w takich warunkach monokultury to grzyby, pasożyty, zarazki, szkodniki. Najbardziej grzyby i choroby roślin – reszta to pikuś. Jak się wdadzą grzyby czy jakieś choróbsko to sekcjami idzie uprawa do kasacji, czasem cała.

              Pod ziemią masz ten luksus że nie musisz wymieniać powietrza ponad miarę (chyba że chcesz tam się pokisić w tropiku), więc masz małą retencję ciepła. Zasilanie doprowadzasz z innego kontenera wkopanego pięć działek dalej z grubym kablem i zasilanego dolewanym na tony dieslem (1kVA zjada 3-4l diesla dobowo zależnie od warunków i jakości), spaliny rozpraszasz poprzez ich zapowietrzenie nadmuchem i rurami w pole – akurat się przechłodzą. Są oczywiście skraplacze spalin tego kalibru, nie powiem komu i na co takie ustrojstwo, ale to raczej oczywiste, i mam w to łapy wsadzone. Tylko to drogie, eksperymentalne, przerost potrzeb w maskowaniu termicznym.

              Najlepiej kontenery uprawowe pozbawiać drzwi i wkopywać liniami i łączyć szynami dla wózków serwisowych tak jak w uprawach pomidorów (bo przecież o pomidorach dyskusja) w “budynku” – hali na słupach na klepisku, nie widać że się kopie, nie widać że się zakopało, w środku można dla picu nastawiać jakiś gratów, żeby miał kto i co kontrolować.

              Cóż ja jeszcze mogę dodać? To jest tak banalne w wykonaniu że się zastanawiam czy jełopy zajmujące się uprawami z biedy w to nie inwestują, czy po prostu ludzi z wojska nie mają i im jeszcze nie wyjaśnili że dziś wojsko ma wszystko w kontenerach.

            • splinter

              Uprawą pomidorów najczęściej zajmują się rolnicy, czego można od nich wymagać.
              Nie sądzę, że to z biedy, raczej z ubóstwa wyobraźni.
              Zakładając, że byłby hipotetyczny popyt na takie kontenery, to Twoja rola wytwórcza/produkcyjna na czym dokładnie polegałaby?
              Pytam dlatego, że widzę to jako coś, co trzeba poskładać z kilku elementów, które to elementy można nabyć oddzielnie.

            • 3r3

              @splinter – właściwie to uprawą pomidorów na Północy zajmuje się przemysł wytwarzający “żywność”. Zjadłbyś tego “pomidora” dzień przed położeniem w markecie i z kibla byś nie wstawał. Pomidor to takie opakowanie na wodę z azotem i minerałami. Zaraz po zerwaniu nie nadaje się do jedzenia i “smakuje” jak… woda.
              To nie jest produkt pracy rolnika.
              Celem uprawy czego innego jest substancja aktywna w ilości 3-4 krotnie większej niż najwyższa występująca w naturze. Nie interesuje nas dobrostan rośliny poza tym faktem przemysłowym do jakiego ma zastosowanie – po prostu roślina jest gotowym reaktorem chemicznym, który bardzo trudno uzyskać syntetycznie (i bardzo drogo).

              Moja rola produkcyjna jest taka, że robiłem kontenery narzędziowe dla korpo i wiem jak się do tego zabrać i w jakiej kolejności uzbroić złoma pod montaż. To jest praca tak banalnie prosta, że monterzy i instalatorzy jak mają się do czego przykręcić (w kontenerze generalnie nie ma do czego bo to jest “karton” – opakowanie do wysyłki) to już Ci tam wszystko pomontują. Podejrzewam że wystarczy przeprowadzić proces raz z jakimś ogarniętym fabrykatorem (blacharzem, ślusarzem) i dalej jest z górki.

              Wszystkie elementy i tak kupujesz gotowe – kable, żarówki, grzałki, rury, zawory, złączki, kontener, izolację termiczną. I uzyskujesz 24m3 uprawy. Dużo instalacyjnej, prostej roboty. To się w dużych, przygotowanych na stole kawałkach wnosi i tylko przykręca do wykonanej wewnątrz kontenera ramy z profili. Wewnątrz trzeba jeszcze wykonać izolację i przykuć ją siatką do ściany żeby później nie przeszkadzała.
              Inną sprawą jest kontener zasilający, najlepiej kupić gotowy – są na rynku, tylko dodać drugi z reduktorami i “skraplaczami” spalin, wentylację zrobić, i do przodu. Jakby nie patrzeć to są olbrzymie nakłady, ale cały interes zazwyczaj i tak prowadzą i pilnują durnie, ponieważ gdyby te same usługi i materiały wepchnąć w rynek na normalnych produktach zarobek byłby większy (po uniknięciu opodatkowania). Działalność przestępcza wcale nie jest taka dochodowa jak się wydaje, jak to policzysz to Ci wyjdzie że równie dobrze można prowadzić firmę budowlaną i tymi samymi ludźmi zarobi się tyle samo.

            • splinter

              Jak to całe rolnictwo policzyć, to nie jest bardzo dochodowo, a jeszcze za prąd trzeba zapłacić. Szkoda czasu. Niemniej same kontenery jako gotowy produkt…

            • 3r3

              @splinter – dlatego takich występków dopuszczają się ludzie, którzy nieco kuleją z kompetencjami. Występek nie jest dość popłatnym zajęciem, a jeśli porównać go z prawdziwym rolnictwem, wydobyciem czy produkcją to jest stratą czasu. Występek może konkurować dochodem wyłącznie z gospodarką opartą o usługi dla ludności, bo tym też jest.

            • splinter

              Czy mógłbyś rozwinąć temat w odrębnym wpisie? Bo przecież występków różnych cała masa i względem siebie nierówne. Co do wątku pomidorowo-pospolitego pełna zgoda.

            • Winsent

              Ile taki kontener ma, z 30m2? To sobie można taki placyk w krzaczorach gdzieś na zadupiu wykosić i po bożemu bez inwestycji szalonych i jakość lepsza tego beefsteaka. No tyle, że 1-2x w sezonie, u Ciebie 3-4. Ale i tak nie dziwię się, że nikt nie chce tego od Ciebie kupić :>

            • 3r3

              @Winsent – korpo kupuje na skrzynki narzędziowe, tam jest 2 z groszami x6 metrów i x12 na długim.

            • Winsent

              Pedagogiczny komentarz, widzę, że mówię i mam ^^ Widziałem te kontenery, nigdy nie mierzyłem.
              Odwdzięczę się pedagogią rzuconą w eter, już zamykając temat pomidorów. Każdy szczawik-amator jest w stanie inwestując mniej niż 1k pln i łącznie kilkadziesiąt roboczogodzin zakupić legalnie nasionka, doniczki i na parapecie 10-20 sadzonek parę tygodni potrzymać. A gdy zuchy będą już gotowe, przejsć się wczesnym rankiem na upatrzone wcześniej odludne miejsce i zostawić je pod opiekę Panu Bogu (najlepiej niedaleko źródła wody w razie suszy). Co kilka tygodni warto zajrzeć jak się sprawy mają, ale też nie musowo. W ten sposób każdy może sobie własnym sumptem w kilka miesięcy 2kg suszonych pomidorów wyhodować, co ma wartość rynkową 100k pln w detalu lub 25-50k w hurcie.
              Od biedy można tego używać jako pomocniczych tokenów płatniczych. Mogę sobie wyobrazić sytuację w której np. dentysta woli dorodnego pomidora, albo młoda para zonka w kopercie obok/zamiast banknotów.