Struktura z cyklu

Tekst scalający kilka porozrzucanych po różnych dziedzinach spostrzeżeń teoretycznych w kontekście praktyki pozyskiwania wykwalifikowanych pracowników dla rzemiosła i przemysłu. Jednym z bodźców do zajęcia się tym tematem (poza zawodowymi obowiązkami z zakresu) jest coraz częstsze zwracanie się biurwy do “techniki” z błagalnym “zróbcie coś, bo wszystkie nieracjonalne metody zawiodły”. Zaczęli nam nawet dzieci autobusami do fabryk przywozić, żeby dzieciom pokazać coś innego niż pielęgniarkę, lekarza, urzędasa, policjanta i strażaka. Odpowiedź zaś od przedsiębiorców i HR jest jasna – “chętni mają niewłaściwe wykształcenie”, bo jakieś przecież mają, ale nie takie jak powinni. I są z nimi poważne problemy wychowawcze zagrażające ich życiu. Na ulicy coraz częściej przyglądamy się czy zombie ma twarz oświetloną smyrfonem i na takiego trąbimy (co niewiele pomaga), jak włazi pod koła. Maszyny na razie tego nie rozpoznają, nie trąbią.

Często odnoszę się w opisie struktur do sieci (sieci neuronowych, ale też sieci społecznych). Z tym wiąże się bezpośrednio sposób propagacji i przetwarzania sygnału w sieci (głuchy telefon), zasobów, a także sposobów uczenia się. Odniosę się tutaj do pewnych zgryzot, na jakie trafiamy przy różnych metodach uczenia sieci. Zarówno tych jakie mamy w głowach (w szczególności będę tu krytykował swój przykład) jak i tych społecznych. Wiele ujawniają opinie ofiar wypadków w porównaniu z dokumentacją stanu faktycznego, aby objawić jaka przestrzeń dzieli nasze rojenia na temat stanu świata wokół nas od rezultatów rzeczywistych. Nasze struktury pozwalają nam funkcjonować w granicach wyznaczonych praktyką, natomiast muszą być zdolne do dostosowania się do rzeczywistości, co w praktyce oznacza, że mamy różne kategorie opisu ludzi przechodzących kolejne etapy dostosowywania swoich rojeń (wyobrażeń) do rezultatów płynących ze świata i wszystkie bez wyjątku oceniamy jako łagodniejsze lub groźniejsze aberracje od normy, które potrafimy zracjonalizować. Dzieci uważamy za niedoświadczone, starców za uparciuchów, fachowców za rutyniarzy, naukowców za ekscentryków, a idąc do Urzędu wiemy, że mamy coś z wielbłąda (PIT-ciarze mają garba, a przedsiębiorcy całość).

Przyjmijmy sobie na potrzebę tekstu, że celem myślenia jest uzyskiwanie pożądanych skutków w rzeczywistości. Czyli korelacja. Z przyczyn obiektywnych są też skutki poboczne, których rezultaty nazywamy skutkami emocjonalnymi. Skoncentrujmy się jednak na celu, jaki swoimi wątłymi umysłami potrafimy opisać w kategoriach myślenia logicznego. Tutaj od razu się nasuwa pytanie według jakiej logiki będziemy przykładać miarę, ponieważ rzeczywistość wyćwiczyła nas w logice przetrwania, a nasze myślenie strukturalnie (aby oszczędzać energię i nie wpadać w pętle zaburzeń) jest endostatyczne w wieku dojrzałym, wcześniej statyczne (w naiwności), a wcześniej to jesteśmy dziećmi i jesteśmy kompletnie szaleni.

Polecam Doktora Targalskiego (od piątej minuty, bardzo stary materiał, a od dwunastej o manipulatywności przekazu, co będę opisywał w tekście, dalej jest nieaktualna geopolityka więc można wyłączyć):

. Doktor przez kilka minut wyjaśnia, w jaki sposób przeprowadza logiczny proces myślenia w kontekście skuteczności osiągania celów. Wypowiedź ta dowodzi, że nie jestem szalony wyjątkowo, że to odchylenie można uogólnić. Bo przecież kto myśli racjonalnie, a nie emocjonalnie to na pewno groźny psychopata.^^

Nasze myślenie, aktywacja sieci jest wzbudzana bodźcami przyjmowanymi przez organizm zarówno o stanie wewnętrznym, jak i zewnętrznym, ale mamy specjalistyczne układy typowe dla gromadnych pozwalające nam przeżywać stany innych osób i to zarówno emocjonalne jak i intelektualne, a nawet kinestetyczne. Z tym, że my się z tym nie rodzimy, my się tego uczymy, co od razu nasuwa pomysł, że możemy tego nauczyć jakiejś tam wydumanej AI. Wydumanej ponieważ metoda nauki, jaką stosujemy wobec siebie samych, opiera się na czerpaniu mocy socjologicznej (której użycie w strukturach hierarchicznych korporacji opisywałem w “ciężarze myślenia” i tego ile centów z dolara da się wyzyskać w wielopiętrowych strukturach przy określonej oporności systemu) z innych osobników. Co więcej, celem nauki jest późniejsze przekazywanie owej mocy socjologicznej naszym następcom, co czyni nas dysponentami mocy wdrożonej do obiegu w bardzo dawnych czasach i zazwyczaj nazywamy tę moc wiedzą. Nie żeby tego jakoś strasznie dużo było – połowę rezultatów wszystkich badań, odkryć jakie obecnie mają wpływ na nasze życie, zdobyliśmy w ciągu ostatnich pięciu lat, a 3/4 w ciągu dziesięciu. Mamy jednak komunikację formalną, w tym tę niepopularną – pisemną. Nie jest to najwygodniejszy sposób komunikacji i samice jak mogą, to go unikają (wolą na siebie wzajem patrzeć, chichotać, wyrażać grymasy, gdyż potrzebują uzyskać informację o gotowości udzielenia mocy swobodnych i zmagazynowanych innych członków gromady, jak również przekazać informację o swojej gotowości; jest to ogólnie pojęte “bycie razem”, “bycie w grupie” – ludzie to lubią, a samice w szczególności). Ten sposób komunikacji wymaga od nas czytania tego, co jest z domyślaniem się tego, co jest pomiędzy wierszami, a czego nie napisano. Z tego banalnego powodu, że jest to przekaz bardzo ograniczony. A to oznacza, że jest ograniczony do konkretnego odbiorcy. W pisaniu tekstów stanowi to ten problem, że nie zna się czytelnika i nie widzi jego reakcji, a co więcej, będą one następować w innym czasie niż stworzenie komunikatu (to nie czat), więc pozostaje polegać na konwenansach i albo czytelnik rozumie, albo przestaje być czytelnikiem, bo mu komunikat z jakiegoś powodu nie odpowiada. Ponieważ nasze receptory przetwarzają na raz wszystkie bodźce i jedne są wygłuszane do poziomu podprogowego (bo jakiś szum jednak jest), a inne wzmacniane powyżej progu pobudliwości, to wraz z rosnącym doświadczeniem skutków jakie uruchamiają te bodźce w kaskadach następstw przetwarzania logiki wielowartościowej, nasza sieć neuronowa powoli i wielkich bólach uczy się selekcjonować istotność tych bodźców i dokonywać ich supresji do poziomu szumu. Spróbujcie tylko co bardziej spostrzegawczym czytelnikom zasuflować więcej niż jedno potencjalne rozwiązanie równania (czyli wyłowić przynajmniej dwie odpowiedzi z szumu, jak przemieścić się z A do B), a od razu to wychwycą i proszę

z artykułu @bmen:http://www.bogaty.men/o-centralnych-szamanach-cz-iid-qe-jako-hibernator-detonator/

“helvetia   December 25, 2017 9:59 pmJedna uwaga tak dla dobra bloga…Ja bym nie powolywal sie na marksiste Yanis Varoufakis a zarazem umieszczanie Karonia jako guru tego bloga…”

Czytelnicy nie w ciemię bici – co to w ogóle ma znaczyć, że autor nie ma wyrobionej opinii?! Że podaje dwa rozwiązania – owszem można rozważać i się zastanawiać, ale teksty to proszę pisać jak już się rozważy, czyli zradykalizuje pogląd uznając potencjał innych (nie wiadomo czy skutecznych) rozwiązań za szum. To już czytelnikom pozostaje się domyślać, że autor zapewne tak radykalnej opinii może nie mieć i nawet wątpliwości oraz zalecałby ostrożność, no ale czytelnicy chcą sobie wyrobić opinię o kierunku w jakim raczej, a nawet zdecydowanie, by się autor skłaniał. To że ktoś ma jakieś stanowisko, to nie znaczy, że nie można się z nim dogadać. Przy czym tutaj od razu włazimy z butami na pewien aspekt fanatyczny. Otóż łaska wiary polega na braku wątpliwości co do słuszności postulatów bóstwa, wyrażając więc pogląd iż “jest jeden, powszechny i apostolski kościół” nie można o żadnym ekumenizmie dyskutować, bo przecież żadne inne to nie kościół tylko podszepty Złego – witamy w logice dwuwartościowej i wszystkich konsekwencjach wynikających z internacjonalizacji takiej logiki (na szczęście nasze sieci radzą sobie z rozróżnieniem poglądu deklarowanego od procesu jego stałej analizy, z tym że lemingi poznajemy po tym, że pewne procesy się nie uruchamiają – żyją dereizmem, a dysonans nie wzbudza u nich chęci dopasowania myślenia do rzeczywistości, a wzbudza postawę roszczeniową względem rzeczywistości – u dzieci jest identycznie; dzieciom wybaczamy – dorośli spłacają we frankach).

W praktyce oznacza to, że nasze rozumowanie wyłania się synkretycznego szumu, myślenia sytuacyjnego, masy emocji, doświadczeń i pourywanych wątków logicznych (których wyjaśnianie blokuje stan zasobów energetycznych, co opisujemy jako charakter statyczny – po prostu nie wyjaśnia, bo jest jak jest; endostatyczny – jest dobrze, bo na tym korzystamy i niech się nasi dostawcy mocy socjologicznej nie głowią za dużo nad tym, tylko zasuwają w pocie czoła; i endodynamiczny, gdzie celowo tak czerpiemy z innych pomysły na wdrożenie do sieci hierarchicznej w naszej zależności, aby nam gęsi i woły na ofiarę znosili). Gdyby opisywać to w kategoriach psychiatrycznych, to ludzie “normalni” są tylko na skraju szaleństwa i bez problemu można ich popchnąć (najłatwiej z człowieka zrobić wariata energią i jej zużyciem czyli kombinacją żywności i insuliny), ale można też na szereg innych sposobów. W komunikacie zaś od innych oczekujemy wyrazistości. Co by to przecież było jakbym napisał, że na większość tematów jakimi interesuje się świat nie mam żadnej opinii, a nawet żadnej wiedzy i mam je głęboko w poważaniu? Przecież każdy przytomny czytelnik zakłada, że piszę o tym co mnie interesuje, a interesuję się tym, ponieważ uważam to za ważne (albo się na niczym innym nie znam^^) i na przykład mogę nie mieć zielonego pojęcia o tym, jak ugotować obiad taki, żebym jeszcze chciał go zjeść ze smakiem, albo jakichś innych rzeczach, z których korzystam, a o jakich nie mam bladego pojęcia (na przykład w ogóle nie mam gustu i poczucia smaku – ładny samolot poznajemy po tym, że dobrze lata, jakby latał źle, to byłby brzydki – to jest skrajne spłycenie odniesienia emocjonalnego do estetyki przedmiotu względem skutków jego użyteczności), co oczywiście nadaje pewien posmak myślenia fanatycznego, radykalnego, wiodącego, a nawet z rzadka stawiane są zarzuty psychopatologii myślenia nadwartościowego. Tylko na co komu byłby przekaz, gdzie w odpowiedzi na pytanie “jakie jest logiczne rozwiązanie kwestii dzieci, co chodzą po Afryce głodne” padłaby odpowiedź emocjonalna, że “je wszystkie trzeba przytulić”? Oznacza to, że sieć procedując komunikację z inną siecią, musi wytłumić synkretyzm i nie odnosić się do polityki, emocji, estetyki, tylko jasno skierować się na rozwiązanie. Jednym z tych rozwiązań jest zwrot komunikatu, że “sprawa nas nie dotyczy i niech martwią się sami o siebie”, względnie możemy wyrazić “oburzenie” czyli to, co zazwyczaj robią przytomni ludzie, jak im kto sugeruje wysłanie wojska w cudzym interesie (nie precyzują czy oburzenie wzbudza u nich zachowanie stron konfliktu, czy głupia sugestia o mieszaniu się w cudzy konflikt bez nadziei na zyski). Co prowadzi nas prosto do racjonalnego wniosku, że jeśli konstruowalibyśmy AI w rozumieniu systemu eksperckiego, to ma nam udzielać odpowiedzi na postawione pytania bez doradzania co by na ten temat myślał kto inny, czy to moralne, etyczne, estetyczne. AI ma nam doradzić jak uzyskać pożądany przez nas skutek, a nie informować nas o tym że uruchomienie maszyny spowoduje wyrzut szkodliwych gazów z rury wydechowej i zdechną od tego w trzy lata dwie żabki, a to bardzo źle że zdychają żabki. Ten proces myślowy, jaki przedstawiłem – czyli odpalanie się i ujawnianie w dalszym torze przetwarzania komunikatów emocjonalnych na postawione zagadnienie logiczne, nazywamy gonitwą myśli. U ludzi uzyskujemy to blokowaniem tego i owego przy użyciu psychotropów (w szczególności Psylocybin i LSD), a w przypadku wielozadaniowej AI bazującej na jednej symulacji sieci bardzo trudno jest ten mechanizm rozdzielić (u dzieci rozdziela się on przez dwie dekady zanim uznamy go za jako tako dorosłego). Co ciekawe, wszystkie te patologiczne formy zachowań są przydatne w nauczaniu (uporczywe powtarzanie aby wyrobić automatyzm i tor przetwarzania) oraz w konfrontowaniu się z nowymi danymi. Jednak przekaz, komunikat jest oczekiwany już w formie oczyszczonej z szumów – czyli komunikat nie jest o pełnym stanie sieci nadawcy, tylko oczekujemy, że jest zmanipulowany do tego, co nadawca chce nam przekazać – jest więc z założenia manipulatywny, a jeśli brać go dosłownie (czego nie robimy, bo zakładamy jego manipualtywność, niczego innego nie oczekujemy) to trzeba by uznać że komunikat nadała sieć patologiczna i do tego ujawniła swoje patologie. Na przykład w komunikacji z dzieckiem lub samicą może nam się objawić jednoczesny śmiech, płacz, tupanie i wieszanie nam się na szyi połączone z jakimś bezsensownym komunikatem werbalnym, który nasza sieć w przytomności odfiltrowuje bez interpretowania (bo byśmy do psychuszki trafili) stwierdzając, że zagrożenia nie ma, pożaru nie ma, tygrys z szafy nie wyskoczy, mamuty na nas nie szarżują = otoczenie jest bezpieczne, czyli babiniec i dzieciniec wyraża jakieś opanowujące ich bezbrzeżnie emocje. Problem zaczyna się kiedy po krótkiej interrogacji pozyskujemy pewność, że babiniec uruchomił się emocjonalnie z powodu gonitwy myśli prowadzącej do skojarzenia naszego krawata z krawatem aktora w obejrzanym serialu i wynikającej jakieś tam emocjonalnej sytuacji, mającej wpływ na ukazany przez autorów dramat, odebrany przez naszego nieszczęsnego widza osobiście, emocjonalnie i z odniesieniem do sytuacji własnej oraz własnej gromady, co wprawiło widza w stany emocjonalne. Co więcej mamy pewność, że pudło celowo ma tak manipulowany przekaz, aby wprawiać widzów w psychopatologiczne stany emocjonalne, aby łatwiej nimi manipulować w podejmowaniu decyzji o wydatkowaniu mocy swobodnej akumulowanej w plastiku z logiem banku. Że dzieciniec uruchamia się emocjonalnie wykrzykując nazwiska skoczków i piłkarzy wywnioskować jest dużo prościej i widać, że uruchamia to egzoenergetyczne emocje i małpie zachowania, jak po dużej dawce cukru. Dom wariatów. I ci ludzie nie tylko mają podejmować decyzje konsumenckie, ale mają również podejmować racjonalne decyzje budowy sieci energetycznych, mają zapewnić porządek publiczny, a na sam koniec mają przytomnie i bez tarzania się po podłodze w reakcji na wyrzucony błąd, dokonać analizy napisanego kodu programu… już pomijamy, że wmawia im się bajki o podejmowaniu jakichś doniosłych decyzji politycznych i wybieraniu sobie uśmiechu nadzorcy. Kompletna małpiarnia. I ta małpiarnia jeszcze jest gotowa uznać przedsiębiorców za nieczułych, bezemocjonalnych psychopatów, co ludziom każą pracować zamiast (racjonalnie przecież – skoro większość tak uważa, to to musi być norma) wszystkich przytulić, nakarmić i sobie popracować ekstra 20h/w, aby jeszcze zrobić sprawozdania dla dozorcy z Urzędu i się tłumaczyć na baczność. Jak nic pozostaje stworzyć komunikat tak zawiły, aby tylko przytomny czytacz monotonnego kodu był w stanie dobrnąć do treści komunikatu ukrytej w pozornym błędzie językowym przekazu. Aby skutecznie wyglądać na niegroźnego wariata (pada kwestia czy maskujemy szaleństwo, czy jedynie stan zagrożenia^^) trzeba stosować neologizmy i zbitki językowe, których rozkład na części wzbudza procesy logiczne, a wygasza emocjonalne, jakie przejawia małpiarnia. Co nawet ze względów bezpieczeństwa sugerują sami czytelnicy.

Jak w takiej sytuacji wyglądać powinna specyfikacja komunikacji z AI? Czy systemy eksperckie powinny nas okłamywać podając wnioski takie, abyśmy postąpili właściwie (według systemu eksperckiego), czy też pobudzać nas przekazem emocjonalnym, aby uzyskać ten sam rezultat? Otóż najlepszą formą jaką obecnie uzyskano w działaniu systemów eksperckich jest brak jakiejkolwiek komunikacji z otoczeniem, innej niż wykonywanie swoich działań. Przykładem są systemy HFT stosowane w grach liczbowych opartych o emocje masowe, nazywanych giełdami (prawdziwy obrót dotyczący przejmowania spółek w celu dysponowania nimi odbywa się w dark pool). Co oczywiście znowu pokazuje nam, że oddzielono “rynek” dla podnieconej publiki od poważnego rynku, który by handel jawnej giełdy wywrócił płynnością. AI systemów HFT działa więc na specyficznym zbiorze graczy o emocjonalnych zachowaniach i wątłej płynności, czyli działa w piaskownicy, w której nie może zbyt wiele narozrabiać, ale owieczki ostrzyże do gołej skóry. Zauważamy jednak, że podstawową przewagą tego typu systemu eksperckiego nad graczem jest prędkość operowania grą (wysoka częstotliwość). Obecnym zabezpieczeniem (na mało płynnych aktywach) jest (w przypadku giełdy w Sztokholmie i modne też w innych) ograniczanie transakcji do kilku sesji wyceny dziennie, aby się cuda nie działy, bo wzbudzało to bardzo wiele dochodzeń inspekcji finansowej (FI).

Proces nauczania jest w takim kontekście procesem patologicznym, wykorzystującym przekraczanie granic stabilnego funkcjonowania naszego aparatu sieciowego w celu przeorganizowania jego struktur. Można ludzi nauczyć strasznych głupot, a nawet zachowań niecelowych. Na całe szczęście jest to trudne, ponadto sieć neuronowa jest zasilana i cały czas konfrontuje stan magazynowy i stan zasilania, aby ustać przy życiu i aktywności – jest to wewnętrzne zabezpieczenia w długiej perspektywie, pozwalające przetrwać w bardzo groźnych okolicznościach takich jak masowy, eksploatujący wpływ gromady na jednostkę. Z punktu widzenia sprawnie działającej sieci neuronowej, uzyskanie niespodziewanego wyniku przez inną sieć uruchamia pewne aberracyjne procesy jak najoszczędniej energetycznie racjonalizujące wynik, który przed chwilą zaistniał. Natychmiast w przypadku takiego bodźca uruchamiane są procesy równoległe i do tego synkretyczne (czyli logicznie się wykluczające), ale sieci neuronowe o przetwarzaniu wielowartościowym radzą sobie z operowaniem synkretycznym. Jednym z procesów, jaki jest uruchamiany jest konfrontacja wyników z własną wiedzą i doświadczeniem w celu wykazania błędu (bardzo kosztowne energetycznie) i u większości ludzi nie doprowadzi to w pierwszym uruchomieniu do jakichkolwiek wniosków i proces sobie wygaśnie (u niektórych proces będzie przetwarzany podprogowo wywołując dysonans w postaci szumu i o ile nie zostanie wygaszony natłokiem przypisywania nowych wag, może doprowadzić do wzbudzenia inicjującego później kaskadę procesów o wysokiej częstotliwości), uruchamiany jest równolegle proces odniesienia stanu emocjonalnego do przedmiotu zagadnienia (na przykład to czy jesteśmy głodni, czy syci ma wpływ na nasz osąd krytyczny rezultatów – jesteśmy zwierzętami, pora dnia ma znaczenie, nasze stosunki z gromadą mają znaczenie), uruchamiana jest analiza stanu wiedzy o jednostce prezentującej nam dane (hierarchii w gromadzie, hierarchii wobec naszej pozycji, wpływów, ostatecznie nawet stanu wiedzy o danym zagadnieniu) i kilka innych mniej istotnych procesów, co w rezultacie pozwala nam z tego szumu wyłuskać zainteresowanie się tematem i komunikat zwrotny, który najczęściej sprowadza się do kinestetycznego oczekiwania “możesz to powtórzyć?”, co objawia nam, iż nasza sieć do procesu uczenia najchętniej oczekuje powtórzeń. Dlatego w treściach przekazywanych pisemnie oczekujemy cytatów, źródeł i własnego powoływania się masła na maślaność, ponieważ w taki sposób jesteśmy w stanie łatwiej przyswoić informację (poprzez jej automatyzację, kłamstwo powtórzone tysiąc razy – sami rozumiecie) i dlatego korzystamy z bardzo wielu zwrotów i zachowań, które absolutnie nic nie wnoszą poza ujawnianiem synchronizacji pewnych obszarów (w rezultatach zachowań) sieci indywidualnych osobników – automatyka emocjonalna (i psychologowie bez problemu w teście obciążeniowym potrafią wykazać kto ją ma – większość ma, a kto jest podejrzany, bo ma za długie pauzy i blefuje automatyzm, a reaguje substytuując to inną pętlą). Do najistotniejszego działania automatyki emocjonalnej należy rezultat, jaki nazywamy moralnością, jest to mechanizm gromadny będący zaangażowaniem osobistym w sprawy cudze i rozumieniu ich jako swoich własnych. Jest długim i żmudnym procesem intelektualnym rozbieranie tego automatyzmu na części i analiza pozwalająca na podejmowanie działań racjonalnych. Szczególnie jeśli do systemu wag mamy przypisaną moralność przeregulowaną lub ze specyfikacją niepełną (i to nie jest zagadnienie teoretyczne – w samochodach samosterujących w przypadku wykrycia sytuacji jaka zakończy się poważnym wypadkiem zadaniem systemu sterowania jest podjęcie takich możliwych jeszcze działań, aby ograniczyć szkody przewożonych pasażerów, co w skrajnym wypadku oznacza, że maszyna ma podjąć decyzję kto zginie, a kto przeżyje, na podstawie przypisania wag – smakowite? wsadzisz do samochodu swoje dzieci z kimś, kto ma systemowo przypisaną wysoką punktację jako zasób szczególny, podlegający ochronie? aż strach wsiąść do pociągu w Genewie).

Tutaj możecie sobie wziąć udział w małej grze na ten temat.

Moralności ze specyfikacją przeregulowaną (a później z niepełną) w zastosowaniu na sieci społecznej, skutkują wygaszaniem (każdy węzeł wygasza przypadkowo i do tego co mu pasuje) oraz wdrażaniem przypadkowo odkrytych moralności zastępczych, a nawet wdrażanie moralności sytuacyjnej (czyli jakiejś śladowej racjonalności we własnym interesie) powoduje dysonans węzłów (w tym wypadku jednostek), które przestają się komunikować nie mając wiedzy o interfejsie komunikacyjnym węzła – odbiorcy (czyli kategoriach moralnych oceny), co w przypadku naszych metod komunikacji masowej (Internet) wywołuje projekcję wielu różnych modeli kategoryzowania i wstępnie rozpad semantyczny systemu komunikacji (co w kategoriach wojny informacyjnej jest przygotowaniem do fazy renormalizacji, sygnałem o dużej sile z zastosowaniem przemocy na bazie najpowszechniej panującego wśród aparatu siły czyli kohorty 20-latków). Oczywiście tak potraktowana sieć społeczna charakteryzuje się redukcją więzi do systemów zasilania (czyli systemów zapewniających energetyczną płynność lokalną bez względu na źródło zasilania) stawiając większość węzłów na marginesie dystrybucji (dlatego ratowali to rzucając na doły 666+), doprowadzając do dezintegracji systemu wpływu. Co daje jakieś szanse na powrót myślenia w kontekście interesu własnego czyli zasilania siebie i swojej gromady, rodu, plemienia – świetny skutek integracji z eurokołchozem, sprowadzający nas do przedpaństwowej struktury osadniczej. Ten powrót jednak myślenia celowościowego w rozumieniu realizacji własnego interesu oznacza nowe ustawienia wag na poziomie moralności sytuacyjnej (czyli niepełnej specyfikacji moralności, gdzie nie będzie odpowiedzi automatycznej “co czynić”) i, na bazie doświadczeń, wytworzenie procedur automatyzujących te zachowania. Należy przy tym przypomnieć sobie, że przecież tysiąc lat temu praszczury nasze Polanie, Wiślanie, Goplanie, Serbowie (ale nie Ci z dzisiejszej Serbii, jak ktoś ma takie pierwsze skojarzenia, tylko Ci zza Odry) mieli jakiś system automatyczny, jakąś przyjętą moralność i w toku konsolidacji protopaństwowej, w celu sprawowania nad nimi władzy udało się zainicjować nową religię, stojącą za nią ideologię i wdrożyć (błyskawicznie w 300 lat) nietestowany na tych terenach system jurydyczny wymieszany z już istniejącym (testowanym) co w rezultacie zapewniło 300-letnią ekspansję MIMO braku ciężaru demograficznego do uczynienia tego zbrojnie. Należy więc uświadomić sobie, że po obecnym rozpadzie powszechnie akceptowanych systemów moralnych, możemy obudzić się w konsolidującym się jakimś zupełnie nowym paradygmacie, choćby abstrakcyjnego, punktowego przyznawania social score za prawomyślność. System moralny jest dobry wtedy, kiedy automatyzuje przetrwanie wspólnoty w ramach tego systemu. Na przykład Żydzi mają bardzo dobry system moralny, ale goje widzą to wprost przeciwnie i buntują się pogromami na wszelką możliwą skalę.

Szkoła iluzoryczna

Metody uczenia (w tym stosowane na nas) zakładają uzyskanie jakiegoś konkretnego rezultatu, a złożony proces wychowania & nauczania & budowy charakteru (w rozumieniu moralnym, nie cybernetycznym) nazywamy formacją. Sam fakt uzyskania przez ucznia poprawnego rezultatu nie musi być rezultatem poprawnego procesu przetwarzania, przyjmijmy z grzeczności dla nauczyciela, że proces przetwarzania miał być logiczny. Otóż uczeń może uzyskać poprawny rezultat przeprowadzając proces paralogicznie, a nawet korzystając z myślenia magicznego. Jest to niezwykle częsty przypadek i nasze mózgi są przystosowane do funkcjonowania w taki sposób. Dla przykładu z dźwięków otoczenia (nocny szum lasu, ale też dźwięki maszyny z jaką pracujemy i maszyn w otoczeniu) wraz z rosnącym doświadczeniem jest na poziomie podświadomym interpretowane jako prawidłowe lub nieprawidłowe działanie maszyny. Rezultaty takiego kinestetycznego ustawiania maszyn “na ucho” są jak najbardziej poprawne, z tym że w ogóle nie uruchamiają procesu logicznego, wymagającego doboru parametrów według przepisanych formuł. Co ciekawe – wielu bardzo dobrych graczy w szachy w ogóle nie wysila się intelektualnie w czasie gry bardziej niż gdyby machali łopatą – osiągnęli ten poziom praktyki, że nie uruchamiają się u nich procesy analityczne dopóki nie wzbudzi ich przegrana, a ta nie budzi ich nazbyt często. W toku nauczania natrafimy na wszystkie objawy psychopatologiczne wynikające z obciążenia i przeciążenia sieci ucznia, co w przypadku człowieka potrafimy jakoś opisać i racjonalizować, ale w przypadku symulacji sieci neuronowych bardzo ciężko jest wyrozumieć co się stało, że wnioskuje to jakieś absurdy, gdyż sieci syntetyczne i ich symulacje nie mają przypisanych wag (nawet jeśli reprezentują elementy sieci rzeczywistych), jakie natura przypisuje nam z urodzenia tak, aby organizm był w ogóle zdolny do przeżycia. Samice od biedy odgadują co komunikuje niemowlak płaczem, ale co komunikuje sieć zawsze zbliżonym wynikiem to nikt przytomny nie wyrozumie. Z ludźmi jest łatwiej, są w stanie zakomunikować stan przeciążenia, na razie tworzone przez nas symulacje AI nie komunikują popadnięcia w derealizację w celu ochrony systemu przed nadmierną ilością bodźców.

Większość prac, do jakich kształci się ludzi, charakteryzuje się monotonią, powtarzalnością, rutyną. Ludzki mózg dość szybko uczy się ograniczać wysiłek i wydatek energetyczny na takie zajęcie i pracownicy wykonujący takie prace są nieco przygaszeni i automatyczni. Wszystko to nie stanowiło problemu dopóki maszyny nie zaczęły przenosić mocy z konia i koła wodnego, a obecnie z bardzo potężnych silników i przełożeń. Gdy następuje jakaś pozornie delikatna awaria, ludzie nie nadążają się wybudzić ze stanu rutyny wykonywanej czynności i czasem reagują emocjonalnie (szczególnie jak awaria mająca wystąpić w wyniku drobnego odchylenia maszyny kosztuje ich dużo czasu lub nerwów, bo ktoś na nich krzywo spojrzy) i zanim się obudzą podejmują decyzję o (na przykład) wyprostowaniu materiału podawanego do maszyny. I ładują między podajniki łapę kalkulując, że zdążą, i że mają na tyle siły. Dziś coraz częściej montuje się fotokomórki żeby przerwać w takim wypadku pracę, jak się stawia przy maszynie leminga, ale częściej stosowane rozwiązanie to niedopuszczanie pracowników do maszyn obsługiwanych przez przedsiębiorców, bo po prostu nie da się zrobić zabezpieczenia przed katatymią. Jak ktoś ma choćby chwilowe urojenie, że jest silniejszy od podajnika i chwilę później wciąga mu palce, a nawet rękę w podawany materiał i do obróbki, to niestety nie ma na to pastucha elektrycznego. Dopiero taki bodziec budzi, bardzo trudno jest dobrać ludzi zachowujących przytomność przy monotonnej pracy i nie czarujmy się – to jest podstawowy powód, dla którego ludzie nie chcą pracować ani w fabrykach, ani w IT, ani w żadnej innej monotonnej robocie. Z tym że w IT nikomu palców nie ucina, a w fabrykach i owszem, a grzebanie w rzeczach co ucinają palce dotyczy wyłącznie ludzi kompetentnych na tyle, żeby tam łapy wsadzać i co pożytecznego robić, więc koszty ubezpieczeń są na pełnym odlocie.

Co nijak nie zmienia faktu, że ktoś pracować musi i musieliśmy jakoś wypracować metodę edukacji i selekcji do takiej pracy. Metodę zasadniczo redukcyjną czyli poprzez odsiewanie ludzi, którzy nie są w stanie zapanować nad powstającymi w trakcie wykonywania czynności procesami pobocznymi. Z tego powodu jeśli traficie w środowiska takie, gdzie przytomność jest wymagana, to ludzie mają tam rytuały poddające testom obciążeniowym zanim kogoś dopuszczą do śmiercionośnych narzędzi i powierzą im swoje zdrowie i życie. Zarówno w wojsku, jak i w warsztatach panuje “mobbing” oraz plugawy język, inaczej nie działa. Bywa, że jest to wynikiem zezwierzęcenia, ale sam fakt powstawania takich zachowań wynika z tego, że od ludzi w tych zawodach jest wymagane zachowanie przytomności w warunkach, kiedy wykonywane czynności prowadzą do ogłupienia, albo po prostu polecenia są głupie ze swej natury, a wykonać wypadałoby mądrze.

Gdyby nauczanie było istotne, to by do niego było doprowadzone grubym kablem zasilanie, ale ponieważ bardzo trudno jest doprowadzić skorelowane zasilanie do każdego ucznia, to liczba nauczycieli, jak i ich poziom intelektualny, musiałyby być niezwykle wysokie, a trafiałyby w próżnię, ponieważ szansa przypadkowego dopasowania ucznia, nauczyciela i przekazywanego obszaru wiedzy pod kątem efektywności późniejszego jej wykorzystania przez ucznia jest nieprawdopodobnie niska. Przeprowadzane są więc metody selekcji “na ucznia” przez najgorszych “nauczycieli” o najlichszym zasilaniu i stopniowo do coraz lepszych i droższych nauczycieli o słabszym dopływie wyselekcjonowanych uczniów. O tym, że system się rozleciał i funkcjonuje już wyłącznie dla żartu wiemy z przynajmniej dwóch kierunków (a i z trzeciego również). Po pierwsze szkoły są powszechnie olewane, natomiast dzieciaki oddają się hobby (najczęściej to się niczemu nie oddają, ale te, które w ogóle mają indukowane jakieś pasje to i owszem), a wiedzę czerpią z internetu, a nie od grupy rówieśniczej czy specjalistów (z braku dostępu), po czym jeśli jest to związane z jakimś zawodem, do którego są w stanie się przykleić, to tam uzyskują dostęp do specjalistów, a jeśli nie, to organizują sobie oddolnie zloty, JAMy i tam uprawiają materialną część hobby wymieniając się kontaktami, a z czasem w takie towarzystwo trafiają ludzie, którzy potrzebują zaangażowanych specjalistów z tego obszaru. Po drugie mamy ciągle szkoły “prywatne”, które albo są bardzo drogie, albo są bardzo drogie i mają własny pion selekcji instytucjonalnej (choćby KK) powiązanej z pracą w zawodzie (większość księży i zakonników nie jest teologami tylko się bardzo przytomną pracą, zazwyczaj naukową (geologią, kopalniami) zajmuje, na przykład Jezuici). I po trzecie mamy korpo i tam wiedza specjalistyczna od fachowców pierwszego sortu jest sprzedawana. Oczywiście jest to propagacja wiedzy potrzebnej do podtrzymania procesów w ramach wyłącznych narzędzi o takiej złożoności (linii przemysłowych, ścian wydobywczych, ale i tak prostych jak roboty). Weźmy na tapetę roboty. Niewiele firm je produkuje (te przemysłowe, nie zabawki) i właściwie poza nimi nie ma skoncentrowanej (free for all) krytycznej ilości sigm do rozwoju branży. Tylko tam można się szybko i intensywnie przeszkolić w zakresie tych narzędzi. Takie szkolenia kosztują około 2-5k EUR dziennie. No to raczej nie jest dla ludzi z 500+, a i dla szefa firemki, to są dalej koszty urywające d… jak ładowanie się przez cały miesiąc wyłącznie w 1,006 czyli rozwój jakościowy firmy bez zysku. Właściwie jest to wyłącznie dla specjalistów z korpo, którzy z konieczności zawodowej są wysyłani przez swój Babilon, aby zdobyć kwit i kompetencje (kwit musi być w Babilonie). Jak podawałem przy opisie udziałów i akcji jest oczywistym, że transfer tego szkolenia na rynek nie jest wart tyle centów za dolara, co odrealnione ceny dniówek jakie są ujęte w cenach transferowych, ale ponieważ Babilon nie funkcjonuje bezpośrednio w rozrachunku sumy skończonej, tylko zinfluje ją w kolejnym cyklu dopisywania kredytu, to jest to kwota tak zbilansowana, aby wzrost skoncentrowanej mocy swobodnej z ulepszonego systemu i spadek tarcia kompensował się na poziomie organizacji (gdzie koszty zostaną przetransferowane na inflowanych proli i lemingi od przekładania tabelek w excelu), a trzon produkcyjny uzyskuje w ten sposób wycenę, że hoho jak ETF na wzrostach. Co powoduje że próg jest za wysoki do wejścia z MiŚia, a kto MiŚiem hobbystycznie i niezwykłym rozumem by wszedł w te narzędzia, zostanie hojnie wykupiony (lub zbombardowany). Mamy więc w systemie jakościowych i okrutnie drogich nauczycieli, ale oni są dla przefiltrowanych specjalistów. Dla plebsu są tacy plebejscy analfabeci, jak w domu rodzice nie przekażą jakiegoś słusznego zawodu, to nawet nie ma dojścia do jakichś lepszych nauczycieli w przyszłości. Segregacja jest drastyczna, a zarobki tych, co nie umieją w stosunku do tych, co umieją srodze zróżnicowane.

Proces zdobywania wiedzy jaki większości ludzi z memów przychodzi na myśl, to to że wiedzę zdobywa się z książek. Istotnie są ludzie, którzy są tak spostrzegawczy, że bazując wyłącznie na przekazie lingwistycznym są w stanie przeprowadzić proces poznawczy i przeprowadzić dowód przyswojenia materiału, o ile każdy z nas ma ze szkół jakieś doświadczenia mnemotechniczne odnośnie wiedzy encyklopedycznej, to istnieją osoby zdolne przeprowadzić takie przyswojenie kognitywne z zakresów kompletnie abstrakcyjnych (matematyka z pominięciem geometrii, abstrakcyjne teorie fizyczne), to bardzo rzadki proces, i mimo powszechnego wyobrażenia (memu) o istnieniu takiego procesu, to ludzi zdolnych do przyswajania mnemotechnicznego jest pomiędzy 8 a 12% w populacji białej (z zauważalną dominacją kobiet), a w kognitywnym są prawie wyłącznie mężczyźni (część populacji celującej w mnemotechnice – jedno wynika z drugiego i to niestety jest grupa zawężona z poprzedniej) i co ciekawe – Żydzi mają przewagę w tej grupie o przynajmniej jedno odchylenie standardowe nad każdym innym badanym (konkretnie dzieci z amerykańskich szkół żydowskich, ale ze względu na ich specyficzny proces dydaktyczny można to uogólniać). Lingwistyczny przekaz ustny prawie nie występuje już w nauczaniu, więc poza dzikimi ludami nie ma na ten temat aktualnych metodologicznie badań. Po prostu stwierdzono występowanie takiego zjawiska u mniej niż 8% populacji w zakresie mnemotechnicznym. Najczęściej ten przekaz łączy się ze sztuczkami mnemotechnicznymi, emocjonalnymi, relacji grupowej i przekazu graficznego – wtedy jest przyjmowany powszechnie (prawie cała populacja poza marginesem ludzi uznawanych powszechnie za nie dość spostrzegawczych) i zapamiętywany dosłownie (choć z trwałością do pięciu lat).

Proces motoryczny – najpowszechniejszy u ludzi. Zawiera takie zagadnienia jak myślenie realistyczne odtwórcze, automatyzacja funkcji wykonawczych, pamięć proceduralna (ze specyfiką skill learning) i absolutnie konieczna uwaga dowolna w całości. Proces ten jest bardzo ciekawy, ponieważ zdominował morfologicznie struktury kognitywne i dominuje w testach IQ (skutecznie je wypaczając). W rezultacie dające się wskazać struktury odpowiadające za wnioskowanie o świecie, są zdominowane przez identyczne rozwiązania, jak struktury odpowiadające za naszą motorykę. Jak do tego doszło to jest zmartwienie jajogłowych, ale skutki tego dla procesu wychowawczego i nauczania są takie, że kupujemy dzieciom klocki, zabawkowe kasy, zestaw małego doktora, plastikowe karabiny, a dzicy odtwarzają przy ogniskach wspólnie i z zaangażowaniem procesy pozyskiwania dóbr (polowanie). Dzieci oczywiście naiwnie myślą, że te zabawki dostają dla rozrywki, ale nic z tego, dostają je po to, aby odtwarzać pewien (wyobrażalny dla nich) zakres czynności (jaki przekażą im dorośli głównie w postaci tańców przy ognisku zastąpionych tv). Niczym się to nie różni od już nieco droższych szkół, gdzie z takiej “zabawkowej” organizacji tworzy się linie produkcyjne, przydziela zadania, karty pracy i stanowiska, czy klocków edukacyjnych (nie widzieliście ich w sklepach? a istnieją), czy nawet zestawów do prototypowania mechaniki (jest tam więcej różnych zębatek, niż w normalnie dostępnych w Technic). Oczywiście mamy do kształcenia inżynierów praktyków zestawy podobne do “mekano”, produkowane przez firmy wyspecjalizowane w dostarczaniu materiałów do składania prototypów. Oczywiście w krajach zamożnych, gdzie firmy mają mięso na kościach, a nie budżet “oby do pierwszego”. Ten proces kształcenia polega wprost na małpowaniu czynności innych ludzi, na początku bez zrozumienia (za to z indukcją społeczną i emocjonalną – robić jak ojciec, robić tak, jak ci co są uznawani powszechnie, robić tak jak dysponenci dóbr). Co w rezultacie powoduje, że małpowana jest cała struktura społeczna poprzedniego pokolenia i kontynuowane są procesy produkcyjne zapewniające przetrwanie populacji, a nawet umożliwiające ekspansję. Zajęcie nowego terytorium jest o tyle skomplikowane, że trzeba tam przenieść całą, gotową strukturę, i najłatwiej organizują to koczownicy, dokładnie wiedzą kiedy są na granicy wydolności podziału grupy i mają dynamikę wzrostu, która pozwoli rozdzielonym przetrwać. Praktyka natomiast wygląda tak, że uczeń obserwuje ruchy nauczyciela, wyobraża je sobie już w postaci motoryki własnej i wykonuje aparatem o najszerszym zasilaniu i najsilniejszych (najczytelniejszych impulsach) czyli częścią mózgu odpowiadającą za motorykę, zwraca rezultaty, łączy z wynikami zasilania i wzbudzenia emocjonalnego ze strony nauczyciela (zrobiłem poprawnie/niepoprawnie). W procesie następuje tłumienie szumów (emocjonalnych, społecznych) poprzez alienację i specjalizacja kolejnych czynności. Jeśli ludzie nie mają innego zajęcia, to tak właśnie powstają całe kultury, w pętli indukując takie zachowania (Japonia, Chiny – rzemiosło, pracowitość). Proces jest powtarzany aż do momentu, kiedy uczeń jest zdolny wytworzyć coś, co kwalifikuje się do poddania osądowi i tu jest pierwsza różnica pomiędzy cywilizacjami. Azjaci konfrontują rezultat (tańca, rzeźby, kaligrafii, produktu zaawansowanej techniki) z modelem abstrakcyjnym – idealnym, czyli z jakimś urojonym celem. Biali z Północy zwracają rezultat pracy uczniowi pytając go o opinię, czy jako rzemieślnik jest zadowolony ze swojego dzieła i czy ono funkcjonuje zgodnie z oczekiwaniami wytwórcy. Oznacza to, że mamy wykształcone dwa różne kulturowe modele oceny rezultatu, a co za tym idzie celu kształcenia i rezultatu powtarzania czynności, które jakby nie patrzeć są obiektywnie głupie i nudne. Ale ich rezultat jest powszechnie uznawany za sztukę, a wynagradzane jest to powszechnym uznaniem (to uznanie to pułapka – Ty umiesz = Ty musisz to robić). Nie macie chyba wątpliwości, że w powtarzaniu przez lata tańca przed lustrem, męczenia skrobakiem powierzchni płaskiej, łamania pilnikiem gradu, operowanie maszynami którym się podaje materiał i kontroluje uzyskany rezultat do dalszego użycia w kolejnej maszynie, nauczanie kolejnych pokoleń równie opornych na wiedzę lemingów, powtarzanie na wiecach wyświechtanych frazesów, wymachiwanie łapami przed tłumem, koordynowanie ruchów formacji, gdzie znudzeni pałownicy uczą się wybijać ludziom nieposłuszeństwo z głowy, to są czynności które mogą wywołać znużenie. A ktoś je wykonywać musi. Niestety większość społeczeństwa potrafi ogarnąć tylko ten aspekt absorbcji umiejętności. Nie nauczycie ich czytać ze zrozumieniem, nie nauczycie ich dedukcji o elementach niejawnych, żebyście nie wiem ile siedzieli nad nimi nie spojrzą na Was ze zrozumieniem, gdy wskazujecie metody analizy specyfikacji wykonawczej (czy to kodu programu dla maszyny czy kpk i kpc oraz okólników US) oraz wnioskowania o rezultatach pracy maszyny działającej na tej specyfikacji i hakowaniu procesu eksploitami tak, aby uzyskiwać pożądane rezultaty z maszyny na innych obiektach niż przewidziane w specyfikacji. W oczach ludzi, którzy nie odtwarzają w swoich głowach kaskady wyładowań, jakie przebiegają w Waszej, odnajdziecie tylko jedną odpowiedź myślenia magicznego – zgadliście odpowiedź, czyli coś co nie mieści się w ich logice jest paralogiką. Według nich i poszukacie sobie ludzi, którzy odtwarzają owe procesy w sposób twórczy. To jest bardzo trudna część pracy nauczyciela, gdy musi popatrzeć uczniom w oczy i na rezultaty ich pracy i wyzyskać z tego odpowiedź, czy on się nauczył na małpę uzyskiwać rezultat, czy jest to efekt działań twórczych i można go posłać komuś, kto robi bardziej zaawansowane procesy w środowisku, w którym bezmyślność szkodzi. Ponieważ jednak większość ludzi nie jest w stanie skoordynować swojej motoryki dostatecznie przez wystarczająco długi czas (przedłużona koncentracja), to musimy w maszynach montować detektory zachowań głupich i mało spostrzegawczych (braku czujności), aby maszyna przerywała pracę, kiedy obsługujący ją leming nie udowodnił swoją postawą ciała, że nie ma go obszarze pracy (na przykład poprzez wciśnięcie dwóch przycisków w takiej odległości od siebie, że trzeba to zrobić na dwie ręce). Oczywiście ludzie przytomni ograniczają te wygibasy blokując te zabezpieczenia mechanicznie, czy nawet przekładając kable w czujnikach, tak aby sygnał był zawsze właściwy, a nawet dłubiąc w oprogramowaniu. Co oczywiście narusza wszelkie zalecenia biurwy z PIPy, producenta maszyn i gwaranta gwarancji^^ na maszynę. To jest właśnie clou tego tekstu – uczymy ludzi odtwarzać polowanie, aby nauczyli się polować, a od większości wiele więcej niż udział w nagonce nie uzyskamy.

Proces graficzny – na przykład geometria, architektura, nauki techniczne, przyjmijmy, że chodzi o naukę z książek (bo to jest do tej pory dobrze przebadane, ale już wiemy, że z przekazów video i manipulacji 3D w nowoczesnym nauczaniu rezultaty są nieco słabsze niż w procesie motorycznym) i co ciekawe, z powodu dydaktyki Żydzi wykazują niedobory z zakresu geometrii, ale sprowadzając to do mnemotechnicznej części wiedzy – doskonale orientują się w zagadnieniu, mają zauważalne odchylenie negatywne w pewnym silnie badanym aspekcie operacji przestrzennych i wyobrażeń tych operacji, liczenie tak – rysowanie nie. Istnieje silna korelacja tego niedoboru z przewagą z zakresu przyswajania lingwistycznego umiejętności kognitywnych. Mają odmienny system dydaktyki niż przyjęty przez ogół społeczeństwa. Ciekawostka taka.
Podsumowując część o metodach przekazywania wiedzy i filtracji uczniów, warto zauważyć, że obecnymi metodami nauczania uzyskamy morze ludzi wykluczonych z nauki motorycznej i przymuszonych do lingwistycznej, sporą część ludzi wykluczonych z motorycznej i próbujących się w procesach graficznych, a przemysł mamy ciągle na takim etapie, że potrzeba kształcenia motorycznego (zresztą takich mamy ludzi – po co ich męczyć?), czyli zrobią to za nas Chińczycy. Mamy system kształcenia postawiony na głowie tylko w tym celu, aby wyzyskać z niego ludzi zdolnych przeprowadzać wszystkie trzy procesy kognitywne i nadać impuls modernizacyjny całości, ale… informacja zwrotna płynąca z takiego systemu kształcenia jest taka, iż nie warto tracić czasu w systemie kształcenia, więc Ci co są czymkolwiek zainteresowani szukają sobie grup prywatnych (jak dobrze że mamy internet) i tam sobie w ramach grup ekskluzywnych na bazie uzyskanych osiągnięć budują pozycję, która następnie w postaci rezultatów wdrożeń jest sprzedawana na rynek. System edukacyjny broni się przed tym wprowadzając koszerność na przeróżne “umiejętności” i próbując sterować dostępem do środków rozrachunkowych, ale rezultat tego jest taki, że coraz więcej przytomnych ludzi tworzy obok swoje własne rozwiązania i mamy gospodarkę “za żółtymi firankami“. Zwracam uwagę że to jest nabieranie “mięsa na kościach” czyli podstawa spółdzielczości. Taki kapitalizm dla ubogich.

http://www.fronda.pl/a/seligman-kontrowersje-wokol-ilorazu-inteligencji,97990.html

Efekty rzeczywiste

Ale nie tylko nauka, również organizowanie wokół siebie kapitału organizacyjnego i korelowanie mocy socjologicznej, co za tym idzie odnajdywanie sobie miejsca w strukturach jest bardzo interesujące. Celem udziału w organizacjach zapewniających korelację funkcji uważanych przez nas za uboczne jest specjalizacja w ramach struktury. Kto inny może zająć się inną, specjalistyczną czynnością, co za tym idzie występuje podział pracy gwałtownie zwieszający produktywność z powodu, jaki jest wymieniony w części o nauczaniu – rutyny zmniejszającej obciążenie korelacyjne, a co za tym idzie w każdej kolejnej itereacji rodzącego się pokolenia te same czynności mogą być wykonywane przez “mniej obiecujące” osobniki, ponieważ narzędzia, proces kształcenia, jak i metody selekcji osobników są odrobinę (1,006) doskonalone. W rezultacie mamy takie cuda jak efekt Flynna.

Trzeba cały czas mieć na uwadze, że węzły sieci muszą mieć energię, aby dostarczać korelacji dla sygnału (co w przypadku neuronów oznacza ile jonów sodu/potasu jest manipulowane i jak często, czyli siła i częstotliwość sygnału), z tego wynika, że celem korelacji jest zdobywanie dla siebie zasilania, aby móc korelować zdobywanie zasilania. Wszystkie funkcje organizmu nastawione są właśnie na to – cała piramida potrzeb opiera się na zapewnianiu sobie zasilania doraźnie, a po zapewnieniu doraźnie – w czasie i również w przewidywanych sytuacjach zagrożenia. Czyli tworzenie akumulatorów i dopiero wtedy udział w wyższych strukturach uorganizowania z innymi. Sieć społeczna działa identycznie. Co więcej działa w identycznych warunkach, bo działa na tym samym nienajlepszym ze światów. Elementy sieci działają wspólnie bez porozumienia i albo wspólnie uzyskują korzystny wynik energetyczny, albo struktura w kolejnych cyklach sprawdza (w ostateczności szalone nawet) rozwiązania (z głodu wyłączając struktury wyżej uorganizowane i pozostawiając zasilanie coraz bardziej pierwotnym o najsilniejszym, nietłumionym już przez jakieś potrzeby wyższe impulsie). Sam fakt, że czytelników interesuje czytanie o tak pierwotnych logikach jak warunki przetrwania, gromadzenia zasobów, wpływów, czyli właściwie coś, co jest sednem życia szympansa w rezerwacie oznacza, że nam bardzo przyduszono zasilanie i nie wierszy, nie obrazów szukamy na wyżywienie duszy, a twardych podstaw egzystencji – żarcia, dachu, liczebności i siły. Warto mieć na uwadze w jaki sposób węzły sieci ulegają wzmocnieniu (mają przypisywaną wyższą wagę), oczywiście w systemach syntetycznych (w symulacjach) to wedle życzenia operatora, z tym, że jak do tej pory nie ma żadnej sprawnej AI, którą można wypuścić poza środowisko gry, do której została stworzona (czyli w najbardziej zaawansowanej formie poza operowanie na wybranych aktywach giełdy o limitowanej płynności). Warto też zwrócić uwagę, że gra następuje w cyklu. Jest jej początek, są dane wejściowe, jest faza uczenia się środowiska & przeciwnika (kiedy sieć nie gra tylko, ale otrzymuje informacje zwrotną względem swoich symulacji – “nagradzanie wzmocnieniami wagi węzłów” jakby grała – jak dzieci cukierki i kieszonkowe) i dopiero się ją wpuszcza i ona gra. I tutaj wielkich fanów ostudzę – algorytm jest modyfikowany w czasie gry do etapu, w którym jego rezultat staje się dereistyczny, czyli oderwany od rezultatów gry. W kontekście człowieka stwierdzilibyśmy, że starzec jest szalony i oderwany od rzeczywistości, w przypadku sieci służących do grania gracze wysyłają tyle fałszywych sygnałów, że AI oparta o symulację sieci neuronowych po prostu dostaje kota. Nie wiemy jak nazwać to zjawisko, czy to odpowiednik wypalenia zawodowego, czy czego, ważne jest, że AI przestaje wygrywać i można ją zresetować. To powszechny problem w grach o nieznanej sumie gry, gdzie zmieniają się gracze i sama przestrzeń gry ekspanduje.

Koncepcje kolektywne opierają się o ciągłe resetowanie układu wag węzłów pod polityczną nazwą “TQM, nowe otwarcie, zmiana” i takim przypisaniu własności i zwierzchności nad własnością oraz strukturami powiązań pomiędzy węzłami (hierarchami ludzkimi, organizacyjnymi) oraz ich sformalizowanie, aby to choćby przez chwilę zadziałało tą iluzją dostarczenia mocy. Z tym, że moc jest dostarczana z akumulatorów węzłów do których ona nie dotarła (ale w przyszłości, to na pewno będzie raj), a arbitralne przypisane wag do węzłów i tak dzieli rzeczywistą ilość dopływającej do systemu mocy (z tym, że system zaraz po resecie, to się zaczyna reorganizować dopasowując do rzeczywistości, a nie do marzeń przywódców) pomiędzy węzły według wag, co zazwyczaj oznacza, że wybrane węzły otrzymają część mocy mniejszą niż oczekiwana do przeżycia. W organizmie takie węzły by obumarły, w świecie rzeczywistym ludzie po prostu migrują i wpinają się w inne zasilanie dodając tam swojej mocy korelacyjnej, która była nieefektywnie wykorzystywana w rozwiązaniu pierwotnym. Co więcej, potrafią ze sobą zabrać struktury organizacyjne i hierarchiczne (rodzinę), a ponieważ migrują najaktywniejsze elementy układanki zdolne dostarczyć tyle mocy korelacyjnej do dowolnego systemu, to znaczy, że w systemie pierwotnym następstwa są wprost przeciwne – jest on coraz gorzej skorelowany oddolnie. W rezultacie w takiej zdezorganizowanej nadmiarem przypisywania abstrakcyjnych wyników nieuzyskanych w procesie ścierania się z rzeczywistością strukturze, a wzajemnego ścierania się elementów układu o jakiekolwiek zasilanie, dochodzi do ekonomicznego kanibalizmu, opisania każdego jako wroga (przynajmniej potencjalnego), rozpadu struktur i próby reorganizacji na bazie przypisywania wag z innego źródła korelacji (subkultury). Oczywiście tutaj pojawia się zaraz kolejna kolektywistyczna koncepcja, aby rezultaty (powiedzmy, że dla części chociaż korzystne) zamrozić przez ustalenia, że tak jak jest, to tak ma być (zabronią ludziom umierać i wypadać z systemu? a jak będą przyjmowali nowych urodzonych?) i blokują formalny dostęp do rezultatów nowej pracy, przymuszając do płacenia za jakieś tam dawne zasługi. Absurdalna koncepcja własności intelektualnej – myślisz za wolno – nie masz nowych pomysłów – nie obciążaj innych kosztami obrony przeżytku nie ma w tym wypadku zastosowania, ważne że pomyślałeś kiedyś i masz “prawo nabyte”.

Konkluzja jest następująca – sieć działa w cyklach wynikających z rezultatów poprzednich cykli. Nie działa stale, nie działa równomiernie i nie jest stale i równomiernie obciążona – nie wszyscy na raz biorą udział w procesie i nie każdy jest do niego potrzebny. Wbrew krnąbrnym wołaniom trybunów nie będzie żadnego “weźmy się wszyscy w kupę” (bo mości panów, co się razem brali w kupę, to było raptem 10% populacji, z czego ułamek dokonywał projekcji ku pognębienia wrogów naszych i nikt naprawdę pozostałych 90% nawet nie pytał o zdanie, a często i większości z tych 10% też nikt nie pytał, czy akurat wolno się wyprawiać na Turka czy nająć u Habsburgów). To ile zbierzecie sobie zasilania (i zmagazynujecie “mięsa na kościach”), to ile zgromadzicie kompetencji w swoim rodzie, ile zmagazynujecie wpływów, maszyn, gospodarstw, stanowić będzie o tym, czy w jakiejś przyszłości któreś z pokoleń będzie w ogóle miało szansę podnieść głowę. Ważne żeby bez bagażu całej sieci pasożytniczej, jaka nam siadła na barkach i podpina się pod nasze zasilanie, a żadnego z nich pożytku. Udawać że się nie istnieje, że się nic nie ma, nic nie umie i przeczekać tę księżycową koncepcję, że się ze wszystkimi należy wszystkim dzielić. Każdy następny stan jest dynamicznym rezultatem procesu, a nie statycznym ustawieniem mocy przyłożonej przez starszych i mądrzejszych jacy wyfilozofowali taki idealny stan i go wdrożyli.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • ract

    Dobre, ale mało i za krótko.
    Poproszę pożywniejsze (większe) bricki.

    • 3r3

      @ract o się czytelnicy rozbestwili – raz cegła poleciała i już małych porcji nie chcą 🙂

      • blacha

        @3r3:disqus w nawiązaniu
        do początkowego motywu bloga i w kontekście małych żuczków (komentarz bardziej pasuję do innych wpisów ale myślę że rozsądniej będzie pisać pod aktualnym)

        wielokrotnie podkreślałeś że z PL trzeba wiać, podziel się proszę swoim doświadczeniem

        założenie: techniczny fach w ręku, pick up, wyposażenie swojego stanowiska pracy, motywacja, cash na rozruch

        planowany wyjazd wiosna – lato 2018

        Szwecja:

        – czy ten kierunek ma jeszcze sens ? Czy orkiestra już się zwija i za późno żeby się na tę imprezę załapać ?
        – gdzie celować ? Z tego co piszesz wnioskuję – połudnowy zachód, okolice Gotenburga,
        jest jeszcze jakieś inne skupisko przemysłu warte uwagi ? Szukać innych dużych portów ?
        – bez znajomości języka szwedzkiego, ale z angielskim, będzie można coś załatwić
        (nie pytam czy Szwedzi znają angielski, tylko czy nie będą mieć problemu z tym że ja nie będę znał szwedzkiego na początku) ?
        – ile czasu założyć na początkowe formalności związane z zakładaniem działalności i szukanie pierwszych zleceń mając już punkt zaczepienia i mając już gdzie spać ?
        – najważniejsze pytanie, ile cashu potrzeba na start Twoim zdaniem (zakładam że narzędza już są) na lokum, bieg jałowy “życia” i założenie działalności ?

        • 3r3

          @blacha – o aktualną opinię jak jest wyjazdem z pickupem w Szwecję zapytaj na forum użytkownika @templar – będzie miał doświadczenia jakie Cię interesują.
          Ludzie mają różne wydatki, kawalerki za 2200kr raczej nie dostaniesz, raczej za 5-6k/m. Miesięcznie potrzebujesz na wegetację 8-10kSEK plus mieszkanie. Czyli tyle co większość ludzi na 3/4 etatu zarabia.
          Początkowe formalności – możesz się pół roku odbijać od ściany, a niektórzy mają lepsze osiągi. Można błyskawicznie.

          Przemysł masz na trasie Malmo-Goteborg-Sztokholm, przy czym skupiłbym się na Skane i ewentualnie Halland.

          Są całe branże funkcjonujące bez znajomości języka, czyli znajomość języka jest w rezultacie bardzo droga, bo zapewnia szeroki dostęp do zasilania.

          Kontakty musisz łapać zanim wyjedziesz. Chociaż nie twierdzę że nie można czegoś znaleźć z marszu.

          Rozumiem że masz jakiś plan. Odezwij się na maila [email protected] i podyskutujemy co Ci się widzi.

          Oczywiście mogę Ci z Polski obecnie polecić kogoś kto dokładnie z tych samych firm i urzędów co ja ma odwrotne doświadczenia, a mnie wyzywa od farciarzy w czepku urodzonych, bo jemu zapominali zapłacić fakturę, a mnie płacili przez pomyłkę przez pomyłkę dwa razy. Jemu robili kontrolę ze skarbówki – mnie dawali zwrot na ładne oczy. Życie jest wyjątkowo cudacznym przeżyciem.

    • Ja uniżenie proszę o darowiznę, żeby autorzy głodni nie chodzili.

      • Wariat

        To może jakieś podpowiedzi, sugestie, żeby było jakie rozeznanie…
        Coś w stylu uprasza się o dobrowolne ofiary, nie niższe niż, albo „najczęściej dają…-tu kwota.
        Albo rypać wprost, jak niegdyś Ryszard, że do
        funkcjonowania musimy mieć tyle i tyle bo się wykrzaczy. Nikt nikogo nie chce urazić zbyt małą kwotą, a skala nie jest znana 😉 Tyle tu o milionach i ośmiornicach napisane że strach cegiełke położyc.

        • 3r3

          @Wariat kilka dni temu ktoś wpłacił 50 ojro, co stanowi chyba 1/3 wszystkiego co uzbieraliśmy od początku zbierania, sam rozumiesz że to na żaden serwer takie zbieranie nie wystarczy, ale dobrze że ludzie wpłacają – przynajmniej widać że to wszystko komuś potrzebne.
          Administracja potrzebuje kogoś od podłączenia tego upierdliwego systemu płatności do strony z ogłoszeniami, bo to jest skomplikowane, a chętnych nie ma, mimo że tylu ludzi pisze tu o IT. Potrzebujemy usług, no a jak nie usług to zbieramy drobne.
          Luksus jest taki że nas na to hobby na razie stać.
          Trzeba też pisać teksty żeby było co czytać i ludzie tu przychodzili.

          • Wariat

            To co? Pięćdziesiątki jako punkt odniesienia dla ofiary materialnej + wsparcie duchowe w postaci usług? Stworzyłeś Pan sekte, to nią teraz steruj bo to „Inaczej nie działa”.

            • 3r3

              @Wariat – większość wpłaca po około 20ojro, niektórzy symbolicznie mniej. Jak sam rozumiesz liczba wpłat jest policzalna jak palce pracownika tartaku. Sprawa wpłat jest na razie symboliczna i niegodna uwagi. Trzeba czekać aż czytelnicy sami się nawrócą na wolny rynek.
              W tym czasie każdy knuje i konsolidujemy grupę, w korekcie są już dwie osoby – trzeba je zapchać tekstami. Będzie kontent to się wyknuje jakieś zasilanie.

    • Eltor

      O, nie, nie, nie… nie ma co skłaniać Gospodarza do nadmiernej eksploatacji, bo się wypali tym człowiek i tyle z tego będzie. To ja wolę, by gospodarzył nam jak najdłużej, bo drugiego takiego miejsca w Internetach, to się nie znajdzie.

  • ract

    Dobre, ale mało i za krótko.
    Poproszę pożywniejsze (i większe) bricki.

  • Wariat

    Możliwości:
    – rozwijasz się
    – realizujesz z góry założony scenariusz na ktory zostalo Ci mniej czasu niż zakładałeś
    Vs
    – ja się cofam lub stoję w miejscu
    – ruszyła mi schizofrenia paranoidalna

    Z mojej perspektywy innych tłumaczeń nie widzę. Przeskok w treści, jakości, niejednoznaczności przekazu jest aż nazbyt widoczny.
    Chyba że to moja ewentualna schizofrenia nadaje sens Twojemu zwykłemu grafomaństwu. Większa część ludzi którym to pokazuje uważa wszystko co tu napisane za nieskładny, niepotrzebny bełkot.
    Z całym szacunkiem dla zalogowanych, klikacie propsy z uznania i zrozumienia, przyzwyczajenia, a może ze strachu niezrozumienia, czy efektu sekty?
    Nie czujcie się urażeni, ja zwykly wariat jestem, do tego głupszy z dnia na dzień jak widzę. Cegła napełniła, a TO już urwało ucho w moim dzbanie.

    • 3r3

      @Wariat spostrzegawczy jesteś ^^
      Nie mam przecież szklanej kuli, więc tekst jest o tym jak przygotowywać się na opcje w środowisku synkretycznym. Nie wiem przecież która fala będzie wznosząca, tworzę więc opcje i sprawdzam która wyniesie.
      Któryś ze scenariuszy może zrealizować się sam.

      Nie dziwię się że ludzie uważają te teksty za nieskładny bełkot. Przecież to kompletnie bez sensu aby jakiś urząd wypłacał papier na reklamówki za napisanie jakiegoś niespójnego bełkotu w tabelce. Ale wypłaca. Ludzie sami tworzą ten urząd i jeszcze są przekonani, że 0.8 miliona aktów prawnych to nie jest bełkot.

      • Wariat

        Muszę pooglądać telewizję. Wyjść na piwo z górnikiem i pogadać o dupie, cyckach, motocyklach i niskiej barbórce w zeszłym roku.

      • FlyingAtom Dawid

        Potwierdzam przekaz Wariata, od 1 osoby też usłyszałem tekst jest nieskładny.
        Dałem jeszcze jednej osobie, mogę napisać jak będzie jakiś konkretny przekaz co do formy.
        – Wydaje mi się że często stosujesz skróty myślowe, Ty je rozumiesz inni nie bardzo, lub już tyle razy Cię czytali że łapią.
        – Często używasz trudnych słów.
        Można napisać odruch bezwarunkowy albo imperatyw Kanta.
        W każdym tekście nie rozumiem znaczenia 8-12 słów i albo gogle używam albo ich znaczenie jest tak oczywiste z tekstu że je domyślnie rozumiem.

        Czemu nie posiadasz adresu btc na wparcie? Czy nawet innych krypto przy aktualnych dużych opłatach sieci ?

        Będzie adres btc to chętnie dołożę się do tak ciekawego miejsca ; )
        Napisz mi o co mam zapytać mojego “informatyka studenta”, prowadzi mi bithub ,zacytuj proszę pytanie które mam mu zadać to zadam, może uda się coś pomóc.

        • 3r3

          Imperatyw Kanta jest dziecięcą naiwnością, ale dobrze go wykorzystywać wobec naiwnych, gdyż są to jedyni wobec których da się tę bajkę wykorzystać aby pozyskać jakiekolwiek rezultaty korzystne dla siebie.
          Zakładam że osoby, które to czytają mają generalne obycie w przedsiębiorczości, rejestrują spółki w różnych krajach i znają to i owo z tekstów profesorów Kołodki czy Gwiazdowskiego oraz publicystyki wymienianych w tekstach osób publicznych.
          To bardzo dobrze jak człowiek poznaje nowe słowa ze swojego języka, tyle ich mamy – warto się zaznajomić z własnym, obcym językiem.

        • Eltor

          Dawid, Ty rozumiesz, a inni nie. Może tak właśnie miało być? Również spotykałem się wielokrotnie z komentarzami, że ludź tekstów Gospodarza nie rozumie, więc ograniczyłem polecanie do tych, co wiem, że mają szansę wyrozumieć.

      • splinter

        Czy jest plan w kolejności zamieszczania artykułów podyktowany celem, czy teksty powstają na bieżąco?
        Mówisz o różnych opcjach i falach wznoszących, ale jakiej fali oczekujesz po publikacjach na blogu? Czy mowa o tym, o czym pisałeś w “Ciężarze myślenia”?

        Tekst to nie jest absolutnie nieskładny bełkot. Terminologia zaczerpnięta z cybernetyki jest ok. Swoją drogą zacząłem czytać książkę Mazura. Mówiłeś, że to trudna dziedzina, ale ta książka jest porażająco jasna, logiczna, opisująca wszystko w bardzo prosty sposób. Jeśli masz jakieś źródła dotyczące cybernetyki, które warto dla samego zapoznania się z nim przeczytać, to poproszę o więcej.

        • 3r3

          @splinter – teksty są po to żeby był kontent na stronie, bo administracja potrzebuje odwiedzin, bo lubi słupki, bo jak są słupki to da się w przyszłości do tego podpiąć jaką monetyzację.
          Celem tekstów jest filtrowanie czytelników – strona jest dla przedsiębiorców, nie potrzeba nam tu gamoni co będą donosić do Urzędu że w tekście wyczytali, że można robić przelewy w srebrze, złocie i walutach bez kontroli Urzędu na takie kwoty że łeb urywa – dlatego teksty są tak zagmatwane, żeby tylko ludzi bardzo zainteresowanych tematem wzbudzić do odnalezienia takich informacji, ponieważ teksty o przedsiębiorczości są interesujące tylko dla przedsiębiorców (z punktu widzenia treserów lwów nie ma tam absolutnie niczego ciekawego).

          Zwróć uwagę na daty publikacji tekstów Mazura czy Kosseckiego – od tego czasu coś tam jednak się działo i być może jest to wiedza stosowana, a została z niej terminologia?
          Do rzeźbienia pewnych rozwiązań cybernetyka się jak najbardziej nadaje jako narzędzie, ponieważ opisuje modele, nie przeszkadza to aby stosować ją do opisu rzeczywistości, choć wtedy nie wszystko jest tak pięknie poujmowane w ramki. Dla przykładu ujemny bilans handlowy krainy wskazuje, że jest ona endostatyczna, a może nawet endodynamiczna – tylko kto konkretnie tam dysponuje władzą nad mocą socjologiczną dostarczających rezultatów tego bilansu skoro importujemy? A może bilans nie opisuje rzeczywistości?
          A w firmie opisuje? Bo jeśli tak, to znaczy że najracjonalniejszym sposobem bogacenia się jest utrzymywanie rezultatów pod bilansem.

        • Maksior

          Ktora konkretnie, bo Mazur to mala biblioteczke po sobie zostawil…?
          Sam szukam jakiegos dobrego wprowadzenia, bo Wiener niewiele mi dal…

          • splinter

            Na początek nabyłem i czytam “Cybernetyka i charakter”. Jak przeczytam, poszukam następnych. Jak dla mnie prosty język, ale to tylko moja opinia.

      • PawelW

        (…)”jak przygotowywać się na opcje w środowisku synkretycznym”(…)
        ==> jak dają to brać, jak biją to uciekać i najważniejsze: wiedzieć kiedy,
        gdzie i co będą dawać a kiedy, gdzie i za co będą bić ^^

        • 3r3

          @PawelW – będą dawać dotacje “na firmę” jak dasz się bić ZUSem dwa lata ^^

      • Wariat

        Nie, to jednak był atak paranoiczny. Za głęboko w symbolię poszedłem, za dużo miejsca na interpretacje zostawiłem i zbyt śmiałe scenariusze mi się w głowie urodziły. Zmierzę się z cegłą i strukturą po raz kolejny. Z dystansem. Choć…straszne są po pierwszym czytaniu.

        • 3r3

          @Wariat daj na priva coś tam wyczytał, może to tam rzeczywiście było napisane.

          • splinter

            Co do różnicy w długości i skomplikowania tekstów – widać ją w porównaniu do wcześniejszych artykułów. Czy to będzie się pogłębiać?:)
            Wtedy siłą rzeczy odsiew będzie jeszcze większy. Zmniejszy się ilość czytelników, ale zwiększy ich jakość.

            • 3r3

              @splinter – zauważ że nie mamy trolli, czasem zaglądam w panele administracyjne i widzę, że takich użytkowników na odlocie co ich @rpis represjonował to mieliśmy przez rok może 2-3 i kilku z reklamami. Być może reszty po prostu nie widzę, ale onet się tu nie robi 🙂

    • gruby

      @disqus_wuXEaKTu4R:disqus napisał:

      “Większa część ludzi którym to pokazuje uważa wszystko co tu napisane za nieskładny, niepotrzebny bełkot”

      Ważne co Ty z tego wynosisz, co myślą inni to już ich problem. Ja na ten przykład przeczytałem “ciężar myślenia” dopiero dwa razy a ponieważ nie usiadłem do tego tekstu na poważnie (czytałem na srajfonie jadąc w pociągu) to jeszcze go nie do końca zrozumiałem. Ale wiem że do niego jeszcze wrócę.

      Mnóstwo tekstów pisanych dostępnych w sieci IMHO nie jest warta ich czytania: są to teksty mocne w formie ale nie w treści, pisane przez odchylonych komunikacyjnie w górę: skutkiem tego lewym mi toto wlata, prawym wylata. No po prostu takie teksty nie napotykają oporu pomiędzy moimi uszami.

      A jak się już zdarzy mięsisty tekst warty przeczytania znaczy wzbudzający opór szarej materii to okazuje się że ceną treści jest forma będąca dziełem jakiegoś odchylonego komunikacyjnie w dół. Dla kontrastu: słyszałem dzisiaj w pociągu dyskusję dwóch studentów lewnictwa na temat któregoś artykułu miejscowego KK i byłem pełny podziwu dla szykującej się im kariery: mówili dużo a nie powiedzieli nic. W końcu dyskusję zakończyli na rzuceniu okiem na interpretację paragrafu znalezioną w internecie. Biada ich przyszłym klientom, którzy za tą paplaninę będą dostawali rachunki policzone “od godziny”.

      @3r3:disqus jeśli o formę chodzi nie pisze źle choć mógłby lepiej. Ale na taki poziom wybrzydzania to możemy sobie pozwolić dopiero kiedy @rpis:disqus za każdy artykuł od każdego czytelnika będzie kasował jedną uncję srebra.

      Jeśli o dostępną treść chodzi to na pudle stoi ta strona tutaj a potem jest długo, długo nic.

      • Wariat

        Fakt. @666 wszedł w wyższy stopień wtajemniczania 😉

    • PawelW

      @disqus_wuXEaKTu4R:disqus Była taka sobie taka niemiecka trener Vera Birkenbihl, która mniej więcej to co jest w tym wpisie przez lata propagowała, chociaż z innego punktu widzenia (miałem trochę deja wu czytając posta). Wskazywała ona, jak obecne systemy edukacji są do dupy zorganizowane i nie dopasowane do obenej wiedzy o funkcjonowaniu i uczeniu się mózgu…. jest sporo wideo na YT z jej wykładami (po niemiecku) a i część jej książek zosała na polski przetłumaczona. I problem jest tego typu, że ona najbardziej przystępnym z możliwych sposobów o tym mówi, ale i tak co i raz się trafiają osoby, dla których to bełkot jest… więc się znajomymi nie przejmuj 🙂
      Ale konkluzja jest taka, że obecne systemy edukacji są nastawione na sposób funkcjonowania mózgu kobiet, natomiast mężczyznom niszczą one życie. A to się przekłada na to jakich ludzi można znaleźć na rynku do jakich zadań….

      • 3r3

        @PawelW – jeśli obecny system edukacji jest dostosowany do kobiet, to rzućmy okiem na zdjęcia sprzed 1950 roku, tak co dziesięć lat, żeby nie było że wojna – w fabrykach przy tokarkach stoją prawie wyłącznie kobiety, przy prasach od drobnych detali kobiety. A dzisiaj nie. I się dzisiaj kłócą że ta lepiej płatna praca przy maszynach jest przez samce zawłaszczona^^
        Mam takie przeczucie, że nas system edukacji jest do kitu w całości. Jest do likwidacji, tu nie ma co naprawiać.

        • gruby

          Jeśli na ISIS jedyną skuteczną bronią okazują się być bataliony samic z YPG to rzeczywiście świat (a nie tylko system edukacji) stoi na głowie.

        • PawelW

          Ale tu Waści mamy na myśli dwie różne sprawy.
          1. Sposobie przekazywania wiedzy (obojętnie od jej rodzaju). A ten jest na chwilę obecną dopasowany w szkole podstawowej pod dziewczynki. I one świetnie się tych serwowanych bzdur uczą ^^
          2. Zawartości wiedzy. Już pal licho sposób przekazywania wiedzy, jakby chociaż zawartość była sensowna. Ale tu Waści macie racje, wszystko jest do kitu i trzeba ten system edukacji od nowa postawić.

          • 3r3

            @PawelW
            1. “Pedagogami” są głównie kobiety, ich “wykształcenie” jest żadne i to stwierdzam z pełnym przekonaniem mając niejakie doświadczenia na tyle długie że z konieczności intelektualne ze studentkami, które zostawały właśnie nauczycielkami, a nawet niektórymi lemingami popadłymi w trwałą komendację, a z tego zawodu.
            Dlatego właśnie metoda “nauczania” oparta o mnemotechnikę jest przystosowana do dziewczynek – tego sortu na nic więcej nie stać. W rezultacie z Polski trzeba uciekać, ponieważ nie dysponujemy milionami samców gotowymi zamordować innych samców w imię czegokolwiek, a nawet bez powodu. A nie da się tworzyć ani utrzymać państwa bez znaczenia jego zakresu władzy przemocą, ale sąsiedzi tacy nieprzytomni jak my nie są – oni swoje granice zakreślą – tak głęboko je nakreślą aż trafią na opór, a to znaczy że zawiną nam mapę.

            2. Co może przekazać dzieciom germanistka, uważająca że Niemcy to miłujący pokój naród, która pisała dyplom z języka nazistowskiego (to jest DOSŁOWNIE, nie kwieciście ujęte – tematem pracy był “język nazistowski”), która przysłuchując się temu co akurat tam miałem na winampie zadała pytanie “o co chodzi z tym AL i AK, że to jakaś różnica była do czego syn należał?”… no i można w Polsce być magistrem, humanistą, zostać nauczycielem… już nie wspominajmy matury… wszystko wyjaśniają literki, które sponsorowały tę oszałamiającą karierę – Erasmus i Adenauer.

            I jeszcze ktoś się będzie dziwił, komuś ręka zadrży kiedy trzeba będzie wyciąć nauczycieli jako wrogą agenturę? Najlepsze że sama agentura nie ma pojęcia o tym, że właśnie dlatego ich posadzono na katedrach bo są głąbami i właśnie dlatego mają “uczyć” kolejnych.

            • abo

              “I jeszcze ktoś się będzie dziwił, komuś ręka zadrży kiedy trzeba będzie
              wyciąć nauczycieli jako wrogą agenturę? Najlepsze że sama agentura nie
              ma pojęcia o tym, że właśnie dlatego ich posadzono na katedrach bo są
              głąbami i właśnie dlatego mają “uczyć” kolejnych.”

              Ja gdzieś podobne teksty już czytałem, hmm – to było chyba o zaborach, okupacji .
              Co się któryś kolejny bandzior na nasz kraj zamachnął to od tego zaczynał :(.
              Ty jesteś pewien 3r3 że chciałeś żeby tak to zabrzmiało?

            • Wariat

              A ty Abo to bandziorem byś zostać nie chciał? A kto to jest bandzior?

            • gruby

              Wkraczamy na wąskie ścieżki dialektyki, tudzież relatywizmu moralnego. Bo co to za różnica czy jest się partyzantem czy terrorystą ? Politykiem czy mafiozem ? Lichwiarzem czy banksterem ? Bandytą czy Janosikiem ?

              Jeden zestaw określeń zarezerwowany jest dla zwycięzców a drugi dla pokonanych.

            • Wariat

              Zgadza się. Przegranym zawsze ręce dygocą.

            • abo

              Ech z “weterynarzami” tak zawsze, kota ogonem będą odwracać, ale to będzie cały czas ten sam zwierzak. Choć jak sobie odwrócą to będą mogli na niego mówić jednooki 🙂

            • Wariat

              Oczywiście, jak świat światem. Ważne jest to żeby jedno oko było przed nosami tych drugich. Patrząc na fakt że od dawna jesteśmy w du*ie to weterynarz jest dobry. Na szczęście nie wszyscy chcą się w tej du*ie urządzać. Ale wizja przewrócenia weterynaryjnego stołu wydaje mi się nieosiągalna.

            • Maksior

              Mysle, ze to kwestia jawnosci (przynajmniej tej oficjalnej), “legalnosci” (czyli kto byl pierwszy) oraz sposobu podzialu lupow…

            • 3r3

              @gruby – nie żałujmy więc sobie nazywać wrogów naszych już jako pokonanych, bo właściwie co to nam za różnica? Nazywać każdy może 🙂

            • 3r3

              @abo – oczywiście ^^
              Przecież nie bez powodu jest tak, żeby nawet jak co komu do głowy przyjdzie to nie umiał sobie dzidy wystrugać.

            • abo

              Być może to to tylko moje mylne wrażenie tyczące się jedynie wybranych branż, ale na forum europy nie wypadamy jeszcze najgorzej ( a warunki mamy dużo gorsze).
              Pomysłowość w Narodzie jeszcze nie zginęła, choć sam nie wiem na czym to się trzyma – chyba na przekorze i zawziętości.
              Jak już kiedyś mówiłem to nie jest wyścig, sprint o zwycięstwo.
              Bardziej jestem skłonny uznać, że w tej rozgrywce go, wygranym będzie ten kto najdłużej utrzyma się na nogach – czyli “miąchanina” jest nam jeszcze pisana przez parę lat.

            • 3r3

              @abo – rzeczywiście, nasze myśliwce, śmigłowce, rakiety i telefony nie wyglądają najgorzej. Nie wyglądają wcale.

            • abo

              🙂 sprytnie, ale wymieniony przez Ciebie sprzęt nie jest autonomiczny.

            • 3r3

              @abo – istotnie, sprzęt zazwyczaj jest wyposażony w ludzi, którzy wyprodukowali go właśnie dlatego, że ktoś ich bulwersuje.
              Rakiety są dość autonomiczne – rosyjskie miasta raczej się nie przemieszczają, a Niemieckie to trzeba by sprawdzić^^