Zderzonko cywilizacyjek haves & have-nots

Cały tekst sprowadzi się do bardzo prostej kwestii – aby nauczyć się wkręcać śrubki trzeba dysponować śrubokrętem. A żeby nauczyć się zarządzać stocznią – stocznię, a państwem – państwo. Z drugiej strony – jeśli chcecie aby ktoś Wami rządził, to wypadałoby się tym rządom poddać. Z tym, że mamy pewną praktykę i pamięć historyczną co do tego jakie są tego rezultaty i zanarchizowana wolność daje nam lepsze skutki niż poddawanie się drylowi pruskiej armii. A wynika to z tego, że każde zignorowanie własnej woli i poddanie się cudzej wymaga od rządzącego, aby myślał za Was i robił to skutecznie w interesie i Waszym, i swoim. Co w żadnym poważniejszym przypadku nie sprawdza się, gdyż albo władca musiałby być oświecany bezpośrednio z Nieba w swoich decyzjach, albo rządzeni takimi głupimi nieborakami, że trzeba ich przeprowadzać przez ulice w sposób zorganizowany informując sygnalizacją o wybranych kolorach czy iść, czy nie iść – sami nie wymyślą^^
Łatwo postulować – ale skąd wziąć te narzędzia, które można dać dziecku żeby sprawdzić czy sobie poradzi? Jak to robiono dawniej, że się dało, a teraz jakoś tak pracownika z kompetencjami nie można znaleźć? Na potrzeby doraźne (“wyobraźmy sobie, że istnieje liczba^^” – żart, od którego rozpoczynają się niektóre twierdzenia matematyczne) nie żałujmy sobie wyobrażenia pewnych abstrakcyjnych własności (co wyklucza zrozumienie tekstu przez homo sapki młodsze niż lat mniej więcej dwanaście) takich jak gęstość zaludnienia / siłę komunikacji oraz stan posiadania / roszczenia. Oraz wszystkie krzyżowe stosunki tych 4 własności (tylko czterech, aby nie komplikować). Stanu posiadania nie będę z grzeczności definiował, każdy ma jakieś wyobrażenia – one są tym lichsze, im wyższa gęstość zaludnienia i siła komunikacji tych co sobie roszczą (o proszę – jak się już parametry we wzajemnych stosunkach układają – tylko w oderwaniu od rzeczywistości, czyli jak w każdym programie, który niczym nie steruje), roszczenia to twarde, niemieckie “ich will” dzielące rzeczywistość na to co jest i to co sobie wyobrażamy (być może to zrealizujemy). Gęstość zaludnienia to to, jak tanio jest nawiązać interakcję z drugim osobnikiem – na forum jest bardzo tanio i można to robić często, a w rzeczywistości (w czasach kiedy jeszcze nie wszyscy mieli telefony stacjonarne) trzeba było się pofatygować do znajomego i poświęcić na tę komunikację czas z kalendarza – handel wyglądał wtedy inaczej. Siła komunikacji zaś opisuje nam, jak bardzo możemy na kogoś nakrzyczeć aby był zmuszony spełniać nasze roszczenia.

^^ – ten symbol informuje, że z czegoś szydzę, zaznaczam sarkazm, albo sam nie daję wiary bzdurze jaką wypisuję – podniesienie brwi i dostrzeżenie własnej rogatości w duszy chąśnika pędzącego ku zatraceniu pomaga zrozumieć zwroty tak zakończone;

Starczy! Każde przedsięwzięcie zaczyna się od roszczenia – rościmy sobie od rzeczywistości coś czego w niej nie ma, ale jak dołożymy pracy to będzie. Najczęściej jest to tak, że układamy sobie w głowie jak to zrobimy, ponieważ mamy narzędzia i opanowaliśmy nimi jakie kompetencje to mamy wyobrażenie w jakich krokach, a jak dojdziemy do ściany naszych mocy korelacyjnych jakkolwiek wyobrażając sobie, że będzie to dobry punkt wyjścia to rozpoczynamy pracę licząc, że z rezultatem jaki uzyskamy to dalej “jakoś to będzie” i dokonując korekt w każdym następnym kroku wykonawczym uzyskujemy coś, na bazie czego nie musimy utrzymywać obiektu wyobrażonego (w pamięci operacyjnej) – mamy gotowy na stole i można sobie w rzeczywistości zmierzyć, sprawdzić, próbnie uruchomić i przemyśleć, co pozwala nam na dokonanie kolejnego takiego etapu i w jakiejś liczbie takich kroków uzyskanie rezultatu. Najczęściej pierwszy rezultat takiego algorytmu napaści na problem własnych roszczeń zawiera żaby (coś jest za słabe w stosunku do potrzeb, tu zgrzyta, tam syczy – problemy wieku dziecięcego produktu) oraz poważne overkill (z przytupem użyte są za ciężkie, zbędnie mocne elementy, za mocne silniki, smar idzie wiadrami – ale wszystko działa) – jeśli działa to sukces, a jeśli nie to zbudowaliśmy górę śmieci i po prostu trzeba sobie napisać na czole “głupi jestem” oraz często spoglądać w lustro. Jeśli zmarnowaliśmy zasoby to idziemy do kogoś starszego i mądrzejszego, przyznajemy w pokorze, że głupi jesteśmy, z myśleniem nam nie wychodzi i żeby nas przygarnął i nami korelował, bo inaczej z głodu sczeźniemy. Przynajmniej zachowanie się w taki sposób byłoby racjonalne. Ale jest to racjonalne wyłącznie, gdy odziedziczyliśmy zasoby aby dowiedzieć się, czy jesteśmy głupi czy mądrzy. Zasoby można zdobyć metodami operacyjnymi, co świadczy o pewnej zaradności i wchodzi w krew – od rzemyka do konika. Ale żeby je tak zdobyć, to one muszą w ogóle istnieć – nikt nie rabuje wcinających sorgo, bo nie bardzo jest z czego.
Są jednak ludzie (i to znakomita większość), którzy nigdy niczego nie posiadali, nic nie mieli, ale jak najbardziej sobie roszczą. Z tym, że ich roszczenia nie mają żadnego związku z eksperiencją w używaniu jakichkolwiek narzędzi, bo ani nikt nigdy ich władzy nie był poddany (więc nawet związki sobie wymyślili partnerskie, gdzie nie ma podległości – to paradne, bo nie jeden korelator podejmuje decyzje co i kiedy będzie spółkowane, a muszą dojść do metabolicznej zgody co może następować tak rzadko, że aż psuć dzietność), ani nigdy nie dysponowali narzędziem, które mogą popsuć i nikt na nich nie nakrzyczy. Tacy ludzie (lemingi) od początku swojego życia chowane na niewolników zawsze i bez wyjątku otrzymują narzędzie od starszego i mądrzejszego, ale że nic im nie można zabrać (nieskuteczna realizacja celu materialnego nie pozbawia ich zasobów, bo przecież to nie ich) więc można na nich wyłącznie nakrzyczeć. Czyli steruje się ich emocjami, co ma skutki metaboliczne. Aby sterować, musi być (wracamy do parametrów): siła komunikacji starszego i mądrzejszego, a ta jest tym łatwiejsza, im współkomunikaty od współniewolnych są zgodne z komunikatem od pana starszego i mądrzejszego, czyli nagana jest publiczna (tak jak spowiedź w niektórych sektach) i publiczna jest samokrytyka. Nie – to nie jest wymysł żadnego marksizmu czy sekciarstwa – tak nabierają rozruchu wszystkie struktury pierwotne, nawet szympansy tak funkcjonują mimo braku wielu warstw abstrakcji. Tylko czy chcemy zniżać się do poziomu szympansów?
Im ludzie są gęściej rozmieszeni (na przykład w przestrzeni biurowej), tym łatwiej jest nimi tak sterować i komunikaty są względnie (w proporcji do ich braku) silne. Ten numer nie przechodzi, jeśli rzemieślnik sobie samodzielnie dłubie w warsztacie i nikt mu na ręce nie patrzy, dlatego kamery poważnie demolują procesy produkcyjne i stosunki hierarchiczne (wszak podlega się szefowi monitoringu a nie kierownikowi zmiany) czego straszliwe rezultaty mają u pionierów w UK – przemysł tam dosłownie kwiczy, bo nikt nie chce pracować w takich warunkach w czymkolwiek, co ma mierzalne rezultaty w tak stresującym środowisku obserwacji. Skutek metaboliczny jest taki, że leming nie dąży do rezultatu materialnego (bo ten mu nic nie daje), tylko do pozytywnego komunikatu od pana starszego i mądrzejszego, albo chociaż nieobecności komunikatu negatywnego, co oczywiście przy takim zagęszczeniu tworzy powiązania poziome między lemingami w celu utworzenia hierarchii pozwalającej (bardzo ważny zwrot lingwistyczny) “tworzyć opinie”. Państwo rozumieją – zamiast uzyskiwania rezultatu materialnego metabolizm havenotsów prowadzi do produkowania opinii zastępującej rezultat materialny. I to się na poważnie dzieje – są tworzone opinie pisemne, oceny, kryteria, rezultaty, certyfikaty i licencje. Produkty nie – to zbędna fatyga. Z tym, że PSiM (pan starszy i mądrzejszy) po to ma niewolników, aby mu stworzyły rezultat materialny – jaki myśliwiec do pognębienia innych panów równie starych i przebiegłych jak on z gatunku homo pravus. Bo przecież niezależnie co to jest za orzeł z czekolady na samym końcu to to musi latać, a przynajmniej w czasie szarży mieć skrzydła – inaczej to jest po prostu głupie i pomylone. Lotniskowiec bez samolotów ze skrzydłami to kupa zmarnowanej blachy – no bez skrzydeł się nie da szarżować. Co pierwsi odkryli praszczurzy “nasi”, a przynajmniej Światowy Kongres Polan przypisuje sobie należności z ich (husarii) dziedzictwa bezspadkowego^^ I niech no tylko kto skontestuje, że każdy z nas ma za przodka nie husarza, albo i rycerza spod samego Grunwaldu (tylko po której stronie^^), dzielnego woja z samej Mieszka drużyny (po tym jak porzucił Pąpyla), ale niby jakiego chłopa poddanego tymże, co im w polu za raba ciężko kark zginał – gdzieżby!

Trzeba zrobić ściepę narodową…

Wróćmy jednak do korelatora, któremu lemingi się poddają. PSiM chce uzyskać rezultat i na nic mu te opinie – on opinii używa do sterowania lemingami, bo do sterowania tymi co coś mają, opinie się nie nadają – oni chcą na wymianę innych rezultatów materialnych, bo z nich będą budować coś co będą chcieli dalej zamienić po dołożeniu pracy. Metabolizm ludzi coś posiadających opiera się o dokładanie pracy do posiadanego kapitału, aby pozyskać rezultaty materialne, ponieważ całe życie mieli z tego zasilanie, które tak ułożyło im ścieżki metaboliczne, że praca mająca rezultat jest ważna. U lemingów takiej koincydencji nie ma – nic nie mieli czy uzyskiwali rezultat czy nie, za to jak nie to na nich krzyczano, więc propagacją wsteczną ich sieci są nauczone nierozróżniania celowości podejmowanych działań. Próbowałem ostatnio wyjaśnić lemingowi, w jaki sposób dokonałem przelewu bez użycia pśp. Otóż wydałem środki na towar w punkcie A w walucie SEK, towar został wysłany za drugie tyle do punktu B, gdzie trzecia część tej kwoty (ale już w PLN) pojawiła się na koncie leminga, a pozostałe dwie części rozdysponowały inne. Kompensata częściowa została dokonana. Udało mi się przelać przy użyciu towaru i włożonej pracy oraz kompensaty częściowej (w ilości 2/3 ceny końcowej po przeliczeniu kursów ½, bo SEK leży względem PLN) kwotę, jaką byłem zainteresowany i jeszcze wszyscy się przy tym najedli. Leming nie zrozumiał koncepcji (zaznaczę, że leming, który kiedyś prowadził DG i jak mu po roku kazali płacić ZUS to nie dał rady), kilkulatek miał podejrzenia, że zrozumiał, ale za dużo kropek tam było i nie był pewien czy to się opłaca. Leming nawet nie zrozumiał, jaki był zysk na złym kursie waluty jaką wydałem. Jeśli któryś z czytelników nie jest w stanie zrozumieć, jak przy użyciu wysyłki towaru dokonać przelewu, to nie wiem czy jest sens cokolwiek na tym portalu czytać (administracja każe mi nazywać to portalem, bo to niby urośnie, jednocześnie straszą że zamkną jak nie starczy na serwer – pełen synkretyzm^^).
Mamy więc wysoką gęstość ludności względem (to ważne słowo wyrażające proporcję) siły komunikatów i z tego powodu roszczenie, które można w warunkach naturalnych wykrzyczeć sobie w kierunku lasu i być może echo odpowie (albo wywoła wilka) odbija się i zazwyczaj wzmacnia po odbiciu od mnogości lemingów wzmacniających sygnał. Ponieważ sposób manipulowania lemingami opiera się o taką własność, że nie szukają materialnego rezultatu, który zaspokoi ich roszczenie – oni roszczą sobie zadowolenia PSiMa, ponieważ w ich układzie metabolicznym organizm zwróci im rezultat “sukces!”. W poprzednim stuleciu manipulowano tak wzbudzaniem elektrycznym ośrodka zadowolenia u myszy – jak mysz wskakiwała na przycisk, to pobudzało to mysz ku zadowoleniu. Mysz skakała, nie jadła, nie piła i z wycieńczenia zdechła. Lemingi nie mają dzieci, nie mają hobby, nie mają życia poza Babilonem, mają multum wzbudzających kontaktów w swoich głaskofonach, mają roszczenia by na nich nie trąbić, kiedy zagapione w telefon przejeżdżają przez jezdnię rowerami, nie dysponują narzędziami i nie umieją ich obsługiwać. Z tym, że PSiM chce rezultatu materialnego i wokół ma oblegającą go bandę wytwórców opinii, natomiast potrzebuje wytwórców rezultatów materialnych. Do tej sytuacji doszło w ciągu ostatnich 50 lat, ponieważ gwałtowna podaż ludności nie szła w parze z podażą dóbr. Znaczną część “rezultatu” rolowano na przyszłość obiecując emerytury, obligacje, wyniki w przyszłości. Konsumpcja następowała w czasie teraźniejszym, ludność w rezultacie jest bardzo biedna, dużo wytwarza, ale wyłącznie na podtrzymanie mocy jałowej, a konkurencja między PSiMami opiera się o moc swobodną. Warto sobie postawić pytanie, dlaczego wytwórcy dóbr materialnych nas nie otaczają i w szyku zwartym nie nawiązują łączności z PSiMami?
Katechizm – jest pytanie do już gotowej odpowiedzi, bo przecież po co inaczej stawiałbym pytanie? Siła komunikatu wzmocnionego przez lemingi zagłusza nieczęsto występujący rezultat materialny zwany stanem posiadania. Po prostu w takiej gęstości zaludnienia i roszczeniach wynikających z proliferacji roszczeń w samowzmacniającym się cyklu “co to nam się jeszcze marzy” sprowadza się do ekspresji coraz większych obietnic składanym PSiMu dobrodziejowi lemingów, który karmi i karci, rezultaty materialne (stan posiadania) nie są na miarę czyichkolwiek marzeń, wobec czego nie można ich zanieść PSiMu i przedstawić jako godny rezultat – żaden leming się tego nie podejmie. A jakikolwiek wytwórca ma i tak w nosie zdanie lemingów i PSiMa bo niby co mu da na wymianę? Wytworzone opinie? I co sobie można z tymi IOU zrobić? Wymienić akcje na obligacje? Na walutę, za którą nie można uzyskać jakościowych produktów?
Lemingi mają jednak rozwiązanie – oczywiście kolektywne. Należy zebrać się w kupę, zrobić ściepę (narodową) i do tej wielkiej góry zrzutkowej (zwanej wspólnym kotłem) dopuścić wytwórców rezultatów, aby sobie co wybrali i co nam z tego innowacyjnego zrobili co da nam większą górę. I pomysł nawet wydawałby się przytomny, z tym że nigdy nie zadziałał – a to dlatego, że do wzbudzenia leminga do racjonalnego działania i dokonania konsolidacji pasywów (poddania rezultatów swojej pracy ocenie ludzi, co już mają rezultaty) potrzeba naobiecywania mu takich bajek, które przebiją jego próg wzbudzenia do czynu. Ponieważ leming działa tylko w trybie emocjonalnym i do operowania nim potrzebny jest PSiM, to trzeba nakarmić PSiMa (hetmanów naszych umiłowanych – jednookich w tłumie ślepców) albo obniżyć gęstość występowania leminga (stosując ujemniki demograficzne w trybie ostrym). Co od razu przypomina nam o stosowaniu już takiej praktyki, która polega na wyzyskaniu leminga obiecankami, a po uzbrojeniu hetmanów po zęby trzeba strzelać do ryli z roszczeniami wywiązania się z umów “że miało być tak pięknie”, bo żeby strzelać do Duńczyków to już kuśki hetmani mają za krótkie. W rezultacie mamy dwa zjawiska robienia lemingów w konia (sami siebie robią, ale im po prostu nikt w tym nie przeszkadza), pierwsze zewnętrzne przez obce PSiMy, co im dostarczą jakieś tam rezultaty materialne (wielkie fabryki, kombinaty przemysłowe i cud technologię – lata siedemdziesiąte? powerpoint?), ale zapłacić trzeba będzie później po zmianie $ds w wyniku tej produkcji, więc towar będzie mało warty, a odsetki przewyższą ROI, w rezultacie będzie trzeba to spłacać licho wycenianymi towarami masowymi do masowej konsumpcji, którymi PSiMi zadowolą swoje lemingi w obcym kraju i utrzymają władzę, a nasze lokalne lemingi będą musiały sobie odjąć od gęby zbierane grzyby, jagody i mirabelki. A drugie to takie, że ludzie umiejący uzyskać rezultaty materialne – wykonawcza kadra techniczna (na przykład ja) rozezna swoim własnym korelatorem (każdy ma swój) co się z tego da zrobić, a czego ludzie potrzebują i dadzą za to jagód, grzybów i mirabelek od razu, po czym wpuszczone z konieczności do tego spichlerza przysporzą biednym lemingom bogactwa eksploatując tę wielką górę zrzutki na potrzeby jakie lemingi rzeczywiście mają. Czyli wbrew planom i woli lemingów zrealizują ich potrzeby materialne, po czym lemingi na kadrę nakrzyczą, że przecież miały taaaakie wizje, a zrealizowano tylko budowę jakiego złodziejowa (czyli lemingi dostały domy) zamiast szklanych domów. Dom wariatów. Stojąc w kolejce u pasera ganimy złodziejstwo^^
Tak właśnie wygląda zderzenie cywilizacji havenotsów-wizjonerów i tych co coś mają będąc przytomnymi co da się z tego zbudować. Wizjonerzy planują zbudowanie czegoś, co z braku kluczowych elementów nie zadziała (zabraknie klocków), ludzie racjonalni budują obiekty takie, które wobec liczby klocków są tak nikłe, iż klocki stanowią wielkie mnóstwo. Należy ograniczać własne marzenia. Może nie mamy sił na niepodległy i suwerenny rezerwat w skali państwa, ale wolne miasto może być rezerwatem na miarę naszej potęgi^^ Te dwie cywilizacje na siebie co jakiś czas włażą, bo lemingi uparcie zbierają do wspólnego kotła i próbują tam przymusowo wrzucać graty ludzi co mają własne kotły. Wyrosły nam całe grupy pasożytujące na naiwności lemingów tworzące systemy transakcyjne, wytwórców masowych nastrojów i propagatorów opinii oraz cały aparat administrujący tym absurdem. Z tym, że absurd opierał się na stałej podaży młodego, dającego się wzbudzić leminga, aż zastosowano bodźce tak silnie wzbudzające lemingi do poszukiwania bodźca, że zapomniały się rozmnażać.

… i kupić bombę atomową

Na tym się sprawa nie skończyła – wytwórcy dóbr stali się dobrem tak rzadkim i tak niejawnym, że kolektyw postanowił zaradzić problemowi i mianować wytwórców, certyfikować etc. Oczywiście z braku takich prawdziwych co mieli narzędzia w ręku, zaczęli brać takich z łapanki na przeróżne kształcenia w ramach pośredniaków (w wielu krajach model jest identyczny bo kraje są oddzielone granicami tak dla żartu, żeby ładnie się nazywało i symbolika była), czego rezultat widać dookoła – jakość powala. Oczywiście dobudowano do tego trójkąt kontrolny, sprawozdawczy – to umieją (opisywałem w wynalezieniu koła od nowa) i od nowa wymyśla się technologię, którą wystarczyło kupić od tych, co chcieli ją sprzedać – od poprzedniego pokolenia wytwórców. Ja kupiłem. Otóż problem z człowiekiem przyuczonym do wytwórczości jest taki, że lemingi od niego chcą tych wytworów, a łun przecie też – w końcu je robi. Jakby strzelił focha to się go straszy moralnie, opinią, lolą a nawet likwidacją teleranka. Nawet jak nie chciał wcześniej, to jak już zrobił to chce – ludzie tak mają, że co w garści to im się podoba i spróbuj im to zabrać. To naturalny, zdrowy odruch. Mieć, a nie być havenotsem. Bo przecież marzeniem każdego prola jest zostanie burżujcem^^ Marzenie to ma racjonalną przesłankę if/while. Jeśli miałbym narzędzie && materiał, to bym zrobił to, to i tamto, podczas gdybym uzyskał te rezultaty, to zamieniałbym je na to śmo i dziesiąte i tak by mi się dobrze żyło. Ale że nie spełniam warunku pierwszego i drugiego to cała logika w łeb bierze, więc trzeba mieć. Mieć. Są tacy co wybierają być ponad mieć, ale jak Kali mieć karabin to tamtych zaraz może nie być. Ponieważ jednak wytwórcy mianowańcy nie mają przetestowanych w praktyce kompetencji i jeszcze nie są odcedzeni redukcyjnie przez rynek, to dzielą rezultaty z tymi co wytwarzają o nich opinie. W rezultacie mamy kilka biurew nad jednym wytwórcą. Koncepcja, aby do roboty wzięło się więcej ludzi i wtedy będziemy bogatsi wszyscy, a przynajmniej nikt nie zbiednieje napotyka ten oto kłopot, że każdy oczekuje większej zapłaty za rezultat niż jest on warty, a szczególnie mało jest warty, kiedy wytwórca dopiero zaczyna swoją ścieżkę kariery, co powoduje, że dinozaur zarabia dwa rzędy wielkości więcej od nowicjusza tylko na fakcie niemarnowania zasobów. W takich warunkach zaczynać nikt nie chce – nikt nie chce pracować. Wszyscy chcą nadzorować cudzą pracę^^

Koncepcja, aby rzucić lemingi (wszystkie) zza biurek do pracy jest nie do przyjęcia z punktu widzenia lemingów, ponieważ konsekwencją tego byłoby poddanie się ocenie rezultatu przez tych co umieją rezultat wytworzyć, a to są typy niekomunikatywne, niekolektywne, a ich decyzje nie podlegają dyskursowi, dyskusji i odwołaniom. Dlatego że ostatecznym celem każdego PSiMa jest posłanie grup realizacyjnych ze skrzydłami i nie ma takiej opcji, żeby narzędzia w jakie są wyposażeni nie zadziałały – nie zrobiły materialnego wrażenia materialnymi zniszczeniami na innym PSiMie. Tych co posiadają żadnymi podjazdami emocjonalnymi nie da się przekonać – można jedynie zastosować środki niszczące – to jedyny język, jakim operują we własnym gronie posiadaczy. Mamy obecnie końcówkę dużego cyklu i już mało kto jest chętny pracować – sami chętni na stanowiska kierownicze przychodzą, tak rozbudzone są roszczenia. I tak lichy jest stan posiadania. Tak wysoka jest też gęstość zaludnienia i siła komunikatów tej ludności. Niby sprawę ratuje się importem naiwnych z Afryki i Azji Centralnej, jednak przepaść technologiczna nie pozwala na wdrażanie ich w niescalony hajtek. W scalaki tak, o ile do scalaków będą serwisanci (i znowu dwa rzędy wielkości na przekładni zarobków). Trzeba więc będzie na pewne parametry rzucić ujemniki – od dwóch lat mamy taki kryzys, że produkcja cywilna stanęła, badania są żartami, natomiast specjalistów przekonuje się marchewką (na razie marchewką), że dobrym pomysłem jest zajęcie pozycji strategicznych w sektorach strategicznych. Duże cykle gospodarcze zazwyczaj kończą się poważnymi konfliktami i wtedy siła branż strategicznych jest istotna – życie plebsu nie, na nie trzeba rzucać ujemnik. Dlatego zaimportowano gigantyczne ilości plebsu z całego świata w oczekiwaniu na konflikt.

Spodziewam się tradycyjnego rozwiązania tego problemu cywilizacyjnego, bo dóbr jest ile jest i jeśli podzielimy na mniejszą liczbę chętnych to nawet bogato będzie. Z przyczyn praktycznych rozróżnienie, komu dajemy szansę na redukcję jest dość banalne – wojny wygrywa się w fabrykach. Kto się nie załapie do fabryki bo nie będzie nic umiał, dostanie karabin, jak nie umie strzelać – żadna przeszkoda – będzie w pierwszym szeregu kule łapał^^
I problem zostanie ostatecznie rozwiązany – przynajmniej do następnej razy.