Tworzenie iluzji proxy

Topologia rzeczywista

Sieć społeczna opisuje pewną topologię, bardzo szczególną. Opina ona kształt zasilania. I żaden inny. Istnieją depozyty, na których siedzą grupy najlepiej zorganizowane, dysponujące dyscypliną, hierarchią i aparatem przemocy, czego utrzymanie wiele kosztuje. Zawsze wydobyciem, kopalinami, surowcem naturalnym zajmuje się wojsko. Zawsze – nie ma wyjątków. Zawsze ta grupa tworzy wywiad wojskowy i odwrotnie – wywiad wojskowy zawsze przejmuje kopalnie. I w razie jakichś protestów kopalnie pacyfikowane są zbrojnie. PRL, UK, Chile, Chiny – wszędzie zajmuje się tym najcięższy kaliber aparatu przemocy.

Każdy inny system alimentacji, nawet jeśli pod kontrolą ludzi sprytniejszych, bardziej przebiegłych, światłych i inteligentnych, jest mniej dochodowy i wystarczą do jego kontroli tańsze grupy o niższym poziomie zorganizowania.

Każdy inny system alimentacji odwołuje się do tego pierwotnego – do wydobycia. Nawet system transakcyjny korzysta z przemocy administracyjnej finansowanej z pozyskiwania kopalin, ich przetworzenia na energię i produkty, ich rezultatów wysokiej technologii.

ZAWSZE najmocniejszym czynnikiem wzmacniającym wagę w sieci jest zasilanie. Nie istnieją wyjątki w jakichkolwiek sieciach. Tam gdzie jest zasilanie – tam jest istotna waga. Czy to w sieci w głowie, czy w społeczeństwie.

Przytomnym działaniem przedsiębiorcy jest podpięcie się do systemu alimentacji tak blisko tego koryta, jak się da. Trzeba wpiąć się w tę topologię, w system rurek tak wysoko, żeby korzystać z jak najlepszego, stabilnego i wysokiego zasilania. Albo chociaż od czasu do czasu coś urwać i w spokoju przetrawić.

Istnieje więc syntetyczne środowisko, w ramach którego można dokonywać działań partyzanckich, mających na celu aprowizację zawierającą ekspropriację innych węzłów środowiska (zazwyczaj osób prawnych, instytucji, pomijamy atakowanie indywidualnych osób fizycznych – nastręcza to wielu problemów; atakowanie instytucji jest korzystniejsze i prostsze, a konsekwencje bardziej zrównoważone).

Jak się wpiąć?

Najlepiej jest, oczywiście, być wpinanym w sieć od urodzenia. Wtedy gołąbki same wpadają do gąbki, jeśli odziedziczy się pozycję i utrzyma na miarę swoich talentów. Tyle że ci, co to czytają, to interesują się tym dlatego, że wpięci nie są. Pozostaje nam wytworzyć wszelkie warunki, jakie musi spełniać węzeł występujący w danym miejscu topologii przynajmniej przez taki czas, w jakim będzie popełniać pobór z koryta. A potem jeszcze wypada ujść niewydojonym z punktu poboru.

Aby rozpoznać prawidłowość zajmowanych pozycji w gromadzie, ludzie kontaktują się ze sobą. Wiedzą kto kim jest, czym się zajmuje, kto był jego ojcem, dziadem, skąd ma zasoby i jak mu się wiedzie. Jednak w rozległych społecznościach o wysokiej mobilności grupy takie przekraczają 150 osobników i człowiek tego nie spamięta. A najgorsza ta mobilność. Aby sobie z tym radzić i mieć zdolność przypisywania (delegowania) węzłów do topologii bez kasowania wag i ponownej nauki, wprowadzono symulowanie pewnych (wielu) cech przypisania. Są to pozasieciowe, zewnętrzne substytuty korelacji. Najczęściej w postaci odwołania do zewnętrznego magazynu pamięci i/lub odwołania do tokena zaufania (dokumentu zazwyczaj).

W tej procedurze węzły sieciowe weryfikują sygnały od nas płynące nie w powiązanych z nami i nimi węzłach sieci (ponieważ takich powiązań nie ma) tylko w zewnętrznym, hierarchicznym systemie danych. Co istotne – weryfikuje informację binarną metodą wielowartościową na bazie funkcji przynależności do zbioru.

Uściślenie co to w ogóle znaczy:
Weryfikacja informacji binarnej (jest/nie jest, wolno/nie wolno) następuje w wyniku kontroli pewnych (nie wszystkich) cech dokumentu, jakim posługuje się węzeł (osoba fizyczna bądź prawna), z predefiniowaną, zależną od kompetencji, środków technicznych i istotności sprawy (subiektywnej) liczbą cech charakterystycznych dokumentu. Co nie daje informacji binarnej o stanie „prawdy” na temat dokumentu, a jedynie o zweryfikowaniu pewnych jego cech i deklaracji węzła.

Już samo przyłożenie weryfikacji przynależności do zbioru w kontekście binarnym dla każdego przytomnego jest o kant kuli do rozbicia. Ale tak jest skonstruowane obejście w systemach hybrydowych do zewnętrznego magazynu danych i tokena. No tak po prostu jest. A skoro tak jest, to rozsądnym jest zainteresowanie się tematem dokumentów, wedle jakich system podejmuje na własny użytek decyzję binarną o naszym prawidłowym przypisaniu do topologii sieci, co rzutuje na dostęp do alimentacji, lub na zignorowanie naszego istnienia w ramach kontroli przepływów i zabierania alimentacji od nas (podatki).

Interesuje nas więc eksploit, który polega na podjęciu zabiegów mających na celu wytworzenie w świadomości celu nieprawdziwego obrazu rzeczywistości. Błąd może przejawiać się w postaci urojenia nieistniejącego faktu lub nieświadomości prawdziwego stanu rzeczy. Co jest parafrazą cytatu.

W praktyce sprawimy, aby ludzie wierzyli w to, co nie będzie nam przeszkadzało. Najlepiej niech sami sobie wymyślą co im pasuje.

Naszym celem jest więc jurysprudencja wzbudzania urojeń w innych węzłach sieci. Rozmrażamy dokumentem i przemową, przebudowujemy wizję interesującej nas części świata w głowie mapeta – urzędasa, zamrażamy go z wpojonymi przez nas przekonaniami na temat prawdy na dziś. Potem się biedaka może najwyżej komisja czepiać, a ten będzie szedł w zaparte, że jest ofiarą oszusta. Pisałem o detalach w temacie sekt. Tutaj czyni się podobnie.

Pozostawiamy dookreślanie zbioru na podstawie fałszywych danych.

Przykładem takiej iluzji operacyjnej jest zamordowanie przez BND pana Łukasza Urbana w celu wprowadzenia prowokacyjnego tropu (pierwsze informacje, jakie rozgłaszały faszystowskie gazety w RFN, były takie, że to Polak dokonał ataku – wszak zwłoki pana Łukasza zostawiono w pojeździe). Jeśli ktoś ma złudzenia, że na terenie RFN może sobie ktoś obcy dokonywać zamachów, to twierdzi tym samym, że państwo niemieckie utraciło kontrolę nad własnym terytorium (napadnijmy więc i my – urwijmy nieco sukna, kiedy jest okazja). Nie ma takiej opcji, żeby na terytorium państwa poważnego ktoś sobie dokonywał operacji nieregularnych bez wiedzy, zgody i na rozkaz organów tegoż państwa.
Trzeba się przytomnie zdecydować – albo RFN to już państwo upadłe i można je podzielić – weźmy w tym udział, albo to Niemcy zamordowali naszego w celu dokonania prowokacji. Od mordowania na terytorium Niemiec są Niemcy.
Od zapewnienia bezpieczeństwa przyjezdnym (w tym kierowcom) na terenie Niemiec są również Niemcy.
Należy wyciągnąć wobec Niemców (a nie kogokolwiek innego) konsekwencje i wymóc zbrojną ochronę każdego Polaka na terytorium Niemiec – albo wysłać tam własne siły i zapewnić naszym zbrojne bezpieczeństwo (tym samym rugując Niemców z iluzji suwerenności).
W całej sprawie istotne jest, że na miejsce zdarzenia wykonawcy zabrali zwłoki pana Łukasza. Taki winny w sam raz. Niemcy są problemem, który trzeba rozwiązać. Kto ma wątpliwości, żyje w świecie fantazji o dobrych Niemcach – tacy są tylko na cmentarzach.

Wytworzyć urojenia

Poziom wiarygodności dokumentów interesuje nas w kwestii wytwarzania nieistniejących osób fizycznych na potrzeby ukrycia przepływów i własności. Nie interesuje nas przepychanie spraw u notariuszy i pobieranie kredytów – dokumenty w takiej jakości trudniej uzyskać, ponadto coraz częściej trzeba je coweryfikować w bazach danych. Zbyt wysoki poziom złożoności. W dalszym tekście wyniknie, dlaczego na lewe dokumenty nie opłaca się kraść przesyłek na poczcie.

To, co nas interesuje (1), to zawarcie korzystnej dla stron umowy o handlu pomiędzy spółkami, gdzie zostaniemy wylegitymowani czy jesteśmy tym, za kogo się podajemy. W przypadku dochodzenia jest to urywający się ślad – gdyż osoba reprezentująca spółkę nie istnieje. Nie istnieje tu potrzeba zbyt dogłębnej weryfikacji, gdyż nie istnieje tu ryzyko straty dla strony. Po prostu chcemy ukryć prawdziwego odbiorcę przedmiotów i tym samym skomplikować ewentualne dochodzenie, co zbliża nas do dawności. Ustalanie tożsamości nieistniejącej osoby, na którą powołują się inne osoby jako istniejącą, pożera istotną ilość zasobów w aparacie śledczym.

Potrzebujemy (2) wytworzenia pozorów normalnej działalności osób, których nie ma bądź nie występują w danym miejscu. Ma to najczęściej na celu zupełnie niegroźną zdolność dysponowania majątkiem bez ujawniania tożsamości, prowadzenia działalności gospodarczej bez jakichś fajerwerków, czy wreszcie drobne operacje finansowe. Wszystko z tej listy jest poniżej radaru dla spraw karnych – to po prostu zabezpieczenia paranoików na wypadek – gdyby ktoś chciał ich znaleźć, to można ukryć funkcjonowanie osoby pod zestawem innych osób. To jedna z wariacji proxy.

Potrzebujemy (3) bilokacji na potrzeby wykonywania spraw administracyjnych, sprawowania władzy nad majątkiem, spółkami, a nie wszystko można czynić per procura.

Potrzebujemy (4) awaryjnie przeniknąć granice, najlepiej granicę zewnętrzną EuroGułagu w celu ujścia cało przed komunistami dybiącymi na nasz majątek i życie.

Po pierwsze i najważniejsze – wiele dokumentów można zdobyć we właściwych organach. Tylko czasem urzędactwo się ociąga albo niegrzecznie obsługuje klienta i wtedy warto skorzystać z usług konkurencji. Bo to po prostu biznes.

Dokumenty, które warto zorganizować z przejściem pełnej ścieżki zdrowia, to takie, które weryfikowane są w magazynach pamięci. Zazwyczaj są to silne pozycje, jak w Monopoly „wychodzisz wolny z więzienia”. Zdobycie takich dokumentów może zająć lata i być uciążliwe. Ale czasem warto. Oczywiście wszystkie dokumenty, jakie nam wpadną w ręce, zostawiamy sobie („gubimy”) i wyrabiamy nowe w razie potrzeby. W ten sposób najłatwiej zdobyć wiarygodne duble własnych kwitów z różnymi danymi (na przykład adresem). Mają tę wadę, że mają termin przydatności do spożycia.

Przykładem takiego dokumentu jest paszport, dowód osobisty, prawko, decyzja sądu o stanie rozumności + decyzja sądu o wyznaczeniu opiekuna prawnego.

Wariacją tego jest zdobywanie kolejnych dokumentów w kolejnych jurysdykcjach – dość uciążliwe, ale jak ktoś jest uparty i ma potrzebę, to jest to jakieś rozwiązanie. Czasem gra nie jest warta świeczki, gdy wraz z takim dokumentem podpada się pod dziedziczenie wprost, a nie z dobrodziejstwem. Niektóre jurysdykcje tak mają.

Kolejną opcją jest zakup dokumentów (clubcard) o takiej sobie jakości za całkiem przyzwoicie wykonaną sztukę, która przeleci poza swoją jurysdykcją. Powiedzmy, że ta jakość pada przy weryfikacji przez kogokolwiek, kto ma styczność z dokumentami, ale dla osób niezapoznanych z tematyką wywołują urojenie, że to wszystko jest naprawdę.

Oczywiście jest to normalnie działająca firma, więc tła tych kart są inne niż tych prawdziwych, czasem nawalają z jakością (druk brzeg do brzegu, kolorystyka, jasności). A na dodatek nie wiemy jak ich współpraca „uprzejmie donoszę”. Do zabawy takie dokumenty dobre i do trybu alarmowego (4) wystarczające. Zresztą producent zastrzega, że te karty są dla zabawy. Ale dla zainteresowanych to jakiś wstęp.

Jeśli jednak chcecie dokumentów, jakie nie będą meldowane z góry komu nie trzeba, będą miały poważniejszą jakość i będą miały więcej cech szczególnych, to musicie je sobie zrobić sami. Tak – to zupełnie realne, jeśli znacie się na obróbce albo możecie uzyskać pomoc hobbysty. Zabawki jednak nieco kosztują. Interesuje nas druk na safecard (o specjalnej, niepłaskiej powierzchni). W granicach 2.5kEUR dla cywili (bez podpisywania cyrografów) jest Xid 8300, Fargo HDP5000 czy Magicard Prima 4.

Pewnym kłopotem są hologramy – albo kupuje się stickery, albo kupuje się Zebrę do druku hologramów (trzeba cyrograf podpisać; chyba że Chińczyk) i wydatek jest podobny. Jeśli połączyć taki druk na folii z kształtowanymi kartami (karty zabezpieczone o powierzchniach niepłaskich), to przy osiągalnej dziś jakości można spokojnie podrobić w wysokiej, wiarygodnej i przechodzącej sprawdziany jakości większość istniejących w obrocie dokumentów.

Tylko połączenie tych trzech technologii wymaga wiedzy, umiejętności, praktyki. Bardzo dużo wymaga. Nie należy mieć złudzeń, że sam zakup sprzętu rozwiązuje cokolwiek. Umiejętność dobierania kolorów, zdobycie niewystępujących w oficjalnym obrocie farb specjalnych (fluorescencyjnych), wytworzenie kart plastikowych o wybranych właściwościach, warstwa laminacji to bardzo wiele detali składających się na dokument.

Na początek, przy jakimś minimalnym zestawie wiedzy wystarczy na certyfikaty kamieni czy sztabek.

Kwestia dublowania kart do bankomatów to zupełnie inna, wymagająca organizacji dziedzina, która wymaga stałego pogłębiania wiedzy. Tego tematu w ogóle nie poruszam.

Mniej wymagającymi dokumentami są dyplomy uczelni. Te dość tanio można kupić i jeśli spełnia się wymagania stawiane w dokumentach, to są one jak najbardziej prawdziwe.

Dokumentami trzeba umieć się posługiwać

Trzeba przede wszystkim znać swoje dane, nie mylić ich, nie mieć głupich tików, uśmieszków i się nie denerwować. Nie każdy się do tego nadaje, wymaga to treningu jaki oczywiście zapewniają w Szczytnie (WSP), Legionowie (Wyższa Szkoła Oficerska im. Feliksa Dzierżyńskiego – preferuję nazwę dawną, oddaje naturę tego, co tam „wykładają”), ale tam się pewnie nie pchacie. Ponadto ludzie, których tam uczą różnych przydatnych rzeczy, są na listach proskrypcyjnych – jak się szuka kto umie takie rzeczy robić, to tam wiedzą kogo zapytać.

Większość tych umiejętności sprowadza się do regulowania własnych stanów emocjonalnych. Zbliżone szkolenia przechodzą kadry zarządzające z szerokim stykiem do HR. W skrócie sprowadza się to do takiego opanowania swoich zachowań, aby wejść do sklepu, nie wzbudzić ciekawości, podjąć towar i wyjść wzbudzając urojone przekonanie, że „ta pani przyszła do mnie w tym kożuchu i w nim wychodzi”. Prowadząc takie kombinacje operacyjne w rzeczywistości zagrożenie dekonspiracją i karą jest ważące. A do tego padnie wiele pytań, na które przytomną odpowiedzią jest „brak komentarza” i to tak przez wiele, długich i samotnych miesięcy. Nie każdy ma konsystencję psychiczną, aby sobie w takich warunkach poradzić. Należy mieć to na uwadze.

Jakkolwiek można rozważyć kombinację operacyjną, w rezultacie której doprowadzimy do niszczenia zaufania w ramach pewnego systemu weryfikacji, to w kontekście dotychczasowo wymienionych dokumentów ta koncepcja nas nie interesuje (nie dostrzegam w tym korzyści) – istnieje jednak pewien zakres do którego wrócę – sprawozdawczość.

Wszystko musi być spójne, historia, anegdoty, imiona dzieci, żony, zawartość telefonu, ubiór, pojazd, osoba towarzysząca, nazwy firm, pieczątki, teczka. Wszystko bez wyjątku. To nie jest samo użycie kenkarty w sytuacji awaryjnej, aby uniknąć zatrzymania i wykpić się z łapanki. To pełna, spójna, przyswojona osobowość. To stanie się sobą i nim, bardziej nim niż sobą, właściwie to wyłącznie nim. Tak jak sprzedawca garnków pukając do drzwi głęboko wierzy w sprzedawane garnki.

Oczywiście możliwe jest wytworzenie w celu urojenia, iż prawdziwie twierdzącym o tożsamości jest coś w ogóle nie będące jakimkolwiek dokumentem. Na przykład plastikowa wizytówka. Takie urojenia mają nasi absolwenci oficerowie szkół mundurowych, którzy biorąc udział w wojewódzkich systemach obrony (dla obiektów o krytycznej istotności dla funkcjonowania infrastruktury teleinformatycznej kraju) potrafią dokonać pozytywnej weryfikacji takiego „dokumentu” i dopuścić do infiltracji. O bezpieczeństwo naszych granic i naszej infrastruktury dbają pierwszorzędni fachowcy – nie matura lecz chęć szczera.

Jednakże nie same dokumenty

Dokumenty, jakkolwiek coś stwierdzają, to muszą być używane. O ile przypadek (1,3,4) może być jednorazowy, sporadyczny, nie powtarzany zbyt często, to (2) musi sprawiać pozory życia (inaczej wredni urzędnicy, robiąc co jakiś czas weryfikację pewnych danych, nam skreślą człowieka z listy – a to gorsze niż ban na fejsie).

Należy wykazywać pewne pozory życia, aby podtrzymać wiarygodność dokumentów. Musi dochodzić do zdarzeń administracyjnych, muszą być płacone jakieś rachunki, muszą być jakieś ruchy na koncie. Wtedy postać występująca w dokumentach sprawia wrażenie autentyczności.

Kubeł zimnej wody

Jak już zapewne zauważyliście, na wytwarzanie wyżej wymienionych dokumentów potrzeba pewnych narzędzi (darmo ich nie dają), materiałów, czasu i umiejętności. Tymczasem jeśli wykluczyć działalność z zakresu wyłudzania kredytów (gdzie potrzebujemy współpracy pracownika banku), czyszczeniu kont (gdzie potrzebujemy współpracy pracownika banku), wyłudzaniu zwrotów (gdzie potrzebujemy współpracy pracownika urzędu), fałszowaniu kart kredytowych (gdzie potrzebujemy współpracy akceptanta), to te własnej produkcji dokumenty są generalnie mało przydatne w porównaniu do nakładów na nie.

Właściwie w normalnej działalności są one marginesem dającym zabezpieczenie i wytwarzające potykacz (loose end) na wypadek poważnej obsuwy. Jest to przyczyna, dla której osoby, które mają siły, środki, umiejętności, nie wytwarzają takich dokumentów i nie oferują takich usług, ponieważ jest to niszowy interes. Jeśli ktoś zna się na tym, to zna się też na wielu innych aspektach technologii, na które jest stały, szeroki zbyt. Z tego samego powodu ludzie znający się na obrabiarkach nie dłubią broni na lewiźnie – sztukę czy dwie na własne hobby można zrobić, koszt wytworzenia pistoletu jest poniżej stu dolarów; jednak zbyt na tysiące sztuk, aby z tego mieć na sól do śledzia, nie występuje powszechnie. Są inne, bardziej dochodowe działania, jakie można podjąć.

Ryzyko jest tu zupełnie nieistotne, ponieważ ludzie handlują bronią, niewolnikami, dokumentami i jakoś się kręci. Istotne jest to, że te rynki są niszowe, a ich ROI nie jest jakimś niestandardowym odchyleniem od reszty gospodarki.

Ersatz

Dużo korzystniejszym w działalności, prostszym, tańszym, nie tak pożerającym zasoby jest werbunek figurantów. Są to realne osoby, które wyczerpują wszelkie pozory w sposób właściwy i spodziewany. Mogą zawierać umowy, dysponować kontami w bankach i przemieszczane z kraju do kraju mogą duplikować kolejne działalności, konta, dokumenty. Jeśli pozostają w stosunku wasalnym względem organizatora tychże zadań, to mają co jeść (wszak za to tylko, że wyczerpują znamiona swojego istnienia – taka umowa komendacyjna), a i chlebodawca ma w dyspozycji wszystko to, co w wyżej wymienionych przypadkach jest kombinacją operacyjną dla partyzantki, za którą można poważnie oberwać w ucho i trafić do ula.

Jeśli figuranci nie wchodzą w konflikty z prawem, są spokojnymi, osiadłymi w jakimś miejscu ludźmi czerpiącymi dodatkowy dochód z faktu świadczenia nam pewnych usług, to jest niezwykle trudnym wykrycie takiej rozproszonej działalności. Chyba że ze względu na częstotliwość podejmowania alimentacji zaczną powtarzać się twarze i nazwiska. W przypadku jednak, gdy na daną kenkartę prowadzone są pozory życia wyczerpujące znamiona realności, a tylko osoba jest podmieniona, to przy braku kontaktów w tkance społecznej zjawisko jest praktycznie niewykrywalne. Zatomizowane społeczeństwo, gdzie nikt nie zna swoich sąsiadów, ma wyjątkowe zalety.

Jest to przy okazji jedna z podstaw aktualnie występujących proxy, odkąd urzędactwo zaczęło rugować z obrotu handel z samym sobą na wypączkowanych po różnych jurysdykcjach spółkach. Jak też walczą z handlem w obrębie osób bliskich.

Metody werbunkowe wymieniłem w notatce o tworzeniu własnej sekty.

Pewnym wariantem tego rozwiązania jest znikanie z ewidencji osób, które już zawarły umowy formalne, których nikt nie podważa (wszak płatności są bez zarzutu), a ewentualne detale są uznawane za nieistotne względem tego faktu. Jest to o tyle korzystne, że do osób niefigurujących w ewidencji nie wysyła się administracyjnych uciążliwości, a do tego operując na magazynach pamięci systemy hybrydowe nie są w stanie po odpowiednim czasie (wygasania zapisów, zazwyczaj przekracza to pięć lat) odnaleźć takiego loose end. Do tego potrzebne jest normalne śledztwo i rozbujanie całej maszyny urzędowej, a to wymaga podstaw formalnych – trzeba kogoś bardzo rozzłościć, żeby wszczęto aż takie kroki.

Dość istotną kwestią jest od wielu lat utrzymywanie ciągłości funkcjonowania w przestrzeni teleinformatycznej. Czyli tym fikcyjnym postaciom (lub pozostającym w nieprawdziwych miejscach i zależnościach) trzeba prowadzić jakieś konta na fejsie, coś tweetować, dysponować numerem telefonu. Sprawiać pozory elektronicznego życia. Ktoś musi przy tym siedzieć, zajmować się tym, uwiarygadniać zdarzenia zdjęciami. Z braku zajęć i nudy urzędnicy potrafią sprawdzić na podstawie takich pozorów czy zdarzenia wymieniane w sprawozdawczości są wiarygodne. Należy im zapewnić materiał do weryfikacji, tak aby postacie fikcyjne wydawały się jak najbardziej rzeczywiste.

Z figurantem pozostaje się dogadać. Wszak nie ma prawa ponad prywatne – zawarte między stronami, które mają wolę po temu, by to prawo wykonywać.

Fałszowanie sprawozdawczości

Jest pewien zakres dokumentacji, za jaki odpowiadamy sami. To od nas się go oczekuje i to my go przekazujemy w taki czy inny sposób organom. Najczęściej pod przymusem, w sytuacji, kiedy już zaczynamy grać z czasem. Dlatego należy rozważyć tworzenie potykaczy opóźniających weryfikację danych i dochodzenie do zerwanych końców, kupując nam czas na wdrożenie procedur awaryjnych, realizację zysku, wypłatę zasobu i ewakuację z terenu operowania.

Trzeba nakarmić należymisie papierem. Dać psu kiełbasy.

To tutaj jest rzeczywista i codziennie potrzebna część działalności administracyjnej, w jakiej przedsiębiorstwa są węzłami wskazanymi jako gwaranci wiarygodności osób. Od firm zależą zaświadczenia o pracy, o wypłatach, sprawozdawczość obrotu, deklarowanie podatków. Najczęściej jest to z przyczyn praktycznych fragment sieci we wzajemnym powiązaniu przedsiębiorstw. Jakkolwiek biurwa próbuje tu wprowadzać administracyjne dziel i rządź, to dylemat więźnia w opresji biurwy jest tu rozwiązywany niezmiennie z korzyścią dla biznesu.

Na co komu taki papier, który można sobie wypluć z każdej drukarki? Ano najczęściej do dość trywialnych rzeczy. Takich jak otwarcie konta w banku przez osobę nieposiadającą rezydencji podatkowej (wszak ma w ręce zaświadczenie o zarobkach i trzeba gdzieś to ubankowić). Takich jak otrzymanie mieszkania (pokaż kotku, że masz pracę i dochody). Takich jak otrzymanie peselu (pokaż kotku – po co tu jesteś?).

I tak pies z kulawą nogą tego nie kontroluje, ponieważ kontrola w tym wypadku to telefon do przedsiębiorcy, który to wystawił. Żeby kopać głębiej trzeba postawić zarzut, że przedsiębiorca jest wielbłądem.

Podobnie jest w obrocie B2B – trzeba dokonywać sprawozdawczość, no to się bierze od znajomych papier, żeby coś zdać. A nawet produkuje się taki papier jako potykacz do kontroli w przypadku, kiedy się jakiejkolwiek księgowości nie prowadzi (bo po co to komu jak ktoś umie w pamięci liczyć? że niby kupców nie było zanim pisma nie wymyślono? szympansy sobie z handlem radzą). Tego typu księgowość bazuje na zebranych przez firmę kwitach oraz magazynowi danych przeróżnych, trudnych do kontroli firemek (a to strony nie mają, a to maila, a to numer telefonu do nich ciężko znaleźć, a to w likwidacji). Jest to tworzona przez generator księgowość sprawiająca wrażenie prawdziwej i wiarygodnej, którą w przypadku napaści na firmę przez państwo można dać należymisiowi, żeby był zadowolony że współpracujemy i kupić nieco czasu na posprzątanie detali i opuszczanie jurysdykcji.

Należymisie, ze względu na sposób przeprowadzania kontroli (a bywa, że powoływani są biegli), najpierw sprawdzą wyniki ogólne czy się zgadzają (no jak się mają nie zgadzać), a potem powoli przejdą do szczegółów, gdzie część dokumentacji będzie się zgadzać, a część będzie wymagała uzupełnienia, natomiast większość będzie trudna do weryfikacji. W tym wypadku ciężko jest się o cokolwiek przyczepić, natomiast skutecznie przeciąga to sprawę o kolejne miesiące. Oczywiście po jakimś czasie (zależnym od nacisków w danej sprawie) urząd zweryfikuje to jako dokumentację niespójną, po czym zacznie weryfikować każdy papier. Co zajmuje lata ze względu na zaufanie i wolę współpracy ze strony przedsiębiorców do złodzieja, jakim jest każdy funkcjonariusz.

Podsumowanie

Żyjemy w sieci powiązań, gdzie węzły żyją wyobrażeniami o świecie na bazie swojej nikłej wiedzy. To, czego nie wiedzą, uzupełniają urojeniami – potrafią sobie z faktu zaistnienia zjawiska wyładowania elektrycznego wymyślić boga gromowładnego, którego wymyślą w detalach razem z żonami i przygodami, a następnie zaczną mu w świątyni składać byki w darze. Oczywiście jest dobrym interesem, aby zostać kapłanem, ale kontrakt na budowę świątyni też jest niegłupi. Wzbudzajmy więc pomysłowość i pozwalajmy węzłom sieci konfabulować swoje urojenia – nie karmmy ich prawdziwymi informacjami. Przy braku danych ludzie puszczają wodze fantazji i zaczynają penetrować własne wymysły jako rzeczywiste. Niejedno śledztwo zabrnęło w takie urojone labirynty oparte o strzępy informacji.

A to, co dla nas się liczy, to dawność spraw. Którą za Tuska skrócono. I jakiekolwiek administracyjne dłubanie przy zegarze nie zmienia faktu, że licznik bije, a zasoby do rozpoznawania spraw są ograniczone. Należy więc te ograniczone zasoby okupanta wypuszczać na niezmierzone przestrzenie własnych konfabulacji, w czasie kiedy podpinamy się pod źródła alimentacji w wydobyciu, rolnictwie, przemyśle, systemie transakcyjnym czy podatkowym.

Komentarze są moderowane. Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • ILP

    m udział, albo to Niemcy zamordowali naszego w celu dokonania prowokacji.
    —————————————————————————————————-
    Hmm… To, ze cos jest technicznie mozliwe, nie znaczy ze jest prawdziwe. Odwracajac Twoje rozumowanie, mozna by twierdzic, zw wszystkie zamachy sa prowokacjami. Skierowanymi w strone przeciwna, niz ta , ktora sie sama narzuca. To jest nie w miare.
    Natomiast jest to bardzo mozliwe, ze przy okazji, chce sie chlapnac smrodem na innych, nie lubianych.
    IL

    • „Odwracajac Twoje rozumowanie, mozna by twierdzic, zw wszystkie zamachy sa prowokacjami.”

      Może nie wszystkie, ale ich zdecydowana większość. Klasykiem są w tej materii „zamachy” w Londynie, gdzie dwa tygodnie wcześniej służby przeprowadzały ćwiczenia z ataku terrorystycznego właśnie na tych stacjach metra, na których był zamach.Scenariusz przy tym był identyczny.-) No i fatygować telewizji nie trzeba było, bo materiał był gotowy.
      Klasyka klasyki to nasz rodzimy Kwiecień i jego „zamach” na sejm. W grupie „zamachowców” tylko ten ostatni okazał się być nie ze służb. Pamiętajmy więc o tym organizując swój własny zamach.-)

      • 3r3

        Organizując zamach, choćby na stan finansów zielonej bezpieki aby sobie coś uszczknąć trzeba to czynić jednoosobowo. Wtedy są wyniki. Może nie jakieś spektakularne, ale inne niż pobyt w ulu.

    • 3r3

      Jeśli Niemcy nie mają dowodów swojej niewinności to są winni. Na terytorium Niemiec za wszystkie zdarzenia odpowiadają Niemcy a nie Chińczycy. Muzułmanie to niemieccy terroryści przybyli na zaproszenie kanclerz Niemiec a nie sekretarza KPCh.

  • weltmeister345

    w temacie firmy proxy. Jeżeli czysto hipotetycznie mielibyśmy zbyt dużo gotówki w kasie (biurwa może nakazać wpłacić to do banku) a nie chcemy znowu robić „room left” to co moglibyśmy zrobic ?

    • 3r3

      Kupić na magazyn platerowany złotem wolfram. Jak będą konfiskować to sobie zabiorą 🙂

      • Eltor

        A wiesz, że kupiłem sobie taki „medalik” na ekspresowym chińskim Allegro. Wczoraj przyszedł i jestem rozczarowany. Już na pierwszy rzut oka widać, że z nim jest coś nie tak, bo ma średnicę tak około 50% większą, niż oryginał. Sprawdzę dokładnie suwmiarką jak wrócę do domu, ale nawet amatora to nie przekona.

        • 3r3

          Obstawiam że kupiłeś „monetę” a nie „sztabę” i z tego ambaras.
          Teraz na to jest szał, za kilka lat nikt nie będzie o sprawie pamiętał „przydasię”.

          • Eltor

            Szłusznie przypuszczasz. Po prostu trochę liści mi w domu wyrosło i tak sobie pomyślałem, że jak kiedyś przyjdzie ogrodnik, to w ramach wdzięczności takim medalikiem bym go odznaczył, ku – mam nadzieję – obopólnej radości. 😉

  • weltmeister345

    aż na takie udry nie idzie, chyba że mówisz o tym jak biurwie na tym padole braknie kasy na życie. U tradera ktoś pisał że nie biurwa już nie zwraca vatu, jeszcze zwracają, przynajmniej do 50k.

    • 3r3

      Ale my tu nie dyskutujemy o drobnych.

      Dz.U.2016.0.1137 t.j. – Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny

      § 5. Mieniem znacznej wartości jest mienie, którego
      wartość w czasie popełnienia czynu zabronionego przekracza 200.000
      złotych.

      • Luk

        Po lekturze kilku postów widzę, że Pan 3r3 ma do doświadczenie prkatyczne:) chwali się to, w zalewie wielu bezwartościowych opinii.
        Pytanie, czy w czasach aktualnej nagonki na przedsiębiorców rozliczających się z podatku VAT i ogromnych sankcji za nierzetelne wypełnianie VAT, po opływie znacznej ilości czasu, gdy urzędnicy zasadniczo zostali już zaznajomieni z karauzelą podatkową i schematami działania Europolu (MTIC (MISSING TRADER INTRA COMMUNITY) FRAUD), to jest jeszcze szansa na zabawę?

        • 3r3

          Niektórych stosowanych od lat numerów do dzisiaj nie rozgryźli – system vat ma więcej dziur niż przewidywali twórcy dziur. Wynikają one z praktyki obrotu.
          MTIC scheme powoduje wyłącznie wydłużenie i rozproszenie łańcucha tak aby wydłużyć czas dochodzenia, podnosi to koszty, ale nie stanowi problemu dla syndykatów. Więc rezultat jest taki jak w reszcie gospodarki – korporacje przestępcze są popierane przez państwo, a drobna przestępczość rugowana. Czyli jak jak kradniesz to niżej siedmiu zer nie próbuj.

          Bierz pod uwagę, że biznes zajmuje się po prostu wykorzystywaniem wąskich gardeł w przepływach wartości, skoro należymisie stworzyły wąskie gardło na przepływach vat to się z tego korzysta. Ale to nie znaczy że to będzie zawsze najbardziej interesująca okazja inwestycyjna.

          Obecnie w modzie są przejęcia kontroli nad spółkami (systemy uwierzytelniania mają swoje wady), przejmowanie towarów w spedycji, a niebawem modne będą eksploity na wielkopowierzchniowych sieciach handlowych – ponieważ są one zbyt duże aby przeprowadzać tam skuteczne kontrole.

          Do tego wprowadzenie JPK i obrotu elektronicznego spowoduje wytworzenie iluzji zaufania do tej sprawozdawczości co pozwoli na wdrożenie zupełnie nowych form eksploatacji tegoż zaufania. Wszak w JPK będzie można wytworzyć długi łańcuch zaufania do obrotu vat, który można zweryfikować natychmiast. Co nie znaczy że cały łańcuch nie będzie fikcją.

  • 3r3

    Wykonawca to nie realizator. Brak Ci praktyki. Słup to nie mózg operacji – słupa zamkną.

  • 3r3

    Za zapewnienie bezpieczeństwa na terytorium państwa WSZYSTKIM odpowiada to państwo, które okupuje terytorium.
    Zaniżasz poziom dyskusji nie rozumiejąc takich formalności.

    • Kij w mrowisko

      Ok, zakładamy że spełnia się Twoja wola i Twój scenariusz. Publicznie legitymujemy naszą napaść tym że Niemcy albo nie mają państwa bo nie wiedzą co się dzieje, albo same dokonały mordu na naszym rodaku, bo raczej mają sprawne aparaty przemocy na własnym terenie. W odwecie albo Niemcy albo ktoś inny dokonuje podobnego aktu u nas, z determinacją by wykazać że nasz argument jest inwalidą, bądź mieć samemu pretekst do zawłaszczenia naszych dóbr i zdobycia branek. Rozumiem że zakładasz iż nasza biurwa działa na tyle sprawnie że nie dopuści do takiego odwetu?
      Inna kwestia, jeśli pomijać oficjalne oświadczenia. To rozumiem że napadłbyś nieskoordynowaną grupą narodowców jak to pisałeś przy wpisie o elektrowniach atomowych w Niemczech. A tu pytanie: sfinansujesz lub własną produkcją uzbroisz watahę? Sam chętnie napadłbym i rabował bo widzę w tym narodowy i własny interes. Tylko interesują mnie potykacze jakie się w tej tematyce/operacji chowają.

      • 3r3

        A ten hipotetyczny kraj dysponujący populacją na naszym terytorium i zdolny do operowania w naszym teatrze to który? Który z sąsiadów może fikać ze swoją populacją i problemami?
        Ukraina jest zajęta, Białoruś? A mamy o coś kosę?
        Bo z Niemcami mamy formalnie wojnę, brak porozumienia pokojowego, brak odszkodowań, brak wyznaczonej strefy okupacyjnej, przed nami nie kapitulowali.

        Uważam że na Niemcy wystarczy wysłać kilka milionów głodnych ludzi, żeby ich okradali.
        Nie udźwigną tego w ramach obecnego ustroju – będą musieli się wysilić – stać ich?

        To wyjątkowo korzystna sytuacja bo nie bardzo ma kto nas napaść i jak otrzymać od Niemiec wsparcie. Możemy stworzyć bardzo dynamiczną sytuację. Same z niej korzyści – po pierwsze na pewno stracimy starców, po drugie być może osłabimy Niemcy.

    • lemma

      Ciekawa teoria…
      Rozumiem, że zaraz jak napadniemy na Niemcy, ruszymy na UK i Norwegię… tam też ostatnio zginęli obywatele Polski.

  • Eltor

    Mój był sporo tańszy i o wiele za duży, natomiast ten ma przynajmniej prawidłowe wymiary. Natomiast jeśli jego wykonanie jest takie, jak na zdjęciu, to lipa. Oryginał nie ma gładkiej powierzchni.

    • 3r3

      Po pierwsze lipne sztabki to kopie przedmiotów.
      A lipne monety to falsy prawnych środków płatniczych.
      Różnicę formalną zarzutu na 25 lat dostrzegasz?
      Dlatego nie mogą być idealne.

      Na numerach nie oszczędzamy – na numerach trzeba zarobić tyle by było nas stać na perfekcjonizm.

  • splinter

    >>Zabawki jednak nieco kosztują. Interesuje nas druk na safecard (o specjalnej, niepłaskiej powierzchni). W granicach 2.5kEUR dla cywili (bez podpisywania cyrografów) jest Xid 8300, Fargo HDP5000 czy Magicard Prima 4.

    Pewnym kłopotem są hologramy – albo kupuje się stickery, albo kupuje się Zebrę do druku hologramów (trzeba cyrograf podpisać; chyba że Chińczyk) i wydatek jest podobny.

    W tym fragmencie wymieniłeś wszystkie przydatne narzędzia. Czy masz może wiedzę, jaka jakość tych dokumentów w praktyce? Zwłaszcza hologramów i wypukłej części dowodu.
    Choć z realnego punktu widzenia rzeczywista przydatność dokumentów jest ograniczona, to jednak kolekcjonerów nie brakuje.
    Jaki byłby koszt całości sprzętu?

    • 3r3

      Te „kolekcjonerskie” dokumenty przelatują przez kontrole policyjne w obcych krajach bez wzbudzania podejrzeń.
      Jakość jest wystarczająca, choć nie powiem aby mi odpowiadała.
      Chcesz mieć zrobione lepiej – zrób sobie dobrze sam.

      Na sprzęt, serwis i materiały eksploatacyjne na pierwsze setki prób uzyskania jakości wydasz w granicach 100kPLN zanim będziesz zadowolony ze skalibrowania parametrów.

  • Pingback: Organizacja kompetentnych – Zarobmy.se – Portal Biznesu Praktycznego()