Suma niepodzielna

Głównym składnikiem będzie aktualna sytuacja w nieruchach i przemyśle w Szwecji – sprawozdanie z kraju na soc-haju.

Liczby nie są rzeczywiste – nie istnieją materialnie. To, co występuje w rzeczywistości, nie ma takich właściwości jak liczby – nie jest nieskończenie podzielne. Są pewne wartości, których podzielność nie skutkuje desygnatem rzeczywistym (częściowo w ciąży, prawie miłosiernie). Nie da się też przeżyć poniżej pewnych potrzeb energetycznych, a w pewnych warunkach zbiorowych nie da się przeżyć bez kompletnego, funkcjonującego społeczeństwa, nie da się też wbijać gwoździ połową młotka.

Jednak niektórzy uparcie próbują o ile nie wykonawstwa, to chociaż twierdzeń o tym, że połową statku można nawigować. Nie wprost oczywiście twierdzą, ale tworzą takie cuda, jak zaopatrzenie gospodarcze procesu w połowę środków niezbędnych do wykonania przyjętego planu działań oraz wytworzenia formalno-życzeniowego nakazu o wykonaniu całości. Aby daleko nie szukać tak działa system kredytowy (w ogóle słowo kredyt w polskim tłumaczeniu jest bzdurą na odlocie: kredyt oznacza uznanie, a w kwestii obrachunku – uznanie kwotą; w Polsce oczywiście jakieś matoły-nieuki za komuny wymyśliły “uznawanie kwotą kredytu” – uznawanie kwotą uznania – no takich to mamy wykształconych bankowców znających języki), w którym to kwota spłaty jest życzeniowa (nie istnieje w gospodarce – ile jest wykonalnych zobowiązań w skończonym czasie przy danej prędkości cyrkulacji waluty to nie jest wcale tak trudno policzyć), a jeszcze lepsze są aparaty fiskalne pragnące wydać według własnej chcicy, a tę chcicę mają zaspokajać podejmujący przedsięwzięcia, ponieważ cały system podatkowy jest jakoś tak wesoło skonstruowany że tylko od podejmowanych przedsięwzięć są naliczane daniny, z czego prosty wniosek że należy nic nie robić, aby Kapitana Państwo zadowolić w pełni. Jest to spychologia stosowana, ponieważ w przypadku niezdolności gospodarki do wykonania życzeniowych założeń starszych i mądrzejszych szuka się winnych, a następnie stosuje na nich stresory, aby pchali wóz załadowany koniem pod górkę na koszt własnego akumulatora, którego mieć im nie wolno.

Czytelnicy też mają oczekiwania, aby poziom był dobry, a nawet wyższy. Z tym, że czasem się już nie da wyżej skakać i autorzy nie chcą pisać nam tekstów, żeby poziomu nie zaniżyć. Muszę więc napisać jakąś szmirę aby poziom obniżyć, skonfundować czytelników, a następnie wrócić do normalności aby czytelnicy byli usatysfakcjonowani, że była rekonstrukturyzacja, że były przejściowe trudności, ale że już jest dobrze i będzie lepiej. Władzuchna manipuluje tak nastrojami przez dekady, to nie ma co sobie żałować z manipulowaniem emocjami czytelników, dla ich własnego dobra oczywiście^^ – mają wymagania i należy je spełniać. Tylko czy należy ich o tym informować, bo to jak się robi politykę i kiełbasę może odbierać smak, szczególnie że w obu wypadkach dotyczy to świń i ma związek z rzeźnią.

Zebrało się pytań czytelników tu i tam oraz materiałów na prasówkę. Bo żeby napisać szmirę to już nawet obmyślałem jakieś wkręcenie publiki w tekst o cywilizacjach pozaziemskich, reptilianach i Cthulhu, ale ostatecznie po wymianie zdań na disqusie z @Maksiorem odgrzebałem nieukończony tekst o tym, dlaczego myślenie za innych nie daje spodziewanych skutków, a Cthulhu z hasłem wyborczym pozostanie jedynie na obrazku otwierającym tekst – na odźwiernego się nadaje^^

Na razie dozujemy czytelnikom teksty z magazynu po jednym tygodniowo bo pustki widać, a ja się zabrałem za robienie nowego cymesu, zdarza mi się nie iść do jednej roboty aby iść do drugiej – robić nie ma komu. Teksty więc jeśli będą, to z placu boju o gospodarkę. Czytelnicy bohatersko wpłacają trzy razy w tygodniu po dychę euro, albo raz po trzydzieści, chyba że akurat nic nie wpłacą – to dobrze, bo to co jakiś czas przypomina, że ktokolwiek to czyta i nawet chce postawić frytki po pańsku – z keczupem.

„… mam na przedmieściu domek”

Od początku 2017 tu i tam w ramach dyskusji o nieruchach zwracałem uwagę, że się budowlanka chwieje, a grubasy cisną rząd na projekty infrastrukturalne, żeby sobie gładko przejść. W tym samym czasie, kiedy zaczęły się bankructwa wykonawców r/r naście procent rosło do co czwartego już na wiosnę było wiadomo, że w Norwegii, a zaraz potem w Szwecji z bańki na nieruchach i budowlance będzie schodzić kapitał, bo jak to ocenił kilka dni temu jeden z największych rekinów od prowadzenia holdingów budowlanych, wartość rzeczywista (wg Niego oceniana z aportu) do księgowej to 1:35 (około) do audytowej (rewizja wycen składników majątków) 1:150-200, wycena giełdowa 1:350. Twierdzi, że to się nie ma prawa utrzymać i jeśli ktoś uważa, że on nie sprzeda udziałów w holdingu, którego jest szefem wszystkich szefów to śnią.

W tym samym czasie cuda zaczęły się dziać od strony wdrażania lepszości, w Skanskiej wprowadzono parytet (dziurawce na budowie), a do tego (niby na polecenie lokalnego PiPu) niewykonywanie pracy pod hasłem “pracuj bezpiecznie lub wcale“:
co oczywiście spowodowało, że praca jest niewykonywana wcale, pracownikom nie trzeba dwa razy powtarzać. Pozwolę sobie odpuścić tłumaczenie tez tego tekstu na ludzki język, bo tam są takie pierdoły jak praca obciążająca psychicznie, trudna, albo, uwaga! “zawierająca wyzwanie” – czyli precz z kulturą maczo w pracy. Na szczęście pracuję w normalnym miejscu, gdzie się przepychamy, rzucamy w siebie narzędziami, wyzywamy od takich i owakich jak kto czego nie może dźwignąć, obrzucamy się narodowościowymi i rasowymi inwektywami, ale byłem kilka razy w takich, gdzie już wdrożyli to co tam biurwy z “mynysterstwa środowiska pracy” powymyślały i uciekłem – nie jestem w stanie pracować z ludźmi zbyt głupimi by przeżyć. W normalnych warunkach to bym po prostu poczekał aż się zabiją i byłby problem z głowy, ale tu sami rozumiecie – prokurator, pytania. Przedsiębiorcy też mają w nosie i skoro pracownik jest problemem, to firma może działać bez pracownika. Jak to już nikt nie pyta, pracownik jest najczęściej w Chinach. A tutaj są jeszcze lepsze jaja:

https://www.av.se/halsa-och-sakerhet/psykisk-ohalsa-stress-hot-och-vald/mobbning/

między innymi takie, że przeorganizowanie firmy i wprowadzanie środowiska konkurencji między pracownikami to jest przestępstwo (mobbing) – to już proponuję się odnieść do tekstu @Wariata “Targ niewolników III“, bo to sami państwo rozumieją, że ktoś tu żyje w oderwanym od rzeczywistości świecie i nie wiem, czy urzędnicy powinni mieć klamki od wewnątrz w domach.

Akcje Skanskiej wskazują na niebywały sukces wdrażanych przez biurwę metod. Spadek kursu z 217 w maju ‘17 na 160 w styczniu ‘18, a jak budowlanka spada latem – to już jest poważne osiągnięcie.

Nieruchy poleciały w Skandynawii, ale to czytelnicy wiedzą z gazet. Trochę poleciały, na razie niedużo, ale zanim poleciały to rząd (szwedzki) straszył, że wprowadzi wymóg “kapitału własnego” i “wartości amortyzowanej” – co jest przytomne, chodzi o to, aby kredyt był udzielany na zabezpieczeniu godziwej wartości. Rząd próbuje więc uciąć kawałek młotka jakim wbija się kredyty – wydawałoby się to nieprzytomne – niech sobie ludzie budują, a później się pomyśli, z tym że rynek budowlany w Szwecji (i generalnie w Skandynawii) jest tak przeregulowany, że nic tu nie jest normalne. Wyjaśnię jak tutaj patologia siedzi na patologii i patologią pogania.

Ludzie niby muszą gdzieś mieszkać, w ciągu nastu lat (12-13 chyba, ale są pewne problemy z liczeniem) liczba ludności w Szwecji wzrosła z dziewięciu do dziesięciu milionów. Milion ludzi temu budową mieszkań zajmowały się gminy, a szczegółowo to spółki kontrolowane przez gminy wydzielone wcześniej z majątku gmin (gmina nazywa się tutaj komuna – wspólnota, co powinno naświetlać koncepcję), budowały mieszkań ile trzeba i wynajmowały je mieszkańcom po regulowanym przez gminy czynszu branym z kapelusza i umniejszanym do wysokości proponowanej przez stronę społeczną, czyli organizację najemców, do której należał każdy najemca wpłacając co miesiąc kilka euro członkowskiego, w ramach czynu społecznego, bo nie wypadało nie należeć (to dopiero od niedawna niektórzy nie płacą i nie należą, więc organizację społeczną dotuje państwo, bo przecież społeczników ktoś musi utrzymywać). Nie wypada – to jest kluczowy sposób nacisku w społecznizmie – komunizmie. Są jakieś tam oceniające nas wszystkich autorytety moralne, co z wysokości swoich ideałów oceniają, a my mamy się słuchać pani przedszkolanki i płacić. Gminy budowały swoimi spółkami, jak człowiek przyjeżdżał z obcego kraju to w kilka dni dostawał mieszkanie, o niewygórowanym czynszu, w przeliczeniu na polskie jakieś 800pln za kawalerkę.

Potem ludzi zaczęło przyjeżdżać nieco więcej, a w kasach gmin i państwa robiło się nieco luźniej – zaczęto wyprzedawać składniki majątku, szczególnie starszego, konkurencyjne firmy profesjonalnie zajmujące się utrzymaniem i wynajmem mieszkań po nieco bardziej rynkowych cenach (niby wyższy standard) to kupowały, sprzedawały, i tak sobie człowiek z wynajętym kwadratem był to raz w jednej firmie, raz w drugiej (niby o wyższym standardzie), remontów nie było, kwadrat ten sam, piąty właściciel, ale… umowy najmu się nie zmieniały, ponieważ aby nie doszło do awantur to czynsze zostały uregulowane (kombinacją umów gminy, państwa i strony społecznej na koszt państwa; czyli państwo samo z sobą ustaliło że prywaciarze mają nie podwyższać czynszów bo bunt będzie). W rezultacie po kilku właścicielach część budynków mają osoby prywatne, ale pod pozorem jakiej spółki, z tym że nie mogą ustalić racjonalnych czynszów bo mają regulowane, więc w 2018 roku w Szwecji, gdzie zarobki są jakie są, co niektórzy mają nory po 900pln czynszu miesięcznie (ciepła woda w cenie) plus prąd. Co zaradniejsi mają tego z dobrych czasów po kilka i odnajmują “z drugiej ręki” po cenach bardziej rynkowych, albo wspierają tym jakieś tam swoje grupy etniczne bo ich po pańsku stać na takie marnotrawstwo, nawet jak czasami ktoś wywinie numer i odnajmie to dalej “z piątej ręki”. Niby cały proceder jest zabroniony wedle umowy pierwotnej z tym, że nie da się tego skutecznie i masowo egzekwować, bo sytuacja jest REGULOWANA i ma być spokój. Na tym polega faszyzm, że kto wzbudza i kto zakłóca status quo ten dostaje rózgą i jest spokój – więc wzbudzeni urzędnicy po prostu od czasu do czasu upomną pismem, że wiedzą, iż najemca zachowuje się nagannie.

Oczywiście jak wysyłacie dziecko do stolycy na studia to wynajęcie takiej samej kawalerki kosztuje nie dziewięćset PLN (jakieś 2200SEK), a około 10k SEK. Co z punktu widzenia ludzi normalnych (średnio zarabiających) wzbudza, a ja za takie kwoty to już dyskutowałbym wynajęcie farmy w nieco odleglejszym miejscu, bo za 50k SEK można sobie kupić domek z działką, z widokiem na morze i Finlandię przy lepszej pogodzie, tylko to jest bardzo daleko od przemysłu. Rozwiązaniem jest oczywiście “kup se własne” bo spychologia z wynajmu na własne to poważny bankowy cymes i jak nie masz sam zdolności kredytowej, to w ramach “wspólnoty mieszkaniowej” (to trochę co innego niż w Polsce, gdzie byli zarządcy z korporacji zawodowej, potem coś to chyba zmieniali, ale wyjechałem bo się zielono w interesie zrobiło, a po co mnie wojować z wojskiem, które na emeryturze też coś żreć musi), która to… jest profesjonalnie zarządzana przez inwestora i poprzez niego kredytowana jako gwaranta wobec banku, co również oznacza że odbiorca inwestycji z ramienia “wspólnoty” jest na chlebie inwestora i odbierze, i podpisze wszystko co każą. W rezultacie są z tego straszne afery jakościowe, ludzie kupują kwadrat jeszcze na desce kreślarskiej, dostając coś, co za dekadę będzie wymagało remontu, ale już na ich koszt, mieszkania gniją, pleśnieją, siąkną wodą – dramat jest. Oczywiście tych co ich stać, to sobie budują domki (w Szwecji każdy kto może, chce mieszkać poza miastem, a nawet ci co nie mogą też chcą – miasta to patologia), domki oczywiście budują południowi sąsiedzi (i nie – nie z Bornholmu) plus inne demoludy (ale jaki kraj jest populacyjnie dominujący wobec innych to wiemy), a to nie są tanie sprawy, bo jak ktoś chce mieć zrobione dobrze to nie może wybrzydzać na ceny. Pozostają jeszcze ci, co ich ze względu na dochody stać na wynajem profesjonalny, czyli firmę, która buduje sama dla siebie pod długoterminowy najem. Coś niespotykanego w mieszkaniówce w normalnych krajach?

No właśnie – bo w normalnej gospodarce coś takiego nie ma ekonomicznego uzasadnienia – jest tak scentralizowane już w założeniu, że musi być bez sensu. Ale korpo buduje takie dzielnice i wynajmuje je… gminom/państwu, które osadzają tam tych, których na mieszkania nie stać (imigrantów) i płaci za nich czynsz po cenie rynkowej. Na okrasę się tam jeszcze kogoś dorzuca. Rezultatem są oderwane od rzeczywistości podatki i ukrywane po kątach zadłużenie (przy NIRPie!). Oczywiście jest koncepcja, aby wprowadzić kolejne mechanizmy kontrolne.

Rezultatem końcowym jest obsuwa w cenach mieszkań, które na rynku pierwotnym szybowały w okolice 20k PLN za metr w normalnych dzielnicach i dubla w lepszych w takich nie za dużych przecież, skandynawskich miastach. Ale nic to – rząd planuje rynkowi “pomóc” i to też uregulować. Do tego dochodzi niewydolny “system kartograficzny”, gdzie na wydzielenie działki czeka się dwa lata w kolejce preferencyjnej do budowy domów i pięć lat na cele przemysłowe. Patologii jest oczywiście więcej i powstał sobie rynek wtórny i wtórnie wtórny i socjalizm kwitnie, bo przecież jakoś to wszystko musi działać mimo głupiej pani przedszkolanki co wie wszystko lepiej.

„… ja tu mięso mam!”

Kolejny skecz jest w żywnościówce: korpo sprowadza kurczaki z państwa, które rozwiązali Rzymianie “de loginquo eam oculis tantum videre permissum est” w łaskawości swojej. Oczywiście istnieją dziesięciokrotnie tańsze, lokalne fabryki kurczaków (i świń), z tym że to wszystko to nie jest zwierz ubiurwiony, koszerny, brakuje zwierzętom zabawek, masaży, wczasów, a ubój odbywa się w sposób brutalny, barbarzyński, nieludzki i w ogóle trzeba tych wszystkich producentów żywności zamknąć u czubków, bo to mordercy naszych braci – zwierząt. Bawią się więc jedni z drugimi w chowanego, liga przeciwko zniesławieniu skarży się biurwie o to, gdzie ubój jest prowadzony źle, broniący się mają kwity że to nie tutejsze, że wszystko sprowadzone z Polski (konina w wołowinie też), wyszukiwane są kolejne kruczki w przepisach, ale już się nazbierało i w wakacje kontrola spotkała się powitaniem panów na motorach, którzy wyjaśnili, że dalej co prawda nie obowiązuje szariat, bo są tylko na przepustce z niezwyciężonej, szwedzkiej armii, ale różnica w formie nie dotyczy zmiany treści odnośnie biurwy. To jedna z przyczyn, dla której WASPy pacyfikują wszelkie pomysły, aby “wojsko rozwiązało problem no-go-zone” bo ngz to tam zostanie, tylko inna strażników na wieżyczkach będzie mowa i zimą chłodniejsze będą baraki (bo to naród zimnolubny, nie jak kasztanowi chodzący w zimowych kurtkach latem). Ci rdzenni przemysłowcy na północy, to oni są straszni antysemici i doskonale wiedzą z kim wojują, tylko jak zaznaczają – nie chcą się z tym ujawniać, bo ich obsmarują jak Polaków.

 „Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach”

Postęp na wszystkich frontach, rząd bohatersko spacyfikował debatę o moralności płacenia podatków oraz ich unikania (zgodnego z przepisami przecież), która to pacyfikacja przybrała formę odwołania Jego niemieckiej przytomności Leifa Ostlinga, który w pozornej aferze “paradise papers” wsadził za pośrednictwem swoich spółek jakieś drobne 3mEUR w spółkę na Malcie, a w napastliwym programie telewizyjnym socjalistów “Uppdrag granskning” na pytanie dlaczego to zrobił zgodnie z prawem zamiast z pieśnią na ustach zapłacić 65% podatku od tej kwoty, odparł w przełożeniu na ludzki język “jest w tym wszystkim oczywiście egoizm. Ale pada pytanie: Jeśli płacę 20-30 milionów rocznie (podatków) – to co KURWA mam za te pieniądze? zapytuje Leif Ostling w “Uppdrag granskning”.

– Ja, det finns ju alltid en egoism i det hela. Man fragar sig ocksa: Om betalar man in 20–30 miljoner om aret – vad fan far jag för pengarna? fragade sig Leif Östling i “Uppdrag granskning”.

I wywalili go ze stanowiska przewodniczącego “Svenskt Näringsliv“, i byli z tego komuszki bardzo zadowoleni, przy czym przedsiębiorcy zaczęli też się stamtąd wypisywać, no bo skoro nie jest to miejsce dyskusji o podatkach, to nie będziemy dyskutować wcale. I płacić też. Do komuszków to oczywiście nie dotrze, ale przynajmniej pozory znikają, bo już nie tylko właściciele, ale i korporacyjna biurwa zaczyna pytać ofertowo:  “a skoro nie da się tak, to czy da się na czarno?”. No i jakże by się miało nie dać – wszystko się da jak się da.

Kapitan Państwo wywiera presję na pismaków, aby Ci formatowali czytelników na dyskusję o potrzebach, o koniecznościach, o tym żeby płacić, tymczasem w normalnym obiegu na forach oraz w dyskusjach pomiędzy przedsiębiorcami jest bajka o wężu dla Kapitana. Tutaj pozostało już tylko stosować aparat terroru, bo przedsiębiorcy się zbiesili i tylko podaż nowych poprzez dotowanie różnymi programami zachęty aby otwierać firmy sprawia, że można wskazać jakichś nowych – jeszcze niezjeżonych. Z tym, że aparat terroru się nie urodził w odpowiedniej liczbie, a ten importowany to ma własne plany stosowania się do samodzielnie wyznaczanych sobie celów.

Istnieje więc w gospodarce pewna ograniczona pula zasobów, którą “rządzący” (bo im się wydaje, że życzeniowe postulaty zwane prawem, będące listą bezbożnych życzeń to jest rządzenie) chcą podzielić przez nieskończoną liczbę potrzebujących i są wielce zdziwieni, że ani potrzebujący nie chcą przyjąć połowy samochodu, ani dostawcy nie chcą samochodów ciąć aby dostarczać, i z mieszkaniami jest tak samo mimo ambitnych planów “mniejszego metrażu”, wspólnych mieszkań i innych wynalazków w postaci współdzielonego samochodu, roweru i żony.

„W trybie pilnym i na poduszkach”

Tymczasem obronność kwiczy i wdrażana jest koncepcja, aby zgłosiły się firmy chętne dostarczać w godzinie W, oczywiście zgłosiło się całe zagraniczne korpo twierdzące, że w razie konfliktu z Rosją podtrzymają podaż paliw na stacjach, a ulgi i dotacje na ten cel zgarną już teraz w czasie pokoju. Ten ustrój i koncepcje w nim powstające można ująć jedynie w kontekście ich kompletnej śmieszności. Pomijamy, że każde korpo ma w przypadku W plany ewakuacyjne dla personelu kluczowego i zasobów (głównie danych), ponieważ w przypadkach ujętych w prawie bankowym każdego kraju, usługi transakcyjne w czasie W a nawet byle rewolty, nie są gwarantowane.

„… przecież na tym piachu, za 30 lat…”

50m EUR zarobili startupowcy Arcam, wykupionego przez hedge Elliot i Polygon. Obecnie wykupił wszystko GE, bo tam (koło Goteborga) ulepszyli autorsko EBM i to na takim poziomie dość niespotykanym, pozwalającym na wykonywanie bardzo precyzyjnych części do tego stopnia, że zazwyczaj nie potrzebują dodatkowej obróbki i mają jakościową powierzchnię (czyli nadają się na elementy mechaniczne protez, stawów, części do aerospace, ponieważ nie wymagają dotarcia mechanicznego w toku pracy).

Akurat wczoraj dostałem maila od czytelnika zainteresowanego dokładnie tym, czym się zajmuję, bo to wszędzie teraz startupy technologiczne i akurat taki zbliżony temat (https://en.wikipedia.org/wiki/Direct_metal_laser_sintering), przy czym nie do wytwarzania całych nowych detali tylko regenerowania starych. Niestety z punktu widzenia potrzeb przemysłowych dotyczących żywotności materiałów poddawanych poważnym naciskom (3r3coins) to nie działa, próbowaliśmy, nie tylko regenerowanie tym narzędzi (do pras), ale i wytwarzanie ich w całości nie wystarcza jakościowo w ramach jakichś dających się przyjąć cen (ale nie wykluczam, że za kilka lat może to być nawet już do czegoś podobne, choćby jako półprodukty do dalszej obróbki bo już tak kombinowaliśmy, w rozumieniu że po dyskusji w łańcuchu nieformalnym przymusiłem korpobiurwę do zadania pytania formalnego o wykonanie i ceny, i gwarantowane jakości i zgodności, i niestety to jeszcze nie są parametry zadowalające, ale kto wie co przyniesie jutro).
Tematy są dość pokrewne, jednak mamy ponad stuletnią ciągłość praktyki robienia “zawsze tak robiliśmy” więc działa i nie ma co psuć. Na razie spiekanie proszków niezależnie jakiej by nie wybrać metody, ma pewne wady w zastosowaniu przemysłowym, na pancerze do czołgów i serwa do samolotów to się już nadaje, ale maszyny w przemyśle znoszą o wiele większe obciążenia i tutaj wymagania są o wiele ostrzejsze.

Wskazuję jednak, że na dobrze zaopatrzonych w gotówkę firmach przemysłowych można zarobić, o ile się dostarczy produkt. A przecież tyle jest produktów, których ktoś nie potrafi wdrożyć i dokończyć, a kto inny by potrafił, gdyby tylko nie wydziwiał jak ten co mu nie wychodzi.

 3r3coins

Przygotowałem materiał:

https://www.uddeholm.pl/polish/files/Rigor.pl(1).pdf

25mm średnicy okrągłe na podstawce, aby wstawić we frezarkę, a potem w prasę, na razie na próbę, żeby zobaczyć jak to będzie szło na maszynie z ręcznym podawaniem, a potem to już pewnie nasi bohaterscy mechatronicy z uczelni mundurowych co mnie tu zautomatyzują. I pozostaje rozwiązać taki kłopot, aby kto (z sekciarsko oczywiście zaangażowanych czytelników^^) zaprojektował wzór tej monety, najlepiej w skali szarości opisującej głębokości wybierania materiału z dokładnością powiedzmy dla frezu 1mm prosty i 1mm ballnose (jak tam jaka brodata gęba w koronie by miała być). Awers i rewers oczywiście. I najlepiej jeszcze jakby taki zaangażowany czytelnik umiał, wiedział jak i przerobił to od razu na kod (pod heidenheima jakbym musiał sobie to sam ryć; chyba że sam ma frezarkę – to wtedy jak mu pasuje), a jeszcze lepiej niż najlepiej (to już po szwajcarsku) żeby miał gdzie wstawić to do grawerowania (to materiał przyślę już przygotowany do obróbki, głębokość rycia tak do 0.5-0.7 mm powinna starczyć), a potem to ja to już sobie zahartuję, wstawię pod prasę i będę jakie miedziaki zainteresowanym rozsyłał. Bo nieubłagana kolej losów wzywa, aby każdy miał kryptowalutę.
Nie mam czasu sam się tym zająć i przygotowywać projekt “3r3 Rex Sarmations”, prasę żeby to bić i przy tym siedzieć mam. A czytelnicy sami rozumieją, że praca u podstaw, mennica, króla się niektórym zachciewa – spełniajmy ludziom marzenia o władcy uczciwym, dobrodusznym i słynącym z miłosierdzia.

Tych narzędzi będzie oczywiście w jakiej tam przyszłości więcej, jak i wzorów monet do wykonania, a jakby kto bardzo potrzebował to w projekcie mogę dosypać nieco waluty, aby to popchnąć (bo jak widzicie po projekcie ogłoszeniowym bez dosypywania to się nie da, ale do wakacji @rpis postanowił zrobić kolejne podejście do tematu). Oczywiście jak co z tego wyjdzie, to rozkręcę już jakie inne narzędzie i wstawię bicie wzoru i kształtu w jednym kroku na jednym narzędziu pod podajnikiem z płaskownika.