Polityka vs policyja, prawicowe źródła PG & ZPG, klasa średnia jako zagrożenie dla państwa – epilog

Od redakcji: “epilog” to tak dla zmylenia przeciwnika. Poniższy tekst proszę traktować jako zaginioną arkę po części III, przed częścią IV.

Podstawową hierarchią w krajach agrarnych (Polska, Włochy) jest pseudofeudalna struktura zarządzania. Internacjonalizują to partie faszystowskie, komunistyczne, aparaty biurokratyczne, a nawet grupy przestępcze (grupa występnych właścicieli ziemskich to po prostu mafia). Taka struktura musi zintegrować trzy funkcje, to jest ochronę, pośrednictwo i represję. W przypadku Włoch były to cosca (mafioso, banditi i figury społeczne partito). W przypadku Polski był to Szmaciak, Maczuga, Buc i Rurka. Ale w krajach przemysłowych jest tak samo. Oczywistym jest, że pierwsze, co się czyni ze słabym aparatem państwa, to penetruje go marszem przez instytucje, ale nie po to aby przejmować i się nim wysługiwać jak komuchy, tylko po to, aby w tym stanie do maszerowania trwał. Wszak na co komu instytucje niesprawne i obce? W tym kontekście całokształt struktury nazywanej mafią, jest modelem radzenia sobie Włochów, w szczególności Sycylijczyków, z okupacyjnym aparatem biurokratycznego państwa, który to model stosowany na bazie etnicznej kształtuje nieformalne struktury, przyjmujące na siebie funkcje administrowania i rządzenia w celu zachowania substancji narodowej (żywiołu proli). Z punktu widzenia każdej ludności, aparat biurokratyczny nowoczesnego państwa jest opresyjnym aparatem władzy okupacyjnej – ludzie po prostu odrzucają aparat państwa w tej formie. Organizacja uznawana przez formalne państwo za przestępczą nie jest więc kontrspołeczna, a co za tym idzie nie jest uznawana za bandę zbójców przez ludność, w której obrębie występuje, dokładnie na takiej samej zasadzie, na jakiej nie uważamy za morderców żołnierzy, a policjantów za porywaczy, służby więziennej zaś za oprawców.

Godzi się jednak zauważyć, iż taka relacja obraca funkcjonalność państwa w opresyjny aparat napastniczy o charakterze zbrojnym, a przydaje cech protopaństwowych organizacji przestępczej o charakterze oddolnym. Jeśli obie organizacje się zjeżą, to taki stan nazywamy wojną domową. Obie stają się opresyjnymi organizacjami przestępczymi o charakterze zbrojnym i obie natychmiast krystalizują politycznie, podając się za państwo, to jedyne i wyłączne – bywa że dzielą terytorium. Natomiast jeśli nikt zewnętrznie nie nadmie siły ani jednym, ani drugim, to braknie stronom mocy swobodnej aby się jeżyć i powarkiwać, a państwo, o ile pozostanie jednorodne na mapie, to wewnętrznie stanie się poliarchią o charakterze konfederacji (przy dominacji średniaków), federacji (przy dominacji oligarchii) lub “chodzenia w po ludie” w przypadku skarlenia państwa i wykonywania go w formie objazdowych, gospodarskich wizyt (tak wygląda protopaństwowość; najdłużej zachowała się ona u Słowian i Normanów, choć w przypadku odbudowy państwa, po ugoszczeniu sąsiadów, przytrafiło się to też pierwszym sekretarzom za komuny, gdy im w kraju rządzić zaczęli żydowscy sovieciarze). Istotne jest w takim wypadku zwrócenie uwagi na postępujące zawężanie zakresu funkcji społecznie użytecznych na rzecz działalności napastniczej (kryminalnej przeciw “nie kradnij”) ze strony państwa i odwrotna zależność ze strony protopaństwowej grupy prawa alternatywnego (gdzie “nie kradnij” jest egzekwowane zgodnie z duchem i literą). W przypadku Włoch należy zwrócić uwagę, że poziom wyrodzenia się państwa faszystowskiego (czyli takiego jak obecna EU) doprowadził do zawarcia przez szefa mafii sycylijskiej, “Lucky” Luciano, umowy z władzami USA (Państwo rozumiecie – wysokie strony się umówiły, nie byle kto z byle kim) i w rezultacie wsparcia aliantów podczas desantu na Sycylii w 1943 roku, kiedy to władzę tam przejął Don Calogero Vizzini. Czytelnicy sami rozumieją jaką władzę dało to mafii w powojennych Włoszech jak bramy twierdzy nowym panom otwierali. A do tego jeszcze osoby powiązane z otwieraczami bramy, czyli chadecja, uzyskała dominującą pozycję polityczną na okres lat czterdziestu, co spowodowało ekspansję mafii sycylijskiej na całe Włochy i jej trwałe umocnienie się we wszelkich strukturach.

Do przeczytania: http://grzbiet.pl/blog/ksiazka/mafia-na-wojnie-wspolpraca-wielkich-gangsterow-z-aliantami

Organizacja protopaństwowa jest specyficznym przedsięwzięciem biznesowym, branżą samą w sobie, produkującą, promującą i sprzedającą bezpieczeństwo – prywatną ochronę. Należy rzucić okiem na strukturę firm ochroniarskich w Polsce i nie tylko pod kątem:

Ach, sprawy z urzędu,
ach, zajęcie lube,
śmiało bierz na lewo,
wszak pracujesz z UB!

Jedźmy dalej. Włosi i Polacy dość późno zajęli się penetracją obszaru północnoamerykańskiego, zdominowanego już przed anglosasów, garstkę Holendrów i Niemców. Do tego byli obcy religijnie (papiści). Nasi wąsaci jak zwykle się zdezintegrowali, bo każdy sobie. Włosi mieli wypracowany model i się importowali razem z organizacją protopaństwową. A że trzeba było tam tęgich głów, to zintegrowali się z Żydami, którzy zarówno w Reichu, jak i w USA, stanowili tam wtedy underclass. Jak prohibicja zapewniła temu podziemiu wszystko, o czym marzyło, tak i my czekamy kiedy wojna z paleniem, cukrem i napojami gazowanymi sprawi, że będziemy pokątnie sprzedawać dzieciom w szkołach drożdżówki. Kryminał za to będzie i to nie mniej niż za lewą fakturę zapewne. Należy zwrócić uwagę, że USA okazały się państwem strukturalnie tak słabym (tak silnie zbiurwokratyzowanym – skurwiałym po prostu do jego niemieckiego szpiku kości), iż już w latach trzydziestych Włosi z Żydami utworzyli tam monopol przestępczy o charakterze sformalizowanego kartelu, obejmujący USA, część Kanady i część Karaibów. Questa e una cosa nostra – to jest nasza sprawa. Nasze protopaństwo i wara innym od tego, nadało kartelowi nazwę. Tych karteli jest prawdopodobnie blisko 30 i są unifikowane przez “komisję” pełniącą funkcje ustawodawcze oraz sądowe w formie najwyższego trybunału, kierując całokształtem działalności przestępczej w formie korporacyjnej (czyli faszystowskiej, czyli takiej jak mieli w domu i jaką zwalczali).

Japonia dla Japończyków! O tam, to ciągle mieli problemy z najeźdźcami i to ciągle z takimi gadającymi po angielsku, bo z tymi wcześniejszymi, to sobie radzili. Historyczne uwarunkowania tej organizacji kramarzy (tekiya i bakuto – w naszym rozumieniu były to gildie obwoźnego handlu) w ustroju państwa, które stoczyło się do “chodzenia w po ludie” sobie na razie daruję, historia kiedy indziej, bo to ciekawa i podobna do polskiej historia o tym jak ludziom czapki tak ścisnęło, że się im etatyzm zamarzył. Otóż Jankesi wjechali do Japonii na dwóch niukach i z rozpędu zabrali się za Koreę. Jankesi, jak to armia, mają swoje potrzeby. Stworzyli tam stronnictwo swoich sukinsynów, przez ludność okupowaną uznaną za sukinsynów jakichś takich nie naszych. Wprowadzono też po wojnie bardzo ostre racjonowanie towarów, bo tam już w czasie wojny nic nie było, a Japonia nie jest szczodrze wyposażona w jakiekolwiek ziemie uprawne czy surowce. Jest morze – może są ryby. Jankesi jednak w czasie wojny w Korei doszli do nowego problemu: instalacji komunistycznych partii przez czerwonych. Zaczęły więc wspierać stronnictwa prawicowe, tradycjonalistów (dopiero im zasadzili dwa niuki, a już chcą wskrzeszać w Reichu Hitlera). Prawica jakoś sobie przetrwała to racjonowanie opierając się na organizacji “kramarzy”, która jako tako przenosiła tradycyjne wartości ponieważ składała się z aparatu siłowego (jak zawsze), który pozostał po wojnie bez zajęcia i łupów (jak zawsze – oni tam to zawsze tak kończyli). Starzy przyjaciele polityczni “kramarzy” wrócili do władzy, a sama organizacja kramarzy, warunkująca tradycyjne pojmowanie norm w świecie, gdzie wszystko było racjonowane, uzyskała doskonałą pozycję wyjściową i stała się tym co dziś rozumiemy pod pojęciem układu sumy kart 8+9+3 = 2+0 = 2 – ya ku za – najgorszy układ hanafuda. Warto zwrócić uwagę na eksportowy i przemysłowy charakter tej organizacji, oraz prawicowy porządek, który blokuje jakiekolwiek próby penetracji kraju przez obce podmioty gospodarcze w jakiejkolwiek formie. O ile u siebie dokazują jak mogą, to w latach sześćdziesiątych osiągnęli liczebność około 200 tys. ludzi. To organizacja poważna, największa na świecie, to jest bardzo dużo dywizji i oni na poważnie mają broń. Wszak państwo zmuszono do pacyfizmu – czymże się mieli zająć żołnierze? Dziś liczy się ich na około 40-50 tys członków i podobny rozmiar jest innych organizacji o charakterze postwojskowej prawicy, skupiających się w organizacje zbrojne z wojskową hierarchią (gangi motocyklowe). Bardzo istotne są wpływy polityczne sankcjonujące istnienie państwa alternatywnego do zadań gospodarczych i są to wpływy skrajnie prawicowe również w naszym rozumieniu pojmowania zasad handlu – wszak są to “kramarze” i ich siła oraz zdolność przetrwania opierają się na przedsiębiorczości, a nie na zbójowaniu. Zbójowanie tej organizacji to raczej spektakularny rezultat handlowców dysponujących hobbystami wojskowości w kraju pacyfistycznym. Gdzież indziej można realizować swoje zamiłowanie do stawania na baczność i oddawaniu się korelatorowi pod rozkazy jako efektor odczuwający silną przynależność grupową?

Ale od eksportu, to dzisiaj mamy Chiny. Oni też u siebie mają alternatywne państwo zapasowe, nawet kilka, bo u nich wszystko z rozmachem, milion w te, milion we wte, a żeby to państwo im nie hasało, to je wyeksportowali pod czujnym okiem partii i bezpieki. Ci akurat są zorganizowani oddolnie jako swawolne kompanie braci wyżej urodzonej, nie tak znowu wysoko jak u nas, ale tak średnio na poziomie kupieckim, a to dlatego że struktura gospodarcza Chin była i jest strukturą agrarną, i jest to państwo tak feudalne, jak tylko może być państwo siedzące z historią w neolicie (bo zaczęli przed epoką brązu). Oni operują zdecydowanie na bazie własnej społeczności (to oni właśnie strzelają się z czarnymi na czarnym lądzie) i przemieszczają się z wywiadem, opanowując tereny związane z redystrybucją zapłaty za handel bronią (Laos, Kambodża, Vietnam). Działają też oczywiście w olbrzymiej diasporze w USA, próbują przepychanek z Japończykami, Nowa Zelandia pogoniła ich z wykupowaniem nieruchomości wykazując, że państwo może się stawiać jak jest nienachalne wobec własnych obywateli, a od 20 lat mają kwaterę główną w Pradze. I tyle o nich wiadomo, co o chińskim wywiadzie – kto wie jak się nazywa chiński wywiad cywilny lub wojskowy? A istnieje w ogóle? No właśnie, nieznani sprawcy. Niby jest to organizacja przestępcza, lub organizacje, ale ma charakter wybitnie gospodarczy i wcale nie chodzi o podatki, a o dominację branż, za jakie się zabierają demolując swoją masą inne rynki. Są bardzo elastyczni jeśli chodzi o obszary biznesu, nie ma tam pojęcia tradycyjnego sposobu osiągania dochodu, to małe przedsiębiorstwa konsolidowane przez większe w grupy kapitałowe opanowujące jak szarańcza zadane, intratne rynki. Bo po cóż rabować biednych barbarzyńców? W Polsce na swoje potrzeby (i społeczności) mają placówki (Vietnamczycy też) swoich banków, których oficjalnie w Polsce nie ma i państwo, niby polskie, pozostaje wobec tej intruzji bezsilne, a mimo braku podpięcia do sieci bankowej na terytorium jakoś wszystkie transakcje odbywają się sprawnie – czary. Może i my możemy sobie takie banki zorganizować? Chińczycy mają jednak pewien niebywały produkt eksportowy, który płaci za transport mimo braku odbiorcy innego niż nadawca – są to nielegalni (tak jakby szlajanie się po własnej planecie było czynem zabronionym), chińscy imigranci, przemycani przez te organizacje.

Nowym problemem jest ekoterroryzm, lewicę co promuje blokady gospodarcze trzeba jak RAFowców – samobójcą seriami. Na razie nie ma na te szkodniki skutecznej trutki.

Niezbadane są wyroki, a nawet sędziowie są nieprzebadani

Skoro przedsiębiorcy z definicji zajmują się osądzaniem przyszłych osądów (z tego żyją wszak, że przewidują co klienci będą w przyszłości sądzić o ich produkcie), to sędzią może być każdy. Ale nie każdy równie skutecznym. W biznesie liczy się skuteczność, ot taka najprostsza choćby jak dostarczenie skarpetek zadowalających klienta, który w tym urojeniu, że akurat te onuce mu są potrzebne, z radością odda jakiś inny swój rezultat – przykładowo posiedzi przy maszynie u innego kapitalisty i coś tam potrzebnego wyprodukuje, na przykład guziki. Ważne aby wszystkiego wyprodukować tak dużo, żeby się nie cackać w reglamentowanie, tylko żeby na bogato nasypową miarą gigaflopy liczyć. Że to akurat jest trochę nieracjonalne i po kątach się później nadprodukcja wala i trzeba alternatywne użyteczności wdrażać, to nie szkodzi. Że przecenia się te nadwyżki po kilka centów za dolara, to też nie szkodzi. Ważne żeby jak najmniejszej liczbie zaangażowanych w produkcje doskwierały deficyty – wymieniajmy się wszyscy wszystkim. Z tym że mamy też grupę oligarchów, którzy obracają nadwyżkami w sposób masowy, korzystając z wąskich gardeł gospodarki (ujść rzek – portów, ekskluzywności miejsc gdzie kopalnie mają sens, zbiorowego aparatu przemocy prolami w formie umundurowanej jak i komuszej hałastry roszczeniowej) no i dlatego są oligarchami, ale natura ich biznesu polega na ekskluzywności i deficycie podaży ich dóbr, co wpływa na korzystny $ds wymiany, a jakby kto próbował substytuować i sobie w garażu samemu zrobić dobrze, to już oni mu przypomną skąd mu wyrastają nogi (przynajmniej spróbują i banki garażowe są ścigane przez KNF, a banki oligarchów nie i po tym można odróżnić kiedy kto się staje oligarchą wyrastając na takiego, czy też przez mianowanie). To są dwie dość różne formy władzy dopisujące się do poliarchii, w którą zaangażowani są różni przedstawiciele grup zajmujących się osądem. Bo przecież i KK nasz bogobojny, i Cerkiew Spasa Pułkownika, i Mędrcy starsi i mędrniejsi z Synagogi, i Armia nasza niezwyciężona, i oczy jej i uszy niezwyciężone, i biurwa – podpora porządku, ostoja tradycji rozbiorowej, i badylarze, i kułacy, i oligarchowie lokalni i zagraniczni z deficytu lokalnych razem, i sądy nasze sprawiedliwe, i aparat porządkowy bez porozumienia choć wspólnie jakoś tą poliarchię tworzą i coś tam w rezultacie zarządzają. Każdy rządzi sobie jak uważa, każdy z każdym sprzeczne wydaje rozkazy, to nie jest pruska armia (a i w Prusiech działa to tak samo) i mamy jakieś tam rezultaty, choć co jakiś czas ktoś wyskakuje z pomysłem, że to co łun twierdzi, to prawo jest, a kto by inaczej czynił to delikt. Gdyby poliarchia była bardziej praktyczna, to nikt by tak nie pohukiwał, ale że jest teoretyczna i musi współdzielić i cerkiew i gumy do przywracania porządku przez nery, to skołowani pałownicy raz posłuchają tych, co bronią zwierząt, drugi raz tych, co bronią kobiet, czasem im korelator własny podsunie, żeby tak się za bardzo nie angażowali, bo im na mundury plują i żeby tam tylko pałowali, jak nie zabijaj albo nie kradnij jest naruszany i pluć przestaną. Bo tą policją jakoś muszą się wszyscy podzielić w miarę tego jak przeciągną linę, a policja własny korelator ma, bo dobro służby, bo jakoś trzeba przetrwać w tym nieustającym bałaganie, i to tak przetrwać, żeby po zmianie jakiej bardziej politycznej Talibowie nie wieszali mundurowych za współudział, tak jak chcieli dekomunizować pracowników Urzędu.

Płynne są definicje i niedoprecyzowane znaczenia tego, co jest naganne, co tylko godne pokiwania palcem, a co deliktem. Dlatego tak łatwo ogon kręci psami, choć pies oporny i nos go nieubłaganie ciągnie do koryta, bo tam można wypić, zakąsić, zrealizować się prokreacyjnie, a nawet czasem w mordę komu dać, komu się należy, tak żeby go nikt nie bronił, “bo należało mu się”. Na szczęście rozgarnięci ludzie w psiarni wiedzą, że do służby nie trafia kwiat narodu, a rozróżnienie poziomu intelektualnego, emocjonalnego i moralnego członków gangu czy prewencji jest możliwe jedynie po tym jaki totem lubią i czy to ten z orzełkiem na czapce, czy też inne czapki lubią, bo inni panowie ich zagospodarowali i do miski dają. A że to ludzie lojalni, choć bystrzy przeciętnie albo słabiej, to trzeba im wydawać proste instrukcje. Zresztą oni sami z domu wynoszą zestaw memów jakie to instrukcje są poprawne i trudno im wykazać zaangażowanie, że trzeba bić hodowcę norek na futra, bo jest zły dla zwierząt, ale bez wahania i w słusznym zapamiętaniu będą doświadczać takiego co się na dzieci rozpędza, czy takiego, co fizyczne dobra kradnie, czy też krzywdzi ludzi na ciele. Bo czy tam wolno na własne baby pohukiwać, to nie na ich rozum rozsądzać – paragrafy niby coś tam mówią, ale to niech papuga to wyrozumie. Jakiś porządek musi być, to niech chociaż na początek będzie taki, żeby nikt nikomu chleba, dżemu i skarpetek nie zabierał. A dalej jakoś to będzie. Zresztą czy służby porządkowe na co więcej czasu znajdą? Pójdą przed oblicze władzy pokrzyczeć “złodzieje! złodzieje!”, ale żadnego nie ujmą.

Pozostałe części: pierwsza, druga, trzecia, ostatnia.