Warianty przyszłości – wstęp teoretyczny

Prowadząc działalność w perspektywie dekad jesteśmy zmuszeni do planowania w takiej skali. Nie bardzo jest skąd czerpać doświadczenia w tej materii, gdyż ludzie jeszcze nigdy powszechnie nie dożywali takiego wieku jak obecnie. Prowadzenie działalności przez cztery dekady było poniekąd abstrakcyjne. No i było wielu zstępnych do wyboru, aby pokierować rodem przez następne dekady.

Dziś czeka nas praca aż do śmierci, przez 5-6 dekad od osiągnięcia dorosłości, o ile litościwy los nie potraktuje seryjnym samobójcą. Na lekarstwo też zstępnych, a przy obecnym tempie rozwoju nie bardzo jesteśmy w stanie sobie wyobrazić jaką dziedzinę, której jeszcze nie ma, obiorą wnuki i prawnuki. Nie będzie komu przekazać dziś nowoczesnych – w przyszłości archaicznych – środków produkcji i wiedzy nikomu już niepotrzebnej. Ale będzie można przekazać złoto i żelazo.

Metoda sprawowania władzy nad nami nie jest przesadnie pokrętna – opiera się ona na przemocy, z przemocą jesteśmy zaznajomieni (a młodsi się zaznajomią, jak dostaną pierwszą zapłatę i zobaczą wyciągnięte ku niej łapska należymisiów). Obecnie ścierają się dwie koncepcje, które wynikają z marksizmu, ale ich drogi rozeszły się tak bardzo, że wynikają z nich dwa zupełnie odmienne systemy podatkowe. I na oba warianty trzeba się przygotować.

Sprawowanie władzy “zza kurtyny” (kuromaku) polega dziś na tym, że jacyś opiniotwórcy (już my wiemy jacy i z jakiego narodu), bez brania odpowiedzialności za skutki swoich rad, napominają nas z wysokości autorytetów moralnych (tak jakby jakiś mieli), że mamy jakieś obowiązki i odpowiedzialność. Tak jak Kaczyński bredził, że jakiś obowiązek spoczywa na przedsiębiorcach (obowiązek rządzenia spoczywa na władzy, jest się rządem i trzeba coś zarządzić, a później dać za rezultaty głowę pod ocenę). Bardziej zaawansowane stadium tego ustroju jest w Skandynawii. Tutaj bredzi się, że przedsiębiorcy są odpowiedzialni za zatrudnienie, że każdy (haha) jest odpowiedzialny za wspólne (haha) utrzymanie systemu (czyjego?) podatkami. Ciekawe za co są odpowiedzialne autorytety moralne? I jak się tę odpowiedzialność egzekwuje – sznurem, gilotyną?

Oczywiście z prawicową reakcją nie ma tu żadnego pola dyskusji. My robimy swoje, a jak socjalizm fika, to dostaje w ucho. Socsędziowie wtedy przekonują się, że nie są nieśmiertelni, a socnaczelnicy więzień, że jak będą niegrzeczni wobec osadzonych, to nieosadzeni potrafią ostrzelać im dom. I od razu wraca przytomność. Przemoc podstawą normalności.

Opiniotwórcy stworzyli system uzasadniania swojego moralnego decydowania o zasobach (czyli sprawowaniu władzy przez rozdział rezultatów cudzej pracy) poprzez nacisk plebsu. Plebsu czyli niewykształconych, zbędnych, dwunożnych śmieci uzależnionych od dopłat i zasiłków – od chleba i igrzysk – to już było. Ponieważ jednak ludzie chcą się kształcić, chcą wyrwać się z ubóstwa przez pracę, chcą zachować jej owoce, to buntują się przeciwko “autorytetom”. W odpowiedzi, aby wytworzyć klasę plebsu, “autorytety” uniemożliwiają korzystanie z owoców swojej pracy, a nawet uniemożliwiają samą pracę, wprowadzając chaos aparatem biurokratycznymi; uniemożliwiają kształcenie, aby móc jakąkolwiek użyteczną pracę w przyszłości wykonywać.

Z punktu widzenia konserwatywnej ekstremy rozwiązanie jest proste – wszystkich zamieszanych w socpaństwo pozabijać. Ale konserwatywna ekstrema zachowała się jedynie u Wahabitów i przestała wytwarzać postęp techniczny, aby utrzymać zdolność do stosowania przemocy.

Jest jeszcze jednak punkt widzenia establishmentu korporacyjnego (władającego sposobem organizacji środków produkcji na skalę planety), czyli ludzi racjonalnych, którzy swoją władzę opierają o rozwój technicznych środków aplikowania przemocy. I kontroli – aby aplikować w miarę racjonalnie, w przeciwieństwie do wahabickiej ekstremy.

Establishment korporacyjny wyrósł z marksistowskiego zarządzania chaosem, samemu kreując chaos. Korporacje są przejawem biurokracji, którą wykorzystali lepsi kupcy – mądrzejsze osobniki wewnątrz “klubu gangstera”. Przedstawicielem tych osobników jest depopulator – Bill Gates. Ta grupa doszła do wniosku, że masy plebsu są dla nich groźne, a wykształcić wszystkich na razie nie dadzą rady (jak w Korei czy Japonii pod jankeską okupacją).

Lewar w rozumieniu narzędzia, w szczególności narzędzia kontroli i terroru, zmienia kąt piramidy społecznej (spłaszcza ją), pozwalając dominującemu kontrolować większą liczbę uległych. Przewaga techniczna pozwala mniejszej liczbie dominujących pacyfikować olbrzymią liczbę podważających dominację. Wartości te mają swoje granice techniczne, przełamywane przez liczbę ludności.

Tak całkiem na poważnie – jak kontrolować planetę przy użyciu broni jądrowej, kiedy populacja wyniesie 50mlrd? Bo przecież pałami to już będzie niewyobrażalne stłumienie jakiegokolwiek buntu.

Depopulacja ma sens w kontekście ograniczenia populacji do podlegającej zastraszeniu istniejącym uzbrojeniem. Jak jest szansa jedna na cztery, czy jedna na dziesięć, że się zginie w czasie buntu, to można się pokusić o złagodzenie swojego stanowiska. Ale jak szansa spada poniżej jednej na 50, to mała szansa, że będzie się w ogóle znać poszkodowanych.

Dlatego właśnie – w przeciwieństwie do antykulturowych socrządów, kierujących masy na manowce braku wykształcenia i tym samym braku zdolności do wytwarzania środków produkcji niezbędnych do utrzymania cywilizacji technicznej, pozwalającej wytwarzać bogactwo materialne – depopulatorzy postanowili te masy wytrzebić – pozbawić je zdolności do płodzenia istotnej ilości potomstwa. Jest to jakieś rozwiązanie. A tym co się uda jednak przetrwać – zapewniają kształcenie do upadłego. Obecny klimat dyskusji w kierowniczych gremiach socpaństw zwraca się ku problemowi wykształcenia “aby każdy miał szansę być za siebie odpowiedzialny i się utrzymać” – acha – budzi się rozum – władza wymyka się z rąk.

I tutaj od razu pojawia się udomowienie konia. Depopulatorzy literalnie (Bill G. w wywiadzie w Quartz):
https://qz.com/911968/bill-gates-the-robot-that-takes-your-job-should-pay-taxes/

Rozwinięcie tej dyskusji w innych panelach tej grupy od MALEJĄCEGO opodatkowania środków produkcji wiąże się z przekazaniem rezultatów tych podatków na kształcenie, aby ludzie poradzili sobie z utrzymaniem w ruchu tej maszyny, jaką jest dzisiejszy przemysł (mamy z tym coraz większy problem – są puste fabryki, których nikt nie umie już uruchomić, ponieważ umarli ostatni operatorzy).

Co więcej w tej dyskusji pada koncepcja spadku do zera opodatkowania pracy dla ludzi, a nawet opodatkowania ujemnego (dochód gwarantowany) i zachowanie socrządów do “następnej razy”, czyli do następnego przesilenia, skutkującego rozstrzygnięciem o poziomie sprawowania władzy na kolejnym poziomie technicznym.

Tak samo miało być z udomowieniem konia jak z udomowieniem automatyzacji i robotyzacji – mieliśmy mieć więcej czasu dla siebie. Kup sobie konia – dowiesz się ile trzeba przy nim robić, żeby koń robił. Kup sobie obrabiarkę – dowiesz się co to automatyzacja, ustaw przy niej KUKA – dowiesz się ile trzeba narobić się przy robotyzacji. I owszem – wydajność powtarzalnej produkcji za każdym razem rośnie o rzędy wielkości, ale to nie znaczy, że nie trzeba się przy tym narobić.

Zaletą rozwiązania depopulatorów jest to, że i tak to wprowadzają, robią to na siłę, mają tę siłę, zrobią co uważają, bo mogą. Wadą socpaństw jest to, że niektóre sobie nie poradzą z przyczyn strukturalnych. Najpierw zejdą do “drugiej prędkości”, a potem ustanie w nich zaawansowana wytwórczość i dojdzie tam do drastycznych procesów naturalnych (debellatio). Problemy strukturalne to demografia i poziom techniczny społeczeństwa, bezskuteczny system edukacji. Oraz problem najważniejszy – kapitalizm. Kapitalizm jest zwyrodnieniem wolnego rynku, abstrakcyjne zapisy co komu jest winien (kapitału w postaci niematerialnej – obietnic) nie mają już odniesienia do rzeczywistości (gigantycznych zapisów stanu rachunków nie da się zamienić na nic materialnego bez przeceny tych zobowiązań do rzeczywistych ilości zasobów, możliwych do zdobycia). Z problemów strukturalnych można wyjść cofając poziom wytwórczości do poziomu, na jaki da się na siłę wepchnąć aktualnie pracujące pokolenie i z tej cofki o dekadę czy dwie dokonać szybkiego marszu naprzód. Takie próby są podejmowane w Skandynawii, na wypadek gdyby dostawy z Chin z jakichś przyczyn geopolitycznych stały się ograniczone.

I tu powstaje problem kapitalizmu – co z kapitałem jeśli rozstrzygnięcie i tak będzie wolnorynkowe? Materialne to mamy środki produkcji i depozyty materiałów (w tym metali szlachetnych).

Czy w przyszłości rynki finansowe będą większe niż obecnie nominalnie, ale będą miały mniejszy udział w gospodarce? Czy nastąpi gwałtowne urealnienie siły nabywczej walut, wraz z przecięciem szlaków handlowych z powodu działań zbrojnych? Czy to będzie urealnienie weimarskie i towary będą drożeć z godziny na godzinę?

Marksizm wyczerpał się szybciej niż kapitalizm. Amerykanie stosują obecnie rosyjskie rozwiązanie (polityka Nerona – hołd Partów, pokój z Persami, eskalacje i deeskalacje w Germanii)  – upraszczają granice, dokonują kontrakcji zasobów, firm, zdolności organizacyjnej w swojej przestrzeni, porzucają wysunięte perymetry. Przygotowują się do restartu gospodarki, aby jeszcze raz podjąć wyzwania globalnej hegemonii w nowym, trudniejszym otoczeniu. Tymczasem Chińczycy przenikają całą planetę swoją populacją, a uzbieranych kwot należności nie ma na co wydać – magazyny są pełne rzeczy zbędnych albo takich, których nikt nie ma pomysłu na sensowne użycie w dzisiejszym otoczeniu. A w jutrzejszym?

Wynikają z tego podstawy by sądzić o możliwym rozwoju systemów sprawowania władzy. Z całą pewnością będą konsolidować się stowarzyszenia, federacje, unie handlowe – pies je zwał – na bazie politycznej z przemocą gospodarczą (taką jaką stosują Niemcy w EU) i być może jeszcze jakiś czas finansową (też Niemcy). Będzie się tak działo, ponieważ ciągle mamy rozwój środków technicznych a rezultatem tego jest lewar – coraz mniej ludzi może kontrolować coraz większą liczbę, o ile ci dadzą się kontrolować (w konfrontacji już tak pięknie to nie wygląda – aby dokonać ludobójstwa na miliardzie ludzi trzeba w rejon ich bytowania posłać kilkaset milionów zbrojnych z olbrzymią przewagą techniczną, a jeśli ten miliard to nie są bezbronni cywile, to broń jądrowa ma zbyt małą siłę rażenia aby cokolwiek ugrać).

Oto kilka koncepcji jakież to systemy sprawowania władzy mogą się nam rozwinąć z dziś istniejących.

Edukacja i rozwój

Brzmi jak jakieś piękne hasło wyborcze, ale to urzeczywistnione w Korei i urzeczywistniane w Chinach piekło, którego urzeczywistnienie w Japonii skończyło się jak widać. Jest z tego rozwój, jest edukacja, ale jest też masowy eskapizm i już w trzecim pokoleniu odrzucenie udziału w społeczeństwie (w trzecim czyli pierwsze objawy są 45 lat od dokręcenia śruby). Nie jest to społeczeństwo, w jakim ludzie chcą żyć, ponieważ ma ono wszelkie cechy MLM i korzyści tylko dla tych, co weszli tam pierwsi z największym kapitałem.

Istotne cechy tego systemu to parcie na kształcenie i odrzucanie wszelkimi sposobami nie dość zdolnych i ambitnych – bardzo słusznie. Jednak podnoszenie poprzeczki przez istotną w kilkudziesięciomilionowej populacji skrajnię krzywej gausa powoduje, że w cyklu kształcenia zaczynają odpadać też ludzie ponadprzeciętni – nie dają sobie rady. Jest w tym systemie też problem ukierunkowania talentów – i negowania posiadanych, brak jest tam przestrzeni dla samorozwoju – bardzo trudno znaleźć tam przestrzeń do dłubania w garażu – brakuje na to czasu i środków.

To bardzo wydajny system, jaki w przybliżeniu opisałem w temacie UstRÓJ. Ale trzeba olbrzymich stresorów (jankeską okupację i milion chińskich żołnierzy), aby ludzi do takiego kieratu zagonić.

Taki ustrój to konsolidacja środków, cięcie kosztów, przymusowy kolektywizm w ramach kooptacji pod efektywność zbiorową i zanik usług indywidualnych (zepchnęcie ich na margines ekonomiczny). Małe mieszkania, mało przestrzeni indywidualnej, mało przestrzeni na własne, niekolektywne, nieprzedyskutowane z innymi pomysły, brak miejsca dla indywidualności i bohaterów.

Oczywiście to co nas interesuje to biznes. Czyli jakie będą w takim ustroju podatki, formy działalności, presja fiskalna, dostęp do depozytu młodzieży coś umiejącej jak i taniej siły niewolniczej (na przykład imigrantów). Dla wielu ma też znaczenie swoboda badań, działań i komasowania środków w takim ustroju oraz perspektywy dla biznesu. I tutaj niestety jest taka sytuacja, że wybicie się z MiSiem gwarantuje przymusowe – pod batem finansowym – wcielenie do korpo.

Władanie plebsem

Na przeciwległym biegunie leży więcej socjalizmu i dalsze postępactwo – szkoły, które niczego nie uczą, urzędy, które niczego nie wykonują, służby, które niczemu nie służą. Rozrost pozorowanych działań – uczenie się zasad zamiast uczenia się, zastąpienie wnioskowania certyfikacją i zaświadczeniem. To bezwładność władzy filozofów – niezdolność do kreowania innej siły niż władza nad emocjami niewykształconej (choć spędzającej 20 lat na indoktrynacji w szkołach), pozbawionej ubogacającego zajęcia masy. To władza o jakiej mówił FoxDojcz – “widz nie jest tak głupi, jak nam się wydaje – jest jeszcze głupszy”. Władza nad sterowanymi emocjonalnie dwunogami co mają dwie lewe ręce i coraz większa presja na uciekających z systemu ludzi, którzy cokolwiek potrafią wytworzyć. Tej ucieczce żadnym terrorem nie da się zapobiec, ponieważ sprytni ludzie potrafią nawet w więzieniu, pod totalnym dozorem wytworzyć narzędzia – są kreatywni – a reszta kreatywna nie jest.

Taki ustrój nie rozwija się społecznie, technicznie tylko w zakresie środków dozoru i sterowania emocjami (głównie masowymi). Z braku przyrostu bogactwa dochodzi do oligarchizacji i dzielenia coraz mniejszego względem rosnącej populacji tortu, powszechna bierność.

Oczywiście nas interesuje jak będzie działał biznes na takim malejącym torcie – a to jest prosta droga do klientelizmu – władza za wspieranie władzy udzieli łaskawie dostępu do dóbr, zapewni bezkarność. Tylko coraz mniej będzie miała zdolności do wykrycia, ścigania i karania, więc zapewnianie bezkarności będzie coraz mniej warte, a dóbr, nad jakimi będzie panować – ubędzie. W rezultacie powstanie drugi i trzeci obieg gospodarczy, taki sam jaki powstał w katolickich absolutyzmach i utrata realnej władzy przez filozofów – teologów kolektywizmu.

Potknięcie populacyjne

Japonia jest przykładem, gdzie modelowo udało się wprowadzić presję na edukację i rozwój – nie wytrzymała tego demografia. Ludzie przestali się rozmnażać. Inne kraje wysoko rozwinęte technicznie (Szwecja, Szwajcaria, Izrael) ratowały się imigracją (masową imigracją, w Izraelu był problem z urzędowym rosyjskim – mało brakowało), tylko że w porównaniu z Japonią to nie jest nawet ten rząd wielkości populacji. W dużej skali potknięcie populacyjne powoduje, że korporacjonizm pozostaje jedyną, ostatnią istniejącą formą zbyt krótkiej kołdry, aby przykryć wszystkie powstałe w jakimkolwiek ustroju problemy. Japonia nie ma z nikim granicy lądowej, więc nikt ich nie najechał, ale rozgonić bandę emerytów choćby kijami nie jest ciężko – z tego wynika uległość wobec USA – Japonia ma olbrzymie trudności w wytwarzaniu jakiejkolwiek siły z braku młodej kohorty.

Bardzo interesujące są aspekty prowadzenia biznesu w takim zamożnym, tanim społeczeństwie dobrobytu dla starców. Szwecja jest dość zbliżonym przykładem, jeśli chodzi o strukturę wiekową i imigracja, jakkolwiek głośna, to dalej ułamek ludności. Nie jest to oczywiście opcja długoterminowa, upadek ekonomiczny widać z dekady na dekadę – ludzie biednieją w oczach, ale jest tego sukna jeszcze tyle, aby coś urwać i w garści zostało.

Potknięcie edukacyjne

Coś co spotkało USA i EU. Wynika z olbrzymiej liczby ludności w kontekście socjalizmu. Sterowanie emocjonalne masami, aby każdy czuł się emocjonalnie zaspokojony, rozniosło system edukacji. Zapełniło szkolne ławy matołami, które dawniej nie zdałyby egzaminów do szkół. Dziś wstyd chwalić się dyplomem – każdy małpet ma dyplom, a nie potrafi wytworzyć samodzielnie nic, czego innym trzeba.

W rezultacie zaczęliśmy mieć zbiorowy problem z utrzymaniem w ruchu przedsiębiorstw będących podstawą cywilizacji technicznej – wydobycia i przetwarzania surowców, zaopatrzenia w energię. Spadła jakość wody, jaką mamy dostarczaną do konsumpcji czy to indywidualnej, czy przemysłowej, spadła jakość żywności teraz będącej tylko paszą, spadła jakość pojazdów rozlatujących się po trzech latach od zakupu, spada jakość oprogramowania, które po zakupie od razu musi być łatane. I nie w każdej branży rozwiązaniem jest cofka techniczna do poziomu, z jakiego małpety mogą zrobić restart.

Przy bardzo lichej demografii to jedna z poważniejszych pułapek dla biznesu, gdyż wymusza regres techniczny, a to oznacza postawienie nas w sytuacji, z jaką ostatni raz mieliśmy do czynienia na kontynencie około piętnastu wieków temu gdy upadał Rzym. To rodzaj gospodarki, z jakiej trzeba się ewakuować i nie bardzo jest dokąd, bo do Chin nas nie wpuszczą na takich warunkach, jakie by nam odpowiadały.

Pułapka edukacyjna

Coś w co wpadł Islam po zdobyciu Konstantynopola. A w co zaczął wpadać już nieco wcześniej. Schemat dziś jest podobny, zawsze przebiega to tak samo i miało to miejsce również w Indiach, ale Hindusi nigdy z tego nie wyszli, choć teraz próbują – tam procesy zachodzą bardzo powoli.

To chyba najistotniejszy mechanizm, jaki drenuje podstawy gospodarki i wynika on bezpośrednio z marksistowskiej doktryny przejęcia władzy poprzez kontrolę emocjonalną plebsu. To straszliwa pułapka, z której (jak podejrzewam) nie ma bezkrwawego wyjścia, ponieważ trwanie w niej jest niezwykle korzystne dla znacznej części trwającej w niej. Wszak przy ekstensywnej gospodarce łowiecko-zbierackiej szympansy przetrwały tak długo, to i małpetom się jakoś uda.

Pułapka ta jest tematem na osobny artykuł. Polega ona na tym, że najbystrzejsi chcą rządzić i dochodzą do marksistowskiego wniosku, że nie będą rządzić przewagą technologiczną (lepszą dzidą w ręku żołnierza), a większą liczbą emocjonalnie zaangażowanych małpetów. Struktura społeczna staje się wtedy bardzo dużą sektą i zaczynają tam powstawać wierzenia w państwizm, w kolektywizm, w Keynesa, w podatki, w niedasię i w należysię.

Pułapka ta działa następująco – bystrzy ludzie wiedzą, że trzeba się kształcić, aby władać. Ponieważ z koncepcji marksistowskiej (która jako metoda przejmowania władzy jest bardzo skuteczna, tylko nie zapewnia jej utrzymania) wynika, że należy się kształcić w soft skills – tak też czynią. Powoduje to, że nauka – uczenie się, studiowanie, sprowadza się do studiowania pisma (świętego, koranu, Marksa, teologii, cybernetyki społecznej, prawa – cokolwiek wymyślimy do sterowania, a w co małpety uwierzą). Tym samym ci mądrzy ludzie nie studiują w tym czasie kierunków technicznych, zapewniających wzrost prędkości wytwarzania bogactw materialnych. Bo jakkolwiek fajnie jest mieć teologów, to dobrze jak na każdego przypada ze dwudziestu inżynierów górnictwa, infrastruktury, przemysłu co zapewnią, że ten teolog nie musi wkuwać wszystkiego na pamięć, tylko ma czym zapisać, na czym, i ciepło mu przy tym, i na głowę nie pada.

W Islamie właśnie do tego kiedyś doszło – uczyć się (w rozumieniu matematyki, ekonomii, fizyki, budowy dział, konstruowania podkopów, górnictwa, chemii) sprowadzono do “uczyć się Koranu”. A przecież wszystkie przekręty początku średniowiecza robili wybitni matematycy studiujący na arabskich uczelniach. I taki upadek do tego co widzimy dziś, gdzie studenci kierunków technicznych nie dość, że nic nie umieją, to jeszcze są źle traktowani. Może dlatego, że nic nie umieją?

I u nas też do tego doszło. Najbystrzejsi ludzie zaczęli studiować prawo. Socprawo – taką pozytywistyczną brednię o tym, że ludziom można napisać zasady gry i wszyscy nie dość, że się do nich naiwnie zastosują, to jeszcze da się nimi dzięki temu władać i rozwijać. Prawo okazało się problemem. Problemem okazali się sami prawnicy, jednym ze sposobów wyjścia z tej pułapki jest zabicie wszystkich, którzy kiedykolwiek studiowali prawo – mają tak wyprane łby, że traktują to co robią jako rzeczywistość. Bardzo uprości to zawieranie i egzekwowanie umów – będą one proste, ponieważ nikt nie wymyśli skomplikowanych. Uprości to każdą dziedzinę życia, w tym produkcję.


Dygresja o produkcji:

W latach siedemdziesiątych wprowadzono ISO, chodziło o obrót jakościowy i trzymanie ustalonych norm, tak aby nie trzeba było wielokrotnie kontrolować tych samych produktów i aby jakoś uprościć dość szeroki wachlarz różnych rozwiązań (na przykład kilku tysięcy rodzajów śrub – każdy warsztat ze swoim typem gwintu).

I to bardzo pomogło. Założenie było takie, że właśnie rodzące się IT (wszak wprowadzali to inżynierowie i w latach siedemdziesiątych komputery w przemyśle były dość powszechne) bardzo uprości to do obrotu elektronicznego.

Wyszło jak widać bo oczywiście – prawnicy. Dziś do każdego produktu jest tona papierowych zaświadczeń na materiał, na licencję tego co robił, tego co mu wydawał, na laboratorium, które potwierdza jakość wykonania, test próbek, test prototypu, spełnienia wymogów… jak patrzę na ścianę zaświadczeń ciasno upakowanych na półkach, to mnie krew zalewa – pięćdziesiąt lat po tym, jak to wszystko miało być niby elektronicznie – nie dało się – przez prawników.


Ciekawym jest jednak skąd wzięło się w cywilizacji technicznej takie zaburzenie umysłowe (ponieważ ten chory pomysł nie jest objawem zdrowia psychicznego) jak pozytywistyczne prawo, gdzie nie ma materialnego dowodu, iż coś działa – czyli parcia na prawdę, a jest zaufanie do kłamstwa – do formalnego zaświadczenia o formalnej socprawdzie. Otóż same źródła tego pomysłu są zupełnie obce kulturowo i zakrawają na żart – ten wirus informacyjny, ta forma wojny z naszym myśleniem, aby nas kontrolować, wynika z kabalistycznych analiz lingwistyki – manipulacji słowem. Jej pierwsze przejawy pojawiły się jeszcze przed czasami Nerona w Rzymie. Dlatego socprawnikami, autorytetami moralnymi i innymi władcami niebiorącymi odpowiedzialności za władanie i nieponoszącymi konsekwencji swoich “dobrych rad” jest właśnie nacja specjalizująca się w takim operowaniu własną literaturą. Mają w tym niebywałą praktykę, więc wdrożyli to wszystkim i większość dała się nabrać.

W rezultacie mamy stada inteligentnych ludzi, którzy uczą się bzdurnych, wymyślonych przez innych ludzi zasad, zamiast poznawać te rządzące rzeczywistością – badać rzeczywistość i wytwarzać z jej depozytów materialne bogactwo. Prawo to rojenia – zajmowanie się cudzymi rojeniami, ich analiza i stosowanie w życiu, egzekwowanie ich wobec innych, aby tak żyli, to absurd od samych podstaw godzien tylko odrzucenia. Ale…

Ale z przyczyn lingwistycznych, z podstaw samego sposobu naszej komunikacji, z powodu rozkładu głupich i naiwnych względem cwańszych od siebie ta metoda sprawowania władzy na ludźmi, jak i nad szympansami, jest równie skuteczna. Dla głupszych od Ciebie nie jest istotne czy kłamiesz i jakie niestworzone farmazony opowiadasz – ważne czy oni uważają Ciebie za bardziej kompetentnego od siebie, a to nie wynika z Twoich dokonań faktycznych, a wyłącznie z tego jak obrazujesz im to słowami i postawą. To małpia kraina iluzji, dla małpich królów w krainie małpetów.

To najstraszniejsza pułapka, wpadamy w nią wszyscy. Nie macie chyba złudzeń co do tego, że umiem operować słowem i czytają to nie tylko ludzie rozgarnięci, ale również tacy mniej kumaci, co rozumieją co piąte zdanie. A tacy zastosują uproszczone metody egzekwowania socprawa, jakie się im wyłoży. I tak – właśnie do takich typów, do ludzkiego śmiecia, który tak się do żadnej roboty nie nadaje, że każemy im zakładać mundury (aby kretyna było łatwiej rozpoznać) i z groźnymi minami, ufając w powagę wykonywanych czynności zmuszamy ich do stania na rogach ulic, zamiast słupów wskazujących gdzie jest państwo – takich, jakie wbijał Chrobry. To właśnie dla tego najgłupszego elementu w społeczności jest wiara w socprawo, jaką sprawują uczeni w manipulacji słowem prawnicy. Po to mają tę tępą biurwę, aby egzekwować od nas dobra, jakie według socprawa sobie przyznali i po to mają tych kretynów z pałami, aby nam coś odebrać siłą. To że część z nas się uodporniła na tę technikę, nie ma znaczenia. Większość ludzi jest przeciętna i pod przemocą kretynów na rozkaz lepszych cwaniaków odda owoce swojej pracy w taki czy inny sposób.

Cały problem takiego rozwiązania jest taki, że szympansy dalej zbierają i polują, a my od trzystu lat kręcimy się w kółko, wymyślając, na uzasadnienie rozrastającego się jak rak absurdu, teorię cykli gospodarczych, które istnieją tylko w naszych głowach.

Problem jest dość banalny – każdy rozgarnięty człowiek, który zamiast inżynierem od biologii, maszyn, organizacji pracy i produkcji, górnictwa, infrastruktury czy latających dywanów został prawnikiem, teologiem, artystą jest nie tylko rozpustą, na jaką z pewnością nas stać (wszak inżynierowie dają takie bogactwo, że i mecenat na sztukę z tego wynika), ale też w przypadku prawników (a dawniej teologów gdy to działało na pramałpety) powoduje realne szkody i nadmierny rozrost ułamka studiujących te bzdury.

Rzućcie okiem na to co się porobiło na jankeskich uniwersytetach – jaka tam jest “kadra”. U nas jest jeszcze gorzej, u nas nawet nie ma do czego tego porównać. Doszło do tego, że żeby nauczyć się zarządzania bankami, ubezpieczalniami i piramidami finansowymi wojskowa bezpieka musiała wysłać swoje dzieci za granicę po nauki – ponieważ w kraju nie było nikogo, kto by się na tym znał.

Cofka techniczna

Coś co próbują wdrożyć w Unii Nordyckiej – populacja jest jaka jest, presja na kształcenie powstaje – sockrzykacze zaczęli wysuwać koncepcję, że każdy powinien tak się wykształcić, aby nie potrzebował wsparcia od społeczeństwa (przy 90% podatkach – marzenia), ale żeby to wszystko zadziałało przy poziomie imigracji, należy uprościć prace najprostsze i zluzować nieco z automatyzacją (wyższą niż w przemyśle niemieckim, ale niższą niż w japońskim), dopuszczając “smarowanie” systemu przymkniętymi oczami na drobnicę MiSiów, która się przy tym będzie krzątać, zapewniając sprawne działanie. Cała ta Unia Nordycka to jest populacja na poziomie Polski (prawie), a mają kilka rządów etc i planują wprowadzić wspólne obywatelstwo na obszarze – próba konsolidacji – już im Rosjanie pozwolą się konsolidować na swojej granicy, już się rozpędzili.

Ze względu na wskazany problem poziomu technicznego mieszkańców, ale i możliwość presji geopolitycznej wynikłej z przerwania łańcuchów dostaw, wdrażane jest odtwarzanie przemysłu o prymitywniejszej technologii, maszyn półautomatycznych niewymagających takiej liczby trudnych w kształceniu i nabywaniu praktyki techników (drogich serwisantów). O ile w korpo poziom techniczny się utrzyma (tam nikt nie patrzy ile to będzie kosztować), to powszechny poziom techniczny obsługi tego korpo spadnie do dających się ogarnąć ludzkim rozumem poziomów, a na detale przymknie się oczy do czasu, kiedy uda się rozruszać edukację i wdrożyć rozwiązanie japońskie (ze wszystkimi jego przykrymi konsekwencjami).

Pozornie to rozwiązanie jest korzystne dla MiSiów, ale to tylko pozór, ponieważ taka cofnięta gospodarka, jakkolwiek konkurencyjna wobec tych co wpadną w pułapki populacyjne i edukacyjne, to jednak jest gospodarką biedną w porównaniu do zdyscyplinowanego społeczeństwa pchającego technologię naprzód. Ale być może to jest jakieś wyjście, które pozwoli popchnąć cywilizację techniczną mimo powstałych problemów omówionych wyżej.

Istotna jest też specyfika – w Unii Nordyckiej wbijany w ziemię rozwiązaniami jest biznes oparty o IT czy usługi finansowe, doradcze, obsługę prywatnej biurwy – wszystko to jest outsourcingowane poza obszar Unii, albo rośnie mimo biurwy (IT), ponieważ jest aż taki niedosyt na rynku. Tych obszarów nie da się technicznie cofnąć – nie cofnie się języków umów, czy języków oprogramowania o dekadę. I dlatego nie pcha się ich rozwoju, natomiast branże takie jak przetwórstwo drewna, leśnictwo, metalurgia, wydobycie, przemysł ciężki, obsługa technicza przemysłu, infrastruktura, budownictwo – owszem da się cofnąć albo utrzymać na poziomie półautomatycznym, zasilając braki populacją młodą o niskich kwalifikacjach – czyli niewolnikami. Na pustych bezkresach Unii Nordyckiej ma to jakiś sens przy ocieplającym się klimacie. W przeludnionej Korei czy Szwajcarii – żadnego.

Kombinacje czynników

Z wymienionych wyżej problemów dla dwóch konkurujących systemów dalszego rozwoju sprawowania władzy nad coraz większymi populacjami (mimo depopulacji populacja rośnie – życie sobie radzi) mogą wyniknąć obszary, być może będą to jeszcze państwa albo federacje, w których gospodarka będzie rozwijać się z odstającą od przodowników prędkością. Będzie tam po prostu biednie. Różnie też w takich obszarach uda się gromadzić władzę i majątek indywidualny. Różne będą skutki fiskalne, a najistotniejsze – różna będzie władza władców takich obszarów i różna wynikająca z tego rzeczywista wolność. I różny schemat bytowania populacji – w najbardziej opresyjnym systemie parcia naprzód techniką i edukacją ludność będzie mieszkać w obozach koncentracyjnych, jakimi są miasta. W rozpasanym socjalizmie będą to obozy bezprawia – także miasta. W obu wypadkach realną władzę w miastach będą sprawować nieukonstytuowane grupy nieformalne – gangi, mafie, policje, milicje, kulty. Będzie tam panować anarchia. To taka właściwość od czasu, kiedy wiele budynków w jednym miejscu dawno temu ktoś nazwał miastem.

W kolejnym artykule przedstawię wnioski praktyczne – jak zająć pozycje w biznesie w różnych rozwiązaniach, jakie powstaną nam na globusie.

Szanownych Czytelników prosimy o komentowanie zgodne z tematyką wpisu. Zapraszamy na forum po dyskusje na tematy wszelakie.

Jeśli chcesz zwrócić uwagę na literówkę lub błąd techniczny, zapraszamy do formularza kontaktowego.

  • Paradoks

    Hmmm. Prywatne dzielnice i miasta, gdzieniegdzie enklawy korporacji, gdzie indziej wyizolowane komuny, skupione wokół środków produkcji i materialnych zasobów (choć pozornie scalane jakąś ideologią lub rekonstrukcją ethnicity, postrzeganej jako wartość we wszechobecnym gulaszu multi-kulti), otoczone zautomatyzowanymi (lub zasilanymi pracą niewolniczą) latyfundiami, wszystko poprzetykane bezkresem slumsów i strefami walki na terenach, których nikomu silnemu już nie opłaca się w pełni kontrolować, a nad tym coraz bardziej ażurowa i nierzeczywista iluzja archaicznej władzy państwowej. Taki trend widzisz?

    • 3r3

      Widzę to bardziej w postaci przypisywania do systemów ciężarów podatkowych i należności wobec banków.
      Już teraz jak ktoś chce mieszkać w mieście koncentracyjnym, i nie mieć własnego garażu, ogródka, psa, samochodu (bo rugują już z miast i nie ma gdzie parkować), a korzystać z komunikacji miejskiej, wypożyczanych rowerów, w przyszłości skuterów (choć w Japonii wypożyczane automatycznie na żetony czy kartę skutery były już 30 lat temu) to musi podpisać cyrograf na przynajmniej 40 lat spodziewanych dochodów i być nieposzlakowanym niewolnikiem bez jakichkolwiek odchyleń – wzorcowym.

      Następny artykuł będzie o tym jak widzę ustawienie się pod spodziewane rozwiązania w praktyce.

  • PawelW

    3r3 “(…)Z punktu widzenia konserwatywnej ekstremy rozwiązanie jest proste – wszystkich zamieszanych w socpaństwo pozabijać. Ale konserwatywna ekstrema zachowała się jedynie u Wahabitów i przestała wytwarzać postęp techniczny, aby utrzymać zdolność do stosowania przemocy.(…)”

    Chcesz przez to powiedzieć, że konserwatywna ekstrema jak świat długi i szeroki przegrała wojnę z marksistami i obecnie wojna toczy się jedynie w obozie marksistowskim a konserwatyści jedynie mogą się od czasu do czasu na obrzeżach systemu padliną posilić?

    • 3r3

      Dokładnie, a to dlatego, że rozwój techniczny jaki zapewniała konserwatywna prawica został zamieniony na wzrost liczby ludności poprawą warunków bytowania (leki, żywność, zaopatrzenie w wodę). I ten wzrost to właśnie morze plebsu – a tych zagospodarowali komuniści.

      • PawelW

        Co zatem konserwatywna prawica mogła zrobić inaczej aby nie przejść do historii?

        • 3r3

          Nic – uczynili świat lepszym i czas przejść do historii z godnością.
          A że nikt nie lubi przechodzić do historii to było przy tym odchodzeniu morze krwi.
          Niedobitki sobie tu i ówdzie żyją, tak żeby w populacji była ta ekstrema na wypadek jakiś atawizmów.

  • redneckzjukeju

    Wzgledna prawda.
    Nielepsza i niegorsza od innych.W wielu miejscach doczytuje sie pokrytych pylem fatalistyczne wizje z beletrystyki i lit. SF.
    Ty uwazasz Gospodarzu swoj klaster vizji zbiorowej za najtrafniejszy a inne spychasz w margines nieprzydatnosci.Az sie cisnie napisac “kto dal ci prawo?” 😉
    Ja wywodze sie z rodziny prawnikow, choc sam nim nie zostalem.
    Ach co by to bylo gdyby la revolutione w twoim wydaniu dotknela swoja reka sprawiedliwosci moich zdradzieckich przodkow.Kto komentowalby teraz artykul ?
    Ale do rzeczy.
    Uwazam, ze pomijasz w swoich wywodach i projekcjach nieznane czynniki srodowiskowe.Czynniki,ktore zapoczatkowuja procesy w egzosferze , technosferze i naturze.Co do tego iz wystaepuja nie ma watpliwosci.
    Sa ow czynniki faktorem”x” przemian,evolucji,regresow itp.
    To one determinuja prymat dla ziemskiego zycia jakie odbieramy,a raczej jakie podlega naszej skromnej detekcji.
    Niestety,z racji powyzszego, nie da sie badac natury tych zjawisk, gdyz nie budujemy jeszcze instrumentow amplifilujacych nasza detekcje ,Ze tak generalnie napisze.
    Tu musze wtracic personalnie w Twoja strone Gospodarzu pewne pytanie.
    Mianowicie, dlaczego wykluczasz wyzsze formy evolucji, a tym samym sprowadzasz baze zwierzeca( szympansy) do porownan dla wyrazu pogardy wobec mniej rozgarnietych “technicznie” ludzkich dzieci, a jednoczesnie wplatasz teze o downgradingu edukacji tylko po to, by podniesc kwestie przetrwania i konsumowania zasobow li tylko dla niej samej/konsumpcji/egzystencjii?.To dosc nienaukowe a co najmniej niescisle w ustach kogos obeznanego z twardymi regulami przetrwania..no, ale pamietajac o glownym celu tego bloga( se zarobmy) nie trudno znalezc odpowiedz.
    Byc moze zostane oznaczony tu jako pieknoduch ipanstwita.Kwestia gustu.
    Nie mniej ,swoim wpisem chce zwrocic uwage Autora bloga na fakt, ze zaniedbuje metodyke poznawcza i za bardzo przylega i polega na bodzcach dostarczonych do osrodkow czuciowo odbiorczych swojego ciala, zapomminajac o wadliwosci i niepelnosci specyfiki interpretacji danych sensorycznych jaka dysponujemy.
    A jest ona zawodna , tak jak zawodna jest nasza cywilizacja w kwestii przetrwania, bo przetrwac nie moze i nie powinna, bo nie jest produktem evolucji a tylko kolejnym nosnikiem.
    Brakuje we wpisach odniesien do katalizatora dzialan i kondesatu jako finall spot.Nie trzeba do tego teologii.Starczy zasada zachowania energii.
    Nie widac tez konsekwencji dedukcji, bo przeciez sie starzejemy juz 😉 , gdzie wiec jest starcza konsolidacja i wspoldzialanie ?Dlaczego nie dystrybuujjemy posiadanych srodkow by powiekszyc grupe/sekte ?
    Wyklad na zywo byc moze wniosl by wiecej zycia w tepienie niektorego zycia..?
    To tak z grubsza.Tak czy inaczej dziekuje za chwytliwy styl i szczere wynurzenia wywrotowca.
    Na koniec pozdrowie i zycze sukcesu w krzewieniu ekonomicznego vandalizmu obecnych struktur.

    redneckzjukeju

  • Vogelmann

    À propos zajmowania pozycji w przepoczwarzającym się systemie – mnie mocno zastanawia aspekt edukacji, którą muszę sobie zaserwować, by móc sprawnie działać w najbliższych dekadach. Póki co moje umiejętności sprawdzają się w obecnej pseudo-kapitalistycznej rzeczywistości, czytaj: wiem, jak obracać kapitałem, by przynosił większe zyski niż praca oraz był niżej od niej opodatkowany (to akurat trudne nie jest żadnym wyczynem), ale to dość ryzykowna i krótkowzroczna strategia – wszak należałoby też pomyśleć o edukacji dzieci w przyszłości, a co im po wiedzy ojca-kapitalisty, gdy w ich świecie darmowego pieniądza nie będzie możliwe wypracowanie zysków z kapitału zapewniającego dostatnie życie. Mogę ich co najwyżej języków nauczyć, o ile znajomość polskiego, francuskiego, czy niemieckiego będzie w ich rzeczywistości coś znaczyć (zakładam, że angielski nadal będzie – patrz rozważania CIA przekazywane na piśmie przez Zeihana i Kaplana). Co myślisz? To jest dobry temat na kolejną dyskusję.

    • 3r3

      Przy kurczącym się torcie fruktów będą wdrażane coraz ostrzejsze kontrole przynależności do sitwy.
      Problem możesz mieć już za swojego życia jeśli nie będziesz w stanie wylegitymować się przynależnością.
      Warto sobie wytworzyć jakieś materialne zabezpieczenie pod inne rozwiązanie.

      • Vogelmann

        Pierwsze, co przychodzi do głowy w takim przypadku to dążenie do jak największej samowystarczalności i/lub relokacja do miejsca, w którym brak przynależności nie będzie oznaczać kłopotów. Z preferencją dla opcji drugiej, gdyż pierwsza może być zwyczajnie awykonalna. A poza tym przeprowadzić się łatwiej niż stać samowystarczalnym i człowiek ma już w tym praktykę, będąc wypchniętym z kraju przodków w młodym wieku.

        • 3r3

          Tam dokąd zostaniemy wypchnięci również będzie zacieśniana przynależność grupowa (bo kryzys dotyczy całej globalnej wioski) – i tam również nie będziemy w stanie się wylegitymować – taki los wygnańca.
          Pozostaje nam nieatrakcyjne bezludzie, które dlatego jest bezludziem gdyż jest nieatrakcyjne, albo wyrąbanie sobie we w miarę atrakcyjnej okolicy miejsca siekierą kosztem tubylców.
          A to oznacza, że trzeba zbudować gang o charakterze sekty (realizujący innym wygnańcom potrzebę przynależności grupowej), aby dysponować siłą i tą siekierą.

          Umiesz zorganizować i poprowadzić gang tak aby bazując na emocjach silnorękich zapewniać im poczucie realizacji jednocześnie realizując cele racjonalne konieczne dla Ciebie i przy okazji być może dla grupy?

          Bo w dziczy jest fajnie pierwsze dwa tygodnie – później trzeba coś wlać do generatora, coś włożyć do lodówki, a po jakimś czasie trzeba też nieco lekarstw.

          • Vogelmann

            Jestem optymistą, jeśli chodzi o tzw. globalizację – zamknięcie Jankesów na świat związane z samowystarczalnością energetyczną pochodzącą z łupków oraz powrotem produkcji do USA związane z drukiem 3D będzie powstrzymywać proces globalizacji, a na tym jej etapie jest jeszcze gdzie uciec.

            Optymistą jestem również w temacie tworzenia sobie nowego habitatu – zwiększa się liczba krajów, w których ludności będzie ubywać, a Ci już tam mieszkający będą mieć siwe włosy – tacy ludzie nie mają ekspansywnej natury, więc miejsca wystarczy, a i potencjalną agresję (kto się będzie bał sześćdziesięciolatka?) łatwo będzie odeprzeć.

            Kto będzie mieć się najlepiej w takich krajach jak Niemcy, czy Szwecja, gdy biurwa przestanie być wydolna? 25-letni Ali mający silną grupę krajanów za sobą (włączając w to liczną rodzinę), czy 65-letni Björn, którego jedyną rodziną jest jego żona? Jak sam napisałeś, nadzieja w tych migrujących z normalnych społeczeństw i to na nich stawiam w najbliższych dziesięcioleciach i dochodzę do wniosku, że ich strategię należy powielać.

            • 3r3

              Wszystko racja, tylko brak globalizacji oznacza przygotowania do wojny o globalizację.
              Takie przygotowania nigdy nie trwają dłużej niż pięć lat – to najdłuższy okres potrzebny na militaryzację gospodarki – zazwyczaj wystarcza dwa lata.
              Bo globalizacja to bardzo dobry cymes dla globalizatora.

              Tam gdzie ubywa ludności to już lepsi niż my rozmnażacze się zalęgli. Dla nas tam już miejsca nie ma. A Ali i Mohamad to nie nasi – my do tamtej grupy również nie należymy tak jak do 65-letniego Bjorna.

              To że inni sobie poradzą jest dla nas tylko wzorcem jak to robić. My jesteśmy zatomizowani, nie tworzymy żadnej grupy – to jest nasz największy problem. Aby stworzyć strukturę społeczną trzeba bardzo dużo mocy swobodnej.

              To my mamy problem w tym świecie – ktoś nam popsuł zabawki – struktury grupowe.
              W zglobalizowanej wiosce brak przynależności mniej boli.

            • Vogelmann

              Czyli optujesz za nieprzynależeniem do żadnej grupy? Dlaczego nie przyłączyć się do grupy zajmującej teren Stanów Zjednoczonych Imigrantów? Oni też kiedyś mieli podobny problem do naszego i w relatywnie krótkim czasie stworzyli własną strukturę społeczną, która rzekomo nadal przyjmuje nowych. Nie znam bezpieczniejszego miejsca na globie, które dobrze prosperuje już teraz i w którym ludzie mówią w zrozumiałym dla mnie języku.

            • 3r3

              Ponieważ grupa na terenie USA powstała pod sankcją religijną.
              Do grupy nie można przyłączyć się deklaratywnie, można wyłącznie się w grupie urodzić.

              Chyba że zakładasz nową, własną grupę – i o tym w części praktycznej wariantów, która jakoś na dniach powinna się ujawnić.

            • madon

              Część odpowiedzi na to pytanie znajdziesz w dyskusji pod ,,Konstrukcją państwa”.

              Tam karty są już rozdane od przynajmniej stu lat, w niektórych środowiskach znacznie dłużej.
              Poszukaj sobie u Volkoffa w ,,Spisku” rozmowy, jaką przeprowadza dziadek z młodym Robinem Chastowem, kiedy ten wyjeżdża na studia. Wyznaje mu rodzinną tajemnicę- założyciel amerykańskiej gałęzi rodu nie był Anglosasem tylko Francuzem. Od tego czasu wszystkie małżeństwa były już zawierane wyłącznie w obrębie wasp-ów, ale, jak uczula dziadek, są ludzie którzy o tym pochodzeniu pamiętają i będą mu je wypominać. W ogóle Volkoff czuł te tematy doskonale.

              Zresztą, to jest blog o zakładaniu własnego. Skoro korzystnym jest założenie własnego MiSia, to dlaczego by nie założyć własnej cywilizacji;)?

              PS: Mam nadzieję, że nie przeszkadza Ci to, iż napisałem swoją odpowiedź na pytanie nie do mnie skierowane.

  • waldi053

    Masz rację w zupełności . szkoda że mi to nic nie daje . Poczekam na artykuł z wnioskami praktycznymi . Odnośnie rozważań teoretycznych sądzę że w każdym wypadku dojdzie ostatecznie do do cofnięcia cywilizacji technicznej . To nieuniknione , będzie na to parcie mas , może nawet dojdzie do blokowania postępu cywilizacji technicznej ? Tak jak to było w starożytności .

    • 3r3

      Raczej do tego nie dojdzie. To u nas będzie lekka cofka, ale Chińczycy pójdą dalej. Tak było przez ostatnie 50 wieków z wyjątkiem trzech ostatnich – to Chińczycy byli w awangardzie rozwoju technicznego.

  • waldi053

    Zgadza się ale i u nich też w pewnym momencie zastopowali , doszli do wniosku że dosyć , spalili żaglowce zakazali podróży , ogrodzili się murem i spoczeli na laurach . Chodzi mi o to że jak widać ciągły postęp nie jest żadnym panaceum , człowiek jest istotą również duchową – nie można tego pomijać . Nawet jak nas wyprzedzą znacznie [ Chiny , co zapewne się stanie ] też zastopują , pojawi sie zapaść demograficzna , a dla starców nie ma sensu tworzyć nowinki . Starcy je odrzucają bo starość jest konserwatywna z natury . Wszystko ma jakieś granice , a w podbój kosmosu [ co rozwiązywałoby problem ] zbytnio nie wierzę [ tym bardziej że na ziemi jest jeszcze miejsca do licha .]

  • waldi053

    Przyszło mi do głowy że gdyby mogli [rządzący ] to wynalazek rozbicia atomu , chętnie by cofnęli , jedyne co pcha postęp techniczny to brak jednoznacznej kontroli nad światem , zauważ że po uzyskaniu hegemonii ” już zaczęli hamować rozwój , mówiło się o erze post industrialnej ” tylko znowu sytuacja zachwiania hegemoni wymusza powrót do przemysłu i wynalazków , mogących tę hegemonię utrzymać . Na pewno nikt nie będzie hamował rozwoju ,, przemysłu ” inwigilacji , tutaj zobaczymy dalszy wzrost , no i dążenie do coraz bardziej ,, skoszarowanego ” trybu życia ,, bydełka ” w miasto – obozach , tak tutaj nie ustąpią – spodziewam się dalszego ograniczania powszechności samochodów [ na rzecz rowerów i podobnych ] oraz domków prywatnych .

    • 3r3

      Jak buntuje Ci się 100 ludzi to ich można rozgonić pałami.
      Jak tysiąc to karabinem maszynowym i się może zlękną.
      Milion można artylerią pogonić.
      Dziesiątki milionów zagnać do pracy niukami jak Japończyków.
      Ale jak bunt jest na miliardy osobników to niby czym? Pojedynczy niuk jak trafi w miasto to może – przy dużym szczęściu i koncentracji ludności skosi ze ćwierć miliona ludzi.
      To jest problem z jakim boryka się władza nad planetą – jeśli nie emocjami i wypowiedziami w tv to nie ma czym zgasić rebelii. Przeciwko takim liczbom nie ma broni. Nawet głód niewiele zdziała bo kanibalizm szybko wejdzie w krew.

      • PawelW

        Dlatego od lat trwają badania nad falami mózgowymi i innymi możliwościami wpływania na grupy ludzi bez uciekania się do chemii czy innych tego typu rzeczy. Wszyscy dążą do tego, aby z ludzi zrobić sterowalne roboty.

        • Paradoks

          Co za przyjemność z rządzenia robotami? W sensie satysfakcji z dominacji w stadzie?

          • PawelW

            A kto powiedział, że ci co dążą do dominacji w stadzie chcą z tego przyjemności? Oni chcą, jak autor bloga prawdopodobnie trafnie wskazuje, “wypić i zakąsić, rozmnożyć się” i zapewnić to samo swoim potomnym. Jak na razie stosuje się 3 metody stresory fizyczne, stresory psychiczne i programowanie/pranie mózgu. Żadna nie daje 100% sterowalności.

            • Paradoks

              “Wypić i zakąsić, rozmnożyć się” – moim zdaniem oni to wszystko już mają, w sensie realnych zasobów. Dlatego gdybam sobie, że celem wyższym jest poczucie władzy.

            • Eltor

              Względnie pozbycie się dużej części gąb chętnych do konsumpcji owych realnych zasobów i zostawienie sobie odpowiedniej ilości służących, by ich większa ilość i tak już nie zwiększała poczucia władzy i idącej za tym satysfakcji.

            • Nihillus

              Henry Kissinger, ksywa “ludobójca” o tym wspomniał:

              Depopulation should be the highest priority of foreign policy towards the third world because the US economy will require large and increasing amounts of minerals from abroad,
              especially from less developed countries.
              Czyli za dużo gęb do wyżywienia i ciężko kontrolować takie masy ludzi.

            • 3r3

              Nie mają. Cała populacja ludzka jest identyfikowana wg 26 genotypów samic i 6, czasem 7 genotypów samców. Ilu ludzi trzeba dziś pozbawić możliwości rozmnażania i ile in vitro przeprowadzić, aby się dopisać do tych 15% źródeł genów w populacji jako ojciec narodów?
              Pobicie osiągnięcia naszych praprzodków którzy wyszli z małpiego raju i jako pierwsi byli ludźmi jest w kwestii dominowania własnym genotypem w populacji wyzwaniem. To jest właśnie miara sukcesu biologicznego – siedem miliardów potomków i co szósty Twój bezpośrednio z Twoimi genami. To jest osiągnięcie sześciu homo sapiens założycieli.
              Który z jurnych przywódców mających haremy w ogóle może im się równać?

            • Paradoks

              No to jeśli tak, to nie lepiej agresywnie depopulować i zamieniać nie swoją progeniturę na prawdziwe roboty? Po co się męczyć z kontrolką miliardów?

            • 3r3

              Albo uciec do przodu – w kosmos i tam założyć nową odnogę gatunku kosztem miliardów na planecie macierzystej.

  • rygar

    ” (a młodsi się zaznajomią, jak dostaną pierwszą zapłatę i zobaczą wyciągnięte ku niej łapska należymisiów).”

    obawiam się ze przeceniasz najmłodszych. Na jednym ze spotkań Wipler przytoczył ciekawe badania – okazuje sie że większość ludzi nie kuma co jest na tym świstku co dostają, kojarzą tylko (a i to nie zawsze) która robryczka to ‘te na rękę’

    • 3r3

      A czarnuch prosto z mrocznej Afryki mimo że ma poziom rozgarnięcia z buszu jak w Szwecji dostał wypłatę od razu mu coś nie zagrało i zaczął się dopytywać gdzie reszta kasy.
      Być może nadzieja nie jest w naszych młodych zindoktrynowanych tylko właśnie w migrujących z normalności. Bo tam im jeszcze umiejętność kalkulowania nie zanikła.

  • waldi053

    @3r3:disqus

    Cały tok myślenia twojego artykułu jest mi zbieżny z moim , tylko od pierwszego dnia nie daje mi spokoju precedens Arabów tak bystrych we wczesnym średniowieczu i nagły ich skręt w stronę jedynej nauki Koranu . Myślałem nad tym i mam hipotezę . We wczesnym średniowieczu powstał Islam , aby następnie podbić szybko Afrykę N , Arabię , Azję Mniejszą , część Europy i Indii – zgoda ? Tylko że na tych terenach żyli ludzie , w ogromnej większości biali ludzie , w tym nasi pra- dziadowie , w Hiszpanii Tunezji , to oni byli być może tymi dawnymi myślicielami Islamu , chodzi mi o czynnik etniczny , kiedy to geny uległy zatarciu w skutek mieszania krwi , poszła na pustynię ich wiedza . Semiccy Arabowie jakoś sami nigdy nic nie zbudowali żadnej kultury materialnej , namioty jak , był tak są , podobnie murzyni , tam czas staną w miejscu . Za to żaden biały nie dorówna im w muzykalności , poczuciu rytmu innych . Każdy ma swoje predyspozycje , zobaczmy na Żydów , co oni zbudowali , co stworzyli poza Talmudem ? Nawet Ściana płaczu ” tak na prawdę jest Rzymskimi ruinami , podobnie Muzułmanie , puki mieli dostęp do krwi ,, Nie wiernych ” póty coś się budowało [ pałace itp ] kiedy zbrakło siły na tych Giaurów już regres [ hindusi to inna rasa ] Nie wiem jak to powiązać lecz to ma głębszy sens , bo niestety są rasy ludzkie i ich zdolności oraz potencjał intelektualny . Wystarczy spojrzeć na Chiny i czarną Afrykę – jest różnica ? Początki Islamu też są nie Arabskie [ etnicznie ] mnóstwo politycznej władzy było w rękach Żydów tam rozkwitła ich poezja , proza , handel – złoty wiek , może obok nich nauką w ścisłym tego słowa znaczeniu, zajmowali się ludzie innej krwi ?

    • 3r3

      Bogactwo intelektualne Islamu nie ma źródeł arabskich tylko perskie i syryjskie. Arabowie to tylko etnos który zapewnił zbrojną mobilność i argument siłowy tej myśli.
      Nie róbmy sobie jaj że słynny uniwersytet Bagdadu to Arabowie jacyś co się ze stepu przyplątali jako jeden z wielu ludów tureckich. Nad Eufratem i Tygrysem uczelnie są starsze niż najstarsi Semici.
      Arabowie swoje dodali do tej układanki, ale asymilowali ludy dzikie, Islam tak jak chrześcijaństwo w trakcie ekspansji staczał się w pogaństwo.
      To co widzisz w Islamie dzisiaj (Wahabici) to reformacja – taka sama jak była w chrześcijaństwie.
      Ale nauka w Islamie nie była islamska, matematyka była tam wcześniej, Babilon to nie była kamieni kupa, epos o Gilgameszu nie powstał z natchnienia płonącym krzakiem.

  • Crusader

    3r3, jak tak Ciebie czytam zawsze mnie nurtowało w jakim historycznym czasie chciałbyś prowadzić biznesy jakbyś miał wybór? Kiedy wg Ciebie było najłatwiej? Najtaniej? Najefektywniej? Najprzyjemniej? Wszak przemoc zawsze była przedsiębiorcą potrzebna? Kiedyś chyba nawet bardziej niż dzisiaj. Albo po prostu w sposób mniej zawoalowany. A może w jednym z wielu okresów kiedy to państwo stosowało protekcjonizm? Ciekawym.

  • 3r3

    Trzeba wyjechać do kraju i się uczyć języka danych tubylców.

  • 3r3

    Jankeski agent obecnie, lewakiem był zanim było to modne 🙂

  • Pio80tr

    Cytat: “antykulturowych socrządów,
    kierujących masy na manowce braku wykształcenia i tym samym braku
    zdolności do wytwarzania środków produkcji niezbędnych do utrzymania
    cywilizacji technicznej, pozwalającej wytwarzać bogactwo materialne”

    Do tych samych wniosków doszedł wybitny znawca marksizmu Krzysztof Karoń:
    W pigułce 0:20 do 2:30.
    https://www.youtube.com/watch?v=-GmMZOKrKQg

    “stworzenie społeczeństwa niezdolnego do produkcji dóbr wymaganych do zaspokojenia podstawowych potrzeb … a w efekcie jego kolonizacja przez społeczeństwa lepiej zorganizowane..”

    • 3r3

      Lubię monologi Karonia. Bardzo wielu ludzi do tego doszło.
      Nie wiem czy na pewno chodzi o zaspokajanie potrzeb podstawowych, ale niezdolność do obsługi dźwigu albo uniemożliwia przenoszenie ciężarów, albo bardzo komplikuje całą operację ich przemieszczania.
      Niezdolność oznacza po prostu drożyznę.
      Niezdolność do budowy własnych domów powoduje bańkę na nieruchach.

  • Ireneusz

    “(…) aby dokonać ludobójstwa na miliardzie ludzi trzeba w rejon ich bytowania posłać kilkaset milionów zbrojnych z olbrzymią przewagą techniczną”.
    Proszę nie przesadzać z tą OGROMNĄ przewagą techniczną. Proszę sobie w wolnej chwili poczytać wspomnienia ocalałego z likwidacji getta w Otwocku Caleka Perechodnika. Okazuje się, że ok. 200 niespecjalnie uzbrojonych Niemców i Ukraińców zapędziło do pieca (i to jednego dnia) ok. 8000 Żydów, którzy byli w stanie gołymi rękami zabić swoich oprawców. Teoretycznie. Terror oraz kilku przykładnych egzekucji + dezinformacja czyni cuda.

    “ponieważ sprytni ludzie potrafią nawet w więzieniu, pod totalnym dozorem wytworzyć narzędzia – są kreatywni – a reszta kreatywna nie jest.”
    Sprytni absolwenci medycyny mogą swoje dyplomy powiesić na ścianie bez podania się feudalnemu zwierzchnictwu zawodowej korporacyjnej kryszy. Ciekawie mają sprytni absolwenci elektrotechniki, których pięcioletnie studia okazują się nikomu niepotrzebne, zupełnie, ale to zupełnie niezdatne, bez okresowego opłacenia się (pod pozorem rygoru poddania się zawodowym egzaminom, co ciekawe z AKTUALNYCH przepisów) właściwej kaście. To dopiero wykupienie “uprawnienia” daje formalny dostęp do tortu. Ciekawie też mają sprytni absolwenci architektury i budownictwa. Że też cudem hydraulicy się ostali… jeszcze.

    • Paradoks

      “Ahaaaa… Że niby teraz jest gorzej niż będzie jutro i ma się ku lepszemu…? Postępująca kontrola danych osobowych, ACTA, bezkarna inwigilacja, rejestr SIM prepaid, propaganda cashless,… No gołym okiem widać świetlaną przyszłość.”

      Wydaje mi się, że ten temat był tu kilkukrotnie dyskutowany osobno i w skrócie chodzi o niemożność faktycznego skorzystania z danych, które są zbierane. Można zwykle znaleźć coś na kogoś, jeżeli wiadomo konkretnie, na kogo trzeba szukać (i jeżeli on nie wie, jak i czego się konkretnie szuka), ale na przeszkodzie wyławiania z tego ogromu danych czegoś przydatnego stoi cała masa przeszkód. To widać nawet na przykładzie większych firm prywatnych, które nie potrafią wyciągac sensownych wniosków z danych, którymi one dysponują – można się spodziewać, że wielokrotnie większy państwowy aparat urzędniczy dysponujący wielokrotnie większym zasobem danych, będzie w stanie wyciągnąć z niego jeszcze mniej pożytku.

    • 3r3

      Widziałeś kiedyś getto na miliard ludzi?

      • Ireneusz

        Że niby miliard zgranych, zdeterminowanych a choć trochę kumatych ? Ci są wyłapywani i likwidowani zawczasu.

        • 3r3

          Na razie nikt jeszcze nie sterroryzował i nie wyłapał miliarda ludzi. Nie ma takiej broni aby okiełznać taką bandę, i oni wcale się nie muszą determinować i komunikować, oni samym swoim istnieniem zaprzeczają czyjejkolwiek dominacji.
          Na razie nikt nie zapanował nad takimi liczbami.
          Największa użyta operacyjnie armia w historii miała niecały milion żołnierzy i zrobiła aż przemarsz oraz wypuściła forpocztę przeciwko USA wypierając ich z rejonu konfliktu. Na razie nie ma większych jednostek organizacyjnych, które dałoby się zebrać, skierować i użyć.

          • Paradoks

            Czy ja wiem, Niemcy terroryzowali miliony w czasie II wojny, nie jestem pewien czy rządy KPCh nad miliardem ludzi nie opierają się w znacznym stopniu również na terrorze. Oczywiście armię trzeba wspomagać zabiegami duraczenia i manipulowania piramidą potrzeb poszczególnych ludzi, no i nie wszyscy muszą koniecznie czuć się sterroryzowani, w końcu chodzi o to, żeby móc spokojnie drzwi do klatki zostawić otwarte i żeby sami uważali, że siedzą tam, bo chcą. Przemoc bezpośrednią stosuje się tylko wobec tych, co mimo to wyłażą.

            W zasadzie jakby to głębiej przemyśleć, to Europa czy USA są lepsze? Tego nie wolno, tamtego nie wolno, broni nie, gotówki nie, z tego się spowiadaj, składaj donosy sam na siebie do US, słuchaj milicjanta… Terror to nie tylko pała, broń palna i bomby, terror to przede wszystkim sam strach, a tego mamy chyba pod dostatkiem w relacjach z władzą, nawet jeżeli mało kto to sobie uświadamia, to jednak sporo z tego, co ludzie robią albo czego nie robią wynika bezpośrednio z obawy (a w uświadamianiu pomaga zwykle dopiero bezpośrednie zderzenie ze “służbami” albo jakimś niezawiśniętym sądem, przypadkowo powiązanym z kimś, kto nas nie lubi…).

            Przypominam sobie Roberta Shekleya i jego “Planetę zła” (org. “The Status Civilization” albo “Omega” chyba), czytałem jako szczeniak i nie rozumiałem zakończenia tej książki ni w ząb, wydawało się to skrajnie głupie. 15 lat później przeczytałem drugi raz i była to zupełnie inna książka. Króciutka i dość lekka w formie, jak to zwykle u tego autora, polecam ku inteligentnej rozrywce, ten autor miał według mnie ogólnie dosyć celne i ciekawe prognozy odnośnie trendów rozwoju społeczeństwa zachodu.

            • 3r3

              Za dużo się przejmujesz. Żyj tak jak chcesz żyć. Jak Cię władza nie widzi i w oczy nie leziesz to sobie możesz mieć broń w domu, podatków nie płacić, głupa palić i blogi pisać 🙂

  • Ireneusz

    “Izrael) ratowały się imigracją (masową imigracją, w Izraelu był problem z urzędowym rosyjskim – mało brakowało)”

    ? Proszę nie lekceważyć roztropności i potencjału intelektualnego poważnego państwa. Izrael, państwo ludzi MYŚLĄCYCH, a od kilkudziesięciu lat nauczonych doświadczeniem, również ludzi przewidujących, legitymuje się współczynnikiem dzietności na poziomie 2,62 – bez konieczności ratowania się urzędowym rosyjskim.

    “Szwecja jest dość zbliżonym przykładem, jeśli chodzi o strukturę wiekową i imigracja, jakkolwiek głośna, to dalej ułamek ludności”
    Włączam internety a one mi o tym ułamku każą czytać: “W 2015 roku imigranci zameldowani na terenie gminy Malmö reprezentowali 177 państw świata, stanowiąc 44% (102 047) ogółu mieszkańców. ”

    “spadła jakość pojazdów rozlatujących się po trzech latach od zakupu”
    … regres techniczny to nic innego, jak nowe rozumienie korpoekologii.

    • 3r3

      Naturalna dzietność jest na poziomie 11+
      Trzeba szklankę wody zamiast aby była inna.

      Malmo jest tak reprezentatywne dla Szwecji jak NY dla USA.

      • Ireneusz

        Naturalna ukierunkowana na pozyskanie darmowych pracowników w polu. Nigdzie w Europie nie widziałem brudasów – darmozjadów poza dużymi ośrodkami miejskimi (góra podmiejskim). Proszę zatem podać dane dla Goeteborga i Sztokholmu, żeby daleko nie szukać…

        • 3r3

          Wpadnij to zaprowadzę Cię do takich wiosek, gdzie dzieci wyglądają jak z horroru – wszystkie mają błękitno wodniste oczy i jasno platynowe włosy.

          • Paradoks

            To już wiadomo skąd Carpenter zaczernął inspirację do “Village of the Damned” 🙂 Jak rozumiem, “nowi Szwedzi” preferują raczej miasta, w końcu wszędzie blisko, i do skarbonki, i do rozrywek.

            • 3r3

              Biały człowiek z pickupem do miasta nawet nie jeździ, bo nie ma po co. Ani tam nie ma jak wjechać (wszelkie możliwe utrudnienia), ani gdzie zaparkować (bo tam mieszka lud rowerowy, pieszy i autobusowy), a w ogóle to co niby tam jest?
              Opera? Teatr? Filharmonia? A na co myśmy wynaleźli nowsze media? Żeby chodzić do teatru gdzie pokażą jak prostytutka ssie pomnikowi papieża?
              Stadion jest za miastem, sklepy dla rednecków są za miastem, są tam szerokie drogi, wielkie parkingi, tam plebs ma nawet problem dojechać jednym autobusem dla pracowników tych molochów. Tam się kupi wiertarkę, spawarkę, kamuflaż, kozik, wędkę, części do samochodów, piłę łańcuchową, wypije, zakąsi, karmę dla psa na palety dostanie (jak niby mieszczuch miałby zabrać paletę na rower, i gdzie trzymałby takiego wielkiego psa co to zeżre?).

              Są krainy takie gdzie mieszkają obok siebie dwa oddzielne ludy. Nikt przytomny nie penetruje miasta dalej niż na wewnętrzną obwodnicę, ponieważ tam dalej mieszkają dzikie ludy świeżo importowane.