Wprowadzanie do obrotu

O zobaczcie, człowiek ma firmę produkcyjną, techniczną:

Będę się powoływał w przyszłości między innymi na detale z tego filmu. Smaczki takie dotyczące przedsiębiorców w technice.

Do mięsa skrót.

Ostatnio zostałem wyrwany ze świata pisania tekstów. Co tydzień trafiały się odwiedziny Czytelników – wakacje pełną paszczą. Po raz kolejny trafiły się w mailach te same pytania (tym razem od limited liability company), i człowiek wyglądał jakby rozumiał, ale… Akurat to samo miałem do wyjaśnienia na żywo – dlaczego mimo że przecież biurwa na podstawie przepisów dysponując aparatem przemocy powinna skutecznie działać, to zwyczajnie nie działa i wiele rzeczy przelatuje, choć nie powinno, a później kara za grzechy nie przychodzi, i nie przychodzi i w ogóle dekady mijają. Wyjaśniałem to krok po kroku w cztery oczy jakie jest następstwo zdarzeń i odpowiadałem na pytania odwiedzających. To rzeczywiście jest temat skomplikowany. Choć mnie wydaje się prosty ponieważ to zrobiłem wielokrotnie (biurwa się na niektóre numery już uszczelniła – zbyt bezczelny byłem). Tymczasem wygląda na to że liczba kropek jakie połączyłem w procesie może mieć znaczenie.

Z góry więc wątpiącym w to jak migać się do biurwy – da się migać, da się znikać, da się robić biurwę w trąbę latami i ukryć majątek, da się robić to delikatnie jak i da z przytupem. Z tym że jak i dlaczego to działa akurat tak a nie siak teraz a działało inaczej i zadziała inaczej to najwidoczniej brakuje mi talentu pedagogicznego aby to wyjaśnić na blogu. No cóż ja poradzę – nie jestem w stanie odkryć Waszych pytań, a te które zadajecie w mailach, a których nie chcecie rejestrować w disqus, są dość ogólne i zakładają głębokie przekonanie o nieskończonej zdolności korelacyjnej biurwy. Gdyby dało się stworzyć ustrój skończony i wyczerpujący kanały wyjścia z niego, to już byśmy taki mieli – nie mamy. Nie chcę jednak upubliczniać dziur w działaniu urzędów, bo sam jeszcze z nich korzystam. A nie chcę upubliczniać ich tym bardziej, że urzędactwo ma tworzenie ustrojów podatkowych wykładane na marksistowskich uczelniach (LSE & PS – https://pl.wikipedia.org/wiki/London_School_of_Economics) i później jadą dzicy nauczeni, że tak wygląda postęp i robią takie same babole w kolejnych krajach. A my tu mamy taki spisek, że może być dobry interes przerzucić się do jednego takiego kraju wyglądającego jak “małe Chiny” 15 lat temu i nie ma powodu aby im zaczęli wykładać co innego – z taką biurwą, jaka jest, sobie radzimy, to możemy powtórzyć wszystkie sprawdzone numery podróżując w czasie 15 lat wstecz.

#Gruby zwrócił mi uwagę na metodologię, sposób w jaki charakteryzuję zagadnienia w tekstach – coś działa, albo coś nie działa. To kryterium zasadnicze i wystarczające. Właściwie to po co się zastanawiać dlaczego coś działa głupio skoro działa? Posłałem ostatnio słupa, żeby się zainteresował dlaczego jego karta tu działa, a tu nie działa chociaż powinna. W banku nagle zapaliły się komuś czerwone lampki – że przecież ta osoba nie istnieje, nie figuruje w rejestrach, ale szybko zgasiliśmy pożar i zainteresowanie biurwy – jeszcze gorąca głowa gotowa gdzieś to puścić dalej i się zainteresować (leming nie po to siedzi w banku i biurwi, żeby się interesować jak ja lody kręcę). Działa – nie psuj i nie pytaj dlaczego działa bo przestanie.

Odwiedzający dali mi do myślenia na wiele tematów. Natomiast w ciągu roku złoto niestety podrożało mniej więcej o 10% i niestety narzędzia też. Niestety, ponieważ ani nie kupiłem wszystkich narzędzi jakie bym chciał (a jestem trudnym do powstrzymania gadżeciarzem), ani tyle złota co bym chciał.


Do brzegu.

Porzućmy na razie koncepcję faktyczną firmy (przedsiębiorstwa, które robi pasztet), zajmijmy się stroną obrzydliwą i oślizłą – formalną. Oczywiście wszyscy formaliści powinni zostać zgładzeni, a miejsca w których stąpali po Ziemi posypane solą, ale póki co mają się dobrze, rozgłaszają swoje brednie i wystarczająco wielu głąbów w nie wierzy i próbuje egzekwować.

Formalizm to ten moment, kiedy chcecie mieć na piśmie jakieś gwarancje (a jak nie na piśmie to chociaż wygłoszone publicznie jak na przykład “sto milionów dla każdego” – i lemingi wierzą) i są to oczekiwania nieprzytomne. Na przykład chcecie gwarancje na samochód, z tym że drobnym druczkiem jest wymienione czego gwarancja nie dotyczy i okazuje się, że właściwie to samochodem nie wolno ani jeździć, ani nie jeździć. Bądźmy przytomni – za własność odpowiadacie sami – rzetelny sprzedawca powinien Wam się nisko pokłonić i poinformować, że widziały gały co brały. Bo są samochody, przy których niegodnie jest wspominać o gwarancji i przedstawiciel firmy zgięty w ukłonach wszelkie usterki usunie dla Wielce Szanownego Pana Klienta. RR ma takie samochody. Oczywiście krzykacze gotowi są ciągać się po szamanach czy innych sądach i są wielce zdziwieni, że wyroków nie da się wyegzekwować, bo państewko też jest jakie jest – widziały gały na co głosowały.

Pan Doktor Mentzen, mniej więcej 20 minuta jest na ten temat:

Ponieważ podstawowym sposobem sprawowania władzy jest zakazywanie lub nakazywanie czegoś, co akurat pasuje silniejszemu, to w naszej okolicy (znaczy w okolicy niemieckich zbrodniarzy) trzeba pod lufą przestrzegać narzuconych przez szkopów norm, standardów i innych pierdół. Nie ważne, że chleb pieczemy dłużej niż Niemcy chodzą po ziemi po tym jak zleźli z drzewa – Niemcy narzucają nam standardy pieczenia chleba, wymagają hacapa (wspominałem wcześniej) i w ogóle na wszystkim znają się najlepiej, a kto by się nie stosował tego do lochu.

Jakoś z tym trzeba żyć. Co prawda te nasze produkty od tych innych nie różnią się niczym, ale żeby produkować tak jak ciągle żywe plemię nazistów wymaga, czyli ze stemplami, obrotem dokumentów i jakimiś śmiesznymi bredniami, trzeba ponosić koszty, które przeszkadzają w produkowaniu i te koszty obniżają jakość. I ten problem należy obejść. Właściwie to tak, jak wyjaśniałem wyżej, że jestem głupi i żaden ze mnie pedagog – należy stworzyć iluzję, przeświadczenie u nabywców i kontrolerów, iż cały łańcuch wyczerpuje wszelkie pozory aktualnie wymaganej pod niemieckim butem legalności, transparentności i ciągłości. A że zdolność korelacyjna zarówno nabywców jak i kontrolerów jest skończona, a bez sprowokowania ich mocy, to nawet niewielka będzie stosowana do analizy akurat nas – małych żuczków, to należy te wady w obrocie wykorzystać.


Mięso

Pierwszym punktem jaki nas interesuje to wsad na styku gospodarstwo – przedsiębiorstwo. Czyli pierwsza dostawa pierwotna. Towar ważony jest suchy czy mokry? A jak obeschnie, to ile go będzie? A wiadomo czy wszedł suchy czy mokry i może ubyć inaczej? Na przykład węgiel? No właśnie. Drewno też można ważyć, ale że się handluje na kubiki to oszukamy w dalszym etapie. A mięso? Wiadomo ile weszło do firmy? Łatwo to skontrolować? Trochę schnie, ale to pikuś – będzie przetwarzane. Tak samo owoce, warzywa, chemia. Na wejściu do firmy trudno jest przewidzieć ile z zakupionego towaru będzie produktów. Któż to zgadnie? Tutaj możemy dokonać cudownego rozmnożenia i wprowadzić towary “z innej ciężarówki spadłe”. Mogą być kradzione (choć ktoś może ich szukać, a to problem), ale mogą być też produkowane na boku, niezakolczykowane, wykopane w biedaszybie, sprowadzone “bezcłowo”, albo na 0% na inną firmę. W ten sposób towar na legalu może nam wejść na księgi. Bardzo trudno jest udowodnić gdzie była załadowana ciężarówka która dostarczyła towar.

Dalej jest tylko lepiej.

Otóż w przetwarzaniu, szczególnie żywności (ale chemii też) sumy odpadów i surowców mogą się nie dodawać, ponieważ większa część żywności to woda. Manipulując normami można podkręcić jakość produktów zamiast z produkcji ulepszanej ulepszaczami tradycyjną stratną. Uzyskuje się wtedy w dokumentacji produkty standardowe, w ilościach typowych dla normy, ale w rzeczywistości produkty premium, które normalnie powstają stratnie. Ot taka magiczna technologia, że produkujemy produkty, które wyglądają jak premium – formalnie, bo nieformalnie naprawdę robimy porządne produkty tylko 3/4 dostaw przybywa nam z ciemnej strony Księżyca.

Procesów może być kilka. Produkujemy deski, wychodzą trociny, z trocin też się coś produkuje, udaje się że to deski, tymczasem to naprawdę mogą być deski, a trociny na opał do suszarni, bo któż to wie ile my naprawdę trocin przerabiamy jak wszyscy oszukują na suszeniu jak mogą?

Obrót pomiędzy podmiotami. Szczególnie wprowadzającymi towary spoza EU na rynek mają przyklepane to i owo w papierach (różne regulacje dotyczące tego, że produkt spełnia jakieś tam wyfilozofowane przez specjalistów od krzywizny banana normy). Otóż towary z tych firm mogą być eksportowane po całej EU, i mogą się na wielu kierunkach rozmnażać wraz z kolejnymi dostawami, szczególnie jak magazyny są “w drodze” (czyli na ciężarówkach). Złapanie wszystkiego na raz za rękę i wskazanie, że wyszło więcej niż weszło jest karkołomne. To w tym miejscu wprowadza się chemię identyczną z oryginalną, identycznie pakowane przetwory, mięsa, soki, klocki i narzędzia.

Zapewne teraz wyjaśniło się dlaczego zacząłem tematy własnej produkcji od takich a nie innych produktów. Po prostu te bardziej zaawansowane chcielibyście mieć pod własną marką, a do tego wymagają one takich nakładów kapitałowych jakie i tak muszą przeskoczyć nad kłodami rzuconymi przez biurwę pod nogi. Zbiornik do przetwarzania gazu (skraplania choćby – bimbru w spiryt) o ciśnieniu od pół bara wzwyż wymaga kwitu na koszerność wytwórcy.

Ponieważ wyjaśniam tutaj jak następuje wprowadzenie, to z tego wynika również wyprowadzenie – wraz z przepływem towarów przepływają fundusze – niekoniecznie w drugą stronę, czasem przepływają razem z towarem lub odpadem do utylizacji, zwrotami, karami, licencjami i przeróżnymi cudami. Cash flow w takim samym etapie rozliczeń jak “towar na ciężarówkach” również jest długoterminowo trudny do ogarnięcia, a ponieważ każdy biznes ma ramy czasowe, to w końcu dochodzi do punktu, w którym brakuje zasobu na udzielanie odpowiedzi gdyż ludzie z firmy już zwolnieni.

Przyznam, że jest to dla mnie dość oczywiste, a w mailach i na spotkaniach wyjaśniacie, że jednak nie jest. Najwidoczniej mam jakąś wadę rozumowania których kropek w tak oczywistych korelacjach można nie łączyć. Nad legalizacją majątku i jego reinwestowaniu bym się w ogóle nie skupiał. To jest temat Waszego drugiego, może trzeciego biznesu w życiu, a jeśli preferujecie życie niebieskich ptaków, to nigdy nie będzie to stanowiło problemu dłuższego niż przejściowy – nadmiar bogactwa sam się rozwiąże.

Jak widzicie to samo rozwiązanie daje bardzo wiele opcji. Przede wszystkim będąc niejawnym to pada kwestia podatków, opłat, a dodatkowo należy trzymać się faktów. Oto fakt:

https://wolnemedia.net/80-firm-upada-w-pierwszych-dwoch-latach-dzialalnosci/

I ten fakt generuje niebywałą ilość szumu oraz uwiarygadnia nasze upadające w ciągu dwóch lat działalności. Jeśli pragniesz ukryć liść w lesie – oto las. Niby chcą wprowadzić kaucje:
http://antyweb.pl/skarbowka-bedzie-weryfikowac-nowe-firmy-i-pobierac-od-podejrzanych-kaucje/

Ale jest tyle przemiłych jurysdykcji gdzie firmy otwiera się na telefon, a filię na ładne oczy. A filię filii… Jeśli mam to dokładniej tłumaczyć, to piszcie w komentarzach których etapów nie łapiecie. Zakładanie kolejnych fikcji prawnych zdobnych w potrzebne nam numery podatkowe i zaświadczenia koszerności jest tak banalne, że aż powstało mrowie firm prześcigających się w ofertach i biorą tak mało, że wolę iść do nich niż kopać się z koniem – robią to taniej niż ja bym poświęcił czasu na te zupełnie zbędne bzdety. Dawniej musiałem to robić osobiście ponieważ “Ty umiesz Ty zrób”, ale od tego czasu powstała infrastruktura biur oferujących poniżej 400 euro za operację zrobienia “na gotowo”. Oczywiście niektóre jurysdykcje są droższe (Polska 1300eur dla obcych), ale mają też swoje niewątpliwe zalety.

Zadawajcie pytania, ja poględzę, pomarudzę i napiszę tekst zawierający odpowiedzi. Wynika to z tego, że dla mnie cały ciąg przyczynowo skutkowy i bez skutkowy w tych aranżacjach jest oczywisty, ale z pewnością jak pytacie, to dla Was nie jest, szczególnie jak czegoś takiego nie robiliście. A tymczasem wrócę do pisania na tematy, które mnie dużo bardziej interesują, a dotyczące samego sedna ludzkiej działalności czyli wytwórczości, a nie zabawy w ciuciubabkę z uzbrojonym osiłkiem, jakim jest państewko.

System raczej na pewno zareaguje w przypadku kiedy zaczniecie dopuszczać się przestępstw medialnych (będzie można schwytać wielkiego złego), lub przestępstw przeciwko zdrowiu i życiu (ponieważ na ściganiu zbójów znają się dobrze więc ścigają) i kiedy zaczniecie okradać ludzi, wyłudzać towar etc. To właściwie jedyne powody, dla których taka metoda ma krótkie nogi. Jeśli jednak zamierzacie wprowadzać sobie do obrotu przedmioty z pominięciem utrapień z papierami, to ta technika póki co działa. Ponieważ działa od kilku ustrojów, to podejrzewam, że to się nie zmieni.


Obrzydzenie do mięsa.

Zawracanie głowy kwestiami formalnymi, kiedy człowiek umie dostarczać produkty, za które inni chcą płacić, to zawracanie głowy. To jak wyprawa do zoo po ocenę od szympansów – bo tak traktuję biurwę – jako gatunek słabujący na rozumie. Z obrzydzeniem marnuję więc czas na kiwanie szympansów, co już dawno przestało być jakimkolwiek wyzwaniem w tej dżungli, w której małpy biurowe dawno się pogubiły, a jedyne co mi mogą zrobić to odtańczyć ceremonię postępowania, zamknąć w klatce i wypuścić po odtańczeniu swoich bałwochwalczych rytów względem swojego bożka – mzimu prawa.

Niestety żyjemy wśród tępych kretynów, którzy uważają, że są nam do czegokolwiek potrzebni, a my jedynie opędzamy się od nich jak od much i kiedy nie przeszkadzają poprawiamy im poziom życia wymyślając komputery, drogi, samochody, ogrzewanie, lodówki i jedzenie które się nie psuje. Niestety jeszcze za naszego życia będziemy musieli się opędzać od hołoty, która tworząc struktury w małej firmie przeznacza 20% zasobów na korelację, w 30 osobowej 30%, w 90 osobowej 50% (film z początku tekstu), w 40 tysięcznej 75%, a jak budują abstrakt-państwo to 90% zasobów marnują na politykowanie i przepychanie się między sobą kto lepiej małpuje przed szklanym ekranem. Rezultat tego jest taki, że taki poseł, premier czy szef trybunału k. musi brać łapówki, bo pensji brutto ma mniej niż ja dostaję na rękę za to, że myślę jak tu ludziom usprawnić jakieś AGD. To jest absolutna skuteczność w marnowaniu produktywności, żeby to jeszcze same cymbały były, ale niektórzy z nich to ludzie całkiem przytomni.

W trakcie dyskusji z odwiedzającymi padła kwestia, czy można być zatrudnionym na czarno w korpo. Pan Profesor Robert Gwiazdowski twierdzi, że duże firmy nie zatrudniają kadry na czarno, bo im się to nie opłaca, no ale ja nie jestem profesorem i mam własne doświadczenia.

Skwarki na koniec, bo temat taki głupi:

W większości krajów EU (w Szkocji i Szwecji na pewno, bo sam sprawdziłem) urząd rejestrujący pesele (akurat tax office i skatteverket w tych krajach) nie zbiera (w Szwecji bo ma zakaz ustawowy) i nie wiąże numerów paszportu z peselem (numerem podatkowym) dla nowo rejestrowanego. Można sobie tych numerów pod różnymi adresami na ten sam paszport namnożyć. Ponieważ zakaz prowadzenia działalności i sprawowania funkcji w spółkach jest przyznawany “na pesel”, to jak się ma dwa… no sami rozumiecie.

Ta technika jest stosowana głównie do ciągłych i drobnych wyłudzeń, o poważnych z zakresu jaki opisuję to się robi inaczej (na słupa czy wtórnika).