Polityka vs policyja, prawicowe źródła PG & ZPG, klasa średnia jako zagrożenie dla państwa

Od razu wyjaśnię clickbaitową prowokację, że klasa średnia jest zagrożeniem dla państwa, podczas gdy za państwo najmniej spatologizowane ze wszystkich znanych nam konfiguracji, poza teokracją zaangażowaną, to państwo z dominującą klasą średnią. Są jednak pewne szczególne warunki, w których klasa średnia ze względu na swoje właściwości modelu cybernetycznego potrafi państwo “zrekonfigurować” – co jest oczywiście pozytywne dla “państwa”, bo ono przetrwa, operacja się uda, ale pacjenci tego nie zniosą.

Ze względów propagandowych i przyjętych przez Czytelników wartości warto nadmienić, że pisanie takiego tekstu to produkcja sznurka, na którym kapitalistę powieszą, ale trzeba być przytomnym w zakresie prowadzenia własnych działań i wynikających z nich konsekwencji, a co za tym idzie – wiedzieć gdzie i w jakich warunkach nie warto występować, ponieważ takie warunki mogą nam w Europie nastać i wtedy nie ma co się kopać z koniem – wtedy czerwona husta na szyję, manifest z Ventotene w dłoń i z pieśnią na ustach zapisujemy się do kompartii, a jak się przeczeka, to się coś wykombinuje żeby znowu było normalnie.

Co do literatury i źródła wiedzy na temat tego, jak należy organizować działalność występną o charakterze rzemiosła, to polecam tego profesora Pływaczewskiego, ale też i inne źródła nieco nowsze, bo nie będziemy się podpierać Tagnacewem.

W ramach tekstu przedstawię jedną z alternatyw organizacji gospodarczej, jaka może nas czekać w opresyjnym państwie komunistycznym, gdzie niezdolna do wytworzenia czegokolwiek większość będzie usiłowała zarządzać deficytem, natomiast struktury siłowe będą starały się utrzymać jakościowo pojmowane resztki ładu społecznego w rozumieniu tradycyjnym. Podam przykłady takich działań w podobnych przypadkach (rozbrojenia, reglamentacji uzbrojenia, przymusowej-pacyfistycznej ideologii) zarówno resortów, jak i przedsiębiorców, oraz docelowo opiszę alternatywę jaką jest networking, w kierunku którego będę kierował forum i portal (ponieważ marketplace nam nie idzie), bo przecież ja też wiecznie nie będę miał tyle czasu, ile mam teraz. Ze względów czysto formalnych będzie tu wynikało obracanie wniwecz decyzji administracyjnych i zarządzeń władz formalnych, ale przecież nie jako wynik przestępstwa, a wyłącznie obywatelskiego nieposłuszeństwa, mającego na celu przymuszenie (bez użycia przemocy) rządu do zmiany polityki. Nie będzie to więc organised criminal network i wszelkie hipotezy, iż coś takiego mogłoby wyniknąć z organizowania się przedsiębiorców uważam za naganne. Sieć ma tę właściwość, że można wspólnie podejmować przeróżną działalność w często zmieniających się konfiguracjach personalnych, bez uważania się za jedną, stałą grupę, a pozycja i udział zależy przecież od predyspozycji (sigmy), umiejętności i kapitału, jaki osoby mogą wnieść do drakkarów. Mnie pozostaje tu jedynie zaczyńszczykowa funkcja notarialna, i to też wyłącznie z kronikarskiego obowiązku, bo mam nadzieję, że wielu zorganizuje się wedle idei (bogacić się), ale bez ujawniania się (nasze hobby lubi ciszę). Wszak po to jest forum – aby się można było poznać i obwąchać. Z powodu panujących już powszechnie memów, że Boga nie ma, a prawo & państwo to nie abstrakty, a fakty (cóż poradzić można na gusła), trzeba będzie się z biznesowej konieczności posługiwać tym memplexem, jaki istnieje (a taki nam może zaistnieć: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9143) i całokształt koncepcji szarej strefy będę określał mianem prawa alternatywnego.

Co do samego tytułu, polityka ma swoje źródła w chciejstwie, w namalowanym obrazku jak być powinno. A wychodzi jak zawsze. Wdrażaniem polityki polityków, jak sama nazwa wskazuje, zajmuje się policja. Przynajmniej tak wynika z nazwy. Natomiast policji, ze względu na głupią próbę konsolidacji władzy w ręku niebieskich, przydzielono zadania milicyjne i porządkowe. W rezultacie policjanci ideowi (są tacy i właściwie tylko dlatego nie napadacie policji na ulicach jako przedstawicieli okupanta) zajmują się funkcjami porządkowymi, zwalczając najpoważniejsze zagrożenie spokoju indywidualnego: masowe zagrożenia przestępstwami przeciwko życiu i zdrowiu mieszkańców swojej jurysdykcji. To ideowcy. Gdyby nie oni, rządziłyby gangi wprost. W Policji też są gangi (to policjanci bezideowi) i oni wykonują zadania zlecone przez polityków (biją właścicieli warzywniaków za paragony, dokonują eksmisji – zadania kulturowo nieakceptowane). Ponieważ jednak do wykonywania funkcji dochodzeniowych, śledczych i operacyjnych w ogóle, konieczne jest zaangażowanie ideowe i ideologiczne rozumienie bardzo ważnej kwestii co to porządek społeczny oraz gotowość samorzutnego wykrycia zagrożeń tego typu bez rozkazu, jak również bez rozkazu przeciwdziałanie im, choćby przez upublicznienie informacji o działaniach tajnych, zakładających niszczenie porządku społecznego (głównie w rozumieniu bezpieczeństwa indywidualnego mieszkańców – zdrowia i życia). To rozumowanie ideologiczne tych zaangażowanych policjantów sprowadza się do racjonalnego skorelowania co są w stanie zapewnić – i to starają się zapewnić. Bardzo istotnym jest, że ci policjanci rozumieją porządek społeczny jako aksjomat nieagresji – nie zajmują się wyjaśnianiem kto kogo okłamał, kto komu napluł do zupy, dlaczego żona przesoliła obiad etc. Zajmują się tym, aby od warzywniaka do warzywniaka nie chodzili chłopcy z siłowni i nie podpalali warzywniaków w przypadku nieuiszczenia podatków, żeby ludzi nie porywano, aby nie ucinano im palców, uszu, aby nie strzelali do siebie na ulicach, aby przy porwaniu ciężarówki nie krzywdzono kierowcy. Jeśli zaś w toku podejmowanych deliktów nie są podejmowane czyny zagrażające bezpieczeństwu indywidualnemu, to sprawy te są, z ich punktu widzenia, niskiej wagi, przynajmniej na tyle niskiej, że może się nimi zająć ktoś inny (z braku zasobów – nikt, ale to nie ich problem). Dalsze rozumowanie jest następujące: jeśli ktoś popełnił czyn przeciwko dokumentom, zaufaniu, urojeniom (oszustwo w rozumieniu formalnym) i się na tym wzbogacił, bo kto innny był gapa (z wrodzonego braku spostrzegawczości, chwilowego roztargnienia albo indukcji korupcyjnej), to nie ma powodu tego ścigać, a nawet nie chcą się w to angażować, ponieważ z ich punktu widzenia nie zagraża to porządkowi społecznemu. Gdzieś pomiędzy tym są kradzieże w rozumieniu materialnym, które owszem mogą być interesujące, ale jako uboczna działalność ZGP (zorganizowanych grup przestępczych). Gdyby nie ci policjanci, to na ulicach byłby Meksyk, ponieważ państwo wdrażałoby całkowicie destrukcyjną politykę fiskalną (która obecnie nie jest wykonywana, bo nie ma nikogo zaangażowanego w tropienie tej przestępczości poza chętnymi przejąć taki proceder dla swojej korzyści, gdyż ani z tego porządku, ani z tego fruktów gdyby to zwalczyć), natomiast główne źródła dochodu ZGP kwitłyby (kwitłoby niewolnictwo). Przykład wprost takiego absurdu w działaniu policji to prohibicja w USA – dopiero im wtedy cechy występne rozkwitły i się uorganizowały, a nawet ukonstytuowały.

Z powodu występowania wspomnianego wyżej zjawiska, delikty białych kołnierzyków policji nie wzbudzają, bo nie mają kogo wzbudzać poza wyspecjalizowanymi pionami, które albo są przekupne, albo bezskuteczne, albo to są gangi przejmujące wykryte przedsięwzięcia. O ile białe kołnierzyki z przyczyn patologicznych (poczucie władzy), albo racjonalnej ekspansji (polityka, przemoc na tle politycznym, terror kryminalny) nie dokonują egzodynamicznych wydatków na wytworzenie aparatu przemocy (lub przejęcie już istniejącego), to nie wzbudzają ideowych psów. A bezideowych można kupić, olać, no, chyba że ma się długą serię pecha. Należy też zwrócić uwagę, że styk białych kołnierzyków z zielonymi (i tym samym poważnymi środkami przemocy, bo tam są hobbyści szkoleni za państwowe i ich się trzyma na misjach poza krajem żeby nie psocili), białych z niebieskimi, czy nawet białych z gangsta jest – w nawet licho funkcjonującym państwie nowoczesnym – niezasadny z punktu widzenia białych kołnierzyków wyłącznie z powodu efektywności zarabiania. Jeśli w miarę funkcjonuje infrastruktura, a ludzie nie zjadają się nawzajem na ulicach, to jakakolwiek forma politycznej reglamentacji, albo nawet brak reglamentacji udziału w poważnej działalności gospodarczej, czy nawet wydłubywanie kitu z okien jest ekonomicznie o rzędy wielkości bardziej zasadne, niż próba dokonywania instytucjonalnych wymuszeń z rynku (terror fiskalny). Wynika to z faktu, że wdrażanie terroru na rynku niszczy rynek, a ze zdemolowanego rynku wydobycie zwrotów wymaga olbrzymich nakładów i to wykładniczo rosnących dla wolumenów. Dlatego rynki są odtwarzane przez drobnych oraz najdrobniejszych przedsiębiorców i jest to długi, mozolny, niezbyt opłacalny proces, z tym że dla drobnicy nieco bezalternatywny.


Prześledźmy od strony praktycznej jak działa taki mechanizm. Teoretyczną i cybernetyczną stronę zjawiska opisywałem dawniej w tekście o tym jak działa korelator w różnej konfiguracji (dostępność banków pamięci o różnych właściwościach) i jakie są wady jego działania. Przyjmijmy jednak taki scenariusz, że następuje negatywna seria zdarzeń, te teksty tutaj czyta jakaś biurwa, bierze je na poważnie, rozumie wszystkie skwarki, czyta między wierszami, a nawet rozumie warstwy tekstu (powiedzmy, że trafił się taki ideowiec na stanowisku w MF i tam za dwie średnie krajowe nas penetruje; Pomijam nieprzytomność takiej koncepcji, ale hipotetycznie takiego ktosia załóżmy na potrzeby tego tekstu). Ten ktoś jest osobą niezwykle spostrzegawczą i dokonuje spenetrowania prawdy odnośnie naszej infrastruktury teleinformatycznej, systemów rozliczeń, drakkarów i dociera do sedna wyświetlając jakichś figurantów. Na tym właściwie kończy się to, co można zrobić zza biurka i to przy bardzo dużej dozie samozaparcia, i z dostępem do środków technicznych i skorelowanych baz danych, jakimi nie dysponują nawet aparaty fiskalne państw poważnych, w jakich kpimy z biurwy, a co dopiero państw pozostałych, gdzie może występować ktoś, kto rozumie ten zagmatwany, pełen podtekstów i złożony język, jakim się posługujemy (na złość zaborcom oczywiście takim go uczyniliśmy).

Otóż na tym możliwości biurkowe się kończą (nawet wcześniej się kończą, ale dopuśćmy pewne działania nielegalne ze strony MF, tam nie takie rzeczy się dzieją), wypada zająć się formalnościami i złożyć zawiadomienie o podejrzeniu, oraz podzielić się zdobytą wiedzą (nawet jeśli matacząc co do źródeł tej wiedzy). Aby to zawiadomienie nie trafiło do okrągłego segregatora pod stołem albo do archiwum “anonimowi paranoicy – donosy”, to wypada pójść z nim do jakiegoś operacyjnego osobiście i ująć go swoją historią, tak aby w ogóle się zaangażował i zechciał rzucić okiem na materiały, nie zbywając do innego wydziału z innym okrągłym segregatorem pod stołem. Najczęściej w takim miejscu historia się kończy, ponieważ przytomny pies zapyta paranoika, czy chodzi mu o jakichś zbójów, co dokonują czynów przeciwko życiu i zdrowiu, zagrożonych karami o poważnych cyfrach i to najlepiej dwóch. Bo jeśli nie, to po co zawraca głowę? A jeśli nawet paranoik się wytłumaczy, że to księgowi, prawnicy, przedsiębiorcy w ciuciubabkę bawią się z państwem, kpiny sobie urządzają z fiskusa i ręka im nie drży gdy poświadczają nieprawdę, więc czyny zagrożone nawet poważnymi karami do lat dwóch, a nawet sześciu jakby to wszystko bardzo ponaciągać i szczególnie zaostrzyć kary dobrze szyjąc buty, to padnie kolejna kwestia ze strony doświadczonego psa, którego zgryzotą są międzynarodowe grupy zajmujące się porywaniem ludzi, handlem bronią, narkotykami, czy niewolniczą prostytucją, jak również masowe kradzieże dóbr w dużych wolumenach, wymuszenia, okaleczenia i morderstwa. Padnie kwestia czy paranoik jest całkowicie przytomny i chce zamykać w AŚ, a potem w ZeKu korelatory, które zapoznają się w ZeKu z efektorami, a jak dojdzie do dyskusji o kwotach/dzień odsiadki, to im tam cele będą zamiatać w pas się kłaniając panom dobrodziejom? Przecież jeśli ci ludzie poznają fałszerzy, złodziei, a nie daj Bóg, gangsta lub co gorszego, to tam jak kania dżdżu takich korelatorów w grupach potrzeba, żeby wszystko zalegalizować, żeby wytworzyć papiery, firmy, wprowadzić dobra do obrotu. Ci ludzie się nie znają, a państwo miałoby ich poznawać i jeszcze wyrokami uwiarygadniać?

Bo problem z PG (przestępczość gospodarcza) jest taki, że albo jest ona doraźna i US i UKS potrafi od razu się dorwać do żłoba i nagmatwać kpiarzom w życiu, albo jest to wcześniej przemyślane i mamy ZPG (zorganizowaną PG) i tam, to można złapać kurz po firmie – krzaku, w najlepszym wypadku słupa, co nic nie wie, ale jest kogo spalić na stosie. Bo kasy, to się żadnej nie odzyska, ponieważ ta kasa jest tylko w urzędniczych rojeniach, a rzeczywisty przepływ po wyjęciu jest w kilku centach z dolara obrotu – resztę rozkurz zżera (wyjaśniałem to w dawnym tekście o wyłudzeniach kredytów i oszustwach skarbowych).

Ciąg dalszy nastąpi.