Ścieżki kariery

Dla mających mniej czasu – skrót do mięsa.

Będzie tu często powtarzany wyraz kluczowy – “kwalifikacje”. To kluczowy element w dostępie do koryta w przemyśle. Jeśli umiecie w kwalifikowany sposób wykonać operację, to czeka na Was pełna micha. Jeśli umiecie w sposób kwalifikowany wykonać produkt potrzebny w utrzymaniu przemysłu w ruchu – czeka na Was czerwony dywan, na który możecie narobić i nikogo to nie zgorszy.

Ale w żadnym wypadku z samych kwalifikacji nie czeka Was dobrobyt – możecie być bardzo dobrze żyjącym względem innych niewolników niewolnikiem. Ale nic ponadto.

Przemysł się komplikuje i staje się coraz bardziej pracochłonny mimo coraz doskonalszych narzędzi, dlatego że do ich obsługi wymagane są coraz bardziej specjalistyczne kwalifikacje. Bardzo skomplikowały się obrabiarki – są niebywale złożone. Spawarki wyposażono w komputery korygujące błędy mistrzów, a nawet pozwalające wykonać w miarę prawidłowe łączenia początkującym. Urządzenia dozbrojono w dodatkowe systemy zasilania (hydraulikę, pneumatykę, silniki liniowe). Wewnątrz maszyny kryją się zupełnie rozdzielone moduły, które muszą współpracować. O ile nie wymienia się ich w jakichś spójnych całościach, to każdy wymaga specjalisty z innego zakresu.

To samo w programowaniu – to dalej jest matematyka, nie ma tam nic więcej. Zestaw logik wykonywanych przez mechanizm. U podstawy i w rezultacie proste jak konstrukcja cepa, ale zbudowanie jakiegokolwiek narzędzia na dzisiejszym poziomie złożoności od podstaw jest samodzielnie niewykonalne, gdyż suma roboczogodzin przekracza czas życia człowieka.

Owszem – mamy narzędzia, jakie zostały po przodkach – drogi, mosty, państwa, silniki, dźwigi, szpitale. Ale w przypadku przemysłu i IT wszystko, co jest w aktualnej awangardzie, jest nie starsze niż pięć lat – taki jest najdłuższy okres amortyzacji sprzętu. Mimo że koncepcyjnie mogą być to pomysły przeszłe, to jednak wykonano je niedawno.

Zapewne stąd wizje apokalipsy, na którą szykują się prepersi – jak się wszystko zawali, to każdy zaradny będzie bardzo mądry i bardzo przydatny, w przeciwieństwie do dzisiejszego miejsca w siedmiomiliardowym szeregu pożerającej planetę maszyny.

Tylko że się nie wali – poszukajmy więc miejsca w szeregu.

Chcielibyście

To jasne – też byście chcieli coś tam sobie nachapać i zostawić kolejnemu pokoleniu chapaczy, aby się wydźwignąć z nędzy, jaka nam się trafiła w spadku po serii przegranych wojen przez naszych nie dość agresywnych przodków, którzy tylko bredzili o obronie, zamiast napaść sąsiadów i wyrżnąć w pień ich kobiety i dzieci (dziś nie trzeba – wrogowie zrobili sobie gender ideolo i zostały same pedały).

Taki cel jest przytomny – przecież poprzednim pokoleniom coś tam się udało wyszarpać, coś pobudowali, mają jakieś biznesy, pracują, ale żyją z tego i zgromadzili jakieś majątki. Ci, co dziś mają po siedemdziesiąt lat i prowadzą produkcję – choćby i skarlałą ze względu na wiek, która ze sporego średniego przedsiębiorstwa skurczyła się do mikrofirmy z dużą automatyzacją – przecież jakoś do tego doszli. Ci, co mają dziś po 55 lat i prowadzą samodzielnie zautomatyzowaną produkcję zastępującą kilkanaście osób, też przecież doszli do tego sami, własnymi rękoma. Ci, co mają zaliczoną trzydziestkę i prowadzą mocno wysycone sprzętem mikrofirmy, też byle czego nie jedzą.

Jednakże jest coś, co dzisiejszych 20-30 latków dzieli od tych, co zaczynali 50 lat temu. To przepaść pięciu miliardów ludzi, których nie było, gdy oni zaczynali. To czasy największej eksplozji demograficznej (w liczbach bezwzględnych) w historii ludzkości. To złote czasy, kiedy ludzie mający po 6-8-13 dzieci na wsiach porzucili ostatnie sadyby poza miastami i dziś ponad połowa ludności świata mieszka w miastach w formacie rodziny dwapluspies. Ci, którzy się nie urodzili, nie wyciągnęli ręki po zasoby – z tego wynika nasze pozorne bogactwo – nie podzieliliśmy się nim. Wielu z tych, co właśnie dożywają swoich dni prowadząc zautomatyzowane firmy, nie ma prawnuków. Znam nawet takich, co nie mają dzieci. Zgromadzili potężne majątki i bogato żyli na drodze, która nigdzie nie prowadzi.

Będziecie musieli zmierzyć się z innym światem, z innymi zestawami umiejętności, z innymi systemami własności i podziału owoców pracy. I jeśli coś będziecie umieć, to przymuszą Was do pracy, jeśli coś będziecie mieć i się o tym dowiedzą – zabiorą (dla wspólnego dobra, a przede wszystkim dla Waszego własnego ^^). Macie miliardy konkurentów do Waszego miejsca na Ziemi, do Waszych samic, do własnego garażu i własnych narzędzi. Robi się ciasno, ponieważ każdy chce mieszkać jak najbliżej miejsc, gdzie wytwarza się dobrobyt, a nikt nie chce tworzyć nowych hubów wytwarzających dobrobyt, bo daje to władzę. A hegemoni, jacy by nie byli, będą wdeptywać w ziemię każdego pojawiającego się konkurenta.

Dobrobyt, jaki chcecie osiągnąć, będziecie musieli wyszarpać, ukraść, wypracować i (co najważniejsze) ukryć. Będziecie to robili w strasznym tłumie, przy przenikającej wszystko inwigilacji i nie pod presją utraty życia, do jakiej przywykli pionierzy, mierzący się tyle razy z nieznanym w historii naszego gatunku, a z ryzykiem zakończenia Waszej linii biologicznej na Was – bez dzieci, bez jakiegokolwiek biologicznego ciągu dalszego. To cena postępu, odnieśliśmy sukces i teraz trzeba z nim jakoś żyć.

Dla przytomności… Kaczyński

Czasem warto spojrzeć na to, co popisali ludzie zajmujący się rozwojem technologii. W jakie wpadli przerażenie i jak nieskładnie wyrazili swoje obawy przed tym, co sami tworzyli. Jeśli macie czas i cierpliwość, żeby przez to przebrnąć, to bierzcie pod uwagę, że w Waszych czasach różne tendencje destrukcyjne, w tym nihilistyczne, będą się pojawiać. Ludzie będą próbowali zakazać stosowania technologii w całości lub w części, podając różne powody, jakie im wydają się słuszne. Wiele zachowań (z jakimi jest obecnie problem w Japonii – czyli krainie, gdzie przemysł odniósł niezwykły sukces) jest zupełnie nieracjonalnych. Sposoby kształcenia, jakie powstały (Korea), są dla nas trudne do zaakceptowania. Nie zechcemy się poddać takim rygorom zachowując tożsamość. Dlatego warto czasem poczytać stek pierdół, które napisali doprowadzeni do amoku ludzie całkiem przytomni.

http://web.archive.org/web/20140210041417/http://ateizm.host.sk/texty/unamani.htm

Zauważcie, że Kaczyński ponad 20 lat temu formalizował w USA te same pytania, jakie trapią dzisiejsze dysputy wolnościowców, socjalistów, zielonych (byli wtedy w ogóle jacyś poważni zieloni?). Niech sobie będzie, że wariat, ale pytania racjonalne i ciągle na czasie. Na niektóre już znaleźliśmy odpowiedzi i nie bardzo jesteśmy ukontentowani rezultatami. A mamy już własną listę kolejnych, bardziej detalicznych pytań, dotyczących tego jak się w tym zastanym świecie odnaleźć.

Kariery, jakie były możliwe – czy będą możliwe?

Z przykładów, jakie znam z rzeczywistości, to w większości dziadki, ale jest kilka wyjątków.

Dziadek pierwszy – prowadzi zautomatyzowaną fabrykę – kilka linii przemysłowych i produkuje dość zaawansowane, choć standardowe produkty wymagające znacznej pieczołowitości. Zastąpił tam pięciu innych ludzi i obniżył kasacje z 15% do 2%. Sam sobie prowadzi serwis, utrzymanie ruchu, produkcję, dokumentację. Zewnętrznie ma tylko audyt pod normy, które sam sobie napisał, ponieważ w tych produktach audyt musi być “zewnętrzny”. No i ma udziałowca / dział sprzedaży, co zajmuje się pilnowaniem klientów i organizowaniem kwestii prawnych, jeśli nie dotyczą one szczegółów technicznych.

Jego codziennym zmartwieniem jest zdrowie koni i stan jachtu.

Oczywiście jest to czarownik od unikania podatków, amortyzowania urządzeń, zakładania spółek w różnych krajach. Do jego doświadczenia zawodowego należy zorganizowanie (entrepreneur) i uruchomienie podobnych fabryk o różnej skali w trudnej do policzenia liczbie krain (w tym w Chinach i USA). Zaczynał swoją karierę jako ślusarz narzędziowy, choć z domu wyniósł wiele umiejętności – mając dziesięć lat montował gokarty.

Dziadek drugi – prowadzi manufakturę z pewną dozą półautomatycznych rozwiązań w pierwszych fazach produkcji. Sprzedaje proste produkty o wysokiej jakości i dużej odporności. Na co dzień konkuruje z dużym korpo o zamówienia publiczne i jęczy, że nie przebije ich łapówkami (tak – mówimy o Szwecji, statystyki, jakie publikują o łapówkarstwie w tym kraju, można sobie wsadzić w kieszeń).

Oczywiście to czarownik od podatków, spółek, bankructw. Ciężko za emerytem nadążyć jak się aktualnie nazywa firma, pod jaką prowadzi działalność. Pomysłowy człowiek od własnych rozwiązań masowej produkcji różnych detali. Swego czasu prowadził firmę rozwiniętą do 60 pracowników, kryzys 2007 / 2008 posłał ją w bankruty.

Wybitny specjalista od organizowania i optymalizacji stanowisk pracy i łańcuchów wiążących etapy produkcji.

Dziadek trzeci – już tylko przesiaduje w firmie, którą prowadzi jego syn. Organizuje kontakty i zaopatrzenie w kwalifikowaną siłę niewolniczą dla przemysłu oraz produkuje różne wielkogabarytowe konstrukcje (marine). Stawia instalacje i fabryki. Czarownik od odwróconego VATu, magik rejestrowania konia jako pracownika na kartę rowerową z Bangladeszu, cudotwórca prania pieniędzy do rozliczeń gotówkowych. Przedsiębiorstwo ma ponad setkę zatrudnionych i drugie tyle dziwacznie współpracujących specjalistów.

Specjalista od organizowania całych przedsięwzięć, również od strony formalnej. Dzwoni się do niego, że potrzebna jest fabryka, wysyła przelew i ta fabryka się pojawia.

Dość o starych cwaniakach. Ich cuda wymagały życia w czasach post wojennego boomu, wzrostu młodej populacji i spicia śmietanki ze starzejącego się społeczeństwa, gdy modernizowali to na automatyzację w przemyśle. Ponieważ w Waszych czasach nie będzie już żadnej młodej populacji do tyrania nią, to wzrosty, jakie będą dla Was dostępne, będą intensywne i zagospodarowanie ekstensywnych raczej Wam się nie uda. Te dziadki powyżej, w różnej proporcji, eksploatowały oba typy wzrostu – na początku kariery ekstensywny i później gwałtownie intensywny. Dla Was takich delikatesów już nie będzie – dla Was jest wzrost intensywny i przewagi konkurencyjne w unikaniu biurwy (bo to biurwa będzie demolować Waszą konkurencję i jeśli jej unikniecie, nie zdemoluje zbytnio Was).

Dość o starych – czas o mniejszych i jeszcze w sile wieku.

Ekspert od obróbki – czasem pracuje dla korpo, jak kogoś lubi, ma w domu najwyższej klasy obrabiarki. Żyje ze sprzedaży oprogramowania i solucji do obróbki skrawaniem. Sam serwisuje własny sprzęt i sam go buduje, więc jego koszty działalności są śmieszne.

Znam odpowiedniki takich ekspertów w Polsce – mają obrabiarki w garażach, kontenerach i stodołach – tyle że sami je zbudowali, a nie serwisują gotowych, superprecyzyjnych maszyn.

Te ścieżki kariery są możliwe i ciągle otwarte, jeśli macie ojca albo wuja inżyniera, zacięcie do tematu i garaż. Na tyle, aby wdrożyć jakąś własną ofertę, póki jeszcze mieszkacie w wielopokoleniowym domu. Jeśli jesteście dziedzicznym lemingiem z miasta (obozu koncentracyjnego rządzonego przez gangi – głównie gang policji), to macie małe szanse na znalezienie miejsca do rozwoju swojego hobby w dochodowy interes. I nie czarujmy się – obróbka jest podstawą wytwarzania przedmiotów – to bardzo dochodowy biznes. Im wyższa precyzja, tym wyższe dochody. Im więcej własnego serwisu, zamiast komercyjnego, tym niższe koszty.

Ekspert od spawania (i obróbki) to akurat zazwyczaj ta sama osoba, co od obróbki powyżej. Znam takich ludzi nieco, więc zazwyczaj dysponują oni wysokimi kwalifikacjami po szerokości.

Ekspert od pras – długo pracował w przemyśle, doszedł do kierownika hali, rzucił robotę i prowadzi serwis (doszedł płacowo i rozwojowo do ściany). Zatrudnił kilku ludzi i jeździ po firmach, łatając cieknące maszyny.

I najmłodsi. Ci mają najcięższą, ale najprostszą robotę o najwęższych kwalifikacjach, jednak często wymaganych na bardzo specjalistycznym poziomie, ponieważ po okresie nowoczesnego kształcenia są wdrożeni w niektóre najnowocześniejsze rozwiązania, w jakie starsi nie zostali wdrożeni, a uczyć się nowych rzeczy nie chciało. Najmłodsi osiągający sukces zazwyczaj prowadzą podwykonawstwo, jeżdżąc z jednym, wybranym stanowiskiem wykonawczym jako wsparcie specjalistyczne dla grupy starych wyjadaczy. Zazwyczaj wykonują coś, co da się zmieścić w plecaku – spawają, tną, mierzą, kontrolują jakość, ustawiają maszyny, uruchamiają produkcję, prowadzą ciężki sprzęt.

Jak widzicie, we wszystkich wypadkach istotne są kwalifikacje – zarządzanie, sprzedaż, optymalizacje formalno prawne i bezprawne jako baza dla średniej firmy. Oraz kwalifikacje specjalistyczne – w inżynierii (projektowaniu, rysunku – dziś 3d, metrologii), w praktyce montażu, konstrukcji, łączeniu (spawaniu, lutowaniu), skrawaniu (tokarki, frezarki, EDM, szlifierki), sterowaniu numerycznym i automatyzacji obróbki, programowaniu, no i czymś nowym, co będzie w Waszych czasach – obróbce addatywnej (drukarki 3d dla plastików, metali, kompozytów). Gdybym miał dziś wybierać z całej gamy rzeczy, których można się uczyć, siadłbym na szybko do montażu i spawania, aby wiedzieć z czym się to je, inżynierii ogólnej po całości (projekt, rysunek, metrologia, wykonanie projektu) bez specjalizacji i głęboko w elektronikę i obróbkę addatywną. To, przynajmniej na razie, gwarantowana praca na start, ponieważ całą masę tych coraz nowocześniejszych drukarek trzeba będzie wytworzyć i można to jeszcze robić w garażach, zanim korpo zamieni noszenie wody wiadrami w rurociągi.


Wnioski płynące z tego tekstu, jak dla mnie, są na tyle przygnąbiające, że całkowicie rozumiem ludzi, którzy rzucają grabki, idą na socjal, albo na dłuższe wakacje w ośrodku rewychowawczym. Kopanie się z koniem jest zupełnie bezcelowe. Tak czy tak realizuje się cudze cele, a nie swoje, więc jakikolwiek wysiłek jest wysiłkiem w cudzym, a nie własnym kierunku.

Owszem – fajnie, zrobiłem wiele przydatnych przedmiotów, technologia działa, pracuje, wytwarza bogactwo. Tylko że chciałem się zajmować czymś innym, tym co mnie interesuje, ale niestety za to, co mnie interesuje, nie trafiło się, aby ktoś oferował aż tak pełną miskę. W rezultacie człowiek musi się zajmować takimi pierdołami, jak wyłudzanie jakichś abstrakcyjnych cyferek z kompletnie urojonych, zgryfikowanych systemów “porządku” fiskalnego, w celu wymiany ich na tymczasową możliwość decydowania o jakimś skrawku terytorium, żeby się tam przespać i coś zmajstrować.

Nie dziwi mnie czemu ludzie skonfrontowani z tym absurdem piją, ćpają, nie chcą mieć dzieci i migrują do urojonych światów gier. Jak ma być gryfikacja – to niech chociaż będą ładne tekstury.

Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią skupić się na realizacji jakiegoś marzenia, zamiast konstruowania zabezpieczeń ekonomicznych, formalnych i fizycznych przed wrogim światem pełnych lemingów. Te lemingi są straszne – włażą wszędzie i wiedzą co mi zrobić dla mojego dobra.

Grabić, bo zabraknie. Jeść, póki jest co jeść. Ciężkie musiało być życie przodków żyjących w strachu przed deszczem, suszą, lichymi łowami, słabymi zbiorami, mrozem, chorobami, wypadkami. Ale przynajmniej nie właziły im wszędzie uszczęśliwiające ich “zróbmy to wspólnie, znaczy Ty na nas pracuj” lemingi.

Tak widzę dzisiejsze życie (od pierwszej minuty):

Finding Nemo- MINE (full version HQ)

Gania za mną banda socjalistów takich jak #Arcadio z IT21 i krzyczą “moje, moje,moje!”, tylko dlatego że coś sobie z patyków wystrugałem, to mam im oddać, bo nie mają.


Wróćmy jednak do sedna w połączeniu z ostatnim artykułem – tym o podatkach. Zwracałem uwagę, że trzeba sobie znaleźć miejsce w łańcuchu produkcyjnym na jak najwyższym etapie zaawansowania, a w miarę biegnących lat zajmować oczka tego łańcucha w pionie. Nie proponuję, tak jak skomentował to #Piotr34, zajmowania łańcucha władzy, ponieważ nie założycie własnej armii, nie przejmiecie siłą i podstępem władzy, nie zorganizujecie się lepiej niż nasi okupanci. Wszystko z tego prostego powodu, że okupowanymi jesteśmy wyłącznie z powodu naszego tchórzostwa. Jesteśmy z narodu tchórzy, nie mordujemy wrogów strzałami w potylicę, nie wsadzamy ich do gazu i nie palimy nimi w piecach – nie zasługujemy na własne państwo, więc go nie mamy. Pozostaje nam pracować.

Otóż sedno dobrego ulokowania się w produkcji sprowadza się do wyodrębnienia tych pojedynczych stanowisk pracy, ogarnięcia umysłem co stanowi najmniejszy zestaw wykonawczy dla takiego stanowiska w łańcuchu, aby można było stanąć na ulicy z takim kramem i żeby ktoś, kto wie co chce kupić do swojej fabryki, kupił nas razem z plecakiem, pickupem czy kontenerem.

To zrobiły te dziadki opisane wyżej (co prowadzą własne fabryki). Owszem – niektórym z nich było nieco łatwiej niż startującym od zera – urodzili się w domach, gdzie były warsztaty, garaże, była przedsiębiorczość. Ale niektórzy wyrośli wprost z gospodarstw (te stare dziadki pamiętają jeszcze czasy, kiedy gospodarki dzisiejszych krajów przemysłowych były agrarne). Te dziadki scaliły kilka oczek łańcucha produkcji pod swoim dachem i wpuszczając jakiś powszechny surowiec wypuszczają jakiś mniej lub bardziej produkt końcowy. Ale tych oczek, po rozrośnięciu się firmy, nie prowadzą samodzielnie – wynajmują od tego podwykonawców, aby jak najefektywniej poprowadzili daną część przetwarzania.

Ci nieco młodsi prowadzą właśnie te specjalistyczne usługi zewnętrzne, wymagające zazwyczaj ogarnięcia stanowiska pracy w osi pionowej (przetwórstwo) jak i w osi poziomej (utrzymanie stanowiska, serwis, zaopatrzenie). A ci najmłodsi zazwyczaj zajmują się albo wyłącznie obsługą pionu (coś przetwarzają), albo (najczęściej) to są te krasnoludki, co włóczą się po instalacjach i je łatają (oś pozioma – utrzymanie ruchu).

I to właśnie krasnoludki wypijają kotom śmietanę. Bo tłuste koty – te najtłustsze – leżą na instalacjach przetwarzających ropę w paliwa, w gumę, w plastiki; rudy w kęsy, w surowiec, w profile. To tam jest ukryty dobrobyt.

Pozostaje kwestia jakie kwalifikacje, w jakiej kolejności zdobywać (bo te dziadki nie urodziły się z kompletem kwalifikacji), z jakim sprzętem połączyć (bo te dziadki nie kupiły firmy gotowca) i gdzie szukać miejsca w łańcuchu. O tym jak zacząć z plecakiem, jak zamienić rower na skuter, a skuter na pickupa, jak po raz pierwszy mieć zmartwienie z kontenerem i halą – napiszę w najbliższym czasie.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • splinter

    Trafne spostrzeżenia.
    >Ale w przypadku przemysłu i IT wszystko, co jest w aktualnej awangardzie, jest nie starsze niż pięć lat
    Skoro wszystko tak szybko się zmienia, to z dzisiejszej perspektywy jakbyś poprowadził swoją ścieżkę kariery?

    >I jeśli coś będziecie umieć, to przymuszą Was do pracy, jeśli coś będziecie mieć i się o tym dowiedzą – zabiorą.
    Czy te zasady są uniwersalne dla wszystkich państw Europy, czy to tylko tak wygląda z perspektywy Polski?

    >Gdybym miał dziś wybierać z całej gamy rzeczy, których można się uczyć, siadłbym na szybko do montażu i spawania, aby wiedzieć z czym się to je, inżynierii ogólnej po całości (projekt, rysunek, metrologia, wykonanie projektu) bez specjalizacji i głęboko w elektronikę i obróbkę addatywną.
    Czy mógłbyś rozwinąć temat?

    Gdybyś mógł określić proporcje, to jakie kwalifikacje/umiejętności z jakiej dziedziny przekładają się na najwyższe dochody?
    – kwestie formalno-prawne,
    – wytwarzanie/produkcja i związane z tym kwalifikacje specjalistyczne,
    – handel

    Pytam o to wszystko, bo z Twoich tekstów przebija doświadczenie praktyka. Teoretyków jest natomiast wielu.

    • 3r3

      1 – tym razem lizałbym tematy po szerokości – po łebkach, a nie bawił w specjalizacje. Celowałbym w obróbkę addatywną (druk 3d na dzień dzisiejszy) i elektronikę maszyn;

      2 – wszędzie jest tak samo, najwyżej trochę owiną batog aksamitem, że niby bardziej po pańsku do roboty gonią;

      3 – rozwijam w kolejnym artykule, ale mam zawał roboty, pisać nie mam kiedy;

      Te proporcje zależą od aktualnego rynku, ale jeśli chce się prowadzić biznes to trzeba sobie radzić przynajmniej z dwiema i znaleźć partnera do uzupełnienia braków i zastępstwa na czas kiedy będzie trzeba. Ja na przykład w ogóle nie dotykam się do handlu – ale jak mi się trafia dobry handlowiec to dość szybko przedsięwzięcie nabiera szerokości. Podejrzewam że dobieranie się w takie doraźne grupy jest konieczne – samodzielnie ogarnąć wszystko to nawet jak się umie – czasu nie starczy.

      • splinter

        >>Celowałbym w obróbkę addatywną (druk 3d na dzień dzisiejszy)
        Masz na myśli wytwarzanie przedmiotów za pomocą drukarek 3d? Czy rozwój tej technologii nie jest jeszcze na tyle ograniczony, żeby miał szersze zastosowanie? (czy nastąpi to dopiero, gdy będzie można tworzyć drukarką 3d przedmioty z metalu?)

        • 3r3

          Ależ dziś drukarkami 3d wytwarza się z metali detale zgrubne do dalszej obróbki. A do pewnych zastosowań gdzie tolerancje w granicach 0,2 nie gryzą to są po prostu gotowe detale drukowane.

          • zadziwiony

            Czcigodny Gospodarz zdający się mieć zamiłowanie do spawania zapewne też doceni cokolwiek przaśne „drukowanie” przy użyciu Cold Metal Transfer (http://waammat.com/about/demo-parts). Wystarczy robocik z Froniusa i jazda 🙂

      • tyhim

        “Wewnątrz maszyny kryją się zupełnie rozdzielone moduły, które muszą współpracować. O ile nie wymienia się ich w jakichś spójnych całościach, to każdy wymaga specjalisty z innego zakresu.”
        Nie masz wrażenia, że z elektroniki robi się drugi web development?
        Czy chodzi Ci po prostu o programowanie strukturalne na niskim poziomie tylko i wyłącznie w celu prostego działania maszyny?
        Do tych nowszych maszyn dochodzi cały software żeby to w miarę wyglądało i intuicyjnie się używało z algorytmami ai, a to się robi już powoli kolektyw.

  • Ciekawski

    Czy widzisz jakieś zapotrzebowanie na chemika? Np. kwestia korozji? (Tego co jest na hali, ale i przyszłych wyrobów.) Albo jakieś inne zadania? (zakładamy, że gość młody, zdolny, ma trochę doświadczenia i szybko się uczy)

    • 3r3

      Szampony trzeba robić, mydła, kremy do babskich ryjów – wszystko kupią.
      Są też stanowiska dla chemików w zwrotach od klientów i roszczeniach (claims) bo straszne rzeczy klienci robią z maszynami, przedziwne środki do reaktorów i agregatów chemicznych pompują, temperaturami manipulują i same z tego nieszczęścia.

      • Ciekawski

        >Szampony trzeba robić, mydła, kremy…

        a to nie jest działalność certyfikowana? Czy można tak sobie robić i sprzedawać (w pierwszym obiegu)?

        >Są też stanowiska dla chemików w zwrotach od klientów…
        Tu rozumiem, że taki miś mógłby wchodzić sporadycznie i robić taką ekspertyzę (bo to chyba nie codziennie takie hece?), tylko doświadczenie trzeba już mieć ogromne, więc najpierw trzeba by poetacić? No i czy dałoby się z tego wyżyć? Czy traktować jako działalność dodatkową?

        • 3r3

          Ekspertyzy to są układziki, a nie real biznes. To takie biurwienie ekstra na podkładkę pod uzasadnienia.
          Natomiast szampon – ja wprowadzę do sprzedaży taki jaki mi się pojawi na magazynie – dojdź w łańcuchu kto to naprawdę wyprodukował 🙂
          Wszystko co papierowe można do tego dokleić. Ważne aby produkt był DOBRY. I wtedy jakoś przeleci.
          Znam małe firemki co się tym zajmują i dają radę. To są dosłownie garaże.

  • Mint400

    Coraz ciekawsze wątki. Czekam na więcej, garaż przygotowany

  • Mati

    Witam wszystkich. Trafiłem na tego bloga z IT21 gdzie szukałem jak
    ulokować skromne nadwyżki. Skromne bo skromne ale jednak uwierały. Okazał się
    że w banku nie, w papierku nie, poszły w żółty metal i trochę w kasyno.

    Z kasyna byłem i jestem niezadowolony. Wkładając
    100k trzeba nieźle się napocić żeby wyciągnąć z tego realnie 1k. Dla mnie jest
    to bezsensowna inwestycja żeby wkładać tyle i dostawać tak mało (poza tym doba
    nie jest z gumy). Mam porównanie do innego miejsca gdzie wkładając 10k łatwiej
    można wyciągnąć 1k przy dużo mniejszym ryzyku. W ostateczności mogę zostać z
    materiałem, ale go mam mogę na coś przerobić i ograniczyć straty. Może i bym siedział dalej w kasynie ale
    najbardziej uwierała możliwość dużych strat przy tak małym zarobku. Jeżeli ja
    tu czegoś nie rozumiem to mi wytłumaczcie. Nie wiem Jak “glupi”
    “Cygan” “Freeman” i inni ogarniają taki mały zysk przy tak
    dużym wkładzie i takim ryzyku.

    Padło znowu na żółty i papierki różnych kolorów. Ale
    to wszystko leży i nie generuje nadwyżek
    (w sumie generuje bo od pierwszych zakupów wyszło już do przodu).

    po przeczytaniu “Czym produkować w misiu
    ?” zaryzykowałem. Zawsze chciałem umieć spawać to i wybór padł jak 3r3
    polecił na Kemppi Minarc 150 z tig torch 26v i paczkę elektrod. (Nawet nie
    macie pojęcie ilu ph chciało mnie namówić na coś “lepszego” tańszego
    i w ogóle oh ..ah). Najlepsze jest to, że pojeździłem i udało mi się większość
    kupić tak że biurwa na pewno nie jest zadowolona. A z tego co zostało kupiłem
    jeszcze parę rzeczy.

    Naprawiłem parę rzeczy które od dawna czekały na to
    w garażu. Zrobiłem stół pod szlifierkę, szafkę i jeszcze coś tam. Co najlepsze
    nie zamierzałem tego sprzedawać ale przyszedł znajomy i “ale fajny stolik
    przydałby mi się” i sprzedałem z zyskiem 100%. Później patrzę po aukcjach
    i takie rzeczy są po jeszcze raz tyle. (Wiem im dochodzą jeszcze zusy i podatki.
    Ale i tak z tego jeszcze dużo zostaje). Więc gdzie tu jest sens inwestować 100k
    na giełdzie ?

    Zabieram się teraz do zrobienie stołu do spawania, nie
    podoba mię się rozkładanie wszystkiego na podłodze. (Swoją drogą – ceny tych
    stołów na allegro są jakieś z kosmosu).

    Z tej spawarki jestem bardzo zadowolony. Przydałby
    się do niej jonizator bo często przykleja mi się elektroda – ale już ogarniam
    temat jego dorobienia (Da się tylko musi być dodatkowe urządzenie na zewnątrz).

    Trochę wolno i żmudnie spawa się tigiem grubsze
    rzeczy ale spawy są ładne.

    Szybciej spawa mi się zwykłą elektrodą otuloną. Tu
    musiałem też trochę poćwiczyć i teraz i jestem w stanie spawać blachy i profile
    2mm. Wielu twierdziło że to trudne bo będzie się przepalał materiał na wylot.
    Na początku tak było ale dobrałem elektrodę – prąd i wychodzi całkiem fajnie.
    Może to zaleta spawarki ?

    Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolony z inwestycji.
    Mam etat w dużej firmie. Ale po godzinach robię ciekawe rzeczy jednocześnie
    szlifując umiejętności. W razie czego
    mam alternatywę. Jak na razie to
    lepsza inwestycja niż żółty metal czy papierki.

    Niestety park maszynowy ciągle mi sie rozrasta. A to
    potrzebna była dodatkowa szlifierka, a to wiertarka a to zaciski. A przydałaby
    się jeszcze ręczna plazma a i piła taśmowa by nie zaszkodziła. Jak tak dalej
    pójdzie to nie zmieszczę tego w kontener.

    Jedno jest pewne. Lepiej trenować kiedy woda jest
    jeszcze w basenie jak to mówi 3r3 niż gdy już ją wypompują . Teraz mam czas
    popełniać błędy i to nie boli. Najwyżej zrobię coś jeszcze raz albo później.

    Co chwila pojawiają się nowe pomysły.

    Widzę że dużo firm potrzebuje usług typu “pilna
    naprawa na telefon”. Bierzesz
    spawarkę z małym generatorem i jedziesz w teren naprawić coś na wczoraj.

    Niestety nie chcę opuszczać strefy komfortu ale jak
    tak dalej będzie to chyba ją opuszczę.

    A jeszcze jedno do 3r3. Nie garaż tylko stodoła.
    Większość ludzi którzy coś robią mieszkają na wsi. Większość przypadków jakie
    znam, mechanicy, produkcja ogrodzeń, piaskowanie ipt. zaczynali od pustej
    stodoły która stała na ich podwórku. Ojciec albo dzidek zawsze miał jakiś
    młotek i spawarkę. W sezonie zawsze trzeba było naprawić C330 albo inny sprzęt.
    Większość tak zaczynała. Z typowych blokersów znam tylko 1 osobę która robi
    fajne swapy, ale i tak przeniósł się do stodoły po dziadku. Garaże w mieście
    nie dość że ciasne to jeszcze biurwa może na piechotę przyjść.

    • 3r3

      Co do klejenia wolframu to kwestia wprawnej ręki – przecież materiału nie należy elektrodą dotykać. Jak zetkniesz i chwilę poczekasz to wolfram rozgrzeje się do czerwoności i puści. Kwestia wprawy.

      Co do nieklejenia i nieprzepalania elektrodami na 2mm to zaleta elektroniki w spawarce.

      Piłę taśmową polecam Milwaukee125
      https://www.verktygsproffsen.se/produkt/Milwaukee-Bandsag-BS-125

      Mam i bardzo fajnie się nią tnie. Taśma 1140mm po jakieś 40pln sztuka. Ale ciężko to zużyć.

      Złoto oczywiście też trzeba trzymać – na wszelki wypadek.

      “Jak tak dalej
      pójdzie to nie zmieszczę tego w kontener.”

      Znam ten ból.

      “Większość ludzi którzy coś robią mieszkają na wsi. Większość przypadków jakie
      znam, mechanicy, produkcja ogrodzeń, piaskowanie ipt. zaczynali od pustej
      stodoły która stała na ich podwórku.”

      Wiem, ale czytają mieszczuchy i im ciężko to przemawia do wyobraźni taki abstrakt “stodoła”.

      • Mati

        Spróbuję z tą elektrodą wolframową nie odrywać od razu tylko poczekać.

        Fajna ta piłą Milwaukee BS125 – tylko czy idzie ją uciąć materiał idealnie prosto np rurę albo profil 100×100 ? Szukałem i jedyne co znalazłem to odrysować linię i ciąć. Czy to nie będzie się łatwo skoksować ? Sorry za te trywialne pytania ale wolę zapytać zanim to kupię ?

        Nie wiem jak wy ale mam też dobre doświadczenia z narzędziami celma, w szczególności wiertarki bez udaru, działają, bardzo długo i poza szczotkami są nie do zdarcia.

        Ostatni miałem to w ręku.

        http://celma.com.pl/produkty/wiertarka-udarowa-dwubiegowa-prcz-13ieo
        Wykonanie ok, ale waży z 5kg więcej od Boscha czy Makity. Widać że to kowal ciosał. Może to będzie zaleta.

        • 3r3

          Z TIGiem postaraj się nie rzucać ręką – to spawanie wymaga motoryki rysownika – pewna ręka, stabilny kąt, stałe ruchy, stała prędkość, utrzymanie osłony gazem.

          Jak Ci trudno to dozbrój 26v w soczewkę gazową (sitko) – wydłuży Ci słup gazu bez większego zużycia i zawirowań. Oczywiście spawanie tego co spawasz TIGiem to hardkor kosztowy – od tego jest elektroda, a przede wszystkim migomat. Ale na czymś trzeba ćwiczyć.

          Zajarzanie łuku bez dotykania materiału jest na tej spawarce wykonalne (ale nie zawsze się udaje). To kwestia wprawy i doświadczenia (ja byłem z 10 lat temu certyfikowany na hlo45 więc z tego co mówię będzie przepaść do tego na ile masz opanowaną rękę, umiem podrabiać podpisy, otwierać prostsze zamki wytrychami, dobrze rysuję więc moja kontrola ręki nie jest sensownym punktem odniesienia).

          Co do piły to BS125 ma “stolik” – wduszasz przycisk i wysuwasz przed ostrze. Jak pracujesz na zwyżce to wyciągniętymi rękoma możesz to prosto ustawić na konsoli do elektryki i ją uciąć pod kątem prostym. No to na stole roboczym tym prościej. Choć jak Ci zależy na cięciu profili 2 – 2.5mm ścianki to oczywiście lepsza jest wolnoobrotowa piła tarczowa. Do czarnej ujdzie też tarcza ścierna 350mm tylko iskry i dym. Metod cięcia jest szeroki wybór.

          Obejrzyj na YT filmiki “Diresta” – on używa takiej taśmówki dewaltu. Prosto mu wychodzi, a nie korzysta ze sztuczek.

          Profil 100×100 to oczywiście chwilę Ci zajmie. Ja oczywiście mam do takich profili większe piły, ale do BS125 zrobiłem uchwyt stacjonarny z podstawą, więc można to cheftnąć do imadła i sobie zrobić z imadła posuw żeby jechać prosto po linii.

          Jak dopiero gromadzisz sprzęt to taka piła jest raczej gadżetem i to drogim. Nawet jak dokupisz do niej uchwyt ze szczękami do materiału to nie wiem czy 100×100 tam wejdzie pod kątem (taśmówką nie jest dobrze ciąć na wprost).

          Do cięcia tanio polecam Ci jednak stacjonarną taśmówkę. A do cięcia szybko i pod idealnie prostym kątem, ale profili i rur wolnoobrotową piłę tarczową. Też stacjonarną. Tylko tarcze do tego są drogie i nie zabieraj się nimi za nierdzewkę bo się spali. No i taka piła wymaga chłodziwa i zaczyna być kawał grata w garażu.

          Wiertarkę kup tak dobrą na jaką Cię stać. Tylko że do pracy ze stalą potrzebujesz wiertarki stacjonarnej – słupowej, albo magnesówki na instalacjach. Wszystkim innym to jest takie dłubanie w nosie – zmęczysz się, a mało nawiercisz. Jak masz do zrobienia 3 otwory dziennie to jeszcze jak Cię mogę, ale przewierć 30 to zrozumiesz dlaczego słupowa. Ostatecznie jak to bolesny wydatek i za duży grat to na bazie bezudarowej, niskoobrotowej, czterobiegowej wiertarki zrób sobie słupową na jakimś supermarketowym uchwycie “stacjonarnym” po wzmocnieniu i modyfikacjach – na początek może starczyć.
          Choć jak zaczniesz szukać ręcznej wiertarki z czterema biegami i morsem (B4-32, jest do niej niby oryginalny uchwyt magnetyczny do kupienia, ale go nie widziałem w Europie)
          https://www.verktygsproffsen.se/produkt/Milwaukee-Borrmaskin-B4-32

          To zaczynamy mieć kosztowy odlot w kierunku stacjonarnej i łazimy w kółko.

          • Mati

            Teraz wiem, że spawanie tigiem tego co spawam to pomyłka i gazu przy tym idzie co niemiara. Ale teraz właśnie mam ten komfort że mogę uczyć się na błędach i nie za bardzo mnie one bolą. Na razie ćwiczę elektrodę bo jest taniej i szybciej.
            Jak to dobrze opanuję to zakupię jakiegoś używanego migomata, teraz wiem że to najlepsze do tego co chcę robić.
            Z tą BS 125 to właśnie o to mi chodziło. Wiem że taśmówka stacjonarna byłaby najlepsza ale to znowu zajmuje miejsca i za chwilę nie będę miał jak się ruszyć. Na razie muszę kupować takie graty które mogę łatwo przenosić.
            Co do takiej wiertarki to jeszcze nie teraz. Kiedyś widziałem taką na aukcji polasingowej- muszę chyba tam wrócić.

            • Godfather

              A jak ci się sprawuje ten Minarc 150? Nie przegrzewa się przy długim spawaniu?

            • 3r3

              A Minarc jak sama nazwa wskazuje to do jakiego spawania służy? Długiego czy mini?
              Przynajmniej trzyma prąd, starsze kemppi (z tych małych tigów) nie trzymają parametrów przy długim spawaniu poważnym prądem. Zresztą po jakimś czasie w ogóle nie trzymają wysokich ustawień.
              Do tego służą inne maszyny.
              Tutaj rozmawiamy o początkach, przenośnym hobby i styku na cienkich rurach na sztuki.

            • Godfather

              No wiadomo, że to jest spawarka “turystyczna” ale właśnie coś lekkiego muszę nabyć,
              bo stacjonarnego potwora to mam.
              Pytanie, czy spawanie “w plenerze” nie będzie wyglądało tak: 20 minut roboty, godzinka przerwy.

            • 3r3

              Aż tak strasznie to nie jest tylko kup sobie poważny uchwyt do takiego prądu (sztywny).
              Na 120 amperach dwa styki fi 100 na 316L bez protestów się robi. A przecież bez przerwy pod prądem nie trzymasz.
              Jak masz z tym łazić to to dobre jest. Porządna kieszonkowa spawarka. Ani razu mi nie podpadła.

    • uberbot

      Aż miło czytać i przyjemnie dla oczu.

      Ja na razie poszedłem w pracę z laptopa i uczę się sprzedawać, natomiast docelowo też taki plan mam. Garaż/stodoła i wiśta wio. Tylko tu na wsi to jakiś dramat. Wszystko trzeba zamawiać z UK…

      Kasyno to jakaś kpina. Produkowanie excelów… No comments. Korpo płaci za moje ‘hobby’ po pracy, a czasem w trakcie 😉

      • Mati

        Nie przesadzajmy, to na razie jest takie zabijanie wolnego czasu. A jednocześnie tworze poduszkę bezpieczeństwa. Ale życzę powodzenia.

  • 3r3

    Nie bardzo, bo zaraz chlapnę coś na temat tego jak się to robiło zanim stało się modne i wyjdzie w jakie afery jestem zamieszany. Już mnie na pudelku obsmarowali i wystarczy.

    • splinter

      Słowo klucz – stało się modne. Czy warto kierować się w życiu modą? Jeżeli wszyscy się czymś interesują, to chyba już czas, żeby dać sobie z tym spokój.

      Czym obecnie zajmują się ci, którzy zajmowali się tym, co dopiero teraz stało się modne?
      Co stanie się modne za jakiś czas?

      W prasie ostatnio obwieścili sukces – złapali przedsiębiorców, którzy wyłudzili 11,5 miliona złotych. Ważne, że powyżej 10, wyższa kara. Miał być sukces. Oto jest.

      Nie wierzę jednak, że rząd nie zostawi jakiejś otwartej furtki dla mocodawców swojej partii. Tak jak Tusk podwyższył VAT – (bierzcie z tego wszyscy). A co obecnie? skoki już nie pożyczają. W jakiej dziedzinie wystąpi “poluzowanie”? (ten schemat powtarza się od lat, przy wszelkich opcjach politycznych, więc i tym razem to nastąpi).

      • 3r3

        Jak im przylepili 11,5mPLN to pewnie skubnęli coś ze dwa, a resztę urząd sobie wymyślił – wystarczy tak policzyć żeby pasowało.
        Podpowiem, że to nie są jakieś szalone kwoty – to po prostu mikrofirma, która przez trzy lata działalności nie płaciła vat. Nie ma się czym podniecać.

        “Czym obecnie zajmują się ci, którzy zajmowali się tym, co dopiero teraz stało się modne?
        Co stanie się modne za jakiś czas?”

        Hihihi 🙂
        Jak to co? To co minister kazał – innowacje i rozwój.
        Mają być innowacje – dajcie jaką dotację 🙂
        No i dotacje są więc innowujemy i rozwijamy. Co rozwinę to rozwinę, ale zawsze wtedy powiem…
        Więc za dwa sezony polityczne będą ścigali za brak innowacyjności na którą poszła kasa. W Polsce to będą przetwórnie słomy na paliwo i podobne wały ubezpieczeniowe.

        Jakby pytania o wały na vat padły w 2003 roku to byśmy mieli o czym podyskutować. Ale dzieci co się wtedy urodziły to już do barku zaglądają i zioło palą więc to musi być jakaś bardzo dawna koncepcja na wspominki weteranów. Wtedy “znikający podatnik” i podobne koncepcje każdy sobie autorsko majstrował w swojej grupie występnej o charakterze cechu rzemieślniczego. A teraz to gotowca znajdziesz w necie.

  • Pingback: Pickup z generatorem – Zarobmy.se – Portal Biznesu Praktycznego()

  • maniek1086

    Witam szanownego gospodarza. Stanąłem na rozstaju czy wybrac elektronike i mikrokontrolery (ukończona uczelnia zaoczna w pl, brak praktyki poza projektem inżynierskim) czy programowanie serwisow internetowych, ewentualnie aplikacje desktopowe. Jesli chodzi o mikrokontrolery i serwisy internetowe to pewnie moglbym zaczac jako junior ze swoja wiedza, desktopowe pewnie trzeba by zaczac od jakiegos stazu. Póki co jestem w strefie bezpiecznej, podłączony pod rurki systemu w malym stopniu, ale to podłączenie zabiera dwa dni w tygodniu, a co za tym idzie mocno ogranicza etat w w/w mozliwosciach zatrudnienia, mam 30 lat. Moje wątpliwości spowodowane są tym że doświadczony elektronik w pl zarabia jak junior w programowaniu software albo web developer.

    • 3r3

      Jesteś w kraju, w którym nie ma przemysłu, nie ma więc maszyn, nie ma więc zapotrzebowania na serwisantów.
      Jesteś nie w tym kraju co trzeba. Poszukaj kraju gdzie jest przemysł i tam prowadź biznes.

      W Polsce się po prostu g zarabia bo nic tam się nie produkuje.

      Masz kwalifikacje na serwisanta obrabiarek?