W kraju jaja niewyjęte

“W kraju jaja niewyjęte”, gdyż kodziarstwo dało ciała.

Miałem się byczyć, z uroków krainy korzystać. Tymczasem wypadło spotkać się z ludźmi, dowiedzieć co gnębi przedsiębiorców i inwestorów (choć był jeden obszarpany przecież ujdzie między pany). Nie wszystkich zdążyłem spotkać, czas nie jest z gumy.

Otóż wśród tych mieszkających i działających w Polsce panuje powszechne przekonanie, że władzuchna ich obłupi ze skóry. Już nie ma zwrotów vat w przyzwoitym terminie jak w normalnych krajach, biurwa zęby szczerzy i się odgraża.

Tymczasem przedsiębiorcy chcą uciekać z majątkiem (który da się unieść) i rozmyślają nad ratunkiem dla posesjonatów, bo tego, co czyni posesjonata, unieść nie sposób. Komuniści w natarciu – skąd patrzeć ratunku?

Podzieliłem się z niektórymi pewnymi doraźnymi rozwiązaniami oraz takimi, jakie będą wdrażane, aby się ratować w przyszłości niezbyt odległej. Te pomysły, jak wszystkie inne, będą tu ukrywane w tekstach jak rodzynki w ciastach, tak aby ci, co rozumieją, sobie je wyczytali, a ci, co czytają z podszeptów złego, pragnąc przedsiębiorcom życie utrudniać, nie mogli onych fruktów odnaleźć.

Co przytomniejsi i ci co mieli okazję się spotkać rozumieją, że jak napiszę takie rzeczy punkt po punkcie, to rozporządzenia i ustawy z okazji każdego punktu wyprodukują, żeby tego zabronić. I wprowadzą urząd od kontroli tego – dodatkowy, bo mało mamy.

Komuchy próbują uszczelnić system – kłując w nim dziury.


Powszechnie jednak spotkani penetrowali prawdę na temat lewaru, jaką w okresie największej chwały naszych przodków znał Samuel ze Skrzypny w krótkim utworze zwanym “Horatian ode, short lyric poem written in stanzas of two or four lines in the manner of the 1st-century-bc Latin poet Horace. In contrast to the lofty, heroic odes of the Greek poet Pindar (compare epinicion), most of Horace’s odes are intimate and reflective; they are often addressed to a friend and deal with friendship, love, and the practice of poetry.”

O, jako błogosławiony

Ten, który pracowitym ojczyste zagony

– Jako starzy – orze pługiem,

Ani żadnym uciśnion na dobrach swych długiem!

Wróble mi doniosły

A tutaj niektórzy komentatorzy, którzy z dziwnego kierunku przyszli (bo nie przedsiębiorcy), ukuli teorię spiskową na temat zarobmy.se, na bazie braku danych, według schematu jaki podałem w Tworzeniu iluzji proxy:

W praktyce sprawimy, aby ludzie wierzyli w to, co nie będzie nam przeszkadzało. Najlepiej niech sami sobie wymyślą co im pasuje.

Nie przeszkadzam zatem spiskowcom w tworzeniu interesującej teorii, jednak zaznaczę, że żadnego Nawigatora nie czytałem. Zgaduję, że to ichnia gazeta.

Wysnute koncepcje uważam za nader interesujące. Ciekawie się te meandry w wątku śledzi. Szczególnie podoba mi się ta, że będę coś sprzedawać – jakieś Amber Inwestycje – znaczy już chcą kupić. 🙂

Od czasu do czasu pojawia się tu ktoś zarzucając mi korzystanie z jakichś lektur, tymczasem zaznaczyłem, że ludzie konwergentnie wymyślają te same wnioski z podobnych przesłanek. Popełniane teksty nie są ani wyjątkowe, ani oparte o te same źródła:

Dygresja – z tych samych lub podobnych przesłanek, w podobnym czasie wielu ludzi wysnuwa te same wnioski. Czasem ciężko jest wskazać kto pierwszy coś wymyślił, a nawet co kto wynalazł. Zazwyczaj w dyskursie powstają nowe koncepcje i sukces ma wielu ojców.

Oczywiście gdyby one Nawigatory były dostępne w pdfach, to chętnie się zapoznam.

Coryllusa zdecydowanie lepiej się słucha, niźli czyta, ponieważ nazbyt tłuste i licho rozdzielone popełnia On akapity. Ma też swoją filozofię sprzedaży, która z przyczyn technicznych wyklucza mnie z grona czytelników, gdyż nijak nie znalazłem pdfów interesujących mnie dzieł, a na zakup papierowych książek mam szlaban po zapchaniu jednego lokalu papierem zwiezionym ze świata. To godny uwagi handlowiec i wydawca.

Towarzystwo na blogu u Coryllusa to zazwyczaj one same pięknoduchy co u Pana Grzegorza Brauna. Katolicy zmapeciali, co jako żyją – żadnym nie rzucili kamieniem, licząc, że ktoś zrobi to za nich. Najpewniej Anieli z Nieba zstąpią i się po łokcie we krwi ubabrają za tych, co odpuszczają swoim winowajcom.

Sympatię mam dla nich wielką. Lecz dla nich lepszy:

“groch kapusta, niźli w wojnie kura tłusta

bo na wojnie kule leją

nie pod jednym nogi drżeją

(…)

Bo na wojnie szable kruszą

niejeden się żegna z duszą”


Wtręt wredny a zgryźliwy:

My sobie w Warszawie o przyszłości biznesu w inwestycjach i unikaniu haraczy, a tymczasem z popsutym mikrofonem Pan Michalkiewicz w Lublinie ujawniał swoją małą spostrzegawczość w kwestiach politycznych, co ubodło mnie wielce, gdyż słusznie zarzucił stolnikowi, podsędkowi upickiemu i posłu na sejm, iż zerwał go, przy okazji stwierdzając, że wolne veto nie miało miejsca jedynie w przypadku sejmów koronacyjnych, co jest bzdurą.

Otóż liberum veto jest to wykluczenie z aklamacji – wspólnego podjęcia decyzji przez wiec federacyjny (federację ziemską – ziem tworzących państwo: http://abc-heraldyki.net/page5.php).

Jednakże nie zdarzało się, aby sejm elekcyjny (w szczególności), a i sejm czy jakiś sejmik w ogóle ucierał głosy, aż do aklamacji federacji. Gdyż po pierwsze na sejmiki, a co dopiero na sejm mało kto jeździł (góra promil szlachty uprawnionej), bo to kosztowało, a po drugie głosowanie federacyjne było niepraktyczne (właśnie z powodu liberum veto), natomiast znacznie częściej zawiązywano konfederację.

Obradował wtedy sejm skonfederowany, gdzie decyzje podejmowano zwykłą większością głosów bez prawa veta.

I tyle o sejmach elekcyjnych, które pod węzłem konfederacji, a nie federacji, były najczęściej zawiązywane, toteż nijakiego veta tam być nie mogło i nie było.

Miłosierdzie jednak bliźniemu okazać należy, gdyż na komunistyczny uniwersytet chodził i tam opowiadano brednie o tym jak działał ustrój polityczny mocarstwa misyjnego.

Zarzucam Panu Michalkiewiczowi, że zapomniał (bo z pewnością wie, tylko tak się na czas wykładu zapomniał), wedle jakiego obrządku politycznego (procesu legislacyjnego) RzeczPospolita ucierała sobie Pana Króla na męża i protektora. A to nie wypada w ruinach Sarmacji mieszkać i ustroju politycznego nie pomnieć.

Zbulwersował mnie Pan Michalkiewicz niepomiernie.

Wszystkiemu winne komuchy

Bo celowo rozprowadzili brednie o wpływie liberum veto na działanie systemu politycznego Rzeczypospolitej. I należy to prostować.

Warto wyjść z założenia, że nasi przodkowie, którzy zbudowali mocarstwo misyjne, byli całkiem przytomni. Przytomność tę można stwierdzić chociażby po tym, że prawo głosu mieli tylko ci, co generowali siłę, której projekcją można było razić nieprzyjaciół. Klasa polityczna miała jedno specyficzne zajęcie, którego nie miał żaden inny stan Rzeczypospolitej – zajmowali się zabijaniem ludzi. Zmonopolizowali przemoc = stworzyli państwo.

Otóż ci przytomni ludzie rozgraniczali swoją władzę postulacyjną i administracyjną sprawowaną zbiorowo. Zbiorowo, ponieważ udział w każdej decyzji mieli wszyscy, cały stan szlachecki. Choć wydaje się to skomplikowane logistycznie (wszak nie mieli w Moskwie serwera do liczenia głosów, a gdzie jak nie w Moskwie znają się na liczeniu głosów?), to antenaci radzili sobie z tym równie prosto jak ich niegodni potomkowie tworząc Solidarność.

O Sejmie i Sejmikach kto w szkole był trzeźwy, ten słyszał, ale w tym brała udział garstka z milionowej rzeszy szabel. Jeśli choć i promil, to nijakiej wagi taki głos by nie miał. A jednak miał, o czym wspomniał Pan Michalkiewicz, bo przecież nie jedna osoba zerwała wymieniony wyżej sejm, a województwo trockie (nad Niemnem, tam gdzie dziś Kowno) zerwało – cała kupa szlachty czyli, a nie jeden poseł.

Bo to istotna rzecz – poseł na sejm z sejmiku województwa trockiego wysłany, aby reprezentować wedle instrukcji ziemię trocką. A nie samego siebie i swoje widzimisie (jakkolwiek szogun Janusz Radziwiłł cały ten interes z sejmikiem sponsorował, demokracja demokracją, a ktoś rządzić musi – przytomności!), jeno część terytorium i szlachtę tam mieszkającą reprezentował.

Skoro jednak sejmiki wysyłały posłów (a to nie było tanie, bo na sejm daleko) i nie wysyłały ich pojedynczo (bo jeden lub kilku byli sprawozdawcami, a inny przedkładał taką, a inny siaką sprawę), a bywało, że i delegowano równolegle posłów votum separatum, jak zgodności co do sprawy w danej ziemi nie było (i sprawa dalszych obrad wymagała), to musiała jakoś tych posłów obierać.

No jak sejmik delegował posła (posłów), to każdy jest w stanie sobie wyobrazić, ale jak się niby miała szlachta ze wszystkich powiatów zjechać na taki sejmik?

Otóż wcale się nie zjeżdżała.

Lokalnie urządzano sejmy sąsiedzkie. W sieni u co majętniejszego acz równego innym, najczęściej jednak istotnego urzędem zbierali się sąsiedzi, każdy z domu swego reprezentował ileś szabel i w takiej okolicy (a na Mazowszu w zaścianku) rada w radę, wysłuchując sprawozdań z sejmiku ucierali swoje decyzje, aż wreszcie delegowali swojego posła i swoje głosy (swojego rodu, bo liczebność była istotna). I tak okolice w powiecie zbierały delegatów, tam ucierały zdanie reprezentanta powiatu (zazwyczaj kilku, jak wielu chciało się na sejmiku wypowiedzieć, a to nie było szczególnie daleko, ale i darmowa taka wycieczka nie była). Reprezentanci powiatów zbierali się na sejmiku, a posłowie sejmików na sejmie.

Taka wielopoziomowa demokracja bardzo pośrednia. W praktyce sprowadzała się do popierania osoby na stanowisku, a w szerszej perspektywie do popierania klienta jakiegoś królewięcia czy magnata (magna – wielkość, wielki) albo jak w opisywanym przypadku – hetmana (z grzeczności tylko ten tytuł wymienimy, bo to był władca sojuszniczego państwa – książę).

Gdyby w takiej piętrowej demokraturze było jakieś liberum veto, to by się nigdy żaden sejm nie odbył, jak więc to działało, skoro jednak działało trzy wieki?

Ano banalnie – przytomni przodkowie sejm federalny wiązali tylko w kwestii postulowania prawa federacji ziem. Czyli wprowadzeniu nowego prawa. Najistotniejszym i najważniejszym prawem jakie ustanowiono jest takie, że my dzisiaj, jako i przodkowie przed wiekami mamy takie samo prawo żyć według ich niezmienionych praw, jakie i oni mieli. Nawet to uchwalili w 1505 roku – nihil novi sine communi consensu. Jacy zmyślni przodkowie – 512 lat temu wymyślili, że nam się dziś nie ma prawa dziać większa krzywda niż im, i żadnych praw na jakie się nie zgodzimy nie wolno nad nami ustanawiać.

Aż niegrzecznie zarzucać antenatom, że czegoś nie przemyśleli. Wszystko przemyśleli. Stworzyli spójny, długo i wydajnie działający system polityczny pozbawiony przymusu i zamordyzmu. Oczywiście tylko dla tych, co za mordy innych trzymali.

Tyle kwestie postulowania nowych praw gdzie liberum veto było, ustawy wprowadzano w ekspresowym, najkrócej czteroletnim tempie (nieczęste przypadki, bo większość to tak dekadę z okładem).

Tymczasem aby wykonać prawo, dokonać czynności administracyjnej (obrać króla), zebrać podatki czy zwołać się pod broń nijakiego sejmu federalnego nie zwoływano, tylko konfederacyjny. Sejm konfederacyjny (konfederację) zwołać mógł kto bądź, gdzie bądź (a ilu go posłucha to inna sprawa), choć najczęściej działo się to w oficjalnych ramach i z tego wynika dzisiejszy bałagan czy liberum veto było, czy nie było, skoro go jakoś dziwnie nie stosowano. A nie stosowano, bo sejm konfederacyjny podejmował decyzje większością głosów obecnych rezprezentowanych (a nieobecni nie mieli racji).

Ot i cała przyczyna konfuzji. Konfederacja służyła wykonaniu, a nie postulowaniu prawa.

Z tego też powodu jak trzeba było potargać za brodę jakiegoś nazbyt narwanego szoguna (hetmana), co nazbyt wiele sobie poczynał, to zawiązywano konfederację i wykonywano prawo. Czasem przeciw konfederacji stawała inna, były z tego burdy i tumulty, czasem kończyło się trybunałami, a najczęściej nie kończyło się nijak, bo każda ze stron cofała się w swoich zapędach. A później sejm zbyt popędliwym winy darował.

Bo nie należy zapominać – antenaci groźni byli – oni się zawodowo zajmowali zabijaniem ludzi.


Jeśli ktoś jest na bieżąco z przepisami dotyczącymi zakupu broni w Czechach, to byłoby miło gdyby ujawnił się z bieżącymi zmianami w Czechach. Jak się dobrać do arsenału będąc zagranicznikiem?

Tymczasowo zostać mieszkańcem?

Szkolenia i produkty

Bo przecież zgodnie z nazwą wypadałoby coś zmonetyzować i zarobić se.

Niby powinna się tu pojawić jakaś oferta inwestycyjna, jakiś Amber Fundusz, jakieś niebotyczne zwroty na sporym ryzyku. Bo przecież czemu nie?

Albo chociaż inwestycje w diamenty czy podpięty handel złotem. Ponieważ co nieco pojęcia o falsach z tych branż mam.

I cóż ja miałbym zaproponować?

Zapłaciłby kto przytomny za szkolenie (bo wszak kamyki i falsy musiałbym na ono zabezpieczyć), na którym bym wyjawił, że cały ten interes z inwestowaniem w diamenty jest licho płynny i niegodny zawracania głowy, a cztery dziesiąte karata kamyczek cenowo odpowiadający krugerrandowi, co jak słońce złoty, jest laikowi (nawet uzbrojonemu w narzędzia) ciężko odróżnić od falsa? I konkluzja ze szkolenia byłaby taka, żeby się w ten biznes nie pchać?

A temat rozróżniania wolframu od złota jeszcze poruszę, bo Chińczyki wprowadziły nowe platerowanie warstwami innych materiałów i właściwości wolframu okazują się być zaburzone. Jak tak dalej pójdzie, to ultradźwięki, palnik i wiertarka pozostanie.