Przenikalność kisielu

Dzisiaj ogólne gawędzenia na temat dlaczego biznes jest prowadzony w takich formach w jakich jest i dlaczego państwa są skonstruowane w taki absurdalny i bezwładny sposób. W każdym okresie historycznym, na każdym poziomie technicznym, przy każdej podaży mocy i zapotrzebowaniu na produkt jest dająca się wyznaczyć dość grubą krechą granica opłacalność tego z jakiej głębokości wydobywać ropę z dna, jak głębokie kopać szyby, jak daleko i jak szeroko może być rozciągnięty szlak transportowy, jak głęboko w lesie można pozyskiwać drewno.

Podsumowanie.

Amazonia jest wyrąbywana, ponieważ istnieje Amazonka, gdyby nie ten szlak komunikacyjny to lądem bardzo mozolnie okrawana by była puszcza wkoło, a tak jej obwód wyznaczony rzeką ma olbrzymią styczną do piły i transportu. W Czadzie też mają dżunglę, ale liche są tam spławne rzeki i mimo wszelkich chęci drewno nie znika stamtąd w takim tempie jak w Amazonii. Po prostu drogo jest je wywieźć, więc cena na miejscu po ujęciu kosztów franco giełda w Amsterdamie bywa ujemna. Pozostaje więc rynek lokalny. Kopalnie w Europie też są zamykane, nie dlatego żeby złoża się wyczerpywały, bo coś tam jeszcze wykopać można, tylko dlatego, że taniej jest dowieźć z kopalni odkrywkowej z drugiego końca świata niż ryć na takich głębokościach jak w głębinowych kopalniach na starym kontynencie, szczególnie jeśli trzeba się przeryć przez pokłady podczepionych firemek, biurwy i przepisów. Podobnie jest z miedzią – miedź w części świata jest bardzo tania, właściwie to jest odpadem z eksploatacji innych surowców i porzuca się ją po oddzieleniu od cennych metali w hałdach. Wycena miedzi nie pokrywa kosztów transportu i ochrony przed lokalnymi pokładami biurwy, aby się z tym wozić na rynki europejskie czy chińskie i tylko dlatego Boliden czy KGHM jeszcze z czegoś żyją, choć co to za życie?

Przenikalność w głąb lasu, przenikalność w głąb Ziemi wskazuje nasze pola eksploatacji. Przenikalność w rynki zbytu i zdolność stawiania tam ssawek rozliczeniowych (choćby supermarketów, banków kredytowych) i zdolność zabezpieczenia rozliczeń warunkuje opłacalność takich agresywnych przedsięwzięć polegających na penetracji obcej tkanki (nawet przy użyciu środków samej tej tkanki). Ta przenikalność jest dzisiaj wyjątkowo wysoka (globalizacja ma miejsce już przynajmniej drugi raz) i systemy obronne kolejnych kultur zaczynają na siebie włazić, mimo że zdolności penetracji już zostały nawzajem zastosowane z niepodważalnym skutkiem. Organizmy przestały być samodzielne, o samodzielność pasożytowania na organizmach walczą pozostałe w organizmach korelatory. To tak jakby kilka mózgów prowadziło konflikty o splątane i połączone ze sobą ciała – o kontrolę, o przeniknięcie ich własnym modelem nakazowym i odbiorem zasilania na swoje potrzeby. Pojawiają się coraz to ciekawsze, niekoniecznie nowe, ale odgrzebywane są i stare metody przejmowania systemów zasilania.

Te korelatory

No właśnie tylko tam jest aktywność, ale ciężko oddzielić gdzie w tkance jest korelator, po owocach – po tym gdzie idą cudze owoce można rozpoznać gdzie są systemy nerwowe, jednak korelatory (spółki kontrolujące podaż dóbr i kontrolujące je podmioty finansowe) starają się nie wyróżniać między sobą, tak aby nie dało się ustalić cui bono.

W naszych ciekawych czasach, którymi ktoś nas przeklął abyśmy w nich żyli, widelec jest ostrzejszy od miecza i nie staje na nie twardości tarczy. Nie tylko że przenikanie korelatorów jest łatwe, ale nawet małe korelatory (widelce) potrafią pasożytować na mieczach (aparatach państwa – państwo monopolem na przemoc, państwo mieczem). Przewaga wywiadu nad kontrwywiadem dla korelatorów aktywnie poszukujących zasobów na innych korelatorach. Przenikalność wywiadu sieci i przewaga nad kontrwywiadem. Sieci społeczne i gospodarcze jakie tworzymy są dzięki wynalazkowi internetu o wiele rozleglejsze niż analityczna suma możliwości ich skatalogowania. Z przewagi matematycznej są one po prostu nie do przeanalizowania w czasie uzasadnionym praktyką. Dlatego widelce potrafią integrować się w grupy i defragmentować w nowe uorganizowania w innych konfiguracjach szybciej niż jakikolwiek formalny miecz byłby w stanie nadążyć za liczeniem szczerb wyrytych widelcami.

Państwici na ratunek

Państwici od dawna mieli z tym problem, o ile jeszcze Hanzę dało się zdusić po tym jak przydusiła duńskie państwo, dało się zdusić Templariuszy, to później walka z własnymi widelcami stała się bezprzedmiotowa. Jakkolwiek można zniszczyć firmę świadczącą towary czy usługi, ale nie zmniejszy to popytu na towary i usługi, więc na państwie spoczęły konsekwencje nacjonalizowania, licytowania i niszczenia w postaci odtwarzania tego co popsuło. A że państwo jest monopolem na przemoc, a nie na kreację (na to monopol ma Bóg i w Jego imieniu geniusze, w których tchnął szaleństwo), to państwici wymyśliciele wymyślili ideologie zawierające pojęcia innowacyjności i kreatywności jako mierzalnych formalno prawnie cech przedsięwzięć, którymi mają się zajmować, a jakże – ludzie wyznaczeni, sprawdzeni, którzy już się takimi cechami wykazali (szaleńcy, którzy mają być geniuszami i wychodzą Polpoty).

Dobór kadr u państwitów jako nie warunkowany naturalnie a formalno prawnie stał się etatyzmem. Co jest masłem maślanym, bo etat oznacza po francusku państwo, etatyzm więc to tyle samo co państwizm, jednak nieuki potrafią twierdzić, że są państwitami przeciwnymi etatyzmowi, a nawet twierdzą, że są monarchistami. Na nieuków mamy bierną agresję.

Państwo państwitów to miecz ostry jak młotek kierowany przez młotki o tak ostrym intelekcie jak to ich państwo. Dlatego że biurokracja jest masowa, aparat państwa mający przenikać całą tkankę składa się z tej właśnie tkanki. Urzędnicy są tak samo głupi jak petenci, a jeśli co mądrzejsi nie chcą być urzędnikami (bo mniej zarabiają niż przedsiębiorcy) to i wyszło na to że głupsi. Jak więc “korelator” miałby kierować czymś, co koreluje efektywniej od niego, to nikt jeszcze nie wymyślił, ale że w tym państwickim korelatorze są jakieś twarde jądra (polecam – kabaret ultrasów prawa).

Pawłowicz (twarde jądra w EU):

to czasem zdarzają nam się analizy regresywne (komisje śledcze) i ściganie winnych słabej korelacji (a z braku winnych dobiera się niewinnych).

Pan Marcin Plichta prowadził firmę, która, jeśli w czasie jaki obejmuje czas działalności firmy RZECZYWIŚCIE inwestował w złoto, to musiała na tym złocie zarobić przynajmniej jakieś 0,8*10^9 PLN na czysto. Znaczy, że ta koncepcja inwestycyjna miała sens, biznes się spinał i trzymał kupy. Polecam szybką analizę TJS, w której bystre chłopaki raz dwa wyłożyły, że to się spinało. Jakkolwiek nie wiemy co rzeczywiście Amber Gold robił, a dokumentację w rękach pierwszorzędnych fachowców naszej niezawisłej Temidy diabli wzięli, to wyjdą z tego takie jaja, że państwo swoimi służbami zdemolowało sensownie działającą firmę i niech kto udowodni że było inaczej.

Biurwa wymyśliła wysokie podatki

To wynalazek polegający na wynalezieniu od razu wysokiej wydajności, bo przecież jakiej by innej. Wysoka wydajność wymaga długotrwałej standaryzacji, a ta niezmienności procesu produkcyjnego czyli zegizm. Wyjaśniałem w liczbach, dlaczego duże organizacje potrafią to skutecznie tworzyć oraz jakie są tego konsekwencje. Z tym że miliardy mrówek stale korelują jak tu sobie podnieść i zindywidualizować stan posiadania. Więc biurwa zaczęła zmieniać przepisy jeszcze szybciej, nawet wstecznie gdyby już uzyskana zmienność nie była wystarczająca i z tej zmienności dającej ryzyko rządzonym skalpować profity. Z tym że aparatura do tego jest taka jaka jest, a nie taka jaka się biurwie śni. Aparatem tym jest fiskalizm, legalizm i monetaryzm. Podpięty jest do tego aparat egzekucyjny, ale to już czysta formalność aby palić czarownice i odbierać im majątki.

Izmy, miecz oparty na izmach. Tępy w rezultacie jak młotek ponieważ te izmy to są po prostu syntetyczne religie. Religia to taki mechanizm, który musi wiązać (religare) zespół urojeń (wierzeń) i praktyk z tymi urojeniami związanymi oraz musi dokonywać ekspansji memetycznej (socjalizować nowe jednostki). O ile da się spamiętać 10 przykazań to spamiętać pół miliona aktów bezprawnych i się jeszcze do nich stosować, aby nie grzeszyć, nie sposób – nikt nie jest bez winy wobec biurwy. Religie narzucane przez biurwę narzucają odrealnione zachowania (rytualne) oparte na urojeniu (wierzeniu) w powszechną i nieograniczoną zdolność biurwy do ich dostrzegania, analizowania i egzekwowania.

Na przykład biurwa indukuje powszechną i silną wiarę w legalizm, w to że wszelkie działania muszą być w granicach tego ich niby “prawa”, a poza “prawem” nie ma życia. Często Czytelnicy są zdziwieni tym, że biurwa uznaje za agresję gdy się biurwie nie udziela odpowiedzi – o wtedy to dopiero szału dostają, podnoszą, że obowiązek nakłada ustawa (na przykład prowadzenia ksiąg firmy) – no może i nakłada, a jak ksiąg nie ma to jak wyegzekwujecie? Bo fakty są takie, że nie ma, nie było i nikt ich nie prowadził. Podnoszą więc na jakiej podstawie były sporządzane deklaracje, skoro nie w zgodzie z nieistniejącymi księgami – a brane z sufitu parametry jakie przechodziły w urzędzie pod radarem wykrycia. I stają wtedy przed własnym, legalistycznym problemem na jakiej podstawie mieliby stwierdzać, że ktoś ich oszukał na jakieś kwoty, a nie po prostu olał? Rezultaty są takie, że potrafią za zgubione miliony vaty wlepić dwieście euro mandatu i zamknąć sprawę. Czy poddajecie się rytuałom sporządzania donosów na samych siebie co macie, ile zarobiliście, ile czujecie się zobowiązani oddać haraczu? Czy jesteście religijnymi państwitami?

Kolejna indukcja polega na fiskalizmie – że niby każda czynność podlega opodatkowaniu, nie tylko więc ewidencjonowaniu i rozliczeniu w pśp, ale też oharaczowaniu. Agresywne opodatkowanie (bo to opodatkowanie jest agresywne, nie optymalizacja) zawiera urojenie, że komuś na coś oddawanie owoców pracy jest potrzebne, że bez tego niebo zawali nam się na głowy (średnia iq nam spadnie do 78 i przestaniemy wytwarzać chodniki, straż pożarną i uczyć dzieci). A ostatnia na wpajaniu w nas przekonania, że rozlicza się wszystko w przeróżnych pśp i w niczym innym, a barter czy kompensata pełna to barbarzyńskie relikty.

Zwróćcie uwagę że to wszystko odbywa się bez przemocy, mamy przestrzegać “prawa” bo to niby prawo, mamy płacić podatki, ponieważ (wielki kwantyfikator) wszyscy płacą, mamy rozliczać się w walucie, bo nic innego niby nie ma wartości. Dopiero w wyniku niestosowania się do wymyślonych przez biurwę rytuałów następuje rytualna (a jakże) egzekucja “należności”, która może w sobie zawierać jakąś tam aksamitną przemoc (bo przecież nie biją, rąk nie ucinają, oczu nie wyłupią). Takie to warstwy gęstego kisielu w jakim musimy pływać chcąc dokonywać jakichkolwiek operacji w ramach państwa. Faszyzm tego właśnie od nas wymaga abyśmy robili wszystko w ramach prawa, niczego poza prawem, niczego przeciwko prawu. Klops jeśli nie jesteśmy faszystami i nie dajemy wiary urojeniom, że bez tych rytuałów niebo zawali nam się na głowy. Otóż jedyne co nam się może zwalić na głowy to naprzykrzająca się biurwa.

Nie bez powodu to wszystko odbywa się bez przemocy, biurwie po prostu nie staje środków na to co robiły ich dziady zanim komusze rządy w Europie zaradziły na dobrą demografię, wykończyli zasilanie jakiego potrzebuje aparat opresji do bycia opresyjnym. Bo aparat nie składa się z mundurów, pałek i lochów. Represjonujący muszą mieć z represjonowania – z palenia czarownic czy innych wrogów ludu korzyści wynikające z przejęcia ich majątków, a tu niestety nie bardzo jest już co zabierać i nijak się tego nie da do gara włożyć.

Krzysztof Karoń od 1h:30m wyjaśnia, że aparatowi opresji brakło środków na stosowanie przemocy, znaczy nie ma aparatu terroru, który nas do czegokolwiek przymusi, ponieważ nasza niska produktywność nie wystarczyła na zapewnienie aparatowi środków.

Wokół jednak wyznawcy

Tak zwane lemingi to wyznawcy owych fałszywych bóstw, kultyści fałszywych religii, amatorzy pływania w kisielu. Potrzebują tak gęstego płynu, gdyż nie dają wiary, iż potrafiliby pływać w wodzie, a nawet chodzić swobodnie po ziemi, bo przecież jak to tak? Przyjmują na siebie grzech własnej niezaradności gdy 80% podejmowanych przez nich przedsięwzięć zawodzi w przeciągu dwóch lat od rozpoczęcia działalności. Za to nie zawodzi wykonywanie wielu zbędnych czynności rytualnych jakie tworzą kisiel. Bo skoro nie tworzą go żadne pały wymuszające na nas powolne ruchy, to otaczające nas bagno jest jedynie w naszych wyobrażeniach i w wyobrażeniach naszych kontrahentów, naszych niby przymusowych pośredników rozliczeniowych (banków). Powoli jednak coraz więcej ludzi to olewa (szara strefa), ponieważ muszą pływać, a w kisielu nie potrafią. To aż tak proste – wystarczy tego płaszcza (sprawozdań z własnej działalności) biurwie nie przekazywać, i co nam zrobią gdy nic już formalnie (zgodnie z ich religią) nie mamy?

Wielu przedsiębiorców gdy orientuje się, że nie dadzą rady pływać w kisielu i chcą jednak zamknąć oczy i przestać sobie ten kisiel wyobrażać trafiają na problem – roją im się jakieś kontrolujące ich działalność służby o nieskończonej mocy korelacyjnej. Te służby zdolne są w czasie rzeczywistym powiązać ich transakcje z wpływami na konta i podmiotami w różnych krajach – tak się przedsiębiorczym lemingom wydaje. Nie kalkulują jak wielkie nakłady trzeba by na zaistnienie takiej mocy łożyć i że ta planeta takich służb nie dźwignie nawet przy 200% podatkach. Co nie znaczy, że służby nie istnieją, owszem mają się dobrze. Grupy zamknięte się specjują, ze względu na rozróżnienie od innych grup uznawane są przez to za patologiczne. Dlatego we wszystkich służbach zawsze narasta patologia, dobro służby i powoli przestają one spełniać postawione im przez twórcę cele. A celem tym jakkolwiek ma być ochrona przed penetracją przestrzeni gospodarczej na jakiej pasożytuje dany korelator przed obcymi mieczami i widelcami. Jednak ze względu na koncepcję wysokich (75%) podatków lokalna tkanka gospodarcza nigdy nie jest w stanie uzyskać oczekiwanej przez biurwę wydajności (właściwej dla długoterminowej produkcji masowej) przy wymuszanej zmienności środowiska, w jakiej nawet doraźna produkcja eksperymentalna sobie nie poradzi z uzyskiwaniem rezultatów. Ponieważ lokalni sobie nie radzą, to sparaliżowano politycznie działanie tych służb mających chronić państwa i ich tkankę gospodarczą z nadzieją, że tkanka innego państwa zacznie żywić biurwę nienażartą. Pozwoliło to przenikać zarówno tkance gospodarczej (ale napotkała ona wszędzie tylko różne wersje smakowe kisielu) jak i samym korelatorom. A korelatory jak najbardziej chcą organizować tkankę wokół siebie.

Gdyby problemem były tylko widelce, co sobie chcą zorganizować własne biznesy i nieco powykorzystywać tubylców, to zapewne niezdemoralizowane służby zajmujące się ochroną kontrwywiadowczą gospodarki by sobie radziły, tak jak radziły sobie przez dekady reglamentując dostęp do pewnych towarów (pewnych materiałów produkcyjnych – dziś już sobie z tym nie radzą, dostęp do produktów chemicznych i organicznych). Jednak te służby zostały zdemoralizowane, a ponadto widelce (czasem będące mackami państw) są konieczne do funkcjonowania jakiejkolwiek gospodarki pod tak silnym obciążeniem nieróbstwem, gdzie wyklucza się całe populacje ze zdolności korelowania jakichkolwiek przedsięwzięć gospodarczych, pozbawiając dostępu do zdobycia kompetencji, rynków zbytu i dostępu do zaopatrzenia, windując obciążenia podatkowe na poziom, przy którym nie da się rozróżnić celowości podejmowanych działań od ich niepodejmowania. No i oprócz widelcy oraz z rzadka ładujących się jedno do drugiego z buciorami państw przejmujących huty, kopalnie, stocznie, przemysł ciężki pojawiło się coś jeszcze straszniejszego dla biurwich izmów. Inne izmy.


Polecam Pana Doktora Jana Przybyła i Pana Reportera Gadowskiego. Wydaje Wam się że to antysystemowcy mówiący z sensem, tymczasem są to ludzie jakkolwiek próbujący poskładać rozsypane puzzle, twierdzą, że chcą, żeby było tak jak było co nas w to jak jest zaprowadziło. Ja oczywiście bardzo lubię wypowiedzi obu panów i cenię sobie, z tym że chcę zwrócić uwagę na pewną życzeniowość (a może takie rzeczy panowie głoszą z grzeczności).

Otóż Pan Doktor Jan Przybył postuluje, iż przyjezdni powinni stosować się do praw tubylców, bo jak nie to won do siebie. Otóż koncepcja intruzji polega na tym właśnie, że przybywamy do obcych ludzi po to czego nam trzeba, a nie po to żebyśmy jak oni pozwalali sobie wjeżdżać i deklarować zapotrzebowanie. To jest właśnie myślenie życzeniowe, jakie bogobojni mnisi w 793 roku deklarowali w Lindisfarne. Tak właśnie przebiegają kontakty dwóch obcych tkanek zanim te będą mogły się przeniknąć zmianą korelatora, umiłowanego przywódcy, gdy Eryk Krwawy Topór został królem Nortumbrii.

Otóż deklarowana naiwność Pan Doktora jest nie w tym, że obcy powinni się stosować do jakiś tubylczych zwyczajów, ale w tym że obcych należy witać inaczej niż rozłupując im łby za samo pojawianie się w pobliżu naszego terytorium. Jest oczywistym, że obcy dokonując intruzji w cudzą tkankę gospodarczą wie, że jest zupełnie przytomnym zachowaniem korelatora tej tkanki jego wyparcie, więc konsekwentnie je co da się zjeść licząc tylko na przepędzenie jak Polacy z okazji Brexitu. Ponieważ jestem takim intruzem, to wiem jakimi kategoriami rachuję i na żadne miłosierdzie nie liczę, żadnego też nie okazuję. Możecie twierdzić, że jestem jakimś wyjątkowym oszołomem, ale ja nie po to tyram by cudze terytoria karmić jak na utrzymanie się na własnych brakło sił. Liczenie na to, że muzułmanie myślą inaczej jest godną pobożnych mnichów naiwnością.

I tu dochodzimy do postulatów Pana Gadowskiego, który to był łaskaw wyrazić opinię, że osoby namawiające do podważania porządku prawnego w Polsce (to nie o mnie, o muzułmanach mówił) powinny być ścigane, karane i tak dalej, uzasadniał to tym, iż porządek prawny państwa jest nadrzędny względem szariatu, a szariat sprzeczny z prawem polskim. No! W dekretach PKWN, sfałszowanym referendum ludowym i konstytutce Kwaśniewskiego Pan Dziennikarz Śledczy znalazł sobie prawo umiłowane – pogratulować. No każdy taki sobie bat wybiera, jaki mu do przymierza z częścią, z której wyrastają nogi pasuje, jak się Pan Gadowski chce okładać polskim “prawem” to kimże ja jestem aby suwerenowi zabraniać kiedy chcącemu nie dzieje się krzywda?

Z tym że ten sam Pan Gadowski jest łaskaw narzekać na polskie sądy nie szczędząc słów zgorszenia na to co się tam wyrabia. Widać to komusze “prawo” to jest naraz i złe i dobre. Teza, antyteza, dziennikarstwo.

I tutaj zbliżamy się do konkluzji.

W chrześcijaństwie (Biblii) czy innych religiach pojęcie państwa w ogóle nie istnieje. Człowiek wierzący żyje we wspólnocie bliźnich przestrzegając prawa danego przez Boga, nie ma innych źródeł prawa – Bóg nic o tym w świętej księdze nie wspominał. Nie ma czegoś takiego jak naród i państwo. Co za tym idzie nie ma takich konstrukcji do okradania jak wewnątrzwspólnotowa dostawa czegokolwiek na jakiejkolwiek stawce. Biblia jako bezwzględna konstytucja wszelkiego innego prawa odrzucanego w przypadku niezgodności ze Słowem Boga stanowiącego Prawo.

Uważam, że to przedziwne zjawisko, aby przytomni ludzie na raz byli wyznawcami Boga i jednocześnie oczekiwali przestrzegania czego innego niż Prawo przez tego Boga ustanowione. Nie żebym był jakimś ultrasem legalizmów czy konsekwentnego ich stosowania, ale uważam, że te deklaracje tych wybitnych ludzi są objawem tego jak nam biurwa namieszała w głowach. Jaki chaos w tym panuje i jakie dysonanse. Nie bez powodu w religiach nie ma nic o państwie, gdyż religie nie są organizowane w ramach państwa, w oparciu o nie i co najważniejsze – są rozdzielne względem państwa – można skryć się w kościele przed opresją państwa – to jest właśnie rozdział kościoła od państwa – pod Bożą opiekę można się oddać. No ale takie mamy obecnie religie, że co tam kościół może, lepiej oddać się pod opiekę hetmana co Lisowczykom krzywdy zrobić nie da. Tedy kto przytomny oddaje się pod opiekę hetmana Dukaczewskiego miłościwie nam kiejkutującego.


Konsekwencją tych zjawisk (starcia się religii i fałszywych religii biurwy) oprócz ludzi oczywiście skołowanych (wymieniłem wyżej), którzy pragną albo większej opresji (niech ktoś coś z tym zrobi, niech państwo pokaże, że ma siłę), albo fantazjują na temat jak to najeźdźca powinien się zachowywać względem najeżdżanego (pobożne życzenia) jest dramatyczna zapaść gospodarcza, w jakiej żyjemy. Spalanie mocy swobodnej na to pływanie w kisielu bardzo ogranicza nam głębokość wydobycia na jaką możemy penetrować Ziemię, lasy, głębiny i rynki. Jeśli próbowaliście penetrować rynek niemiecki to macie własne doświadczenia.

Jest pewna różnica pomiędzy penetrowaniem własnej tkanki gospodarczej, a obcej. Biurwa traktuje każdą tkankę jako obcą i każdą dewastuje, uznając to za normalność. Obcą się eksploatuje i przechodzi do porządku dziennego nad faktem, że tak zmacerowana obumrze. Jednak ze względu na wzajemną otwartość, jaka ma miejsce w naszych czasach, otwartość z bezsilności przeciążonych aparatów obronnych jest okazja, aby grasować mając okazję, być może wyjątkową w skali pokoleń, okazje by poprawić byt swój i kolejnych generacji swojego rodu tym co się hydrze wyrwie. Przewaga konkurencyjna, jaką zapewnia umiejętność ignorowania kisielu (ale pozwalając konsekwencjom w nim tonąć), w tych wyjątkowych czasach tak wielkiej przewagi środków napadu ekonomicznego nad kontrwywiadowczymi środkami ochrony infrastruktury gospodarczej jest, być może, jedyną okazją, aby się nachapać zanim zbyt wielu do konkurowania się wybudzi, a Niemcy podejmą próbę uszczelniania systemu podatkowego EU, zaostrzenia opresji, wprowadzenia represji i zamknięcia kontynentu odcinając nam formalnie dostęp do maszyn, narzędzi, surowców. Formalnie, bo wtedy będziemy już tak biedni, że i tak nikt nie będzie nam chciał za nasze pśp czegokolwiek sprzedać.

Nie było jednak innej drogi

Nie dało się inaczej tworzyć organizmów państwowych w wojnie na wyniszczenia, jaka trwa od XVII wieku. Państwa pozostające na starej mapie dystrybucji dóbr (droga lądowa tak stara, że kreśląca ludzkim genomem rozprzestrzenianie ludzi i towarów) zniknęły jako pierwsze. Potem zaostrzyły się systemy supresji obcych (wprowadzenie strzeżonych granic i paszportów). A to wszystko dlatego, że doszliśmy do takiego poziomu rozwoju intelektualnego, że zaczęliśmy wymyślać mechanizmy. Zaczęło się wcześniej i zmiany wchodziły jako nowinki, oczywiście najpierw do floty (tam do ustalenia pozycji zegar jest konieczny), potem do armii (zmiany w taktyce, nowa musztra, operowanie piechotą), upowszechniło się nowe paliwo (proch) i ludzie zaczęli pisać swoje chciejstwa maszynowo powielane na prasach drukarskich – otóż bardzo dużo chcieli, a najbardziej to zorganizować innym życie i wtedy wszystko na pewno dobrze zadziała.

Według dzisiejszych miar mierzy się dwie zasadnicze kompetencje intelektualne i wiele pobocznych. Mierzy, ponieważ to potrafimy sobie wyobrazić i powiedzmy, że “obiektywnie” zmierzyć porównując jednych do drugich. Te dwie kompetencje to operowanie wzorcami geometrycznymi i werbalnymi. Najczęściej kompetencje na tyle rozdzielne, że osoby wykazujące wysoką jedną cechę mają pod psem drugą, po pierwsze poprzez kompensowanie braków jednej drugą, po drugie przez praktyczną nieprzydatność i bezcelowość rozwijania obu cech na raz.

Można mierzyć jeszcze inne cechy – zdolności mnemotechniczne (nie błyszczymy), dopasowywanie wzorców akustycznych (nie mamy szans z czarnymi), inteligencje emocjonalną (nie mamy szans z samicami). Ale egzaminują zwyciężonych zwycięzcy, więc egzaminujemy tym czym zwyciężyliśmy. Czy to będzie potrzebne w dalszym rozwoju i czy dominujące to się okaże.

A wzorce dlatego, że tylko te potrafimy mierzyć, nie potrafimy mierzyć odpowiedzi na nieznane nam pytanie. Natomiast przetrwanie w nieznanym nam (a taki jest) świecie i poznawanie tego świata to właśnie odpowiadanie na pytania, których nie tylko nie znamy, ale nawet nie wiemy czy mają rzeczywiste odpowiedzi. Przyjmujemy więc pewne uproszczenia i założenia, ale nie wiemy czy rzeczywistość też będzie łaskawa je przyjąć gdy wprowadzimy pomysły w czyn.

Prawda – zgodność osądu z rzeczywistością.

Rzeczywistość weryfikuje czy pomysł był dobry czy nie dobry. Te dwie kompetencja z mierzeniem jakich tyle o ile sobie radzimy, to w uproszczeniu zdolności dopasowywania elementów i “gadane”. Elementy można dopasowywać sobie w samotności, a na mroźnych terenach północy zarówno w Europie jak i w Azji śmiertelność była (i jest – Finowie popełniają rekordowe ilości samobójstw). Jest w tamtych rejonach bardzo samotnie (byłem, wiem, można po kilka dni nie zobaczyć samochodu na horyzoncie). Tam na północy jak sobie poskładasz tak sobie przeżyjesz. Wszystkie badania wskazują, że populacje endemiczne dla tych okolic to świetnie dopasowujące do siebie elementy gbury. W garażu można coś sobie skonstruować i sprawdzić czy to działa. Ponieważ osoby operujące geometriami to najczęściej wzrokowcy, więc to co zobaczą i sobie umieszczą w wyobraźni, to potrafią już używać. Upraszczają struktury poprzez zamykanie je w już działające moduły i dające wynik z zadanego wsadu. Tak jest skonstruowany cały przemysł, przemysł powstał na północy, bo mieszkający na północy ludzie przeprowadzają łączenie kropek w takich właśnie kategoriach – wynikowych. Ich wynikiem było przeżycie. Ich kultury są jednolite nie dlatego, że im odgórnie ktoś nakazał, tylko oddolnie powielali wzorce, jakie działały, bo niedziałające się nie rozprzestrzeniały (memetyka).

Mamy jednak i tych drugich, tych co mają gadane. Jest tutaj nadreprezentacja jednego wybranego narodu, który jest wybrany swoim wybraństwem. Operowanie słowem, emocjami i cudzymi wyobrażeniami pozwala ustalić hierarchię społeczną dokładnie tak jak wśród szympansów – poprzez politykowanie. Ponieważ ktoś, kto przewyższa w tych kompetencjach plecenia bzdur innych o odchylenia standardowe ma możliwość zebrania wokół siebie innych, co odkryją interes w powtarzaniu tych bredni, to można wytworzyć istotną w grupie mniejszość dysponującą autorytetem retorycznym – zdolnością zakrzyczenia, zamilczenia lub rozemocjonowania za i przeciw całego tłumu indywiduów z neuronami lustrzanymi kopiującymi wzorce zachowań dominujące w widocznej, wybranej części stada, a patrzymy na tych co krzyczą głośno i zwracają uwagę. Dlatego istnieje koncepcja przywództwa, koncepcja normy i socjalizacji. Z tym że do internalizacji rezultatów tych zachowań trzeba mieć choć odrobinę zdolności do komunikacji, a tego gbury z północnych lasów nie mają.

Rezultat jest taki, że ludzie co mają gadane, i wydaje im się, że przemyślane, tworzą sobie wyobrażenia mechanizmów społecznych (bo innych sobie nie potrafią wyobrazić) i zakładają, że to zadziała tak jak sobie wyobrażali. Rzeczywistość weryfikuje milionami ofiar te ich pomysły, a odpowiedzią jest oczywiście “pomysł był dobry tylko ludzie k!”. To Ci ludzie potrafią tak otumanić innych, wybitnie inteligentnych przedstawicieli od kręcenia ozorem (bo kim jest doktor teologi czy dziennikarz śledczy? zmajstrował coś co fruwa? pływa? w ziemi ryje? drzewa sadzi?), że ci zaczynają nam nawijać na uszy makaron o tym, że tych od gadania to trzeba słuchać, a kto by nie słuchał to won (Pan Doktor), albo ścigać i karać (Pan Dziennikarz). Posłuchacie autorytetów? Czy te autorytety jakkolwiek dałoby się określić jako “nasze” nie zostały aby zaatakowane wirusami tych co mają gadane jeszcze lepiej od nich i teraz plotą od rzeczy?

Zwróćcie uwagę, że my tutaj komunikujemy się znakami, geometrią. Złożonymi, piętrowymi rozwiązaniami znaków. Definicją prawdy jest tu podział działa / nie działa, weryfikowany przez rzeczywistość. Wciskanie ciemnoty jest tu tyle ile da się wcisnąć tym naiwnym co przyjęli gadaninę i pływanie w kisielu tej gadaniny za normalność i rzeczywistość. Wśród Czytelników dominują informatycy i przedsiębiorcy. Nie mamy tu właściwie “prawników” czy ogólnie pojętych humanistów – oni nie komunikują się znakami, dla nich te teksty są za długie i zbyt złożone, woleliby prostszy przekaz na YT, dla nich przyswajalny. Z tym że gadanina jest nieprzyswajalna dla “ścisłych”, bo są przyzwyczajeni do łykania informacji w innym tempie, bez zbytniego ładunku emocjonalnego i najlepiej w postaci graficznej. Dwa coraz bardziej rozdzielne światy. Dwie rozdzielne cywilizacje na jednym terytorium, które się zderzają i na siebie wlezą. Co jakiś czas zresztą włażą gdy pod gąsienice mechanizmów trzeba nawijać rozwrzeszczany tłum na Tienanmen.

Atak gdakaczy na Tienanmen był wstępną próbą konfrontacji koczowników morskich (sea power) z ludem osiadłym. Sea power dlatego jest power, ponieważ kiedyś lud osiadły wtargnął w przestrzeń koczowników i ich wyparł kawałek po kawałku budując forty, faktorie, linie zaopatrzeniowe. I choć czasem dzicy napadali na pociągi, choć czasem palili forty, to dziś mieszkają w rezerwatach. Nie tak długo, to zajęło mniej niż 200 lat. Dziś lud osiadły tworzy forty w morzu, na szelfie wypierając sea power w pustkę deep water. Buduje sztuczny ląd, który już tam pozostanie. Z tych fortów doskonale widać koczowników i ich zautomatyzowanych zwiadowców, którym udaje się wydać alternatywne koordynaty i przepadają na terenach zajętych przez lud osiadły. USA to taki wielki rezerwat.

Problemem jest to, że większość ludzi komunikuje się werbalnie, i nie przeprowadza rozumowania głębszego ponad dające się wypowiedzieć zdanie, ponieważ dokładnie tak samo jak pozostawieni w północnych lasach ludzie z wyspecjalizowanymi pod wzorce geometryczne umysłami tworzą memy. Mem to jest taka instalacja, która akurat w danym wypadku zadziałała i jest przechowywana w wyobrażeniu, w umyśle, a w razie potrzeby zostanie zmodyfikowana. Mroźna północ po prostu zabijała ludzi, którym się wydawało, a którym jakiś autorytet nagadał bzdur. Na południu lemingi przeżyły i nawet uznały, że tak powinno być, że trzeba się słuchać starszych i mądrzejszych i pływać w wymyślonym przez nich kiślu. Jest tylko jeden wzór, jaki może gdakacz rozpoznać neuronami lustrzanymi pośród innych wzorów geometrycznych, bo ten zależy od jego przeżycia w stadzie innych gdakaczy – wyraz twarzy, coś z czym autystyczni programiści i bezduszni szefowie psychopaci nie mają w zestawie automatyki interpersonalnej. Uproszczony wyraz twarzy w postaci emotikona to coś, co zastępuje tym kretynom ciągi zdań przerywane emocjonalnym, soczystym urwał czy ujem, zresztą krótkim bo nie wiedzą, że z “ch” jest dłuższy, ale każdy o takim pisze jakiego ma. Wrażenia emocjonalne to coś, czego używają do komunikacji masowo piszcząc na spotkaniach, koncertach, śmiejąc się, a brodatych ludzi z północnych fabryk uważają za gbury, ogry i buraki. Bo mamy własne bagno, a na nim wszelkie udogodnienia, nawet nie wiedzą do czego, bo nie mają takich potrzeb.

Gdakacze mogą obiecać cokolwiek, wszystkich przegadać i wszystko zdezorganizować. Natomiast my możemy pokazać tylko to co działa, nikt od nas nie kupi przedmiotów, które nie spełniają swojej funkcji, a od gdakaczy kupią obietnice i izmy, których dysfunkcjonalność wychodzi po dłuższym czasie. Nie przegadamy ich, możemy co najwyżej ukręcać łeb hydrze od czasu do czasu albo zwalczać te szkodniki opryskami, szczepionkami, “lekarstwami” i zatrutą paszą. Powoli dopracowujemy metody bycia niewidzialnymi dla tych głupków, bo to są głupki. Nie czarujmy się – można im pokazać wykresy spadku liczby koni i wzrostu liczby samochodów robiąc kalkę, że z samochodami na prąd będzie tak samo. Gdzieś tam ginie to, czego nie widać w tym co widać. Sukces motoryzacji nie polegał na zamianie konia na samochód, tylko na zamianie konia, co żarł to, co my, na silnik spalinowy, który żarł to, czego my zeżreć nie umiemy. Silnik odniósł sukces z powodu wysokich kosztów produkcji paliwa dla koni, bo konkurowały one o żywność z ludźmi. Silniki spalinowe z niczym dziś nie konkurują a koszty produkcji są tak niskie, że aż śmieszne na poziomie sześciu centów za litr ropy. 5 euro na naszej pompie to koszt utrzymania nierobów – gdakaczy, bo transport tylko podwaja bądź potraja tę cenę sześciu centów. Na prąd też nałożą podatki jak już się durna gawiedź przesiądzie na elektryki. Tymczasem my sobie zostawmy ciszę i pieniądze, one ją jakoś lubią.

Otóż ponad wszelką wątpliwość, mimo naszych wyobrażeń dowiedliśmy, że eteru nie ma. Kisiel też można zignorować, a można dlatego, że dzięki genialnym pomysłom tych co mają gadane demografia padła nam do tego poziomu, że nie ma tych gdakaczy kto słuchać i pałami reszty zmuszać do posłuchu. Być może się powszechnie lemingom wydaje, że powinno być inaczej, ale to co im się wydaje w konfrontacji z rzeczywistością wychodzi jak wychodzi – nabudowali dróg donikąd, włażą nieprzytomni pod samochody sterowani smyrfonami i nie potrafią nic wyprodukować, za co ktokolwiek bez stosowania przymusu chciałby im zapłacić. Pan Doktor Sławomir Mentzen twierdzi, że na starość demokratycznie nas przegłosują (no ja jestem starszy, to się Pan Doktor pierwszy przekona czy ma rację) i każą sobie płacić haracz. No! Zobaczymy czy starcy będą mieli tyle pał żeby nas zmusić do pracy za bezdurno, bo jak widzę dzietność, to to będzie wołanie demokraty w mniejszości względem pustki, jaka pozostanie po ich genialnych pomysłach, pustkę być może wypełnią jacyś przybysze, ale oni będą głusi na te postulaty.

Gdakacze zawsze nas przegdakają, mają od tego formalnych gdakaczy (prawników) i formalnych oceniaczy gdakania (sędziów). Dlatego warto organizować się według kompetencji abstrakcyjnych (kapitał) i umiejętności praktycznych (wdrożonych rozwiązań), a nie tego jak kto potrafi przekonać motłoch do zakrzyczenia nas, że jesteśmy rozproszoną, nieskonsolidowaną mniejszością i dlatego mamy na ich kolektyw zasuwać i dawać nasze maszyny, narzędzia i urządzenia. Nie należy jednak ani ich oderwanych od rzeczywistości zasad (praw) ani ich samych traktować nazbyt poważnie, są takim samym dopustem bożym jak myszy w spichlerzu, ot żebyśmy się nie nudzili wymyślając na nich coraz to bardziej zaawansowane środki wypierania myszy ze spichlerza, do którego to my dostarczamy ziarno dla nas samych, a nie dla kolektywów. W spichlerzach, których nie widać, gdakacze mają problemy z wyróżnianiem zakamuflowanej geometrii z otoczenia, rozszabrują tylko to, co widać.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • uberbot

    „Kopalnie w Europie też są zamykane, nie dlatego żeby złoża się wyczerpywały, bo coś tam jeszcze wykopać można, tylko dlatego, że taniej jest dowieźć z kopalni odkrywkowej z drugiego końca świata niż ryć na takich głębokościach jak w głębinowych kopalniach na starym kontynencie, szczególnie jeśli trzeba się przeryć przez pokłady podczepionych firemek, biurwy i przepisów.”

    Pisałeś kiedyś, że przywrócenie łańcuchów dostaw zajmie około pół roku, jeśli dobrze zrozumiałem. Ile wg Ciebie zajmie zatem odpalenie produkcji np. takiej wygaszonej kopalni węgla, np. w Polsce, tak żeby zaspokoić podstawowe potrzeby produkcji energii?

    Uważasz, że w takim momencie poza odbudową lokalnej produkcji węgla dojdzie do zredukowania biurwy albo zaciągnięcia jej do kopalni?

    „Jest oczywistym, że obcy dokonując intruzji w cudzą tkankę gospodarczą wie, że jest zupełnie przytomnym zachowaniem korelatora tej tkanki jego wyparcie, więc konsekwentnie je co da się zjeść licząc tylko na przepędzenie jak Polacy z okazji Brexitu.”

    Ehhmmm…. Kto będzie wyrzucał Polaków z UK. Po pierwsze nikt, bo kto tak dobrze zapracuje na emerytury i haracze. No nikt. I nikt ich nie zje. Jak masz idealnego niewolnika to go zostawiasz. Niech pracuje… Chyba że czegoś nie zrozumiałem. I Brytole wyrzucą/zjedzą Polaków po czym sami umrą z głodu. To tak może być.

    Ahh i na koniec takie zapytanie.

    Czy jest różnica w traktowaniu gdzieś (np. na granicy) między brodaczem a liściem, ze względu na brak nominału na brodatym?

    • @uberbot:disqus Zmoderowałem Twoją wypowiedź. Jeśli chcesz zapytać o coś, co jest poza tematem wpisu, utwórz proszę konto na forum.zarobmy.se

    • 3r3

      W przypadku rozpadu łańcucha zaopatrzenia przede wszystkim padnie zaopatrzenie w silę, padnie projekcja obcej siły. Będą wpływy lokalne na odległość dostawy czyli Soviet i Prusacy. To natychmiast przeorganizuje całą biurwę pod potrzeby strategicznych partnerów.
      W takiej sytuacji zostaniemy natychmiast ograbieni ze wszelkich zasobów jakie tylko da się wyrwać u nas, ponieważ strategiczni partnerzy odniosą wielkie korzyści z takiej współpracy, a nie będzie na nich żadnego bata zdolnego przypomnieć im skąd wyrastają nogi.
      Rzuć okiem na mapę – ile będzie trwać natarcie z Niemiec na Lubin?

      Polaków z UK wypędzi starość, ponieważ są tam po to aby pracować, a nie po to aby pobierać emerytury.

      Na razie nie spotkałem się z różnym traktowaniem bulionu, choć najmodniejsze i najbardziej w cenie są carskie świnki – są najbardziej rozpoznawalne. Po nich suwereny, peso, franki z krajów różnych, i dopiero te nowoczesne uncjówki.

      • av

        Tylko gdzie ich zapędzi?! W Polsce też starców nie będą witać z otwartymi ramionami. Polacy w stanach również mieli wielkie marzenia o powrocie na starość do Polski. Nawet domy pobudowali, które dzisiaj niedokończone się rozsypują. W UK też są wielkie oczekiwania na dostatnie życie na emeryturze, a skończą jako pewnie wegetujący na obrzeżach Londynu.

        • 3r3

          W dowolnym kierunku naprzód się popędzi. To wyspa więc każdy kierunek jest dobry, a z klifu najlepszy.
          Koncepcja że będzie jakaś Polska żeby do niej wracać jest dość naiwna, wszak to od współjęzycznych uciekaliśmy tak nam z nimi dobrze było.

          • Medyk Helwecki

            Dlatego tez z punktu widzenia takiego UK czy DE wazny jest brak integracji i asymilacji a tworzenie gett. Bardzo dobrze jesli sa to getta bialych proli pelne gamm i ewentualnie epsilonow – nikt z lokalnych nie bedzie sie sekundy zastanawial jak sie ich usunie.

    • MaRogi

      ‘Czy jest różnica w traktowaniu gdzieś (np. na granicy) między brodaczem a liściem, ze względu na brak nominału na brodatym?’

      Z autopsji powiem ci, że mam zwyczaj na wakacje do ciepłych krajów zabierać zestaw do pokera, bo gramy wieczorami. Sytuacja się odbywa na lotnisku, zestaw to skrzynka aluminiowa z żetonami, kilka talii kart, jakieś pierdoły. Skrzyneczka na taśmie wjeżdża do himana i zawsze jest to samo pytanie – czy przewozi Pan monety. Oni w telewizorze widzą skrzynkę z krążkami. Zawsze otwieram i mówię, że jestem zawodowym pokerzystą (nie jestem) i to moje narzędzia. Kilka razy pomiędzy żetonami były srebrne i złote monety (liście). O to nie spytali, tylko chcieli zajrzeć co jest w środku. Odpowiadając na twoje pytanie, taka jest różnica.

      • 3r3

        W czasach kiedy jeszcze latałem samolotami nawet się głupio nie pytali o brzytwę, może nie wiedzieli do czego to, bo to takie polskie wojsko co się jeszcze nie goliło.
        Nie wiem czy to istotne z jakiego materiału są żetony do gry.

  • Paradoks

    Wydaje mi się, że już kiedyś poruszaliśmy ten temat świadomości, ale znów mi to nie daje spokoju, na ile Twoim zdaniem ten cały kisiel to jest system autopoietyczny, którego poszczególne elementy działają głównie na zasadzie amebich tropizmów i dopiero z sumy tych działań jest to, co jest, a na ile on jest przez kogoś konkretnego aktywnie kontrolowany, wspierany, rozwijany i organizowany?

    “Nie mamy tu właściwie ogólnie pojętych humanistów (…)” – no formalistycznie rzecz ujmując, to macie. Chyba, że posłużyłeś się tą nową, modną definicja “humanistyki”, która sprowadza się do dumnej pogardy dla logiki formalnej czy brak wstydu w deklarowaniu braku umiejętności liczenia do dziesięciu.

    • 3r3

      Humanistów w rozumieniu ludzi, którzy są przekonani że nad logiką można się dogadać, że wystarczy wszystkich przegadać.

      To ciekawa koncepcja aby biurwa była autopoietyczna, bo zgaduję że odnosisz się do koncepcji prawa jako takiego tworu regulującego istnienie biurwy i jej zachowania przynajmniej w jakimś zakresie. To bardzo ciekawe.
      Mam pewną koncepcję na ten temat, podejrzewam że nasza liczebność nas po prostu przerosła. Nasz intelekt nie tylko nie jest wyjątkowy, ale nawet nie jest szczególnie rozwinięty (szczególnie ten humanistyczny od składni i przekazu) i mamy lepszych od nas. Ale syntetycznego przekształcania środowiska i 1,006 (narzędzi do wytwarzania narzędzi) nie ogarnął nikt inny, nawet z bardziej rozwiniętą od naszej neocortex i isocortex.
      W tekście UstRój zwracałem uwagę na nasze ograniczenia liczby osobników jakie jesteśmy w stanie hierarchizować i że są organizmy co potrafią tworzyć społeczności większe.

      Cywilizacja techniczna pozwoliła nam na wzniesienie się ponad te 200-250k osobników, ale nie jesteśmy sami. I wiemy że przy naszej biologii nie ogarniemy się w tyle miliardów, nie mamy żadnych, absolutnie jakichkolwiek przystosowań do korelowania działań w takich liczebnościach, nie potrafimy budować tak piętrowych struktur, nie umiemy ujednolicać stanowisk. Albo czeka nas jakieś rozwiązanie chemiczne, albo trzeba będzie poobcinać struktury. Albo jedno w powiązaniu drugim na tyle na ile się da uzupełnić obie metody. Bo wiemy że przy naszym modelu gromadności limes uorganizowania jest poniżej poziomu Islandii.

      • Paradoks

        Jeżeli prawo samo w sobie się wyemancypowało i w zasadzie nie służy już niczemu innemu, poza samoreplikacją przepisów pod okiem ssących z tego profity szamanów, przecież za tym już nie stoi żadna spójna idea czy wartość, która niby tam w przeszłości przyświecała temu burdelowi. Gdzieniegdzie jeszcze jakieś pozory są widoczne, ale w takim USA gdzie zakładają się o miliony, który debil poparzony czymś gorącym ma droższą papugę, albo robią “deale” i się targują o wymiar kary, gdzie nikogo nie obchodzą w zasadzie jakiekolwiek fakty, tylko recepcja wystąpienia publicznego i to jakie kto robi wrażenie, to już nawet pozorów żadnych nie trzyma, że to jakaś tam sprawiedliwość, uczciwość, wartości społeczne, czy inne takie. Jeżeli system prawny może, to szerzej cała biurwa niby nie może? Przecież nawet średnio bystry człowiek – tylko od czasu do czasu, ale jednak – konstatuje, że mnóstwo biurwich działań niczemu nie służy i nie ma sensu, a kosztuje. I wśród biurwy się zdarza przecież olśnienie (sam biurwię w korpo, trochę tych ludzi wokół MA nieznośną świadomość, że to JEST BEZ SENSU). Ale i tak się tańczy, jak grają, bo każdy mały trybik kieruje się własnymi biologicznymi tropizmami. Wk*rwia to, ale do miski by się chciało coś włożyć. Niesamowita jest ewolucja tego systemu i psychologia, która za tym stoi.

        Mi jeszcze tylko do szczęścia brakuje zastąpienia sędziów i “prawodawców” jakąś rozproszoną AI i wtedy dopiero będzie ewolucja prawa, że hej. “Obywatel ma być szczęśliwy, nieszczęśliwy obywatel nadaje się tylko na osłonę reaktora”. Może ona już jest, tylko jest sprytna i wie co się stanie, jak się hominidy zorientują, więc się dobrze kamufluje? 😉

        “Cywilizacja techniczna pozwoliła nam na wzniesienie się ponad te 200-250k osobników, ale nie jesteśmy sami.”
        Ale co to znaczy właściwie “nam” w tym kontekście? A to nie jest tak, że jednak nie ma żadnych “nas” tak naprawdę i te grupy, które się liczą, to co najwyżej do limitu mocy obliczeniowej naszej psychiki, a reszta to jest raczej już taki bardziej abstrakt?

        • 3r3

          Nam – hominidom. Nie jesteśmy na tej planecie jedynym gatunkiem gromadnym ssaków zdolnym do mowy syntaktycznej w grupach wędrownych.
          Ogarniać musimy tylu ilu nas jest bo wyboru nie mamy, natomiast w praktyce ogarnięcie znajomości z 60 dorosłymi samcami to jest dla nas szczyt możliwości i takie mamy struktury w najlepszym wypadku (za miesiąc tekst o tej hierarchii się pojawi 20 Paź, 09:00 Fiskalne Środki Bojowe). Żaden inny gatunek nie ogarnął jak sobie zapewnić ponad ten wędrowny tryb w gromadach papu żeby się mnożyć i zagęścić bytowanie.

          Co nie znaczy że nam to na zdrowie wychodzi, ale niektórzy z nas skonstruowali przestrzeń wymiany wiedzy i doświadczeń w jakimś zakresie, a korzystają z niej wszyscy (no prawie). Zewnętrzny bank danych, opinii, proteza mnemotechniki i coraz częściej system ekspercki pozwalający posiłkować własne szlaki pamięciowe i korelacyjne.

          Ta naiwność że jakaś AI będzie korelować nam lepiej niż my sami, i że ona będzie w sposób racjonalny (po naszemu) inteligentna to jest fantastyka i to taka, że głowa boli. To są marzenia, sny. Mamy tuż obok lepsze korelatory od naszych – na nic ich niezwykły intelekt, nawet nie wiemy czy sobie z nas żartów nie robią bo ich po prostu nie rozumiemy i wiemy że nasza składnia jest w porównaniu do ichniej jak nasza do szympansa czy lodofoki. Fokom już zorganizowaliśmy życie, a ostatnie szympansy trzymamy w rezerwatach. Tymczasem Ci bystrzejsi od nas wcale nas nie porywają i nie kroją, bawią się z nami.
          Najwidoczniej nie sam cerebral cortex jest istotny. I właściwie nie wiemy co.

          Po czymś rozpoznajecie że dokonujecie działań bezsensownych, ale zapewne też inne, sensowne zawiodły. Wszak wyplata Was zadowala? Jeszcze zadowala bo w sklepach coś można za nią kupić?
          Czyli macie jakiś system oceny sensowności własnych działań, celowości. Emocjonalny? Logiczny? Abstrakcyjny (kapitałowy?)? Religijny?
          No jakoś doszliście do wniosku że to co robicie kwalifikuje do kaftana i miękkich ścian – czym się kierowaliście w tej ocenie?
          przecież ktoś Wam płaci – też jest nieprzytomny? Utonął w kisielu? Może ten kisiel Wami produkuje?

          • Paradoks

            No wiesz. Moja uczciwość kończy się na komentarzu do bezpośredniego przełożonego, że coś jest czynnością bezsensowną z punktu widzenia firmy, bo można to zrobić inaczej: szybciej, lepiej, taniej (a najczęściej w ogóle, bo TO K*A JEST BEZ SENSU). W korpo to i tak dużo i ich już przyzwyczaiłem, że taki jestem ekscentryczny, że mam jakieś opinie, więc to nawet nie jest niebezpieczne. A że ktoś albo nie rozumie tego komentarza, albo ma w tyle, czy coś przynosi firmie profit, czy koszty, ale chce mieć święty spokój i wdrażać rozwiązania przesłane przez niedoinformowanego tłuka z wyższego szczebla, to kim ja jestem, żeby się sprzeciwiać? Ostatecznie, skoro mi płacą od godziny i ryczałtem, bez względu na zyski i oszczędności, to po cholerę ja mam krzesać jakąś dodatkową moc, jak mogę w zamian poczytać coś tutaj? Przy ostatnim projekcie na odwal się dało się zrobić coś, co zaoszczędziło na wewnątrzfirmowym biurwieniu kilkaset tysięcy (naturalnie mówimy tu o korpobudżetach, a nie realnych wycenach czegokolwiek, mind you) i co z tego, ktoś to docenił? Tu motywacja była zupełnie inna, tak mi było lżej… 😉

            Czyli to jest wszystkiego po trochu – i system abstrakcyjny, i logiczny, tylko, że tak jak to jest zbudowane, to sam widzisz – mój zysk nie jest skorelowany z zyskiem firmy nijak. Może i w jakimś sensie ogólnym religijny, jeżeli przyjąć, że w wiara w sensowne postępowanie i bycie jakoś tak po ludzku w porządku, jako wartość sama w sobie jest religią.
            Najciężej z systemem emocjonalnym, bo to jednak na dłuższą metę zabija mózg, serce i duszę, ale z drugiej strony dla mnie alternatywą jest robienie gdzie indziej sporo więcej za trochę mniej, albo tyle samo, za dużo mniej – i prawdopodobnie w identycznie (albo bardziej) frustrującym otoczeniu. Trochę pułapka. Dlatego szukam jak ten szczur wyjścia z labiryntu; i jakiejś inspiracji, między innymi tutaj.

            Czy pracodawca jest przytomny? Nie, moim zdaniem nie bardzo. To znaczy, przy takiej wielopoziomowej, wielkiej wzdłuż i wszerz strukturze, ci zarządzający nie kumają niczego, czego nie mają w bezpośrednim zasięgu wzroku (a i z tym to czasem ciężko). Ale i tak chcą koniecznie decydować. To decydują, decydują głupoty, potem te głupoty idą w dół przez legiony bezmyślnych dronów, a tylko czasem trafią na jakiegoś freaka, co się uprze i coś tam będzie chciał skomentować. Przy czym żeby to było skuteczne, to musi mu się akurat strasznie nudzić albo akurat musi mieć chęć na wyzwanie dla samego wyzwania, bo opór materii jest przecież miażdżący, a nagrody za sukces niezbyt atrakcyjne. Zwykle się nie chce. To jest chyba właśnie te 90% mocy zużywanej na korelacje i błędne alokacje w praktyce, w dużej strukturze.

            Ja bym na przykład czerpał satysfakcję z rozmawiania z małolatami o polskiej (i nie tylko) literaturze, ale już praktyki na studiach i świadomość jak to bagno szkolne wygląda organizacyjnie plus oczekiwane zarobki mnie wyleczyły z tej formy satysfakcjonującego zajęcia.

            Z tym AI to mam nadzieję, że nie zrozumiałeś, że ja wyrażam jakieś nadzieje, bo to raczej scenariusz na horror był. 😉

            • 3r3

              @Paradoks
              Ty chociaż komentujesz szefowi, ja klientowi nie mówię że coś zamówił bez sensu tylko za ten bezsens doliczam do rachunku. Dlatego mi płacą bo sami nie wiedzą jak zrobić, a jak mi mówią jak mam zrobić to płacą ekstra. Ja i tak wiem swoje.

              System emocjonalny jakiego potrzebujesz wymaga od Ciebie współpracy przez całe życie (max 30 lat) w grupie około 160 osobników. Do tego jesteś przystosowany. Być może jako szaman lub wódz skorelujesz jakąś politykę pomiędzy szczepami plemienia, ale dla wszystkich innych to będzie odbierane jako wielki bezsens.
              Dyscyplina w formacji mundurowej polega właśnie na tym, że wpojona przez kaprala łaska wiary zapewnia bardzo głębokie przekonanie w to, że dowódca coś przemyślał (pomijamy że przemyślał 130% straty pierwszego rzutu i ten pierwszy rzut to oczywiście my), a drugi rzut to weterani pilnujący żebyśmy nie dezerterowali, oni już takiej łaski wiary nie mają, ale ich dobrze sita historii przesiały.

              Z tego labiryntu jest tylko jedno wyjście, zazwyczaj związane z ceremonią pogrzebową zainteresowanego wyjściem.

              “To znaczy, przy takiej wielopoziomowej, wielkiej wzdłuż i wszerz strukturze, ci zarządzający nie kumają niczego, czego nie mają w bezpośrednim zasięgu wzroku (a i z tym to czasem ciężko). Ale i tak chcą koniecznie decydować. ”

              I do tego są przekonani że w ogóle czymś sterują. Ja z doświadczenia wiem, że firmę można puścić na żywioł i rezultaty będą takie same jak przy pełnej spinie ze sterowaniem. Szkoda na to czasu, jest tylko jedno istotne zadanie szefa – wyciskać słupki w postaci papieru. Czy co tam akurat da się wytarmosić na biurku.

              “To jest chyba właśnie te 90% mocy zużywanej na korelacje i błędne alokacje w praktyce, w dużej strukturze.”

              Pomyśl jak zawalone mielibyśmy półki towarem, gdyby ludzie pracowali samodzielnie bez tej organizacji, i że zapewne pracowalibyśmy już po kilka godzin w tygodniu, a nie po 40.
              Podejrzewam nie śmiało, że ludzie wcale nie pchaliby techniki na przód, dużo by pili, ćpali, imprezowali, ale też pisali wiersze, malowali obrazy, czytali książki.
              I może znaleźliby czas na demografię.

              “Z tym AI to mam nadzieję, że nie zrozumiałeś, że ja wyrażam jakieś nadzieje, bo to raczej scenariusz na horror był. ;)”

              Zrozumiałem że wyrażasz nadzieję na horror, ale zapewniam Cię, że nie potrafimy stworzyć osobliwości jaką jest osobowość inaczej niż tradycyjnym pan z panią. Wiemy że osobowość i indywidualność to przystosowanie, u nas jest ona częściowo rozmyta (mamy pojęcia my, oni), nie wiemy czy inni inteligentni takie mają, ale podejrzewamy że mają, z tym że nasze podejrzewanie nie jest przystosowane do myślenia o tym o czym oni myślą.

        • Eltor

          Ciekawe mogłoby być wprowadzenie takiej potężnej AI, bo bardzo być może, że szybciutko doprowadziłaby do jednego ze skrajnych położeń.
          W chwili obecnej algorytm zapisany w “prawie” jest pełen błędów i sprzeczności. Gdyby go wrzucić w maszynę do wykonywania takiego algorytmu, to cały system przestałby działać, a teraz działa tylko dlatego, że miejscami nie działa, albo nie działa prawidłowo (tzw. czynnik ludzki).
          No, to taka AI mogłaby albo to zoptymalizować do takiego stopnia, że jednak system zacząłby działać 100% poprawnie (i wtedy to już tylko uciekać, bo najszczęśliwszy obywatel otrzymywałby tylko 7 mandatów dziennie za różne przewiny, a najbardziej pechowy trafiłby do lochu po godzinie), albo zszedłby ze skutecznością do 0% i efektywnie przestałby istnieć.

          • Paradoks

            Pomysł zaczerpnięty z RPG “Paranoia”, wzorowanej oczywiście na długim szeregu cudownych dystopijnych powieści. https://en.wikipedia.org/wiki/Paranoia_(role-playing_game)

            Najfajniejszym konceptem było oczywiście to, że Computer, wbrew powszechnej opinii, wcale nie jest autonomiczny, tylko najwyższa kasta ultrafioletowa może modyfikować jego program. I tu wracamy do początkowego pytania, czy ten debilny system biurwowy to tak działa sam z siebie, czy ktoś go jednak tworzy i kontroluje z konkretnym zamysłem, czy może trochę to żywioł, a trochę da się na niego wpływać i świadomie wykorzystywać (co wydaje mi się najbardziej prawdopodobne).

            • 3r3

              Pardoks-6, nie posiadasz czerwonych uprawnień na [zastrzeżone ze względów bezpieczeństwa], zatrzymaj się tu gdzie jesteś i oczekuj na [zastrzeżone ze względów bezpieczeństwa] w celu [zastrzeżone ze względów bezpieczeństwa].

            • Adam Pawlicki

              To 3r3 tak się ocenzurowałeś czy to jakiś nowy wynalazek?

            • 3r3

              @rpis postanowił że zrobi tu 13 grudnia, bo to ważne dla poziomu i takich tam rzeczy co ja się na nich zupełnie nie rozumiem. Bo jak nie będzie moderował to zrobi się tu onet i wrócą komuniści. I u bmena to samo, na IT21 nie dość że mi posta zmoderowali z pytań do IT21 to jeszcze powiesili portret zigiego i kawa się popsuła.
              Mamy forum tutaj:
              https://forum.zarobmy.se/
              I tutaj możemy sobie pisać na jakikolwiek temat chcemy.

              Ja to nawet trochę rozumiem, bo tu się zaczęło robić forum gerontów dyskutujących o lekach, gdzie kogo boli i w ogóle jak w poczekalni.
              Własnego zdania na temat moderowania nie posiadam, nie zastanawia mnie ta kwestia. Dobrze było tak jak było, no ale skoro trzeba wszystko pozmieniać to niech się zmienia.

            • Bodek

              @3r3:disqus
              Obiecanki cacanki a głupiemu staje. Obiecałeś, że będę mógł kasztany wklejać a tu widzę, że czekam na moderację

            • 3r3

              Forum mamy:
              https://forum.zarobmy.se/

              Tam możesz pisać co chcesz.

            • Bodek

              A muszę się zsocjalizować, czy na pałę mogę?

            • 3r3

              Podaj tam tego samego maila co tutaj i do przodu. Tutaj @rpis dopuszcza tylko na temat, a tam możesz pisać co Ci się podoba.

          • 3r3

            @Eltor
            Skąd wiesz o czym będzie móżdżyć AI?
            Mamy dostępne mózgi potężniejsze od naszych operujące niewyobrażalnie bogatą składnią, dla nas tak abstrakcyjną jak nasza dla szympansów i fok. I nic nam te mózgi nie korelują. Mają swoje własne sprawy i sobie spokojnie żyją, nawet nie wiemy czy mają nas w poważaniu.

            To co nazywasz logiką i sprzecznościami to tylko nam się wydaje że takie jest w prawie. Aby jakiś umysł optymalizował coś to musi mu się chcieć, musi mieć do tego motywacje, musi od tego zależeć jego przetrwanie i musi się to powtórzyć w wielkim mnóstwie cykli przetrwał/wyginął.
            Nie podejrzewasz że naszego “prawa” nie da się zoptymalizować?
            Prawo trzeba w całości odrzucić, to fałszywa religia, a jej kapłanów i wyznawców na mierzwę przeznaczyć.

            • Winsent

              “Mamy dostępne mózgi potężniejsze od naszych operujące niewyobrażalnie bogatą składnią, dla nas tak abstrakcyjną jak nasza dla szympansów i fok. I nic nam te mózgi nie korelują. Mają swoje własne sprawy i sobie spokojnie żyją, nawet nie wiemy czy mają nas w poważaniu.” O czyich mózgach mówisz? Sugerujesz że jesteśmy w posiadaniu jeńców z kosmosu?

            • 3r3

              https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_animals_by_number_of_neurons

              Neurons in the cerebral cortex.

              Grindwale rządzą. I wcale nas nie porywają w oceany aby robić na nas badania jak my na małpach.

            • Maksior

              Wydaje mi sie mimo wszystko, ze istotny jest stosunek liczby neuronow do ogolnej liczby komorek organizmu – cos to cielsko musi w koncu korelowac. IQ takich delfinow oceniiane jest na ok 70-80, z tym ze one z przyczyn oczywistych nie mogly stworzyc cywilizacji technicznej.

            • 3r3

              No to wg tego schematu nie błyszczymy:
              https://en.wikipedia.org/wiki/Brain-to-body_mass_ratio

              Istotna jest też motywacja hormonalna, zarządzanie dopaminą choćby w takim mózgu. Co z tego że homo leming ma podobną głowę jak homo Sapiens, skoro ten pierwszy koncentruje się na rozbłyskach szpiegofonu, a ten drugi węszy jak odebrać moc z kieratu napędzanego przez homo leminga?

            • Maksior

              Nie siedze jeszcze na tyle gleboko w neurobiologii, zeby moc stwierdzic, czy waga mozgu przeklada sie na liczbe neuronow (bo np. tzw. istota biala u czlowieka sklada sie glownie z dendrytow, a do masy mozgu sie zalicza). Decydujaca w dzialaniu CUN wydaje mi sie ilosc wezlow, topologia polaczen i to, jakie zadania stoja przed poszczegolnymi podsieciami. Z ukladem hormonalnym masz racje – nie widzialem do tej pory prob uwzglednienia jego dzialania w algorytmach uczacych.
              Duzy problem widze w tym, ze sensownie da sie symulowac sieci do kilku tysiecy neuronow, podczas gdy w systemie nerwowym glupiej muszki owocowej jest 10^5…

            • 3r3

              https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_animals_by_number_of_neurons

              Masz tam wyszczególnione jedyne interesujące na neurony (cerebral cortex). Nie błyszczymy, a mimo to jako jedyni wytworzyliśmy cywilizację techniczną, mimo uboższej składni, słabszej organizacji społecznej, trudności komunikacyjnych, właściwie nie błyszczymy pod żadnym względem nad innymi organizmami i we wszystkim znajdzie się lepszy oprócz środków technicznych pozwalających rozszerzyć habitat poza planetę. Tego nikt inny nie potrafi (pajęczaki potrafią polecieć poza atmosferę na bąblach gazu, ale co dalej z nimi to nie wiadomo, nikt jeszcze tego nie badał – to raczej nie jest skoordynowana akcja przesiedleńcza).

              W algorytmach uczących mobilizacja hormonalna jest symulowana przynajmniej w kwestii usypiania sieci i renormalizacji wag. Ale to dalej nie są takie liczby jakie ma grindwal. Potrafimy badać obce języki syntaktyczne, potrafimy je tworzyć, potrafimy nawet tworzyć składnie. To co odwalają grindwale jest niepojęte, to są składnie o takiej liczbie wektorów że nawet nie mamy koncepcji jak się takimi przekazami operuje. A one mają całą aktywność władowaną w budowanie wspólnoty, tworzenie więzi społecznych i dyskusje. Żyje ich sobie ze ćwierć miliona w porywach od bardzo dawna i sobie dyskutują z kolejnymi pokoleniami, i się integrują, coś sobie opowiadają.
              Pomyśl co my sobie opowiadamy, nasze historie o wydarzeniach, o bohaterach, wspominki z ostatnich kilku tysięcy lat i to jest nasze główne zajęcie (mnemotechnika memetyki więzi społecznych), a one mają na to dwa i pół raza więcej zasobów, a żyją w takich samych grupach wędrownych jak my pierwotnie.

              I my ich w ogóle nie rozumiemy. Nie rozumiemy też pisma węzełkowego kipu. A wystartowaliśmy z SETI. Mamy różne hobby.

            • Maksior

              Trudno mi sie na ten temat wypowiadac, z tym ze jesli one zywia sie planktonem, to “Iliady” ani “Odysei” tam sie raczej nie doszukamy…

            • 3r3

              Przecież to drapieżniki aktywnie polujące na ośmiornice i kalmary.

            • MaRogi

              ‘Rzuć okiem choćby na tutejsze tematy i składnię. Dla wielu ludzi już wielokrotnie złożone zadania są łamigłówkami, a dla wielu są po prostu nie do przebycia.

              A to nie jest ostatnie słowo.’

              To jest poważny problem w życiu codziennym.

              Byłem ostatnio na takim spędzie dla startupów co tam mieli nagrody dać i wybierać tych najlepszych.
              Kiedyś szkoła czy formalne wykształcenie determinowało, czy ktoś nadawał na podobnych falach. Zawodówka, liceum, studia i byleś zakwalifikowany do pewnej grupy na całe życie. Dziś już tego nie ma, właściwie żaden student nie rożni się mentalnie od gimbusa, poza zarostem. Wszyscy podobnie chcieli by brać.
              Najtrudniejsze w relacjach z nimi jest to, że oni nie operują żadnym aparatem pojęciowym wybiegającym poza schematy definicji, jakie im do głowy włożono. Np nie analizują, zakładają, że jak ktoś z definicji mądrzejszy powiedział, to tak jest. Dyskusja jest nie możliwa, ponieważ te osobniki nie potrafią słuchać ze zrozumieniem. To jest jakaś choroba.
              Tutaj nie zaglądają, bo nie pisze, że można zarobić przed monitorem. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ile gimbazy czerpie garściami z forum Tradera. Oni wszyscy uważają, że będą pomnażać te swoje setki i tysiące złotych na miliony. Większość pomysłów na startupy to są jakieś fantazje w stylu portale dla fanów czesania psów, ekologiczne blogi albo szkoły gotowania. Może to będzie potrzebne 200 osobom ale autor chciałby zaistnieć, że cudze pieniądze oczywiście.
              To nie są przedsiębiorcy, to żaden biznes. Oni przychodzą na te spędy jako zapchaj dziura, w przerwach pomiędzy czatowaniem na fejsie i grami sieciowymi.

            • 3r3

              Ja ten biznes rozumiem – czesać frajerów. Sam tak nie robię, bo za mnie czeszą urzędy, banki, a ja wyczeszę już sobie agregat skonsolidowany od tych co czeszą i upilnować tej góry liczb nie potrafią. Już samym czesaniem mi pomagają.

              Cóż ja mogę poradzić, że ktoś ludziom głupot naopowiadał i się potem stawiają roszczeniowo że ma być tak a siak bo taki sobie świat w wyobraźni namalowali. Ja to mam nawet problem przetłumaczyć moim własnym lemingom, dlaczego ktoś nie chce im wykonać jakiej usługi i wyjaśniam zależność ekonomiczną. A leming mi tłumaczy że ktoś powinien bo powinien, bo to powinno należeć do jego obowiązku. I za nic lemingowi nie wyjaśnisz że stosunek obowiązanego do obowiązku może mieć pewien związek z uzyskanymi korzyściami.

            • 3r3

              Mam niusa z bloga IT21 – połapałem się że coś nie gra jak mi posty zaczęło zjadać w trakcie edycji, włączyli premoderowanie wszystkiego jak leci. To bardzo dobrze, to bardzo mi się podoba 🙂

            • CreatioExNihilo

              Ironicznie wyśmiewasz budowanie dobrobytu za pomocą startupów na dotacjach z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Przecież dotacja w wysokości 739000 zł dla portalu z opiniami konsumenckimi to jest złoty biznes. Naturalnie tylko wtedy gdy jak Gospodarz wspominał wiemy kiedy i pod który kran podstawić wiaderko.

              https://mambiznes.pl/wp-content/uploads/2016/11/1994.jpg

            • 3r3

              Imponująca lista imponujących firm produkcyjnych. Też uważam że murzyni powinni zaczynać od mailingu na tam-tamy.

            • MaRogi

              A tam wyśmiewam. Rozdwojeniem jaźni to nazywam. Młodzi, rezolutni w wielkich miast biznesmeni opowiadają o fiskalnym terrorze i jakimi są libertarianami ale żaden biznes nie ma prawa powstać bez odpowiedniego wkładu z dotacji.

              Nie może, bo te biznesu się nie spinają, tam nie ma żadnego planowania, tam są same oczekiwania. Przypadkowo 1 na 50 takich startupów nie daje strat ale to czysty przypadek a nie porządny biznes.

              W ten sposób powstaje nowe pokolenie przedsiębiorców idiotów, którzy potrafią przepalić każde pieniądze na fajne stronki internetowe.

              Zwróciliście uwagę, że w Polsce takie zwierzę jak Anioł Biznesu nie występuje?

            • 3r3

              Czasem się pojawia Anioł Biznesu, ale jak biznes Diabli z Urzędu biorą to później są krzyki, że złodzieje, i że komisja.

          • Bodek

            Algorytm zapisany w “prawie” zupełnie nie działa z powodów wielu, opisywał je @3r3 :

            1/ Po pierwsze nie po to został napisany, żeby działał tylko żeby grube wąsiaste sumy w mule mogły Cię zjeść. Każdy z nas jest przestępcą, patrz przykład tego co to się porwał na pisanie ustaw reformujących bezmiar niesprawiedliwości,

            2/ Po drugie algorytm jest bez sensu, już się zepsuł sam z siebie – ENTROPIA – przez nawarstwienie zazębianie się kompetencji i wzajemnemu przeszkadzania sobie biurwy. Entropia dotyka biurwienie w sposób niemierzalny, to są wielkości MilkiWaya. Trzyma się to gówno zwane prawem (szczególnie podatkowe) tylko po to, żeby wszystkim prolom się wydawało, że jest jakiś algorytm, żeby spokojnie zasypiali, żeby jakieś wierzenia utrzymywać, tylko że coraz większa ilość straciła tę wiarę. A taki upadek wiary, ssie zasoby i to wykładniczo. Podam Ci przykład z obszaru VAT. Wysyłasz towar do DE umówiłeś się z klientem na DDP, według algorytmu powinieneś zarejestrowac się dla VAT w DE dostać tam NIP. Następnie wystawić fakturę w DE z 19% i odprowadzić ją w DE. Nie zrobiłeś tego nie martw się nikt tego nie robi. wszyscy jesteście przestępcami. Załóżmy, że jesteś taki mądry i umówiłeś się z klientem że to jednak jest EXW, dla Ciebie tylko pozornie jest już dobrze. Bo zgodnie z logiką komisarzy z EU, twój klient z DE powinien zarejestrować się w PL dla VAT a ty powinieneś wystawić my 23% VAT. Nie zrobiłeś tego stary jesteś ugotowany/ Mógłbym długo tylko, że to such brandzel …. a ja już mam 45 lat i mnie nie bawi ani suchy ani mokry.

            3/ A teraz na całej linii nie działa, bo brak zasobu do egzekucji tego całego algorytmu. W Biedronce na kasach u mnie tylko 2 emerytki Jadzia i Ela, to też taka egzekucja prawa, prawa do zapłaty. Nawet ochroniarza już w biedronce na Pruszkowskiej nie ma, znaczy się nie znaleźli nikogo. Nic tylko brać towar i wychodzić. Pomyśl ilu ludzi do dziś nie dostało VAT i PIT, tych co wysłali PIT w papierze. Dużo nie dostało, bo im biurwa ucieka. Kiedyś, już
            o tym pisałem na T21.

            Widzisz ten cały minister od elektrycznych robi dokładnie to co Bucholtz. Leszek z pałą stał i kazał fiskalizować co się da. Błąd literowy w nazwie kontrahenta na fakturze, doprowadzał księgową do zawału, bo US twierdził że straciłeś prawo do odliczenia naliczonego. Taka presja była wytworzona, wtedy wydawało mi się to nie do zniesienia.

            Teraz elektryk naciska na informatyzję i walczy z internetowym wykluczeniem, bo chodzi o to żeby Cię zmusić do zasilania tego całego systemu 10 razy taniej. Pomyśl ile Pań było potrzebne w biurwie żeby te wszystkie komóreczki z twojego PIT wpukać na powrót do Intela.

            • 3r3

              A ja sobie te filie co w pkt 2. wspominasz porejestrowałem, one fajne są bo każda dostaje euvat i są czyste jak z Hyzopu wyjęte. Do tego przedsiębiorcy już chyba mają ministra dość i coraz częściej pytają mnie jak żyć, a konkretnie to jak się gra w kulki z biurwą.

            • Bodek

              Pisz niemoto o filiach, to się zaraz Ciebie o cita tam zapytają i Hyzop Ci nie pomoże tylko
              Rycyna.
              Coś tam pisałeś o różnicy metabolizmu informacyjnego pomiędzy nami a gumanistami. Trzymaj poziom.

              Ja to się go mogę zapytać w warzywniaku, bo czasem przychodził – teraz rzadziej. Jakiś taki pokręcony chodzi. Kiedyś z nim coś tam nawet zamieniłem werbalnie w tym warzywniaku … dawno było jak prezesował. Teraz nie mam śmiałości.

            • 3r3

              Nie no – wszystko na pełnej biurwie robię, składają mi deklaracje i co tam chcę, sami przed szereg wychodzą jak jeszcze mogą mnie pomiziać żeby mi dobrze zrobić.
              A czy to co oni tam wysyłają do urzędu ma cokolwiek wspólnego z rzeczywistością to nie ma znaczenia, po ewentualne pytania będą padać po połowie drugiego roku od wystawienia dokumentów, a ja na tym mam nalepkę “termin przydatności 18msc od daty otwarcia” i dłużej się tego nie konsumuje tylko zgłasza roomleft na biurze z całym papierem i laptokiem i dziękujemy.

  • Eltor

    “Problemem jest to, że większość ludzi komunikuje się werbalnie, i nie przeprowadza rozumowania głębszego ponad dające się wypowiedzieć zdanie, ponieważ dokładnie tak samo jak pozostawieni w północnych lasach ludzie z wyspecjalizowanymi pod wzorce geometryczne umysłami tworzą memy.”

    Jakiś czas temu prof. Dawkins postawił tezę, że mem również należy traktować jak jednostkę ewolucyjną. Teza bardzo śmiała i nieortodoksyjna, choć przyznam, że wraz z biegiem czasu coraz bardziej skłaniam się ku uznaniu jej za prawidłową. I niemała tu rola gdakaczy właśnie.

    • 3r3

      Nie tylko mem jest przystosowaniem ewolucyjnym. Właściwie cała nasza struktura pojmowania, w tym znaczna część mózgu odpowiadająca za zachowania gromadne i takie coś jak hierarchia społeczna (samotniki nie mają hierarchii przecież, a eusocjalne wcale jej nie ustalają i o nią nie walczą) to przystosowania.
      Przecież główne zajęcie Twojego mózgu to zajmowanie się tym co myślą inni, co zrobią, co uważają, czy się mylą czy mają rację. Pozostałe zajęcia to betka, najgorszym wrogiem jest inny człowiek, najistotniejsze jest utrzymanie się w grupie, w stadzie, w społeczności. To na to marnujemy wiele sił. Po co my w ogóle się komunikujemy?
      Jakie mamy szanse przeżycia bez grupy? Albo zbudowania warsztatu, fabryki, imperium?
      Dlaczego tak nas kręci dominacja nad innymi?
      Dlaczego silni słuchają mądrych i nie próbują im narzucać własnych racji ponad rację dawania im do miski tyle, żeby było warto mądrych słuchać?

      • Paradoks

        Masz na myśli tych silnych, którzy są jednak jednocześnie na tyle bystrzy, żeby rozumieć, że im się słuchać mądrzejszych po prostu opłaca? Bo ci silni, co na tyle bystrzy nie byli, to chyba nie przekazali swoich genów, bo najpierw zjedli mądrych, a potem przyszli lepiej zarządzani silni z sąsiedztwa (ci bystrzejsi) i zjedli ich.
        Taki z tego wniosek, że nawet siłownik potrzebuje jakiejś minimalnej kompetencji intelektualnej, żeby prowadzić rachunek ekonomiczny, przynajmniej w podstawowym zakresie.

        Ale w sumie, to jesteśmy jednak bardziej złożeni i zróżnicowani, oprócz silnych i mądrych są jeszcze inni, a czasem jednych i drugich wydyma taki, co jest przeciętnie mądry, przeciętnie silny, ale za to dobrze mu z oczu patrzy i się w razie czego nie zawaha wbić nóż w plecy. No i jeszcze jest ten casus głupich i słabych, co ich jest za to bardzo, bardzo dużo i normalnie to by ich ci mądrzy i sprytni ogarnęli i zagospodarowali, ale się coś czasem tym mądrym pomyli w rachunkach i masa się wymknie spod kontroli. To chyba się też zdarza.

        • 3r3

          Silni aby prowadzić walkę z innymi ludźmi mają bardzo wytrenowane neurony lustrzane, bardzo. przewidują ruchy i zachowania w czasie rzeczywistym z wyprzedzeniem. Szczególnie jeśli dotyczy to kinematyki ciała, wyprowadzania ciosów etc. Silni wojownicy bardzo dobrze rozróżniają komu służyć – to ich przystosowanie. Samice nie bez powodu ich faworyzują.
          Siłowniki mają olbrzymie kompetencje emocjonalne.

          Zwróć uwagę na postać najczarniejszego z czarnych antybohaterów jakiego w ogóle można sobie wyobrazić. Nie wygląda, nie komunikuje się, nie ma emocji. Nie musi być silny, ziać ogniem i mieszkać w banku centralnym.

  • Piotr34

    Mozesz dac linka do tej analizy TJS na temat Amber Gold bo nie widze?

    • 3r3

      Przesłuchaj ten tekst:
      https://www.youtube.com/watch?v=lOkg7mK1g1E

      Tam jest poruszona kwestia dyskusji i analizy Amber Gold w czasie tego dżemu.
      Jak odcedzisz telefony do ludzi, to ten młody w środku co się nie przedstawił na początku będzie nawiązywał do tej analizy i po sznurku trafisz co oni tam policzyli. Gdzieś skopiowałem już wyniki tej analizy bo, tego wyszło 800mPLN teoretycznie na plus. To znaczy gdyby przyjąć hipotezę że grupa Bieleckiego w rzeczywistości ładowała to w złoto i to był rzeczywisty biznes. Ponieważ dokumentację szlag trafił to myślę że taka będzie linia obrony. Zresztą pamiętam, że to było całkiem normalnie działające przedsiębiorstwo, to nie jest tak, że jak robisz wała to od początku kradniesz.

      • gruby

        No nie wiem,

        oni tam w tym Bambi-goldzie mieli zupełnie chorą strukturę kosztów. Pamiętam ich agresywne i wszechobecne kampanie reklamowe, pamiętam te oddziały w każdej wsi, pamiętam ile kapusty ładowali w swoją linię lotniczą, pamiętam “gwarantowane” oprocentowanie złotych certyfikatów. Po stronie wpływów mieli według biznesplanu zysk z różnic kursowych (niepewny) plus zysk z wzrostu ceny złota (niepewny). Plus może kiedyś jakieś zyski z OLT (pobożne życzenia: najpierw musiałby paść LOT). Co prawda ówczesna władza starała się jak mogła uwalić LOT ale to też jej nie wyszło, co w sumie nie dziwi: jak mając większość w parlamencie nie potrafi się ani sprywatyzować lasów państwowych nocą ani postawić kaczorowatego zderzaka przed trybunałem stanu to nie dziwne, że nawet zaoranie LOTu nie wyszło, choć na ten przykład Eurolot udało się rozłożyć na łopatki wożąc powietrze do Radomia.

        Wracając do bambi-golda:
        Już wtedy po stronie ‘winien’ widziałem u nich realne wydatki a po stronie ‘ma’ tylko marzenia/pobożne życzenia. I to nie jest tak, że ja teraz po latach jestem taki mądry, wtedy też się od tej firmy i jej produktów trzymałem z daleka.

        Moim subiektywnym zdaniem bambi-gold to był schemat Ponziego który został przedwcześnie (z punktu widzenia jego właścicieli patrząc) zlikwidowany. Powstaje pytanie kto cofnął kryszę Marcinowi P. i za jakie grzechy. Bo że Marcin P. milczeniem w śledztwie kupuje swoje życie jest jasne. Nie on pierwszy i nie ostatni.

        • gruby

          Porównanie do SKOKów jest uderzające: SKOKom pozwolono w spokoju upaść najpierw wyprowadzając kapustę tam gdzie miała ona trafić. A bambi-golda wyskrobano zanim zdążył spuchnąć i dojrzeć. Jednym zatem piramida wychodzi a innym się przeszkadza.

        • 3r3

          @gruby LOT to jest jaczejka zielonych. Rozłożyć to można najwyżej z kopalniami węgla i KGHMem w pakiecie demontując przy okazji państwo żeby wyrwać z niego deep state. Ustroje się zmieniają, prezydenci giną, a pewne firmy są jak gwóźdź wbity przez kilka warstw desek historii.

          Podejrzewam, że bambi gold prowadził część swojej działalności rzeczywistej jako przykrywkę, a rzeczywistą działalnością było udzielanie pożyczek – w ten sposób najłatwiej na legalu odessać kapitał tak że pracownicy się nie połapią.

          Gdyby to była tylko piramida to musiałaby mieć bardzo duży wsad inwestora na początku aby przejść tak gwałtowną ekspansję, takich rzeczy się raczej nie robi w piramidach. Na mojego nosa to oni tam finansowali firmy robiące zwroty waty, którym trzeba było uwiarygodnić obrót. Do tego potrzebne są “instytucje finansowe” no i same liczby do obracania. Wiem bo… zresztą co ja tam wiem, to tam w komisji śledczej wiedzą lepiej, bo oni jak nikt się na takich numerach znają 🙂

          • gruby

            @3r3:disqus napisał:

            “Podejrzewam, że bambi gold prowadził część swojej działalności
            rzeczywistej jako przykrywkę, a rzeczywistą działalnością było
            udzielanie pożyczek – w ten sposób najłatwiej na legalu odessać kapitał
            tak że pracownicy się nie połapią.”

            No popatrz, a ja po pierwszym rzucie okiem na Twoją odpowiedź myślałem, że piszesz o SKOKach. Dopiero potem zjarzyłem, że piszemy nadal o bambi. Czyż to nie jest kolejne uderzające podobieństwo pomiędzy tymi dwoma firmami ?
            Kolejne SKOKi zamykają skutkiem “złego portfela kredytowego” przecież.

            Co do LOTu: EuroLOT w pewnym momencie zaczął rosnąć w siłę więc trzeba go było udusić. Pamiętam te napchane do ostatniego miejsca samoloty chociażby z Zurychu. Więc włączono na polityczne polecenie do siatki lotów tak dochodowe kierunki jak Radom i EuroLOT padł. OLT też udupiono dobierając się do spółki-matki. I nagle gawiedź rozdziera japy, że LOT przynosi zyski.

            Teraz pogoniono RyanAira z Okęcia. Ktoś w rzeczy samej chroni LOT pilnując żeby mu konkurencja nie wyrosła. Wydaje mi się że nawet O’Leary zrozumiał przekazaną wiadomość i nie trzeba mu było opon w odrzutowcach przecinać ani lakieru kluczem rysować.

            Polski model partnerstwa publiczno-prywatnego świetnie działa: zarabia ten, kto ma zarabiać a konkurencję wycina się albo biurwą, albo prokuraturą. A kolega arcadio się cieszy, bo przecież wałki wraz z nową ekipą ustały.

            • Medyk Helwecki

              ustaly walki tych zwiazanych ze stara ekipa a zaczely sie tych od nowej ekipy.
              Czwarta Rzeczpospolita Polska Ludowa, to samo od nowa, to samo od nowa…

            • 3r3

              Ludzie się nie zmienili, tylko szyld się zmienił.
              Jest oczywiście koncepcja żeby wszystkich zamieszanych w poprzedni i w ten ustrój razem z rodzinami użyć do mierzenia latarń, no ale narody postheroiczne to najwyżej koszulki dobrze noszą z hasłami, natomiast robić nie ma komu. Za to myślenie życzeniowe, żeby zbrodniarze nagle stali się Katonami jest powszechne.

          • PawelW

            @3r3:disqus ” LOT to jest jaczejka zielonych”

            Jakich zielonych?

            • 3r3

              W brązowych butach takich zielonych. Przecież nie niebieskich, niebiescy nie mają lotnictwa żeby sobie decydować kto zostanie pilotem.

            • Bodek

              Ze wsi. Znasz ich?

            • 3r3

              Łaził człowiek po lesie to się otarł o krzaki.
              Ale jak się otarłem o zlecenie na budowę i remont tego i owego na Okęciu to sobie poszedłem poszukać jeżyn na innym krzaku.
              Zresztą ja jestem z tych co się od kilku ustrojów utrzymywali wśród tych co tłumili, tych co tłumić kazali, tych co to w szczekaczce wyjaśniali i tych co wyjaśniali na rautach przy kawiorze za morzami. To ja wiem gdzie się nie pętać aby nie zostać spętanym.

              @Bodek Ty byś mógł jakiś tekst przygodowy (oczywiście wyssany z brudnego palca) napisać. Ja nie mogę pisać noweli sensacyjnych bo to nie wiadomo jeszcze jak z przedawnieniami liczą po zmianach w kk. Zresztą sam nie wierzę w to co miałbym napisać.

  • tyhim

    “Otóż ponad wszelką wątpliwość, mimo naszych wyobrażeń dowiedliśmy, że eteru nie ma.”
    Skąd ta pewność?

    • 3r3

      Ponieważ eter miał właściwości zapewniające pewne fenomeny jakie w naszym świecie nie zostały zaobserwowane. Koncepcja była po prostu błędna jak wiele innych, ale ciekawa i historia o niej pozostała.

      • Siant

        Czyżby nauka potrafiła jednak dowieść, że czegoś nie ma?

        • 3r3

          Jeśli nie radzisz sobie intelektualnie z twierdzeniem że smoki istnieją, opisujesz że zioną ogniem, po czym nie zauważamy w przyrodzie fenomenu zionięcia ogniem przez jakiekolwiek zwierzę i wysnuwamy z tego wniosek że żadne nie spełnia warunków na smoka, to się z tym nie ujawniaj.

          Trzeba przeprowadzić dowód istnienia, póki nie jest przeprowadzony to teza dotyczy abstraktu. Smoki mają się świetnie w bajkach, bajki o smokach są potrzebne – gdybyśmy jakiego jednak gdzieś daleko spotkali to od razu mamy aparat pojęciowy jak to zacząć opisywać. Fiszycy piszą mnóstwo bajek, część okazuje się zgodna z rzeczywistością.

          • Siant

            Pierwszą część komentarza pominę, bo jak sam mówisz to abstrakt, do tego niematerialny w przeciwieństwie do smoków. Gdybyś użył w swoich porównaniu słowa bóg byłoby to bardziej problematyczne, czyż nie? Czy wtedy nauka już nie potrafiłaby, do czego w swoim komentarzu piłem, udowodnić nieistnienia?
            Do tego – definiujemy coś, potem sprawdzamy rzeczywistość – nie ma tego. Nie ma czego? Wymyślonej definicji. Wywalamy całą teorię, a tu smoki plują jadem.

            • madon

              Pozwolę sobie rozwinąć odpowiedź 3r3.

              Zjawisko, jakie miał powodować eter to istnienie różnicy w szybkości światła mierzonej w jednym kierunku oraz w kierunku do niego prostopadłym. To tak, jak byś szedł prosto i świecił jednym laserem przed siebie, a innym w bok. Względem eteru te szybkości powinny się różnić (o szybkość Twojego kroku). Jak zmierzyć taką minimalną różnicę, to wymyślił polski Żyd ze Strzelna, niejaki Michelson. Zbudowano interferometr, poobracano na wszystkie strony, w lecie, w zimie, ale jak się nie obrócisz, to prążki interferencyjne ani drgną. Obie wiązki mają tę samą szybkość.

              Poza tym koncepcja eteru przestała nam być potrzebna. Kiedyś myśleliśmy, że fala musi rozchodzić się w jakimś ośrodku, a tu wychodzi, że fala elektromagnetyczna rozchodzi się nawet w próżni. Więc ta próżnia, to chyba też musi być czymś wypełniona?
              No, i okazało się, że nie musi.

              Co do kwestii dowodzenia (nie)istnienia, to znajdujemy się na blogu brodatych (czy tam wąsatych) barbarzyńców, więc roztrząsanie subtelności epistemologicznych i ontologicznych pozostawmy. Tu natomiast bierzemy do ręki narzędzie, mierzymy i mówimy ,,czegoś takiego jak eter nie ma”. Ten eter miał mieć jakieś właściwości dostępne naszym pomiarom, ale tych właściwości nie ma, ergo nie ma eteru. Pomysł do wora, wór do jeziora. Brzytwę w garść i ciach. Zarobić, to se na eterze nie zarobimy, pięknych pań, nawet tych eterycznych, z tego nie będzie.

              Zastanów się teraz, czy nasza koncepcja Boga (bogów?) dawałaby jakieś mierzalne rezultaty dostępne naszym pomiarom (najlepiej w laboratorium, tak, żeby warunki kontrolować i pomiary powtarzać). Jedne tęgie głowy będą uparcie twierdzić, że tak, że to wszystko to jest Palec Boży, inni, że nie ma mowy, wszystko da się wytłumaczyć inaczej.
              Nauka to chyba nie jest po prostu właściwe narzędzie do badania tej koncepcji…

              Natomiast ogólną intuicję to #tyhim i #Siant mają rozsądną. Wszystko co twierdzą fizycy należy sobie na wszelki wypadek opatrzyć ,,jeśli jest tak, jak nam się aktualnie wydaje, jeśli interpretujemy zjawisko poprawnie i jeśli da się to wykryć naszymi narzędziami to raczej Wszechświat jest taki to a taki”.

            • 3r3

              Poczytaj sobie jakie inne blogi, o smokach jakieś, albo o bogach, i postaraj się tutaj więcej nie pisać.
              Tu mogą być za proste treści dla Ciebie, po co marnować czas na pisanie na blogu jakiegoś głupka co nie wierzy w istnienie śrubek prawolewych?

            • Siant

              Myślę, że raczej wiesz, że nie ma smoków niż wierzysz, że ich nie ma.

            • 3r3

              Wierzę że smoki są i zioną ogniem, mieszkają w mojej ojczyźnie – Sarmacji. Na kartkach książek. Papier przyjmie dowolną ilość smoków, tak samo przyjmie dowolnie idealną krainą. Rzeczywistość jednak jest w tych kwestiach narowista, koledzy Ci wyjaśnili jakie efekty winny występować w ośrodku jakim miał być eter (inne ciekawe efekty zresztą też tam powinny występować). Dowodzi to, że eteru jaki sobie ubzduraliśmy w celu uproszczenia opisu świata nie ma, po prostu rzeczywistość nam udowadnia że pomysł przyjął tylko papier.

              To jest dowód wystarczający nieistnienia – przeprowadzono testy i fenomen nie manifestował się.
              Prawda – jest. Nie manifestuje się – czyli !prawda.

          • Bodek

            Bajki są bardzo potrzebne, no bo jak żyć bez grantów? No jak? A grant wziąć najlepiej na smoka, przecież każdy o smokach czytał w dzieciństwie właśnie w bajkach. To chyba jasne. Kiedyś to nawet te bajki dawały się potem weryfikować, ale dziś jak zweryfikować coś co istnieje z prawdopodobieństwem 93,4%?

        • Eltor

          Nad wyraz częsty błąd myślenia.
          W kwestii próbowania nieistnienia czegoś, to polecam czajniczek Russella.
          https://pl.wikipedia.org/wiki/Czajniczek_Russella

          • Siant

            Cała rozmowa zaczęła się od cytatu według, którego sceptycy potrafią czasem dowieść, że czegoś nie ma – przynajmniej w przypadku eteru, dlatego też kontynuowałem temat. Dlatego tez nie rozumiem Twojej wrzutki z czajniczkiem.

            • 3r3

              Wrzutka z czajnikiem jest oczywista. Nie obserwujemy na co dzień niewidzialnych, różowych jednorożców. Nie widzimy ich ponieważ są niewidzialne?

            • Siant

              Wrzutka z czajnikiem jest nieoczywista. Obserwujemy na co dzień widzialne nieróżowe nosorożce. Widzimy je ponieważ są widzialne?
              Załóżmy, że wierzę w ten eter czy smoki, przekona mnie czajniczek, skoro nie przekonały oczywiste doświadczenia? Nigdy. Chyba, że mnie nim walniesz w głowę.

            • 3r3

              Skoro wierzysz to dotknęła Cię łaska wiary. Ale to nie jest palarnia opium dla mas.

            • gruby

              @3r3:disqus napisał:

              “Ale to nie jest palarnia opium dla mas.”

              Bez wiary skuteczność armii spada dramatycznie, z tego powodu na przykład nie mamy szans w starciu z armiami muzułmanów. Nasza armia jest armią zawodowców opłacanych za zabijanie walutą a nasi przeciwnicy zabijają i giną z radością gdyż wierzą w raj i 72 dziewice dla każdego. Niesymetryczność wynagrodzenia powoduje, że dostajemy po dupach.

              Ten problem od strony ekonomicznej jest jeszcze wyraźniejszy: u nas najpierw musimy tą walutę wydrukować akceptując skutki uboczne w postaci inflacji a nasi przeciwnicy każą w kwestii wynagrodzenia za wojnę zgłosić się po śmierci do Allacha. Wniosek: oni wojują taniej, ich umundurowane mięso taniej kosztuje.

            • 3r3

              Jakkolwiek przytomność zapewnia przewagę techniczną. Ospą dziadów, ospą 🙂

            • Maksior

              Mialbym pomysl, jak im morale obnizyc: zbiorka trupow do dedykowanej chlodni i skarmianie tym swin. A jako wisienka na torcie wrzucenie jednego z drugim spetanego sniadego zywcem w stado wyglodnialych knurow z okrzykami “Allahu akbar” albo muzyczka ISIS w tle, nakrecenie tego na klipa i puszczenie na YT.
              Opcjonalnie wysr… resztki mozna by posylac krewnym w ramach “niesplamienia honoru rodziny”…

          • uberbot

            Przypomnieliście mi dowcip:

            “Wchodzi kot Schrödingera do baru… i nie wchodzi.”

            • 3r3

              Na obserwacji matecznika Solidarności czai się dwóch młodych poruczników UB po matematyce, piszą raport z obserwacji:
              “w czasie naszej zmiany budynek opuściło siedmiu figurantów i przybyło trzech, w budynku brakuje czterech osób, należy oczekiwać ich przybycia”.

            • madon

              Ech… #rpis się wkurzy. Ale jeśli o papierze i fizyce mowa, to przecież na temat będzie!

              Na radzie wydziału dziekan zniecierpliwiony kwotami, o jakie co i rusz wołają fizycy doświadczalnicy na swój sprzęt mówi:
              -Panowie, dlaczego Wy nie możecie być jak Wasi koledzy- fizycy teoretycy? Oni potrzebują tylko papieru, ołówków i koszy na śmieci. O, albo filozofowie- Ci potrzebują wyłącznie papieru i ołówków.

            • 3r3

              Zgaduję że #rpis niebawem podmieni disqusa pod tekstem na forum i być może nawet zorganizuje migrację.
              Względnie przepędzi nas kijem.