Targ niewolników

Społeczeństwo jakościowo jest podzielone na sort lepszy i gorszy. Każdy z tych sortów dzieli się na następne podgrupy jakościowe. To bezbłędnie raczył rozrysować w swoich wpisach @3r3. Jasne jest też to, że kwestia jakości jednostki, choć może mieć wpływ, to jednak absolutnie nie determinuje jej stopy życiowej. Występuje tu bowiem zbyt wiele zmiennych. Cechą wspólną sortów społecznych ujętych w tym podziale jest przebywanie w jednej czasoprzestrzeni, podleganie tym samym bodźcom systemowym oraz posiadanie własnej piramidy Maslowa. Różnic jest znacznie więcej, jednak bardzo istotną jest podatność i odporność jednostki na bodźce systemowe, a co ważniejsze, umiejętność określenia w czasie rzeczywistym, którym stresorom należy ulegać, a którym się przeciwstawiać. Brak tych umiejętności skutkuje ograniczeniem, a brak rozłożony w czasie – utratą szansy wydostania się z sortu gorszej jakości. Jakkolwiek kontrowersyjne wydawać może się ostatnie zdanie, to jednak pozostanę przy nim broniąc się stwierdzeniem jakoby „byt kształtował świadomość”. Akurat dla tej tezy brakuje mi kontrargumentów.

Obiecałem rozwinąć wyświechtane stwierdzenie „nie potrafię się sprzedać” w oparciu o znanych mi ludzi, którzy do tej pory nie rozróżniają stresorów, a komenda „kotwica w dół” wykonana została wraz z przyjęciem składanym przez system obietnic gwarantowanego sukcesu, przepustką do którego miało być samo posiadanie wyższego wykształcenia. Kotwica na dnie, a czas płynie…

Jasnym jest, że podział nie zaniknie. Jasnym jest, że czytelnicy nie mają interesu w tym aby zanikał. Wpis ten ma za zadanie – na podstawie odniesienia do gorszej jakości – unaocznić i wskazać drogę do dalszej wspinaczki ku lepszym podgrupom lepszego sortu.
Na potrzeby tego wpisu zakładam, że czytelnicy są co najmniej szczebel wyżej. Są ludźmi z aspiracjami do samostanowienia. Są ludźmi myślącymi, co czyni ich pretendującymi do lepszego sortu, bądź jego uczestnikami. Pozbyli się już, bądź nigdy nie byli skalani niewolniczą mentalnością, niezależnie od aktualnego stanu posiadania, który jak powszechnie wiadomo, bywa zmienny. Wnioskować to można po lekturze komentarzy pod wpisami @Naczelnika jak i większości dyskusji na forum.

TOWAR NA TARGU

Żeby targ mógł się odbyć, muszą istnieć w tym przypadku… Trzy strony transakcji: przedmiot sprzedaży, sprzedający i kupujący. Sprzedający ma tym większe szanse uzysku, im atrakcyjniejszym w oczach nabywcy okaże się przedmiot. To oczywisty mechanizm, jednak często nie wiedzą o jego działaniu niewolnicy (przedmioty sprzedaży), a co dziwne, zapominają o nim handlarze. Zdarza się paradoksalnie, że i kupujący traci z oczu tę oczywistość. Z różnych powodów, albowiem handel to gra. Jednak grają w nią już tylko dwie strony. Sprzedający i kupujący.

Ooo, Wariat! Kopę lat, człowieku! Co u Ciebie, aha, tak…a masz może dołożyć piątaka? Wiesz, grubo było…ale jakie ognicho…co? Nie? Idź pobiegać synu nierządnicy.                                                                                                                                                                                                                                      Kłamczuch, przedsiębiorca, lat 41, postać autentyczna

Kłamczucha poznałem będąc jeszcze nieletnim. Był człowiekiem bez kompleksów, ciekawym świata, z trudnym startem w życiu. Posiadał nadzwyczajną umiejętność sprzedaży. Sprzedawał usługi remontowe, które wspólnie świadczyliśmy nieokolicznej ludności z nienadzwyczajną jakością. Nie byliśmy najtańsi, nie byliśmy najlepsi, ale na skutek wrodzonej zdolności kłamania w „żywe oczy” potrafiliśmy zrobić wszystko. Z czasem Kłamczuch znalazł sobie lepszego nosifarba, potem kolejnego i następnego. Powstała z tego firma. Z racji nabytych umiejętności na ludności nieokolicznej, Kłamczuch rozpoczął działalność w swoim mateczniku, na wielkim osiedlu z wielkim mnóstwem wymagających remontów mieszkań w blokach z wielkiej płyty. Trafił w dobry okres, podpisał umowę ze spółdzielnią na wykonywanie remontów części wspólnych budynków mieszkaniowych. Nie był gotowy na ten sukces. Kłamczuch okazał się mieć mentalność niewolnika. Brakowało mu pana, bata na plecach a przede wszystkim determinacji. Dziś nie jest już ciekawy świata. Jego świat skurczył się do małego trójkąta. Wyłudzenie, alkohol, sen. Kłamczuch już się nie obudzi.
Z przypadku Kłamczucha, warto zapamiętać jedno słowo: determinacja. Wrócimy do tego.

Nie wiem, człowieku, jest taki ścisk, że naprawdę trudno się załapać. Nie wiem, nie potrafię się chyba dobrze sprzedać.                                                                                                             Ujot, lat 34, absolwent politechniki, kierunek automatyka – robotyka, postać autentyczna.

Znam Ujota. Jedno osiedle, jedna rzeczywistość. Ojciec pracował w dotowanym państwowym zakładzie. Fach w łapie, elektromonter pełną gębą, żadnej pracy się nie bał. Jeździł na instalacje po całych demoludach. Ujota świadomie odsunął od śrubokrętów, młotków, łopat i innych niebezpiecznych narzędzi. Ujot miał być kimś. Kimś przed kim elektromonter nie tylko musiał się kłaniać, ale nawet hełm zdejmować. Ujot nasłuchał się, że nie wolno mu łopaty dotykać ani żadnych narzędzi, bo te się do łap kleją i już nie odpadają do końca dni na tym łez padole, tak jak i jego ojcu do usranej śmierci nie odpadną. Nasłuchał się, że w białym kasku chodzić, to jak w czepku się urodzić, a że czasy się zmieniają, to może by tak wyjść im na przeciw… I tak zamiast na UJ, Ujot wylądował na automatyce – robotyce. Ujot studiował w trybie dziennym, pokładane były w nim olbrzymie nadzieje, że wyrwie ród z drelichów chłoporobotniczych. Nie wyrwał, za to przez ciągłą wizualizację świetlanej przyszłości oderwał się, jak wielu, od rzeczywistości.
Do dzisiaj oczekuje przyjścia pana handlarza, który postawi go na stołku i zaprosi innego do sprawdzenia stanu uzębienia, kondycji ogólnej i świadectw koszerności jakie on, jako przedmiot, posiada. Do dzisiaj jest przekonany, że dobrze zrobił nie dając się sprzedać marnemu handlarzynie, do którego stołka podchodzili niegodni, najsłabsi z branży.

Z przypadku Ujota, warto zapamiętać jedno słowo: dystans. Wrócimy do tego.

Wiesz co, co z tego że mam studia, wiedzę, umiejętności… Widzisz, nie potrafię się sprzedać. Ty to masz, ja nie. Rosyjskiego zaczynam się uczyć od marca. Może jakiś pracodawca to doceni                                                                                                           Rafał, lat 36, Chemik, Inżynier Jakości przy małej produkcji odpadowej w cieniu elektrowni.

Rafał jako kontra dla Ujota to człowiek orkiestra. Potrafi między innymi wszystko to, na czym Kłamczuch zbudował swoją pierwszą i ostatnią firmę. Od małego oswajany z narzędziami i umiejętnością ich użycia. Da sobie radę w każdej sytuacji z wyjątkiem określenia i zdobycia ilości środków dających mu pozorny spokój wewnętrzny. Warto zapamiętać: waluta na targu.

Dobra, dobra. Jak nam obetną barbórka, to pojadymy na Warszawa. Dawno my opon nie palyly                                                                                                                                                                 Tomek, lat 36, absolwent szkoły zawodowej, operator przenośnika taśmowego na jednej z kopalni

To dla kontry. Człowiek szczęśliwy, spełniony, bytujący w swoim trójkącie: praca , jedzenie, spanie. Warto zapamiętać jeden przymiotnik: umiar.

Człowieku, taki nam plan na ten miesiąc wykręcili że sobie palcem trafić nie mogę, a te gamonie mi raportują, że dziennie po cztery sklepy objeżdża, bo remonty na drogach…Nie wiem, nie ma szans                                                                                                          Marcin, lat 41 – dyrektor oddziału dużej firmy, branża spożywcza   

Warto zapamiętać: w pogoni za cudzymi marzeniami.

SPRZEDAWCY NA TARGU NIEWOLNIKÓW

Gdyby przedmiotem sprzedaży mieli być tylko ludzie, to w zasadzie wpis ten można by kończyć już teraz. Jednak na targu oferowanych jest jeszcze wiele ciekawych dóbr. Można sprzedać dłuższy bat, mocniejszy łańcuch, klatki do przewozu, systemy nawadniania i żywienia siły roboczej, cięższy pług czy nowe numeratory do wypalania stosownych oznaczeń w żywym mięsie. Proszę rozszerzyć więc perspektywę.

W swoich wpisach @Gospodarz świadomie pomija aspekt handlu. Gdzieś stwierdził że nie warto, bo wszystko na ten temat zostało już powiedziane i napisane, a wszelkie nowości i tak pojawią się w literaturze i portalach handlowi przypisanych. Nie zgodzę się. Wiedza o handlu jest ściśle reglamentowana, niewiele o prawdziwym handlu mówi się głośno.
Handel to esencja biznesu, esencja jego praktyczności. To w założeniu zysk i strata. Z założenia nacechowany jest ujemnie, zakłada maksymalne wykorzystanie jednej ze stron. W handlu nie ma sytuacji „win – win”. Raz jeszcze: nie ma sytuacji „win – win”. Należy o tym pamiętać i starać się stawać po wygranej stronie. A wygrywa zawsze tylko sprzedający. Kwestią umowną (zmienną) jest tylko nabywana/zbywana wartość. W uproszczeniu sprzedający jest sprzedającym tylko wtedy, gdy sprzedaje z zyskiem. Kiedy realizuje stratę, automatycznie traci status sprzedawcy. Staje się kupującym. Kupuje środek płatniczy po niekorzystnym dla niego kursie od sprzedawcy tego środka. To bardzo prosta i ważna zależność, którą wielu traktuje jako puste odwracanie interpretacji. Niestety, wynikiem takiego podejścia jest wszechobecny konsumpcjonizm, a populacja gorszego sortu nie potrafi się sprzedać. Bo trudno zrobić coś, o czym nie ma się pojęcia.

Jak się okazuje, sprzedać można wszystko. Dosłownie. Są sprzedaże banalnie proste, nie raz na przyzwoitym zysku, są też sprzedaże o wyższym i bardzo wysokim stopniu złożenia, w których z zewnątrz ciężko ocenić kto rzeczywiście był głównym sprzedającym. Jeszcze trudniej nie pomylić sprzedającego z kupującym, nie znając głównego przedmiotu transakcji, a najzabawniej robi się kiedy takowy nie istnieje w ogóle. Gdzieś po środku tej stawki figuruje handel, którym parają się handlarze z rynku niewolników. To poziom handlu, którego koniecznie trzeba doświadczyć, daje on bowiem niezbędną wiedzę i doświadczenie umożliwiające pojęcie faktu, że sprzedający niewolnika jest sprzedającym tylko w niewolniczych oczach, w oczach kupującego zaś, jest zwykłym realizatorem straty w wyniku przeprowadzonej transakcji. Kupującym środek płatniczy po niekorzystnym kursie (Wspominałem o walucie na rynku, w przytoczonej osobie chemika). Dawniej wszystko było prostsze. Na sprzedających mówiło się kupiec i nie było całego tego bałaganu znaczeń.
Jak wspominałem na początku tekstu, lepszy sort dzieli się na swoje podgrupy. Najniższą z nich – trzymając się obrazu targu niewolników – jest więc handlarz. Jakie cechy go charakteryzują? Na pewno te, które odróżniają go od niewolników.

Determinacja

To ważna cecha. Zaraz po wykiełkowaniu idei jest potrzebna do jej rozwoju. To determinacja daje szansę na powodzenie planów. W sytuacji gdy pojawiają się problemy w realizacji naszych celów jak i w sytuacji jeszcze bardziej niebezpiecznej, gdy wszystko idzie zgodnie z planem (przykład Kłamczucha). To determinacja nie pozwala poprzestać w połowie drogi do celu, kiedy już jest całkiem wygodnie, kiedy jest już jakieś chude mleko. Z determinacją trzeba jednak ostrożnie się obchodzić, bo gdy jesteśmy zdeterminowani na cel błędnie określony, doprowadzimy się do zguby w sposób, którym będą ilustrować przypadki jak nie prowadzić biznesu. Ot, taki pan Zabłocki, który na mydle…nie wyszedł. Nawiasem mówiąc, warto poznać historie pana Zabłockiego, a nie powtarzać bez zastanowienia porzekadła ludowe.

Dystans

W pomocy w ukierunkowaniu i sprawdzaniu kursu realizowanego w amoku determinacji, nieoceniony jest dystans. Należy go zachowywać zwłaszcza do swojej osoby i własnych działań i przekonań. W przypadku występowania z tym problemów, zapytać o chłodne spojrzenie na sprawy zaufanej osoby, ale trzymać dystans do jej zdania i polegać na swoich osądach. Dystans do rzeczywistości z kolei pozwala w porę dostrzegać i reagować na zmiany w otaczającej czasoprzestrzeni.

Umiar

W handlu potrzebny jest umiar. Jak wspominałem, tu nie ma sytuacji „win – win”. Zawsze jest zysk i strata. W pogoni za wysokim zyskiem, łatwo przyczynić się do śmierci strony, z której zysk czerpiemy, w wyniku nieudźwignięcia przez nią straty. Dlatego w handlu relacje buduje się długofalowo. Kupujący od nas stratę musi mieć czas na zasypanie jej zyskiem powstałym w wyniku sprzedaży nabytej od nas straty, w produkcie przetworzonym, którego nabyta strata jest składnikiem. Umiar potrzebny jest również w umiejętnym doborze transakcji, ilości transakcji możliwych do przeprowadzenia, ich jakości oraz bezpieczeństwa. Wreszcie umiar potrzebny jest do zauważenia piękna tego świata i zdolności realizowania straty do tego potrzebnej, z umiarem oczywiście, co już ociera się o balans, ale to nie w tym wpisie.

W pogoni za cudzymi marzeniami

Jako że handlarza sklasyfikowałem jako najniższy podzbiór lepszego sortu, musi on różnić się czymś co czyni go gorszym wśród lepszych. Tym czymś jest między innymi brak celu – stąd niebezpieczeństwo ślepej determinacji, wynikającej z braku zachowania dystansu, oraz konieczność umiarkowania. Te cechy pozwalają wyjść z sortu gorszego, ale hamują w dalszym awansie, bliżej prawdziwych sprzedających, których marzenia handlarz realizuje. Prawdziwi sprzedający determinację przekuwają w bezwzględność, dystans – w punkt odniesienia, stając się nim dla siebie i innych, umiarkowanie zaś w balans. Ich cel jest celem wyższej wagi, bo oni sami…wiedzą więcej. Wszak byt kształtuje świadomość.

Dużo sprzedaży w Nowym Roku!

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • Eltor

    Podoba mi się taka forma przedstawiania doświadczeń. Starym nam to niewiele pomoże, ale do młodych może dotrze i iluś tam otrzeźwi.

  • Mati

    Są różne formy prowadzenie handlu. Handle krótkoterminowy i długoterminowy.
    Krótkotermonowy chyba propagowany przez
    @3r3 i @Wariat. Polega na znaleźć jelenia ogolić towar zwinąć się po mniej więcej 2 ciążach albo
    okresie gwarancji, otworzyć nowy biznes i szukać nowych jeleni . Nie polecam,
    mimo iż zwrot z tego typu przedsięwzięć jest x 2 w porównaniu do
    długoterminowego, to trzeba oglądać się za plecy, i marnować wiele energii n
    stawianie całej fasady od nowa.

    Biznes długoterminowy,
    zwroty są o wiele mniejsze, ale nie zabijamy od razu kury tylko co jakiś
    czas podbieramy jej jajka, nie zabijamy owcy tylko ją strzyżemy. W dłuższym termine daje to zwroty większe niż
    pierwszy model.

    Klient raz nacięty nie wróci – (bo maszyna nie taka , bo za
    słabej mocy itp. jeszcze x 100). Na dodatek poinformuje jeszcze ok. 7 innych,
    że to chłam. Nie wykorzystał tego w produkcji, nie przyniosło mu oczekiwanych
    zwrotów w czasie i jest kwas. Czasami Klienta
    trzeba chronić przed samym sobą żeby sobie krzywdy nie zrobił.

    „…tu nie ma sytuacji „win – win””- VETO !!! Biznes jest wtedy kiedy obie strony są
    zadowolone. Kiedy jedna – jest to typ krótkoterminowy.

    Na droższym ale
    pewnym towarze będzie mniejszy zwrot, ale nie dość że ta niewdzięczna kanalia
    wróci to jeszcze poinformuje innych ok. 3 że to jest dobre.

    Co do dystans , determinacja i umiar – zgoda w 100%

    • gruby

      Ja to widzę tak:

      handel to amortyzator spinający podaż z popytem. Dodatkowo zadanie sprzężenia popytu i podaży może występować zarówno w wymiarze czasu jak również i w geografii.

      Marża handlarza zależy od różnicy pomiędzy oczekiwaniami rynku i produkcją przemysłu wraz z dostępnością usług. Im bardziej się światy “ma” oraz “chce” od siebie oddalają tym więcej może handlarz na ich arbitrażu przytulić.

      Z drugiej strony marża handlarza tak naprawdę jest pochodną jego przewagi informacyjnej: handlarz nie zarabia na tym że drożej sprzedaje niż kupuje, on raczej wykorzystuje wiedzę gdzie, ile, co i kiedy będzie potrzebne. Dlatego handlarze nie cierpią konkurencji – nie z powodu konieczności konkurowania ofertą ile z powodu konieczności konkurowania o dostęp do informacji.

      Oczywiście można uważać że handel jest esencją biznesu szczególnie jak się w handlu siedzi ale generalnie wadą handlarzy jest ich indolencja w kwestii sprzedawanego towaru. Dawno minęły już czasy w których handlarz żyjący z dywanów szkła nie tykał.

      Przyspieszony obieg informacji (internet) oraz te pieprzone kontenery bardzo utrudniły życie handlarzom powodując że aby utrzymać się na powierzchni musieli rozszerzyć portfolio, co z kolei negatywnie odbiło się na jakości ich wiedzy o towarze którym obracają. To z kolei powoduje że klienci wolą kupować bezpośrednio od producentów bo producenci przynajmniej wiedzą co oferują.

      Dawno temu i na początku kariery zastanawiałem się czy nie zostać handlarzem ale sobie odpuściłem: od mieszania herbata nie robi się słodsza a wyrównywanie potencjałów na rynkach to mało zyskowne zajęcie w erze globalizacji. Nie ma czego amortyzować. No chyba że rynki nagle i arbitralną decyzją zostaną rozhuśtane: na ten przykład rozkwit handlu miał miejsce w Iranie po odcięciu go od SWIFTu
      czy w Turcji po sformowaniu ISIS przez amerykanów. Wtedy nagle opłaca się być handlarzem, czego najlepiej dowodzi historia sukcesu Erdogana juniora.

      • Wariat

        I tu w zasadzie nie ma pola do dyskusji – z jednym wyjątkiem:
        @disqus_89vD8NXwE0:disqus
        Oczywiście można uważać że handel jest esencją biznesu szczególnie jak się w handlu siedzi
        – a czy Ty nie siedzisz w handlu? Siedzisz. Cały. Po czubek.
        Nie znam przykładu biznesu, który nie opiera się na handlu. Jeżeli takowy istnieje, to bardzo proszę o przykład.

        “ale generalnie wadą handlarzy jest ich indolencja w kwestii sprzedawanego towaru”
        – pełna zgoda. Na tym właśnie zasadza się możliwość prowadzenia działalności. Na indolencji większości. Szerzej będzie o tym w III części.

        “Dawno temu i na początku kariery zastanawiałem się czy nie zostać handlarzem ale sobie odpuściłem: od mieszania herbata nie robi się słodsza a wyrównywanie potencjałów na rynkach to mało zyskowne zajęcie w erze globalizacji. Nie ma czego amortyzować. ” – i to w zasadzie wystarczy za komentarz. Dobrze wybrałeś.

        • 3r3

          @Wariat
          “Nie znam przykładu biznesu, który nie opiera się na handlu. Jeżeli takowy istnieje, to bardzo proszę o przykład.”

          Urząd Skarbowy ^^
          ZUS ^^
          Państwowa Służba Zdrowia ^^

          • Wariat

            A zastanawiałem się, czy nie dać gwiazdki z dopiskiem nie dotyczy biurwy. 🙂

            • 3r3

              @Wariat – zachowaj czujność – biurwa czyha^^

            • Medyk Helwecki

              Z biurwa się lepiej żyje niż bez niej.

        • gruby

          Wariat napisał:

          “Nie znam przykładu biznesu, który nie opiera się na handlu. Jeżeli takowy istnieje, to bardzo proszę o przykład.”

          1)
          System bankowy. Przymusowe korzystanie z usług systemu bankowego opiera się o:

          – monopol banków centralnych na dostarczanie jedynie słusznej i jedynie legalnej na danym terenie podstawy wyznaczania wartości usług i towarów,
          – zakaz dokonywania transakcji bez udziału banku powyżej pewnego (przeważnie niskiego) limitu,
          – centralne planowanie stóp procentowych, czyli ręczne sterowanie gospodarką.

          W dzisiejszej postaci system bankowy nie musi już czegokolwiek sprzedawać, zapewniać czy dostarczać, on po prostu z mocy ustawy stał się obligatoryjną częścią obrotu gospodarczego.

          2)
          W Polsce dodatkowo dochodzą OFE: prywatne firmy które nie muszą szukać klientów bo ci naganiani im są ustawą.

          Poza tym Istnieje wiele innych przykładów biznesu nieopierającego się o handel lecz operującego formą ustawowo zadekretowanego przymusu:

          – koncesje na autostrady. Państwo w udzielonej koncesji na autostradę zobowiązuje się do nie rozbudowywania dróg które mogłyby stworzyć realną konkurencję takiej prywatnej autostradzie. Czyli klient jest zmuszany do podróży autostradą bo dostęp do usług konkurencji na danym terenie jest sztucznie ograniczany.

          – Gminny monopol na wyznaczanie swoim mieszkańcom firmy wywożącej śmieci,

          … i tak dalej.

          W powyższych przykładach wyszedłem z dość staroświeckiej interpretacji pojęcia “handel” która zakłada dobrowolną umowę minimum dwóch stron zawartą celem wymiany dóbr, usług bądź obiecanek. Bo jeśli jedna ze stron jest do handlu przymuszana to to nie jest handel lecz “wymuszenie rozbójnicze” a na to jest już paragraf.

          • Wariat

            Wszystko to biurwa, odmieniona przez przypadki. Nie godzi się jej kwalifikować do działań przedsiębiorczych. Jeżeli jednak nie możemy się powstrzymać od argumentacji, to owszem, może zostać wykorzystana w przedsiębiorczości.
            Sama z siebie wyrasta za to na handlu/biznesie.
            Każdy z przytoczonych przez Ciebie przykładów ma na celu narzucenie algorytmów działań prowadzących do podjęcia zysku, powstałym ze straty zbiurwionego, umownie rekompensowanej możliwością dalszego działania.

            Dalej nie znam przykładu biznesu, który nie opiera się na handlu.

            • PawelW

              @gruby Alez biurwa to tez handel… sprzedaje sie wpi**ol w zamian za brak “dobrowolnej” wspolpracy z nia ^^

            • gruby

              “Nie godzi się jej kwalifikować do działań przedsiębiorczych.”

              Wkręciłeś emocje w przewód wnioskowania opartego o logikę i powstał galimatias.

              Biurwa czy też szerzej patrząc państwo jest narzędziem które można kupić (właściciele OFE kupili sobie odpowiednią ustawę, pamiętasz skandal z lewną kancelarią wicepremiera Goryszewskiego ?) i za pomocą tego narzędzia operatorzy OFE zapewniają sobie (czy też swojej, stojącej ponad państwem strukturze) stały dopływ przychodów.

              Za pomocą tego narzędzia właściciele OFE uzyskali wymierne zwroty z inwestycji. O ile operatorzy OFE dokonali transakcji z państwem (i przyznaję że w tym przypadku doszło do handlu) o tyle ofiary OFE, o przepraszam, obywatele RP, nie weszły w żadną transakcję z OFE ponieważ nie była ona dobrowolna.

              Ten sposób argumentacji (“niewolny jest niezdolny”) jest od tysiącleci obecny w naszym prawodawstwie: za czyny dzieci odpowiadają ich rodzice, za czyny niewolnika odpowiada jego pan. Za czyny osób ubezwłasnowolnionych odpowiadają ich prawni opiekunowie.

              Handel to przywilej ludzi wolnych. I niestety, zmartwię Cię: Ty też nie jesteś handlarzem.
              Chyba, że nigdy jeszcze nie wypełniłeś żadnej deklaracji celnej ani VATowej. Chyba że nie akceptujesz gotówki a transakcje rozliczasz barterem albo jako zapłatę akceptujesz wyłącznie metale szlachetne ich wartość odmierzając wagą i czystością, chyba że nigdy jeszcze nie tankowałeś na oficjalnej stacji benzynowej zasilającej nie Ciebie w paliwo lecz Rockefellera do spółki z państwem. Chyba że nie masz konta w banku. Chyba że nigdy jeszcze nie zostałeś na granicy zmuszony do użycia książeczki z własnym zdjęciem jako warunku koniecznego jej przekroczenia. Mam wymieniać dalej, niewolniku jeden ?

              I to bynajmniej nie jest obelga w Twoim kierunku: wszyscy jesteśmy niewolnikami.
              Tyle że ja moje niewolnictwo widzę.

            • 3r3

              @gruby – udziałowcy poliarchii dokonali odsprzedaży dywidendy z ludności niekontestującej.

              “I to bynajmniej nie jest obelga w Twoim kierunku: wszyscy jesteśmy niewolnikami.
              Tyle że ja moje niewolnictwo widzę.”

              A ja nawet kontestuję właśnie w deklaracjach celnych i vat, oraz wysługując się innymi (junior partnerami i lemingami) w obsłudze moich interesów.

            • Wariat

              Rzeczywistość jaka jest, każdy widzi. Sytuację można porównać do siadania na stołku w luźnych gatkach. Albo sobie jajko przysiądziesz, albo nie. Scenariusze:
              – nie przysiadłeś – nic się nie dzieje, nie ma tematu
              – przysiadłeś i boli – wstajesz, poprawiasz wora i siadasz raz jeszcze
              – przysiadłeś i boli – przyzwyczajasz się do niewygody i starasz się nie ruszać żeby nie wzmagać cierpienia
              Temat handlu i wolności jest głęboki, dlatego zawężam, bo inaczej “Wkręciłeś emocje w przewód wnioskowania oparty o logikę i powstał galimatias.” i robi się przepis na świetne bicie piany. A tu każdy spragniony…wolności i śmietany.
              O wolności, “wolności” oraz śmietanie i “śmietanie” też jest w cz.III i podejrzewam że punkt widzenia będziemy mieli zbliżony.

            • Eltor

              Trochę rubaszności piątkowej sobie pozwolę dodać, ale nie mogę przejść obojętnie. 🙂
              “Sytuację można porównać do siadania na stołku w luźnych gatkach. Albo sobie jajko przysiądziesz, albo nie.”
              Nie wiedząc czy współczuć, czy gratulować, niniejszym składam gratulacje. ^^

    • 3r3

      @Mati – być może w Twoim świecie jeszcze istnieją długoterminowi klienci, w moim korpo odbierające ode mnie usługi i tak wymienia co dwa najpóźniej trzy lata ludzi na stanowiskach, więc z nikim nie nawiążę stałych relacji bo tych ludzi tam po prostu już nie ma. Do tego korpo ma takich młodych gnojków od wyszukiwania nowych jeleni-dostawców i cisną ceny “bo gdzie indziej jest taniej”. Moja i @wariata reakcja jest taka, że też ich traktujemy jak jeleni. Oni strzelają – my odpowiadamy ogniem.

      W korpo nie ma żadnego później, nie ma żadnego informowania innych klientów bo oni tam mają pamięć złotej rybki resetowaniem ludzi na stanowiskach, nikomu tam na niczym nie zależy, a najlepszym co można zrobić to przekupić odpowiedzialnego za zakup Twoich usług, żeby kupował je drogo i brał z tego działę.

      Tych długoterminowych relacji to nie ma z kim utrzymywać w zasilaniu.
      We współpracy to owszem, mam kooperantów po naście lat, ale we własnym gronie to my się nie oszukujemy, my w jednym okopie siedzimy i obdzielamy się prezentami, ale się z tego okopu wspólnie ostrzeliwujemy przed naszymi winowajcami.

      • Mati

        To trzeba było tak od razu. Z korpo 2 razy robiłem interes i jest to o 2 razy za dużo. Reszta jest tak jak mówisz. W swoim kręgu, na swoim poziomie, to my też się kopiemy po kostkach ale na grila i tak idziemy razem.

        • 3r3

          @Mati ja czy @wariat żyjemy w świecie gdzie nie ma innych kupujących niż korpo – dlatego mamy taki bias. Świata o którym piszesz ani nie znamy, ani już nie pamiętamy że w ogóle był, dla nas rynek istnieje w półcyklicznych interwałach i łowach na jelenia.

          Jesteś @Mati jednorożcem z zaczarowanego lasu – mitycznym handlowcem, który ma dostęp do mitycznej struktury – myśmy czegoś takiego nie mieli okazji doświadczyć. My tylko zgadujemy że wiemy o czym Ty do nas piszesz. O jakiś trwałych relacjach… na naszym rynku nie ma czegoś takiego – zdechło bardzo dawno temu. Jesteś najstarszym góralem co jeszcze takie rzeczy pamięta.

          • PawelW

            Firma gdzie ja działam ma takie długotrwałe związki z dostawcami (nieraz i 30-40 letnie). Ale to powodowane jest tym, że zmiany w dostawcach prawie zawsze odbijają się na jakości a tym samym automatycznie klienci mają problemy w swoich instalacjach (transformatorach wysokonapięciowych). A jak się ma reputację lidera na rynku, to sobie nie można pozwolić na odwalanie fuszerki… no i firma jest mimo wszystko jeszcze rodzinna i ma 150lat tradycji (choć już urosła do 3000 człowieka)…. ale ten rynek taki jest, że tu kupują nawet nie korpo ale organizmy państwowe, więc i inne trochę są reguły gry.

            • Wariat

              @PawelWesolowski:disqus
              “A jak się ma reputację lidera na rynku, to sobie nie można pozwolić na odwalanie fuszerki…”
              Z całym szacunkiem. Rozśmieszyłeś mnie.
              Powiedz to tym z Czarnobyla. Jeśli nacja nie ta, to tym z Fukushimy. Ale jeśli to ciągle nie ten kaliber, to zerknij na linka z forum:
              http://money.cnn.com/2017/10/16/news/companies/kobe-steel-scandal-what-we-know/index.html
              Taki, “lokalny” lider.

            • PawelW

              Cieszę się, że Ci humor poprawiłem. ^^ Znane mi są te wszystkie przypadki.
              Problem tej firmy gdzie jestem przy kłamaniu polegałby na tym, że jak się buduje taki transformator wysokonapięciowy za parę milionów u naszych klientów, to on przechodzi szereg DROGICH testów obciążeniowych… i jak by coś nie hulało w dostarczanych przez nas produktach, to to od razu wyjdzie => a to kosztuje. Taki mamy klimat.

              Swego czasu jeden dostawca zmienił lekko skład chemiczny żywicy, którą stosujemy w dalszej produkcji… właściwości izolacyjne produktów się poszły j..ć, Geschäftsführer został w nagrodę zdjęty a w ramach projektu odzyskiwania jakości poszło w piach parę milionów €… wiesz ile za to by było ośmiorniczek, pięknych pań, zakąszania i picia? ^^

              No a że firma kasuje 3-4 razy więcej niż konkurencja za praktycznie takie same produkty (kopie produkują chińczycy, hindusi i jeszcze diabeł kto wie) to wiesz, coś jednak musi skłaniać klientów żeby to tu przelewy wysyłali a nie do konkurencji…
              Tak jak pisałem, ta firma to taki dinozaur w swojej klasie. Nie spotkałem żadnej podobnej.

              Dlatego piszę, że to złota klatka… jest zajefajnie, ma się sytuację jak niemiecki urzędnik a zarabia sporo ponad to co rynek płaci.

            • Wariat

              Wszystko jest jasne i oczywiste, zwłaszcza przytoczona historia o odwaleniu fuszery w wyniku której z talerza spadło parę milionów ośmiornic. I spadnie nie raz jeszcze.
              A pewność absolutnej kontroli procesu utwierdza mnie w tym przekonaniu dodatkowo. NIe zrozum mnie źle, to nie uszczypliwość. Po prostu dinozaury wyginęły. W złotą klatkę też może przypieprzyć niespodzianka z nieba. Gdzie tam może. Przypieprzy. To biznes jak każdy inny, z najsłabszym a jednocześnie najmocniejszym czynnikiem sprawczym – czynnikiem ludzkim.

            • PawelW

              Waści, ale ja to wszystko wiem 😉 . Dlatego póki jeszcze jest dobrze zamierzam się krok po kroku wyzwolić, jak się uda to na koszt firmy. Ale póki co trzymam ryjek w śmietanie nie za bardzo się przemęczając.

            • Wariat

              Teraz to ja już Wam nawet nie zazdroszczę. Teraz to się chyba wychłostać pójdę. Politolog zasrany…do tego o specjalności europejskiej…

            • PawelW

              Że Waści co? Ja jestem może jakaś tam odchylona sigma, ale nie aż tak bardzo odchylona, żeby takie żarty w locie łapać…^^
              Edit: a już wiem… spoko 🙂

            • 3r3

              @Wariat znaczy Ty jesteś po europeistyce? Bo @korposzczur co tutaj publikuje też.

            • Wariat

              No niestety, jakoś tak parszywie wyszło. Ale są gorsi ^^

    • Wariat

      Mati „…tu nie ma sytuacji „win – win””- VETO !!! Biznes jest wtedy kiedy obie strony są

      zadowolone. Kiedy jedna – jest to typ krótkoterminowy.

      Zupełnie nie w tą stronę. Brak sytuacji win – win nie wyklucza zadowolenia obydwu stron.
      Biznes nie ma nic wspólnego z zadowalaniem drugiej strony. Mylisz pojęcia, raczej wskazujesz na filantropię. Biznes to odnajdywanie, kreowanie i zaspokajanie potrzeb drugiej strony, z czego zaspakajający czerpie zysk. Zysk czerpie z niewiedzy, braku możliwości bądź nieporadności zaspakajanego, przez co zaspokojony w ujęciu dosłownym ubożeje. Oczywiście w dłuższym terminie poniesiona strata powinna zostać zrekompensowana na skutek dalszego procesu, w którym kupujący staje się sprzedającym. Ale nie ma to nic wspólnego z sytuacją win – win na pierwszym etapie transakcji. Chyba że mamy do czynienia z filantropem, ale wtedy mówimy o darowiźnie. Ostatnia możliwość to realizowanie straty przez sprzedającego, co skutkuje zamianą pozycji, gdzie w ujęciu dosłownym dalej nie można mówić o win – win.

  • Pingback: Targ niewolników III – Zarobmy.se – Portal Biznesu Praktycznego()