Zamrażarka społeczna

System podatkowy jako metoda zamrażania hierarchii społecznej.

Ten tekst to raczej zdanie sprawy z tego co tu się wyrabia w północnym kołchozie, nie ma tu żadnej tezy, ani wniosków. To subiektywne spojrzenie na to jak funkcjonuje kolektyw w fazie upadku gdy motywacja wygaśnie, a obciążenie prawami z urodzenia jest tak wysokie, że nie ma po co się rodzić.

Tak sobie operujemy wokół Morza Długiego, a to w Estlandzie, a to w Polin, a to w Socjalistycznym Królestwie, a to nawet na viking się tworzy spółki u Królowej. Chąsa jakoś się wyżywi.

Przykład budżetu bez deficytu (choćby Szwecja, ale jak widzicie też PiSpolska) to tworzenie wirtualnych należności poprzez administrowanie należności (branie ich z urzędowego sufitu) i przypisywaniu ich podmiotom rynkowym, po czym wliczanie tego do bilansu jako środki, które się w budżecie ma w formie należności krótkoterminowych o charakterze natychmiastowej wymagalności. Formalnie jest to roszczenie (fordran, claim). Patykiem na podmiocie gospodarczym pisane. Skarbówka sobie nalicza na jakiś podmiot roszczenie no i ten podmiot ma zapłacić – akurat zapłaci – no zmuście mnie 🙂

W Szwecji problem jest na tyle duży, że porządni przedsiębiorcy ustawiają się do mnie w ogonek pytając co robić, jak radzić, bo ja wiem, bo ja takie rzeczy robię od zawsze i wszyscy wiedzą i że już nie dają rady i żebym im gotowce z teczki powyciągał, bo do formalności gotowce potrzebne. I właściwi księgowi co się w Amber stronę patrzą i głupich pytań nie zadają, a jedynie takie wymagane formalnie, nawet doradzą jakie odpowiedzi powinni usłyszeć. Znajomemu lemingowi jak dowalili podatek za jakieś usługi domowe (sprzątanie, pomoc starszym) to wyszło, że zostanie mu niecałe 400eur miesięcznie – połowa zasiłku socjalnego. Skarbówka zrobiła lemingom przepaść – trzeba im rozdać lotnie. Mamy lotnie, ale lemingi mają lęk wysokości – chcieliby, a boją się 🙂

Następnie się takie roszczenia pakuje w ładne, trzyliterowe opakowania (TBS – tax based securites) i sprzedaje do banku centralnego swapem przez rynek, dzięki czemu deficyta niet. Czyż nie pięknie mamy podopinane budżety?

Ach po cóż te podatki i dlaczego takie? Wszak z tych podatków nic kompletnie się już nie finansuje poza rozrostem aparatu biurwrzędniczego, który ma zarobki na poziomie ledwo nad zasiłkami, a poziom kompetencji jest taki tam, że kpiny można sobie z nich wprost robić i uniki gdy próbują przemoc stosować (kpiny związane z unikami gdy z rozrachunku przedsiębiorstwa wynika że złoto jest w kasie, kasę się konfiskuje, sztaby są – roszczenia uregulowane, a potem wychodzi co to za sztaby). Wilk kamieniami napasiony, leming cały.

Co więc takiego zapewniają podatki, skoro przy wzroście wpływów maleje zdolność do alokacji, w szczególności jakichkolwiek celowych, zyskownych alokacji? No bo skoro są wdrażane, są wysokie, są egzekwowane (w jakiejś ogólnej masie jednak są, z ich dysproporcji wynika, że bardzo nieskutecznie na jednych a bardzo drakońsko na innych), to ktoś je do czegoś stosuje. Po owocach ich poznamy.

Jest taki moment w każdym biznesie, kiedy rezultaty w stosunku do możliwości organizacyjnych osiągają kraniec zabezpieczonej wydolności (jego przekraczanie może roznieść organizację przy pierwszym czarnym łabędziu jak choćby choroba kogoś z kierownictwa i skrócenie przez to ławki kadrowej). Należy wtedy wyhamować ekspansję, zamrozić rynek i ustabilizować sytuację. Prosto napisać – ale jak to zrobić, kiedy ci co jeszcze nie zarobili też chcą zarobić? Jak im ciąć ambicje? Jak im podcinać skrzydła? Jak ich utrzymać na stanowiskach w hierarchii, tak żeby drabina spadała w dół w takim mniej więcej tempie jak oni się wspinają po niej? To nie są proste zagadnienia, skalibrowanie dynamicznego układu tak aby dawał statyczne rezultaty dla wybranych grup interesów i konkretnych osób i ich rodów nie jest łatwe, nie wiadomo czy nawet możliwe, a na pewno groźne dla samego stanu stagnacji w układzie dynamicznym.


Jak skarbówka fałszuje walutę.

No bo sami wiecie – inflacja, dodruk, Republika Weimarska. #glupi pisze, IT21 pisze

Wszyscy piszą, ale jak konkretnie się to robi. No niby co? Bank centralny nadrukuje i rozsypie ze śmigłowca? Krzywa philipsa się rozjechała i banki centralne straciły możliwość kontrolowania podażą waluty i stopami referencyjnymi inflacji, zatrudnienia i użytkowania środków produkcji (w tym kapitału, ale kapitału już śladowo).

Metoda jaką opisuję była legalna właściwie od zawsze, tylko nikt się nie skusił na tak desperackie działania, bo to by źle wyglądało w bilansach (na końcu jest czerwone storno, a ono nie wszędzie jest legalne). Jest ona banalna. Czy możesz sprzedać cudze zobowiązanie wobec Ciebie? No właściwie możesz, a ten, co je kupi i wie, że solidarnie z dłużnikiem nie oddasz, odsprzeda jeszcze większemu jeleniowi niż on sam. Z tym że takie żarty to można sobie robić na gwarancjach państwa w Fannie Mae – budżet płaci czyli na końcu podatnik. Ale można zrobić tak, że zapłaci użytkownik waluty.

Otóż trzeba podnieść ściągalność podatków! – zagrzmiał z trybuny trybun ludowy. Bo źli przedsiębiorcy nie płacą, a dobrych nie ma wcale! Bo nie są innowacyjni!

No jak trzeba to trzeba, przecież tak uradzili z bankowcami. Urzędy skarbowe muszą się więc wykazać. No i wykazują. Naliczają z sufitu należności (najlepiej to kradnąc już zapłacony vat, który należy się zgodnie z przepisami jako zwrot – nie oddamy płaszcza i co nam zrobisz?), a jak nie ma zapłaconych należności to niezapłacone też mogą być. Pakuje się takie należności w tax based securities za pośrednictwem banku komercyjnego, który wypłaca (na podstawie zabezpieczonego gwarancją US roszczenia wobec przedsiębiorcy) na tej podstawie należność “za podatnika” i puszcza ten TaxBS na rynek. Oczywiście nie dla psa kiełbasa, bo by się sprawa rypła – na rynek prosto do obcego banku centralnego, który robi z naszym swapa, że nasz skupuje od nich te śmieci, a oni nasze.

Normalnie to by oczywiście nikt tego nie kupił, bo przedsiębiorca może roszczenia nie uznać, pójść do sądu, wygrać i cały pogrzeb na nic – trzeba zrobić odpis i ścigać skarbówkę (o sobie bank akurat pościga skarbówkę, z jamnikiem na lwa polowanie), ale jak to weźmie jeleń (bank centralny), to właściwie kto by tam naruszał niezależność takiego banku? No i nikt nie zapyta czemu był odpis – ot zdarza się strata, a nawet jak się nie zdarzy to co to szkodzi? W skarbcu leży – jeść nie woła.

Cały klops w tym, że PiS w Polsce zrobił tak coś z 15*10^9 ojro dodruku i ceny poszły w górę o około 20%, właściwie nie ma czegoś takiego co nie podrożało w Polszy. Ale to i tak pikuś bo Szwedzi sfinansowali tym sobie program imigracyjny, zbrojeniowy i infrastrukturalny nie szczypiąc się w jednocyfrowe wykładniki potęgi.


Oczywiście ptacy niebiescy jakkolwiek na ceny nie odporni to grają jak im urzędy zagrają – chcecie należności – a prosimy Was bardzo, a dopiszcie sobie jeszcze, a co Wam mamy zadeklarować? I pięknie jest, bo takie programy to woda na młyn specjalistów od wbijania słupów i palików. Wszak każdy chce żyć, a polityka fiskalna jest jasna – dziel się zyskiem – zatrudnij ludzi. No zatrudnić – łatwo powiedzieć, ale płacić im trzeba, już pal diabli składki i podatki bo to taniej wyjdzie niż podatek od zysku, ale pensje. No i mamy takich figurantów co się za nich da odprowadzić składki i podatki, ale o pensje się nie upomną – a kto podniesie, że nie istnieją, jak w systemie są i składki odprowadzają? Zawczasu, z niebieskoptackiej przezorności, czując pismo nosem narobiliśmy takich w ciągu ostatniej dekady aż numerów pesel dla nich brakło w systemie.


Oczekiwany zwroty z zainwestowanego kapitału mogą być tak wysokie, że nikt nie ma pomysłu na tak zyskowne (racjonalne) alokacje, przez co nie powstaje zapotrzebowanie na surowce i są one tanie. W takiej sytuacji dochodzi do wykluczenia kapitału ze względu na nierealne oczekiwania. Kapitał przestaje pracować, zalega na rozrachunku i błyskawicznie zaczyna go pożerać inflacja (dawności zapadają na podjęciu dóbr), a w tym samym czasie całość rozliczeń stopniowo cofa się do skonsolidowanych kompensat pełnych, później fragmentarycznych kompensat pełnych, kompensat częściowych i wreszcie do walut niewymienialnych. Dalej jest już wymiana nieekwiwalentna (wojna) i barter.


To nie jest tak, że wszystko się nagle zawaliło. Inflacja i zacieśnianie systemu psuje usługi, drenuje jakość krok po kroku. Widać to z perspektywy dekad jeśli się w kilku krajach na raz mieszka i ma porównanie. Chociaż nawet tubylcy widzą obsuwę jaka ich dotknęła. I zwracają uwagę na to. Jeśli zdążą, bo niektórzy skończyli grzebiąc w śmieciach, a wielu popełniło samobójstwa waląc głową w mur rozregulowanej biurwy. To powszechny problem w Szwecji, Danii i Norwegii że frajerzy, którzy całe życie płacili składki i podatki, kiedy sami są w potrzebie zostają olani – wszak dla nich już nic nie trzeba, przyszłość jest śniada i jej się nieba przychyla.

Leming ostatnio wpadł trochę się posłupować, był przerażony ciemnoskórą kolejką w skarbówce i zastępem ochrony organizującym ruch w tej afrykańskiej dżungli wyczekującej zasiłków (skatteverket jest połączony z fsk – odpowiednikiem zus i trochę czegoś jeszcze przynajmniej w zakresie przestrzeni biurowej i personelu). Ponieważ futrzak jest przedsiębiorcą, to w skarbówce zdziwili się co on tu robi i trafił do jedynego okienka bez kolejki – tam gdzie nic nie rozdają (przynajmniej tak im się wydaje – nie płoszmy zwierzyny). Dawno temu, jeszcze w przed unijnych czasach byłem jedynym zakłócającym spokój urzędu przychodząc po różne interpretacje przepisów, składając papierowe dokumenty i czasem spotykałem tam innego przedsiębiorcę – można było się poznać. Może ja już tego nie widzę. Tak jak spływa po mnie jak po kaczce ostrzelane naprzeciwko domu przedszkole – dziury po kulach zalepiono a teraz nie ma po nich śladu.

Wszystko waliło się powoli, najpierw obsługa zajmowała dzień, góra dwa, potem było ciasno – bo EU się rozszerzyła, mieszkań już nie przyznawali w tydzień, no ale w miesiąc. Dziś na mieszkanie “z gminy” można czekać wiele lat i się nie doczekać. Dziś rejestracja biznesu zajmuje kwartał o ile się uda przejść rejestrację z mnóstwem pytań jak o wizę do USA, chyba że korzystasz ze sprywatyzowanej biurwy (i płacisz, co prawda nie tyle co u IT21, ale może niebieskie ptaki mają rabat za wylatane godziny), to wtedy da się to ogarnąć bez zawracania głowy w miesiąc – dwa. Ale przynajmniej bez zawracania d.

Powoli, z powodu cięć wydatków policja zniknęła z małych miasteczek, misie z suszarką to zjawisko jak na Krupówkach – są misie – rób z nimi selfie. Zniknęła też z dzielnic gdzie jest policja szariacka i muzułmańskie pogotowie, i muzułmańska straż pożarna. Bo państwowe tam nie wjeżdżają po tym jak zamordowano kilku strażaków i ratowników, a samochody obrzucono kamieniami. Ludzie sami sobie umieją zorganizować usługi “publiczne”, może lepiej, może taniej, na pewno jakoś to działa.

W ramach cięć w urzędach zatrudniono obcokrajowców nie rozumiejących za bardzo tego co robią. Ale wyuczonych na małpę procedur. Czy te procedury do czegoś realnego prowadzą – to już bez znaczenia, wszak w banku bywają zdziwieni kiedy konto posiada od lat osoba, która nie istnieje, ale nie prowadzi to do żadnych następstw, ponieważ nie ma na to procedury. Co to komu przeszkadza, że obrót na koncie generowany jest przez nieistniejącą osobę? Przecież zgodnie z procedurą bank wysyła co roku informacje na temat obrotu na kontach wszystkich istniejących osób. A o nieistniejące system nie wysyła zapytania. To przecież ma tak działać. A to że próba załatwienia czegoś to niekończąca się seria nieporozumień i komedia pomyłek to co to komu przeszkadza? Eksternalizacja usług do Indii ma swoje zalety kiedy skarbówka do uzasadnienia kosztu przelotu do Polski stawia podchwytliwe pytanie o wizę.

Z tym że mieszkańcy demoludów otrzaskani w kontaktach ze stalinowcami radzą sobie w tym bajzlu, a tubylcy nie. Tubylcy w tym bajzlu giną jak muchy. Oczywiście są i tacy otrzaskani co sobie radzą, najczęściej to tacy po przejściach z biznesami w Polsce, Rosji, Pribaltice. To naprawdę śmieszne, ale można iść do urzędu i po prostu powiedzieć, że się czegoś nie rozumie i nie wie co z tym zrobić.

Tubylcy nie dostają zasiłków tak łatwo jak NINJa. Najwyżej mogą sobie wziąć hipotekę na 80, 100 i 120 lat. Przy nieruchach w cenach 5-10 razy wyższych niż w pl (średnie zarobki netto są 3-4 krotnie wyższe, co oznacza że kwota w dyspozycji przy lokalnych cenach wymuszonych podatkami jest pod psem). Zadłużenie gospodarstw domowych jest tak wysokie, że stanowi problem w debacie publicznej poruszany najczęściej przez przedstawicieli banku centralnego (stopy procentowe są ujemne).

Szwedzi o tym co się dzieje u nich w kraju dowiadują się z cenzurowanego YT jak sobie wybiją dziurę VPNem albo podmienią ip. Skarbówka okrada ich ze wszystkiego co zarobią (zamrażarka społeczna), tak aby nie mieli szansy czegokolwiek się dorobić i żyli w biedzie i uzależnieniu od państwa. Nasi kolibrzy i wolnościowcy w rodzaju Kamila Cebulskiego (jestem fanem) to spolegliwe wobec urzędów owieczki w porównaniu z ekstremą jaka panuje na szwedzkich forach i z realnymi działaniami jakie tutejsze startupy stosują aby przebić się przez biurwę i złodziei. A nie miejcie złudzeń – tutaj nie dało się po dobroci przez trzy dekady więc nic miłosierdzia w tych ludziach nie zostało. Urzędnicy mają zastrzeżone telefony nie z powodu pogróżek, a z powodu ich realizowania. Strzelaniny pomiędzy policją a gangami motocyklowymi to nie są amerykańskie bajki – to rzeczywistość prowadzenia biznesu w Szwecji. Oni się ze swoją biurwą konfrontują zarówno na polu “prawa” (gdzie przegrywają), ale i militarnie (gdzie są traktowani poważnie) i fortelem (rejestracje spółek i tworzenie cudów księgowych wychodzi w Szwecji taniej niż w Polsce – tu przerób jest masowy, tutaj już inaczej się nie da).

Owszem – płoną samochody na ulicach, są strzelaniny, gwałty są codziennością, media o tym milczą i nikt nawet nie pyta dlaczego – wiadomości ludzie przekazują sobie p2p telefonami, spotkaniami w kantynie w pracy, kurierami rozwożącymi towar – dokładnie tak jak za wojny polsko-jaruzelskiej. Tę pętlę przepisów zaciskano im powoli, władzuchna sprawdzała ile tubylcy wytrzymają. Tubylcy nie okazali się oporni jak w demoludach, stali się kisielem. Zaczęli wykorzystywać system taki jaki jest, bo innego nie mają, a cała koncepcja państwowości i zwartości grupy jaką znają ma zupełnie inne podstawy niż u nas – dla Skandynawów grupa jest przymusowa pod stresorem natury, nie szkopa i ruska. Chętnie pomogą tym co nie nadążają, ale każdy musi wykazać, że radzi sobie sam na tyle na ile mu sił starcza bez ociągania się. To przecież Szwedzi pracują na czarno w swoim kraju, to oni wystawiają bleffaktury żeby wyprać kasę na płace pod stołem, to oni otwierają bleffirmy żeby rozmyć koszty. Obcokrajowcy to egzotyka, detal przy tym co oni sami u siebie odwalają. Wiele się tu można z zakresu księgowości nauczyć, warto skończyć tutejsze szkoły, bardzo poważnie traktują temat no i oni nie przeszli komuny – są z kapitalizmem otrzaskani od stuleci, dla nich ciągłość do pierwszego riksbanku i wojen z RON to ciągłość biznesu i księgowości. To nie są Janusze, co do wyłudzeń podatków i kpienia ze skarbówki usiedli od zeszłego wtorku. Dokręcono im śrubę do tego poziomu, że część tego kisielu po prostu zaczęła szerzej korzystać z bezpraworządności. To nie jest tak, że oni naiwnie pobiegli ze wszystkimi na urwisko. Nie podoba im się to, miało być inaczej, ale też to jak im to państwo bez imigracji wychodziło to nie był cud – nie ma się czym chwalić, jest to raczej straszliwa historia o tym co działo się na miejscu, a o czym aż wstyd im samym wspominać. Czasem wspomną coś o tym przemysłowym raju jak kradli brukiew i buraki z bocznic kolejowych, żeby mieć co jeść. O tym jakimi obozami pracy rolnej były domy dziecka, do których dzieci zabierano pod widelcem z wiosek, gdzie był od tak dawna rozród wsobny, że nie rodziły się tam wcale zdrowe osobniki od pokoleń – bo tu się ciężko podróżuje i bardzo trudno było się przeprowadzić. Czasem wspomną jak potężna była tu emigracja, jak pouciekali ze swojego kraju i skąd taka diaspora na Florydzie, skąd WASPy u władzy w USA. To wcale nie był raj, nigdy nie był. Dla elity władzy owszem – ale władza zawsze jakoś się wyżywi.

Jeśli żywicie przekonanie że w Skandynawii było fajnie i że jacyś imigranci coś im popsuli, to porzućcie złudzenia. Norwedzy to byli biedacy (jak nasi Kaszubi) do czasu odkrycia ropy i gazu w morzu. Ropa okazała się przekleństwem, które widać w Oslo gdy zamykany jest pełen narkomanów dworzec kolejowy. Całe to bogactwo wynika z kontrastu jaki wynikł ze zniszczeń wojennych w reszcie Europy. Jeszcze 150 lat temu jedli te same potrawy co my, tak samo robili śledzie, ogórki, chleb, kiełbasy – później z biedy je porzucili, ale pamiętają, że mają takie przepisy tylko panowała taka bieda, że nie było jak tego wszystkiego robić. Dziś większość potraw jest po prostu słodzona – to objaw nędzy przez jaką przeszli.

Zostały im jednak pamiątki, które u nas zniszczono – oddolną samoorganizację. Stowarzyszenia, kluby, budynki by te kluby miały miejsce, tradycję złażenia się sąsiadów w jedno miejsce aby podyskutować o problemach własnej wsi i aby stworzyć tym jakiś aparat przymusu na władzę. Bo to ciągle tutaj działa mimo ataków ze strony “społeczeństwa otwartego”, które wie lepiej jak ma być i po co jakieś oddolne inicjatywy, skoro na górze wiedzą lepiej?

Tutaj rolnicy tradycyjnie mają warsztat u jednego rolnika jako stowarzyszeni, tam mają swoje narzędzia i cały swój DUR – i nie nadużywają tego do prywaty. To pozwala utrzymać poziom techniczny przy minimalnych kosztach. W blokach są wspólne pralnie – tak można utrzymać mniejsze powierzchniowo mieszkania, mniejszy hałas i sprzedawać mniej pralek. Pociągi jeżdżą po pojedynczych torach z mijankami (tak – szybkobieżne pociągi – prawda że to jaja jakieś?) na technologii z lat pięćdziesiątych. To przaśna, dobrze zorganizowana bieda. Ale bieda. Jednak sam poziom organizacyjny warto sobie przenieść i zrobić tak u siebie. System kształcenia, w rezultacie którego pracownicy w fabrykach obywają się bez brygadzisty – sami wiedzą co robić – to coś co urzeka odwiedzających z Polski, chcieliby takiej organizacji u siebie “skąd oni wiedzą rano co mają robić?” to częste pytanie. Ten system jednak został mocno wysadzony z siodła podobnymi zabiegami jak u nas. A jeszcze nie tak dawno w firmach nie było płotów, bram i ochrony, bo nic nie ginęło nocą z placu. Podróże kształcą.

Nic nie stało się nagle, krok po kroku terminy wykonywania usług wzrosły, krok po kroku obsługa stawała się coraz tańsza i głupsza aż do niezdolności wykonywania usług, krok po kroku komplikowano usługi do tego stopnia, że normalny użytkownik, a nie nawet operator nie umie ich wykonać. Krok po kroku doprowadzono do sytuacji, w których jedynym racjonalnym sposobem prowadzenia długoterminowej działalności jest podzielenie jej na serię krótkich bankructw. Nie ma żadnej czerwonej linii, żadnej cezury kiedy to praworządnym ludziom gwint się zerwał i zaczęli żyć po swojemu, to było płynne przejście.

Bo podatki mają konsekwencje, szczególnie te w postaci opłat za dobra zmonopolizowane “dla dobra wszystkich”, takie jak energetyka, wodociągi, opłaty telekomunikacyjne i medialne. Ich konsekwencją jest bardzo poważna redukcja kwoty w dyspozycji szczególnie tych, dla których te kwoty są ważące w budżecie. Rządzenie pauperami wcale nie okazało się takie proste, trzeba było importować pracowników, ponieważ ludzie nie podejmują gorszej pracy niż mieli – po kryzysie po prostu nie podejmują żadnej, szukając czegoś na miarę “żeby było tak jak było”. A ich dzieci nie dziedziczą zawodu tylko szukają jeszcze lepszego.

I tak powstało społeczeństwo rurkowców – wykształciuchów zszokowane, że imigranci przejęli wszystkie “brudne” usługi i kasują ich jak za zboże. Utworzyli sobie urzędy do urzędowania, potworzyli kliki, koterie, struktury nepotyczne i chcieli ściągać podatki, opłaty i żyć z tego. Z tym że większości społeczeństwa nie można utrzymać z pracy mniejszości – odwrotnie można jakiś czas taki kabaret pociągnąć, ale tak jak spróbowali to się nie da. Nie dlatego że im firmy z kraju pouciekały, nie dlatego że nowe, duże firmy przemysłowe od ponad pół wieku w takim systemie podatkowym nie powstają nawet na państwowym dopingu. Nawet nie dlatego że korzystają z pracy niewolniczej importowanych z całego świata niewolników i zabierają im paszporty zmuszając do pracy na plantacjach i w fabrykach za czapkę gruszek. Nie. Zbuntowali się ich właśni przedsiębiorcy, którzy chcą się wybić, widzą że rynek jest, że są przestrzenie i zmienności do wykorzystania, tylko własna biurwa ich krępuje. Wszystkich, którzy krzyczeli, żeby każdego objąć biurwą, już wymiotło z rynku. Pozostali tylko ci konfrontacyjni – ostatni, którzy trzymają się na nogach.

Ale też nie ma ich co żałować – tam gdzie im się udało, a są bardzo dobrze zorganizowani, to odwracali na swoją korzyść całe systemy ssące, w Polsce Enea z rewersami opłat za prąd “przesyłany nocą po innej taryfie” a zasysany “dzienny” tak, że w rezultacie trzeba było dopłacać do eksportu nadwyżki, to ich numer. Część autostrad, które nie wyszły, to też ich kilki. W bankowości sobie poużywali, w transporcie, zrujnowali część przemysłu (głównie papiernie przejęte przez Stora Enso, ale i Swedwood namieszał w meblach i tartakach). Poniszczyli cegielnie, drukarnie. To zaraza, którą dobrze było pilnować aby nie wylazła od siebie. Gdyby nie ich działalność i wywracanie przemysłu całymi sektorami (a głównie to były spółki duńskie i szwedzkie) nie musiałbym emigrować. Więc mają co chcieli – sami się prosili i jeszcze mnie nauczyli jak to robią.

Z tymi śniadymi to jest tak, że socjal kupuje im bilety na baseny, na domy zabaw dla dzieci (takie małpiarnie, nie wiem jak to po polsku się nazywa) i na wszystko inne w tym posiłki, a oni mają tam chodzić i się socjalizować. Mało kto inny to odwiedza oprócz śniadych, ale skoro socjal (gmina) płaci, to się to buduje na dotacjach w miejscu starych fabryk i na rynku puchnie dziwaczna alokacja, bo jak takie miejsca są trzy na jednej ulicy przy arabskiej dzielnicy to coś jest nie halo.

Pod pokrywką wrze. Ale póki co socjalizm za mordę trzyma właścicieli mieszkań – czynsze są regulowane. Podobnie jest z cenami żywności – to sprawa polityczna. Inflacja szaleje, minimum socjalne rośnie, a od drugiej strony właściciele tupią (pojawił się pomysł przywrócenia katastralnego), nieruchomości na górce – podniesienie stóp procentowych do dwóch procent zmiecie rynek.

Jest jakiś powód żebyśmy i my nie wyrąbali tam sobie własnej No Go Zony? My żadnych kozaków nie mamy?


Szefowi Securitas (i przy okazji członkowi rady tego, śmego i Loomisu) podsowiecono tożsamość i zgłoszono do prywatnego bankructwa (co z automatu wywaliło go w bolagsverket ze stanowisk w spółkach) przy okazji biorąc kredycik. Porządek i bezpieczeństwo jest w kraju.

A tutaj policja szariacka w Szwecji: http://www.globaltruth.net/police-yes-there-are-no-go-zones-in-sweden/

Rozjechał się wskaźnik RU (użycie zasobów) z płacami i inflacją. Ten rozjazd wynika z podatków. Podatki wymuszają układy triangularne, w których dwie strony nie mogą ustalić wspólnie ceny zbytu, tylko storna trzecia (biurwa) narzuca sprzedawcy mniej niż wynosi cena, a kupującemu więcej niż wynosi należność dla sprzedawcy. Ponieważ jest to w termodynamice bardzo skuteczne obciążenie silnika, to nie ma lepszego sposobu do ścinania inflacji. Cała jaka pozostała jest z dodruku – każdy stara się produkować wydajniej aby uciec do przodu przed podatkami. A niektórzy wprost uciekają przed samymi podatkami powodując tym samym na rynku konkurencyjny dumping i zmuszając resztę do jeszcze większych oszczędności – co zmusza biurwę do podnoszenia podatków gdy w coraz efektywniejszych łańcuchach maleją wpływy.

To nie banki centralne mają narzędzia do manipulowania wycenami walut przymusowych – to podatnicy je mają. W takich warunkach nagłą, chwilową i wysoką inflację można wywołać gwałtownie obniżając lub znosząc podatki. Tylko że konsekwencją obniżenia podatków jest natychmiastowa utrata władzy na tych, którzy tę różnicę jaką klient i tak jest już gotów zapłacić, a tą którą sprzedawca chce uzyskać przejmą.

W wyniku zacieśniania polityki fiskalnej (spłaszczania pensji netto), utrudniania działalności jako jednoosobowe przedsiębiorstwa (ustawa o prowadzeniu księgowości to potwór) stało się bezcelowym dziedziczenie zawodów wykonawczych. Po co podejmować pracę trudną, brudną i odpowiedzialną skoro kwota w dyspozycji jest taka sama jak przy pseudo pracy? No i ludzie najpierw olali zawody poważne – ale te wypełnili imigranci ze zniszczonej wojną Jugosławii. A później nie było już tam wejścia dla obcych – nie było gdzie praktyk zorganizować i się czegokolwiek nauczyć. W rezultacie pozamykano większość szkół. Doszło do dalszej pauperyzacji i obecnie nie ma nawet po co się uczyć, ponieważ w takim systemie fiskalnym i tak nic to nie zmienia. Po co więc się wysilać?

No i tak to wyszło że nadanie przesyłki na oczekiwany przez klienta adres, z zawartością oczekiwanego towaru we właściwej jakości przerasta umiejętności przeciętnego rurkowca. Powstały więc drogie i “specjalistyczne” usługi dla firm, a ponieważ drogie to powoli skanibalizowało to gospodarkę redukcjami przy każdym kolejnym “kryzysie” i wypompowało te ssawki pozostawiając molochy terroryzujące urzędy swoją masą  “zwolnimy 2tys ludzi i pogrążymy miasto – nie fikajcie”, oraz operujące zupełnie w szarej strefie firmy z zasilaniem zewnętrznym w celu ominięcia oderwanych od rzeczywistości cen dla korpo. Ręce opadają jednak kiedy celem napadu na sklep jest kradzież mięsa, łososia, krewetek i kawioru – i co z tego że z kasy nie da się wyjąć kasy?


W tak poukładanym opodatkowaniu, wysokich kosztach stałych dla każdego mieszkańca (opłaty za wszystko) bezcelowym stało się akumulowanie czegokolwiek (wiedzy, umiejętności, środków produkcji) aby w przyszłości polepszyć swój byt. Ludzie zaczęli jeździć mniejszymi samochodami, niektórzy już tylko rowerami, inni znowu komunikacją publiczną (która z powodu infrastruktury kolejowej z lat pięćdziesiątych nie działa do tego stopnia że duże firmy puściły własne autobusy po szlakach kolei, gdyż pracownicy nie byli w stanie dotrzeć do pracy i rozkładali ręce – no nie da się). Mieszkają po kilku w dwupokojowych mieszkaniach, żyją sobie na długach – byle jakoś przeżyć. Zupełnie załamało się powstawanie firm z jakimikolwiek środkami trwałymi. Nowe, wielkie firmy nie powstają wcale od dekad. Życie gospodarcze zamarzło – Ci co wyrąbali sobie etatyzm w dużych, lobbowanych w państwie spółkach mają śmietanę (od setek lat te same rody), partyjni wyrąbali sobie ssawki – urzędy, które nic nie robią (są zupełnie bezwładne), Ci co wydrapali sobie obsługę jednych i drugich mają jako taki niepewny byt, póki na nich nie spojrzy chciwe oko państwa i ich nie wywłaszczy (więc brak środków trwałych – Ci co je mieli już okradzeni). A na dole zostali wypchnięci poza nurt gospodarczy pauperzy. Nie ma w takim społeczeństwie możliwości awansu, nie mają sensu żadne ruchy w ramach tego społeczeństwa. Skrajnym przypadkiem są protesty pracowników portu w Goteborgu, których próbowano oszukać podpisując “układ zbiorowy” z jakimś marginalnym (wyjętym z kapelusza) związkiem zawodowym, żeby wykazać że układ zbiorowy jest. Obecnie port przestał funkcjonować, a koszty są dla przemysłu eksportowego (a innego na tym zadupiu nie ma) dramatyczne. Niby ktoś tam wykazuje, że przecież pracownicy portu zarabiają “dużo”, ale jakoś inni chętni na ich miejsce się nie znaleźli. Obcy rozepchnęli się łokciami poza tym ustrojem (bo w ramach to tylko samobójca by się eksponował) i organizują sobie co mogą. Ale hierarchia społeczna się nie zmienia i dla władzuchny jest to niesamowity sukces zapewniający pozycję społeczną potomstwu. Kto jest z rodu co ma – ten ma, a reszta nawet się już nie kotłuje o resztki z pańskiego stołu. Jedyna zaleta jest taka, że w innych syfach policyjnych (jak Polska) jest jeszcze gorzej, a żyć trzeba.


Plan był inny. Plan był kolektywny, działał przez wieki – tak długo jak było zasilanie bliską zagranicą – Finami, Norwegami bez ropy, Rosjanami, Pribałtyką. Cały plan zasadzał się na tym, że warunki środowiska są na tyle ciężkie, że nie ma innej opcji niż “razem”. I trzeba było przytomnie rozliczać rezultaty więc kapitalizm, i trzeba było porzucać leniwych więc było brutalnie (XIX wieczny kapitalizm jest tu do dziś), i trzeba było ratować każde ręce do pracy bo były drogie, więc wspierano każdego kto nie chciał odpaść i cokolwiek z siebie dawał. Tak powstało społeczeństwo, gdzie każdy przykładał się jak mógł, nie obciążał innych o ile nie musiał i sam wstawał z kolan. Po wielkich emigracjach z biedy na przełomie wieków, wojnie domowej z Danią, oddzieleniu Norwegii w 1905, a później emancypacji Sumi (Finów) zaczęło kuleć zasilanie przemysłu mającego kilka wieków. Bo przemysł to nie kultura agrarna – pożera ludzi i nie wytwarza nowych. To nie jest tak że Szwedzi zgłupieli, przeszli na socjalizm i się im w głowach poprzewracało. Nie, po prostu w miastach się zestarzeli, przesunęła się średnia wieku, zaczęli wymierać, wieś która wyemigrowała do USA i Australii przestała zasilać przemysł nadwyżką biologiczną. Oni wymarli. Tak wygląda wymieranie w systemie kolektywnym gdzie jeszcze (z biedy) w miarę rozsądnie rozbudowywano małe ośrodki produkcyjne. Na puste miejsca powoli zaczęli wkraczać obcy, zdominowali ich administrację, całą gówno-pracę, i bogactwo przemysłu powoli zaczęło zanikać. Weszli Chińczycy – potrzebują nacisku na Rosję na każdej granicy.
Kolektyw daje wszędzie taki sam rezultat – wymieranie. Możemy żyć w gromadach – ale nie ciaśniej.