Polityka vs policyja, prawicowe źródła PG & ZPG, klasa średnia jako zagrożenie dla państwa cz IV

Autopromocja.

Organizacja sieciowa zaangażowana trochę, wcale, nieregularnie, a w ogóle to my się nie znamy. Za każdym memem, każdą ideą, musi iść zasilanie, musi być korzyść, musi być polepszenie bilansu energetycznego, inaczej to nie jest sygnał przychodzący tylko wysyłany. Jednak jako przedstawiciele klasy średniej mamy nie tylko na bieżące potrzeby, ale też tezauryzujemy nadwyżkę, z którą nie bardzo jest co zrobić, ale na pewno znajdzie się jakiś słomiany interes w przyszłości, żeby wszystko przepuścić licząc na zwroty, kiedy wyjdzie jak zawsze. Trzymamy jednak naszą tezauryzację w postaci różnych gadżetów. Układów, układzików, znajomości, drakkarów po różnych jurysdykcjach “przydasiem”, jakichś lokali, pojazdów, maszyn. Jak ktoś przychodzi pytać o dźwig, to może nie mamy, ale zaglądamy do urządzenia komunikacyjnego i… za chwilę może mieć. I być może trzeba za to zapłacić od razu, a być może i tak stoi, zatankować tylko trzeba i jak nie trzeba żadnych kwitów na to, to się dorzuci do tego prola, co tym jeździ, a może i sam prezes się pofatyguje żeby rozprostować hydraulikę. Może ktoś ma akurat gdzieś poskładaną na placu halę, trzeba sobie tylko rozstawić gdzie indziej, przykręcić do podłoża i akurat na fabrykę, może… dużo mamy możliwości, zapewne czasu na ich realizację mamy niedużo. Dlatego wiecznie brakuje nam ludzi, którzy potrafią akurat to, czego nam teraz właśnie trzeba. Jeśli więc chcecie spółek do krycia Waszej działalności – mamy lepszą ofertę niż Estonia – mamy ludzi ze spółkami. Jeśli chcecie gdzieś chować majątek, bo odczuwacie lęki przed polityką, mamy smoka i nie zawahamy się usypać mu góry skarbów.

Terror racjonalny

Pominiemy nieukierunkowany terror nieracjonalny o charakterze religijnym, quazi politycznym, kulturowym, odwetowym (innym niż karnym w rozumieniu zapowiedzianych reperkusji i retorsji). Skupmy się na terrorze racjonalnym czyli stosowaniu stresorów w celu uzyskania konkretnych rezultatów psychologicznych u figuranta. Przytaczane najpowszechniej definicje (z praktyki) przestępczości zorganizowanej zakładają racjonalne zyski uzyskiwane drogą występku, w tym występku z użyciem przemocy i groźby. O ile odnośnie terroru kryminalnego jest specjalistyczna literatura, to terror polityczny (terror mafii politycznych uzyskujących wpływy w polskiej poliarchii) jest Czytelnikom doskonale znany i nie ogranicza się do Rafała Wójcikowskiego, Andrzeja Leppera czy “katastrofy” smoleńskiej. Dotyczy też dziennikarzy, publicystów, blogerów. I nie musi od razu oznaczać realizacji jakichś stresorów – wystarczy komunikat.

Czytasz czwartą, ostatnią część artykułu. Jeśli jeszcze nie znasz części pierwszej, drugiej lub trzeciej, to polecamy lekturę.

Ale dajmy sobie spokój w tym tekście ze straszeniem ludzi utratą zdrowia i życia. Zwróćmy uwagę na to, że rynkiem też może rządzić strach przed taniością, drożyzną, niedoborem, zmianami w regulacjach. Na stabilnym rynku jest syto i bezstresowo, wtedy klasa średnia na dwóch łapkach dostarcza wszystkiego i się pasie, ale czasem są wąskie gardła, czasem tak wąskie, że racjonalna działalność gospodarcza sprowadza powszechne niebezpieczeństwo racjonalnych niedoborów – bo jeśli podzieli się to, co jest na magazynach aż do części niepodzielnych i sprzeda najlepiej płacącym, to jest oczywistym, iż nie starczy dla wszystkich potrzebujących, a są takie sytuacje (masowe poczucie strachu przed niedoborem), kiedy decyzje o wycenach są podejmowane z lokalną racjonalnością i wbrew zbiorowej, racjonalnej reglamentacji. O ile to nie jest problem, jeśli tak się podzielimy złotem, bo ani się w to nikt nie ubiera, ani nikt w tym nie mieszka, ani tego zjeść nie sposób, to w przypadku reglamentacji dóbr spełniających te kryteria mogą wystąpić problemy skutkujące “niepokojami społecznymi na masową skalę”. Zazwyczaj takie sytuacje mają związek z działaniami wojennymi i przerwaniem w ich wyniku łańcuchów dostaw. Wtedy właśnie racjonalne działanie klasy średniej i wdrażane reglamentacje, magazynowanie i dystrybucja lokalna towarów pierwszej potrzeby potrafi zdemolować obrót dobrami, usługami i racjonalną podażą pracy. Z punktu widzenia nowoczesnego państwa narodowego sytuacja, jaką jest po wojnie lub w obliczu wojny na łańcuchu dostaw, naturalne i racjonalne zachowanie klasy średniej, prowadzi do rekrystalizacji politycznej w kierunku rozproszonej poliarchii (z masowym udziałem klasy średniej, czyli po prostu do demokracji wojennej), a przecież nie po to Soviet czy USA przysyła wojsko nad Wisłę, żeby się tu jacyś oddolni badylarz z kułakiem za rządzenie brali. Z tego punktu widzenia klasa średnia jest żywotnym zagrożeniem dla państwa okupacyjnego, co wcześniej w tekście zostało wymienione. Samą podażą towarów grozi łańcuchom zasilania władzy, samym sprowadzaniem paliwa z wolnego rynku potrafi wykończyć rafinerie, wdeptać Lotos w glebę, że dopiero PiS u władzy i zamordyzm z gpsem na każdej cysternie jest w stanie przywrócić reglamentację i dostęp do koryta. Bo przecież co by to było, jakby każdy sobie mógł sprowadzać z zagranicy paliwa jak telefony z Ebaya?!

Racjonalność terroru “głodem” (niedoborami dóbr) stosowanego przez gospodarzy i przedsiębiorców, szczególnie małych i średnich, wynika z tego, czego pragnie cały proletariat, cały lud (nie, nie pragną powszechnej szczęśliwości w kolektywie), otóż każdy indywidualnie (a nie kolektywnie) pragnie się wzbogacić, zostać kułakiem i do klasy średniej, drobnomieszczańskiej, a nawet gospodarskiej przynależeć. Ludzi pragnących być prolami aż do końca swoich dni prawie nie ma, a ten margines, jaki jednak istnieje, jeśli jest dość natchniony, to formuje się w zakonach, bo tam praca dla innych bez samodzielnego bogacenia się ma najwięcej sensu. Dlatego przedsiębiorcy reglamentując dobra w zamian za inne dobra, kanalizują prolom wysiłek, ukierunkowują ich pracę na pozyskanie dóbr, które są potrzebne, zamiast politycznego chleba z cementu. To jednak, że każdy przytomny prol pragnie przestać być prolem, nie zmienia faktu, że dół klasy średniej to ludzie pracy samodzielnej, tak samo prole, tyle że z własnymi środkami do wykonywania swojego zawodu (choć i właściciel fabryki jeśli nią zarządza, to jest wyposażony w fabrykę – z zawodu jest dyrektorem ^^) i bez jakiegoś teoretycznego państwa, które poratuje w biedzie (za to z siecią społeczną, która jeśli jej ktoś nie zdemoluje, to ratuje dużo skuteczniej niż państwo zasiłkiem; a przecież i państwo można zdemolować).

Nie można mieć jednak złudzeń co do faktu, że ostateczną rację w każdym systemie rządów ma ten, kto dysponuje siłą. Czy to siłą militarną, czy tłumem z pochodniami – tym, co akurat zadziała. Dlatego po tym, jak klasa średnia w Polsce okrzepła, zaczęła się domagać broni, ponieważ na razie jest marginalizowana do wydłubywania kitu z okien, a przecież wszyscy tak bardzo pragniemy dobra. Chcemy kopalń, produkcji energii, handlu paliwami, produkcji lekarstw, czołgów i śmigłowców; i dość mamy ograniczania się do strugania mebli. Dlatego aparat przemocy będzie słuchał tego, kto zapewni mu zasilanie w środki do jej stosowania, w czołgi i śmigłowce, czy co to tam akurat za drony będą w przyszłości. Bo jakby nie słuchał, to kto inny posłucha, dostanie środki i stanie się aparatem. Bijącym sercem – bijącym z oddaniem i zapamiętaniem, jak każdy klient czepiony pańskiej klamki.

Mięso oddzielane mechanicznie, reszta jest pochowana w tekście

Nie miejmy złudzeń, elity polskie i polskojęzyczne są zdewastowane, zdemoralizowane i mają rozumowanie przedmiotowe, a nie podmiotowe – wystarczy poczytać mnie, ja traktuję państwo przedmiotowo. Dla mnie to nie jest żaden podmiot, dla mnie to narzędzie. Ja nie czuję się państwem, nie odczuwam nawet takiej potrzeby. Bardzo niewielu znajdziecie w Polsce ludzi, którzy utożsamiają się z państwem. Skończyliśmy tę opowieść w czasach Rejtana.

Jakkolwiek mamy potrzeby, nasze piramidy potrzeb nie kwalifikują nas na formację w zakonie pod hasłem “ora et labora”. Potrzebujemy prawa (choćby 10 przykazań), porządku, administracji, scalania-standaryzacji-ujednolicania (ustawodawstwa), potrzebujemy “ojca narodu”, albo chociaż jakiegoś pierwszego sekretarza polskiej zjednoczonej mafii patoli, do którego będziemy mogli zanosić błagania gdyby biurwa jednak złośliwości nam czyniła. Jeśli nie zapewni nam tego państwo, to zapewnimy to sobie alternatywnie – przywykliśmy na tyle do okupantów, że we krwi mamy zapewnianiu sobie dżemu, skarpet i trampek bez udziału w państwie, a nawet mimo państwa kradnącego sznurówki.

Pozostaje tylko kwestia jak. Podałem przykłady wybranych części Włoch, USA, Chin, Japonii. Polska w EU i EU jako całościowy obszar naszej diaspory, pozostaje dokładnie w takich samych układach pan – okupowany poddany, jak wymienione przypadki. Jednak świat poszedł do przodu, nie musimy tworzyć hierarchicznych struktur patriarchalnych (nawet nie umiemy, nie dziedziczymy takich struktur i memów o ich działaniu). Pozostaje nam odwołanie się do organizacji bez organizacji w ramach diaspory przedsiębiorców z twardym gruntem i bazą werbunkową nad Wisłą & Tamizą (bo tam jeszcze mamy wielu “naszych”), w powiązaniu z organizacją sieciową – bezstrukturalną, o doraźnie ekspandujących powiązaniach. I będziemy działać w dekonstruowanym bloku kontynentalnym, w którym krystalizacje polityczne i tak nie są osnute wokół instytucji państwowych, mimo że autochtoni do państwa wznoszą swoje błagania. Sprawa jest o tyle oczywista, że oligarchie dysponujące watahami (często zinstytucjonalizowanymi) będą drzeć kota o takie zabawy klasy wyższej jak armia, cieśniny handlowe – punkty kontrolne gospodarki wielkiej skali, sprawy zagraniczne. Na dole jednak trzeba będzie dżemu, trampek i skarpetek. I o ile nie wytworzą i nie rozdystrybuują tego wielkie korporacje po swoich absurdalnych cenach, opłacając kastę należymisiów, o tyle nam zostaną targowiska i inne gruzowiska. Kit do wydłubywania z okien. Jak więc wydłubywać kit z okien sprawnie, zachować jak najwięcej kitu dla siebie i udawać, że się żadnego okna nie ma, bo albo ukradną, albo wybiją. Nie ma też co sobie roić, że klasa średnia jakoś nagle zacznie wypluwać z siebie oligarchię czy wybitnych przedstawicieli klasy politycznej z zapleczem politycznym. Mrzonki! Te wszystkie spotkanie wolnościowców, to są, żeby sobie pogadać.

Realnie to możemy stworzyć dokładnie to samo, co inne diaspory – aparat do rozpoznawania się po nosie. No, akurat można się na forum poznać i wychwycić kto przedsiębiorcą jest, a kto tylko krzykaczem ku chwale Urzędu, który chciałby nas spenetrować – to takie wstępne działanie kontrwywiadowcze, czyli defensywne, czyli już niweczące działania i zamiary Kapitana Państwo, a to, sami rozumiecie – kryminał, że my ich nie chcemy. My bardzo poważni zbrodniarze jesteśmy z tego tytułu, formalnie. Ale że na szczęście formalności daleko do przytomności, to nikt tyłka nie podniesie, żeby nas za to po lochach ciągać. Urzędników nie obsługujemy – akcję Lechowicza przypominam. Przedsiębiorcy mali i średni, i może nawet tacy całkiem nieśredni jakoś się tam rozpoznają, ale też potrzebują jakichś pracowników i klientów spoza swojej klasy – to jest pewien problem, który nie wiem jak rozwiązać, ponieważ ja mam klientów wyłącznie wśród przedsiębiorstw i przedsiębiorców. Klient indywidualny, jak coś ode mnie chce, to musi przejść przez sito w innej firmie i oni dopiero do mnie zadzwonią. Tak z ulicy, to się do mnie wejść nie da – B2B only. Jest jednak pewna skończona ilość spraw, jaką nawet najbardziej turańskie biurwy i prewencja są w stanie wykonać. No, to należy ich wzbudzać i przekręcić im licznik, i to tak z kilka razy przekręcić, żeby im się dyski od dokumentów ugięły. Aż zaczną biernie podchodzić do swojej pracy, “bo takich spraw to oni mają tysiące zaległych”. I w takim inercyjnym bezładzie my sobie sami między sobą ustalimy jak ma przebiegać gospodarowanie, bez tych matołów. Bo ciężko zachować powagę urzędu w dziurawych skarpetkach i dlatego producent skarpetek i jego lokalna dystrybucja, są bardzo istotni dla stanu uznawalności państwa przez aparat siłowy. Aparat siłowy też musi używać mniej siły jak ma mundury w dobrym stanie i niepoprzecierane czapki i lśniące pojazdy. Zasada zbitej szyby Giulianiego.

Pozostanie w naszych rękach ustalenie jakiegoś swojego modus operandi, i to nie wymyślonego, bo nikomu naszych memów nie wciśniemy, bo nie mamy sieci dystrybucji memów, tylko trzeba będzie się oprzeć na już sprawdzonych, tradycyjnych wartościach: chcesz to pracujesz, nie podoba się – nie pracujesz, a jak Ci się zapłata nie podoba, nie udawaj że pracujesz – nie kłam i nie oszukuj. Przecież jakoś trzeba się będzie dogadać. Podatki i tak sami sobie narzucimy, bo wspieranie aparatu przemocy, aby nam służył, jest konieczne i nie mogą chodzić w dziurawych butach, i trzeba policzyć ile śrubek na buty się wymieni, żeby tych swoich siłowników obuć, a najlepiej nie tylko tych formalnie oficjalnych, ale też tych nieformalnie też oficjalnych, bo to lepiej jak jest kilka służb o nachodzących kompetencjach, to nie będą knuły przeciwko nam, tylko przeciwko sobie nawzajem. I mimo pozoru sycylijskiej anarchii i japońskiego porządku, będziemy sobie gospodarować jak mali przedsiębiorcy w Chinach – z opuszczonymi głowami, bo to akurat to my najlepiej potrafimy – narzekać że jest źle. Zwracam jednak uwagę, że będziemy musieli się jakoś rozpoznawać, zwracam uwagę, że ze względu na specyficzny język (polski) jakim komunikuje się nasza diaspora, oraz lokalne gwary (drakkary nam się porodziły, należymisie, lemingi Ziemkiewicza), to wracając do tego względu, na terenie Polski i nawet Niemiec czy UK, będzie nas od biedy można penetrować. Na terenie Polski i Niemiec być może biurwa nawet uzyska jakichś penetratorów lojalnych i znających się na przedsiębiorczości. Z tego prosty wniosek, że funkcje notarialne filtrowania osób zainteresowanych bezpiecznym poznaniem się, będą musieli czynić członkowie diaspory na wysuniętych placówkach w morzu obcych. Ponieważ tam dyskutowanie, nawet hipotetyczne, o takich sprawach jakie nas nurtują, nie jest zagrożone karą, nie jest infiltrowane, nie są wobec tego prowadzone działania wywiadowcze, a dotarcie do takiego miejsca jest pewnym wydatkiem (show me the money). Z konieczności, jak widać po mnie, trzeba balansować na granicy ujawniania się i zachowania pewnych kwestii dla siebie, tak aby jednak mem występował i było z kim się skontaktować, ale żeby tam żadne wrażliwe dane nie wypływały. To trudne, ale według takiego modelu da się organizować sieć w oparciu o zupełnie legalne “meczety”, gdzie głosi się zupełnie legalne tezy Hayeka, i można tam poznać ekstremistów wolnego rynku gotowych dokonać transakcji bez udziału Boga, a nawet Kapitana Państwo. Przypominam, że celem istnienia takiego rozwiązania networkingowego jest zapewnienie tanich skarpetek & butów, kiedy biurwa w EU uszczelni granice (marzenia), wprowadzi scentralizowany aparat grabienia (armię europejską) i postanowi wycisnąć z tych, co jeszcze cokolwiek umieją zrobić (z reszty to nic się nie wyciśnie, żeby nie wiem jak cisnąć) jakiekolwiek usługi i produkty. I trzeba będzie wtedy chodzić w czapce niewidce, udawać że ma się dwie lewe ręce i prowadzić biznes z taką oto możliwością, że koledzy nie będą mieli nic przeciwko temu, abyśmy sobie in blanco wypisywali papiery takie, jakie nam akurat są potrzebne dla uniknięcia fizycznej opresji na środkach produkcji, stanie magazynowym i dobrostanie ze strony biurwy, a potem to i tak wszystko pójdzie do pieca. Nie będziemy jednak sami. Poparcie ideologiczne będziemy mieli od innych ludzi, którzy uważają że porządek polega na tym, że kobiety rodzą dzieci w związkach z mężczyznami (bo inne proponowane konfiguracje są bezskuteczne), piekarze pieką chleb, a ulice nie są zapełnione żulami, żebrakami i rabusiami, tak że trzeba spać na stojąco. I ci przytomni ludzie, którzy z motywacji ideologicznej wstępują do służb porządkowych i inni, co politykują w tę stronę, to oni nam pomogą choćby nie przeszkadzając w zapewnianiu racjonowania chleba, butów i skarpetek. Trzeba sobie zorganizować takie protopaństwo, jakie się da, bo to co jest i co się podaje za państwo, to jest zbrojna banda podająca się za państwo.

Czytelnicy sami rozumieją – na forum jest fajnie, różne tematy są poruszane, cygaro można wypalić, ale docelowo to i tak będę mitygował, żeby się w kierunku biznesu zbierać, przeszkody usuwać, na przeszkody aj waj podnosić, problemy rozwiązywać i robić sobie na rękę. A ci Czytelnicy co nie rozumieją, to widać jeszcze muszą zapłacić trochę dżizji państwu.