Targ niewolników

Społeczeństwo jakościowo jest podzielone na sort lepszy i gorszy. Każdy z tych sortów dzieli się na następne podgrupy jakościowe. To bezbłędnie raczył rozrysować w swoich wpisach @3r3. Jasne jest też to, że kwestia jakości jednostki, choć może mieć wpływ, to jednak absolutnie nie determinuje jej stopy życiowej. Występuje tu bowiem zbyt wiele zmiennych. Cechą wspólną sortów społecznych ujętych w tym podziale jest przebywanie w jednej czasoprzestrzeni, podleganie tym samym bodźcom systemowym oraz posiadanie własnej piramidy Maslowa. Różnic jest znacznie więcej, jednak bardzo istotną jest podatność i odporność jednostki na bodźce systemowe, a co ważniejsze, umiejętność określenia w czasie rzeczywistym, którym stresorom należy ulegać, a którym się przeciwstawiać. Brak tych umiejętności skutkuje ograniczeniem, a brak rozłożony w czasie – utratą szansy wydostania się z sortu gorszej jakości. Jakkolwiek kontrowersyjne wydawać może się ostatnie zdanie, to jednak pozostanę przy nim broniąc się stwierdzeniem jakoby „byt kształtował świadomość”. Akurat dla tej tezy brakuje mi kontrargumentów.

Obiecałem rozwinąć wyświechtane stwierdzenie „nie potrafię się sprzedać” w oparciu o znanych mi ludzi, którzy do tej pory nie rozróżniają stresorów, a komenda „kotwica w dół” wykonana została wraz z przyjęciem składanym przez system obietnic gwarantowanego sukcesu, przepustką do którego miało być samo posiadanie wyższego wykształcenia. Kotwica na dnie, a czas płynie…

Jasnym jest, że podział nie zaniknie. Jasnym jest, że czytelnicy nie mają interesu w tym aby zanikał. Wpis ten ma za zadanie – na podstawie odniesienia do gorszej jakości – unaocznić i wskazać drogę do dalszej wspinaczki ku lepszym podgrupom lepszego sortu.
Na potrzeby tego wpisu zakładam, że czytelnicy są co najmniej szczebel wyżej. Są ludźmi z aspiracjami do samostanowienia. Są ludźmi myślącymi, co czyni ich pretendującymi do lepszego sortu, bądź jego uczestnikami. Pozbyli się już, bądź nigdy nie byli skalani niewolniczą mentalnością, niezależnie od aktualnego stanu posiadania, który jak powszechnie wiadomo, bywa zmienny. Wnioskować to można po lekturze komentarzy pod wpisami @Naczelnika jak i większości dyskusji na forum.

TOWAR NA TARGU

Żeby targ mógł się odbyć, muszą istnieć w tym przypadku… Trzy strony transakcji: przedmiot sprzedaży, sprzedający i kupujący. Sprzedający ma tym większe szanse uzysku, im atrakcyjniejszym w oczach nabywcy okaże się przedmiot. To oczywisty mechanizm, jednak często nie wiedzą o jego działaniu niewolnicy (przedmioty sprzedaży), a co dziwne, zapominają o nim handlarze. Zdarza się paradoksalnie, że i kupujący traci z oczu tę oczywistość. Z różnych powodów, albowiem handel to gra. Jednak grają w nią już tylko dwie strony. Sprzedający i kupujący.

Ooo, Wariat! Kopę lat, człowieku! Co u Ciebie, aha, tak…a masz może dołożyć piątaka? Wiesz, grubo było…ale jakie ognicho…co? Nie? Idź pobiegać synu nierządnicy.                                                                                                                                                                                                                                      Kłamczuch, przedsiębiorca, lat 41, postać autentyczna

Kłamczucha poznałem będąc jeszcze nieletnim. Był człowiekiem bez kompleksów, ciekawym świata, z trudnym startem w życiu. Posiadał nadzwyczajną umiejętność sprzedaży. Sprzedawał usługi remontowe, które wspólnie świadczyliśmy nieokolicznej ludności z nienadzwyczajną jakością. Nie byliśmy najtańsi, nie byliśmy najlepsi, ale na skutek wrodzonej zdolności kłamania w „żywe oczy” potrafiliśmy zrobić wszystko. Z czasem Kłamczuch znalazł sobie lepszego nosifarba, potem kolejnego i następnego. Powstała z tego firma. Z racji nabytych umiejętności na ludności nieokolicznej, Kłamczuch rozpoczął działalność w swoim mateczniku, na wielkim osiedlu z wielkim mnóstwem wymagających remontów mieszkań w blokach z wielkiej płyty. Trafił w dobry okres, podpisał umowę ze spółdzielnią na wykonywanie remontów części wspólnych budynków mieszkaniowych. Nie był gotowy na ten sukces. Kłamczuch okazał się mieć mentalność niewolnika. Brakowało mu pana, bata na plecach a przede wszystkim determinacji. Dziś nie jest już ciekawy świata. Jego świat skurczył się do małego trójkąta. Wyłudzenie, alkohol, sen. Kłamczuch już się nie obudzi.
Z przypadku Kłamczucha, warto zapamiętać jedno słowo: determinacja. Wrócimy do tego.

Nie wiem, człowieku, jest taki ścisk, że naprawdę trudno się załapać. Nie wiem, nie potrafię się chyba dobrze sprzedać.                                                                                                             Ujot, lat 34, absolwent politechniki, kierunek automatyka – robotyka, postać autentyczna.

Znam Ujota. Jedno osiedle, jedna rzeczywistość. Ojciec pracował w dotowanym państwowym zakładzie. Fach w łapie, elektromonter pełną gębą, żadnej pracy się nie bał. Jeździł na instalacje po całych demoludach. Ujota świadomie odsunął od śrubokrętów, młotków, łopat i innych niebezpiecznych narzędzi. Ujot miał być kimś. Kimś przed kim elektromonter nie tylko musiał się kłaniać, ale nawet hełm zdejmować. Ujot nasłuchał się, że nie wolno mu łopaty dotykać ani żadnych narzędzi, bo te się do łap kleją i już nie odpadają do końca dni na tym łez padole, tak jak i jego ojcu do usranej śmierci nie odpadną. Nasłuchał się, że w białym kasku chodzić, to jak w czepku się urodzić, a że czasy się zmieniają, to może by tak wyjść im na przeciw… I tak zamiast na UJ, Ujot wylądował na automatyce – robotyce. Ujot studiował w trybie dziennym, pokładane były w nim olbrzymie nadzieje, że wyrwie ród z drelichów chłoporobotniczych. Nie wyrwał, za to przez ciągłą wizualizację świetlanej przyszłości oderwał się, jak wielu, od rzeczywistości.
Do dzisiaj oczekuje przyjścia pana handlarza, który postawi go na stołku i zaprosi innego do sprawdzenia stanu uzębienia, kondycji ogólnej i świadectw koszerności jakie on, jako przedmiot, posiada. Do dzisiaj jest przekonany, że dobrze zrobił nie dając się sprzedać marnemu handlarzynie, do którego stołka podchodzili niegodni, najsłabsi z branży.

Z przypadku Ujota, warto zapamiętać jedno słowo: dystans. Wrócimy do tego.

Wiesz co, co z tego że mam studia, wiedzę, umiejętności… Widzisz, nie potrafię się sprzedać. Ty to masz, ja nie. Rosyjskiego zaczynam się uczyć od marca. Może jakiś pracodawca to doceni                                                                                                           Rafał, lat 36, Chemik, Inżynier Jakości przy małej produkcji odpadowej w cieniu elektrowni.

Rafał jako kontra dla Ujota to człowiek orkiestra. Potrafi między innymi wszystko to, na czym Kłamczuch zbudował swoją pierwszą i ostatnią firmę. Od małego oswajany z narzędziami i umiejętnością ich użycia. Da sobie radę w każdej sytuacji z wyjątkiem określenia i zdobycia ilości środków dających mu pozorny spokój wewnętrzny. Warto zapamiętać: waluta na targu.

Dobra, dobra. Jak nam obetną barbórka, to pojadymy na Warszawa. Dawno my opon nie palyly                                                                                                                                                                 Tomek, lat 36, absolwent szkoły zawodowej, operator przenośnika taśmowego na jednej z kopalni

To dla kontry. Człowiek szczęśliwy, spełniony, bytujący w swoim trójkącie: praca , jedzenie, spanie. Warto zapamiętać jeden przymiotnik: umiar.

Człowieku, taki nam plan na ten miesiąc wykręcili że sobie palcem trafić nie mogę, a te gamonie mi raportują, że dziennie po cztery sklepy objeżdża, bo remonty na drogach…Nie wiem, nie ma szans                                                                                                          Marcin, lat 41 – dyrektor oddziału dużej firmy, branża spożywcza   

Warto zapamiętać: w pogoni za cudzymi marzeniami.

SPRZEDAWCY NA TARGU NIEWOLNIKÓW

Gdyby przedmiotem sprzedaży mieli być tylko ludzie, to w zasadzie wpis ten można by kończyć już teraz. Jednak na targu oferowanych jest jeszcze wiele ciekawych dóbr. Można sprzedać dłuższy bat, mocniejszy łańcuch, klatki do przewozu, systemy nawadniania i żywienia siły roboczej, cięższy pług czy nowe numeratory do wypalania stosownych oznaczeń w żywym mięsie. Proszę rozszerzyć więc perspektywę.

W swoich wpisach @Gospodarz świadomie pomija aspekt handlu. Gdzieś stwierdził że nie warto, bo wszystko na ten temat zostało już powiedziane i napisane, a wszelkie nowości i tak pojawią się w literaturze i portalach handlowi przypisanych. Nie zgodzę się. Wiedza o handlu jest ściśle reglamentowana, niewiele o prawdziwym handlu mówi się głośno.
Handel to esencja biznesu, esencja jego praktyczności. To w założeniu zysk i strata. Z założenia nacechowany jest ujemnie, zakłada maksymalne wykorzystanie jednej ze stron. W handlu nie ma sytuacji „win – win”. Raz jeszcze: nie ma sytuacji „win – win”. Należy o tym pamiętać i starać się stawać po wygranej stronie. A wygrywa zawsze tylko sprzedający. Kwestią umowną (zmienną) jest tylko nabywana/zbywana wartość. W uproszczeniu sprzedający jest sprzedającym tylko wtedy, gdy sprzedaje z zyskiem. Kiedy realizuje stratę, automatycznie traci status sprzedawcy. Staje się kupującym. Kupuje środek płatniczy po niekorzystnym dla niego kursie od sprzedawcy tego środka. To bardzo prosta i ważna zależność, którą wielu traktuje jako puste odwracanie interpretacji. Niestety, wynikiem takiego podejścia jest wszechobecny konsumpcjonizm, a populacja gorszego sortu nie potrafi się sprzedać. Bo trudno zrobić coś, o czym nie ma się pojęcia.

Jak się okazuje, sprzedać można wszystko. Dosłownie. Są sprzedaże banalnie proste, nie raz na przyzwoitym zysku, są też sprzedaże o wyższym i bardzo wysokim stopniu złożenia, w których z zewnątrz ciężko ocenić kto rzeczywiście był głównym sprzedającym. Jeszcze trudniej nie pomylić sprzedającego z kupującym, nie znając głównego przedmiotu transakcji, a najzabawniej robi się kiedy takowy nie istnieje w ogóle. Gdzieś po środku tej stawki figuruje handel, którym parają się handlarze z rynku niewolników. To poziom handlu, którego koniecznie trzeba doświadczyć, daje on bowiem niezbędną wiedzę i doświadczenie umożliwiające pojęcie faktu, że sprzedający niewolnika jest sprzedającym tylko w niewolniczych oczach, w oczach kupującego zaś, jest zwykłym realizatorem straty w wyniku przeprowadzonej transakcji. Kupującym środek płatniczy po niekorzystnym kursie (Wspominałem o walucie na rynku, w przytoczonej osobie chemika). Dawniej wszystko było prostsze. Na sprzedających mówiło się kupiec i nie było całego tego bałaganu znaczeń.
Jak wspominałem na początku tekstu, lepszy sort dzieli się na swoje podgrupy. Najniższą z nich – trzymając się obrazu targu niewolników – jest więc handlarz. Jakie cechy go charakteryzują? Na pewno te, które odróżniają go od niewolników.

Determinacja

To ważna cecha. Zaraz po wykiełkowaniu idei jest potrzebna do jej rozwoju. To determinacja daje szansę na powodzenie planów. W sytuacji gdy pojawiają się problemy w realizacji naszych celów jak i w sytuacji jeszcze bardziej niebezpiecznej, gdy wszystko idzie zgodnie z planem (przykład Kłamczucha). To determinacja nie pozwala poprzestać w połowie drogi do celu, kiedy już jest całkiem wygodnie, kiedy jest już jakieś chude mleko. Z determinacją trzeba jednak ostrożnie się obchodzić, bo gdy jesteśmy zdeterminowani na cel błędnie określony, doprowadzimy się do zguby w sposób, którym będą ilustrować przypadki jak nie prowadzić biznesu. Ot, taki pan Zabłocki, który na mydle…nie wyszedł. Nawiasem mówiąc, warto poznać historie pana Zabłockiego, a nie powtarzać bez zastanowienia porzekadła ludowe.

Dystans

W pomocy w ukierunkowaniu i sprawdzaniu kursu realizowanego w amoku determinacji, nieoceniony jest dystans. Należy go zachowywać zwłaszcza do swojej osoby i własnych działań i przekonań. W przypadku występowania z tym problemów, zapytać o chłodne spojrzenie na sprawy zaufanej osoby, ale trzymać dystans do jej zdania i polegać na swoich osądach. Dystans do rzeczywistości z kolei pozwala w porę dostrzegać i reagować na zmiany w otaczającej czasoprzestrzeni.

Umiar

W handlu potrzebny jest umiar. Jak wspominałem, tu nie ma sytuacji „win – win”. Zawsze jest zysk i strata. W pogoni za wysokim zyskiem, łatwo przyczynić się do śmierci strony, z której zysk czerpiemy, w wyniku nieudźwignięcia przez nią straty. Dlatego w handlu relacje buduje się długofalowo. Kupujący od nas stratę musi mieć czas na zasypanie jej zyskiem powstałym w wyniku sprzedaży nabytej od nas straty, w produkcie przetworzonym, którego nabyta strata jest składnikiem. Umiar potrzebny jest również w umiejętnym doborze transakcji, ilości transakcji możliwych do przeprowadzenia, ich jakości oraz bezpieczeństwa. Wreszcie umiar potrzebny jest do zauważenia piękna tego świata i zdolności realizowania straty do tego potrzebnej, z umiarem oczywiście, co już ociera się o balans, ale to nie w tym wpisie.

W pogoni za cudzymi marzeniami

Jako że handlarza sklasyfikowałem jako najniższy podzbiór lepszego sortu, musi on różnić się czymś co czyni go gorszym wśród lepszych. Tym czymś jest między innymi brak celu – stąd niebezpieczeństwo ślepej determinacji, wynikającej z braku zachowania dystansu, oraz konieczność umiarkowania. Te cechy pozwalają wyjść z sortu gorszego, ale hamują w dalszym awansie, bliżej prawdziwych sprzedających, których marzenia handlarz realizuje. Prawdziwi sprzedający determinację przekuwają w bezwzględność, dystans – w punkt odniesienia, stając się nim dla siebie i innych, umiarkowanie zaś w balans. Ich cel jest celem wyższej wagi, bo oni sami…wiedzą więcej. Wszak byt kształtuje świadomość.

Dużo sprzedaży w Nowym Roku!