Szacowanie zagrożeń

Celem łowów jest zdobycie jak największych zasobów energii przy jak najmniejszym wydatku tejże w jak najkrótszym czasie. Gospodarujemy nie po to aby pokonywać trudności, ale po to aby jak najłatwiej i najtaniej zrealizować zaopatrzenie w zasoby. Jeśli poprzedni temat podzielony na kawy Was interesował, to to jest kontynuacja – przydatny jest dzbanek kawy.

Nie jest niestety tak, że możemy sobie co dwa lata dziabiąc na dwie zmiany dublować produktywność. 40% wzrosty gospodarcze mimo że bardzo lokalnie dla wybranych podmiotów występują, to jednak w całej gospodarce w praktyce się nie zdarzają. Przyczyną nie są jakieś tam braki produktywności, ale rozkłady zagrożeń, które owszem dają komuś na chleb, ale nie przynoszą chleba. Oznacza to, że trzeba ujmować z produkcji. Wrócimy oczywiście do biurwy i podatków, ale nie oddzielnie, a jako całościowego zjawiska jakim jest ochrona przed kradzieżą, ryzykiem katastrof, utratą rynków, gwarantowaniem sprzedaży etc.

Opisywana wcześniej firma produkująca nam do 180 produktów w trybie 67wejścia +33wyniku +33straty z amortyzacją 2k i jakimiś tam zmiennymi kosztami pracowników (zależnie do konfiguracji) jak i skalą korelacji w rozroście (opisanym do 30 pracowników) byłaby typową gdyby wszyscy pracowali. Rzecz w tym, że nie wszyscy oszczędzają, nie wszyscy tworzą środki produkcji, nie wszyscy skutecznie korelują no i nasza najpoważniejsza bolączka społeczna – nie wszystkich potrzebujemy z tym co oferują.

Ta największa bolączka powoduje, że ludzie są przymuszeni robić rzeczy, których nie lubią, a nawet uważają za zupełnie zbędne (ja na przykład tak się użeram z biurwą). Co powoduje, że trzeba to realizować z innych, produktywnych elementów gospodarki na ich koszt i utrapienie.

Największym zagrożeniem dla bogactwa są usługi. Zapewne uważacie, że to głupie, ale niestety nie. Usługi są przyczyną naturalnej inflacji. Dlatego w normalnych (zdrowych) gospodarkach podaż usług jest znikoma (kwotowo), a większość prac wykonywanych jest metodą gospodarską – samodzielnie, natomiast przez przedsiębiorstwa marginalnie. Zjawisko kwotowo (kwotowo!) niskiego udziału usług w gospodarce wynika z systemu fiskalnego, w którym usług w większości po prostu nie da się opodatkować. Jak pamiętacie w szacunkach wymieniałem w firmie piątą osobę po stówce gdy inni zarabiali 40 (po 60 podatku), czyli po stówce gdy inni zarabiali stówkę tylko byli rozrzutni. To właśnie usługodawca. Tego gościa nie da się opodatkować, ponieważ występuje w układach binarnych i podejmuje zapłatę w wysokości normalnej kwoty jaką ma każdy inny, z tym że bierze brutto i się nie dzieli (ale jak się mnoży, to robi demografię i na nią wydaje – nie płaci podatków, to emeryturę będzie miał pod psem, więc dzieci robi, żeby kto mu owsianki dał). Ten nasz usługodawca nie jest problemem tak długo jak ma normalną wypłatę. To po prostu ten miły pan, który w szarej strefie kładzie nam białe kafelki. I my mu płacimy tyle ile się należy, żeby w ogóle położył. Od czasów PRLu mimo wszelkich zawieruch stawki w tej branży w stosunku do średnich zarobków praktycznie się nie zmieniają.

Problem z tym panem leży w tym, że on robi cenę kafelków x2, x3 przy podatkach 2/3 lub 3/4 i wtedy mamy cenę kafelków (produktu) x6 do x10 (zazwyczaj nie więcej). Przyjmijmy że w usłudze 10% ceny to koszt materiału, a 70% ceny to podatki (zarówno w towarze jak i usłudze etc), natomiast 20% stanowi średnią zapłatę netto. Oczywiście już kalkulujecie, że nikt przytomny nie kupi tego z kwitem – kto może weźmie na szaro. Problemem jest że nasze 1,033 wskazane jako PKB (taki urojony wskaźnik do fałszowania podaży waluty) jest przy bogactwie towarowym (kafelki, czy na ścianie czy na składzie to ten sam towar) rośnie nam jakoś x3-x6 szybciej niż produkcja. Na kafelki udzielamy kredyciku na remont mieszkania i… Dochodzimy do punktu w którym konsolidowanie kapitału (oszczędzanie) na otwarcie fabryki kafelków  20k/osobę (naszych umownych jednostek) jest nieprzytomne. Kafelki więc importujemy. Powoli znaczna część gospodarki przechodzi na wykonywanie usług na importowanym na kredyt bogactwie. Warunkiem działania usług w dużej skali jest kredyt. Ten kredyt i usługi w połączeniu wywalają produkcję, wywalona produkcja likwiduje miejsca pracy, oczywiście pozostaje się głupio zapytać czym spłacić kredyty. Usługami? Komu? Jak przeprowadzić kompensatę i z kim?

Problemem jest więc wyciąganie szarej strefy z cienia – póki ona tam sobie jest, póki nie bierze kredytu – wszyscy są bezpieczni. Są jednak usługi, na które żaden bank nie da kredytu, są one jawne, są one wykonywane korporacyjnie, dla firm i żadnego kredytowania (poza może obrotówką na części zamienne, ale to też dla żartu, bo kredytują ich dostawcy jeśli w ogóle chcą być kredytowani) nie potrzebują. To wszelkie usługi jakie wymieniałem dla przemysłu. I ceny są tam urwane z choinki, co każdy serwisant obrabiarek wie ocierając wąsy ze śmietany.

Usługi muszą być tanie – serwis – czyli służba, wykonywana przez sługi musi być tania, ponieważ albo nie wymaga nakładów kapitałowych (maszyn, sprzętu), albo nikt nikomu takich kwot (usługi dla przemysłu) nie da w kredycie na piękne oczy w takim systemie fiskalnym (to jest główny typ firmy, który wtapia na podatkach). Jak macie wątpliwości, to idźcie do banku żeby Wam sfinansowali kurs obsługi koparki i koparkę. Tylko sprawdźcie ile kosztuje koparka – lemingi tyle biorą w hipotekę na 40 lat.


Kolejnym problemem jest rozdmuchanie tanich, opodatkowanych usług. Na przykład ochrony, aby nam firmy (tych 20k/osobę) nie rozkradli. Ponieważ nie kradnie się na jedną szychtę, tylko na trzy, to ochrona musi działać 24/7. To powoduje 4-5 dodatkowych etatów na firmę (etatów, ponieważ firmie usługowej płacimy normalne stawki, a oni dopiero je obierają dzieląc się z biurwą).

W rezultacie nasza całkiem normalna firma przy 2k amortyzacji i 1200 w wypłatach (połowa dla 5 osobowej firmy, połowa dla ochrony – 5 etatów) sprawia pewien problem. Dla firmy średniej (30 osób) nieco mniejszy, a dla 90 osobowej znikomy. Z tym że firmy są w proporcji rozmiarów jaka powoduje podwojenie zatrudnienia wyłącznie z powodu bezskuteczności “prawa & porządku”. Oczywiście zależnie od poziomu lokalnego braku zrozumienia dla idei własności różnią się koszty, czasem starczy cieć, czasem alarm, a czasem trzeba formacji umundurowanej i uzbrojonej.

Do tego można dołożyć kolejne usługi przymusowe w postaci urzędów kontrolnych, licencji, franczyz, cesji odpowiedzialności (na przykład w hierarchii ISO). Ale przecież rządzący doskonale wiedzą, iż opodatkowanie + kredytowanie drobnych usług to rzeź dla gospodarki, natomiast opodatkowanie usług kapitałochłonnych jakoś tam da się przeżyć (na przykład “usługi dźwigiem”), bo nikt przytomny tego nie kredytuje w takich skalach jakie by robiły różnicę w gospodarce – banki z zasady, w stanie przytomności nie udzielają kredytów pokrywających 50%+ kosztów wejścia w firmę usługową, ponieważ wisi ona na kompetencjach. Rządzący wiedzą i stworzyli RUT. Zapewne jakaś wersja tego podatku pojawi się niebawem w planach PiSiaków. Otóż RUT polega na tym, iż klient płaci za usługę część, a drugą płaci urząd skarbowy. Czy urząd płaci w terminie, to już się na vat przekonaliście. W normalniej działającym kraju, gdy RUT był 50/50, robiło się na tym fikcyjnych usługach piękne wyłudzenia pozwalające na start biznesu. Oczywiście taka proporcja kusi, więc powoli zeszli z tą proporcją na 80/20 czyli taką jak dla vat. I proporcja wyłudzeń jest tylko taka jak dla vat (najczęściej polega na jakichś drobnych manipulacjach zamiany towaru w usługę). Podraża to niepomiernie koszty księgowe usług (czyli usług bezkapitałowych dla usług niskokapitałowych) z tym że ze strony rządu różnica jest taka, że wyciąga to obrót z szarej strefy do rotacji papieru w podatkach. Ale to przelewanie z pustego w próżne, to czy ssie system bankowy czy ssie rząd nie zmienia faktu, że kapitałochłonne biznesy produkcyjne są w takim układzie pozbawione sensu, ponieważ stawki za pracę są zaniżone do stawki za pracę bez zwrotu za 20k/osobę. Ten rozziew przy potrzebach przemysłu powoduje, że istnieją dwie, zupełnie rozdzielne gospodarki b2c i b2b gdzie funkcjonują odmienne stawki, odmienne produkty, a ponieważ wycena jest w tej samej walucie (choć żetony z jednych na drugie nie są wypłacalne bezpośrednio – dlatego nie mamy widocznej inflacji z dodruku, ale na produkty z przemysłu Was nie stać, tylko o tym nie wiecie, bo nikt Was do oferty b2b nie dopuszcza), to lemingi żyją w oderwaniu od rzeczywistości, gdyż ceny za produkty przemysłowe wydają im się nierzeczywiste.

RUT działa tak, iż wykonujecie usługę, składacie do urzędu podanie, urząd zapytuje odbiorcę czy to są fakty (więc trzeba wygenerować odbiorcę, który zezna co trzeba) i prosi o uzupełnienie jakichś tam kwitów, że to wszystko prawda, czasem wyśle kontrolę i wypłaca (kiedyś w kilka dni jak było 50/50, więc jeśli podejrzewacie mnie o jakieś doświadczenia własne to zasadnie). Najpopularniejsze jest to w usługach opieki (starcy, kaleki), gastronomii i jakiś takich śmiesznych, pracochłonnych, niskokapitałowych usługach. Służy wyciąganiu za uszy szarej strefy do realnego PKB (przy szacunkowym wliczaniu szarej strefy dalej w tej samej wielkości do PKB^^).

Rezultatem jest biednienie społeczeństwa, sprzedaż produkcji Chińczykom i deindustrializacja. Inflacja objawia się najpierw w najistotniejszym biznesie – cenach domów i mieszkań. Później w cenach wody i prądu. Akurat podyskutowałem na ten temat z odwiedzającym. Gdy doszliśmy do uruchamianiu pieców po 250amp na dwie zmiany, to te drobne różnice w cenie koszą polską produkcję. Wyjaśnijcie zarabiającemu średnią lemingowi, przy kosztach życia na 70% zarobków, że ma odłożyć na własne stanowisko pracy w przemyśle 120 średnich. Czyli 15 lat oszczędności bez żadnych zbytków. Jeśli leming w ciągu życia ma 40 lat spłacać kredyt na mieszkanie, zaczyna pracę jak ma fart w wieku 25 lat, to akurat przebeka do emerytury nie odkładając czegokolwiek. Oczywiście wierzy w jakąś emeryturę, ale… będzie musiał sprzedać domek za cenę 5-10 lat życia. Czyli cała akumulacja jest reglamentowana przez kredytodawcę – bank i to on decyduje kto otrzyma kredyt na utworzenie przemysłu, a dostanie ten kto ma doświadczenie i przemysł (jak macie 10 ciężarówek to dostaniecie 11 w leasing, jak macie 10 koparek to 11 dostaniecie na kredyt, jak macie fabrykę to dołożą Wam na 10% parku maszynowego), czyli bank można otworzyć jak ma się doświadczenie w bankowości, a deweloperkę oprogramowania jak ma się doświadczenie w tymże – polecam Pana Doktora Mentzen’a w tym temacie, co o tym sądzi i jak się mają do tego fakty.

Oczywiście jest na tym interesie zysk – można korzystać z centralnie zarządzanej przez banki pracy wykonywanej przez lemingi i powoli odessać cały przemysł. Numer opiera się na religii – na wierze w to, że należy przestrzegać prawa – dogmat/aksjomat. Oczywiście prawo ma swoich kapłanów i oni interpretują co akurat w danej sprawie (bo przecież każda jest indywidualna – hihi) to samo znaczy co innego niż w innej. Identyczne wady ma każda gospodarka zarządzana centralnie niezależnie czy centrala nazywana jest bankiem, partią, politbiurem, wielkim muftim, czy co to tam akurat jest – spadek efektywności w konsolidacjach jest faktem. To że część tych zależności mogę podać w liczbach to jedno, ale jest w tym też problem kulturowy – lemingi w dużych grupach przepalają moc swobodną na pozorowanie korelacji (nazywa się to meetings culture). I niezależnie od ustroju dochodzi do tego samego zjawiska – próby pozorowania korelacji decyzji i rozproszenia odpowiedzialności. Odbywa się to w następującej wydajności:

  • firma jednoosobowa (mikrofirma) właściwie nie traci czasu wykonawczego na korelacje, ponieważ człowiek pracujący samodzielnie i tak zastanawia się nad pracą “po pracy”, zależnie od zdolności intelektualnych i doświadczenia, praktyki, zręczności (homo habilis) praca idzie mu szybciej lub wolniej, jakościowo też różnie, ale jest wykonywana na pełen gwizdek na jaki dany osobnik sam się wyzyska;
  • firma do 5-6 osób (wcześniej opisywana 4+ szef + usługa) poświęca około 20% mocy roboczej na korelację, jest zdolna do adaptacji w locie, w granicach pomysłowości i narzędzi; z przyczyn praktycznych jeśli jest to firma mocno adaptacyjna jako zgrupowanie bardzo bystrych jednoosobowych to jest silnie przeinwestowana (posiada podzielnie więcej zasobów niż 20k/osobnika, co nie znaczy że w ogóle ma więcej, tylko raczej nie ma tam dublowanych stanowisk);
  • firma do około 30 osób poświęca minimum 30% mocy roboczej na korelację (utrzymanie struktur, podział zadań); ma ograniczoną adaptatywność, występuje już problem z dublowaniem stanowisk (zmniejszona efektywność wykorzystania kapitału); taka firma może zawierać wydzieloną mniejszą firmę wewnątrz struktury (2-5 osób) zajmujących się adaptatywnością w małym i przyszłym zakresie (niby że B&R);
  • firma do 100 osób pożera 50% mocy roboczej na korelację (połowa stanowisk jest nieprodukcyjna – to wodzowie i szamani); przykładem jest firma wymieniona w poprzednim tekście na początku w filmie – pisałem, że będę do tego wracał i akurat jest to firma techniczna, która wiem czym się zajmuje (interlokutor nie wiedział, ale to jest mało istotne, bo to nie Jego branża), opiera się ona na jednoosobowych działach wykonawczych (praktycznych) oraz biurwie inżynierskiej (jest taka) co dokleja do tego rysunki, żeby dało się sprzedać i dopisuje papierologię do produktu – to raczej typowe organizacyjnie, chociaż ta firma ma skalę z przytupem; ten typ firmy (technicznej 60-100 osób) jest zawsze przeinwestowany i po hali walają się zbędne gadżety “bo były fajne, a kasy jest po sufit” – na co biurwa w firmie dostaje piany “dziś wygrzebujemy narzędzia z wszystkich szafek przy maszynach!”; wariantem odwrotnym tej firmy jest montownia, produkcja pomidorów czy inny przerób o wysokiej rotacji personelu (supermarket jest w tej skali), gdzie korelacja jest zawarta niby w procedurach, strata mocy roboczej na korelacyjną też wynosi 50%, tylko dlatego że robocza jest tak niewydajna.
  • firma moloch (40 tys. pracowników – na przykład stocznia, kombinat górniczo-hutniczy) poświęca 75% mocy roboczej na korelowanie działań; można ją rozbić na sieć firm w łańcuch ISO i jeśli nie będzie tam B&Randzlowania, to można uzyskać podobną efektywność przy 25% zatrudnienia;
  • państwo – co tu dużo mówić, sami wiecie, małe, efektywne państwa mają stratę mocy wykonawczej na korelacyjną w granicach 90%, większe mają gorzej, a największe to w ogóle żart; jest to dość łatwe do obliczenia, ponieważ państwo jest monopolem na przemoc; należy podzielić liczbę żołnierzy do natychmiastowego użycia przez liczbę ludzi na garnuszku państwa
  • firmy uwstecznione (tak jak ten moloch stocznia skreślony do 25% załogi) ze względu na zachowanie znacznej części kapitału wykazują gwałtowny wzrost mocy roboczych; jeśli uważnie słuchaliście filmu z początku poprzedniego tekstu, to wiecie, że najlepiej na wszystkim zna się szef i na co mu pracownicy? To jest taki etap, do którego mniej więcej w tym samym wieku dociera się po serii sukcesów i porażek (pomiędzy 30 a 40 rokiem dożywocia w tym nie najlepszym ze światów), a później albo się już tak zostaje, albo znowu rozwija; ja na przykład cierpię na pracownikowstręt, ale poznałem bardzo ciekawych ludzi z bloga, którzy lubią robić te części firmy, których ja nie lubię i mi nie wychodzi, a współpracowstrętu nie mam, a że oni zatrudniają ludzi to może i mi minie;


Wróćmy do naszego leminga, który ma do wyboru brak wyboru. Na pewno ciekawią Was dwie kwestie – ile kamieni trzeba wrzucić na firmę/gospodarkę aby stanęła dęba, oraz ile można zarobić na unikach przed kamieniami. Przynajmniej niektórymi. Czy mamy na to lekarstwo, czy jednak te obciążenia docisną demografię (wyjaśnię jak) i sobie na tę chorobę rozdmuchanych wydatków wymrzemy?

Zwracam uwagę, że przeprowadzam szacunki kosztów po wytworzeniu produktu, natomiast przedsiębiorstwa traktuję całościowo (jako zło koniecznie), które pożera zasoby czy coś robi, czy nie robi, czy robi to użytecznie czy bezużytecznie – najwyżej może mu braknąć kapitału (zaufania innych, że dostarczy dobra, więc nie dostarczą mu wsadu, w tym pracy).

Ludzie czynią to co ich ekscytuje, można manipulować tymi emocjami w pewnym zakresie poprzez indukowanie przepływu informacji w sieciach kontaktów pomiędzy ludźmi, ale dół piramidy potrzeb rządzi – głód i strach. My, biali ludzie z rudymi brodami odczuwamy pewien typ strachu, którego nie odczuwają żadne inne dwunogi tej planety – lęk braku oszczędności w kontakcie z pierwszymi spadającymi płatkami śniegu. Kredyt w sensie kapitałowym jest więc założeniem, iż ekscytacje skierują ludzi do wytwarzania nadwyżek, którymi będzie można się podzielić. Cały ustrój gospodarczy opiera się na podtrzymaniu tej ekscytacji, jej złamanie (poprzez rabunki i kradzież) potrafi zdusić tę emocję (motywację), ale też całkowicie przekierować alokację na opór (wytwarzanie struktury zastępczej, zazwyczaj politycznej i rozrachunkowej). To zjawisko generalnie oznaczamy jako sentyment (do różnych rzeczy różny). Sentyment jest metodą decydowania o podjęciu działań, rachunek ekonomiczny i te obrachunkowe pozory racjonalności jakie przedstawiam to nie jest jedyna metoda i nie jest ona absolutnie skuteczna. Powiem szczerze – racjonalność w stadzie małp to pomysł nie najlepszy, być może nawet głupi, bo fakt że umiesz coś robić sprawia, że inni zmuszą Cię do robienia dla nich.

Sama istota kamieni nie jest istotna (nie jest zbyt istotna), jednak rezultaty są podobne. Przedstawię je na przykładzie biurwy w Europie i transportu w Afryce, oraz wpływu skali na oba przypadki. I niestety na końcu dojdziemy do faktu, że (zgodnie z reklamą supermarketu w Lusace: Lusaka-Price-Cut-Low-Prices-For-Longer-Promotion) duża szlifierka kątowa Makity jest tam dzięki masowym dostawom tańsza niż na ebayu czy w Europie. Po prostu jest tam bezkonkurencyjna, ponieważ narzut na cenę jest taki sam na badziew jak i na jakość, więc jakość po przebyciu ciężarówką wielu kilometrów wygrywa. Czyli USA wygrało na chińskim transporcie jakością.

I dodamy jeszcze jeden mały kamyczek, który bardzo ciężko wliczyć do innych, ponieważ zawiera nieskończoną liczbę prób – większość cymesów nie wychodzi. Większości ludzi większość – zasoby nie idą tak całkiem w kanał, są przecież przeceniane i wprowadzane do obiegu po przecenie, ale istotna część sprzętu (już przestarzała po czasie próby podejścia do cymesu), ludzka praca, zdolność korelacyjna, transport, użyty czas nieruchomości – to wszystko psu na budę poszło. Ten kamyczek trzeba odjąć od ogólnej efektywności gospodarki (i od razu niektórzy sobie pomyślą, że lepiej jakby tym super mądry urzędnik zarządzał i decydował czy wolno, czy nie wolno prowadzić interes, z braku super mądrych mamy takich urzędasów jakich mamy, a jak za komuny naotwierali biznesów to dopiero powychodziło jakie to bystrzachy, im nie padają 3 osobowe firmy – im padają czebole od produkcji elektrycznych traktorów).

Każdy z “kamyczków” wrzucanych przedsiębiorcy, gospodarzowi, biznesmenowi (różne się wrzuca, bo nie każdy na każdego działa) zabiera jakiś ułamek przychodu na jakieś tam zbędne rzeczy, bez których pod wpływem czynników syntetycznych nie da się normalnie funkcjonować.

Mamy naszą firmę co ma 2000 na amortyzację, 4 pracowników po 40 netto, 100 dla szefa, 100 na serwis, razem 2360 schodzi nam netto. Od razu zaznaczam, że pokażę metodę, która jest stosowana w prawie, w systemie podatkowym, w księgowości, jest wykładana na uczelniach i jest do d i do niczego nie prowadzi, a potem zoptymalizuję ten koda do jednego postfiksu i wyjaśnię skąd tęsknoty za monarchią (a w szczególności za republiką szlachecką). Zwracam uwagę, że wyliczam ile produktu trzeba wyprodukować na zbilansowanym rynku, a nie wyliczam po ile musi być produkt (przy podatku dochodowym i vat tak się to próbuje wyliczać i g z tego wynika). Sprowadzam więc to do zadowalającego poziomu zbytu przy danym środku przetwarzania (produkcji, ale sieć handlowa to w takim wypadku też taki środek, i sieć transportowa również).

No to powrzucajmy. Tu gdzie tyram akurat nie ma zusu, ale konstrukcja podatkowa wychodzi podobnie, albo jeszcze gorzej (wiem że gorzej, ale jest już tak źle, że przestało działać). Wyjaśniałem skąd się wzięły historycznie stawki po 100, zamiast 40.

Firma ma 2000, 4 pracowników dostaje netto 100, szef 200, serwisant/serwisanci w sumie 200. Razem 2800 czyli 84/180 produkcji trzeba wykonać. Czyli można sobie na luzaku do pracy przyjść, połowę czasu dłubać w nosie i gospodarka się kręci.

Dokładamy podatek dochodowy na poziomie 33% (łącznie, bo gminny, taki, siaki, składkę na to i na siamto, urlop i cuda wianki, a przecież w urlop pracownik nie pracuje). Aby po odjęciu 33% z pensji brutto pracownikowi zostało 100 to musi on zarabiać formalnie 150 (długość podana razem z kręgosłupem). A jeszcze pracodawca musi od tego odprowadzić 33% (35% łącznie, ale już nie idźmy w detale, bo tu się doda, tam odejmie – od tego są księgowi i arkusze excela). Mamy więc brutto brutto 200.

No to po tych operacjach lądujemy na 3600, czyli 109/180 – da się żyć. Ale… od naszych 2000 amortyzacji, których biurwa nie uznaje za koszt, bo to, tamto i owamto płacimy przeróżne podatki kapitałowe, bo amortyzuje się tylko część co roku, tutaj też coś się doda, coś się odejmie, efektywne opodatkowanie kapitału dochodzi do siedmiu procent czyli doda nam się 140, ale jak widzicie już zatrudniliśmy dodatkową biurwę z excelem co nam to liczy, biurwa bierze 100 jak każdy serwis, czyli w sumie 200. A że przyjechali śniadzi, to dorzucamy jeszcze usługę pilnowania tego bałaganu, czyli brutto 200 na ochronę, 200 na ubezpieczenie kapitału. Lądujemy na 4340, czyli produkcja 131/180. A na koniec dowalają nam vat, ponieważ nasza wartość dodana mieści się w 33, które zgarniamy na jednostce produkcji, to obniżają nam zysk na tym do 26,4, a ponieważ jeszcze jest podatek dochodowy (do pewnego pułapu jest rabat na 25% i tak dalej, pokręcone jest to liczenie choć proste, ale zapłacimy efektywnie przy tej skali 27%-33% – liczmy rozwój firmy i chomikowanie kapitału wprost czyli 33%) co zostawi nam 17,4 z jednostki produkcji i lądujemy na 249/180 co oczywiście się nie dodaje. A dodawać się musi. Jak więc się dodaje?

Aby się to wszystko dodawało, trzeba coś wyjąć z równania – można pracowników na czarno, ale to nie wpływa nam na obciążenie sprzedawanych jednostek. Pamiętamy jednak, że produkujemy dwa razy tyle, z tym że drugie tyle jest pod jakością. Czyli… rozszerzamy swoją moc produkcyjną ze 180 do 270 i zostajemy w widełkach, z tym że jakość sprzedawanych produktów zostaje obniżona. Dość drastycznie. Co zapewne w ciągu ostatnich 30 lat widzicie na półkach, kiedy coraz gorsze narzędzia, coraz bardziej gówniane wiertła i frezy wypierają te jakościowe, dla których zrobiono oddzielne kanały dystrybucji, bo to nisza dla przedsiębiorstw, gdzie cena jest x7 jaką płaci duże korpo skalujące sobie te nasze kamyki optymalizacjami.

Czyli jakość nam spada już na sam początek, do tego dochodzi masa przepisów, trzeba ich pilnować, gwarancje, rękojmie (rynek broni się przed sprzedażą g), a to powoduje, że zatrudniamy jeszcze pół prawnika do naszego cyrku, dajemy tam 200, oraz dopłacamy 200 w ubezpieczeniu (bądź zapasach kapitału) na wypadek jakichś drak. Ubezpieczenie to pikuś, zaokrągli nam wycenę jednostki z 17,4 do 17. Mamy więc 4540 na utrzymanie i produkcję 267/270. Jedziemy po bandzie, ale dajemy radę do pierwszego, przy czym morale w takim systemie spada, bo 1/3 usług i dóbr jest pod jakością. Czyli idziesz do urzędu i masz 1/3 szans na to, że nic nie załatwisz, poczekasz w kolejce, narobią Ci problemów, zostaniesz niezrozumiany. Zamawiasz usługę telekomunikacyjną – to samo, wsiadasz do taksówki – co trzecia Cię oszukuje, albo wiezie nie tam gdzie trzeba, co trzeci autobus nie jedzie, bo to, śmo i owamto, co trzeci pociąg nie jedzie (zaraz wyjaśnimy dlaczego), co trzeci złodziej nie jest złapany (co nam wskazuje kierunki przebranżowienia), a w ogóle pracownicy 1/3 roku spędzają na urlopach i chorobowych.

Bo widzicie… policja, sąd, szpital, szkoła to są przedsiębiorstwa – i tam też są brakoroby, i tam też da się podkręcić normę, i oni pierwsi osiągną te stachanowskie rezultaty 267/180. To prawie 150% normy. Pozazdrościć. 150% obsłużonych petentów, 150% wyleczonych z kataru w siedem dni, zamiast w ciągu tygodnia – sukces. 150% złapanych złoczyńców (akurat brakło złoczyńców ale nic to – służby dobrały z uczciwych i też powsadzały). Gospodarka sukcesu.

Są oczywiście inne obejścia – te grube optymalizacje z przenoszeniem się do innych jurysdykcji przez wielkie korpo to znacie z gazet, a te mniejsze, które ja opisuję są na tyle skomplikowane dla Czytelników, że biurwa po prostu za tym bez aparatu przemocy nie jest w stanie nadążyć. Są też drobne optymalizacyjki proponowane doraźnie przez księgowych na bazie kruczków i wypaczeń. Trzeba je dopychać kolanem, chociaż ludzie co nie mają praktyki w dopychaniu kolanem twierdzą zawsze “nie sprawdzi się, nie zadziała”. Nie musi – ważne że tworzy iluzję przez tę chwilę jedną kiedy wyprowadzamy liczby, a później to i potop.

Prześledźmy jednak podobną strukturę dla dużej firmy, tak powiedzmy 500+ osób (takich firm w Szwecji jest w dziale techniki kilkanaście, kiedyś tam pisałem dokładnie ile).

Już wiemy z istnienia stawek podatkowych, że tych 500 pracowników będzie miało pensje takie i siakie – średnio 200 nas sztuka będzie kosztować. Około 65% (2/3) stanowić będzie aparat biurwi (w tym jacyś tam biurwo inżynierowie od pisania iso, mierzenia czy się protokół zgadza sam ze sobą, ale też konstruktorzy, którzy panikują jak im się koszula ze smarem czy olejem zetknie). Taka firma ma jakiś własny, wewnętrzny serwis, ale też zamawia usługi z zewnątrz na poziomie kosztorysowym 50*900. Ponieważ to nie jest jeden pion robiący wszystko tylko choinka, to jest tam kupa firm w firmie, czyli samodzielnych jednostek rozliczeniowych scalanych skalą w jeden podmiot. Jest magazyn, jest dział transportu, jest dział produkcji, dział handlu, te działy mają swoje pododdziały. Od razu przyjmujemy, że są to 4+1 oddziały (piszę o Europie, więc ten +1 to jest zarząd i zawarta w tym sprzedaż – struktura bazowa europejskiej firmy – gdzie indziej zbyt nie jest aż takim problemem, aby był to trzon firmy). Cztery pozostałe to magazyn wejścia + magazyn wyjścia, transport, produkcja, produkcja2 (połączona z serwisem). Każdy z tych działów to mniej więcej 100 osób w trzech “podfirmach” z małymi działami wykonawczymi. Oznacza to, że przynajmniej 100 ludzi w strukturze ma pensje podwójne, a przynajmniej 15 potrójne i poczwórne (zarząd i rada nadzorcza). W funduszu płac mamy więc 700 wypłat przeciętnych po 200 brutto brutto i 50*900 obsługi kosztorysowej, kapitał zaś i amortyzację z niego wynikłą na poziomie 400*700 amortyzacja i 20k*700 wsad kapitału.

Jak widzicie wszędzie możemy obciąć po dwa zera i zachować je w pamięci – te dwa zera to będzie nasza skala. Firma przeprowadza 5-6 procesów na dobro (przyjmijmy że 5,5 – maksymalna wydolność tej piramidy to 11 gdyby mieli robić B&R, ale nie robią), ze względu na sztywność procesów i ich niską adaptatywność do rynku mają straty w procesie na poziomie 7% w procesie, czyli ze sta produktów mają 67 dobrych (0,93^5,5), strata więc z wsadu wynosi 1/3. Jak się zastanawiacie czemu dawne systemy rozliczeniowe były podzielne przez trzy i przez cztery oraz liczono w tuzinach, mendlach i kopach, to już zapewne macie podejrzenia widząc powtarzalność pewnych liczb w produkcji, które nijak nie pasują do systemu dziesiętnego. Produkcyjnych ludzi w firmie mamy 175, którzy wytwarzają nam na pełnej skali po 120 dobrych produktów na głowę, przy czym produktywność liczmy na 2/3 gwizdka czyli 80. Mamy więc 14tys jednostek produkcji (ucinamy dwa zera – mamy 140). Pamiętamy, że takich firm jest kilkanaście w kraju, i każda jest wyjątkowa, z powodów lobby, organizacji rynku, struktury prawnej i warstwy biurwy mają oni dość wysoko wykręcony $ds, ale nie są adaptatywne do zmian na rynku i potrafią zapchać magazyny zbędnym badziewiem. Mają ze względu na skalę $ds przeciętnie 4 krotnie lepszy niż mała firma. Czyli przy tych samych podatkach, kosztach etc ich wynik ekonomiczny z jednostki produkcji wynosić powinien nie 17, a prawie 70. Z tym że dostępny jest tylko kolor czarny.

Podliczmy (+00 w pamięci) 700*2+50*9+400*7 daje nam 4650 kosztów utrzymania bałaganu (+00), co w porównaniu z 4340 z mała firmą (bez +00) wskazuje nam, że  moloch jest odrobinę wadliwy. Jest nieco droższy na jednostkę produkcji, ale ze względu na skalę, wynikłą z niej dominację na rynku i konsolidację zarabia na utrzymujących jakość produktach przy normalnym tempie pracy jakie zakładaliśmy w MiSiu bez gonienia batem 5600 (+00) w tym samym systemie podatkowym. Czyli może się utrzymać i nawet od biedy co siedem lat zamortyzować (ROI ca 18%). Niby… ponieważ dostępny jest wyłącznie kolor czarny. I tu jest pies pogrzebany – taka struktura podatkowa jak opisałem w zamrażarce społecznej a tu podaję na liczbach wymusza powstawanie nieproporcjonalnie dużej liczby dużych firm, rugowanie z rynku małych firm, wdrażanie przymusowej standaryzacji i powoduje, że małe firmy z innowacyjnymi produktami w ogóle nie mogą rosnąć, bo albo są pod jakością, albo pod bilansem.

W czebolu dostępny jest wyłącznie kolor czarny. W małej firmie produkt dostosujemy w tydzień na taki jaki Pan Klient sobie życzy, w dużej bierzesz pan to co jest z magazynu, bo nic innego nie ma. Pracowałem w, pracowałem dla, organizowałem produkcję dla tych i tamtych i pośrednich. To jest bardzo poważna różnica wdrażać nowy produkt tydzień, pół roku, dwa lata, piętnaście lat. Taka gospodarka powoduje, że z biedy jeździć będziemy identycznymi samochodami, mieszkać w identycznych domach, na ścianach powiesimy identyczne obrazy, a nasi artyści się po prostu powieszą z tej różnorodności i wyrażania indywidualności. Zwracam uwagę, że ten ROI 18% jest tylko dla (formalnie) firm zatrudniających mniej niż 10% zatrudnionych, czyli odczuwalny wzrost dla wszystkich jest w granicach 2% – tyle co błąd statystyczny. Nie ma jednak co płakać – biurwa wykryje w takim ustroju 150% popełnionych przewin, więc nawet jak nic nie robicie, to też jesteście winni i zostaniecie ukarani.



+2 operacje to uproszczenie, efektywnie jest +1,8 w jednych krajach, +2,2 w innych. Monarchia też nie miała od razu +1, na początku miała +0,3, bo władza pierwszego mocarza nad ludem, który mocarz ogłosił “to je moje” była taka sobie, a później powoli rozwijano system ssawek “na majestat” dochodząc poprzez szlachtę do 1 i przekraczając tę tendencję w stronę absolutyzmu i wytworzenia pierwszej zawodowej biurokracji. Tych podejść w historii było kilka. Zawsze kończyło się najazdem barbarzyńców. Nie da się konkurować z ludem mającym jedną dodatkową operację na każdej działalności (czyli obowiązek dżihadu) stosując dwie dodatkowe (utrzymywanie administracji centralnej i lokalnej). No po prostu dogonią, przegonią, zadepczą i zjedzą nas barbarzyńcy. Wszystkich nie zjedzą, ale zostanie po tym downgrade i my się nieco zbarbaryzujemy, bo to przecież takie barbarzyńskie i nieeuropejskie aby wieszać morderców.


No i się naliczyliśmy i wychodzi nam, że podatki w granicach 68-72% do 80% (jest taka skrajnia) i jakaś inflacja w granicach 7-10% daje nam w sumie langolierę zjadającą 75% od sta. A teraz to uprośćmy, 75% od sta zjadają dwa procesy przymusowe przy przetwarzaniu czegokolwiek. Co oznacza, że w skomplikowanej kaskadzie następstw procesów (powiedzmy 6) dowalenie jeszcze dwóch daje takie samo opodatkowanie jak dla małej firmy, ale skutki produkcyjne mniejsze. Dowalenie dwóch procesów (50% straty w każdym czyli 75% początkowego wsadu w dwóch) na jedno procesową firmę “ze śwagrem dżewa ścinamy & kszoki tyż” to jednak coś, co przerasta jakikolwiek sens gospodarczy samodzielnego rycia ziemi czy prowadzenia usług. Są więc one w szarej strefie, a rolnictwo wyjęto z systemu fiskalnego, żeby nie doszło do rewolty jak ludzie zaczną grabki rzucać i kosy na sztorc stawiać. Ot cały system podatkowy, biurwa i bankowość razem z przestępczością, ryzykami ubezpieczeń, opcjami i polisolokatami – mniej więcej dwa ekstra procesy do obsługi. Czyli każdy z nas musi obsłużyć dwa poziomy nowoczesnego państwa (a obecne państwa mają podział na administrację lokalną i centralną – dlatego są dwa etapy, banki też, korpo też, partie też, służby też – wszyscy co coś kosztują, nawet kościoły) i to po prostu mamy wrzucone na garba. A w monarchii było obciążenie tylko jednym poziomem (centralnym dla części – narodu politycznego, bo to oni to utrzymywali, oraz jakimś ułamkiem lokalnego w postaci reprezentowanej przez naród polityczny – ślachtę). I dlatego monarchia wydaje Wam się taka fajna – bo od rąbania drewna jest narzut podwajający robotę i drwalowi zostawała 1/4 owoców pracy, a teraz zostaje 12,5% w porównaniu z niewolnikiem w Rzymie, któremu zostawało 10%. No bo drwal ma jeden proces i dwa dokłada mu państwo. Oczywiście jak korpo ma 6 procesów i dochodzą im dwa, to już tragedii wielkiej nie ma – proces i tak jest kosztowny, a premia $ds z rynku i tak wynika ze złożoności produktu (albo ustawowego monopolu na coś prostego jak wódka, ochrona zdrowia, produkcja samochodów).

I ot cała optymalizacja systemu podatkowego państwa o dwupoziomowej administracji. Do listy procesów postfix +2. Tak to zmienia geometrię przestrzeni operacji. A ileż ustaw i przepisów zostało napisane, aby uzyskać taki wynik i rozprowadzić po dwupoziomowej biurwie dochody. Ot cała synteza ustroju w liczbach. Podpowiem od razu, że partyzantka na wojnie ma operacje +1. Czyli taniej jest prowadzić partyzantkę na wojnie niż żyć w takim pokoju. Te dwa dodatkowe procesy to nasze codziennie obciążenie żeby dać chleb urzędasowi, ubrać policjanta, dać karabin żołnierzowi, ale przede wszystkim zapłacić za zegarki, ośmiorniczki, prezesa partii młodą d i zarządzaną kamieni kupę. Mam niejaką eksperiencję w korzystaniu z tych dwóch dodatkowych operacji, to wiem czy wydawałem na chleb, mundur, karabin, zegarek czy na te pozostałe. No to na to płaciliście.


Oczywiście sobie nie myślcie, że w taki $ds można wejść – otóż po to zamrożono awanse społeczne, aby ten $ds gwarantujący przeżycie molocha w ogóle utrzymać. Przecież gdyby nie ta przekładnia z 17 na 70 to małe firmy wygniotłyby molocha z rynku zanim specjaliści od ubezpieczeń zdążyliby podłożyć ogień na magazynie. To wyłącznie system podatkowy i stojący za nim aparat przemocy trzyma nas maluczkich na dole i nie pozwala wdrapywać się na szklaną górę. Gdybym miał płacić podatki, to w ogóle bym nie chodził do pracy – bo po co? Hobby takie?

Gdyby nie te podatki to kilka rzeczy wyglądałoby nieco inaczej – po pierwsze to byłoby mnóstwo małych firm, nie bankrutowałoby 80% w dwa lata tylko coś koło 5%. Po drugie to musielibyście sobie organizować sąsiedzkie stowarzyszenia, żeby naprawiać drogi, chodniki i osądzać głupie sprawy typowe dla sędziów pokoju (że ktoś komuś nasikał w bramie i żula trzeba sponiewierać – niech co użytecznego zrobi dla społeczności). Po trzecie to ochrona granic – sami rozumiecie – musielibyście jak #gruby w Szwajcarii mieć KM w domu i na strzelnicę łazić. A pewnie i trzeba by jakieś poważniejsze narzędzia mieć. Po czwarte porządek publiczny – dzień w tygodniu byście pracowali ekstra (albo nockę) robiąc za ORMO i targając chuliganów za uszy. Jak widzicie nieco trzeba by się poznać z sąsiadami i ogarnąć bałagan samodzielnie, ja nie wiem czy człowieki sowieckie są w stanie jeszcze takich cudów dokonać, jak chociażby naprawa chodnika przed własnym domem. Bo dziś robi to firma moloch i ma standardy. Sami jednak widzicie, że ta firma to może nominalnie zarabia wielkie mnóstwo, ale to g wielkie jest a nie przyrost bogactwa. Bo to przecież tylko wyciśnięcie ceny na braku podaży przez małych (przyciśniętych dokumentacją do produkcji samochodu), a za to x4 to klient płaci przeceniając swoje rezultaty pracy /4 uzyskując coś o wartości jaka jest, ale cenie przymusowej. Dlatego zakupiony samochód zaraz po zakupie traci połowę wartości.

Mamy takich czubków, którzy twierdzą, iż żeby konkurencja była uczciwa, to wszystkich trzeba zmusić do płacenia podatków. No bardzo fajna koncepcja, przy czy rezultatem jest zero growth. Czyli praca jest bezcelowa, ponieważ nie przynosi bogactwa, to tak sobie można powegetować w strefie optymalnej gdzie jest całoroczny okres wegetacyjny. Też zero growth, a zmyślny człowiek napracuje się przy tym dwie godziny tygodniowo – tyle zajmie mu zerwanie czego z pola. Rerum Novarum się kłania – po kiego pracować, skoro i tak wszystko zabiorą i przejedzą barbarzyńcy?

Co jeszcze można zrobić… pierwszy milion można ukraść (bazując na tym komuchy wymyślają dotację na start działalności, a z braku środków dają tyle, że starcza na pierwszy miesiąc). Czyli jest ratunek dla maluczkich, z tym że ten kapitał to ktoś musi wcześniej wytworzyć (musi wytworzyć środki produkcji, które kupicie za papierki jakie wyłudzicie, względnie musicie się za te papierki utrzymać kiedy z zakupionych elementów będziecie konstruować własne środki produkcji). Ukraść… znaczy wyjąć z równania koszty amortyzacji, bo kradnie się środek produkcji (kapitał na wsad), ale robić dalej trzeba. Rozsądnie, jak już się specjalizować w kradzieży, to lepiej ten kapitał przejeść, a nie się w jakieś inwestycje babrać jak człowiek kraść umie. No ale niektórzy kradną bo muszą, a hobby takie mają, że chcą obrazy malować, albo coś produkować – tak się realizują. Na czubów co chcą pracować nie ma rady. Przyjmijmy, jednak że takimi czubami być może jesteście i po prostu nie macie innej możliwości wejścia w dyspozycję środka produkcji.

Oczywiście jeśli umiemy z systemu coś wyłudzić, to raczej orientujemy się jak system okpić przynajmniej na niektórych podatkach (choć to może nieprawda, być może większość złoczyńców nie potrafi organizować tak zaawansowanych przedsięwzięć). Ale przyjmijmy, że umiemy. Pozwala nam to funkcjonować na nieco lepszych stawkach przy rozsądnym nakładzie pracy. Może nie jakimś cudownym, ale przyzwoitym. Rzecz w tym, że dalej będziemy mieli ceny dwa razy niższe od korpo na produkcie. Pada podejrzenie, że duże korpo organizuje coś co jednak jest potrzebne.

Co organizuje duże korpo?

Na przykład chińskie. Niektóre “podatki” nie są natury ludzkiej, a Bogu wypada oddać co boskie. Czasem geografii co geograficzne. Dotarcie do pewnych miejsc na globusie to utrapienie. Ale jeśli w tych miejscach jest miedź, srebro, cyna, żelazo, korund, boksyty i cenne kamienie, to trzeba tam zbudować cywilizację by wyrwać je Ziemi. Na mapie świata jadeitu nie ma właściwie tylko w Afryce – ale to z powodu badań geologicznych. Chińczycy już tam są.

Otóż są takie państwa, nieco większe od Polski, w których żarcie samo rośnie a ludzi jest najmniej 3 razy mniej niż w Polsce. Daleko od oceanu ciężko jest cokolwiek dowieźć. Indywidualny transport kontenerem tam kosztuje prawie 10pln od kilograma. To może Wam się wydawać niedużo, ale zważcie samochód, części zamienne, zważcie koparkę.

A są przecież gorsze miejsca, nie wszystkie są na planecie, niektóre głęboko pod wodą, inne na orbicie – tam za kilo jeszcze drożej. I tylko duże korpo organizujące armię gotową ponieść straty, które kupuje port w całości, zwozi cement, buduje drogi, przysyła ciężarówki, paliwa, smary, warsztaty, części zamienne i nie oczekuje natychmiastowego zwrotu może zbudować infrastrukturę, która przerzuci miliony ton zasobów w jedną stronę, aby przerzucać urobek w przeciwną. Nie zrobicie tego MiSiem. Taka firma zdobywa premię za monopol, to jedyny sens tworzenia dużych firm. Budowa statków, budowa portów, budowa całych sieci transportowych tam, gdzie nie ma ludzi, którzy lokalnie zbudują po kawałku cokolwiek sensownego (w Afryce nie umieją zbudować prostej drogi, a w drodze na orbitę czy dno oceanu po prostu nikt nie mieszka). Trzeba więc tych ludzi tam przywieźć, zorganizować i zapłacić za tę udrękę.

Jest oczywistym, że zapłata za to, że walczy się z przeciwnościami natury, jeśli wracają z powrotem zasoby, które tam wydobyto ma sens – jest kompensata. Ale pokonywanie gór papieru wyprodukowanego przez biurwę to głęboki bezsens. Chińczykom, którzy sprawili, że szlifierki kątowe z USA potaniały w centralnej Afryce czterokrotnie (do poziomów jakie my mamy w sklepach i promocyjnie niższych, bo tam vat i dochodowy są niskie, a gdzieniegdzie jest przychodowy) rządziki murzyńskie robiły fochy (bo traktują murzynów jak czarnuchów i przywożą swoich, bo czarni naprawdę mają sieczkę w głowach – średnie IQ w centralnej Afryce to 78 – serio nie da się nimi nic zbudować), to je Chińczycy pacyfikują swoim korpo (tak jak europejskie i amerykańskie spółki wydobywcze swoim).

Chińczycy stworzyli infrastrukturę produkującą na miejscu żywność, przetwarzającą tę żywność, produkcję metali, plastików, vinylów. Przywieźli cywilizację jako pierwsi, zarabiają na tym i kasują premię. Przywieźli też swoje MiSie – tam można się z nimi zmierzyć. Tą pierwszą, najwyższą górę korpo potrafi w swoim rozrachunku zmieścić w bilansie – MiSie nie potrafią. Ale! To że nie potrafią, nie znaczy, że w przypadku gorączki złota mikrofirmy nie są w stanie jak szarańcza przebyć połowy świata aby wyrwać zasoby z Ziemi. Potrafią i mamy na to historyczne przykłady – po prostu korpo robi to efektywniej. Tak jak armia efektywniej zdobywa państwa, mimo że indywidualnie żołnierze efektywniej zabijają. Po to tworzymy grupy – aby pokonać naturę.

I pokonujemy ją na takim poziomie złożoności następujących po sobie procesów, na jakie starcza nam kompetencji ludzi i środków technicznych jakie tym ludziom przekażemy. Dlatego procesy się kompiluje, kondensuje i upraszcza. Tak jak koparka łańcuchowa upraszcza rycie rowów. Nikt przytomny nie porównuje tego do szpadla.

Są też inne rozwiązania

Przynajmniej tego problemu proporcji skali, narzutów, obciążenia biurwą. Jednym z nich jest pomysłowość, innym pracowitość, jeszcze innym innowacyjność. Jednak problem nie leży w tym, że tego nie ma, tylko w tym, że progi wejścia – sztucznie tworzone przez biurwy zarówno monopolistów narzucających “standardy”, jak i administrację wywalają z rynku wszystkich małych. Bardzo małych – najmniejszych i przez to tracicie wszyscy czas – bardzo drogi zasób.

Podstawowym modelem biznesu, obecnym w krajach, gdzie biurwa jest nieistotna, dla bazaru jest produkcja przekąsek, jedzenia. Konkurencja jest duża i $ds pozwala tym ludziom utrzymać się przy skrajnie niskich cenach oferowanego towaru, do którego dokładają usługę – ulice zastawione są oferentami żywności. Po prostu jest tłok – każdy chce coś sprzedać. I to nie jest złe, że miasta zamieniają się w targowiska. Każdy próbuje swoich sił, szczęścia i zalet. Większość ludzi po prostu ma kompetencje na tylko tyle. To żaden zaszczyt zasuwać w McDonaldzie – ale można otworzyć własną tacę z własnymi kanapkami.

Macie pojęcie ile czasu marnujemy na przygotowanie żywności? Jaki jest przez to pułap finansowy, kiedy je się wyłącznie produkty przez kogoś przygotowane? Ile płacicie za sprzątanie swoich mieszkań? Przecież jakbym ganiał po domu z miotłą, to kiedy bym niby ten portal pisał? A portal się Wam podoba? A za darmo tu ludzie robią, ja przecież tego wszystkiego sam nie ogarniam, a nazwa zobowiązuje, będziemy musieli Was jakoś wyzyskać i zarobić se. Crowdfunding jakiś sobie tu sklecimy, zbiórkę publiczną na niepełnosprytnego, tak sobie myślę.

Ale jest też geografia bez biurwy (albo prawie bez) – świat jaki powstał mniej więcej w roku 1990. Internet – ten system komunikacji zaczął zwijać geografię wspierany systemem globalnego transportu, a w nim biurwy nie było – to piękne dziewicze czasy, kiedy po prostu nie dało się ustalić, że odbiorca końcowy nawiązywał komunikację z producentem i problem mnożnika x8 na cenie ścinał do x2, a ponieważ wykluczał dostęp biurwy do informacji, to miał nie +2 operacje, a +0,3 jak w początkach organizacji plemiennych. Pamiętacie zapewne te czasy – gdy gwałtownie spadły ceny w nowo pojawiających się sklepach sprzedających chińską tandetę (wtedy jeszcze Chińczyk produkował tandetę). Nagle firmy handlowe zamiast 1 operacji handel +2 za utrzymanie państwa zeszły do 1,3 – 1,5 i wszyscy zaczęli sprowadzać towary z Chin. Oczywiście szybko zaczęto to ukracać, ale ponieważ my się uzależnialiśmy od tanich towarów, a Chińczycy zrobili alokację w gospodarkę, która ich dostarcza, to Chińczycy manipulując swoimi wpływami przerzucili koszty transportu (umowy pocztowe) na poczty europejskie (wysłać z Chin do Europy tanio – w drugą stronę drogo – to wynika z umów pocztowych i systemu kompensaty transportu jak jakieś państwo pali głupa, że jest trzecim światem) oraz budując światową sieć frachtu (i gigantyczne kontenerowce). Biurwa nieco zaspała, ale w 2012 roku już sobie radzili z blokowaniem małych, pozbawionych prawników i agentów celnych MiSiów – tak żeby nikt kto ma 1 operację sobie nie radził, żeby bankructwa w dwóch pierwszych latach trzymały się poziomu 80%. Kto zdążył urosnąć na otwartym kanale ten się już jakoś utrzymuje.

Powstał też inny problem do rozwiązania – brak podaży białych, kompetentnych pracowników. Szczególnie w zawodach technicznych. Znajomy korposzczur jest teraz w HaeRach i może nam napisze jakiś artykuł o tym jak to jest z rekrutacją takich bufonów jak ja, bo mu się trafił dział z rekrutacją technicznych buraków co żyją w nieco innym świecie niż futrzaki i na propozycje pensji w Polsce poniżej 16k netto robią “pfff”. Korposzczur oczywiście bystro ogarnął sprawę i uznał, że podniesie sobie pensję ucząc się jakichś języków programowania, bo za to płacą, i też zostanie technicznym burakiem. Od razu podpowiem że mining engineer dostaje jeszcze więcej ^^

W praktyce rozliczeń powstaje problem, jaki zawarłem w wyliczeniach, licząc nie wypłatę typową dla Polski (40 jednostek netto), ale od razu pojechałem ze skandynawską stawką 100 netto, bo to takie rozwiązania rozliczeniowe są i takie nas czekają – demografia jest jaka jest, będziemy mieli roczniki tak małe, że na większość ofert pracy nie odpowie nikt. A ci co przyjdą na te tańsze, to będą wyjątkowe gamonie. Teoretycznie moglibyście sobie wyobrazić, że przesuniemy zasoby z premii dla kapitału na premię dla pracy i jakoś to będzie. Z tym że to nijak nie będzie, ponieważ premia dla kapitału zwiększa sumę kapitału bezpośrednio, a premia dla pracy nie wytwarza nagle dorosłych ludzi – czas produkcji kompetentnego technicznie ludzia to przynajmniej 20 lat. Zaraz (w następnym tekście, bo puchnie wierszówka) do tego wrócimy rzucając na stos książki i polewając benzyną. Oczywiście napalimy Keynsem, ale bezwstydnie rzucimy też w płomienie kilka stron Hayeka i Misesa, gdyż tego, że padnie podaż kompetentnych ludzi, to Oni sobie nie wyobrażali.



Zapewne zastanawiacie się po co uczą w krajach z poważnym przemysłem takiego szacowania na szybko i przeskalowywania na palcach. Niewielu ludzi to ogarnia, a jak wielu nie ogarnia, to się zaczynają dziać cuda w zamówieniach. Jak wspominałem straty na budowie statków to prawie trzy statki zanim czwarty będzie sprawny do żeglugi, a potem już jakoś zejdzie z serii. W działach B&R czterokrotne zamawianie zbędnych jak się okazuje rzeczy (albo niepasujących) to standard – na bogato jest. Później z wyrzucanych śrub spawam “dinozaury”, kwiatki…

Natomiast od dawna nie byliśmy w sytuacji, że technologia jest, z kulturą techniczną do jej utrzymania coraz gorzej, a ludzie co coś potrafią stają się dobrem deficytowym. I to się raczej będzie pogłębiać, dla pacanów zrobią downgrade, a ci co umieją sobie utrzymać w ruchu i obsłużyć wydajne maszyny będą zbijać kokosy na przewadze technicznej.

Zwróciła też Waszą uwagę nadwyżka kapitału przy dysproporcjach sensowności inwestowania i jest tu pewien haczyk – firma przy oszczędzaniu nadwyżek na stabilnym rynku powinna co “mały cykl koniunkturalny”, czyli około 7 lat móc się sklonować. Rzecz w tym, że jeśli jest już monopolistą to popsułaby sobie $ds, natomiast żadna mała firma (średnia czy duża) nie może w jakiejkolwiek rozsądnej perspektywie przy takim systemie podatkowym wytworzyć dużego monopolisty 500+ pracowników. Oznacza to, że kapitał trzeba odpisać na jakieś słomiane interesy, rozdać kadrze, inwestorom, a najlepiej – spłacać stale jako jakieś zadłużenie. Ekspansja ze środków własnych ma sens tylko poza własne granice, gdzie sklonowana firma będzie w formie spłaty inwestycji oddawać nadwyżkę (i jeszcze trochę urwie pracownikom, ale z przyczyn praktycznych – jakość tańszego pracownika i konieczność jego substytucji – za dużo się nie urwie). Dlatego obecne gospodarki silne przemysłowo poszukują kolonii takich jak Polska, aby tam monopolizować wybrane elementy produkcji (na przykład ABB transformatory). Z tym że nie opłaca się to tubylcom i Indianie się już połapali, że ktoś ich robi w konia i też chcą mieć własne molochy – z tym że one nie wyrąbią sobie miejsca w żadnej kolonii, bo wszystkie już przez tłuste koty zajęte. No chyba, że rąbać będziemy mieczem, ale demografię to mamy taką, że nam się już o dobre miejsce w historii modlić, a nie miejsce w przyszłości. I nawet jeśli teraz macie jakieś nadzieje wiązane z patriotycznymi przebierańcami to ich się przeczeka – demografia jest jaka jest, za 15 lat wejdzie na rynek taki dół w Polsce, że nawet sobie nie wyobrażamy jak to będzie wszystko miało działać.


Przytomności – przecież wiecie, że tak się nie da gospodarować, nie długo. Przy takim spadku jakości NoGoZone jest rozwiązaniem. Państwo na swobodzie największą szkodą jest w przyrodzie. No ale skoro nie da się tak, to jak? Jak (na przykładzie Szwecji) udało się obejść te “bieżące niedogodności”?

Wspominałem o tym nieco w zamrażarce społecznej – otóż stworzono ustrój, w którym nie ma jakichkolwiek możliwości awansu społecznego. Urodziłeś się bogaty – raczej będziesz bogaty. Urodziłeś się biedny i taki umrzesz. Niby niegłupie – dziedziczenie zawodów wprost, z tym że przedsiębiorcy zaczęli uciekać. Bo oni chcą awansować. Polska jest na tym samym kierunku tylko jedzie na dopalaczach – oligarchii to na rękę.


Tutaj wraca nam temat ssawek czyszczących rynek w postaci firm najnowszych technologii. Czy zastanawialiście się co konkretnie daje gigantyczną przewagę firmie handlującej dobrem “wirtualnym” nad przedsiębiorstwem produkcyjnym? Który parametr z tych, na jakich opisałem przedsiębiorstwa w rezultacie 1,006, jest inny i on już jest skumulowany i nawet nie wiemy ile wynosi? Dlaczego ASBIROwcy to w większości ludzie z biznesów IT?

Otóż jak pamiętacie nasze przedsiębiorstwo 5 osobowe skalowaliśmy do 180 produktów (teoretycznych) plus rozwój tego pułapu w kolejnych latach. Firmy funkcjonowały wyśmienicie w 1/2-2/3 tego sufitu, ale bez obciążeń jakimiś drakońskimi podatkami nie trzeba było do tego sufitu dążyć i tylko popyt potrafił zmusić do odpalenia drugiej zmiany. Niby można przeskalować tę firmę w dół i samodzielnie robić 20 produktów miesięcznie i też wyżyć. Da się, bo widziałem tak przeskalowane firmy po kryzysach. Tymczasem firmy w IT operują technologią, w której nie da się wykorzystać nawet ułamka potrzeb, produkty są tak tanie, a wkład kapitałowy w sprzęt tak skalowalny, że ciężko jest nawet określić ile “jednostek produkcji” można natrzaskać na sprzęcie o wsadzie inwestycyjnym porównywalnym do wsadu na firmę produkcyjną. Nie wiemy jaki jest sufit zdolności produkcyjnej. Więc można przeskalować kapitał początkowy z 20000 do 20, za 20 (czyli pół pensji leminga) kupić komputer i zacząć zarabiać.
W teorii… Bo przecież każdy może – owszem ograniczają ludzi kompetencje. Ale to i tak daje gigantyczną podaż i $ds leci na mordę. Ja też, bardzo dawno temu byłem wykształcony kierunkowo w tym kierunku i żyłem z robienia stronek, kiedy za zrobienie stronki płacono średnią pensję leminga. Po roku płacono jednak już tylko ćwierć pensji, a potem to było coraz weselej – trynd mi się nie podobał i młodym, czujnym nosem (któż odgadnie jakie ma korzenie) zacząłem szukać branży, gdzie jest więcej wentyli wejścia niż same kompetencje, jeszcze kapitał, maszyny, rynek, drogie kompetencje (bo drogo się ich nauczyć, materiał pożerają). W końcu branża sama mnie znalazła – przemysł ciężki (ociec i dziady też tam robyli, było nie kombinować tylko kontynuować tradycje – wilka i tak wyciągnie do lasu).

Jeśli drukarki 3d na metal zostaną przeskalowane w dół do poziomu zarobków leminga, to przemysł ciężki też stanie się okrutny względem $ds. No chyba że czymś zastąpią metal – wtedy nie będzie tak źle, będzie jeszcze gorzej.

Zauważacie, iż firmy nowoczesnych technologii, unowocześniające handel (bo przecież sklepy i hurtownie po prostu znikają – w oczach, statystyki są na dokładkę, to jest zjazd mnożnikami), unowocześniające komunikację, unowocześniające rozrywkę, dostęp do informacji (mam gdzieś ze dwa garaże zapchane książkami – dawno jednak książki w ręku nie miałem; mam gdzieś ze dwa kindle zapchane książkami, ale leżą gdzieś w szufladach; coraz więcej czytam bezpośrednio na komputerze, ponieważ się to na kindlu nie wyświetli – może zrobią lepsze monitory do czytania, albo jeszcze co nowszego) zmieniły nasz świat zmieniając $ds w całych branżach. Nie da się z tym konkurować. Po prostu dostarczają usługi trzymające poziom tak tanio, że za darmo. Jak ołówki i zapałki.

Dlatego spoglądam na uprawy, na rolnictwo. Tam już nowoczesne technologie weszły, ale one są energomaterialne, wymagają olbrzymiego przemysłu, aby je wprowadzać. Być może to jest właśnie ten dochodowy wózek, który będzie się skalował i który warto popchnąć. Nawet mam niejakie pomysły jak to zrobić i jeśli trafią się ludzie, którzy umieją wykonać elementy tej układanki, to być może da się wywrócić elektroniką obecnie istniejący przemysł chemii dla upraw. Są tacy co już zaczęli i przecierają szlaki. Z tym że w rejonie gdzie żywność sama rośnie, a okres wegetacyjny trwa zawsze Chińczycy zaczęli wdrażać intensywną uprawę (tubylcy mieli ekstensywną, bo po co inna). Oznacza to, że zapotrzebowanie na żywność będzie drastyczne, bo skoro oni tam starają się wycisnąć z natury więcej niż samo rośnie, to reszta terytoriów planety nawet nie kwalifikuje się do startów w tych zawodach. Żywność będzie droga?


Poruszę dowcipny temat poruszony przez Pana Doktora Sławomira Mentzena. Otóż Pan Doktor stawia tezę, że gdyby tak ujednolicić stawki vat w EU i zlikwidować wszelkie transgraniczne 0% na dostawie i tego typu żarciki, to problem wyłudzeń vat drastycznie by się zmniejszył. Otóż (jako praktyk) stawiam tezę, iż w praktyce ta ulga trwałaby może tyle co cisza nocna, bo nad ranem doszłoby do rekonfiguracji łańcuchów dostaw. Po pierwsze cena złota (inwestycyjnego) sięgnęłaby nieba i wprowadzono by na nie normalną stawkę vat. A po drugie – skoro zlikwidowano problem, to zlikwidowano by urząd kontrolujący problem, ponieważ procedury stałyby się nieaktualne – nie byłoby kogo ścigać względem aktualnych okólników. Czyli zmiany zlikwidowałyby QC.

Tymczasem skonsolidowany łańcuch produkcji pozwala wprowadzać towary uiszczając marginalny, nieistotny vat, a znikającym podatnikiem nie jest pierwszy w łańcuchu ale ostatni – sprzedawca. Ze skonsolidowanego łańcucha można wyjąć towar po kosztach, a sprzedać po cenie rynkowej, dla większości towarów jest to różnica x6, x8. Pokusa znikania jest więc większa, szczególnie jeśli jest to zorganizowana akcja. A i mamy gratkę dla formalistów – towary z vat są oczywiście na pełnym legalu po złotówce, z tym że wejście do sklepu wymaga zakupienia sztabki inwestycyjnej z odpowiednim narzutem, a w nich vat jest 0%.

Nie ma takiej metody, aby ściągnąć z rynku tyle ile państwo przeżera, bo my po prostu tyle nadwyżek nie wytwarzamy w produktach i usługach, które wzbudzają apetyty państwa. Dlatego waluta jest przymusowa, przecież co by to szkodziło aby podatki płacił rolnik marchwią czy cebulą? Taki problem, że państwo marchwi i cebuli nie za bardzo potrzebuje? No akurat w łańcuchach produkcyjnych marchew, szczaw i mirabelki nam wychodzą. A śmigłowce jakoś zza granicy trzeba brać.


Taki smaczek wrzucę, na temat konstruktywizmu u muzułmanów i utrzymaniu sieci przesyłowych w ruchu (abyście mieli prąd, internet i mogli te jadowite treści prawicowej ekstremy czytać). Otóż działanie, sprawność sieci przesyłowej nie zależy od konserwacji elementów sieci, nie zależy od wkładanej w nie pracy i nakładów kompetencji, kapitału, czegokolwiek. To czy sieć będzie przesyłać prąd nie zależy nawet od działania elektrowni. To czy prąd będziecie mieć w gniazdku zależy wyłącznie od woli Al(Wielkiego) Łacha. Jak nam Łachu zrobi łachę, to prąd będzie w gniazdku, a jak nie to z Jego woli prądu nie będzie. I co tam konserwacja i utrzymanie sieci. Teraz wyobraźcie sobie, że ludzie z tak konstruktywnym podejściem zostaną parytetem zatrudnieni w DUR jakiejkolwiek instalacji. Nie trzeba wojny, żeby zbombardować elektrownię – wystarczy parytet.

Pośmiejmy się jednak i z praktycznych Japończyków – dla nich każda czynność zawodowa jest czynnością mistyczną, dlatego się do pracy przykładają – ma to dla nich inne znaczenie niż wiązanie kropek skutku z przyczyną pracy, nie nie – przyłożenie się do pracy – funkcja mistyczna włożonego zaangażowania jest istotna. To nawet dobre – dużo nie trzeba móżdżyć – ważne aby perfekcyjnie powtórzyć czynności, jeśli jest w tym QC również w formie mistycznej, to jest spora szansa, że to uda się podtrzymać działanie technologii bez jej zrozumienia. Chyba że procedury są o kant.

Ciekawe czy lemingi prowadzące biurwę rozumieją procedury jakie egzekwują na przedsiębiorcach, czy już tylko mistycznie pokrzykują, że to prawo & porządek.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • Ochodzki Ryszard

    No, jarmułki z głów!

    „Tu trzeba i bystrego dowcipu, który z przyrodzenia jest dany, i eksperiencji wielkiej, której w waszych latach mieć nie możecie…”

    Mniemam też, że spotkania u 3r3 wyglądają mniej więcej tak jak na zalinkowanym filmiku:

    https://www.youtube.com/watch?v=5XIwUxmtX5U

  • bdgr

    >wywrócić elektroniką obecnie istniejący przemysł chemii dla upraw
    >jeśli trafią się ludzie, którzy umieją wykonać elementy tej układanki
    Jesteś skłonny o tym rozmawiać? Tu w komentarzach albo przez email?

    • Ochodzki Ryszard

      Daj spokój, rozmawiajcie przez email, przez komunikator, umówcie się na spotkanie. Wtedy coś z tego będzie a jak będziecie głośno o tym mówić to skończy się tak, że wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.

    • 3r3

      Spoko. Jest takie rozwiązanie (jeździ już po testowym polu). Nie wiem jak się nazywają maszyny rolnicze, ale ciągnik zasuwa po polu (zrobotyzowany ciągnik też już jest przygotowany, nawet kabiny nie ma), i wlecze maszynę co przy użyciu kamer w czasie rzeczywistym rozpoznaje uprawę i kosi małymi ostrzami na serwach wszystko inne przy samej ziemi. Taka duża obrabiarka do pól. Z tym że nie chcą im tego opatentować, no bo haczenie chwastów to nie jest żadna nowość w rolnictwie. Z tym że haczenie z prędkością przelotową ciągnika pasem o szerokości czterech metrów to jednak jest osiągnięcie.

      • bdgr

        Fajny pomysł. Ciekawe jak to wyjdzie w praktyce: czy będzie działać poza polem testowym producenta i czy się opłaci. (Kradnę termin “B&Randzlowanie”)
        Opryski oprócz chwastów służą do zwalczania owadów, grzyby i bakterioz także o ile kibicuję odpięciu rolnictwa od koncernów chemicznych to automatyczna haczka nie rozwiązuje wszystkich problemów. Jeśli już chcemy wymijać konwencjonalną chemię to na bakteryjne choroby można znajdować bakteriofagi i opryskiwać nimi, ma to taką zaletę że nie pojawią się szczepy patogenu oporne na preparat (tak jak to jest z antybiotykami), wyprodukowanie preparatu nie będzie żarło tyle ropy i inżynierów do jej przetwarzania. Do kompletu sam oprysk jest całkowicie bezpieczny dla wszystkiego co żyje i nie jest docelową bakterią chyba że zbiornik spadnie ci na nogę. Wada to oczywiście selektywność, dany szczep faga atakuje jeden gatunek albo i szczep bakterii.
        No i do zabicia zostają jeszcze owady i grzyby. A, i bez nawozów sztucznych ani rusz.

        Wywalanie kabiny z traktora to jak wyrzucanie kierownicy z auta. Ja nie kupiłbym takiego. W miarę nowe ciągniki są mniej więcej równie dobrze przygotowane do autonomii co nowa S klasa albo A8, mają dość sensorów i procesorów żeby wypuścić je w trasę (na pole) i patrzyć jak równo jedzie. W 90 kilku procentach sytuacji poradzą sobie same, tylko że przypadek z tych paru procent wyłącza maszynę z użycia a to przecież koszty w setkach na godzinę. Więc kabina z klimą i radiem na mechanicznego turka zostaje, i myślę że zostanie długo po tym jak biurwa dopuści na drogę w pełni autonomiczne auta. Park maszynowy dla troche większego gospodarstwa towarowego to w sumie koszty porównywalne do fabryki, a bajzel dużo większy: obrabiarka czy pakowaczka nie musi przekulać się w sezonie przez kilkaset hektarów z błotem, dzikimi zwierzętami i wiejskimi dziećmi w losowych miejscach. Ty byś chciał mieć halę z obrabiarkami za miliony gdzie nie możesz wejść i spojrzeć jak im idzie, twój robol też nie a sarna albo menel ze wsi obok tak? Nawet jakby wszystko od podajnika surowca do paleciarki na gotowe części sputnika było w pełni zautomatyzowane to zostawiłbyś wszystko bez nadzoru i siedział w biurze?

        • 3r3

          @bdgr
          Cudów się nie spodziewaj – uprawa to zmagazynowana energia.
          Jest magazyn – są chętni się najeść. Haczka to tylko usuwanie konkurencji do wzrostu. Chętnych się nażreć na krzywy ryj zwalcza się na razie inaczej.
          Już sama haczka jest gigantyczną oszczędnością dla wielu upraw.
          Następne będą zautomatyzowane, uzbrojone i mobilne strachy na szkodniki. Bo robaki zjadają ptaki, ale niektóre ptaki robaki, a niektóre uprawę i OPL powoli zaczyna sobie z tym radzić.

          “Nawet jakby wszystko od podajnika surowca do paleciarki na gotowe części sputnika było w pełni zautomatyzowane to zostawiłbyś wszystko bez nadzoru i siedział w biurze?”

          Jest już taka fabryka w Danii. Coś jak automatyczny magazyn amazona tylko stanowiska pracy w pełni zrobotyzowane. Nawet samo się to trochę dozoruje, ale niestety – są pewne nieciągłości i trzeba było wstawić ludzi, często do kompletnie idiotycznych zadań, z którymi technika sobie nie poradziła, albo proces nie przewidział, że to w praktyce nie zadziała.
          Z tym że tempo produkcji na twarz mają tam sześćset razy wyższe niż w innych fabrykach.

    • Bart

      >wywrócić elektroniką obecnie istniejący przemysł chemii dla upraw
      >jeśli trafią się ludzie, którzy umieją wykonać elementy tej układanki

      Też jestem elektronikiem i wszędzie widzę rozwiązania z tejże dziedziny jako potencjalnie przełomowe
      …co w tym przypadku niekoniecznie musi okazać się najlepszym pomysłem, czasem wyjście poza “schemat” też jest obiecujące : http://www.swiatnauki.pl/8,1553.html Wydajność może jeszcze nie największa, ale bez chemii i GieMo 🙂

  • gruby

    @3r3 napisał:

    “Największym zagrożeniem dla bogactwa są usługi.”

    Veto.

    Klasyczna usługa ma to do siebie, że możesz z niej skorzystać albo i nie. Idziesz do rzeźnika i kupujesz przyprawiony stek, który jest produktem (kawał mięsa) kombinowanym z usługami (cielaka kupić+cielaka odchować+cielaka zarżnąć+cielaka zbadać+cielaka poporcjować+mięso przyprawić+mięso zapakować+na wystawę do lodówki włożyć+podroby psom rzucić). Jak Ci się nie podoba utrzymywanie całego łańcuszka usługodawców stojących pomiędzy bykiem, krową i w następnej generacji stekiem cielęcym na Twoim grillu, to rezygnujesz z ich usług kupując i ogradzając pastwisko oraz przechwytując cały łańcuch produkcji, od roli alfonsa bydła poczynając na roli kucharza kończąc.

    Problemy zaczynają się wtedy, kiedy z usług korzystasz bo musisz. I w tym kierunku zmierzamy: lekarz to członek zrzeszenia zawodowego, syndykatu samego przyznającego sobie dyplomy wieszane potem na ścianach. Sędzia, prokurator, adwokat, radca, notariusz – wszystko to członkowie jednej wielkiej szczęśliwej rodziny, która posiadła nawet zdolność do reprodukowania się i tworzenia dynastii wewnątrz koterii. I korzystanie z usług której to koterii jest niestety de facto obowiązkowe, nie po to w Polsce obowiązuje 40 tys stron maszynopisu prawa, żeby ktoś bez prawników sobie mógł poradzić.

    Budowa domu to czołowe zderzenie z biurwą. Zaprojektowanie i dopuszczenie do użytku nowego modelu widelca to zderzenie z biurwą. Transakcji gotówkowej na poziomie powyżej taniego, używanego samochodu przeprowadzić nie wolno. Idziesz zatem do banku, do obowiązkowego pośrednika. Wypłaty w gotówce w okienku firmy nie odbierzesz, za towar w hurtowni nie zapłacisz. Bo przecież kto kupuje paletę farby ten na pewno będzie nią w nocy malował sejm na tęczowo. Czyli to terrorysta.

    Prawnego środka płatniczego też używać musisz. Barbarzyńskim reliktem nie zapłacisz, bo to już nielegalna konkurencja byłaby. Barterem nie lzia, w naturze płacić tym bardziej nie wolno bo zaniżasz tym czynem poziom PKB.

    Ceny na usługi warunkowane są lenistwem klientów. Kupuję usługę tylko wtedy, kiedy jej samodzielne zrealizowanie dla samego siebie mi się nie opłaca. Dlatego usługi dobrowolne są takie tanie.
    Na drugim biegunie znajdują się usługi obowiązkowe: te są drogie, bo są obowiązkowe.

    • Medyk Helwecki

      ale nie musisz chodzic do lekarzy. Chodzisz wtedy kiedy chcesz, wyjatki od tej zasady sa nieliczne.
      po drugie to w Szwajcarii to nawet biurwa placi za medycyne niekonwencjonalna czy czarownika – o co wiec chodzi?

      • gruby

        “ale nie musisz chodzic do lekarzy. Chodzisz wtedy kiedy chcesz, wyjatki od tej zasady sa nieliczne.”

        … ale muszę ich utrzymywać, czy mi się to podoba czy nie. Kasa chorych jest obowiązkowa bowiem. Dlatego moja wolność wyboru sprowadza się do koncesjonowanego lekarza, za którego usługi już raz zapłaciłem za pomocą flat-rate z góry lub też pójście do znachora i zapłacenie za jego usługi po raz drugi. Zlikwidujmy kasy chorych i niech się ubezpiecza ten, kto chce. Szybko zmienią się obrazki na ścianach u znachorów: zamiast oficjalnych pieczęci wyższych uczelni pojawią się zdjęcia żyjących i usmiechniętych pacjentów.

        Naiwnie wydaje mi się, że aby być lekarzem to trzeba potrafić leczyć ludzi a nie skończyć studia.

        Z poprzedniej dyskusji: nie odniosłeś się do argumentu o skuteczności zachodniej napędzanej chemią i patentem medycyny: 80% zatwierdzonych do sprzedaży lekarstw ma mniejszą skuteczność niż placebo.

        Nie odniosłeś się również do potwierdzonego efektu nocebo, który stawia pod znakiem zapytania skuteczność pozostałych 20% medykamentów wciskanych nam za pomocą recept.

        Nie mam nic przeciwko lekarzom, ale niech weryfikuje ich wolny rynek a nie koledzy po fachu. Samorząd zawodowy nie działa bo działać nie może: winda windzie liny nie przegryzie i dotyczy to każdego wewnętrznego trybunału korporacyjnego, z trybunałem stanu stworzonego dla polityków i zaludnionego przez polityków na czele.

        • Medyk Helwecki

          akurat nie placisz na lekarzy tylko na biurwy w kasie chorych. Akurat te biurwy konkuruja z nami o Twoje pieniadze. Z lekarzem nie masz zadnej umowy na leczenie tylko z biurwa, Pretensje gdzie indziej.
          Ale ja tez jestem za tym by sie ubezpieczal kto chce, Stracilbym co Prawda robote bo nikomu nie byl^bym potrzebny, mimo iz umiem leczyc ludzi. Bo to nie takie proste umiec leczyc – jeszcze trzeba miec kontakty. Na rynku zostaliby wlasnie Ci ktorzy nie do konca umieja leczyc ale mieliby kontakty. Biurwa by so bie poradzila – zamiast w kasie chorych pracowalaby w wydawaniu papierkow takim jak ja w RAV i wiecej pieniedzy byloby dla biurw. Mysle ze wszyscy moga Twojemu przyklasnac. Koszty spadna a wiecej bedzie dla urzednikow.

          Co do likwidacji zgodze sie, owszem – tylko zamkniemy w ten sposob leczenie chorob przewleklych. Cukrzyca, astma, copd – no sie big farma solidnie wqrwi ale znajda co innego. Populacyjnie tez sie poprawi, chetnie kupie akcje dobrych domow pogrzebowych, pomysl ekonomicznie nie jest zly. Politycy tez sie uciesza.

          Ponadto za znachora akurat placi obecnie kasa chorych. Ludzie lubia sie leczyc, skladeczka za chwile bedzie 1000 CHF miesiecznie bo ciagle rosnie. Nie robmy murwy z logiki,

          Co do nocebo – wiekszosc chorob jest samoograniczajacych sie, ludzie kochaja overtreatment, w czym rzecz?
          Wolny rynek bardzo szybko weryfikuje. Dzis najwieksze pieniadze zarabiaja pozerzy nie umiejacy leczyc. Twoj pomysl to zwiekszenie ich dochodow. Wielokrotne. Nie mam nic przeciwko, bo dochody z medycyny to ulamek moich przychodow.

          • gruby

            Ale jakie pretensje ?
            Napisałem przecież, że nic do lekarzy nie mam. Do biurwy znajdującej się pomiędzy lekarzem i mną mam, i to bardzo dużo. Mamy zatem to samo zdanie stojąc po przeciwnych stronach barykady. Doszliśmy do konkluzji, że pośrednik nam jest w transakcji niepotrzebny. I to jest przyszłość.

            • Medyk Helwecki

              Akurat to co proponujesz mialoby sens ale np. dzis likwidujac System biurwowy mamy przejsciowy wzrost cen uslug. Wiesz ilu chirurgow potrafi dzis operowac? W szpitalach jest np. tak ze na 10 ciu chirurgow operuje 2 a reszta robi papiery. 8 jest specjalistami ale albo moze zoperoiwac prosta przepukline i wykonac Appendektomie albo nawet nie potrafi tego zrobic samodzielnie. Struktura. Ja pracujac jako lekarz mam obowiazek lojalnosci wobec struktury wyzszego rzedu. Jesli kogos zabije niekompetencja czy konowalstwem to nikogo to nie obchodzi (no moze jesli mialbym Konflikt z kolega o stolek to wtedy wykorzytsano by prewtekst by miec na mnie paragraf) ale obecnie w medycynie decyduja dyletancji i lawiranci. Szefami zostaja politycy i stratedzy co potrafia siedziec z biurwami na posiedzeniach/Sitzungach i planowac Strategie. Oni kasuja po 500.000 CHF rocznie i gonia niczym karbowy batem biala holote do roboty. Dlatego czesc sie buntuje i znam wielu lekarzy majacych 4-6 dzieci i zadne nie idzie w slady ojca czy matki.
              O tym pozniej bo mam poranna odprawe czyli bla bla bla w Pegeerze o niczym.

            • gruby

              “Wiesz ilu chirurgow potrafi dzis operowac? W szpitalach jest np. tak ze na 10 ciu chirurgow operuje 2 a reszta robi papiery.”

              Właśnie. Ośmiu wywalić na bruk, dwóm operatorom skalpela dać po 100% podwyżki. Klienci i tak zapłacą na czysto o jakieś 60% mniej. A weź pod uwagę, że następna armia biurw papiery te sprawdza. Czyli likwidując biurwę obcięlibyśmy zero (jedno ? czasami pewnie nawet i więcej) z kosztów leczenia jednocześnie skokowo powiększając zarobki lekarzy.

              To jest prawdziwy koszt utrzymywania systemu a liczony jest on w zerach przed przecinkiem które to zera można byłoby cenom poobcinać, gdyby nie koszt biurwy. I nagle okazuje się, że transplantacja serca za ćwierć miliona złotych wedle kosztorysu NFZ warta jest może ze dwa i pół tysiąca złotych, czyli pół uncji złota. Reszta to podatek na koszty utrzymania kontrolującego nas systemu.

              System oznacza rachunki rozdmuchane o rzędy wielkości.

            • Medyk Helwecki

              Jak juz kiedys wspomnialem tu gdzie pracuje mozna wy3dolic natychmiast 75% nas, wlacznie ze mna. Natychmiast.
              Klienci nie zaplaca mniej, tak to nie dziala, System jest bardziej wyrafinowany. Gdyby wyrzucic tych 8miu to nagle krzyk ze brakuje wiec zatrudnic trzeba kolejnych strategow planowania, specjalistow ds rozwoju, misji, i tak dalej. Wyrzucajac tych chirurgow 8miu nieoperujacych zatrudniasz kolejne biurwy a i kolejka rosnie. Przypominam ze za usluge placi klient koncowy.
              Zakladasz ze akcja rodzi reakcje. W tym systemie mamy Komparator/uklad nastawczy, ktory reguluje to po swojemu,
              Napisze moze pozniej bo musze pojsc na spotkanie z biurwa dotyczace realizacji strategii leczniczej i posluchac o wizjach i misji na nastepny tydzien. Nikogo tu nie obchodzi pacjent – no akurat mnie obchodzi, ale nie tych korposzczurow z elity, oni swoja droga Maja pensje co najmniej 2.5 raza wyzsdza niz ja

            • gruby

              medyk napisał:

              “Klienci nie zaplaca mniej, tak to nie dziala, System jest bardziej
              wyrafinowany. Gdyby wyrzucic tych 8miu to nagle krzyk ze brakuje wiec
              zatrudnic trzeba kolejnych strategow planowania, specjalistow ds
              rozwoju, misji, i tak dalej.”

              Ależ niech molochy zatrudniają sobie ilu tych strategów tam chcą. A ja znajdę sobie mały szpitalik w którym oprócz rzeźnika, pigół i sprzątaczek nie ma nikogo a już w ogóle żadnej biurwy, zapłacę połowę ceny opracowanej przez strategów molocha, będę lepiej pilnowany (bo będziesz odwiedzał mnie co pięć minut, klient wpłaci i wymaga) i opuszczę ten warstztat porządnie naprawiony.

              Pozwól zadziałać konkurencji.

            • Medyk Helwecki

              po pierwsze maly szpitalik nie bedzie mogl naprawiac tego co chca – synergie i wzrosty oraz sieciowanie. Spitalnetz Bern…i tak dalej.$
              po drugie malym szpitalikom droga referencyjniosci obniza sie wynagrodzenie – za ten sam zabieg dostaja mniej pieniedzy
              po trzecie nikomu nie oplaca sie obecnie jakies leczenie pacjenta i w tym kierunku to idzie. Mozesz sobie w warunkach niezlej rynkowej konkurencji poprawic cycki, zrobic botoks ale – tyle. Jak mamy robic cos juz bardziej odpowiedzialnego to mozemy miec powiklania. A do powiklan potrzebne nam zaplecze, ktore kosztuje. A kosztow nalezy unikac.
              Jesli masz duzo pieniazkow to sobie polecisz prywatnym samolotem na leczenie do Mayo Clinic w Bostonie lub Hopkins czy gdzie bedziesz chcial. Tylko to kosztuje dosyc duzo i jakos te kliniki nie chca raczej gadac z freelancerami bez ubezpieczenia. Nawet moi znajomi Yuppies z Zurychu nie sa zachwyceni amerykanskim wolnym rynkiem gdzie za 15 minut porady i opatrunek mieli 7800 $ …a jest wolny rynek . Tylko zamiast biurwy z zarzadu zre biurwa prawnicza. Wszyscy sa zadowoleni tylko klient koncowy jakby mniej. Znowu nie dziala. Czy kot tlusty jest Maine Coon czy zwykly europejski dachowiec chce jesc.
              A Ty masz mu dostarczac jedzonka. Najlepiej duzo i szybko i nie zadawac pytan.
              Nie doceniasz korporacji. ( na 10 chirurgow operuje – np szef i jego kochanka a reszta czeladnikow patrzy i cicho siedzi narazac sie wladzy nie bedzie. Bez Systemu jestesmy nikim. Kazdy wiec cierpliwie czeka na swoja kolej i karmiaca lapke systemu glaszcze i caluje.
              Bo z tego systemu ma sie wiecej niz z wolnego rynku. Wolny rynek to straszna Utopia.

            • 3r3

              @gruby muszę Cię zmartwić ale nie wyjdziesz ze szpitalika naprawiony, bo widzisz… leczenie jest całkowicie nieopłacalne, o ile jakieś tam złamanie czy inny katar jak trafi na młodego, silnego, zdrowego to jeszcze można poskładać, o tyle wszystko co jest przewlekłe – nie ma ekonomicznego uzasadnienia aby to leczyć.
              Lekarze robią za szamanów, mają nam podnosić “poczucie”, szczególni tego poczucie że coś mogą. W rzeczywistości cała służba zdrowia przeznaczona dla chorych jest bez sensu. taniej jest wyprodukować nowych ludzi, a zużytym podać morbital.

              Młody, zdrowy raczej nie będzie mieć powikłań przy złamaniu, a każdy inny to już zbędne ryzyko. A przecież na lekarza będzie wina, że źle leczył, nie że pacjent stary, niewydolny krążeniowo, źle odżywiany na paczce leków co rano – nie… lekarz zły że pacjent choruje.

          • gruby

            “Co do nocebo – wiekszosc chorob jest samoograniczajacych sie, ludzie kochaja overtreatment, w czym rzecz?”

            Rzecz w tym, że jeśli działający do tej pory lek przestaje nagle działać to należy wrócić z powrotem do deski kreślarskiej zadając sobie całkiem przytomne pytanie “czy ten lek w ogóle kiedykolwiek działał ?” I cofnąć temu lekowi w takiej sytuacji dopuszczenie do sprzedaży.

            Albo zmienić system i zlikwidować procedury rejstracji leków oraz zlikwidować patenty na t.z.w. substancje czynne. Jest masa bogatych ludzi, którzy są gotowi finansować badania nad nowymi lekami a jednocześnie żaden z nich nie chce finansować biurwy która tym badaniom towarzyszy. Producent leku to wcale nie musi być odkrywca leku. I przypominam, że nasza medycyna rozwija się od 3 tysięcy lat, przy czym patentowanie związków czynnych to wynalazek ostatnich stu lat. Chińczycy nie znają tego procederu a też potrafią leczyć ludzi a czynią to już od sześciu tysięcy lat. Więc patent i biurwa to nie jest element konieczny farmacji, to tylko taka narośl którą można laserem wypalić.

    • 3r3

      @gruby operacje na towarze to jest wkład pracy w towar. Taka forma kapitału dodającego wartość, choćby robiąc loco/franco. Usługa to jest wtedy jak towaru w tym żadnego nie ma – na przykład masaż, zrobienie laski, opowiedzenie bajki, reprezentacja przed organem.

      Problem z płaceniem za takie usługi polega na tym, że nie da się racjonalnie uzasadnić co było ekwiwalentem w tej wzajemności.

      • gruby

        Kiedy krowa na łące przeżuwa trawę i produkuje mleko dla cielaka to jest to w efekcie produkcja Twojego steka. Ale wyprowadzenie jej na łąkę z rana i powrót do obory wieczorem jest usługą, którą dawniej zlecało się własnym dzieciom. Dowiezienie krowie wody na łąkę też jest usługą.
        Kontrola stanu zdrowia przez weterynarza jest usługą. Dojenie krowy jest usługą, choć jednocześnie należy również do procesu produkcji mleka. Wymycie krowy szlauchem to też jest usługa. Podobnie jak wywiezienie gnoju. Możesz nazywać to pracą, chociaż kiedy przyjmujesz do roboty parobka na samozatrudnieniu to wpisujesz mu do umowy “usługa utrzymywania czystości obory” przecież. Nie kupujesz jego pracy, kupujesz jej efekty. A efekt, czyli czysta obora za którą gotów jesteś płacić jest usługą.

        Bez usług i usługodawców w procesie produkcji żywności już dawno umarlibyśmy z głodu, nie bez powodu pracownik zajmujący się dojeniem (przeważnie kobieta) ma inne kwalifikacje niż pracownik pilnujący bydła na pastwisku.

        Usługodawcę wciąga się dobrowolnie do procesu produkcji wtedy, kiedy przez to daje się obniżyć koszty.
        Przymus korzystania z niektórych usługodawców (banki, prawnicy, ubezpieczalnie, lekarze) związany jest z tym, że ich dobrowolne wciąganie do procesu produkcji jest nieopłacalne a mafia chce z czegoś żyć. Dlatego wymyśla się chociażby obowiązkowe ubezpieczenia.

        • Medyk Helwecki

          Cytujac:

          Przymus korzystania z niektórych usługodawców (banki, prawnicy, ubezpieczalnie, lekarze) związany jest z tym, że ich dobrowolne wciąganie do procesu produkcji jest nieopłacalne a mafia chce z czegoś żyć. Dlatego wymyśla się chociażby obowiązkowe ubezpieczenia.
          —————-
          gdybys mogl to rozwinac to byloby fajnie.

          • gruby

            Przykład z krową jest dobry: nie chce mi się pilnować jej na pastwisku. Wolę kupić gotowy stek, którego ewentualnie samodzielnie wrzucę na grilla. Rozumiem, że rolnik otoczył pastwisko drutem kolczastym, bo przez to oszczędza na parobkach i dzięki temu mój stek jest tańszy. Popieram tą innowację, do której musiał zatrudnić druciarza, druciarz wykonał mu usługę opalikowania i otoczenia pastwiska drutem. Mój wkład na grilla stał się dzięki temu tańszy.

            Ale: rolnik musi płacić KRUS. To znaczy że ja go za niego płacę, to część ceny ukrytej w steku. Rolnik musi korzystać z usług weterynarza, rolnik musi zakolczykować bydło, rolnik musi ubezpieczyć zarówno siebie (OC) jak i budynki wchodzące w skład jego gospodarstwa i dolicza mi to do rachunku. Traktor musi być ubezpieczony. Obowiązkowy weterynarz obowiązkowow bada mięso po egzekucji cielaka. To też zwiększa cenę steka. Weterynarz musi być też ubezpieczony, więc wlicza to w swoje ceny które egzekwuje od rolnika, rolnik wlicza to w cenę steka. Za którego płacę ja.
            Ubezpieczenia społeczne parobków też wliczane są do ceny steka. A przecież ich emerytura to ich problem, a nie mój. Obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne i przed bezrobociem wszystkich zaangażowanych w produkcję steka również wliczane są do jego końcowej ceny.

            Większy rolnik musi mieć konto w banku, bo inaczej przecież finansowałby Ibn Ladina,
            koszty tej usługi ponoszę ja.

            Narzut na cenę mięsa spowodowany obowiązkowymi daninami jest potężny ale jakość od tego nie rośnie. Rośnie tylko biurokracja i ceny, bo kolejni urzędnicy podpinają swoje rurki do mojego steka. Dlatego spada jakość mięsa a rośnie zawartość w nim wody, 3r3 dokładnie i matematycznie to w artykule opisał.

            • Medyk Helwecki

              aha, i myslisz, ze np. likwidujac inspekcje weterynaryjna cena spadnie a jakosc pozostanie na tym samym poziomie? Utopia.
              Np. w medycynie gdybysmy obcieli zla big pharme to cala armia tlustych kotow juz czeka aby to przytulic. Chciwosc jest napedem. Nawet jesli place w moim PGRze to 80% budzetu a leki 9% to chetnie zatrudnionoby do dzialu promocji czy optymalizacji kolejna biurwe gdyby mozna bylo big pharmie zabrac jeszcze z 0.5%. Apetyt hydry jest nieskonczony,

            • gruby

              “aha, i myslisz, ze np. likwidujac inspekcje weterynaryjna cena spadnie a jakosc pozostanie na tym samym poziomie? Utopia.”

              Inspekcja weterynaryjna nie powstrzymała choroby wściekłych krów. Zapominasz również o samooczyszczającej się właściwości wolnego rynku: chłop sprzedający zatrute produkty wylatuje w następnej iteracji procesu produkcyjnego z rynku bo nikt ich od niego nie kupi, o ile wcześniej rodzina zatrutego klienta nie wyrówna z nim rachunków po swojemu.

            • Medyk Helwecki

              Prawo Kopernika – towar gorszy wypiera lepszy. To juz udowodniono – nie dzala. Konfabulujesz niechcacy moze ale konfabulujesz. Problemem inspekcji sa klany mafijne i outsourceing – wiesz ile dostaje weterynarz za zbadanie poltuszy? A wiesz, ze niektore partie miesa Maja fory a niektore od innego producenta nie ?
              A coszkodzi placic im nie ryczaltem a za wykrycie patologii?
              System jest dobry ale nie zaklada czynnika ludzkiego – ze to tylko ludzie tam pracuja i beda kombinowac.

            • gruby

              Prawo Kopernika-Greshama odnosi się do teoretycznie równoważnych sobie pieniędzy i twierdzi, że każdy woli pozbywać się gorszego pieniądza w pierwszej kolejności. Z dostępem do lekarzy jest tak jak z dostępem do każdej innej usługi: możesz pójść do drogiego konowała który leci na reklamie, możesz też popytać się znajomych czy mają jakiegoś skromnego fachowca, który zamiast w billboardy inwestuje w reklamę szeptaną (podpowiem: dostarcza wysokiej jakości usług w normalnych cenach). To twoje własne pieniądze, zdrowie i życie. Uważam jedynie, że każdy z nas powinien mieć prawo wyboru z całej palety usługodawców: od Kaszpirowskiego po 20 zeta od seansu do uniwersyteckiej polikliniki wojskowej z ceną 20 tysięcy za dobę.

            • Medyk Helwecki

              No wlasnie nie do konca. Bo wystarczy zmonopolizowac rynek i pojdziesz tam, gdzie bedziesz mial mozliwosc pojsc – tutaj korporacja rzadzi i nie masz wyboru. A dzis w wielu przypadkach to lekarz nie potrzebuje pacjentow -on ich po prostu ma i nie musi sie o nich starac. To nie taka sama usluga. Ludzie kochaja sie leczyc. Jak sie w to wmiesza korporacja to dochodzi do sytuacji ze pragniesz calowac po rekach i dupie konowala, ktory ma Ciebie w dupie, bo jak nie Ty to nastepny a jak sie nie podoba to idziesz do jego kolegi, ktory robi to samo. Oni Maja pieniadze i mieli oraz beda je mieli. To nie taka sama usluga, bo popyt przewyzsza podaz ( juz sie korpo stara aby tak bylo).
              Po drugie czasy ustalania cen sie skonczyly. Biurwa ustala ceny i z biurwa zyje sie calkiem przyjemnie. To akurat w artykule bedzie, malo tego – obecnie nie za bardzo oplaca sie byc freelancerem na rynku, na to moga sobie pozwolic nieliczne jednostki – wyselekcjonowane droga chowu wsobnego pod ochrona swoich protektorow z korporacji. Reszta na wolnym rynku przegra z systemem a sama patologia systemu i jego cynizm wymaga, aby tego systemu bronic.
              Po trzecie – konfabulujesz z tym wyborem troche nieswiadomie. O ile majac jakas wysypke czy cokolwiek ambulatoryjnego to mozna jeszcze dyskutowac tak juz z ostrym uszkodzeniem – glupia banalna sprawa jak zwichniecie w kostce – jest Problem. Prywatne spolki Maja swoich managerow i np. w Hirslandenie w Zurychu to po 15:00 mozna sie pocalowac w dude – ladujesz w miejskim Triemli czy Waid czy USZ. Oni nie chca miuec kosztow. Wszystko idzie w kierunku malokosztowej diagnostyki i operowania jednodniowego lub krotkiego pobytu. Im wiecej sie operuje tym wiecej sie ryzykuje powiklaniami cyzli kosztami a tego sie nie chce. Wniosek – selekcja na wejsciu – tego szrota Panu nie naprawimy bo nie oplaca sie i co nam Pan zrobi. Ale nas nie obchodzi ze Pan jest klientem – nie naszym, zegnamy i tyle.
              Sprawa jest raczej zlozona. A bez systemu ubezpieczen sie lezy. Bo doba na OIOMIE swoje kosztuje. Dopoki jest sie zdrowym to fajnie ale potem jednak chce sie z tego high techu skorzystac – a jeszcze 20 lat temu bylby zgon. Zreszta OIOM z punktu widzenia ekonomii to porazka. Ktos by umarl, zagospodarowano by jego skladki, jednorazowy zasilek pogrzebowy i voila. Atymczasem ilu ja pacjentow widzialem potem rehabilitowanych, latami dializowanych, kosztujacych rocznie dziesiatki tysiecy EUR – i formalnie patrzac oni – pomijajac ich jakosc zycia – nie przynosili wartosci dodanych ( budzi sie eugenika, Prawda)?
              To wszystko nie jest proste. We wtorek spalila sie w moim PGrze w gabinecie lekarskim zarowka. Chcialem ja wymienic bo w aucie mam akurat. Nie da sie,
              Najpierw nalezalo napisac w aplikacji zgloszenie tegoz i zostal wygenerowany Ticket z indywidualnym ID. Nastepnegbo dnia przyszla osoba A, by sprawdzic czy faktycznie jest spalona. Byl o 9 rano. Nastepnie stwierdzil ze tak, spalona raczej. Potem podzwonil, za 20 minut przyszedl Technik B ale nie z zarowka, rozkrecil wlacznik, zeby upewnic sie ze wszystko ok. Za 10 minut przyszedl Technik C, wykrecil zarowke i wlaczyli -ok, dziala. Za godzine przyszla osoba D, zabrac przepalona zarowke do utylizacji. Za pol godziny przyszedl Technik E, sprawdzic czy dziala, czy jest wymienione i napisac protokol. A o 14:30 przyszla biurwa sprawdzic poprawnosc procedury i napisac protokol kontrolny.
              6 ( slownie szesc !!! ) osob do wymiany zarowki !!! Bo Kanton sobie zrobil przechowalnie. Te osoby niech Maja tylko 6000 CHF brutto to i tak zycie jak w Madrycie. Znasz jakas prywatna firme, w ktorej to mogloby tak funkcjonowac?
              Bawimy sie a placi za to podatnik. Skladeczki z roku na rok rosna. Jak zabraknie to podatnik doplaci.
              Tym niemniej u prywaciarza lekarz zarabia mniej, zasuwa i wszyscy marza o pracy w takim pgrze w jakim ja pracuje, gdzie stopien ubiurwowienia jest Taki, ze nawet nie weidza ilu nas pracuje. Kompetencje nie sa zdublowane, my sobie przeszkadzamy. Pisalem juz – obecnie jest 14:06 a ja siedze nad papiurkiem strategii rozwoju i planem na nastepny tydzien – jakie wartosci dodane moze przyniesc nasza praca, zwykle 4 kartki A4 bzdur dla biurw. Myslicie ze kogos obchodza pacjenci ? Oni sa czynnikiem przeszkadzajacym.
              A teraz zadanie na logike. Dlaczego nikt nie spowoduje czystki i nie wypier3oli na zbita dude 75% z nas ? A dlatego, ze wtedy biurwy nalezaloby tez przerzedzic a tak sie nie da. Bo tutaj ma byc kolegialnie i szwagier ma miec robote i synowa tez. Wszystko gra.
              Pensje wpierdalaja 80% budzetu, nauka to fikcja, gdy zaczna wpierdalac wiecej to Kanton dolozy czytaj ukradnie podatnikowi. Czy kogos to obchodzi?
              W innych pegeerach jest prawie to samo, ale tam w zwiazku z jeszcze wiekszym ubiurwowieniem to bialych murzynow sie tak mobbuje ze nie wytrzymuja. Pracuja po 90 godzin tygodniowo bo musza robic papiery – no bo musi sie bilansowac. O jakosci sie duzo mowi ale tylko mowi. Schizofrenia.

            • papik

              80% budzetu na pensje? Ciezko w to uwierzyc, biorac pod uwage wszystkie inne koszty (infrastruktura, sprzet, transport, licencje, zlecenia na zewnatrz). Zapytam przy okazji.
              Co do pensji freelancerow – jesli chcesz pracowac jako specjalista i nie masz ZSR to pewnie jest problem, zatrudnic sie gdzies trzeba, albo kupic ZSR od zawodnika co idzie na emeryture wraz z praktyka i pacjentami. Takiemu ginekologowi to szybko sie zwroci… Z samych kickbackow z laboratoriow mozna ZSR w pare lat splacic 🙂 A jak chcesz sie bawic w Hausarzta i miec spokojna prace to w wielu kantonach ZSR jest od reki.
              Caly system zdrowia w CH jest dosyc specyficzny… Przy finansowaniu stacjonarnych pacjentow 50/50 kasa chorych i kanton, przy 26 kantonach, w ktorych kazda lokalna sitwa chce cos ugrac, jakakolwiek kontrola federalna jest malo mozliwa, a lokalnie reka reke myje.
              Z mojej perspektywy, IT w szpitalach w Szwajcarii to najwiekszy zbior niedorozwojow i opierdalaczy jaki widzialem w 20-letniej karierze. W samym Hislandenie jest ich ze 100, ale zeby cos faktycznie zrobic to tylko zewnetrzne zlecenia.

            • Medyk Helwecki

              ale przeciez zaden IT specjalista nie pracuje w Kantonsspital. W Zurychu akurat Praxisbewilligung kosztuje 300.000 do 500.000 CHF. W moim PGRze wlasnie pensje wynosza 80% budzetu. Co do Labor to w artykule z bodajze 4. wrzesnia ktory sie pojawi to bedzie. Ale najlepszy biznes jest na lekach nierefundowanych. Bo mnie biurwa nie sciga. Z lekami refundowanymi trzeba krasc – no i jako usländer jestes pierwszy do odstrzalu. Szwajcarzy kradna niczym makumbna w Afryce ale…o tym sie nie mowi.

              Cos co jest za darmo jest nic nie warte. ZSR w Graubunden np. lipa bida.

            • Ochodzki Ryszard

              co oznacza skrót ZSR?

            • Medyk Helwecki
            • 3r3
            • Ochodzki Ryszard

              A może by tak zjednoczyć kanton polski, kanton białoruski i ukraiński po światłym berłem 3r3, na bazie know how dostarczonego przez Medyka i przez Grubego jak zlepić w jeden organizm panstwowy ludzi posługujących się trzema językami?
              Luka nie będzie żył wiecznie a po nim wytworzy się pustka i jeśli będziemy bierni to zaraz tam wskoczy Władimir Władimirowicz

            • 3r3

              Pisz do Wowy, może On zechce się takimi zająć, ma akurat dobrą rękę do takich.

            • Ochodzki Ryszard

              Prędzej dogadamy się z Białorusinami i Ukraińcami niż z innymi. Wieki koegzystencji w obrębie RON…
              Zamieszamy tę krew białoruskich i ukraińskich kobiet z naszymi rudobrodymi i przysposobim ojczyźnie nowych obrońców.

            • 3r3

              Taaa… a znasz już jakiś? Już jakieś kontakty masz nawiązane?

            • Medyk Helwecki

              a niech wskakuje. Choc w to watpie. O ile jeszcze Bialorus by wzial i czesc ukrainy, tak mu cala nie potrzebna. Po co? Wystarczy, ze kontroluje to, co chce kontrolowac.

            • Eltor

              A czemuż to Waćpan tak źle Białorusinom życzysz?
              Zachód krąży już wokół odpływu i raczej przyszłości przed Dziećmi Europy tam nie ma. Najjaśniejsza się do owego Zachodu przykleiła tak mocno, że wraz z nim na dno pójdzie, tyle, że nieco później może – zależy od długości smyczy.
              Nie ma co ich za sobą ciągnąć, choćby przez sentyment i wzgląd na stare dobre czasy.

            • Ochodzki Ryszard

              Eltor, Medyk, 3r3: Koledzy, co by człowiek nie napisał z werwą i optymizmem, to dla Was zawsze rzecz nie warta wysiłku. Wielkie rzeczy zaczynają się albo w garazu 3r3 albo także w umysłach ludzi śmiałych.

              Zważcie, że trzeba się przygotować na czas “po PIS” i nie mam tu na myśli powrotu stronnictwa pruskiego ani arbuzów z peselu (z wierzchu zielonych a w środku czerwonych) ale o sensownym Ruchu Narodowym.
              PIS będzie rządził przez dwie kadencje, potem prawem zmęczenia/znudzenia ludzie wybiorą nową formację. Zadbać należy by to była formacja polska!

            • 3r3

              Rysiu jak masz jakieś ideały to zastanów się czy chcesz za nie zostać kaleką lub zginąć. Bo inni ludzie mają inne ideały i na przykład są wychowani tak, że potrafią zabijać wskazanych wrogów na rozkaz bez zadawania pytań i rozmyślania dlaczego oraz są gotowi na rozkaz ginąć, bez rozkazu zresztą też.
              A Ty?
              Ilu znasz takich co chcą umierać za jakieś tam tak zwane polskie formacje?
              Sam byś chciał zginąć za ojczyznę?

              Bo ja za garaż ginął nie będę, każą mi pod widelcem pracować w socfabryce to i tam się jakoś ustawię. Ja z widelcem drzeć kotów nie zamierzam.

            • Ochodzki Ryszard

              A widzisz, bo ja jestem taki trochę Wokulski, to znaczy niewątpliwie romantyk ale i pozytywista. Wiem, że piękna idea zbliżenia z narodami Białorusi i Ukrainy jest mało realistyczna. Już bardziej przytomne jest wzmacnianie państwa w obecnych granicach i oddziaływania na Białoruś i Ukrainę poprzez siłę polskiej gospodarki, kultury.

              Tak więc spokojnie. Odloty nieprzytomności mi nie grożą.

              Moje tęsknoty za zbliżeniem z tymi narodami musisz jednak rozumieć, wszak za czasów RON żyliśmy w jednym państwie.

              Prawdą jest jednak, że dziś najważniejszy jest “żywioł Polski” jak pisał Dmowski. W wielkoduszne gesty wobec Białorusinów i Ukraińców można się bawić jeśli sami przetrwamy.

              Wszak “będzie nas mniej coraz. Polaków..”

              Przyznaj jednak, że gdyby za priorytet przyjąć tylko zwiększenie ilości Polaków to są dwie sensowne drogi: ściągnięcie części back upu rozrzuconego po świecie i sprowadzenie do Polski setek tysięcy młodych, zdrowych (!!!), urodziwych, wolnych od hiv białorusinek i ukrainek, staropolskie ich “zbrzuchacenie” i powołanie na świat pokolenia nowych obywateli będących “po ojcu” i “po wychowaniu” Polakami.

              Na koniec Asnyk, którego znasz a którego słowa pozwolą zrozumieć Ci dlaczego jest we mnie to pomieszanie romantyka i pozytywisty:

              https://www.youtube.com/watch?v=3tOZvDO1iSk

              i najważniejsze tam słowa:

              “Przestańmy własną pieścić się boleścią,

              Przestańmy ciągłym lamentem się poić!

              Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,

              Mężom przystoi w milczeniu się zbroić.

              Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje

              I przechowywać ideałów czystość;

              Do nas należy dać im moc i zbroję,

              By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość .

            • 3r3

              Rysiu Ty przed chwilą tu postulowałeś, aby się jednoczyć pod moim światłym berłem. Koncepcja tego, że ma się władcę oznacza wykonywanie tego władcy rozkazów (na tym polega stosunek władanego z władanym). Ty jesteś taki pewien że chcesz wykonywać czyjekolwiek rozkazy, a już w szczególności moje?
              Bo władzuchna ma wydatki, trzeba jej oddać haracz (niech się grzecznie nazywa podatki), a jednym z nich może być taki, że sobie z kolegami ruszycie w 10mln uzbrojonego chłopa na Niemcy i zapłacicie 25% podatku we krwi. I jak wtedy będzie zjednoczeni pod światłym berłem?
              Bo ja Ci podpowiem – Niemcy konfrontacji z nami długoterminowo raczej nie wytrzymają, ale Polska będzie wyglądać jak Francja po Napoleonie – na płocie nie znajdziesz suszących się męskich gaci.

            • Ochodzki Ryszard

              Ja myślę, że w XXI wieku zauważalne rezultaty na polu wypełniania woli dzierżącego berło można osiągać kilkoma tysiącami sprawnych cichociemnych sabotażystów i 200 kidoniarzami na gościnnych występach tam, gdzie szaleje straszny anty…polonizm ;).
              Jak mi powiedział pewien mądry facet (tu na blogu też komentujący) do sparaliżowania PL potrzeba ok. 30 sawieckich sabotażystów. Te 10 mln chłopa w kierunku na Kopanicę to przesadziłeś. Po co?
              Ja nie mówię, że mamy tylko grać w Chińczyka: usiąść na brzegu Odry o poczekać aż zdekapitowane przez nachodźców helmuty zaczną spływać rzeką.

              Ja mówię, że trzeba przytomnie odbudowywać poczucie dumy i godności narodowej, bo na tym abstrakcie jesteś w stanie zmotywować swoje miliony do wyprawy, na tym samym abstrakcie posyła się sabotażystów i kidonów. Tak to działa. Lepiej, żeby oni wierzyli w sens swoich działań, niż byli tylko tępym narzędziem.
              Tylko z ludźmi zmotywowanymi można osiągać konkretne rezultaty.

              No i cierpliwie, acz intensywnie przygotowywać się na czas “po Chujnii Europejskiej”.

              Sam wiesz: kościół, szkoła, strzelnica, mennica.

            • 3r3

              To jak Ty myślisz, że wiesz lepiej od władcy to na co Ci władca? Żeby stał pod żyrandolem?

              “Te 10 mln chłopa w kierunku na Kopanicę to przesadziłeś. Po co? ”

              Bo tam jest lepsza geografia i zamierzam tam przeprowadzić przynajmniej połowę populacji. Bo to ma być nasza geografia. Nasze wyjście na morza przez port w Hamburgu. Nasze! Nasze! Nasze!

              “Ja mówię, że trzeba przytomnie odbudowywać poczucie dumy i godności narodowej, bo na tym abstrakcie jesteś w stanie zmotywować swoje miliony do wyprawy,”

              Motywować? Zdurniałeś? To armia ma błagać wodza o kierunek wyprawy. To Armia ma pytać kogo bić aby łupy i branki z tego były. To milczenie wodza i brak wroga jest problemem armii.
              Inaczej cóż to za armia?
              Przecież po to się wstępuje do armii aby łupy, branki – no po cóż innego? Po emeryturę?

              “Tylko z ludźmi zmotywowanymi można osiągać konkretne rezultaty.”

              Ale to nie znaczy że trzeba indukować im motywację.
              Zobacz – mam tu bloga – nie muszę ludziom wyjaśniać co by chcieli, bo oni sami wiedzą najlepiej co by chcieli. Ja tylko wyjawiam moje stanowisko. I ludzie mimo obiektywnych trudności (skrzynka pocztowa tu podpięta się wysypała jakiś czas temu i nie wiedzieliśmy) znaleźli obejścia by mimo tych trudności się skontaktować, bo uznali że to dziwne, iż nie odpisuję.

              Motywacja w ludziach już jest, a Ci niezmotywowani to na mierzwę.
              To nie szef fabryki ma motywować do pracy w fabryce, jak chcesz pracować – pracuj, jak nie chcesz – tam są drzwi.

              “Sam wiesz: kościół, szkoła, strzelnica, mennica.”

              Wiem wiem, byłem u Pana Grzegorza posiedzieć przy stole, coś tam wrzuciłem do czapki, ale popatrzyłem, pogadałem z Budzikami i nie będzie chleba z tej mąki. Ten program pozytywny Pobudki nie jest dla tych ludzi jacy są. Dla tych ludzi potrzeba programu “załóżcie normalne rodziny, rozmnóżcie się”. Ty wiesz że Budziki nie bardzo wiedzą jak wyglądają normalne rodziny, normalna praca, jak się firmę prowadzi? Oni nigdy nie widzieli normalnie funkcjonującego społeczeństwa za jakim tam tęsknią na swoim forum.

            • Ochodzki Ryszard

              że tak ponuro zażartuję: najwygodniej byłoby gdyby się sprawdziło przewidywanie (prekognicja) Teresy Naumann: “Niemców zostanie tyle co pod gruszą”.

              Pomijając nieprzytomność takiej oceny losu naszych sąsiadów, pozostałoby i tak praktyczne pytanie: no, ok, tubylców już tam nie będzie ale czy zostanie coś z infrastruktury, port w Hamburgu się ostanie?

              Obawiam się, że przy większym konflikcie i fali tsunami na Nordsee po tym jak towarzysze Rosjanie zapuszczą “jeża w sztaty”, Polacy musieliby wybudować tam Nową Gdynię. Nawet nazwa ładna 🙂

            • 3r3

              No to trzeba do tego rękę przyłożyć i zrealizować ten zamiar. Niemców zamordować, terytorium zająć, a infrastrukturę się odbuduje. Z tym że geografia wymusi politykę, a ta będzie taka, że kolonii się z terytorium Niemiec nie zajmie, chyba, że sąsiada na wschodzie…

            • Maksior

              Kurcze, @3r3:disqus, no troche konsekwentny chociaz badz – z jednej strony postulujesz rozjezdzanie biurwy razem z dziecmi na pasach tudziez palenie im mieszkan na zmiane z likwidowaniem ich z dronow, a z drugiej zarzekasz sie, ze z widelcem na udry nie pojdziesz
              To gdzie tu jakakolwiek logika i spojnosc?.

            • Medyk Helwecki

              jest 3cie wyjscie – narzeka sie na system ale dzieki niemu profituje i ma takie konfitury, ktore w normalnych ukladach bylyby nieosiagalne

            • 3r3

              Byłyby osiągalne, ale musiałbyś klientowi tłumaczyć swoją wyjątkowość, a tak, w takim systemie podatkowym nie musisz nic tłumaczyć, jak się klientowi nie podoba to niech mu zrobi kto inny, a system bardzo zawęża wybór.

            • 3r3

              https://pl.wikipedia.org/wiki/Bierna_agresja

              Można ich ignorować na śmierć. Oni nic nie wytwarzają, jak ja im nie dam gotowych produktów to zdechną.
              Ty im dasz?
              Ci co płacą podatki i sprzedają towary za walutę im dają. Coraz mniej – szara strefa coraz większa.

            • Ochodzki Ryszard

              a mnie się wydawało że Graubunden to taki full wypas dla kulczyków

            • 3r3

              Dobre świnki zjada rolnik, byle jakie daje do skupu. Prawo Kopernika.

            • 3r3

              Big Pharma łatwo załatwić – wystarczy nie płacić policji, i prokuraturze i sądom za jakiekolwiek działania związane ze ściganiem zapisów licencyjnych.

            • Medyk Helwecki

              Tak, marycha zwlaszcza. Dobre. Zrozum ze gdyby wykillowac zla big pharme to juz tluste koty z korporacji biurwicznej czy urzedniczej zadbaja aby koszty wzrosly. Wzrosly, nie spadly.

            • 3r3

              Jakoś produktu nie zależy od jego badania 🙂
              Wstawianie brakarzy w proces nie podnosi jakości.

            • av

              Za nieboszczki sprzedawało się mięso na targu, prosto z lady. Wszyscy byli zadowoleni a i smak był taki jak powinien. Teraz inspekcji coraz więcej a jakość coraz gorsza.

            • Medyk Helwecki

              ale nie bylo Smithiel Foods za nieboszczki i nie karmiono takim syfem jak dzis. Prawda?

        • 3r3

          @gruby
          ” Ale wyprowadzenie jej na łąkę z rana i powrót do obory wieczorem jest usługą, którą dawniej zlecało się własnym dzieciom. ”

          Nie. Sprzedajesz krowę franco łąka i dzieci mają dostarczyć krowę loco obora. W tym czasie są odpowiedzialne za krowę – krowa jest na ich rozrachunku – You break = You buy.
          Tak samo jak nadajesz towar spedycji, oczywiście formalnie towar jest Twój, ale jak by mu się coś stało – ubezpieczenie płaci. To oznacza, że odpowiedzialność za towar tak jak od właściciela spoczywa na “wykonującym usługę”, nie jestem ultrasem formalizmu, natomiast przytomności i owszem.

          “Kontrola stanu zdrowia przez weterynarza jest usługą. ”

          Tak. Tylko udowodnij czy jest zrobiona dobrze :p
          Albo udowodnij mi że robienie laski było zrobione dobrze.
          Albo udowodnij mi że bajkę dobrze opowiedziano, albo że film w kinie był fajny.
          Usługi nie da się racjonalnie uzasadnić ekwiwalentem materialnym jakim jest zapłata w płacidłe towarowym.

          “Nie kupujesz jego pracy, kupujesz jej efekty. A efekt, czyli czysta obora za którą gotów jesteś płacić jest usługą.”

          Źle kombinujesz. Usługę od pracy rozróżniasz po tym, czy może dojść do straty materialnej. I jeśli móże to to była praca na towarze i kto popsuł ten płaci.
          Kwestie formalne istnieją wyłącznie po to, aby lewarować podatki.
          Zauważ że prawdziwe usługi mają inne taksy podatkowe (artyści, prawnicy, lekarze z własną praktyką). Nie bez powodu 🙂

          //======================

          @gruby całkowicie jesteś w błędzie z koncepcją usługi.
          Jeśli w trakcie pracy nakładczej dochodzi do podjęcia towaru razem z odpowiedzialnością (jakkolwiek iluzoryczną, wszak pracownika to najwyżej możesz zwolnić i w d pocałować) to jest to zbycie towaru i nabycie nowego – już zmienionego. Da się określić co byłe towarem przed czynem i po czynie oraz ile wart był towar przed i gdyby nakładca popsuł to wiadomo ile ma płacić.

          Natomiast w usłudze nie jesteś w stanie tego wykazać.

          Ja Ci to tak prosto wyjaśnię – klient daje Ci kasę na płot, kupujesz materiał, robisz płot. Kto ma dokupić materiału jak spieprzysz? Kto jest rzeczywistym właścicielem materiału i za niego odpowiada jak właściciel? Ty czy klient?
          Jak chcesz prowadzić biznes?
          Tak czysto zdroworozsądkowo mi wyjaśnij czy to jest towar czy usługa?

          Bo te formalne brednie wynikają jedynie z systemu podatkowego.
          Rzeczywistość jednak jest taka, że you break = you buy.

          //========================
          Ciekawy temat, ludzie nie wiedzą jak odróżnić w swojej firmie usługę od towaru 🙂

          • gruby

            “Ja Ci to tak prosto wyjaśnię – klient daje Ci kasę na płot, kupujesz
            materiał, robisz płot. Kto ma dokupić materiału jak spieprzysz? Kto jest
            rzeczywistym właścicielem materiału i za niego odpowiada jak
            właściciel? Ty czy klient?

            W takiej sytuacji to mój materiał i mój problem. A klient kupuje produkt pod nazwą “płot” wraz z usługą jego w konkretnym miejscu ustawienia.

            Chyba, że klient kupuje materiał na płot na siebie, a ja tam jestem od ustawienia. Wtedy to jego materiał a ja robię tam tylko usługę ustawiania płotu.

            “Jak chcesz prowadzić biznes?”

            Tak, jak mi klient pozwoli: niektórzy chcą materiały brać na siebie a za usługę płacą pod stołem. To też jest w porządku a nawet lepiej 🙂

            Inni chcą mieć białko na kompletny produkt wraz z usługą, fakturą i podatkami. No to je dostają.

            Koncepcja przenoszenia własności do przedmiotu wraz z przedmiotem jest bardzo logiczna i spójna. Ale niestety nie zawsze działa. Weź samochód z wypożyczalni i sprzedaj go na giełdzie albo zastaw w lombardzie. Powodzenia.

            • 3r3

              @gruby
              “W takiej sytuacji to mój materiał i mój problem.”

              Obawiam się że jak wykonujesz usługę transportową i zgubisz to też jest Twój problem. Wyprowadzasz psa na spacer i wrócisz z samą smyczą = Twój problem. Wykonujesz usługowo wojnę i przegrywasz = Ciebie generale stawiają pod mur.

              “Weź samochód z wypożyczalni i sprzedaj go na giełdzie albo zastaw w lombardzie. Powodzenia.”

              Ekhm… mam niejaką eksperiencję 🙂
              Banki później latami płacą ubezpieczenia za pojazdy, które nie chcą dać się znaleźć.

              Płatanie strony formalno prawnej z faktyczną utrudnia ocenę rzeczywistości.

            • gruby

              Kiedy jesteś winny tysiąc złotych to twój problem.

              Kiedy jesteś winny milion to jest to problem banku.
              Naprawdę nie znasz tego powiedzenia ?
              😉

            • 3r3

              Oczywiście się z Tobą zgadzam. Tylko jak mam pisać o konstrukcji własnego przedsiębiorstwa to piszę jak jest, a jak mam pisać jak kogoś zrobić w balona to piszę jak ma być napisane. Tak żeby to ku czytelnikom była przesuwana własność, a nie w przeciwnym kierunku.
              Na co mi ubodzy czytelnicy?

              W zupełności wystarczy że ja jestem ubogi i niedługo zacznę tu o datki żebrać. A cóż ja bym wyżebrał od takich samych jako ja nędzarzy?

            • Ochodzki Ryszard

              https://www.youtube.com/watch?v=xL_9Ermh18g

              miło widzieć, że w Szwecji są jeszcze porządni i prawi ludzie

            • 3r3

              Raczej śmieszni. Gdyby to była sprawa śniadych to by postawili dom w ogniu a Szechtera nadziali ołowiem jak kaszę skwarkami.
              I wolę pisać że jesteśmy śmieszni. Głupio byłoby przyznać że jesteśmy po prostu żałośni.

              Potrzebujesz żeby ktoś sądził Szechtera za Ciebie? Sam nie umiesz osądzić? I wykonać wyroku?
              Obawiam się że nie umiesz. Skalkulujesz że nie dostaniesz za to medalu, a raczej sześć do ośmiu odsiedzisz. Tymczasem w grupach przestępczych ludzie nie zadają pytań, są tam bo jedyne co potrafią (i są świadomi granic swoich kompetencji) to założyć kominiarkę, zrealizować wejście i obezwładnić siłę żywą. A potem swoje odsiedzieć na pytania w śledztwie odpowiadając “bez komentarza”.

              Przyjrzyj się, SaPo nawet nie chroni Szechtera, nie traktują nas jako poważnego zagrożenia. Zobacz jak w Danii pilnują ilustratora co rysuje proroka z głową psa. Ocena zagrożenia jest poważna.

            • Ochodzki Ryszard

              Ja rozumiem, że masz taką licentia poetica w opisywaniu świata i jego problemów, bo przecież przez grzeczność i szacunek nie mogę zakładać, że jesteś prowokatorem siedzącym przy komputerze gdzieś tam na Rakowieckiej. Chcę móc mysleć, że jesteś tylko wyrazicielem swoich poglądów w ramach wolności słowa i nie nawołujesz do przemocy.

              O.S.Ż.P. to termin wojskowy…

              Dla mnie w tym filmie ważne było to, że młodym Szwedom nie było wszystko jedno i że zaprotestowali a Ty byś chciał od razu tak generalnie, tak na 102… a potem Stefan stałby się czerwonym męczennikiem.

              A tym czasem michnikowszczyznę trzeba grilować w granicach prawa, ośmieszać, wyszydzać, demaskować.

              Izraelczyczy popełnili błąd wieszając Eichmanna. Żywy w więzieniu stanowiłby lepsze memento.

              Tak samo jest ze Stefanem. Zawsze możemy wykrzyczeć Adamowi niewinne: “pozdrowienia dla brata!” i sprowokować go do bluzgów i pokazywać to w tv setki razy. I uczyć Polaków: popatrzecie jakie chamidło! i to był autorytet III RP???

            • 3r3

              Wy tam sobie demaskujcie, wyszydzajcie, ośmieszajcie w granicach prawa jakie Wam Szechter ustalił, a ja w tym czasie sobie coś przechąszę i wytrzepię z czerwonych trochę drobnych – przydadzą mi się jak trzeba będzie Wam znowu płacić za salę, żebyście mieli się gdzie spotkać, bo prywatnej żaden z Was nie ma bo na cóż Wam ziemskie marności.

              Wy tam sobie patriotycznie debatujcie pod gołym niebem, a ja pójdę zorganizować jaką ekspropriację na przeciwniku bo mi z głodu pozdychacie od tego patriotycznego uniesienia bando gołodupców.

            • Medyk Helwecki

              ale jeszcze jedno tak ku uwadze – zauwazcie ze Szechter mial cos do zaoferowania albo Szwedom albo komus, komu Szwedzi sa wdzieczni ze po prostu niedasie nic zrobic.

              To nie moze drugi Swiatlo ale – nikt nie ma interesu robic niczego. A do mikrofonu pierdziec na wiecu to i szympans potrafi. Dobrze to wyrazili gruby z 3r3

            • gruby

              @ochodzkiryszard:disqus napisał:

              “Tak samo jest ze Stefanem. Zawsze możemy wykrzyczeć Adamowi niewinne:
              “pozdrowienia dla brata!” i sprowokować go do bluzgów i pokazywać to w
              tv setki razy. I uczyć Polaków: popatrzecie jakie chamidło! i to był
              autorytet III RP???”

              Uważam to za chamstwo: jeden brat nie jest odpowiedzialny za czyny drugiego, chyba że nim zdalnie sterował. Dwie dorosłe osoby czynią tak jak uważają za słuszne, to jest podstawa osobistej wolności kształtowania własnego losu. Chcesz walnąć w Adasia, to wal w Adasia. Ale dobieranie się do Adasia poprzez Stefana to cios poniżej pasa.

              Całkiem niedawno grupa żołnierzy RP dokonała inwazji na wybrzeże Szwecji. Potem tłumaczyli się, że zabłądzili. Poważne państwa porywają ludzi na których im zależy. Tak uczyniła Turcja z Öcalanem, tak uczyniło USA z Noriegą, tak uczynił Izrael z Eichmannem. Dlaczego więc Formoza nie porwie Stefana ? Szwecja nawet w NATO nie jest, więc co stoi na przeszkodzie szybkiej akcji repatriacji Stefana pod osłoną nocy ? Chyba tylko status RP jako państwa mało poważnego.

            • 3r3

              @disqus_89vD8NXwE0:disqus nie jestem ultrasem odpowiedzialności indywidualnej. Jeśli nie można dopaść winnego i ukarać to można chociaż wróżdy, zemsty dokonać na jego bliższych i dalszych, dom mu spalić, ród wybić, z kronik wymazać. Odpowiedzialność rozszerzona, zbiorowa to jest jakieś wyjście. Branie zakładników to przytomne operowanie emocjami. Gdyby nie ryzyko zemsty zbyt łatwo by dochodziło do konfliktów, to ryzyko nieograniczonej, nieproporcjonalnej odpowiedzi powstrzymuje ludzi przed wszczynaniem nieporozumień.

            • gruby

              “Jeśli nie można dopaść winnego i ukarać to można chociaż wróżdy, zemsty
              dokonać na jego bliższych i dalszych, dom mu spalić, ród wybić, z kronik
              wymazać”

              Jak to nie można dopaść ?
              Kiedy Izraelici wzięli się za mordowanie Palestyńczyków odpowiedzialnych za Monachium to cały t.z.w. rozwinięty świat udawał, że deszcz pada. Co za problem rozpisać za Stefanem list gończy z dopiskiem “żywy lub martwy” i z solidną nagrodą w złocie ? Taką nagrodę odebrać mógłby każdy kto dostarczy Stefana do najbliższego komisariatu Policji Państwowej. Najbliższy komisariat policji względem miejsca zamieszkania Stefana znajduje się w Świnoujściu. I już nie trzeba nawet fatygować Formozy, chociaż przewietrzyć im dupska z dala od koszar od czasu do czasu też nie zaszkodzi. Od tego w końcu są.

              Państwo poważne zachowuje się poważnie. Państwo niepoważne zasłania się tekstami typu “niedasie”.

            • 3r3

              @gruby bo widzisz, ja uważam państwo w ogólności za winne mych krzywd, ale nie mam żadnych policji, armii ani nawet harcerzy. Jestem sam i nikt nie wykona mojej woli. Nie jestem w stanie zniszczyć państwa i zgładzić jego poddanych dających mu zasilanie.

              Mogę najwyżej kopnąć kosz na śmieci i napisać co uważam na ośle.
              Mogę też zakpić z systemu podatkowego i namieszać w systemie kredytowania, rozliczeń podatków i obrotu dokumentami. Tyle potrafię, na tyle mnie stać. Więc tak czynię moją sprawiedliwość jak potrafię, na ile moje ręce sięgają. Krótkie to ręce ale lepszych nie mam.

              Nie jestem członkiem żadnego zbrojnego narodu, żadnej grupy, nawet ród taki lichy bo przetrzebiony (babiniec i dzieci zostały). Taką wróżdę biorę jaką jestem w stanie wykonać.

            • Ochodzki Ryszard

              dobrze choć, żeś łobuz patriota i dokonujesz wróżdy a nie makaronisz wendettą a nie nie ickujesz dintojrą ale zważ że takim jak Ty już Sienkiewicz (Henryk, a nie Bartłomiej) pisał:

              “nieprzyjaciołom wolno brać, ale jeżeli i swoim bierzecie, toście hultaje, nie szlachta”

            • 3r3

              To przestańcie ofermy płacić haracze na czerwone państwo to nikt Wam nie będzie ujmował. Co ja na to mogę że wroga wspieracie?

            • Ochodzki Ryszard

              Ależ to jest walenie w Adasia: gdy kulturalny młody człowiek mówi do niego “pozdrowienia dla brata” a Adaś wyzywa go za to od skurwysynów, to Adaś sam sobie świadectwo wystawia – i o to własnie chodzi.

            • Ochodzki Ryszard

              Sugerujesz, że nasi cichociemni już tam byli u brzegów Szwecji po Stefana i tylko ich zdemaskowanie sprawiło, że zamiast wrócić ze Stefanem, musieli się tłumaczyć głupio zabłądzeniem…. O, to byłoby COŚ

            • gruby

              Nic nie sugeruję. Wzięli i pobłądzili, każdemu może się zdarzyć.

              Ale kiedy patrzę na obsadę najwyższych stanowisk państwowych to nie widzę ani jednego urzędnika z wystarczająco rozwiniętymi jajami który byłby w stanie wydać taki rozkaz. Bo nie oszukujmy się: do tego trzeba mieć po pierwsze jaja a po drugie wolę działania. I bez zaglądania im w rozporek swoje wiem: ani balbina, ani długopis, ani broszka ani ten żałosny minister wojny od helu i bomb termobarycznych nie są zdolni do konkretnych działań w konkretny sposób. Jedyne co potrafią to pierdzieć w mikrofon na wiecach.

              Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy pieprzeniem o wstawaniu z kolan i faktycznym wstawaniem z kolan.

              To nie jest władza, to jakaś popierdółka.

            • 3r3

              Weź pod uwagę, że gdyby jednak ktoś z jajami wydawał rozkazy to spadłyby wyceny nieruchomości w miastach. Byłby wodospad wyprzedaży zanim zrzucono by pierwsze zdecydowane odpowiedzi na taką politykę. Ale to nic nie szkodzi, te miasta są źle zorganizowane i trzeba je jakoś przewietrzyć, po co własnym ogniem jak można cudzym?

            • gruby

              “Byłby wodospad wyprzedaży zanim zrzucono by pierwsze zdecydowane odpowiedzi na taką politykę.”

              Kto miałby taką odpowiedź dostarczyć ? Szwedzkie lotnictwo wojskowe nie jest w stanie obronić własnego nieba przed regularnie odwiedzającymi ich Rosjanami i efektem tego prosi NATO o ochronę. No to pomożemy Szwedom, pod warunkiem że dostarczą w ramach wynagrodzenia Stefana. Ale jakoś nie widzę Waszcza wracającego jednym samolotem ze Sztokholmu z wynagrodzeniem w postaci skutego Stefana.

              W ramach tej krótkiej dyskusji położyłem na tacy trzy gotowe rozwiązania problemu Stefana Szechtera:
              – “wanted dead or alive” plus sowite wynagrodzenie. Takie, żeby nawet narodowa młodzież w Szwecji zaczęła się poważnie nad tym wynagrodzeniem zastanawiać,

              – wycieczka naszych silnorękich i sprowadzenie go nocną akcją,
              – przehandlowanie Stefana Sz. w zamian za jakąś formę obrony przestrzeni powietrznej Szwecji przed niedźwiedziem. No ale do tego to trzeba mieć działającą dyplomację, a nie tego tam … ech, nawet kląć się nie chce …

            • 3r3

              Może się po sztandar jednostki z okresu Potopu wybierali. Szwedom by wypadało spuścić kilka pał na nery i pozabierać im z muzeów ukradzione graty, a do tego jeszcze obłożyć kontrybucją.

    • dfgsds

      “Klasyczna usługa ma to do siebie, że możesz z niej skorzystać albo i nie. Idziesz do rzeźnika i kupujesz przyprawiony stek, który jest produktem (kawał mięsa) kombinowanym z usługami (cielaka kupić+cielaka odchować+cielaka zarżnąć+cielaka zbadać+cielaka poporcjować+mięso przyprawić+mięso zapakować+na wystawę do lodówki włożyć+podroby psom rzucić). Jak Ci się nie podoba utrzymywanie całego łańcuszka usługodawców stojących pomiędzy bykiem, krową i w następnej generacji stekiem cielęcym na Twoim grillu, to rezygnujesz z ich usług kupując i ogradzając pastwisko oraz przechwytując cały łańcuch produkcji, od roli alfonsa bydła poczynając na roli kucharza kończąc.”

      hahahahah dobre. Juz od tego jest monopol podatkowy abys nie mogl sobie po kosztach wytworzyc tylko abys MUSIAL kupic. O to toczy sie gra.

      Co za wiara…. jak w ogole mozna tak myslec, to juz nawet nie potrzeba stycznosciz firma tylko z zyciem 🙂 Prosze wyjsc sprzed ektanu monitora 🙂

      • gruby

        “hahahahah dobre. Juz od tego jest monopol podatkowy abys nie mogl sobie
        po kosztach wytworzyc tylko abys MUSIAL kupic. O to toczy sie gra.”

        Monopol podatkowy zapewnia środki na błędne alokacje oraz utrzymywanie aparatu przemocy po to, aby władza miała możliwość manifestacji siły względem poddanych. Podatek idzie na utrzymanie hierarchii a utrzymanie hierarchii możliwe jest tylko przemocą. W efekcie odmowa zapłaty podatku jest walką o niepodległość. Podatek to kontrola.

      • bdgr

        Prosiak bez kolczyka tak samo rośnie i smakuje jak ten zakolczykowany. Tak słyszałem w każdym razie. Teraz przynajmniej nie ma czapy za ubój na własną rękę. Nawet jeśli wprowadzą to jakoś pradziadek dożył do bycia pradziadkiem.