Przenikalność kisielu

Dzisiaj ogólne gawędzenia na temat dlaczego biznes jest prowadzony w takich formach w jakich jest i dlaczego państwa są skonstruowane w taki absurdalny i bezwładny sposób. W każdym okresie historycznym, na każdym poziomie technicznym, przy każdej podaży mocy i zapotrzebowaniu na produkt jest dająca się wyznaczyć dość grubą krechą granica opłacalność tego z jakiej głębokości wydobywać ropę z dna, jak głębokie kopać szyby, jak daleko i jak szeroko może być rozciągnięty szlak transportowy, jak głęboko w lesie można pozyskiwać drewno.

Podsumowanie.

Amazonia jest wyrąbywana, ponieważ istnieje Amazonka, gdyby nie ten szlak komunikacyjny to lądem bardzo mozolnie okrawana by była puszcza wkoło, a tak jej obwód wyznaczony rzeką ma olbrzymią styczną do piły i transportu. W Czadzie też mają dżunglę, ale liche są tam spławne rzeki i mimo wszelkich chęci drewno nie znika stamtąd w takim tempie jak w Amazonii. Po prostu drogo jest je wywieźć, więc cena na miejscu po ujęciu kosztów franco giełda w Amsterdamie bywa ujemna. Pozostaje więc rynek lokalny. Kopalnie w Europie też są zamykane, nie dlatego żeby złoża się wyczerpywały, bo coś tam jeszcze wykopać można, tylko dlatego, że taniej jest dowieźć z kopalni odkrywkowej z drugiego końca świata niż ryć na takich głębokościach jak w głębinowych kopalniach na starym kontynencie, szczególnie jeśli trzeba się przeryć przez pokłady podczepionych firemek, biurwy i przepisów. Podobnie jest z miedzią – miedź w części świata jest bardzo tania, właściwie to jest odpadem z eksploatacji innych surowców i porzuca się ją po oddzieleniu od cennych metali w hałdach. Wycena miedzi nie pokrywa kosztów transportu i ochrony przed lokalnymi pokładami biurwy, aby się z tym wozić na rynki europejskie czy chińskie i tylko dlatego Boliden czy KGHM jeszcze z czegoś żyją, choć co to za życie?

Przenikalność w głąb lasu, przenikalność w głąb Ziemi wskazuje nasze pola eksploatacji. Przenikalność w rynki zbytu i zdolność stawiania tam ssawek rozliczeniowych (choćby supermarketów, banków kredytowych) i zdolność zabezpieczenia rozliczeń warunkuje opłacalność takich agresywnych przedsięwzięć polegających na penetracji obcej tkanki (nawet przy użyciu środków samej tej tkanki). Ta przenikalność jest dzisiaj wyjątkowo wysoka (globalizacja ma miejsce już przynajmniej drugi raz) i systemy obronne kolejnych kultur zaczynają na siebie włazić, mimo że zdolności penetracji już zostały nawzajem zastosowane z niepodważalnym skutkiem. Organizmy przestały być samodzielne, o samodzielność pasożytowania na organizmach walczą pozostałe w organizmach korelatory. To tak jakby kilka mózgów prowadziło konflikty o splątane i połączone ze sobą ciała – o kontrolę, o przeniknięcie ich własnym modelem nakazowym i odbiorem zasilania na swoje potrzeby. Pojawiają się coraz to ciekawsze, niekoniecznie nowe, ale odgrzebywane są i stare metody przejmowania systemów zasilania.

Te korelatory

No właśnie tylko tam jest aktywność, ale ciężko oddzielić gdzie w tkance jest korelator, po owocach – po tym gdzie idą cudze owoce można rozpoznać gdzie są systemy nerwowe, jednak korelatory (spółki kontrolujące podaż dóbr i kontrolujące je podmioty finansowe) starają się nie wyróżniać między sobą, tak aby nie dało się ustalić cui bono.

W naszych ciekawych czasach, którymi ktoś nas przeklął abyśmy w nich żyli, widelec jest ostrzejszy od miecza i nie staje na nie twardości tarczy. Nie tylko że przenikanie korelatorów jest łatwe, ale nawet małe korelatory (widelce) potrafią pasożytować na mieczach (aparatach państwa – państwo monopolem na przemoc, państwo mieczem). Przewaga wywiadu nad kontrwywiadem dla korelatorów aktywnie poszukujących zasobów na innych korelatorach. Przenikalność wywiadu sieci i przewaga nad kontrwywiadem. Sieci społeczne i gospodarcze jakie tworzymy są dzięki wynalazkowi internetu o wiele rozleglejsze niż analityczna suma możliwości ich skatalogowania. Z przewagi matematycznej są one po prostu nie do przeanalizowania w czasie uzasadnionym praktyką. Dlatego widelce potrafią integrować się w grupy i defragmentować w nowe uorganizowania w innych konfiguracjach szybciej niż jakikolwiek formalny miecz byłby w stanie nadążyć za liczeniem szczerb wyrytych widelcami.

Państwici na ratunek

Państwici od dawna mieli z tym problem, o ile jeszcze Hanzę dało się zdusić po tym jak przydusiła duńskie państwo, dało się zdusić Templariuszy, to później walka z własnymi widelcami stała się bezprzedmiotowa. Jakkolwiek można zniszczyć firmę świadczącą towary czy usługi, ale nie zmniejszy to popytu na towary i usługi, więc na państwie spoczęły konsekwencje nacjonalizowania, licytowania i niszczenia w postaci odtwarzania tego co popsuło. A że państwo jest monopolem na przemoc, a nie na kreację (na to monopol ma Bóg i w Jego imieniu geniusze, w których tchnął szaleństwo), to państwici wymyśliciele wymyślili ideologie zawierające pojęcia innowacyjności i kreatywności jako mierzalnych formalno prawnie cech przedsięwzięć, którymi mają się zajmować, a jakże – ludzie wyznaczeni, sprawdzeni, którzy już się takimi cechami wykazali (szaleńcy, którzy mają być geniuszami i wychodzą Polpoty).

Dobór kadr u państwitów jako nie warunkowany naturalnie a formalno prawnie stał się etatyzmem. Co jest masłem maślanym, bo etat oznacza po francusku państwo, etatyzm więc to tyle samo co państwizm, jednak nieuki potrafią twierdzić, że są państwitami przeciwnymi etatyzmowi, a nawet twierdzą, że są monarchistami. Na nieuków mamy bierną agresję.

Państwo państwitów to miecz ostry jak młotek kierowany przez młotki o tak ostrym intelekcie jak to ich państwo. Dlatego że biurokracja jest masowa, aparat państwa mający przenikać całą tkankę składa się z tej właśnie tkanki. Urzędnicy są tak samo głupi jak petenci, a jeśli co mądrzejsi nie chcą być urzędnikami (bo mniej zarabiają niż przedsiębiorcy) to i wyszło na to że głupsi. Jak więc “korelator” miałby kierować czymś, co koreluje efektywniej od niego, to nikt jeszcze nie wymyślił, ale że w tym państwickim korelatorze są jakieś twarde jądra (polecam – kabaret ultrasów prawa).

Pawłowicz (twarde jądra w EU):

to czasem zdarzają nam się analizy regresywne (komisje śledcze) i ściganie winnych słabej korelacji (a z braku winnych dobiera się niewinnych).

Pan Marcin Plichta prowadził firmę, która, jeśli w czasie jaki obejmuje czas działalności firmy RZECZYWIŚCIE inwestował w złoto, to musiała na tym złocie zarobić przynajmniej jakieś 0,8*10^9 PLN na czysto. Znaczy, że ta koncepcja inwestycyjna miała sens, biznes się spinał i trzymał kupy. Polecam szybką analizę TJS, w której bystre chłopaki raz dwa wyłożyły, że to się spinało. Jakkolwiek nie wiemy co rzeczywiście Amber Gold robił, a dokumentację w rękach pierwszorzędnych fachowców naszej niezawisłej Temidy diabli wzięli, to wyjdą z tego takie jaja, że państwo swoimi służbami zdemolowało sensownie działającą firmę i niech kto udowodni że było inaczej.

Biurwa wymyśliła wysokie podatki

To wynalazek polegający na wynalezieniu od razu wysokiej wydajności, bo przecież jakiej by innej. Wysoka wydajność wymaga długotrwałej standaryzacji, a ta niezmienności procesu produkcyjnego czyli zegizm. Wyjaśniałem w liczbach, dlaczego duże organizacje potrafią to skutecznie tworzyć oraz jakie są tego konsekwencje. Z tym że miliardy mrówek stale korelują jak tu sobie podnieść i zindywidualizować stan posiadania. Więc biurwa zaczęła zmieniać przepisy jeszcze szybciej, nawet wstecznie gdyby już uzyskana zmienność nie była wystarczająca i z tej zmienności dającej ryzyko rządzonym skalpować profity. Z tym że aparatura do tego jest taka jaka jest, a nie taka jaka się biurwie śni. Aparatem tym jest fiskalizm, legalizm i monetaryzm. Podpięty jest do tego aparat egzekucyjny, ale to już czysta formalność aby palić czarownice i odbierać im majątki.

Izmy, miecz oparty na izmach. Tępy w rezultacie jak młotek ponieważ te izmy to są po prostu syntetyczne religie. Religia to taki mechanizm, który musi wiązać (religare) zespół urojeń (wierzeń) i praktyk z tymi urojeniami związanymi oraz musi dokonywać ekspansji memetycznej (socjalizować nowe jednostki). O ile da się spamiętać 10 przykazań to spamiętać pół miliona aktów bezprawnych i się jeszcze do nich stosować, aby nie grzeszyć, nie sposób – nikt nie jest bez winy wobec biurwy. Religie narzucane przez biurwę narzucają odrealnione zachowania (rytualne) oparte na urojeniu (wierzeniu) w powszechną i nieograniczoną zdolność biurwy do ich dostrzegania, analizowania i egzekwowania.

Na przykład biurwa indukuje powszechną i silną wiarę w legalizm, w to że wszelkie działania muszą być w granicach tego ich niby “prawa”, a poza “prawem” nie ma życia. Często Czytelnicy są zdziwieni tym, że biurwa uznaje za agresję gdy się biurwie nie udziela odpowiedzi – o wtedy to dopiero szału dostają, podnoszą, że obowiązek nakłada ustawa (na przykład prowadzenia ksiąg firmy) – no może i nakłada, a jak ksiąg nie ma to jak wyegzekwujecie? Bo fakty są takie, że nie ma, nie było i nikt ich nie prowadził. Podnoszą więc na jakiej podstawie były sporządzane deklaracje, skoro nie w zgodzie z nieistniejącymi księgami – a brane z sufitu parametry jakie przechodziły w urzędzie pod radarem wykrycia. I stają wtedy przed własnym, legalistycznym problemem na jakiej podstawie mieliby stwierdzać, że ktoś ich oszukał na jakieś kwoty, a nie po prostu olał? Rezultaty są takie, że potrafią za zgubione miliony vaty wlepić dwieście euro mandatu i zamknąć sprawę. Czy poddajecie się rytuałom sporządzania donosów na samych siebie co macie, ile zarobiliście, ile czujecie się zobowiązani oddać haraczu? Czy jesteście religijnymi państwitami?

Kolejna indukcja polega na fiskalizmie – że niby każda czynność podlega opodatkowaniu, nie tylko więc ewidencjonowaniu i rozliczeniu w pśp, ale też oharaczowaniu. Agresywne opodatkowanie (bo to opodatkowanie jest agresywne, nie optymalizacja) zawiera urojenie, że komuś na coś oddawanie owoców pracy jest potrzebne, że bez tego niebo zawali nam się na głowy (średnia iq nam spadnie do 78 i przestaniemy wytwarzać chodniki, straż pożarną i uczyć dzieci). A ostatnia na wpajaniu w nas przekonania, że rozlicza się wszystko w przeróżnych pśp i w niczym innym, a barter czy kompensata pełna to barbarzyńskie relikty.

Zwróćcie uwagę że to wszystko odbywa się bez przemocy, mamy przestrzegać “prawa” bo to niby prawo, mamy płacić podatki, ponieważ (wielki kwantyfikator) wszyscy płacą, mamy rozliczać się w walucie, bo nic innego niby nie ma wartości. Dopiero w wyniku niestosowania się do wymyślonych przez biurwę rytuałów następuje rytualna (a jakże) egzekucja “należności”, która może w sobie zawierać jakąś tam aksamitną przemoc (bo przecież nie biją, rąk nie ucinają, oczu nie wyłupią). Takie to warstwy gęstego kisielu w jakim musimy pływać chcąc dokonywać jakichkolwiek operacji w ramach państwa. Faszyzm tego właśnie od nas wymaga abyśmy robili wszystko w ramach prawa, niczego poza prawem, niczego przeciwko prawu. Klops jeśli nie jesteśmy faszystami i nie dajemy wiary urojeniom, że bez tych rytuałów niebo zawali nam się na głowy. Otóż jedyne co nam się może zwalić na głowy to naprzykrzająca się biurwa.

Nie bez powodu to wszystko odbywa się bez przemocy, biurwie po prostu nie staje środków na to co robiły ich dziady zanim komusze rządy w Europie zaradziły na dobrą demografię, wykończyli zasilanie jakiego potrzebuje aparat opresji do bycia opresyjnym. Bo aparat nie składa się z mundurów, pałek i lochów. Represjonujący muszą mieć z represjonowania – z palenia czarownic czy innych wrogów ludu korzyści wynikające z przejęcia ich majątków, a tu niestety nie bardzo jest już co zabierać i nijak się tego nie da do gara włożyć.

Krzysztof Karoń od 1h:30m wyjaśnia, że aparatowi opresji brakło środków na stosowanie przemocy, znaczy nie ma aparatu terroru, który nas do czegokolwiek przymusi, ponieważ nasza niska produktywność nie wystarczyła na zapewnienie aparatowi środków.

Wokół jednak wyznawcy

Tak zwane lemingi to wyznawcy owych fałszywych bóstw, kultyści fałszywych religii, amatorzy pływania w kisielu. Potrzebują tak gęstego płynu, gdyż nie dają wiary, iż potrafiliby pływać w wodzie, a nawet chodzić swobodnie po ziemi, bo przecież jak to tak? Przyjmują na siebie grzech własnej niezaradności gdy 80% podejmowanych przez nich przedsięwzięć zawodzi w przeciągu dwóch lat od rozpoczęcia działalności. Za to nie zawodzi wykonywanie wielu zbędnych czynności rytualnych jakie tworzą kisiel. Bo skoro nie tworzą go żadne pały wymuszające na nas powolne ruchy, to otaczające nas bagno jest jedynie w naszych wyobrażeniach i w wyobrażeniach naszych kontrahentów, naszych niby przymusowych pośredników rozliczeniowych (banków). Powoli jednak coraz więcej ludzi to olewa (szara strefa), ponieważ muszą pływać, a w kisielu nie potrafią. To aż tak proste – wystarczy tego płaszcza (sprawozdań z własnej działalności) biurwie nie przekazywać, i co nam zrobią gdy nic już formalnie (zgodnie z ich religią) nie mamy?

Wielu przedsiębiorców gdy orientuje się, że nie dadzą rady pływać w kisielu i chcą jednak zamknąć oczy i przestać sobie ten kisiel wyobrażać trafiają na problem – roją im się jakieś kontrolujące ich działalność służby o nieskończonej mocy korelacyjnej. Te służby zdolne są w czasie rzeczywistym powiązać ich transakcje z wpływami na konta i podmiotami w różnych krajach – tak się przedsiębiorczym lemingom wydaje. Nie kalkulują jak wielkie nakłady trzeba by na zaistnienie takiej mocy łożyć i że ta planeta takich służb nie dźwignie nawet przy 200% podatkach. Co nie znaczy, że służby nie istnieją, owszem mają się dobrze. Grupy zamknięte się specjują, ze względu na rozróżnienie od innych grup uznawane są przez to za patologiczne. Dlatego we wszystkich służbach zawsze narasta patologia, dobro służby i powoli przestają one spełniać postawione im przez twórcę cele. A celem tym jakkolwiek ma być ochrona przed penetracją przestrzeni gospodarczej na jakiej pasożytuje dany korelator przed obcymi mieczami i widelcami. Jednak ze względu na koncepcję wysokich (75%) podatków lokalna tkanka gospodarcza nigdy nie jest w stanie uzyskać oczekiwanej przez biurwę wydajności (właściwej dla długoterminowej produkcji masowej) przy wymuszanej zmienności środowiska, w jakiej nawet doraźna produkcja eksperymentalna sobie nie poradzi z uzyskiwaniem rezultatów. Ponieważ lokalni sobie nie radzą, to sparaliżowano politycznie działanie tych służb mających chronić państwa i ich tkankę gospodarczą z nadzieją, że tkanka innego państwa zacznie żywić biurwę nienażartą. Pozwoliło to przenikać zarówno tkance gospodarczej (ale napotkała ona wszędzie tylko różne wersje smakowe kisielu) jak i samym korelatorom. A korelatory jak najbardziej chcą organizować tkankę wokół siebie.

Gdyby problemem były tylko widelce, co sobie chcą zorganizować własne biznesy i nieco powykorzystywać tubylców, to zapewne niezdemoralizowane służby zajmujące się ochroną kontrwywiadowczą gospodarki by sobie radziły, tak jak radziły sobie przez dekady reglamentując dostęp do pewnych towarów (pewnych materiałów produkcyjnych – dziś już sobie z tym nie radzą, dostęp do produktów chemicznych i organicznych). Jednak te służby zostały zdemoralizowane, a ponadto widelce (czasem będące mackami państw) są konieczne do funkcjonowania jakiejkolwiek gospodarki pod tak silnym obciążeniem nieróbstwem, gdzie wyklucza się całe populacje ze zdolności korelowania jakichkolwiek przedsięwzięć gospodarczych, pozbawiając dostępu do zdobycia kompetencji, rynków zbytu i dostępu do zaopatrzenia, windując obciążenia podatkowe na poziom, przy którym nie da się rozróżnić celowości podejmowanych działań od ich niepodejmowania. No i oprócz widelcy oraz z rzadka ładujących się jedno do drugiego z buciorami państw przejmujących huty, kopalnie, stocznie, przemysł ciężki pojawiło się coś jeszcze straszniejszego dla biurwich izmów. Inne izmy.


Polecam Pana Doktora Jana Przybyła i Pana Reportera Gadowskiego. Wydaje Wam się że to antysystemowcy mówiący z sensem, tymczasem są to ludzie jakkolwiek próbujący poskładać rozsypane puzzle, twierdzą, że chcą, żeby było tak jak było co nas w to jak jest zaprowadziło. Ja oczywiście bardzo lubię wypowiedzi obu panów i cenię sobie, z tym że chcę zwrócić uwagę na pewną życzeniowość (a może takie rzeczy panowie głoszą z grzeczności).

Otóż Pan Doktor Jan Przybył postuluje, iż przyjezdni powinni stosować się do praw tubylców, bo jak nie to won do siebie. Otóż koncepcja intruzji polega na tym właśnie, że przybywamy do obcych ludzi po to czego nam trzeba, a nie po to żebyśmy jak oni pozwalali sobie wjeżdżać i deklarować zapotrzebowanie. To jest właśnie myślenie życzeniowe, jakie bogobojni mnisi w 793 roku deklarowali w Lindisfarne. Tak właśnie przebiegają kontakty dwóch obcych tkanek zanim te będą mogły się przeniknąć zmianą korelatora, umiłowanego przywódcy, gdy Eryk Krwawy Topór został królem Nortumbrii.

Otóż deklarowana naiwność Pan Doktora jest nie w tym, że obcy powinni się stosować do jakiś tubylczych zwyczajów, ale w tym że obcych należy witać inaczej niż rozłupując im łby za samo pojawianie się w pobliżu naszego terytorium. Jest oczywistym, że obcy dokonując intruzji w cudzą tkankę gospodarczą wie, że jest zupełnie przytomnym zachowaniem korelatora tej tkanki jego wyparcie, więc konsekwentnie je co da się zjeść licząc tylko na przepędzenie jak Polacy z okazji Brexitu. Ponieważ jestem takim intruzem, to wiem jakimi kategoriami rachuję i na żadne miłosierdzie nie liczę, żadnego też nie okazuję. Możecie twierdzić, że jestem jakimś wyjątkowym oszołomem, ale ja nie po to tyram by cudze terytoria karmić jak na utrzymanie się na własnych brakło sił. Liczenie na to, że muzułmanie myślą inaczej jest godną pobożnych mnichów naiwnością.

I tu dochodzimy do postulatów Pana Gadowskiego, który to był łaskaw wyrazić opinię, że osoby namawiające do podważania porządku prawnego w Polsce (to nie o mnie, o muzułmanach mówił) powinny być ścigane, karane i tak dalej, uzasadniał to tym, iż porządek prawny państwa jest nadrzędny względem szariatu, a szariat sprzeczny z prawem polskim. No! W dekretach PKWN, sfałszowanym referendum ludowym i konstytutce Kwaśniewskiego Pan Dziennikarz Śledczy znalazł sobie prawo umiłowane – pogratulować. No każdy taki sobie bat wybiera, jaki mu do przymierza z częścią, z której wyrastają nogi pasuje, jak się Pan Gadowski chce okładać polskim “prawem” to kimże ja jestem aby suwerenowi zabraniać kiedy chcącemu nie dzieje się krzywda?

Z tym że ten sam Pan Gadowski jest łaskaw narzekać na polskie sądy nie szczędząc słów zgorszenia na to co się tam wyrabia. Widać to komusze “prawo” to jest naraz i złe i dobre. Teza, antyteza, dziennikarstwo.

I tutaj zbliżamy się do konkluzji.

W chrześcijaństwie (Biblii) czy innych religiach pojęcie państwa w ogóle nie istnieje. Człowiek wierzący żyje we wspólnocie bliźnich przestrzegając prawa danego przez Boga, nie ma innych źródeł prawa – Bóg nic o tym w świętej księdze nie wspominał. Nie ma czegoś takiego jak naród i państwo. Co za tym idzie nie ma takich konstrukcji do okradania jak wewnątrzwspólnotowa dostawa czegokolwiek na jakiejkolwiek stawce. Biblia jako bezwzględna konstytucja wszelkiego innego prawa odrzucanego w przypadku niezgodności ze Słowem Boga stanowiącego Prawo.

Uważam, że to przedziwne zjawisko, aby przytomni ludzie na raz byli wyznawcami Boga i jednocześnie oczekiwali przestrzegania czego innego niż Prawo przez tego Boga ustanowione. Nie żebym był jakimś ultrasem legalizmów czy konsekwentnego ich stosowania, ale uważam, że te deklaracje tych wybitnych ludzi są objawem tego jak nam biurwa namieszała w głowach. Jaki chaos w tym panuje i jakie dysonanse. Nie bez powodu w religiach nie ma nic o państwie, gdyż religie nie są organizowane w ramach państwa, w oparciu o nie i co najważniejsze – są rozdzielne względem państwa – można skryć się w kościele przed opresją państwa – to jest właśnie rozdział kościoła od państwa – pod Bożą opiekę można się oddać. No ale takie mamy obecnie religie, że co tam kościół może, lepiej oddać się pod opiekę hetmana co Lisowczykom krzywdy zrobić nie da. Tedy kto przytomny oddaje się pod opiekę hetmana Dukaczewskiego miłościwie nam kiejkutującego.


Konsekwencją tych zjawisk (starcia się religii i fałszywych religii biurwy) oprócz ludzi oczywiście skołowanych (wymieniłem wyżej), którzy pragną albo większej opresji (niech ktoś coś z tym zrobi, niech państwo pokaże, że ma siłę), albo fantazjują na temat jak to najeźdźca powinien się zachowywać względem najeżdżanego (pobożne życzenia) jest dramatyczna zapaść gospodarcza, w jakiej żyjemy. Spalanie mocy swobodnej na to pływanie w kisielu bardzo ogranicza nam głębokość wydobycia na jaką możemy penetrować Ziemię, lasy, głębiny i rynki. Jeśli próbowaliście penetrować rynek niemiecki to macie własne doświadczenia.

Jest pewna różnica pomiędzy penetrowaniem własnej tkanki gospodarczej, a obcej. Biurwa traktuje każdą tkankę jako obcą i każdą dewastuje, uznając to za normalność. Obcą się eksploatuje i przechodzi do porządku dziennego nad faktem, że tak zmacerowana obumrze. Jednak ze względu na wzajemną otwartość, jaka ma miejsce w naszych czasach, otwartość z bezsilności przeciążonych aparatów obronnych jest okazja, aby grasować mając okazję, być może wyjątkową w skali pokoleń, okazje by poprawić byt swój i kolejnych generacji swojego rodu tym co się hydrze wyrwie. Przewaga konkurencyjna, jaką zapewnia umiejętność ignorowania kisielu (ale pozwalając konsekwencjom w nim tonąć), w tych wyjątkowych czasach tak wielkiej przewagi środków napadu ekonomicznego nad kontrwywiadowczymi środkami ochrony infrastruktury gospodarczej jest, być może, jedyną okazją, aby się nachapać zanim zbyt wielu do konkurowania się wybudzi, a Niemcy podejmą próbę uszczelniania systemu podatkowego EU, zaostrzenia opresji, wprowadzenia represji i zamknięcia kontynentu odcinając nam formalnie dostęp do maszyn, narzędzi, surowców. Formalnie, bo wtedy będziemy już tak biedni, że i tak nikt nie będzie nam chciał za nasze pśp czegokolwiek sprzedać.

Nie było jednak innej drogi

Nie dało się inaczej tworzyć organizmów państwowych w wojnie na wyniszczenia, jaka trwa od XVII wieku. Państwa pozostające na starej mapie dystrybucji dóbr (droga lądowa tak stara, że kreśląca ludzkim genomem rozprzestrzenianie ludzi i towarów) zniknęły jako pierwsze. Potem zaostrzyły się systemy supresji obcych (wprowadzenie strzeżonych granic i paszportów). A to wszystko dlatego, że doszliśmy do takiego poziomu rozwoju intelektualnego, że zaczęliśmy wymyślać mechanizmy. Zaczęło się wcześniej i zmiany wchodziły jako nowinki, oczywiście najpierw do floty (tam do ustalenia pozycji zegar jest konieczny), potem do armii (zmiany w taktyce, nowa musztra, operowanie piechotą), upowszechniło się nowe paliwo (proch) i ludzie zaczęli pisać swoje chciejstwa maszynowo powielane na prasach drukarskich – otóż bardzo dużo chcieli, a najbardziej to zorganizować innym życie i wtedy wszystko na pewno dobrze zadziała.

Według dzisiejszych miar mierzy się dwie zasadnicze kompetencje intelektualne i wiele pobocznych. Mierzy, ponieważ to potrafimy sobie wyobrazić i powiedzmy, że “obiektywnie” zmierzyć porównując jednych do drugich. Te dwie kompetencje to operowanie wzorcami geometrycznymi i werbalnymi. Najczęściej kompetencje na tyle rozdzielne, że osoby wykazujące wysoką jedną cechę mają pod psem drugą, po pierwsze poprzez kompensowanie braków jednej drugą, po drugie przez praktyczną nieprzydatność i bezcelowość rozwijania obu cech na raz.

Można mierzyć jeszcze inne cechy – zdolności mnemotechniczne (nie błyszczymy), dopasowywanie wzorców akustycznych (nie mamy szans z czarnymi), inteligencje emocjonalną (nie mamy szans z samicami). Ale egzaminują zwyciężonych zwycięzcy, więc egzaminujemy tym czym zwyciężyliśmy. Czy to będzie potrzebne w dalszym rozwoju i czy dominujące to się okaże.

A wzorce dlatego, że tylko te potrafimy mierzyć, nie potrafimy mierzyć odpowiedzi na nieznane nam pytanie. Natomiast przetrwanie w nieznanym nam (a taki jest) świecie i poznawanie tego świata to właśnie odpowiadanie na pytania, których nie tylko nie znamy, ale nawet nie wiemy czy mają rzeczywiste odpowiedzi. Przyjmujemy więc pewne uproszczenia i założenia, ale nie wiemy czy rzeczywistość też będzie łaskawa je przyjąć gdy wprowadzimy pomysły w czyn.

Prawda – zgodność osądu z rzeczywistością.

Rzeczywistość weryfikuje czy pomysł był dobry czy nie dobry. Te dwie kompetencja z mierzeniem jakich tyle o ile sobie radzimy, to w uproszczeniu zdolności dopasowywania elementów i “gadane”. Elementy można dopasowywać sobie w samotności, a na mroźnych terenach północy zarówno w Europie jak i w Azji śmiertelność była (i jest – Finowie popełniają rekordowe ilości samobójstw). Jest w tamtych rejonach bardzo samotnie (byłem, wiem, można po kilka dni nie zobaczyć samochodu na horyzoncie). Tam na północy jak sobie poskładasz tak sobie przeżyjesz. Wszystkie badania wskazują, że populacje endemiczne dla tych okolic to świetnie dopasowujące do siebie elementy gbury. W garażu można coś sobie skonstruować i sprawdzić czy to działa. Ponieważ osoby operujące geometriami to najczęściej wzrokowcy, więc to co zobaczą i sobie umieszczą w wyobraźni, to potrafią już używać. Upraszczają struktury poprzez zamykanie je w już działające moduły i dające wynik z zadanego wsadu. Tak jest skonstruowany cały przemysł, przemysł powstał na północy, bo mieszkający na północy ludzie przeprowadzają łączenie kropek w takich właśnie kategoriach – wynikowych. Ich wynikiem było przeżycie. Ich kultury są jednolite nie dlatego, że im odgórnie ktoś nakazał, tylko oddolnie powielali wzorce, jakie działały, bo niedziałające się nie rozprzestrzeniały (memetyka).

Mamy jednak i tych drugich, tych co mają gadane. Jest tutaj nadreprezentacja jednego wybranego narodu, który jest wybrany swoim wybraństwem. Operowanie słowem, emocjami i cudzymi wyobrażeniami pozwala ustalić hierarchię społeczną dokładnie tak jak wśród szympansów – poprzez politykowanie. Ponieważ ktoś, kto przewyższa w tych kompetencjach plecenia bzdur innych o odchylenia standardowe ma możliwość zebrania wokół siebie innych, co odkryją interes w powtarzaniu tych bredni, to można wytworzyć istotną w grupie mniejszość dysponującą autorytetem retorycznym – zdolnością zakrzyczenia, zamilczenia lub rozemocjonowania za i przeciw całego tłumu indywiduów z neuronami lustrzanymi kopiującymi wzorce zachowań dominujące w widocznej, wybranej części stada, a patrzymy na tych co krzyczą głośno i zwracają uwagę. Dlatego istnieje koncepcja przywództwa, koncepcja normy i socjalizacji. Z tym że do internalizacji rezultatów tych zachowań trzeba mieć choć odrobinę zdolności do komunikacji, a tego gbury z północnych lasów nie mają.

Rezultat jest taki, że ludzie co mają gadane, i wydaje im się, że przemyślane, tworzą sobie wyobrażenia mechanizmów społecznych (bo innych sobie nie potrafią wyobrazić) i zakładają, że to zadziała tak jak sobie wyobrażali. Rzeczywistość weryfikuje milionami ofiar te ich pomysły, a odpowiedzią jest oczywiście “pomysł był dobry tylko ludzie k!”. To Ci ludzie potrafią tak otumanić innych, wybitnie inteligentnych przedstawicieli od kręcenia ozorem (bo kim jest doktor teologi czy dziennikarz śledczy? zmajstrował coś co fruwa? pływa? w ziemi ryje? drzewa sadzi?), że ci zaczynają nam nawijać na uszy makaron o tym, że tych od gadania to trzeba słuchać, a kto by nie słuchał to won (Pan Doktor), albo ścigać i karać (Pan Dziennikarz). Posłuchacie autorytetów? Czy te autorytety jakkolwiek dałoby się określić jako “nasze” nie zostały aby zaatakowane wirusami tych co mają gadane jeszcze lepiej od nich i teraz plotą od rzeczy?

Zwróćcie uwagę, że my tutaj komunikujemy się znakami, geometrią. Złożonymi, piętrowymi rozwiązaniami znaków. Definicją prawdy jest tu podział działa / nie działa, weryfikowany przez rzeczywistość. Wciskanie ciemnoty jest tu tyle ile da się wcisnąć tym naiwnym co przyjęli gadaninę i pływanie w kisielu tej gadaniny za normalność i rzeczywistość. Wśród Czytelników dominują informatycy i przedsiębiorcy. Nie mamy tu właściwie “prawników” czy ogólnie pojętych humanistów – oni nie komunikują się znakami, dla nich te teksty są za długie i zbyt złożone, woleliby prostszy przekaz na YT, dla nich przyswajalny. Z tym że gadanina jest nieprzyswajalna dla “ścisłych”, bo są przyzwyczajeni do łykania informacji w innym tempie, bez zbytniego ładunku emocjonalnego i najlepiej w postaci graficznej. Dwa coraz bardziej rozdzielne światy. Dwie rozdzielne cywilizacje na jednym terytorium, które się zderzają i na siebie wlezą. Co jakiś czas zresztą włażą gdy pod gąsienice mechanizmów trzeba nawijać rozwrzeszczany tłum na Tienanmen.

Atak gdakaczy na Tienanmen był wstępną próbą konfrontacji koczowników morskich (sea power) z ludem osiadłym. Sea power dlatego jest power, ponieważ kiedyś lud osiadły wtargnął w przestrzeń koczowników i ich wyparł kawałek po kawałku budując forty, faktorie, linie zaopatrzeniowe. I choć czasem dzicy napadali na pociągi, choć czasem palili forty, to dziś mieszkają w rezerwatach. Nie tak długo, to zajęło mniej niż 200 lat. Dziś lud osiadły tworzy forty w morzu, na szelfie wypierając sea power w pustkę deep water. Buduje sztuczny ląd, który już tam pozostanie. Z tych fortów doskonale widać koczowników i ich zautomatyzowanych zwiadowców, którym udaje się wydać alternatywne koordynaty i przepadają na terenach zajętych przez lud osiadły. USA to taki wielki rezerwat.

Problemem jest to, że większość ludzi komunikuje się werbalnie, i nie przeprowadza rozumowania głębszego ponad dające się wypowiedzieć zdanie, ponieważ dokładnie tak samo jak pozostawieni w północnych lasach ludzie z wyspecjalizowanymi pod wzorce geometryczne umysłami tworzą memy. Mem to jest taka instalacja, która akurat w danym wypadku zadziałała i jest przechowywana w wyobrażeniu, w umyśle, a w razie potrzeby zostanie zmodyfikowana. Mroźna północ po prostu zabijała ludzi, którym się wydawało, a którym jakiś autorytet nagadał bzdur. Na południu lemingi przeżyły i nawet uznały, że tak powinno być, że trzeba się słuchać starszych i mądrzejszych i pływać w wymyślonym przez nich kiślu. Jest tylko jeden wzór, jaki może gdakacz rozpoznać neuronami lustrzanymi pośród innych wzorów geometrycznych, bo ten zależy od jego przeżycia w stadzie innych gdakaczy – wyraz twarzy, coś z czym autystyczni programiści i bezduszni szefowie psychopaci nie mają w zestawie automatyki interpersonalnej. Uproszczony wyraz twarzy w postaci emotikona to coś, co zastępuje tym kretynom ciągi zdań przerywane emocjonalnym, soczystym urwał czy ujem, zresztą krótkim bo nie wiedzą, że z “ch” jest dłuższy, ale każdy o takim pisze jakiego ma. Wrażenia emocjonalne to coś, czego używają do komunikacji masowo piszcząc na spotkaniach, koncertach, śmiejąc się, a brodatych ludzi z północnych fabryk uważają za gbury, ogry i buraki. Bo mamy własne bagno, a na nim wszelkie udogodnienia, nawet nie wiedzą do czego, bo nie mają takich potrzeb.

Gdakacze mogą obiecać cokolwiek, wszystkich przegadać i wszystko zdezorganizować. Natomiast my możemy pokazać tylko to co działa, nikt od nas nie kupi przedmiotów, które nie spełniają swojej funkcji, a od gdakaczy kupią obietnice i izmy, których dysfunkcjonalność wychodzi po dłuższym czasie. Nie przegadamy ich, możemy co najwyżej ukręcać łeb hydrze od czasu do czasu albo zwalczać te szkodniki opryskami, szczepionkami, “lekarstwami” i zatrutą paszą. Powoli dopracowujemy metody bycia niewidzialnymi dla tych głupków, bo to są głupki. Nie czarujmy się – można im pokazać wykresy spadku liczby koni i wzrostu liczby samochodów robiąc kalkę, że z samochodami na prąd będzie tak samo. Gdzieś tam ginie to, czego nie widać w tym co widać. Sukces motoryzacji nie polegał na zamianie konia na samochód, tylko na zamianie konia, co żarł to, co my, na silnik spalinowy, który żarł to, czego my zeżreć nie umiemy. Silnik odniósł sukces z powodu wysokich kosztów produkcji paliwa dla koni, bo konkurowały one o żywność z ludźmi. Silniki spalinowe z niczym dziś nie konkurują a koszty produkcji są tak niskie, że aż śmieszne na poziomie sześciu centów za litr ropy. 5 euro na naszej pompie to koszt utrzymania nierobów – gdakaczy, bo transport tylko podwaja bądź potraja tę cenę sześciu centów. Na prąd też nałożą podatki jak już się durna gawiedź przesiądzie na elektryki. Tymczasem my sobie zostawmy ciszę i pieniądze, one ją jakoś lubią.

Otóż ponad wszelką wątpliwość, mimo naszych wyobrażeń dowiedliśmy, że eteru nie ma. Kisiel też można zignorować, a można dlatego, że dzięki genialnym pomysłom tych co mają gadane demografia padła nam do tego poziomu, że nie ma tych gdakaczy kto słuchać i pałami reszty zmuszać do posłuchu. Być może się powszechnie lemingom wydaje, że powinno być inaczej, ale to co im się wydaje w konfrontacji z rzeczywistością wychodzi jak wychodzi – nabudowali dróg donikąd, włażą nieprzytomni pod samochody sterowani smyrfonami i nie potrafią nic wyprodukować, za co ktokolwiek bez stosowania przymusu chciałby im zapłacić. Pan Doktor Sławomir Mentzen twierdzi, że na starość demokratycznie nas przegłosują (no ja jestem starszy, to się Pan Doktor pierwszy przekona czy ma rację) i każą sobie płacić haracz. No! Zobaczymy czy starcy będą mieli tyle pał żeby nas zmusić do pracy za bezdurno, bo jak widzę dzietność, to to będzie wołanie demokraty w mniejszości względem pustki, jaka pozostanie po ich genialnych pomysłach, pustkę być może wypełnią jacyś przybysze, ale oni będą głusi na te postulaty.

Gdakacze zawsze nas przegdakają, mają od tego formalnych gdakaczy (prawników) i formalnych oceniaczy gdakania (sędziów). Dlatego warto organizować się według kompetencji abstrakcyjnych (kapitał) i umiejętności praktycznych (wdrożonych rozwiązań), a nie tego jak kto potrafi przekonać motłoch do zakrzyczenia nas, że jesteśmy rozproszoną, nieskonsolidowaną mniejszością i dlatego mamy na ich kolektyw zasuwać i dawać nasze maszyny, narzędzia i urządzenia. Nie należy jednak ani ich oderwanych od rzeczywistości zasad (praw) ani ich samych traktować nazbyt poważnie, są takim samym dopustem bożym jak myszy w spichlerzu, ot żebyśmy się nie nudzili wymyślając na nich coraz to bardziej zaawansowane środki wypierania myszy ze spichlerza, do którego to my dostarczamy ziarno dla nas samych, a nie dla kolektywów. W spichlerzach, których nie widać, gdakacze mają problemy z wyróżnianiem zakamuflowanej geometrii z otoczenia, rozszabrują tylko to, co widać.