Unikanie danin – charakter występków urzędniczych a gospodarczych – część 2

Wpis jest kontynuacją poprzedniego. Zachęcamy do zapoznania się z nim w pierwszej kolejności.

3

Wydawanie cudzych zasobów na swoje potrzeby. I tutaj zaczynają się schody dotyczące tego tematu. Wyłączcie logiczne myślenie wsiadając do tej kolejki górskiej, ponieważ kurioza jakie tu będą są na pełnym odlocie.

Przyjmijmy na razie dwa założenia robocze, takie że system jest racjonalny i działa, przynajmniej póki działa, więc nie ma co psuć, a drugie takie, że działa w ramach naiwnej, choć racjonalnej gospodarki, z której pozyskuje dobra do zaspokajania niskich pobudek, a nie realizowania celów religijnych. Oba założenia są fałszywe.

Prowadzicie jakiś biznes, wydaje się Wam że własny, Wasza rodzina jest przekonana że to Wasz biznes, kontrahenci też, a tymczasem… jakieś szuje nakładają na Was jakieś obowiązki sprawozdawcze i rozrachunkowe. Jeszcze do tego wszyscy uważają to za normalne. Istnieje coś takiego jak księgowość handlowa – to sobie kupcy wymyślili po to, aby zarządzać nieco przerośniętymi interesami o ładzie, który dzisiaj nazwalibyśmy korporacyjnym w celu kontroli czwórki – czyli tego jak ktoś wydaje ich kasę w ich interesie czyli z punktu widzenia zatrudnionego: wydającego kasę kupca w interesie kupca. Wymaga to pewnej kontroli gdyż jest to bardzo nieefektywny sposób wydatkowania, kontrola wymaga trójkąta hierarchicznego dorysowanego do normalnie funkcjonującej firmy uproszczonej, a ten trójkąt żre, wzbudza i nie ma z niego żadnego dochodu, a celem tworzenia całej struktury jest obrona przed napaścią od wewnątrz, co implikuje konieczność poniesienia wydatków na aparat przemocy, a to kolejny trójkąt, który nic nie wytwarza i tak nam się tego narobi sporo jak dodamy żłobki, przedszkola, wychowanie pracownika w trzeźwości, szkółki niedzielne. jednolite umundurowanie, samotne matki, emerytury i w pewnym momencie ciężko dogrzebać się po co ta firma była i kto tu w ogóle przynosi zysk. Jeśli to bajzel ekskluzywny, to nazywamy go korporacją, a jeśli inkluzywny to nowoczesnym państwem narodowym. Ta dokumentacja handlowa nazywana jest w Polsce “pełną księgowością” w odróżnieniu od księgowości uproszczonej, która jest takim samym zawracaniem gitary tylko tam mniejszy trójkąt kontrolny jest potrzebny.
Warto byłoby sobie zadać przytomne pytanie, dlaczego w ogóle mielibyście prowadzić jakąkolwiek księgowość i jeszcze ją komu okazywać. Niech będzie jak w katechizmie – jest pytanie i od razu podam jedynie słuszną odpowiedź – musimy prowadzić sprawozdawczość wobec Kapitana, ponieważ grozi nam wsadzeniem do lochu i grabieżą. No to jest jakieś wyjaśnienie dlaczego musimy jak się damy zmusić. Kapitan po to chce abyśmy meldowali ile mamy, żeby wiedział ile może nam ukraść, bo nowoczesne państwo narodowe nie jest w stanie żywić się niczym innym niż kradzieżą (lepiej więc państwa nie mieć – lepiej żeby ten twór Szatana nie istniał niż żeby życie miał nam zatruwać). Oznacza to, że jesteście w sytuacji kleryka kupieckiego, który swojemu pryncypałowi musi meldować na co wydał kasę szefa, dlaczego tyle i szef mu nalicza ile musi z kasy wydać, a nalicza tak z 90% najmniej. No to z tego wniosek taki wysnuwamy, że firma jest szefa (czyli w praktyce Kapitana), a nie Wasza. Przecież sami sobie byście nie prowadzili takiej głupiej i uniwersalnej księgowości, tylko specjalistyczną, taką jaka potrzebna w Waszym biznesie. A w przypadku usług jednoosobowo czy w jakimś kameralnym gronie pięcioosobowym, prowadzenie księgowości, nawet uproszczonej, jest z punktu widzenia szefa pozbawione sensu, a dla pracowników o tyle, żeby się wytłumaczyć co kupili i za ile jak ich posyłasz po co do sklepu.
Wszystkie podatki dotyczące w miarę uniwersalnej firmy (czyli nie usługi finansowe i nie kopaliny, i nie szamanizm zdrowotny) są podatkami wynikłymi z rozrachunku handlowego i nie jesteście w stanie określić sumy należności dla Kapitana przed zakończeniem działalności. Ale Kapitan potrafi sobie przyjąć założenia budżetowe zanim w ogóle się dowie o Waszym istnieniu – dlatego zawsze ma deficyt, ponieważ każdy przytomny przedsiębiorca będzie działał w interesie swoim, swojej rodziny i znajomych, i klientów (to są bardzo ważni ludzie w biznesie ci Klienci – nie Kapitan) po pierwsze prowadząc tak lichą księgowość jak się da, najlepiej wcale, bo ten koszt to strata i klienci mogą nie być skorzy do płacenia za tę rozrzutność, a po drugie w ogóle się do Kapitana nie meldując na gestapo żeby cokolwiek płacić. VAT dla przykładu jest marżą handlową – i ta właściwość tego haraczu jest jedyną istotną przy prowadzeniu jakichś tam dających się zamieść pod dywan niewidkę działalności. Marżą handlową nakładaną przez Kapitana na towar, który uważacie za swój i na usługę – owoc Waszej pracy.
Uważać sobie możemy cokolwiek, nie żałujmy sobie uważania, forum mamy od ujawniania się z naszym uważaniem (spisane będą czyny i rozmowy) i nawet można się powzbudzać emocjonalnie jak kto lubi, jak są takie oczekiwania, to ja tam mogę co wzniosłego napisać ku pokrzepieniu, tylko nic zupełnie z tego naszego uważania nie wynika. Na nic racje, na nic argumenty, na nic przekonania. Do rozmów z durniami służą jednak ultima ratio i nie ma nic tak przekonującego do przytomnych umów handlowych z durniami zapóźnionymi w sztuce czynienia zniszczeń, jak poczynienie im jakiej demolki. Ponieważ zgaduję, że czytelnicy nie mają narzędzi, a nawet jak mają to nie mają woli ich użycia (gdyż z modelu psychologicznego jaki jest typowy dla kupiectwa i przedsiębiorczości wynika kierowanie się ku dynamikom przyrostowym aby wziąć udział we wzroście bogactwa), pozostaje nam rozpatrzyć kwestię jak nie zostać urzędnikiem dozorującym “własną” firmę z ramienia Kapitana. Podpowiem, że na całym “Zachodzie” – Francja, Niemcy, UK, Włochy zrobiono przed, po i w trakcie 2WW taki manewr na bezczelnego i właściciele zostali po prostu szefami swoich fabryk, które zostały może nie wprost, ale faktycznie znacjonalizowane. Jeszcze za 1WW nikomu do głowy by nie przyszło, aby wymagać od spółki ksiąg w celu naliczenia jej podatków, były tańsze sposoby poboru podatków w punktach węzłowych obrotu towarowego.

Jak więc prowadzić biznes w takiej paranoi – polecam sobie policzyć alternatywy. Podam przykład (a może kilka) z mojej praktyki. Z przyczyn obiektywnych potrzebujemy zarejestrowanej formalnie na gestapo działalności, aby sobie pohandlować z korpo i jakimiś innymi mało poważnymi ludźmi o szerokim dostępie do dodruku, a małym rozumku. Możemy więc firmę zarejestrować, prowadzić księgowość i płacić 90% podatki co ma oczywiście sens, jeśli skala działalności jest przeogromna, wolumeny kosmiczne, a nakład kapitałowy na wzbudzanie cyklu produkcyjnego nikły w stosunku do zysku (czyli faktycznie jest to działalność usługowa, taki model da się osiągnąć w każdym biznesie, pod warunkiem że dokonamy kompletnej konsolidacji łańcucha w pionie i zdobędziemy jakąś tam formę udziału w oligopolu, a może i monopol). Takich firm na rynku nie zmieści się zbyt wiele ze względu na wolumen (mamy mniej dóbr i usług niż ludzi, więc każdy nie może być dyrektorem koncernu mającego monopol, no chyba że chcecie włos na czworo dzielić, to wtedy da się to upchnąć, ale nie skonsolidujecie żadnego pionu). Ale to nic nie szkodzi, że nie zmieści, taka firma działa w ten sposób, że dyrektor zarządzający i tak dostaje na tyle dużo do michy w porównaniu do pracownika szeregowego, że jest królewięciem. Dopóki decyzją nadzoru urzędniczego nad firmą nie trafi do lochu jak szef PZU i mu nie zrobią koło pióra. Dlatego w komunizmie nikt nie ma w interesie tworzenia firmy dużej, a w szczególności zagrażającej interesom władzy. Trzeba sobie kit z okien dłubać, chyba że jesteście gotowi rzucać wyzwanie władzy – Hansa rzuciła, nawet raz wygrała, a potem to już ją pozamiatano. Citi rzuciło i za mordę trzyma do dziś, Gdańsk rzucił i zadusił krowę którą doił, a która wszystkich wkoło bodła.
Druga opcja jest taka, jaką stosuje większość korporacji, a i mniejsi próbują na tyle na ile ich stać, to jest oczywiście optymalizowanie. No to się wyszukuje kruczki, aby płacić mniej, zeżreć więcej. Kosztuje to bardzo dużo prawowania się z urzędami, rody lewnicze z tego żyją i jakoś się kręci. Czasem urząd jakiej firmie łeb ukręci, czasem szuka się winnych, czasem ich znaleźć nie można (korpo kryje swoich wysyłając w odległe jurysdykcje), a czasem się zabiera traktor sąsiadowi. Podejrzewam, że wielu z czytelników od takich koncepcji zaczynało, może nawet próbowało, może nawet się udało. Z tym że tasiemiec uzbrojony ma już na to metodę: zmienia interpretację, a potem daje wszystkim do pieca kontrolami.
Trzecia opcja to jest taka, którą w zasadzie da się stosować lokalnie, a którą w większej skali stosują “firmy” energetyczne (taka sytuacja miała miejsce za Tuska w PSE), paliwowe, motoryzacyjne (Mercedes, a na przykład Daewoo nie dało rady – za daleko) i wszelkie inne od bardzo dużej wartości dodanej w procesie przetwarzania produktu (przynajmniej jeśli chodzi o wyjątkowość skali przetwarzania). To są po prostu firmy siedzące ludźmi w rządzie i armii państw dysponujących ludźmi nie zadającymi pytań ponieważ tych ludzi zawsze obronią. Metoda polega na wykupieniu udziałów – normalnie, rynkowo – zapłaceniu bakszyszu, tak aby owca była syta przed strzyżeniem i rozpoczęciu działalności eksploatującej system energetyczny, paliwowy, rozrachunkowy, ubezpieczeniowy, fiskalny – wybierz sobie co chcesz. A jeśli ktoś zada pytania, to prosi się go o ciszę, a jeśli chce się wyjść z kapitałem, bo są zmiany polityczne, to się kapitał grzecznie zabiera i wychodzi jak ma być jakiś dramat z tego. A jak ktoś robi dramat i zaczyna z taką firmą wojować, to takie firmy jak Mercedes, Vattenfal, Telia, grzecznie proszą lobbystami aby przestać szumieć. I jak sie nie przestaje szumieć, to ciężarówki zaczynają wozić żwir, ludzie ze zgryzoty sami się wieszają, proste operacje nie udają się lekarzom, a jak komuś to mało, to można eskalować i przysłać głupszych operatorów za to w większej liczbie. A potem można zwiększać napięcie – zazwyczaj nie trzeba, to nie Afryka, aby w rezerwacie tubylcy się skrzykiwali i broń mieli. Dlatego takie rozwody są pokojowe, ale czasem, szczególnie w małej skali, wygląda to tak, że z powodu nieznajomości rzeczy na niskim szczeblu, lobbyści odwiedzają lokalne urzędy i tłumaczą jak będzie, i że ma być cicho. I zazwyczaj jest. Dopóki jaki reporter (Pan Gadowski) nie naśle centrali na jakich biednych alchemików produkujących metę – co to komu przeszkadzało? Ta opcja zakładam, że czytelników nie interesuje, gdyż jako lud spokojny i niechętny walce, nie dysponujemy wojami gotowymi zastraszać lokalne urzędy w celu otwarcia siedziby sekty w gnieździe węży.
Czwarta jest dość powszechna – to kombinowanie, taka optymalizacja na bezczelnego i próby prawowania się z Urzędem, przekupowania biurwy, palenia głupa i ogólnie znane nam zabiegi wynikłe z natury prowadzenia działalności w Polsce. Obecnie ta metoda odchodzi do lamusa, gdyż w komunizmie obowiązek, aby papiery nam podpisywał zaufany (totumfacki Urzędu) księgowy o odpowiedniej akredytacji, ale można dobrowolnie zaznaczyć że tak właśnie jest, przystawić stempelek i wtedy wszystko będzie mniej bolało, z tym że ta menda (księgowy sprzedajny Kapitanowi, ubek, kapusta, volksdojcz) nie pozwoli nam na różne manewry w interesie Urzędu, a nie naszym.
Piąta jest taka, że rejestrujemy interes wyłącznie dla picu, może nawet ten drakkar od razu jest z jakim sternikiem co niczemu nie winien i wypisujemy bzdury do Urzędu (że nie działamy, że księgi się zgubiły, że mamy paszport Polsatu i w ogóle jakieś odrealnione brednie), palimy głupa i to czasem wychodzi, a jak nie wychodzi i Urząd zaczyna fizycznie nas penetrować, to rzucamy tę rejestrację w błoto (być może nawet wyrejestrujemy) i korzystamy z następnych. Na razie Urzędy nie bardzo się przed tym bronią, ponieważ nie są w stanie zmacać sprawy, które firmy nie traktują Urzędu poważnie, a jak już nabiorą podejrzeń, to jest po zawodach i firmy faktycznie nie ma, a formalności są dla formaliny.
Szósta jest taka, że w ogóle mamy w nosie rejestrowanie, i tak prowadzimy ofertę dla ludzi co nie potrzebują 3rd party do transakcji, a jak potrzebujemy, aby nam jaką transakcję przewieźć drakkarem przez odmęty formalności, to mamy telefon do przyjaciela i on nam wszystko podpisze co chcemy, jak chcemy, konta zapewni, wypierze, przemaluje i za co mu tylko do miski damy, to on lęku nie zna i się podejmie. Zresztą taki przyjaciel to na pewno firmy wyrzuca co trzy miesiące jak akurat kupuje nowe buty.

Tu miały być wspominki, ale przeniosłem je na koniec dla czytelności tekstu.

Wyjątkowo ciekawy jest rezultat gospodarczy trójki, a czwórka będzie jeszcze weselsza. Istotne są te doklejone trójkąty. Bo w jedynce to czy Ty dobrze rozporządzasz, czy nie, to za darmo i z pocałowaniem w rękę wszyscy wkoło Cię ocenią, a wkoło masz najpierw rodzinę, potem wrogów, potem przyjaciół, potem klientów, no i jak Ci rodzina powie, że Cię nie będą słuchać, bo za Twoimi dywagacjami moneta nijaka nie idzie, to już wiesz żeś lichy kupiec, a jak słuchają i zapytują co czynić, ze sprawami się zwracają, znaczy Ty dobrze czynisz, mimo że złorzeczy Ziobro, gani Naczelnik (że mało innowacyjna ta chąsa) i szuka w Twojej kabzie czego Powerpoint (znaczy coś tam w tej kabzie musi być). Bo to przecież nie opinia jakich durni co ich mało znamy, albo nawet wcale, nas interesuje, bo to wystarczy wyrzucić telewizor i już opinia durni nie dociera jak dzielnicowy nie odwiedzi w kwestii wakacji w lochu, ale na co dzień opinia najbliższych się liczy i to łune jednokrewne decydują czy Ty jest głowa rodu, czy inna część ciała. Z głowy mają płynąć sygnały do reszty rodu, a przecież to w głowie jest aparat zasysający konsumpcję i na resztę rozdzielający.
A jeśli nam do tego doklejają się jakie trójkąty, to one oczywiście żreć chcą naszą gębą, ale słuchać się już wcale nie chcą, jeszcze sobie taki księgowy z lewnikiem myślą, że to oni tu rządzą i będą mi dyktować co ja komu mogę sprzedawać i jak się rozliczać. No to jak to jest ich firma, to pozostaje wycofać udziały i niech sobie w swojej rządzą – nie żałujmy im. A co to właściwie oznacza wycofać udziały – a katechizm – to znaczy, że musimy z firmy wydoić to co włożyliśmy i jeszcze odliczyć naszą krwawicę, trud nasz znojny, a my byle czego nie jemy. A co to oznacza przy płaskim boczniaku wzrostu gospodarczego kiedy firmy jadą na jałowym biegu – a katechizm – to oznacza, że wartość dodana z inwestycji w firmę, której nam nie wolno zabrać, bo już nie odzyskamy sta od dolara, musi zostać ujęta w księgach jako manko, tylko tak sprytnie zrolowana, żeby wyszło trochę później niż w przyszły czwartek. A przecież lichwiarze darmo nam nie rolują takiego manka – a skoro nie darmo, to znaczy, że znaczna część wysiłku działania firmy idzie na lichwę, aby ta zabezpieczała nasze wyjście może nie z tarczą, ale z trzosem i to najlepiej już wydanym jakby przypadkiem wychodziło się od razu do lochu. Czyli cała gospodarka jest w takim kontekście do podziału dla banku i biurwy (prywatnej i publicznej), a my to we własnej niby firmie za szkodnika i malwersanta robimy – no taki mamy ustrój. Takie gospodarowanie jest pozornie bez sensu, ale ono działa w krótkich interwałach łączenia kropek (krótkich cyklach gospodarczych), a te reguluje obecnie dominująca ideologia polityczna jaką jest gusło wyborów, a z tego wynika taka konstrukcja dynamiki nastrojów społecznych, aby stosować pompę NEPu w formie kombinacji nastrojów “popuść – pociągnij” i w przypadku awarii tego “popuść, popchnij, pociągnij”, co zaraz objaśnię.

Dysponenci aparatu przemocy potrzebują dóbr i usług, jakich sami nie wytwarzają, żerują więc na tych, którzy wytwarzają właśnie w opisanej koncepcji 1:166. Jest to możliwe, ponieważ postęp techniczny pozwala obecnie na wytwarzanie takich środków dystrybucji memów zintegrowanych z rzeczywistą przemocą (lochy, pały, propaganda – najwięcej propagandy), że większość ludzi daje wiarę, iż rzeczywiście są poddani jakimś stresorom, z którymi nie mieli kontaktu. Oczywiście nikomu nie życzę kontaktu ze stresorami, no ale takie są warunki na polu walki, że samo wyjście w to pole grozi. Ponieważ jednak istnieją obrzydli biurwie ateusze wiary w nic urzędowego, co ich lolą po grzbiecie nie pomaca nie dający i jeszcze w miarę zmiany proporcji z tęgiej loli w ręku nieprzytomnego od ćpania reprezentanta prewencji dla zmyłki nie nazywanej dziś zomo na zbyt dużą dawkę propagandy, ateizm ten się szerzy nieubłaganie. W ogólnym rozrachunku to tak samej wierchuszce żadnej różnicy nie robi jak się ze 166 wyłamie trzech czy pięciu, ale jak im zbiegło 25% młodych niewolników, a reszta kombinuje jakieś Czechy, Estonie, Delaware, inni się po szarych strefach kryją, jeszcze Niemiec swoje porywa, a Soviet odciął magazyny (stany magazynowe części maszynowych, choćby samochodowych są poza terytorium polskim – są sprowadzane “on demand”) to z tej garstki co została, nie da się nic sensownego wycisnąć. Należy więc kusić obietnicami (popuść) a następnie zawężać swobodę dysponowania dobrami (pociągnij), w przypadku gdy koń się przyzwyczai to pomiędzy tymi bodźcami wprowadza się popchnięcie dodrukiem dające złudzenie koniom, że to wóz je pcha w stronę marchewki.

4

Czwórka wyjaśnia sens obecnej struktury edukacyjnej. Jest to kształcenie ludzi nie mających jakichkolwiek, nawet wyniesionych z domu, doświadczeń z przedsiębiorczością – na stanowiska kierownicze i wykonawcze w aparacie korporacyjnym (w tym publicznym o strukturze korporacyjnej). Mamy już tego objawy – obrona powietrzna Szwecji została spenetrowana symulowanym lotniczym napadem z użyciem N na stolicę i inne istotne ośrodki przemysłowe oraz skupiska ludności, ponieważ obrona powietrzna pracuje do szesnastej, a na więcej nie ma budżetu. No to tak wygląda państwo wysługujące się korporacjami zawodowymi przy niezaangażowaniu niekontestującej ludności w wieku niepozwalającym na sensowny pobór rekruta do dyskutowania z mocarstwem zza kałuży dla niepoznaki zwanej morzem.
Ponieważ na stanowiska kierownicze trafiają osoby nie posiadające jakiegokolwiek majątku odziedziczonego, nie posiadające własnego wypracowanego, nie posiadające nawet pojęcia co to jest i co się z tym robi, to operują w świecie kompletnej abstrakcji (przynajmniej dla nich). Te osoby mają wydawać cudze zasoby (inwestorów zbiorowych) w interesie cudzym (tych inwestorów) i oczywiście można opowiadać bajki, że rządca ma się opiekować pańskim jak swoim, ale jakby to było jego, to by tego żadnemu rządcy nie dał. Płynie z tego wniosek, że dysponujemy większą ilością skonsolidowanych organizacyjnie dóbr niż potrafimy ogarnąć przedsiębiorcami. Trzeba więc rekrutować gamoni do prowadzenia czwórki czyli cudzych dóbr w cudzym interesie. Coś co jest z punktu widzenia biologii taką abstrakcją, że wyłącznie owady eusocialne to opanowały pod rygorem srogich sterowników hormonalnych. No bo pierwszym racjonalnym, odruchowym zagospodarowaniem zasobów jakie ma się pod kontrolą jest realizowanie własnych potrzeb. Jednak obecny system indoktrynacji osiągnął taki poziom skuteczności, że potrafią odcedzić ludzi (nawet jeśli niedomagających z przytomnością), którzy są gotowi rolować na świętego Nigdy swoje potrzeby biologiczne i poświęcić się sekcie. O, to żadna wada ustroju, z tym, że to nie jest racjonalne, a jak zwracałem uwagę w trójce, system opiera się na racjonalnych przesłankach w celu prowadzenia kontroli wyników i sterowania przepływami do uzyskujących rezultaty, jednak z powodu czwórki ta przesłanka jest zupełnie fałszywa.
Oczywiście możemy przyjąć, że tak nastawiona “młodzież” żyjąca w klitkach, odmawiająca sobie dzieci, żyjąca od weekendu do weekendu, może z niezwykłą skutecznością dać się okradać “inwestorom” 166:1, a nawet lepiej i co to komu szkodzi, aby mieć sekciarskich niewolników – majątku jest wszak tyle, że włóczymy się po pustych, zastawionych maszynami halach. Ale włóczymy się tam tylko dlatego, że te lemingi nas tam wpuściły, a wpuściły nas, ponieważ potrzebują słupków, które da się zweryfikować. Istotny w tym systemie kontrolnym jest materialny rezultat i jego potwierdzenia. Po wieku praktykowania komunizmu już opanowali jak nie dać przechwycić aparatu stemplującego zaświadczenia o słupkach, bo im to wycinało ludność produkcyjną w systemach agrarnych głodem (Chiny, Ukraina). Ale dalej potrzeba ludzi, którzy nie popsują maszyn i umieją coś wyprodukować. I tu się pojawia kłopot (jaki opiszę w tekście o inwestowaniu w spółki technologiczne od strony “jakiego to kota się kupuje w tym rosnącym worku”), że jest tylko jeden sposób uzyskiwania materialnych wyników technicznej kultury materialnej – trzeba się w niej wychować, mieć od małego dostęp do narzędzi, maszyn, ludzi, do logiki następstw kroków, wyrobić sobie te “nawyki” motoryczne jak to ma być poukładane i wtedy z palcem w nosie uzyskuje się produkty, które można wymienić. Jeśli ktoś się w takiej kulturze wychował, to jak wojna na niego nie spadła i mu nie spaliła to on maszyny ma. Na co mu więc jakiś pajac od zarządzania, co nie ma? No jeszcze kiedyś, to był potrzebny handlowiec, ale teraz już bez większego bólu można sobie to zorganizować przez sieć. A to, że spadnie wolumen? A to przecież polepszy $ds – w świecie, w którym mamy mniej podaży rezultatów niż zapotrzebowania to nawet zaleta, że się mniej produkuje. Otóż ten leming od zarządzania jest potrzebny (jeszcze) z przyczyn religijnych – ludzie są wyznawcami banków centralnych, powszechny mem jest o tym, że za te papierki można jeszcze co dostać, i że to tak było jest i będzie, na wieki wieków Rotschild. Ale… póki wierzą i póki działa (działa – nie psuj), to jest to lepszy dostawca papieru niż rynek. No to nie żałujmy – niech nam drukują. Motywacja religijna to może nie jest tak całkiem racjonalna (oczywiście wszyscy za dobre uczynki bez wątpienia trafimy do Nieba, no tu nie ma co stawiać tej kwestii w wątpliwość, ale na razie zajmujemy się TYM nie najlepszym ze światów, a tamtym to w innym odcinku, jak już ukończę teologię, na którą się nie wybieram). Być może uznacie to za wadę systemową, ale – i to jest bardzo ważne “ale” – system na swoje własne, racjonalne w połączonych najbliżej w grafie logiki formalnej, potrzebuje tego, aby dać rezultat materialny, a ile to będzie kosztowało nie ma znaczenia – dodrukuje się i lemingi podzielą się niedoborem wynikającym z błędnej alokacji. Kosztem jest wpuszczenie nas do maszyn, zaopatrzenie nas w niereglamentowane materiały eksploatacyjne i energię. Oznacza to, że w tym oderwanym od rzeczywistości piekle marnotrawstwa, jest absolutnie koniecznym dla funkcjonowania spichrza wpuszczenie do niego myszy i postawienie psa na straży przed kotami. A nawet racjonalnym jest wysyłanie zboża do mysiej dziury. Wtedy pojawiają się rezultaty materialne, one działają, są sprawozdania, meetingi, inwestorzy kiwają głowami (wszyscy robią wszędzie równie głupio albo nie potrafią wcale więc nawet najdurniejsze rozwiązanie lepsze od starego jest po prostu lepsze bezkonkurencyjnie, nawet jeśli podnosi produktywność ujemnie w długim rozrachunku, to przecież jest to po wypłacie i kadencji tych co wypisują tabelki, a oni majątku żadnego nie mają, ani nawet dzieci, więc żadnego sposobu, aby wypluli co zeżarli nie ma nawet w modelach teoretycznych – nie ma na nich bata).

Zarzuty wobec trójki i czwórki

Naganność wydatkowania zasobów przez trójkę sprowadza się zazwyczaj do tego (o czym się przekonaliście zapewne prowadząc biznes), że biurwa kontrolna (US) Wam powywala z KUP to co według biurwy było Wam do osiągnięcia przychodu niepotrzebne, a ze zwrotu z maszyny na fakturze wewnątrzunijnej 0% VAT powywala Wam elementy maszyny, które według biurwy były tam zbędne, albo można było użyć tańszych zamienników. Pomińmy już kompletny odlot, że ktoś nam decyduje o tym jak my mamy konstruować maszyny i przecież w US wiedzą lepiej od nas (jak mi klienci czasem śmią się skrzywić o to, że cena x3 to będzie faktura, to ich wysyłam do skarbówki – tam produkują najlepsze na świecie maszyny, zaraz w podskokach dostarczą), rezultat jest tego taki, że konieczny VAT wrzucamy jako koszt, a i tak mamy dostęp do 90% zakupionych podzespołów z VAT-em na bakier, w ogóle nie prowadzimy księgowości, nie rejestrujemy firm, a jedynie w firmie “magazynie sprzedaży” pojawiają się maszyny “z magazynu” (czyli wynikają z wynikania) i tam klient albo chce je kupić normalnie, albo z błogosławieństwem Kapitana (3rd party, no to cena x3) i mamy wprowadzenie do obrotu. Ponieważ te firmy znikają i pojawiają się bez ładu i składu, a nie prowadzą żadnej papierologii, to można sobie prowadzić dochodzenie w sprawie zeszłorocznego śniegu i może się znajdzie jakiego bałwana co da się na tym złapać, wtedy srodze się go poniewiera.
To jest generalnie cały charakter (w skrócie) przestępczości jaką zarzuca się przedsiębiorcom – że oni źle wydają swoje środki w takim oto złośliwym celu, aby uniknąć zapłaty nakładcy (państwu) bo przecież wszystko z łaski państwa mają, a celem prowadzenia działalności jest płacenie podatków i wyzbycie się majątku.

Wobec czwórki są zarzuty powszechniej uważane za racjonalne. A to takie zarzuty, że zarządzający majątkiem ze zleceniodawcą (powiedzmy, że zbiorowym inwestorem w spółkach o takiej formie) zawiera umowę co będzie robił i jak. A przynajmniej można domniemywać, że się jakoś tak umówili, że porozumienie osiągnęli w momencie kiedy obie strony czuły się dość pokrzywdzone (jeden, że za mało mu za zarządzanie płaci ten kapitał, drudzy że kapitał po takim zarządzaniu za mało płaci kuponu), z tym, że strony nie są równe – inwestorom ciężko jest stawiać jakieś zarzuty (chyba, że w sprawie dokapitalizowania po dekapitowaniu zarządu, co był przyczyną takiego zdarzenia), natomiast zarządcy jest się o co czepić, ma on siły i środki, aby z pobudek się dopuszczać (wydatkowania na WOŚP choćby), więc tworzy się nad nim i wokół niego aparat kontrolno-administracyjny, przy czym sednem problemu jest to, że ktoś ma w ogóle majątek, którym nie potrafi się zająć i szuka człowieka z doświadczeniem – oczywistym domniemaniem jest, że po to aby się zamienić.^^
Przy czym powszechnie uznajemy za naganne jeśli ktoś komuś powierzył majątek i ten go zdewastował, natomiast niuansem jest jeśli ktoś zarobił tym majątkiem nie dość dużo i kupon jest lichy. To są najczęściej zarzuty wobec funduszy, giełd, zarządów, że jakbym ja wiedział, że się przewrócę, to bym się położył, i że płacą za mało, a mogłyby osiągnąć lepsze wyniki. Tylko, że osiągają takie jakie osiągnęły i żadne inne, natomiast większość ich działań sprowadza się do tworzenia d-chronu przed stawianymi w przyszłości zarzutami co przepala olbrzymie ilości mocy z danego aparatu organizacyjnego – czyli kosztuje. I dlatego czwórka jest diablo nieefektywna, trójak tylko szatańsko, a najefektywniej działa model, który dopiero nabiera rozpędu na jedynkach i jeszcze nie powstała w nim konieczność tworzenia czwórek do obsługi nawisów wynikających z obietnic. Nasz ustrój jest na etapie końcowym i dlatego mamy szkoły zarządzania dla lemingów, które nic nie mają i nawet punktów za pochodzenie z jakiegoś rodzinnego MiŚia nie mają.

W długim terminie

Jest oczywistym, że te parametry się rozjeżdżają – produktywność w gospodarce spada, średnia wieku rośnie, średnia kompetencji formalnie rośnie, tylko nie ma komu robić tego co trzeba, bo ich alokacja jest niepożądana (“dlaczego szkoły kształcą nie takich specjalistów, jakich chcemy zatrudniać?” – grzmią przedsiębiorcy), natomiast jest taki kruczek w tym wszystkim, że w celu uszczelniania szczelności jest coraz więcej przepisów (i tak już dawno nikt ich wszystkich nie zna i nie rozumie, więc się przydziela biurwie ludzi z karabinami, żeby to w ogóle jakoś funkcjonowało z pominięciem papug), a biurwa aż tak szybko się nie rozrasta (zresztą nie bardzo jest już kogo rekrutować i są wakaty, a Ci co tam pracują, to często są durnie pierwszego sortu ze znakiem jakości) w rezultacie mając taką ilość czynności do wykonania na głowie, że spada i tak mierna jakość tego biurwienia (na przykład dostaję często po trzy sprzeczne decyzje podatkowe wydane przez komputer i kliknięte przez człowieka w jednej sprawie – mnie się wszystkie te decyzje podobają, a najbardziej ich korekta która później z tego wynika). Jeśli więc spada produktywność, a ci co grabią, to wiedzą ile chcą nagrabić, to muszą obżerać coraz większą liczbę ludności. O, to są na to sposoby – dowieźli do Europy kolorowych i teraz zmuszają innych do płacenia na ich domy, które im wybudowali za niebotyczne sumy pod “wartość” tych nieruchomości budując system emerytalny, z tym że ten model wymaga, aby odkupiły to później jeszcze większe jelenie, a to już przecież kupione jest z podatkowej ściepy i konkurowanie “o swoje” w tym odlocie licytowania kto się zadłuży na więcej dekad jest surrealistyczne.

A co może w takich warunkach przedsiębiorca

I to szczególnie taki, który bardzo chce działać i z przyczyny jaką podałem musi mieć kontakt z formalnościami, choćby takimi, żeby na fakturze był jaki numer co przeleci w korpo. No, to raczej wszystkie metody dawno już wymienił w innych tekstach. Jest jednak kluczowa cecha, o którą oparty jest cały system podatkowy: jest to założenie, że wszystkie strony traktują to poważnie i zachowują się racjonalnie. No i tę właściwość należy wyzyskiwać zachowując się dokładnie odwrotnie. Łatwo powiedzieć – racjonalność to wyspa o stromych brzegach, ale kierunek odwrotny do wyspy obejmuje cały widnokrąg.^^
I właśnie na tym widnokręgu trzeba sobie wybrać alternatywne cele do zrealizowania. Najlepiej tak długoterminowe i z takim rozmachem, że żaden księżycowy ustrój tak daleko nie sięga, bo mu się frajerzy kończą – fizycznie zaczyna ich brakować. Najlepiej cele na całym widnokręgu. Bo jest metoda przeczekania bezdzietnego leminga – wnukami. Jest metoda przeczekania braku sensownie alokowanej wytwórczości – maszynami. Łatwo powiedzieć. Porachujmy. Samice mają ostatnio takie widzimisie, że góra jedno dziecko. No to jak z jedną samicą byśmy mieli jedno, to mamy dzietność na poziomie 1 dziecko / 2 dorosłych, a to jest bardzo licha liczba, no ale innej wybrać nie można, bo taki teraz trend. Wykorzystajmy więc trend. Nikt kobietom nie zabrania pracować, utrzymywać potomstwa. One się tam niby w tym realizują, biologia i tak oksytocyną zmusza je do opiekuńczości (chyba, że się jaka patologia trafi z metabolizmem), a jak podałem wykorzystać trzeba 1:166. No, to wtedy na jednego chłopa i 166 samic przy 166 sztukach potomstwa wynik nie jest już straszliwym 0.5 dzietności ale 166/167. Niby ciągle mniej niż jeden, ale lepiej niż 0.5. I do tego przy obecnym modelu życia jest to samograj. A przecież dziedziczenie przyporządkowania i hierarchii mamy w naszej kulturze po mieczu, więc jakby nie kombinować to po wyzyskaniu takiego zasobu te dzieci są mimo wszystko tego ojca, znaczy on ma ród, on jest nestor. No, może jeszcze się za takie liczby nie porwałem, ale po takim przetrzebieniu rodu, że potrafię wszystkich żyjących krewnych policzyć na jednej ręce, to jest jakaś koncepcja (o, nawet właściwe słowo). I być może dla jakichś gamoni braknie samic chętnych na rodzicielstwo (bo łune już po), ale może gamonie się dołożą tym samicom i wspólnym, kolektywnym, społecznym wysiłkiem moje będzie na wierzchu (i przynajmniej będzie miało szansę samo sobie poradzić w swoich czasach w liczbie przekraczającej palce jednej ręki). Ten pomysł wywołuje nieracjonalne z punktu widzenia systemu konsekwencje – otóż dotowanie tych samic kosztuje, a byle czego nie żrą, oznacza to, że jestem zmuszony do chąszenia bez umiaru i w rezultacie nic mi z tego nie zostaje, bo łune samice potrzebują habitatów, pojazdów, garnków, kredek, kosmetyków, lalek, kotków, piesków – no, generalnie ciągle czegoś chcą i jeśli znacie tego pajaca, co wymyślił telefony po kilo ojro, to jego właśnie wina, że już na opłacenie podatków nijak mi nie starcza i za każdym razem jak mnie już Urząd dopadnie, to ja uczciwie przyznaję że nic nie mam i sam nie wiem na co to poszło. No, demografię poprawiałem – motywacje witalne^^ i jakoś tak wyszło, że nie ma. No, co ja mogę poradzić, że tak nieracjonalnie, no ale nie mam więc nie oddam, a przecież nawet jak by chcieli robić takie brewerie, że dzieci dziedziczą długi, to przecież ja nie wiem które są moje.^^
Chcą sobie wielcy pogrywać w depopulację – proszę bardzo – dzietność poniżej 1 tak jak władzuchna sobie zaplanowała. I tak właśnie wypieramy z rynku przedsiębiorców próbujących racjonalnie wojować z oderwanym od rzeczywistości ustrojem. Bo przecież zysków do grobu nie zabierzemy, a skoro nie do grobu, to nie żałujmy sobie pochować to wszystko w kołyskach – do następnej razy, bo nasi potomkowie będą mieli jeszcze niejedną okazję, aby powojować, a lemingi które potomstwa nie mają, same się słusznie wykluczyły z wojowania z nami w następnych pokoleniach.

Przypadki, jakich nie strach wspomnieć

Z praktyki (niektóre mają już brodę, więc to tylko takie wspominki weterana). To są oczywiście takie facecje, które mi się przypominają gdzie to jakie przewagi nad wrogami Sarmaty się fortelami osiągało, a nawet jeśli niezamierzone, to przecież nie ma co wspominać, że się na janczarów wjechało z chaszczy przypadkiem i rozbiło.
Na jednej z niecałorocznych znikających działalności Urząd poświęcił na znaczki, pisaninę i granie w pingponga oraz zmienianie decyzji nielicho rok. Bo tam się co nieco dla legalizacji podeklarowało, a że księgowość to taka sobie lichym butem upchnięta była w reklamówce, aby było z czego ją poszyć jakby się jednak głupio pytali, bo przecież na co komu te wszystkie gryzmoły co je drukarki wypluwają, to jak zaczęli truć, to się z nimi pingponga powysyłało, od początku twierdząc że ROI 10% w tym interesie i im mogę orientacyjnie od razu na początku roku podać ile z tego będzie zisk. Po odegraniu wszystkich swoich czynności urzędniczych, gdzie pochłonęło to w Urzędzie pewnie w sumie coś ze 200 roboczogodzin i po ujęciu wszelkich odliczeń i całej tej paplaninie (oraz zmarnowaniu mi kilku znaczków i kartek papieru na granie w tego pingponga) naliczyli od przychodu na poziomie chyba 40+ kEUR jakieś 1,3 kEUR taxy i się odczepili mimo braku jakichkolwiek ksiąg. O watę już chyba nie mieli siły pytać, bo to inny referat i tam im wszystko gra i koliduje póki ja coś wpłacam i żadnego zwrotu nie chcę. Pozostaje jeszcze dylemat czy płacić, czy nie płacić te 1,3, czy też sobie w kulki pograć o drobne, bo to na razie są wirtualne należymisie, a mnie tak czasem wąż w kieszeni kąsa, bo oni to wszystko na propagandę gender wydadzą… No, ale sami państwo rozumieją – to są jakieś przytomne stawki podatku, tak możemy się bawić. Ta rejestracja co prawda od dawna nie działa (od momentu jak przysłali pierwsze pismo, że coś by w ogóle chcieli) i od razu powstała nowa na zapas w cenie 0,7kEUR – przyda się. Nie wiem czy ta taksa wystarczy na pensję tego urzędnika co nad tym siedział nawet jak doliczyć te kilkaset ojro VAT-u co dla spokojności było wpłacane, no ale taki mamy ustrój – niech kto im wykupi obligi i dołoży jak wierzy w przewodnią rolę Partii.

W innym wypadku, dość z brodą, dostali zapytanie z międzynarodowej pomocy prawnej (to takie pisma co przychodzą do Urzędu tłumaczone z jakich zamorskich krajów z żalami że im co zginęło i ktoś ich okpił) czy im figuruje taka, a taka firma i czy ona deklarowała wewnątrzunijny, więc złożyli zapytania do tej firmy czy te kilka milionów obrotu watowanego na zero to oni. Firma odpowiedziała że owszem, ale należność z tego nie powstała, bo od razu to wysłali do Singapuru – nawet nie rozpakowali. A jak tak to dobrze, Urząd się na takie wyjaśnienia zgodził, za niedopełnienie odnośnie tego siedmiocyfrowego obrotu formalności walnął 400 EUR mandatu i sprawę zamknął, odsyłając do Urzędu nadawcy z zagranicy, szukającego siedmiocyfrowej kwoty należności z wartości dodanej, że winni zostali ukarani.

A jeszcze inna facecja jest taka, że do MF przyszło z ETE na pewnego znanego z nazwiska wszystkim miłośnikom tiefałena przedsiębiorcy budowlanego jakieś tam siedmiocyfrowe wezwanie, no i się pofatygowali, dobrodoszli, że ta spółka będzie w dobrej wierze wpłacać po 20 PLN co miesiąc, że się stara spłacić i odesłali do tej zagranicy że “dłużnik jest windykowany”. O, to takie sobie smaczki urzędy z jednego kraju robią wobec drugiego, bo każdy sobie rzepkę skrobie a finanzamty wszystkich krajów jakoś nie łączą się budżetami, za to psikusy robią sobie z wzajemnością i nie wiadomo nigdy kto zaczął, ale tradycja zobowiązuje.

Takich historii co to Urzędy nawywijały mógłbym kilka stron napisać, tylko na co to komu, skoro to nikomu nie doskwiera, a czytelników, to raczej wzbudzają takie sprawy, że komuś niesłusznie dopisali do rachunku, a nie że komuś dali się wykpić. A przecież i takich historii gdzie słusznie bądź niesłusznie haracz naliczyli (oczywiście niesłusznie, nie ma wszak przykazania “płać podatki”) i jeszcze egzekwowali z pełną surowością też mam trochę i niejedne drzwi i szóstej w drzazgi leciały, tylko to są takie historie co ludzie je źle wspominają i lepiej sobie ich nie przypominać, bo czarni jak wpadają, to wszystkich biją i afera jest tylko jak wpadną pod zły adres. I tego im nie szczędźmy – miejmy zawsze inny adres i zawsze nie ten, pod który wpadają. Z wolnej stopy jest ta zaleta, że UB już przynajmniej na schodach sądu jak dawniej nie bije.