Rzeczy produkujemy takie, jakie się da

Aby wyprodukować coś, należy włożyć w produkcję pewne depozyty. Aby je włożyć – one muszą istnieć. Przy decydowaniu o tym, gdzie otwierać biznes, trzeba ocenić, gdzie te depozyty występują, jakiej są jakości i jak długo będzie można z nich korzystać (czy są uzupełniane?).

Pierwszym depozytem, jaki musimy ocenić, jest to, czy wytwarzane przez nas dobra i usługi mają na danym terytorium zbyt. Najłatwiej to ocenić sprawdzając, czy ktoś już tam prowadzi coś podobnego i czy dobrze żyje. Jeśli tak – można wchodzić w konkurencję. Jeśli natomiast nie – być może to teren dziewiczy i będziemy pionierem (ale raczej po prostu nie jest to dobry interes, bycie pionierem jest bardzo ryzykowne).

Z punktu widzenia technicznego MiSia zbyt na nasze towary i usługi uzyskamy w państwach przemysłowych i postprzemysłowych. Są to olbrzymie obszary, takie jak EU, USA, Chiny. Jednak na każdym z tych rynków trzeba konkurować. W EU – dojściami, w USA – dojściami i ceną, w Chinach – dojściami. Co od razu wskazuje na kwestię wymaganego kapitału społecznego – sieci społecznej po jakiej będziemy się poruszać. Co ciekawe – w państwach uprzemysławiających się (Nigeria, Turcja, Brazylia) nie będziemy musieli zbytnio konkurować, a sieć społeczna będzie łatwa do zbudowania (natomiast będą braki w innych depozytach).

Tutaj warto się zastanowić jak dobrzy jesteśmy w budowaniu sieci kontaktów. Jak szybko zbudujesz sieć powiązań pozwalających na terenie uzbrojonym przemysłowo wchodzić backdoorami do firm i korzystać z ich narzędzi bez wygórowanych opłat i głupich pytań? Możesz sobie wjechać do cudzej fabryki i po uchyleniu kapelusza uruchomić maszyny, pobrać towar z magazynu i coś tam sobie wydłubać? Jeśli możesz, to masz poważną przewagę konkurencyjną, ponieważ kontakt w poziomie między firmami zapewnia oszczędność na korzystaniu z obrotu przez firmową biurwę. A pewne firmy biurwy nie mają w ogóle i dogadanie się z nimi z poziomu innego niż techniczny jest niemożliwe.

Są terytoria, na których jest niedobór środków produkcji i tam trzeba przywieźć ze sobą wszystkie klamoty. Przyczyna może być biurokratyczna (wtedy na takim terenie grasują korporacje i przywożą ze sobą wszystko drogo – trzeba być ich podwykonawcą / konsultantem) lub geograficzna (brak dostępu do portów, cementowni) – wtedy grasują tam małe przedsiębiorstwa złotych rączek i zaradnych ludzi. Są też tereny wykluczone czasowo (czasem bardzo długo) działaniami wojennymi różnej intensywności.

Oczywiście mieszkając w EU czy USA nie ma czegoś takiego jak problem z dostępem do środków produkcji (chyba że finansowy). Maszyny można mieć dostarczone „na wczoraj”, wystarczy umieć je uruchomić. Ale na tym terenie trzeba płacić haracz należymisiom, konkurować ceną, jakością i dojściami. Ścieżka rozwoju firmy z M do Ś sprowadza się najczęściej do konfrontacji z urzędami (rynek jest regulowany w średniej i dużej skali, o czym przekonali się producenci żywności, okien, obuwia) i sprzedaniem udziałów pod kontrolę korpo regulującego dany rynek pod własną marką. Wielu z nas odczuwa przez to niedogodności na tym rynku, albo ogranicza rozwój i przejada nadwyżki tworząc firmy „konduktor”, zapętlone w powtarzalnej ekspansji i upadkach.

Depozyt wiary i swobody wyznania jest bardzo istotny w ocenie danego terytorium i jurysdykcji (jeśli występuje). I to nie tyle w kontekście tego, czy rozwijają tam dywaniki i wzywają jakiegoś al’Łacha, czy sprawdzają obecność w zborze w niedzielę. Chodzi o fanatycznych państwitów. Jeśli na jakimś obszarze jest zbyt wielu nawiedzonych co „uprzejmie donoszą”, bo „państwo wie wszystko lepiej” i „wszystko trzeba uregulować w ramach państwa”, to w takim faszystowskim środowisku bardzo trudno działać. To nie znaczy, że się nie da tam zarobić, tylko że korzystny profil działalności w takiej jurysdykcji to gang białych kołnierzyków i żadnej produkcji do tego nie trzeba. A nie o takim profilu działalności chcę tym razem pisać.

Przykładem terytorium zdewastowanym przez państwitów, który uniemożliwia prowadzenie działalności, jest Polska (Polska jest państwem faszystowskim – faszyzm jest dominującą ideologią administracji publicznej). Jest tam typ złośliwej, zawistnej, nastawionej roszczeniowo populacji, z którą nie można ustalić korzystnego konsensusu i pozostaje ją zlikwidować i zastąpić inną populacją. Co uskuteczniają w kolejnych wojnach sąsiedzi, dokonując zbrodni i przesiedleń. Podobne zjawisko występuje w Szwajcarii, a w Skandynawii zaczęło się ono cofać, czy to przez trudną do spenetrowania imigrację o innej kulturze, czy przez biednienie społeczeństwa, które nie chce być pauperyzowane podatkami na cudze cele.

Kapitał społeczny – zaufanie. Czyli samowykonalność zobowiązań. Zdolność honorowa do podejmowania zobowiązań. Zazwyczaj taki kapitał jest wysoki w społeczeństwach zamożnych, powstaje on z pracowitości. W społeczeństwach leni nie ma go wcale (dlatego sprośni Chińczycy zasiedlają Afrykę swoimi osadnikami, ponieważ z większością czarnuchów nie można się dogadać w kwestii zapłaty za pracę – nie wierzy, że po pracy mu zapłacisz, a jak zapłacisz przed pracą, to nie wykona). Istotna jest też kwestia negocjowania warunków umowy. Tutaj dla przykładu skreślona jest wschodnia ściana Polski – są tam ludzie tak wyeksploatowani oszustwami przez pokolenia, że nie da się z nimi nawiązać jakiegokolwiek porozumienia – są to niekończące się roszczenia gwarancji zamiast podjęcia działań.

Kapitał ten jest wysoki w krajach postindustrialnych (gdzie istnieją już akumulowane od pokoleń zasoby i nie ma powodu, aby się oszukiwać – zasoby są) oraz społeczeństwach z rozdrobnionym rolnictwem (tam też zasoby są i nie ma powodu czynić brewerii). W przypadku społeczności rolniczych spacyfikowanie tego kapitału (poprzez wydrenowanie) jest proste, jeśli istnieją tam jakiekolwiek motywacje prawne – wystarczy zmanipulować rynek pożyczek/kredytów lobbystami i okraść rolników odsetkami. Tak zrobiono w Polsce i w Turcji. I w wielu innych krajach – w takiej manipulacji przodują agrokorporacje wykańczające rolników w centralnych stanach USA.

Populacja – ktoś musi pracować. Oczywiście możemy założyć, że będziemy pracować sami, ale pewne rzeczy i tak powoli trzeba będzie outsourcingować. Warsztat trzeba pomalować, trawnik skosić, wióry pozamiatać. Z wiekiem wypada zatrudnić kogoś do czynności obsługowych, bo doba ma godzin, ile ma i nie mieszkamy na Wenus.

Aby populacji chciało się pracować, to muszą tam być ludzie młodzi w takiej ilości, aby się specjalnie nie trzeba było o nich licytować. Ten warunek spełnia wiele krajów Azji, Afryki i Ameryki Południowej. No i oczywiście bezcenny Izrael, ale tam nas raczej z biznesem nie wpuszczą. W Europie jest z tym pewien ból – populacja jest stara, a przesunięcie „młodości” nastąpiło na „po studiach”, czyli homo sapiens administracyjnie rozpoczyna życie zawodowe w wieku, w jakim przeciętnie w warunkach naturalnych już dawno byłby wspominanym w zaduszki przodkiem. Ponieważ ludzie zaczynają życie zawodowe późno, to już na starcie mają wysokie wymagania (muszą mieć), a bardzo lichą ofertę (brak doświadczenia).

Wykształcenie populacji i przeciętny poziom techniczny. W USA nie jest trudno znaleźć (w wielu stanach, nie we wszystkich) ludzi, którzy od małego na farmie mieli do czynienia ze śmigłowcami i samolotami. Po prostu taki sprzęt jest tam dostępny, ludzie są z nim obeznani i mają z nim praktykę.

Ten sprzęt często jest z demobilu. Bo tam mają nadprodukcję na kontraktach rządowych, również maszyn szkolnych dla wczesnych etapów szkolenia. Od tego jest państwo – aby zamawiać dużo samolotów, czołgów i rozdać je obywatelom. Jakby ktoś chciał najeżdżać, to w każdej szopie coś go może spotkać.

W Polsce nie było trudno jeszcze 20 lat temu znaleźć ludzi znających się na obróbce materiałów, metalurgii, technologiach produkcji. Elektroników można było kupować hurtem. Dziś jest nieco trudniej (skuteczny drenaż). Warto zwrócić uwagę, że wpływ państwowego kształcenia jest mniej skuteczny na dolara, niż dysponowanie własnymi środkami technicznymi z państwowego demobilu. Wysycenie społeczeństwa zasobami jest skuteczniejszym sposobem uzyskania konsystencji edukacyjnej niż tworzenie szkół. Podejrzewam, że gdyby nie było podatków od nieruchomości za garaż/warsztat i ze szkolnego demobilu co roku wyprzedawanoby za bezcen narzędzia podstawowe (tokarki, frezarki, wiertarki, szlifierki, wytaczarki, EDM czy nawet ich odpowiedniki do drewna), to ludzie by ich używali, modernizowali je (uzbrajali DRO a nawet CNC) i coś by tam sobie wystrugali. Socjalizm ma swoje zalety w prywatyzacji.

Bardzo korzystnie jest trafić do kraju, gdzie jest taki pik edukacyjny i populacja wysycona specjalistami w nadmiarze. Bardzo łatwo jest wtedy prowadzić działalność techniczną, znaleźć pracowników i nieszczególnie trzeba za nich przepłacać (bądźmy szczerzy – byle czego nie jedzą). Do takiej sytuacji doprowadzili u siebie Chińczycy, masowo kształcąc już dzieci w pracach warsztatowych i to nie w byle jakich warunkach, masowo zamawiając dla nich narzędzia i sprzęt ochronny (choćby rękawice takiej klasy, jakiej nie widziałem za darmo w żadnej zachodniej szkole – i to rozmiar dziecięcy). Mają tam też powszechnie dostępne i tanie obrabiarki (a tanie dlatego, że nie musi na nich pieczątki stemplować żaden TUV).
Niestety, do takiego kraju, gdzie ludzie są dobrze kształceni technicznie w kibucach, nas nie wpuszczą. Do Chin też nie. A pozostałe kraje mają inne wady (na przykład starą i roszczeniową populację).

Geografia – już wcześniej o tym pisałem. Musi być port. Bez portu dzieją się cuda z cenami dostaw materiałów eksploatacyjnych. W Brazylii mają taką rzekę, gdzie bardzo głęboko mogą wpływać statki i dostarczać przeróżne towary, a do tego niedrogo można mieć tam własny statek. Jest takich rzek jeszcze kilka na świecie, ale większość ma bardzo regulowany transport, a ta największa – nie.

Niedostępna geografia ma swoje zalety – najczęściej nie docierają tam należymisie i ceny naszych usług mogą być dość wysokie, ale i my za inne towary i usługi będziemy płacić niewspółmiernie. Wyjątkiem jest przyklejenie się do jakiegoś przemysłu wydobywczego – bo ten jest tam gdzie złoże, a nie tam gdzie hub cywilizacyjny.

System transakcyjny. Bardzo sprzyjającym czynnikiem jest niskospreadowa waluta, najlepiej stabilna, najlepiej denominowana w czymś realnym. Gdyby nie wady populacji w RPA czy zabetonowanego rynku faszystowskiej Szwajcarii, to byłyby to korzystne strefy na start. Szwajcaria ma wysoki próg wejścia, ale da się tam korzystnie zacząć technicznego MiSia mimo innych przeszkód. Wynika to z istnienia tam podwójnego obrotu walutowego (CHF / CHE).


Podsumowując najfajniejszy byłby kraj ze zdrową piramidą demograficzną, wykształconą populacją, suchy, nad morzem, z portami, uzbrojony po zęby, z sektorem przemysłowym i trzymaną za mordy bankowością, w którym wszystko wszystkim wolno, korporacje nie lobbują i można sobie otworzyć firmę wieszając szyld na krzaku, a do tego żeby to wszystko było za darmo.

Cudów wyczerpujących takie oczekiwania nie ma, ale są rejony prawie wyczerpujące te znamiona, przy czym nie są one dostępne dla każdego oraz mają wady / niedociągnięcia w wybranych obszarach.

Nowa Zelandia – daleko od rynków, nieliczna populacja, usługi tam idą, ale co z tego jak tanio.

Izrael – kraina idealna, tylko nie każdemu tam wolno się osiedlić i prowadzić biznes.

Południowe wybrzeże USA – i tylko problem jak w NZ – liche płace, a kolejny to rozwijające się tam korporacje, choć można się do nich podłączać – jest rynek.

Brazylia – chyba najsensowniejszy wybór długoterminowy. Potężne państwo, rozwijające się, młoda populacja o zdrowej strukturze wiekowej. Problemem jest słabość kształcenia na miejscu, lasy do wycięcia i perfidny dla techniki klimat.

Szwajcaria i Skandynawia – po wypchnięciu RFN ze swoich stref wpływów terytoria te, mimo problemów demograficznych, odzyskują jakąś konsystencję przedsiębiorczości, w której można znaleźć sobie niszę. Może nie zbyt wielką niszę, bo biurwa szaleje i próbuje odzyskać wpływy (a za biurwą Niemcy – Niemcy są najgorsi), ale krótkoterminowo mogą być to dobre krainy na rozpęd.

Macie jakieś swoje typy?

Komentarze są moderowane. Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • uberbot

    Jeden taki co go czytam, poleca Argentynę ze względu na bogactwo wszystkiego – ziemii, zasobów,rozsądnych ludzi z Europy. Tylko gość pisze z prespektywy zarobionego, więc nie bawi się w spawanie i budowlankę… Minus jest taki, że ten kraj gdzieś po drodze zbłądził i z XIXw. Szwecjo-hAmeryki zrobił się niezłym bantustanem. Podobno się teraz podnosi… Mają wszak swój program kosmiczny rozpoczęty w 1960r. (a Poland cant into space z podobnym PKB na łebka w USDach…).

    Co do Brazylii pracowałem w firmie, która miała coś robić w tymże kraju. Mieli niestety problem (trwało to rok ponad), ponieważ w porcie był remontik i ich zabawki nie mogły zejść na ląd. Tam też potrafi być ciężko.

  • Rados

    Czy miejscowa Polonia ma pozytywny wpływ na nasz wybór? Jasne że lepiej omijać skupiska Polaków którzy tylko pracują na budowach, sprzątają kible i tak dalej (morze słów na k, wylęgarnia patologii, alkoholizm…), ale jeśli już lecimy do takiej Brazylii nie znając miejscowego języka to chyba lepiej na samym początku gdzieś się zaczepić.

    Przykładowo, czy lepiej otworzyć MISa w Kurytybie czy od razu w Sao Paulo w Brazylii jeśli szukamy miejsca w zgodzie z artykułem?

  • Godfather

    Poproszę o szczegóły co jest nie tak z RPA?

    • 3r3

      Wysokie koszty ochrony mienia i osobistej. Tamtejsza ludność nie ma motywacji prawnych, etycznych, ani śladu myślenia o dniu następnym – to zwierzęta.

      • Ireneusz

        „Tamtejsza ludność … ” pisze pan o tych, co mają na ochronę ?

        • 3r3

          O tych przed którymi potrzebna ochrona.

      • zieloniutki

        czyli co, najeżdżają?, grabią?, palą do gołej ziemi?
        … a podatki tam mają? 🙂

        • 3r3

          Grabią.

      • Godfather

        W zasadzie masz rację, ale… w Kapsztadzie czy Durbanie (czyli tam gdzie chciałeś – na wybrzeżu) wygląda to jednak zdecydowanie inaczej. Tam zachowania i motywacje są bliższe naszym – ludzkim.
        Swoją drogą dla czajników czy indiańców (hindusów) to o czym piszesz nie wydaje się być przeszkodą i dynamicznie tam działają i za parę lat może się okazać, że racja była po ich stronie.

        • 3r3

          Tylko osadnictwo Czajników jest zorganizowane i jadą z nimi silnoręcy (żeby ich pilnować głównie, bo emigracja jest nieco przymusowa).
          A my tego luksusu nie mamy, nasza diaspora jest spontaniczna i nie jeździmy ze zbrojnymi, ponieważ my nawet broni nie możemy w niby naszym dziadolandzie kupić i jej zabrać.

  • Adam Pawlicki

    Fajnie jest zatrudniac obcokrajowcow. Ten parametr nie dosc zaakcentowany. Po tym co sie dzieje w pl teraz z Ukraincami, moglbym slrpo kezdzic do kazdego kraju do ktorego zaczeli przyjezdzac imigranci ekonomiczni. No po prostu miodek.

    • Marcin

      Jedz do Niemiec, ostatnio ich najechało trochę.

  • P1O

    To ja może zadam pytanie z innej strony.

    Co się dzieje z uszkodzonymi elektronarzędziami w takich rozwiniętych technicznie krainach?

    Czy nie dało by się tego tanio kupić i pościągać do PL?

    Potrzebowałbym po prostu nie wchodzić w koszty i spróbować sam mikro działalności w produkcji
    prostych maszyn (a wiem, że takie można sprzedać w mojej „okolicy”)

    • 3r3

      Produkcja narzędzi jest opłacalna – wiemy to z tego że ktoś produkuje narzędzia.
      Rzecz w tym, że duzi producenci są dotowani z podatków na B&R tych narzędzi, a Ty będziesz karany podatkami za samo podjęcie działalności.
      I to jest niestety coś co bardzo trudno przeskoczyć bez pójścia na udry z urzędactwem.

      Ja na razie schowałem się w dotowanym wspólnie przez Boscha i Siemensa B&R.

      Ale jest cała gama maszyn, których nikt z dużych nie produkuje, za to jest cała masa małych firm robiących solidne maszyny w krótkich seriach. Głównie wyposażenie tartaków, gospodarstw rolnych.

      • P1O

        A gdzie można tanio kupić uszkodzone bądź używane tokarki, frezarki, przecinarki, wycinarki itd? (Szwecja, Niemcy, Francja)

        Solidną spawarkę Kemppi udało się znaleźć znajomemu na śmietniku gdzieś w Niemczech. Koszt naprawy to wymiana tranzystorów za 40zł.

        W Polsce zdaje się, że były takie okazje do taniego zakupu gdy likwidowały się lokalne fabryki w latach 90.

        Tak jak wspomniałem, nie chciałbym wchodzić w koszty i powoli kompletować sprzęt (nawet nadający się do naprawy czy remontu)

        • 3r3

          Na aukcjach albo odwiedzając firmy produkcyjne – zawsze mają jakiś złom, który oddadzą za parę groszy.

          • P1O

            Ok, Dziękuję.

            • 3r3

              Mam na rozkładówce i za jakiś czas wrzucę tekst o tym co wybrać ze śmietnika.